Ceny paliw: Po tygodniu wyjątkowo głębokich obniżek, które przyniosły ulgę portfelom kierowców, rynek paliw wchodzi w fazę lekkiej korekty. Dzisiejsze notowania hurtowe PKN Orlen (23.04) przyniosły wzrosty, będące naturalną reakcją na odbicie cen ropy Brent powyżej 100 USD/b oraz drożejący diesel na giełdach ARA (+2,2%).
Mimo to, nie ma powodów do paniki. Obecne ceny detaliczne są nadal chronione przez rządowy pakiet „Ceny Paliwa Niżej”, który obejmuje:
Obniżony VAT (8%) – obowiązujący obecnie do 30 kwietnia.
Minimalną stawkę akcyzy – zredukowaną do unijnego minimum.
Ceny paliw w hurcie: Orlen koryguje kurs
Dzisiejsza podwyżka o 73 zł/m³ na oleju napędowym oraz 51 zł/m³ na benzynie to pierwsza zmiana trendu od wielu dni. Warto jednak zauważyć, że w ujęciu tygodniowym nadal tankujemy znacznie taniej niż w połowie kwietnia.
Olej Napędowy (ON): Cena hurtowa netto skoczyła do 5 989 PLN/m³. Przekłada się to na wzrost kosztu zakupu o ok. 9 groszy brutto na litrze.
Benzyna (Pb95): Hurtowa cena netto wzrosła do 5 284 PLN/m³.
TABELA 1: Prognozowane ceny maksymalne na piątek (24.04)
Zestawienie limitów uwzględniające dzisiejszą korektę w Płocku.
Rodzaj paliwa
Cena max DZIŚ (Czw. 23.04)
Prognoza max JUTRO (Pt. 24.04)
Zmiana (brutto)
Olej Napędowy (ON)
6,71 zł/l
6,80 zł/l
<span style=”color:red”>+ 0,09 zł/l</span>
Benzyna Pb95
5,97 zł/l
6,03 zł/l
<span style=”color:red”>+ 0,06 zł/l</span>
TABELA 2: Bilans tygodniowy (nadal na dużym plusie!)
Porównanie cen z zeszłym czwartkiem pokazuje, jak wiele udało się zaoszczędzić.
Rodzaj paliwa
Cena max 16.04
Prognoza max 24.04
Bilans (oszczędność)
Olej Napędowy (ON)
7,45 zł/l
6,80 zł/l
<span style=”color:green”>– 0,65 zł/l</span>
Benzyna Pb95
6,10 zł/l
6,03 zł/l
<span style=”color:green”>– 0,07 zł/l</span>
Eksportuj do Arkuszy
Podatki i majówka: Co czeka nas w maju?
Obecne, obniżone stawki podatkowe (VAT 8% i akcyza) wygasają z końcem kwietnia. Ministerstwo Finansów i Gospodarki analizuje jednak ich przedłużenie na maj, by utrzymać stabilność cen w obliczu niepewnej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Decyzja rządu w tej sprawie będzie kluczowa dla cen, które zobaczymy na pylonach podczas majowych wyjazdów.
Podsumowanie: Dzisiejsza korekta o kilka groszy to normalna rynkowa oscylacja po okresie dużych spadków. Ceny paliw pozostają stabilne, a tankowanie diesla za 6,80 zł/l wciąż jest świetną okazją w porównaniu do cen sprzed tygodnia (7,45 zł). Najrozsądniejszą strategią pozostaje uzupełnienie zapasów przed końcem kwietnia, by w pełni wykorzystać obecną tarczę podatkową.
Bilans rzepaku na sezon 2026/27 staje się obecnie centralnym punktem analiz rynkowych, a napływające dane budzą tyle samo optymizmu, co pytań o realną podaż. Z jednej strony mamy doniesienia o rekordowym areale w Europie, z drugiej – niepokojące sygnały pogodowe z kluczowych regionów produkcyjnych, w tym z Polski.
Bilans rzepaku w UE: Potencjał kontra rzeczywistość
Według raportu Oil World z 21 kwietnia, produkcja nasion oleistych w UE może wzrosnąć do poziomu 20,97 mln ton, co stanowiłoby historyczne maksimum. Optymizm ten oparto na rekordowych zasiewach i dobrych warunkach startowych. Warto jednak zauważyć, że marcowe prognozy Komisji Europejskiej były znacznie bardziej zachowawcze, bazując na średnich plonach. Choć rynek spodziewa się w najbliższych dniach korekty danych KE w górę, ostateczny wynik zweryfikuje pogoda.
W Polsce coraz głośniej mówi się o narastającym deficycie opadów. Brak deszczu w kluczowych fazach rozwoju roślin może sprawić, że teoretyczny rekord na papierze nie znajdzie odzwierciedlenia w elewatorach. Jeśli polskie i niemieckie uprawy ucierpią z powodu suszy, unijna nadwyżka może zostać szybko skonsumowana przez braki w innych częściach świata.
Sytuacja w Europie jest nierozerwalnie związana z kondycją pozostałych graczy. W Kanadzie, mimo zwiększenia powierzchni upraw, spodziewany jest spadek zbiorów do 21,4 mln ton. Co istotne, tamtejszy bilans rzepaku jest mocno obciążony rosnącym popytem wewnętrznym – amerykański sektor biodiesla „zasysa” kanadyjską canolę, ograniczając jej dostępność eksportową.
W Australii prognozy na poziomie 7,6 mln ton wskazują na stagnację produkcji. Przy tak napiętym układzie sił, każda korekta plonów w UE wynikająca z braku wody będzie miała podwójne znaczenie dla globalnych notowań.
Kierunek 2030: Transformacja handlu
Analizując bilans rzepaku, nie można pominąć trendów długoterminowych omawianych m.in. na konferencji BLACK SEA GRAIN. Strategie takich gigantów jak EFKO wskazują na dążenie do maksymalnego przetwórstwa surowca w krajach pochodzenia (nawet do 94% zbiorów). Oznacza to, że w przyszłości walka nie będzie toczyć się o ziarno, ale o gotowe produkty: olej i śrutę.
Podsumowując, rynek rzepaku wchodzi w kluczową fazę. Chociaż zapasy początkowe w UE na poziomie 1,33 mln ton dają pewien komfort, to ostateczny kształt sezonu 2026/27 rozstrzygnie się na polach w ciągu najbliższych tygodni.
System Integrowanej Produkcji Roślin (IP) przeżywa w Polsce prawdziwy rozkwit. Najnowsze dane za 2025 rok wskazują na gwałtowny wzrost zainteresowania certyfikacją, co jest bezpośrednim wynikiem nowych wymogów rynkowych oraz wsparcia w ramach Ekoschematów. Sprawdziliśmy, które uprawy dominują w zestawieniu i jak system IP rozwijał się na przestrzeni ostatnich dwóch dekad.
