Strona główna Blog Strona 401

Struktura zasiewów 2024. Znamy wyniki! Duże spadki i wzrosty [ZESTAWIENIE]

0
Struktura zasiewów 2024

Struktura zasiewów 2024 – jakie są wyniki? Siejemy, dbamy przez cały rok i zbieramy. Pszenicę czy rzepak oraz wiele innych gatunków. Zawsze, jednak zastanawia fakt, ile poszczególne rośliny zajmują areału. Domniemywać można, ale oficjalne dane nadeszły dopiero niedawno.

Struktura zasiewów 2024

Co zasiali rolnicy w sezonie 2023/ 2024? Za odpowiedzią na te pytanie czekało z pewnością wiele osób. Oficjalne dane z ARiMR poznaliśmy dopiero niedawno, aczkolwiek to one są tymi oficjalnymi, a nie domniemanymi. Sprawdźmy więc co w tym sezonie najbardziej się zmieniło i zaskoczyło względem innych lat.

Dane zebrał i przedstawił – Michał Piśny Agro Profil

Rzepaku mniej niż milion

Najpopularniejszym gatunkiem oleistym w Polsce jest rzepak ozimy. Piękne połacie żółtych pól cieszą oko w okresie kwietnia i maja. Objeżdżając kraj tej wiosny można już, jednak było stwierdzić, że będzie go mniej niż w ubiegłym roku. Informowali o tym już pierwsi hodowcy rzepaku oraz firmy nasienne, które odnotowały niższe zapotrzebowanie na materiał siewny. Mówiono już wtedy, że miliona nie będzie. Rzepaku jest mniej, aż o 100 tys. ha i zajął on tylko areał 988 tys. hektarów! Dawno nie takiego spadku nie było, a wręcz przeciwnie – jego areał systematycznie rósł. Jakie są tego przyczyny?

Pierwsza z nich to koniunktura i opłacalność. Ceny w skupach nie są współmierne do poniesionych nakładów. Nakłada się do tego coraz większa i wymagająca ochrona. Szkodniki czyhają za miedzą na łakomy kąsek jakim są łodygi, liście, kwiatostany, a nawet i korzenie. Tempa nie zwalniają także choroby grzybowe i wirusowe. A walka z tymi agrofagami? Coraz cięższa. Jaka jest więc przyszłość rzepaku w Polsce? Raczej szara bo głosów o rezygnacji z uprawy lub jej ograniczenia jest coraz więcej. Ale spokojnie, towar się znajdzie. Rumunia czy Ukraina dostarczą nam go tyle ile dusza zapragnie. 

Słonecznik jest szczególnie popularnym gatunkiem na Ukrainie oraz południu Europy m.in. w Rumunii czy Węgrzech. fot. M.Piśny

Słonecznik zachodzącą gwiazdą?

Jakiż to był boom słonecznikowy, kiedy w 2022 roku zasiano go niemalże 65 tys. hektarów, kiedy to w 2021 zajmował tylko 19,5 tys. Spodziewać się było można wówczas, że to będzie wschodząca i kwitnąca gwiazda polskich pól. Plany, jednak się nie ziściły, a trend odwrócił się o 180 stopni. Już w 2023 roku zanotowano spadek do poziomu 54 tys. hektarów. Bieżący sezon jest jeszcze gorszy. Słonecznik zajmuje bowiem już tylko 41 tys. ha.

To chyba największe i niespodziewane zaskoczenie. Wszystko zanosiło się na to, że słonecznik będzie gwiazdą polskich pól. Gdzie więc szukać przyczyn spadku? Jak zawsze w ekonomii i możliwościach zbytu. Topniejące ceny rzepaku pociągnęły za sobą również i słonecznik. Towarem nie byli także zainteresowani zbytnio kontrahenci czy lokalne paszarnie. Przyjmując średni plon na poziomie 2 ton z hektara i mnożąc przez obecną powierzchnię uzyskamy być może około 80 tys. ton surowca. To tylko 8 wahadeł, które może być ściągnięte w moment z Ukrainy czy Rumunii. Nasz towar to kropla w morzu europejskiej produkcji słonecznika. Dodatkowo nałożyły się problemy agrotechniczne, w tym dobór odmian czy presja mszycy, z którą plantatorzy nie potrafili sobie często poradzić.  

Duży wzrost uprawy jęczmienia ozimego

Wśród zbóż znacząco wybił się jęczmień ozimy, którego zasiano, aż o 66 tys. ha więcej i zajął on finalnie areał 422 tys. ha! O trendzie wzrostowym mówiono już jesienią, kiedy notowano podwyższoną sprzedaż kwalifikowanego materiału siewnego. 

Jakie są przyczyny wzrostu? Patrząc na ostatnie lata to właśnie jęczmień ozimy przynosił rolnikom największe plony przekraczając wartości 10 ton z hektara. Gatunek uciekał przed wiosennymi okresami posuchy, a jego wegetacja odbywała się bez większych problemów. Pomyślnie przebiegało wszystko, aż do bieżącego sezonu. Od rolników można usłyszeć w tym roku już raczej nie euforię, tylko zawiedzenie. Lwią część plonów zabrała jesienią mszyca, a wiosną przymrozki. Jęczmień ozimy ucierpiał na wielu plantacjach na tyle mocno, że plantatorzy przystępowali do jego likwidacji. Nie wiemy, ile finalnie zostało zlikwidowane, jednak można się domyśleć, że areał byłby jeszcze bardziej rekordowo większy.

