Europejski talerz pod lupą: Podczas gdy europejscy rolnicy rezygnują z kolejnych substancji aktywnych, a unijna machina regulacyjna zaciska pasa krajowej produkcji, granice UE przekraczają tysiące ton towarów niespełniających podstawowych norm bezpieczeństwa. Najnowszy raport Komisji Europejskiej na temat Sieci Alertów i Współpracy (ACN) to potężny sygnał ostrzegawczy. Wynika z niego jasno: unijny system kontroli bije na alarm, a najsłabszym ogniwem łańcucha okazuje się import z krajów trzecich.
Oficjalne dane Brukseli pokazują bezwzględną dynamikę – w całym łańcuchu rolno-spożywczym UE liczba powiadomień o nieprawidłowościach wzrosła w ubiegłym roku aż o 11%, osiągając rekordowy poziom 10 490 zgłoszeń. Sam system wczesnego ostrzegania RASFF zarejestrował ponad 5,3 tys. alertów. Co ciekawe, na celowniku kontrolerów najczęściej lądowały owoce i warzywa (aż 18% wszystkich incydentów). Ponad połowa z nich (59%) dotyczyła pozostałości niedozwolonych pestycydów.
Czytaj również:
Podwójne standardy w cieniu wielkiej polityki
Gdzie bije źródło problemu? Aż 78% zakwestionowanych partii owoców i warzyw pochodziło spoza Unii Europejskiej, a na czarnej liście tradycyjnie przodują Turcja oraz Egipt (importujemy truskawki). W zatrzymywanych transportach rutynowo wykrywany jest m.in. chlorpiryfos – insektycyd, który w UE został całkowicie zakazany już w 2020 roku.
Dane te otwierają niezwykle niewygodną dyskusję na temat unijnej polityki handlowej. Unia Europejska intensywnie forsuje kolejne liberalne porozumienia – od lat ważą się losy ratyfikacji umowy z krajami Mercosur, dopasowywane są mechanizmy głębokiego handlu z Ukrainą po jej przyszłej akcesji, a na horyzoncie pojawiają się kolejne otwarcia rynkowe. Z perspektywy Brukseli umowy handlowe to doskonałe narzędzie geopolityczne i szansa dla przemysłu motoryzacyjnego czy technologicznego. Dla europejskiego rolnictwa to jednak otwarcie wrót dla towarów produkowanych przy drastycznie niższych kosztach i standardach.
Głos rynku: Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z rażącą hipokryzją. Europejski rolnik, związany rygorami Zielonego Ładu, traci kolejne narzędzia do walki z agrofagami i jest rozliczany z każdego litra oprysku. W tym samym czasie unijne granice przekracza żywność produkowana przy użyciu chemii, za której posiadanie w UE grożą surowe kary.
Dobrostan na papierze i walka z przemytem
Nowy raport unijnej sieci ujawnia patologie nie tylko na rynku roślinnym. Po raz pierwszy pod lupę wzięto transport i dobrostan zwierząt w ramach dedykowanej sieci wymiany informacji. Wynik? Prawie tysiąc oficjalnych zgłoszeń, z czego 95% dotyczyło potężnych naruszeń podczas transportu drogowego – głównie przewożenia zwierząt w ekstremalnych temperaturach lub transportu osobników rannych i niezdolnych do jazdy.
Przeczytaj również:
Cyfrowa tarcza zamiast uszczelnienia granic?
W odpowiedzi na zalew nielegalnych i niebezpiecznych towarów, Komisja Europejska uruchomiła na początku 2026 roku nowe narzędzie technologiczne – TraceMap. System ten ma błyskawicznie łączyć rozproszone bazy danych i śledzić drogę podejrzanych partii produktów w czasie rzeczywistym, umożliwiając ich natychmiastowe wycofanie z rynku.
Choć cyfryzacja i lepsza identyfikowalność (traceability) to krok w dobrą stronę, nie rozwiążą one problemu u nasady. Dopóki unijna polityka celna i handlowa nie zacznie bezwzględnie egzekwować zasady wzajemności – czyli „chcesz sprzedawać na rynku UE, musisz produkować według unijnych zasad” – TraceMap będzie jedynie sprawnym termometrem, który co najwyżej precyzyjniej zmierzy stopień gorączki trawiącej europejski rynek.