Integrowana Produkcja na przestrzeni lat
Analizując dane historyczne (2004–2025), gołym okiem widać moment zwrotny dla polskiego rolnictwa. Przez niemal 20 lat liczba wydawanych certyfikatów utrzymywała się na relatywnie niskim, stabilnym poziomie (często poniżej 5 tys. sztuk rocznie).
Prawdziwa rewolucja nastąpiła po 2022 roku. W 2025 roku liczba wydanych certyfikatów osiągnęła imponujący poziom 32 553 sztuk, a certyfikowana powierzchnia upraw wzrosła do ponad 555 tys. hektarów. To gigantyczny skok w porównaniu do roku 2022, kiedy certyfikowano zaledwie ok. 15 tys. ha.
Kukurydza i pszenica królują w zestawieniu
Choć system IP kojarzony był pierwotnie z sadownictwem, obecna struktura certyfikacji pokazuje dominację roślin rolniczych.
Największa powierzchnia upraw (ha):
Kukurydza: 196 387 ha (35,3% całkowitej powierzchni IP)
Pszenica: 127 490 ha (22,9% powierzchni)
Rzepak: 57 655 ha (10,4% powierzchni)
Pod względem wielkości certyfikowanego plonu, kukurydza również nie ma sobie równych, dostarczając niemal 3 mln ton ziarna, co stanowi 33,2% całości certyfikowanej produkcji w systemie. Na drugim miejscu znalazły się buraki z wynikiem ponad 2,2 mln ton.
Co z sadownictwem?
Jabłonie pozostają istotnym elementem systemu, zajmując 4. miejsce pod względem wielkości plonu (ponad 1 mln ton) oraz 5. miejsce pod względem liczby wydanych certyfikatów.
Wielkopolska i Mazowsze liderami certyfikacji
Mapa IP w 2025 roku pokazuje wyraźną przewagę kilku regionów. Najwięcej certyfikatów wydano w województwach:
Mazowieckim: 7 501 certyfikatów (ponad 1,36 mln ton plonu).
Wielkopolskim: 4 582 certyfikaty (ponad 1,55 mln ton plonu).
Lubelskim: 3 386 certyfikatów.
Warto zwrócić uwagę na województwo wielkopolskie, które mimo mniejszej liczby wydanych decyzji niż na Mazowszu, przoduje pod względem powierzchni (91 tys. ha) i tonażu certyfikowanych płodów.
Kontrole WIORiN: Na co uważać?
Wzrost liczby uczestników systemu to także wzmożona czujność inspekcji. W trakcie kontroli producentów IP stwierdzono 32 nieprawidłowości. Główne grzechy rolników to:
Błędy w prowadzeniu notatnika IP (najczęstsza przyczyna).
Stosowanie środków ochrony roślin niezgodnie z aktualnym wykazem IP.
Niestosowanie się do zaleceń z etykiet preparatów.
Brak odpowiedniej infrastruktury środowiskowej lub badań gleby.
W wyniku uchybień nałożono 11 mandatów karnych, co pokazuje, że system IP wymaga nie tylko deklaracji, ale przede wszystkim rzetelnej dokumentacji i precyzji w agrotechnice.
Podsumowanie: Czy warto wejść w IP?
Rok 2025 potwierdza, że Integrowana Produkcja stała się w Polsce standardem dla dużych gospodarstw towarowych. Wzrost powierzchni o setki procent w ciągu zaledwie trzech lat sugeruje, że rolnicy dostrzegli w certyfikacji IP nie tylko korzyści finansowe z dopłat, ale także szansę na lepszy zbyt towaru u wymagających odbiorców.
Gryka jest rośliną wrażliwą na upalne temperatury w fazie kwitnienia. Fot. A. Wieremczuk
Gryka jest rośliną, która oprócz korzystnych właściwości prozdrowotnych, posiada wiele korzystnych cech agroekologicznych. Na powodzeniu uprawy może zaważyć kilka czynników. Na co warto zwrócić uwagę?
Gryka – znaczenie i właściwości rośliny
Gryka to roślina należąca do rodziny rdestowatych (Fagopyrum Mill.). Uprawa gryki znana jest na świecie od kilku tysięcy lat. W Polce gatunek ten uprawiany jest na małą skalę, najwięcej w województwie lubelskim, dolnośląskim i pomorskim. Według FAO przeciętny plon gryki z 1 ha jest na poziomie ok. 1 tony. Niemniej jednak doświadczenia badawcze i praktyka rolnicza pokazują, że potencjał plonotwórczy rośliny jest znacznie wyższy i może być na poziomie nawet 2–2,5 t/ha. Pamiętajmy jednak, że taki poziom plonowania możliwy jest przy odpowiednich warunkach glebowo-klimatycznych oraz agrotechnice.
Gryka charakteryzuje się wieloma walorami żywieniowymi i prozdrowotnymi, stąd też chętnie wybierana jest przez konsumentów. Poza tym ma duże znaczenie agroekologiczne i można ją uprawiać w szerokim spektrum warunków glebowych. Głęboki system korzeniowy gryki oraz szybki rozwój liści wpływają na poprawę struktury gleby, chronią ją przed erozją oraz skutecznie ograniczają chwasty.
Gryka dobrze wykorzystuje składniki pokarmowe, głównie fosfor z trudno dostępnych form. Roślinę tę cechują również właściwości fitosanitarne. Gryka ogranicza występowanie mątwika burakowego w glebie, co czyni ją wartą uwagi jako dobry przerywnik zmianowania na glebach zwięzłych. Gatunek ten stanowi cenny pożytek dla pszczół oraz innych owadów zapylających, co jest ważne z punktu integrowanej uprawy. Uprawa gryki wpływa korzystnie na zachowanie równowagi ekologicznej, co jest również ważne w nowych unijnych założeniach. Gryka jest źródłem wartościowego pyłku, a w sprzyjających warunkach pogodowych z 1 ha można uzyskać średnio do 300 kg miodu, chociaż najczęściej jest to 120–150 kg.
Gryka jest rośliną wrażliwą na zmiany klimatyczne, dlatego odznacza się dużą zawodnością plonowania. Do ograniczania jej rozwoju przyczyniają się najczęściej niedobór opadów i duże wahania temperatury, dlatego może zostać uszkodzona przez przymrozki. Gatunek ten odznacza się bardzo szybkim wzrostem i dużymi wymaganiami wodnymi, a niedobór opadów w okresie od wschodów do pełni kwitnienia może znacznie ograniczyć jej wzrost. Niekorzystne są również bardzo wysokie temperatury i suche powietrze w okresie kwitnienia. Takie warunki nie sprzyjają zapylaniu kwiatów.