Koniunktura na owies nie wpłynęła na znaczący wzrost

Popyt na ziarno owsa w minionym sezonie był niesamowity. Towaru na rynku brakowało, a podaż z miesiąca na miesiąc rosła. Magazyny zostały wymiecione niemalże co do ostatniego ziarna towarowego jak i kwalifikowanego. Spodziewać by się było można, że wzrost jego areału w tym sezonie będzie bił inne gatunki na głowę. Tak się, jednak nie do końca stało. W 2024 roku areał owsa wzrósł bowiem o 19 tys. ha zajmując powierzchnię 518 tys. hektarów. 

Co więc się tutaj zadziało skoro kwalifikatu brakowało już na przełomie lutego i marca? Z pewnością wyjechał on w dużej części poza granicę naszego kraju. Krajowi plantatorzy podeszli natomiast do jego uprawy rozważnie i zasiali go tyle ile planowali. To oczywiście tylko moja teoria, jednakże podparta rozmowami z rolnikami i hodowcami odmian. 

Burak cukrowy jest ważną rośliną okopową i kluczowym surowcem. fot. M.Piśny

Burak cukrowy dochodzi do ściany 

Burak cukrowy przeżywa swoją chwilę sławy. Burak płaci i plonuje. Tak było, ale już chyba nie będzie. Mówią o tym coraz głośniej cukrownie twierdząc, że obecne kontrakty nie zapewnią im opłacalności. Cukier na świecie znacząco staniał, a wzrostu cen analitycy raczej się nie spodziewają. 

Odwrotnie jest z jego areałem. Buraka cukrowego zasialiśmy w 2024 roku niemalże 281 tys. ha! Rolnicy dopytywali o możliwość zwiększenia areału i kontraktów, a wiele cukrowni na prośby przystało. Mamy go więc o kolejne 17 tys. ha więcej. Dochodzimy więc w tym sezonie do przysłowiowej ściany. Zapowiada się, że plony będą dobre lub bardzo dobre. Towar z rekordowego areału będzie trzeba więc w całości przerobić, a możliwości przerobowe cukrowni są już maksymalnie wykorzystywane. Wszystko jeszcze, jednak przed nami i czas pokaże jak potoczy się dalej sytuacja. 

Dwukrotnie więcej soi!

Kilkuletnie starania i namowy wystosowane przez program “Inicjatywa Białkowa” nie przyczyniły się do znaczącego wzrostu uprawy soi w kraju. Rolników przekonywano, kontrahentów i paszarnie namawiano. I nic. Soja kolejne lata raczkowała sobie w Polsce, choć dotychczasowi plantatorzy mówili o niej w samych superlatywach. 

To więc szokujące, ale jakże miłe zaskoczenie w 2024 roku, kiedy dowiadujemy się, że zasiano jej aż niemalże dwukrotnie więcej! O 35 tys. hektarów wzrósł jej areał osiągając oficjalnie areał 79 828 hektarów. To radosna informacja, która daje nadzieje na zapewnienie krajowego źródła białka. 

Łubin wąskolistny
Łubin wąskolistny jest najpopularniejszym gatunkiem wśród łubinów. fot. M.Piśny

Łubin i groch również zaskoczyły

Bobowate zazwyczaj traktowane są przez polskich rolników po macoszemu. Dla wielu to niszowe i nieopłacalne uprawy. I tak jak w przypadku soi, łubin i groch nie cieszyły się wielką popularnością, chociaż zewsząd mówi się o ich wielu zaletach. Ten rok ku zdziwieniu to pasmo wzrostu areału wśród bobowatych. 

W tym roku areał grochu wzrósł o 41 tys. ha do wartości 159 tys. hektarów! To bardzo dużo zważywszy na fakt, że ten gatunek i tak miał swoją ugruntowaną pozycję w Polsce. Kolejnym ważnym gatunkiem bobowatym jest łubin wąskolistny. Tu wzrost jest równie wysoki bo stanowi niemal 38 tys. hektarów finalnie zajmując areał 184 tys. ha.

W sobotę na południu kraju będzie pochmurno, deszczowo i wietrznie [POGODA]

0

W nocy intensywne opady deszczu występować mają od okolic Wielunia po Radomsko, Kielce, Staszów, Sandomierz, Rzeszów. Delikatny deszcz może popadać także w rejonie Łodzi, Radomia, Zamościa. Na północy i zachodzie sucho a na południu kraju popada miejscami przelotnie.

Na termometrach od 10 stopni na Kaszubach do 11-12 stopni na północy kraju; 14-15 stopni na południu do 17-18 stopni na Ziemi Łódzkiej, Lubelskiej oraz na wschodzie i południu Mazowsza. W ciagu dnia pogoda na południu kraju upłynie pod chmurami z deszczem, który w Małopolsce zwłaszcza Od Krakowa po Tatry może być intensywny do 10-30 mm. Na północy słonecznie. W centrum kraju najpierw będzie pochmurno a po południu słonecznie. Wiatr słaby a na południu kraju dość silny w porywach do 45 km/h z północy i północnego wschodu.

