Strona główna Blog Strona 393

3 martwe dziki znalezione przy drodze. Ktoś celowo je podrzucił? Są wyniki badań nad ASF!

0

W środę po południu na trasie między Gnieznem a Zdziechową odkryto trzy martwe dziki. Znalezisko wywołało natychmiastowy alarm wśród lokalnych służb oraz mieszkańców regionu. Ze względu na obecną sytuację związaną z Afrykańskim Pomorem Świń (ASF), wszczęto śledztwo, aby ustalić, czy dziki mogły być nosicielami groźnego wirusa.

 Służby na miejscu zdarzenia

Po otrzymaniu zgłoszenia na miejsce natychmiast przybyła policja, straż pożarna oraz powiatowy lekarz weterynarii. O sprawie został także powiadomiony Michał Kołodziejczak, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa, który zadeklarował wsparcie w działaniach mających na celu ustalenie, co było przyczyną śmierci zwierząt. Z uwagi na wcześniejsze przypadki ASF w powiecie gnieźnieńskim, sytuacja została potraktowana jako potencjalnie bardzo groźna.

Podejrzenie celowego podrzucenia

Sołtys Zdziechowy, Agata Rezgui, szybko zareagowała na doniesienia i powiadomiła odpowiednie służby, jednocześnie podejmując działania mające na celu zabezpieczenie miejsca zdarzenia. Wstępne ustalenia sugerują, że dziki nie zginęły tam, gdzie je znaleziono, co może świadczyć o tym, że zostały celowo podrzucone. To dodatkowo podnosi poziom niepokoju wśród mieszkańców i lokalnych rolników, którzy obawiają się skutków potencjalnego wybuchu epidemii ASF.

 Badania nad ASF w toku [AKTUALIZACJA 17.08.2024]

Próbki mięsa padłych zwierząt zostały przekazane do analizy laboratoryjnej, aby sprawdzić, czy dziki były zakażone wirusem ASF. Wyniki badań są kluczowe dla dalszych działań w regionie. Jeśli potwierdzi się obecność wirusa, może to mieć poważne konsekwencje dla hodowców trzody chlewnej w okolicy. Miejscowi rolnicy są pełni obaw, ponieważ ASF stanowi poważne zagrożenie dla ich działalności.

AKTUALIZACJA: Badania wykazały, że dziki nie mają ASF

 Monitoring kluczowy dla śledztwa

Na szczęście, pobliskie posesje są wyposażone w systemy monitoringu, co umożliwiło szybkie zidentyfikowanie potencjalnych podejrzanych. Nagrania z kamer mogą okazać się kluczowe w ustaleniu, kto odpowiada za podrzucenie zwierząt w tym miejscu. Śledztwo w tej sprawie trwa, a władze zapewniają, że sprawa zostanie dogłębnie zbadana.

Władze gminy milczą

Pomimo powagi sytuacji, władze Gminy Gniezno nie wydały jeszcze oficjalnego oświadczenia na temat znaleziska. Mieszkańcy wyrażają niepokój z powodu braku informacji o ewentualnych działaniach zapobiegawczych. Sprawa pozostaje otwarta, a lokalna społeczność oczekuje dalszych kroków oraz wyników badań, które mogą mieć kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa regionu.

To incydent, który ponownie przypomina o powadze zagrożenia, jakie niesie ASF, oraz o konieczności utrzymania ścisłych standardów bioasekuracji w całym kraju.

Źródło: portal moje Gniezno

To nie rolnictwo może być głównym źródłem glifosatu w europejskich rzekach!

0

Niedawne badania prowadzone przez profesor Carolin Huhn oraz zespół naukowców z Uniwersytetu Eberharda Karola w Tybindze w Niemczech kwestionują powszechne przekonanie, że głównym źródłem glifosatu w europejskich rzekach są herbicydy stosowane w rolnictwie.

Kontrowersje wokół glifosatu

Wokół glifosatu, stosowanego w popularnych herbicydach totalnych, nagromadziło się wiele kontrowersji, które spowodowały, że jest to najprawdopodobniej najlepiej przebadana substancja czynna środków ochrony roślin stosowanych w rolnictwie.

Do tej pory za główną przyczynę obecności glifosatu w zbiornikach wodnych na całym świecie uważano stosowanie go jako herbicydu w rolnictwie. Jednak, jak zauważają naukowcy, wprowadzone przez KE ograniczenia w stosowaniu, nie przyczyniły się do ​​żadnej zauważalnej redukcji w środowisku. Zdaniem naukowców, sugeruje to, że inne źródło było pomijane przez dziesięciolecia.

Zespół badawczy z Uniwersytetu w Tybindze odkrył, że większość glifosatu trafiającego do europejskich rzek może być wynikiem dodatków do detergentów.

Detergenty głównym źródłem glifosatu w europejskich rzekach?

W ramach badania profesor Carolin Huhn z Institute of Physical and Theoretical Chemistry i współpracownicy z Geo- and Environmental Center przeprowadzili obszerną metaanalizę danych z europejskich i amerykańskich organów ochrony wód. Badanie zostało opublikowane w czasopiśmie Water Research.

W najnowszym badaniu wykazano, że głównym źródłem glifosatu w europejskich rzekach mogą nie być herbicydy stosowane w rolnictwie, jak wcześniej sądzono. Analiza próbek wody z różnych rzek na kontynencie wykazała obecność tej substancji w stężeniach znacznie przewyższających wartości oczekiwane na podstawie stosowania rolniczego.

Zespół naukowców odkrył, że dodatki do detergentów domowych, takie jak aminofosfoniany (AAP), mogą przekształcać się w glifosat w oczyszczalniach ścieków.

Do tej pory stosowanie glifosatu jako herbicydu w rolnictwie było uważane za główny powód jego obecności w zbiornikach wodnych na całym świecie. Jednak europejskie przepisy ograniczające stosowanie glifosatu (m. in. do desykacji upraw przed zbiorem) nie doprowadziły do ​​żadnej zauważalnej redukcji w środowisku. Hipoteza jest taka, że ​​niektóre aminopolifosfoniany stosowane na przykład w detergentach do prania są przekształcane w glifosat w osadach ściekowych oczyszczalni ścieków.

Stężenie glifosatu w rzekach nie pokrywa się z terminami jego aplikacji

Aby prześledzić ścieżki przedostawania się glifosatu do rzek naukowcy przeanalizowali długie serie czasowe stężeń glifosatu w rzekach zebrane głównie od władz odpowiedzialnych za ochronę wód w Niemczech, Francji, Włoszech, Szwecji, Luksemburgu, Wielkiej Brytanii, Holandii i USA. Niektóre zestawy danych sięgały 1997 r. Naukowcy uwzględnili w swoim badaniu dane z około stu lokalizacji.  

Punktem wyjścia do badania była obserwacja, że ​​stężenia glifosatu w europejskich rzekach wykazują silną sezonowość, z wysokimi stężeniami latem i niskimi stężeniami zimą.

Jednak biorąc pod uwagę, że rolnictwo jest dominującym źródłem, spodziewalibyśmy się zwiększonych stężeń z rolnictwa w głównych fazach aplikacji wiosną i jesienią, a także zwiększonych stężeń po opadach deszczu.

Glifosat jako herbicyd totalny, stosowany jest do zwalczania chwastów na ścierniskach czy przed siewem roślin uprawnych, a także na obszarach miejskich czy nasypach torów kolejowych.

Taka sezonowość najwyższych stężeń glifosatu w rzekach może być powiązana z substancjami dostającymi się do wód powierzchniowych z oczyszczalni ścieków, takich jak produkty farmaceutyczne i chemikalia domowe. Obliczając ilość glifosatu transportowanego w rzece dziennie, z danych wyprowadza się dość stały wzór. Oczekiwane szczyty stężeń ze źródeł rolniczych obserwowano tylko w bardzo niewielu, wyłącznie rolniczych, punktach pomiarowych w Europie. Ponadto, wzór dotyczący stężenia innych herbicydów jest niemal przeciwny do wzoru glifosatu.

Potrzebne są dalsze badania

Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie w Tybindze wykazało, że głównym źródłem glifosatu w rzekach muszą być ścieki z oczyszczalni ścieków. „Przegląd danych literaturowych pokazuje, że glifosat występuje we wszystkich badanych oczyszczalniach ścieków w Europie, a jego stężenie było niezwykle stałe przez cały rok” — czytamy we wnioskach.

Naukowcy uważają, że musi istnieć dominujący czynnik niezależny od stosowania herbicydów; wzorców stężenia nie da się wyjaśnić w żaden inny sposób. 

Zakończono już wstępne testy laboratoryjne, które potwierdzają hipotezę powstawania glifosatu w oczyszczalniach ścieków z detergentów stosowanych głównie do prania. Jak podkreślają naukowcy, nie obserwuje się jednak powstawania glifosatu przy symulacji warunków w pralce, rozkład następuje dopiero na etapie oczyszczania ścieków.

Wyniki mogą wyjaśnić, dlaczego nie było i nie będzie możliwe zmniejszenie zanieczyszczenia rzek glifosatem w Europie za pomocą strategii redukcji herbicydów. Nowe źródło glifosatu musi zostać zweryfikowane w niezależnych badaniach, a politycy muszą z pewnością omówić, jak kontynuować monitorowanie wód powierzchniowych i jak ewentualnie regulować aminopolifosfoniany lub poprawić wskaźniki eliminacji w oczyszczaniu ścieków.

Jak przygotować rzepak do okresu zimowego?

0

Rzepak ozimy jest jedną z najbardziej wymagających roślin uprawnych. Zakres warunków, jakie muszą być spełnione, aby poniesione koszty uprawy tej rośliny zwróciły się jest bardzo szeroki.

