„Nie zejdziemy z drogi, dopóki nie zostaną spełnione nasze postulaty” – to jasny komunikat, jaki płynie z węzła Gryfino na drodze ekspresowej S3. Producenci rolni z województwa zachodniopomorskiego rozpoczęli całodobowy protest, całkowicie paraliżując ruch na tej kluczowej arterii. Drastyczny spadek opłacalności produkcji rolniczej, niskie ceny skupu zbóż oraz wysokie koszty nawożenia i paliwa doprowadziły branżę na skraj wytrzymałości. Rolnicy żądają natychmiastowych rozmów z premierem Donaldem Tuskiem.
Protest rolników na S3. Co się dzieje?
Od wczesnych godzin porannych w rejonie hal magazynowych przy węźle Gryfino gromadziły się ciągniki rolnicze oraz traktory z naczepami. Zgodnie z planem, o godzinie 11:00 protestujący mieli oficjalnie wyjechać na drogę ekspresową S3, aby zablokować ruch w kierunku Szczecina i Gorzowa.
Organizatorzy zapowiedzieli, że blokada ma charakter ciągły – będzie trwała 24 godziny na dobę do odwołania. Pierwsze utrudnienia dotknęły kierowców na trasie Szczecin–Pyrzyce, dla których policja wyznaczyła objazd drogą wojewódzką nr 119 (DW119).
Akcja wyjazdu na trasę zaliczyła kilkudziesięciominutowe opóźnienie. W tym czasie Komenda Powiatowa Policji w Gryfinie opublikowała na swoim profilu w mediach społecznościowych oficjalne wytyczne dotyczące sugerowanych dróg alternatywnych i organizacji ruchu w regionie.
Po uzyskaniu zielonego światła od służb zabezpieczających zgromadzenie, ponad 10 ciężkich zestawów ciągników wyjechało bezpośrednio na pasy ruchu drogi S3. Policja całkowicie zamknęła trasę w obu kierunkach. Kierowcy podróżujący na odcinku Szczecin–Pyrzyce zostali skierowani na drogi wojewódzkie DW119 oraz DW122. Rolnicy podkreślili, że protest nie zakończy się, dopóki szef rządu nie podejmie z nimi bezpośredniego dialogu.
Środek drogi ekspresowej S3 zamienił się w wielki parking dla maszyn rolniczych. Na zablokowanych pasach ruchu zapanowała rzadko spotykana tu cisza. Przewodniczący protestu, Adam Walterowicz, w mocnych słowach opisał dramatyczną sytuację ekonomiczną gospodarstw, wskazując na drastyczne dysproporcje między cenami płodów rolnych a kosztami środków do produkcji:
– Rolnicy cały czas ponoszą potężne straty przez niskie ceny w skupach i wysoki koszt upraw. Saletra potrafi kosztować około 2000 zł za tonę, nawozy wieloskładnikowe (trójskładniki) to grubo powyżej 2000 złotych. Do tego paliwo jest przecież niezwykle drogie. Drożeją też chemiczne środki ochrony roślin, które – choć staramy się stosować w ograniczonym stopniu – są niezbędne do prowadzenia profesjonalnej technologii uprawy.
Popołudnie przyniosło eskalację utrudnień komunikacyjnych. Zablokowany odcinek S3 od węzła Klucz do Pyrzyc wygenerował potężny zator na autostradzie A6 – korek ciągnął się od węzła Podjuchy aż do Radziszewa w stronę granicy z Niemcami.
Mimo uciążliwych objazdów (kierowcy wysyłani byli m.in. na DW119 w kierunku Myśliborza), wielu zmotoryzowanych wykazywało pełne zrozumienie dla postulatów wsi.
Ceny zbóż jak 20 lat temu. Dlaczego rolnicy wyszli na ulice?
Głównym powodem desperackiego kroku plantatorów z Pomorza Zachodniego jest całkowite załamanie rynkowe i brak rentowności produkcji. Koszty zakupu kwalifikowanego materiału siewnego, nowoczesnej techniki rolniczej czy wspomnianego nawożenia pszenicy i rzepaku rosną w tempie geometrycznym, podczas gdy stawki oferowane przez podmioty skupowe drastycznie spadają.
Polska staje w obliczu pogodowego ekstremum. Najnowsze prognozy IMGW ostrzegają przed afrykańską falą gorąca, która pod koniec tygodnia może przynieść temperaturę lokalnie dochodzącą do 40°C. Taki morderczy upał sparaliżuje kraj i pobije rekordy nienotowane od stulecia.
Prognozy IMGW: Afrykański upał i ryzyko historycznego rekordu
Po chwilowym, wtorkowo-środowym oddechu (z temperaturami rzędu 27–28°C), od czwartku czeka nas gwałtowny napływ mas stabilnego, zwrotnikowego powietrza. Mieszkańcy Europy Zachodniej – m.in. Hiszpanii i Francji – już teraz zmagają się z temperaturami przekraczającymi 40 stopni Celsjusza. Ten sam potężny układ wyżowy dotrze do Polski, przynosząc bezchmurne niebo, silną operację słoneczną i całkowity brak opadów.
W piątek na południowym zachodzie termometry wskażą już 32°C, a w sobotę i niedzielę na Ziemi Lubuskiej oraz Dolnym Śląsku prognozowane jest od 35°C do nawet 40°C. Warto przypomnieć, że oficjalny rekord Polski to 40,2°C z lipca 1921 roku. Stoimy więc u progu historycznych maksimów. Taki stan utrzyma się prawdopodobnie również w poniedziałek, a lokalne, gwałtowne burze (prognozowane w pasie od Warmii po Opolszczyznę) przyniosą jedynie chwilową ulgę, niosąc ze sobą ryzyko destrukcyjnych gradobić.
Prognozy średnioterminowe powyżej 7 dni zawsze niosą margines błędu, jednak dynamika układów wyżowych jednoznacznie wskazuje, że przed weekendem musimy wdrożyć procedury kryzysowe w gospodarstwach rolniczych.
Kiedy pogoda odpuści? Zmiana aury na horyzoncie
Jak długo jeszcze ten morderczy upał będzie nas nękał? Synoptycy wskazują, że wysokie temperatury potrwają przez kolejne dni, choć z czasem zaczną powoli słabnąć. Od przyszłego wtorku afrykański upał ograniczy swój zasięg do południowo-wschodnich rejonów kraju, gdzie wciąż może być od 32 do 35°C.
Na północy i zachodzie Polski w połowie przyszłego tygodnia uciążliwy upał powinien już całkowicie ustąpić, a termometry wskażą znacznie bardziej znośne 23–25 stopni Celsjusza. Trzeba jednak pamiętać, że to wciąż odległy termin, a prognozy długoterminowe mogą ulec zmianie.
Prognozy pogody na najbliższe dni stawiają przed nami ogromne wyzwanie. Wygląda na to, że zbliżający się weekend przetestuje granice naszej wytrzymałości.
Bilans handlowy za pierwsze miesiące bieżącego roku potwierdza, że żywność z Ukrainy systematycznie umacnia swoją pozycję na rynku europejskim. Z oficjalnych danych za okres od stycznia do maja 2026 roku wynika, że tamtejszy sektor drobiarski wyeksportował 64,2 tys. ton jaj, co stanowi wzrost o 23,2% w relacji rocznej. Towarzyszył temu skokowy wzrost przychodów walutowych – o 66,9% do poziomu 116,3 mln dolarów – wywołany wyższymi średnimi cenami transakcyjnymi na rynku międzynarodowym.
Główne rynki zbytu: Dokąd trafia żywność z Ukrainy?
