Czarna seria na fermach hodowlanych w Polsce trwa. W miejscowości Lutol (województwo lubuskie) wczoraj wybuchł gigantyczny pożar wielkotowarowej chlewni. Ogień błyskawicznie objął nowoczesny obiekt, w którym znajdowały się maciory oraz małe prosięta. Mimo natychmiastowej akcji kilkunastu zastępów straży pożarnej, bilans katastrofy jest tragiczny – w płomieniach zginęło kilka tysięcy zwierząt.
Walka z żywiołem i dramatyczna ewakuacja
Gdy na miejsce dotarły pierwsze wozy gaśnicze, dach ogromnego budynku inwentarskiego stał już w płomieniach, a nad okolicą unosiły się kłęby gęstego, czarnego dymu. Strażacy natychmiast przystąpili do jednoczesnego gaszenia obiektu oraz próby ratowania przerażonych zwierząt. Sytuację potęgował fakt, że wewnątrz znajdowały się lochy z młodymi, co ekstremalnie utrudniało sprawną ewakuację. Mimo tytanicznej pracy ratowników, konstrukcja dachu szybko uległa zawaleniu do środka, grzebiąc większość stada wewnątrz płonącej pułapki.
Kolejny pożar chlewni – branża liczy gigantyczne straty
To już kolejny pożar chlewni w naszym kraju w ostatnim czasie, co ponownie wywołuje dyskusję na temat bezpieczeństwa pożarowego w wielkich obiektach inwentarskich. Dla właścicieli gospodarstwa to niewyobrażalny dramat finansowy i osobisty. Straty materialne obejmujące zniszczenie nowoczesnego budynku, specjalistycznego wyposażenia paszowego i wentylacyjnego oraz – przede wszystkim – utratę potencjału genetycznego stada i tysięcy prosiąt, będą liczone w milionach złotych. Odbudowa produkcji w tym miejscu zajmie całe lata.
Co było przyczyną tragedii?
Na miejscu katastrofy przez wiele godzin pracowali śledczy oraz biegli z zakresu pożarnictwa pod nadzorem prokuratora. Ich zadaniem będzie dokładne ustalenie, co doprowadziło do tak nagłego i niszczycielskiego wybuchu ognia. W tego typu obiektach śledczy najczęściej biorą pod uwagę awarię skomplikowanej instalacji elektrycznej, zwarcie w systemach automatycznego karmienia bądź wentylacji, albo zaprószenie ognia podczas prac konserwacyjnych. Dokładne przyczyny poznamy jednak dopiero po oficjalnym zakończeniu pracy ekspertów.
źródło: TVN24, OSP w Jasieniu