Potencjał plonowania rzepaku ozimego nowoczesnych odmian wynosi nawet ok. 90 dt/ha, a obecnie w Polsce plony rzepaku plasują się na poziomie 30 – 50 dt/ha. Oznacza to, że w wielu przypadkach nie realizujemy potencjału rośliny nawet w połowie. Warto przybliżyć się problemowi i spróbować go rozwiązać.

Rzepak ma wysokie wymagania

Rzepak to roślina o silnym, palowym systemie korzeniowym, osiągającym przed zimą do ok. 50-60 cm, a w pełnym wzroście 120 – 290 cm długości. Pamiętajmy, że prawidłowy rozwój jesienny rzepaku decyduje o możliwościach plonowania tej rośliny. Przed zimą szyjka korzeniowa powinna być najgrubsza ok. 1-2 cm, a rozeta winna wykształcić 8-12 liści. Rzepak lubi wilgotny klimat i dlatego lepiej plonuje w rejonach nadmorskich (duża wilgotność powietrza) lub tam, gdzie roczna suma opadów wynosi ponad 500 mm. Jest niewrażliwy na opady w okresie przedzimowym (w tym roku przedzimowym i zimowym ) a najwięcej opadów wymaga w fazie kwitnienia. Do prawidłowego rozwoju jesiennego potrzebuje około 60 – 75 dni ze średnią temperaturą powyżej 5 oC. Jest bardziej zimotrwały niż jęczmień ozimy i wytrzymuje mrozy do -15 oC, a pod okrywą śnieżną do -30 oC. W czasie trwania zimy jego mrozoodporność maleje. Pąki kwiatowe są wrażliwe na majowe przymrozki, o czym szczególnie silnie mogli przekonać się plantatorzy w mijającym już sezonie.

Rzepak wymaga gleb głębokich, żyznych i zasobnych w próchnicę i wapń. Najlepszymi glebami są gleby kompleksu pszennego bardzo dobrego i dobrego, żytniego bardzo dobrego oraz pszennego górskiego, według klas od I do IV. Klasy V i VI nie nadają się do uprawy rzepaku. Wymaga gleb o wysokiej kulturze, których podstawowym warunkiem jest uregulowany odczyn powyżej 6,0 pH.

Rzepak charakteryzuje się bardzo dużymi wymaganiami pokarmowymi i potrzebami nawozowymi.

Tab. 1. Wymagania pokarmowe rzepaku ozimego kg/ha z plonem 1 t + masa słomy

Makro i mikroskładnikiNP2O5K2OCaOMgOSBCuMnMoZn
1 t + słoma50256060102060g40g100g2g150g

Źródło: NU Agrar

Nawożenie mineralne rzepaku

Ustalając wysokość nawożenia mineralnego pod rzepak należy mieć na uwadze przede wszystkim zasobność gleby, stanowisko w zmianowaniu ale także plon jaki chcemy uzyskać.

Ze względu na ponad dwukrotnie większe pobieranie potasu niż fosforu przez rzepak, zaleca się stosować nawozy kompleksowe o szerokim stosunku fosforu do potasu (P:K) lub stosowaniu nawozów jednoskładnikowych.

Nawożenie fosforowe i potasowe jest najbardziej efektywne, gdy nawozy są dobrze wymieszane na 10 – 20 cm warstwy gleby. A metod aplikacji w dzisiejszy czasach mamy 2 – w uprawie bezorkowej aplikacja z siewem rzepaku metodą strip – till oraz w uprawie orkowej stosowanie nawozów pod pług lub po orce przed siewem. Wszystkie metody mają na celu aby nawóz umieścić na właściwej głębokości.

Zdarza się również, że z przyczyn organizacyjnych lub finansowych nie zastosowano całej dawki nawozów przedsiewnie, można wówczas do 50% dawki zastosować pogłównie ale jak najwcześniej wiosną, gdy tylko uda się wjechać w pole. Taki wariant jest tylko możliwy przy średniej i dużej zasobności gleby. Na glebach o niskiej zasobności cała dawka powinna byś zastosowana przed siewem. Rzepak bardzo dobrze reaguje na dobre odżywienie jesienią w potas i fosfor, co zwiększa mrozoodporność oraz efektywniejsze nawożenie azotem wiosną.

Czy stosować dodatkowo azot jesienią w rzepaku i kiedy?

Gdy rzepak uprawiany jest po zbożu, którego słoma została przeorana, efektywne jest stosowanie dodatkowo 40-60kg N/ha, czyli ok. 90-130 kg/ha mocznika. Nie obawiajmy się przedsiewnego lub pogłównego nawożenia rzepaku w fazie 2-4 liści, a zwłaszcza uprawianego po przeoranej słomie i przy lekko spóźnionym siewie. Pomimo stosowania dodatkowej dawki azotu, w zależności od przebiegu pogody, rośliny mogą odczuć jego niedobór, dlatego powinno się obserwować jesienny rozwój rośliny i ewentualnie likwidować skutki niedoboru.

Na przełomie września i października należy ocenić stan plantacji. Jeżeli rośliny wytworzyły tylko 1-4 liści lub plantacja została zniszczona przez szkodniki jak np. pchełka rzepakowa lub ślimaki, a zabarwienie rzepaku jest jasnozielone, występują czerwienienie lub zżółknięcie liści należy podjąć decyzję o dokarmianiu rzepaku. Zaleca się stosować oprysk – dolistnie 10% roztworu mocznika, warto tez dodać siarczan magnezu oraz mangan i bor.

Z jednej strony azotem jesienią należy nawozić z umiarem. Oznacza to, że należy unikać przenawożenia tym składnikiem, gdyż powoduje on między innymi przyspieszenie wzrostu rośliny. Przed zimą nie zawsze jest to korzystne, ponieważ zbyt duża dostępność azotu może prowadzić do nadmiernego „wybujania” łanu rzepaku i wyniesienia pąka wierzchołkowego. Dodatkowo zwiększa zawartość wody w roślinie, co zmniejsza mrozoodporność oraz zmniejsza odporność roślin na choroby. Dlatego należy zachować szczególną ostrożność z nawożeniem azotem:

  • przy wczesnych siewach,
  • przy odmianach o dynamicznym tempie wzrostu,
  • na stanowiskach nawożonych obornikiem lub gnojowicą,
  • na stanowiskach zasobnych w próchnicę w warunkach sprzyjających mineralizacji azotu organicznego (wilgotna i ciepła jesień),
  • po przedplonach, które pozostawiły dużo azotu w glebie.

W dzisiejszych czasach coraz bardziej rolnicy chcąc obniżyć wysokie koszty nawożenia sięgają po nawożenie obornikiem, a zaleca się go zwłaszcza na gleby słabe i po przedplonach zbożowych. Nawożenie obornikiem należy wykonać na 2–3 tygodnie przed siewem rzepaku, aby gleba mogła dostatecznie osiąść. Zalecane dawki to 20 – 40 t/ha gdzie obornik powinien być dobrze przykryty. 

Uprawa gleby pod rzepak ozimy

Klasyczne zalecenia przewidują wykonanie dwu zespołów uprawowych, tj. pożniwnego i przedsiewnego. Jeśli termin zejścia z pola przedplonu stwarza takie możliwości, należy ich przestrzegać.

Przygotowanie roli

Starannie wykonana uprawa roli we właściwym czasie jest niezbędna do zapewnienia pełnych i wczesnych wschodów rzepaku. Ułatwia przenikanie korzeni w głąb gleby i zapewnia najlepsze warunki wschodów i rozwoju początkowego rzepaku. Decyzję o sposobie uprawy roli pod rzepak ozimy należy podjąć w zależności od: oceny stanu pola po zbiorze przedplonu, właściwości gleby i przebiegu pogody, wyposażenia gospodarstwa w odpowiedni sprzęt do uprawy roli i siewu, czasu, jaki pozostał od zbioru przedplonu do siewu.

Rodzaje siewu rzepaku

W zależności od gleby, maszyn i kierunku produkcji, rzepak można siać na różne sposoby. Przedstawiamy trzy z nich: siew punktowy, strip-till oraz za pomocą siewnika rzędowego.

Zbyt wczesny siew – strata plonu, zbyt późno – tak samo. Tak to już jest z rzepakiem. Wysokie są również konsekwencje niedbałego podejścia do innych zabiegów agrotechnicznych. Jednak kluczowym zabiegiem w uprawie rzepaku jest właśnie siew.

Pierwszym rodzajem  siewu rzepaku, który staje się u nas bardzo modny jest siew pasowy, tzw.  strip-till. Jest to siewnik połączony z sekcją uprawowo-nawozową. Podstawowym elementem roboczym jest dłuto uprawowe, które ma za zadanie wycięcie w glebie paska o szerokości 2,5 cm. Gleba z tego paska wyciągana jest na wierzch roli co zapewnia samooczyszczenie się dłuta i ogranicza zapychanie maszyny. Dłuto zakończone jest prosto, nie wywołuje więc efektu odcięcia warstwy gleby od podglebia, co zapobiega powstawaniu warstwy podeszwy płużnej (warstwy lustra). Jednocześnie w śladzie dłuta umieszczany jest nawóz mineralny. Nawóz aplikowany jest w dwóch warstwach najczęściej na głębokości 8-12 cm i 18-22cm, chociaż istnieje możliwość regulacji tej głębokości. Szczelina jest zamykana przez wał oponowy. Kolejnym elementem roboczym jest redlica wysiewająca, która pracuje dokładnie w śladzie dłuta uprawowo-nawozowego. Takie rozwiązanie daje doskonałe warunki do rozwoju systemu korzeniowego rzepaku. Nasiono jest umieszczane w miejscu, w którym wykonano uprawę, a poniżej znajduje się nawóz. A średnia obsada roślin na 1 metr kwadratowy wynosi 27 szt.

