Brazylia zablokowana! To koniec „podwójnych standardów” i nieuczciwej konkurencji zza oceanu. Unijny komitet SCOPAFF podjął historyczną decyzję o wykreśleniu Brazylii z listy krajów uprawnionych do eksportu kluczowych produktów na rynek Wspólnoty. Od 3 września 2026 r. z unijnych stołów znikną brazylijskie steki, filety i miody.
Pełna lista towarów objętych zakazem (od 03.09.2026):
Zgodnie z decyzją komitetu PAFF z dnia 12 maja 2026 r., blokada dotyczy następujących kategorii produktów z Brazylii:
Mięso wołowe
Mięso drobiowe
Mięso końskie
Produkty akwakultury (ryby i owoce morza)
Miód
Osłonki naturalne
Brazylia: Dlaczego Bruksela uderza w eksport giganta?
Główną przyczyną tak drastycznego kroku jest brak stosownych gwarancji w zakresie stosowania antybiotyków. Brazylijscy producenci nie byli w stanie przedstawić oświadczeń potwierdzających, że leki podawane zwierzętom (często jako stymulatory wzrostu) nie przenikają do mięsa.
Wiceminister rolnictwa, Stefan Krajewski, podkreśla, że decyzja ta była jednomyślna wśród wszystkich państw członkowskich. To jasny sygnał: unijny rynek nie jest już otwarty dla tych, którzy nie chcą grać według tych samych reguł, co polscy i europejscy rolnicy.
Co to oznacza dla polskiego rolnika?
Dla krajowych producentów wołowiny i drobiu to informacja o znaczeniu strategicznym. Wyeliminowanie giganta, jakim jest Brazylia, zdejmuje z rynku ogromną presję cenową.
Wyrównanie szans: Polski rolnik, podlegający surowemu reżimowi sanitarnemu i wysokim kosztom produkcji, przestaje konkurować z towarem produkowanym przy użyciu metod niedozwolonych w UE.
Luka podażowa: Brazylia dostarczała do UE ogromne ilości wołowiny kulinarnej (m.in. dla sektora restauracyjnego). To idealny moment dla polskich grup producentów, by zająć to miejsce produktem o gwarantowanej jakości.
Bezpieczeństwo konsumenta: Decyzja kończy erę „mieszanek miodów z UE i spoza UE”, w których brazylijski surowiec o niepewnym składzie zaniżał ceny rynkowe.
Sygnał dla Mercosuru
Choć umowa UE-Mercosur obowiązuje tymczasowo od maja 2026 r., blokada Brazylii pokazuje, że standardy sanitarne (SPS) są nienegocjowalne. Nawet najszersze porozumienia handlowe nie ochronią eksportera, który nie potrafi udowodnić czystości swojej produkcji.
Dla Polski to sukces dyplomatyczny i realne wzmocnienie bezpieczeństwa żywnościowego. W dobie globalnej niestabilności skrócenie łańcuchów dostaw i oparcie rynku na lokalnej, sprawdzonej żywności staje się priorytetem całej Wspólnoty.
Redakcja Agro Profil na podstawie komunikatu MRiRW
Mszyce to jedne z najczęściej pojawiających się szkodników w ogrodach, sadach i tunelach foliowych. Atakują warzywa, drzewa owocowe, kwiaty i krzewy ozdobne, a ich pojawienie się potrafi w krótkim czasie poważnie osłabić rośliny. Wystarczy kilka ciepłych dni, aby kolonie mszyc zaczęły bardzo szybko się rozmnażać.
Wielu ogrodników zauważa, że problem z mszycami pojawia się coraz wcześniej. Ciepłe wiosny i długie okresy bez opadów sprawiają, że szkodniki mają idealne warunki do rozwoju. Najczęściej można je zauważyć na młodych pędach, liściach i kwiatach.
Skąd biorą się mszyce i dlaczego są groźne?
Mszyce żywią się sokami roślin, przez co osłabiają ich wzrost i powodują deformację liści oraz pędów. Rośliny zaatakowane przez szkodniki często przestają prawidłowo rosnąć, a owoce i warzywa są znacznie słabszej jakości.
Problemem jest również to, że mszyce bardzo szybko się rozmnażają. W krótkim czasie potrafią opanować całe grządki albo drzewa owocowe. Dodatkowo wydzielają lepką substancję nazywaną spadzią, która przyciąga mrówki i sprzyja rozwojowi chorób grzybowych.
Co na mszyce? Wielu ogrodników zaczyna od domowych metod
Gdy szkodników jest jeszcze niewiele, wiele osób najpierw sięga po naturalne rozwiązania. Domowe sposoby na mszycę są popularne przede wszystkim dlatego, że pozwalają ograniczyć stosowanie chemii w ogrodzie.
Jednym z najczęściej stosowanych rozwiązań jest oprysk z wody z szarym mydłem albo wyciąg z czosnku i cebuli. Popularny jest również oprysk z pokrzywy oraz roztwór octu rozcieńczonego z wodą.
Wielu działkowców wykorzystuje także naturalnych wrogów mszyc. Bardzo pomocne bywają biedronki, których larwy potrafią zjadać ogromne ilości szkodników. Domowe sposoby na mszycę najlepiej sprawdzają się jednak wtedy, gdy problem zostanie zauważony odpowiednio wcześnie. Przy większej liczbie owadów często konieczne okazuje się zastosowanie mocniejszych środków.
Jaki środek na mszyce wybrać?
Gdy mszyce szybko się rozmnażają, wielu właścicieli ogrodów sięga po gotowe preparaty dostępne w sklepach ogrodniczych. Dobry środek na mszyce powinien działać szybko i jednocześnie być bezpieczny dla roślin. Popularne są zarówno środki chemiczne, jak i preparaty biologiczne oparte na naturalnych składnikach. Wielu ogrodników wybiera dziś preparaty zawierające oleje roślinne albo wyciągi naturalne, ponieważ są łagodniejsze dla środowiska.
W sprzedaży dostępne są między innymi preparaty na mszycę w formie gotowych oprysków oraz koncentratów do rozcieńczania z wodą. Najczęściej stosowane są środki przeznaczone do warzyw, drzew owocowych i roślin ozdobnych. Specjaliści podkreślają, że oprysk najlepiej wykonywać wcześnie rano albo wieczorem, gdy nie ma silnego słońca. Ważne jest również dokładne opryskanie spodniej strony liści, ponieważ właśnie tam najczęściej ukrywają się szkodniki.
Mszyce w tunelu foliowym potrafią szybko zniszczyć uprawy
Dużym problemem są również mszyce pojawiające się w szklarniach i tunelach foliowych. Wysoka temperatura oraz wilgotność sprawiają, że owady rozmnażają się tam wyjątkowo szybko.
Szczególnie narażone są pomidory, papryka i ogórki. Wielu właścicieli tuneli zauważa, że wystarczy kilka dni, aby mszyce opanowały znaczną część roślin.
Dlatego specjaliści podkreślają, że bardzo ważna jest regularna kontrola upraw i szybka reakcja po zauważeniu pierwszych szkodników. Im wcześniej zastosowany zostanie środek na mszyce albo naturalny oprysk, tym większa szansa na uratowanie roślin.
Czy da się całkowicie pozbyć mszyc?
Wielu ogrodników przyznaje, że walka z mszycami potrafi trwać przez cały sezon. Nawet po skutecznym oprysku owady często wracają po kilku tygodniach, szczególnie podczas ciepłej pogody.
Dlatego ważne jest nie tylko stosowanie odpowiednich preparatów, ale także wzmacnianie roślin i regularne obserwowanie ogrodu. Zdrowe i dobrze pielęgnowane uprawy są zwykle mniej podatne na ataki szkodników.
W praktyce najskuteczniejsze okazuje się połączenie kilku metod – naturalnych oprysków, regularnej kontroli roślin oraz odpowiednio dobranych środków ochrony. Dzięki temu można ograniczyć problem mszyc i uniknąć większych strat w ogrodzie czy sadzie.
Opady deszczu jesienią i śniegu zimą poprawiły nawodnienie gleby w województwie opolskim. Od początku wiosny deszcz jednak nie padał, aż do ostatniego tygodnia i skutki suszy są już widoczne.
Skutki suszy są widoczne na słabszych glebach
Manfred Suchy, rolnik z Dziedzic:
– Mnie akurat susza nie ominęła. Problem jest większy dlatego, że gospodaruję na słabszych glebach. Głównie są to gleby klasy 4B, 5 i 6 oraz bardzo znikomo 4A. Tu jest akurat pszenica o zima i jak widzimy, tutaj jest dramat. Co z tego będzie, nie wiemy, ale słabo to wygląda na tą chwilę. Moim zdaniem w tym roku przez tą suszę ucierpiały najbardziej uprawy ozime. Już od kwietnia nie widzimy prawie żadnych odpadów, tylko takie znikome 2-3 litry, a to jest tyle, co nic, bo to nie przechodzi przez górną warstwę gleby. Nic nie wsiąka i roślina tego w ogóle nie jest w stanie pobrać. Wilgoć od razu wyparuje. W rzepakach ozimych też to słabo wszystko wygląda. Jest szansa jeszcze jedynie w kukurydzy, w soi czy w ziemniaku. Zobaczymy, co będzie z burakiem. Ostatniej nocy padał deszcz, więc możliwe, że sytuacja się teraz odwróci.
