Na wielu plantacjach pomidory jeszcze są zielone, ale na innych już zaczęły się zbiory. Nienawadniane uprawy mocno ucierpiały tego lata, a nawadnianie generuje spore koszty. Mimo to plantatorzy twierdzą, że na uprawie pomidora gruntowego można zarobić. I świetnie nadają się do zmianowania, co jest istotne przy ograniczaniu powierzchni buraka cukrowego czy rzepaku.

Jeszcze kilka lat temu na Opolszczyźnie pomidory nie były uprawiane na większym areale w gruncie. Od trzech lat to się zmienia, zwłaszcza w powiatach: oleskim i kluczborskim. Dziś plantatorzy w tej uprawie mogą się porównywać z włoskimi rolnikami.
Kampania pomidorowa start
Maciej Wita, agromenadżer w JAMAR:
– Jesteśmy w trakcie produkcji pomidorów gruntowych. Jedne już dojrzewają i można je zbierać, inne jeszcze są zielone. Kampania pomidorowa ruszyła i będzie trwać nawet do połowy października.
Areał upraw – 500 hektarów
Pracownicy zakładu przetwórczego regularnie odwiedzają plantacje przez cały okres wegetacyjny i postanowili się spotkać na początku pomidorowych żniw z ich dostawcami, czyli rolnikami, aby ustalić dalszą strategię produkcji i ochrony, aby rośliny były w jak najlepszej kondycji w czasie zbioru, aby zapewnić jak najlepszej jakości surowiec dla zakładu JAMAR.
Ciężki rok
Roland Szulc, prezes RSP Gronowice:
– Mamy tutaj też kolekcję 40 odmian na poletkach i na tej podstawie uzyskujemy informacje, jak się dana odmiana zachowuje, żeby na przyszły rok podjąć odpowiednie decyzje odnośnie doboru odmian. Rok dla wszystkich roślin uprawnych jest ciężki. Wydawałoby się, że pomidor uprawiany we Włoszech jest odporny na wysokie temperatury, ale jednak te 40-stopniowe upały, choć może nie uszkadzają pomidora, ale wprowadzają go też w taki stres, że trudniej pobiera składniki.
Nawadnianie – ubezpieczenie upraw
– Mamy w tym roku pole doświadczalne, gdzie nie ma nawadniania w pomidorach – dodaje Pan Roland – i myślę, że ta plantacja nie pokryje kosztów. Ana innych plantacjach mamy zastosowane nawadnianie kropelkowe, gdzie te zużycie wody w porównaniu z nawadnianiem ze szpuli jest przynajmniej 5-krotnie niższe.
Mateusz Sarnicki, rolnik z Domaszowic:
– Od trzech lat uprawiam pomidory na areale 28 hektarów. Część wygląda dobrze, część wygląda trochę słabiej, bo tam różne problemy były. Od początku sadzenia do końca wegetacji pojawiała się jakaś tam zaraza czy nierówne dojrzewanie. Ponieważ jednak o nie dbamy, pomidory w tym roku radzą sobie dobrze. Głównym powodem tego to jest jednak linia kropelkowa, ponieważ w tym roku jest bardzo duży deficyt wody. Widać to nie tylko po pomidorach, ale po każdej innej uprawie. Linia kropelkowa ratuje sprawę, bo pod krzak podajemy i wodę, i nawozy. Nie zastąpi potrzebnej wody w stu procentach, bo jednak podający deszcz zmienia całe otoczenie, zmienia się wilgotność. A drugą kwestią są koszty tego nawadniania, które też nie jest tanie, bo potrzebne są agregaty prądotwórcze na olej, który dzisiaj tani nie jest.
Zmianowanie na plus
– Staram się co roku robić jak najlepiej – mówi rolnik – i nie popełniać błędów z poprzednich lat, ale zawsze jakieś inne trudności, może nie błędy, ale trudności się pojawiają. W tym roku widzę, że pszenica po pomidorze lepiej dała jak po rzepaku. I choć wydawałoby się, że tego towaru sporo się wywozi z pola i nawet pomidory kategoryzowane są jako uprawa zubażająca glebę, to jednak tego nie widać w następstwie później. Nie jest to łatwa uprawa, ale wydaje mi się, że nawet, jak na te trudne warunki powinniśmy w tym roku zarobić na niej.
Za zimne noce
Maciej Wita, agromenadżer w JAMAR:
– Nie wiemy jeszcze ile te pomidory będą plonować, ponieważ rok mieliśmy bardzo trudny. Wydawałoby się, że rok był korzystny dla pomidorów, bo mieliśmy wysokie temperatury. Natomiast ja zawsze zwracam uwagę na to, że pomidor to nie tylko wysokie temperatury w dzień, ale przede wszystkim ciepłe noce. A znowu mamy drugi rok z rzędu, kiedy te noce nie były ciepłe. Zastanówmy się tylko ile mieliśmy faktycznie takich ciepłych nocy. Może tydzień, może półtora. Dlaczego o tym mówię? Pomidor rośnie nocą, pomidor dojrzewa nocą. Start kampanii pomidorowej w okolicach 20 sierpnia to jest bardzo późno i powoduje bardzo duże ryzyko tego, że któraś plantacja może nie zdążyć zostać zebrana.
Czy pomidory zostaną w polu?
– Arytmetyka jest nieubłagana – dodaje agromenadżer JAMARu. – Linia produkcyjna może chodzić na danej wydajności i nic więcej. Im później rozpoczniemy kampanię, tym później ją skończymy. Nie da się tego skrócić poprzez podniesienie wydajności linii, bo to jak każde urządzenie ma swoją maksymalną wydajność. Zanim powiemy, że pomidor jest opłacalną uprawą, trzeba podkreślić, że pomidor jest wymagającą uprawą. Na pomidora nie można patrzeć w excellowy sposób, to znaczy plon razy cena i tyle można zarobić. Proszę porozmawiać z producentami i spytać ile pomidor wymaga zaangażowania czasu, pracy, energii i stresu. I od tego trzeba zacząć, więc ja bym powiedział, że to jest coś za coś.
Roland Szulc, prezes RSP Gronowice:
– Przez to, że jest trochę nadprodukcja pomidora nie tylko w Polsce, ale i w Europie i na świecie, w tym roku firma JAMAR postanowiła posadzić mniej pomidorów. Jest to bezpieczne podejście do tematu, bo nas zabezpieczają jako planatorów, że to co posadzimy zostanie zebrane. No i nam się to będzie opłacało, a cena nie zostanie zdołowana przez to, że tego towaru na rynku będzie za dużo.
Pracownicy zakładu regularnie jeżdżą i doglądają plantacje przez całe tygodnie wegetacji. Oceniają zapotrzebowanie roślin na wodę, czy zagrożenia ze strony patogenów, tak żeby były prowadzone w sposób zrównoważony i żeby zachować docelowo najwyższą jakość, której oczekują w zakładzie.
dr Mariusz Drożdż