Drugim rodzajem siewu jest siew punktowy. Umożliwia on wysiew drobnych nasion rzepaku na stałej głębokości. Pożądana głębokość w tym wypadku to 2 cm. Jedynie na glebach przesuszonych można stosować większą głębokość – 3–4 cm, która pozwala na lepsze pobieranie wody (np. w przypadku suszy). Wysiewany punktowo rzepak siejemy rzadziej – najczęściej w rzędach co 45 cm (jak buraki cukrowe) i co 6–9 cm w rzędzie. Osiągamy w ten sposób obsadę̨ miedzy 25 a 35 roślin na m2. Warto pamiętać́, że rzepak ma silną zdolność́ do rozgałęziania i wypełniania danej mu przestrzeni.

Trzecim rodzajem siewu jest uprawa konwencjonalna (tradycyjna), która wymaga użycia pługa. Jest to najczęstszy rodzaj uprawy rzepaku w Polsce.

Podstawowym czynnikiem jest orka siewna wykonana na głębokość 20-25 cm. Odpowiednia głębokość orki gwarantuje dobrą efektywność nawożenia mineralnego oraz poprawia magazynowanie wody w glebie. Stosowanie orki ogranicza zachwaszczenie pól, utrudnia rozwój szkodników glebowych oraz zmniejsza porażenie przez choroby. Na polach po roślinach okopowych i niezachwaszczonych będących w dobrej kulturze można spłycić orkę siewną lub wykonać ją agregatem uprawowo-siewnym.

Przedsiewna uprawa roli powinna umożliwić płytki wysiew nasion i przykrycie ich 2-3-centymetrową warstwą luźnej gleby o gruzełkowatej strukturze. Na stanowiskach po trawach albo wieloletnich roślinach motylkowych zbieranych po I pokosie (lucerna, koniczyna) w pierwszej kolejności należy rozerwać darń ciężką broną talerzową bądź kultywatorem, następnie wykonać orkę siewną, stosując bronę za pługiem. Na stanowiskach po zbożach zebranych wcześnie należy wykonać podorywkę na 6-8 cm z jednoczesnym bronowaniem lub broną talerzową, a po skiełkowaniu osypanych nasion chwastów i samosiewów zbóż – orkę siewną z jednoczesnym bronowaniem lub broną talerzową czy kultywatorem ścierniskowym.

Orkę siewną należy wykonać na co najmniej 2 tygodnie przed siewem w celu „odleżenia” się roli i zwalczenia chwastów. Jeżeli na przygotowanie roli do siewu po zbiorze zbóż pozostają 2-3 tygodnie, ściernisko należy jak najszybciej podorać i zabronować, niszcząc skiełkowane chwasty. Następnie wykonać orkę siewną, stosując za pługiem narzędzia doprawiające, jak wał Campbella lub przynajmniej bronę. Przy opóźnionym zbiorze przedplonu, gdy na przygotowanie roli do siewu pozostają 1-2 tygodnie, wykonać podorywkę i płytszą orkę siewną na 14-18 cm.

W sytuacji, gdy pozostaje mniej niż tydzień na przygotowanie roli do siewu, niezbędne jest znaczne uproszczenie uprawy bez wykonania orki. W takiej sytuacji należy spulchnić górną warstwę gleby na głębokość 12-16 cm przy użyciu agregatu uprawowo-siewnego. W okresach niekorzystnych, np. suszy, można ograniczyć zabieg uprawowy do powierzchniowej uprawy gleby przy pomocy pługa podorywkowego, ciężkiej brony talerzowej, glebogryzarki lub kultywatora do głębokiego spulchnienia roli o sztywnych zębach w połączeniu z broną bądź wałem strunowym.

Podsumowanie

Rzepak jest bardzo wymagającą uprawą, do której trzeba podchodzić bardzo odpowiedzialnie. Aby jednak osiągnąć zysk, trzeba się dobrze przygotować. Jeżeli planujemy przystąpić do owej uprawy, warto poznać szczegóły w jaki sposób siać rzepak, jakich terminów warto się trzymać oraz w jaki sposób uniknąć chorób. Proces uprawy musi być zaplanowany i wykonywany od A do Z.

Przy uprawie rzepaku jest wiele wymagań. Podczas tej uprawy liczy się wiele aspektów, które trzeba przestrzegać, takie jak:

  • terminowość;
  • utrzymana norma wysiewu;
  • nawożenie rzepaku,
  • dobór odmiany;
  • przygotowanie odpowiedniego podłoża pod uprawę;
  • dobranie odpowiedniej głębokości siewu.

Uprawa rzepaku ozimego może wydawać się dość trudna, lecz ważne jest, aby dobrze się do niej przygotować. Dzięki nauce i zaangażowaniu w plantację jesteśmy w stanie odpowiednio zadbać o nasiona rzepaku oraz samą roślinę „siedzącą” w glebie. Należy pamiętać, że zastosowanie się do powyżej wymienionych zasad jest bardzo indywidualną sprawą.

Monitoruj suchą masę kukurydzy – to od tego zależy jakość kiszonki

0
Sucha masa - zbiór kukurydzy na kiszonkę

Kiszonka z kukurydzy to w wielu gospodarstwach podstawowa pasza dla krów mlecznych i bydła opasowego. To od jakości jej przygotowania zależy wydajność mleczna czy przyrosty opasów. Termin zbioru kukurydzy na kiszonkę to kluczowy etap w procesie przygotowywania paszy objętościowej, który determinuje późniejszą jakość kiszonki. Najważniejsze parametry decydujące o terminie zbioru to sucha masa kukurydzy oraz stopień dojrzałości ziarna.

Od czego zależy jakość kiszonki z kukurydzy?

Wartość paszowa kiszonki z kukurydzy zależy od kilku składowych, zaczynając już od wyboru danej odmiany kukurydzy i jej agrotechniki, a na zbiorze i przygotowaniu kończąc. Każdy z tych etapów jest istotny i może przeważyć o końcowej jakości uzyskanej paszy.

Jednym z najważniejszych parametrów, który determinuje jakość kiszonki, jest zawartość suchej masy w roślinie w momencie zbioru. Sucha masa (SM) to wskaźnik ilości substancji odżywczych (jak węglowodany, białka, tłuszcze, minerały) w roślinie, po odjęciu wody. Odpowiednia zawartość suchej masy jest kluczowa z kilku powodów, które omówimy poniżej.

Równie istotny jest udział kolb w zbieranej masie. Kolby to podstawowa część decydująca o jakości zbieranego plonu na kiszenie. Skrobia w kolbach może stanowić około 60-70% wartości odżywczej kiszonki, z kolei zielone części rośliny mają wpływ na udział włókna strawnego, a to przekłada się na ilość wartości odżywczej przekazywanej bydłu przy skarmianiu kiszonki.

Dlatego stopień dojrzałości ziarniaków w kolbie oraz zawartość suchej masy to najważniejsze czynniki, którymi kierować powinien się plantator, podczas planowania terminu rozpoczęcia zbiorów kukurydzy na kiszonkę.

Termin zbioru kukurydzy na kiszonkę

Optymalny termin zbioru kukurydzy na kiszonkę decyduje o ilości zakiszanego materiału, a także jego strukturze i wartości odżywczej. Dlatego przed podjęciem decyzji o wjeździe sieczkarni w pole ważna jest wnikliwa ocena stanu plantacji pod względem dojrzałości ziarniaków kolbie, ale także stanu zieloności łodyg i liści.

Nie jest to zadanie najłatwiejsze, ponieważ optymalna przydatność do zbioru łodyg z liśćmi i kolb przypada w różnych terminach. Wraz z dojrzewaniem rośliny w łodygach postępuje proces drewnienia i zwiększa się ilość trudno strawnych substancji – celulozy i ligniny, z kolei im wyższe stadium dojrzałości ziarniaków w kolbie podczas zbioru, tym większy udział kolb i ziarna w zebranym plonie, a przez to rośnie też energia pochodząca ze skrobi.

Kiedy zbierać kukurydzę na kiszonkę?

Zbiór kukurydzy na kiszonkę można rozpocząć wtedy, gdy zawartość suchej masy w ziarnie wynosi 30–35%, a ziarniaki znajdują się w fazie dojrzałości woskowej lub woskowo-szklistej.

Dobrze ukolbione rośliny można zebrać później, aby dać szansę na rozwój ziarna. Z kolei na mniej udanych plantacjach główną przesłanką do zbioru będzie stan łodyg i liści. Wcześniejszy zbiór jest także wskazany, gdy pogoda jest ciepła i sucha, co przyśpiesza zasychanie roślin i niekorzystny wzrost suchej masy powyżej 35%. Decydującym czynnikiem powinien być zawsze stan suchej masy roślin, ponieważ ma ona kluczowy wpływ na jakość zakiszania paszy. W normalnych warunkach bazowanie na dojrzałości ziarna może być skuteczną metodą do określenia zawartości suchej masy kukurydzy. Jednak w przypadku suszy wysychanie łodyg i liści może wyprzedzać dojrzewanie ziarna. W takich warunkach, żeby nie przesuszyć zakiszanej masy, należy zbioru dokonać wtedy, gdy łodygi z liśćmi są przynajmniej w górnej części zielone, mimo że ziarno jest mniej dojrzałe.

Pamiętać trzeba, że zbyt wczesny zbiór powoduje mniejszą zawartość suchej masy, a zbyt późny – pogarsza strawność kiszonki oraz problemy z zakiszaniem.

Jak określić suchą masę w kukurydzy na kiszonkę?

Suchą masę oraz fazę dojrzałości ziarna w kolbie, które decydują o terminie zbioru kukurydzy na kiszonkę, można określić samodzielnie, na dwa sposoby, choć jest to zadanie dość czasochłonne i wymaga wprawnego oka.

