Strona główna Blog Strona 1010

W Lubocześnicy otwarto nowoczesną hodowlę trzody chlewnej

0

Obiekt tuczowy na 1996 świń został oddany do użytku w Lubocześnicy w województwie wielkopolskim. W uroczystym otwarciu wzięli udział inwestorzy – Tadeusz i Aldona Szukała z rodziną, przedstawiciele Gobarto oraz zaproszeni goście. Budynek został wyposażony w najnowsze technologie stosowane w hodowli trzody chlewnej.

Inwestycja powstała w ramach Gobarto 500 – programu integracji tuczu. W ramach współpracy Gobarto będzie dostarczać warchlaki w wadze 30 kg, które będą odbierane po osiągnięciu odpowiedniej wagi. Gobarto zadba także m.in. o dostawy pasz i stałą opiekę weterynaryjną. Zadaniem hodowcy jest jak najlepsze dbanie o stado. Oficjalne otwarcie hodowli odbyło się 24.09.2020 r. Wydarzenie rozpoczął Prezes Gobarto S.A. Marcin Śliwiński, który powiedział:

Jest to nowoczesny budynek, wykonany z najlepszych materiałów, wyposażony w dobrej jakości sprzęt, w którym można efektywnie i zgodnie z wszelkimi normami dotyczącymi dobrostanu produkować przez najbliższe kilkanaście a nawet kilkadziesiąt lat. Otwieramy go w momencie bardzo niskich cen na rynku trzody chlewnej, ale dla rolnika bezpośrednio nie ma to znaczenia. Program Gobarto 500 jest tak skonstruowany, że bez względu na sytuację na rynku, rolnik, z którym współpracujemy, otrzymuje wynagrodzenie zależne tylko od wyników produkcyjnych, czyli od parametrów, na które bezpośrednio ma wpływ. To Gobarto bierze na siebie ryzyko wahań cen. W zamian oczekujemy solidnej i rzetelnej pracy oraz dbania o inwentarz.  

Następnie głos zabrał właściciel inwestycji – Tadeusz Szukała:

― Gospodarstwo znajduje się w naszym posiadaniu od blisko stu lat. Założył je jeszcze mój dziadek, kiedy to na początku lat 20. wykupił tutaj grunty. Prowadzimy uprawę polową na blisko 80 ha. Dotychczas również produkowaliśmy tuczniki w cyklu otwartym na wolnym rynku, ale z powodów wahań cen oraz dużego ryzyka zdecydowaliśmy się na zmianę modelu. Współpraca z Gobarto 500 gwarantuje nam stabilizację.

Punktem kulminacyjnym otwarcia było poświęcenie obiektu oraz symboliczne przecięcie wstęgi. Po części oficjalnej oprowadzono gości po obiekcie oraz przedstawiono wykorzystane w nim technologie. Chlewnia została wyposażona w wentylację grawitacyjną opartą na kurtynach ściennych i przepustnicach kominowych, z zastosowaniem automatycznego sterowania temperaturą i wilgotnością. Zwierzęta będą hodowane na ruszcie betonowym. Budynek ma wymiary 16×118 m, a pierwsze wstawienie zwierząt zaplanowano na 29 września.

To pierwsze otwarcie po zniesieniu obostrzeń wprowadzonych w marcu tego roku przez rząd w związku z epidemią koronawirusa SARS-CoV-2.

 ― Cieszy nas, że pomimo trudnych czasów, zarówno jeśli chodzi o epidemię ASF, jak i COVID-19, program wciąż się rozwija i dołączają to niego kolejni zainteresowani. Rolnicy hodujący w cyklu otwartym na wolnym rynku są obecnie w bardzo trudnej sytuacji. Ostatnie tygodnie to ciągłe spadki cen z powodu pojawienia się ASF u naszych zachodnich sąsiadów. Także Ci, którzy chcieliby modernizować lub rozwijać swoje gospodarstwa, nie mają łatwo, ponieważ banki niechętnie udzielają kredytu na inwestycję w trzodę chlewną. Mamy tę przewagę, że bank, który współpracuje z nami przy realizacji Gobarto 500 umożliwia realizację inwestycji, takich jak ta – powiedział Jacek Jagiełłowicz, wiceprezes Gobarto Hodowca – spółki odpowiedzialnej za realizację Gobarto 500. 

Do końca tego roku do użytku zostaną oddane 3 kolejne budynki w programie Gobarto 500. Wszystkie na terenie województwa wielkopolskiego.

Ponura środa [POGODA]

0

Po poniedziałku, kiedy w wielu regionach pojawiło się słońce, wtorek przyniósł już przeważnie pochmurną aurę w całym kraju. Na południu dodatkowo przeszła kolejna fala intensywnych opadów.

