Strona główna Blog Strona 37

Ceny rzepaku w obliczu wojny i spekulacji. Co dalej z notowaniami?

0
Ceny rzepaku

Ceny rzepaku znajdują się obecnie w niezwykle ciekawym punkcie. Z jednej strony mamy gwałtowny, 33-procentowy wzrost cen ropy Brent (licząc od końca lutego do dzisiaj), napędzany wojną z Iranem, z drugiej – paradoksalny brak adekwatnej reakcji sektora biopaliw. Choć giełda w Paryżu testuje sezonowe szczyty, polski rynek reaguje z dużą rezerwą, a fundamenty rynkowe wysyłają sygnały ostrzegawcze przed nadchodzącym nowym sezonem.

Ceny rzepaku na Ukrainie i koniec sezonu eksportowego

Sytuacja u naszego wschodniego sąsiada pozostaje napięta. Na Ukrainie sezon 2025/26 dobiega końca, a drastycznie malejące zapasy wywindowały stawki do rekordowych poziomów. W ubiegłym tygodniu eksportowe ceny rzepaku w portach Morza Czarnego osiągnęły poziom 570–580 USD/t (ok. 2045–2080 PLN/t). Jednak wraz z wycofywaniem się dużych międzynarodowych graczy z programów skupowych, rynek ten zaczął odczuwać brak konkurencji, co w ostatnich dniach skierowało ceny z powrotem w okolicę 570 USD/t (ok. 2045 PLN/t).

Import do UE: Embargo a konkurencyjność polskich tłoczni

W bieżącym roku gospodarczym Unia Europejska zaimportowała 3,86 mln ton rzepaku, z czego aż 36% pochodziło z Ukrainy. Kierunek ten jest obecnie kością niezgody na polskim rynku. W Polsce nadal obowiązuje embargo na import ziarna rzepaku z Ukrainy, co stawia rodzime tłocznie w trudniejszej sytuacji niż zakłady np. w Niemczech, które swobodnie korzystają z tańszego surowca ze Wschodu.

Dodatkowo polski rynek boryka się z niekonsekwencją przepisów – przy zablokowanym imporcie ziarna, do kraju płynie gotowy olej rzepakowy z Ukrainy. Powoduje to, że polskie zakłady muszą kupować wyłącznie droższy krajowy surowiec (moce przerobowe zdecydowanie przewyższają krajową produkcję), konkurując na półce z produktem finalnym wytworzonym z tańszego ziarna poza naszymi granicami.

Globalne giełdy a krajowe ceny rzepaku

Na giełdzie Matif w Paryżu kontrakty majowe osiągnęły w czwartek sezonowe maksimum na poziomie ok. 518 EUR/t (ok. 2185 PLN/t). Oznacza to wzrost o 6% od wybuchu wojny z Iranem. W tym czasie ropa Brent podrożała pięć razy mocniej, bo o jedną trzecią (uwzględniając ostatnie spadki). Krajowe ceny rzepaku podążają tradycyjnie za giełdą Matif i kursem złotego, stąd odnotowany wzrost o około 100 zł/t (ok. 5%) od końca lutego.

Obecnie średnie stawki w kraju utrzymują się w granicach 2180–2200 PLN/t. Dane z punktów skupu, takich jak ZUBR Osiek, wskazują na stabilizację – rzepak bez dopłat wyceniany jest tam na 2270 PLN/t, przy czym widoczne są tendencje zniżkowe.

Dlaczego ceny rzepaku nie reagują silniej na drogą ropę?

Mimo potężnego rajdu na rynku ropy, popyt ze strony sektora biopaliw jest „sztywny” ze względu na bariery techniczne i prawne. Obecnie koncerny paliwowe trzymają się technicznego maksimum zawartości estrów w oleju napędowym, które wynosi 7% (norma B7).

Znaczący wzrost popytu na bioestry wymagałby głębokich zmian ustawodawczych i podniesienia dopuszczalnych limitów biokomponentów w paliwie masowym. Takie decyzje polityczne mogłyby zapaść dopiero w obliczu znacznie dłuższego i głębszego kryzysu na światowym rynku energii. Przy obecnych prognozach, zakładających możliwe porozumienie pokojowe z Iranem, rynek wycenia raczej szybki powrót do stabilizacji niż rewolucję w przepisach o biopaliwach.

Dodatkowym czynnikiem hamującym wzrosty jest ogromna różnica w cenie między Europą a Kanadą. Rzepak kanadyjski (Canola) jest obecnie o około 90 USD/t (ok. 320 PLN/t) tańszy od europejskiego, co sprawia, że import zza oceanu pozostaje dla unijnych tłoczni (tych poza Polską) priorytetem.


Podsumowanie cenowe (16.04.2026):

  • Ropa Brent: 99 usd/b +33% od końca lutego
  • Matif (Paryż, maj): ok. 609 USD/t (2185 PLN/t)
  • Polska (średnia krajowa): ok. 610 USD/t (2200 PLN/t)
  • Ukraina (porty): ok. 570 USD/t (2045 PLN/t)
  • Kanada (Winnipeg): ok. 519 USD/t (1860 PLN/t)

Akumulator do maszyny rolniczej – jak wybrać, żeby nie zawiódł w sezonie?

0
Akumulator
Akumulator obsługowy John Deere.

Akumulator to podstawa funkcjonowania wielu pojazdów rolniczych. Prezentujemy ich rodzaje i opisujemy, jak dbać o baterię, by służyła długo i bezproblemowo.

Rolnictwo jest dziedziną, w której niezawodność maszyn ma ogromne znaczenie dla płynności i efektywności pracy. Przestoje spowodowane awariami mogą generować duże straty, zwłaszcza w okresach intensywnych – podczas siewów, żniw czy zbiorów. W tym kontekście akumulator odgrywa kluczową rolę, odpowiadając za rozruch silnika oraz zasilanie licznych odbiorników elektrycznych, gdy silnik nie pracuje.

Dlaczego akumulator jest kluczowy w maszynach rolniczych?

W maszynach rolniczych akumulator wystawiony jest na ciężką próbę: musi wytrzymać wibracje, pył, wysoką wilgotność, a także duże wahania temperatur. Dodatkowym wyzwaniem bywa długi czas postoju, np. kombajn przez część roku pozostaje w garażu lub pod chmurką, co sprzyja rozładowywaniu akumulatora.

Aby uniknąć problemów z rozruchem i zapewnić bezawaryjną eksploatację, należy wybrać właściwy typ akumulatora, odpowiednio go konserwować oraz dbać o poprawne podłączenie i warunki ładowania. W tym poradniku znajdziesz najważniejsze informacje dotyczące doboru i eksploatacji akumulatorów w rolnictwie, a także przegląd konkretnych modeli popularnych marek, takich jak Centra, Exide, Bosch czy Varta.

Rodzaje akumulatorów do maszyn rolniczych

Najpowszechniejsze w pojazdach z silnikiem spalinowym są akumulatory kwasowo-ołowiowe (tradycyjne). Ich konstrukcja opiera się na płytach ołowiowych zanurzonych w roztworze kwasu siarkowego. Dostępne są one w dwu wariantach:

  • obsługowe – mają korki umożliwiające dolewanie wody destylowanej. Są często tańsze, ale wymagają większej uwagi i regularnej kontroli elektrolitu;
  • bezobsługowe – szczelniej zamknięte, z zaworami do odprowadzania nadmiaru gazów. Podczas normalnej eksploatacji nie ma potrzeby dolewania wody.
ZALETYWADY
dobra dostępnośćniższa odporność na głębokie rozładowania
przystępna cenabardziej podatne na zasiarczenie przy długich przestojach
sprawdzone w długiej praktyce

Akumulatory AGM (Absorbent Glass Mat)

Akumulatory AGM to również akumulatory kwasowo-ołowiowe, ale w odmienionej technologii. Elektrolit zaabsorbowany jest w macie z włókna szklanego, co podnosi odporność na wibracje i wycieki oraz zmniejsza ryzyko strat elektrolitu.

ZALETYWADY
bezobsługowość (nie trzeba dolewać wody)wyższy koszt zakupu
wyższa odporność na wstrząsywrażliwość na przeładowanie (konieczność stosowania ładowarek z odpowiednim trybem AGM)
lepsza tolerancja głębokich rozładowań
z reguły dłuższa żywotność w intensywnej eksploatacji

Akumulatory żelowe

W akumulatorach żelowych elektrolit przyjmuje postać żelu. Choć są odporne na wstrząsy i głębokie rozładowania, generują zwykle niższe prądy rozruchowe niż akumulatory AGM i tradycyjne kwasowo-ołowiowe. Dlatego w dużych ciągnikach i kombajnach wybiera się je rzadziej, częściej natomiast w pojazdach elektrycznych, urządzeniach transportowych czy kosiarkach lub quadach.

Najważniejsze parametry akumulatora – na co zwrócić uwagę?

Każdy akumulator cechuje wiele ważnych parametrów. Pojemność wyrażona w (Ah) informuje, ile ładunku (w amperogodzinach) można z akumulatora pobrać. W maszynach rolniczych spotyka się wartości od 70 Ah do ponad 180 Ah.

Kolejny parametr to prąd rozruchowy (CCA). Najważniejszy wskaźnik przy silnikach Diesla. Mówi on o zdolności akumulatora do dostarczenia wysokiego prądu w niskiej temperaturze (np. –18°C). Im wyższe CCA, tym łatwiej uruchomić duży silnik.

Napięcie nominalne najczęściej wynosi 12 V, lecz w większych maszynach bywa 24 V (dwa akumulatory 12 V w szeregu). Z kolei polaryzacja określa położenie bieguna dodatniego i ujemnego. Najczęściej spotyka się „prawy plus” (R+).

Ważne z punktu eksploatacyjnego są również wymiary i sposób mocowania. Akumulator musi pasować do przewidzianej przestrzeni i być stabilnie zamocowany.

Jak rozpoznać polaryzację akumulatora

Jak dobrać akumulator do maszyny rolniczej?

Wymagania producenta

Instrukcje obsługi zwykle zawierają minimalne parametry pojemności i prądu rozruchowego dla danej maszyny (np. 12 V, 120 Ah, 800 A CCA).

Rodzaj eksploatacji

Ciągnik pracujący intensywnie cały rok wymaga mocnego akumulatora z wysokim prądem rozruchowym. Kombajn używany głównie w sezonie potrzebuje baterii, która dobrze znosi długie postoje – tu sprawdzi się bezobsługowy AGM lub akumulator wymagający okresowego ładowania.

Warunki przechowywania

Jeśli maszyna przez kilka miesięcy stoi nieużywana w niskiej temperaturze warto przed zimą wyjąć akumulator i przechowywać go w cieplejszym miejscu z możliwością okresowego doładowania.

Obsługowy czy bezobsługowy?

Obsługowy bywa tańszy, ale trzeba doglądać poziomu elektrolitu. Bezobsługowy (np. AGM) jest wygodniejszy, lecz droższy.

Zapas mocy

Niekiedy warto wybrać akumulator o nieco wyższych parametrach (Ah, CCA) niż zalecane minimum, ze względu na np. ciężkie warunki eksploatacji lub maszyna ma wiele odbiorników elektrycznych.

Jak prawidłowo podłączyć i odłączyć akumulator?

Odłączanie:

  • zawsze najpierw klemę ujemną (–),
  • następnie klemę dodatnią (+).

Podłączanie:

  • najpierw klemę dodatnią (+),
  • potem klemę ujemną (–).

Taka procedura minimalizuje ryzyko zwarcia przy przypadkowym zetknięciu klucza z masą. Ponadto zawsze upewnij się, że zapłon i odbiorniki prądu są wyłączone.

Jak połączyć akumulatory w maszynie rolniczej?

Połączenie szeregowe

CELSPOSÓB
Zwiększenie napięcia. Dwa akumulatory 12 V w szeregu dają instalację 24 V, lecz pojemność (Ah) pozostaje taka sama.Plus jednego akumulatora łączymy z minusem drugiego; wolne zaciski (minus pierwszego, plus drugiego) idą do instalacji.

Połączenie równoległe

CELSPOSÓB
Zwiększenie pojemności przy zachowaniu napięcia 12 VPlus z plusem, minus z minusem. W efekcie pojemność (Ah) się sumuje, co pozwala dłużej zasilać odbiorniki przy wyłączonym silniku.

Ważne: Do łączenia najlepiej używać akumulatorów o tych samych parametrach i zbliżonym stanie naładowania. Różnice w pojemności czy wieku baterii mogą prowadzić do nierównomiernego rozładowania i szybszego zużycia.