Jednym ze sposobów na zbadanie zawartości suchej masy jest organoleptyczna ocena ziarniaków w kolbie, a dokładnie ustalenie położenia linii mlecznej.

Jeżeli linia mleczna znajduje się w 1/3 wysokości ziarniaka (od góry), to przyjmuje się, że zawartość suchej masy w zielonce wynosi 32–33%. Kiedy linia mleczna znajduje się w środku ziarna, to jego połowę zajmuje tzw. skrobia szklista, a drugą – skrobia mączysta. To jest optymalny termin zbioru kukurydzy na kiszonkę, teoretycznie pokrywający się z zawartością suchej masy w całej roślinie, równą ok. 35%. Gdy linia mleczna znajduje się w 2/3 wysokości ziarniaka (od góry), ziarno jest trudne do rozdrobnienia.

Monitoring suchej masy kukurydzy
Poziom suchej masy w materiale na kiszonkę można oznaczyć samodzielnie lub za pomocą mobilnych laboratoriów NIRS. /fot. B. Ryńska

Drugą z metod wyznaczenia optymalnego terminu zbioru jest ustalenie poziomu suchej masy materiału zakiszanego. W celu oznaczenia należy wyciąć kilka losowo wybranych roślin z pola i rozdrobnić je, dbając, by każde ziarno zostało uszkodzone/zgniecione. Następnie odważamy 100 g zielonki i suszymy ją w piekarniku, mikrofalówce lub suszarce do grzybów, do momentu, w którym masa próbki nie będzie się zmieniać. Uzyskaną wagę mnożymy razy 100%, co da nam wynik zawartości suchej masy.

Przy optymalnym przebiegu pogody w końcowym okresie wegetacji kukurydzy zawartość suchej masy zwiększa się o 0,5% dziennie, a przy bardzo ciepłej pogodzie wzrost ilości suchej masy może wynosić 0,75%. Znając suchą masę materiału do zakiszania i przebieg pogody, można precyzyjnie określić termin zbioru.

Monitoring suchej masy z Limagrain Polska

Zbliża się okres zbiorów kukurydzy na kiszonkę, a zapowiadane w najbliższych dniach upały, przy niedostatecznej ilości wody dostępnej dla roślin w glebie, mogą znacznie przyśpieszyć datę wyjazdu sieczkarni na pola.

Aby ułatwić rolnikom zaplanowanie terminu zbioru kukurydzy na kiszonkę, Limagrain Polska, kolejny już rok, uruchamia program monitoringu suchej masy!

Monitoring suchej masy to skoordynowane działania zespołu ekspertów Limagrain Polska na terenie całego kraju. Polega on na lustracji plantacji kukurydzy i pobraniu po kilka reprezentatywnych roślin z odmian o różnym FAO, które po odpowiednim przygotowaniu są badane na zawartość suchej masy za pomocą nowoczesnego laboratoriom NIRS LG LAB.

Zebrane w ten sposób dane będą raportowane w formie nagrań wideo co tydzień, przez kolejne 4 tygodnie. Raporty te będą obejmować średnią zawartość suchej masy dla trzech grup wczesności: odmiany wczesne, średniowczesne i średniopóźne z aż 12 regionów Polski.

Już teraz zapraszamy na pierwszy raport monitoringu suchej masy z Limagrain Polska, który ukaże się 22 sierpnia. Wszystkie raporty będzie można śledzić na kanale LG Seeds Polska w serwisie YouTube oraz na funpage Agro Profilu na portalu Facebook. 

Międzyplony ozime – nie tylko pod ekoschematy. Jaką pełnią rolę w zmianowaniu?

0
Międzyplony ozime

Międzyplony ozime uprawia się najczęściej w celu uzupełnienia bazy pasz objętościowych. Ostatnimi laty przeżywają one swój renesans chociażby ze względu na rosnące pogłowie czy zmieniające się warunki klimatyczne. Co więc wysiać, aby uzyskać wysoki i wartościowy plon biomasy? 

Międzyplony ozime jako uzupełnienie bazy paszowej

Klasyczne międzyplony ozime wysiewa się w okresie późno letnim lub jesiennym po zbiorze plonu głównego i utrzymuje się żywe, aż do wiosny, gdy wznawiają wegetację. Zwyczajowo w polskich warunkach służą one jako źródło pasz objętościowych. Pozostałe wykorzystanie jest w tym przypadku znikome, dlatego skupmy się na międzyplonach ozimych spoglądając przez pryzmat hodowców bydła mięsnego jak i mlecznego. 

Najważniejsze gatunki

W międzyplonach ozimych wysiewamy gatunki z rodziny bobowatych, wiechlinowatych i rzadziej kapustowatych. Wybór jest, jednak znacząco mniejszy niż w przypadku mieszanek ścierniskowych. Dlaczego? A no jak sama nazwa i definicja wskazuje rośliny muszą przetrwać do wiosny i wznowić wegetacje. Oznacza to więc, że pozostają nam gatunki ozime. Z wiechlinowatych najlepiej sprawdzają się trawy, mianowicie życice. Przede wszystkim wielokwiatowa, ale również i trwała czasami także westerwoldzka. Dochodzą do tego klasyczne zboża czyli żyto, a także pszenżyto. A z bobowatych? Tutaj królują dwa gatunki – piękna koniczyna krwistoczerwona znana szerzej jako inkarnatka oraz wyka ozima, której nasiona w odróżnieniu od jarej kulają się po płaszczyźnie. Metoda stara jak świat, a jakże przydatna. 

Klasyka gatunku, czyli mieszanka gorzowska

Znana od dekad mieszanka gorzowska powstała nie gdzie indziej jak w Gorzowie Wielkopolskim. Opracowana wówczas na ziemiach pruskich przez założycieli firmy DSV, która jest znana obecnie ze swojej szerokiej oferty mieszanek międzyplonowych. Doskonałe połączenie trzech gatunków sprawiło, że przez ponad stuletnią karierę cieszy się niezmiennym zainteresowaniem rolników.

W skład mieszanki gorzowskiej wchodzą trzy gatunki. Pierwszym z nich jest życica wielokwiatowa stanowiąca źródło wysokiej biomasy oraz energii. To najlepsza forma z rodziny wiechlinowatych sprawdzająca się w międzyplonie ozimym. Źródłem białka jest natomiast koniczyna inkarnatka oraz wyka ozima. 

W zależności od producenta nasion czy zaleceń literaturowych skład mieszanki może się różnić, jednak standardowa kompozycja wygląda następująco : 50% życicy wielokwiatowej, 30% koniczyny inkarnatki i 20% wyki ozimej. Tak zrównoważony skład zapewnia odpowiedni wzrost wszystkich trzech gatunków, które w efekcie dają zbilansowaną i cenną dawkę paszy objętościowej. “Gorzowską” należy wysiewać od końca sierpnia do połowy września. Im wcześniejszy siew tym wyższa ilość wytworzonej biomasy, stąd też rolnicy zbierają często pierwszy pokos nawet w okresie jesiennym.

Zapomniana poznańska i swojecka

Czy ktoś o nich pamięta? Być może starsi, ale może i młodsi kiedy w szkolnych ławkach technikum omawiano międzyplony na paszę. Mieszanka poznańska i swojecka to modyfikacje gorzowskiej, w których zamieniono jeden z komponentów. Wymusiła to z pewnością praktyka podyktowana realiami warunków glebowych czy klimatycznych. Na najsłabsze kompleksy i w rejonach o niskiej sumie opadów i mroźnych zim w miejsce wymagającej życicy wielokwiatowej “wrzucono” klasyczne żyto ozime. Tak powstała mieszanka swojecka. W poznańskiej kompozycji kluczem jest natomiast życica wielokwiatowa. 

Duet żyta z wyką ozimą 

W międzyplonach ozimych uprawia się także często mieszanki żyta z wyką ozimą. Opcja nieco tańsza od “gorzowskiej”, jednak mniej wartościowa. Tutaj można, jednak nadrobić masą, a żyto to jej ogrom. Do wysiewu warto wybrać klasyczne odmiany populacyjne, które osiągają wysokość 150-170 cm, a w sprzyjających warunkach nawet i dwa metry. Żyto jest tym klasycznym gatunkiem, jednakże warto także wspomnieć o pszenżycie. Wiele z tradycyjnych odmian nie odbiega ilością wytworzonej biomasy, chociażby z racji na większe ulistnienie łodygi. Komponent zbożowy to, jednak nie wszystko. Wzbogaceniem ma tutaj być bowiem wyka ozima, która doskonale pnie się po sztywnym źdźble dając przy tym dodatkowe źródło białka.

Pszenżyto lub żyto solo

Idąc po najniższej linii oporu wspomnę jeszcze o zbożach wysiewanych solo. Wytworzona ilość biomasy może i jest, ale (jakoś)ć? Wybierając ostatecznie tą opcję jak już wspomniałem należy dobierać wysokie odmiany o silnym ulistnieniu. Do wysiewu należy przystąpić również możliwie wcześniej tj. I-II dekada września, aby uzyskać dobrze zbudowane i rozkrzewione rośliny. Należy zwiększyć także normę wysiewu, przynajmniej o 25%, choć słyszę i często o podwojeniu normy. Ale to już tylko praktyka rolnicza i doświadczenia polowe pod, którymi nie podpiszę się osobiście. 

Duży plon biomasy na wiosnę

Międzyplony ozime wykorzystywane w znaczącej większości na paszę cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Powodów jest kilka, ale tym najważniejszym jest niekorzystny przebieg pogody w ostatnich latach. O ile pierwszy pokos po zimie jest zazwyczaj obfity to już z kolejnymi bywa gorzej. Receptą na te dolegliwości są właśnie międzyplony ozime. Zbierane na przełomie kwietnia i maja zapewniają potrzebną bazę paszową dla bydła. W praktyce są jeszcze często ponownie użytkowane lub likwidowane i wówczas wysiewana jest chociażby kukurydza.