Największe plony uzyskuje się na kompleksach pszennych i żytnim bardzo dobrym. Gryka sprawdzi się również na glebach należących do kompleksu żytniego dobrego, czyli lżejszych, mających zwięźlejsze podłoże. Takie stanowiska powinny być prowadzone w wysokiej kulturze. Gryka ma małe wymagania glebowe i zdolności pobierania składników trudno dostępnych dla innych roślin. Jest to również roślina tolerująca niskie pH gleby.
Najlepszym przedplonem dla gryki są rośliny bobowate, tj. łubin żółty, seradela czy bobowate drobnonasienne, jak np. koniczyna czerwona czy koniczyna perska. Gryka może być również uprawiana po ziemniakach, burakach pastewnych czy kukurydzy. Rośliny zbożowe są średnim przedplonem. Nie poleca się siania gryki po gryce, ze względu na ryzyko rozprzestrzeniania chorób i szkodników. Gryki nie należy uprawiać na oborniku i nawozach zielonych. Rośliny na takim stanowisku są często zbyt wybujałe, wydłużają okres wegetacji i słabiej zawiązują nasiona. Ważne w uprawie gryki jest również dokładne przygotowanie gleby. Gleba powinna być dobrze napowietrzona i spulchniona. W innym razie delikatne korzenie gryki nie będą mogły się dobrze rozrastać.
Gryka jest rośliną wrażliwą na przymrozki, dlatego siew odbywa się zwykle wtedy, gdy temperatura gleby na głębokości 5–10 cm będzie wynosiła 10–12°C. W południowej i zachodniej części kraju termin przypada najczęściej na 10–20 maja, natomiast w chłodniejszych regionach północno-wschodnich na 23–30 maja.
Chcąc ustalić optymalny termin siewu należy mieć również na uwadze fakt, że gryka jest rośliną obojętną na długość dnia. Niemniej jednak długość dnia wpływa na jej rozwój, dlatego nie należy ani zbytnio opóźniać ani przyspieszać terminu wysiewu. Wczesny termin siewu wydłuża okres wegetacji, a składniki pokarmowe i woda są pobierane w większej ilości, a to sprzyja uzyskiwaniu wyższych plonów. Jednak występujące w tym czasie przymrozki mogą uszkadzać rośliny. Natomiast podczas opóźnionych siewów wzrasta ryzyko wystąpienia suszy i wysokich temperatur w okresie kwitnienia gryki, co wpływa na zawiązywanie się nasion oraz sprawia, że dostęp wody, szczególnie na glebach lekkich jest utrudniony, co przekłada się na otrzymywanie plonów.
Nawożenie i zapotrzebowanie na składniki
Gryka jest gatunkiem bardziej tolerancyjnym na kwaśny odczyn gleby. Optymalnym pH pod jej uprawę na piaskach wynosi 5,0, natomiast na glebach gliniastych 5,8. Do wydania plonu 2,5 t nasion i t słomy/ha roślina potrzebuje 90 kg azotu, 60 kg fosforu i 150 kg potasu. Dawki nawozów należy ustalić, uwzględniając zasobność składników pokarmowych w glebie. Gryka dodatnio reaguje na nawożenie mikroelementami, tj. bor, mangan, cynk, molibden. Dokarmienie tymi składnikami zwiększa plon o ok. 10%.
Najważniejszymi chwastami w uprawie gryki są komosa biała, rzodkiew świrzepa, rdestówka powojowata, szczawie, gryka tatarka czy chwastnica jednostronna. Rzadziej w uprawie gryki można spotkać takie gatunki, jak włośnica zielona i sina, poziewnik szorstki, szarłat szorstki czy żółtlica drobnokwiatowa.
Chwastem, który bardzo często spotykany jest w uprawie gryki jest komosa. Fot. A. WieremczukW uprawie gryki mogą występować zmieniki. Fot. A. Wieremczuk
Zwalczanie chwastów w gryce jest bardzo utrudnione. W przypadku chorób ze względu na małą popularność tej uprawy, ryzyko porażenia gryki jest niskie. Niemniej jednak wzrost zainteresowania oraz zmiany klimatu mogą spowodować zwiększenie znaczenia chorób w tych uprawach.
Najważniejszymi chorobami gryki są: mączniak rzekomy gryki, plamistości liści i łodyg, szara pleśń, zgnilizna korzeni i pędu gryki oraz zgorzel siewek. Gryka nie jest rośliną atrakcyjną dla szkodników, stąd też często wykorzystywana jest w płodozmianie w celu ograniczania nicieni i innych szkodników glebowych. Zawarte w korzeniach związki mogą zaburzać rozwój tych agrofagów. Mniejsze żerowanie szkodników wynika również z mniejszej powierzchni uprawy tego gatunku. Niemniej jednak na gryce mogą żerować zmieniki, skoczki, wciornastki oraz mszyce (mszyca brzoskwiniowa, mszyca burakowa, mszyca kruszynowo-ogórkowa, mszyca szakłakowo-ziemniaczana, mszyca ziemniaczana oraz mszyca szklarniowa plamista.
Druga połowa marca i początek kwietnia to czas siewu buraków dla południowo-zachodniej Polski. Niestety długa zima i chłodny początek wiosny spowodował, że w tym roku rolnicy musieli opóźnić ten termin. Poprzednie dwa sezony udowodniły, że uprawa buraków może być opłacalna i to znacznie bardziej niż zbóż i kukurydzy.
Mniejszy areał upraw buraków cukrowych
Niestety cukrownie grupy SuedZucker przed rokiem obcięły areał w kontraktacji. Kolejne cięcia przeprowadzono na nadchodzący sezon. Cena też będzie niższa.
Krzysztof Jędrysek, rolnik z Kozłówek:
– Wczoraj skończyliśmy siew buraków w gospodarstwie. Praktycznie sialiśmy zaraz po świętach, wtorek, środa, czwartek i te wcześniej siane buraki są dobrze podkiełkowane. Wydaje mi się, że to będzie dobry termin na przesiewanie niektórych plantacji.
Wielu rolników zamiast buraków sieje kukurydzę
– W tym roku to nie jest wcale późny siew, bo dzisiaj w nocy mieliśmy temperaturę minus 4 stopnie, a burak nie jest rośliną, która uwielbia takie mrozy. Zrezygnowaliśmy z prawie 30% areału buraków. Na ich miejsce będziemy siać kukurydzę. U nas w gospodarstwie opłacalność uprawy buraka wyszła bardzo niewielka. Jedynym zyskiem są chyba dopłaty i wysłodki, które mogliśmy odebrać, więc albo się coś zmieni, albo ten burak będzie po prostu na naszym rejonie zanikał.
Połowa kwietnia to późny termin siewu buraków
Marcin Markowicz, kierownik gospodarstwa Agrol Matejka w Dzielowie:
– My w gospodarstwie zasialiśmy buraki już przed świętami. Myślę, że była to dobra decyzja. Poza siewie spadł deszcz, około 30 paru litrów, nie był to mocny deszcz, tylko taki delikatny. Pole nie jest jakoś zaklepane i myślę, że wschody będą optymalne. Akurat dzisiaj w nocy mieliśmy przymrozek i na jutro też jest zapowiadany. Może dobrze, że te buraki jeszcze są pod spodem i nie są narażone na jakieś niższe minusowe temperatury.
