Miód z Ukrainy mierzy się z nową rynkową barierą, która drastycznie zmienia zasady gry na europejskim rynku. Po przywróceniu unijnych ceł, czołowy ukraiński producent, firma BEEHIVE, stanął pod ścianą. Zamiast jednak godzić się na potężne straty, firma planuje „ucieczkę do przodu” – budowę własnych zakładów produkcyjnych na terenie Unii Europejskiej, by ominąć blokady na granicach.
Miód z Ukrainy znika z marketów – cła uderzyły w marże producenta
Powrót do stawek celnych na poziomie 17,3% sprawił, że dotychczasowy model eksportu dla ukraińskiego producenta przestał być opłacalny. Jak przyznaje Semen Gagarin, dyrektor zarządzający BEEHIVE, marża firmy spadła o 20%, co natychmiast wyrzuciło ich produkty z większości europejskich sieci handlowych.
To, co dotychczas definiowało rynkową pozycję, jaką miał miód z Ukrainy w segmencie detalicznym, straciło rację bytu w blisko 90% dotychczasowych punktów sprzedaży. Walka o półkę w sieciach takich jak REWE czy Morrisons stała się zbyt kosztowna – aby na niej pozostać, producenci musieli akceptować marże handlowe sięgające nawet 55%.
Lokalizacja produkcji, czyli miód z Ukrainy z unijnym paszportem
BEEHIVE jako wyspecjalizowany producent nie zamierza jednak rezygnować z europejskiego konsumenta. Nowym planem na to, by miód z Ukrainy pozostał konkurencyjny, jest przeniesienie procesów produkcyjnych i konfekcjonowania bezpośrednio do UE. Lokalizacja zakładów wewnątrz Wspólnoty pozwoli nie tylko zdjąć ciężar ceł (poprzez operowanie jako unijny podmiot), ale też skuteczniej rywalizować z europejskimi firmami rodzinnymi.
Wiele wskazuje na to, że przypadek BEEHIVE to dopiero początek szerszego trendu, a w ślad za tym producentem mogą pójść inni wielcy gracze z sektora agro. Zjawisko to doskonale znamy z innych gałęzi gospodarki, m.in. z branży samochodowej. Gdy państwa nakładają wysokie cła importowe na gotowe auta (co obserwujemy np. w przypadku marek azjatyckich), koncerny budują fabryki na miejscu, by zyskać status „lokalnego” gracza.
Warto jednak zauważyć, że o ile miód z Ukrainy – jako produkt trwały, wartościowy i łatwy w transporcie w beczkach – nadaje się do takiego modelu idealnie, o tyle inne branże (zboża, owoce miękkie czy mięso) mogą mieć znacznie trudniej. Tam logistyka, nietrwałość surowca i ogromna skala produkcji mogą skutecznie zablokować plany „udomowienia” zakładów w UE.
Dla polskich rolników to jasny sygnał: konkurencja nie znika pod wpływem ceł – ona po prostu zmienia strategię i uczy się operować z poziomu unijnego podwórka.
Ceny paliw w Europie Zachodniej uderzają w rentowność gospodarstw tak mocno, że za naszą zachodnią granicą odżywa temat, który wielu uważało za pieśń przeszłości: tankowanie oleju rzepakowego bezpośrednio do baków. Choć wizja oszczędności rzędu kilkudziesięciu eurocentów na litrze kusi, gra toczy się o wysoką stawkę. Niemiecki portal Agrarheute ostrzega: to nie tylko wyzwanie techniczne, ale przede wszystkim poważne przestępstwo skarbowe.
Oszczędność, która pachnie frytkami
Różnica w kosztach między napędem z dystrybutora a olejem roślinnym jest obecnie na tyle duża, że niektórzy decydują się na ryzykowne eksperymenty. O ile starsze maszyny rolnicze o prostej konstrukcji potrafią „przepalić” niemal wszystko, o tyle nowoczesne silniki z systemami Common Rail mogą zareagować na taką dietę błyskawiczną awarią.
Główne problemy techniczne to:
Lepkość: Olej rzepakowy jest znacznie gęstszy, co obciąża pompy paliwowe.
Temperatura zapłonu: Wymaga wyższej temperatury, co utrudnia rozruch.
Zanieczyszczenie oleju silnikowego: Niespalone resztki roślinne mogą prowadzić do zatarcia jednostki.
Pułapka prawna: To nie oszczędność, to oszustwo
Niemieckie organy celne (Zoll) są bezlitosne. W świetle tamtejszego prawa, spalanie czystego oleju roślinnego w silnikach pojazdów poruszających się po drogach publicznych bez opłacenia odpowiedniego podatku energetycznego jest klasyfikowane jako oszustwo podatkowe.
Rolnikowi korzystającemu z takiego rozwiązania grożą nie tylko dotkliwe kary finansowe, ale w skrajnych przypadkach nawet kara pozbawienia wolności do lat pięciu. Dodatkowo wykrycie procederu oznacza automatyczną utratę wszelkich subwencji do paliwa rolniczego.
Alternatywy czy partyzantka?
Choć technologia adaptacji silników do czystego oleju rzepakowego istnieje (specjalne instalacje podgrzewające paliwo), to koszt ich montażu oraz niepewna sytuacja prawna sprawiają, że większość niemieckich gospodarzy pozostaje przy tradycyjnym dieslu. Szukają oni oszczędności raczej w optymalizacji tras i nowoczesnych systemach rolnictwa precyzyjnego.
Wniosek dla polskiego gospodarza? Przykład z Niemiec pokazuje, że droga na skróty może okazać się najdroższą trasą w całym sezonie. Inspekcje drogowe dysponują coraz lepszymi narzędziami do badania składu mieszanki w bakach, a nowoczesny park maszynowy to zbyt cenna inwestycja, by ryzykować ją dla chwilowego zysku.
Nowe techniki genomowe (NGT) zyskują coraz szersze poparcie jako skuteczne narzędzie, które może wspierać polskich rolników w bardziej odpornej, wydajniejszej i konkurencyjnej produkcji rolnej.
Nowe techniki genomowe w centrum dyskusji branżowej
Podczas panelu dyskusyjnego „Nowe techniki genomowe w hodowli roślin – potencjał, ograniczenia i kierunki rozwoju”, który odbył się w czasie Europejskiego Forum Rolnicznego w Jasionce, dr Frank Röber, lider Europe Breeding Alliances w Corteva Agriscience, podkreślał, że technologie NGT mogą przyspieszyć zastosowanie odkryć naukowych w praktyce hodowlanej, odpowiadających rzeczywistym wyzwaniom agronomicznym, gdy zostaną wprowadzone odpowiednie ramy regulacyjne.
NGT jako wsparcie dla nowoczesnego rolnictwa
„Polscy rolnicy prezentują wysoki poziom profesjonalizmu i od dawna interesują się innowacjami. NGT mogą dostarczyć im dodatkowych narzędzi do zwiększenia wydajności upraw i uzyskania wymiernych korzyści w praktyce. Poprzez poprawę odporności na choroby, tolerancji na suszę czy poprawy wartości odżywczych upraw, technologie te mają potencjał, by pomóc rolnikom utrzymać wysokie plony i konkurencyjność w coraz bardziej zmiennym środowisku” – mówił dr Frank Röber podczas dyskusji.
Szybsze wdrażanie innowacji w hodowli roślin
Uczestnicy dyskusji reprezentujący kluczowe polskie instytucje rolnicze i naukowe podkreślali, że NGT mogą pozwolić hodowcom na ulepszanie lub edycję wartościowych cech upraw, skracając czas, w którym odkrycia naukowe stają się praktycznymi rozwiązaniami.
Odporność upraw i stabilność plonów
Wskazywali, że postępy w zakresie poprawy odporności upraw na choroby, tolerancji na suszę i efektywności wykorzystania składników odżywczych mogą umożliwić rolnikom osiąganie stabilnych plonów i utrzymanie konkurencyjności, nawet gdy warunki środowiskowe stają się bardziej nieprzewidywalne. Jako przykład podawali zastosowanie technologii edycji genów w badaniach i pracach rozwojowych w Europie do uprawy pszenicy o lepszej odporności na zgorzel główki kłosowej (Fusarium), jęczmienia o zwiększonej tolerancji na choroby oraz roślin o korzystnym profilu odżywczym. W przyszłych zastosowaniach innowacje te mogą być dostosowane do specyficznych czynników klimatycznych i wymagań agronomicznych polskich gospodarstw.
NGT jako uzupełnienie tradycyjnych metod
„NGT mają uzupełniać, a nie zastępować obecne metody rolnicze. Oferują także rolnikom elastyczność w zwiększaniu odporności, produktywności i rentowności, przy zachowaniu ich niezależności. Jasne ścieżki regulacyjne, testy i silna współpraca między nauką a przemysłem są kluczowe, aby te technologie mogły działać w praktyce” – podkreślał dr Röber.
Korzyści ekonomiczne dla polskiego rolnictwa
Po wejściu w życie nowych europejskich regulacji dotyczących NGT, narzędzia te mają potencjał, by przynieść polskiemu rolnictwu korzyści ekonomiczne, w tym: stabilne plony, poprawę wartości odżywczej produktów i dostęp do różnorodnych łańcuchów wartości, przy jednoczesnym wsparciu innowacji i zwiększaniu konkurencyjności.
Debaty o przyszłości rolnictwa, bezpieczeństwie żywnościowym, konkurencyjności sektora rolno-spożywczego oraz roli innowacji i młodego pokolenia rolników zdominowały program Europejskiego Forum Rolniczego 2026, które rozpoczęło się w Jasionce koło Rzeszowa. W wydarzeniu uczestniczą przedstawiciele administracji publicznej, środowiska naukowego, organizacji branżowych, przedsiębiorcy oraz rolnicy z całej Polski.
Wyzwania stojące przed sektorem
Tegoroczna edycja Forum po raz kolejny potwierdziła jego rolę jako jednej z najważniejszych platform dialogu poświęconych przyszłości polskiego i europejskiego rolnictwa. W trakcie licznych paneli dyskusyjnych uczestnicy podejmowali tematy związane z wyzwaniami stojącymi przed sektorem przetwórstwa rolno-spożywczego, a także znaczeniem innowacji technologicznych oraz zrównoważonego gospodarowania zasobami naturalnymi.
– Spotykamy się dzisiaj w czasach, kiedy decyzje podejmowane tysiące kilometrów stąd zmieniają opłacalność produkcji rolnej – zaznaczył Jerzy Buzek, Przewodniczący Rady Programowej Fundacji Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej podczas otwarcia Forum. – Wielkie katastrofy klimatyczne już nie są prognozą, tylko borykamy się z nimi na co dzień – dodał były premier.
„Bezpieczna Polska” – ważna debata o naszej przyszłości
Jednym z najważniejszych punktów programu była debata „Bezpieczna Polska”, w której udział wzięli przedstawiciele obozu rządzącego i opozycji: Władysław Kosiniak-Kamysz – wicepremier, Minister Obrony Narodowej, lider Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Mateusz Morawiecki – były prezes Rady Ministrów, obecnie Prezydent Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR), a także jeden z czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Dyskusja dotyczyła wielowymiarowego ujęcia bezpieczeństwa państwa, obejmującego zarówno kwestie militarne, jak i gospodarcze oraz żywnościowe. Uczestnicy podkreślali znaczenie stabilnej krajowej produkcji rolnej oraz sprawnych łańcuchów dostaw żywności jako elementów odporności państwa w sytuacjach kryzysowych.
Jednym z poruszonych przez dyskutantów tematów był program SAFE. – Europa musi robić więcej. Europa, szczególnie podczas naszej prezydencji, zaczęła robić więcej przez przyjęcie programu SAFE niż kiedykolwiek dla obronności. Musimy to wykorzystać, ja tego nie odpuszczę – zadeklarował szef MON. – Nie powinniśmy tyle uzbrojenia kupować, już teraz, na tym etapie, zza granicy. Powinniśmy jak najwięcej kupować tego uzbrojenia od polskich, prywatnych producentów po to, żeby następowała polonizacja tych produktów. To jest moim zdaniem warunek sine qua non bezpieczeństwa Polski – stwierdził Mateusz Morawiecki.
