Strona główna Blog Strona 67

Cykada trzcinowa staje się problemem w Europie. Jakie niesie zagrożenia?

0
Cykada trzcinowa

Jeszcze kilka lat temu niewielu rolników zwracało uwagę na cykadę trzcinową. Dziś ten niepozorny owad coraz częściej pojawia się w dyskusjach dotyczących ochrony roślin i bezpieczeństwa produkcji rolnej. Choć sama obecność cykady nie zawsze prowadzi do poważnych strat, jej znaczenie wynika przede wszystkim z roli, jaką może odgrywać w przenoszeniu groźnych patogenów.

Cykada trzcinowa, znana pod nazwą Pentastiridius leporinus, należy do grupy pluskwiaków równoskrzydłych. Dorosłe osobniki osiągają długość około 7 do 9 milimetrów i charakteryzują się jasnobrązowym lub szarobrązowym ubarwieniem. Ze względu na niewielkie rozmiary często pozostają niezauważone podczas lustracji pól.

Owady te występują w wielu krajach Europy, a w ostatnich latach coraz częściej obserwuje się ich obecność również na terenach intensywnie wykorzystywanych rolniczo.

Jak wygląda cykl życiowy cykady trzcinowej?

Zrozumienie biologii tego owada jest niezwykle ważne dla oceny zagrożenia, jakie może stwarzać dla upraw. Samice składają jaja w glebie, gdzie rozwijają się młode stadia larwalne.

Larwy przez długi czas żerują pod powierzchnią ziemi, odżywiając się sokami pobieranymi z korzeni różnych roślin. To właśnie ten etap życia może trwać najdłużej.

Dorosłe owady pojawiają się zwykle od późnej wiosny do końca lata. W tym okresie przemieszczają się pomiędzy roślinami, pobierając soki z części nadziemnych i poszukując miejsc do rozmnażania.

Duża mobilność sprawia, że cykady mogą stosunkowo szybko zasiedlać nowe obszary.

Dlaczego rolnicy zaczęli interesować się tym owadem?

Sama obecność cykady trzcinowej nie byłaby aż tak dużym problemem, gdyby nie jej zdolność do przenoszenia określonych mikroorganizmów chorobotwórczych.

W wielu krajach Europy owad ten został powiązany z rozprzestrzenianiem fitoplazm oraz bakterii powodujących poważne zaburzenia wzrostu roślin uprawnych. W praktyce oznacza to, że nawet niewielka liczba owadów może przyczyniać się do rozwoju chorób na dużych powierzchniach pól.

To właśnie rola wektora chorób sprawiła, że cykada trzcinowa znalazła się w centrum zainteresowania naukowców i producentów rolnych.

Jakie rośliny są najbardziej narażone?

Najwięcej uwagi poświęca się obecnie uprawom buraka cukrowego. W wielu regionach Europy odnotowano przypadki występowania chorób związanych z obecnością patogenów przenoszonych przez cykadę trzcinową.

Objawy mogą obejmować zahamowanie wzrostu, żółknięcie liści, deformacje oraz obniżenie jakości korzeni. W konsekwencji dochodzi do spadku plonów i pogorszenia parametrów technologicznych surowca.

Oprócz buraka cukrowego owad ten może być związany również z innymi gatunkami roślin uprawnych oraz chwastami, które stanowią dla niego źródło pokarmu i miejsce rozwoju.

To właśnie szerokie spektrum roślin żywicielskich utrudnia skuteczne ograniczanie populacji.

Jak rozpoznać obecność cykady trzcinowej?

Wykrycie owada nie zawsze jest łatwe. Dorosłe osobniki są niewielkie i bardzo ruchliwe. Po spłoszeniu szybko przeskakują lub odlatują na niewielką odległość.

Najczęściej wykorzystuje się specjalne pułapki entomologiczne oraz regularne lustracje plantacji. Dzięki nim można określić termin pojawienia się dorosłych osobników oraz ocenić skalę zagrożenia.

Rolnicy powinni zwracać uwagę również na nietypowe objawy chorobowe występujące na roślinach. W wielu przypadkach to właśnie pogarszający się stan plantacji jest pierwszym sygnałem wskazującym na obecność problemu.

W jaki sposób owad szkodzi roślinom?

Bezpośrednie uszkodzenia powodowane przez cykadę trzcinową zwykle nie należą do najgroźniejszych. Podczas żerowania owad pobiera soki roślinne, osłabiając nieco zaatakowane rośliny.

Znacznie większe znaczenie ma jednak możliwość przenoszenia patogenów. Gdy owad pobiera pokarm z chorej rośliny, może przejąć znajdujące się w niej mikroorganizmy. Następnie podczas żerowania na kolejnych roślinach dochodzi do ich rozprzestrzeniania.

W efekcie problem nie dotyczy wyłącznie pojedynczych owadów, lecz całego procesu rozwoju choroby na plantacji.

To właśnie dlatego monitoring populacji ma tak duże znaczenie.

Jakie objawy mogą pojawić się na plantacji?

Objawy zależą przede wszystkim od rodzaju patogenu obecnego w roślinie. W przypadku buraka cukrowego często obserwuje się zahamowanie wzrostu, zmniejszenie powierzchni liści oraz ich przebarwienia.

Rośliny mogą wyglądać na osłabione mimo odpowiedniego nawożenia i właściwych warunków uprawy. W niektórych przypadkach pojawiają się oznaki przypominające niedobory składników pokarmowych.

Właśnie dlatego prawidłowa diagnoza bywa trudna. Objawy mogą być mylone z działaniem innych czynników stresowych, takich jak susza czy niedobory mineralne.

Monitoring jako podstawa ochrony

Najważniejszym elementem ograniczania zagrożenia jest regularne monitorowanie plantacji. Pozwala ono szybko wykryć obecność owadów i ocenić ryzyko wystąpienia problemów zdrowotnych w uprawie.

Coraz częściej wykorzystuje się pułapki lepowe oraz systematyczne obserwacje pól. Dzięki temu możliwe jest określenie momentu największej aktywności cykad.

Wiedza na temat liczebności populacji pozwala podejmować bardziej świadome decyzje dotyczące ochrony roślin.

Znaczenie zmian klimatycznych

Wielu specjalistów zwraca uwagę, że zmieniające się warunki klimatyczne mogą sprzyjać rozwojowi populacji niektórych owadów. Łagodniejsze zimy i dłuższe okresy wysokich temperatur często zwiększają szanse przeżycia wielu gatunków.

Dotyczy to również cykady trzcinowej. Korzystniejsze warunki mogą sprzyjać jej rozprzestrzenianiu się na nowe obszary oraz zwiększać liczebność lokalnych populacji.

Z tego powodu temat ten coraz częściej pojawia się w analizach dotyczących przyszłości produkcji rolnej oraz zagrożeń dla upraw.

Dlaczego warto obserwować rozwój sytuacji?

Jeszcze niedawno cykada trzcinowa była traktowana jako owad o stosunkowo niewielkim znaczeniu gospodarczym. Obecnie sytuacja wygląda inaczej. Rosnąca liczba obserwacji oraz przypadków chorób powiązanych z jej aktywnością sprawia, że staje się jednym z ważniejszych tematów w ochronie roślin.

Dla rolników oznacza to konieczność dokładniejszego monitorowania plantacji, zwracania uwagi na nietypowe objawy oraz śledzenia aktualnych zaleceń dotyczących ochrony upraw. W miarę zdobywania kolejnych informacji o biologii owada i jego wpływie na rośliny znaczenie cykady trzcinowej w europejskim rolnictwie może okazać się znacznie większe, niż jeszcze kilka lat temu przypuszczano.

Legenda PRL-u w liczbach. Oto prawdziwa moc Ursusa C-4011

0
Ursus C-4011

Ursus C-4011 to jeden z najbardziej rozpoznawalnych ciągników w historii polskiego rolnictwa. Produkowany w latach 1965–1970 stał się fundamentem dla późniejszych konstrukcji z rodziny C-355 i C-360. Do dziś wiele egzemplarzy pozostaje w użytkowaniu, a rolnicy i kolekcjonerzy często poszukują informacji o jego rzeczywistych parametrach.

Moc silnika Ursusa C-4011

Fabrycznie Ursus C-4011 był wyposażony w czterocylindrowy silnik wysokoprężny S-4001 o pojemności 3120 cm³. Jednostka napędowa rozwijała 42 konie mechaniczne (KM) przy 2000 obr./min. Maksymalny moment obrotowy wynosił około 180 Nm.

Jak na drugą połowę lat 60. była to wartość pozwalająca na sprawną pracę z większością maszyn wykorzystywanych w średnich gospodarstwach. Ciągnik dobrze radził sobie z pługami, bronami czy przyczepami transportowymi, a jednocześnie pozostawał stosunkowo oszczędny i prosty w obsłudze.