Unia Europejska oraz Wielka Brytania pozostają kluczowymi partnerami handlowymi dla Kijowa, a w samym kwietniu udział państw UE w strukturze eksportu tego towaru sięgnął 74%. Największym importerem ukraińskich jaj w okresie od stycznia do maja 2026 roku była Hiszpania, skupiając 30,3% całkowitego wolumenu wysyłek. Na kolejnych miejscach uplasowały się Wielka Brytania (14,8%) oraz Polska (10,4%). Tak wysokie tempo dostaw w skali pierwszego pięciomiesięcza odzwierciedla dużą konkurencyjność handlową ukraińskich podmiotów na rynku wspólnotowym.
Wpływ ograniczeń handlowych na polskim rynku rolnym
Wzrost znaczenia, jaki w strukturze europejskiego handlu zyskuje żywność z Ukrainy, następuje w warunkach utrzymujących się restrykcji na rynku polskim. Warszawa nadal utrzymuje jednostronne embargo na import ukraińskich zbóż (w tym pszenicy, kukurydzy i rzepaku), wprowadzone w celu ochrony krajowego rynku przed nadmierną podażą surowców masowych. W rezultacie dynamicznie rozwijający się handel produktami drobiarskimi, takimi jak jaja konsumpcyjne, stanowi obecnie jeden z głównych obszarów bezpośredniej konkurencji rynkowej między dostawcami z Ukrainy a polskimi producentami rolnymi, omijając ograniczenia nałożone na sektor roślinny.
Minister Stefan Krajewski i unijny komisarz ds. rolnictwa Christophe Hansen na Krajowych Dniach Pola. Fot. MRiRW / gov.pl (Licencja CC BY-NC-ND 4.0)
Krajowe Dni Pola w Szepietowie stały się areną kluczowych rozmów o przyszłości unijnego rolnictwa. Podlasie odwiedził komisarz UE ds. rolnictwa, Christophe Hansen. W towarzystwie kierownictwa resortu rolnictwa – Stefana Krajewskiego i Adama Nowaka – unijny urzędnik rozmawiał z producentami mleka, młodymi rolnikami oraz sektorem żywności wysokiej jakości. Padły ważne deklaracje dotyczące unijnego budżetu.
1. Młodzi rolnicy na start: Wyższe premie na hodowlę
Pierwszy dzień VII Krajowych Dni Pola upłynął pod znakiem Dnia Młodego Rolnika. Oprócz debat i mistrzostw szkół rolniczych, głównym tematem były realne mechanizmy wsparcia dla młodego pokolenia przejmującego gospodarstwa.
Przypomnijmy, że od 1 czerwca trwa nabór wniosków o premie dla młodych rolników, który w tym roku mocno faworyzuje produkcję zwierzęcą.
Aktualne stawki wsparcia dla młodych rolników:
300 000 zł – dla gospodarstw prowadzących lub planujących produkcję zwierzęcą (wzrost z inicjatywy MRiRW).
200 000 zł – dla gospodarstw o profilu roślinnym lub mieszanym.
2. Przyszłość WPR po 2027 roku i silne mleczarstwo
Podlasie to absolutne serce polskiego mleczarstwa. Komisarz Hansen odwiedził Branżowe Centrum Umiejętności w Wysokiem Mazowieckiem, gdzie spotkał się z przedstawicielami największych krajowych spółdzielni. Rozmowy dotyczyły kluczowych kwestii: bezpieczeństwa żywnościowego, umów handlowych oraz kształtu Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) po 2027 roku.
Hansen wysłał do sektora jasny i uspokajający sygnał:
Utrzymanie dopłat: W kolejnym budżecie UE wsparcie dochodów rolniczych zostanie bezwzględnie utrzymane.
Docenienie regionów przygranicznych: Komisja dostrzega, że rolnictwo na Podlasiu buduje odporność strategicznych regionów Unii.
„Silne rolnictwo europejskie potrzebuje silnego polskiego rolnictwa” – zadeklarował komisarz.
3. Nowy plan dla oznaczeń geograficznych: Polska zgłasza kolejne produkty
Ważnym punktem agendy było budowanie przewagi rynkowej poprzez unijny system oznaczeń geograficznych. Komisja Europejska przygotowuje specjalny plan działań, który ma zwiększyć świadomość konsumentów i widoczność certyfikowanych produktów w handlu.
Polska od 2024 roku mocno przyspieszyła w tym obszarze. Do Brukseli trafiło już 7 wniosków o rejestrację, a kolejne 3 przechodzą procedurę krajową.
Wśród najnowszych polskich hitów eksportowych czekających na unijny certyfikat znajdują się:
Polska gęś owsiana
Jabłka krajeńskie
Kiełbasa pradziada z Dukli
Minister Stefan Krajewski podkreślił, że system certyfikacji to nie tylko prestiż, ale realne narzędzie ekonomiczne, które podnosi dochody na wsi, hamuje wyludnianie regionów i chroni dziedzictwo kulinarne. Resort zapowiedział też walkę o mocniejsze wsparcie dla trzeciego unijnego systemu – Gwarantowanych Tradycyjnych Specjalności (GTS).
Artykuł powstał na podstawie oficjalnego komunikatu z wizyty komisarza Christophe’a Hansena na Podlasiu (19.06.2026).
Ceny paliw w kraju:Poniedziałek, 22 czerwca, to ostatni dzień obowiązywania weekendowychstawek na stacjach paliw, które zostały wprowadzone piątkowym obwieszczeniem Ministra Energii z 19 czerwca. Kto chce zatankować taniej benzynę, ma na to ostatnie godziny. Od wtorku (23 czerwca) wchodzą w życie nowe limity urzędowe, wyliczone bezpośrednio z sobotnich cenników hurtowych PKN Orlen.
Zgodnie z oficjalnym obwieszczeniem z minionego piątku, dziś na stacjach paliw wciąż obowiązują rygorystyczne, weekendowe limity cen maksymalnych:
Benzyna Pb95: 5,94 zł/l
Benzyna Pb98: 6,61 zł/l
Olej Napędowy (ON): 6,12 zł/l
Sytuacja w hurcie po sobotniej aktualizacji uległa jednak zmianie, co wymusza automatyczną korektę stawek detalicznych od wtorkowego poranka. Przypomnijmy, że urzędowa cena maksymalna na stacjach obliczana jest według sztywnego wzoru: (Hurt netto za litr + 30 groszy marży maksymalnej stacji) + 8% VAT.
USA świętuje, ARA odpoczywa – spokój w Orlenie
Niewielka skala sobotnich zmian w cennikach PKN Orlen to bezpośrednia zasługa sytuacji na rynkach globalnych pod koniec ubiegłego tygodnia. W piątek giełdy w USA były nieczynne, a europejskie rynki ropy oraz gotowych produktów (w tym diesla na giełdzie ARA) stabilizowały się po wcześniejszej serii dużych przecen.
Brak wyraźnego impulsu zza oceanu sprawił, że sobotnie korekty w hurcie Orlenu były minimalne. Z kolei w poniedziałki PKN Orlen tradycyjnie nie zmienia swojego cennika, czekając na otwarcie rynków i rozwój sytuacji w trakcie poniedziałkowego handlu. Stąd też wtorkowe limity będą bazować wyłącznie na skromnych, weekendowych przesunięciach.
Diesel: Miesięczny zjazd i stabilizacja
Jak wynika z oficjalnych danych PKN Orlen, cena hurtowa oleju napędowego Ekodiesel na dzień 20.06.2026 r. została ustalona na poziomie 5 356 zł/m³. Analiza historyczna cennika na przestrzeni ostatniego miesiąca pokazuje, jak głęboki jest to spadek – jeszcze 21 maja hurtowa cena diesla wynosiła aż 6 106 zł/m³.
W praktyce oznacza to, że po przeliczeniu na litr, cena netto w hurcie wynosi obecnie 5,356 zł. Podstawiając to do wzoru, nowy urzędowy limit dla oleju napędowego od wtorku wyniesie 6,11 zł/l. Dla kierowców to symboliczna obniżka o 1 grosz w stosunku do weekendu.
