Protesty rolnicze:Sąd Okręgowy w Łomży nie uwzględnił wniosku o przedłużenie aresztu dla rolnika, który wylał gnojowicę przed domem Ministra Rolnictwa. Obrona, wspierana przez Instytut Ordo Iuris, mówi o sukcesie, ale i o rażących naruszeniach prawa do obrony w toku śledztwa.
Decyzja sądu z 2 marca 2026 r. kończy dwumiesięczną izolację mężczyzny, który stał się symbolem radykalnych protestów rolniczych. Choć prokurator wnioskował o kolejne dwa miesiące aresztu, sąd podzielił argumentację obrońców – adw. Roberta Czarnowicza oraz adw. Magdaleny Leszczyńskiej – uznając, że dalsze więzienie rolnika jest bezzasadne.
Kluczowe fakty w sprawie:
Kontekst zdarzenia: Do incydentu doszło w dniu ogólnopolskich strajków rolników w Warszawie. Frustracja wywołana brakiem ochrony polskiego rynku przed tanią ofertą ze Wschodu doprowadziła do desperackiego kroku przed domem ministra.
Specjalny nadzór: Sprawę prowadzi jeden z zespołów prokuratorskich powołanych przez Ministra Sprawiedliwości do spraw walki z tzw. „mową nienawiści”. To rzuca nowe światło na surowość początkowych decyzji procesowych.
Zarzuty obrony: Instytut Ordo Iuris alarmuje, że w trakcie aresztowania dochodziło do naruszania praw podejrzanego, m.in. poprzez utrudnianie kontaktu z adwokatem oraz ograniczanie dostępu do akt sprawy.
Rolnik wraca do pracy, ale pod nadzorem
Mimo wyjścia na wolność, rolnik pozostaje pod dozorem policji (musi stawiać się na komisariacie dwa razy w tygodniu) i ma zakaz opuszczania kraju. Należy jednak pamiętać, że uchylenie aresztu nie kończy sprawy – proces sądowy wciąż trwa, a na tym etapie możliwy jest każdy wyrok, włącznie z karą pozbawienia wolności.
Sprawa toczy się w cieniu dramatycznej sytuacji rynkowej. Rolnicy zmagają się z globalną nadpodażą zbóż oraz wyniszczającą walką o rynki eksportowe, w której polskie ziarno musi konkurować przede wszystkim z agresywnie wycenianą pszenicą rosyjską i ukraińską. Dodatkowym czynnikiem ryzyka pozostaje napięcie wokół Iranu, które destabilizuje ceny ropy (diesla) i dolara, co bezpośrednio uderza w koszty produkcji i opłacalność gospodarstw.
Cena diesla wystrzeliła w górę! Rząd zapewnia, że bezpieczeństwo energetyczne Polski jest nienaruszone, a magazyny paliw pękają w szwach. Jednak te uspokajające komunikaty nie przeszkadzają państwowemu koncernowi, nad którym Skarb Państwa sprawuje niemal 50-procentową kontrolę, w dyktowaniu drastycznych warunków. We wtorek (03.03.2026), u progu wiosennych prac polowych, cena diesla w hurcie PKN Orlen wystrzeliła o blisko 10%, stawiając polskie rolnictwo i transport w krytycznej sytuacji.
Wojna w zatoce: Ormuz zablokowany, import drożeje
Od soboty region Zatoki Perskiej jest polem otwartego konfliktu. Po uderzeniu sił USA i Izraela, Iran zrealizował groźbę i zablokował Cieśninę Ormuz. Przez to wąskie gardło przepływa 20% światowej ropy – obecnie szlak ten jest martwy. Choć globalnie surowca nie brakuje, paraliż logistyczny wywołał panikę na giełdach paliw gotowych w Europie. Polska, która importuje duże ilości oleju napędowego, stała się ofiarą wojennej spekulacji na rynkach zachodnich.
Szok w Płocku: Diesel o 53 grosze droższy w jeden weekend
PKN Orlen, mimo statusu narodowego czempiona, przerzucił koszty wojenne na polskich odbiorców w trybie błyskawicznym.
W zaledwie 72 godziny koszt zakupu litra diesla przez stacje paliw i gospodarstwa rolne wzrósł o ponad pół złotego.
Cios w rolnictwo: Paliwo drożeje w szczycie sezonu
Dla polskich rolników dzisiejszy skok to „czarny poniedziałek”. Marzec to czas intensywnych prac polowych, wysiewu nawozów i przygotowań do sezonu.
Wzrost kosztów upraw: Diesel jest głównym kosztem operacyjnym w rolnictwie. Podwyżka o 50 groszy na litrze w mgnieniu oka podnosi koszt każdego hektara upraw.
Pętla kosztów: Drożejące paliwo to także droższy transport płodów rolnych i wyższe ceny usług maszynowych.
Bezsilność wobec monopolu: Rolnicy pytają, dlaczego państwowy gigant, dysponując rezerwami, nie chroni sektora produkcji żywności przed skutkami blokady Ormuzu, lecz winduje marże w ślad za spekulacją na giełdach w Londynie czy Rotterdamie.
Pułapka „bezpieczeństwa” i słaby złoty
Sytuację pogarsza ucieczka inwestorów od złotego. Wojna sprawiła, że dolar jest coraz droższy, co dodatkowo podbija cenę importowanego paliwa. Choć ministerstwo mówi o „bezpieczeństwie”, oznacza ono jedynie, że paliwo fizycznie jest w zbiornikach. Ochrona cenowa jednak nie istnieje – państwowy koncern wybrał scenariusz pełnego dostosowania się do wojennej drożyzny.
Chaos na stacjach: W najbliższych dniach różnica między stacjami będzie ogromna. Wielkie sieci, kupujące od Orlenu z dużymi rabatami, mogą opóźnić podwyżki. Z kolei mniejsi, niezależni operatorzy oraz stacje w regionach rolniczych, kupujący po nowych stawkach, będą zmuszeni podbić ceny niemal natychmiast. Jednak warto pamiętać, że dotąd hurtownicy oferowali rolnikom paliwa z upustem od oficjalnej hurtowej ceny PKN Orlen.
