Tegoroczne zbiory rzepaku w Polsce będą wyraźnie niższe niż rok temu – i to zarówno przez mniejszy areał, jak i słabsze plony. Branża olejarska bije na alarm, wskazując na realny niedobór surowca do przerobu, i apeluje o zniesienie zakazu importu nasion rzepaku z Ukrainy. Nie wszyscy rolnicy podzielają ten entuzjazm.
Ile rzepaku zbierzemy w tym roku?
Krajowe Zrzeszenie Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych oraz Polskie Stowarzyszenie Producentów Oleju przedstawiły wspólną prognozę zbiorów na 2026 rok, i nie jest ona optymistyczna. Zbiory rzepaku mają wynieść 2,8–3,2 mln ton, wobec 3,6 mln ton rok wcześniej. To spadek nawet o kilkanaście procent.
Na wynik złożą się dwa czynniki. Po pierwsze, areał uprawy będzie mniejszy o około 100 tys. hektarów i wyniesie w tym roku około 1 mln ha. Po drugie, plony mogą nie przekroczyć 3,0 t/ha, podczas gdy w 2025 roku wyniosły 3,31 t/ha.
Dziura w zaopatrzeniu przetwórców
Dla branży olejarskiej to poważny problem. Organizacje szacują, że przy takich zbiorach zabraknie 0,9–1,3 mln ton surowca w stosunku do możliwości przerobowych polskiego przemysłu, które sięgają 4,1 mln ton rocznie.
To właśnie ta luka stoi za apelem sektora przetwórczego o zniesienie zakazu importu nasion rzepaku z Ukrainy. Argumentacja przetwórców jest dwutorowa: po pierwsze, krajowa podaż zwyczajnie nie wystarcza, by zaspokoić potrzeby zakładów olejarskich. Po drugie, obowiązujący zakaz sprawia, że polski sektor musi i tak konkurować z olejem ukraińskim sprowadzanym już jako produkt gotowy – co dla przetwórców jest mniej korzystne niż import samego surowca do przerobu na miejscu.
Ukraina już dziś jest ważnym graczem na rynku rzepaku
Dane z rynku światowego pokazują, że Ukraina systematycznie zwiększa swój udział w globalnej produkcji i eksporcie rzepaku. Prognozy na sezon 2026/2027 wskazują na wzrost ukraińskiej produkcji rzepaku o 24,3% rok do roku, do poziomu 4,4 mln ton. Rośnie też ukraiński eksport tego surowca – o 30% w relacji rocznej.
Warto zaznaczyć, że skłonność Ukrainy do eksportu rzepaku jest ogromna – blisko 60% wyprodukowanego surowca trafia za granicę, a w przypadku oleju rzepakowego wskaźnik ten sięga niemal 100%. Dla porównania, w Unii Europejskiej na eksport trafia zaledwie 2-3% produkcji rzepaku, bo większość surowca jest przerabiana na miejscu.
Dwie strony sporu
Argumenty za otwarciem importu są przede wszystkim ekonomiczne i dotyczą stabilności łańcucha dostaw. Bez dostępu do ukraińskiego surowca zakłady przerobowe mogą pracować poniżej swoich mocy produkcyjnych, co przekłada się na wyższe koszty jednostkowe przerobu i potencjalnie na wyższe ceny oleju rzepakowego dla konsumentów. Branża olejarska argumentuje też, że obecny zakaz w praktyce nie chroni polskiego rynku, skoro gotowy olej ukraiński i tak może trafiać do Polski i konkurować z krajową produkcją.
Argumenty przeciwko otwarciu granicy dla ukraińskich nasion rzepaku mają inny charakter – dotyczą przede wszystkim ochrony opłacalności produkcji krajowych rolników. Napływ tańszego surowca z Ukrainy może wywierać presję na ceny skupu rzepaku w Polsce, co w sytuacji już i tak trudnej koniunktury w rolnictwie – syntetyczny wskaźnik koniunktury pozostaje od pół roku na ujemnym poziomie – może dodatkowo pogłębiać problemy z dochodowością gospodarstw uprawiających rzepak.
Szerszy kontekst: UE stawia na białko z Ukrainy
Spór o import rzepaku wpisuje się w szerszą dyskusję o roli Ukrainy w unijnym systemie rolnym. Komisja Europejska przyjęła niedawno plan działania w zakresie białka, zakładający zwiększenie udziału unijnego białka roślinnego w paszach z 25,8% do 36% do 2035 roku. W tym planie Ukrainę traktuje się jako partnera, który mógłby zdywersyfikować dostawy, a po ewentualnej akcesji do UE – znacząco podnieść samowystarczalność całej Wspólnoty w tym zakresie, z obecnych 76% do 86%.
Jednocześnie ukraińska Rada Rolna sama wskazuje, że po ewentualnej akcesji do UE tamtejsi rolnicy będą potrzebować co najmniej 10-letniego okresu przejściowego, by dostosować się do unijnych standardów produkcji, w tym przepisów dotyczących pestycydów.
Decyzja o ewentualnym zniesieniu zakazu importu nasion rzepaku z Ukrainy pozostaje na razie w sferze postulatów branży przetwórczej. Jak na ten apel zareaguje rząd i jak zostaną wyważone interesy dwóch grup? Czas pokaże.
źródło: IERGŻ