Istotnym elementem programu była również debata poświęcona wyzwaniom stojącym przed polskim przetwórstwem rolno-spożywczym oraz sposobom zwiększania jego konkurencyjności na rynku krajowym i międzynarodowym. W trakcie dyskusji zwracano uwagę na rolę innowacji technologicznych, modernizacji zakładów przetwórczych, poprawy jakości produktów oraz znaczenie wsparcia ze strony polityki rolnej i instrumentów finansowych.
Europejskie Forum Rolnicze 2026 w Jasionce poza debatami
Forum tradycyjnie uzupełniają wydarzenia towarzyszące o charakterze edukacyjnym i społecznym. Odbył się Turniej Rolnictwa Cyfrowego skierowany do uczniów szkół średnich. Z myślą o uczestnikach EFR przygotowano również wystawy poświęcone historii i dziedzictwu polskiej wsi, w tym ekspozycję „Tu rodziła się Solidarność rolników”.
Ważnym elementem wydarzenia jest prezentacja regionalnych produktów w ramach Podkarpackiego Bazarku oraz poczęstunek przygotowany przez Koła Gospodyń Wiejskich, które zaprezentowały tradycyjne potrawy kuchni regionalnej.
Europejskie Forum Rolnicze 2026 po raz kolejny potwierdza swoją rolę jako miejsca spotkania środowisk zaangażowanych w rozwój rolnictwa i obszarów wiejskich oraz przestrzeni wymiany doświadczeń i wypracowywania kierunków działań na przyszłość sektora rolno-spożywczego w Polsce.
Partnerami Strategicznymi VIII edycji Europejskiego Forum Rolniczego 2026 są: BIO-GEN – spółka biotechnologiczna oraz ORLEN.
Partnerami Głównymi wydarzenia są: Grupa Polmlek oraz Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa.
Partnerami wydarzenia są: AGRO Ubezpieczenia – Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych, Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy RP, ORLEN Paliwa, Corteva Agriscience oraz Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie.
See & Spray Select zapewnia ukierunkowane opryskiwanie chwastów, stosując herbicydy tylko tam, gdzie jest to konieczne, co przekłada się na maksymalnie zrównoważony rozwój.
Co znajdziesz w artykule?
Współczesne gospodarstwo rolne funkcjonuje w realiach szybkiego rozwoju technologii, zmiennych cen środków produkcji oraz rosnących wymagań środowiskowych. Park maszynowy przestał być wyłącznie narzędziem pracy – dziś jest jednym z kluczowych czynników wpływających na koszt produkcji i rentowność gospodarstwa.
Podstawowym pytaniem staje się więc nie tylko „co kupić”, ale przede wszystkim „kiedy wymienić”. Decyzja o zakupie nowej maszyny, remoncie czy wyborze rynku wtórnego powinna opierać się na analizie całkowitego kosztu użytkowania, który obejmuje spalanie, serwis, awaryjność, przestoje oraz utratę wartości. Aby podejmować racjonalne decyzje inwestycyjne, warto spojrzeć na maszynę jak na aktywo przechodzące kolejne etapy życia. Każdy z nich wiąże się z innym poziomem kosztów i ryzyka.
Cykl życia maszyny rolniczej – etapy i koszty użytkowania
Ekonomiczny cykl życia nie zawsze pokrywa się z fizyczną trwałością sprzętu. To, że maszyna nadal pracuje, nie oznacza, że jej użytkowanie jest opłacalne. W praktyce można wyróżnić cztery główne fazy użytkowania.
Faza nabycia i wdrożenia technologicznego
Proces zaczyna się już na etapie planowania zakupu. Kluczowe jest dopasowanie maszyny do areału, struktury upraw i intensywności pracy. Zbyt duża jednostka często generuje wyższe koszty zamiast oszczędności.
Nowoczesny sprzęt wiąże się także z kosztami wdrożeniowymi – nauką obsługi systemów automatycznego prowadzenia czy rolnictwa precyzyjnego. Bez odpowiedniego przygotowania operatora potencjalne oszczędności pozostają niewykorzystane.
Faza optymalnej produktywności i okres gwarancyjny
Najbardziej opłacalny etap przypada zwykle na pierwsze 3–5 lat lub około 3000–5000 mth. Maszyna jest wtedy najbardziej niezawodna, a koszty ograniczają się głównie do przeglądów. Technologie precyzyjne pozwalają zmniejszyć nakładki, zużycie paliwa i materiałów produkcyjnych, obniżając koszt pracy na hektar.
Faza wzrostu ryzyka awarii i rosnących kosztów serwisowych
Po przekroczeniu określonego przebiegu, często w zakresie 6000–8000 mth, rosną koszty napraw i ryzyko przestojów. Awaria w kluczowych momentach sezonu może generować straty większe niż koszt samej naprawy. To moment, w którym należy realnie ocenić, czy inwestować w remont, czy sprzedać maszynę, gdy nadal ma wartość rynkową.
Faza schyłkowa i decyzja o wycofaniu z eksploatacji
Ostatni etap pojawia się wtedy, gdy utrzymanie sprzętu przestaje być ekonomicznie uzasadnione. Wyższe spalanie, spadek wydajności i brak kompatybilności z nowymi technologiami powodują wzrost kosztu pracy. Częstym błędem jest dalsze użytkowanie maszyny tylko dlatego, że została spłacona, mimo że generuje rosnące koszty.
Wartość odsprzedaży powinna być traktowana jako element strategii inwestycyjnej już na etapie zakupu, ponieważ wpływa na rzeczywisty koszt użytkowania w całym cyklu życia.
Kiedy wymiana maszyny rolniczej zaczyna się opłacać?
Zakup nowej maszyny rolniczej to przede wszystkim decyzja wpływająca na strukturę kosztów gospodarstwa w kolejnych latach. Nowoczesne konstrukcje coraz częściej generują oszczędności poprzez niższe zużycie paliwa, materiałów produkcyjnych oraz większą precyzję pracy, co ogranicza straty plonu i czas wykonywania zabiegów.
Różnice między nowym sprzętem a maszynami sprzed kilkunastu lat wynikają głównie z automatyzacji i technologii rolnictwa precyzyjnego. Systemy zarządzania mocą, prowadzenie równoległe czy zmienne dawkowanie mogą znacząco obniżyć koszt produkcji na hektar, pod warunkiem właściwego wykorzystania ich potencjału.
Ciągniki Fendt
Nowa generacja Fendt 700 Vario Gen7 pokazuje trend zwiększania wydajności przy niższych obrotach silnika. Koncepcja FendtiD pozwala osiągać pełną moc przy mniejszej prędkości obrotowej, co przekłada się na redukcję zużycia paliwa i wolniejsze zużycie podzespołów. Układ VarioDrive poprawia manewrowość i ogranicza straty energii, a nowoczesne chłodzenie zmniejsza zapotrzebowanie na moc pomocniczą. Zakup ma największy sens przy intensywnej eksploatacji i dużej liczbie motogodzin rocznie.
Silnik AGCO Power CORE50 wyznacza nowe standardy dzięki koncepcji pracy na niskich obrotach FendtiD.
Ciągniki John Deere 8R
Seria 8R pokazuje, że efektywność pracy wynika dziś również z precyzji. System AutoTrac ogranicza nakładki podczas siewu i nawożenia, zmniejszając zużycie paliwa i środków produkcji. Technologie takie jak See& Spray umożliwiają punktowy oprysk, co obniża koszty środków ochrony roślin i wpływ na środowisko. Telemetria pozwala monitorować spalanie i planować serwis, redukując ryzyko kosztownych przestojów.
Kombajny Claas
Firma Claas od zawsze kładzie nacisk na jak najniższe zużycie paliwa oraz koszty eksploatacji w każdym z produkowanych modeli. Jednym z przykładów jest flagowy Claas Lexion 8000. W kombajnach kluczowy jest koszt zbioru tony plonu oraz zdolność wykorzystania krótkich okien pogodowych. Claas Lexion 8000 dzięki systemowi Dynamic Power optymalizuje zużycie paliwa przy zmiennym obciążeniu. Duże zbiorniki i szybki rozładunek skracają przestoje logistyczne, a ulepszone systemy chłodzenia ograniczają ryzyko awarii. Zakup nowego kombajnu jest najbardziej uzasadniony, gdy jego wydajność realnie skraca czas żniw lub zastępuje kilka starszych maszyn jedną.
Dynamic Power dopasowuje moc silnika do warunków działania i odznacza się wyjątkowo niskim zużyciem paliwa.
Nowa maszyna vs. remont vs. rynek wtórny
Modernizacja parku maszynowego zwykle oznacza wybór między trzema rozwiązaniami: zakupem nowej maszyny, remontem obecnej lub zakupem sprzętu używanego. Kluczowe znaczenie mają intensywność użytkowania i skala gospodarstwa. W dużych gospodarstwach, gdzie liczy się niezawodność i ciągłość pracy w sezonie, nowa maszyna często okazuje się najbardziej racjonalna. W mniejszych i średnich gospodarstwach niższe wykorzystanie roczne sprawia, że remont lub rynek wtórny mogą być bardziej ekonomiczne.
Remont a wymiana maszyny rolniczej – kiedy naprawa ma sens?
Generalny remont bywa niedoceniany, choć często stanowi optymalne rozwiązanie, zwłaszcza w przypadku solidnych konstrukcyjnie ciągników o większej mocy. Nowa maszyna traci najwięcej na wartości w pierwszych latach, dlatego koszt gruntownej renowacji starszego modelu może pozwolić na kilka kolejnych lat efektywnej pracy przy niższym nakładzie finansowym.
Remont zwykle obejmuje silnik, przekładnię, hydraulikę czy ogumienie, a regeneracja kluczowych podzespołów może poprawić spalanie i wydajność. Warunkiem opłacalności jest dobra znajomość historii sprzętu, zdrowa konstrukcja i dopasowanie planowanego obciążenia do możliwości maszyny.
Używane maszyny są znacznie tańsze w zakupie, jednak nie zawsze generują niższy koszt pracy. Starsze modele często zużywają więcej paliwa, mają mniej wydajne układy hydrauliczne i brak systemów rolnictwa precyzyjnego, co zwiększa zużycie materiałów oraz ryzyko nakładek podczas zabiegów. Dlatego kluczowa jest analiza kosztu na hektar, a nie tylko ceny zakupu. Sprzęt używany dobrze sprawdza się przy umiarkowanej intensywności pracy, natomiast w produkcji intensywnej jego ograniczenia szybko wpływają na ekonomikę gospodarstwa.
Poszukując używanej maszyny o mniejszym stopniu skomplikowania, jak agregat uprawowy, przyczepa czy sprzęt zielonkowy, warto też rozważyć zakup nowej, na przykład polskiej maszyny. Krajowi producenci przez ostatnie 5 lat w dużym stopniu dogonili zachodnie maszyny pod względem jakości i rozwiązań technicznych, zachowując przy tym niższą cenę w porównaniu do zachodnich odpowiedników. Często te maszyny są również oferowane z finansowaniem fabrycznym, co czyni je lepszym wyborem niż zakup używanej zachodniej maszyny.
Użytkownicy maszyn często decydują się na zakup z rynku wtórnego, szczególnie widoczne jest to w przypadku maszyn zielonkowych.
Rola rolnictwa precyzyjnego w obniżaniu kosztów produkcji
Technologie precyzyjne, będące niegdyś dodatkiem, stały się dziś elementem wpływającym bezpośrednio na konkurencyjność gospodarstwa. Automatyczne prowadzenie, sterowanie sekcjami GPS czy mapowanie plonów obniżają koszty produkcji poprzez eliminację niewidocznych strat. Ograniczenie nakładek podczas nawożenia i oprysków przynosi realne oszczędności już od pierwszego sezonu, a przy większym areale inwestycje w systemy naprowadzania często zwracają się w ciągu 1–2 lat.