Silnik S-4001 – serce kultowego ciągnika

Jednostka S-4001 była konstrukcją czterocylindrową chłodzoną cieczą. Charakteryzowała się nieskomplikowaną budową, dzięki czemu naprawy można było wykonywać nawet we własnym gospodarstwie. Pojemność skokowa wynosząca 3120 cm³ oraz moment obrotowy dostępny przy niskich obrotach sprawiały, że ciągnik dobrze radził sobie podczas cięższych prac polowych.

To właśnie trwałość tego silnika sprawiła, że wiele egzemplarzy Ursusa C-4011 pracuje do dziś, często po kilku remontach kapitalnych.

Czy Ursus C-4011 był słabszy od C-360?

Tak. Następca tego modelu, Ursus C-360, otrzymał zmodernizowany silnik S-4003 rozwijający 52 KM. Oznacza to różnicę około 10 KM na korzyść nowszej konstrukcji. Mimo to wielu użytkowników podkreśla, że C-4011 wyróżniał się spokojną charakterystyką pracy oraz wysoką trwałością podzespołów.

W praktyce 42 KM w zupełności wystarczały do realizacji większości prac wykonywanych w gospodarstwach tamtego okresu.

Pozostałe parametry techniczne Ursusa C-4011

Oprócz mocy silnika warto zwrócić uwagę na kilka innych danych technicznych tego modelu:

  • silnik S-4001 o pojemności 3120 cm³,
  • 4 cylindry,
  • 10 biegów do przodu i 2 biegi wsteczne,
  • maksymalna prędkość około 25 km/h,
  • udźwig tylnego podnośnika 1200 kg,
  • masa własna około 2190 kg.

Takie parametry sprawiały, że Ursus C-4011 był uniwersalnym ciągnikiem przeznaczonym zarówno do prac polowych, jak i transportowych.

Dlaczego Ursus C-4011 nadal cieszy się popularnością?

Choć od zakończenia produkcji minęło ponad pół wieku, model ten nadal można spotkać w gospodarstwach i na zlotach zabytkowych maszyn. Decydują o tym przede wszystkim prosta konstrukcja, łatwy dostęp do części zamiennych oraz legendarna trwałość. Dla wielu rolników Ursus C-4011 pozostaje symbolem mechanizacji polskiej wsi, a jego 42-konny silnik do dziś udowadnia, że niezawodność często bywa ważniejsza niż sama moc.

Masz pomidory w ogrodzie? Sprawdź, czy nie rosną na nich wilki

0
pomidory

Osoby uprawiające pomidory bardzo szybko spotykają się z określeniem wilki. Dla początkujących ogrodników nazwa może brzmieć tajemniczo, jednak doświadczeni działkowcy wiedzą, że mają one ogromny wpływ na rozwój roślin oraz wielkość plonów.

Wilkami nazywa się boczne pędy wyrastające w kątach pomiędzy główną łodygą a liściem. Początkowo wyglądają niepozornie, jednak rosną bardzo szybko i w krótkim czasie mogą zamienić się w kolejne silne odgałęzienia.

W naturalnych warunkach pomidor dąży do tworzenia licznych pędów i rozrastania się na boki. Dzięki temu może wytworzyć więcej liści, kwiatów oraz owoców. W uprawie ogrodowej nie zawsze jest to jednak korzystne. Nadmierna liczba pędów sprawia bowiem, że roślina zaczyna przeznaczać energię na wzrost zielonej masy zamiast na rozwój pomidorów.

Gdzie pojawiają się wilki?

Najłatwiej zauważyć je w miejscu połączenia liścia z głównym pędem. W kącie utworzonym przez łodygę i ogonek liściowy zaczyna wyrastać niewielki zielony pęd.

Na początku ma zaledwie kilka centymetrów długości i często bywa mylony z kolejnym liściem. Po kilku dniach można jednak zauważyć charakterystyczne cechy świadczące o tym, że nie jest to zwykły liść.

Wilk szybko tworzy własne liście i zaczyna przypominać młodą roślinę pomidora. Jeśli pozostanie na krzaku przez dłuższy czas, może osiągnąć długość kilkudziesięciu centymetrów.

Właśnie dlatego regularna obserwacja roślin jest tak ważna. Młode wilki są znacznie łatwiejsze do usunięcia niż silnie rozwinięte pędy.

Jak odróżnić wilka od grona kwiatowego?

To jedno z najczęściej zadawanych pytań przez osoby rozpoczynające uprawę pomidorów. Początkujący ogrodnicy często obawiają się, że przez pomyłkę usuną przyszłe owoce.

Różnica jest jednak dość wyraźna. Wilk przypomina małą łodygę z liśćmi. Wyrasta pod kątem pomiędzy głównym pędem a liściem i niemal od początku tworzy charakterystyczne listki.

Grono kwiatowe wygląda zupełnie inaczej. Jego końcówka jest bardziej rozgałęziona, a zamiast liści pojawiają się małe pąki kwiatowe. W kolejnych dniach rozwijają się z nich żółte kwiaty, które później przekształcają się w owoce.

Przed usunięciem jakiegokolwiek pędu warto dokładnie przyjrzeć się jego budowie. Po kilku tygodniach praktyki rozróżnianie wilków staje się bardzo łatwe.

Dlaczego usuwa się wilki?

Głównym celem usuwania wilków jest skierowanie energii rośliny na rozwój owoców. Każdy dodatkowy pęd wymaga bowiem dostarczania wody oraz składników pokarmowych.

Jeżeli pomidor tworzy zbyt wiele odgałęzień, zaczyna inwestować zasoby w produkcję nowych liści i łodyg. W efekcie owoce mogą być mniejsze, a dojrzewanie trwa dłużej.

Przerzedzenie pędów poprawia również dostęp światła do wnętrza rośliny. Dzięki temu owoce lepiej się wybarwiają, a cyrkulacja powietrza pomiędzy liśćmi staje się skuteczniejsza.

Dla wielu odmian uprawianych przy podporach jest to podstawowy zabieg pielęgnacyjny wykonywany przez cały sezon.

Które pomidory wymagają usuwania wilków?

Nie wszystkie pomidory traktuje się w ten sam sposób. Szczególnej uwagi wymagają odmiany wysokorosnące, określane często jako tyczne.

Takie rośliny mogą osiągać ponad dwa metry wysokości i przez cały sezon nieustannie wytwarzają nowe pędy. Pozostawienie wszystkich wilków prowadzi do nadmiernego zagęszczenia krzewu.

W przypadku odmian karłowych i samokończących sytuacja wygląda nieco inaczej. Rośliny te naturalnie tworzą bardziej rozłożysty pokrój i często nie wymagają regularnego usuwania wszystkich bocznych pędów.

Zbyt intensywne przycinanie takich odmian może nawet ograniczyć liczbę owoców.

Kiedy najlepiej usuwać wilki?

Najlepszym momentem jest faza, gdy pęd osiąga długość kilku centymetrów. Młode wilki można bardzo łatwo usunąć palcami bez powodowania większych uszkodzeń rośliny.

Warto wykonywać ten zabieg regularnie, najlepiej raz lub dwa razy w tygodniu. Dzięki temu nie dopuszcza się do nadmiernego rozrastania pędów.

Usuwanie dużych wilków jest mniej korzystne. Roślina musi wtedy zagoić większą ranę, co zwiększa ryzyko infekcji i powoduje niepotrzebny stres.

Najlepiej przeprowadzać zabieg w suchy i słoneczny dzień. Powstałe uszkodzenia szybciej wysychają, a ryzyko rozwoju chorób grzybowych jest mniejsze.

Jak prawidłowo usuwać wilki?

Najprostszą metodą jest wyłamywanie młodych pędów palcami. Wystarczy delikatnie chwycić wilka i odchylić go na bok.

Jeżeli pęd jest już większy, można użyć czystego sekatora lub nożyczek ogrodniczych. Narzędzia powinny być zdezynfekowane, aby ograniczyć możliwość przenoszenia chorób pomiędzy roślinami.

Podczas pracy należy uważać, aby nie uszkodzić głównej łodygi ani gron kwiatowych. Każde niepotrzebne zranienie osłabia roślinę i może stać się miejscem wnikania patogenów.

Co się stanie, jeśli nie usuniemy wilków?

Pozostawienie wszystkich pędów nie oznacza automatycznie braku plonów. Pomidor nadal będzie rósł i owocował. W wielu przypadkach może nawet wytworzyć większą liczbę owoców.

Problem polega jednak na tym, że będą one często mniejsze i później osiągną dojrzałość. Gęsty krzew utrudnia także przewiew powietrza, co zwiększa ryzyko występowania chorób grzybowych.

W wilgotne lato nadmierne zagęszczenie roślin może sprzyjać rozwojowi zarazy ziemniaczanej oraz innych infekcji, które szybko rozprzestrzeniają się pomiędzy liśćmi.

Dlatego wielu ogrodników decyduje się na regularne prowadzenie pomidorów na jeden lub dwa główne pędy.

Czy wilki można wykorzystać?