W nocy kolejne opady ciągłego, kilkugodzinnego deszczu pojawią się na Podkarpaciu, Małopolsce, Górach Świętokrzyskich, wschodzie, południu, zachodzie i w centrum Lubelszczyzny. Przed południem słabiej popada również na wschodzie i południu Mazowsza, południu Podlasia, wschodzie i południu Ziemi Łódzkiej oraz na Górnym Śląsku i w Małopolsce. Dużo chmur i bez opadów na zachodzie i północy- tylko lokalnie coś pokropi.

Na słońce na południu, wschodzie i w centrum kraju nie mamy co liczyć od wschodu do zachodu słońca. Dodatkowo na południu, zachodzie i w centrum do południa wisieć będą w większości tych regionów gęste mgły z opadami mżawki.

Będzie chłodno. Na południu zaledwie 11/13 stopni. W centrum i na wschodzie 13/14 stopni. Na zachodzie i północy do 17/18 stopni.

Wiatr początkowo słaby, po południu umiarkowany w porywach do 30 km/h.

Dla wszystkich z południa kraju, którzy mają problemy z wjazdem na pole po kukurydze namawiam do odczekania, jeśli to możliwe do soboty południa czy niedzieli. Będzie to kilkunastogodzinny czas po opadach, niższa wilgotnością, większym parowaniem, wiatrem i wyższa temperaturą.

Czy Grzegorz Puda będzie nowym ministrem rolnictwa?

0

Na dziś zaplanowano ogłoszenie listy nowych ministerstw i skład zrekonstruowanego rządu. Po tym jak zawieszono w prawach członka Prawa i Sprawiedliwości Jana Krzysztofa Ardanowskiego raczej oczywiste jest, że za sterami  Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi stanie inny polityk.


Na razie nieoficjalnie mówi się, że nowym ministrem może być Grzegorz Puda, który obecnie jest wiceministrem  funduszy i polityki regionalnej. Wiadomo też, że Grzegorz Puda był posłem sprawozdawcą i poparł projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. A to w obecnej gorącej strajkowej atmosferze może bardzo utrudnić nowemu ministrowi kontakty z rolnikami. Do sprawy z pewnością jeszcze powrócimy.


Źródło: RMF
Fot. dziennikzachodi.pl

Ministrowie Rolnictwa Grupy Wyszehradzkiej krytycznie o pracach Komisji Europejskiej

0

Wczoraj w Poznaniu, podczas odbywających się tam Międzynarodowych Targów Żywności i Produktów Ekologicznych Polagra 2020 zorganizowano szczyt z udziałem ministrów rolnictwa państw Grupy Wyszehradzkiej. Główną tematyką obrad było kształtowanie unijnej Wspólnej Polityki Rolnej w nadchodzącym okresie programowania, a także ocena prac nad Strategiami „Od pola do stołu” i o bioróżnorodności. Ogólna ocena prac była pozytywna jednak Komisji Europejskiej zarzucono brak dostatecznych konsultacji i oceny wpływu proponowanych zmian na rolnictwo.

Trzeba wzmacniać sektory

Ostatecznie ministrowie podpisali wspólną deklarację w której wysoko oceniono porozumienie państw członkowskich Unii Europejskiej w sprawie wieloletnich ram finansowych (WRF) na lata 2021-2020 z 21 lipca 2020 roku. Zdaniem ministrów to ważne rozstrzygnięcie dotyczące poziomu finansowania Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) i otwarcie drogi do finalizacji negocjacji w sprawie jej reformy. W powyższym kontekście doceniono również zwiększenie ilości  środków finansowych na WPR w stosunku do pierwotnej propozycji Komisji Europejskiej (KE) z 2018 roku.

Należy bardziej dofinansować WPR

Ministrowie zauważyli jednak, że powyższe porozumienia nie gwarantują wystarczającego poziomu finansowania WPR.  Istnieje zatem potrzeba utrzymania i dalszego wzmacniania (szczególnie finansowego) pełnego zakresu unijnych instrumentów, które przyczyniają się do społecznej i gospodarczej stabilności rolnictwa.

Brak konsultacji i bezpieczeństwo

Do negatywów zaliczono natomiast brak odpowiednich konsultacji przy przyjmowaniu przez Komisję Europejską powyższych strategii, a także brak analizy ich faktycznego wpływu na rolnictwo z uwzględnieniem równowagi między wymogami ekologicznymi, a opłacalnością produkcji rolnej i zapewnieniem Europie bezpieczeństwa żywnościowego.

Deklarację podpisali ministrowie rolnictwa Grupy Wyszehradzkiej czyli: Republiki Czeskiej, Węgier, Polski i Słowacji a także szefowie resortów rolnictwa z: Bułgarii, Chorwacji, Estonii, Łotwy, Litwy, Rumunii i Słowenii.

Źródło i foto: MRiRW

Jest mały i słodki a najwięcej uprawia się go w Wielkopolsce. Mini Kiwi z polskich sadów

0

Chociaż nie posiadamy tropikalnego klimatu w naszym kraju to z powodzeniem możemy uprawiać MiniKiwi. Botaniczna nazwa tego owocu krzewu nazwę Aktinidia. Aby obrodziła, wymagane jest 120 dni bez przymrozków. W Polsce uprawiane są dwa gatunki: Aktinidia ostrolistna (Actinidia arguta) i aktinidia pstrolistna (Actinidia kolomikta).