Wojciech Pater, rolnik ze Ścinawy Małej:
– Przygotowaliśmy pola uprawne pod zasiew buraków cukrowych. Na tych polach były wysiane poplony na zimę, ale zostaliśmy zmuszeni do redukcji uprawy buraka przez koncern SuedZuker i na to miejsce zostało nam tylko posiać kukurydzę.
Rolnicy posiali buraki, żeby nie wypaść z rynku
Dariusz Gajewski, rolnik ze Starowic Dolnych:
– Zasialiśmy 40 hektarów buraków. To o 15 hektarów mniej niż w roku ubiegłym. W sumie siew trwał jeden dzień, mamy duży siewnik. Zasiane w dobrych warunkach, więc za chwilę powinny zacząć wschodzić, tylko kwestia temperatur.
Niska cena buraka cukrowego
– Jest słaba opłacalność, to widać po tych cenach, które nam zaoferowano. Nie chcemy całkowicie wypaść z rynku buraka, dlatego siejemy. Bywało różnie w historii, mam nadzieję, że ta opłacalność kiedyś się poprawi. Panie redaktorze, spotkaliśmy się 3-4 lata temu, też rozmawialiśmy o opłacalności i za chwilę były wyższe ceny – sama cukrownia podniosła ceny. Nie wiadomo co się na świecie wydarzy, a cukrownie muszą pracować na jakimś tam poziomie.
Wiesław Pszonka, gospodarstwo rolne AgroAs:
– Termin agrotechniczny jest terminem agrotechnicznym, więc my już jesteśmy po siewie. Skończyliśmy 25 marca siew buraków na obszarze 116 hektarów, którym zarządzam. Czy to jest dobre, czy złe na dzień dzisiejszy, trudno powiedzieć – pogoda zweryfikuje. Planowaliśmy powiększyć powierzchnię buraków i mieliśmy już umowę podpisaną z cukrownią na zwiększony areał. Natomiast cukrownia się z tego wycofała i pozostaliśmy na areale zeszłorocznej produkcji.
Czy uprawa buraków będzie mniej opłacalna niż innych roślin?
– Opłacalność uprawy buraków zależy od monitoringu kosztów. Burak jest rośliną łamiącą, także buraka ok, możemy patrzeć na przychód i koszty, ale też trzeba patrzeć przez pryzmat stanowiska, które pozostawia po sobie burak. Także dla nas to jest, może mimo mniejszej opłacalności nadal będziemy starać się kontynuować tą uprawę.
Cięcie i monitoring kosztów
Dariusz Klusko, rolnik z Pągowa:
– Jeżeli patrzymy historycznie, to te ceny są takie jak 20 lat temu. Nie za bardzo będę skupiał się na tym, na co nie mam wpływu, a nie mam wpływu na cenę buraków. Natomiast bardzo mocno koncentrujemy się na tym, na co mamy wpływ, czyli na poprawienie opłacalności i minimalizację kosztów, ograniczenie tych kosztów i robienie tego, co jest potrzebne na podstawie badań itd., czyli dać tyle nawozu, ile trzeba i trzeba sobie powiedzieć, że warunkiem tej opłacalności jest plon.
Najważniejszy jest plon
– Nic się nie uda, jeżeli nie ma plonu. Jeżeli nie będzie plonu w okolicach 70-80 ton, to generalnie nie ma opłacalności buraka. Przy tym plonie gdzieś tam jakieś parę złotych może z tego zostać, przynajmniej jeżeli ktoś jeszcze po starej cenie kupił nawozy, bo wiadomo, jeżeli dzisiaj kupić te nawozy, to też ta opłacalność całkiem leci w dół. Tak to wygląda, więc koncentrujemy się bardziej na tym, co od nas zależy, czyli na tych kosztach, gdzie możemy ograniczyć nasze koszta i gdzie popełniamy błędy. Myślę, że tutaj w tym nasza ostatnia nadzieja, bo na cenę nie mamy wpływu.
Józef Walas, przewodniczący Związku Plantatorów Buraka Cukrowego przy Cukrowni Wrocław:
– Buraki posialiśmy w sobotę. Stwierdziliśmy, że to jest taki optymalny termin, że nie ma co długo czekać, bo po zimie tej wody nie ma, więc jeszcze trzeba korzystać z tej wody, która tam jeszcze trochę jest.
W obliczu coraz silniejszego wpływu zmian klimatycznych na polskie rolnictwo, zapewnienie zdrowotności i produktywności upraw zbóż pozostaje kluczowym priorytetem dla rolników, wpływającym na ich pozycję na poziomie europejskim. Najnowsze dane Komisji Europejskiej na 2025 rok wskazują, że Polska ponad 2/3 swojego eksportu (ponad 4,5 mln ton) kieruje na rynki w Unii Europejskiej, co stanowi istotny udział w wewnątrzunijnym handlu zbożami. Dodatkowo Komisja Europejska prognozuje, że całkowita produkcja zbóż w Polsce w sezonie 2025/2026 po raz kolejny przekroczy 35 mln ton. W związku z tym strategie zapobiegawczego zarządzania chorobami stają się niezbędne dla ochrony plonów oraz utrzymania konkurencyjnej pozycji Polski na rynku UE.
Wyzwania klimatyczne i rosnąca presja chorób
Ochrona wyników polskiego rolnictwa wymaga upraw zdolnych do wytrzymania wcześniejszej i silniejszej presji chorób, zwłaszcza że dłuższe i cieplejsze jesienie oraz nieprzewidywalne warunki pogodowe wiosną sprzyjają wcześniejszemu pojawianiu się i szybszemu rozprzestrzenianiu mączniaka prawdziwego. Aby sprostać temu wyzwaniu, jednym z najskuteczniejszych narzędzi dostępnych dla rolników jest proquinazid – wyspecjalizowana substancja, która zmieniła podejście do ochrony zbóż przed mączniakiem prawdziwym.
Mechanizm działania i korzyści dla plonów
Dzięki unikalnemu, zapobiegawczemu mechanizmowi działania, proquinazid opracowany przez międzynarodową firmę Corteva Agriscience działa jeszcze przed pojawieniem się choroby, pozostając jednocześnie skuteczny na wczesnym etapie jej rozwoju i zapewniając długotrwałą ochronę. Substancja ta hamuje kiełkowanie zarodników i zatrzymuje rozwój grzybów, działając na mączniaka prawdziwego oraz inne patogeny. Wczesna interwencja pozwala dłużej utrzymać liście w dobrej kondycji, co wspiera wysoką produktywność upraw i umożliwia osiągnięcie pełnego potencjału plonowania.
