W położonej nieopodal Wrocławia gminie Wisznia Mała ma powstać nowoczesne centrum logistyczne, którego inwestorem są Amerykanie. Upatrzyli sobie oni tereny po dawnym poligonie. Wartość inwestycji? Bagatela 1,5 miliarda złotych, wpływy z podatków będą stanowiły około 14 procent rocznego budżetu gminy, co stanowi 11 mln zł i to z samego tylko podatku od nieruchomości, a gdzie CIT? Do tego: zlecenia dla polskich firm przy budowie centrum, budowa nowej drogi przez inwestora, a także miejsca pracy dla mieszkańców gminy i powiatu trzebnickiego. Do inwestycji może jednak nie dojść z powodu protestu grupy mieszkańców.
Bez inwestycji wieś się wyludni
Wieś wymiera. Matematyki nie da się oszukać. Jak wskazuje profesor Monika Stanny, dyrektor Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa z Polskiej Akademii Nauk, tylko 1/3 gmin wiejskich w Polsce to gminy, które koncentrują ludność, a aż 2/3 stanowią gminy wiejskie i miejsko-wiejskie, które się wyludniają. Prof. Stanny alarmuje, że są to obszary „drenowane z ludności”.
Kto wyjeżdża ze wsi? Nie ma zdziwienia, są to głównie ludzie młodzi. Początkowo ma to związek z nauką, później pracą, a następnie decyzją o założeniu rodziny w mieście. Na wsi upadają kolejne gospodarstwa, pracę można znaleźć w mieście. Istnieje szansa na utrzymanie młodych w miejscu urodzenia, ale do tego niezbędne są miejsca pracy. Niestety, gdy plany powstania takowych się pojawią rozpoczynają się protesty.
Kto protestuje najczęściej? Mieszkańcy miast, którzy przeprowadzają się na wieś, czy to w celach letniskowych lub takich, aby spędzić ostatnie lata swojego życia wśród przyrody. Nagle okazuje się, że na wsi, wcale cicho nie jest. Wtedy zaczyna przeszkadzać wszystko, odgłosy hodowanych zwierząt, silniki maszyn, kombajn na polu, zapach z gospodarstw, czy jak w tym przypadku inwestycja, która może dźwignąć gminę i postawić ją finansowo na nogi. Mechanizm blokowania rozwoju regionów wiejskich od zawsze jest ten sam.
Fakty, bez zbędnej ideologii
Nie znam przypadku, w którym podczas próby lokowania jakiejkolwiek inwestycji nie znalazłaby się grupa protestujących. Dzieje się tak w całej Polsce, w każdym sektorze, a już najpewniej tym związanym z rolnictwem. Do oprotestowywania wszystkiego co się da przyzwyczaili już nas „lokalni aktywiści ekologiczni” działający na naszym polskim rynku. W ich ocenie wieś, tereny wiejskie i niewielkie gminy, mają być ostoją dla zwierzyny i miejscem wypoczynku dla ludzi z miasta, którzy na zasłużonej już emeryturze kupują skrawek ziemi pomiędzy polem i lasem, i skarżą się, że rolnik rusza o 5 rano w pole. Z czym mamy do czynienia w tym przypadku?
Otóż w podwrocławskiej wsi Malin, na terenach pod dawnym wojskowym poligonie, ma powstać inwestycja, która mogłaby stymulować gospodarczo całą okolice. Niemałe pieniądze chcą wyłożyć na nią Amerykanie z firmy Develii i Hillwooda. Czy taka stymulacja jest potrzebna?
Z danych GUSu wynika, że bezrobocie rejestrowane w powiecie trzebnickim, w którym leży miejscowość Malin, wynosiło w 2022 roku 5,0% zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn. Jest to znacznie więcej od stopy bezrobocia rejestrowanego dla województwa dolnośląskiego.
Dodatkowo, wśród aktywnych zawodowo mieszkańców powiatu trzebnickiego 13 150 osób wyjeżdża do pracy do innych gmin, a 6 564 pracujących przyjeżdża do pracy spoza gminy – tak więc saldo przyjazdów i wyjazdów do pracy wynosi -6 586.
14,5% aktywnych zawodowo mieszkańców powiatu trzebnickiego pracuje w sektorze rolniczym, 37,1% w przemyśle i budownictwie, a 22,0% w sektorze usługowym.