Benzyna: Sobotnie odbicie po głębokich spadkach
Rzut oka na cennik Eurosuper 95 pozwala zweryfikować powód wtorkowej korekty cen na stacjach. Sobotni wzrost ceny hurtowej o 42 zł/m³ (z poziomu 5 196 zł/m³ do 5 238 zł/m³) to jedynie chwilowe odbicie.
Perspektywa miesięczna pokazuje, że benzyna – podobnie jak diesel – znajduje się w silnym trendzie spadkowym. Jeszcze 22 maja płocka rafineria wyceniała metr sześcienny Pb95 na 5 683 zł. Choć w skali miesiąca paliwo to wyraźnie staniało, to weekendowe odbicie hurtowe przełoży się od wtorku na kilkogroszowe podwyżki na pylonach stacji realizujących maksymalne marże:
Nowy limit Pb95:5,98 zł/l (wzrost z 5,94 zł/l o 4 grosze na litrze)
Nowy limit Pb98:6,69 zł/l (wzrost z 6,61 zł/l o 8 groszy na litrze)
Podsumowanie zmian od 23 czerwca 2026 r.
Rodzaj paliwa
Cena maksymalna (poniedziałek – 22.06)
NOWA cena maksymalna (wtorek – 23.06)
Prognozowana zmiana na litrze
Benzyna Pb95
5,94 zł/l
5,98 zł/l
+0,04 zł
Olej Napędowy (ON)
6,12 zł/l
6,11 zł/l
-0,01 zł
Czy rynek ropy i diesla ARA spadnie do końca miesiąca na tyle, by zamortyzować powrót pełnej stawki VAT od 1 lipca?
To najważniejsze pytanie, jakie zadają sobie dziś zarówno właściciele stacji, jak i kierowcy. Przypomnijmy: 1 lipca kończy się okres obowiązywania obniżonej, 8-procentowej stawki VAT na paliwa, a rynek wraca do standardowych 23%. Taka zmiana oznacza czysto matematyczną presję na wzrost cen detalicznych o około 80–90 groszy na litrze.
Czy globalne przeceny na giełdach są w stanie udźwignąć i całkowicie zniwelować tak gigantyczny skok podatkowy w zaledwie osiem dni? Krótka odpowiedź brzmi: nie, ale mogą go zauważalnie złagodzić.
Dlaczego? Chłodna kalkulacja pokazuje, jak głębokiego tąpnięcia byśmy potrzebowali:
Potrzebujemy giełdowego krachu, a nie korekty: Aby wzrost podatku VAT został w pełni pochłonięty przez rynek hurtowy, ceny ropy naftowej na świecie musiałyby w niewiele ponad tydzień runąć o kolejne ok. 10 USD na baryłce, co oznacza spadek o kilkanaście procent od obecnych poziomów. Co więcej, na europejskim rynku gotowych produktów potrzebowalibyśmy aż 20-procentowej przeceny diesla na giełdzie ARA.
W Płocku musiałby spaść historyczny rekord: Przekładając to na krajowe podwórko, ceny hurtowe netto w PKN Orlen musiałyby spaść do końca czerwca o kolejne ok. 700–800 zł/m³. Wspomniany wcześniej spadek diesla o 750 zł/m³ zajął rynkowi cały miesiąc skrajnie niedźwiedzich nastrojów. Powtórzenie tego wyniku w 8 dni graniczy z cudem.
Bliski Wschód trzyma dno: Choć nad rynkiem krąży widmo globalnej nadpodaży ropy naftowej, to ryzyka geopolityczne (ciągle napięte relacje z Iranem) działają jak twardy hamulec dla dalszych, gwałtownych przecen surowca. Giełdy w Londynie i Nowym Jorku reagują nerwowo, a piątkowa stabilizacja pokazuje, że kapitał szuka twardego dna.
Sezonowy popyt na benzyny (efekt wakacji): Przełom czerwca i lipca to moment, w którym popyt na benzyny (Eurosuper 95) tradycyjnie rośnie z racji wyjazdów urlopowych. Nawet jeśli ropa jako surowiec bazowy tanieje, wysokie marże rafineryjne na gotową benzynę utrudnią głębokie spadki cen hurtowych w końcówce miesiąca.
Dwa światy na wsi: Rolnicy VAT-owcy kontra ryczałtowcy i kierowcy
Dyskusja o powrocie do pełnej stawki podatku VAT od 1 lipca rozpala emocje, jednak warto przypomnieć o istotnym podziale na rynku. Rolnicy rozliczający się na zasadach ogólnych (VAT-owcy) de facto już dawno zostali pozbawieni osłony tzw. tarczy CPN.
Dla tej grupy producentów rolnych wysokość stawki VAT na fakturze za paliwo jest rynkowo obojętna – podatek ten podlega pełnemu odliczeniu, więc kluczowa pozostaje dla nich wyłącznie cena hurtowa netto w Płocku. Z tego powodu obecny, miesięczny zjazd cen hurtowych diesla o ponad 700 zł/m³ był przez nich odczuwalny bezpośrednio w portfelach przy zakupach do gospodarstwa.
Zgoła odmienna sytuacja dotyczy dwóch pozostałych grup:
Rolnicy ryczałtowi: Dla nich podatek VAT zawarty w cenie paliwa stanowi bezpośredni koszt kwalifikowany, którego nie mogą odliczyć w urzędzie skarbowym.
Te dwie grupy wciąż w pełni korzystają z tańszych zakupów paliw dzięki obniżonemu do 8% VAT-owi. To właśnie dla rolników ryczałtowych oraz milionów kierowców brak głębszych spadków na giełdach ropy i ARA (o wspomniane 10 USD/b i 20% na produktach gotowych) będzie oznaczało bolesne zderzenie z nową, podatkową rzeczywistością już od 1 lipca. Realny scenariusz zakłada, że rynkowe spadki jedynie zamortyzują część uderzenia, a realny wzrost cen na stacjach wyniesie ostatecznie ok. 40–50 groszy na litrze.
Źródło cen: PKN Orlen, Giełdy Towarowe, Monitor Polski
Cena rzepaku a rewolucja w Azji: Jak zmieni się cena rzepaku w najbliższych miesiącach? Odpowiedź na to pytanie paradoksalnie kryje się w Dżakarcie. Indonezja, największy na świecie producent i absolutny lider eksportu oleju palmowego, nie zwalnia tempa w realizacji swojej strategii uniezależniania się od importu paliw kopalnych. Jak wynika z oficjalnych komunikatów Ministerstwa Energii tego kraju, już 1 lipca 2026 roku planowane jest oficjalne uruchomienie programu biodiesla B50. Oznacza to podniesienie obowiązkowego udziału komponentów biopaliwowych w oleju napędowym z obecnych 40% do aż 50%. Decyzja ta pociągnie za sobą potężne konsekwencje nie tylko dla lokalnej gospodarki, ale również dla globalnego bilansu olejów roślinnych i krajowego rynku skupu.
Testy zakończone sukcesem – zielone światło dla B50
Wprowadzenie tak wysokiej domieszki komponentu roślinnego do konwencjonalnego oleju napędowego wymagało rygorystycznych analiz technicznych. Indonezyjski resort energii potwierdził, że testy paliwa B50 zostały już pomyślnie zakończone. Wyniki jednoznacznie wykazały gotowość infrastruktury oraz pojazdów do wdrożenia nowego standardu na szeroką skalę.
Przejście na format B50 wpisuje się w konsekwentną, wieloletnią politykę Dżakarty. Przypomnijmy, że jeszcze w pierwszej połowie 2026 roku w kraju obowiązywał standard B40. Połączenie obu tych programów (B40 w pierwszym półroczu i B50 w drugim) ma przynieść Indonezji gigantyczne oszczędności z tytułu ograniczenia importu diesla.
