Co znajdziesz w artykule?
Tegoroczna wiosna dla wielu plantatorów rzepaku jest wyjątkowo trudna. Niskie sumy opadów, problemy z pobieraniem azotu i opóźnione zabiegi ochrony roślin sprawiają, że decyzje agrotechniczne muszą być szczególnie przemyślane. Jak wygląda sytuacja w praktyce i czy rolnicy decydują się ograniczać ochronę rzepaku?

Susza w rzepaku – tylko 15 mm deszczu i problem z azotem
W miejscowości Kostów w gminie Byczyna gospodarstwo o powierzchni około 900 hektarów prowadzi intensywną produkcję roślinną. W strukturze zasiewów dominują pszenice reprodukcyjne (ok. 300 ha), a bardzo ważne miejsce zajmuje również rzepak uprawiany na powierzchni około 250 hektarów. Uzupełnieniem są m.in. kukurydza, ziemniaki chipsowe oraz – w tym roku – pestki dyni.
Rzepak uprawiany jest głównie na glebach klasy IVa i IVb, co oznacza stanowiska średniej jakości, wymagające dobrze dopasowanej agrotechniki. Tegoroczna zima była bardziej typowa pod względem temperatur, jednak brakowało stabilnej okrywy śnieżnej, co przełożyło się na miejscowe uszkodzenia mrozowe.

Największym problemem okazał się jednak brak opadów. Od momentu roztopów do końca kwietnia spadło poniżej 15 mm wody, co znacząco ograniczyło dostępność składników pokarmowych. Szczególnie widoczne było to w przypadku azotu, który nie przemieszczał się efektywnie do strefy korzeniowej.
Jedynym „ratunkiem” było bardzo wczesne zastosowanie nawożenia azotowego. Dzięki temu rośliny zdążyły pobrać część składników przy jeszcze dostępnej wilgoci.
Czy warto ograniczać ochronę rzepaku przy suszy?
Mimo trudnych warunków gospodarstwo nie rezygnuje z ochrony. Wręcz przeciwnie – zabiegi są dostosowywane na bieżąco do sytuacji pogodowej i stanu roślin. Jak podkreśla agronom, nie ma mowy o trzymaniu się sztywnych schematów, a każda decyzja wynika z aktualnych obserwacji plantacji.
Wykonano już zabieg insektycydowy przeciwko słodyszkowi rzepakowemu, a kolejnym kluczowym elementem będzie zabieg na płatka, czyli ochrona w okresie kwitnienia. Ma on zabezpieczyć plantację przed najważniejszymi chorobami, takimi jak zgnilizna twardzikowa, czerń krzyżowych oraz sucha zgnilizna kapustnych.
Ze względu na przebieg pogody opóźniony został również pierwszy zabieg regulacyjno-fungicydowy. To oznacza, że kolejne zabiegi także mogą być przesunięte w czasie, jednak – jak podkreślają gospodarze – nie można czekać na objawy chorób, szczególnie w przypadku najgroźniejszych patogenów.
Zgnilizna twardzikowa rzepaku – kiedy atakuje i jak chronić plantację?
Jak wskazują obserwacje specjalistów, w tym roku sucha zgnilizna kapustnych nie stanowi dużego problemu. Wynika to głównie z niższych temperatur, które ograniczały rozwój tej choroby.
Znacznie większym zagrożeniem jest natomiast zgnilizna twardzikowa, uznawana za jedną z najbardziej szkodliwych chorób rzepaku. Jak podkreśla Michał Filipowski z firmy INNVIGO, jej rozwój zależy przede wszystkim od warunków pogodowych i obecności sklerocjów w glebie, które mogą przetrwać nawet kilkanaście lat.
Choroba infekuje rośliny głównie w momencie opadania płatków. To właśnie wtedy zarodniki wykorzystują zgromadzoną na nich energię i wnikają do wnętrza rośliny. Skutkiem jest zamieranie łodyg, zahamowanie transportu składników pokarmowych oraz duże straty plonu.
Warto pamiętać, że nawet przy chłodniejszej pogodzie warunki do rozwoju choroby mogą występować w łanie. Gęsty rzepak tworzy swoisty mikroklimat, w którym temperatura i wilgotność sprzyjają infekcji.
Ochrona rzepaku w suszy – jedna czy dwie dawki fungicydu?
Specjaliści podkreślają, że w tym sezonie kluczowe jest elastyczne podejście do ochrony. W przypadku intensywnie prowadzonych plantacji dobrze sprawdzają się strategie dwuzabiegowe, które pozwalają zabezpieczyć rzepak przez cały okres kwitnienia.
W pierwszym etapie ochrony najlepiej sprawdzają się rozwiązania oparte na mieszaninie substancji z grupy triazoli oraz strobiluryn. Takie połączenie zapewnia zarówno działanie zapobiegawcze, jak i interwencyjne, a dodatkowo wydłuża okres ochrony plantacji. Jednym z najczęściej wykorzystywanych rozwiązań jest Kier 450 SC, który zawiera trzy substancje aktywne – difenokonazol, tebukonazol oraz azoksystrobinę.
Dwa pierwsze składniki działają systemicznie, wspomagając regenerację roślin po uszkodzeniach, np. mrozowych, oraz ograniczając rozwój infekcji. Z kolei azoksystrobina odpowiada za dłuższe zabezpieczenie plantacji, choć – jak zaznaczają eksperci – nie zapewnia ochrony przez cały okres kwitnienia. Dlatego preparaty tego typu rekomendowane są przede wszystkim na etap zielonego pąka oraz początku pojawiania się pierwszych płatków.
Drugi zabieg przypada na końcową fazę opadania płatków. W tym terminie zaleca się stosowanie rozwiązań opartych głównie na triazolach, bez dodatku strobiluryn. W praktyce wykorzystywane są preparaty zawierające m.in. protiookonazol i tebukonazol, takie jak Aspic, które skutecznie chronią rośliny przed czernią krzyżowych oraz ograniczają rozwój chorób na łuszczynach.


Zastosowanie dwóch zabiegów pozwala utrzymać ochronę przez cały, często wydłużony okres kwitnienia, co w warunkach zmiennej pogody ma szczególne znaczenie. Jednocześnie oba terminy można wykorzystać do połączenia zabiegów fungicydowych z ochroną insektycydową – najpierw przeciwko słodyszkowi rzepakowemu, a później przeciwko pryszczarkowi kapustnikowi i chowaczowi podobnikowi.
W praktyce oznacza to, że skuteczna ochrona rzepaku w suszy nie polega na ograniczaniu zabiegów, lecz na ich lepszym dopasowaniu do fazy rozwojowej roślin i aktualnych warunków na polu.
Różne regiony, różne strategie ochrony rzepaku
Sytuacja w Polsce nie jest jednolita. Podczas gdy w centralnej i południowej części kraju rzepak wchodzi już w fazę kwitnienia, w innych regionach – np. na Pomorzu – plantacje dopiero przygotowują się do pierwszych zabiegów fungicydowych.
Oznacza to, że nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania. W niektórych przypadkach możliwe będzie zastosowanie strategii jednozabiegowej, szczególnie jeśli okres kwitnienia będzie krótszy. W innych konieczne będzie pełne, dwuetapowe zabezpieczenie plantacji.