Nasiona z pewnego źródła

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o kwalifikowanym materiale siewnym. W załączonej tabeli podałem przykładowe kompozycje oraz orientacyjne normy wysiewu. Tworząc mieszankę indywidualnie należy mieć, jednak świadomość, że nasiona mogą charakteryzować się zróżnicowanymi parametrami tj. MTN czy ZK. Takie podejście nie daje gwarancji pełnych wschodów oraz zebranych plonów. Warto więc postawić na gotowe kwalifikowane mieszanki, które oferuje m.in. firma DSV oraz Nasiona Wronkowski. 


Zastąpić olej napędowy: Jakich innowacji możemy oczekiwać w nadchodzących latach?

0

Współczesne tendencje do ograniczania użycia paliw kopalnych nie omijają również rolnictwa. Z tego powodu coraz częściej mówi się o zastąpieniu klasycznego silnika spalinowego w ciągnikach i samobieżnych maszynach innymi bardziej ekologicznymi rozwiązaniami.

Alternatywne źródła energii w pojazdach i maszynach rolniczych – perspektywy rozwoju

Producenci silników spalinowych cały czas modernizują jednostki napędowe nie tylko pod kątem spełniania bardzo rygorystycznych norm emisji spalin. Wysiłki inżynierów widać też w możliwości zasilania silników nowymi paliwami. Pojawiają się jednak przy tym pewne obawy o wydajność i bezproblemowość nowych rozwiązań. W artykule postaramy się przedstawić alternatywne źródła energii w pojazdach i maszynach rolniczych oraz omówić perspektywy ich rozwoju.

Po co zastępować olej napędowy?

Rozważania na temat alternatywnych źródeł energii w ciągnikach należy rozpocząć od odpowiedzi na pytanie, dlaczego zaszła potrzeba wprowadzania takich zmian. Odpowiedź jest prosta: są one efektem globalnej tendencji do ograniczania korzystania ze źródeł energii pochodzących z paliw kopalnych.

Celem takiego zabiegu jest ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, a zwłaszcza dwutlenku węgla. To właśnie z tego powodu w branży samochodowej dokonuje się rewolucja związana z zastępowaniem silnika spalinowego napędami hybrydowymi, a finalnie czysto elektrycznymi.

Jednakże to, co już zaczyna sprawdzać się w warunkach drogowych, niekoniecznie sprawdzi się w odniesieniu do maszyn rolniczych. Główną przeszkodą dla upowszechnienia napędu elektrycznego w ciągnikach rolniczych jest bowiem znikomy (jak na rolnicze warunki) czas eksploatacji na jednym ładowaniu oraz długi okres ładowania baterii.

To z kolei stawia wyzwania dla konstruktorów sprzętu rolniczego w zakresie zastąpienia napędu tradycyjnego. Obecnie obserwuje się kilka potencjalnych dróg rozwoju rozwiązań, które miałyby zastąpić klasyczny silnik Diesla zasilany olejem napędowym.

Zasilanie gazem ziemnym

Jednym z rozwiązań, które może okazać się szczególnie praktyczne w warunkach rolniczych, jest zastosowanie do zasilania silnika spalinowego gazu ziemnego, którego głównym składnikiem jest metan. Pierwszym na świecie seryjnym przykładem tego rozwiązania jest ciągnik New Holland T6.180 Methane Power. Ciągnik ten jest wyposażony w 6-cylindrowy silnik spalinowy o mocy 175 KM, zasilany sprężonym gazem ziemnym (CNG – Compressed Natural Gas).

Głowna zaleta – obniżenie emisji szkodliwych związków w spalinach

Główną zaletą tego rozwiązania jest obniżenie emisji szkodliwych związków w spalinach, ponieważ metan jest znacznie czystszym paliwem w porównaniu do oleju napędowego. Szacuje się, że łączne ograniczenie zanieczyszczeń może dojść do nawet 80%. To z kolei, oprócz dbałości o środowisko, umożliwia dodatkowo zmniejszenie licznych elementów odpowiedzialnych za oczyszczanie spalin. Ciągnik wyposaża się w taki silnik bez potrzeby rozbudowanego systemu redukcji szkodliwych związków (np. systemu AdBlue); wystarczy jedynie trójdrożny katalizator.

Niezależność energetyczna

Standardowo ciągnik jest wyposażony w zbiornik mieszczący 185 litrów sprężonego metanu, zaś opcjonalnie może mieć z przodu zamontowany dodatkowy zbiornik o pojemności 270 litrów. Dodatkową zaletą ciągnika zasilanego gazem ziemnym jest możliwość wytwarzania tego paliwa bezpośrednio w gospodarstwie lub w biogazowniach w pobliżu gospodarstw. Jest to jeden z głównych elementów programu Energy Independent FarmSM, w którym uczestniczy New Holland (koncern jest określany mianem Lidera Czystej Energii – Clean Energy Leader). Program ten zakłada, że gospodarstwa są bardziej niezależne energetycznie, np. poprzez zastosowanie uprawianych roślin oraz produktów odpadowych do produkcji biopaliw.

Jak LNG zmienia rynek ciągników

Model T6.180 Methane Power ma już ugruntowaną pozycję m.in. na rynku niemieckim, gdzie występuje duża liczba biogazowni rolniczych. Inny przykład ciągnika zasilanego metanem to zaprezentowany w 2022 roku New Holland T7 Methane Power, który jest rozwinięciem idei modelu T6. Jednak w odróżnieniu od mniejszego modelu, jest on zasilany metanem w postaci ciekłej (LNG – Liquid Natural Gas).

Paliwo to może być produkowane z gnojowicy lub obornika. LNG zapewnia lepszy zasięg, ponieważ skroplony gaz ma kilkukrotnie większą gęstość energii w porównaniu do paliwa w stanie gazowym. To z kolei zapewnia zakumulowanie większej ilości energii w określonej pojemności, co daje większy zasięg ciągnika w porównaniu z paliwem CNG. W modelu T7 Methane Power zamontowano silnik o mocy maksymalnej 270 KM, z tzw. aktywnym wtryskiem paliwa. W rozwiązaniu tym dawka i moment wtrysku są dobierane na podstawie temperatury.

Z racji bardziej agresywnego oddziaływania paliwa LNG w porównaniu do oleju napędowego, ciągnik z systemem LNG musi być wyposażony w zbiornik wykonany z odpowiedniego materiału. W przypadku modelu T7 Methane Power zastosowano zbiornik ze stali nierdzewnej.

Innowacyjny napęd w prototypie Auga M1: Wymienne butle i hybrydowy system

Nieco inną koncepcję napędu z wykorzystaniem CNG zastosowano w ciągniku litewskiej marki Auga Group. Firma ta jest jednym z największych litewskich przedsiębiorstw w branży rolnej. Podążając za trendami ograniczania negatywnego wpływu na środowisko, opracowano prototypowe rozwiązania ciągników zasilanych metanem. W zaprezentowanym prototypie o oznaczeniu M1 zastosowano silnik spalinowy o mocy 400 KM zasilany sprężonym biometanem.

Nowatorskim rozwiązaniem było opracowanie specjalnej konstrukcji zbiornika z wymiennym wkładem gazowym (butlą). Ideą było umożliwienie szybkiej wymiany całego wkładu, który wcześniej jest naładowany biometanem w biogazowni. To znacząco skraca czas tankowania, eliminując potrzebę czasochłonnego ładowania zbiornika w ciągniku. Wystarczy jedynie dostarczyć naładowaną wcześniej butlę. Eliminuje to jedną z głównych wad systemu CNG, jaką jest długi czas tankowania gazu, co ma związek z koniecznością jego sprężania.

W przypadku prototypu Auga M1 pojemność butli jest dość duża, ponieważ jak deklaruje wytwórca, ciągnik może przepracować nawet 12 godzin na jednej butli. Nowatorskim rozwiązaniem w ciągniku Auga jest również sposób przekazania napędu. Nie ma tu klasycznego układu napędowego, a jest układ hybrydowy w postaci generatora energii elektrycznej (napędzanego przez silnik spalinowy) oraz zasilanych z niego silników elektrycznych przy kołach.

Główną zaletą jest w tym przypadku możliwość wykorzystywania takiej wielkości energii, jaka jest aktualnie potrzebna, zaś nadmiar energii jest magazynowany w akumulatorach i wykorzystywany np. przy nagłym wzroście obciążenia zewnętrznego.

Wodór paliwem przyszłości w rolnictwie?

W rolnictwie, podobnie jak w motoryzacji, wodór cieszy się dużym zainteresowaniem ze strony konstruktorów. Na wstępie zaznaczyć należy, iż istnieją dwie główne drogi zastosowania wodoru do napędu ciągników i maszyn:

  • Zasilanie wodorem silnika spalinowego o spalaniu wewnętrznym. Silnik taki pomimo procesu spalania jest zeroemisyjny, ponieważ produktem spalania jest para wodna.
  • Wykorzystanie tzw. ogniw wodorowych, w których energia wodoru jest zamieniana na energię elektryczną, która jest następnie wykorzystywana do zasilania silników elektrycznych napędzających koła i WOM.

Prace rozwojowe nad silnikami spalinowymi na wodór

Jeśli chodzi o silniki spalinowe zasilane wodorem, to jako przykład można wymienić firmę JCB, która od kilkunastu lat prowadzi prace rozwojowe nad możliwością wykorzystania wodoru do napędu maszyn rolniczych i budowlanych. Co prawda firma JCB prowadziła równolegle prace nad wykorzystaniem energii elektrycznej do napędu maszyn, jednak przyznano, że takie rozwiązanie jest dobre dla maszyn o małych mocach, lecz okaże się niewystarczające, jeśli chodzi o maszyny poddawane dużym zmiennym obciążeniom oraz takie, które wymagają wielogodzinnej pracy bez konieczności ładowania. Stąd też pojawiła się potrzeba rozwoju silników spalinowych wodorowych.