Miliardowe oszczędności i redukcja dotacji
Z ekonomicznego punktu widzenia gra jest warta świeczki. Rząd Indonezji szacuje, że wdrożenie miksu B40/B50 pozwoli obniżyć koszty importu paliwa w skali roku do poziomu 157,28 bilionów rupii (ok. 8,89 miliarda dolarów). Dla porównania, gdyby zdecydowano się na utrzymanie dotychczasowego programu B40 przez pełne 12 miesięcy, oszczędności wyniosłyby 139,8 biliona rupii (ok. 7,90 miliarda dolarów). Podbicie poprzeczki do poziomu B50 generuje więc dla państwowej kasy dodatkowy zysk rzędu 17,5 biliona rupii (ok. 0,99 miliarda dolarów).
Co niezwykle istotne dla tamtejszego budżetu, nowy program skutecznie ograniczy konieczność rządowego subsydiowania paliw. Prognozy wskazują, że w 2026 roku wydatki na dotacje spadną do 32 bilionów rupii (ok. 1,81 miliarda dolarów) z wcześniejszych 47 bilionów rupii (ok. 2,66 miliarda dolarów) – i to pomimo wyraźnego wzrostu wolumenu zużycia biodiesla przez krajowych odbiorców.
Indonezja jako kluczowy filar zaopatrzenia tłuszczowego UE
Aby zrozumieć, dlaczego ten krok ma tak potężne znaczenie dla Europy, należy spojrzeć na twarde dane handlowe Komisji Europejskiej za 50 tygodni sezonu (okres od 1 lipca 2025 do 14 czerwca 2026 roku). Wynika z nich jasno, że olej palmowy jest bezkonkurencyjnie głównym importowanym olejem roślinnym do Unii Europejskiej, osiągając łączny wolumen aż 2 732 010 ton. Dla porównania, import gotowego oleju sojowego (703,7 tys. ton) oraz oleju rzepakowego (516,2 tys. ton) stanowi zaledwie ułamek tej wielkości.
Kluczowa rola Indonezji jako globalnego potenta ujawnia się w strukturze tego importu. Zgodnie z oficjalnymi zestawieniami handlowymi Wspólnoty, Indonezja jest największym i najważniejszym dostawcą oleju palmowego na rynek unijny. W trwającym sezonie handlowym (MY 2025/26) UE sprowadziła stamtąd aż 800 585 ton surowca, co oznacza, że kraj ten kontroluje niemal 1/3 unijnego rynku (dokładnie 29,3% udziału). Te liczby dowodzą, że europejski przemysł rafineryjny jest strukturalnie uzależniony od stabilności indonezyjskiego eksportu.
Oto jak prezentuje się ścisła czołówka eksporterów oleju palmowego do UE:
Indonezja: 800 585 ton (udział: 29,3%)
Malezja: 754 182 ton (udział: 27,6%)
Gwatemala: 420 571 ton (udział: 15,4%)
Papua-Nowa Gwinea: 204 263 tony (udział: 7,5%)
Kolumbia: 146 847 ton (udział: 5,4%)
W poprzednim sezonie (MY 2024/25) ta zależność była jeszcze głębsza – Unia sprowadziła z Indonezji aż 923 534 tony (32,2% udziału).
MATIF pod presją: Techniczny obraz tąpnięcia na giełdzie
To makroekonomiczne i geopolityczne uderzenie doskonale obrazują notowania rzepaku na giełdzie w Paryżu (seria XRQ26). Od grudnia ubiegłego roku kontrakt terminowy znajdował się w silnym trendzie wzrostowym, konsekwentnie pnąc się z poziomu ok. 430 EUR/t aż do lokalnego szczytu z przełomu maja i czerwca, kiedy to ceny otarły się o granicę 535 EUR/t.
Czerwiec przyniósł jednak drastyczne odwrócenie nastrojów. Czarna seria giełdowych sesji zepchnęła wyceny w rejon kluczowego wsparka. Piątkowe zamknięcie z 19 czerwca ustaliło cenę na poziomie 504,25 EUR/t (mimo skromnej, technicznej korekty pod koniec dnia o +2,25 EUR/t). Z perspektywy analizy technicznej rzepak na MATIF walczy obecnie o utrzymanie psychologicznej granicy 500 euro. Jeśli ta pęknie, niedźwiedzie przejmą pełną kontrolę nad rynkiem.
Drastyczne przełożenie na krajowy rynek. Jak nisko spadnie cena rzepaku w skupach?
Paryskie tąpnięcie natychmiast i bez znieczulenia przeniosło się na polskie punkty skupu. Jak wynika z bieżących monitorów cenowych, w drugiej dekadzie czerwca krajowy rynek doświadczył gwałtownej przeceny.
Jeszcze 11 czerwca średnia cena rzepaku na północy i południu Polski wynosiła ok. 2300 PLN/t. Zaledwie dziesięć dni później, 20 czerwca, stawki spadły już do poziomu 2190 PLN/t. Co gorsza, najświeższe dane rynkowe z 21 czerwca pokazały dalszą presję na spadki – przykładowe stawki bazowe na północy kraju dla rzepaku bez dopłat osunęły się do 2210 zł/t, a dla rzepaku z pełnymi dopłatami zjechały w rejon 2120 zł/t z wyraźnym utrzymaniem trendu spadkowego.
Ten dynamiczny zjazd cenowy to bezpośredni efekt globalnych czynników – w tym czerwcowego raportu USDA, otwarcia cieśniny Ormuz i idącego za tym mocnego tąpnięcia na rynku ropy naftowej, które zepchnęło cały kompleks oleistych w objęcia rynku niedźwiedzia.
Indonezyjskie B50 kontra bilans USDA – ratunek dla polskich rolników?
W tym niezwykle trudnym momencie do gry wchodzi jednak indonezyjski program B50, który idzie całkowicie na przekór światowym trendom. Podczas gdy taniejąca ropa skłania wiele państw do redukcji celów biopaliwowych, Dżakarta sztucznie generuje potężny popyt wewnętrzny na poziomie 17,6 mln kilolitrów biodiesla.
Aby sprostać temu wyzwaniu, Indonezja – jako główny dostawca oleju palmowego do UE – będzie zmuszona ograniczyć swoją aktywność eksportową na rynkach międzynarodowych, zatrzymując surowiec w kraju na cele własnego miksu paliwowego B50. Ograniczenie strumienia dostaw może wspierać ceny pozostałych olejów, w tym rzepakowego.
Dla polskich producentów rolnych to kluczowy punkt zwrotny. Europejskie przetwórnie, chcąc załatać dziurę po deficytowym oleju palmowym z Azji, będą zmuszone masowo przestawić się na rodzime surowce oleiste. Zwiększone zapotrzebowanie na krajowy olej rzepakowy w UE stworzy mocny, fundamentalny grunt pod wyhamowanie trwającej przeceny. Choć globalny kompleks tłuszczowy cierpi z powodu taniejącej ropy, indonezyjska blokada eksportu własnego oleju stworzy lokalny, mocny bufor bezpieczeństwa. W ten sposób cena rzepaku w nadchodzącym nowym sezonie handlowym zyskuje geopolityczny fundament do obrony przed dalszymi spadkami i szansę na odbicie od czerwcowego dołka na giełdzie MATIF i w krajowych punktach skupu.
Cena pszenicy na rynku międzynarodowym znalazła się pod silną presją, co potwierdził najnowszy przetarg zorganizowany przez algierską agencję zbożową OAIC. W połowie czerwca eksporterzy zostali zmuszeni do znaczącego obniżenia ofert, co jest wyraźnym sygnałem dla całego sektora w obliczu zbliżających się żniw.
Warto zauważyć, że o ile w początkowej fazie spadków cen ropy naftowej obserwowaliśmy równoczesne obniżki notowań wszystkich zbóż, to w ostatnich dniach sytuacja uległa zmianie. Zboża „odłączyły się” od rynku paliw, reagując głównie na presję fizycznej podaży.