Precyzyjne dawkowanie nawozów pozwala zmniejszyć ich zużycie bez spadku plonu, a punktowe opryskiwanie redukuje koszty środków ochrony roślin. Mapowanie plonów ułatwia planowanie struktury zasiewów i nawożenia w kolejnych sezonach. Coraz większe znaczenie ma także telemetria, umożliwiająca analizę wykorzystania maszyn i eliminację zbędnych przejazdów, które zwiększają spalanie i przyspieszają zużycie podzespołów.
Zastosowanie systemów GPS w używanych maszynach znacząco podnosi ich wydajność. Fot. D. Tomaszewski
Kiedy dopłaty zmieniają rachunek ekonomiczny?
Decyzja o zakupie nowej maszyny coraz częściej zależy od dostępności dotacji, a nie wyłącznie od stanu technicznego sprzętu. W latach 2024–2026 środki z Planu Strategicznego WPR i KPO obniżają koszt inwestycji do poziomu zbliżonego do zakupu sprzętu używanego, co może przyspieszać wymianę parku maszynowego.
Dla rolnika oznacza to większą dostępność nowych technologii, jednak dotacja nie powinna być jedynym argumentem – kluczowe pozostaje dopasowanie maszyny do realnych potrzeb. Nawet wysoka refundacja nie uzasadnia przewymiarowanej inwestycji generującej zbędne koszty.
Strategia inwestycyjna gospodarstwa
Planowanie inwestycji coraz częściej wymaga śledzenia terminów naborów i priorytetów polityki rolnej. Programy ARiMR wyraźnie promują technologie cyfrowe, rozwiązania ograniczające emisje oraz zwiększające efektywność wykorzystania zasobów. Wsparcie finansowe może pokrywać znaczną część kosztów, co ułatwia ekonomiczne uzasadnienie zakupu nowych maszyn lub systemów cyfrowych, szczególnie przy intensywnej eksploatacji.
Dodatkowe programy dla grup producentów i młodych rolników przyspieszają modernizację, umożliwiając dostęp do technologii pozostających wcześniej poza zasięgiem ich możliwości finansowych.
Rolnictwo 4.0 – sposób na wydłużenie życia starszych maszyn
Program Rolnictwo 4.0 oferuje alternatywę między zakupem nowego sprzętu a utrzymywaniem starego bez modernizacji. Doposażenie maszyn w systemy GPS, telemetrię czy automatyzację może znacząco poprawić efektywność pracy i ograniczyć zużycie materiałów produkcyjnych.
Niski próg wejścia sprawia, że rozwiązanie to jest dostępne także dla mniejszych gospodarstw i pozwala wydłużyć ekonomiczny cykl życia sprzętu przy relatywnie niewielkich nakładach. Kluczowy wniosek jest taki, że dotacje często zmieniają moment opłacalnej wymiany – sprzedaż maszyny wcześniej, zanim wzrosną koszty serwisowe i spadnie jej wartość rynkowa, może być bardziej racjonalna ekonomicznie.
Wynajem maszyn rolniczych jako alternatywa dla zakupu
Alternatywą jest wynajem, w którym rolnik płaci za korzystanie z maszyny, często wraz z serwisem i gwarancją dostępności. Rozwiązanie to sprawdza się szczególnie przy technologicznie zaawansowanych maszynach, takich jak kombajny czy specjalistyczne opryskiwacze, gdzie koszty pogwarancyjne są trudne do przewidzenia.
Wynajem ogranicza ryzyko związane z utratą wartości sprzętu i daje większą elastyczność gospodarstwom rozwijającym się lub zmieniającym strukturę produkcji. Kluczowa różnica polega na podejściu do własności – leasing prowadzi do jej uzyskania, natomiast wynajem koncentruje się na efekcie pracy bez konieczności posiadania maszyny.
Kiedy wymiana na nową maszynę jest naprawdę konieczna?
Analiza cyklu życia maszyny ma sens tylko wtedy, gdy prowadzi do konkretnych decyzji. Wielu rolników odkłada wymianę, ponieważ sprzęt nadal działa, jednak moment opłacalnej zmiany często pojawia się wcześniej – gdy maszyna przestaje generować realny zysk.
Pierwszym sygnałem jest spadek dyspozycyjności. Jeśli koszty napraw, części i przestojów zbliżają się do około połowy kosztu finansowania nowej maszyny, gospodarstwo faktycznie już ponosi koszt wymiany, ale bez korzyści technologicznych. Szczególnie ryzykowne są awarie w kluczowych okresach sezonu.
Drugim czynnikiem jest luka technologiczna. Brak systemów automatycznego prowadzenia, zmiennego dawkowania czy kontroli sekcji zwiększa zużycie materiałów i generuje ukryte straty, które przy dużym areale mogą osiągać znaczące wartości.
Trzecim elementem są dotacje. Wysoki poziom refundacji może sprawić, że koszt nowej maszyny zbliży się do kosztu remontu, oferując jednocześnie gwarancję, wyższą wydajność i niższe spalanie. Istotne są również rosnące wymagania środowiskowe i technologiczne, które ograniczają możliwości starszego sprzętu.
Maszyna ma zarabiać – jak kontrolować koszty pracy?
Nowoczesne gospodarstwo powinno traktować park maszynowy jak strategiczne aktywo. Cykl życia maszyny kończy się nie wtedy, gdy przestaje działać, lecz gdy przestaje być ekonomicznie uzasadniona.
Częstym błędem jest utrzymywanie spłaconego sprzętu mimo rosnących kosztów eksploatacji, większego spalania i niższej wydajności. Z drugiej strony zakup nowej maszyny ma sens tylko przy odpowiednim wykorzystaniu i dopasowaniu do skali produkcji – sama technologia nie gwarantuje zysku.
Kluczowym wskaźnikiem powinna być nie metryka sprzętu, lecz koszt pracy na hektar. Gospodarstwa budujące przewagę konkurencyjną planują wymianę z wyprzedzeniem, wykorzystują dotacje strategicznie i traktują rolnictwo precyzyjne jako narzędzie ograniczania kosztów. Ostatecznie najlepsza maszyna to ta, która w danych warunkach pozwala produkować taniej, szybciej i z mniejszym ryzykiem.
Święta jajeczne coraz bliżej, a właściciele ferm i kurników pracują pełną parą. Sprzedaż jaj mocno wzrosła, ceny są wysokie i koszty również. A jak sytuację oceniają hodowcy?
Choroby drobiu wpływają na koniunkturę
Jarosław Mormuł, prezes RSP Skrzypiec:
– Nasza spółdzielnia od 1978 roku zajmuje się produkcją jaj konsumpcyjnych. Ostatni rok, to to był wybitnie rok producenta. Przyczyną bardzo dobrej koniunktury generalnie były choroby drobiu i związane z tym ryzyko. Niestety część hodowców, którzy mieli problemy, poległo. Wiele milionów kur zostało wyciętych. W skali kraju było to kilkanaście milionów, mniej więcej 25, nawet do 30%, licząc tak rok do roku. Ale generalnie można powiedzieć, że to był problem ogólnoświatowy, bo i w Stanach Zjednoczonych i w Europie był taki ubytek. W związku z tym sytuacja obecna przed tymi świętami wielkanocnymi, które wbrew pozorom marketingowo i sprzedażowo są zwykle nieco słabsze niż Boże Narodzenie, nie została jeszcze zabliźniona. Skutki tych ubytków pogłowia nie zostały uzupełnione.
Podaż jaj jest niższa
– Część hodowców też waha się, czy inwestować, ponieważ ponieśli straty, mają problemy organizacyjne z ustawieniami i tak dalej. To powoduje, że podaż jest zdecydowanie mniejsza. Braki są odczuwalne. My w kraju cały czas niezachowanie produkujemy więcej niż wynosi nasz popyt wewnętrzny. Niemniej kontrakty eksportowe są całkowicie realizowane, bo one są długofalowe. Tradycyjnie sprzedaż wzrasta przed świętami. Są to takie piki sprzedażowe. Zresztą myślę, że to występuje nie tylko w asortymencie jaj, ale i w przeróżnych towarach. Przed świętami ludzie robią złożone zakupy, ale jajko na pewno jest tutaj na pierwszym miejscu. My mamy też swoje punkty sprzedaży, które są, można powiedzieć, barometrem, na podstawie których można by stwierdzić, jak się zachowuje rynek. Od mniej więcej dwóch tygodni nasze sklepy sprzedają dwukrotnie więcej niż w normalnych tygodniach. A z ostatnich kilku dni, to bym powiedział, że trzy razy więcej.
Popyt jest duży
Wojciech Kaleciński, prezes RSP Krobusz:
– Koniunktura na jaja cały czas jest. Teraz akurat mamy okres przedświąteczny. Więc ludzie, nie powiem, że walą drzwiami i oknami, no ale przychodzą. Mamy pewną renomę tutaj na tym naszym lokalnym ryneczku. Jest to wolny wybieg. Jajko jest naprawdę dobre, bo po pierwsze jest świeże. Codziennie dowozimy towar do tych naszych sklepów. Nie rzucamy się gdzieś daleko, bo mamy zbyt pod ręką, więc to wszystko schodzi. Akurat jestem w drodze, żeby dowieźć partię towaru, bo dziewczyny już mnie goniły, że nie mają co sprzedawać, a ludzie przychodzą i pukają do drzwi. I cena jest niezła.
Zagrożenie z zagranicy
Marcin Baranowski, dyrektor operacyjny ModernHatch:
– Sytuacja na rynku drobiarskim jest dynamiczna i dla niektórych trudna. Dynamiczna dlatego, że w kraju mamy problemy z jednostkami chorobowymi w kraju, w Europie, które powodują, że podaż jaj, podaż drobiu, cykliczność i regularność produkcji jest zachwiana. Do tego mamy zagrożenie w postaci mocno rozwijającego się przemysłu drobiarskiego ukraińskiego i MERCOSUR. Jest to trudne, ale Polacy są bardzo mobilni, bardzo elastyczni, szybko działają, szybko podejmują decyzje i ja bym się nie bał o polską produkcję drobiarską. Większe problemy ma zachodnia produkcja drobiarska. My sobie poradzimy.
Niepewny rynek
Paweł Podstawka, przewodniczący Krajowej Federacji Hodowców Drobiu i Producentów Jaj, prezes zarządu Drobiarstwo Sp. z o. o.:
– Sytuacja na rynku jaj na dzień dzisiejszy jest cały czas rozchwiana, dlatego że przez choroby, które dziesiątkują stada, cały czas jesteśmy w takiej fazie niepewności. Dodatkowo kwestie związane z blokadami i sytuacją międzynarodową tego nie ułatwiają. Mamy cały czas napływ jajka z Ukrainy, które jest sprzedawane gdzieś na boku i to wszystko rozwala ten rynek i w zasadzie nie można spokojnie planować produkcji z miesiąca na miesiąc.
Dominują jaja klatkowe
– Pasza rzeczywiście jest tańsza niż była do tej pory i te marże są wysokie, ale te marze nie wynikają z tego, że hodowcy chcą niebotyczne pieniądze zarobić, tylko sytuacja na rynku wygląda tak, że jeżeli są braki, sieci wycofują trójki ze swojego asortymentu, więc automatycznie tego jajka brakuje. My w Polsce mamy ponad 63% produkcji w klatkach, więc automatycznie brakuje asortymentu. Ten asortyment jest zasypywany przez kontrakty zagraniczne i w tym momencie mamy sytuację taką, jaką mamy. Marża na jajku jest bardzo wysoka, sprzedaż jest, ale cały czas są niedobory w dostawach, w związku z tym cena jest odzwierciedleniem tego, co się dzieje na rynku.
Hodowcy powoli inwestują
– Problemy inwestycyjne hodowców są związane z tym, że niestety gminy i pozwolenia środowiskowe, które są wydawane, idą bardzo ciężko. Moglibyśmy rozwijać tę produkcję znacznie szybciej, gdyby były ułatwienia administracyjne, a na dzień dzisiejszy mamy tylko i wyłącznie utrudnienia. I to jest też konsekwencja tego, że w zasadzie z jednej strony wymuszana jest na nas transformacja, żebyśmy robili to w innym, alternatywnym hubie, a z drugiej strony, jak już przychodzi do tego, że decyzja zapadła i sieci wycofały na przykład te trójki, no to nie ma żadnej odpowiedzi ze strony Rządu, żeby dofinansować tą transformację i cały ciężar tych zmian jest przerzucany na nas. Więc my, tak na dobrą sprawę, te środki, które na dzieś generujemy przy tej wysokiej cenie jajka, musimy przeznaczyć na transformację.