Wirtuoz™ Pro – kompleksowe rozwiązanie fungicydowe
Aby jeszcze lepiej wspierać rolników w zmieniającym się środowisku presji chorób, Corteva wprowadziła w Polsce w 2023 roku fungicyd Wirtuoz™ Pro, który łączy zalety proquinazidu i protiokonazolu w jednej, uzupełniającej się formulacji. Dzięki proquinazidowi Wirtuoz™ Pro tworzy silną barierę zapobiegawczą, zatrzymując mączniaka przed jego rozwojem, natomiast protiokonazol zapewnia działanie interwencyjne i szerokie spektrum zwalczanych patogenów już od najwcześniejszych faz wzrostu roślin. Wspólne działanie tych dwóch substancji czynnych to kompleksowa i niezawodna ochrona oraz wsparci odpowiedzialnej strategii zarządzania odpornością. W efekcie proquinazid staje się kluczowym elementem ochrony w warunkach, gdzie presja patogenów pojawia się wcześniej, trwa dłużej i jest coraz mniej przewidywalna.
Popularność i opinie rolników
Skuteczność proquinazidu od Corteva zastosowanego w Wirtuozie™ Pro została szeroko doceniona przez rolników, którzy doświadczyli jego działania w praktyce. Na przestrzeni ostatnich sezonów jest to jeden z najczęściej wybieranych produktów do ochrony zbóż w terminie T1* wśród polskich rolników, którzy cenią go przede wszystkim za wysoką skuteczność działania oraz optymalny koszt na hektar.
„Stosuję Wirtuoz™ Pro od kilku sezonów, przemiennie z innymi środkami, zgodnie ze strategią antyodpornościową. Decyduje się na to rozwiązanie przede wszystkim ze względu na wysoką skuteczność działania na mączniaka prawdziwego czy choroby podstawy źdźbła, które stanowią w gospodarstwie duże zagrożenie ze względu na uprawę zbóż w monokulturze. Szczególnie cenię sobie długie działanie zapobiegawcze proquinazidu, które umożliwia mi większą elastyczność w doborze optymalnego terminu zabiegu”, wypowiedź jednego z rolników stosujących Wirtuoz™ Pro.
Rekomendacje ekspertów i znaczenie zabiegu T1
„Wirtuoz™ Pro, zawierający optymalne dla ochrony zbóż dawki proquinazidu i protiokonazolu to jedno z najbardziej dopasowanych do warunków polskich plantacji rozwiązań fungicydowych w terminie T1. Długie działanie zapobiegawcze proquinazidu zatrzymuje choroby zanim się rozwiną, a niezawodność w pierwszym zabiegu wiosennym daje nam niezahamowany rozwój roślin. Produkt zapewnia doskonałą kontrolę mączniaka prawdziwego i chorób podstawy źdźbła, dwóch najtrudniejszych chorób zbóż, przed którymi możemy chronić rośliny w zabiegu T1. Dzięki skutecznej ochronie powierzchni liści rośliny zachowują wyższą zdolność fotosyntezy, co bezpośrednio przekłada się na lepszy wigor i wyższą produktywność, powiedział Paweł Talbierz, specjalista ds. ochrony upraw.
Innowacje jako wsparcie dla przyszłości rolnictwa
Poprzez ciągłe inwestowanie w badania, Corteva dostarcza rolnikom innowacyjne narzędzia potrzebne do ochrony upraw, plonów i długoterminowej stabilności produkcji. Rolnicy zainteresowani włączeniem Wirtuoz™ Pro do swoich programów ochrony mogą skontaktować się z przedstawicielami handlowymi Corteva Agriscience w celu uzyskania indywidualnych rekomendacji i wsparcia.
*Zabieg T1 to pierwszy, kluczowy wiosenny zabieg fungicydowy w uprawie zbóż, wykonywany w fazie od końca krzewienia do pierwszego kolanka (BBCH 30-32).
Pojawienie się ładowaczy czołowych bez wątpienia przyczyniło się do polepszenia warunków pracy w polskich gospodarstwach. Jeden ciągnik wraz z zamontowanym ładowaczem czołowym był w stanie zastąpić ludzi podczas wykonywania wielu prac.
Ładowacz czołowy – jak zmienił pracę w gospodarstwach?
Podczas zakupu ładowacza czołowego ważny jest dobór odpowiedniego oprzyrządowania. Fot. F. Michalski
Pierwsze ładowacze czołowe w Polsce zaczęły funkcjonować już kilkadziesiąt lat temu. Wtedy w rodzimych gospodarstwach pracowały takie ciągniki, jak Ursus C-330 czy Ursus C-360. Najwięcej tego typu sprzętu można było znaleźć w Państwowych Gospodarstwach Rolnych, gdzie wszelkiej maści materiały, typu pasza, obornik itd., były ładowane na przyczepy bądź rozrzutniki obornika.
Dzięki temu nie było konieczności używania siły ludzkich rąk do załadunku, a wszystkie cięższe prace był w stanie wykonać operator w ciągniku, który wyposażony był w ładowacz czołowy. Wtedy taki sprzęt mógł podnieść ok. 400 kg, lecz w skrajnym położeniu wartość ta malała o połowę. Do wyrównania nacisków na osie ciągnika służył przeciwciężar, który był swego rodzaju metalową skrzynią zamontowaną na trzypunktowym układzie zawieszenia.
Ciekawostką jest to, że opróżnienie ładunku znajdującego się na łyżce czy widłach odbywało się za pomocą dźwigni z linką, która po pociągnięciu uwalniała zapadkę blokującą. Następnie należało zablokować przyrząd, aby móc ponownie nabrać ładunek.
W kolejnych latach potocznie nazywane „tury” przechodziły modernizacje, co zaowocowało większym udźwigiem oraz rozszerzoną hydrauliką, dzięki czemu możliwe było sterowanie kątem natarcia łyżki za pomocą rozdzielacza hydraulicznego.
Tak polskiej produkcji ładowacze czołowe o oznaczeniu TUR (stąd pochodzi potoczna nazwa) królują w polskich gospodarstwach do dzisiaj. Obecnie do nowszych i większych ciągników produkowane są solidniejsze i bardziej rozbudowane konstrukcje, które mogą podnieść ładunek o masie przekraczającej nawet 2 tony. Bez wątpienia ładowacz czołowy jest najbardziej przydatną maszyną na gospodarstwie, szczególnie tam, gdzie prowadzona jest produkcja zwierzęca.
Podczas pracy z ładowaczem czołowym bardzo ważna jest widoczność, co zapewnia odpowiednia konstrukcja maszyny.
Jaki ładowacz czołowy do ciągnika 60–100 KM?
Aktualnie na naszym rynku dostępne są ładowacze czołowe jedno-, dwu-, trzy-, a nawet czterosekcyjne. Mniejsze ładowacze przeznaczone do ciągników o niewielkich gabarytach mogą mieć udźwig od 500 do nawet 1000 kg.