Szczegóły przetargu w Algierii
W dniu 17 czerwca algierska agencja państwowa OAIC przeprowadziła przetarg na zakup pszenicy konsumpcyjnej. Choć oficjalne zapytanie dotyczyło co najmniej 50 tys. ton, szacunki europejskich handlowców wskazują, że rzeczywisty wolumen zakupu wyniósł około 800–870 tys. ton. Zboże ma pochodzić z dowolnego kierunku, jednak uczestnicy rynku przewidują, że gros dostaw trafi do Algierii z regionu Morza Czarnego.
Najważniejszym wnioskiem płynącym z tego przetargu jest gwałtowny spadek cen. Pszenica została zakontraktowana po 264–265 USD/t w formule C&F, co oznacza obniżkę o 20–23 USD/t względem przetargu majowego, w którym ceny sięgały 284–292 USD/t. Tak wyraźna przecena na jednym z największych przetargów importowych w ostatnich miesiącach potwierdza, że eksporterzy dysponujący nowymi zbiorami są zmuszeni do agresywnej walki cenowej, aby utrzymać swoją obecność na rynkach zbytu.
Notowania na giełdzie Matif
Sytuacja na rynkach międzynarodowych znajduje swoje bezpośrednie odzwierciedlenie na europejskiej giełdzie Matif. W ciągu ostatniego miesiąca notowania pszenicy zanotowały wyraźny trend spadkowy, tracąc około 15 euro za tonę. Presja podażowa, wynikająca z oczekiwania na obfite zbiory na półkuli północnej, w połączeniu z chłodnym przyjęciem ofert przez importerów, zepchnęła ceny w okolice poziomu 200–201 euro. Rynek znajduje się obecnie w trudnej fazie, gdzie to fizyczna nadpodaż ziarna pozostaje głównym czynnikiem determinującym spadki.
Pogoda- poniedziałek najchłodniejszym dniem w tym tygodniu
Za nami kilka bardzo gorących, dusznych dni. Miejscami w tym czasie przeszły 3 burze i spadło od 40 do 150 mm deszczu a miejscami nie spadła ani kropla deszczu a suma opadów w czerwcu nie przekracza 30 mm.
Przed nami suchy i gorący tydzień.
Najbliższa noc będzie najchłodniejszą w tym tygodniu. Najzimniej o świcie będzie w rejonie Chojnic- tu +7 stopni. Na Kaszubach, Żuławach, północy Kujaw około +8/+9 stopni. Od Pomorza Zachodniego po Wielkopolskę, Kujawy, Warmię 10-11 stopni. Na zachodzie i w centrum około 11-13 stopni. Najcieplej na Podkarpaciu- nie mniej niż +17/+18 stopni.
Poniedziałek suchy i słoneczny
Dzień upłynie pod znakiem słońca a na zachodzie niebo będzie zupełnie bezchmurne. Wiatr niestety powieje dość silnie na Mazowszu i wschodzie Łódzkiego.
Na termometrach od 18 stopni na Półwyspie Helskim do 22 stopni na Kaszubach, Żuławach i Warmii do +27 stopni na Podkarpaciu.
Bardzo niepokojąco wygląda sytuacja w miejscach, gdzie w ostatnich dniach nie padało. Tydzień gorąca a od czwartku upału, który w weekend ma szansę osiągnąć pułap +37/+38 stopni sprawi, że kukurydza, ziemniaki; wszystkie rośliny rolnicze łącznie z sadami zaczną nie tylko odczuwać suszę a zamierać ponieważ już bardzo głęboko w glebie nie ma dostępnej wody. Takiej sytuacji na terenach powojennej Polski nie mieliśmy. Miejmy nadzieję, że nie dojdzie do wybuchu pożaru lasu bowiem warunki będą takie jak na południu Europy w ostatnich latach a taki pożar może być zagrożeniem dla wsi, miast i być trudny do ugaszenia z powodu zbyt wysokiej temperatury.
Międzynarodowy Rok Rolniczki:Rok 2026 został oficjalnie ogłoszony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ Międzynarodowym Rokiem Rolniczki (IYWF 2026). To globalne wydarzenie nie jest jedynie symbolicznym gestem – to przede wszystkim wezwanie do działania, które ma na celu rzucenie światła na niewidoczną dotąd rolę kobiet w łańcuchach dostaw żywności.
Bilans szans i barier
Dla rolnictwa jako sektora, dane udostępnione przez FAO w ramach inicjatywy IYWF 2026 są jednoznacznym sygnałem ekonomicznym. Kluczowe liczby pokazują, że świat traci ogromne możliwości gospodarcze poprzez utrzymywanie nierówności płci:
Globalny impuls PKB: Likwidacja różnic w produktywności gospodarstw rolnych oraz płacach między kobietami a mężczyznami mogłaby podnieść globalne PKB o 1 bilion USD oraz zmniejszyć problem braku bezpieczeństwa żywnościowego dla 45 milionów ludzi.
Wydajność gruntów: Kobiety zazwyczaj zarządzają mniejszymi gospodarstwami niż mężczyźni. Jednak nawet przy porównywalnej wielkości gruntów, różnica w wydajności produkcji (tzw. gender gap) wynosi aż 24%. Oznacza to, że gospodarstwa prowadzone przez mężczyzn wykazują wyższą wydajność produkcji przy porównywalnej wielkości gruntów.
Wynika to z faktu, że kobiety napotykają na znacznie większe bariery w dostępie do kluczowych zasobów, takich jak nowoczesne technologie, kredyty, odpowiednie szkolenia oraz usługi rolne, co bezpośrednio przekłada się na niższe wyniki produkcyjne w porównaniu do mężczyzn.
Wpływ klimatyczny: Kobiety rolniczki są bardziej wrażliwe na zmiany pogodowe. Każdy dzień ekstremalnie wysokich temperatur redukuje całkowitą wartość produkcji rolnej prowadzonej przez kobiety o 3% w porównaniu do gospodarstw prowadzonych przez mężczyzn.
Ekonomia nieodpłatnej pracy: Nieodpłatna praca opiekuńcza, wykonywana głównie przez kobiety i dziewczęta w środowiskach wiejskich, wnosi do światowej gospodarki co najmniej 10,8 biliona USD rocznie. Obciążenie to pozostaje jednak jedną z głównych barier dla uczestnictwa kobiet w pełnym wymiarze pracy zawodowej.
Podsumowanie
Współczesne rolnictwo, zmagające się z niestabilnością cen (np. ropy i dolara) oraz wyzwaniami takimi jak rosnące koszty produkcji, potrzebuje maksymalizacji efektywności. Eksperci FAO podkreślają, że ukierunkowane inwestycje rozwojowe mogłyby podnieść dochody 58 milionów ludzi i zwiększyć odporność na kryzysy dla 235 milionów.
„Zamykanie luk płci to nie kwestia ideologii, ale racjonalności ekonomicznej” – sugerują raporty FAO, wskazując, że wyeliminowanie dysproporcji w zatrudnieniu i edukacji mogłoby zredukować globalną lukę w bezpieczeństwie żywnościowym aż o 52%.
Synergia działań w 2026 roku
Warto zauważyć, że rok 2026 jest również Międzynarodowym Rokiem Terenów Wypasanych i Pasterzy. Oba te globalne wydarzenia wzajemnie się wzmacniają, promując inkluzywne polityki, które są spójne z Dekadą Rolnictwa Rodzinnego ONZ (2019–2028). Dla polskich rolników i inwestorów jest to sygnał, że kierunek wspierania zrównoważonych, rodzinnych gospodarstw, w których rola kobiet jest w pełni doceniana i technologicznie wspierana, staje się kluczowym trendem na najbliższe lata.
Źródło danych: Food and Agriculture Organization of the United Nations (FAO), International Year of the Woman Farmer 2026.
Miejscami jak na przykład we wsi Górzno koło Międzychodu w Wielkopolsce za dwa dni suma opadu wyniosła 150 mm. Dla odmiany w rejonie Skierniewic od 1 stycznia spadło zaledwie 81 mm deszczu.
Przed nami gorący/ upalny i suchy tydzień. Susza tam, gdzie w tym roku mało padało osiągnie ekstremalne oblicze.