Oba rodzą owoce dużo mniejsze, tzw. mini kiwi, w porównaniu z ich krewniaczką. Są to owoce wielkości dużego agrestu, ale z gładką skórką, dzięki czemu mogą być jedzone bez obierania, w przeciwieństwie do pokrytych włoskami owoców Aktinidii chińskiej.

Prozdrowotny owoc

Okres jesienny to utrapienie dla wielu z nas. Katar, kaszel i osłabienie potrafią pojawić się z dnia na dzień. Związki zawarte w owocach Aktinidii pozwalają wzmocnić odporność i zmniejszyć ryzyko przeziębienia wskutek działania przeciwzapalnego.

Minikiwi to bomba witaminowa. Zawiera do 430 mg/100 g witaminy C w świeżej masie. Dzienne zapotrzebowanie na witaminę C u osoby dorosłej to 100 mg, a w okresie osłabienia lub infekcji – do 1000 mg. Mini Kiwi to dobry pomysł na przekąskę podczas pracy.  Dodatkowo bogate jest w fenole (do 1311,1 mg / 100 g świeżej masy), ok. 14 razy wyższej niż w cytrusach i jabłkach, szczególnie w skórce.

Zalety spożywania kiwi:

  • zapobiega kruchości naczyń krwionośnych,
  • reguluje ciśnienie krwi i pracę serca,
  • wspomaga walkę z dolegliwościami układu nerwowego (depresja, zaburzenia snu i schizofrenia),
  • wspomaga walkę z nadwagą i cukrzycą, jak również schorzeniami kobiecymi.
  • pozwala zachować ostrość widzenia
  • pomaga w utrzymaniu prawidłowego cyklu miesiączkowego
  • dostarcza potasu, cynku i wapnia.
  • wspomaga trawienie
  • normalizuje perystaltykę jelit i reguluje metabolizm.

Dzięki MiniKiwi sezon na polskie superowoce potrwa aż do października.

Jeśli jesteście właśnie w wirze przygotowań przetworów na zimę to warto poświęcić uwagę temu niepozornemu owocu. Z MiniKiwi można przygotować konfitury, które zimą będą przypominały ostatnie chwile jesiennego ciepła. Dekoracyjny słoiczek wypełniony dżemem ze zdrowotnymi właściwościami sprawdzi się świetnie jako podarunek dla bliskich.

Jednak jeżeli gotowanie to nie wasza mocna strona, a owoce wolicie jeść na świeżo, to te cudowne pnącze uraczy was swoim walorami dekoracyjnymi. Wybierając Aktinidię pstrolistną będziecie cieszyć się pięknym widokiem różowo-zielono-białych liści w ogrodzie.

Maria Chmal
źródło:http://polskiesuperowoce.pl

Branża drobiarska w fatalnej sytuacji. Spadki cen kolejny tydzień z rzędu

0

Jak już wiadomo, projekt ustawy  nie był niczym neutralnym. Krótko po debatach mogliśmy zauważyć silne obniżki w skupach. Oscylowały one w granicy kilkunastu groszy na kilogramie. Jeśli trend spadkowy utrzyma się, to najbliższe miesiące mogą okazać się jednymi z najcięższych dla polskich hodowców.

Jak prezentowały się ceny drobiu w 3 tygodniu września?

Tak jak można było się spodziewać, w raporcie sporządzonym przez MRiRW w tygodniu 13-20.09.2020 odnotowano dalsze obniżki na rynku skupu kurczaka.

 POLSKA
TOWAR   
 2020-09-202020-09-13Zmiana ceny [%]
kurczęta typu brojler3,233,230,0
indory4, 224,29-1,5
indyczki4,074,11-0,8
kaczki typu brojler4,284,270,1
gęsi tuczone7,417,42-0,1
tuszki kurcząt patroszonych 65%5,025,21-3,6
źródło: ZSRi

Według danych zebranych przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wynika, że w dniach 14-20.09.2020 cena za kilogram brojlera utrzymała się na poziomie sprzed tygodnia i wynosiła średnio ok. 3,23 zł/netto. Kaczki po zeszłotygodniowej obniżce również utrzymują podobny poziom sprzed tygodnia. W skupie za kilogram kaczki można było uzyskać ok. 4,28 zł/netto.

Cena indyków kolejny raz rysuje się tragicznie. Ich wartość z tygodnia na tydzień spada sukcesywnie. W minionym raporcie cena za kilogram indorów wynosiła ok. 4,29 zł/netto a w obecnym już 4,22 zł. W przypadku indyczków cena spadła o 4 gr względem rozpatrywanego okresu. W skupie można było uzyskać 4,07 zł za kg. W rozpatrywanym okresie ceny tuszek kurcząt patroszonych wynosiły 5,02 zł/netto. To spadek rzędu aż -3,6% czyli 19 gr.