Problem z ubezpieczeniami od suszy
– Kiedyś próbowałem ubezpieczyć uprawy od suszy i od razu dostałem odmowę. Ubezpieczalnie, jak mi się wydaje nie ubezpieczają w ogóle od klasy 4B wzwyż, to znaczy 5-6 klasy.
Czy rośliny się odbudują?
– Mamy dopiero połowę maja, więc zobaczymy co będzie do żniw. Dzisiaj w nocy dostaliśmy wypragnione, wyczekiwane 10 litrów wody już teraz. Możliwe, że ta sytuacja się odwróci.
Najgorsza sytuacja jest w uprawach ozimych
Roland Szulc, prezes RSP Gronowice:
– Skutki suszy u nas w terenie są już widoczne. Myślę, że na 5-6 klasie one są już nieodwracalne i w dużej mierze nie pokryją kosztów na plantacjach zbóż czy rzepaku. Na lepszych ziemiach po tych opadach deszczu te plantacje może jeszcze trochę się skompensują, ale myślę, że o jakichś rekordach w tym roku możemy na pewno już zapomnieć. Najbardziej ucierpiały te rośliny, które teraz tej wody potrzebowały, czyli rzepak i zboża ozime oraz późno zasiane zboża jare. Takie uprawy, jak kukurydza, soja czy buraki dopiero będą mocno potrzebowały wody.
Mariusz Olejnik, prezes Opolskiego Związku Producentów Rolnych, prezes Spółdzielni Grup „Polski Rzepak i Zboża”:
– Wykonałem parę telefonów do rolników i niektórzy zwracali uwagę, że dla rzepaku ten deszcz przyszedł zbyt późno, szczególnie tam, gdzie jeszcze tydzień temu nie było tych 5-ciu czy 10-ciu litrów wody, a w niektórych regionach naszego województwa tak było. Na pewno plony będą niższe, bo roślina się nie rozwinie.
Rośliny nie pobrały azotu
– Rolnicy zgodnie z unijnymi wymogami czekali na termin stosowania azotu, podali go zbyt późno. Na pewno tam, gdzie nie było wody, ten azot nie został uruchomiony i ta roślina nie poszła do przodu. Na szczęście teraz przyszedł deszcz, bo byłaby jeszcze większa tragedia.
Spotkanie rolników z władzami wojewódzkimi
Członkowie opolskiego Porozumienia Rolników Opolszczyzny spotkali się z wicewojewodą opolskim, aby zapoznać się z sytuacją i przedstawić propozycje rozwiązań problemów w tym roku i w przyszłości. Zaproponowano modyfikację aplikacji suszowej i cykliczne spotkania z rolnikami w kwestii monitorowania suszy na polach.
Piotr Pośpiech – wicewojewoda opolski:
– O tym, że jest problem wiemy wszyscy. Myślę, że każdy Polak informowany przez media doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ilość opadów atmosferycznych jest zbyt niska. Nawet ta zimna, jak na nasze ostatnie lata zima z dużą ilością śniegu nie rozwiązała problemu suszy hydrologicznej i z tym problemem będziemy się mierzyli w przyszłych latach.
Potrzeba szybkiej reakcji na straty
– Dzisiaj dla każdego producenta rolnego kluczowe jest to, by móc w porę zareagować na straty i temu dzisiaj było poświęcone to spotkanie. Pamiętając o wszystkich innych problemach, dzisiaj rozmawialiśmy o stratach w rolnictwie spowodowanych różnymi warunkami atmosferycznymi i o procesie ich szacowania. Członkowie Porozumienia Rolników Opolszczyzny chcą, aby w głównej mierze pochylić się właśnie nad suszą jako tym zagrożeniem długotrwałym i wymagającym wielkiej aktywności od samych rolników. Pamiętajmy, że to rolnik sam w aplikacji dokonuje zgłoszenia szkód związanych z suszą, odrębnie od wszystkich innych zjawisk, więc zostaje trochę z problemem sam i z narzędziem elektronicznym. Chcielibyśmy ten proces uczynić jak najbardziej przyjaznym dla producentów rolnych. W tym celu planujemy przeprowadzić szkolenie dla rolników wzorem szkoleń w kwestii szacowania strat, które miały miejsce w marcu.
Raporty do Ministerstwa Rolnictwa
Mariusz Olejnik, prezes Opolskiego Związku Producentów Rolnych, prezes Spółdzielni Grup „Polski Rzepak i Zboża”:
– Ministerstwo zobowiązało wojewodów, żeby przesyłać co dwa tygodnie informacje o stanie upraw i ewentualnych szkodach. Taki raport będą dostawali wszyscy członkowie Porozumienia Rolników Opolszczyzny. Na bieżąco będziemy mieli taką informację.
Problem z aplikacją suszową
– Kolejnym poruszanym tematem jest zgłaszanie skutków suszy tam, gdzie te aplikacje suszowe IUNG-u nie są w stanie wyłapać. Wiemy, że nawet w jednej wsi może być drastyczna susza na jednym jej końcu, a nie będzie na drugim. Przedstawiliśmy wojewodzie wniosek, żeby to przedstawił na spotkaniu z Ministerstwem, żeby te komisje mogły potwierdzać sytuacje takich anomalii, że w jednej miejscowości są takie drastyczne różnice.
– Kolejnym wnioskiem do władz było to, żeby zgłaszać szkody suszowe dla poszczególnych upraw. Często jest tak, że niektórzy rolnicy czekają, aż kukurydza nadaje się do zbioru i dopiero wtedy szacują szkody, a dla poszczególnych upraw to by było też dość istotne.
Wzmocnienie spółek wodnych
– Przedstawiliśmy jeden ogólny wniosek, żeby jednak wzmocnić spółki wodne i zrestrukturyzować Wody Polskie. Chcielibyśmy, żeby odnośnie takich lokalnych działań więcej decyzyjności miały gminy i powiaty. I żeby na przykład połączyć wsparcie unijne z obowiązkiem opłacenia składek na spółkę wodną.
Ubezpieczenie upraw i zwierząt staną się znacznie łatwiejsze do uzyskania dzięki nowemu projektowi Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Rada Ministrów przyjęła przepisy, które mają zredukować biurokrację, ujednolicić stawki taryfowe oraz rozszerzyć listę roślin objętych wsparciem finansowym z budżetu państwa.
Ubezpieczenie upraw i zwierząt z dopłatą do 65% składki
Głównym filarem nowych przepisów jest utrzymanie wysokiego poziomu dofinansowania. Rolnicy nadal mogą liczyć na to, że państwo pokryje do 65% kosztów polisy. Kluczową zmianą jest jednak odejście od uciążliwego wyliczania dopłat na podstawie klasy gleby. Dzięki temu zniknie obowiązek składania oświadczeń o klasach użytków rolnych, co znacząco przyspieszy proces zawierania umów z zakładami ubezpieczeń.
Nowe stawki i szerszy katalog roślin
Projekt wprowadza jednolite limity stawek taryfowych, które determinują wysokość dopłaty:
Do 25% sumy ubezpieczenia dla upraw specjalistycznych: tytoniu, warzyw gruntowych, krzewów i drzew owocowych oraz truskawek.
Do 15% sumy ubezpieczenia dla pozostałych upraw.
Dodatkowo system wsparcia zostaje rozszerzony o trawy nasienne oraz wierzbę do wyplatania. Zmiany obejmą również hodowców – dopłaty będą przysługiwać nawet wtedy, gdy stawki taryfowe dla zwierząt gospodarskich przekroczą 0,5% sumy ubezpieczenia.
Franszyza redukcyjna zamiast integralnej
Ważną nowością w likwidacji szkód jest wprowadzenie franszyzy redukcyjnej. Zastąpi ona dotychczasową franszyzę integralną, co ma urealnić wypłaty odszkodowań i lepiej dostosować je do faktycznych strat ponoszonych przez producentów rolnych w trakcie sezonu.
Kiedy nowe przepisy wejdą w życie?
Rząd skierował już projekt do notyfikacji przez Komisję Europejską, co jest niezbędnym krokiem w procedurze pomocy publicznej. Jeśli Bruksela wyda pozytywną decyzję bez zbędnej zwłoki, nowe zasady dotyczące ubezpieczenia upraw i zwierząt zaczną obowiązywać od 1 września 2026 roku. Oznacza to, że rolnicy będą mogli skorzystać z ułatwień już podczas jesiennej akcji siewnej.