W poniedziałek szanse na burze będą jeszcze na południu i wschodzie kraju. Od wtorku bardzo prawdopodobne że do sobotniego poranka będzie sucho i słonecznie a minimalne szanse na burze będą tylko wysoko w Tatrach. Zła informacja jest taka, że będzie gorąco. Na zachodzie przeważnie od 27 do 32 stopni- w piątek i sobotę wróci upał. Na południu i w centrum kraju przeważnie od 26 do 29 stopni a na wschodzie i północy przeważnie od 23 do 27 stopni przy czym na wybrzeżu z powodu wiatru od Bałtyku maksymalnie +20/+24 stopnie Celsjusza.
W weekend z zachodniej Europy gdzie przez cały ten tydzień panować ma upał rzędu +35/+42 stopnie Celsjusza dotrze i do nas upalne powietrze. Bardzo możliwe, że w niedzielę na zachodzie, południu i w centrum temperatura przekroczy w cieniu +36 stopni Celsjusza.
Dla zbóż tak gorący i suchy tydzień to duży stres cieplny. Taka pogoda pod warunkiem, że wody w glebie nie brakuje jest idealna dla rozwoju i wzrostu kukurydzy. W centralnej i zachodniej Polsce na dobre powinny w tym tygodniu ruszyć żniwa jęczmienne.
Aktywna biologicznie gleba to nie tylko struktura, ale żywy system. Obecność organizmów takich jak dżdżownice pokazuje, że środowisko sprzyja procesom, które budują stabilny mikrobiom gleby. Fot. M. Piśny
ochronie roślin przed chorobami najczęściej reaguje się wtedy, gdy pojawiają się objawy, a podstawowym narzędziem pozostają fungicydy. Coraz częściej widać jednak, że istotną rolę w ograniczaniu presji patogenów odgrywa również sama gleba i jej aktywność biologiczna.
Choroby roślin a naturalna odporność gleby
W ochronie roślin najczęściej punkt wyjścia stanowi reakcja. Pojawia się patogen, występują objawy, więc wykonywany jest zabieg. To naturalne podejście, wynikające z presji czasu i potencjalnych strat. Jednocześnie przy dłuższej obserwacji pól można zauważyć zjawiska, które nie wpisują się w ten schemat.
Przy bardzo podobnym przebiegu pogody, przy tej samej uprawie, a często także przy zbliżonym nawożeniu poszczególne stanowiska reagują odmiennie. Na jednych choroby pojawiają się później, rozwijają się wolniej lub nie przekładają się na istotne straty, podczas gdy na innych problem pojawia się szybko i jest trudny do opanowania.
Różnice te nie wynikają wyłącznie z bieżących zabiegów, lecz z funkcjonowania gleby jako całego systemu. W literaturze zjawisko to określane jest jako gleba supresyjna, czyli taka, która posiada naturalną zdolność ograniczania rozwoju patogenów roślin.
Co istotne, w wielu takich przypadkach patogeny są w glebie obecne. Gleba supresyjna nie jest więc „wolna od chorób”. Różnica polega na tym, że patogen nie osiąga poziomu, przy którym dochodzi do powstania istotnych strat. Można to ująć w prosty sposób: w takiej glebie patogen nie funkcjonuje w izolacji, lecz trafia na środowisko, które ogranicza jego rozwój.
Objawy chorób to tylko efekt końcowy. To, jak silnie patogen rozwinie się w roślinie, w dużej mierze zależy od tego, co wcześniej zachodziło w glebie.
Fot. A. Maziarek
Czym jest gleba supresyjna?
Gleba supresyjna to środowisko biologiczne, w którym rozwój patogenów jest naturalnie ograniczany przez inne organizmy obecne w glebie. Nie jest to więc efekt jednego czynnika, lecz wynik działania całej społeczności mikroorganizmów współistniejących w strefie korzeniowej.
Zjawisko to może dotyczyć różnych chorób:
zgorzeli siewek,
typowych chorób odglebowych,
patogenów z rodzaju Rhizoctonia,
patogenów z rodzaju Fusarium,
patogenów z rodzaju Pythium.
W każdym przypadku mechanizm pozostaje podobny: rozwój patogenu jest ograniczany przez warunki środowiska glebowego oraz aktywność innych organizmów.
Supresyjność ogólna i specyficzna
W badaniach wyróżnia się dwa główne typy supresyjności.
Pierwszy to supresyjność ogólna, związana z wysoką aktywnością i zagęszczeniem całego mikrobiomu gleby. W takich warunkach patogen napotyka silną konkurencję o przestrzeń i dostępne zasoby, co istotnie ogranicza jego możliwości rozwoju.
Drugi typ to supresyjność specyficzna. W tym przypadku kluczową rolę odgrywają określone grupy mikroorganizmów, które oddziałują bezpośrednio na patogen. Mogą one hamować jego rozwój poprzez produkcję związków o działaniu antagonistycznym, rozkładać jego struktury lub zakłócać przebieg jego cyklu życiowego.
W warunkach polowych oba mechanizmy rzadko występują oddzielnie. Najczęściej nakładają się na siebie i wzajemnie wzmacniają, tworząc środowisko, w którym rozwój chorób ulega wyraźnemu ograniczeniu.
Mikrobiom gleby jako pierwsza linia obrony
W glebie funkcjonuje ogromna liczba mikroorganizmów – bakterii, grzybów i promieniowców. Każdy z nich zajmuje swoją niszę, wykorzystuje określone źródła energii i wchodzi w relacje z innymi organizmami. Jest to dynamiczny układ, który stale reaguje na zmieniające się warunki środowiskowe. W takich warunkach patogen roślinny nie trafia do pustej przestrzeni, lecz do środowiska biologicznie aktywnego.
W glebie biologicznie ubogiej patogen ma znacznie większe możliwości rozwoju. Dysponuje wolną przestrzenią i łatwiej dostępnymi zasobami, szybciej się rozprzestrzenia i łatwiej osiąga poziom, przy którym zaczyna powodować straty. W glebie o bogatym i aktywnym mikrobiomie sytuacja wygląda inaczej: rozwój patogenu napotyka opór na kilku poziomach jednocześnie.
Konkurencja mikroorganizmów z patogenami
Pierwszym z nich jest konkurencja. Mikroorganizmy zasiedlające strefę korzeniową wykorzystują dostępne związki węgla i zajmują przestrzeń, ograniczając możliwości rozwoju patogenu już na początkowym etapie.
Antagonistyczne działanie bakterii i grzybów
Kolejnym mechanizmem jest antagonizm. Niektóre bakterie i grzyby wytwarzają związki, które bezpośrednio hamują rozwój patogenów. Dotyczy to m.in. bakterii z rodzaju Bacillus czy Pseudomonas, które produkują substancje o działaniu antybiotycznym lub enzymy zdolne do rozkładu struktur patogenów.
Pasożytnictwo i działanie grzybów Trichoderma
W glebie zachodzą również procesy o charakterze pasożytniczym. Przykładem są grzyby z rodzaju Trichoderma, zdolne do bezpośredniego atakowania innych grzybów i rozkładu ich strzępek, ograniczając ich rozwój.
Wzbudzanie naturalnej odporności roślin
Istotne znaczenie ma także wpływ mikroorganizmów na samą roślinę. Część z nich stymuluje mechanizmy obronne roślin jeszcze przed pojawieniem się zagrożenia, dzięki czemu reakcja na kontakt z patogenem jest szybsza i bardziej efektywna.
Wszystkie te procesy zachodzą równolegle. Efekt supresyjności nie wynika więc z jednego mechanizmu, lecz z całego układu zależności, który kształtuje się w aktywnej biologicznie glebie. Z tego względu nie każda gleba jest w stanie utrzymać taki poziom naturalnej ochrony.