Wyzwania techniczne i bezpieczeństwo

Głównym problemem, jaki można było napotkać, nie była jedynie konstrukcja samego silnika spalinowego, lecz zapewnienie bezpieczeństwa tankowania i przechowywania wodoru. Należy bowiem zaznaczyć, że wodór jest łatwopalny oraz wybuchowy, a jednocześnie sprawia duże problemy przy magazynowaniu. Małe cząsteczki są podatne na ulatnianie. Szczególną uwagę należało poświęcić odpowiednim materiałom i konstrukcji zbiorników.

Przykłady rozwiązań od firmy JCB

Jeśli chodzi o sprzęt rolniczy produkowany przez firmę JCB, to wymienić można wodorową ładowarkę teleskopową Loadall. Ponadto w firmie JCB opracowano również mobilną stację ładowania wodoru bazującą na ciągniku Fastrac 4220. Ideą takiej maszyny było zapewnienie dostarczania wodoru do miejsca pracy maszyny zamiast konieczności przerywania pracy i jazdy do stacji ładowania. Takie rozwiązanie może zatem okazać się szczególnie przydatne w warunkach rolniczych.

Napęd wodorowy w ładowarkach teleskopowych

Ponadto należy zaznaczyć, że napęd wodorowy w ładowarkach teleskopowych ma jeszcze jedną ważną zaletę. Mianowicie takie ładowarki mogą przez dłuższy czas pracować wewnątrz pomieszczeń inwentarskich czy magazynowych, co nie było możliwe w przypadku maszyn z silnikami spalinowymi z uwagi na emisję szkodliwych związków.

Ogniwa wodorowe w maszynach rolniczych: Przykład New Holland i Fendt

Jeśli chodzi o napęd maszyn rolniczych za pomocą ogniw wodorowych, to jednym z pierwszych, wówczas dość futurystycznych, rozwiązań był koncepcyjny ciągnik New Holland NH2, którego pierwsza wersja została zaprezentowana już w 2009 roku. Ciągnik został wyposażony w wodorowe ogniwa paliwowe, zbiornik wodoru oraz silniki elektryczne, zatem był de facto pojazdem elektrycznym. W omawianym prototypie główną wadą był krótki okres pracy ciągnika oscylujący wokół 2–3 godzin. Dlatego też kilka lat później New Holland zaprezentował wersję rozwojową modelu NH2, w której zastosowano większe zbiorniki na wodór oraz większą liczbę ogniw paliwowych.

Nowoczesne technologie w ciągnikach: Fendt H2Agrar

W 2023 roku Fendt oficjalnie zaprezentował ciągnik wodorowy. Podobnie jak w omawianym prototypie firmy New Holland, w ciągniku tym zastosowano ogniwa wodorowe oraz napęd elektryczny. Wodór magazynowany jest w kilku butlach zamontowanych na dachu kabiny ciągnika. Jest to jedna z dwóch cech, które z zewnątrz pozwalają odróżnić taki ciągnik od ciągnika o klasycznym napędzie. Drugą cechą jest brak rury wydechowej, ponieważ taki ciągnik nie posiada już klasycznego silnika spalinowego. Zaprezentowany przez Fendta ciągnik jest częścią realizowanego w Niemczech projektu H2Agrar, który zakłada dofinansowanie do rozwoju infrastruktury wodorowej oraz produkcję wodoru ze źródeł odnawialnych.

Kontrowersyjny Zielony Ład. Nie taki diabeł straszny jak go malują? [WYWIAD]

1
Zielony Ład

“Zielony Ład do kosza” to slogan, który przyświecał tegorocznym protestom rolników. Nowa Wspólna Polityka Rolna wzbudza wiele kontrowersji, często skrajnych, a ekoschematy dla wielu są zmorą i przymusem. Na łamach naszych mediów przedstawiliśmy wielokrotnie opinie zwolenników jak i przeciwników Zielonego Ładu, który jest obecnie tematem wielu dyskusji, ale i nawet sporów. W rozmowie z prof. UPP, dr hab. Tomaszem Piechotą spróbujemy jeszcze raz omówić wszystko od podstaw i poruszyć wiele drażliwych kwestii. 

Panie Profesorze. Pytania nie będą łatwe, więc zacznijmy może od samego początku. Jakie są założenia ogólne Zielonego Ładu i na co mają one istotnie wpłynąć?

Założenia Zielonego Ładu stworzonego przez Unię Europejską są bardzo szczytne i nie można mówić, że są one złe. Ratując klimat ratujemy również i siebie. Europa już teraz doświadcza zmian klimatycznych, a przykładem tego może być Hiszpania zmagająca się z znacznym deficytem wody. Pamiętajmy także, że ratujemy przy okazji także nasz lokalny mikroklimat, chociażby przez walkę ze smogiem. Przez działania Zielonego Ładu walczymy także o nasz rynek wewnętrzny poprzez skrócenie łańcuchów dostaw gwarantujących stabilność i bezpieczeństwo żywnościowe. Pandemia pokazała jak jest to ważne. 

O zmianach klimatycznych słyszymy bardzo wiele – jedni uważają, że to fikcja, a inni, że to rosnący i realny problem dla naszej planety. Jak więc strategia Zielonego Ładu ma wpłynąć na klimat oraz rolnictwo?

Zielony Ład ma wzmocnić wielokierunkowo odporność rolnictwa na zmiany klimatyczne poprzez zwiększenie odporności gleb na suszę czy poprawę gospodarki wodnej. Zmiany klimatyczne są i nie można temu zaprzeczyć. Co najwyżej można dyskutować czy są one spowodowane w 100% przez działalność człowieka czy nakładają się na to zjawiska naturalne. Pewnym jest, że nie jesteśmy w stanie ich całkowicie zatrzymać. 

Rolnicy protestowali między innymi pod Urzędami Wojewódzkimi domagając się zmian w założeniach Europejskiego Zielonego Ładu. fot. M.Piśny

Wiele mówi się także o rosnącej emisji gazów cieplarnianych, w tym dwutlenku węgla. Jak mają się działania dotyczące ich redukcji w Unii Europejskiej na tle reszty świata?

Zacznijmy od tego, że nieprawdą jest, że reszta świata nie wykonuje żadnych działań w kierunku ograniczenia emisji. Chiny czy chociażby Amerykanie robią bardzo dużo, tyle tylko, że Unia Europejska chce w tym przodować. My w tych swoich założeniach wyprzedzamy innych o jakieś 5-10 lat. Ograniczanie emisji CO2 ze źródeł rolniczych to jest jednocześnie to samo działanie, które zwiększa odporność na zmiany klimatu.

Mówi się, że nie ma ideałów. Tak jest też i z Zielonym Ładem. Co należałoby w nim poprawić, aby przynosił realne i wymierne efekty?

Jak wspomniałem założenia Zielonego Ładu są bardzo szczytne, jednak ich wykonawstwo jest niejednoznaczne i nieprecyzyjne. Te sztywne ramy przepisów wchodzące na dodatek z opóźnieniem zniechęcają. Brakuje także nadal edukacji i budowania świadomości zarówno rolnikom jak i pozostałej części społeczeństwa.

Założenia Zielonego Ładu są wprowadzane do sektora rolniczego między innymi poprzez nową Wspólną Politykę Rolną. Co obecnie jest jej nadrzędnym celem?

Nadrzędnym celem nowej WPR jest ochrona zasobów naturalnych, w tym gleby. Jej działania mają wzmocnić środowisko naturalne. Należy tutaj wspomnieć przede wszystkim o usługach ekosystemowych, czyli każde dobro, każdy pożytek przeliczalny na pieniądze, które my czerpiemy z przyrody. I to im mamy mniej tej naturalnej i półnaturalnej przyrody, tym mniej mamy bioróżnorodności i tym więcej tracimy w produkcji rolnej. Poziom usług ekosystemowych jest nadal generalnie niski.

Podczas protestów rolniczych przeprowadzono wiele konstruktywnych rozmów na linii rolnicy-politycy. fot. M.Piśny

Nowa Wspólna Polityka Rolna jest skonstruowana w sposób inny od poprzednich. To już nie tylko dotowanie produkcji, ale i wykonywanie wielu prośrodowiskowych działań. Do czego mają zachęcić rolników wdrażane praktyki?

Przede wszystkim do dbania o materię organiczną i poziom próchnicy glebowej. Mają zachęcić m.in. do stosowania nawożenia organicznego, wdrażania zrównoważonych płodozmianów czy uproszczeń w uprawie roli. Cały czas się tym zajmujemy i to promujemy. Dla przykładu nawiąże do jednego z ekoschematów mówiącym o przykrywaniu obornika w przeciągu 12 godzin. Przecież każdy prawdziwy rolnik taką praktykę wykonuje nie zważając na ekoschemat, a tu jeszcze za to będą dopłacać. To wszystko to znana od dawna stara i dobra praktyka rolnicza, no może z wyjątkiem uprawy bezorkowej, bo to jest faktycznie nowość. Nowość, ale znana w Polsce w sumie od 30 lat. Idea tego wszystkiego jest taka, żeby zachęcić tych, którzy tego jeszcze nie robią, żeby do tego spróbowali i przeszli na to. 

Nowym filarem Wspólnej Polityki Rolnej są ekoschematy. Czym one są z praktycznego punktu widzenia?