Połączenie równoległe

Najczęstsze problemy z akumulatorami i ich przyczyny

PROBLEMPRZYCZYNYROZWIĄZANIE
Szybkie rozładowanie się akumulatora• prąd upływu w instalacji
• uszkodzony alternator
• akumulator mocno zużyty
• regularna kontrola
• ładowanie zewnętrzne
• sprawdzenie stanu naładowania i ewentualna wymiana
Trudności z rozruchem zimą• niska temperatura
• zbyt niski prąd rozruchowy akumulatora
• gęsty olej silnikowy
• wybór mocniejszego akumulatora (wyższy CCA)
• stosowanie olejów zalecanych na zimę (5W- 40, 10W-40)
• ewentualne podgrzewacze silnika
Wyciek elektrolitu• przeładowanie
• uszkodzenie obudowy
• zbyt intensywne gazowanie
• skontrolowanie regulatora napięcia
• dbałość o właściwe napięcie ładowania
• odpowiednie mocowanie baterii
Korozja klem• wilgoć
• zaniedbanie czyszczenia
• słabe dokręcenie
• regularne czyszczenie
• zabezpieczanie środkami antykorozyjnymi • prawidłowe dokręcenie połączeń.
Zasiarczenie płyt• długotrwałe przechowywanie rozładowanego akumulatora
• powtarzające się głębokie rozładowania.
• unikanie głębokich rozładowań, doładowywanie, np. ładowarką mikroprocesorową
• jeśli możliwe – użycie trybu odsiarczania (dla akumulatorów kwasowo-ołowiowych)

Jaki akumulator wybrać? Przegląd popularnych marek

Poniżej przegląd kilku czołowych producentów akumulatorów z uwzględnieniem konkretnych linii i serii często stosowanych w rolnictwie.

Centra

Centra (właściwie część grupy Exide) to jeden z najbardziej znanych producentów w Polsce. Oferuje zarówno klasyczne, jak i zaawansowane technologicznie akumulatory:

  • Centra Agro: linia przeznaczona do maszyn rolniczych, charakteryzująca się wytrzymałą konstrukcją i wysokim prądem rozruchowym. Sprawdza się w sprzęcie narażonym na silne wibracje i pracę w zapylonym środowisku.
  • Centra Futura: seria premium, w której postawiono na zwiększoną żywotność i wyższe parametry rozruchowe. To akumulatory bezobsługowe, przeznaczone do pojazdów z dużym zapotrzebowaniem na energię.
  • Centra Plus: uniwersalna linia o dobrym stosunku jakości do ceny. Chętnie wybierana w gospodarstwach, w których ważna jest solidność, ale budżet jest ograniczony.
Akumulator Centra Plus

Exide

Exide to globalny koncern, oferujący szeroką gamę produktów:

  • Exide StrongPro: przeznaczone do pojazdów użytkowych i maszyn, które pracują w ciężkich warunkach. Wzmocnione płyty i budowa gwarantują zwiększoną odporność na drgania.
  • Exide Endurance+ lub Exide EndurancePRO zapewniają długą żywotność cykliczną, co istotne jest przy częstym rozruchu i rozładowaniach w maszynach rolniczych.
  • Exide Premium: popularne wśród użytkowników poszukujących wysokiego prądu rozruchowego i pewności działania także w niższych temperaturach.
Akumulator Exide StrongPRO

Bosch

Bosch od lat słynie z rozwiązań dla branży motoryzacyjnej, a w segmencie rolniczym i ciężarowym oferuje linie:

  • Bosch T3: ekonomiczne rozwiązanie dla nieco starszych i mniej wymagających maszyn, wciąż o solidnych parametrach.
  • Bosch T4: uniwersalne akumulatory o wzmocnionej konstrukcji, przeznaczone do ciągników, wozów strażackich czy samochodów ciężarowych.
  • Bosch T5: seria premium stworzona z myślą o trudnych warunkach eksploatacji, wysokich wibracjach i pracy przy dużej liczbie odbiorników elektrycznych.
Akumulator Bosch T3

Varta

Varta to kolejny, renomowany producent, którego serie do maszyn użytkowych i ciężarowych obejmują:

  • Varta Promotive Black: podstawowa linia, dobra do starszych lub mniej eksploatowanych pojazdów rolniczych.
  • Varta Promotive Blue: wytrzymuje większą liczbę cykli rozładowań i zapewnia wyższy prąd rozruchu. Znana z dobrego stosunku ceny do jakości.
  • Varta Promotive Silver: topowy wariant marki, oferujący najwyższą trwałość w trudnych warunkach i odporność na głębsze rozładowania.
Akumulator Varta Promotive Black

Inne popularne marki

  • Banner: austriacki producent, którego akumulatory z serii Buffalo czy Running Bull (AGM) także cieszą się uznaniem w środowisku rolniczym.
  • Jenox: polski producent o rosnącej popularności, oferuje m.in. Jenox Gold oraz Jenox Classic do różnego typu pojazdów.

Jaki akumulator do rolnictwa wybrać? Podsumowanie

Wybór akumulatora musi uwzględniać warunki eksploatacji i specyfikę pracy danego sprzętu. Zwróćmy uwagę na pojemność (Ah) i prąd rozruchowy (CCA), a także na rodzaj konstrukcji (kwasowo-ołowiowa, AGM, żelowa). W pojazdach rolniczych często dominuje potrzeba wysokiego CCA (aby zapewnić sprawny rozruch dużego silnika Diesla) i zwiększonej odporności na wibracje oraz długie przestoje.

Uprawa kukurydzy – jak siać, nawozić i chronić plantację?

0
Kwalifikowany materiał siewny sprawdzonych odmian to jeden z pierwszych, a zarazem najważniejszych kroków na drodze do uzyskania wysokiego plonu kukurydzy. Fot. M. Piśny

Uprawa kukurydzy i jej sukces zależy od integracji kilku kluczowych zabiegów agrotechnicznych. Zbilansowane nawożenie, precyzyjny siew oraz kompleksowa ochrona herbicydowa zapewniają roślinom optymalny start i rozwój w trakcie całej wegetacji.

Kiedy siać kukurydzę? Temperatura gleby ma kluczowe znaczenie

Część rolników uważa, że im wcześniej przeprowadzi siew kukurydzy – często nawet przed zalecanymi terminami – tym ma większą szansę na uzyskanie wysokich plonów. W praktyce jednak, szczególnie w gospodarstwach o dużej powierzchni, takie podejście skutkuje umieszczeniem nasion w niedostatecznie ogrzaną glebę. Wczesną wiosną jej nagrzewanie następuje w powolnym tempie – im większa jest jej zdolność do magazynowania i zatrzymywania wody, tym dłużej trwa ten proces.

uprawa kukurydzy
Podstawowym kryterium siewu kukurydzy powinna być temperatura gleby, a nie data w kalendarzu. Fot. M. Piśny

Minimalna temperatura gleby pozwalająca na prawidłowy siew kukurydzy to około 6°C (na głębokości 10 cm). Optymalne warunki pojawiają się jednak dopiero przy 10–12°C. Zbyt niska temperatura roli powoduje opóźnione i nierównomierne wschody, co stanowi jedną z głównych przyczyn ubytków w obsadzie roślin po wschodach.

Jaka obsada kukurydzy na hektar daje najwyższy plon?

Przed laty kukurydzę wysiewano w obsadzie 100–120 tys. roślin na hektar. Na szczęście czasy te bezpowrotnie minęły. Wieloletnie obserwacje i doświadczenia specjalistów udowodniły, że zbyt wysokie zagęszczenie roślin może prowadzić do silnej konkurencji o wodę i składniki pokarmowe. W warunkach niedoborów kukurydza wytworzy co prawda biomasę, jednak zauważalne problemy w kluczowych fazach rozwojowych – podczas kwitnienia i dojrzewania – będą miały swoje odzwierciedlenie w zaziarnieniu kolb i wykształceniu nasion. Nawet w finalnym procesie dojrzewania asymilaty transportowane z liści do ziaren wymagają odpowiedniego zaopatrzenia w wodę.

Zróżnicowana obsada

Obecnie dąży się do osiągnięcia obsady kukurydzy w przedziale od 50 do 90 tys. roślin na hektar. Kluczowym czynnikiem wpływającym na dobór obsady jest rodzaj stanowiska. Na glebach klasy IV optymalna obsada wynosi około 7–8 roślin/ m², natomiast na stanowiskach lepszej jakości – klas I, II i III – obsadę można zwiększyć nawet do 9,5 rośliny/m². Na glebach słabszych, klasy V i VI, zaleca się wysiew w ilości pozwalającej uzyskać 5–7 roślin/m².

Przy ustalaniu obsady kukurydzy warto uwzględnić typ kolby danej odmiany – fix lub flex. Odmiany typu fix mają stałą liczbę rzędów ziaren, niezależnie od warunków panujących w trakcie sezonu wegetacyjnego. Odmiany typu flex w bardzo korzystnych warunkach mogą zwiększyć liczbę rzędów. Należy jednak pamiętać, że przy zbyt dużej obsadzie, w wyniku nasilonej konkurencji między roślinami, liczba rzędów w kolbie może się zmniejszyć.

uprawa kukurydzy
Długi okres zakrywania szerokich międzyrzędzi w kukurydzy sprzyja rozwojowi zachwaszczenia. Fot. M. Piśny

Jak prawidłowo wykonać siew kukurydzy? Głębokość i precyzja

Optymalna głębokość siewu kukurydzy wynosi 4–6 cm. Siew płytszy prowadzi często do niepełnej obsady roślin, a w efekcie do obniżenia potencjału plonowania. Wyjątkiem są gleby bardzo wilgotne, na których dopuszcza się spłycenie siewu do około 3,5 cm. Należy również pamiętać, że kukurydza źle reaguje na nierównomierne rozmieszczenie nasion oraz na nakładki, które mogą zaburzać rozwój roślin.

uprawa kukurydzy
Prawidłowe ustawienie parametrów pracy siewnika ma kluczowe znaczenie dla wschodów oraz właściwej obsady roślin. Fot. M. Piśny

Nawożenie zlokalizowane kukurydzy – dlaczego warto je stosować?

Nawożenie zlokalizowane jest powszechnie stosowane w uprawie kukurydzy. Celem siewu zlokalizowanego jest dostarczenie łatwo przyswajalnych składników pokarmowych bezpośrednio w pobliżu rzędów nasion. Dzięki temu kukurydza może szybciej pobierać składniki odżywcze, co stymuluje intensywniejszy wzrost roślin i sprzyja tworzeniu większych kolb.

Popularny fosforan amonu (DAP) stanowi dla kukurydzy źródło łatwo przyswajalnego fosforu i azotu, co czyni go jednym z najlepszych nawozów do nawożenia rzędowego. Charakteryzuje się niskim indeksem solnym, dzięki czemu nie powoduje zasolenia gleby w miejscu aplikacji – w przeciwieństwie do takich nawozów jak sól potasowa czy mocznik, które mają znacznie wyższy indeks solny.

Nawożenie kukurydzy – ile azotu i kiedy stosować?

Kukurydza plonująca w przedziale 8–12 t suchego ziarna nie wykazuje znacznego zapotrzebowania na azot z nawozów mineralnych. Gatunek ten pobiera około 25 kg czystego N na tonę suchego ziarna wraz z odpowiednią ilością biomasy. Dla plonu 10 t suchego ziarna potrzeba teoretycznie około 250 kg N, jednak znaczną część tej dawki kukurydza pozyskuje z mineralizacji nawozów naturalnych oraz resztek pożniwnych pozostawionych na polu w poprzednich latach.

Potencjał mineralizacji azotu w glebie rośnie wraz ze wzrostem jej temperatury. Największe zapotrzebowanie kukurydzy na azot przypada od fazy piątego liścia do fazy kwitnienia. W praktyce zawartość azotu w glebie jest często na tyle wysoka, że wystarcza zastosowanie jedynie około połowy ilości tego składnika potrzebnej roślinie.

uprawa kukurydzy
Kukurydza jest wrażliwa na niskie temperatury i przymrozki, które mogą hamować jej wschody i początkowy wzrost. Fot. M. Piśny

Czy nawożenie kukurydzy jedną dawką azotu ma sens?