Inwestycje zapobiegające rozprzestrzenianiu się ASF. Wydłużono nabór wniosków

0

27 czerwca 2024 r. ruszył nabór wniosków na inwestycje zapobiegające rozprzestrzenianiu się ASF. Pula środków wynosi 230 mln zł. Sprawdź jakie są warunki przyznania środków.

230 mln zł na inwestycje zapobiegające rozprzestrzenianiu się ASF

Inwestycje zapobiegające rozprzestrzenianiu się ASF będą finansowane z budżetu Planu Strategicznego dla Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023-2027. Pula środków wynosi 230 mln zł.

O wsparcie będą mogli ubiegać się rolnicy – osoby fizyczne, osoby prawne, jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej. Muszą oni spełnić następujące warunki:

  • posiadać nieruchomość co najmniej od dnia złożenia wniosku o przyznanie pomocy;
  • prowadzić zarejestrowane tam:
  1. chów lub hodowlę nie mniej niż 50 świń lub
  2. chów lub hodowlę metodami ekologicznymi, nie mniej niż 27 świń lub
  3. hodowlę świń ras rodzimych lub świń ras czystych;
  • w dniu złożenia wniosku o przyznanie pomocy mieć ukończone 18 lat (osoby fizyczne);
  • mieć nadany numer identyfikacyjny w ewidencji producentów.

Na co można przeznaczyć środki?

Pozyskane środki będzie można przeznaczyć m. in. na: wykonanie ogrodzenia, utworzenie zadaszonej niecki dezynfekcyjnej, wyposażenie gospodarstwa rolnego w urządzenia do dezynfekcji, zapewnienie możliwości zdezynfekowania się osób zajmujących się obsługą świń, budowę lub przebudowę magazynu do przechowywania słomy, posadowienie silosu na paszę gotową lub zboże przeznaczone na paszę i zapewnienie utrzymywania świń odrębnie od innych zwierząt.

Maksymalna kwota dofinansowania

Maksymalna kwota dofinansowania, w całym okresie realizacji PS WPR 2023-2027, wynosi 100 tys. zł. Pomoc udzielana będzie w formie refundacji 80% kosztów kwalifikowanych lub – w przypadku inwestycji związanych z budową ogrodzenia – 80% zryczałtowanych stawek, które wynoszą:

  • 330 zł za metr bieżący ogrodzenia;
  • 2960 zł za jedną bramę;
  • 1000 zł za jedną furtkę.

Do 10% inwestycji mogą stanowić tzw. koszty ogólne.

Wnioski o przyznanie pomocy będzie można składać wyłącznie drogą elektroniczną za pomocą systemu teleinformatycznego Agencji, poprzez Platformę Usług Elektronicznych ARiMR (PUE). Nabór został wydłużony i potrwa od 27 czerwca do 25 sierpnia 2024 r.

źródło: ARIMR

Pszczelarze ostrzegają przed katastrofą na rynku. Polska Izba Miodu mówi o „przepszczeleniu”

0
Miód z Ukrainy

Polscy pszczelarze biją na alarm, ostrzegając, że obecna sytuacja na rynku miodu może mieć katastrofalne skutki dla całej branży. Z kolei Polska Izba Miodu ma zupełnie inne zdanie na ten temat, co wywołuje spore kontrowersje w środowisku pszczelarskim.

Alarmujące sygnały od pszczelarzy

Prezes rejonowego koła pszczelarzy w Białymstoku, Hanna Idziorek, wyraziła swoje niezadowolenie w rozmowie z Wirtualną Polską. „W tym roku pszczelarze są bardzo rozżaleni, ponieważ są bardzo małe dopłaty do sprzętów i środków transportu do przewozu uli. To są śmieszne kwoty i jakieś nieporozumienie” — mówi Idziorek. Przykładem ma być sytuacja jednego z bartników, który kupił wózek do przewożenia uli za 8 tys. zł, a dostał z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa jedynie 150 zł dopłaty.

Dodatkowym problemem jest słaba sprzedaż polskiego miodu, który konkuruje z tańszym produktem z Ukrainy czy Chin. Pszczelarze nazywają go „miodem technicznym”, twierdząc, że psuje on rynek. Jednak, jak zauważa dr Tomasz Białas, dyrektor Biura Strategii i Kontroli Wewnętrznej w Głównym Inspektoracie Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, pojęcie „miodu technicznego” nie funkcjonuje w przepisach.

Polska Izba Miodu: „Problem przepszczelenia”

Polska Izba Miodu widzi sytuację inaczej. Według ich danych, liczba pszczelarzy w Polsce wzrosła w ciągu ostatnich 10 lat niemal dwukrotnie, z 58 tysięcy w 2014 r. do prawie 100 tysięcy w 2024 r. Procentowy przyrost liczby rodzin pszczelich wyniósł niemal 70 proc. Mimo tego, produkcja miodu nie wzrosła znacząco, a pojawił się nowy problem — choroby pszczół.

