Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) pod administracją Donalda Trumpa zatwierdziła pakiet nowych substancji czynnych oraz znacząco rozszerzyła rejestrację dotychczasowych preparatów. Decyzja ta wywołała falę oburzenia wśród niezależnych naukowców oraz organizacji ekologicznych. Alarmują oni, że nowe środki chemiczne stanowią realne zagrożenie dla ludzkiego zdrowia, stabilności ekosystemów oraz rynków konsumenckich na całym świecie, w tym w uprawach kluczowych zbóż, soi i rzepaku.
Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) oficjalnie zatwierdziła do użytku szereg nowych pestycydów, które – jak sugerują liczne badania toksykologiczne – mogą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia ludzi i środowiska. Wśród nich znalazły się zupełnie nowe substancje czynne: fluoksapiprolina, epyrifenacyl i trifludimoksazyna, a także zatwierdzono nowe, znacznie szersze zastosowania dla dobrze znanego w Europie chlorku chlormekwatu.
W każdym z tych przypadków agencja zdecydowała się odrzucić istotne obawy i zastrzeżenia zgłoszone przez niezależnych badaczy, instytuty medyczne oraz organizację Center for Food Safety (Centrum Bezpieczeństwa Żywności).
„Wczorajsze zatwierdzenia pestycydów sprawiły, że EPA administracji Trumpa po raz kolejny okazuje pogardę dla zdrowia Amerykanów i środowiska naturalnego” – komentuje sprawę Bill Freese, dyrektor naukowy w Centrum Bezpieczeństwa Żywności. „Wydział ds. pestycydów EPA najwyraźniej nie jest już w stanie uznać dowodów na to, że pestycydy powodują raka, nawet jeśli potwierdzają to badania prowadzone przez samych producentów tych substancji. I jak zwykle EPA odrzuca obciążające, niezależne badania naukowców niezwiązanych z przemysłem” – dodał.
Nowe substancje pod lupą: Podejrzenia o rakotwórczość
Wśród zatwierdzonych nowości szczególną uwagę zwracają dwa preparaty:
- Fluoksapiprolina – to nowy systemiczny fungicyd, który został dopuszczony do stosowania do trzech razy w roku w uprawach wielu powszechnie produkowanych owoców i warzyw.
- Epiryfenacyl – to herbicyd o działaniu wypalającym, przeznaczony do stosowania w wielkoobszarowych uprawach polowych, takich jak pszenica, kukurydza, soja oraz rzepak.
Przeczytaj również:
Badania laboratoryjne na gryzoniach wykazały, że oba te pestycydy wykazują działanie nowotworowe. Fluoksapiprolina powodowała raka macicy i guzy grasicy u samic szczurów, natomiast epyryfenacyl indukował guzy wątroby u samców myszy. Pomimo tych danych, EPA zdecydowała się sklasyfikować obie substancje jako „prawdopodobnie mało rakotwórcze dla ludzi”. Ponieważ są to związki zupełnie nowe, brakuje niezależnych analiz dotyczących ich realnego wpływu na rolników, pracowników rolnych oraz finalnych konsumentów.
Przedstawiciele organizacji konsumenckich porównują tę sytuację do wieloletnich sporów prawnych wokół glifosatu. Przypominają, że w 2022 roku sąd federalny w USA uchylił pozytywną ocenę glifosatu wydaną przez EPA właśnie z powodu wadliwego i niezgodnego z własnymi wytycznymi zaniżania ryzyka rakotwórczości.
Powrót trifludimoksazyny i zagrożenie dla ekosystemów wodnych
Kolejnym kontrowersyjnym krokiem jest ponowne otwarcie drzwi dla trifludimoksazyny, która ma być stosowana w uprawach owsa, pszenicy, a także jabłek, migdałów i pomarańczy. Wcześniejsze, wewnętrzne analizy samej agencji wykazały, że herbicyd ten „prawdopodobnie spowoduje poważne szkody” u wielu gatunków ryb zagrożonych wyginięciem, w tym u populacji łososia i pstrąga tęczowego.
W 2021 roku agencja została pozwana za zatwierdzenie tej substancji bez dokładnego zbadania znoszenia cieczy roboczej i spływów powierzchniowych do zbiorników wodnych. Pod naciskiem tamtego procesu koncern BASF zgodził się wycofać produkt ze sprzedaży w 2022 roku. Obecna decyzja agencji przywraca tę substancję do obiegu prawnego.
Najbardziej bezpośredni wpływ na globalny rynek upraw polowych może mieć jednak decyzja dotycząca chlorku chlormekwatu. Podczas gdy w Europie substancja ta (znana rolnikom szeroko jako antywylegacz CCC) od lat jest powszechnym standardem w technologii prowadzenia łanu, w USA podchodzono do niej wyjątkowo restrykcyjnie. Dotychczas wolno ją było stosować tam w bardzo ograniczonym zakresie, głównie w produkcji roślin ozdobnych i w szklarniach. Nowe wytyczne EPA otwierają drogę do masowego stosowania tego regulatora wzrostu bezpośrednio na amerykańskich polach pszenicy, owsa i innych zbóż.
Chlormekwat skraca i usztywnia źdźbła, zapobiegając wyleganiu zbóż. Jednak niezależne badania na zwierzętach wskazują, iż chlorek chlormekwatu drastycznie zaburza gospodarkę hormonalną i upośledza płodność. Dodatkowo, ocena środowiskowa wskazuje na wysokie ryzyko dla ssaków, ptaków i pszczół miodnych.
Ze względu na swoją wysoką trwałość, substancja ta jest już teraz jednym z najczęściej wykrywanych pozostałości pestycydów w żywności na terenie Europy. Co kluczowe, amerykańska agencja zatwierdziła wyjątkowo wysokie maksymalne limity pozostałości (MRL) dla tego zaburzacza hormonalnego. Wynoszą one 5 ppm (części na milion) dla pszenicy oraz astronomiczne 40 ppm dla owsa, co znacząco przewyższa dotychczasowe standardy międzynarodowe.
„Agencja EPA nigdy nie powinna była zatwierdzić tego zaburzającego gospodarkę hormonalną pestycydu, zwłaszcza że jego trwałość i potencjalne szerokie zastosowanie w uprawie pszenicy i innych powszechnie spożywanych zbóż będzie oznaczać powszechną ekspozycję całego społeczeństwa” – podsumowuje Bill Freese.
Decyzja amerykańskiego regulatora z pewnością wpłynie na globalną dyskusję dotyczącą pozostałości środków ochrony roślin w imporcie i eksporcie płodów rolnych między Ameryką Północną a Europą, gdzie normy bezpieczeństwa żywnościowego pozostają znacznie bardziej restrykcyjne.
Opracowanie: Redakcja Agroprofil / na podstawie materiałów Center for Food Safety.