Choć ładowacz czołowy można zamontować na prawie każdym ciągniku, to najczęściej rolnicy decydują się na taki, który będzie miał moc od 60 do 100 KM. Powodem jest doskonała ekonomika pracy. Taki ciągnik traktowany jest jako sprzęt pomocniczy, który świetnie sprawdzi się podczas wykonywania codziennych prac w gospodarstwie. Będą to m.in. usunięcie obornika z obory, załadunek zboża, zbiór bel czy załadunek nawozów do rozsiewacza. Wtedy najlepiej sprawdzi się ciągnik o niewielkich gabarytach, który umożliwi manewrowanie w różnych, przeważnie ciasnych miejscach na gospodarstwie.
Na rynku można znaleźć wiele firm, które oferują ładowacze czołowe do wielu modeli ciągników. Przykładem może być Metal-Fach, który posiada w swojej ofercie cztery modele charakteryzujące się udźwigiem na poziomie od 300 do nawet 1600 kg. Ładowacz czołowy T241 został skonstruowany z myślą o posiadaczach ciągników w przedziale mocy 45–135 KM. Posiada on opatentowany system najazdowy, który zapewnia szybkie podłączenie oraz odłączenie wysięgnika z ciągnikiem.
Zastosowanie ramy EURO umożliwia szybką i wygodną wymianę osprzętu, jaki akurat jest potrzebny do wykonywanej pracy. Przewody hydrauliczne zostały ukryte w ramie ładowacza, dzięki czemu nie ma obaw, że któryś z nich może ulec uszkodzeniu. Sterowanie ładowaczem czołowym odbywa się za pomocą joysticka, który działa na zasadzie linek, natomiast poza standardem rolnik może zdecydować się na montaż elektrycznego systemu sterowania. Co ważne, producent oferuje aż 12 osprzętów do ładowacza, dzięki czemu każdy będzie w stanie znaleźć coś dla siebie.
Ładowacz czołowy serii T241 został skonstruowany z myślą o posiadaczach ciągników w przedziale mocy 45-135 KM.
Kolejnym polskim producentem, który posiada w swojej ofercie ładowacze czołowe, jest Hydramet. Oferują oni wiele modeli, które znajdą swoje zastosowanie w prawie każdym ciągniku. Seria ładowaczy XTREME S jest jednym z mniejszych, których udźwig maksymalny wynosi 800 kg, natomiast wysokość załadunku to aż 267 cm. Ładowacze spawane są przy użyciu specjalnych robotów, co jak zapewnia producent, mają większą wytrzymałość oraz powtarzalną jakość.
Ładowacz o wytrzymałej kostrukcji znajdzie zastosowanie idealnie w ciągnikach o mocy poniżej 60 KM.
Ładowacze czołowe do ciężkich prac – parametry i możliwości
Ładowacz czołowy znajdzie również swoje zastosowanie do cięższych prac. Wtedy potrzebny jest już większy koń pociągowy, którego moc może dochodzić do nawet 300 KM. Tego typu zestawy znajdują swoje zastosowanie np. na budowach bądź w lasach podczas załadunku drewna. Maksymalna wysokość podnoszenia oraz udźwig niekiedy są dwu- lub nawet trzykrotnie większe niż przy ładowaczach w ciągnikach kompaktowych.
Przykładem takiej maszyny może być MX U414. Ładowacz ten dedykowany jest do pojazdów o mocy od 120 do 220 KM. Waga samej maszyny to ok. 720 kg. Maksymalna wysokość, na jakiej można pracować z tym ładowaczem, to 4,5 m, co jest świetnym wynikiem i pewnym stopniu parametr ten jest zbliżony do mniejszych ładowarek teleskopowych. Maksymalny udźwig tego ładowacza to 2100 kg, co w porównaniu z wcześniej wspominanym TUR-em daje wynik 7 razy większy. To pokazuje, jak rozwinęło się rolnictwo i jakich maszyn obecnie potrzebują rolnicy. Producent podaje, że czas podnoszenia wynosi ok. 6,4 s, lecz oczywiście należy tutaj uwzględnić również wydajność układu hydraulicznego w ciągniku oraz ładunek, jaki aktualnie jest podnoszony.
Ładowacze czołowe znajdują swoje zastosowanie również poza gospodarstwami rolnymi.
Wcześniej wspominana marka Hydromet również ma w swojej ofercie ładowacz czołowy przeznaczony do sprzęgania z ciągnikami o dużej mocy. Model XTREME 3 charakteryzuje się nominalnym udźwigiem wynoszącym 2500 kg oraz maksymalną wysokością załadunku na poziomie 430 cm.
Ładowacze czołowe Quicke serii Q6 również znajdą swoje zastosowanie podczas wykonywania cięższych prac. Model Q6 jest w stanie podnieść ładunek o masie 2270 kg na wysokość wynoszącą ok 4,25 m. Dużą zaletą ładowaczy firmy Quicke jest system sterowania LCS (Loader Control System), który w połączeniu z ElectroDrive pozwala na operowanie ładowaczem za pomocą jednego joysticka obsługiwanego kciukiem. Dodatkowo maszynę można wyposażyć w Q-Companion, czyli elektroniczny system wspomagający użytkowanie ładowacza. Urządzenie na bieżąco pokazuje na wyświetlaczu wszystkie informacje o stanie urządzenia oraz parametrach jego pracy. Możliwe jest to dzięki zastosowaniu czujników Q-Companion.
Na wschód od Polski ma padać i jedna strefa zachmurzenia w nocy dotrze na północny wschód kraju ale bez opadów. Nad resztą kraju noc pogodna a mimo to cieplejsza. Wiatr powieje umiarkowanie.
Na termometrach od 3-5 stopni na północy kraju oraz na Podhalu do 5-7 stopni nad resztą kraju.
Wiatr rozpędzi się do 70 km/h na wschodzie kraju
Dużym utrapieniem jutro będzie silny wiatr. Od Podlasia po Lubelskie, Podkarpacie, Świętokrzyskie i wschód Mazowsza powieje do nawet 70 km/h wywołując liczne zamiecie piaskowe i bardzo silną erozję gleby. Mocno powieje także na całym zachodzie, południu i w centrum kraju- do 50 km/h również tworząc zamiecie piaskowe.
Wyraźnie słabiej powieje na wybrzeżu oraz na zachodzie Kaszub aż po rejon Człuchowa, Tucholi, Piły- tu wiatr nie przekroczy 35 km/h.
Pasmo chmur nad ranem znajdzie się na Podlasiu ale do południa przewędruje już w rejon Kaszub, Ziemi Łódzkiej i Świętokrzyskiej oraz Podkarpacia- jednocześnie na wschodzie zacznie się rozpogadzać a na zachodzie jeszcze pogodnie. Po południu słonecznie będzie na wschód od linii Wisły pomiędzy Pomorzem, Warmią, Kujawami, Mazowszem i w Lubelskim. Sporo przejaśnień też na zachodzie kraju ale już od Wielkopolski po Opolskie przewaga chmur a od Kaszub po centrum i Małopolskę chwilami zupełnie pochmurnie.