Zdrowy wygląd roślin to nie tylko efekt ochrony czy nawożenia. To często wpływ środowiska glebowego, które ogranicza presję patogenów, zanim wystapią objawy. Fot. A. Maziarek
Dlaczego nie każda gleba jest supresyjna?
To, czy gleba będzie wykazywała właściwości supresyjne, nie jest przypadkiem. Kluczowa jest stabilność środowiska glebowego i warunki, w jakich funkcjonują mikroorganizmy. Życie biologiczne w glebie nie rozwija się samoczynnie.
Mikroorganizmy wymagają dostępu do:
materii organicznej jako źródła energii,
odpowiedniej ilości tlenu,
wody,
przestrzeni, w której mogą się rozwijać i konkurować z innymi organizmami.
Jeżeli gleba jest zniszczona strukturalnie, uboga w materię organiczną i regularnie poddawana silnym zakłóceniom, mikrobiom traci swoją różnorodność i aktywność. W takich warunkach przewagę zyskują organizmy szybkie, dobrze przystosowane do niestabilnego środowiska i to właśnie w tej grupie często znajdują się patogeny.
Zupełnie inaczej funkcjonuje gleba o stabilnej strukturze i wyższej zawartości materii organicznej. W takim środowisku rozwija się bardziej zróżnicowana społeczność mikroorganizmów, a to właśnie ona stanowi podstawę naturalnego ograniczania patogenów.
Czy supresyjność gleby może rozwijać się z czasem?
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Supresyjność gleby może rozwijać się w czasie. Znane są stanowiska, na których przez wiele lat występował określony patogen, a mimo to jego presja stopniowo malała, ponieważ w glebie rozwija się mikrobiom zdolny do ograniczania jego aktywności. Pokazuje to wyraźnie, że supresyjność nie jest cechą stałą, lecz procesem, który kształtuje się wraz ze sposobem użytkowania gleby.
Rola materii organicznej i resztek pożniwnych
Materia organiczna stanowi podstawowe źródło energii dla mikroorganizmów. To od niej rozpoczyna się budowanie aktywnego mikrobiomu gleby.
Źródłem materii organicznej mogą być:
resztki pożniwne,
międzyplony,
obornik,
kompost.
Dostarczają one związków węgla, które są wykorzystywane przez mikroorganizmy do wzrostu i rozmnażania. Dzięki temu możliwe jest utrzymanie aktywności biologicznej oraz odbudowa populacji organizmów uczestniczących w procesach ograniczania patogenów.
Znaczenie ma jednak nie tylko ilość materii organicznej, ale również jej jakość i zróżnicowanie. Różne grupy mikroorganizmów wykorzystują odmienne frakcje węgla, dlatego zróżnicowane resztki roślinne sprzyjają budowaniu bardziej złożonej i stabilnej społeczności mikroorganizmów.
W praktyce oznacza to, że uproszczone zmianowanie oraz ograniczony dopływ materii organicznej prowadzą do spadku aktywności biologicznej gleby. Wraz z tym spada również jej zdolność do naturalnego ograniczania rozwoju patogenów.
Struktura gleby a aktywność mikroorganizmów
Mikroorganizmy funkcjonują w określonej przestrzeni gleby, która musi być dla nich dostępna i stabilna. To właśnie struktura gleby decyduje o tym, czy taka przestrzeń w ogóle istnieje.
Struktura gruzełkowata tworzy układ porów o różnej wielkości, w których zachodzą procesy biologiczne. Jedne z nich odpowiadają za napowietrzenie, inne za zatrzymywanie wody. Taki układ umożliwia jednoczesne:
utrzymanie aktywności mikroorganizmów,
stworzenie warunków do rozwoju systemu korzeniowego.
W glebie zagęszczonej sytuacja wygląda inaczej. Ograniczony zostaje dostęp tlenu, co bezpośrednio wpływa na aktywność mikroorganizmów tlenowych. W takich warunkach aktywność biologiczna nie zanika całkowicie, ale traci swoją stabilność.
Zaburzona struktura oddziałuje również na roślinę. System korzeniowy rozwija się słabiej, a wraz z nim ograniczeniu ulega aktywność ryzosfery – strefy, w której zachodzi najwięcej interakcji między korzeniem a mikroorganizmami.
Bez tej aktywnej strefy trudno mówić o skutecznym ograniczaniu patogenów. Supresyjność gleby nie wynika wyłącznie z obecności mikroorganizmów, lecz z ich zdolności do funkcjonowania w odpowiednich warunkach.
Jak praktyka rolnicza wpływa na naturalną odporność gleby?
To, czy gleba będzie wykazywała właściwości supresyjne, w dużej mierze zależy od sposobu jej użytkowania.
Supresyjność nie pojawia się przypadkowo, lecz stanowi efekt warunków, jakie przez dłuższy czas są tworzone w glebie. Istotne znaczenie ma stały dopływ materii organicznej, który podtrzymuje aktywność mikrobiologiczną gleby.
Równie ważne jest zróżnicowane zmianowanie, pozwalające na budowanie bardziej stabilnego i różnorodnego mikrobiomu.
Duże znaczenie ma także sposób pracy z glebą. Ograniczanie intensywnego mieszania, ochrona struktury oraz unikanie zagęszczeń sprzyjają utrzymaniu warunków, w których mikroorganizmy mogą funkcjonować stabilnie.
Podobny efekt daje utrzymywanie okrywy roślinnej przez możliwie długi czas. Z drugiej strony występują działania, które tę zdolność osłabiają. Uproszczone zmianowanie, brak dopływu materii organicznej, zniszczona struktura czy długotrwałe niekorzystne warunki wodno-powietrzne prowadzą do spadku aktywności biologicznej i ograniczenia różnorodności mikroorganizmów.
Nie jest to efekt pojedynczego działania. Problem pojawia się w sytuacji, gdy przez dłuższy czas gleba funkcjonuje w warunkach, które nie pozwalają na odbudowę życia biologicznego. W takich warunkach zdolność do naturalnego ograniczania patogenów stopniowo zanika.
Gleba o ograniczonej aktywności biologicznej traci zdolność do samoregulacji. W takich warunkach patogeny łatwiej się rozwijają i szybciej osiągają poziom powodujący straty. Fot. A. Maziarek
Wprowadzanie materii organicznej do gleby wspiera utrzymanie jej żyzności i wysokiej produktywności. Fot. M. Piśny
Czy można „zbudować” glebę supresyjną?
Supresyjność gleby nie pojawia się w jednym sezonie. Jest to proces, który buduje się stopniowo, wraz z utrzymaniem stabilnych warunków dla mikroorganizmów.
Nie istnieje jedno rozwiązanie, które można wprowadzić i uzyskać natychmiastowy efekt. Preparaty mikrobiologiczne mogą wspierać wybrane procesy. Jednak same w sobie nie są w stanie stworzyć trwałej supresyjności, jeżeli warunki w glebie nie pozwalają mikroorganizmom na rozwój i utrzymanie aktywności. Kluczowe znaczenie ma stworzenie środowiska, w którym naturalny mikrobiom może funkcjonować stabilnie.
Gleba supresyjna pokazuje, że ochrona roślin może rozpoczynać się znacznie wcześniej niż w momencie pojawienia się objawów choroby. W glebie o wysokiej aktywności biologicznej patogen nie znika, ale przestaje mieć przewagę. Jego rozwój jest ograniczany przez konkurencję o zasoby, działanie mikroorganizmów antagonistycznych oraz ogólną stabilność środowiska.
Takie podejście nie eliminuje potrzeby stosowania ochrony roślin, ale zmienia jej punkt wyjścia. Zamiast reagować dopiero w momencie pojawienia się problemu, możliwe jest kształtowanie warunków, w których jego rozwój będzie ograniczony. To właśnie w tym miejscu widoczna jest zasadnicza różnica: czy gleba pełni jedynie funkcję podłoża, czy stanowi środowisko, które aktywnie uczestniczy w kształtowaniu zdrowia roślin.