Coraz większa presja agrofagów stanowi obecnie jedno z kluczowych wyzwań współczesnego rolnictwa. Fot. M. Piśny
Prawidłowo przeprowadzona lustracja plantacji to połączenie wiedzy, doświadczenia i nowoczesnych narzędzi. Pozwala trafnie rozpoznać zagrożenia i podejmować odpowiednie decyzje we właściwym czasie.
Nowoczesna lustracja polowa to znacznie więcej niż rutynowa kontrola łanu. To proces, który łączy obserwację roślin, analizę warunków środowiskowych oraz wykorzystanie dostępnych narzędzi i danych. Rolnik, który potrafi spojrzeć na swoje pole w sposób kompleksowy – oceniając szkodniki, choroby i zachwaszczenie, korzystając jednocześnie z wiedzy i systemów wspomagania decyzji – zyskuje realną przewagę. To właśnie taka świadoma i systematyczna diagnostyka pozwala ograniczyć ryzyko, zoptymalizować koszty i w pełni wykorzystać potencjał plonowania.
Jak przygotować się do lustracji plantacji?
Poprawna lustracja rozpoczyna się jeszcze przed wejściem na plantacje. Każdy plantator powinien być przygotowany zarówno pod względem sprzętu, jak i wiedzy. Przydatne są proste narzędzia – lupa, nóż, sekator czy telefon do dokumentacji zdjęciowej.
Lupa umożliwia dokładne obejrzenie drobnych szkodników oraz struktur grzybów, które gołym okiem są trudne do zauważenia. Szczegółowa analiza jest szczególnie istotna w przypadku organizmów takich jak przędziorki, których obecność w początkowej fazie może być niemal niewidoczna. Podobnie w diagnostyce chorób roślin lupa pozwala na odróżnienie objawów, np. septoriozy plew od brunatnej plamistości liści. W przypadku septoriozy na powierzchni nekroz obserwuje się brunatne piknidia, natomiast przy brunatnej plamistości liści zamiast piknidiów widoczna jest kłaczkowata grzybnia.
Z kolei nożyk lub sekator pozwalają na wykonanie przekrojów rośliny, dzięki czemu można ocenić stan tkanek wewnętrznych. W tym przypadku możemy odróżnić np. galasy kiły kapustnych (po przekrojeniu galas jest pełny i twardy) od uszkodzeń spowodowanych przez chowacza galasówka (wewnątrz galasa znajduje się pusta komora, a w niej mała, beznoga, biała larwa z brązową głową lub ślady po jej żerowaniu).
Drobny sprzęt to jednak nie wszystko. Przed wyjściem na plantacje równie ważna jest znajomość fazy rozwojowej roślin oraz historii pola. Świadomość tego, jakie problemy występowały wcześniej, pozwala szybciej zawęzić możliwe przyczyny obserwowanych objawów.
Przekrój wewnętrzny roślin często ujawnia znacznie więcej niż powierzchowna ocena. Fot. M. Piśny
Monitoring szkodników na plantacji – od czego zacząć?
Skuteczny monitoring szkodników jest kluczowy dla wczesnego wykrycia zagrożeń i ochrony plonu. Opiera się on na obserwacji nalotu i aktywności szkodników. Najważniejsze są obrzeża pola, gdzie owady najczęściej wkraczają z miedz, zadrzewień lub sąsiednich upraw. Żółte naczynia, wypełnione cieczą z adiuwantem, ustawione na granicach i wewnątrz łanu pozwalają wykryć pierwsze osobniki oraz ocenić skalę nalotu. Naczynia przy brzegach działają jak system wczesnego ostrzegania, a te w głębi pola pokazują rozprzestrzenienie zagrożenia.
Monitoring warunków atmosferycznych umożliwia prognozowanie zagrożeń oraz precyzyjne wykonywanie zabiegów ochrony. Fot. M. Piśny
Arsenał diagnostyczny uzupełnia czerpak entomologiczny, pozwalający błyskawicznie „wyłowić” z łanu mszyce czy skrzypionki i ocenić ich zagęszczenie. Z kolei pułapki feromonowe dzięki specyficznym zapachom dokładnie wskazują moment nalotu konkretnych gatunków, co ułatwia wyznaczenie terminu zabiegu. Dopełnieniem są tablice lepowe, które wabiąc owady kolorem i unieruchamiając je na kleistej powierzchni, stanowią prosty wskaźnik natężenia lotów śmietek czy wciornastków.
Jak rozpoznać ogniska chorób roślin w polu?
Odmienne podejście wymagane jest przy ocenie chorób roślin, których rozwój w znacznie większym stopniu zależy od lokalnych warunków środowiskowych niż od kierunku napływu czynnika sprawczego. Patogeny najczęściej pojawiają się w miejscach o podwyższonej wilgotności, ograniczonej cyrkulacji powietrza lub dużym zagęszczeniu roślin. W efekcie ogniska chorobowe mają charakter nieregularny i mogą występować zarówno przy brzegach, jak i w centrum pola. Dlatego lustracja powinna obejmować całą powierzchnię uprawy, być prowadzona w sposób zapewniający reprezentatywność.
Ocena zachwaszczenia plantacji i chwasty wskaźnikowe
Podstawowym celem lustracji zachwaszczenia jest precyzyjne określenie momentu i metody zwalczania roślin niepożądanych, aby uniknąć strat w plonie. W nowoczesnej agrotechnice chwasty analizuje się jednak dwutorowo: jako bezpośrednie zagrożenie oraz jako bioindykatory stanu pola.
Przykładowe chwasty jako wskaźniki pH, wilgotności i kondycji pola
Gatunek chwastu
Preferencje gleby
Wilgotność
Znaczenie występowania
Mniszek lekarski (Taraxacum officinale)
Gleby lekkie, kwaśne (pH 5,5–6,5)
Umiarkowana
Fragmenty pola ubogie w składniki pokarmowe, słaba struktura gleby
Skrzyp polny (Equisetum arvense)
Gleby kwaśne
Wilgotna / podmokła
Miejsca źle zdrenowane, fragmenty wymagające poprawy drenażu
Szczaw zwyczajny (Rumex acetosa)
Gleby kwaśne
Umiarkowana do wilgotnej
Obszary słabo nawożone, kwaśniejsze fragmenty pola
Fiołek polny (Viola arvensis)
Gleby lekkie, kwaśne
Umiarkowana
Przerzedzone łany, słaba kondycja uprawy
Komosa biała (Chenopodium album)
Gleby neutralne do zasadowych (pH 6,5–7,5)
Umiarkowana
Dobrze nawożone fragmenty pola, silna konkurencja z uprawą
Tasznik pospolity (Capsella bursa-pastoris)
Gleby neutralne
Umiarkowana
Fragmenty o zaburzonej strukturze
Gwiazdnica pospolita (Stellaria media)
Gleby neutralne
Wilgotna
Miejsca wilgotne, często po ulewnych opadach, przy brzegach pola
Rumian polny (Matricaria chamomilla)
Gleby neutralne
Suche
Fragmenty suche, dobrze nasłonecznione
Chwastnica jednostronna (Apera spica-venti)
Gleby neutralne
Suche
Fragmenty lekkie i suche, zwykle obrzeża pola
Kluczowym zadaniem rolnika jest ocena nasilenia i składu gatunkowego wewnątrz łanu. To tutaj, a nie tylko na obrzeżach, zapada decyzja o doborze herbicydów i ich dawkowaniu. Rozpoznanie gatunków dominujących pozwala dopasować substancję czynną do konkretnego problemu, co optymalizuje koszty i zapobiega uodparnianiu się chwastów. Miejsca o silnym zachwaszczeniu wewnątrz pola często wskazują na nieprawidłowe rozmieszczenie roślin lub uszkodzenia łanu, które wymagają natychmiastowej interwencji, aby chwasty nie zdominowały rośliny uprawnej.
Analiza gatunków wskaźnikowych wspiera decyzję o długofalowej ochronie. Obecność chwastów kwasolubnych czy higrolubnych to sygnał, że stosowanie tylko ochrony chemicznej będzie jedynie walką z objawami. Skuteczna strategia zakłada poprawę warunków siedliskowych (np. wapnowanie, drenaż), co wzmocni konkurencyjność rośliny uprawnej i w kolejnych latach naturalnie ograniczy presję chwastów.
W praktyce lustracja pozwala na świadome podjęcie decyzji: czy stosować zabieg nalistny, czy doglebowy oraz czy konieczna jest korekta agrotechniczna całego stanowiska.
Progi ekonomicznej szkodliwości – kiedy wykonać zabieg?