Nawozy azotowe można zastosować w całości przedsiewnie w uprawie kukurydzy, a szczególnie efektywnym rozwiązaniem jest stosowanie RSM. Forma azotanowa azotu jest natychmiast dostępna dla roślin, natomiast forma amidowa ulega przemianom w glebie na tyle wolno, że azot może nie być dostępny w kluczowych etapach wzrostu.

W ostatnich latach w Polsce coraz częściej występuje susza trwająca od marca do pierwszej połowy czerwca. W takich warunkach forma amonowa z saletry amonowej oraz forma amidowa z mocznika przy braku opadów ulega przemianom w amoniak, który ulatnia się do atmosfery. Szacuje się, że na skalę światową aż około 50% azotu jest tracone w tej formie. Najbardziej efektywne jest więc stosowanie nawozów azotowych bezpośrednio pod uprawę.

Ochrona kukurydzy przed chwastami – skuteczna strategia herbicydowa

Coraz większym problemem w uprawie kukurydzy są chwasty pozostałe po poplonach oraz porastające pola po zbiorach (np. buraka cukrowego). Do najczęstszych należą samosiewy rzepaku, buraki cukrowe odrastające z pozostawionych przez kombajn główek, a także bodziszek, fiołki, bylice i samosiewy zbóż.

Najskuteczniejszą metodą ich zwalczania jest zastosowanie glifosatu. Aby zachować jak najwięcej wody zgromadzonej w glebie po zimie, zabieg ten powinien być wykonany wiosną, możliwie jak najwcześniej. Glifosat wnika do roślin wyłącznie przez żywe tkanki, przede wszystkim nowe liście, dlatego stosowanie herbicydu na rośliny przykryte martwymi liśćmi nie przyniesie oczekiwanych efektów. Dawka glifosatu zależy od stopnia zachwaszczenia – na samosiewy zbóż stosuje się 720 g glifosatu. Natomiast w przypadku występowania fiołków, bodziszka i bylicy zaleca się zwiększenie dawki do nawet 1800 g.

uprawa kukurydzy
Nieprawidłowa strategia ochrony herbicydowej prowadzi do znacznego zachwaszczenia plantacji kukurydzy. fot. M. Piśny

Chwasty jednoliścienne w kukurydzy – jak je skutecznie zwalczać?

Coraz częściej na polach kukurydzy, zwłaszcza w technologii bezorkowej, pojawiają się życica trwała i wielokwiatowa. Najczęściej trafiają wraz z obornikiem lub z brzegów pól. Życice wykazują rosnącą tolerancję na glifosat, co sprawia, że do ich skutecznego zwalczania potrzebne są coraz wyższe dawki tej substancji czynnej. Największą skuteczność uzyskuje się, przeprowadzając zabieg wiosną, od rozpoczęcia wegetacji do końca fazy krzewienia życicy. Skuteczności glifosatu sprzyja również zastosowanie odpowiedniego adiuwanta, ponieważ liście życicy mają silną woskową powłokę, utrudniającą zatrzymywanie się kropli cieczy użytkowej.

Po około dwóch tygodniach od zabiegu herbicydowego korzystne jest wykonanie płytkiej uprawki, która podcina korzenie osłabionych chwastów, przyspieszając ich zamieranie. Jeśli nie uda się zastosować glifosatu, możliwe jest użycie powschodowo mieszaniny nikosulfuronu i rimsulfuronu. Należy jednak pamiętać, że te herbicydy działają głównie hamująco na życice, a nie wyniszczająco.

Odporność chwastów w kukurydzy – dlaczego warto łączyć herbicydy?

W Polsce obserwuje się coraz więcej biotypów chwastów odpornych na popularne herbicydy, np. komosa biała na terbutyloazynę, szarłat szorstki i chwastnica jednostronna na sulfonylomoczniki. Planując ochronę herbicydową, warto łączyć preparaty o różnych mechanizmach działania, aby zwiększyć skuteczność zwalczania.

W przypadku chwastów dwuliściennych dobrze sprawdzają się mieszaniny terbutyloazyny z mezotrionem i/lub dikambą. Stosując mezotrion i inne herbicydy z tej grupy, należy zwrócić szczególną uwagę na rośliny następcze.

Szczególnie ważne jest zwalczanie chwastnicy jednostronnej, która staje się coraz poważniejszym problemem dla kukurydzy, zwłaszcza przy stosowaniu nikosulfuronu. W suchych latach jej wschody rozciągają się w czasie, co często wymaga wykonania dwóch zabiegów. Najbardziej efektywny moment zwalczania przypada na wczesne fazy rozwojowe – po wschodach, ale przed rozpoczęciem krzewienia się chwastnicy.

Ciekawostka

Corn Belt w USA to bezsprzecznie światowe centrum produkcji kukurydzy, gdzie rolnicy konkurują o osiąganie rekordowych plonów. Okres wegetacyjny rozpoczyna się tam w zbliżonym czasie jak w Polsce. Większość plantacji o najwyższych wynikach zakładana jest między połową kwietnia a początkiem maja. Warto jednak podkreślić, że także zasiewy wykonane znacznie później – nawet pod koniec maja – mogą przynieść znakomite efekty, przekraczające 18 t/ha suchego ziarna.

Pogoda- deszcz, przymrozki

0
Pogoda 18 kwietnia
Pogoda 18 kwietnia

Pogoda 18 kwietnia- przymrozki

W nocy lokalnie pokropiło a miejscami ku zaskoczeniu nawet popadało. W wielu regionach na Podlasiu, wschodzie, południu, centrum i zachodzie Mazowsza, Lubelskim, Dolnośląskim, Wielkopolskim, Lubuskim czy na południowym zachodzie Pomorza Zachodniego popadało do 0,5-2 mm.

Mimo to nadal jest sucho i odczujemy to w nocy po temperaturach. Noc będzie pogodna- dużo chmur jedynie na ścianie wschodniej bo za naszą wschodnią granicą ciągle pada. Na wschodzie cieplej- 3-5 stopni na plusie. Nad resztą kraju zimno. Od Kaszub po Wielkopolskę, Kujawy, Łódzkie, Śląsk temperatura spadnie do 0 stopni a przy gruncie miejscami do -3 stopni. Przygruntowe przymrozki możliwe są w całym kraju- oprócz ściany wschodniej.

W dzień opady znad Ukrainy mogą zahaczyć Roztocze i wschód Podkarpacia

W ciągu dnia bez zmian- na wschód od Polski ma padać i te opady mogą zawadzić o nasze wsie na wschodzie Lubelskiego a zwłaszcza na Roztoczu i wschodzie Podkarpacia- u nas opad nie przekroczy 1-3 mm.

Wiatr na wschodzie silniejszy z północy. Od Małopolski po Łódzkie, Kujawy, Kaszuby powieje słabo z północy a na zachodzie wiatr zmienny- oznacza to, że przez sporą część dnia będzie bezwietrznie.

Na termometrach od 8 stopni na Helu i 9 stopni w Ustce czy Łebie do +21 stopni w Nysie, Legnicy i Słubicach.

Padać zacznie też na zachód od nas w Niemczech i to solidnie.

Wiadomo już, że deszczowy niż wejdzie do Polski ale nie uda mu się przebić pustynnej środkowej części kraju.

Deszcz spadnie z frontu na zachodzie kraju oraz na południu Polski. Jeszcze za wcześnie podawać dokładne sumy ale lokalnie spaść może 40 mm i to bliżej granicy z Niemcami na Ziemi Lubuskiej czy Pomorzu niż w górach. Według wstępnych ustaleń front nie powinien sięgnąć Torunia czy Warszawy. Wszystko wyjaśni się w naszej prognozie w niedzielę.

Pogoda 18 kwietnia

Sklep- https://sklep.agroprofil.pl/

Statystyka pogodowa- https://modele.imgw.pl/cmm/?page_id=18414&view=climate&cl_mode=day&cl_param=TEMPSR

Zboże z Ukrainy pod ostrzałem: Choć ceny stoją, koszty transportu szybują w górę

0
Zboże z Ukrainy

Zboże z Ukrainy: Od początku marca wszyscy patrzymy na Bliski Wschód i konflikt z Iranem, martwiąc się o ceny paliw i nawozów. Tymczasem tuż za naszą granicą trwa brutalna walka o zboże z Ukrainy. Rosjanie znów mocno uderzyli w porty, przez które eksportowane jest ukraińskie ziarno. Choć na razie nie widzimy przez to gwałtownych skoków cen na giełdach, to sytuacja mocno uderza w opłacalność handlu.

Porty pod ogniem: Droższy fracht i ubezpieczenia

W ostatnich dniach (14 i 16 kwietnia) Rosja przeprowadziła potężne ataki na ukraińskie porty w Izmaile oraz Wielkiej Odessie. Co to oznacza w praktyce? Nawet jeśli silosy ocaleją, każdy wybuch w pobliżu nabrzeża to sygnał alarmowy dla firm ubezpieczeniowych.

  • Wzrost stawek: Ubezpieczenie statku wpływającego na Morze Czarne staje się ekstremalnie drogie. Firmy ubezpieczeniowe traktują to jako strefę wysokiego ryzyka.
  • Fracht pod znakiem zapytania: Armatorzy żądają wyższych stawek za transport (fracht), aby zrekompensować ryzyko utraty jednostki lub przestojów spowodowanych alarmami. W efekcie, mimo że fizycznie zboże z Ukrainy jest dostępne, jego eksport staje się coraz mniej konkurencyjny, bo koszty „okołoportowe” zjadają zysk.

Ukraina odpowiada: Polowanie na rosyjską „flotę cieni”

Wojna na wyniszczenie trwa też w drugą stronę. Ukraina coraz celniej atakuje rosyjskie statki, które wywożą skradzione ziarno z terenów okupowanych.

  • Ataki na Morzu Azowskim: Każdy zatopiony rosyjski masowiec to sygnał, że Rosja też nie może czuć się bezpiecznie.
  • Blokady prawne: Ukraina ściga „złodziejskie statki” nawet w portach takich jak Hajfa (Izrael), domagając się ich aresztowania. To sprawia, że rosyjski handel skradzionym towarem staje się równie ryzykowny i kosztowny.

Dlaczego korytarz morski i zboże z Ukrainy są tak ważne?

Statystyki nie kłamią – bez portów morskich ukraińskie rolnictwo nie jest w stanie funkcjonować na pełnych obrotach:

  • Od sierpnia 2023 r. korytarzem morskim wyeksportowano ponad 100 mln ton zboża.
  • Zboże z Ukrainy w 80% opuszcza kraj właśnie drogą morską. Jeśli koszty frachtu i ubezpieczeń będą dalej rosły, presja na eksport drogą lądową (przez Polskę) może ponownie wzrosnąć.

Co to oznacza dla Twojego portfela?

Obecnie globalne ceny ziarna są blokowane przez rekordową podaż z Argentyny i Australii. To one sprawiają, że cena na giełdach nie rośnie mimo ataków na Odessę. Jednak dla polskiego rolnika sytuacja jest podstępna:

  1. Paliwo i nawozy: Mogą pozostawać drogie przez napięcia z Iranem.
  2. Konkurencyjność: Rosnące koszty logistyki na Ukrainie mogą sprawić, że ukraińskie ziarno będzie wypychane z dalekich rynków (Azja, Afryka), co zwiększy jego podaż bliżej naszych granic.

Wniosek: Choć oczy świata są zwrócone na Iran, to „wojna o koszty” w portach Odessy i Izmaiła decyduje o tym, czy zboże z Ukrainy dopłynie do Afryki, czy znów stanie się problemem na europejskim rynku wewnętrznym (w sytuacji krytycznej dla Ukrainy KE może ponownie otworzyć granice).

Ceny nawozów nie spadają mimo taniejącej energii. Dlaczego rynek stoi w miejscu?

0
cena nawozów

Chociaż kwiecień 2026 roku przyniósł chwilowe rozluźnienie na rynkach surowców energetycznych, ceny nawozów pozostają na wysokich poziomach, nie wykazując tendencji spadkowej. Rolnicy z niepokojem obserwują, jak ropa i gaz tanieją po doniesieniach o możliwych zawieszeniach broni, podczas gdy cenniki nawozów są „zamrożone”. Eksperci z FranceAgriMer (Francja) wskazują na kilka kluczowych barier, które blokują obniżki w punktach sprzedaży.

Co blokuje spadek ceny nawozów w 2026 roku?

Głównym powodem, dla którego ceny nawozów nie reagują tak dynamicznie jak notowania surowców, jest tzw. różnica czasu (lag czasowy). Proces produkcyjny sprawia, że nawóz dostępny obecnie w sprzedaży został wytworzony z surowców zakupionych po znacznie wyższych cenach sprzed kilku tygodni.