Tegoroczna sroga zima sprawiła, że rolnicy dopiero od pierwszego marca mogli wjechać na pola, aby zasilać plantacje rzepaku azotem. Jedni to natychmiast zrobili, inni czekają, bo gleba w głębszych warstwach jest wciąż zamarznięta.
Bernard Marks, gospodarstwo rolne w Ligocie Krapkowickiej:
– Stoimy na plantacji rzepaku ozimego. 2 marca zaczęliśmy nawożenie. Jak widać rośliny na plantacji dobrze przezimowały i weszły w stan wegetacji.
Rozeta jest ładna, zielona
– Nie bardzo dobrze, ale dobrze przezimowały, bo jak widać mróz niestety pokonał te najstarsze liście. To będzie skutkowało tym musimy dać 20 kg azotu więcej. Po analizie gleby ilość azotu mobilnego w glebie jest na średnim poziomie, dlatego teraz stosujemy Saletrosan w dawce między 250 a 300 kg na hektar w zależności od tego mobilnego azotu, który stwierdziliśmy. Dodaję 20 kg ze względu na te suche liście.
Inwazja chowaczy
– W piątek wystawiliśmy już żółte naczynia patrząc czy już chowacza nie ma, czy tak przypadkiem na wskutek tej eksplozji ciepłych dni już nie ma szkodników w rzepaku. Drugiego marca po południu naliczono już 40 owadów w pułapce. Po przekrojeniu korzenia palowego widać też oznaki braku boru. I tutaj przy pierwszym zabiegu należałoby dodać bor.
Na razie będą szły tylko azotowe nawozy. Następnie jeżeli będzie szkodnik to zaraz do tej substancji, która będzie niszczyła nam tego chowacza dołożymy 0,3-0,4-tebukonazolu po to, żeby ten środek bardziej wciągnęło do środka i był bardziej skuteczny.
W wielu rejonach gleba pod wierzchnią warstwą jest wciąż zamarznięta
Krzysztof Piech, rolnik z Igłowic:
– Czekamy na wynik po ociepleniu, po tym jak temperatura bardziej wzrośnie i będzie się próbowała wznowić wegetacja. Fala ostatnich mrozów u nas była 3-4 dniowa z trzema kulminacyjnymi nocami po minus paręnaście stopni i przyszła na pola kompletnie bez okrywy śnieżnej. Rzepak jednak nie wygląda źle dlatego, że był w dobrej kondycji: był dobrze odżywiony i miał grubą szyjkę korzeniową. Materiał zapasowy w tej szyjce był, soki prawdopodobnie komórkowe też były wysycone cukrami, więc mrozoodporność, odporność na fizyczne rozsadzanie tych komórek, treści komórek była dosyć duża. U niektórych roślin cała rozeta jest obmarznięta, przywiędnięta.
Większy problem może być w zbożach
– Największym problemem było wysmalanie, a raczej warunki, które mogły sprzyjać wysmalaniu. To też widać po pszenicy, po zbożach. Ponieważ ziemia bez okrywy była kompletnie zamarznięta i przy tym kilkunastostopniowym mrozie był problem z dość dużym wiatrem, który powodował to wysmalanie, to wysuszanie. Bądźmy dobrej myśli, chociaż na pewno te rośliny coś straciły z tego wigoru i będą musiały się regenerować. Na wiosnę trzeba je będzie po prostu ratować, wzmacniać, żeby ten potencjał plonu jakiś tutaj odratować. Jest takie ryzyko, że te pszenice, które przed nadejściem tych mrozów nie zdążyły jakoś skiełkować, gdzie jak to się mówi: na tym mleczku, na tym spęczniałym ziarnie ten mróz zaczął operować, to może być różnie. Natomiast naprawdę za wcześnie wyrokować. Można byłoby się bawić w wykopywanie jakichś bloków gleby z tymi roślinami, przenoszeniu tego do jakiegoś ciepłego pomieszczenia i obserwowaniu. Tylko zapytam się, co ta obserwacja da? Tak naprawdę kwestia, myślę, ocieplenia jakiegoś tygodnia czasu i będzie widać, jak te pszenice się zachowują. Jest nadzieja, że mimo, że ten mróz był dosyć duży i bez okrywy, to jednak operował zbyt krótko.
Na wyniki przezimowania pszenicy trzeba poczekać
Bernard Marks, gospodarstwo rolne w Ligocie Krapkowickiej:
– Pytanie jak przezimowała późno albo bardzo późno siana pszenica, jest przedwczesne. Jesień była bardzo trudna, zima nastała szybko, a mokre warunki spowodowały, że po prostu nie wszyscy mogli zrobić wszystkie zabiegi agrotechniczne, czyli orka itd. W niektórych przypadkach musieliśmy iść na skróty, czyli natychmiast po koszeniu kukurydzy poszedł mulczer, gruber i w to próbowaliśmy siać. Rośliny wchodziły w okres zimowy szpilkując albo na jednym liściu, dlatego też dzisiaj zbyt wcześnie jest wróżyć, jak to będzie wyglądało, ale nie ma co się martwić. Mamy tyle zboża jeszcze z ubiegłego roku, że do żniw wejdziemy z magazynem zboża wypełnionym prawie w połowie.
Susza na przednówku
Grzegorz Słonecki, Farmsaat:
– Na pewno jest to specyficzny rok porównując do ostatnich lat. Mrozy nie tylko zaskoczyły, ale myślę, że większym problemem, przynajmniej w naszym regionie były nie tylko same temperatury, co brak opadów. Gołe pola, niskie temperatury i wiatr to jest bardzo niedobre połączenie. Na pewno to zweryfikuje wiele odmian zbóż i rzepaku, natomiast czy będą masowe wymrożenia to myślę, że to nie jest jeszcze ten etap. Odradzałbym pośpiech z podjęciem decyzji. Niemniej jednak obserwujemy wzrost zainteresowania nasionami kukurydzy i soi i to jest bezpieczna alternatywa w razie problemu. Uprawa zbóż jarych również wiąże się z dużym ryzykiem ze względu na susze, czy niedobory wody, które nas w ostatnich latach dotykają. Te gatunki są w miarę bezpieczne. Popularnością po ostatnim roku również cieszy się słoneczny.