Wszystkie lustracje polowe sprowadzają się do jednego, kluczowego pytania: czy jest już odpowiedni moment do zastosowania ochrony? Odpowiedzią jest próg ekonomicznej szkodliwości. To precyzyjny drogowskaz finansowy, który wyznacza moment, w którym koszt strat spowodowanych przez agrofagi przewyższa koszt samego zabiegu. Dzięki niemu ochrona roślin przestaje być rutyną, a staje się uzasadnioną inwestycją.
Należy jednak pamiętać o istotnym wyjątku od tej zasady. W przypadku niektórych najgroźniejszych patogenów, takich jak np. fuzarioza kłosów czy zgnilizna twardzikowa, tradycyjnie rozumiany próg wizualny nie istnieje. Gdy objawy stają się widoczne gołym okiem, na skuteczną pomoc jest już za późno. Dlatego w takich przypadkach decyzję podejmuje się profilaktycznie, opierając się na przebiegu pogody i fazie rozwojowej rośliny. Tutaj „progiem” jest samo ryzyko infekcji w wilgotne, ciepłe dni, co wymusza prewencyjne uderzenie, zanim patogen zniszczy plon.
Stan fitosanitarny roślin powinien być oceniany na podstawie kilku prób pobranych reprezentatywnie z plantacji. Fot. M. Piśny
Jak prawidłowo prowadzić monitoring pola?
Sama obecność na polu to za mało – lustracja musi być metodyczna. Powszechnym błędem jest ograniczanie się do obrzeży, które nie oddają stanu całego łanu. Aby uzyskać wiarygodne dane, należy poruszać się według schematu litery „W”, „Z” lub po przekątnej. Taka trasa pozwala uwzględnić zmienność glebową, zagłębienia terenu oraz miejsca o wadliwym drenażu.
W praktyce zaleca się wyznaczenie minimum 5 punktów kontrolnych na każde 10–15 hektarów. W każdym z nich należy poddać szczegółowej ocenie grupę 20–25 kolejnych roślin w rzędzie lub na metrze bieżącym. Kluczowe jest zachowanie obiektywizmu: analizujemy wszystkie rośliny po kolei, aby uniknąć podświadomego wybierania tylko najzdrowszych okazów. Tylko taka postawa umożliwia podjęcie trafnej decyzji agrotechnicznej.
Choroby i szkodniki roślin a warunki pogodowe
Efektywny monitoring plantacji wymaga dostosowania tempa prac do dynamiki procesów biologicznych. W fazach intensywnego wzrostu monitoring należy prowadzić co 7–10 dni, aby uchwycić agrofagi przed przekroczeniem progów ekonomicznej szkodliwości.
Sztywny kalendarz musi jednak ustąpić analizie pogody: wysoka wilgotność i temperatura otwierają okna infekcyjne, wymagające natychmiastowego zagęszczenia kontroli. Równie krytyczna jest lustracja po zjawiskach ekstremalnych (grad, mróz), które przez mikrouszkodzenia tkanek otwierają drogę patogenom, wymuszając szybką reakcję.
Wybór optymalnej pory dnia na przeprowadzenie monitoringu jest podyktowany biologią ekosystemu. Profesjonalna diagnostyka terenowa przynosi najlepsze rezultaty w dwóch oknach czasowych.
Poranek, tuż po obeschnięciu rosy, to moment najwyższego turgoru tkanek. W tym świetle wszelkie anomalie fizjologiczne – takie jak chlorozy, nekrozy czy nietypowe przebarwienia blaszek liściowych – stają się kontrastowe i łatwe do zidentyfikowania. Co więcej, niższa temperatura o poranku ogranicza mobilność owadów, co pozwala na precyzyjne określenie gęstości populacji szkodników.
Alternatywnym, równie cennym momentem jest późne popołudnie. Zmieniający się kąt padania promieni słonecznych wydobywa subtelne detale morfologiczne, które w pełnym słońcu ulegają spłaszczeniu. Jest to również czas zwiększonej aktywności wielu gatunków szkodników, które unikają bezpośredniej ekspozycji na promieniowanie UV, co pozwala na ich bezpośrednią obserwację w naturalnym środowisku bytowania.
Dlaczego warto prowadzić dokumentację lustracji?
Każda lustracja powinna być odnotowana. Zapisy dotyczące daty, miejsca oraz zaobserwowanych objawów stanowią cenne źródło wiedzy w kolejnych sezonach. Pozwalają lepiej przewidywać zagrożenia i planować działania agrotechniczne. Systematyczna analiza takich danych zwiększa skuteczność zarządzania plantacją.
Zapisy z lustracji stanowią cenne źródło wiedzy, pomagają przewidywać zagrożenia i skutecznie chronić uprawy. Fot. M. Piśny
Nowoczesne technologie w monitoringu plantacji
Profesjonalna lustracja to dziś nie tylko obserwacja roślin, ale proces wspierany zaawansowaną technologią, która zastępuje intuicję z chirurgiczną precyzją. Diagnoza zaczyna się już na orbicie ziemskiej – satelity wyposażone w czułe sensory generują mapy wegetacji, pozwalając rolnikowi na błyskawiczną lokalizację stref o obniżonym wigorze. Pozwala to na rozpoczęcie lustracji od obszarów realnie zagrożonych przez stres biotyczny lub abiotyczny i dostrzeżenie problemów znacznie wcześniej niż w tradycyjnym modelu lustracji pola.
Platformy do monitoringu chorób i szkodników
Kluczowym wsparciem w polskich warunkach są darmowe platformy państwowe. Platforma Sygnalizacji Agrofagów (IOR-PIB) to narzędzie służące do monitorowania pojawów szkodników i chorób w skali całego kraju. Znajdziemy tam nie tylko aktualne komunikaty o zagrożeniach dla konkretnych powiatów, ale przede wszystkim oficjalne metodyki integrowanej ochrony, które stanowią kompendium wiedzy o biologii agrofagów, ich progach szkodliwości oraz dopuszczalnych metodach zwalczania.
Z kolei eDWIN to unikalny ekosystem łączący naukę z praktyką. Dzięki sieci ponad 500 stacji meteo generuje on precyzyjne modele rozwoju chorób dla zbóż, rzepaku czy buraków cukrowych. Użytkownik otrzymuje oficjalną sygnalizację, co pozwala optymalizować terminy zabiegów i redukować koszty operacyjne.
Elektroniczne narzędzia, smartfony oraz platformy wirtualne stanowią istotny postęp w skutecznej diagnostyce roślin. Fot. M. Piśny
Aplikacje rolnicze do diagnostyki plantacji
Wsparciem w codziennej diagnostyce terenowej są również nowoczesne aplikacje mobilne. Smartfon – jeszcze niedawno kojarzony głównie z komunikacją – staje się dziś jednym z podstawowych narzędzi pracy w gospodarstwie. Dzięki aplikacjom wykorzystującym sztuczną inteligencję rolnik może zrobić zdjęcie agrofagom i w ciągu kilku sekund otrzymać wstępną diagnozę.
Trzeba jednak pamiętać, że poleganie wyłącznie na algorytmach w ochronie roślin to stąpanie po cienkim lodzie, gdyż aplikacja widzi świat przez „dziurkę od klucza” – analizuje piksele na zdjęciu, ale nie czuje wilgotności gleby, nie zna historii nawożenia ani nie widzi specyficznego mikroklimatu konkretnego pola.
Porównanie przykładowych aplikacji do diagnostyki i monitoringu upraw rolniczych
Aplikacja
Właściciel / Producent
Model płatności
Główne przeznaczenie
Plantix
PEAT GmbH (Niemcy)
Darmowa
Diagnoza chorób, szkodników i niedoborów w uprawach polowych.
Agrobase
Agrobase App (Litwa)
Podstawy za darmo, baza ŚOR i funkcje premium – płatne
Encyklopedia chwastów, chorób i baza zarejestrowanych środków ochrony roślin.
Agrio
402 Digital (Izrael)
Podstawowa diagnoza za darmo, monitoring satelitarny i alerty – płatne
Monitorowanie upraw za pomocą AI, teledetekcja i alerty o zagrożeniach.
MagicScout
Bayer AG (Niemcy)
Darmowa – wymaga rejestracji konta
Szybka identyfikacja chwastów i szkodników w terenie, zintegrowana z pogodą rolniczą.
Czy aplikacje zastąpią doświadczenie rolnika?
W profesjonalnym rolnictwie, gdzie jedna błędna decyzja o zastosowaniu ochrony na setkach hektarów może kosztować fortunę, aplikacja powinna pełnić rolę wyspecjalizowanego asystenta, a nie głównego agronoma. Sztuczna inteligencja świetnie radzi sobie z typowymi przypadkami, ale potrafi polec przy nietypowych objawach, gdzie np. niedobór mikroskładnika do złudzenia przypomina infekcję wirusową.
