Ponad 30 zaprzęgów, wymagający tor, sportowa rywalizacja i przede wszystkim ludzie, dla których konie są pasją przekazywaną z pokolenia na pokolenie. III Otwarte Podlaskie Zawody w Powożeniu Zaprzęgami Konnymi „Pamięć Podlaskich Zaprzęgów”, które odbyły się w Stajni Jabłonka w miejscowości Jabłoń-Zarzeckie, po raz kolejny pokazały, że Podlasie jest jednym z najważniejszych regionów pielęgnujących tradycje zaprzęgowe.
Z roku na rok wydarzenie przyciąga coraz więcej zawodników i kibiców, a jego organizatorzy konsekwentnie podnoszą poziom sportowy imprezy.
– Kolejne nasze zawody. Jak widać, cały czas idą do przodu. Taki był nasz cel – żeby co roku zrobić krok wyżej i rozwijać sportowy wymiar tej imprezy. Gonimy Polskę. Podlasie stoi koniem, zresztą pogranicze Podlasia i Mazowsza stoi koniem. To region, w którym konie były zawsze, a tradycje zaprzęgowe są bardzo silne – podkreśla Paweł Rostkowski, współorganizator zawodów i prezes Koła Hodowców Koni w Ostrołęce.
Jak zaznacza, pomysł na organizację zawodów narodził się z własnych doświadczeń startowych.
– Jeździliśmy po całej Polsce i pozazdrościliśmy, że w innych regionach są dobrze przygotowane zawody. Stwierdziliśmy, że trzeba przenieść ten poziom również na północ Polski. Dziś nasze zawody cieszą się opinią profesjonalnie przygotowanych, a to bardzo nas cieszy – mówi.



Trudny tor i coraz wyższy poziom
W tegorocznej edycji zawodnicy rywalizowali w kilku kategoriach – od kuców po zaprzęgi zaawansowane, mierzące się z maratonem kombinowanym.
– Tor jest trudny. Co roku jest coraz bardziej wymagający, ale myślimy, że damy radę – mówił przed startem Tomasz Dłuski, który wystawił swoje konie aż w trzech kategoriach.
Paweł Rostkowski nie ukrywa, że wymagający parkur był zamierzony.
– Pełny maraton wymaga ogromnego zaplecza organizacyjnego, ale uważam, że tor, który przygotowaliśmy dla naszych zawodników, i tak jest bardzo wymagający. Słyszę to zresztą w kuluarach – dodaje.
Dobry koń do zaprzęgu to nie przypadek
Choć z zewnątrz przejazdy wyglądają efektownie i widowiskowo, zawodnicy podkreślają, że sukces zaczyna się dużo wcześniej – podczas codziennej pracy z koniem.
– Nie każdy koń nadaje się do zaprzęgu. Musi być spokojny i nienerwowy. Kuce są trochę łatwiejsze w prowadzeniu, przy dużych koniach potrzeba już więcej siły, bo to jednak zupełnie inna masa – wyjaśnia Tomasz Dłuski.
Podobnego zdania jest Wojciech Jastrzębski, który pasją do zaprzęgów zaraził już swoich synów.
– Z każdym koniem da się dogadać, ale trzeba zbudować więź. Trzeba poświęcić mu dużo czasu. Tak samo jak ludzie – jedne konie są spokojniejsze, inne bardziej nerwowe. Każdy wymaga indywidualnego podejścia – mówi.
Dariusz Stokowski zwraca uwagę, że podczas zawodów konie reagują zupełnie inaczej niż podczas codziennej pracy.
– Na drodze koń idzie spokojnie, nie boi się samochodów. A tutaj pojawiają się bramki, mikrofony, publiczność. To dla niego nowe miejsce i dodatkowe emocje, dlatego zachowuje się inaczej – tłumaczy.



Pasja przekazywana z pokolenia na pokolenie
W Jabłoni-Zarzeckich nie brakowało rodzin, dla których konie są częścią codziennego życia.
– Zaczęło się od taty. Od małego chodziłyśmy z siostrą do koni i tak ta pasja została. Trzeba ćwiczyć, pracować z koniem i przede wszystkim go wyczuć – opowiada Julia Dłuska, która z kuców stopniowo przesiada się na większe konie.
Podobną historię ma rodzina Jastrzębskich.
– Dziadek jeździł, tata jeździł, teraz jeździmy my. A dziś razem ze mną startują już moi synowie. Tak ta pasja przechodzi na kolejne pokolenia – mówi Wojciech Jastrzębski.
Co ciekawe, sam swoją przygodę z końmi rozpoczął dopiero po czterdziestce.
– Pierwsze konie kupiłem dopiero po czterdziestym roku życia. Teraz udało mi się zarazić tą pasją kolejne pokolenie – dodaje.
Konie zmieniły swoją rolę
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu koń był podstawową siłą roboczą w gospodarstwie. Dziś jego miejsce zajęły maszyny rolnicze, ale – jak podkreślają uczestnicy – nie oznacza to końca tradycji.
– Kiedyś zaprzęgów było więcej, bo pracowały w polu. Dziś konie służą głównie do rekreacji, zawodów czy pokazów. Ja jeszcze czasami zaprzęgam konia do pracy, żeby się przeszedł. Koń jest zdrowszy, kiedy pracuje – mówi Dariusz Stokowski.
Na historyczne znaczenie koni zwraca uwagę również wójt gminy Nowe Piekuty Marek Kaczyński.
– Koń od zawsze był związany z polską wsią. Był obecny podczas wojen, później stanowił podstawową siłę pociągową w gospodarstwach. Dziś koni jest mniej, ale ogromnie ważne jest to, że są ludzie, którzy pielęgnują tradycje jeździectwa i koniarstwa – podkreśla.
Zawody, które napędzają rozwój
Organizatorzy nie ukrywają, że trzy lata temu podobnych imprez w regionie było niewiele.
– Kiedy rozpoczynaliśmy organizację zawodów, były one jednymi z nielicznych w naszym regionie. Dzisiaj mamy już cztery albo pięć imprez zaprzęgowych. To pokazuje, że jest potrzeba organizowania takich wydarzeń i środowisko chce się rozwijać – mówi współorganizator Paweł Jabłoński.
Choć zawody mają charakter widowiskowy, ich znaczenie jest znacznie większe. Integrują hodowców, umożliwiają wymianę doświadczeń i zachęcają młodych ludzi do rozpoczęcia przygody z końmi.
Coraz liczniejsze grono uczestników oraz wysoki poziom organizacyjny sprawiają, że III Otwarte Podlaskie Zawody w Powożeniu Zaprzęgami Konnymi potwierdziły swoją pozycję jako jednej z najważniejszych imprez zaprzęgowych w północno-wschodniej Polsce. A wszystko wskazuje na to, że w kolejnych latach wydarzenie będzie rozwijać się równie dynamicznie, jak pasja ludzi, którzy od pokoleń udowadniają, że na Podlasiu koń wciąż zajmuje wyjątkowe miejsce.