Kolejny wstrząs na rynku nawozów staje się faktem, a rolnicy z niepokojem patrzą na doniesienia z polskiego przemysłu chemicznego. Z powodu gwałtownego skoku cen błękitnego paliwa, Grupa Azoty podjęła dramatyczną decyzję o natychmiastowym wstrzymaniu przyjmowania nowych zamówień na nawozy azotowe.
Nagła decyzja państwowego giganta
Informacja o zablokowaniu sprzedaży nawozów azotowych została oficjalnie potwierdzona przez spółkę. Grzegorz Kulik, rzecznik prasowy Grupy Azoty, poinformował, że z uwagi na skokowy wzrost cen gazu podjęto decyzję o czasowym wstrzymaniu nowych zamówień. Przedstawiciel firmy zapewnił jednocześnie, że wszystkie zlecenia, które zostały złożone wcześniej, są na ten moment realizowane bez zakłóceń. Firma nie podaje na razie daty wznowienia otwartej sprzedaży i podkreśla w oficjalnym oświadczeniu, że na bieżąco analizuje niezwykle dynamiczną sytuację.
Ataki na Bliskim Wschodzie windują koszty
Źródła obecnego kryzysu i wstrzymania zamówień leżą w zawirowaniach geopolitycznych daleko poza granicami naszego kraju. Rynkowe podwyżki to bezpośrednia reakcja na ataki ze strony Teheranu, które wycelowane były w kluczową infrastrukturę energetyczną na Bliskim Wschodzie. Uderzono między innymi w potężny katarski kompleks energetyczny Ras Laffan, a celami były również obiekty w Arabii Saudyjskiej, w tym rafineria Ras Tanura. Dla polskiego rolnictwa i przemysłu to bardzo niepokojące sygnały, ponieważ Katar jest dla nas ogromnym dostawcą skroplonego gazu, a czasowe zamykanie tamtejszych obiektów może realnie uderzyć w krajową dostępność surowca.
Gazowa panika na europejskich giełdach
Skutki ataków na bliskowschodnią infrastrukturę błyskawicznie uderzyły w europejskie notowania gazu, który jest głównym składnikiem kosztowym przy produkcji nawozów azotowych. Na holenderskiej giełdzie TTF, wyznaczającej rynkowe trendy, wybuchła panika – cena błękitnego paliwa z dostawą w kwietniu osiągnęła w szczytowym momencie poziom aż 48 euro za 1 MWh. Choć na zamknięciu giełdy emocje nieco opadły i cena spadła do poziomu niespełna 43,5 euro, sytuacja pozostaje niestabilna. Dla gospodarzy odcięcie od cenników Grupy Azoty to powrót do nerwowych scenariuszy z ubiegłych lat i ogromna niepewność co do kosztów wiosennego nawożenia ozimin.
Europejski rynek gazu ziemnego przeżywa gwałtowne tąpnięcie, a ceny błękitnego paliwa od piątkowego zamknięcia poszybowały w górę o blisko 60 procent. Jeśli sytuacja szybko się nie ustabilizuje, gospodarka Starego Kontynentu może ponownie zmierzyć się z drastycznym wzrostem inflacji i osłabieniem unijnej waluty.
Cenowy skok i topniejące rezerwy
Sytuacja na giełdach towarowych wywołuje ogromne zaniepokojenie, ponieważ ceny europejskiego gazu w kontraktach TTF gwałtownie przekroczyły barierę 50 euro za megawatogodzinę. Choć sezon grzewczy powoli dobiega końca, analitycy zwracają uwagę na bardzo niepokojący fakt – obecny poziom zapasów surowca w europejskich magazynach jest dosyć niski. Ponieważ gaz ziemny pozostaje surowcem strategicznym, a zdecydowana większość paliwa jest na Stary Kontynent importowana, tak drastyczne skoki notowań błyskawicznie i mocno wpływają na sytuację gospodarczą wszystkich krajów regionu.
Zagrożenie dla euro i widmo podwyżek stóp
Konsekwencje tego gazowego szoku mogą być bardzo dotkliwe, co rynki boleśnie odczuły już podczas gwałtownych skoków inflacji w 2021 i 2022 roku. Jeśli w perspektywie najbliższych dwóch tygodni sytuacja się nie uspokoi, wspólna europejska waluta może doświadczyć jeszcze większej i głębszej korekty. Co gorsza, powrót silnej presji inflacyjnej mógłby w teorii zmusić Europejski Bank Centralny do ponownego rozważenia podwyżek stóp procentowych. Taki scenariusz byłby wręcz katastrofalny dla i tak kruchego ożywienia gospodarczego, doprowadzając do jeszcze mocniejszego osłabienia euro.
Kto może uratować europejski rynek?
W obliczu rynkowej paniki kluczowa staje się kwestia globalnych dostawców, którzy mogą uzupełnić braki. Choć wiele uwagi poświęca się obecnie Katarowi, warto pamiętać, że nie jest on bynajmniej jedynym źródłem skroplonego gazu LNG dla Europy. Rolę największego dostawcy pełnią niezmiennie Stany Zjednoczone, a filarem europejskiego bezpieczeństwa pozostaje również sąsiednia Norwegia. Ponadto unijna gospodarka mocno opiera się na imporcie z państw afrykańskich, wśród których najważniejszymi partnerami są Algieria, Nigeria oraz Angola.
Umowa z Mercosur wchodzi w życie!Podczas gdy oczy całego świata i rynków finansowych były zwrócone na zbliżającą się wojnę z Iranem, Komisja Europejska podjęła decyzję, która dla europejskiego rolnictwa może być równie brzemienna w skutkach. Wykorzystując geopolityczne przesilenie, Ursula von der Leyen ogłosiła tymczasowe wdrożenie umowy handlowej z krajami Mercosur. We Francji, która od lat blokowała to porozumienie, zawrzało.