82 odmiany – tyle obecnie kreacji jęczmienia jarego znajdziemy w Krajowym rejestrze. Postęp hodowlany pozwala skutecznie wykorzystać jego potencjał plonowania w warunkach polowych i utrzymać konkurencyjność uprawy wobec formy ozimej.
Dlaczego jęczmień jary nadal ma duże znaczenie w uprawie?
Jęczmień jary jest znanym i cenionym od dekad gatunkiem zbożowym w Polsce. Notowane ostatnie spadki powierzchni zasiewów (200,6 tys. ha w 2025 roku wg ARiMR) nie oznaczają jednak całkowitego zaniechania uprawy czy ograniczenia postępu w hodowli. Gatunek ten nadal zachowuje istotne znaczenie gospodarcze.
Ziarno jęczmienia jest z powodzeniem wykorzystywane zarówno w produkcji paszowej, jak i w przemyśle browarniczym. Jęczmień jary pozostaje ponadto ważnym elementem płodozmianu. Jako dobry przedplon sprzyja racjonalnemu gospodarowaniu stanowiskiem i umożliwia elastyczne reagowanie na zmienne warunki agrotechniczne. W obliczu postępujących zmian klimatycznych, rosnącego udziału ozimin oraz presji na efektywność produkcji szczególnego znaczenia nabiera właściwy dobór kreacji. Dzięki znacznemu postępowi rolnicy coraz lepiej wykorzystują potencjał hodowli w produkcji polowej, selekcjonując odmiany w oparciu o wyniki Porejestrowego Doświadczalnictwa Odmianowego (PDO).
Zmiany klimatyczne – przejawiające się coraz częściej w postaci susz wiosennych, nierównomiernych opadów oraz niestabilnego przebiegu pogody – wpływają na opłacalność i bezpieczeństwo produkcji roślinnej. W tym kontekście zboża jare, w tym jęczmień jary, pełnią istotną funkcję stabilizującą.
Krótki okres wegetacji, możliwość elastycznego terminu siewu oraz mniejsze wymagania wodne w porównaniu z innymi gatunkami sprawiają, że jęczmień jary może stanowić alternatywę lub uzupełnienie dla ozimin, zwłaszcza w latach, gdy ich przezimowanie jest niepewne. Ten sezon może być właśnie decydujący wobec mroźnej i często bezśnieżnej zimy. Z ostatecznym werdyktem musimy się jednak wstrzymać do momentu nadejścia wiosny i rozpoczęcia wegetacji.
PDO jęczmienia jarego – jak wybrać najlepszą odmianę?
Kluczową rolę w racjonalnym wykorzystaniu potencjału odmianowego jęczmienia jarego odgrywa PDO. System doświadczeń porejestrowych prowadzonych w różnych rejonach kraju umożliwia ocenę odmian w zróżnicowanych warunkach klimatyczno-glebowych oraz przy różnych poziomach agrotechniki. W ramach PDO oceniane są m.in. plonowanie, odporność na najważniejsze choroby grzybowe (mączniak prawdziwy, rynchosporioza, plamistość siatkowa), podatność na wyleganie, wczesność dojrzewania, masa tysiąca ziaren oraz zawartość białka.
W 2025 roku plonowanie odmian wzorcowych (Aristelle, LG Flamenco i Tilmor) było wyraźnie wyższe niż w latach poprzednich – uzyskano średnio 76,3 dt/ha ziarna na poziomie przeciętnej agrotechniki oraz 84,0 dt/ha przy technologii intensywnej. Pokazuje to, że odpowiednio dobrana kreacja pozwala w praktyce produkcyjnej skutecznie wykorzystać potencjał plonowania potwierdzony w doświadczeniach.
Postęp hodowlany jęczmienia jarego – główne kierunki zmian
Hodowla jęczmienia jarego koncentruje się na kilku kluczowych kierunkach. Podstawowym celem jest zwiększanie potencjału plonowania przy jednoczesnym zachowaniu jego stabilności w zmiennych warunkach środowiskowych. Równolegle duży nacisk kładzie się na poprawę odporności na choroby oraz tolerancję na stresy abiotyczne jak niedobór wody czy chłody wiosenne. Postęp hodowlany w tych obszarach umożliwia ograniczenie nakładów na ochronę roślin i zwiększa bezpieczeństwo produkcji.
Szczególne znaczenie w hodowli mają odmiany przeznaczone do celów browarnych. Kluczowe są tutaj cechy jakościowe ziarna, w tym niska i stabilna zawartość białka, wyrównanie ziarna oraz wysoka wartość browarna. Ze względu na wysokie wymagania przemysłu browarniczego oraz duże ryzyko produkcyjne i ekonomiczne oraz sporą konkurencję firm zagranicznych hodowla takich odmian w Polsce ma jednak ograniczony zakres.
Jęczmień jary na cele pastewne. Listy odmian zalecanych do uprawy na obszarze województw na rok 2026
Nowe odmiany jęczmienia jarego – co wybrać?
Aktualna struktura Krajowego rejestru odmian jęczmienia jarego wyraźnie odzwierciedla potrzeby krajowego rolnictwa. Spośród 82 zarejestrowanych odmian aż 70 stanowią odmiany pastewne (w tym jedna nieoplewiona), z czego znaczna część to odmiany hodowli krajowej. Są one zazwyczaj lepiej przystosowane do lokalnych warunków siedliskowych, charakteryzują się stabilnym plonowaniem i mniejszymi wymaganiami agrotechnicznymi. Odmiany browarne (12 pozycji w KR) pochodzą wyłącznie z hodowli zagranicznych i dominują w segmencie produkcji surowca dla przemysłu słodowniczego.
W 2025 roku zarejestrowano w Krajowym rejestrze 10 nowych odmian, w tym dwie browarne – LG Caruso i Sartre oraz osiem pastewnych: Antares, Kamrat, KWS Imagis, Level, Magellan, Nestor, Orlando i Robin. Nowo zarejestrowane kreacje wyróżniają się wysokim potencjałem plonowania oraz dobrą odpornością na choroby. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że aż sześć z nich pochodzi z krajowych programów hodowlanych. W tym okresie wykreślono natomiast 5 odmian: LG Rumba, Jovita, Avus, Xanadu i Beatrix.
Ceny rzepaku w 2026 roku: Najnowsza aktualizacja bilansów Komisji Europejskiej (z 26 marca 2026 r.) oraz wiosenna edycja raportu „Agromapa” przygotowana przez analityków Crédit Agricole rysują skomplikowany obraz rynku rzepaku. Z jednej strony mamy solidną produkcję i rekordowy popyt ze strony tłoczni, z drugiej – bezprecedensową presję ze strony importu gotowego oleju.
Fundamenty podażowe: Rzepak odzyskuje pozycję
Według prognoz KE, unijna produkcja rzepaku w 2026 roku ma wynieść 19,9 mln ton (+5,9% powyżej średniej pięcioletniej). Jednak bilans surowcowy wskazuje na napięcie:
Rekordowe tłoczenie: Unijne zakłady planują przerobić aż 24,88 mln ton ziarna.
Topniejące rezerwy: Zapasy końcowe ziarna w Unii spadną do zaledwie 722 tys. ton. To sygnał, że rynek będzie bardzo wrażliwy na jakiekolwiek zakłócenia w dostawach.
Rynek oleju: Importowy rekord studzi nastroje
Kluczowym elementem układanki, który może hamować wzrosty cen rzepaku w Polsce, jest bilans gotowego oleju rzepakowego. Dane z najnowszego zestawienia KE dla sezonu 2026/27 są alarmujące dla rodzimych producentów:
Ogromny skok importu: Unia planuje sprowadzić rekordowe 6,15 mln ton olejów roślinnych z krajów trzecich.
Zalew olejem rzepakowym: Sam przywóz gotowego oleju rzepakowego ma wzrosnąć do poziomu 466 tys. ton (dla porównania w sezonie 2024/25 było to zaledwie 295 tys. ton).
Konkurencja z Ukrainy: Większość tego wolumenu to tani olej z Ukrainy, który trafia bezpośrednio do sektora spożywczego i paliwowego, ograniczając konieczność kupowania i przerabiania droższego ziarna od unijnych rolników.
Ceny w Polsce: Rynek fizyczny kontra prognozy bankowe
Na początku kwietnia 2026 roku sytuacja cenowa jest wyjątkowo dynamiczna. Choć paryska giełda (kontrakt sierpniowy) przy kursie 4,29 zł wycenia rzepak na 2145 zł/t (01.04.2026), rynek fizyczny płaci znacznie więcej za stare nasiona:
Skupy lokalne: Średnie ceny w kraju oscylują wokół 2235 zł/t.
Tłocznie: Zakłady takie jak Osiek oferują nawet 2270 zł/t za rzepak bez dopłat.
Agromapa CA: Analitycy Crédit Agricole podtrzymują optymistyczny scenariusz, przewidując, że na koniec 2026 roku cena może sięgnąć poziomu 2300 zł/t.
Największe zagrożenia dla cen rzepaku
Mimo niskich zapasów ziarna, rolnicy muszą brać pod uwagę dwa główne hamulce:
Nadmiar gotowego oleju: Rekordowy przywóz oleju rzepakowego z Ukrainy może sprawić, że tłocznie nie będą skłonne do dalszego podbijania cen ziarna, mając dostęp do tańszego półproduktu.
Konkurencja innych tłuszczów: Import pozostałych olejów (palmowego i słonecznikowego) ma wynieść łącznie blisko 5 mln ton, co tworzy silną barierę dla cen oleju rzepakowego, a w konsekwencji – dla cen surowca na polach.
Podsumowanie dla producenta
Sezon 2026/27 będzie walką między bardzo niskim stanem magazynowym nasion w Europie a rekordowym importem gotowego oleju. Obecne ceny w okolicach 2200–2270 zł/t są atrakcyjne, jednak rosnąca presja ze strony ukraińskiego oleju może uniemożliwić realizację najbardziej optymistycznych scenariuszy wzrostowych. Dla rolników to sygnał do ostrożnej strategii sprzedaży i bacznego obserwowania tempa napływu produktów przetworzonych ze Wschodu.
Połączenie idei rolnictwa regeneratywnego z technologiami rolnictwa precyzyjnego i Rolnictwa 4.0 pozwoli rolnikom skuteczniej radzić sobie z wpływem zmian klimatycznych na produkcję rolną. Fot. J. Skudlarski
Co znajdziesz w artykule?
Zmiany klimatyczne, degradacja gleb i utrata bioróżnorodności to problemy, przed którymi stoi obecne rolnictwo, borykające się ponadto z zakłóceniem opłacalności produkcji na skutek perturbacji polityczno-gospodarczych. Rolnicy potrzebują nowych metod działania: praktyk rolniczych, technologii i rozwiązań technicznych, które pozwolą im produkować żywność w sposób bardziej efektywny i odporny na zmienne warunki pogodowe.
Odpowiedzią na te wyzwania jest rolnictwo regeneratywne, które wraz z towarzyszącymi mu innowacjami i narzędziami oferuje podejście łączące wydajność produkcji z odbudową zasobów naturalnych. Bardziej efektywny i zrównoważony model produkcji żywności stanowić może połączenie idei rolnictwa regeneratywnego z technologiami Rolnictwa 4.0.
Wpływ zmian klimatu na rolnictwo
Obserwowane w ostatnich latach zmiany klimatyczne w szczególny sposób oddziałują na rolnictwo. Coraz mniej przewidywalny przebieg pór roku, wydłużająca się jesienna wegetacja, brak stabilnej pokrywy śnieżnej zimą czy częste niedobory wody w glebie zaburzają naturalny rytm produkcji rolnej. Dodatkowo zmieniają się wzorce opadów. Deszcze są nieregularne, często gwałtowne i krótkotrwałe, a po nich następują długie okresy suszy. Wszystko to wpływa negatywnie na wysokość i jakość plonów, kondycję gleby oraz stabilność produkcji.