Mimo chmur temperatura dość znacznie wzrośnie bo z wyjątkiem północy kraju gdzie wiatr od zimnego Morza Bałtyckiego będzie studził powietrze będzie ciepło na poziomie 14-16 stopni.
U kogo popadało może śmiało wjeżdżać w pola z opryskami czy to na skracanie czy chwasty. Nad resztą kraju wedle uznania ponieważ nie ma pewności czy warto wchodzić w dodatkowe koszty przy tej suszy.
Wszystko wskazuje na to, że właśnie obserwujemy ostatnie akordy taniego tankowania. Choć ceny paliw w czwartek (23.04.2026) wciąż będą kusić niskimi limitami na pylonach, potencjał spadkowy wypracowany w wyniku ubiegłopiątkowego krachu na rynku ropy właśnie dobija do ściany. Rynek skonsumował już tamte spadki, a na horyzoncie widać nowe sygnały alarmowe.
Kluczową informacją dnia jest decyzja prezydenta USA – Donald Trump ogłosił przedłużenie zawieszenia broni z Iranem, co oddala widmo natychmiastowej eskalacji militarnej po wygaśnięciu pierwotnego rozejmu. Mimo to, sytuacja na rynkach jest dwubiegunowa: europejska ropa Brent staniała o 1,3%, ale gotowy diesel na giełdach ARA podrożał o ok. 3%, a amerykańska ropa WTI o 2,8%. To jasny sygnał, że blokada portów realnie odcina Europę od dostaw paliw gotowych.
Ceny paliw w hurcie: Diesel tanieje ostatnim tchem, benzyna już w górę
Najnowsze tabele Orlenu z 22.04.2026 potwierdzają, że „tanie paliwo” zaczyna znikać z ofert hurtowych. Podczas gdy olej napędowy jeszcze notuje spadek (rozliczając przeszłość), benzyna już zaczęła odrabiać straty:
Olej Napędowy (ON): Cena hurtowa netto spadła do poziomu 5 916 PLN/m³ (zjazd o 37 zł względem wtorku). To prawdopodobnie ostatnie „echo” piątkowego krachu, które Orlen uwalniał stopniowo.
Benzyna (Pb95): Tu trend już się odwrócił – cena hurtowa netto wzrosła do 5 233 PLN/m³ (+21 zł względem wtorku), reagując na wcześniejszą nerwowość światowych giełd.
Zestawienie limitu ze środy 22.04 z precyzyjną prognozą na czwartek 23.04.
Rodzaj paliwa
Cena max DZIŚ (Śr. 22.04)
Prognoza max JUTRO (Czw. 23.04)
Zmiana (brutto)
Olej Napędowy (ON)
6,75 zł/l
6,71 zł/l
<span style=”color:green”>– 0,04 zł/l</span>
Benzyna Pb95
5,95 zł/l
5,98 zł/l
<span style=”color:red”>+ 0,03 zł/l</span>
TABELA 2: Porównanie długoterminowe (Tydzień do Tygodnia)
Wpływ zmian na koszty tankowania względem szczytów z poprzedniego czwartku (16.04).
Rodzaj paliwa
Cena max CZWARTEK (16.04)
Prognoza Limit CZWARTEK (23.04)
Całkowity spadek (brutto)
Olej Napędowy (ON)
7,45 zł/l
6,71 zł/l
<span style=”color:green”>– 0,74 zł/l</span>
Benzyna Pb95
6,10 zł/l
5,98 zł/l
<span style=”color:green”>– 0,12 zł/l</span>
Ceny paliw – podsumowanie dla sektora Agro i Transportu
Dla profesjonalistów czwartek to „ostatni dzwonek” na tanie zapasy. Choć prognozowana cena diesla na poziomie 6,71 zł/l brzmi kusząco (to o 74 grosze mniej niż tydzień temu!), musimy pamiętać, że potencjał do dalszych spadków właśnie się wyczerpał.
Decyzja Trumpa o przedłużeniu rozejmu jest warunkowa. Jeśli rozmowy pokojowe zakończą się impasem, a blokada portów nie zostanie zniesiona, ceny paliw w polskim hurcie zareagują błyskawicznie na wzrosty ARA (+3%). Wniosek: Uzupełnienie zapasów diesla w czwartek rano, póki cena netto w Orlenie wynosi 5,91 zł, to najbezpieczniejsza strategia zabezpieczenia kosztów przed nieuchronną korektą w górę, którą zwiastuje drożejąca benzyna.
Kryzys nawozowy, napędzany konfliktami zbrojnymi i zniszczeniem kluczowej infrastruktury na Bliskim Wschodzie, wchodzi w nową, niebezpieczną fazę. Najnowsze dane z USA wskazują, że wysokie ceny środków produkcji nie są przejściowym wahnięciem, lecz trwałą zmianą rynkową, która potrwa przynajmniej do 2028 roku. Amerykańscy farmerzy stają przed ścianą – 70% z nich przyznaje, że nie stać ich na zakup niezbędnych dawek azotu.
Kryzys nawozowy a zniszczona infrastruktura na Bliskim Wschodzie
Choć na nagłówki gazet trafiła informacja o zawieszeniu broni z Iranem, eksperci z North Dakota State University (NDSU) ostrzegają: uszkodzenia fizyczne w petrochemicznych sercach regionu są zbyt duże, by rynek odetchnął. Ataki na irański kompleks South Pars oraz katarskie instalacje w Ras Laffan trwale wyłączyły z gry znaczące moce produkcyjne mocznika.
Jeśli oceny zniszczeń się potwierdzą, powrót do cen sprzed kryzysu (ok. 470 USD/t) przed 2028 rokiem jest niemożliwy. Analitycy wyznaczyli nowy „fundament” cenowy na poziomie 532 USD za tonę, a w czarnych scenariuszach zakładają skoki nawet do 996 USD.
Rolnicy tną koszty: Kryzys nawozowy zmienia strukturę zasiewów
Skala problemu jest widoczna w badaniach American Farm Bureau Federation (AFBF). Aż 70% farmerów w USA deklaruje, że kryzys nawozowy uniemożliwia im zakup pełnego zapotrzebowania na ten sezon. Najbardziej dramatyczna sytuacja panuje na Południu USA, gdzie tylko co piąty rolnik zdążył zakontraktować towar przed największymi podwyżkami.
Ucieczka od kukurydzy: Rolnicy rezygnują z kukurydzy na rzecz soi, która ma znacznie mniejsze wymagania azotowe.