Francuskie media: „To zdrada pod osłoną dymu z Teheranu”
Reakcja nad Sekwaną jest jednoznaczna i brutalna. Czołowe francuskie media branżowe, takie jak La France Agricole czy Terre-net, piszą wprost o „politycznym cynizmie” Brukseli. Komentatorzy zauważają, że moment ogłoszenia decyzji zbiegł się w czasie z maksymalnym napięciem na Bliskim Wschodzie, co skutecznie zepchnęło temat Mercosuru na dalsze strony serwisów informacyjnych.
W Paryżu panuje poczucie zdrady. Jak donosi Politico, francuscy urzędnicy o decyzji dowiedzieli się z mediów. Prezydent Emmanuel Macron, którego pozycja słabnie przed nadchodzącymi wyborami, określił ruch Komisji jako „nieprzyjemne zaskoczenie”. Branżowe związki zawodowe, z FNSEA na czele, oskarżają von der Leyen o ignorowanie głosu rolników i wykorzystanie „wojennej zasłony dymnej” do przeforsowania umowy, która otwiera drzwi dla 99 tys. ton wołowiny i setek tysięcy ton zbóż z Ameryki Południowej.
Nasze analizy: Rolnictwo w kleszczach geopolityki
Z perspektywy naszych redakcyjnych analiz rynkowych, ten moment jest krytyczny z trzech powodów:
Zbożowa ofensywa z dwóch stron: Otwarcie rynku na kraje Mercosur następuje w najgorszym możliwym momencie. Jak wielokrotnie wskazywaliśmy, rynek jest już pod presją rekordowej podaży zbóż z Argentyny. Teraz ten towar zyska łatwiejszy dostęp do unijnych portów. Jednocześnie na naszych oczach rozgrywa się bezwzględna walka o udziały w rynku między pszenicą rosyjską a ukraińską. Europejski rolnik zostaje wzięty w kleszcze: z jednej strony tanie ziarno ze Wschodu, z drugiej – masowy import z Ameryki Łacińskiej.
Dolar, ropa i koszty: Choć na rynku obserwujemy obecnie nadpodaż ropy, co teoretycznie mogłoby stabilizować koszty, to wojna z Iranem i wahania kursu dolara czynią planowanie produkcji niezwykle trudnym. Bruksela, forsując Mercosur, ignoruje fakt, że unijne gospodarstwa muszą spełniać wyśrubowane normy środowiskowe, których nie stosuje się w Brazylii czy Argentynie, co czyni konkurencję po prostu nieuczciwą.
Marginalizacja Paryża: Decyzja KE pokazuje, że głos Francji – dotychczasowego gwaranta ochrony unijnego rynku rolnego – przestał mieć decydujące znaczenie. Bruksela uznała, że strach przed konfliktem na Bliskim Wschodzie i konieczność szukania nowych partnerów handlowych (surowce krytyczne z Ameryki Płd.) są ważniejsze niż stabilność europejskich gospodarstw.
Co dalej?
Francuscy rolnicy już zapowiadają blokady, a minister handlu Nicolas Forissier zapowiada walkę przed Trybunałem Sprawiedliwości. Jednak przy tymczasowym wdrożeniu umowy, fakty dokonane mogą być trudne do odkręcenia. Wszystko wskazuje na to, że geopolityczny szum wokół Iranu pozwolił Brukseli na ruch, który trwale zmieni krajobraz rolniczy w Europie.
Początek marca 2026 r. przynosi korektę na rynkach zbóż. Po osiągnięciu długookresowych szczytów, cena pszenicy na giełdach w Chicago i Paryżu znalazła się pod presją. Zapalnikiem do spadków stał się poniedziałkowy raport ABARES o jeszcze lepszych zbiorach w Australii oraz gwałtowne umocnienie dolara, choć w Europie spadki pszenicy na Matif zostały częściowo zamortyzowane przez słabsze euro.
Chicago pod presją dolara i raportu ABARES
Sesja na amerykańskiej giełdzie CBOT zakończyła się wyraźną przeceną. Inwestorzy zareagowali na twarde dane z Australii, która według najnowszego raportu ABARES dostarczy na rynek aż 36 mln ton pszenicy (7% powyżej średniej 5-letniej) oraz rekordowe 16,3 mln ton jęczmienia.
Dodatkowym ciosem dla notowań w Chicago był skokowy wzrost wartości dolara. W obliczu wojny z Iranem kapitał uciekł do USA jako bezpiecznej przystani, co automatycznie obniżyło konkurencyjność amerykańskiego ziarna i zmusiło fundusze do realizacji zysków po ostatnich maksimach.
Matif: Słabsze euro ratuje notowania
Zupełnie inna dynamika towarzyszyła zamknięciu giełdy w Paryżu. Choć cena pszenicy na Matif również odczuła presję wynikającą z rekordów na półkuli południowej, skala spadków była znacznie mniejsza niż w Chicago.
Amortyzacja walutowa: Gwałtowne umocnienie dolara pociągnęło za sobą osłabienie euro. Słabsza waluta wspólnotowa poprawia konkurencyjność unijnego eksportu, co pozwoliło paryskim kontraktom utrzymać się powyżej kluczowych poziomów wsparcia.
Koszty energii: Wybuch konfliktu z Iranem i ropa Brent powyżej 80 USD budują obawy o koszty transportu i produkcji w Europie, co powstrzymuje inwestorów przed głębszą wyprzedażą ziarna na Matif.
Konfrontacja na rynkach wschodnich
Globalna cena pszenicy jest obecnie wypadkową dwóch sił. Z jednej strony mamy rekordową podaż z Australii i Argentyny (27,8 mln t), które zasypują Azję. Z drugiej – trwa nieustanna walka o rynki między pszenicą rosyjską a ukraińską.
Rosja, dysponując ogromnymi zapasami, stara się utrzymać tempo eksportu mimo rosnących kosztów frachtu.
Agresywna polityka cenowa regionu Morza Czarnego w połączeniu z nowymi danymi o nadpodaży z południa sprawia, że rynek koryguje z poziomów, które jeszcze tydzień temu wydawały się nie do przełamania.