Mało kto wie, że usunięte wilki mogą posłużyć do rozmnażania pomidorów. Zdrowy pęd umieszczony w wodzie lub wilgotnym podłożu bardzo szybko wytwarza korzenie.

Po kilku dniach lub tygodniach można uzyskać nową sadzonkę gotową do posadzenia w gruncie lub szklarni. Jest to prosty sposób na zwiększenie liczby roślin bez konieczności wysiewania kolejnych nasion.

Najlepiej wybierać silne i zdrowe pędy pozbawione oznak chorób. Dzięki temu nowa roślina będzie rozwijała się prawidłowo i zachowa cechy odmiany, z której została pobrana.

Regularna obserwacja to podstawa

Wilki pojawiają się przez cały okres wzrostu pomidora. Nawet jeśli roślina została dokładnie oczyszczona tydzień wcześniej, podczas kolejnej kontroli można znaleźć nowe pędy wyrastające w kątach liści.

Systematyczna obserwacja pozwala szybko reagować i utrzymywać pożądany kształt krzewu. Dzięki temu pomidory mają lepszy dostęp do światła, skuteczniej wykorzystują składniki pokarmowe i mogą skoncentrować energię na tworzeniu dorodnych owoców, które dojrzewają równomiernie przez cały sezon.

Superkomórki burzowe przetaczają się przez Polskę. Uformował się niebezpieczny układ bow echo

0

Front silnych nawałnic uderzył w zachodnie regiony naszego kraju. Nad terytorium Polski wkroczyła wyjątkowo gwałtowna superkomórka burzowa, a towarzyszący jej liniowy układ mezoskalowy przybrał niebezpieczną strukturę bow echo. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) oraz Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB) wydały pilne ostrzeżenia najwyższego stopnia przed niszczycielskim żywiołem.

Gwałtowne superkomórki burzowe znad Niemiec – gdzie sytuacja jest najtrudniejsza?

Groźne formacje konwekcyjne wkroczyły na teren Polski bezpośrednio zza naszej zachodniej granicy. Jedna z niezwykle aktywnych struktur początkowo zmierzała bezpośrednio w stronę Szczecina. Ostatecznie ominęła ona stolicę województwa zachodniopomorskiego, jednak uderzyła ze zdwojoną siłą w okoliczne powiaty, kierując się na Gryfino oraz Pyrzyce.

Obecnie punkt ciężkości i największa aktywność burzowa występuje na Ziemi Lubuskiej. Synoptycy oraz detektory wyładowań wskazują, że w kolejnych godzinach bezpośrednie zagrożenie obejmie inne regiony w pasie zachodniej, a następnie centralnej Polski. Producenci rolni z tych rejonów powinni natychmiast podjąć działania prewencyjne – zabezpieczyć maszyny rolnicze, sprawdzić drożność przepustów oraz upewnić się, że inwentarz żywy znajduje się w bezpiecznym miejscu.

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wskazuje na występowanie w obrębie burz szeregu groźnych zjawisk — gradobić z ziarnami o dużej średnicy, ulew mogących powodować podtopienia oraz niszczycielskich wichur. O rosnącym ryzyku na bieżąco informuje także Rządowe Centrum Bezpieczeństwa za pomocą alertów SMS.

Gdzie jest burza teraz? RADAR POGODOWY NA ŻYWO

Trasę przemieszczania się burz i frontów opadowych można na bieżąco śledzić na poniższym radarze pogodowym:

Układ bow echo w Wielkopolsce: Wiatr do 100 km/h i ryzyko szkód w rolnictwie

Jak przekazuje w swoich komunikatach Sieć Obserwatorów Burz, dynamiczne układy frontowe utrzymają swoją niszczycielską aktywność nawet do godzin porannych. Ekstremalnie trudna sytuacja panuje obecnie m.in. w rejonie Międzychodu (województwo wielkopolskie). Znajduje się tam bardzo aktywna, odizolowana superkomórka burzowa zdolna generować sporych rozmiarów grad oraz bardzo silny, porywisty wiatr osiągający w porywach prędkość do 100 km/h.

Zjawisko bow echo (charakterystyczne wygięcie linii szkwału na obrazach radarowych w kształt łuku) to bezpośrednia zapowiedź wystąpienia silnych prądów zstępujących (tzw. downburst). Dla sektora agrarnego oznacza to ogromne niebezpieczeństwo. Wiatry o strukturze szkwałowej potrafią w kilka minut całkowicie położyć zaawansowane w rozwoju uprawy zbóż i kukurydzy, dokonać spustoszenia w sadach oraz pozrywać poszycia dachowe z budynków inwentarskich i magazynów.

[RAPORT] Hamuje wzrost cen codziennych zakupów. Szczególnie widać to po żywności

0
Foodex Express w Łodzi

W maju br. ceny 17 analizowanych kategorii produktów wzrosły w sklepach detalicznych średnio o 3,4% rdr. W kwietniu codzienne zakupy zdrożały rdr. o 3,7%, a w marcu – o 3,8%. Ceny samej żywności ostatnio poszły w górę o 2,4% rdr. Skoki w całym tym segmencie we wcześniejszych miesiącach roku były bardziej odczuwalne. Po danych widać też, że konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie nie przyczynił się do wzrostu cen w takim stopniu, jak spodziewali się eksperci rynkowi.

Wyniki wskazują na wyraźny trend dezinflacyjny

Z najnowszego raportu pt. „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych” (autorstwa UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito) wynika, że maju br. ceny żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej i artykułów dla dzieci, wzrosły średnio o 3,4% rdr. Wzrost cen we wcześniejszych miesiącach tego roku był wyższy. W kwietniu wyniósł rdr. 3,7%, a w marcu i lutym – po 3,8%. Jak ocenia dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, wyniki wskazują na wyraźny trend dezinflacyjny.

– To trwałe, stopniowe hamowanie, a nie jednorazowe odchylenie. Co ważne, inflacja CPI – według GUS – wyniosła w maju 3,1% rdr. To było wynikiem wyraźnie niższym od konsensusu rynkowego na poziomie 3,7%. Dane detaliczne UCE Research są z nią spójne. Wzrost cen w sklepach wciąż jest faktem, ale jego impet wyraźnie słabnie – zwraca uwagę dr Arak.

Obecnie żywność drożeje wolniej niż reszta koszyka detalicznego

Spadek dynamiki wzrostu cen w maju zaskoczył Marcina Luzińskiego, ekonomisty z Erste Banku. Ekspert spodziewał się raczej tendencji rosnącej. Tymczasem ceny żywności zanotowały większy spadek rocznej miary podwyżek cen, niż zakładał. Według ww. raportu, w maju br. żywność zdrożała średnio o 2,4% rdr. Nieco większe podwyżki rdr. zanotowano również we wcześniejszych miesiącach tego roku – w kwietniu o 3,3%, w marcu – o 3,2%, a w lutym – o 3,4%. Dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito jest zdania, że wynik samej żywności jest jeszcze bardziej wymowny niż ogólny odczyt. Do tego ekspert dodaje, że kategoria, która przez lata napędzała wzrosty, stała się teraz czynnikiem stabilizującym.

– Składa się na to kilka czynników działających jednocześnie. Po pierwsze, to jest normalizacja cen na rynkach rolnych. Po drugie, występuje intensywna konkurencja między dyskontami w zakresie produktów podstawowych, czyli tych, które konsument najłatwiej porównuje między sieciami. Po trzecie, mamy efekt bazy statystycznej. Maj 2024 roku był okresem relatywnie wyższych cen żywności – tłumaczy dr Orpych.

Do tego dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu DSW Ideis podkreśla, że szczególnie istotny jest fakt, iż obserwowane wyhamowanie nie wynika wyłącznie z efektów statystycznych czy wysokiej bazy odniesienia. Ekspertka przypomina, że – według GUS – ceny żywności i napojów bezalkoholowych spadły w maju o około 1,0% względem kwietnia, co było jedną z największych niespodzianek w najnowszym odczycie inflacji. W ujęciu rocznym były one wyższe tylko o 0,5%. 

– Pokazuje to, że mamy do czynienia nie tylko ze spowolnieniem wzrostu cen, ale wręcz z okresową korektą cenową w części kategorii żywnościowych. Na taki obraz rynku mogło wpłynąć jednoczesne oddziaływanie kilku czynników. Utrzymuje się silna konkurencja pomiędzy sieciami handlowymi, które w warunkach wysokiej wrażliwości cenowej konsumentów mają ograniczone możliwości podnoszenia cen. Poprawiła się także sytuacja podażowa w części kategorii żywnościowych, zwłaszcza produktów sezonowych. Co więcej, relatywnie stabilne pozostają koszty importu, wspierane przez stosunkowo mocnego złotego – wylicza dr inż. Motylska-Kuźma.

