środa, 13 maja, 2026
spot_img

14 dni z ciągnikiem John Deere 6M 200. Jak sobie poradził i ile spalił?

Advertisement
KOSA STIHL
KOSA STIHL
spot_imgspot_img

Nasza redakcja tej wiosny miała okazję przetestować ciągnik John Deere 6M 200. I to nie przez dzień czy dwa, ale przez całe dwa tygodnie! Dzielimy się tym, jak sprawdził się w naprawdę ciężkiej pracy oraz jak współpracuje się z takim ciągnikiem.

Rama tworzy charakter w ciągnikach John Deere serii 6M

O charakterze ciągników serii 6M decyduje rama, na której zostały zbudowane. Łącznie serię dzielimy na 5 kategorii, w zależności od zastosowanej ramy. Różnica między ciągnikiem z najmniejszą ramą a ciągnikiem z największą jest tak znacząca, że mówimy o kompletnie różnych maszynach, stworzonych do całkowicie innych zadań. Cała seria składa się z 17 modeli, co sprawia, że 6M znajdziemy zarówno w niewielkim gospodarstwie, jak i u największych potentatów.

Nasza redakcja miała okazję testować jeden z większych modeli serii, czyli 6M 200. Jest to ciągnik z dużą ramą, w którym sześciocylindrowa jednostka napędowa o pojemności 6,8 litra generuje moc maksymalną na poziomie 220 KM.

John Deere, który nie boi się ciężkiej pracy

Wystarczy stanąć obok ciągnika John Deere 6M 200, by już na pierwszy rzut oka stwierdzić, że to maszyna stworzona z myślą o ciężkiej pracy. Dlaczego? Ze względu na jego gabaryty, jest on po prostu duży jak na 220-konny ciągnik. Rozstaw osi wynoszący 2800 mm i masa własna na poziomie 8,5 tony pozwalają sprawnie pracować z narzędziami lub maszynami, które wydawałyby się zbyt duże dla typowego ciągnika o tej mocy.

A takim narzędziem z pewnością był agregat Horsch Terrano o szerokości 4,3 m. Pracowaliśmy nim na głębokości 26 cm, na glebie lekkiej, ale za to bardzo zbitej przez kombajn do zbioru ziemniaków, który pracował na tym polu jesienią. Ku naszemu zdziwieniu John Deere 6M 200 radził sobie zaskakująco dobrze.

Dla jasności, około 8–9 km/h to było już jego maksimum, a zdarzały się też kawałki z cięższą glebą, gdzie ciągnik niemal zatrzymywał się w miejscu. Mimo to udało się osiągnąć wydajność na poziomie 3 ha/h i mowa tu nie o średniej z kilku hektarów, a z blisko 30!

Najbardziej szokuje jednak spalanie – 8,7 l/ha. Nie był to jednorazowy przypadek, bo przy pracy z pługiem dłutowym Maschio o szerokości 3 metrów, na głębokość 40 cm, bez podcinaczy spalił 13 l/ha, co jest również wynikiem świetnym. W praktyce porównując go do innych ciągników, można przyjąć, że spalanie w obu przypadkach było o około 1 litr mniejsze na każdym hektarze. Jest to zapewne zasługa pracy z wysokim obciążeniem, wydajności silnika oraz przekładni eAutoPowr, która za nas dbała o to, by ciągnik pracował w optymalnym zakresie obrotowym.

14 dni z ciągnikiem John Deere 6M 200. Jak sobie poradził i ile spalił?
Wydajność i spalanie po przepracowaniu blisko 30 hektarów z agregatem do uprawy bezorkowej. Fot. E. Lemański

Komfort pracy

Na początku trzeba zaznaczyć, że John Deere 6M ma być w samym założeniu ciągnikiem bardziej budżetowym niż 6R. Dlatego nie możemy oczekiwać tego samego, co nie znaczy, że w testowanym przez nas 6M 200 było źle. Kabina operatora jest amortyzowana i posiada 6 słupków, ale w praktyce niewiele to zmienia, bo dwa słupki trzymające drzwi są naprawdę wąskie i zabierają niewiele widoczności.

Fotel jest wygodny, a podłokietnik prosty i intuicyjny. Na przednim słupku znajduje się panel, na którym mamy podgląd na aktualne parametry pracy maszyny, osiągane wydajności itp. Niestety nie jest on dotykowy, a czasem po prostu chciałoby się przełączyć karty, dotykając ekran. Sterujemy nim natomiast przyciskami i pokrętłem, umieszczonymi po prawej stronie kabiny. Zdecydowanie na plus jest też pakiet oświetlenia LED z możliwością konfiguracji 2 trybów.

14 dni z ciągnikiem John Deere 6M 200. Jak sobie poradził i ile spalił?
Mimo braku kabiny 4- słupkowej widoczność była bardzo dobra. Fot. E. Lemański

Inny poziom zarządzania gospodarstwem

Testowany przez nas model wyposażony był w nawigację oraz modem JDLink pozwalający na bieżąco śledzić pracę maszyny zdalnie oraz wysyłać zadania z poziomu aplikacji w telefonie. Podróżując po świecie i odwiedzając naprawdę duże gospodarstwa, zauważyliśmy, że do zarządzania flotą maszyn korzystają one w zasadzie wyłącznie z Operations Center. Po tych testach zrozumieliśmy, dlaczego.

Operations Center to aplikacja z jednej strony prosta i na tyle intuicyjna, że można się jej nauczyć dosłownie w chwilę, z drugiej zaś potrafi na bieżąco zbierać i przetwarzać, w możliwie przystępny dla rolnika sposób, ogrom danych, min. o spalaniu, wydajności, prędkości, trasach przejazdów czy efektywności pracy poszczególnych pracowników.

14 dni z ciągnikiem John Deere 6M 200. Jak sobie poradził i ile spalił?
Aplikacja Operations Center to nieocenione narzędzie w zarządzaniu flotą. Fot. E. Lemański
spot_imgspot_img
Emil Lemański
Emil Lemański
Z rolnictwem jestem związany praktycznie od zawsze. Wraz z ojcem prowadzę gospodarstwo rolne w zachodniej Wielkopolsce nastawione na produkcję bydła mięsnego oraz trzody chlewnej. Ukończyłem inżynierię rolniczą na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu. W redakcji Agro Profil piszę artykuły związane z techniką rolniczą oraz tworzę reportaże filmowe.

Napisz komentarz

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie
Zobacz wszystkie komentarze

Podobne artykuły

Bieżący Agro Profil

spot_img

Śledź nas

Ostatnie artykuły

Strefa wiedzy

Pogoda dla rolników

Filmy
0
Chętnie poznamy Twoją opinię, skomentuj!x