Rynkowe zamknięcie w liczbach (poniedziałek, 02.03.2026):
Giełda / Produkt
Cena zamknięcia
Zmiana dzienna
Kluczowy czynnik
Pszenica CBOT (marzec ’26)
574,50 ct/bu
-2,6% (-16,5 ct)
Raport ABARES + rajd dolara (USD).
Pszenica MATIF (marzec ’26)
195,5 EUR/t
-1,2% (-2,0 EUR)
Presja globalna hamowana przez słabe euro.
Kukurydza CBOT (marzec ’26)
438,25 ct/bu
-1,8%
Korekta podążająca za pszenicą.
Ropa Brent (ICE)
77,74 USD/bbl
+6,7%
Ryzyko wojenne (Iran/Cieśnina Ormuz).
Wniosek dla rolnika: Obecna sytuacja to klasyczna korekta po osiągnięciu szczytów. Choć rekordowa podaż z Australii i Argentyny „studzi” rozgrzane giełdy, to słabość euro i złotego względem dolara oraz wysokie ceny ropy będą ograniczać spadki cen skupu w Polsce. Rynek szuka nowego punktu równowagi między rekordową ilością ziarna a rosnącymi kosztami jego dystrybucji w warunkach wojennych.
Źródło: ABARES, Notowania CBoT/Matif, Analizy Agroprofil.
Ceny rzepaku pozostają w trendzie wzrostowym.Decyzja chińskiego Ministerstwa Handlu o drastycznym obniżeniu ceł na nasiona kanadyjskiej canoli to potężny impuls dla globalnego handlu. W obliczu napiętych relacji na linii Waszyngton-Pekin, Kanada wyrasta na kluczowego dostawcę, co natychmiast podbiło notowania na giełdach. Inwestorzy, którzy od miesięcy „kupowali plotki”, teraz doczekali się realizacji faktów w cieniu globalnego konfliktu.
Obecne wysokie ceny rzepaku to w dużej mierze efekt długofalowej strategii funduszy inwestycyjnych. Od miesięcy gracze finansowi akumulują kontrakty, obstawiając wzrost zapotrzebowania na nasiona i olej rzepakowy ze strony amerykańskiego sektora biodiesla oraz instalacji HVO. Do tego fundamentalnego popytu dołączył optymizm związany z porozumieniem na linii Ottawa-Pekin. Efekt był widoczny podczas poniedziałkowej sesji – notowania canoli na giełdzie w Winnipeg przebiły psychologiczną barierę 700 CAD/t, a unijny rzepak na Matifie przekroczył poziom 500 EUR/t. Choć dzień zamknął się nieco poniżej tych maksimów, sam fakt naruszenia tych oporów potwierdza siłę trendu wzrostowego.
Wojna na Bliskim Wschodzie a rynek energii
Sytuacja rynkowa uległa gwałtownemu zaostrzeniu wraz z wybuchem otwartej wojny na Bliskim Wschodzie z udziałem Iranu. Dla rynku nasion oleistych ma to znaczenie strategiczne: bezpośredni konflikt w regionie kluczowym dla globalnej energetyki wywołuje drastyczne fluktuacje na rynku ropy naftowej. Mimo notowanej wcześniej nadpodaży surowca, wojenne ryzyko logistyczne oraz zagrożenie dla szlaków handlowych wypychają notowania ropy w górę. Ponieważ rzepak jest kluczowym surowcem do produkcji biokomponentów, jego cena jest ściśle skorelowana z kosztem energii. W połączeniu z silnym dolarem, wojna staje się dodatkowym „paliwem” dla cen.
Przetasowania w imporcie do UE i możliwe dalsze wzrosty
Ostateczne orzeczenie Chin o obniżeniu cła antydumpingowego zaporowych 75,8% do zaledwie 5,9% (efektywnie 14,9% po doliczeniu stawek podstawowych) drastycznie zmienia kierunki przepływu surowca. Zgodnie z najnowszymi danymi Komisji Europejskiej dotyczącymi importu nasion rzepaku w sezonie 2025/26, struktura dostaw do UE już teraz ulega przetasowaniom:
Ukraina dominuje z udziałem 46,8%, ale jej rola w zestawieniu z ubiegłym rokiem (52,4%) słabnie.
Australia notuje wyraźny spadek udziału w unijnym imporcie – z poziomu 32,8% do 21,7%.
Kanada, która obecnie odpowiada za niecałe 10% dostaw do UE, po wejściu w życie nowych stawek w Chinach (od 1 marca 2026 r.), prawdopodobnie przekieruje większość swojej nadwyżki eksportowej do Azji.
Dla europejskich rolników oznacza to mniejszą konkurencję ze strony kanadyjskich nasion, co w obliczu wojny i wysokich cen energii tworzy silny fundament pod dalsze wzrosty na lokalnym rynku.
Ile kosztuje hektar ziemi rolnej w 2026 roku? To pytanie zadaje sobie każdy producent rolny planujący powiększenie areału. Najnowsze dane GUS za II półrocze 2025 r. potwierdzają, że rynek gruntów w Polsce jest mocno rozgrzany, a różnice regionalne sięgają rekordowych 60 tysięcy złotych za hektar. Sprawdzamy aktualne stawki za grunty orne średnie i analizujemy, gdzie ziemia jest najdroższa.
Ile kosztuje hektar ziemi rolnej w 2026 roku? Średnia krajowa
Według oficjalnych danych Głównego Urzędu Statystycznego, średnia cena gruntów ornych średnich (klasa IIIb i IV) w Polsce w II półroczu 2025 r. wyniosła 74 439 zł/ha. Wskaźnik ten jest kluczowy dla transakcji zawieranych w 2026 roku, ponieważ stanowi punkt odniesienia dla banków przy udzielaniu kredytów preferencyjnych oraz dla KOWR.
Dla rolnika planującego inwestycję, zakup ziemi rolnej to dziś wydatek rzędu wartości nowoczesnego ciągnika. Wysokie ceny sprawiają, że decyzja o powiększeniu gospodarstwa musi być poprzedzona chłodną kalkulacją ekonomiczną i analizą lokalnego rynku.