Patrząc na wszystkie analizowane kategorie, widać spadek wzrostu cen mdm. Natomiast wynik samej żywności jest nawet poniżej ogólnej wartości inflacji podawanej przez GUS. Dr Robert Orpych podkreśla, że obecnie żywność drożeje wolniej niż reszta koszyka detalicznego. Wynika to z tego, że jest szczególnie wrażliwa na konkurencję cenową. Sklepy wiedzą o tym, że to właśnie ceny chleba, mleka czy mięsa konsument sprawdza najuważniej i to właśnie tu rywalizacja między sieciami jest najbardziej odczuwalna. 

– Powyższy wynik żywności, będący poniżej CPI, to z kolei efekt tego, że koszyk GUS obejmuje szerszy zakres dóbr i usług, w tym te, które w ostatnim czasie drożały szybciej. Natomiast sam rynek żywnościowy w sklepach, w obliczu dużej podaży i walki dyskontów o klienta, wyhamował. To dobra informacja szczególnie dla gospodarstw domowych o niższych dochodach, gdzie żywność stanowi znaczącą część ich wydatków – uważa ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Wojna na Bliskim Wschodzie dotychczas nie znalazła istotnego odzwierciedlenia w cenach żywności

Z kolei dr Mariusz Dziwulski, analityk PKO BP, zauważa, że wojna na Bliskim Wschodzie dotychczas nie znalazła istotnego odzwierciedlenia w cenach żywności, choć podwyżki widać na rynku olejów roślinnych. Ekspert wskazuje, że rynki rolne w drugim kwartale br. wciąż znajdowały się pod wpływem wysokiej globalnie podaży, która jest konsekwencją dość solidnych wzrostów produkcji w sezonie 2025/26. 

– Obawialiśmy się, że napięcia na Bliskim Wschodzie wyraźnie przyspieszą inflację przez kanał paliwowy i energetyczny. Tymczasem program CPN, który obniżył ceny paliw o ok. 1-1,2 zł za litr, przytłumił oczekiwania inflacyjne. Dodatkowo ceny paliw obniżyły się w maju o 0,1% mdm. Do tego efekty drugiej rundy inflacyjnej, tj. przenoszenia wyższych kosztów energii na inne towary, nie zmaterializowały się w zauważalnym stopniu. Oczywiście presja nie zniknęła – podsumowuje dr Arak.


źródło: MondayNews Polska

Młodzi hodowcy stawiają na rozwój. III Ogólnopolska Szkoła Młodych Hodowców w Szepietowie

0

Szepietowo ponownie stało się stolicą młodych pasjonatów hodowli bydła. W ramach VII Krajowych Dni Pola 2026 rozpoczęła się III Ogólnopolska Szkoła Młodych Hodowców, która przyciągnęła uczestników z całej Polski. Młodzież przyjechała tu nie tylko po wiedzę, ale również po praktyczne umiejętności, nowe znajomości i inspirację do dalszego rozwoju w branży hodowlanej.

Przez trzy dni uczestnicy w wieku od 14 do 24 lat zdobywali wiedzę z zakresu przygotowania zwierząt do wystaw, pielęgnacji, żywienia oraz prezentacji bydła na ringu. Zajęcia prowadzone były przez doświadczonych instruktorów i praktyków, a duży nacisk położono na naukę poprzez działanie.

Chciałem czegoś więcej się nauczyć, zdobyć większe doświadczenie i coraz bardziej udoskonalać swoje umiejętności. Interesuje mnie szczególnie przygotowanie jałówek do wystaw. To bardzo dobra specjalizacja i przyszłościowy kierunek – mówi Oliwier.

Dla wielu uczestników udział w “szkole” jest naturalnym rozwinięciem rodzinnych tradycji związanych z rolnictwem i hodowlą.

Od dziecka jestem związana z gospodarstwem. To moje hobby, zainteresowanie i pasja. Po ukończeniu szkoły podstawowej wybieram szkołę weterynaryjną, dlatego takie wydarzenia są dla mnie szczególnie wartościowe – podkreśla Katarzyna.

Nie brakowało również osób, które wracają do Szepietowa po raz kolejny. Tak jest w przypadku Remigiusza, który uczestniczył już w jednej z poprzednich edycji.

Byłem tutaj dwa lata temu i bardzo mi się spodobało. Człowiek wraca bogatszy o doświadczenia. W teorii wszystko wygląda łatwiej, ale dopiero praktyka pokazuje, jak naprawdę wygląda przygotowanie zwierząt. Można poznać wiele ciekawych rozwiązań i wykorzystać je później we własnym gospodarstwie – opowiada.

Praktyczny charakter zajęć podkreślają również inni uczestnicy. Wiktoria, która swoją przyszłość wiąże z prowadzeniem gospodarstwa, zwraca uwagę na wartość zdobywanej wiedzy.

Bardzo lubię pracować ze zwierzętami i chciałabym z tym związać swoją przyszłość. To, czego nauczymy się tutaj, zostanie z nami na długi czas. Dużo uczymy się w praktyce, ale teoria również jest bardzo ważna – zaznacza.

Dla Julii udział w szkole to przede wszystkim możliwość lepszego przygotowania zwierząt do wystaw.

Chciałam zdobyć nową wiedzę i później wykorzystać ją w swoim gospodarstwie. Uczymy się, jak przygotować zwierzę do wystawy, jak odpowiednio ustawić top line i zaprezentować jałówkę na ringu. Jestem tutaj już drugi raz i naprawdę bardzo mi się to podoba – przekonuje.

Młodzi hodowcy zgodnie podkreślają, że współczesna hodowla wymaga znacznie większej wiedzy niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. O tym przekonał się Szymon, który przyjechał do Szepietowa aż z Podkarpacia.

Rodzinny interes i chęć rozwoju przywiodły mnie tutaj. Dowiadujemy się, jak prawidłowo przygotować zwierzę do wystawy. Wcześniej nie wiedziałem nawet, jak wygląda podstawowe “ABC” mycia krowy. Dzisiaj to cały proces pielęgnacji. Oprócz wiedzy poznajemy też ludzi z różnych regionów Polski i wymieniamy doświadczenia – tłumaczył.

Dla Kamila inspiracją do udziału w szkole była starsza siostra, która od lat zajmuje się przygotowaniem jałówek do wystaw.

Dzięki niej złapałem pasję do tej pracy. Chciałem zobaczyć, jak to wygląda od środka i czego mogę się nauczyć. Wystawy są coraz popularniejsze, a zdobyte tutaj umiejętności można później wykorzystać zawodowo, nawet zakładając własną firmę zajmującą się przygotowaniem zwierząt do pokazów – mówi.

Ogromne zainteresowanie tegoroczną edycją potwierdza również Paweł Wierzbicki, doradca ds. Hodowli.

Zainteresowanie jest ogromne, a młodzież przyjechała do nas z całej Polski. Cieszy nas, że część uczestników wraca po raz kolejny, by rozwijać swoje umiejętności. Co ważne, podczas przygotowań do tegorocznej wystawy ogólnopolskiej spotykamy wielu absolwentów wcześniejszych edycji. To dowód, że ta nauka nie poszła w las. Mamy nadzieję, że ci młodzi ludzie będą w przyszłości świetnymi hodowcami i przyczynią się do dalszego rozwoju polskiej hodowli bydła – podsumowuje.

III Ogólnopolska Szkoła Młodych Hodowców po raz kolejny pokazuje, że młode pokolenie nie tylko chce pozostać na wsi, ale również aktywnie rozwijać nowoczesną hodowlę. Pasja, zaangażowanie i chęć zdobywania wiedzy, które można dostrzec wśród uczestników, są najlepszym dowodem na to, że przyszłość polskiej hodowli znajduje się w dobrych rękach.

Zadbać o prawidłowy start rzepaku ozimego. Dlaczego zaprawa nasienna ma kluczowe znaczenie?

0
W okresie jesiennym szczególnie ważne jest, aby rośliny rozwinęły prawidłowy system korzeniowy. Fot. M. Piśny
W okresie jesiennym szczególnie ważne jest, aby rośliny rozwinęły prawidłowy system korzeniowy. Fot. M. Piśny

W trwającej kilkanaście miesięcy walce o plon i jakość rzepaku ozimego nie ma miejsca na drobne błędy czy pozorne oszczędności. Kompleksowa stymulacja i ochrona młodych siewek przed czyhającymi zagrożeniami to pierwszy krok w kompleksowej strategii.

Zaprawa nasienna rzepaku – fundament udanej plantacji

Rzepak to gatunek niezwykle wymagający spośród upraw rolniczych. Rośliny w okresie wschodów i początkowych fazach rozwojowych są wyjątkowo wrażliwe na niekorzystne czynniki abiotyczne i biotyczne. A należy pamiętać, że siewka osłabiona już na starcie nigdy nie nadrobi w pełni strat – nawet przy najlepszym nawożeniu i intensywnej ochronie w późniejszych fazach.