Cyfrowe narzędzia należy więc traktować jako genialne wsparcie, które w kilka sekund przeszukuje tysiące wzorców, ale ostateczny werdykt zawsze powinno się przefiltrować przez własne doświadczenie i zdrowy rozsądek. Prawdziwy sukces rodzi się tam, gdzie technologia spotyka się z okiem praktyka. Cyfrowe narzędzia nie eliminują wiedzy praktycznej, lecz ją wzmacniają.
Cena pszenicy na światowych giełdach towarowych zanotowała we wtorek gwałtowny wzrost, reagując na publikację majowego raportu Departamentu Rolnictwa USA (WASDE). Dokument ten okazał się prawdziwym wstrząsem dla rynku, przynosząc drastyczne cięcia prognoz produkcji u kluczowych światowych dostawców. Skala redukcji zaskoczyła nawet największych optymistów rynkowych, wywołując lawinę zleceń kupna zarówno w Chicago, jak i w Paryżu.
Cena pszenicy w Chicago i Paryżu – notowania z 12 maja
Podczas wtorkowej sesji cena pszenicy rosła w tempie niemal niespotykanym w ostatnich sezonach. Amerykański kontrakt na giełdzie CBoT zamknął się z maksymalnym dopuszczalnym dziennym wzrostem, a europejski MATIF podążył tym samym śladem.
CBoT (Chicago): Kontrakt na pszenicę (ZWN26) podrożał o spektakularne 7,10%, osiągając poziom 679-0 centów/buszel. To najwyższe notowania od blisko dwóch lat.
MATIF (Paryż): Najbliższy kontrakt na pszenicę konsumpcyjną (MLU26) wzrósł o 3,96%, kończąc sesję na poziomie 216,50 EUR/t.
Tak silna reakcja to bezpośredni wynik prognoz mówiących o tym, że amerykańska produkcja spadnie w tym roku o ponad 11,5 mln ton r/r (do poziomu 42,49 mln ton), co byłoby jednym z najsłabszych wyników w historii współczesnych notowań.
Dlaczego cena pszenicy rośnie tak gwałtownie?
Głównym motorem napędowym wzrostów są fundamenty podażowe. Z majowego raportu USDA wynika, że świat skonsumuje w nowym sezonie więcej ziarna, niż wyprodukuje. Globalna produkcja ma spaść do poziomu 819,1 mln ton, podczas gdy zapotrzebowanie (Total Use) utrzyma się na wysokim poziomie 823,2 mln ton.
Kluczowe czynniki wpływające na to, że cena pszenicy bije lokalne rekordy:
Zapaść w USA: Drastyczny spadek areału zbiorów (o 4,3 mln akrów r/r) oraz słabe plony pszenicy ozimej.
Problemy innych eksporterów: Niższa produkcja spodziewana jest również w Unii Europejskiej, Argentynie oraz Australii.
Topniejące zapasy: Globalne zapasy końcowe mają skurczyć się do 275 mln ton, co drastycznie zmniejsza bufor bezpieczeństwa w handlu międzynarodowym.
Sytuacja walutowa a cena pszenicy w kraju
Dla polskich rolników i handlowców istotny jest fakt, że globalna cena pszenicy rośnie w parze z osłabieniem złotego. Podczas wtorkowego fixingu NBP kurs USD/PLN wzrósł o 0,68% do poziomu 3,6225, a EUR/PLN osiągnął 4,2523.
Mocniejszy dolar i euro sprawiają, że wzrosty giełdowe są jeszcze silniej odczuwalne w przeliczeniu na krajową walutę. Dodatkowym czynnikiem ryzyka pozostaje rynek ropy naftowej – cena baryłki Brent przekroczyła 107 USD w związku z napięciami w cieśninie Ormuz, co bezpośrednio przełoży się na koszty logistyki i transportu morskiego ziarna.
W obliczu tak silnych sygnałów popytowych, cena pszenicy w najbliższym czasie pozostanie pod ogromną presją, a oczy rynku będą teraz zwrócone na kondycję upraw w Europie, które mogą stać się głównym gwarantem stabilności globalnych dostaw.
Ceny paliw w środę 13 maja wprawiają w osłupienie zarówno kierowców, jak i analityków. Mamy do czynienia z rzadkim paradoksem: detaliczne stawki na pylonach osiągają majowe minima, podczas gdy w tym samym czasie notowania hurtowe w rafineriach gwałtownie odbijają w górę. To ostatnie godziny „taniego tankowania” przed spodziewaną korektą i wielką niewiadomą dotyczącą podatków po 15 maja.
Aktualne ceny paliw: Dlaczego na stacjach jest taniej niż w rafinerii?
Dzisiejsza sytuacja to klasyczny „rozjazd” czasowy. Stacje paliw sprzedają dziś benzynę i diesla według stawek z wczorajszego, rekordowo niskiego hurtu Orlenu. Dzięki temu ceny paliw na pylonach spadły do poziomu 6,84 zł/l (ON) oraz 6,28 zł/l (Pb95).
Jednak rzeczywistość hurtowa jest już zupełnie inna. Reagując na globalne wrzenie – ropę Brent za blisko 108 USD/b oraz skok diesla ARA o +3,47% – PKN Orlen podniósł ceny hurtowe obowiązujące od środy o blisko 10 gr/l. Oznacza to, że stacje paliw sprzedają dziś tanio zapasy, które muszą uzupełnić już znacznie drożej. Wyższe ceny już dzisiaj dotyczą też dostaw hurtowych dla rolników czy transportowców.
Zarządzanie ryzykiem: Ceny paliw dla rolników i transportu
Warto zauważyć, że ten paradoks dotyczy głównie klientów indywidualnych. Ceny paliw w dostawach hurtowych dla rolników czy transportowców wzrosły już dzisiaj rano. Mechanizm „Cen Paliw Niżej” (CPN) chroni jedynie konsumentów na stacjach, podczas gdy sektor Agro i Transport musi mierzyć się z nowym cennikiem rafinerii natychmiastowo.
Przedsiębiorcy kupujący ON w hurcie płacą dziś ok. 6,11 zł/l netto, co po doliczeniu marży daje koszt ok. 6,41 zł/l netto. To wciąż kluczowe „okno zakupowe”, ponieważ nad rynkiem wisi widmo 15 maja – dnia, w którym wygasa obecna tarcza podatkowa.
Ceny paliw po 15 maja: Co z tarczą CPN i akcyzą?
W kuluarach rządowych trwają intensywne rozmowy o przedłużeniu mechanizmu CPN do końca maja. Według szacunków, tarcza kosztuje budżet państwa około 1,6 mld zł miesięcznie. Ta ogromna kwota sprawia, że należy zachować dużą czujność – tarcza może zostać zmodyfikowana.
Istnieje realne ryzyko, że rząd, szukając oszczędności, zdecyduje się na podniesienie akcyzy w pierwszej kolejności. Nawet jeśli limity cenowe na stacjach zostaną utrzymane, taka „cicha” modyfikacja podniesie koszty zakupu paliwa w hurcie. Dla rolników i przewoźników każda zmiana stawki akcyzy to bezpośredni wzrost kosztów netto, którego nie da się zniwelować odliczeniem VAT-u.
Prognoza cen paliw na czwartek 14 maja: Koniec taniego tankowania?
W czwartek rano rynkowy paradoks zniknie, a ceny detaliczne dogonią rzeczywistość hurtową. Spodziewamy się, że limity cenowe w nowym obwieszczeniu pójdą w górę, aby zrekompensować stacjom wyższe koszty zakupu surowca wywołane drogą ropą.
Paliwo
Cena Max Środa (Brutto)
Prognoza Max Czwartek (Brutto)
Przewidywana zmiana
Olej Napędowy (ON)
6,84 zł/l
6,92 zł/l
▲ +8 gr/l
Benzyna Pb95
6,28 zł/l
6,39 zł/l
▲ +11 gr/l
Podsumowanie: Dlaczego warto zatankować jeszcze dzisiaj?
Dzisiejsze niskie ceny paliw na stacjach to echo wczorajszych obniżek, które już wygasły w rafineriach. Ze względu na rosnący kurs ropy naftowej oraz niepewność co do kształtu tarczy po 15 maja, środa i czwartek to ostatnie pewne momenty na zapełnienie zbiorników. W piątek rano rynek może obudzić się w zupełnie nowej, znacznie droższej rzeczywistości podatkowej, jeśli rozmowy o przedłużeniu tarczy zakończą się jej modyfikacją na niekorzyść kupujących.
Wniosek końcowy: Środa jest dniem, w którym stacje sprzedają paliwo tanio „według starych cen”, ale kupują je już drogo. Kto może, powinien zapełnić bak przed czwartkową podwyżką i piątkową niewiadomą podatkową.
Wsparcie klęskowe: Zarząd Krajowej Rady Izb Rolniczych interweniuje w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi w sprawie kontrowersyjnych zasad przyznawania pomocy klęskowej przez ARiMR. Obecne przepisy uderzają w rolników, którzy ubezpieczyli uprawy, ale padli ofiarą anomalii pogodowych przed upływem ustawowej karencji.