Coraz częstsze zjawiska ekstremalne, takie jak ulewy, gradobicia, silne wiatry czy długotrwałe susze, powodują bezpośrednie straty w uprawach i hodowli. Wypłukiwanie składników pokarmowych, erozja gleby oraz rozwój chorób, szkodników i gatunków inwazyjnych dodatkowo zwiększają ryzyko prowadzenia działalności rolniczej.
Konsekwencje tych procesów wykraczają poza same gospodarstwa. Spadki plonów i produkcji zwierzęcej mogą prowadzić do ograniczenia podaży żywności, wzrostu cen oraz pogorszenia bezpieczeństwa żywnościowego, szczególnie w regionach bardziej wrażliwych ekonomicznie.
W tej sytuacji rolnictwo stoi przed podwójnym wyzwaniem. Z jednej strony musi dostosować się do nowych warunków klimatycznych, zwiększając odporność systemów produkcji. Z drugiej zaś powinno aktywnie przyczyniać się do ograniczania emisji gazów cieplarnianych i ochrony zasobów naturalnych, również w odpowiedzi na regulacje wynikające z polityk środowiskowych jak Europejski Zielony Ład. Odpowiedzią na te wyzwania mogą być praktyki oparte na odbudowie naturalnych procesów, w tym poprawie żyzności gleby, retencji wody, zwiększaniu bioróżnorodności i wiązaniu węgla w glebie. Takie podejście proponują rolnictwo regeneratywne oraz rolnictwo węglowe, które łączą produkcję żywności z działaniami na rzecz klimatu i środowiska
Rolnictwo węglowe koncentruje się przede wszystkim na zwiększaniu zdolności gleb oraz roślin do pochłaniania i magazynowania dwutlenku węgla z atmosfery. Jego głównym celem jest ograniczenie zmian klimatycznych poprzez sekwestrację węgla w glebie, czyli gromadzenie materii organicznej w sposób trwały. Rolnictwo węglowe obejmuje działania takie jak: stosowanie międzyplonów, ograniczenie intensywnej uprawy gleby, wprowadzanie roślin okrywowych czy zwiększanie udziału trwałych użytków zielonych.
W przeciwieństwie do rolnictwa regeneratywnego, które ma szerszą perspektywę obejmującą odbudowę całego agroekosystemu, rolnictwo węglowe skupia się głównie na aspekcie klimatycznym i bilansie emisji gazów cieplarnianych w rolnictwie.
Rolnictwo regeneratywne to podejście do produkcji rolnej, które zakłada współpracę z naturą, a nie walkę z nią. Nie chodzi jedynie o utrzymanie obecnego stanu środowiska, lecz o odwracanie degradacji i odbudowę gleby tak, aby była zdrowsza i bardziej żyzna niż wcześniej. U podstaw tego podejścia leży przywracanie jakości zdegradowanych gleb poprzez praktyki oparte na zasadach ekologii, takie jak uprawa bezorkowa, ograniczenie stosowania nawozów sztucznych i pestycydów czy adaptacyjne wypasanie zwierząt.
Uprawa bezorkowa to jedna z praktyk rolnictwa regeneratywnego. Wykonujące ją agregaty mogą być wyposażone w systemy nawigacji satelitarnej. Fot. J. Skudlarski
Kluczowym elementem rolnictwa regeneratywnego jest rentowność gospodarstw. Rolnicy i hodowcy muszą osiągać zyski, aby móc inwestować w ziemię i jej dalszą odbudowę. Wielu z nich zaczynało wprowadzać zmiany z powodów ekonomicznych, gdyż chcieli ograniczyć koszty produkcji, na przykład poprzez zmniejszenie wydatków na pasze, nawozy czy paliwo. Z czasem odkrywali, że fundamentem całego systemu jest zdrowa gleba. Poprawa jej kondycji zwiększa odporność gospodarstwa na zmienne warunki pogodowe, stabilizuje plony i zmniejsza potrzebę stosowania kosztownych środków zewnętrznych.
Zdrowa gleba stanowi podstawę zrównoważonego rolnictwa. Gospodarstwa regeneratywne często zwiększają różnorodność roślin i zwierząt, co sprzyja bioróżnorodności oraz tworzy dodatkowe źródła dochodu. Wypas na użytkach zielonych odgrywa tu szczególną rolę. Odpowiednio zarządzane pastwiska wpływają korzystnie na jakość gleby i wody, a także pomagają w magazynowaniu węgla w glebie.
Rolnictwo regeneratywne to przede wszystkim sposób myślenia. Nie opiera się na jednym, sztywnym zestawie praktyk, lecz na dostosowywaniu działań do lokalnych warunków i potrzeb konkretnego gospodarstwa. Jego celem jest mierzalna poprawa zdrowia gleby, co przynosi korzyści nie tylko rolnikom, lecz także środowisku.
Rolnictwo 4.0 w koncepcji rolnictwa regeneratywnego i węglowego
Rosnące zainteresowanie narzędziami cyfrowymi w rolnictwie stwarza szansę na zwiększenie skali wdrażania praktyk regeneratywnych. Chociaż rolnictwo regeneratywne i rolnictwo cyfrowe na pierwszy rzut oka nie wydają się naturalnymi partnerami, to jednak istnieje kilka synergii, które mogą wspierać skalowanie obu tych obszarów.
Istnieje wiele sposobów wykorzystania narzędzi cyfrowych w celu ułatwienia płynniejszego przejścia na praktyki regeneratywne. Istotną rolę w realizacji założeń rolnictwa regeneratywnego odgrywa rolnictwo precyzyjne. Rozwiązania dostępne w koncepcji Rolnictwa 4.0 umożliwiają dokładne dostosowanie dawek nawozów mineralnych i organicznych, materiału siewnego oraz środków ochrony roślin, co pozwala ograniczyć zużycie wspomnianych środków do produkcji, zwiększyć efektywność produkcji rolnej zarówno pod względem ekonomicznym, jak i ekologicznym.
Dokładne dostosowanie dawek nawozów oraz środków ochrony roślin pozwala ograniczyć nadmierne chemiczne obciążenie środowiska, co sprzyja regeneracji mikroorganizmów glebowych oraz rozwojowi populacji pożytecznych owadów. Rolnictwo precyzyjne opiera się również na gromadzeniu i analizie danych przestrzennych w formie map, które przedstawiają zróżnicowanie plonów, właściwości gleby oraz jej zasobność w składniki odżywcze i próchnicę.
Informacje te pozyskiwane są m.in. dzięki czujnikom montowanym na maszynach rolniczych, obrazom satelitarnym i dronowym, technologiom skanowania gleby, a także klasycznym badaniom laboratoryjnym próbek glebowych. Opracowane mapy zmienności umożliwiają identyfikację obszarów wymagających szczególnej poprawy struktury gleby lub zwiększenia zawartości materii organicznej. Jednocześnie stanowią one podstawę do bardziej racjonalnego nawożenia oraz precyzyjnego wysiewu nasion.
Przydatne dla rolnictwa regeneratywnego okazują się również technologie, których dostarczyła i dostarcza czwarta rewolucja technologiczna.
Wykorzystująca techniki satelitarne technologia zmiennego dawkowania nawozów znajduje zastosowanie również w rolnictwie regeneratywnym. Fot. J. Skudlarski
Internet Rzeczy w rolnictwie regeneratywnym
Najbardziej charakterystycznym rozwiązaniem Rolnictwa 4.0 jest Internet Rzeczy (IoT – Internet of Things) swego rodzaju sieć rożnego rodzaju urządzeń i maszyn podłączonych do Internetu. Internet Rzeczy okazuje się nieodzownym narzędziem inteligentnego rolnictwa, które umożliwia produkcję żywności w sposób zrównoważony, czyli inaczej mówiąc zdecydowanie mniej niekorzystny dla środowiska naturalnego, niż ma to miejsce w klasycznym rolnictwie.
Urządzenia IoT zapewniają wgląd w czasie rzeczywistym w stan gleby, kondycję i rozwój upraw, efektywne nawadnianie i warunki pogodowe. Dzięki temu rolnicy mają dostęp do danych, które pozwalają im optymalizować praktyki rolnicze, zwiększyć przewidywalność plonów i jednocześnie obniżyć koszty.
Jednym z ważnych zastosowań nowoczesnych technologii w rolnictwie jest obserwacja i analiza warunków atmosferycznych, które w dużym stopniu determinują rozwój roślin, a w konsekwencji wpływają na poziom oraz jakość uzyskiwanych plonów. Czujniki wykorzystujące Internet Rzeczy pozwalają na bieżący pomiar kluczowych parametrów pogodowych, takich jak temperatura i wilgotność powietrza, suma opadów, a także prędkość i kierunek wiatru. Informacje te są niezbędne przy planowaniu wielu działań agrotechnicznych, m.in. wykonywania zabiegów opryskiwania, nawożenia mineralnego czy organizacji nawadniania.
Dane zbierane przez systemy pomiarowe mogą być następnie analizowane przez specjalne algorytmy, które umożliwiają tworzenie prognoz pogody oraz ocenę prawdopodobieństwa wystąpienia chorób grzybowych i pojawienia się szkodników. Dzięki temu rolnicy mogą wcześniej reagować na potencjalne zagrożenia i skuteczniej chronić swoje uprawy.
W skład Internetu Rzeczy wchodzą sensory montowane w profilu glebowym umożliwiające stałą obserwację zmian zachodzących w glebie. Rejestrują one m.in. poziom wilgotności gleby, temperaturę, odczyn oraz właściwości związane z zasoleniem gleby. Informacje te wspierają podejmowanie decyzji dotyczących precyzyjnego zarządzania wodą i składnikami pokarmowymi, a jednocześnie stanowią narzędzie do oceny, w jakim stopniu wdrażane działania regeneratywne przynoszą oczekiwane rezultaty.
Rolnictwo regeneratywne to przede wszystkim działania na rzecz poprawy stanu gleby i jej właściwości. Fot. J. SkudlarskiPodłączone do Internetu czujniki glebowe dostarczają na bieżąco danych dotyczących parametrów gleby.
Wieloletnie bazy danych, pochodzące z technologii IoT oraz metod skanowania gleby, pozwalają analizować proces odbudowy jej struktury oraz zdolność do zatrzymywania wody.
Technologie Internetu Rzeczy (IoT) odgrywają kluczową rolę w oszczędnym gospodarowaniu wodą – jednym z najcenniejszych zasobów w rolnictwie. Dzięki czujnikom IoT i aplikacjom monitorującym jej zużycie rolnicy mogą precyzyjnie określić, kiedy i w jakiej ilości podlewać uprawy. Takie podejście pozwala ograniczyć zużycie wody bez negatywnego wpływu na zdrowie roślin, co jednocześnie przynosi korzyści środowisku i redukuje koszty prowadzenia gospodarstwa.
IoT wspiera także zmniejszenie strat wody poprzez zapewnienie, że systemy nawadniania i nawożenia działają tylko wtedy, gdy jest to rzeczywiście potrzebne. Czujniki dostarczają danych w czasie rzeczywistym na temat wilgotności i stanu gleby, umożliwiając dopasowanie ilości wody do aktualnych potrzeb roślin.
Technologie IoT umożliwiają wykrywanie wczesnych oznak stresu roślin, takich jak susza, choroby czy niedobory składników odżywczych, zanim stan ten stanie się widoczny gołym okiem. Dzięki temu rolnicy mogą podejmować działania zapobiegawcze, ograniczając potrzebę stosowania chemicznych środków ochrony roślin, co wpisuje się w zasady rolnictwa regeneratywnego. Ponadto dane zbierane przez czujniki mogą być wykorzystane do analizy i prognozowania bilansu węgla organicznego w glebie. Pozwala to nie tylko monitorować postępy w sekwestracji CO2, ale także dokumentować je w celu uzyskania kredytów węglowych lub certyfikatów zrównoważonej produkcji.