Generalnie ekoschematy są działaniami wychodzącymi ponad ogólnie obowiązujące wymogi. Czyli coś, co można jeszcze zrobić więcej, żeby spełniać te cele. Ekoschematy idą przede wszystkim w kierunku ochrony warsztatu pracy rolnika. Jak wspomniałem każde z tych działań jest dobrą praktyką rolniczą propagowaną od lat. W przeciągu mojej trzydziestoletniej pracy zawsze promowałem i mówiłem o tych praktykach. Jako Uniwersytet Przyrodniczy cały czas się tymi zagadnieniami zajmujemy. To już jest teraz drugie, a nawet i trzecie pokolenie rolników, w których szczepimy te wartości. Podkreślam to jeszcze raz – ekoschematy to żaden nowoczesny wymysł, to tak naprawdę powrót do starych i dobrych praktyk.

Najczęściej wybierane przez rolników ekoschematy należą do grupy tzw. “rolnictwa węglowego”. Do czego mają przyczynić się działania z tego zakresu?

Działania z zakresu “rolnictwa węglowego” mają przyczynić się do gromadzenia próchnicy, która składa się w połowie swojej masy z węgla. To jest jej główny składnik. Więc jak mówimy rolnictwo węglowe, myślimy węgiel organiczny, a dalej próchnica. Działania z tego zakresu mają zwiększyć jej zawartość w glebie budując jej strukturę, zwiększając pojemność wodną czy infiltrację, czyli tempo przyjmowania wody. W wyniku praktyk ściągamy przy okazji część dwutlenku węgla z atmosfery. To dwa w jednym. Jednocześnie chronimy klimat oraz glebę.

Jak można podsumować miniony pierwszy rok w nowej Wspólnej Polityce Rolnej i ekoschematach?

Z pewnością należy przyznać, że jest wiele skrajnych sytuacji. Sytuacji szczególnie takich, gdzie rolnik obraża się na wszystko i na wszystkich m.in. za te elementy, które w ogóle nie weszły, czyli na przykład 4% ugorowania. Ten pierwszy rok był takim trochę nazwijmy to nieładem. Nieład był przede wszystkim ze względu na przepisy, które były niedoprecyzowane i wchodziły z opóźnieniem.  Niejasne pojęcia czy interpretacje. To na pewno wywołało w mojej opinii największy problem. No i zabrakło tej wspomnianej już przeze mnie edukacji.

W zależności od wyboru i połączenia ekoschematów może uzyskać nawet kilka punktów – równowartość jednego wyniosła w 2023 roku 104,89 zł. Czy punktowanie i wysokość stawek są, jednak adekwatne do nakładów poniesionych na wdrożenie założonych praktyk?

Założenia pierwotne ekoschematów mówią wprost – dotacja ma tylko pokrywać podstawowe koszty związane z prowadzeniem praktyki. Kwota ma zapewnić rolnikowi pewność, że nie poniesie dodatkowych kosztów w przypadku niepowodzenia. Oczywiście stawki były ustalone z dużym wyprzedzeniem, a ceny się zmieniają, a więc nie zawsze one się w pełni pokrywają. Na przykładzie upraw bezpłużnych – rolnik wynajmuje usługę siewu pasowego, która kosztuje obecnie więcej niż średnio 400 zł. Większość zostanie, jednak zrekompensowana, a więc chętniej się skusi, żeby spróbować tej technologii. I to jest cel podkreślany od samego początku. To jest po to, żeby zachęcić rolnika do spróbowania nowej praktyki, która w sumie ma mu przynieść wymierne korzyści, a nie tylko te pieniądze z dodatkowej dopłaty.

Do Zielonego Ładu i ekoschematów zniechęca przede wszystkim biurokracja i wiele niesprecyzowanych przepisów i pojęć. Co należałoby więc dopracować w samych ekoschematach i czego zabrakło?

Zabrakło szczegółów w respektowaniu i egzekwowaniu ekoschematów. Drobiazgów polegających na przykładowo niejasnym sposobie zgłaszania przykrycia obornika. No i to są właśnie te drobiazgi, które najbardziej zaważyły na klapie i utrudniły rolnikowi życie. No i tutaj właśnie na tym by trzeba popracować, nad tymi przepisami, które dokładnie będą określały, co musimy spełnić, żeby dany ekoschemat na przykład został zaliczony. Tylko żeby one nie były znowu zbyt szczegółowe, bo nas zje biurokracja. Mają być po prostu jednoznaczne. W samych ekoschematach jako tych założeniach nie widzę, jednak potrzeby zmian. Uważam, że były one dobrze przemyślane.

Studenci rolnictwa doskonalą swoją wiedzę dot. zrównoważonego rolnictwa i doskonale rozumieją założenia Zielonego Ładu. fot. M.Piśny

Oliwy do ognia dolewa temat ugorowania. To chyba najbardziej kontrowersyjna rzecz w Zielonym Ładzie. Mało kto umie wytłumaczyć sensownie inicjatywę i zasadność tego działania. Czy zdaniem Profesora zasadnym jest wprowadzenie przymusowego ugorowania części gruntów rolnych?

Punkt pierwszy. Czy mówimy o ugorowaniu, czy o odłogowaniu, a może o przeznaczeniu na obszar nieprodukcyjny. To są trzy zupełnie różne sprawy. Ugór to jest pole, o które my dbamy, ale które nie daje nam plonu. Teraz pytanie, czy to ma być ugór czarny, bo rolnicy najczęściej tak to rozumieją. Nie, ponieważ tam jest powiedziane, że nie wolno wykonywać żadnych uprawek w podanych datach. Ten ugór ma być porośnięty roślinnością, która ma oddać przyrodzie trochę tego miejsca dla niej. Natomiast, żeby to miało sens, to faktycznie te 4% powinny być sensownie zagospodarowane. Czyli nie zbieramy plonów, ale tam się coś pożytecznego dzieje. To nie jest, jednak łatwa inicjatywa do wykonania. 

Rośnie niezadowolenie społeczne. Tak dużych protestów rozlewających się po całej Unii Europejskiej nie było od dawien dawna. Dlaczego ten Zielony Ład jest tak kontrowersyjny?

Bo dużo nam każą, a mało tłumaczą. To jest jedno. Po drugie musimy sobie powiedzieć jasno – to nie jest tylko ocieplenie klimatu, to jest jego rozregulowanie. A trzecia rzecz to strefa komfortu, z której ciężko wielu wyjść. To, że nie możemy dalej robić tego, to co robiliśmy. W ogóle uświadomienie sobie, że wiele obecnie wykonywanych powszechnie praktyk rolniczych nie jest dobre, czyli na przykład zbyt intensywna orka czy brak płodozmianu. Wyjście ze strefy komfortu zawsze boli, ale niestety, żeby pójść naprzód musimy z niej wyjść.

Jednym z popularniejszych sloganów nadrukowanych na banerach, ale i padających z ust protestujących było hasło “Zielony Ład do kosza”. Czy to rzecz wskazana i realna do wykonania, czy może potrzeba po prostu zmiany?

Zmiana tak, wyrzucenie nie. Zmiana przede wszystkim kwestii tych szczegółów i przepisów. Tu na przykład możemy dyskutować o tych 4% obowiązkowego ugorowania. Natomiast cele pozostają cały czas te same i środki, czyli te drogi, którymi do nich dochodzimy też były wskazane od początku. Rolnicy się już, jednak raz zrazili i teraz niestety wielu z nich już nie będzie chciało niczego słuchać.

Rozmowę zakończmy pytaniem bardzo trudnym. Czy Zielonym Ładem oraz ekoschematami zbawimy świat i uzyskamy jakiekolwiek efekty?

– Jeżeli weźmiemy się wszyscy do pracy to tak. Nie odrębnie jako Unia Europejska czy jako świat tylko każdy z osobna. Każdy z 8 miliardów ludzi na świecie. Każdy ma swoje do zrobienia. W naszym przypadku dbając o swoje gospodarstwo ja będę zbawiał ten świat, który należy do mnie. W Zielonym Ładzie chodzi o to, żeby każdy korzystał z tego, co robi dla dobra wszystkich. Zielony Ład to nie jest jakaś ideologia tylko ratowanie własnych czterech liter. To jest ratowanie własnego kraju czy kontynentu, ale i całej planety. Może jedni zrobią mniej, a drudzy więcej, ale Zielony Ład pokazuje nam kierunek.

Możemy dyskutować o szczegółach, ale kierunek, czy tego chcemy, czy nie chcemy, jest tylko jeden – postęp albo zagłada. Bardzo mi przykro, że musiałem to po raz pierwszy powiedzieć na głos, ale niech to będzie puenta tej rozmowy. 

Dziękuje Profesorowi za udzielenie wyczerpujących, ale i odważnych odpowiedzi na wiele trudnych pytań związanych z kontrowersyjnym Zielonym Ładem. Miejmy nadzieję, że ta rozmowa przyniesie dla wielu czytelników nowy punkt widzenia.

Artykuł ukazał się w miesięczniku Agro Profil nr 6/2024

Prof. Tomasz Piechota w swoich działaniach przekonuje wielokrotnie do wdrażania dobrych praktyk rolniczych. fot. M.Piśny

Cukier na Ukrainie mocno tanieje po przywróceniu ceł przez UE

0

Eksport cukru z Ukrainy został krytycznie zmniejszony z powodu europejskich taryf, a ceny spadną. W pierwszej połowie sierpnia Ukraina wyeksportowała 3000-4000 ton cukru, podczas gdy dwa miesiące temu wskaźnik ten osiągnął 100 000 ton, poinformowali analitycy Wszechukraińskiej Rady Rolnej.

„Ukraiński rynek cukru boryka się z trudnościami, ponieważ obecnie całkowicie koncentrujemy się na popycie konsumentów krajowych” – twierdzą eksperci.