Sam fakt posiadania polisy nie zawsze gwarantuje dziś otrzymanie 100% pomocy klęskowej. Przekonał się o tym m.in. rolnik z Mazowsza, którego sprawa stała się impulsem do wystąpienia KRIR z dnia 11 maja 2026 r. Choć producent podpisał i opłacił umowę ubezpieczenia pod koniec maja, gradobicie, które nawiedziło jego gospodarstwo kilka dni później, spowodowało, że ARiMR obcięła mu wsparcie o połowę.
Wsparcie klęskowe: Pułapka 14 dni
Problem tkwi w interpretacji przepisów dotyczących 14-dniowego okresu karencji. Zgodnie z prawem, odpowiedzialność zakładu ubezpieczeń za szkody spowodowane np. gradem czy przymrozkami zaczyna się dopiero po dwóch tygodniach od zawarcia umowy.
Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa stoi obecnie na stanowisku, że jeśli w dniu wystąpienia szkody ochrona jeszcze nie „wskoczyła” (ze względu na karencję), rolnik traktowany jest tak, jakby ubezpieczenia nie posiadał. Efekt? Pomoc finansowa jest automatycznie obniżana o 50%.
Wsparcie klęskowe: Postulaty samorządu rolniczego
KRIR w piśmie do resortu rolnictwa podkreśla, że taka praktyka jest krzywdząca i sprzeczna z intencją przepisów. Zdaniem Izb, rolnik nie powinien ponosić konsekwencji za techniczne zapisy o karencji, jeśli dopełnił obowiązku i zawarł umowę przed wystąpieniem kataklizmu.
Zarząd KRIR wnioskuje o:
zmianę przepisów tak, aby przy ocenie prawa do pełnego wsparcia brano pod uwagę wyłącznie datę zawarcia umowy ubezpieczenia;
uniezależnienie wysokości pomocy krajowej od daty rozpoczęcia faktycznej ochrony ubezpieczyciela;
uznanie przez ARiMR, że podpisana i opłacona polisa jest wystarczającym dowodem na spełnienie wymogów ubezpieczeniowych w dniu szkody.
Co to oznacza dla rolników?
Jeśli resort rolnictwa przychyli się do wniosku KRIR, skończą się spory z Agencją o interpretację terminów. Dla gospodarzy oznaczałoby to większe bezpieczeństwo finansowe w sytuacjach, gdy gwałtowne zjawiska pogodowe wystąpią tuż po zakupie polisy – co w dobie postępujących zmian klimatycznych i coraz bardziej nieprzewidywalnej wiosennej aury staje się realnym zagrożeniem dla wielu gospodarstw.
Żywność z Ukrainy w pierwszym tygodniu maja trafiała do odbiorców zagranicznych głównie przez polską granicę. Mimo utrzymania embarga na import wybranych zbóż i rzepaku, dane logistyczne wskazują na stabilną aktywność w transporcie kołowym. Z raportu Spike Brokers wynika, że między 1 a 7 maja br. drogowy eksport produktów rolnych z Ukrainy wyniósł łącznie 70,9 tys. ton, przy czym największa część tego wolumenu została skierowana na przejścia z Polską.
Żywność z Ukrainy: Struktura i kierunki transportu
Z analizy przepływów towarowych wynika, że do Polski w pierwszym tygodniu maja trafiło 32,7 tys. ton produktów rolno-spożywczych. Średnia dzienna wielkość przewozów na początku miesiąca ukształtowała się na poziomie 10,1 tys. ton, co stanowi wzrost w porównaniu do średniej z kwietnia (9,5 tys. t). Transport koncentrował się przede wszystkim na przejściach w Korczowej, Dorohusku oraz Hrebenennem.
W strukturze towarowej przeważają produkty przetworzone, które nie są objęte zakazem importu. Według danych Spike Brokers, kluczowe pozycje w eksporcie drogowym zajmują:
Olej słonecznikowy: 6,1 tys. ton,
Cukier: 5,5 tys. ton.
Obecnie żywność z Ukrainy o charakterze przetworzonym stanowi dominujący element ładunków kołowych. Dla krajowego rynku oznacza to utrzymanie stałego dopływu towarów w tych konkretnych kategoriach, podczas gdy surowce zbożowe objęte ograniczeniami przemieszczane są głównie w procedurze tranzytu do portów morskich lub innych krajów Unii Europejskiej.
Cena rzepaku w maju 2026 roku staje się wypadkową dwóch potężnych sił: ambitnej polityki biopaliwowej Niemiec oraz niepewnych prognoz zbiorów w Polsce. Choć Komisja Europejska zapowiadała rekordowy areał zasiewów, rzeczywistość polowa i utrzymujący się zakaz importu z Ukrainy mogą doprowadzić do surowcowego deficytu, który wywinduje stawki w skupach.
Niemcy, jako największy importer polskiego rzepaku, przechodzą obecnie przez okres intensywnego wzrostu zapotrzebowania na biokomponenty. W 2025 r. konsumpcja biodiesla u naszego sąsiada wzrosła o 12%, osiągając poziom 2,2 mln ton. Co istotne dla rynku, rafinerie coraz częściej wybierają klasyczny biodiesel (FAME) kosztem droższych dodatków HVO, aby wypełnić krajowe normy środowiskowe.
Dla polskiego rolnika oznacza to jedno: cena rzepaku jest dziś silniej niż kiedykolwiek skorelowana z zapotrzebowaniem niemieckich rafinerii. Dane eksportowe za 2025 r. (I-XI) potwierdzają tę zależność – Niemcy odebrały aż 72% całkowitego wolumenu nasion wysłanych z Polski (kod CN 1205). Każdy litr biodiesla zatankowany za Odrą realnie wspiera notowania na naszym rodzimym rynku.
Cena rzepaku a rekordowy areał wg KE – statystyka kontra rzeczywistość
W oficjalnych komunikatach Komisji Europejskiej dominuje optymizm dotyczący rekordowej powierzchni zasiewów rzepaku w UE. Jednakże w Polsce sama liczba hektarów może nie wystarczyć, by zaspokoić potrzeby rynku.
Ryzyko plonowania: Trudne warunki pogodowe i niepewna kondycja plantacji po zimie sugerują, że realna podaż nasion może być znacznie niższa, niż wskazywałaby na to statystyka areału.
Bariera importowa: Przy utrzymanym zakazie importu nasion z Ukrainy, polskie tłocznie tracą naturalny „wentyl bezpieczeństwa”.
W tej sytuacji cena rzepaku w kontraktach lokalnych może zawierać wysoką premię za dostępność towaru. Krajowe zakłady przetwórcze muszą bezpośrednio konkurować o ziarno z niemieckimi eksporterami, którzy dysponują większą siłą nabywczą dzięki proekologicznym regulacjom rządowym.
Analiza rynku: MATIF rośnie, krajowe skupy reagują na sygnały z Paryża
Notowania giełdowe na sierpień 2026 r. (XRQ26) wybiły się powyżej poziomu 515 EUR/t. Choć średnia cena zakupu nasion w zakładach tłuszczowych na początku maja oscylowała wokół 2270 PLN/t (MRiRW), rynek fizyczny zaczął dynamicznie nadrabiać dystans do giełdy.
Zgodnie z mechanizmem rynkowym, polskie punkty skupu reagują na giełdowe impulsy z ok. 24-godzinnym przesunięciem. Dane z wtorku, 12 maja, pokazują już wyraźne sygnały odbicia – przykładowo w zakładzie ZUBR w Osieku cena za rzepak bez dopłat wzrosła do 2280 zł/t (netto). To bezpośrednia odpowiedź na poniedziałkowe wzrosty w Paryżu. Zakłady przetwórcze, widząc rosnące koszty u sąsiadów, zaczynają podnosić oferty, by zabezpieczyć surowiec przed wyjazdem za granicę.
Paradoks handlowy: Olej rzepakowy płynie z zachodu
Analiza handlu produktami przetworzonymi (CN 1514) rzuca światło na nową, zaskakującą dynamikę rynkową. Polska, mimo bycia potęgą surowcową, stała się znaczącym importerem oleju z Niemiec. W 2025 r. Niemcy wyprzedziły Ukrainę jako główny dostawca oleju rzepakowego do Polski, dostarczając nam blisko 65 tys. ton tego produktu.
Ten „paradoks olejowy” pokazuje, jak silnie zintegrowane są oba rynki. Polska wysyła nasiona (surowiec), a importuje produkty o wyższym stopniu przetworzenia. Jeśli polskie zbiory zawiodą, ta zależność się pogłębi, co jeszcze mocniej uzależni krajową cenę rzepaku od marż niemieckich tłoczni.
Prognozy na sezon 2026: Co dalej?
