Skarga jednego mieszkańca na hałasujący nocą kombajn wywołała mocną reakcję burmistrza gminy Kleczew. Mariusz Musiałowski w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych staje w obronie rolników pracujących do późna podczas żniw, przypominając, że wieś to nie tylko miejsce do życia, ale przede wszystkim produkcji żywności.
Skąd wzięło się nagranie?
Historia zaczęła się od telefonu – a właściwie wiadomości od znajomego samorządowca z Wielkopolski. Do jego urzędu trafiła skarga: mieszkaniec domagał się, by ukarać rolnika, który prowadził żniwa kombajnem po godzinie 22.00.
Mariusz Musiałowski przyznaje, że początkowo potraktował tę informację jako żart.
„Pogoda, nie zegarek, decyduje o żniwach
W nagraniu burmistrz punktuje logikę, która dla każdego, kto ma kontakt z rolnictwem, jest oczywista, ale najwyraźniej nie dla wszystkich mieszkańców wsi: to nie kalendarz ani godzina na zegarku wyznaczają termin zbioru, tylko pogoda i stan ziarna.
Przywołuje konkretny obrazek sytuacji: zboże dojrzałe, gotowe do zebrania, po tygodniu deszczy pojawia się w końcu kilka suchych godzin, a prognoza zapowiada powrót opadów już nad ranem. Pytanie, jakie stawia Musiałowski, brzmi wprost – co w takiej sytuacji ma zrobić rolnik? Zgasić kombajn o 22.00 i patrzeć, jak deszcz niszczy roczny plon?
Dodaje przy tym, że żniwa to zupełnie inny rytm pracy niż standardowy etat – nie da się ich zamknąć w ośmiu godzinach. Rolnik korzysta z każdego okna pogodowego, jakie akurat się nadarzy, niezależnie od tego, czy wypada to w środku tygodnia, w niedzielę, czy właśnie po zmroku.
Wieś to nie tylko sypialnia
Drugi wątek nagrania dotyka szerszego problemu, jaki widzi burmistrz – zatarcia w świadomości części społeczeństwa tego, czym wieś właściwie jest. To nie wyłącznie miejsce zamieszkania, ale przede wszystkim przestrzeń, w której powstaje żywność trafiająca później do sklepów i na stoły.
Musiałowski nie neguje przy tym, że rolnicy powinni zachowywać zdrowy rozsądek i liczyć się z sąsiadami. Zwraca jednak uwagę na sprzeczność w oczekiwaniach: nie można domagać się dostępności chleba, mąki czy paszy, a jednocześnie wymagać, żeby cały proces ich wytwarzania odbywał się bezgłośnie i wyłącznie w standardowych godzinach biurowych.
Kilka godzin vs. cały rok na stole
Na koniec burmistrz formułuje apel skierowany do wszystkich, których czasem budzi nocny hałas kombajnu. Zwraca uwagę na dysproporcję – ten hałas trwa realnie kilka godzin w skali roku, podczas gdy jego efekt, czyli żywność, towarzyszy wszystkim mieszkańcom przez kolejnych dwanaście miesięcy.
Zachęca, żeby przy najbliższej takiej sytuacji, zamiast irytacji, pomyśleć o rolniku, który nie próbuje nikomu zakłócać snu, tylko walczy z czasem i kaprysami pogody, żeby uratować to, na co pracował przez cały sezon.