Ciągle pod górkę

Wiatr w oczy i nóż w serce. Tak można podsumować życie polskiego hodowcy. Pandemia dała w kość wszelkim sektorom lecz ten drobiarski po uzyskaniu tytułu kraju wolnego od ptasiej grypy miał nadzieje, że wyjdzie na prostą i zrekompensuje straty z początku roku. Niestety polski rząd postarał się ukrócić te marzenia wprowadzając projekt ustawy o ochronie zwierząt. Kolejne obawy wzbudził wpis europosłanki Sylwii Spurek na mediach społecznościowych nawołującej do kolejnych zmian w hodowli zwierząt:

– Jestem zdecydowanie za. Nie możemy dłużej czekać na decyzje poszczególnych państw, czas na odgórny zakaz hodowli klatkowej kur – napisała w mediach społecznościowych.

Czy powinniśmy się obawiać, że kolejna reforma pojawi się na stole z absurdalnym terminem wykonania? Oby nie.

Maria Chmal
źródło: gov.pl
krd-ig.pl

Na giełdowy rynek zbóż i oleistych zawitała korekta spadkowa?

0

W tygodniu 21-25.09.2020 kontrakty na amerykańskie zboża i kompleks sojowy taniały po tym jak zamknęły poprzedni tydzień na długoterminowych maksimach. W Chicago przeceny sięgały od 3,5% – 4% kukurydza i soja do ponad 5% – pszenica. Spadki wynikają z rozkręcających się w USA zbiorów kukurydzy i soi, ale też z powrotu obaw o globalny popyt w obliczu II fali pandemii koronawirusa. Jednocześnie umacniający się dolar pogarsza konkurencyjność amerykańskich dostawców na rynku eksportowym. Presja spadkowa na rynku pszenicy pojawiła się wraz z opadami deszczu w dotkniętych suszą regionach Europy, USA, Argentynie i w basenie Morza Czarnego.

Na giełdzie w Paryżu kontrakty na zboża straciły w minionym tygodniu znacznie mniej niż ich amerykańskie odpowiedniki. Spadek notowań kukurydzy był symboliczny i wyniósł tylko 0,3%. Więcej, bo o ponad 1% potaniała pszenica (-5,4% w Chicago). Unijnym zbożom pomagało gwałtowne osłabienie euro względem dolara oraz pogarszające się prognozy zbiorów kukurydzy w UE i u naszego wschodniego sąsiada. Nadal obydwa kontrakty pozostają w pobliżu kilkumiesięcznych szczytów z 18-września.

Większa korekta spadkowa dotknęła unijnego rzepaku. W ciągu tygodnia notowania nasion obniżyły się o kilkanaście euro. Notowania najbliższej serii nasion spadły w pobliże 380 eur/t z 395 eur/t w miniony piątek (18-09-2020). Rzepak zniwelował tym samym ubiegłotygodniowe silne wybicie. Przecena nasion wymuszona została przez rynki zewnętrzne. Mocno taniały w minionym tygodniu oleje roślinne i ropa. Wszystko to przez obawy związane z szerzącą się II falą epidemii Covid-19.

Zmiany okresowe notowań na giełdowym rynku zbóż i oleistych:

Kontrakt futures (najbliższa seria)Cena zamknięcia 25.09.2020Zmiana tygodniowaZmiana miesięcznaZmiana roczna
 Paryż – kukurydza (nowy zbiór)171,0 eur/t-0,3% (-0,5 eur/t)+2,1% (+3,5 eur/t)+5,2% (+8,5 eur/t)
Paryż – pszenica192,25 eur/t-1,2% (-2,25 eur/t)+3,1% (+5,75 eur/t)+12,6% (+21,5 eur/t)
Paryż – rzepak384,5 eur/t-2,7% (-10,5 eur/t)+0,9% (+3,25 eur/t)-0,3% (-1,25 eur/t)
Winnipeg – canola (kanadyjski rzepak)518,3 cad/t-2,5%+5,6%+15,5%
EUR/USD1,16296-1,76%-1,34%+6,29%
Kukurydza143,8 usd/t-3,5%+7,2%-2,4%
Chicago – pszenica (SRW)200,0 usd/t-5,4%+3,2%+14,0%
Chicago – soja368,5 usd/t-3,9%+9,7%+12,7%
Chicago – śruta sojowa371,4 usd/t-0,2%+15,5%+14,9%

RZUT OKA NA WYKRESY NOTOWAŃ KONTRAKTÓW (NAJBLIŻSZA SERIA FUTURES)

Giełda w Paryżu:

Giełda w Chicago:

Andrzej Bąk -eWGT

Źródło notowań: CBoT, Euonext-Matif

We wtorek w całej Polsce będzie pochmurno, wilgotno i chłodno

0

Poniedziałkowy poranek w wielu regionach zachodniej, południowej, wschodniej i środkowej części kraju przyniósł spadki temperatury do zaledwie 3/6 stopni Celsjusza powyżej zera.