Oszczędne dawkowanie: Strategia „spread it thinner” (siać rzadziej/nawozić mniej) staje się powszechna, co bezpośrednio przełoży się na niższe plony w nadchodzących latach i mniejszą podaż ziarna na światowych rynkach.
20 miliardów dolarów pomocy: Jak USA chce zatrzymać kryzys nawozowy?
W Waszyngtonie trwa wyścig z czasem. Przewodniczący komisji rolnictwa, Glenn „GT” Thompson, zaproponował bezprecedensowy pakiet wsparcia w wysokości 20 miliardów dolarów. Ma on uratować płynność gospodarstw, które zostały wydrenowane przez rekordowe ceny nawozów i paliw.
Plan zakłada:
10 mld USD dla sektora upraw polowych (głównie kukurydza i pszenica).
10 mld USD dla producentów roślin specjalistycznych i sadowników.
Pomoc ta ma być kluczowym elementem nowej ustawy rolniczej (Farm Bill), nad którą głosowanie w Izbie Reprezentantów zaplanowano na koniec kwietnia.
Wnioski dla rynku: Czy Polska odczuje skutki?
Globalny kryzys nawozowy nie zna granic. Możliwe ograniczenie produkcji w USA – jednym z największych eksporterów żywności – w połączeniu z długoterminowymi problemami z podażą azotu z Zatoki Perskiej i Rosji, to wprawdzie szansa na wyższe ceny płodów rolnych ale też dla polskich rolników oznacza konieczność jeszcze precyzyjniejszego zarządzania kosztami. Prognozy wskazują, że na powrót do „starej normalności” przyjdzie nam poczekać jeszcze kilka lat.
Ceny mleka na rynkach światowych mają szansę na ożywienie, ponieważ skala wzrostów z I kwartału była imponująca i wciąż dominuje nad kwietniowym osłabieniem. W okresie od stycznia do marca indeks GDT wystrzelił o 26%, budując potężny kapitał wzrostowy, którego dwie ostatnie sesje spadkowe (łącznie ok. -6%) jeszcze nie zdołały w pełni zniwelować.
GDT (21 kwietnia 2026): Korekta wewnątrz hossy
Najnowsza aukcja Event 402 przyniosła spadek indeksu o -2,7%. Jest to kontynuacja korekty po sesji z 7 kwietnia (-3,4%).
Bilans kwartalny: Mimo dwóch „czerwonych” sesji w kwietniu, rynek nabiału wciąż znajduje się na znacznie wyższych poziomach niż na początku roku. Marcowy indeks nabiału FAO na poziomie 120,9 pkt potwierdził, że globalny popyt wyszedł z ubiegłorocznej zapaści.
Sektorowa odporność: Podczas gdy masło mocno traci w kwietniu (łącznie ponad -15% w dwie sesje), ceny odtłuszczonego mleka w proszku (SMP) odbiły o +3,2%, co pokazuje, że nie wszystkie kategorie produktów poddały się korekcie.
Nowe wyzwanie: Waluty i koszty logistyki
To, co obecnie najbardziej niepokoi sektor mleczarski, to nie tylko zachowanie giełdy w Nowej Zelandii, ale czynniki lokalne i geopolityczne:
Umocnienie złotego: To zjawisko najmocniej uderza w rentowność. Nawet przy relatywnie wysokich cenach światowych (wynikających z 26-procentowego rajdu w I kwartale), silny złoty „zabiera” marżę polskim eksporterom przy przeliczaniu walut.
Koszty transportu: Wojna i napięcia wokół Iranu utrzymują ceny paliw na wysokim poziomie. Logistyka staje się „wąskim gardłem” – droższe dostawy do portów i sieci handlowych sprawiają, że mleczarnie mają mniej środków na podwyżki w skupach.
Detal vs Skup: Rekordowe „nożyce cenowe”
Dane o inflacji za marzec 2026 pokazują niepokojący paradoks. Podczas gdy rolnicy w lutym i marcu otrzymywali średnio 1,86-1,90 zł/l, ceny detaliczne w sklepach wzrosły o +0,4% m/m (rok do roku są o 2,1% wyższe).
Handel detaliczny trzyma ceny wysoko, argumentując to kosztami energii i płac.
Silny złoty może jednak wymusić na sieciach obniżki produktów importowanych, co zmusi polskie mleczarnie do jeszcze twardszej walki o rentowność.
Podsumowanie: Czy szklanka jest do połowy pełna?
Mimo dwóch spadkowych sesji w kwietniu, bilans roku wciąż pozostaje dodatni dzięki 26-procentowemu rajdowi z I kwartału. Statystyczny dołek cen skupu z lutego (1,86 zł/l) prawdopodobnie nie zostanie przebity w dół, ale droga do stabilnych stawek powyżej 2 zł stała się wyboista przez silnego złotego i drogie paliwa.
Wnioski: Rynek giełdowy nabiału jest w fazie korekty po silnych wzrostach. Kolejne tygodnie pokażą, czy popyt z Azji (wspominany przez FAO) zdoła powstrzymać kwietniową korektę i zrównoważyć koszty logistyczne polskich zakładów.
Suszę w USA zaczęto monitorować w 2000 roku. Według US Drought Monitor ponad 61% stanów kontynentalnych znajduje się obecnie w stanie suszy umiarkowanej lub wyjątkowej z czego aż 97% stanów na południowym wschodzie kraju oraz 2/3 stanów na zachodzie kraju.
Według danych zbieranych od 2000 roku susza w kontynentalnych Stanach Zjednoczonych osiągnęła rekordowy poziom o tej porze roku.
Wskaźnik Suszy Palmera Narodowej Agencji ds. Oceanów i Atmosfery (NOAA) nie tylko osiągnął najwyższy poziom w marcu od rozpoczęcia pomiarów w 1895 roku, ale był także trzecim najsuchszym miesiącem w historii, niezależnie od pory roku. Ustąpił jedynie słynnym miesiącom Dust Bowl – lipcowi i sierpniowi 1934 roku.
Jeff Masters, meteorolog z Yale Climate Connections, powiedział, że jego największym zmartwieniem jest wpływ suszy na rolnictwo, a następnie na ceny żywności. Jeśli Ameryka będzie miała słaby rok z powodu suszy, może to stać się problemem globalnym.
Warto przypomnieć, że już w marcu na południowym zachodzie USA temperatury przekraczały 40 stopni Celsjusza. Tegoroczna wiosna w USA zapisuje się jako wyjątkowo ciepła- temperatury są tam już iście letnie w przeciwieństwie do Europy, gdzie susza i zimne wody Morza Bałtyckiego, Czarnego skutecznie uniemożliwiają nam nadejście cieplejszych okresów.
Coraz bardziej prawdopodobne są również niższe plony w Europie Środkowo- Północnej jak w Estonii, Litwie, Łotwie, Polsce, Ukrainie oraz na południu Szwecji, gdzie również mamy do czynienia z poteżną suszą.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.