Wielu rolników bagatelizuje to, szukając już na starcie oszczędności. I właśnie dobór skutecznej, ale często i kosztownej zaprawy nasiennej staje się wtedy dla wielu zbędnym wydatkiem. W praktyce jest to jeden z najważniejszych elementów w całej technologii uprawy rzepaku ozimego. Już na etapie siewu i wschodów rozpoczyna się walka – i to nierówna – ze szkodnikami oraz patogenami.

Największe zagrożenia dla młodych siewek rzepaku to:

  • zgorzel siewek wywoływana przez grzyby z rodzaju Pythium, Fusarium i Rhizoctonia,
  • pchełki ziemne i pchełki rzepakowe uszkadzające liścienie,
  • śmietka kapuściana drążąca korzeń główny i szyjkę korzeniową,
  • gnatarz rzepakowiec powodujący gołożery,
  • stres wywołany suszą, nadmiarem wilgoci i wahaniami temperatur.
zaprawa nasienna
Młode siewki rzepaku są „łakomym kąskiem” dla wielu szkodników, takich jak pchełki czy śmietka kapuściana. Fot. B. Ryńska

Najgroźniejsze choroby i szkodniki młodego rzepaku

Zgorzel siewek rzepaku – pierwsze zagrożenie po siewie

Wschodzącym siewkom rzepaku ozimego zagraża przede wszystkim kompleks grzybów wywołujących zgorzel siewek. Grzyby z rodzaju Pythium, Fusarium czy Rhizoctonia są początkowo niewidoczne dla oka i aktywują się „po cichu”. Silne porażenie może przyczynić się do przerzedzonych wschodów, a w skrajnych przypadkach plantacja będzie wymagać nawet całkowitego przesiania.

Następnie, gdy tylko nad powierzchnią gleby pojawią się młode siewki, rzepak staje się celem silnego ataku szkodników.

Pchełki i śmietka kapuściana zagrażają młodym siewkom

Pchełki ziemne i rzepakowe potrafią w ciągu kilku słonecznych dni zamienić liścienie w „sito”, hamując efektywną fotosyntezę. Równolegle w glebie zaczyna żerować śmietka kapuściana, której larwy drążą kanały w korzeniu głównym i szyjce korzeniowej. Uszkodzenia te stają się otwartą „bramą” dla chorób grzybowych.

Gnatarz rzepakowiec może szybko zniszczyć plantację

Nie możemy też zapominać o gnatarzu rzepakowcu. Żarłoczne gąsienice w momentach masowego pojawu potrafią doprowadzić do gołożerów w zaledwie kilka dni.

W warunkach ciepłej jesieni presja szkodników, ale i chorób bywa ogromna. Bez skutecznej ochrony nie zagwarantujemy roślinom prawidłowego rozwoju. Plantatorzy w przypadku zmasowanej presji działają często nerwowo i nieprofesjonalnie, wykonując zabiegi, które nie zawsze są skuteczne, a generują dodatkowe koszty. Odpowiednia zaprawa fungicydowa i insektycydowa dają coś bezcennego – spokój na starcie i czas, którego w rolnictwie często najbardziej brakuje.

Biologiczne zaprawy nasienne – wsparcie dla młodego rzepaku

Zmieniające się regulacje prawne oraz rosnąca presja, by ograniczać chemizację rolnictwa, sprawiają, że coraz większe zainteresowanie budzą innowacyjne rozwiązania – między innymi biologiczne zaprawy nasienne oparte na mikroorganizmach lub naturalnych substancjach aktywnych.

Wpisują się one w koncepcję zrównoważonej produkcji rolniczej. Ich działanie nie polega na bezpośrednim zwalczaniu patogenów w klasycznym rozumieniu, lecz na tworzeniu korzystnego środowiska dla rozwoju rośliny. Mikroorganizmy kolonizujące strefę korzeniową konkurują z patogenami, a jednocześnie stymulują rozwój systemu korzeniowego i poprawiają dostępność składników pokarmowych.

Choć efekty ich stosowania są bardziej subtelne i zależne od warunków środowiskowych, to w dłuższej perspektywie mogą stanowić istotny element strategii produkcji, szczególnie w gospodarstwach korzystających z ekoschematów.

zaprawa nasienna
Od nasion wszystko się zaczyna – wysokiej jakości materiał siewny stanowi podstawę dobrego startu i prawidłowego wzrostu roślin. Fot. M. Piśny

Nawozy donasienne – jak wspierają rozwój siewek rzepaku?

Uzupełnieniem działania zapraw są nawozy donasienne, które odpowiadają na potrzeby młodej rośliny w najbardziej wymagającym momencie jej rozwoju.

W początkowej fazie wzrostu system korzeniowy rzepaku jest jeszcze słabo rozwinięty, a dostęp do składników pokarmowych ograniczony. Aplikacja niewielkich ilości łatwo przyswajalnych mikro- i makroelementów bezpośrednio na nasiona umożliwia szybkie uruchomienie procesów metabolicznych i dynamiczny rozwój siewek. Szczególne znaczenie mają tu fosfor oraz mikroelementy, takie jak cynk czy mangan, które uczestniczą w procesach energetycznych i budowie tkanek.

Korzyści wynikające ze stosowania nawozów donasiennych

  • szybsze i bardziej wyrównane wschody,
  • lepszy rozwój systemu korzeniowego,
  • łatwiejszy dostęp do fosforu i mikroelementów,
  • większa odporność młodych roślin na stresy środowiskowe,
  • lepsze przygotowanie plantacji do zimowania.

Efektem zastosowania nawozów donasiennych jest nie tylko przyspieszenie wschodów, lecz także poprawa ich wyrównania oraz zwiększenie odporności roślin na stresy środowiskowe. Ich działanie jest szczególnie widoczne w warunkach niedoboru wilgoci, ponieważ składniki pokarmowe są dostępne dokładnie tam, gdzie rozwija się młody korzeń. W konsekwencji rośliny szybciej budują silny system podziemny, co przekłada się na lepsze przygotowanie do zimy i większą zdolność regeneracji wiosną.

Termin siewu rzepaku a skuteczność zapraw nasiennych

W przypadku wczesnych siewów – często kuszących ze względu na możliwość lepszego rozwoju roślin jesienią – pojawia się jedno z największych wyzwań: wysoka presja szkodników.

Ogrzana gleba i długie, łagodne jesienie sprzyjają intensywnemu żerowaniu pchełek ziemnych i nalotom mszyc, które są wektorami wirusów. W takich warunkach zaprawa insektycydowa przestaje być tylko dodatkiem – staje się kluczowym elementem strategii. To właśnie ona chroni liścienie i pierwsze liście w momencie, gdy roślina jest najbardziej bezbronna. Bez tej ochrony nawet dobrze zapowiadająca się plantacja może zostać poważnie uszkodzona w ciągu kilku dni.

Z drugiej strony, opóźniony siew niesie zupełnie inne ryzyka. Chłodniejsza gleba i większa wilgotność to idealne warunki dla rozwoju chorób odglebowych. Wschody są wolniejsze, a roślina dłużej pozostaje w fazie największej wrażliwości. W takich warunkach rola zaprawy fungicydowej znacząco rośnie. Chroni ona nie tylko samo nasiono, ale również młody system korzeniowy, który w trudnych warunkach rozwija się wolniej i jest bardziej podatny na infekcje.

Jak pogoda wpływa na ochronę rzepaku po siewie?

Pogoda dodatkowo komplikuje cały obraz. W latach suchych problemem staje się niedobór wilgoci w glebie – nasiona kiełkują nierównomiernie, a zaprawa nasienna działa w ograniczonym stopniu, jeśli roślina długo „czeka” na wschody.

Z kolei w sezonach wilgotnych presja chorób gwałtownie rośnie, a bez odpowiedniej ochrony straty mogą być trudne do odrobienia. Do tego dochodzą nagłe zmiany temperatur, które stresują młode rośliny i spowalniają ich rozwój.

Wczesny siew i ciepła jesień oznaczają większe zagrożenie ze strony owadów. Późny siew i wilgotna gleba zwiększają presję chorób. Odpowiednio dobrana zaprawa pozwala zabezpieczyć roślinę w obu tych sytuacjach. Co ważne, daje też większą elastyczność w podejmowaniu decyzji. Rolnik, który stosuje zaprawę, nie musi reagować nerwowo na każdy nalot szkodników czy pierwsze objawy chorób. Ma bufor bezpieczeństwa – czas na obserwację plantacji i wykonanie zabiegów w optymalnym momencie, a nie pod presją.

Materiał siewny i zaprawa – od czego zależy dobry start rzepaku?

Dobrej jakości nasiona to przede wszystkim wysoka zdolność kiełkowania i energia wschodów. W praktyce oznacza to, że rośliny pojawiają się szybko i równomiernie. To ogromna przewaga już na starcie, bo wyrównany łan jest łatwiejszy w prowadzeniu, lepiej wykorzystuje światło, wodę i składniki pokarmowe. Jeśli jednak materiał siewny jest słabszy – część nasion nie kiełkuje, a część robi to z opóźnieniem – plantacja od początku traci swój potencjał.