Coraz większą rolę w promowaniu praktyk zgodnych z zasadami rolnictwa regeneratywnego odgrywa sztuczna inteligencja (AI – ang. artificial intelligence), która potrafi przetwarzać ogromne ilości danych i zamieniać je w praktyczne wskazówki dla rolnika. AI może analizować informacje z różnych źródeł (np. danych z czujników glebowych, obrazów satelitarnych i pomiarów terenowych) w celu określenia stanu gleby, poziomu materii organicznej, zasobności składników odżywczych i retencji wody. Dzięki temu rolnicy otrzymują rekomendacje dotyczące praktyk regeneratywnych, takich jak dobór roślin okrywowych, sekwencje płodozmianów czy zabiegi minimalizujące zaburzenia struktury gleby.
AI oferuje również możliwość modelowania i przewidywania skutków różnych praktyk regeneratywnych, pomagając rolnikom planować działania tak, aby maksymalizować sekwestrację węgla w glebie, poprawiać filtrację wody w glebie czy wzmacniać bioróżnorodność. Dzięki temu możliwe jest nie tylko monitorowanie efektów zastosowanych praktyk, ale też ich dokumentowanie – w tym również na potrzeby programów płatności za usługi ekosystemowe lub kredytów węglowych.
Zastosowanie sztucznej inteligencji w rolnictwie to m.in. analiza danych i wyciąganie z nich wniosków.Zadaniem cyfrowych rozwiązań jest wspieranie rolników w podejmowaniu decyzji.
Siew buraka cukrowego to fundament, od którego zależy, czy plantacja będzie równa, przewidywalna i łatwa do prowadzenia od pierwszych wschodów aż po zbiór. Uprawa buraka wymaga szczególnej staranności. Wszelkie błędy popełnione na etapie siewu wracają później w postaci różnic w tempie wzrostu, nierównej rozety, problemów z ochroną i ostatecznie większych strat przy zbiorze.
Co w praktyce oznacza precyzyjny siew buraka cukrowego?
Z punktu widzenia plantatora, precyzja siewu buraka to nie tylko umieszczenie nasiona w ziemi. Ważne jest pięć elementów, które muszą jednocześnie zadziałać:
1. Równa głębokość – burak nie toleruje zmienności od 1,5 do 4 cm w obrębie jednego przejazdu. W metodykach integrowanej produkcji, przyjmuje się siew na głębokości nie większą niż 2-3 cm. W praktyce, zależnie od gleby, te wartości mogą wystąpić w przedziale 1-4 cm.
2. Powtarzalny odstęp w rzędzie – to on decyduje o konkurencji roślin o wodę i składniki. W praktyce najczęściej wykonuje się w siew co ok. 18-20 cm w typowych warunkach, a zagęszczenie bywa rozważane na słabszych stanowiskach lub przy większym ryzyku ubytków.
3. W polskich warunkach przyjętym standardem jest rozstaw rzędów 45 cm, nie tylko ze względu na biologię roślin, ale też z dopasowania maszyn pracujących w międzyrzędziach. Rzadziej stosuję się też rozstaw 50 cm.
4. Umieszczenie nasiona w glebie, odpowiednio wilgotnej oraz przykrycie go prawidłowo uprawioną warstwą gleby, aby nie stwarzała trudności podczas wschodów
5. Jednolite przykrycie i domknięcie bruzdy, tak aby wschody startowały w podobnym czasie.
Jedną z najskuteczniejszych metod kontroli siewu jest zatrzymanie się i rzeczywiste sprawdzanie głębokości, odstępów i domknięcia bruzdy już po pierwszych metrach pracy.
Kiedy na Polskich polach zanika precyzja?
W naszych realiach najczęściej problemem nie jest sam siewnik, tylko warunki i decyzje operatora. Do najbardziej typowych przypadków można zaliczyć zbyt wczesny wjazd na pole, podczas gdy wilgotność jest jeszcze zbyt duża. Gleba zastaje zagęszczona kołami oraz sekcją siewną, a po przesuszeniu robi się skorupa. Kolejnym problemem jest zbyt agresywny docisk przy wysokiej wilgotności – burak lubi kontakt z wilgotną glebą, źle reaguje „zabetonowania” w strefie wschodów.
Zbyt szybka jazda w źle przygotowanym podłożu powoduje nierówności, bryły i koleiny po uprawie. Skutkuje to „pływaniem” sekcji oraz zmianą głębokości umieszczonego nasiona.
Dostosowanie głębokości siewu do warunków glebowych. Zbyt płytki siew w przesychającą warstwę gleby oraz zbyt głęboki w zimną i mokrą glebę powoduje utratę równego startu, który skutkuje niewystarczającą przewagą roślin nad chwastami w późniejszym etapie. Istotne znaczenie ma również temperatura gleby, siew wykonuje się, gdy na głębokości ok. 5 cm jest co najmniej 5oC.
Wpływ budowy siewnika na precyzje siewu
Budowa siewnika i sposób dozowania nasion, w największym stopniu decydują o tym, czy ustawienia operatora mają w ogóle szansę zostać wykorzystane. Burak cukrowy należy do roślin wymagających wyjątkowo dokładnego siewu punktowego, nasiona są stosunkowo małe, a dopuszczalny błąd w odstępie między roślinami jest niewielki.
Na rynku, także w Polsce, funkcjonują trzy podstawowe grupy konstrukcji, które można wykorzystać do siewu buraka. Są to siewniki pneumatyczne podciśnieniowe, siewniki pneumatyczne nadciśnieniowe oraz siewniki mechaniczne punktowe.
Każde z tych rozwiązań ma inne cechy pracy i inne wymagania względem ustawień oraz warunków polowych.
Pneumatyczne siewniki podciśnieniowe
Najbardziej rozpowszechnioną konstrukcją stosowaną do siewu buraka w Polsce są siewniki pneumatyczne podciśnieniowe. Zasada działania jest stosunkowo prosta, wentylator wytwarza podciśnienie, które przytrzymuje pojedyncze nasiona na otworach tarczy wysiewającej. Nadmiar nasion jest odrzucany przez selektory, a po trafieniu do strefy odkładania, nasiono opada i trafia do ziemi.
Zaletą tego rozwiązania jest wysoka powtarzalność pojedynczego wysiewu, dobra kontrola nad dubletem nasion, stosunkowo stabilna praca przy umiarkowanych prędkościach roboczych.
Konstrukcje podciśnieniowe są cenione za przewidywalność pracy i stosunkowo dużą tolerancję na zmienne warunki glebowe, choć przy bardzo dużych prędkościach roboczych mogą być bardziej wrażliwe na drgania sekcji wysiewającej.
Otwarty dozownik kukurydzy AirSpeed z tarczą dozującą 30 mm x 5,0 mm. Fot. Firmowe
Pneumatyczne siewniki nadciśnieniowe
Drugą grupą są siewniki nadciśnieniowe, w których nasiono jest utrzymywane na tarczy przez strumień powietrza wypychający je w kierunku otworów. W praktyce różnica polega nie tylko na samym kierunku działania powietrza, ale też na sposobie transportu i odkładania nasiona.
Konstrukcje tego typu są często projektowane z myślą o utrzymaniu precyzji przy większych prędkościach roboczych, stabilnym prowadzeniu nasiona do bruzdy oraz ograniczeniu wpływu drgań sekcji.
W warunkach dużych gospodarstw, gdzie liczy się wydajność, konstrukcje tego typu pozwalają zwiększyć tempo pracy bez wyraźnego pogorszenia równomierności siewu, pod warunkiem, że pole jest odpowiednio przygotowane.
Mechaniczne siewniki punktowe
Choć dominują dziś konstrukcje pneumatyczne, mechaniczne siewniki punktowe nie zniknęły z rynku. Są nadal stosowane, szczególnie w mniejszych gospodarstwach lub tam, gdzie kluczowe znaczenie ma prostota i niskie zapotrzebowanie na moc.
Mechaniczne aparaty wysiewające są mniej skomplikowane konstrukcyjnie, wymagają bardzo dokładnego przygotowania łoża siewnego, są bardziej wrażliwe na zmiany prędkości jazdy i warunki gleby.
Ich największym ograniczeniem jest zwykle mniejsza stabilność odstępów między nasionami w porównaniu z konstrukcjami pneumatycznymi, choć przy dobrze przygotowanym stanowisku mogą zapewnić zadowalające efekty.
Sekcja wysiewająca w praktyce
W praktyce plantatorskiej bardzo często mówi się, że o precyzji siewu decyduje aparat wysiewający. Aparat może idealnie odmierzyć nasiona jednak, jeśli sekcja wysiewająca nie utrzyma głębokości i nie zamknie prawidłowo bruzdy, precyzje zobaczymy tylko na sterowniku siewnika.
To właśnie redlica, układ prowadzenia głębokości i koła dociskające odpowiadają za to, czy nasiono znajdzie się w jednakowych warunkach na całej długości pola.
Aktywny hydrauliczny system docisku umożliwia operatorowi ustawienie optymalnego nacisku między kołami kopiującymi Tempo a glebą. Fot. Firmowe
Redlica – pierwszy element decydujący o jakości wschodów
W siewnikach do buraka cukrowego najczęściej stosuje się redlice talerzowe. Wynika to z ich zdolności do stabilnego utrzymania głębokości, lepszego przecinania resztek pożniwnych, mniejszego ryzyka zapychania w uprawie uproszczonej.
Redlica powinna tworzyć czystą, równą bruzdę o stabilnym dnie, bez rozmazywania gleby. To szczególnie ważne na glebach zwięzłych, gdzie zbyt agresywna praca może powodować efekt wygładzenia ścian bruzdy, a po wyschnięciu utrudniać przebicie się kiełka.
Koła kopiujące – niedoceniany element precyzji
Koła kopiujące odpowiadają za utrzymanie głębokości siewu, a więc za to, czy każde nasiono znajdzie się w tej samej warstwie gleby.
W uprawie buraku różnice rzędu jednego centymetra mogą oznaczać między innymi opóźnienie wschodów nawet o kilka dni, większą konkurencję między roślinami a także gorzej wyrównaną plantację.
Dlatego w nowoczesnych siewnikach stosuje się koła kopiujące o dużej powierzchni styku, często z możliwością precyzyjnej regulacji docisku.
Koła dociskające – domknięcie bruzdy to nie detal
Ich zadaniem jest dociśnięcie gleby do nasiona, zamknięcie kapilar wodnych, wyrównanie powierzchni gleby. W praktyce to właśnie dobór kół dociskających jest jednym z najczęściej niedocenianych elementów przygotowania siewnika do buraka.
Dopasowanie sekcji wysiewającej do systemu uprawy
Jeszcze kilkanaście lat temu burak cukrowy był niemal wyłącznie wysiewany po orce. Dziś w Polsce spotyka się klasyczną uprawę płużną, uprawę uproszczoną, uprawę w mulcz czy technologię pasową.
Każdy z tych systemów stawia inne wymagania wobec sekcji wysiewającej. Po orce najważniejsze jest utrzymanie głębokości w strukturze o stosunkowo luźnej powierzchni. W mulczu kluczowe staje się przecinanie resztek i stabilność prowadzenia sekcji. W strip-tillu decydujące znaczenie ma utrzymanie siewu w przygotowanym pasie oraz stabilność docisku.
Przykładem rozwiązania przystosowanego do technologii pasowej jest system stosowany w siewnikach Mzuri Pro-Til Xzact, gdzie przygotowanie pasa, aplikacja nawozu i siew mogą być wykonane w jednym przejeździe. W takich warunkach szczególnie istotne jest stabilne prowadzenie sekcji i równomierne domknięcie gleby nad nasionem.
Nacisk redlicy, masa siewnika i ryzyko „zabetonowania” gleby
W rozmowach o precyzyjnym siewie bardzo często mówi się o aparacie wysiewającym, prędkości roboczej czy dokładności odkładania nasion. Tymczasem w praktyce polowej jednym z najważniejszych czynników decydujących o powodzeniu wschodów jest nacisk redlicy i całej sekcji wysiewającej, czyli oddziaływanie masy siewnika na glebę.