Sekretarz generalny Polskiej Izby Miodu, Przemysław Rujna, wskazuje, że w Polsce jest niemal tyle samo rodzin pszczelich co w 30-krotnie większych Stanach Zjednoczonych. „To pokazuje skalę przepszczelenia w naszym kraju” — mówi Rujna.

Miód krajowy vs zagraniczny

Izba wyjaśnia, że polscy przetwórcy mieszają miód krajowy z zagranicznym, co pozwala utrzymać konkurencyjne ceny. „Międzynarodowy miód w żadnej mierze nie jest gorszej jakości, a już na pewno nie zasługuje na miano »miodu technicznego«” — dodaje Izba.

Kto ma rację?

Spór między pszczelarzami a Polską Izbą Miodu pokazuje, jak skomplikowana jest sytuacja na rynku miodu w Polsce. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z przepszczeleniem, czy też pszczelarze mają rację, obawiając się o przyszłość swojej branży? Prawda, jak zwykle, leży pewnie pośrodku. Jedno jest pewne: problem wymaga szybkiego rozwiązania, aby zarówno pszczelarze, jak i konsumenci mogli cieszyć się wysokiej jakości polskim miodem.

źródło: onet

Zbiory zbóż w Rosji powinny być o ponad 10% niższe niż przed rokiem

0
Cena pszenicy na MATIF

Prognoza zbiorów zbóż w Federacji Rosyjskiej utrzymuje się na dobrym poziomie 132 mln ton (144,9 mln ton w 2023 roku). Poinformował o tym Minister Rolnictwa Federacji Rosyjskiej Dmytro Patruszew.

„Rolnicy w 55 regionach rozpoczęli obecnie zbiory nowych plonów. Tempo zbiorów jest prawie dwukrotnie szybsze niż w zeszłym roku: 40% obszarów zbóż i roślin strączkowych zostało już wymłóconych, a zebrano prawie 64 miliony ton. Tym samym, pomimo niezwykle trudnych warunków klimatycznych w 2024 r., prognoza zbiorów zbóż utrzymuje się na poziomie 132 mln ton” – powiedział D. Patruszew.

Dla przypomnienia, Rosja należy do grona największych producentów pszenicy na świecie i jest dominującym eksporterem tego zboża. Stąd sytuacja w tym kraju wpływa na światowe ceny pszenicy. USDA prognozuje, że Rosja zbierze w tym roku 83 mln ton pszenicy, a wyeksportuje 48 mln w tym sezonie. Dla porównania rok temu Rosja zebrała 91,5 mln ton pszenicy i wyeksportowała rekordowe 54 mln ton w zakończonym sezonie 2023/24.

Produkcja pszenicy w Rosji według USDA:

Źródło: Minister Rolnictwa Federacji Rosyjskiej, USDA

Śmiertelna kolizja w Potoku Górnym: 21-latek nie przeżył zderzenia z ursusem

0

W wyniku zderzenia ciągnika rolniczego i motocykla, które miało miejsce 31 lipca po godzinie 19 w miejscowości Zagródki (gm. Potok Górny), na miejscu zginął 21-letni motocyklista. Kierowca Ursusa, mimo posiadania zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, brał udział w zdarzeniu, natomiast młody motocyklista nie miał uprawnień do prowadzenia jednośladu.

Śmiertelny wypadek w Zagródkach

Zgłoszenie o wypadku dotarło do dyżurnego biłgorajskiej komendy policji w godzinach wieczornych. Skierowani na miejsce funkcjonariusze wstępnie ustalili, że do tragedii doszło, gdy 64-letni kierowca ciągnika Ursus próbował przejechać przez drogę wojewódzką nr 863. W wyniku kolizji, ciągnik został przepołowiony, jednak jego kierowca, mieszkaniec gminy Potok Górny, nie odniósł poważniejszych obrażeń.

Bez szans na ratunek

Niestety, 21-letni mieszkaniec gminy Kuryłówka, który prowadził motocykl, pomimo natychmiast podjętej reanimacji, zmarł na miejscu zdarzenia. Policjanci ustalili, że 64-latek był trzeźwy, ale posiadał aktywny zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Z kolei młody motocyklista nie miał wymaganych uprawnień do kierowania motocyklem.

Na miejscu zdarzenia pracowali policjanci pod nadzorem prokuratora. Przeprowadzono niezbędne czynności procesowe, takie jak oględziny miejsca wypadku, zabezpieczanie śladów i ustalanie świadków. Decyzją prokuratora, ciało 21-latka zostało zabezpieczone do dalszych badań sekcyjnych.

Obecnie trwa postępowanie, które ma na celu ustalenie szczegółowego przebiegu i przyczyn tragicznego zdarzenia. Policja apeluje o ostrożność na drodze oraz przypomina o konieczności posiadania odpowiednich uprawnień do kierowania pojazdami.