Jaką rolę spełnia zaprawa nasienna? Na wysokiej jakości nasionach działa ona najefektywniej, bo chroni roślinę, która ma siłę się rozwijać. Silna siewka, zabezpieczona przed chorobami i szkodnikami, szybko buduje system korzeniowy i „ucieka” od zagrożeń. Natomiast w przypadku słabego materiału siewnego zaprawa często działa bardziej jak „ratunek” niż wsparcie – a to zupełnie inna sytuacja. Roślina, która od początku jest osłabiona, nawet chroniona, rozwija się wolniej i gorzej reaguje na stres.

Dlaczego zaprawianie nasion rzepaku jest tak ważne?

Z punktu widzenia zarządzania ryzykiem kluczowe jest to, że zaprawa nasienna działa prewencyjnie, a nie interwencyjnie. Nie reaguje na problem – ona ma nie dopuścić do jego powstania. To zasadnicza różnica. W ochronie nalistnej zawsze „gonimy” sytuację: pojawia się zagrożenie, identyfikujemy je i dopiero wtedy podejmujemy działania. Zaprawa odwraca ten schemat – zabezpiecza roślinę, zanim zagrożenie się pojawi lub zdąży wyrządzić szkody.

W praktyce oznacza to większą stabilność plantacji. Nawet jeśli warunki okażą się trudne, dobrze zaprawione nasiona zwiększają szansę na utrzymanie odpowiedniej obsady roślin. A obsada to fundament plonu – jej odbudowanie w trakcie sezonu jest praktycznie niemożliwe. Właśnie dlatego straty na etapie wschodów są tak kosztowne: nie tylko obniżają plon, ale też zaburzają równomierność łanu i utrudniają dalsze prowadzenie plantacji.

Zaprawy fungicydowe, insektycydowe i biologiczne stosowane w rzepaku ozimym

Substancja czynna / komponent biologiczny Spektrum zwalczanych patogenów lub szkodników Szczegóły
ZAPRAWY FUNGICYDOWE
Fludioksonil + fluoksastrobina Zgorzel siewek, sucha zgnilizna kapustnych, czerń krzyżowych, mączniak rzekomy krzyżowych Działanie kontaktowe i wgłębne; hamuje transport glukozy, co prowadzi do szybkiego obumarcia grzybni. Dzięki połączeniu dwóch różnych substancji czynnych preparat chroni roślinę od momentu siewu, zabezpieczając zarówno wnętrze nasiona, jak i rozwijającą się siewkę.
ZAPRAWY INSEKTYCYDOWE
Cyjanotraniliprol Śmietka kapuściana, pchełka rzepakowa, pchełki ziemne, gnatarz rzepakowiec Działanie systemiczne; paraliżuje mięśnie szkodnika poprzez oddziaływanie na receptor ryanodynowy. Najskuteczniejszy przeciw śmietce kapuścianej.
Flupyradifuron Pchełka rzepakowa, pchełki ziemne, śmietka kapuściana (ograniczenie) Nowoczesna substancja działająca na układ nerwowy owadów. Wysoka skuteczność przy dużym nasileniu pchełek w fazie liścieni.
ZAPRAWY BIOLOGICZNE
Bacillus amyloliquefaciens Sucha zgnilizna kapustnych, pchełka rzepakowa, pchełka ziemna Bakterie szybko kolonizują ryzosferę (strefę korzeniową), odbierając patogenom przestrzeń do życia i dostęp do składników odżywczych.

Produkują metabolity oraz enzymy lityczne, które fizycznie niszczą błony komórkowe i ściany grzybów patogenicznych, takich jak sprawcy suchej zgnilizny kapustnych.

Aktywują indukowaną odporność systemiczną (ISR), dzięki czemu rzepak staje się mniej atrakcyjny dla szkodników, np. pchełek, mimo że preparat nie jest klasycznym insektycydem.

Wydzielają prekursory auksyn (np. tryptaminę), które stymulują rozwój silniejszego i głębszego systemu korzeniowego.

Ułatwiają pobieranie zablokowanego w glebie fosforu, żelaza oraz azotu.

Zaprawianie nasion rzepaku to inwestycja w wysoki plon

Zaprawianie nasion rzepaku to strategiczny element uprawy. W połączeniu z odpowiednim terminem siewu, warunkami pogodowymi i wysoką jakością materiału siewnego stanowi skuteczne narzędzie ograniczania ryzyka.

O czym warto pamiętać przed siewem rzepaku?

  • wybieraj kwalifikowany materiał siewny,
  • stosuj odpowiednio dobrane zaprawy nasienne,
  • dopasuj termin siewu do warunków pogodowych,
  • wspieraj rozwój siewek nawozami donasiennymi,
  • regularnie monitoruj plantację po wschodach,
  • nie oszczędzaj na ochronie w pierwszych tygodniach wegetacji.

Powódź błyskawiczna, grad i burze oraz upał- pogoda 20 czerwca

0
Pogoda 20 czerwca
Pogoda 20 czerwca

Niespokojne burze w połowie naszego kraju

Przed nami ciepła i bardzo ciepła noc. Na wybrzeżu, Górnym Śląsku i w Opolskiem temperatura nie spadnie poniżej 19,5-20,5 stopnia Celsjusza. Tropikalna noc z temperaturą rzędu 22-24 stopni czeka mieszkańców niektórych wsi na Przedgórzu Sudeckim- np. okolic Lubania, Strzegomia. Na zachodzie, południu, Kaszubach i w centrum około 17-19 stopni na plusie. Najchłodniej na Warmii, Mazurach, Podlasiu i Kurpiach- tu od 12 do 14 stopni.

Burze w nocy występować mają punktowo od okolic Katowic, Opola po Wieluń, Brzeg, Bierutów, Ostrzeszów, Kalisz, Sieradz. Burze będą już spokojne, bez wichur i gradu z silniejszym deszczem do 10-20 mm.

Dzień z upałem i burzami

Sobota do końca dnia słoneczna i sucha będzie z całą pewnością na wschodzie kraju. W pasie od Warmii po wschodnie Kujawy, Łódzkie, Małopolskę nie ma jeszcze pewności- jeden wariant zakłada słoneczny dzień zaś inny, że wieczorem burze mogą dotrzeć także tutaj.

Wiadomo, że na pewno burze powstaną na zachodzie i południowym zachodzie kraju. Prawdopodobnie burza ominie północny zachód Zachodniopomorskiego i tam o ile koło południa będzie jeszcze 30 stopni to zaraz po nim zacznie wiać od Bałtyku i temperatura spadnie do 20-24 stopni.

Podczas burz zagrożeniem będzie grad do 7 cm grubości; deszcz- lokalnie do 50-70 mm a kto wie czy punktowo jeszcze nie więcej tworząc powodzie błyskawiczne. Burze lokalnie przyniosą także huraganowe porywy wiatru powyżej 100 km/h.

Na termometrach od 28 stopni w Suwałkach do 35 stopni na sporym obszarze środkowo zachodniej Polski ale po burzach spadek temperatury do 22-24 stopni a po gradobiciu do 18-20 stopni Celsjusza.

Pogoda 20 czerwca

Radar opadów- https://radar-opadow.pl/?radartype=cappi

Konkurs-Konkurs z okazji Jubileuszu 10–lecia Agro Profil

III Młodzieżowy Czempionat Koni w Jonkowie. Najlepsi powalczą o sukces w Kętrzynie. 

0

7 czerwca 2026 roku w Jonkowie w województwie warmińsko-mazurskim odbył się III Młodzieżowy Czempionat Koni Rasy Polski Koń Zimnokrwisty i Arden Polski . Wydarzenie zgromadziło hodowców oraz miłośników koni zimnokrwistych z całego regionu i nie tylko. Dla uczestników była to nie tylko okazja do prezentacji efektów wieloletniej pracy hodowlanej, ale również pierwszy krok w drodze do Ogólnopolskiego Czempionatu Koni Zimnokrwistych w Kętrzynie.

 Jak podkreślali uczestnicy, stawka była wyjątkowo liczna i wyrównana, co tylko potwierdza wysoki poziom hodowli koni zimnokrwistych na Warmii i Mazurach.

– Dla nas to bardzo ważne wydarzenie, ponieważ jest to prezentacja koni i reklama dla hodowców. Możemy porównać nasze konie z rówieśnikami. W domu każdy hodowca uważa, że jego koń jest najpiękniejszy, a tutaj można to sprawdzić. W każdej kategorii było bardzo dużo koni, chyba najwięcej spośród wszystkich trzech dotychczasowych czempionatów – zauważyła pani Joanna Iwańska. 