Do najważniejszych czynników blokujących obniżki należą:

  • Niepewność rynkowa: Producenci obawiają się, że spadki cen gazu są tylko chwilowe. Eskalacja napięć w Cieśninie Ormuz (wzrosty o 4-6% w połowie kwietnia) potwierdza, że rynek energii jest skrajnie niestabilny.
  • Ograniczenia eksportowe: Rosja utrzymała limity na wywóz azotanu amonu, a Chiny ograniczają eksport nawozów azotowych i kwasu siarkowego. Mniejsza podaż globalna sztucznie podtrzymuje wysokie ceny nawozów.
  • Nowe obciążenia podatkowe: Od lipca 2025 roku obowiązują cła na nawozy z Rosji, a od 1 stycznia 2026 r. działa mechanizm CBAM (podatek węglowy). Te regulacje trwale podniosły bazowy koszt produktu.

Relacja cenowa: Ile ton pszenicy za tonę mocznika?

Wskaźnik opłacalności produkcji drastycznie pogorszył się w ciągu ostatniego roku. Analizując obecne ceny nawozów w stosunku do cen płodów rolnych, widzimy ogromną dysproporcję. Podczas gdy w kwietniu 2025 roku tona mocznika kosztowała na francuskim rynku równowartość 1,5 tony pszenicy, obecnie wskaźnik ten wzrósł do poziomu 3,5 tony pszenicy za tonę nawozu.

Tak wysokie ceny nawozów przy jednoczesnym spadku cen zbóż (wynikającym z obfitej podaży światowej) stawiają rentowność gospodarstw pod wielką znakiem zapytania.

Logistyka i popyt utrzymują wysokie ceny nawozów

Mimo że energia na rynkach światowych okresowo tanieje, koszty logistyczne pozostają rekordowo wysokie. Popyt w szczycie sezonu upraw polowych jest na tyle silny, że dystrybutorzy nie czują presji na obniżanie marż. Dodatkowo, silna korelacja dolara z sytuacją geopolityczną sprawia, że importowane komponenty NPK pozostają drogie.

Wnioski dla rolników są jasne: dopóki sytuacja w kluczowych kanałach przesyłowych surowców (jak Cieśnina Ormuz) nie ulegnie pełnej stabilizacji, a polityka celna UE pozostanie restrykcyjna, ceny nawozów będą wykazywać znacznie większą sztywność niż ceny ropy czy gazu.

Protest rolników 17 kwietnia w Warszawie! Jutro traktory opanują stolicę [SZCZEGÓŁY]

0

Już jutro 17 kwietnia, Warszawę czeka kolejny protest rolników 2026, który ma całkowicie sparaliżować stolicę. Z całej Polski zjeżdżają tysiące zdeterminowanych gospodarzy, dla których ten protest to być albo nie być. Nadchodzący strajk zapowiada się jako jedno z głośniejszych akcji rolników w tym roku.

Protest rolników 17 kwietnia. O co chodzi z protestami rolników?

Dla wielu mieszkańców miast ten zryw może wydawać się nagły, ale protest rolników 2026 to efekt wielomiesięcznej frustracji. Ludzie pracujący na roli mają dość ignorowania ich postulatów.

Jaki jest cel protestów rolników?

Planowany na 17 kwietnia ogólnopolski protest przed Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi to krzyk rozpaczy producentów rolnych uwięzionych w pułapce biurokratycznych terminów Krajowego Planu Odbudowy. Choć unijne ramy pozwalają na rozliczanie wydatków do sierpnia 2026 roku, polskim beneficjentom narzucono nierealną datę zakończenia inwestycji na koniec kwietnia br., co przy uwzględnieniu opóźnionych decyzji administracyjnych oraz niesprzyjających warunków pogodowych stawia ich w sytuacji bez wyjścia. Niedotrzymanie tych terminów wiąże się z drastycznymi konsekwencjami – koniecznością zwrotu zaliczek i utratą dotacji przy jednoczesnym pozostaniu z rozgrzebanymi budowami przetwórni czy magazynów – co dla wielu gospodarstw oznacza nie tylko utratę płynności finansowej, ale wręcz bezpośrednie widmo bankructwa.

Dlaczego rolnicy protestują w 2026?

Wielu pyta: dlaczego znowu? Odpowiedź jest brutalnie prosta. Poprzednie negocjacje nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, dlatego protest rolników 2026 musiał wrócić na ulice ze zdwojoną siłą. Sytuacja finansowa na wsi staje się dramatyczna, a protest rolników 2026 to naturalna odpowiedź na wciąż rosnące koszty nawozów, paliwa i jednoczesny spadek cen w skupach. Gospodarze zapowiadali, że jeśli politycy ich zignorują, wyjdą na ulice ponownie. Właśnie dlatego ten kwietniowy protest rolników 2026 przybiera tak gigantyczną skalę – w tym roku miarka po prostu się przebrała.

Przeczytaj: KE szykuje nowe dopłaty do nawozów i paliwa na 2026 rok! Sprawdź szczegóły!

O której zacznie się protest rolników?

Główny protest rolników 2026 w Warszawie zaplanowano na 17 kwietnia.

Zgodnie z zapowiedziami organizatorów, zbiórka i pierwsze potężne utrudnienia rozpoczną się już w godzinach porannych. Protest ma wystartować w samo południe – o 12:00 w ścisłym centrum stolicy. Strajk rolników zablokuje główne arterie.

Organizatorzy protestu

Głównym inicjatorem wydarzenia jest Stowarzyszenie „Wspólna Rola”, założone w 2023 roku przez zachodniopomorskich rolników prowadzących gospodarstwa towarowe. Misją organizacji jest nie tylko diagnozowanie problemów branży, ale przede wszystkim wypracowywanie realnych rozwiązań. Stowarzyszenie aktywnie promuje wysoką jakość żywności, rozwój lokalnego przetwórstwa oraz zacieśnianie współpracy między producentami, dążąc do zapewnienia sektorowi rolnemu niezbędnej stabilności.

źródło: Wspólna Rola

Kolejność mieszania środków ochrony roślin – jak uniknąć błędów w oprysku?

0
Każda formulacja środka ochrony roślin może reagować inaczej podczas przygotowywania cieczy roboczej. fot. M.Piśny

Stosowanie mieszanin zbiornikowych jest powszechną praktyką w ochronie roślin. Rolnicy łączą często różne pestycydy z nawozami i innymi preparatami. Skuteczność oraz efektywność złożonych zabiegów zależy jednak od kilku kluczowych czynników. Ważna jest również kolejność mieszania środków ochrony roślin.

Mieszaniny zbiornikowe – dlaczego rolnicy łączą preparaty?

Jednym z podstawowych elementów współczesnej technologii ochrony roślin jest stosowanie mieszanin zbiornikowych. Plantatorzy łączą często w jednym zabiegu bardzo dużą liczbę produktów. Niekiedy jest to nawet kilkanaście składników – fungicydy, insektycydy, regulatory wzrostu czy nawozy dolistne. Kompleksowe rozwiązania umożliwiają ograniczenie liczby przejazdów, zwiększenie efektywności ochrony oraz zmniejszenie nakładów na produkcję.

Należy jednak pamiętać, że nieprawidłowe przygotowanie takiej mieszaniny może przynieść niepożądane efekty. Od powstania osadów w zbiorniku, poprzez obniżenie skuteczności działania środków ochrony roślin, kończąc na uszkodzeniach roślin uprawnych. W takiej sytuacji szczególnego znaczenia nabiera zrozumienie właściwości stosowanych preparatów oraz zasad ich mieszania.

Nawet najwyższej jakości rozpylacze nie zapewnią prawidłowego nanoszenia, jeśli mieszanina zbiornikowa została nieodpowiednio przygotowana. Fot. M. Piśny

Jaka woda do oprysku? pH i twardość mają znaczenie

Jednym z kluczowych elementów przygotowania cieczy roboczej jest jakość wody. Rolnicy koncentrują się najczęściej na wyborze środka ochrony roślin, pomijając parametry wody używanej do oprysku. Tymczasem jej właściwości mogą w istotny sposób wpływać na skuteczność zabiegu. Woda stosowana do sporządzania cieczy roboczej powinna charakteryzować się odpowiednią temperaturą, czystością oraz właściwymi parametrami chemicznymi.

Bardzo istotnym parametrem cieczy roboczej jest pH wody. W przypadku wielu substancji aktywnych odczyn roztworu może wpływać na ich stabilność oraz skuteczność działania. Herbicydy z grupy sulfonylomoczników dobrze rozpuszczają się w środowisku o wyższym pH, dlatego w takich warunkach często wykazują bardzo dobrą aktywność. W praktyce możliwe jest jednak przygotowanie mieszaniny w wodzie o wyższym pH, a następnie jego obniżenie poprzez zastosowanie odpowiednich dodatków kondycjonujących, co również pozwala zachować skuteczność działania preparatu.

kolejność mieszania środków ochrony roślin
Miarka do środków ochrony roślin z nadrukowaną etykietą wskazującą kolejność mieszania to przydatne narzędzie przy przygotowywaniu cieczy roboczej. fot. M.Piśny

Warto również pamiętać, że woda wodociągowa stosowana w gospodarstwach rolnych bardzo często charakteryzuje się stosunkowo wysoką twardością oraz pH przekraczającym wartość 7. Oczywiście zdarzają się wyjątki wynikające z lokalnych warunków hydrogeologicznych, jednak z praktycznego punktu widzenia zawsze warto kontrolować zarówno pH, jak i twardość wody przed przygotowaniem cieczy roboczej. Regularne pomiary tych parametrów pozwalają lepiej dostosować skład mieszaniny i uniknąć problemów związanych z obniżeniem skuteczności zabiegu.

Nie należy zapominać również o twardości wody czyli zawartości jonów wapnia i magnezu. Wysoka twardość może powodować wzrost napięcia powierzchniowego, z którym może być związany tzw. kąt przylegania kropli. Im wyższe napięcie powierzchniowe wody, tym większy kąt kontaktu kropli z powierzchnią liścia, a tym samym gorsze zwilżenie rośliny. W praktyce oznacza to mniejszą skuteczność działania środka ochrony roślin. Utrudnia to zwilżanie powierzchni roślin przez ciecz roboczą. Warto wspomnieć, że wiele substancji aktywnych – w tym np. glifosat, 2,4-D,  MCPA, dikamba, nikosulfuron, kletodym – „nie lubią” twardej wody i takie środowisko ogranicza ich skuteczność działania.

Formulacja środków ochrony roślin – dlaczego jest ważna?

Jednym z ważnych zagadnień poruszanych w tematyce skuteczności zabiegu jest rola formulacji środków ochrony roślin. Termin ten odnosi się do technologicznej formy preparatu, czyli sposobu, w jaki substancja czynna została przygotowana i „opakowana”, aby mogła być bezpiecznie i skutecznie stosowana w praktyce rolniczej. Formulacja decyduje o tym, w jaki sposób preparat zachowuje się po dodaniu do wody, jak tworzy ciecz roboczą oraz jak oddziałuje z powierzchnią rośliny.

Odpowiednio zaprojektowana formulacja wpływa nie tylko na stabilność mieszaniny zbiornikowej, ale również na skuteczność działania środka ochrony roślin. Może ona poprawiać zwilżanie powierzchni liści, zwiększać przyczepność kropli do rośliny, a także ułatwiać przenikanie substancji czynnej przez warstwę woskową. W efekcie ograniczane są straty substancji aktywnej spowodowane spływaniem cieczy z powierzchni liści lub jej szybkim odparowaniem.

kolejność mieszania środków ochrony roślin
Jakość środka ochrony roślin wpływa zarówno na stabilność mieszaniny w zbiorniku, jak i na skuteczność zabiegu. fot. M. Piśny.

Ta sama substancja, różne działanie – od czego to zależy?

W praktyce rolniczej często obserwuje się, że środki zawierające tę samą substancję czynną mogą różnić się skutecznością działania. Jednym z powodów takich różnic jest właśnie formulacja preparatu. Różne technologie przygotowania produktu wpływają na sposób rozprowadzania cieczy roboczej na powierzchni rośliny, tempo uwalniania substancji czynnej oraz jej dostępność dla rośliny lub organizmu zwalczanego.

