Ceny cukru: Załamanie na rynku słodkiego surowca uderza w fundamenty europejskiego rolnictwa. Niemiecki portal Agrarheute informuje, że drugi co do wielkości producent na kontynencie, koncern Nordzucker, odnotował gigantyczną, wielomilionową stratę operacyjną. Głównym winowajcą są spadające ceny cukru w Europie, które zmusiły przetwórcę do wprowadzenia radykalnego programu oszczędnościowego. Dla plantatorów buraka oznacza to brak dywidend, mniejszy areał kontraktacji oraz całkowicie nowe, surowsze zasady rozliczeń.
Jak spadające ceny cukru doprowadziły giganta do rekordowej straty?
Dane finansowe przedstawione przez zarząd Nordzucker za miniony rok obrotowy zaszokowały analityków. Przychody koncernu skurczyły się o około 16 procent (do poziomu 2,34 miliarda euro), a wynik operacyjny (EBIT) runął w dół, wykazując rekordową stratę wynoszącą aż 226 milionów euro.
Bezpośrednią przyczyną tego tąpnięcia były drastycznie malejące ceny cukru na rynku unijnym, wywołane nadpodażą po dwóch wyjątkowo obfitych kampaniach. W ciągu zaledwie jednego roku stawki za tonę białego puchu w UE spadły z poziomu 619 euro do zaledwie 513 euro. Przy jednoczesnym wzroście kosztów energii i przetwórstwa, tak niskie wyceny rynkowe pozbawiły koncern marży, zmuszając radę nadzorczą do całkowitego zawieszenia wypłaty dywidend dla rolników-akcjonariuszy, którzy posiadają udziały w spółce.
Na ostateczny ujemny wynik nałożyły się również odpisy aktualizujące wartość zapasów (ok. 50 mln euro), odpisy z tytułu utraty wartości majątku trwałego (ok. 100 mln euro) oraz koszty związane z zamknięciem nierentownej cukrowni na Słowacji.
Co decyzje Nordzucker oznaczają dla plantatorów? Trzy kluczowe zmiany
Aby ratować płynność finansową, niemiecki koncern wprowadza radykalny program restrukturyzacji i drastycznie zmienia reguły gry w relacjach z dostawcami surowca. Rolnicy muszą przygotować się na trzy kluczowe cięcia:
1. Dalsza redukcja powierzchni upraw (kampania 2026)
W minionym sezonie Nordzucker zmniejszył już kontraktację powierzchni upraw w UE średnio o 7-8 procent. Okazało się to jednak niewystarczające z powodu rekordowej wydajności buraka z hektara. Zarząd zapowiada, że w roku produkcyjnym 2026 konieczne będzie kolejne cięcie areału o podobną wielkość (kolejne 7-8%), aby realnie zdjąć nadwyżkę cukru z rynku i zatrzymać cenowe eldorado dla kupujących.
2. Nowy model cenowy: Ryzyko rynkowe przerzucone na rolnika
Największą rewolucją długoterminową (zapowiedzianą na kampanię 2027/28) jest wdrożenie zupełnie nowego modelu cenowego za dostarczone buraki. Gwarantowana cena bazowa zostanie drastycznie obniżona w porównaniu do ubiegłych lat. Dotychczasowe dopłaty dla rolników były powiązane ściśle z rynkową ceną cukru – teraz będą zależeć bezpośrednio od wskaźników bilansowych i zysku netto samego koncernu. Rolnicy zyskają finansowo tylko wtedy, gdy cała grupa Nordzucker wyjdzie na plus.
3. Drastyczny plan oszczędnościowy i ucieczka poza Europę
Firma uruchamia natychmiastowy program cięcia kosztów operacyjnych, który ma przynieść 50 milionów euro oszczędności (m.in. poprzez redukcję etatów administracyjnych). Strategia koncernu zakłada również uniezależnienie się od kapryśnego i ściśle regulowanego rynku europejskiego. Docelowo Nordzucker chce generować aż 50% swoich zysków poza produkcją cukru w UE, inwestując mocniej w biznes trzciny cukrowej w Australii i Ameryce Południowej oraz rozwijając segment alternatywnych białek roślinnych.
Czy uprawa buraków cukrowych nadal będzie opłacalna?
Mimo tąpnięcia dochodów i drastycznego zaostrzenia warunków kontraktacji, przedstawiciele Nordzucker starają się tonować nastroje. Wskazują, że w obliczu globalnego załamania i niskich stawek na rynku zbóż (gdzie ceny pszenicy i kukurydzy również szorują po dnie z racji rekordowych zapasów), burak cukrowy w ujęciu relatywnym nadal pozostanie dla wielu gospodarstw uprawą o akceptowalnej rentowności.
Powrót do stabilnych zysków i wyjście „na zero” Nordzucker planuje jednak dopiero na lata 2027/2028, co oznacza, że przed plantatorami co najmniej dwa sezony silnego zaciskania pasa i restrykcyjnej polityki kontraktacyjnej.
Źródło danych: Agrarheute













Nadprodukca? To nic, możemy sprowadzać z krajów mercosur tanie a co nie stać nas. Otóż nie. Trzeba liczyć koszty społeczne, które są pomijane ot np. bezrobocie, na które trzeba łozyć ogrome pieniądze. Już niedługo Niemcy się o tym przekonają. Niech każdy kraj przymie zasady, że kupije się tylko to czego się samemu nie potrafi oraz, że jeśli coś ktoś produkuje taniej, nie oznacza, że jest to tańsze bo bezrobocie i przyszłe emerytury kosztują znacznie wiecej. Mamy przykład Chin, które zalały rynek samochodowy Europy tanim produktem ale czy naprawdę tańszym?