Ceny gruntów 2026: Wielkopolska na szczycie, Zachodniopomorskie na dole stawki
Wielkopolska od lat dyktuje warunki cenowe na rynku nieruchomości rolnych. To tutaj głód ziemi jest największy, co przekłada się na rekordowe sumy.
Gdzie za grunty orne zapłacimy najwięcej? (TOP 5)
Województwo Wielkopolskie: 103 083 zł/ha – przekroczenie bariery 100 tys. zł to sygnał, że ziemia w tym regionie jest traktowana jak najbezpieczniejsza lokata kapitału.
Województwo Kujawsko-Pomorskie: 88 108 zł/ha – region o tradycyjnie silnej kulturze rolnej i dużym udziale buraka cukrowego oraz rzepaku.
Województwo Mazowieckie: 80 821 zł/ha.
Województwo Łódzkie: 76 133 zł/ha.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na zachodzie i południowym wschodzie kraju. Najniższe ceny ziemi rolnej w 2026 roku odnotowano w województwie zachodniopomorskim (42 614 zł/ha) oraz lubuskim (47 927 zł/ha). Dla rolnika z Poznania czy Konina, hektar ziemi pod Szczecinem jest zatem o blisko 60% tańszy niż u siebie „za płotem”.
Analizując rynek pod kątem agrobiznesu, można wyróżnić trzy główne motory napędowe obecnych stawek:
Popyt lokalny: W regionach takich jak Podlasie, ziemia jest niezbędna do utrzymania obsady zwierząt i spełnienia wymogów środowiskowych.
Dochodowość upraw: Regiony, w których dominuje intensywna uprawa kukurydzy czy warzyw, naturalnie generują wyższe ceny transakcyjne.
Ograniczona podaż: Rolnicy rzadko decydują się na sprzedaż ojcowizny, traktując ją jako zabezpieczenie emerytalne, co przy stałym popycie drastycznie podnosi ceny.
Ceny ziemi rolnej 2026 – co jeszcze musisz wiedzieć?
Czy klasa ziemi ma kluczowy wpływ na cenę hektara w 2026 roku?
Zdecydowanie tak. Choć średnia cena GUS na poziomie 74 439 zł/ha dotyczy gruntów średnich (klasy IIIb i IV), to stawki za najlepsze czarnoziemy (klasa I i II) w regionach takich jak Żuławy Wiślane czy Lubelszczyzna często przekraczają tę kwotę o 40-50%. Z kolei za grunty słabe (klasa V i VI) rolnicy płacą zazwyczaj o 20-30 tys. zł mniej niż wynosi średnia wojewódzka. Przy wycenie nieruchomości rolnej w 2026 roku kluczowa jest więc nie tylko lokalizacja, ale przede wszystkim bonitacja i kultura rolna pola.
Kredyt na zakup ziemi 2026 – czy to się jeszcze opłaca?
Przy obecnych cenach gruntów, zakup „za gotówkę” jest dla większości gospodarstw niemożliwy. Rolnicy najczęściej sięgają po kredyty preferencyjne z dopłatami ARiMR do oprocentowania. W 2026 roku kluczowym parametrem przy ocenie opłacalności kredytu jest relacja raty do potencjalnego zysku z hektara. Przy uprawie pszenicy czy rzepaku, gdzie marże są pod presją kosztów energii i nawozów, zakup ziemi za 100 tys. zł/ha z komercyjnym kredytem może nie zwrócić się przez pokolenia. Dlatego tak ważne jest korzystanie z linii kredytowych dedykowanych dla agrobiznesu.
Dzierżawa czy zakup – co wybrać przy wysokich cenach gruntów?
Wysokie ceny ziemi rolnej w 2026 roku sprawiają, że dzierżawa staje się coraz atrakcyjniejszą alternatywą, zwłaszcza dla młodych rolników. Choć czynsze dzierżawne (często ustalane w oparciu o decytony pszenicy) również rosną, to nie zamrażają one kapitału inwestycyjnego, który można przeznaczyć na nowoczesny park maszynowy czy precyzyjne nawożenie kukurydzy. Warto jednak pamiętać, że tylko własność daje pełne bezpieczeństwo planowania inwestycji wieloletnich, jak budowa systemów melioracyjnych czy budynków inwentarskich.
Jakie są prognozy dla rynku ziemi na drugą połowę 2026 roku?
Większość analityków agrobiznesu przewiduje dalszą stabilizację cen z lekką tendencją wzrostową w regionach o deficycie gruntów. Czynnikiem hamującym gwałtowne podwyżki może być mniejsza płynność finansowa gospodarstw, natomiast czynnikiem stymulującym wzrosty pozostaje wysoki popyt ze strony inwestorów traktujących ziemię jako „bezpieczną przystań” dla kapitału w niepewnych czasach. Jeśli planujesz zakup, warto monitorować ogłoszenia lokalne oraz przetargi z KOWR, które często wyznaczają dolny pułap cenowy w danym powiecie.
Miał być przełom w walce z dominacją zagranicznych dyskontów i „autostrada” dla polskich produktów na sklepowe półki. Tymczasem projekt przejęcia sieci Carrefour przez Krajową Grupę Spożywczą (KGS) trafił do kosza. Resort rolnictwa mówi wprost: to się po prostu nie opłaca. Co ta decyzja oznacza dla polskiego dostawcy i stabilności rynku żywności?
Ekonomia wygrała z polityką: Carrefour zostaje w prywatnych rękach
Przez ostatnie miesiące branża agro żyła wizją konsolidacji państwowych aktywów, która miała sięgnąć aż po handel detaliczny. Scenariusz był kuszący: państwowy gigant kontroluje proces od ziarna (cukrownie, młyny) aż po paragon w kasie. Jednak poniedziałkowa deklaracja ministra rolnictwa, Stefana Krajewskiego, rozwiewa złudzenia.
„Pomysł kupienia tej sieci jest zamknięty. Przeanalizowaliśmy to, decyzja została podjęta” – uciął szef resortu w rozmowie z TVP Info.