Warto również podkreślić, że nawet preparaty należące do tej samej kategorii formulacyjnej – na przykład oznaczone tym samym symbolem – nie muszą być identyczne pod względem składu. Oprócz substancji czynnej zawierają one bowiem szereg dodatków technologicznych – rozpuszczalniki, emulgatory, stabilizatory czy inne substancje pomocnicze. To właśnie te składniki często decydują o właściwościach fizykochemicznych preparatu jak stabilność w cieczy roboczej, zdolność zwilżania liści czy tempo wnikania substancji czynnej.

W praktyce oznacza to, że dwa produkty o tej samej formulacji i zawierające identyczną substancję aktywną mogą działać na chwasty lub patogeny w różny sposób. Różnice te wynikają właśnie z odmiennego składu komponentów pomocniczych oraz zastosowanych technologii formulacyjnych. Dlatego przy porównywaniu skuteczności preparatów nie należy kierować się wyłącznie nazwą substancji czynnej lub symbolem formulacji, lecz brać pod uwagę również technologię przygotowania produktu, która często może przekładać się na różnice w jego cenie.

Najczęstsze błędy przy mieszaniu środków ochrony roślin

W praktyce rolniczej podczas przygotowywania mieszanin zbiornikowych pojawia się kilka typowych błędów, które mogą wpływać na skuteczność zabiegu oraz bezpieczeństwo upraw. Jednym z najczęstszych jest łączenie zbyt dużej liczby produktów w jednym zabiegu. Każdy kolejny komponent zwiększa ryzyko niekorzystnych interakcji między preparatami, zarówno na poziomie fizykochemicznym, jak i biologicznym. Może to prowadzić do powstawania osadów w zbiorniku, rozwarstwienia cieczy roboczej, a także do obniżenia skuteczności działania substancji aktywnych lub zwiększenia ryzyka fitotoksyczności.

Rolnicy nie kontrolują często parametrów wody wykorzystywanej do przygotowania cieczy roboczej. Wysokie pH lub duża twardość wody mogą znacząco wpływać na stabilność niektórych substancji aktywnych oraz ograniczać ich skuteczność. W praktyce oznacza to, że nawet dobrze dobrany środek ochrony roślin  może działać słabiej, jeśli zostanie przygotowany w nieodpowiednich warunkach.

kolejność mieszania środków ochrony roślin
Przy łączeniu wielu składników warto wcześniej przeprowadzić test ich kompatybilności. Fot. M. Piśny

Dlaczego warto czytać etykiety środków ochrony roślin?

Częstym problemem jest pomijanie informacji zawartych w etykietach produktów. Producenci środków ochrony roślin zazwyczaj podają w nich zalecenia dotyczące możliwości mieszania preparatów oraz ewentualne ograniczenia w ich łączeniu z innymi środkami czy nawozami dolistnymi. Niezwracanie uwagi na te informacje może prowadzić do sytuacji, w której stosowana mieszanina nie jest w pełni bezpieczna dla roślin lub nie zapewnia oczekiwanej skuteczności zwalczania agrofagów.

Test kompatybilności – jak sprawdzić mieszalność preparatów?

W przypadku wątpliwości dotyczących możliwości łączenia poszczególnych produktów warto przeprowadzić tzw. test kompatybilności. Polega on na przygotowaniu niewielkiej ilości mieszaniny w osobnym naczyniu, z zachowaniem takich samych proporcji składników jak w planowanym zabiegu. Po dokładnym wymieszaniu należy odczekać kilka–kilkanaście minut i obserwować zachowanie cieczy. Pojawienie się osadu, grudek, rozwarstwienia czy intensywnego pienienia może świadczyć o niezgodności preparatów i wskazywać, że taka mieszanina nie powinna być stosowana w praktyce. Warto pamiętać, że kompatybilność fizykochemiczna nie zawsze oznacza pełną zgodność biologiczną, jednak jest to pierwszy i bardzo ważny etap oceny możliwości łączenia preparatów w jednym zabiegu.

kolejność mieszania środków ochrony roślin
Przed przygotowaniem mieszaniny zbiornikowej należy uważnie zapoznać się z etykietami stosowanych produktów. Fot. M. Piśny.

Warunki pogodowe a skuteczność oprysku

Oprócz składu mieszaniny duże znaczenie mają również czynniki środowiskowe towarzyszące wykonywaniu zabiegu. Temperatura powietrza, temperatura łanu, wilgotność względna powietrza, kondycja roślin, a także intensywność nasłonecznienia mogą w istotny sposób wpływać na skuteczność działania środków ochrony roślin. Szczególnie istotne staje się to w przypadku mieszanin wieloskładnikowych, gdzie zwiększa się ryzyko stresu dla roślin lub zmian w pobieraniu substancji aktywnych.

Dlatego przed wykonaniem zabiegu warto analizować aktualne warunki pogodowe oraz prognozy na najbliższe godziny, a nawet dni. Należy pamiętać, że choć rolnik nie ma wpływu na te czynniki, musi brać je pod uwagę podczas planowania ochrony roślin.

W praktyce gospodarstw rolnych często konieczne jest jednak podejmowanie kompromisów. Zdarza się, że pojawia się tzw. „okno zabiegowe”, a jednocześnie naglą inne prace polowe. W takich sytuacjach decyzje o wykonaniu zabiegu podejmowane są w warunkach dalekich od idealnych. Jest to zrozumiałe z punktu widzenia organizacji pracy w gospodarstwie, jednak należy mieć świadomość, że odstępstwo od optymalnych warunków może skutkować słabszym lub krótszym działaniem preparatu, a w niektórych przypadkach również zwiększonym ryzykiem uszkodzenia roślin uprawnych.

Kolejność mieszania środków ochrony roślin – zasada „ZERO” w praktyce

Jedną z podstawowych reguł stosowanych przy przygotowywaniu mieszanin zbiornikowych jest tzw. zasada „ZERO”, która określa właściwą kolejność dodawania poszczególnych składników do zbiornika opryskiwacza. Jej przestrzeganie zwiększa stabilność przygotowywanej mieszaniny.

Pierwszym krokiem powinno być odpowiednie przygotowanie wody. W zależności od jej parametrów może być konieczne obniżenie pH lub ograniczenie twardości poprzez zastosowanie odpowiednich kondycjonerów. Kluczowe w tym aspekcie są dobrej jakości adiuwanty modyfikujące, ponieważ nie każdy „zakwaszacz” sekwestruje jony wapnia i magnezu.

Dopiero po przygotowaniu wody można wprowadzać do zbiornika nawozy dolistne, zarówno makro-, jak i mikroelementowe. Warto jednak pamiętać o kilku praktycznych odstępstwach od tej ogólnej reguły. Przykładowo herbicydy z grupy sulfonylomoczników bardzo dobrze rozpuszczają się w środowisku o wyższym pH, dlatego w wielu przypadkach zaleca się ich dodanie do zbiornika jeszcze przed ewentualnym obniżeniem pH cieczy roboczej.

Różne dodatki technologiczne w środkach ochrony roślin wpływają na pokrycie liści oraz skuteczność zabiegu. Fot. M. Piśny

Podobnie pewne różnice mogą dotyczyć niektórych nawozów mikroelementowych. Przykładem jest bor stosowany w formie boroetanoloaminy, który ze względu na swoją dobrą rozpuszczalność, stabilność i mocne podnoszenie pH cieczy roboczej bywa dodawany jako ostatni składnik mieszaniny. Takie odstępstwa pokazują, że oprócz ogólnych zasad warto również brać pod uwagę specyfikę konkretnych produktów.

Następnie dodaje się środki ochrony roślin, zachowując określoną kolejność wynikającą z typu formulacji, np.: zawiesiny (WP, WG, SC), emulsje (EC, EW, SE), roztwory (SL, SP, SG, OD). Kolejność ta wynika z właściwości fizykochemicznych poszczególnych formulacji. Preparaty zawiesinowe wymagają przede wszystkim odpowiedniego uwodnienia i równomiernego rozproszenia w cieczy roboczej, dlatego powinny być wprowadzane jako pierwsze.

Dopiero po ich ustabilizowaniu można dodawać formulacje emulsyjne, które tworzą w wodzie układy emulsji. Na końcu wprowadza się preparaty rozpuszczalne w wodzie, ponieważ najłatwiej przechodzą one do roztworu i zazwyczaj nie wymagają tak intensywnego procesu dyspergowania.

Kolejność mieszania środków ochrony roślin

1. Napełnienie opryskiwacza do 40% planowanej objętości
2. Dodanie adiuwantów modyfikujących właściwości cieczy i o wielokierunkowym działaniu
3. Dodanie nawozów mikro i makroelementowych
4. Dodanie środków ochrony roślin w formie proszków lub granul do sporządzania zawiesiny (np. formy WP,WG)
5. Dodanie środków ochrony roślin w formie koncentratu do sporządzania stężonej zawiesiny (formulacja SC)
6. Dodanie środków ochrony roślin w formie koncentratów do emulgowania (EC, EG, EW, SE)
7. Dodanie środków ochrony roślin w formie koncentratów do sporządzania roztworów (SL, SP, SG)
8. Napełnienie zbiornika do planowanej objętości
9. Dodanie pozostałych adiuwantów


Przestrzeganie opisanej kolejności znacząco zmniejsza ryzyko problemów podczas przygotowywania cieczy roboczej i pozwala utrzymać stabilność mieszaniny w zbiorniku opryskiwacza.

Głos z branży

Mariusz Michalski
manager ds. strategii zbożowej i fungicydów Bayer Crop Science

Każdym zabiegiem ochrony roślin dążymy do osiągnięcia konkretnego celu – może to być zwalczanie chorób, ograniczanie chwastów, regulacja wzrostu roślin lub kombinacja tych działań. Często różne cele trudno pogodzić, dlatego istotne jest uwzględnienie wpływu poszczególnych substancji czynnych, ich wzajemnych interakcji oraz możliwości łączenia.

W praktyce rolnicy przy wyborze środków ochrony roślin skupiają się głównie na zawartości substancji czynnej, pomijając jakość formulacji – a to właśnie ona w dużym stopniu decyduje o tym, czy produkty prawidłowo zachowają się w zbiorniku opryskiwacza, a w efekcie wpłyną na skuteczność działania. Stosując produkt, zależy nam na tym, aby „przykleił” się do rośliny traktowanej, jak najszybciej wysechł, w ten sposób uodporniając się na zmywanie przez deszcz, pozostał na roślinie odpowiednio długo, a następnie wykonał swoje zadanie. Dlatego oryginalne produkty bardzo często „uzbrojone” są w różnego rodzaju dodatki technologiczne, mające na celu maksymalizować działanie.

W naszych fungicydach i herbicydach koncentrujemy się na tym, aby substancje czynne jak najlepiej przylegały do liści roślin uprawnych i chwastów. Chcemy, aby pozostawały na powierzchni możliwie najdłużej i szybko wysychały, minimalizując ryzyko spłukania przez deszcz. Dzięki temu fungicyd skuteczniej chroni rośliny i zwalcza choroby, a herbicyd, pozostający na chwastach, umożliwia większe pobranie substancji czynnej, co przekłada się na lepsze efekty.

W Bayer analizujemy również zwrot z inwestycji po każdym sezonie stosowania naszych programów ochrony. Porównujemy, sprawdzamy różnice w plonowaniu, liczymy koszty zastosowanych produktów, aby wiedzieć, który produkt lub cały program ochrony był najbardziej opłacalny. Oferujemy produkty, które są sprawdzone, charakteryzują się powtarzalną jakością, lepiej się mieszają i – po uwzględnieniu zwrotu z inwestycji – często wypadają korzystniej niż produkty post patentowe.

Przykładowo, różnica w kosztach programu między markowym a generycznym fungicydem może wynosić 70–80 zł/ha. Jeśli dzięki temu uda się uzyskać dodatkowe 3–4 kwintale plonu, zysk przewyższa dodatkowe koszty. Rolnicy rzadko analizują to w ten sposób – stosując jeden program ochrony bez porównania, nie ma się pełnego obrazu, który produkt działa lepiej.

Handel bezpośredni: Koło ratunkowe dla mniejszych, ale czy realna alternatywa dla produkcji towarowej?

0
handel bezpośredni
handel bezpośredni

Podczas gdy rynkiem zbóż i rzepaku trzęsą globalne notowania, a producenci towarowi walczą o rentowność w skali makro, handel bezpośredni staje się azylem dla mniejszych gospodarstw. To jednak rynek specyficzny, który nie wykarmi mas i nie zastąpi produkcji wielkotowarowej, a dla rolnika oznacza całkowitą zmianę profesji.