Burak jest pod tym względem rośliną wymagającą. Nasiono musi mieć dobry kontakt z wilgotną glebą, ale jednocześnie warstwa przykrywająca nie może być nadmiernie zagęszczona. Granica między prawidłowym dociśnięciem a nadmiernym zagęszczeniem bywa bardzo cienka, szczególnie wiosną, kiedy gleba często jest jeszcze wilgotna.
Nacisk redlicy spełnia trzy podstawowe funkcje: stabilizuje głębokość pracy redlicy, umożliwia utrzymanie kontaktu z glebą przy nierównościach oraz zapewnia prawidłowe dno bruzdy i ułożenie nasiona.
Bez odpowiedniego docisku sekcja wysiewająca zaczyna pływać, szczególnie na glebach lekkich lub przy większej prędkości. Wtedy nasiona trafiają raz płycej, raz głębiej, a wschody są nierówne.
Jak rozpoznać, że nacisk jest zbyt duży
To jeden z tych elementów, których nie da się ocenić z kabiny ciągnika. Objawami zbyt dużego nacisku są twarde, wygładzone dno bruzdy, zbita warstwa gleby nad nasionem, wyraźny połysk lub mazanie się gleby czy ślady silnego ugniatania przez koła dociskające. Jeżeli po lekkim naciśnięciu palcem gleba nad nasionem stawia duży opór, to znak, że docisk jest zbyt agresywny jak na dane warunki.
Jak ustawiać docisk w praktyce?
Docisk dobiera się do gleby, a nie do kalendarza. Każda wiosna jest inna i ustawienia z poprzedniego sezonu nie powinny być traktowane jako punkt odniesienia. Zaczynamy od mniejszego docisku i zwiększamy tylko wtedy, gdy jest to konieczne. Zbyt mały docisk pogorszy równomierność głębokości, ale zbyt duży może zniszczyć wschody. Kontrola w polu jest ważniejsza niż wskazania skali regulacyjnej. Skala pokazuje ustawienie, a nie efekt pracy w glebie.
Jak utrzymać równy rozstaw w warunkach polowych?
Jeżeli sekcja wysiewająca pracuje stabilnie, a docisk redlicy jest właściwie dobrany, kolejnym elementem decydującym o powodzeniu siewu buraka cukrowego jest prawidłowe ustawienie normy wysiewu oraz prędkości roboczej. To dwa parametry, które są ze sobą ściśle powiązane, bo zmiana jednego niemal zawsze wpływa na drugi.
Norma wysiewu w teorii a praktyce
W uprawie buraka cukrowego norma wysiewu nie jest ustalana wyłącznie na podstawie liczby nasion na hektar. W praktyce bierze się pod uwagę zdolność kiełkowania materiału siewnego, jakość przygotowania gleby, termin siewu, ryzyko uszkodzeń przez szkodniki lub przymrozki.
W typowych warunkach dąży się do uzyskania obsady pozwalającej na równomierny rozwój korzeni i efektywny zbiór, co w praktyce oznacza odstępy w rzędzie najczęściej około 18-20 cm. W takim wypadku należy starać się, żeby obsada była na poziomie 80-100 tys. roślin na hektar.
Prędkość robocza – granica między wydajnością a precyzją
W katalogach wielu producentów pojawiają się informacje o możliwości pracy z prędkościami przekraczającymi 10 km/h, a w niektórych konstrukcjach nawet wyższymi. W praktyce jednak należy pamiętać, że im większa prędkość, tym większe drgania sekcji wysiewającej oraz trudniejsze utrzymanie równej głębokości na nierównym podłożu.
Dlatego w wielu gospodarstwach, szczególnie na glebach cięższych lub po zimie o dużej wilgotności, rzeczywista prędkość siewu buraka jest często niższa niż maksymalne możliwości maszyny.
Kontrola jakości siewu
Jedną z najprostszych, a jednocześnie najskuteczniejszych metod kontroli, jest zatrzymanie się po pierwszych kilkudziesięciu metrach pracy i sprawdzenie rzeczywistej głębokości siewu, odstępów między nasionami, jakości domknięcia bruzdy. Dobrze jest sprawdzać to możliwie często w trakcie dnia, zapewni nam to dobrą jakość na całym polu.
Równomierny rozstaw a późniejszy zbiór
Równomierny rozstaw roślin ma znaczenie nie tylko dla plonu, ale również dla zbioru. Plantacja o wyrównanej obsadzie pozwala utrzymać stabilną prędkość kombajnu, zmniejsza straty korzeni, ogranicza uszkodzenia mechaniczne. W przypadku nierównych odstępów częściej pojawiają się drobne korzenie, rośliny mają opóźniony rozwój, co przekłada się na większą ilość strat podczas kopania. To właśnie dlatego precyzja siewu buraka cukrowego jest traktowana jako jeden z kluczowych elementów całej technologii produkcji.
Podsiew nawozu, czyli wsparcie startu roślin
Podsiew nawozu podczas siewu buraka jest rozwiązaniem stosowanym coraz częściej, szczególnie w gospodarstwach intensywnych. Jego główną zaletą jest szybki dostęp młodych roślin do składników pokarmowych, lepszy start w chłodniejszej glebie, bardziej równomierny rozwój w początkowej fazie.
W wielu siewnikach punktowych dostępne są zbiorniki nawozowe i aplikatory pozwalające podać nawóz obok lub nieco poniżej nasiona. Takie rozwiązania oferują m.in.
– Kverneland w siewnikach Optima, możliwe zadawanie płynnego nawozu
– Amazone w modelach Precea z technologią FertiSpot
– KUHN w wybranych konfiguracjach Maxima,
– Horsch w siewnikach Maestro.
Siewnik Kverneland z systemem iXtra Life umożliwia aplikację płynnego nawozu przy siewie buraka cukrowego. Fot. Firmowe
Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że podsiew nawozu wymaga precyzji. Zbyt mała odległość nawozu od nasiona lub zbyt wysokie dawki mogą powodować uszkodzenia kiełków, pogorszenie wschodów, nierównomierny rozwój roślin.
W praktyce oznacza to, że podsiew jest skuteczny wtedy, gdy jest traktowany jako element technologii, a nie sposób na nadrobienie błędów w nawożeniu podstawowym.
FertiSpot dla siewników punktowych Precea zapewnia 25% oszczędności przy nawożeniu pod korzeń, przy zachowaniu takiego samego plonu ze względu na precyzyjne rozmieszczenie granulatu. Fot. Firmowe
Czy siewniki kukurydziane sprawdzają się w buraku?
W wielu gospodarstwach buraki wysiewa się siewnikami punktowymi wykorzystywanymi również do kukurydzy. Jest to rozwiązanie praktyczne ekonomicznie, ale wymaga odpowiednich tarcz wysiewających, precyzyjnej regulacji selektorów, ograniczenia prędkości roboczej, właściwego doboru kół dociskających.
Maszyny takich producentów jak:
– Horsch,
– Väderstad,
– Kudła (Przystawka do siewu buraka lub kukurydzy)
– KUHN,
– Kverneland,
– Monosem,
są często wykorzystywane właśnie w taki sposób i przy prawidłowym ustawieniu mogą zapewnić bardzo dobrą jakość siewu buraka.
Warunkiem jest jednak właściwe przygotowanie gleby i dopasowanie ustawień do małych nasion, które wymagają większej dokładności niż kukurydza.
Przegląd rozwiązań stosowanych na polskim rynku
Na rynku dostępnych jest wiele siewników przystosowanych do siewu buraka cukrowego lub wykorzystywanych do tego zadania w praktyce gospodarstw.
Horsch – siewniki Maestro stosowane są zarówno do kukurydzy, jak i buraka, a konstrukcja sekcji wysiewającej i szeroki zakres regulacji docisku pozwalają pracować w różnych warunkach glebowych.
Działanie Section Control siewnika Horcsh Maestro w buraku cukrowym. Fot. Firmowe
KUHN – seria Maxima należy do popularnych siewników punktowych wykorzystywanych również do siewu buraka, szczególnie w gospodarstwach prowadzących kilka upraw wymagających precyzyjnego siewu.
Amazone – siewniki Precea są projektowane z myślą o wysokiej precyzji siewu punktowego oraz możliwości podsiewu nawozu, co jest istotne w intensywnej technologii uprawy buraka.
Kudła – polski producent oferujący rozwiązania stosowane w gospodarstwach pracujących w uproszczeniach i technologiach pasowych, gdzie ważne jest dopasowanie agregatu do warunków glebowych i lokalnych realiów.
Väderstad – siewniki Tempo znane są z utrzymywania precyzji przy większych prędkościach roboczych i są wykorzystywane również do siewu buraka przy odpowiednim wyposażeniu.
Monosem – konstrukcje tej marki od wielu lat są obecne w gospodarstwach buraczanych i cenione za stabilność pracy oraz dokładność dozowania nasion.
Kverneland – siewniki Optima oferują szerokie możliwości konfiguracji, w tym podsiew nawozu i regulację docisku sekcji wysiewających.
Grimme – producent kojarzony przede wszystkim z techniką zbioru buraka oferuje również siewniki przeznaczone specjalnie do tej uprawy, stosowane głównie w gospodarstwach specjalizujących się w produkcji buraków.
HMS (LUPUS) – rozwiązania tej marki są wykorzystywane w gospodarstwach poszukujących prostszych konstrukcji punktowych dostosowanych do warunków krajowych.
Ozdoken – producent oferujący siewniki punktowe wykorzystywane również w uprawie buraka, szczególnie w gospodarstwach poszukujących prostszych konstrukcji.
W praktyce wybór maszyny powinien być uzależniony nie tylko od parametrów katalogowych, lecz przede wszystkim od:
– struktury gleb w gospodarstwie,
– stosowanego systemu uprawy,
– skali produkcji,
– dostępnego parku maszynowego.
Precyzja siewu a zbiór – zamknięcie całej technologii
Na końcu warto wrócić do punktu wyjścia. Precyzja siewu buraka cukrowego nie jest celem samym w sobie. Jest elementem całej technologii, który wpływa na:
– wyrównanie plantacji,
– równomierny rozwój korzeni,
– łatwiejszą ochronę i pielęgnację,
– sprawniejszy zbiór,
– mniejsze straty.
Równomierny rozstaw roślin przekłada się bezpośrednio na pracę kombajnu, stabilniejsze prowadzenie zespołów roboczych, mniej uszkodzeń korzeni i większą wydajność kopania. Dobrze wykonany siew to połowa plonu buraka.
Ceny zbóż w 2026 roku będą kształtowane przez dwa skrajnie różne trendy widoczne w unijnych bilansach. Pierwsza prognoza Komisji Europejskiej na nadchodzący sezon 2026/27 wskazuje na wyraźne pęknięcie rynku: z jednej strony oczekuje się redukcji produkcji i zapasów pszenicy, z drugiej – mamy szansę na utrzymanie wysokich zbiorów i drastyczny przyrost zapasów zbóż paszowych. Ta nadpodaż w segmencie paszowym będzie głównym czynnikiem, który może skutecznie blokować ewentualne wzrosty cen w skupach.
Produkcja 2026: Odwrót od rekordów pszenicy, wzrosty w paszach
Zgodnie z danymi KE, oczekuje się, że całkowita produkcja zbóż w UE w 2026 roku wyniesie 278,1 mln ton. Choć to spadek o blisko 9 mln ton względem rekordowej prognozy na 2025 rok, diabeł tkwi w strukturze tych zbiorów:
Pszenica miękka:Oczekuje się spadku produkcji do 125,85 mln ton (o ok. 6% mniej niż w 2025f). Jest to poziom zbliżony do średniej wieloletniej, co w połączeniu z eksportem daje szansę na lekkie rozładowanie zapasów tego ziarna.
Jęczmień: Tutaj produkcja pozostaje na bardzo wysokim poziomie. Mamy szansę zebrać 54,74 mln ton, co jest wynikiem aż o 8,4% wyższym od średniej 5-letniej.
Kukurydza: Prognozuje się zbiory na poziomie 61,19 mln ton (+2,8% powyżej średniej), co przy stałym wysokim imporcie (ponad 19 mln ton) zacementuje podażową stronę rynku.