Powód? Brak uzasadnienia ekonomicznego. W dobie zaciskania pasa i walki o rentowność każdego hektara, inwestowanie miliardów złotych w podmiot wymagający restrukturyzacji uznano za błąd, który mógłby odbić się czkawką całemu sektorowi.
Dlaczego „Państwowy Carrefour” nie wypalił? (Analiza)
Decyzja rządu to wynik chłodnej kalkulacji. Eksperci wskazują na trzy kluczowe bariery, które zablokowały tę transakcję:
Rentowność ponad ideologię: Carrefour, choć jest potężną marką, zmaga się z ogromną presją cenową ze strony liderów rynku (Biedronka, Lidl). Wejście KGS w ten segment oznaczałoby konieczność walki na marże, co przy państwowym zarządzie mogłoby generować straty zamiast zysków dla rolników.
Ryzyko „politycznego błędu”: Minister Krajewski wyraźnie odciął się od strategii poprzedników, zaznaczając, że decyzje nie mogą mieć wyłącznie wymiaru wizerunkowego. Kupno sieci „z problemami” byłoby zbyt dużym ryzykiem dla stabilności samej Krajowej Grupy Spożywczej.
Specyfika handlu nowoczesnego: Prowadzenie sieci hipermarketów wymaga zupełnie innych kompetencji niż skup zbóż czy produkcja cukru. KGS ma być stabilizatorem rynku u podstaw, a nie operatorem logistyki detalicznej.
Strategiczny odwrót: Stabilizacja rynku zamiast ekspansji w detal
Rezygnacja z przejęcia sieci Carrefour wymusza na polskich producentach redefinicję oczekiwań wobec państwowego giganta. Choć wielu rolników liczyło, że narodowa sieć handlowa stanie się taranem wymuszającym lepsze warunki kontraktacji na zagranicznej konkurencji, resort rolnictwa stawia na inny model: Krajowa Grupa Spożywcza ma być stabilizatorem u podstaw, a nie sklepikarzem.
Zamiast ryzykownych inwestycji w handel detaliczny, priorytetem stanie się wzmocnienie pionu przetwórstwa i magazynowania, co ma skuteczniej chronić rynek przed wstrząsami geopolitycznymi czy anomaliami pogodowymi. Zamiast budować własne markety, rząd zamierza wspierać istniejący rodzimy kapitał oraz wdrażać mechanizmy prawne ułatwiające budowę krótkich łańcuchów dostaw. To sygnał, że walka o marżę dla rolnika przenosi się z poziomu sklepowych półek na etap profesjonalizacji logistyki i realnego skracania drogi „od pola do stołu”.
Sytuacja w polskim rolnictwie staje się dramatyczna, ale tym razem problemem nie są ceny nawozów czy warunki pogodowe. Z mapy obszarów wiejskich sukcesywnie znikają lekarze weterynarii specjalizujący się w zwierzętach gospodarskich. Jeśli system nie przejdzie natychmiastowej reformy, hodowcy mogą zostać pozostawieni sami sobie, co uderzy bezpośrednio w bezpieczeństwo żywnościowe kraju.
Puste lecznice i brak młodych kadr
Problem braku rąk do pracy w weterynarii terenowej nie jest nowy, ale z roku na rok przybiera na sile. Jak wynika z alarmujących komunikatów Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej (KRLW), większość lekarzy obsługujących obecnie obory, chlewnie i owczarnie to osoby w wieku przedemerytalnym.
Młodzi absolwenci medycyny weterynaryjnej coraz rzadziej wybierają „teren”. Przyczyny są jasne:
Trudne warunki pracy: Praca fizyczna w każdych warunkach pogodowych.
Dyspozycyjność 24/7: Brak rozróżnienia na dzień roboczy, noc czy święta.
Niska opłacalność: Relatywnie niskie zarobki w porównaniu do weterynarii małych zwierząt (psy, koty) w dużych miastach.
Zagrożenie dla dobrostanu i bezpieczeństwa żywności
Niedobór specjalistów to nie tylko wygoda rolnika, ale przede wszystkim realne zagrożenie dla zdrowia publicznego. Brak szybkiej reakcji weterynaryjnej w nocy czy w dni wolne od pracy może prowadzić do niekontrolowanego rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych (takich jak ASF czy grypa ptaków) oraz strat w pogłowiu, których nie pokryją żadne odszkodowania.
Samorząd lekarsko-weterynaryjny podkreśla, że bez stałej opieki nad stadami, polska produkcja zwierzęca straci na konkurencyjności i bezpieczeństwie.
Czego domagają się lekarze? Lista kluczowych postulatów
KRLW wskazuje, że bez interwencji rządu system opieki weterynaryjnej na wsi po prostu się zawali. Aby przyciągnąć młodych lekarzy do pracy ze zwierzętami gospodarskimi, konieczne jest wdrożenie konkretnych rozwiązań systemowych:
1. Godne wynagrodzenia i dofinansowanie dyżurów
Lekarze wyznaczeni przez Inspekcję Weterynaryjną do czynności urzędowych (np. badania mięsa, monitoring chorób) domagają się znaczącego podniesienia stawek. Kluczowe jest również dofinansowanie dyżurów nocnych i świątecznych, które obecnie są często nieopłacalne.
2. Pełne wdrożenie unijnego „Prawa o zdrowiu zwierząt”
Wprowadzenie obowiązkowej, stałej opieki weterynaryjnej nad każdym stadem pozwoliłoby na stabilizację dochodów lecznic wiejskich i poprawę profilaktyki zdrowotnej zwierząt.
3. System zachęt dla młodych lekarzy
Podobnie jak w przypadku lekarzy medycyny na deficytowych obszarach, postuluje się wprowadzenie:
Dopłat mieszkaniowych dla medyków podejmujących pracę na wsi.
Ulg podatkowych dla zakładów leczniczych na terenach o niskim pogłowiu.
Obowiązkowych ubezpieczeń zwierząt gospodarskich, które ułatwiłyby finansowanie leczenia.
Prezes KRLW apeluje o pilne spotkanie z przedstawicielami rządu. W dobie narastających zagrożeń epizootycznych, stabilność weterynarii terenowej powinna być priorytetem państwa. Hodowcy potrzebują pewności, że w razie komplikacji przy porodzie czy nagłego zachorowania sztuki w stadzie, pomoc nadejdzie na czas.