źródło: Kronika Tygodnia

Gdzie żniwa są już na finiszu? Jeden region mocno odbiega

0

Prace żniwne przebiegają wyraźnie szybciej niż w poprzednich latach, co jest widoczne zwłaszcza na południowym-zachodzie kraju. W regionie tym zebrano już ponad 80% areału zbóż podstawowych, co stanowi znaczący postęp w porównaniu do lat ubiegłych. Rolnicy z południowego-wschodu także nie próżnują – tam zbiory przekroczyły już półmetek. — informuje Izba Zbożowo–Paszowa w swoim raporcie.

Żniwa 2024: Południe pędzi, północ zwalnia

Największe tempo prac żniwnych obserwujemy na południowym-zachodzie i południowym-wschodzie kraju. Szybki postęp prac w tych regionach wynika zarówno z korzystnych warunków pogodowych, jak i efektywnego wykorzystania nowoczesnych maszyn rolniczych. Niestety, północ kraju boryka się z nawracającymi opadami deszczu, które skutecznie opóźniają żniwa. Rolnicy starają się wykorzystywać każde okno pogodowe, ale deszczowe dni utrudniają zbiór, co negatywnie wpływa na jakość ziarna.

Jaka jest jakość ziarna?

Jakość zbieranego ziarna jest zróżnicowana i zależna od okresu wegetacji oraz ilości wody w glebie. Na zachodzie kraju pojawiają się doniesienia o niskim białku w ziarnie pszenicy, mimo że inne parametry pozostają na zadowalającym poziomie. W efekcie, udział pszenicy o parametrach konsumpcyjnych w łącznych zbiorach może być mniejszy niż zakładano przed rozpoczęciem żniw.

Rzepak: Plony niższe, Ale jakość dobra

Zbiory rzepaku ozimego są na ukończeniu. W wielu regionach kraju rolnicy osiągają plony niższe od spodziewanych, zazwyczaj w przedziale 2.5-3.5 t/ha. Pomimo tego, zaolejenie nasion często przekracza 42%, co jest dobrą wiadomością dla producentów.

Aktualne ceny zbóż [SIERPIEŃ 2024]

Pomimo trwających żniw, w wielu regionach kraju rynkowa podaż ziarna jest uszczuplona. Rolnicy, z uwagi na obecne ceny, często decydują się na przechowywanie ziarna zamiast jego natychmiastowej sprzedaży. Ceny oferowane przez krajowych przetwórców za zboża sezonu 2023-2024 z dostawą w żniwa kształtują się następująco:

  • Pszenica konsumpcyjna: 820-880 PLN/t
  • Pszenica paszowa: 730-820 PLN/t
  • Jęczmień paszowy: 630-700 PLN/t
  • Pszenżyto: 640-690 PLN/t
  • Żyto konsumpcyjne: 580-620 PLN/t
  • Żyto paszowe: 520-590 PLN/t
  • Owies paszowy: 640-680 PLN/t
  • Kukurydza: 830-900 PLN/t
  • Rzepak: 2000-2100 PLN/t

Eksport i import zbóż

Eksport zbóż z Polski w pierwszych 11 miesiącach sezonu 2023/24 wyniósł ponad 11,672 tys. ton, co stanowi znaczący wzrost w porównaniu do poprzedniego sezonu. Eksport pszenicy wyniósł ponad 6162 tys. ton, a rzepaku 730 tys. ton. Import zbóż natomiast znacząco spadł do 714 tys. ton wobec 3250 tys. ton sprowadzonych do kraju w tym samym okresie poprzedniego sezonu.

Spowolnienie eksportu w lipcu

W lipcu eksport zbóż z Polski wyraźnie spowolnił, głównie z powodu niskich zapasów ziarna na początku bieżącego sezonu 2024/25. Eksport pszenicy drogą morską raczej nie przekroczy 200 tys. ton, a eksport kukurydzy będzie śladowy.

źródło: Izba Zbożowo-Paszowa

Uprawa bezorkowa: Nie rekordy tylko ekonomia się liczy!

0
Uprawa bezorkowa: Nie rekordy tylko ekonomia się liczy!
– Każdy rolnik musi liczyć koszty produkcji. Fot. firmowe Wprowadzenie uproszczonej technologii uprawy gleby powoduje spore oszczędności nie tylko w paliwie, czasie pracy, ale przyczynia się także do poprawy struktury gleby, a to pozwala na osiąganie dobrych i stabilnych plonów – mówi Damian Głuchowski.

W dzisiejszych czasach trzeba liczyć koszty na każdym etapie produkcji. Wszystko po to, by końcowy efekt przyczynił się do dochodu z prowadzonej działalności. Nie ma sensu walczyć o rekordowe plony, tylko w miarę możliwości wykorzystać potencjał plonotwórczy i liczbę rocznych opadów, które pozwolą zarobić na danej uprawie.

Od 15 lat Damian Głuchowski z miejscowości Chwiram położonej w powiecie wałeckim, w woj. zachodniopomorskim wykorzystuje technologię jaką jest uprawa bezorkowa. Rolnik prowadzi gospodarstwo rolne o powierzchni ok. 250 ha. W płodozmianie są zboża, rzepak, groch oraz wyka jara i ozima. Gleby przeważają klasy IVa, ale są też II i III klasy. Na takim areale wszelkie prace są w stanie na czas wykonać dwie osoby. Trzeba tylko dobrze dobrać płodozmian i mieć dobry sprzęt.