Eksperci spodziewają się, że w drugiej połowie 2026 r. popyt na rzepak jeszcze wzrośnie. Kluczowym czynnikiem będzie planowane zwiększenie niemieckiej kwoty redukcji emisji gazów cieplarnianych z 10,6% do 12,1%. Wyższe wymogi prawne zmuszą koncerny paliwowe do zakupu jeszcze większej ilości biokomponentów.
Wniosek dla producenta: Rok 2026 będzie sprawdzianem dla polskiego łańcucha dostaw. Jeśli prognozy o słabszych plonach się potwierdzą, rekordowy areał pozostanie jedynie liczbą w arkuszach KE, a realna cena rzepaku może zaskoczyć wzrostami wynikającymi z ostrej walki o surowiec między krajowymi tłoczniami a głodnym biopaliw rynkiem niemieckim.
Źródła danych:
Notowania giełdowe: MATIF (Euronext Paris) – kontrakt XRQ26 (sierpień 2026).
Dane eksport/import: GUS / ZSRIR (MRiRW).
Biopaliwa (Niemcy): Raporty UFOP (Union zur Förderung von Oel- und Proteinpflanzen) oraz BAFA (stan konsumpcji 2025).
Mrówki w ogrodzie potrafią być prawdziwym utrapieniem. Choć same w sobie są pożyteczne i pomagają w spulchnianiu gleby, ich nadmiar może szybko stać się problemem. Kopce pojawiające się na trawniku, owady wchodzące do szklarni, podgryzane rośliny czy mszyce namnażające się na drzewach i warzywach – z tym każdego lata zmaga się wielu właścicieli ogrodów.
Największy problem pojawia się zwykle wtedy, gdy owadów jest bardzo dużo. Mrówki często budują gniazda pod kostką brukową, przy tarasach, w tunelach foliowych i grządkach warzywnych. Wysoka temperatura oraz suche lato sprzyjają ich szybkiemu rozmnażaniu. Wiele osób zauważa też, że gdy mrówki pojawią się w ogrodzie, po pewnym czasie zaczynają wchodzić również do budynków. Mrówki w domu to szczególnie częsty problem podczas upałów.
Dlaczego mrówki pojawiają się w ogrodzie?
Mrówki najczęściej wybierają miejsca suche, ciepłe i dobrze nasłonecznione. Bardzo chętnie zakładają gniazda pod kamieniami, płytami chodnikowymi, obrzeżami rabat czy w pobliżu fundamentów budynków.
Problemem nie są jednak wyłącznie same kopce. Mrówki bardzo często „hodują” mszyce, ponieważ żywią się wydzielaną przez nie spadzią. W praktyce oznacza to, że tam, gdzie pojawia się dużo mrówek, zwykle szybko można zauważyć także mszyce atakujące warzywa, drzewa owocowe i kwiaty.
Wielu działkowców zauważa również, że mrówki szczególnie upodobały sobie tunele foliowe oraz szklarnie. W takich miejscach mają ciepło, sucho i łatwy dostęp do pożywienia.
Domowe sposoby na mrówki nadal są bardzo popularne
Wiele osób najpierw próbuje pozbyć się problemu naturalnymi metodami. Domowe sposoby na mrówki są popularne przede wszystkim dlatego, że nie wymagają stosowania silnej chemii w pobliżu warzyw, owoców i roślin ozdobnych.
Najczęściej stosowany jest cynamon, soda oczyszczona albo kawa rozsypywana w miejscach, gdzie owady pojawiają się najczęściej. Niektórzy wykorzystują również ocet rozcieńczony z wodą, sok z cytryny, liście mięty lub lawendy czy popiół drzewny.
Takie rozwiązania mogą pomóc przede wszystkim wtedy, gdy problem nie jest jeszcze bardzo duży. W przypadku rozbudowanych kolonii domowe sposoby na mrówki często okazują się jednak niewystarczające i konieczne staje się zastosowanie mocniejszych preparatów.
Granulat, oprysk czy trutka? Jak skutecznie zwalczyć mrówki
Gdy mrówek jest bardzo dużo, wiele osób sięga po gotowe preparaty dostępne w sklepach ogrodniczych. Najpopularniejsze są granulaty, proszki oraz żele wabiące owady. Preparaty działają zwykle w podobny sposób – robotnice przenoszą środek do gniazda, dzięki czemu udaje się zlikwidować całą kolonię razem z królową. To znacznie skuteczniejsze rozwiązanie niż niszczenie samych kopców.
Ogrodnicy zwracają jednak uwagę, aby ostrożnie stosować silne środki chemiczne w pobliżu warzyw, ziół i roślin owocowych. Warto również pamiętać, że niektóre preparaty mogą być niebezpieczne dla zwierząt domowych.
Mrówki pod kostką brukową i mrówki w domu. Latem problem się nasila
Jednym z najczęstszych problemów są mrówki pojawiające się pod kostką brukową i przy tarasach. Owady potrafią wynosić piasek spomiędzy szczelin, co z czasem prowadzi do zapadania się kostki i powstawania nierówności.
Wiele osób zauważa również, że mrówki bardzo szybko przenoszą się z ogrodu do budynków mieszkalnych. Mrówki w domu najczęściej pojawiają się w kuchni, spiżarni albo w pobliżu tarasów i drzwi balkonowych. Owady przyciągają resztki jedzenia, wilgoć i łatwy dostęp do schronienia.
W takich miejscach najlepiej sprawdzają się preparaty w granulkach wsypywane bezpośrednio do wejścia do gniazda. Część osób stosuje także wrzątek albo mieszankę octu z wodą, choć takie rozwiązania zwykle działają tylko tymczasowo.
Czy warto całkowicie pozbywać się mrówek?
Specjaliści podkreślają, że pojedyncze mrówki w ogrodzie nie są problemem. Owady pomagają napowietrzać glebę i uczestniczą w rozkładzie materii organicznej. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy kolonii jest bardzo dużo, a mrówki zaczynają niszczyć trawniki, rabaty lub wspierać rozwój mszyc.
Dlatego wielu ogrodników zamiast całkowitej likwidacji owadów stawia raczej na ograniczenie ich liczby i zabezpieczanie najbardziej problematycznych miejsc.
Wielu właścicieli ogrodów zauważa, że nawet po skutecznym zwalczeniu mrówek problem często wraca po kilku tygodniach. Szczególnie podczas ciepłego i suchego lata nowe kolonie bardzo szybko pojawiają się w kolejnych miejscach.
Dlatego warto regularnie kontrolować okolice tarasów, szklarni, tuneli foliowych i grządek warzywnych. Szybka reakcja zwykle pozwala uniknąć większego problemu i rozrastania się całych kolonii owadów — zarówno w ogrodzie, jak i w domu.
Uprawa grochu w Polsce wciąż nie jest powszechna, choć w dobrze prowadzonym gospodarstwie może być ważnym elementem płodozmianu. Przykładem jest gospodarstwo Tomasza Kruczyńskiego z Pniewa w powiecie złotowskim, w północnej części Wielkopolski, na skraju Pojezierza Drawskiego. Rolnik gospodaruje na 270 hektarach, a w strukturze zasiewów ma groch, pszenicę ozimą, rzepak oraz żyto.
Groch w płodozmianie – 25% struktury zasiewów
W gospodarstwie przeważają gleby klasy IVa, ale nie brakuje również gruntów klasy III, IVb i V. Płodozmian jest dostosowany do jakości stanowisk. Na lepszych glebach uprawiany jest układ: groch, pszenica ozima, rzepak ozimy i ponownie pszenica ozima. Przed grochem wysiewany jest międzyplon, najczęściej facelia, czasem także mieszanki zależne od realizowanych programów.
Na słabszych stanowiskach płodozmian wygląda nieco inaczej. Tam po grochu przychodzi żyto hybrydowe, następnie rzepak ozimy i ponownie żyto. Jak podkreśla rolnik, groch uprawia od około 15 lat, a wcześniej uprawiał go również jego ojciec. Początkowo, po przejęciu gospodarstwa, zrezygnował z grochu na rzecz łubinu, ponieważ pH gleby było zbyt niskie. Z czasem, po regulacji odczynu i poprawie zasobności, groch wrócił na lepsze stanowiska.
Decyzja okazała się trafiona. Łubin plonował słabiej – zebranie 3 ton było już sukcesem. Groch natomiast od początku dawał ponad 4 tony z hektara, a w dobrych latach plony dochodziły do 5 ton. W suchszych sezonach spadały poniżej 3 ton, ale rolnik podkreśla, że nie ocenia tej uprawy wyłącznie przez pryzmat jednego roku.
Ekspert zwraca uwagę, że podstawą uprawy grochu jest przygotowanie stanowiska. Pierwszym i najważniejszym krokiem jest regulacja odczynu gleby. Optymalne pH dla grochu powinno mieścić się w zakresie 6,5–7,5. W takich warunkach bakterie brodawkowe wiążące azot atmosferyczny pracują najefektywniej.