Wieloletnia pasja przekazywana z pokolenia na pokolenie

Rozmowy z uczestnikami pokazały, że hodowla koni pozostaje silnie zakorzeniona w rodzinnych tradycjach. Wielu hodowców swoją przygodę z końmi rozpoczęło dzięki rodzicom i dziadkom, którzy wykorzystywali konie jeszcze w czasach, gdy były one podstawową siłą pociągową w gospodarstwach.

– Przede wszystkim trzeba od czegoś zacząć, najlepiej od dobrego materiału hodowlanego. Tata miał konie, w naszym gospodarstwie rodzinnym zawsze były konie. Później przez kilka lat ich nie było, ale hobby wróciło do domu – opowiadał Dariusz Krysik.

Podobne doświadczenia ma Marcin Spicha.

– To chyba gdzieś jest w genach. Dziadkowie i rodzice hodowali konie, bo kiedyś były one w każdym gospodarstwie. Gdy pojawiły się ciągniki, nastąpiła przerwa. Ja wróciłem do hodowli prawie 20 lat temu i do dziś ta pasja mnie trzyma. Takie wydarzenia są potrzebne, bo to przegląd kwalifikujący konie do krajowego czempionatu i wybierane są te najlepsze – podkreślał hodowca.

Wśród uczestników nie zabrakło również młodego pokolenia. Gracjan Żądło, który od dziecka uczestniczy w wydarzeniach hodowlanych, przyznaje, że trudno wyobrazić sobie życie bez koni.

– Wydaje mi się, że nie mam wyboru. Tata zaszczepił mi tę pasję. Na ogólnopolskie wystawy jeżdżę od 2012 roku, więc większość życia spędziłem wśród tych ludzi. W Jonkowie jestem pierwszy raz i bardzo mi się podoba. Są znajome twarze, piękne konie i świetna atmosfera – mówił.

Droga do ogólnopolskiego finału

Młodzieżowy Czempionat w Jonowie miał szczególne znaczenie hodowlane. Był bowiem jednym z etapów kwalifikacji do Ogólnopolskiego Czempionatu Koni Zimnokrwistych, który odbędzie się w Kętrzynie.

– To bardzo ważna impreza dla nas jako hodowców i całej społeczności. Spotykamy się tutaj z najlepszymi końmi i spośród nich musimy wybrać te najlepsze. Konie wyłonione podczas czempionatu będą reprezentowały województwo warmińsko-mazurskie w stawce ogólnopolskiej w Kętrzynie – wyjaśniała Karina Cieszewska, lekarz weterynarii i hodowca.

Co decydowało o ocenie?

Praca komisji sędziowskiej wymagała dużej dokładności, ponieważ poziom prezentowanych koni był bardzo wyrównany. Sędziowie podkreślali, że Warmia i Mazury od lat należą do najważniejszych regionów hodowli koni zimnokrwistych w Polsce.

– To teren hodowli konia zimnokrwistego od zawsze. Uważam, że mamy jedno z najlepszych pogłowi w kraju – zaznaczyła Agnieszka Zielińska.

Hodowla w trudnych czasach

Choć pasji hodowcom nie brakuje, wielu z nich zwraca uwagę na trudną sytuację ekonomiczną branży.

– Zainteresowanie wystawców jest coraz większe, a poziom hodowlany bardzo wysoki. Konie są niezwykle wyrównane. Warto przyjechać i zobaczyć kierunek, w jakim rozwija się hodowla. Niestety dziś nie ma dobrej koniunktury – ceny mięsa końskiego spadły, a zainteresowanie rynkowe jest słabsze. Mimo to hodowla nadal się rozwija i takie wydarzenia mają ogromne znaczenie promocyjne – mówił Jarosław Wolak, prezes Terenowego Koła Hodowców Koni w Olsztynie i członek zarządu Warmińsko-Mazurskiego Związku Hodowców Koni.

Podobne zdanie mają sami hodowcy.

– Ci, którzy hodują od lat, prawdopodobnie będą robić to dalej, ale ogólna tendencja jest raczej spadkowa – zauważył Michał Rosa.

Mimo przeciwności uczestnicy zgodnie podkreślali, że tego typu wydarzenia są niezbędne dla przyszłości branży.

– To dobrze przygotowana impreza w świetnym miejscu. Można spotkać się z hodowcami z całego województwa, wymienić doświadczeniami i pokazać efekty swojej pracy. Czasy są trudne, ale takie wydarzenia promują konie i pomagają nam przetrwać. Każdy czuje się doceniony, gdy może zaprezentować swoje konie, a kwalifikacja do krajowego czempionatu jest ogromnym wyróżnieniem – podsumowała Joanna Iwańska.

III Młodzieżowy Czempionat Koni w Jonkowie po raz kolejny udowodnił, że mimo wyzwań ekonomicznych hodowla koni zimnokrwistych na Warmii i Mazurach pozostaje żywa i rozwija się dzięki zaangażowaniu kolejnych pokoleń pasjonatów. Wysoka frekwencja, wyrównany poziom prezentowanych koni oraz duże zainteresowanie młodych hodowców pokazują, że tradycja ma solidne fundamenty i nadal patrzy w przyszłość.

Ceny paliw w dół! Oficjalne limity z dzisiaj i prognoza na weekend [ANALIZA]

0
Ceny paliw

Rządowa tarcza „Ceny Paliwa Niżej” oraz wygaszenie ulgi akcyzowej budziły obawy o skokowy wzrost kosztów na stacjach. Rzeczywistość okazała się jednak łagodniejsza dzięki zwrotowi akcji na rynkach światowych. Wstępne porozumienie z Iranem zepchnęło ceny ropy Brent poniżej 80 USD, co ostatecznie przełożyło się na piątkowe obniżki w krajowych cennikach. Jak wyglądają dzisiejsze stawki maksymalne i czego możemy spodziewać się w najbliższych dniach?

Przeczytaj najnowszą analizę

Oficjalne limity na dzisiaj (19 czerwca)

Zgodnie z obwieszczeniem Ministra Energii, od piątku 19 czerwca obowiązują nowe, niższe limity maksymalnych cen paliw ciekłych na stacjach. Zestawienie prezentuje się następująco:

  • Benzyna Pb95: 6,00 zł/l
  • Benzyna Pb98: 6,66 zł/l
  • Olej Napędowy (ON): 6,20 zł/l

W porównaniu do czwartku, 18 czerwca, odnotowaliśmy spadek o 6 groszy dla benzyn oraz aż 16 groszy dla oleju napędowego.

Rynek hurtowy i prognoza weekendowa

Piątkowe cenniki PKN Orlen, opublikowane po nocnym zamknięciu rynków, przyniosły dalszą korektę cen hurtowych. Wykorzystując oficjalną formułę: (cena hurtowa netto + 0,30 zł marży) × 1,08 (8% VAT), prognozujemy, że w kolejnym obwieszczeniu na weekend ceny maksymalne spadną jeszcze bardziej:

  • Benzyna Pb95: prognozowana cena max to 5,94 zł/l.
  • Olej Napędowy (ON): prognozowana cena max to 6,12 zł/l.

Dzięki tym zmianom, wielu kierowców w weekend po raz pierwszy od dłuższego czasu zobaczy „piątkę” na początku ceny benzyny.

Weekendowy paradoks marżowy

Obecna sytuacja tworzy czasowy „paradoks marżowy”. Dzisiejsze limity urzędowe (6,00 zł dla Pb95 i 6,20 zł dla ON) zostały ustalone przed piątkową obniżką hurtową. Stacje, zaopatrując się w tańszy towar z piątkowego hurtu, realizują obecnie wyższą niż standardową marżę. Ta finansowa poduszka ustabilizuje rynek w weekend, gdy giełdy w USA pozostaną zamknięte z powodu święta Juneteenth, co wyklucza gwałtowne ruchy cen surowców.

Perspektywa lipca: Widmo 23% VAT

Kluczowym wyzwaniem pozostaje 1 lipca 2026 roku, czyli zapowiadany powrót do pełnej, 23-procentowej stawki VAT. Zmiana ta uderzy szczególnie w rolników ryczałtowych, którzy nie mają możliwości odliczenia podatku. Utrzymanie obecnych cen brutto po zmianie stawki VAT wymagałoby od Orlenu dalszej redukcji cen hurtowych o około 62 grosze na litrze netto.

Prognoza: Mimo że rynki światowe bronią jeszcze „wojennej premii”, stopniowe wygaszanie konfliktów na Bliskim Wschodzie daje przestrzeń do dalszych spadków cen surowców. Jeśli trend ten się utrzyma, Orlen będzie miał narzędzia, aby zamortyzować negatywne skutki wzrostu VAT-u na początku żniw.

Źródło cen: PKN Orlen, Monitor Polski, Giełdy Towarowe

Rynek drobiu: Prognozy Credit Agricole wskazują na spadki cen i wyzwania dla branży

0
rynek drobiu 2026

Rynek drobiu w Polsce wchodzi w fazę wyraźnego dostosowania cenowego, co potwierdzają najnowsze analizy przygotowane przez ekspertów Credit Agricole (CA). Obserwowana kontynuacja trendu spadkowego w cenach skupu jest wynikiem poprawiającej się sytuacji podażowej na rynku unijnym oraz wysokiej, historycznej opłacalności produkcji, która zachęcała producentów do zwiększania skali działalności w ostatnich kwartałach.