Co było powodem zmiany podejścia do gospodarowania?

– Od bardzo dawna prowadzimy technologię bezorkową. Wcześniej były to ciężkie agregaty zębowe, które pozwalały intensywnie mieszać glebę z resztkami pożniwnymi. Później przyszedł czas na uproszczony system uprawy. Nie ingerujemy mocno w profil glebowy, tylko staramy się wykonywać niezbędne minimum uprawy. Staramy się wykonywać tak mało uprawek, jak się da i tak dużo, jak potrzeba. To jest nasza maksyma na sukces w prowadzeniu gospodarstwa.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo: Uprawa bezorkowa – opinia eksperta

Jakimi maszynami są wykonywane zabiegi uprawowe?

Uprawa bezorkowa: Nie rekordy tylko ekonomia się liczy!
Siewnik talerzowy John Deere 750 A jest wykorzystywany do wysiewu zbóż. Fot. E. Lemański

– Mamy cztery podstawowe maszyny, z czego dwa to siewniki. Jeden jest talerzowy marki John Deere, który może być stosowany również do uprawy zerowej, czyli no-till. Drugi siewnik jest do uprawy pasowej, czyli strip-till. Jest to zintegrowany głębosz z siewnikiem punktowym. Głębosz pasowo spulchnia glebę na 25–30 cm. Za zębem jest aplikowany nawóz pod korzeń.

Dalej jest zestaw narzędzi doprawiających wąski spulchniony pas i za tym jest zawieszony punktowy siewnik Monosem. Jest to konstrukcja 8-rzędowa z rozstawem co 45 cm. Tym siewnikiem obecnie jest wysiewany rzepak, ale kiedyś również kukurydza w rozstawie co 75 cm. Jednak ze względu na dużą presją bytowania dzików na plantacji trzeba było zrezygnować z uprawy tej rośliny.

Być może w przyszłym roku do płodozmianu trafią buraki cukrowe i też będą uprawiane w technologii pasowej. Są jeszcze dwie maszyny uprawowe. Brona łopatkowa Compil o szerokości roboczej 5 m z firmy Duro France.

Siew zbóż, gdzie przedplonem był rzepak, odbywa się w ten sposób, że mamy je spulchnione na 25–30 cm przez system palowy. Jedynym zabiegiem, jaki wykonujemy na polu po tej uprawie, jest przejazd broną gwiazdową Compil. Jej zadaniem jest wymieszanie resztek pożniwnych na głębokości od 5 do 10 cm. W czasie pracy elementy robocze wyrzucają cząstki gleby w górę i te cięższe opadają szybciej, a lżejsze później, tworząc strukturę gruzełkowatą. Mamy tym narzędziem równomiernie wymieszaną górną warstwę gleby. Ma ona pełnić funkcję ochronną i buforową dla wody i składników pokarmowych.

W tej warstwie, ok. 20 cm, głównie chodzi o to, żeby system korzeniowy zbóż dobrze się rozwijał. Taki jeden przejazd broną łopatkową wystarczy, by przygotować glebę pod siew. Stosujemy również wysiew poplonów z roślinami wiążącymi azot, by wzbogacić glebę w dodatkową masę organiczną i darmowy azot. Gdy osiągnie ona określoną wysokość, stosujemy 2–3 l glifosatu, by zlikwidować tę roślinność. Następnym zabiegiem jest już tylko siew z wykorzystaniem siewnika talerzowego. Sprawdza się on w standardowych uprawach oraz przy technologii no-till.

Uprawa bezorkowa: Nie rekordy tylko ekonomia się liczy!
Brona łopatkowa Compil z firmy Duro France o szerokości roboczej 5 m. Fot. firmowe

Uprawa bezorkowa: Jakie są korzyści?

– Dzięki tej technologii mamy zredukowaną ilość zabiegów. Jest również mniejsza energochłonność tych zabiegów, bowiem elementy robocze brony łopatkowej Compil toczą się po glebie, nie powodując wielkich oporów i nadmiernego zużycia paliwa. W gospodarstwie stosujemy również pomiot kurzy, którego jesteśmy w stanie zastosować w ilości ok. 10 t/ha na areale ok. 200 ha. Po analizie składników pokarmowych w glebie wychodzi, że ilość NPK jest bardzo duża. Dlatego zostało ograniczone praktycznie do minimum stosowanie nawozów mineralnych, jeżeli chodzi o fosfor i potas.

Jedyny nawóz sztuczny, który jest używany, to azot. Stosowana jest tylko dawka startowa wiosną. Nie ma podziału na główną i pogłówną. W zależności od zasobności i potrzeb pod daną roślinę nawożenie zamyka się ilością od 80 do 100–110 kg/ha w czystym składniku azotu. Tu mamy realne oszczędności w nawozach. Do tego ograniczone zabiegi mechaniczne do minimum, co sprowadza się praktycznie do jednego przejazdu.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo:

Gdzie jeszcze jest miejsce do oszczędności?