Z danych MRiRW wynika, że w systemie RHD (Rolniczy Handel Detaliczny) zarejestrowano już blisko 4,7 tysiąca podmiotów (stan na koniec października 2025 r.). To imponujący przyrost, ale trzeba jasno powiedzieć: handel bezpośredni to domena gospodarstw rodzinnych i mniejszych areałów. Tu nie liczy się wydajność z hektara czy cena na giełdzie Matif, ale lojalność sąsiada i klienta z pobliskiego miasta.

Handel bezpośredni to nie produkcja towarowa

W produkcji wielkotowarowej celem jest optymalizacja kosztów, standaryzacja i efekt skali. W przypadku sprzedaży prosto z podwórka zasady są odwrotne. Tutaj liczy się jednostkowa jakość, unikalność i – co najtrudniejsze – gotowość do bycia „na pierwszej linii frontu” w kontakcie z konsumentem.

Dla dużego producenta towarowego przejście na handel bezpośredni byłoby logistycznym koszmarem. Z kolei dla małych i średnich gospodarstw, które nie mają szans konkurować ceną surowca na globalnym rynku, skrócenie łańcucha dostaw to często jedyny sposób na uniknięcie bankructwa. Ministerstwo Rolnictwa upatruje w tym szansy na wzmocnienie bezpieczeństwa żywnościowego, ale należy pamiętać, że ten model nie zastąpi masowych dostaw do przetwórstwa przemysłowego.

Bariery, o których milczą statystyki

Resort zapowiada kolejne ułatwienia – zniesienie limitów terytorialnych i uproszczenie rejestracji. Jednak dla kogoś, kto prowadzi handel bezpośredni, największą barierą nie jest granica powiatu, a brak czasu.

  • W towarówce: Sprzedajesz partię towaru i wracasz do pracy w polu.
  • W handlu bezpośrednim: Produkcja to dopiero połowa sukcesu. Drugą połowę zajmuje pakowanie, marketing i obsługa klienta.

To nie jest rozwiązanie dla każdego. Produkcja rzemieślnicza wymaga nie tylko wiedzy rolniczej, ale i talentu handlowego. Bez systemowego wsparcia w budowie lokalnych punktów zbiorczych czy małych rzeźni, ten model pozostanie jedynie „partyzantką ekonomiczną” dla najbardziej zdeterminowanych.

Handel bezpośredni w starciu z realiami rynkowymi

Choć minister Stefan Krajewski zachęca do wspierania lokalnych producentów, musimy pamiętać o realiach portfela. Handel bezpośredni to żywność premium. W dobie wysokich kosztów energii i pracy, rolnik sprzedający sery czy wędliny prosto z gospodarstwa musi windować ceny, by wyjść na swoje.

Dla mniejszych gospodarstw to szansa na przetrwanie i rozwój lokalnego przetwórstwa, co jest fundamentem zrównoważonej wsi. Jednak traktowanie tego modelu jako recepty na wszystkie bolączki rolnictwa byłoby naiwnością. Handel bezpośredni to cenna, ale trudna nisza, która wymaga od rolnika porzucenia roli producenta surowca na rzecz bycia przedsiębiorcą, rzemieślnikiem i logistykiem w jednym.


Dane liczbowe na podstawie MRiRW

Konflikt zakończył się katastrofą. 200 ha pszenicy zniszczone glifosatem! Straty sięgają pół miliona

0
Wypalili gilfosatem ponad 200 ha pszenicy! Konflikt niosący za sobą pół miliona strat!

Konflikt w gospodarstwie, który narastał po śmierci właściciela

W Szymanowie działa duże gospodarstwo rolne prowadzone dziś przez dwóch braci. Obecnie obejmuje ono około 1200 hektarów, ale jego historia sięga lat 90., kiedy ich ojciec wraz ze wspólnikiem budowali je od podstaw. Przez około trzy dekady gospodarstwo rozwijało się, a w najlepszym okresie skala upraw sięgała nawet około 5000 hektarów.

Sytuacja zmieniła się po śmierci ojca w 2024 roku. Wtedy między rodziną a dawnym wspólnikiem narósł spór o dalsze funkcjonowanie gospodarstwa, a przede wszystkim o część dzierżaw. Choć strony próbowały dojść do porozumienia i ustalić zasady rozstania na kolejny sezon uprawny, w praktyce szybko pojawiły się rozbieżności dotyczące tego, kto ma prawo użytkować konkretne pola.

Według relacji Pana Przemysława Podkówki część gruntów, które rodzina uważała za należące do ojca, miała zostać przejęta przez byłego wspólnika na podstawie aneksów lub umów podpisanych już po śmierci właściciela, bez wiedzy i zgody rodziny. To właśnie ten spór o dzierżawy stał się tłem późniejszych wydarzeń.

„Po śmierci taty zaczął się konflikt ze wspólnikiem, gdzie nie mogliśmy się dogadać.” mówi Pan Przemysław

Pojawiły się sygnały, że ktoś może zniszczyć uprawy

Wraz z rozpoczęciem sezonu i wykonaniem zasiewów napięcie rosło. Rolnicy uprawiali pola, co do których byli przekonani, że mają do nich prawo, ale równolegle docierały do nich sygnały, że może dojść do prób zniszczenia zasiewów. Te pogłoski okazały się na tyle niepokojące, że gospodarze postanowili zabezpieczyć część pól.

Na wybranych działkach zamontowano fotopułapki, aby mieć bieżący podgląd tego, co dzieje się na plantacjach. Z dzisiejszej perspektywy ten krok okazał się kluczowy, bo to właśnie dzięki zarejestrowanym materiałom możliwe było późniejsze odtworzenie przebiegu zdarzeń i wskazanie, że działania nie były przypadkowe.

Zdaniem rolników już wcześniej istniały przesłanki, że może dojść do celowego uszkodzenia upraw. Nie chodziło więc o nagły incydent, lecz o sytuację, której się obawiano i na którą próbowano się przygotować.

„Dostawaliśmy informację, że jest podejrzenie, że może nam zniszczyć te uprawy.”
Przemysław Podkówka

Oprysk glifosatem, który zniszczył ponad 200 ha pszenicy!

Do kluczowego zdarzenia doszło w weekend 7 i 8 marca. Jak relacjonuje właściciel gospodarstwa, oprysk glifosatem miał zostać wykonany najpierw w sobotę wieczorem, a następnie kontynuowany w niedzielę nad ranem. Nagrania z kamer wskazywały godziny wieczorne między 17.00 a 18.00 oraz poranne około 5.00–6.00.

W niedzielę rano o niepokojącej sytuacji poinformował sąsiad mieszkający w pobliżu jednego z kompleksów pól. Zauważył on opryskiwacz pracujący na pszenicy i natychmiast zadzwonił do gospodarzy. Gdy ci przyjechali na miejsce, maszyna nadal wykonywała oprysk. Zatrzymano ją, wezwano policję oraz wykonano zdjęcia i nagrania dokumentujące sytuację.

Zanim patrol dotarł na pole, operator opryskiwacza uciekł. Sam fakt ucieczki tylko wzmocnił przekonanie rolników, że nie mieli do czynienia z pomyłką czy nieporozumieniem, lecz z działaniem świadomym i przemyślanym.

Dodatkową dokumentację stanowiły zdjęcia z drona. Według właścicieli uprawy widać na nich, że oprysk nie był wykonany jako przygotowanie stanowiska pod nową uprawę. Przeciwnie — sposób nanoszenia środka miał wskazywać na próbę zniszczenia rosnącej już pszenicy przy użyciu możliwie małej ilości cieczy roboczej, ale na jak największej powierzchni. Łącznie zostało wypalone ponad 200 ha pszenicy!

„Nagrania mamy z godzin wieczornych w sobotę oraz z samego rana w niedzielę, więc zostało to zrobione z premedytacją.”
Przemysław Podkówka

Pół miliona strat i śledztwo prokuratury

Po ujawnieniu zniszczeń rolnicy natychmiast zgłosili sprawę na policję. Ze względu na skalę strat postępowanie szybko trafiło do prokuratury. Szacowana wartość szkód wynosi około pół miliona złotych i obejmuje zarówno koszt samego zniszczenia plantacji, jak i wcześniej poniesione nakłady na uprawę tych pól.

W tydzień po zdarzeniu, z polecenia prokuratora, biegły pobrał próbki gleby z objętych sprawą działek. Celem było potwierdzenie obecności substancji czynnych i sporządzenie opinii, która ma stać się jednym z kluczowych dowodów w postępowaniu.

Równolegle toczą się sprawy cywilne dotyczące posiadania i użytkowania spornej ziemi. Jedna z nich jest, jak twierdzi rolnik, najbardziej zaawansowana i prawdopodobnie miała zakończyć się wyrokiem już w maju. Co istotne, wcześniej strona przeciwna wystąpiła o zabezpieczenie, które pozwoliłoby jej użytkować grunt na czas procesu, mimo że znajdowała się tam już zasiana uprawa. Sąd tego wniosku nie uwzględnił. Kilka dni później doszło jednak do oprysku glifosatem.

„Ze względu na wartość szkody sprawa od razu trafiła na prokuraturę, która prowadzi w tym momencie śledztwo.”
Przemysław Podkówka

Dalsza część artykułu pod materiałem video

Kolejne napięcia po zniszczeniu pszenicy. Słonecznik, kukurydza i blokowanie siewu

Mimo zniszczenia pszenicy gospodarstwo musiało działać dalej. Na spornych polach wykonano ponowne zasiewy — tym razem słonecznika i kukurydzy. Jednak również przy tych pracach nie zabrakło napięć. Jak relacjonuje Przemek Podkówka, podczas siewu słonecznika dochodziło do prób utrudniania pracy poprzez zastawianie maszyn pojazdami.

Siewnik miał zostać zablokowany zarówno z przodu, jak i z tyłu, przez co nie mógł się poruszać. Na miejsce ponownie wezwano policję, która nakazała odjazd osobom biorącym udział w blokadzie. Według rolnika byli to pracownicy byłego wspólnika oraz on sam.

W międzyczasie na jednym z gruntów miało dojść także do kolejnych nieuprawnionych wjazdów i rozrzucenia facelii. Jak twierdzą gospodarze, działanie to miało zostać przedstawione jako przejęcie gruntu na sezon w związku z kontraktem na tę roślinę.

Dla rolników oznacza to, że konflikt nie zakończył się wraz ze zniszczeniem pszenicy, lecz nadal wpływa na codzienne funkcjonowanie gospodarstwa i możliwość prowadzenia prac polowych.

„Obawiamy się, czy przypadkiem tutaj nie dojdzie do kolejnych prób wjazdu i zniszczeń tych upraw.”
– Przemysław Podkówka

Operator uciekł, ale rolnicy wiedzą kto był w maszynie

Jednym z pytań, które pojawia się wokół sprawy, jest to, jak możliwe było odjechanie opryskiwacza z pola, skoro rolnicy przyłapali go podczas pracy. Właściciel gospodarstwa tłumaczy, że nie chcieli opuszczać miejsca zdarzenia przed przyjazdem policji, bo to właśnie tam toczyła się interwencja i właśnie tam znajdowały się dowody.

Dodaje przy tym, że zanim opryskiwacz odjechał, wykonano zdjęcia i zidentyfikowano osoby siedzące w maszynie. To ma istotne znaczenie dla śledztwa, zwłaszcza jeśli pojawią się pytania o wykonawców, zleceniodawców oraz zakres odpowiedzialności poszczególnych osób.

W relacji rolnika pojawia się też wątek bardzo młodych pracowników, którzy mieli uczestniczyć w zdarzeniu. Jego zdaniem trudno uwierzyć, by nie wiedzieli, że niszczą rosnącą pszenicę i czyje są to zasiewy. Pozostaje jednak pytanie, z czyjego polecenia działali i czy robili to dobrowolnie.

„Już mieliśmy zdjęcia i poznaliśmy osoby, które siedziały w tej maszynie.”
– Przemysław Podkówka

Co dalej? Oczekiwanie na zarzuty, odszkodowanie i wyrok sądu

Na ten moment, gospodarze czekają przede wszystkim na dalsze działania prokuratury – opinię biegłego, formalne ustalenia co do użytych substancji oraz ewentualne postawienie zarzutów osobom odpowiedzialnym za zniszczenie upraw. Równolegle liczą, że w dalszej kolejności uda się dochodzić odszkodowania za zniszczoną pszenicę i wszystkie poniesione koszty.