Wtorkowy poranek zapowiada się znacznie cieplej, za sprawą pochmurnemu niebu, które zatrzyma ciepło przy powierzchni Ziemi. I tak o poranku słupki rtęci spadną do najwyżej 10/13 stopni na wschodzie, południu i w centrum kraju, a nieco chłodniej na poziomie 7/10 stopni będzie na zachodzie i północy kraju.

Od samego rana sporo chmur z licznymi opadami deszczu na Dolnym Śląsku, Opolszczyźnie, Górnym Śląsku. Około południa opady te ustaną i w zamian pojawią się na Lubelszczyźnie (szczególnie północ regionu) oraz na wschodzie, północy i w centrum Mazowsza. Opady te w ciągu dnia wędrować mają na Kujawy, północną Wielkopolskę i południowe Kaszuby.

Pokropić może miejscami również w innych regionach kraju.

Wiatr słaby, w wielu regionach niemal bezwietrznie.

Temperatura podniesie się do 13/16 stopni na wschodzie Mazowsza, północy i wschodzie Lubelszczyzny, Roztoczu oraz na południu Opolszczyzny i Dolnego Śląska, do 15/16 stopni na południu, północy i w centrum. Najcieplej na zachodzie- tutaj miejscami do 18 stopni Celsjusza.

Przymrozków w przeciągu 11 dni nie widać w ani jednym zakątku kraju, za wyjątkiem Gór i pogórza.

Certyfikacja ,,bez GMO” wyznacznikiem bezpiecznego i zdrowego produktu?

0

Od początku bieżącego roku obowiązują ujednolicone znaki graficzne stosowane do oznaczania produktów jako wolnych od organizmów genetycznie modyfikowanych (GMO) .

Bez i wolne od GMO

Zgodnie z definicją: znak „Bez GMO” stosuje się dla żywności pochodzenia roślinnego i żywności składającej się z więcej niż jednego składnika, w skład której nie wchodzi produkt pochodzenia zwierzęcego. Znak ten stosuje się też dla pasz.
Natomiast oznaczenie: „Wyprodukowano bez stosowania GMO” używa się do znakowania produktów pochodzenia zwierzęcego i żywności składającej się z więcej niż jednego składnika, w skład której wchodzi produkt pochodzenia zwierzęcego.

Muszą być odpowiedniki

Przepisy mówią, że producenci mogą oznaczać swoje produkty znakiem „Bez GMO”, jeśli spełnione zostaną następujące warunki: żywność nie może zawierać GMO, składać się z GMO ani być wyprodukowana za pomocą GMO. Ponadto na rynku musi znajdować się odpowiednik, który jest genetycznie modyfikowany.
I tu pojawia się ciekawa kwestia. Przykładowo: oznaczenie „Bez GMO” może być umieszczane na butelce oleju rzepakowego bo rzepak znajduje się w Unijnym Rejestrze Genetycznie Zmodyfikowanej Żywności i Paszy. Nie znajdziemy go natomiast na butelce oleju słonecznikowego. A to dlatego, że nie ma na rynku jego genetycznie modyfikowanego odpowiednika. Podobnie jest w przypadku puszki kukurydzy i ona może zyskać oznaczenie. Natomiast puszka groszku nie może być oznaczona w ten sposób.

Produkty mleczarskie

Na produktach mlecznych umieszcza się oznaczenie „Wyprodukowano bez stosowania GMO”. Oznacza to, że produkty te zostały wytworzone z mleka od krów karmionych paszami, które nie zawierają GMO.
Dodajmy, że w tym przypadku Polska Izba Mleka opracowała standard p.n.: „bez GMO. Jest to kompleksowy zbiór zasad określający wymagania dotyczące znakowania produktów wolnych od GMO.

Gospodarstwa i producenci pasz

Należy wiedzieć, że certyfikacja według standardu opracowanego przez Polską Izbę Mleka „bez GMO” obejmuje wiele obszarów łańcucha żywnościowego – oprócz zakładów mleczarskich są to m.in. gospodarstwa rolne oraz firmy zajmujące się produkcją czy dystrybucją pasz. W tym drugim przypadku świadczy to, że pasze zostały wyprodukowane bez użycia surowców modyfikowanych genetycznie.

Klienci to zauważają

Specjaliści współpracujący z Polską Izbą Mleka zauważyli już, że certyfikacja „bez GMO” coraz częściej staje się dla klientów wyznacznikiem bezpiecznego i zdrowego produktu. Wzrasta też świadomość, że certyfikacja obejmuje  kompleksowo cały łańcuch żywieniowy od rolnika – hodowcy   przez transport po mleczarnie i handel. Dodajmy, że Polska Izba Mleka prowadzi informacyjną Kampanię p.n.: „Wolne od GMO”, którą sfinansowano z Funduszu Promocji Mleka.