– W gospodarstwie jest też stosowane nanosrebro z firmy Uni-Farma, które w znacznym stopniu przyczynia się do obniżenia kosztów produkcji. Dzięki stosowaniu produktów opartych na srebrze można znacząco zredukować ilość stosowanych fungicydów.

Jakie jest zużycie paliwa?

– Brona łopatkowa nie powoduje dużych oporów, więc na 1 ha wystarczy 5–7 l oleju napędowego. Natomiast siewnik o szerokości 6 m potrzebuje ok. 12–15 l/ha. Do tego trzeba doliczyć ok. 10 l/ha na rozwiezienie pomiotu kurzego i 15–20 l/ha oleju napędowego na zbiór kombajnem. Z nawożeniem i ochroną spokojnie można zamknąć zużycie paliwa na poziomie 70–80 l/ha.

Przeczytaj również: Siew bezpośredni na Litwie. Jak radzą sobie rośliny bez uprawy? 12-metrowy siewnik Horsch w akcji! [RELACJA]

Jakie są uzyskiwane plony?

– Moim celem było stworzenie warunków, by zatrzymać w glebie jak najwięcej wody. Udało się to dzięki tej technologii. Mamy, pewnie jak w wielu innych regionach kraju, okresy, gdzie tej wody brakuje, ale widać to po moich polach, gdzie jest dużo resztek pożniwnych i biomasy organicznej na powierzchni gleby i można bardzo ograniczyć parowane wody z gleby. Tym sposobem przy dłuższych okresach z niedoborem wody rośliny wykazują lepszy wigor niż u sąsiadów, którzy uprawiają swoje pola w technologii orkowej.

Jeżeli chodzi o plonowanie, to nie nastawialiśmy się na jakieś rekordy, tylko na stabilne plony na określonym poziomie. Bardziej jesteśmy nastawieni na wynik finansowy, a nie na rekordowe plony. Nie interesuje nas plon 10 t/ha pszenicy, bo na naszych glebach są to nierealne wartości do osiągnięcia. W zależności o roku zbóż zbieramy średnio 6–7 t/ha, czasami udaje się zebrać i 8 t/ha. Wszystko zależy od dostępności wody.

Poprawiają się perspektywy produkcji australijskiej pszenicy

0

Opady deszczu w dużej części Australii poprawiły perspektywy produkcji pszenicy w tym kraju w sezonie 2024/25 i według prognoz ekspertów StoneX zbiory tego zboża mogą osiągnąć 30 mln ton w porównaniu z wcześniej oczekiwanymi 25 mln ton.

Lipiec przyniósł pożądane opady deszczu w południowych regionach upraw

W stanie Waszyngton na południowym zachodzie, w regionie Lower Great Southern i Midlands opady deszczu wahały się od 25 mm do 200 mm. W Australii Południowej w regionach takich jak półwysep Lower Eyre i Lower Southeast odnotowano od 25 mm do 100 mm. W Wiktorii w dystryktach Mallee, Wimmera i Western opady deszczu wyniosły od 25 mm do 200 mm. W Nowej Południowej Walii, w regionach Riverina, Southeast i Tablelands opady deszczu wahały się od 25 mm do 100 mm.

Deficyt opadów towarzyszył zasiewom

Trzeba przypomnieć, że w maju i czerwcu w okresie siewnym występował deficyt opadów.

Oczekiwane nowe zbiory przekroczą szacowany przez Ministerstwo Rolnictwa wynik z sezonu 2023/24 na poziomie 26 mln ton.

Prognozy produkcji innych ośrodków analitycznych

Dla porównania, prognozy lipcowe USDA dla produkcji pszenicy w Australii sięgały 29 mln ton, 29,5 mln ton – według FAO i 30,1 mln ton – według IGC.

Produkcja pszenicy w Australii według USDA:

Źródło: APK-Inform, graincentral, USDA

W lipcu zmniejszył się tranzyt kolejowy ukraińskich zbóż przez Polskę

0
Zboże z Ukrainy

W lipcu na Ukrainie zaobserwowano negatywną tendencję w zakresie przemieszczania transportów zbóż przez przejścia graniczne z Polską, Rumunią i Słowacją. Takie dane zostały opublikowane przez Walerija Tkaczowa, zastępcę dyrektora wydziału technologii transportu i prac handlowych JSC „Ukrzaliznytsia”.

W lipcu do Polski przyjeżdża średnio 57,7 wagonów zboża dziennie. To o 16,7 jednostki mniej niż w czerwcu.

Wolumen przewozów zbóż przez przejścia graniczne ukraińsko-rumuńskie zmniejszył się o 10,2 wagonów. Obecny wskaźnik wynosi 41,9 jednostek dziennie – poinformował Tkaczow.

Zmniejszyła się także liczba wagonów ze zbożem przejeżdżających średnio dziennie przez granicę ze Słowacją – obecnie wskaźnik wynosi 24,4 wagonów dziennie. To o 4,2 mniej w porównaniu do czerwca.

Jednocześnie wolumen przewozów zboża przez Węgry wzrósł o 2,5 wagonu dziennie do 29,6 wagonów.