Pęknięty bilans zapasów: Tylko 2% różnicy
Choć całkowite zapasy zbóż w UE mają spaść rok do roku o symboliczne 0,99 mln ton, należy zauważyć, że jest to spadek o zaledwie nieco ponad 2%. Tak kosmetyczna zmiana przy ogólnym poziomie zapasów przekraczającym 41 mln ton nie daje rynkowi realnego impulsu do odbicia.
Co więcej, oczekuje się, że zapasy pszenicy (łącznie) zostaną zredukowane o 3,97 mln ton, ale w tym samym czasie segment zbóż paszowych (jęczmień, kukurydza, żyto, owies, pszenżyto, sorgo) zanotuje potężny przyrost o blisko 2,98 mln ton.
Tabela: I Prognoza produkcji i zmiana zapasów (tys. ton)
Kategoria
Produkcja 2026p
Zmiana do średniej 5-letniej
Zapasy końcowe 2026/27 (p)
Zmiana zapasów (r/r)
Pszenica (razem)
133 636
-0,6% (miękka)
11 350
-3 969
Zboża paszowe
144 431
+8,4% (jęczmień)
30 625
+2 975
SUMA ZBÓŻ
278 067
+1,5%
41 975
-994 (-2,3%)
Pułapka sektora paszowego
Największy niepokój budzą konkretne gatunki, które według prognoz zdominują rynek paszowy:
Jęczmień:Oczekuje się, że zapasy końcowe wystrzelą o ponad 2 mln ton (do 5,92 mln ton).
Owies:Mamy szansę na przyrost zapasów o 1,1 mln ton (+26% r/r), co przy produkcji wyższej o 2,2% od średniej, skrajnie nasyci ten rynek.
Perspektywy: Co determinować będzie ceny zbóż?
Dla polskiego rolnika kluczowa będzie obserwowana dwubiegunowość. Ceny zbóż konsumpcyjnych mogą liczyć na stabilizację, o ile utrzyma się prognozowany wysoki eksport. Jednak w przypadku zbóż paszowych, oczekuje się, że ogromna podaż wewnętrzna i narastające zapasy będą „ściągać” cały rynek w dół.
Wniosek: I prognoza KE na sezon 2026/27 to sygnał, że rynek pozostaje „ciężki”. Przy marginalnym spadku zapasów ogółem o nieco ponad 2% i silnym wzroście zapasów w segmencie paszowym, ceny zbóż będą pod stałą presją. Mamy szansę na stabilizację pszenicy, ale jęczmień i kukurydza mogą nadal zmagać się z cenami balansującymi na granicy opłacalności.
Wiosną należy wyrównać użytki zielone, likwidując kretowiska oraz szkody spowodowane przez dziką zwierzynę. Fot. W. Zielewicz
Co znajdziesz w artykule?
Wczesna wiosna to kluczowy czas, aby zadbać o łąki i pastwiska. Po mroźnej zimie należy podejść starannie do ich regeneracji, rozpoczynając od zabiegów mechanicznych, a kończąc na podsiewie wartościową mieszanką nasion.
Użytki zielone po zimie – jakie straty mogą wystąpić?
Podczas minionej zimy użytki zielone były narażone na wszystkie niekorzystne warunki sprzyjające wypadnięciu roślin z runi. Bardzo niskie temperatury oraz brak okrywy śnieżnej – od grudnia zeszłego roku – sprzyjały wymarzaniu roślin.
Kolejnym czynnikiem wpływającym na gorsze przezimowanie były silne wiatry podczas panujących niskich temperatur. Dodatkowo w wielu miejscach kraju brak okrywy śnieżnej przyczynił się do wysuszenia i czernienia roślin, czyli tzw. wysmalania.
Trzecim czynnikiem osłabiającym rośliny łąkowe w okresie lutego były marznące opady deszczu tworzące skorupę lodową na śniegu. W rezultacie powstała bariera, przez którą rośliny nie miały dostępu do powietrza. Przyczyniło się to wyprzenia (uduszenia roślin) z powodu braku tlenu i światła oraz rozwoju pleśni śniegowej na obumarłych blaszkach liściowych.
Na przełomie marca i kwietnia – gdy warunki pogodowe pozwolą – warto dokonać pierwszej lustracji stanu łąk i pastwisk. Pod uwagę należy wziąć m.in. stan runi, w tym jej uszkodzenia i ubytki powstałe w wyniku wymarznięcia oraz rozdarcia i odwrócenia spowodowane przez zwierzynę leśną.
W zależności od rozmiaru i charakteru uszkodzeń należy zastanowić się, czy wystarczy wybrać prostsze zabiegi pielęgnacyjne, czy zdecydować się na kompleksową metodę renowacji. W przypadku kiedy darń nie będzie wykazywała znamion silnych wymarznięć, można ograniczyć się do przeprowadzenia podstawowych zabiegów pielęgnacyjnych.
Kiedy wykonać włókowanie?
Po okresie jesienno-zimowym, jeśli nie wystąpiły straty spowodowane wymarznięciem roślin, a problem stanowią jedynie wystające kopce kretów sprzyjające rozprzestrzenianiu się chwastów, warto przeprowadzić włókowanie. Gdy warunki wilgotnościowe na użytkach zielonych umożliwią wjazd ciągnikiem, kopce należy rozciągnąć i wyrównać.
Włóki działają powierzchniowo, nie niszcząc darni łąkowej, rozsypują kretowiska oraz kruszą łajniaki pozostawione na pastwiskach od jesiennego wypasu. W przypadku kiedy zaniechamy tego zabiegu, przy dużej ilości kretowisk zachodzi ryzyko zabrudzenia zbieranej zielonki. Wartościowy surowiec wymieszany z ziemią pogarsza jego zakiszanie oraz obniża walory jakościowe i smakowe.
Jak wałowanie wpływa na regenerację?
Po mroźnej zimie, która panowała w tym roku, należy koniecznie wykonać wałowanie – zwłaszcza na glebach organicznych. Zabieg ten zwiększa podsiąkanie wody, stymuluje regenerację systemu korzeniowego traw oraz pobudza ich krzewienie. Ciężki wał łąkowy musi docisnąć oderwaną (wysadzoną) od gruntu przez mróz darń – nacisk powinien wynosić w granicach tony na metr szerokości roboczej. Wałując użytki zielone, wyrównujemy także uszkodzenia powstające podczas wypasu bydła, jak również po buchtowaniu dzików w okresie jesienno-zimowym.
Po okresie zimy na powierzchni darni tworzy się często tzw. filc, czyli warstwa obumarłych i wyschniętych roślin. Wygrabienie starych resztek roślinnych i mchu poprawia stan fitosanitarny, ponieważ na resztkach zaschniętych traw rozwijają się choroby grzybowe. W takich warunkach, przy zbyt zwartej darni, warto zastosować warunkowo zabieg bronowania sprzyjający jej odbudowie.
Bronowanie może być także zabiegiem poprzedzającym i przygotowującymdarń do podsiewu. W przypadku gdy uległa ona w czasie zimy uszkodzeniom, na większych powierzchniach warto przeprowadzić bardziej praco- i kosztochłonne zabiegi. Poprawimy tym samym stan użytków zielonych i uzyskamy lepsze zagęszczenie runi, a przez to zadowalające plony i ich wyższą jakość.
Użytki zielone – kiedy i jak wykonać podsiew?
Skuteczną metodą uzupełnienia oraz poprawy wartości runi i w konsekwencji jakości zielonki jest wprowadzenie nowych gatunków roślin i ich odmian w starą darń, wykonując podsiew mieszankami nasion. Polega on na częściowym uszkodzeniu pierwotnej darni z zastosowaniem wysiewu mieszanki nasion (trawy i bobowate) w zmniejszonej normie wysiewu (20–25 kg na ha).
Ze względu na dużą konkurencję starej darni wysiane nowe gatunki mają utrudnione warunki do kiełkowania. Podstawą wykonania skutecznego podsiewu jest zmniejszenie konkurencyjności starej darni dla kiełkujących siewek. Pierwszym zabiegiem powinno być więc uszkodzenie jej bronami bądź niskie przykoszenie starej roślinności występującej na użytkach zielonych oraz usunięcie jej resztek. Modyfikacją tej metody może być wcześniejsze wykonanie oprysku wybranym herbicydem selektywnym w celu zwalczenia chwastów dwuliściennych.
Tradycyjny podsiew użytków zielonych – jak go wykonać?
W tradycyjnych sposobach przygotowania darni do podsiewu stosuje się ciężkąbronę zębową lub glebogryzarkę. Narzędzia te uszkadzają częściowo starą roślinność, ograniczają tempo jej wzrostu oraz przygotowują glebę poprzez jej wzruszenie do przyjęcia wysianych nasion. W przygotowaniu darni do podsiewu zalecane jest także gryzowanie darni glebogryzarką, które niszczy i rozdrabnia starą darń, mieszając jej pozostałości z glebą. Na glebach mineralnych należy zastosować ten zabieg minimum dwa razy na różnych głębokościach – pierwszy na około 7 cm, a drugi na głębokość 10 cm.
Przy zbyt mało wyrównanej powierzchni należy jeszcze zastosować włókę pierścieniową oraz przeprowadzić wałowanie wałem gładkim. Na glebach organicznych zalecane jest tylko jednokrotne gryzowanie darni. Ma to na celu ograniczenie nadmiernego spulchniania wierzchniej warstwy gleby przyspieszającego mineralizację materii organicznej.
W nowoczesnych sposobach podsiewu nasiona wprowadzane są bezpośrednio do gleby przez nacinanie darni redlicami lub krojami tarczowymi. Do tego celu wykorzystuje się specjalistyczne siewniki do siewu bezpośredniego. Wyróżnia się dwa główne ich typy: siewniki szczelinowe z talerzowym systemem wysiewu nasion (siewniki Vredo) i agregaty pasmowo-gryzujące.
Siewnik Vredo do siewu bezpośredniego w darń z krojami tarczowymi. Fot. W. Zielewicz
W siewnikach szczelinowych znajdują się redlice (z krojem talerzowym lub nożem) nacinające starą darń i w miejscu nacięcia (szczeliny) wprowadzające nasiona. Agregaty pasmowo-gryzujące tworzą natomiast gryzowane pasy o szerokości kilku centymetrów, w które następnie wysiewana jest mieszanka nasion.
Jeżeli siewnik do siewu bezpośredniego nie jest wyposażony w wał, to po siewie nasion korzystnie jest wykonać wałowanie. Najdogodniejszym wiosennym terminem podsiewu w siedliskach posusznych jest pierwsza dekada kwietnia, na glebach torfowo-murszowych – druga połowa kwietnia, a na glebach podmokłych – pierwsza dekada maja.
Dobór gatunków na użytki zielone – co się sprawdzi?
W sprzyjających warunkach glebowych po wykonaniu podsiewu bardzo dobrze plonujążycice i festulolium. Charakteryzują się one szybkimi wschodami i dużą konkurencyjnością w runi względem chwastów. Do podsiewu na stanowiska przerzedzone oraz w gorszych warunkach glebowych i wilgotnościowych polecane są: kupkówka pospolita, kostrzewa trzcinowa (odmiany miękkolistne) i kostrzewa czerwona.
Najlepsze mieszanki na użytki zielone – przegląd
Kluczowe znaczenie dla pozyskiwania dużej ilości paszy o najwyższej jakości pokarmowej ma wybór odpowiedniej mieszanki traw i motylkowatych. Ich przydatność należy rozpatrywać w kontekście danego stanowiska, typu gleby i jej uwilgotnienia.
Najczęściej stosuje się mieszanki zawierające kilka gatunków traw i roślin bobowatych z odmianami diploidalnymi (2N) i tetraploidalnymi (4N) o zróżnicowanej wczesności. Do podsiewu łąk roślinami bobowatymi można wykorzystać jedną lub mieszankę odmian koniczyny łąkowej. Na pastwiskach bardziej przydatna do podsiewu jest koniczyna biała lub komonica zwyczajna.
Przydatność gatunków w zależności od sposobu użytkowania runi.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.