W pozostałej części roku rezerwy cukru w Ukrainie wzrosną z powodu zmniejszonego eksportu i zwiększonej produkcji krajowej. Nie mogąc eksportować cukru do UE, ukraińscy producenci muszą szukać nowych rynków zbytu. Oczekuje się, że w nowym sezonie Europa zwiększy produkcję cukru, co utrudni sprzedaż ukraińskich produktów na rynku międzynarodowym.

„Nie będziemy w stanie transportować cukru do UE do stycznia 2025 roku. Ukraina albo zapłaci wysokie cła eksportowe, co zaszkodzi cenie sprzedaży, albo poczeka na zresetowanie kwot” – powiedzieli analitycy.

Na Ukrainie zaobserwowano znaczny spadek cen cukru, który będzie kontynuowany.

Źródło: UBN Ukraine Busines News

Pokazy polowe 8R eAutoPower i Joskin wyposażony w HarvestLab [WIDEO]

0

W Polsce odbyły się pierwsze pokazy, które na długo pozostaną w pamięci wszystkich zainteresowanych nowinkami technicznymi w rolnictwie. Po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć w akcji wyjątkowe połączenie technologii, które zdobyło złote medale na targach Agritechnica. W centrum uwagi znalazł się ciągnik John Deere 8R z systemem eAutoPower oraz przyczepa Joskin wyposażona w zaawansowany system HarvestLab.

Podczas wydarzenia mieliśmy rozmawialiśmy z ekspertami z firm John Deere i Joskin, a także dokładnie przyjrzeliśmy się testom maszyn w rzeczywistych warunkach polowych. Jakie wrażenia zrobiły na nas te innowacyjne rozwiązania? Czy spełniły oczekiwania stawiane im przez branżę? Zapraszamy do zapoznania się z naszą relacją i materiałem wideo, który ukazuje, jak nowoczesne technologie zmieniają oblicze współczesnego rolnictwa.

Ciągnik John Deere 8R 370, w połączeniu z wozem asenizacyjnym Joskin Euroliner o pojemności 28 000 litrów, stanowi imponujący zestaw, który z pewnością przyciąga uwagę. Całkowita waga zestawu wynosi 37 ton, a po załadunku gnojowicą – dodatkowe 28 ton. Kluczową rolę w efektywności operacyjnej tego połączenia odgrywa elektryczny napęd dwóch ostatnich osi wozu asenizacyjnego, który zapewnia nie tylko lepszą przyczepność i stabilność, ale również zmniejsza opory toczenia i poprawia manewrowość, co jest nieocenione podczas pracy w trudnych warunkach terenowych.

Mamy zawsze pewność wjazdu pod górę bez względu na warunki pracy. Do tego dochodzi jeszcze system automatycznej zmiany ciśnienia w kołach ciągnika i wozu asenizacyjnego.

USDA tnie unijne zbiory, eksport i zapasy pszenicy

0
KE - prognozy zbiorów zbóż w UE

W opublikowanej w sierpniu prognozie Amerykańskiego Departamentu Rolnictwa (USDA) produkcja pszenicy w Unii Europejskiej w 2024 roku obniżona została o 2 mln ton (m/m) do 128,0 mln ton. Jest to poziom o prawie 7 mln ton niższy niż w 2023 roku. Warto zauważyć, że jednocześnie znacząco wzrosły oczekiwania zbiorów pszenicy na Ukrainie i w Kazachstanie, a w konsekwencji w skali globalnej.

Pogorszyły się perspektywy eksportu unijnej pszenicy w tym sezonie

Oczekiwany eksport pszenicy z UE, w rozpoczynającym się sezonie 2024/25, obniżony został o 0,5 mln ton (od lipca) do 34,0 mln ton (37,5 mln ton w sezonie 2023/24).

Import pszenicy do UE powinien spaść z rekordowych 12,5 mln ton w zakończonym sezonie

USDA ocenia, że mniej niż sezon wcześniej pszenicy z zewnątrz docierać będzie na unijny rynek. Stąd prognozowany import oszacowany został na 11 mln ton w sezonie 2024/25 (+1 mln ton od lipca). Nadal oznaczać to będzie olbrzymi skok z poziomu niespełna 5 mln ton w sezonie 2021/22 (przed wojną na Ukrainie).

USDA oczekuje, że zapasy unijnej pszenicy obniżą się o ponad 1/3 w sezonie 2024/25

USDA obniżył w sierpniu o 2 mln ton unijną produkcję, o 1,3 mln ton zapasy początkowe i o 0,5 mln ton eksport. Jednocześnie podniesione zostało o 1 mln ton zużycie. W efekcie ostatnich zmian po stronie podaży i popytu, zapasy na koniec sezonu 2024/25 obniżone zostały o 0,8 mln ton do 10,2 mln ton (15,4 mln ton na koniec sezonu 2023/24). Oznaczać to będzie spadek zapasów aż o 34% w skali roku.

Źródło: USDA

Eksport miodu z Ukrainy w okresie styczeń-lipiec 2024 r. podwoił się w skali roku

0

Ukraina w okresie styczeń-lipiec 2024 r. wyeksportowała 54 159 tys. ton miodu o wartości 103 562 mln dolarów. Dla porównania, w analogicznym okresie 2023 r. dostawy ukraińskiego miodu na rynki zagraniczne wyniosły 27,9 tys. ton za 67,265 mln USD.

W tym roku ukraiński miód aktywnie kupują: Niemcy – 26 mln USD (25%), USA – 16 mln USD (15,5%), Polska – 11,1 mln USD (10,74%).

Od czerwca 2024 roku Unia Europejska po raz trzeci z rzędu przedłużyła ustanowione w 2022 roku dla Ukrainy preferencyjne zasady handlu, które obejmują zniesienie ceł, kontyngentów i innych ograniczeń na wszystkie produkty importowane z Ukrainy.

Jednocześnie dla kilku produktów ustalono limity, w przypadku przekroczenia których ponownie zostanie naliczone cło. Są to: mięso drobiowe, jaja, miód, zboża, kukurydza, owies i cukier. Od połowy lipca restrykcje te są faktycznie stosowane w odniesieniu do owsa, jaj i cukru, a dane dotyczące eksportu miodu zbliżają się do maksymalnego dozwolonego poziomu 44 400 ton rocznie.

Jak podała Agro Perspektywa, eksport miodu naturalnego z Ukrainy w 2023 roku wyniósł 55 357 tys. ton za 121 384 mln USD.

Źródło: Agro Perspektywa

Minister Czesław Siekierski rozmawiał o problemach wsi z delegacją NSZZ RI Solidarność

0

-Chciałbym, abyśmy przede wszystkim patrzyli na to, co jest możliwe do zrealizowania, a Wasze wsparcie jest bardzo ważne – stwierdził minister rolnictwa i rozwoju wsi Czesław Siekierski podczas rozmów z przedstawicielami rolników.

Dziś (14.08.2024) gośćmi szefa resortu rolnictwa byli rolnicy z Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych „Solidarność” z przewodniczącym Tomaszem Obszańskim.

Główne tematy rozmów

Rozmowy koncentrowały się wokół czterech głównych tematów.

Fundusz Ochrony Rolnictwa

Strona związkowa wyraziła swoją dezaprobatę wobec proponowanych zmian w ustawie o Funduszu Ochrony Rolnictwa, podkreślając przede wszystkim niebezpieczeństwo zniszczenia idei, która przyświecała powstaniu ustawy, czyli pomocy rolnikom.

– Bardzo ważne jest stanowisko związków w sprawie tworzenia funduszy przeznaczonych na wspieranie rolników w sytuacjach kryzysowych i to na szczeblu europejskim – podkreślił minister.

Szef resortu rolnictwa poinformował również o środkach z Unii Europejskiej i budżetu krajowego przeznaczonych na pomoc rolnikom, którzy ucierpieli wskutek wiosennych przymrozków i gradobicia.

Jednocześnie związkowcy zostali zaproszeni do udziału w podsumowaniu konsultacji prowadzonych na temat proponowanych zmian w ustawie o Funduszu Ochrony Rolnictwa.

Ziemia rolnicza z KOWR

Związkowcy po raz kolejny podnieśli kwestię rozdysponowania ziemi rolnej pochodzącej ze ustawowego zwrotu 30 proc. dzierżawionej ziemi do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa.

– Rozumiem podejście rolników, którzy chcą powiększyć swoje gospodarstwa, ale jest też problem z działalnością spółek związaną z hodowlą zwierząt – powiedział szef resortu rolnictwa, odnosząc się do problemów związanych z największym dzierżawcą na Opolszczyźnie.

Minister poinformował, że w najbliższy poniedziałek uda się do województwa opolskiego, aby porozmawiać z rolnikami i przedstawicielami KOWR w tej sprawie.

KRUS

Kolejnym tematem były kwestie dotyczące emerytur rolniczych, w tym emerytur cząstkowych. Rolnicy uznali za niedopuszczalne to, że wysokość emerytury rolniczej po 25 latach pracy jest taka sama jak wysokość tzw. renty alkoholowej.

Związkowcy zwracali ponadto uwagę na zbyt małe środki przeznaczone na fundusz rehabilitacyjny rolników w centrach rehabilitacji KRUS oraz na niskie pensje pracowników Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego.

– Sytuacja jest rzeczywiście taka, jak przedstawiacie i dlatego przygotowywany jest projekt ustawy zwiększającej kwoty na świadczenia rehabilitacyjne – poinformował minister.

Pozostałe tematy

Rolnicy podnosili także problem dotyczący rozszerzania się ASF, w tym braku wystarczającego odstrzału dzików.

Kolejne spotkanie ze związkowcami odbędzie się w przeddzień dożynek na Jasnej Górze.

– Jestem pod wrażeniem atmosfery dzisiejszych rozmów. Wszyscy chcemy rozwiązać najważniejsze problemy naszego rolnictwa – stwierdził minister Siekierski po spotkaniu.

Źródło: MRiRW