Przy pH około 6 efektywność wiązania azotu spada już o 25–33%. Przy pH 5 proces nadal zachodzi, ale może funkcjonować jedynie na poziomie 33–50%. Dlatego wapnowanie powinno być wykonane z wyprzedzeniem – najlepiej rok lub dwa lata przed siewem grochu.
Równie ważna jest zasobność gleby w fosfor, magnez i potas. Fosfor odpowiada za procesy energetyczne, ale nie działa efektywnie bez magnezu. Potas natomiast jest kluczowy dla transportu związków w roślinie, zwłaszcza w czasie wegetacji i nalewania nasion. Groch korzeni się do około 60 cm, a wodę może pobierać nawet z głębokości 80–90 cm, dlatego zasobność składników powinna być rozpatrywana głębiej niż tylko w warstwie ornej.
Znaczenie mają również wapń, siarka oraz mikroelementy. Wapń jest potrzebny do tworzenia brodawek korzeniowych, siarka wspiera efektywność wiązania azotu, a molibden uczestniczy w całym procesie pobierania azotu z atmosfery. Ważny jest także bor – najpierw przy tworzeniu brodawek, a później przed kwitnieniem, ponieważ wspiera wzrost łagiewki pyłkowej i proces zapylenia.
Po zbiorze pszenicy lub żyta słoma jest rozdrabniana i równomiernie rozrzucana. Nowe pola są głęboszowane w całości, natomiast na stanowiskach, które już wcześniej były objęte tym systemem, rolnik głęboszuje tylko ścieżki technologiczne i poprzeczniaki. Gospodarstwo prowadzone jest w systemie bezorkowym.
Po głęboszowaniu wykonywana jest uprawa talerzówką z jednoczesnym siewem międzyplonu. Pole zostaje w takim stanie do wiosny. Wiosną jako pierwsze wykonywane jest nawożenie, kiedy tylko da się wjechać w pole. Następnie przemarznięty międzyplon i samosiewy są traktowane niewielką dawką glifosatu, a później pole jest uprawiane kultywatorem bezorkowym na głębokość około 25 cm.
Siew grochu odbywa się zazwyczaj około połowy marca. Rolnik czeka na słoneczny dzień, aby gleba przesychała za siewnikiem i możliwe było wałowanie. To bardzo ważne, ponieważ przy zbiorze heder kombajnu pracuje praktycznie przy samej ziemi. Pole musi być równe, bez kamieni i nierówności, bo groch przed żniwami obniża się, a przy intensywnych opadach może częściowo wylegać.
Nawożenie grochu – kiedy azot ma sens?
Do tej pory w gospodarstwie groch był uprawiany bez nawożenia azotowego. W ubiegłym roku zastosowano jednak fosforan amonu w dawce 100 kg/ha, co dostarczyło około 18 kg azotu. Powodem była duża ilość słomy i dobrze rozwinięty międzyplon, które wprowadzają do gleby dużo masy organicznej. Jej rozkład wymaga azotu, więc niewielka dawka startowa może pomóc roślinom do momentu rozpoczęcia intensywnego brodawkowania.
Rolnik wskazuje, że w podobnych sytuacjach niewielka ilość azotu może być uzasadniona. Przykładem było nowe pole o niskim pH, połączone z już prowadzonym stanowiskiem. Po wapnowaniu było jeszcze zbyt wcześnie, aby odczyn się poprawił, dlatego zastosowanie nawożenia pomogło wyrównać łan i uzyskać satysfakcjonujący plon.
W nawożeniu stosowany jest także potas, magnez i siarka. Przed kwitnieniem wykonywane jest dokarmianie dolistne siarczanem magnezu siedmiowodnym, molibdenem, cynkiem i borem. Molibden wspiera brodawkowanie, a bor poprawia kwitnienie i utrzymanie kwiatów. Rolnik celowo unika miedzi i manganu, ponieważ – jak wskazuje – mogą one działać bakteriostatycznie na bakterie wiążące azot.
Groch jest szczególnie wrażliwy na niedobory wody w okresie kwitnienia i formowania strąków. Faza kwitnienia trwa zwykle około dwóch tygodni, a okres od kwitnienia do wykształcenia strąków około 40 dni. Jeśli w tym czasie brakuje wody, roślina odrzuca kwiaty i zawiązane strąki, co bezpośrednio redukuje plon.
Ekspert szacuje, że przy optymalnych warunkach 1 mm wody opadowej może przełożyć się na około 15 kg nasion grochu. Do wykształcenia pełnego potencjału plonu roślina potrzebuje około 340 mm wody. W analizowanym stanowisku, po uwzględnieniu wody zgromadzonej w glebie i opadów, potencjał plonowania został oszacowany na około 4,5 t/ha.
Dla porównania przeciętnie w Polsce plony grochu często mieszczą się w granicach 2–2,5 t/ha, a produktywność 1 mm wody bywa nawet 2,5 razy niższa niż na dobrze przygotowanym stanowisku.
Czy groch zostawia dużo azotu w glebie?
Wokół grochu często powtarza się opinię, że zostawia on w glebie bardzo dużo azotu. Ekspert wyjaśnia jednak, że to uproszczenie. Około 80% azotu znajduje się w nasionach, czyli zostaje wywiezione z pola wraz z plonem. Przy plonie 4 t/ha i zawartości około 40 kg azotu w tonie nasion, z pola wywożone jest około 160 kg azotu.
W resztkach pożniwnych, czyli łuszczynach i słomie grochowej, pozostaje około 15–20% azotu, co może dawać mniej więcej 30 kg. Trzeba też uwzględnić azot pobrany z gleby. Ostateczny zysk z wiązania atmosferycznego może wynosić około 130–150 kg azotu, którego rolnik nie musi kupować w nawozie mineralnym.
Groch ma jednak wartość nie tylko azotową. Korzenie i aktywność mikroorganizmów poprawiają strukturę gleby, tworzą pory pokorzeniowe, uruchamiają fosfor i mikroelementy oraz poprawiają dostępność składników dla roślin następczych. Pszenica czy żyto korzystają z tego stanowiska jeszcze w kolejnych latach.
Opłacalność grochu widać w kolejnych uprawach
Tomasz Kruczyński podkreśla, że nie odczuł, aby stracił na uprawie grochu. W suchych latach, gdy plon spadał do około 2–2,6 t/ha, kalkulacja bezpośrednia bywała bliska zera, ale nie uwzględniała dopłat i korzyści w płodozmianie. Przy plonie około 3 t/ha groch zaczyna już wyraźnie zarabiać, ale największy efekt pojawia się później.
Po grochu pszenica i żyto w tym gospodarstwie potrafią plonować o 1,5–2,5 t/ha wyżej niż po słabszych stanowiskach, np. po kukurydzy. Rolnik zakłada, że nawet jeśli na grochu w danym roku nie zarobi, to zyska w kolejnych dwóch uprawach.
Duże znaczenie ma także ograniczenie zakupów nawozów azotowych. Przy areale około 60 ha grochu oznacza to brak konieczności zakupu znacznych ilości saletry amonowej. W latach, gdy ceny nawozów gwałtownie rosły, taka struktura zasiewów pozwalała utrzymać budżet gospodarstwa bez drastycznego obniżania nawożenia w innych uprawach.
Ochrona grochu – najważniejsze są chwasty i szkodniki
W gospodarstwie nie wykonuje się standardowej ochrony fungicydowej grochu, ponieważ dotychczas nie obserwowano chorób, które wyraźnie obniżałyby plon. Dużo większe znaczenie ma ochrona herbicydowa i właściwy dobór preparatów.
Ważna jest także ochrona insektycydowa. Rolnik zwraca uwagę głównie na mszycę, pachówkę strąkóweczkę oraz strąkowca grochowego. W praktyce wykonuje dwa zabiegi – na początku i pod koniec kwitnienia. Taki system pozwala utrzymać plantację w dobrej kondycji.
Gospodarstwo wzorcowe dla zrównoważonego płodozmianu
Ekspert ocenia gospodarstwo Tomasza Kruczyńskiego jako przykład bardzo dobrze prowadzonego płodozmianu. Udział grochu sięga tu około 25%, co jest wartością wyjątkowo wysoką jak na warunki polskie, gdzie udział roślin bobowatych zwykle nie przekracza kilku procent.
Układ zasiewów przypomina klasyczne zmianowanie norfolskie, w którym udział zbóż nie przekracza 50%. Dzięki temu gospodarstwo ogranicza presję chorób, poprawia żyzność gleby i stabilizuje plonowanie. Zdaniem eksperta takie gospodarstwa powinny być pokazywane uczniom szkół rolniczych i studentom, jako praktyczny przykład zrównoważonej intensyfikacji rolnictwa.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.