Nie mniej ważne pozostają sprawy cywilne dotyczące praw do gruntów. To właśnie ich rozstrzygnięcie może zdecydować o tym, czy podobne konflikty będą się powtarzać w kolejnych sezonach, czy też sytuacja zostanie ostatecznie uporządkowana.

Dla gospodarstwa z Szymanowa to nie jest więc tylko pojedyncza historia o zniszczonej plantacji. To opowieść o sporze o ziemię, o odpowiedzialności za straty i o tym, jak konflikt właścicielski może przełożyć się na realne, kosztowne zniszczenia w polu.

„Liczymy, że później uda się uzyskać jakieś odszkodowanie w związku ze zniszczonymi uprawami i poniesionymi kosztami.”
– Przemysław Podkówka

Nagrania i relacja

Rzepak w kwitnieniu – kiedy wykonać zabieg?

0
Produkcja rzepaku w 2026

Potencjał plonowania rzepaku jest kształtowany przez okres niemal dwunastu miesięcy. Ostatnim zabiegiem wieńczącym całą strategię jest ochrona okołokwitnieniowa, która powinna zostać wykonana z najwyższą dokładnością, precyzją, i co najważniejsze – jakością.

Kwitnienie rzepaku – kluczowy etap budowania plonu

Żółte morze kwitnącego rzepaku to dla rolnika nie tylko powód do dumy, ale przede wszystkim czas najwyższej mobilizacji. Choć potencjał plonotwórczy został zbudowany jesienią i wczesną wiosną, to właśnie w tym momencie rozstrzyga się, ile z tego potencjału trafi do zbiornika kombajnu.

Każdy opadający płatek, który przyklei się do łodygi, to ewentualna brama dla zgnilizny twardzikowej, a każdy otwór wygryziony przez szkodniki to „zaproszenie” dla czerni krzyżowych czy szarej pleśni. Utrata pojedynczych kwiatów, najmniejsze uszkodzenie młodych łuszczyn lub zahamowanie procesu zapylania bezpośrednio przekładają się na plon końcowy.

W tej strategicznej bitwie o każdą łuszczynę nie ma miejsca na improwizację – liczy się precyzyjny dobór substancji czynnych, monitoring pogody i zrozumienie, że w nowoczesnej technologii ochrona fungicydowa i insektycydowa to jeden nierozerwalny organizm. Podejmowane decyzje muszą być precyzyjne, przemyślane i oparte na biologii patogenów, a nie wyłącznie kalendarzu.

rzepak w kwitnieniu - kiedy wykonać zabieg?
Walka o każdą łuszczynę trwa do samego końca – nie warto iść na skróty, ryzykując utratę cennego plonu. Fot. M. Piśny

Zgnilizna twardzikowa – najgroźniejsza choroba rzepaku

Analizując przegląd chorób grzybowych występujących na plantacjach rzepaku w tym okresie, na pierwszy plan wysuwa się zgnilizna twardzikowa, wywoływana przez grzyb Sclerotinia sclerotiorum. Patogen ten zimuje w glebie w postaci sklerocjów, czyli twardych struktur przetrwalnikowych, które mogą zachować żywotność nawet przez dekadę. Oznacza to, że presja choroby w danym sezonie zależy nie tylko od aktualnych warunków pogodowych, lecz także od historii pola oraz częstotliwości uprawy rzepaku w płodozmianie. Dynamika występowania zgnilizny twardzikowej jest nierozerwalnie związana z przebiegiem pogody oraz mikroklimatem panującym w łanie.

Kluczowym czynnikiem jest wilgotność gleby w okresie poprzedzającym kwitnienie oraz wilgotność powietrza w trakcie opadania płatków. Zarodniki workowe są uwalniane z apotecjów ukrytych w glebie pod wpływem zmian ciśnienia atmosferycznego i wilgoci. Jeśli w fazie pełni kwitnienia występują częste, drobne opady deszczu lub długo utrzymujące się rosy, presja patogena staje się ekstremalna. Należy zauważyć, że temperatura również odgrywa rolę – optymalny zakres dla rozwoju zgnilizny twardzikowej to 15–20oC. Jednak przy wysokiej wilgotności grzyb ten potrafi infekować nawet w niższych temperaturach.

Sama obecność zarodników nie powoduje jeszcze infekcji. Krytyczny moment to czas opadania płatków kwiatowych. Płatki, przyklejone do łodyg i miejsc rozgałęzień, stanowią źródło substancji odżywczych dla kiełkujących zarodników i umożliwiają wniknięcie grzyba do tkanek rośliny. Bez odpowiedniego zabezpieczenia fungicydowego proces ten przebiega niemal niezauważalnie w początkowej fazie.

Co istotne – pierwsze widoczne objawy zgnilizny twardzikowej najczęściej pojawiają się wtedy, gdy młode łuszczyny są już zawiązane. Na łodygach możemy obserwować jasne, wodniste plamy, które z czasem stają się białoszare i pokrywają się białą grzybnią. Wewnątrz tkanek tworzą się czarne sklerocja. W tym stadium rozwój choroby jest już zaawansowany, dlatego zabiegi interwencyjne mają ograniczoną skuteczność. Trzeba więc pamiętać, że ochrona musi mieć charakter zapobiegawczy.

Choroby łuszczyn rzepaku – co zagraża plonowi?

Oprócz zgnilizny twardzikowej rzepak w fazie kwitnienia jest atakowany przez grzyby rodzaju Alternaria, które są sprawcą czerni krzyżowych. Choć patogeny te występują na roślinach niemal przez cały sezon, to właśnie infekcje łuszczyn są najgroźniejsze. Choroba ta ma największe znaczenie w latach ciepłych i wilgotnych, szczególnie gdy łan jest gęsty i słabo przewiewny. Najbardziej charakterystyczne symptomy chorobowe to ciemne plamy, często o koncentrycznym układzie. Porażone łuszczyny przedwcześnie dojrzewają, tracą elastyczność i mogą pękać, co prowadzi do osypywania nasion.

Kolejnym zagrożeniem jest szara pleśń wywołana przez grzyb Botrytis cinerea. W normalnych warunkach jej znaczenie jest mniejsze, jednak w latach chłodnych o długotrwałych opadach, przy wysokiej wilgotności oraz w bardzo gęstych, silnie nawożonych łanach może stanowić realny problem. Szara pleśń rozwija się szczególnie łatwo na tkankach uszkodzonych – przez grad, silny wiatr czy żerowanie szkodników. Charakterystycznym objawem jest szary, pylący nalot zarodników na porażonych częściach roślin.

Odmiana rzepaku jako element strategii ochrony

Odmiana rzepaku odgrywa coraz większą rolę w strategii ochrony roślin. Jednak w przypadku zgnilizny twardzikowej i chorób łuszczyn nie ma odmian całkowicie odpornych. Istnieją natomiast odmiany o podwyższonej tolerancji, które spowalniają rozwój patogenów i ograniczają rozprzestrzenianie się nekroz. Tolerancja ta jest cechą ilościową, wynikającą z cech morfologicznych i fizjologicznych, takich jak grubość ściany komórkowej, zawartość ligniny, pokrój łanu czy odporność tkanek przewodzących.

Decydując się na odmianę o podwyższonej tolerancji należy pamiętać o tym, że wybór ten nie eliminuje konieczności zabiegu fungicydowego w warunkach sprzyjających rozwojowi chorób. Można go jednak traktować jak pewnego rodzaju polisę ubezpieczeniową, dzięki której mamy szersze okno zabiegowe i wyższe plony w sezonach o dużej presji patogenów. Natomiast przy mniejszym nasileniu chorób umożliwia rezygnację z najdroższych technologii ochrony lub ograniczenie liczby zabiegów, co bezpośrednio obniża koszt produkcji tony rzepaku.

Postęp hodowlany wprowadza nowoczesne odmiany charakteryzujące się wysoką odpornością na choroby grzybowe. fot. M.Piśny

Jak zaplanować ochronę rzepaku w okresie kwitnienia?

Strategia walki z chorobami grzybowymi w okresie kwitnienia dzieli się na podejście jedno- i dwuzabiegowe. Wybór powinien być podyktowany monitoringiem polowym i prognozami pogody. Przy podejmowaniu decyzji należy wziąć pod uwagę historię pola i potencjał plonowania.

Strategia pojedynczej aplikacji jest uzasadniona w latach o suchym przebiegu pogody i krótkim, intensywnym kwitnieniu oraz w systemach ekstensywnych. Optymalnym terminem jest wówczas faza pełni kwitnienia (BBCH 65), gdy opadają pierwsze płatki kwiatowe.

W warunkach intensywnej produkcji, przy wysokim zagęszczenia łanu oraz kiedy kwitnienie jest rozciągnięte w czasie z powodu niskich temperatur, a wilgotność pozostaje wysoka, warto rozważyć podejście dwuzabiegowe. Pierwszą aplikację wykonuje się na początku kwitnienia (BBCH 61–63), aby zabezpieczyć najniższe partie roślin. Natomiast drugą – po około dwóch tygodniach, by chronić również nowo przyrastające tkanki i formujące się łuszczyny przed czernią krzyżowych oraz szarą pleśnią.

Chowacz podobnik i pryszczarek kapustnik – dlaczego zwiększają presję chorób?

Ochrona rzepaku w okresie kwitnienia to jednak nie tylko fungicydy, ale również walka ze szkodnikami łuszczynowymi. Wielu plantatorów rzepaku wciąż rozdziela ochronę insektycydową od fungicydowej, traktując je jako dwa niezależne zadania. Tymczasem biologia rzepaku uczy nas, że walka z czernią krzyżowych czy szarą pleśnią nieodzownie łączy się z nalotami szkodników na łuszczyny. Zależność ta jest bezpośrednia i bezlitosna: im więcej otworów w łuszczynach zrobią owady, tym mniejsza będzie skuteczność nawet najdroższego fungicydu.

Kluczowym momentem jest aktywność chowacza podobnika. Ten niewielki chrząszcz wygryzając otwory pod swoje jaja, niszczy naturalną barierę ochronną rośliny – kutykulę i nalot woskowy. Dla zarodników grzybów te mikroskopijne ranki są jak zaproszenie. Patogen nie musi tracić czasu na trawienie twardej skórki łuszczyny. Wystarczy kropla rosy lub deszczu, by zarodniki „wpłynęły” bezpośrednio do soczystego wnętrza, gdzie mają idealne warunki do rozwoju. To właśnie dlatego czerń krzyżowych czy szara pleśń pojawiają się najpierw tam, gdzie żerowały szkodniki.

Prawdziwa eskalacja problemu następuje jednak przy udziale pryszczarka kapustnika. Ta delikatna muchówka często nie potrafi sama przebić zdrowej łuszczyny, więc szuka otworów zrobionych wcześniej przez chowacza podobnika. Gdy pryszczarek kapustnik złoży tam swoje jaja, larwy żerujące wewnątrz łuszczyny zamieniają ją w inkubator dla chorób. Odchody larw oraz sok wyciekający z uszkodzonych nasion tworzą gęstą, wilgotną pożywkę, na której grzybnia rozwija się błyskawicznie. Co gorsza, grzyb rosnący wewnątrz łuszczyny jest całkowicie bezpieczny przed działaniem fungicydów kontaktowych. Efekt końcowy tej współpracy szkodnika z grzybem to przedwczesne, gwałtowne dojrzewanie łuszczyn. Dlatego skuteczna technologia ochrony w fazie kwitnienia musi być uderzeniem dwukierunkowym.

Jak skutecznie chronić rzepak w kwitnieniu?

Skuteczna ochrona rzepaku w fazie kwitnienia to precyzyjna operacja, której celem jest zabezpieczenie łuszczyn przed całym kompleksem zagrożeń – od grzybów po szkodniki. Aby zabieg był opłacalny, należy zastosować substancje czynne, które nie tylko zwalczają patogeny, ale również chronią roślinę „od środka” i poprawiają jej kondycję w trudnym okresie dojrzewania. Kluczem do sukcesu jest tutaj połączenie trzech różnych grup fungicydów z systemicznie działającym insektycydem.

Wieczór i noc to idealny czas na wykonanie zabiegu w okresie kwitnienia rzepaku. Fot. M. Piśny

Najskuteczniejsze substancje w ochronie rzepaku

Fundamentem ochrony przed najgroźniejszą chorobą – zgnilizną twardzikową – są obecnie substancje z grupy SDHI, jak boskalid czy fluopyram. Ich unikalność polega na niezwykle silnym i długotrwałym działaniu zapobiegawczym. Tworzą one na powierzchni rośliny stabilną barierę, która uniemożliwia zarodnikom grzyba wykiełkowanie. Jednak sama substancja czynna z grupy SDHI to za mało, by chronić łuszczyny przed czernią krzyżowych czy szarą pleśnią.