Źródło: Polska Izba Mleka, MRiRW

Piątka Kaczyńskiego – ponad 100 poprawek

0

Senackie komisje – Ustawodawcza oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie zakończyły jeszcze prac nad nowelizacją Ustawy ochronie zwierząt. Do 7 października br. komisja rolnictwa przyjmuje wnioski od podmiotów zewnętrznych. Termin jej posiedzenia nie został jeszcze ustalony.

Posiedzenie komisji ustawodawczej zaplanowano natomiast na 8 października br. (początek: godz. 11.00), a posiedzenie plenarne, podczas którego cały Senat zajmie się nowelą wyznaczono na 13 października.

Poprawki i ekspertyzy

W grę wchodzi analiza grubo ponad stu poprawek od samych senatorów. Nie licząc innych źródeł. Na potrzeby Senatu i komisji zamówiono też szereg różnych opinii i ekspertyz dotyczących m.in. tego jak branże futrzarskie były wygaszane w innych krajach Unii Europejskiej, jak uwarunkowania religijne wpływają na możliwość uśmiercania zwierząt gospodarczych bez zadawania zbędnego cierpienia. W przygotowaniu jest również ekspertyza na temat wpływu ustawy na różne branże gospodarcze czy działalności rolnicze w Polsce.
Dodajmy, że pierwotnie Senat miał się zająć ustawą już 29 i 30 września br., ale z uwagi na skalę problemu i wielość poprawek, które trafiły do komisji, najprawdopodobniej punkt ten zostanie wykreślony z porządku obrad najbliższej sesji.



Źródło i foto: Senat RP

Produkcja przestanie się opłacać? Miażdżąca ocena Rady Sektora Wołowiny

0

Wiele już pisaliśmy o protestach rolników, gorących nocnych debatach w Sejmie i  pracach w Senacie nad nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt. Do sprawy odniosła się również Rada Sektora Wołowiny, którą tworzy 6 ogólnopolskich organizacji producenckich.

W piśmie skierowanym do Senatu organizacje te stanowczo domagają się wykreślenia z nowelizacji zakazu uboju rytualnego na potrzeby odbiorców z zagranicy.

Unia Europejska dopuszcza

„Należy podkreślić, że ubój religijny to jedna z metod uboju w pełni dopuszczalnych na obszarze Unii Europejskiej. Jest on praktykowany w większości krajów wspólnoty. Metoda ta spełnia również wymogi rozporządzenia Rady ( WE) 1099/2009 z dnia 24 września 2009 r. w sprawie ochrony zwierząt podczas ich uśmiercania, którego nadrzędnym celem jest zapewnienie ochrony i dobrostanu zwierząt podczas uboju. Natomiast poszanowanie zasad religijnych tylko wzmacnia szacunek dla wszelkiego życia.” – czytamy w treści dokumentu.

Religie zabraniają znęcania

Członkowie RSW podkreślają też, że zasady religijne zawarte w Torze i Koranie szczegółowo opisują stosunek religii do zwierząt. Zarówno judaizm jak i islam zabraniają znęcania się nad zwierzętami. Jasno określają też wymogi w zakresie ich traktowania oraz sposobu uśmiercania. Natomiast celem jest jak największe ograniczenie cierpienia. A sam ubój religijny przeprowadzają osoby posiadające kwalifikacje wymagane przez konkretne obrządki.

Członkowie Rady Sektora Wołowiny powołują się też na badania naukowe prowadzone m.in. przez prof. Wilhelma Schulze z Uniwersytetu w Hanowerze. Uczony ten rejestrował funkcje mózgu i serca za pomocą elektroencefalografu (EEG) i elektro-kardiografu (EKG) podczas uboju. Ostatecznie naukowiec doszedł do wniosku, że szybko postępująca utrata świadomości u zwierząt uniemożliwia odczuwanie przez nie bólu.

Ogromne straty dla hodowców 

Kolejna strona problemu na którą Izba zwraca uwagę dotyczy prognozowanych, niewyobrażalnych wprost strat dla producentów żywca wołowego. Wynika to z faktu, że Polska jest obecnie czołowym producentem i eksporterem wołowiny w Europie. Blisko 80% polskiej produkcji to eksport, głownie do krajów UE. Łączna wartość eksportu wołowiny w 2019 roku wynosiła blisko 1,5 mld euro. Natomiast wartość uboju na potrzeby religijne stanowi nie mniej niż 1,5 mld złotych rocznie. Ponadto, w oparciu o dane z zakładów ubojowych w Polsce stwierdzono, że rocznie ubojowi na potrzeby religijne poddaje się ok. 0,6 mln zwierząt spośród 1,85 mln wszystkich ubojów (tj. około 30% tej wartości). Dodajmy, że mięso pochodzące z uboju religijnego trafia na 18 rynków pozaeuropejskich i na rynek wewnętrzny UE.