„Łączny średni dzienny przewóz ładunków zbożowych i makuchów wynosi 215 wagonów dziennie. W ciągu 28 dni lipca wskaźnik zmniejszał się o 42 jednostki dziennie” – poinformował W. Tkaczow.

Źródło: agravery-com

Podpalacz grasuje w centrum kraju i podpala stogi słomy! APEL O CZUJNOŚĆ!

0

W ostatnich dniach w okolicach gminy Lubień Kujawski, w szczególności w miejscowościach Szewo i Bilno, pojawiły się doniesienia o działalności podpalacza. Według lokalnych władz, osoba ta skupia się na podpalaniu stogów słomy, co stanowi poważne zagrożenie dla lokalnych gospodarstw oraz upraw rolnych.

Apel o wzmożoną czujność

W związku z tym, mieszkańcy są proszeni o wzmożoną czujność i podejmowanie środków ostrożności. Ważne jest, aby zwracać uwagę na wszelkie podejrzane osoby i pojazdy pojawiające się w pobliżu swoich terenów. Właściciele gospodarstw są również zachęcani do zabezpieczenia stogów słomy oraz regularnego monitorowania swoich pól i magazynów.

W przypadku zauważenia niepokojących sytuacji, mieszkańcy proszeni są o niezwłoczny kontakt z lokalnymi służbami ratunkowymi oraz informowanie sąsiadów o potencjalnym zagrożeniu. Wspólna czujność może pomóc w zapobieganiu dalszym incydentom i zapewnieniu bezpieczeństwa całej społeczności.

źródło: OSP KSRG Kłotno

Presja na obniżki cen świń: Hodowcy trzody w coraz większych kłopotach

0

Sektor hodowli trzody chlewnej w Europie przeżywa trudny okres, na co wskazują wypowiedzi ekspertów oraz aktualne dane rynkowe. Bartosz Czarniak, znany analityk rynku, zwraca uwagę na nasilające się problemy cenowe, które mogą wkrótce przekształcić się w poważny kryzys gospodarczy w tej branży.

Spadki cen i podaży w Niemczech

W Niemczech, jednym z największych producentów trzody chlewnej w Europie, obserwuje się znaczący spadek podaży, co w połączeniu z ograniczonym popytem, wywiera presję na obniżenie cen. Ostatnia sesja VEZG (Vereinigung der Erzeugergemeinschaften für Vieh und Fleisch e. V.), gdzie cena za kilogram tuszy o zawartości 57% mięsa utrzymała się na poziomie 2,10 Euro (około 9,02 zł), pokazuje, że branża ledwo utrzymuje się na powierzchni. Czarniak podkreśla, że sytuacja ta budzi obawy o stabilność finansową producentów, którzy mogą stanąć w obliczu kolejnego kryzysu cenowego.

Różnice regionalne

Podczas gdy Niemcy borykają się z problemami, Hiszpania radzi sobie stosunkowo lepiej. Średnia cena za kilogram żywca wynosi tam około 7,95 zł, co wskazuje na korzystniejsze warunki rynkowe. Niemniej jednak, wysokie temperatury w regionie zmuszają hodowców do wprowadzania przerw technologicznych, co może wkrótce ograniczyć podaż. W Polsce natomiast sytuacja jest bardziej skomplikowana. Ceny, uzależnione od rynku niemieckiego, nie przekraczają 8,90 zł za kg w klasie E, a dodatkowo rynek polski jest pozbawiony możliwości eksportowych na rynki trzecie z powodu afrykańskiego pomoru świń (ASF).

Perspektywy eksportowe i zagrożenia zewnętrzne

Chiny, które są największym odbiorcą wieprzowiny na świecie, oferują obecnie ceny średnie na poziomie 10,21 zł za kg żywca. Chociaż wydaje się to obiecujące dla eksportu z Europy, istnieje kilka poważnych przeszkód. Konflikt handlowy między UE a Chinami, w tym planowane cła na europejskie mięso, mogą znacząco wpłynąć na eksport. Dodatkowo, konkurencja ze strony Brazylii i USA, gdzie ceny są odpowiednio niższe (5,61 zł za kg i 7,50 zł za kg), stawia europejskich producentów w trudnej sytuacji.

Wysokie koszty i przyszłość branży

Czarniak zwraca uwagę na rosnące koszty produkcji w Europie, związane m.in. z polityką klimatyczną UE, które sprawiają, że producenci są mniej odporni na wahania cen. W efekcie, tylko największe gospodarstwa i korporacje, które mogą zredukować koszty dzięki efektowi skali, są w stanie przetrwać na rynku. Taka koncentracja produkcji może jednak prowadzić do marginalizacji mniejszych, rodzinnych gospodarstw, co zdaniem Czarniaka, stanowi poważne zagrożenie dla przyszłości branży.

Podsumowując, europejski sektor hodowli trzody chlewnej stoi w obliczu poważnych wyzwań, które mogą prowadzić do głębokich zmian strukturalnych. Decyzje polityczne i gospodarcze podejmowane w najbliższych miesiącach będą kluczowe dla przyszłości tej branży.

źródło: POLSUS