Dlatego niezbędnym dodatkiem są strobiluryny (np. azoksystrobina czy piraklostrobina). Substancje te pełnią podwójną rolę: z jednej strony niszczą grzyby, a z drugiej dzięki nim łuszczyny dłużej pozostają aktywne, wolniej zasychają i lepiej „pompują” olej do nasion, co bezpośrednio przekłada się na wyższy plon i mniejsze ryzyko przedwczesnego pękania.

Trzecim, niezwykle ważnym ogniwem są triazole: tebukonazol, metkonazol, protiokonazol oraz nowatorski mefentriflukonazol, które wnikają głęboko do tkanek rzepaku i krążą w nich wraz z sokami. Dzięki temu potrafią zwalczyć infekcje, które już zdążyły się zacząć, a których nie widać jeszcze gołym okiem.

Insektycydy w rzepaku – jak skutecznie zwalczać szkodniki?

Ostatnim, ale krytycznym elementem układanki jest ochrona przed szkodnikami. Do zwalczania szkodników łuszczynowych zarejestrowane są pyretroidy: deltametryna, esfenwalerat, lambda-cyhalotryna i tau-fluwalinat. Trzeba jednak pamiętać, że mają one działanie kontaktowe, więc będą skuteczne jedynie w stosunku do owadów dorosłych.

W fazie kwitnienia „złotym standardem” jest acetamipryd. Jest to substancja czynna z grupy neonikotynoidów, która jako jedna z nielicznych jest bezpieczna dla pszczół, a jednocześnie zabójcza dla szkodników łuszczynowych. Co najważniejsze, acetamipryd działa systemicznie – wnika do wnętrza młodych łuszczyn i tam eliminuje larwy pryszczarka kapustnika, których żaden inny środek kontaktowy nie jest w stanie dosięgnąć. Dzięki temu zamykamy wrota infekcji, przez które mogłyby wniknąć zarodniki grzybów

rzepak w kwitnieniu - kiedy wykonać zabieg?
Łan rzepaku podczas żniw oraz pozostawione po nim ściernisko obrazują efekty strategii ochrony prowadzonej przez cały okres wegetacji. Fot. M. Piśny

Zapylacze a zabiegi w rzepaku – o czym pamiętać?

Profesjonalna ochrona rzepaku w okresie kwitnienia wymaga ścisłej integracji skuteczności zwalczania szkodników z bezpieczeństwem owadów pożytecznych – zapylaczy, których praca realnie podnosi plonowanie nawet o 30%. Fundamentem odpowiedzialnej strategii jest wybór selektywnych insektycydów o krótkim okresie prewencji oraz wykonywanie zabiegów wyłącznie wieczorem, po całkowitym ustaniu lotów pszczół.

Kluczowe znaczenie ma również precyzyjny monitoring plantacji za pomocą żółtych naczyń, co pozwala na interwencję tylko po przekroczeniu progów ekonomicznej szkodliwości, ograniczając zbędną ekspozycję środowiska na insektycydy. Takie podejście, łączące nowoczesną agrotechnikę z dbałością o ekosystem, nie tylko spełnia wymogi prawne integrowanej ochrony roślin, ale przede wszystkim stanowi inwestycję w stabilność i opłacalność produkcji nasion.

Precyzja decyzji – klucz do wysokiego plonu rzepaku

Okres kwitnienia rzepaku ozimego to zatem moment, w którym krzyżują się interesy biologii roślin, patogenów, owadów i człowieka. Umiejętne zarządzanie tym procesem decyduje nie tylko o wysokości plonu, lecz także o długofalowej stabilności produkcji. Rolnik staje się tu nie tylko producentem surowca, lecz także zarządcą ekosystemu, w którym każda decyzja ma swoje konsekwencje.

Skuteczna technologia ochrony w fazie kwitnienia musi być uderzeniem zintegrowanym. Nie można traktować zwalczania chowacza podobnika czy pryszczarka kapustnika jako „dodatku” do fungicydu – to kluczowy element szczelności całej bariery ochronnej.

rzepak w kwitnieniu
Kwitnienie gryki, rzepaku ozimego i innych roślin obcopylnych jest wyraźnym sygnałem dla rolnika, że należy zadbać o obecność i ochronę zapylaczy. Fot. M. Piśny

Ochrona rzepaku w kwitnieniu – co decyduje o sukcesie?

Walka o plon w okresie kwitnienia to wyścig z czasem i biologią. Sukces zależy od połączenia trzech elementów: czujnego monitoringu nalotów szkodników, trafnej prognozy zagrożenia chorobowego oraz bezwzględnej dyscypliny w zachowaniu terminów zabiegów. Tylko takie podejście pozwala zamienić widowiskowe kwitnienie w rekordowy wynik na wadze w czasie żniw.

Głos z branży

Michał Filipowski
menedżer ds. upraw rolniczych
Innvigo Sp. z o.o

Najskuteczniejszą strategią ochrony rzepaku w okresie okołokwitnieniowym jest technologia dwuzabiegowa. Wynika to z rosnącej presji szkodników i chorób oraz długiego okresu kwitnienia, przez co pojedynczy zabieg, wykonywany w okresie opadania pierwszych płatków kwiatowych, często okazuje się niewystarczający. W technologii dwuzabiegowej pierwszy zabieg przeprowadza się w fazie zielonego pąka lub na początku kwitnienia. Jego celem jest zwalczanie słodyszka rzepakowego oraz pierwszych objawów chorób grzybowych. Drugi zabieg wykonuje się pod koniec kwitnienia, aby zapewnić dalszą ochronę fungicydową oraz zwalczać chowacza podobnika i pryszczarka kapustnika.

Wśród insektycydów najczęściej stosuje się acetamipryd (np. Los Ovados 200 SE, Aceptir 200 SE, Apis 200 SE) oraz pyretroidy, takie jak deltametryna (Delmetros 100 SC), alfa-cypermetryna i tau-fluwalinat. Zaleca się stosowanie mieszanin dwóch substancji czynnych o odmiennym mechanizmie działania, np. acetamiprydu z pyretroidem, co ogranicza ryzyko rozwoju odporności szkodników.

W przypadku fungicydów do pierwszego lub jedynego zabiegu warto stosować preparaty wieloskładnikowe oparte na strobilurynach (np. azoksystrobina) i triazolach (np. tebukonazol, protiokonazol, difenokonazol). Przykładem takiego środka jest Kier 450 SC, który zawiera trzy substancje czynne, w tym azoksystrobinę. Do drugiego zabiegu najlepiej wybierać preparaty oparte wyłącznie na triazolach, np. tebukonazol z protiokonazolem (Aspik 250 EC). Stosowania strobiluryn pod koniec kwitnienia należy unikać, ponieważ mogą one przedłużać wegetację roślin i opóźniać dojrzewanie rzepaku.

Duży areał uprawy rzepaku w Polsce – średnio około 1 mln ha rocznie – oraz jego koncentracja w kilku regionach sprzyjają presji szkodników i patogenów. Dodatkowo ograniczenia w stosowaniu niektórych substancji czynnych, w tym wycofanie zapraw neonikotynoidowych i strategicznych insektycydów, zwiększają wyzwania związane z ochroną rzepaku. Mimo to pozostaje on jedną z bardziej dochodowych upraw, a jego areał utrzymuje się na stabilnym poziomie. Inwestycje w ochronę roślin są opłacalne – np. dodatkowy zabieg wart 100 zł może zwiększyć plon o 200 kg, co nie tylko pokrywa koszty, ale również generuje dodatkowy zysk.

Dylematy z siewem kukurydzy

0

Południowo-zachodnie województwa to rejony kraju, gdzie uprawa kukurydzy na ziarno i paszę dla zwierząt jest bardziej popularna niż w innych. Tutaj często siewy się kończą w połowie kwietnia. Nasiona kukurydzy jednak dobrze wschodzą w ciepłej glebie, więc z uwagi na długą zimę, siewy dopiero ruszają. Bardzo wysokie koszty, zwłaszcza nawozów spowodowały, że kukurydza stała się jedną z wiodących upraw. Czy w tym roku też tak będzie?

DCIM\101MEDIA\DJI_0376.JPG

Wiosenna susza

Wojciech Pater, rolnik ze Ścinawy Małej:

– Połowa kwietnia i mamy sucho. Są też problemy z uprawą. Zaczęliśmy dzisiaj siew kukurydzy. U nas w gospodarstwie nie była ona rośliną dominującą, która miała znaczenie w płodozmianie, ale po powodzi musieliśmy wejść w kukurydzę, gdyż został zniszczony rzepak. W tym roku zwiększyliśmy troszeczkę areał w kukurydzy ze względu na to, że przygotowaliśmy pola uprawne pod zasiew buraków cukrowych. Na tych polach były wysiane poplony na zimę, ale zostaliśmy przez koncern cukrowy zmuszeni do redukcji uprawy buraka, no i na to miejsce zostało nam tylko posiać kukurydzę.

Sieją odmiany wczesne

Rafał Wistuba, rolnik z Białej:

– Zaczynamy siewy kukurydzy. Temperatura gleby już na to pozwala, więc nie czekamy na deszcz, którego na razie nie widać. Wyłapujemy wilgoć, która jeszcze jest w glebie. Jeśli chodzi o kukurydzę, to po ubiegłym roku zauważa się duży trend powrotu do odmian wczesnych. Wtedy odmiany późne, ze względu na wczesnojesienne przymrozki, nie poradziły sobie tak dobrze, jak ludzie oczekiwali i stąd zauważamy duży powrót do odmian wcześniejszych. Aczkolwiek nie zauważam dużo większego zainteresowania kukurydzą. Myślę, że areał będzie podobny, przynajmniej w naszej okolicy, być może w Polsce gdzieś ten areał się zwiększy, ale w naszej okolicy raczej areał zasiewu kukurydzy będzie podobny do roku ubiegłego. Ja w tym roku sieję 22 hektary. Jest to co prawda więcej niż w roku ubiegłym, ale tak mi działki pasują.

Za zimno na siewy

Krzysztof Jędrysek, rolnik z Kozłówek:

– Na tą chwilę jeszcze nie planujemy siewu kukurydzy z powodu nocnych przymrozków. Po niedzieli ma być już w granicach 16 stopni ciepła, więc może będziemy powoli myśleć o początku siewów kukurydzy. Nie wiadomo, że będzie to opłacalna uprawa, bo po prostu nie wiadomo jaka będzie cena gazu.

Zainteresowanie kontraktami na mokrą kukurydzę

– My na pewno będziemy tą kukurydzę suszyli. Gdzieś tam słyszę, że większość ludzi szukają kontraktów na mokrą kukurydzę. My mamy suszarnię, więc będziemy ją suszyć, a jaka opłacalność będzie, to życie pokaże, bo nie wiadomo ile będzie paliwo kosztowało, ile będzie gaz kosztował.

Dariusz Gajewski, rolnik ze Starowic Dolnych:

– Przymierzamy się do siewu kukurydzy. Chcemy obsiać areał około 400 hektarów kukurydzy. Jak będzie deszcz, jak warunki latem będą sprzyjały i jak będą dobre plony, to z tej kukurydzy jakiś tam minimalny zysk może będzie. Kukurydza zawsze się sprzedaje przede wszystkim, jest zbyt.

Tadeusz Simiński, dyrektor handlowy AgroAs:

– Europa jest jak zawsze deficytowym rynkiem i do Europy trzeba tą kukurydzę zaimportować, więc polska kukurydza, której mamy spore nadwyżki jest z sukcesem wysyłana do Niemiec, do Holandii czy na Węgry. Tutaj o zbyt się nie obawiamy, kukurydza powinna się sprzedać.

Niektórzy zmniejszają areał upraw

Wiesław Pszonka, gospodarstwo rolne w Grodkowie:

– W tym roku niestety w gospodarstwie, którym zarządzam zmniejszamy areał kukurydzy. Tak wynika ze struktury zasiewów, ale też w zeszłym roku w tym rejonie kukurydziane żniwa były bardzo wilgotne. To nie pozwoliło nam zasiać pszenicy, a pszenica, która jest posiana po kukurydzy na wiosnę jest bardzo opóźniona. Więc areał kukurydzy musimy odpuścić na jeden rok, ale w przyszłym roku planujemy zwiększyć areał.

dr Mariusz Drożdż