Natomiast wykazywany przez niektóre środowiska niski udział wołowiny koszer i halal w eksporcie, oparto na analizie danych nt. eksportu poza Unię Europejską. Bez  uwzględnienia w wyliczeniach wielkości eksportu mięsa pochodzącego z uboju religijnego, które trafia na Wspólny Rynek.

Utrata izraelskiego rynku

Polska jest też głównym dostawcą wołowiny koszer do Izraela, gdzie ma dobrze wypracowaną markę i z sukcesem konkuruje z cenioną wołowiną argentyńską.

Niestety, szkodliwy dla Polski proces destrukcji wizerunku już się zaczął. A Izraelskie media mówią o zakazie eksportu jako o śmiertelnym ciosie dla rynku koszer w Izraelu i w Europie W tym kontekście RSW podkreśla, że w Europie żyje ok. 1,5 mln wyznawców judaizmu oraz ponad 30 mln. wyznawców islamu, którzy zjadają średniorocznie ponad 25 kg wołowiny na osobę. Jest to więc potężny rynek dla mięsa z uboju religijnego o wielkości ponad 800 tys. ton i wartości prawie 5 mld EUR (20 mld PLN). Dodajmy, że dla mniejszości religijnych w Europie polska wołowina jest głównym źródłem zaopatrzenia w mięso wołowe – ze względu na jakość i cenę.

Ucierpią polskie gospodarstwa

Przedstawiciele izby przewidują również, że ograniczenie uboju religijnego na eksport, którego udział przekracza 30% (a czasami dochodzi do 40%), zachwieje rynkiem wołowiny w Polsce. Rokują oni, że spowoduje to spadek cen podobny do tego z lat 2013 – 2014. Skutkiem będą też poważne straty dla ponad 350 tys. gospodarstw rolnych utrzymujących bydło. Szczególnie tych małych i średnich, skąd pochodzi najwięcej zwierząt przeznaczonych na ubój religijny.

Produkcja nie będzie opłacalna

Wszystko to w połączeniu z potencjalnymi reakcjami rynków na Brexit może spowodować, że produkcja wołowiny przestanie być opłacalna, a rolnicy będą masowo rezygnować z tego rodzaju produkcji, w efekcie zmniejszając też popyt na zboża.

„Już dzisiaj po rozpoczęciu prac nad ustawą ceny spadły blisko o 5% , spadła cena cieląt, wstrzymane zostały zakupy przez osoby zajmujące się opasem bydła w oczekiwaniu na rozstrzygniecie procesu legislacyjnego” – podsumowują z niepokojem autorzy wniosku do Senatu.

Pełna treść w załączeniu

Rada Sektora Wołowiny krytycznie odniosła się też do nowelizacyjnych koncepcji dotyczących określania potrzeb na ubój przez krajowe związki religijne, co przywodzi na myśl historyczne praktyki kontyngentowe. Zasugerowano również szereg zmian w innych punktach nowelizacji.

Pełną treść wniosków Rady dotyczącą rytualnego uboju publikujemy w załączeniu poniżej.

Przypomnijmy też, że: Radę Sektora Wołowiny tworzy sześć organizacji branżowych: Polski Związek Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego, Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego, Federacja Związków Pracodawców-Dzierżawców i Właścicieli Rolnych, Unia Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego, Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy Rzeczypospolitej Polskiej oraz Związek Polskie Mięso.

Źródło i foto: Rada Sektora Wołowiny

Dwuletnia gwarancja w ciągnikach John Deere – jak wpłynie na utrzymanie wartości ciągnika?

0

Po pierwsze: wybierz ciągnik sprawdzonego producenta

Rynek ciągników w Polsce w pierwszych ośmiu miesiącach 2020 roku zanotował znaczny wzrost. Otóż według danych CEPiK w okresie styczeń-sierpień zarejestrowano o 28,7 proc. więcej nowych pojazdów niż w analogicznym okresie rok temu. Co ciekawe, aż 61 proc. stanowią maszyny sprzedane przez producentów z pierwszej piątki zestawienia, co świadczy o tym, że rolnicy chętnie sięgają po maszyny o określonej renomie. Ale nie wszyscy.

– Maszyny marek premium mają zdecydowanie wyższą wartość na rynku wtórnym. Co równie ważne, decydując się na zakup maszyn czołowych producentów, obok produktu określonej, wysokiej jakości, otrzymujemy również wsparcie kompetentnego serwisu oraz dostęp do fachowców wysokiej klasy. Również wszystkie kwestie związane z opieką posprzedażową są na wysokim poziomie – mówi Bartosz Białas z John Deere Polska.

Po drugie: dłuższa gwarancja i opieka posprzedażowa

Zakup maszyny rolniczej poprzedzony zazwyczaj jest wnikliwą analizą. Jednym z ważnych czynników branych pod uwagę jest gwarancja.