Bezpieczeństwo żywnościowe zaczyna się w zagrodzie, a bez lekarza weterynarii ta pierwsza linia obrony przestaje istnieć.
AgroFood Forum 2026, które odbyło się w siedzibie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, stało się przestrzenią pogłębionej debaty o bezpieczeństwie żywnościowym, konkurencyjności polskiego rolnictwa oraz przyszłości sektora rolno-spożywczego w Europie. Wydarzenie zorganizowane przez Executive Club we współpracy ze Stowarzyszeniem AgroBiznesKlub zgromadziło przedstawicieli całego łańcucha wartości – od producentów surowców po przetwórców, handel i instytucje finansowe.
W centrum rozmów znalazły się kwestie finansowania i modernizacji produkcji rolnej, rosnących kosztów energii, stabilności regulacyjnej oraz wyzwań związanych z globalną konkurencją.
Bezpieczeństwo żywnościowe jako element strategii państwa
Wystąpienie inauguracyjne wygłosił Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi Stefan Krajewski, podkreślając, że branża agro funkcjonuje dziś w warunkach bezprecedensowych wyzwań – od wojny za wschodnią granicą, przez presję cenową, po zakłócenia w łańcuchach dostaw.
Jednym z kluczowych celów pozostaje utrzymanie samowystarczalności polskiego i europejskiego rolnictwa oraz budowa trwałych przewag konkurencyjnych. W tym kontekście minister wskazał na znaczenie nowych rynków zbytu, w tym rynków azjatyckich, oraz rozwój przetwórstwa o wyższej wartości dodanej.
Wątek wysokich cen energii powracał w trakcie całej konferencji. Wskazywano m.in. na potrzebę większego wykorzystania potencjału biogazowni i zagospodarowania plonów na cele energetyczne jako elementu zwiększania odporności sektora.
Przyszłość rynku rolno-spożywczego – konkurencyjność pod presją
Pierwszy panel dyskusyjny poświęcony był przyszłości rynku rolno-spożywczego. Uczestnicy zwracali uwagę, że sektor ten jest największą gałęzią polskiego eksportu i jednym z filarów gospodarki, a bezpieczeństwo żywnościowe stanowi strategiczny element bezpieczeństwa państwa.
Jednocześnie podkreślano, że dotychczasowe przewagi kosztowe ulegają wyczerpaniu. Średnia marża przedsiębiorstw rolno-spożywczych w Polsce oscyluje wokół 2–3%, podczas gdy marże w handlu wielkopowierzchniowym są wielokrotnie wyższe. Rosnące koszty energii, pracy i finansowania inwestycji dodatkowo obniżają konkurencyjność produkcji.
Wskazywano również na potrzebę zmiany modelu eksportu – od sprzedaży surowców do większego udziału żywności wysoko przetworzonej, sprzedawanej pod własnymi markami.
Nowa era produkcji rolnej – dane, gleba i technologia
Drugi panel – „Nowa era produkcji rolnej” – skoncentrował się na fundamentach nowoczesnego rolnictwa. W centrum uwagi znalazła się kondycja gleby oraz racjonalne gospodarowanie składnikami pokarmowymi w warunkach rosnących cen nawozów.
Paneliści podkreślali konieczność przejścia od decyzji podejmowanych intuicyjnie do zarządzania opartego na danych, analizie kosztów i efektywności. Wskazywano na znaczenie rolnictwa precyzyjnego, automatyzacji i technologii cyfrowych jako narzędzi zwiększających produktywność przy jednoczesnym ograniczaniu kosztów.
Jednocześnie zwracano uwagę na nadmierne regulacje administracyjne i legislacyjne, które w niektórych przypadkach utrudniają wdrażanie innowacji, w tym biologicznych metod ochrony roślin.
Okrągły stół branży rolno-spożywczej – stabilność i równowaga w łańcuchu dostaw
Kulminacyjnym momentem AgroFood Forum był „Okrągły stół branży rolno-spożywczej”, podczas którego przedstawiciele biznesu, administracji i sektora finansowego dyskutowali o stabilności regulacyjnej oraz przewidywalności otoczenia prawnego.
Uczestnicy podkreślali, że częste zmiany przepisów i niejednoznaczne interpretacje utrudniają planowanie długoterminowych inwestycji. Wskazywano również na potrzebę większej równowagi w łańcuchu dostaw oraz bardziej sprawiedliwego podziału wartości dodanej między producentów, przetwórców i handel.
W kontekście globalnym szeroko komentowano umowę handlową UE–Mercosur. Z jednej strony pojawiały się obawy dotyczące napływu tańszych produktów wytwarzanych przy niższych standardach środowiskowych, z drugiej – dostrzegano szansę na ekspansję eksportową polskich przetwórców, o ile zapewnione zostaną równe warunki konkurencji.
Zwieńczeniem wydarzenia był Wieczór Klubowy Executive Club, stanowiący przestrzeń do pogłębionego networkingu i refleksji nad rolą przywództwa w czasach dynamicznych zmian.
Wystąpienia zaproszonych gości dotyczyły m.in. społecznego wymiaru liderstwa, znaczenia dialogu oraz adaptacji do transformacji technologicznej, w tym rosnącej roli sztucznej inteligencji w gospodarce.
AgroFood Forum 2026 – kierunek: wiedza, technologia i współpraca
Debaty podczas AgroFood Forum 2026 pokazały, że przyszłość sektora rolno-spożywczego nie będzie opierać się na taniej sile roboczej ani prostym zwiększaniu wolumenu produkcji. Kluczowe znaczenie będą miały wiedza, technologia, automatyzacja, precyzyjne zarządzanie zasobami oraz partnerska współpraca w całym łańcuchu wartości.
W obliczu zmienności rynkowej i geopolitycznej adaptacja do nowych warunków staje się koniecznością. Jak podsumowali uczestnicy jednej z debat – patrzenie wstecz nie wystarczy, przyszłość wymaga konsekwentnego „ruchu do przodu”.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.