W ostatnich latach hodowcy bydła mlecznego coraz częściej szukają sposobów na ograniczenie obciążenia pracą bez znaczącego spadku produkcji. Rosnące koszty zatrudnienia, trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników oraz postępujące zmiany pokoleniowe sprawiają, że wiele gospodarstw musi szukać nowych rozwiązań organizacyjnych.
Nie jest tajemnicą, że średni wiek hodowców bydła mlecznego w wielu krajach nadal pozostaje wysoki. Jednocześnie młodsze pokolenia coraz częściej wybierają pracę w firmach związanych z rolnictwem zamiast bezpośredniego prowadzenia gospodarstwa. Doradztwo, handel maszynami czy sprzedaż środków produkcji oferują stabilne wynagrodzenie i przewidywalny czas pracy, czego często brakuje w produkcji mleka.
W odpowiedzi na te wyzwania rolnicy coraz śmielej sięgają po rozwiązania mające uprościć zarządzanie stadem. Popularność zdobywa między innymi dojenie raz dziennie, automatyzacja wielu procesów oraz nowoczesne technologie wspierające zarządzanie gospodarstwem. Teraz uwagę branży przyciąga kolejna koncepcja, która może zmienić sposób myślenia o produkcji mleka.
Czy krowa musi cielić się co roku?
Przez dziesięciolecia standardem w produkcji mleka był 12 miesięczny okres między wycieleniami. W praktyce oznacza to, że krowa powinna wydawać na świat cielę raz w roku, aby utrzymać odpowiedni poziom produkcji mleka.
Coraz częściej pojawiają się jednak pytania, czy taki model nadal jest optymalny. Każdy sezon wycieleń oznacza ogromne nakłady pracy, konieczność intensywnego nadzoru nad zwierzętami oraz zwiększone ryzyko występowania problemów zdrowotnych.
Właśnie dlatego naukowcy z nowozelandzkiej organizacji DairyNZ rozpoczęli badania nad znacznie dłuższym okresem między wycieleniami.
Nowozelandzki eksperyment przyciąga uwagę branży
Badania rozpoczęto w 2023 roku na farmie Scott Farm należącej do DairyNZ. Gospodarstwo położone jest w regionie Waikato na Wyspie Północnej, który często porównywany jest do ważnych regionów mleczarskich Europy.
Na powierzchni około 115 hektarów utrzymywano 330 krów mlecznych. Celem projektu było sprawdzenie, czy możliwe jest wydłużenie okresu między wycieleniami bez znaczącego pogorszenia wyników produkcyjnych i ekonomicznych.
Początkowo rozważano dwa warianty. Pierwszy zakładał 18 miesięcy między kolejnymi wycieleniami, natomiast drugi aż 24 miesiące.
Po przeprowadzeniu analiz naukowcy uznali, że model 18 miesięczny może generować dodatkowe koszty żywienia związane z niedopasowaniem produkcji do sezonowej dostępności paszy. Ostatecznie skupiono się na wariancie dwuletnim.
Jak działa system 24 miesięcznych wycieleń?
Założenie jest stosunkowo proste. Stado dzieli się na dwie grupy, które cielą się naprzemiennie co dwa lata.
W stadzie liczącym 100 krów jedna grupa 50 sztuk wyciela się przykładowo wiosną 2025 roku, a kolejne wycielenie następuje dopiero wiosną 2027 roku. Druga grupa cieli się rok później i również zachowuje dwuletni cykl.
Dzięki temu każdego roku część stada przechodzi sezon wycieleń, ale jego skala jest znacznie mniejsza niż w tradycyjnym modelu.
Takie rozwiązanie pozwala ograniczyć szczytowe zapotrzebowanie na pracę oraz zmniejszyć presję organizacyjną w gospodarstwie.
Wyniki badań zaskoczyły naukowców
Po dwóch sezonach badacze zauważyli, że krowy rasy holsztyńsko fryzyjskiej utrzymywały bardzo zbliżone wyniki produkcyjne do zwierząt funkcjonujących w klasycznym systemie.
Produkcja suchej masy mlecznej, rentowność gospodarstwa oraz wskaźniki związane ze zrównoważonym rozwojem pozostały na podobnym poziomie.
Szczególnie interesujące okazały się dane dotyczące wymiany stada. W modelu z 24 miesięcznym okresem między wycieleniami wskaźnik brakowania został niemal o połowę ograniczony.
To oznacza mniej jałówek potrzebnych do odnowy stada i większą możliwość skoncentrowania się na produkcji mleka oraz wołowiny.
Mniej cieląt, mniej problemów
Jednym z efektów ubocznych wydłużonego okresu między wycieleniami jest mniejsza liczba cieląt pojawiających się każdego roku.
W Nowej Zelandii temat ten ma szczególne znaczenie ze względu na wieloletnie dyskusje dotyczące tak zwanych cieląt bobby, czyli młodych zwierząt mających ograniczoną wartość w produkcji mlecznej.
Mniejsza liczba porodów oznacza jednocześnie mniejszą liczbę cieląt wymagających dalszego zagospodarowania.
Badacze podkreślają jednak, że odpowiednie zarządzanie strukturą wiekową stada pozostaje niezbędne. W badanym modelu około jedna trzecia krów cielących się w danym roku to pierwiastki, co pozwala utrzymać stabilny rozwój stada.
Nie obyło się bez wyzwań
Eksperyment pokazał również, że wydłużenie laktacji wymaga bardzo dokładnego planowania żywienia.
Podczas pierwszych sezonów konieczne było dostarczenie dodatkowych ilości paszy. Szacowano, że jedna krowa potrzebowała około 180 kilogramów suchej masy więcej, aby utrzymać produkcję mleka przez wydłużony okres.
Dodatkowo w sezonie 2024 i 2025 badacze musieli zmierzyć się z suszą, która wpłynęła na dostępność pasz objętościowych.
Próbowano również przesuwać terminy wycieleń, aby lepiej dopasować produkcję do sezonowego wzrostu trawy, jednak ostatecznie powrócono do pierwotnych założeń.
Okazało się bowiem, że nawet przy późniejszych wycieleniach nadal konieczne było stosowanie dodatkowych pasz.
Sprawdzenie w warunkach komercyjnych
Po uzyskaniu obiecujących wyników naukowcy postanowili zweryfikować model w zwykłym gospodarstwie produkcyjnym.
Do programu włączono stado liczące 240 krów utrzymywanych w systemie doju dzielonego. W pierwszym roku kryciem objęto jedynie część zwierząt, rozpoczynając przechodzenie na nowy system.
Pierwsze obserwacje okazały się zachęcające. Większość krów utrzymywała wysoką produkcję mleka przez całą zimę. Jedynie pojedyncze sztuki zaschły wcześniej lub zostały wybrakowane.
Rolnicy uczestniczący w projekcie zwracali uwagę przede wszystkim na zmniejszenie stresu podczas sezonu wycieleń.
Czy taki model ma szansę przyjąć się szerzej?
Coraz większa presja związana z dostępnością pracowników sprawia, że hodowcy chętniej analizują rozwiązania pozwalające ograniczyć najbardziej wymagające okresy pracy.
Sezon wycieleń od lat należy do najbardziej intensywnych momentów w produkcji mleka. Wymaga stałej kontroli zwierząt, szybkiego reagowania na problemy zdrowotne i ogromnego zaangażowania całej obsługi gospodarstwa.
Model oparty na 24 miesięcznych okresach między wycieleniami nie jest rozwiązaniem uniwersalnym dla każdego stada. Wymaga zmiany sposobu myślenia, starannego planowania żywienia i odpowiedniego zarządzania produkcją. Mimo to pierwsze wyniki pokazują, że ograniczenie liczby wycieleń nie musi oznaczać spadku efektywności, a dla części gospodarstw może stać się sposobem na zmniejszenie obciążenia pracą i lepsze dostosowanie produkcji mleka do realiów współczesnego rolnictwa.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.