– Dlatego też podjęliśmy decyzję o przedłużeniu gwarancji dla ciągników 7R, 8R, 8RT, 8RX, 9R, 9RT, 9RX na okres dwóch lat, co w tej branży jest czymś wyjątkowym. Nowa gwarancja dotyczy wszystkich podzespołów ciągnika, pomijając elementy eksploatacyjne, jak np. pióra wycieraczek, żarówki, opony itd. Co ważne już teraz do dwuletniej gwarancji dodatkowo klienci gratis otrzymują trzyletnią opiekę PowerGard Protection, która chroni kluczowe i najbardziej kosztowne komponenty maszyny, jak silnik, układ napędowy, układ kierowniczy i ramę. Dodatkowo rozszerzenie programu PowerGard do Protection Plus pozwala chronić również: układ hydrauliczny, elektrykę, stanowisko operatora – słowem: całą maszynę – mówi Mariusz Zieliński,  Aftermarket Sales manager John Deere Polska.

O ile dłuższa gwarancja i opieka posprzedażowa jest ważna z punktu widzenia ewentualnych awarii, to wsparcie serwisu jest kluczem do najefektywniejszego użytkowania ciągnika. To zaś pomoże utrzymać jego wartość na wysokim poziomie.

– Program PowerGard zdejmuje z rolnika koszty naprawy, konserwacji. Każda rzecz, która odbiega od normy, z definicji wymaga wymiany – dodaje Mariusz Zieliński.

Po trzecie: odpowiednia eksploatacja

Istotną składową kosztów posiadania ciągnika, obok spadku wartości wynikającego z upływu czasu, jest zużycie płynów eksploatacyjnych, np. olejów.

– Wykorzystanie olejów wysokiej jakości ma znaczny wpływ nie tylko na sprawność maszyny, ale też na koszty wynikające z ewentualnego jej serwisowania. Oleje silnikowe dostarczane przez John Deere gwarantują bezawaryjną pracę silnika przez 750 godzin, podczas gdy standardowo w przypadku konkurencyjnych płynów jest to ok. 500 godzin. Ponadto nasz płyn chłodzący można wymieniać co 6 lat, podczas gdy w przypadku innych płynów ten okres wynosi 3 lata. Z kolei w skrzyni biegów zastosowaliśmy olej Hygard, który wystarcza wymieniać co 1500 godzin (standardowo 750-1000). W praktyce stosowanie płynów eksploatacyjnych polecanych przez producenta oznacza zdecydowanie rzadsze przeglądy – mówi Mariusz Zieliński, John Deere Polska.

Oczywiście wynik ten jest uzależniony od innych czynników, jak jakość: paliwa, filtrów i przy założeniu, że maszyna pracuje w warunkach zbliżonych do normalnych, a nie ekstremalnie trudnych.

Po czwarte: zużycie paliwa

Rentowność codziennej pracy oraz ostateczna opinia dotycząca użytkowania ciągnika uzależniona jest od wielu czynników, ale też zużycia paliwa. Im maszyna mniej pali, tym bardziej opłacalny jest biznes. Dlatego też John Deere postanowił swoim klientom zagwarantować odpowiedni poziom spalania w ramach programu Gwarancja Spalania.

– Niezależnie od tego, czy rolnik zużyje więcej, czy mniej paliwa od normy podanej przez producenta, dostanie pieniądze. Jeżeli mniej – dwa razy tyle, ile wynosi różnica, jeżeli więcej – płacimy jednokrotność różnicy – dodaje Mariusz Zieliński.

Co ważne, każda maszyna biorąca udział w programie jest połączona za pomocą JD Link, dzięki czemu można określić zużycie paliwa w pracy polowej jak i w transporcie. Pierwsi klienci już z tytułu tego programu otrzymali zwroty, np. Adam Nisiewicz z powiatu braniewskiego, który zakupił traktor John Deere 7290R. Pan Adam może cieszyć się rekompensatą ponad 1 000 zł z uwagi na wypracowane spalanie niższe niż fabrycznie ustalone.

Po piąte: serwisowana maszyna trzyma wartość

Maszyna serwisowana od A do Z jest przy odsprzedaży droższa niż nieserwisowana. Pięcioletni serwisowany ciągnik John Deere ma wartość powyżej 50% ceny nowego, według niektórych obliczeń nawet 60% przy założeniu pracy na poziomie 1000-1500 godzin rocznie.

– Według naszych kalkulacji koszty eksploatacji ciągnika 8400R na każdą godzinę są o 14 proc. niższe niż dla maszyny konkurencyjnej tej samej klasy. Zakładając pracę maszyny na poziomie 1000 godzin rocznie po 5 latach koszty zużycia płynów (paliwo, adblue) są o 10 proc. niższe. Łącznie różnica wynikająca z utraty wartości maszyny, odpowiedniej obsługi i zużycia paliwa mogą przekroczyć 200 000 tys. zł – podsumowuje Bartosz Białas.