Powstanie dużej inwestycji logistycznej na terenie oddalonym od wsi i to jeszcze w sytuacji, gdy inwestor zamierza zbudować własną drogę może okazać się dla lokalnego biznesu czasem złotych żniw, tym bardziej, że w powiecie więcej mieszkańców zajmuje się przemysłem i budownictwem niż klasyczną produkcją rolną.
Podsycanie w ludziach strachu
Po o głoszeniu powstania inwestycji niemalże natychmiast aktywowała się w sieci grupa jej przeciwników, którzy za oręż wzięli sobie argument, że duża ilość samochodów dostawczych zniszczy lokalne drogi w miejscowości. Argument został natychmiast zbity przez inwestora, który zapowiedział, że przed realizacją pierwszego budynku inwestycji wybudowana zostanie zupełnie nowa droga gminna, której koszty pokryje w całości inwestor, i że będzie ona prowadziła od węzła Kryniczno bezpośrednio do inwestycji. Mieszkańcy również będą mogli korzystać z tej drogi, bo dla nich będzie to najszybszy dojazd z Malina do trasy S5.
Protesty jednak nie ustawały, pojawiały się kolejne, jeszcze bardziej absurdalne zarzuty, które z czasem traciły walor merytorycznej dyskusji, a zamieniły się w zwykłą populistyczną przepychankę podsycaną strachem… Inwestycja miała bowiem sprawić, że zabraknie w gminie wody…? Gdy okazało się, że inwestor w swych planach uwzględnił budowę własnych studni oraz budowy gminnych wodociągów, argument upadł. Wówczas podważano już w zasadzie wszystko, bazując na ludzkiej niewiedzy i strachu.
O tym, że ziarno nie padło jednak na podatny grunt może świadczyć to, że „aktywiści”, jak nazywają ich lokalni mieszkańcy, pojawili się na ostatnich dożynkach w miejscowości Szewce (w tej samej gminie, w której ma być realizowana inwestycja). Przynieśli swój wieniec (chociaż nie są rolnikami), a w miejscu krzyża wstawili tabliczkę ze swoimi postulatami. Żeby tego było mało, uroczysty charakter imprezy za, którą czekają rolnicy przez cały rok, postanowili zakłócić zabierając ze sobą własne nagłośnienie i przekrzykiwać za pomocą niego przemowy wygłaszane z głównej dożynkowej sceny.
Na filmikach zamieszczonych w Internecie widać jak kilkuosobowa grupa protestujących jest „przeganiana” sprzed sceny przez rolników: „nie jesteście rolnikami”, „przestańcie jątrzyć”, „zabierzcie tego swojego chochoła” wykrzykiwali wściekli mieszkańcy okolicznych wsi. Koniec końców „protestacyjny wieniec” został wyniesiony, a protestujący opuścili teren imprezy.
Lepiej protestować, niż usiąść do stołu i wygrać negocjacje?
Nowoczesne firmy o światowej renomie, rozumieją konieczność wykorzystywanie czynnika Społecznej Odpowiedzialności Biznesu. Działania CSR, chociaż raczkujące jeszcze w Polsce, na zachodzie od dziesiątek lat są normą. U nas utarło się jednak, że najlepszym rozwiązaniem jest przywiązanie się łańcuchem do drzewa, zamiast ubrać marynarkę, usiąść do stołu i zapytać inwestora „jakie działania zamierza pan podjąć w obszarze CSR?” lub prościej, czy inwestor w ramach dobrej współpracy wyremontuje nam szkołę, przychodnię, albo oddział szpitala? Może podejmie wysiłek stworzenia boiska dla dzieci?
Musimy mieć świadomość, że przy inwestycjach rzędu 1,5 miliarda złotych, budowa boiska dla mieszkańców, remont szkoły lub inna działalność społecznie odpowiedzialna jest dla inwestora błahostką. Niestety podsycanie nastrojów społecznych, podburzanie ludzi na podstawie własnych wyobrażeń, a nierzadko małostkowości jest znacznie łatwiejsze niż wysiłek związany z rozwojem.
Skończy się pewnie jak zwykle. Inwestor zrezygnuje z wysiłku inwestycyjnego na danym terenie, znajdzie lepszą lokalizację – nie wykluczone, że za granicą – a Polacy zostaną z dziurą w ziemi na terenie dawnego poligonu i 5% bezrobociem w niełatwych czasach.