Rynek drobiu: Presja podażowa

Zgodnie z analizą Credit Agricole, poprawa podaży na unijnym rynku drobiu bezpośrednio przekłada się na narastającą presję cenową. Choć polski eksport w pierwszym kwartale 2026 r. wykazał wzrost wartości o 9,2% r/r, to dynamika ta znacząco wyhamowała względem ubiegłego roku. Eksperci Credit Agricole wskazują, że spadek cen pasz nie zrównoważył w pełni presji cenowej w skupie, co w połączeniu z relacją cen żywiec/pasza sugeruje pogorszenie opłacalności w ujęciu rocznym.

Jak obrazują wykresy zawarte w analizie, prognozy Credit Agricole zakładają, że cena skupu drobiu będzie kontynuować zniżkę, osiągając poziom ok. 5,30 zł/kg pod koniec 2026 roku oraz 5,00 zł/kg na koniec 2027 roku.

Rynek jaj: Prognozowana odbudowa podaży

W sektorze jaj Credit Agricole wskazuje, że głównym czynnikiem wpływającym na ceny jest sytuacja podażowa, determinowana częściowo przez procesy transformacji systemów chowu na bezklatkowe. Mimo ograniczeń związanych z chorobami zwierząt, analitycy oczekują, że w kolejnych miesiącach nastąpi stopniowa odbudowa podaży na unijnym rynku, co wpłynie na dalszą presję spadkową na ceny jaj.

Zgodnie z szacunkami Credit Agricole, dla jaj klasy M przewiduje się spadek cen do ok. 62 zł/100 sztuk na koniec 2026 roku oraz 58 zł/100 sztuk na koniec 2027 roku.

Czynniki ryzyka: Geopolityka i epizootyka

Należy podkreślić, że prognozy obarczone są istotnymi ryzykami, które wykraczają poza czystą podaż i popyt wewnątrz unijnego rynku:

  1. Sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie: Trwająca wojna z Iranem stanowi kluczowy czynnik niepewności (jesteśmy po podpisaniu wstępnego porozumienia). Konflikt ten wpływał bezpośrednio na ceny ropy naftowej oraz kurs dolara, co według Credit Agricole determinuje koszty importu surowców energetycznych i paszowych.
  2. Sytuacja epizootyczna: Ryzyko związane z ptasią grypą pozostaje realnym zagrożeniem. Ewentualne ograniczenia w eksporcie z powodu ognisk chorób mogłyby drastycznie zmienić obraz podażowy na rynku krajowym.
  3. Makroekonomia: Silne powiązania cen energii i surowców z sytuacją międzynarodową sprawiają, że przewidywanie precyzyjnych ścieżek cenowych wymaga ciągłego monitorowania wskaźników paliwowych i kursowych.

Podsumowując, rynek drobiu w Polsce musi przygotować się – zgodnie z opiniami analityków Credit Agricole – na okres niższych cen skupu, przy jednoczesnym zarządzaniu ryzykami zewnętrznymi, które mogą silnie determinować koszty prowadzenia produkcji w najbliższych kwartałach.

Opracowanie oparte o prognozy CA

Ceny zbóż i rzepaku na giełdach: Rzepak nadal tracił w czwartek pod wpływem ropy ale unijne zboża wspiera pogoda

0
Cena pszenicy

Ceny zbóż i rzepaku na giełdach: Ostateczne zamknięcie czwartkowej sesji przyniosło wyraźne rozbieżności pomiędzy rynkiem zbóż a sektorem roślin oleistych. Podczas gdy unijna kukurydza i pszenica zyskiwały na wartości lub utrzymywały stabilne poziomy pod wpływem niepokojących prognoz pogodowych dla Europy Zachodniej, rzepak na giełdzie Euronext (MATIF) odnotował głęboką przecenę. Spadki w kompleksie oleistym to bezpośrednia reakcja na tąpnięcie cen ropy naftowej po doniesieniach o porozumieniu politycznym na Bliskim Wschodzie oraz silną wyprzedaż olejów roślinnych w Chicago.

Ekstremalna fala upałów we Francji wspiera unijne zboża

Głównym czynnikiem wspierającym notowania zbóż w Europie stały się najnowsze prognozy meteorologiczne dla Europy Zachodniej. Synoptycy zapowiadają na początek przyszłego tygodnia nadejście fali upałów, z temperaturami przekraczającymi 40°C w dużej części Francji. Ekstremalne temperatury, nakładające się na istniejący już deficyt wilgoci w glebie, stanowią realne zagrożenie dla potencjału plonowania zbóż ozimych oraz upraw jarych.

Dodatkowo rynek kukurydzy reaguje na oficjalny raport francuskiego Ministerstwa Rolnictwa. Szacunki powierzchni kukurydzy na ziarno w tym kraju zostały obniżone aż o -18,8% w stosunku do ubiegłego roku, do poziomu 1,31 mln hektarów.

W efekcie na ostatecznym zamknięciu giełdy MATIF:

  • Kukurydza (kontrakt XBX26): wzrosła o +2,00 EUR/t (+0,95%) do poziomu 212,00 EUR/t.
  • Pszenica (kontrakt MLU26): wykazała się dużą odpornością na przecenę za oceanem, odnotowując symboliczną korektę o zaledwie -0,25 EUR/t (-0,12%) do poziomu 203,25 EUR/t. Zboże w Paryżu wspierał także spadający kurs EUR/USD (-0,42% do poziomu 1,14536), który podniósł konkurencyjność unijnego eksportu.

Rzepak pod presją taniejącej ropy i wyprzedaży w Chicago

Zupełnie inne nastroje panowały w sektorze roślin oleistych, gdzie unijny rzepak (kontrakt XRQ26) stracił na ostatecznym zamknięciu aż -7,75 EUR/t (-1,52%), osuwając się do poziomu 502,00 EUR/t, przy czym dzienne minimum wyniosło przejściowo 499,50 EUR/t.

Główną przyczyną słabości rzepaku były doniesienia geopolityczne. Podpisanie porozumienia pokojowego między Teheranem a Waszyngtonem oraz deklaracja Iranu o przywróceniu swobodnej żeglugi przez strategiczną Cieśninę Ormuz zredukowały premię za ryzyko na rynku paliw. Ceny ropy naftowej odnotowały spadki, zamykając się na poziomach: 76,60 USD/b (-0,25%) dla ropy WTI oraz 79,51 USD/b (-0,05%) dla ropy Brent.

Dodatkowy cios dla oleistych nadszedł z giełdy w Chicago, gdzie olej sojowy runął w dół o -2,59% do poziomu 69,69 ct/bu. Na niekorzyść cen rzepaku na MATIF działały również dane o krajowym areał we Francji, gdzie powierzchnia zasiewów tej oleistej wzrosła o +12% r/r, przekraczając poziom 1,4 mln ha.

Amerykański rynek zdominowany przez podaż przed długim weekendem

Za oceanem czwartek był ostatnim dniem handlu z racji piątkowego święta Juneteenth (giełdy i urzędy w USA pozostają zamknięte). Masowe zamykanie pozycji przed długim weekendem, połączone z silniejszym dolarem i korzystnymi prognozami opadów deszczu (NOAA) dla Pasa Kukurydzy, sprowadziło wyceny na giełdzie w Chicago mocno pod kreskę:

  • Pszenica w Chicago (ZWN26): spadła o -7,0 centów (-1,14%) do poziomu 605-6 ct/bu.
  • Kukurydza w Chicago (ZCN26): odnotowała spadek o -3,4 centa (-0,83%) do poziomu 417-4 ct/bu pod wpływem silnej konkurencji ze strony eksportu z Ameryki Południowej.
  • Soja (ZSN26): potaniała o -0,82% do poziomu 1122-6 ct/bu (indeks cen gotówkowych Cash Bean wyniósł 10,70 $/bu), w pełni ignorując dobre dane o tygodniowej sprzedaży eksportowej oraz kolejne zakupy ze strony Chin.

Mocny dolar doprowadził również do gwałtownych spadków na rynku metali – złoto (GCN26) straciło -3,62%, a srebro (SIN26) spadło o -7,48%.

Dla polskiego rynku kluczowe jest osłabienie krajowej waluty będące pochodną globalnego umocnienia dolara. Kurs USD/PLN wzrósł o +0,76% do poziomu 3,7201 zł, natomiast EUR/PLN zyskał +0,34%, osiągając poziom 4,2609 zł. Wyższe wyceny walut obcych stanowią w tym momencie istotną poduszkę bezpieczeństwa, ograniczającą bezpośrednie przełożenie amerykańskich spadków na krajowe cenniki skupu.

Źródło cen: Euronext-Paryż, CBoT