To, o czym informowaliśmy bezpośrednio po piątkowym proteście pod gmachu Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, zyskało dziś oficjalne potwierdzenie. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa opublikowała komunikat, który daje oddech setkom rolników i przedsiębiorców. Zamiast 30 kwietnia, wnioski o płatność będzie można składać do 15 czerwca 2026 roku.
Sukces rozmów pod ministerstwem
Przypomnijmy: napięta sytuacja pod siedzibą resortu przy ul. Wspólnej zakończyła się osobistym wyjściem ministra Stefana Krajewskiego do protestujących. Kluczowym argumentem rolników był fakt, że procedury budowlane i odbiory urzędowe uniemożliwiały rozliczenie inwestycji w pierwotnie narzuconym, kwietniowym terminie. Resort przychylił się do tych postulatów, co dziś znalazło odzwierciedlenie w oficjalnych wytycznych ARiMR.
Wydłużenie terminu o półtora miesiąca dotyczy trzech kluczowych obszarów finansowanych z budżetu Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności:
Silosy: Wsparcie na zakup i montaż silosów wraz z wyposażeniem.
Przetwórstwo MŚP: Inwestycje realizowane przez mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa (produkty rolne, rybołówstwo, akwakultura).
„Małe przetwórstwo”: Inwestycje rolników w przetwarzanie lub wprowadzanie do obrotu produktów rolnych i spożywczych.
Procedury w toku – o czym pamiętać?
Choć komunikat jest już oficjalny, beneficjenci muszą pamiętać o dwóch kluczowych kwestiach:
Nowelizacja przepisów: Obecnie trwają ostatnie prace legislacyjne nad dostosowaniem rozporządzeń do nowych dat.
Forma składania: Wnioski o płatność należy składać wyłącznie drogą elektroniczną poprzez Platformę Usług Elektronicznych (PUE) pod adresem: https://epue.arimr.gov.pl/.
Zdążyć przed 15 czerwca
Decyzja o przesunięciu daty na połowę czerwca to „być albo nie być” dla wielu zagrożonych inwestycji. Statystyki wskazują, że problem dotyczy ponad 500 aktywnych umów, głównie tych o charakterze budowlanym. Dzięki dodatkowym tygodniom beneficjenci będą mogli spokojnie dokończyć prace i uzupełnić niezbędne odbiory urzędowe, co zminimalizuje ryzyko konieczności zwrotu unijnych funduszy.
Azot to nawet 40% kosztów. Bez danych tracisz pieniądze
Nawożenie azotem to jeden z najważniejszych, ale i najdroższych elementów produkcji roślinnej. W wielu gospodarstwach odpowiada nawet za 20–40% całkowitych kosztów uprawy. W takich warunkach decyzje podejmowane „na oko” mogą prowadzić do realnych strat finansowych.
Brak strategii nawożenia opartej na twardych danych oznacza nie tylko ryzyko nadmiernych wydatków, ale również gorsze wykorzystanie potencjału plonotwórczego roślin. Tymczasem rolnik musi jednocześnie spełniać wymogi prawne, kontrolować poziom nawożenia i dbać o jakość plonu.
– Nawożenie azotem stanowi nawet od 20 do 40% kosztów uprawy roślin. Przy takich liczbach i tylu zależnościach nie ma miejsca na prowadzenie zabiegów na oko – podkreśla Piotr Ziemecki, specjalista rolnictwa precyzyjnego z John Deere.
HarvestLab™ 3000 – mobilne laboratorium w Twoim gospodarstwie
Precyzyjne nawożenie azotem wymaga dostępu do aktualnych i wiarygodnych danych o kondycji upraw. Bez tego trudno mówić o optymalizacji dawek czy efektywnym zarządzaniu składnikami pokarmowymi.
Rozwiązaniem jest czujnik HarvestLab™ 3000 od John Deere, który działa jak mobilne laboratorium i dostarcza dane w czasie rzeczywistym. Urządzenie można zamontować w kombajnie, sieczkarni polowej lub wozie asenizacyjnym, a także wykorzystywać jako niezależne narzędzie do analizy pasz.
– W HarvestLab™ 3000 system analizy składników ziarna dostarcza w czasie rzeczywistym dane na temat jakości uprawy podczas zbioru. Rolnik zna poziom wilgotności, zawartość białka, skrobi i tłuszczu w różnych uprawach. Może również stwierdzić, czy pszenica jest jakości chlebowej czy paszowej. Natomiast po zakończeniu sezonu analiza map składników pokarmowych dostarcza mu cennych informacji na temat skuteczności pobierania składników pokarmowych, na przykład właśnie azotu, aby zaplanować nawożenie w następnym sezonie – opowiada Piotr Ziemecki, specjalista rolnictwa precyzyjnego z John Deere.
Jak dobrać idealną dawkę azotu? Wyniki badań z Wielkiej Brytanii
Optymalizacja nawożenia azotem nie musi opierać się na schematach – coraz częściej bazuje na danych z konkretnych pól i sezonów. Przykładem są badania prowadzone w Wielkiej Brytanii, w gospodarstwie Jamesa Goodleya.
Projekt rozpoczęty w sezonie 2022/23 koncentruje się na efektywności wykorzystania azotu (NUE) oraz wpływie technologii, takich jak HarvestLab™, na rentowność produkcji. Analizowano m.in. różne systemy uprawy i strategie nawożenia.
– Na obu polach zastosowano pięć różnych sposobów nawożenia. Najlepsze wyniki ekonomiczne (różnica między przychodem ze sprzedaży zboża a kosztem zastosowanego nawozu azotowego) uzyskano dzięki pakietowi 160 kg/ha N plus mikroelementy oraz przy zastosowaniu aplikacji FINE (to zalecenia Framework for Improving Nitrogen Efficiency obejmujące 230 kg N/ha dla pola „Tivans” i 205 kg N/ha dla pola „Footpath”) – streszcza badanie Piotr Ziemecki, specjalista rolnictwa precyzyjnego z John Deere.
Wyniki jasno pokazują, że właściwie dobrana dawka azotu – dopasowana do warunków glebowych i technologii uprawy – może znacząco poprawić wynik finansowy gospodarstwa.
Precyzja potwierdzona badaniami. Czujnik vs. laboratorium
Jednym z kluczowych elementów badań było porównanie wyników uzyskiwanych przez czujnik HarvestLab™ z klasycznymi analizami laboratoryjnymi. Okazało się, że pomiary są ze sobą silnie skorelowane, co potwierdza wysoką wiarygodność technologii.
Dzięki temu rolnik może podejmować decyzje nawozowe na podstawie danych zbieranych bezpośrednio w trakcie zbioru, bez konieczności oczekiwania na wyniki z laboratorium.
– Wiemy, że eksperci stwierdzili silne korelacje między odczytami HarvestLab a wynikami laboratoryjnymi. Czujnika od John Deere można więc ze spokojem używać do precyzyjnego zarządzania dawkami azotu, a także do segregacji ładunków pszenicy na przemiał. Eksperci szacowali, że współpraca z HarvestLab może przynieść rolnikowi oszczędność w wysokości 20–50 funtów na tonę, czyli – przeliczając – między 95 a 245 złotych za tonę – wyjaśnia Piotr Ziemecki, specjalista rolnictwa precyzyjnego z John Deere.
Realne oszczędności i większa kontrola nad plonem
W praktyce oznacza to, że inwestycja w precyzyjne technologie może szybko się zwrócić. Oszczędności rzędu nawet 245 zł na tonie pokazują, jak duży wpływ na wynik ekonomiczny ma właściwe zarządzanie azotem.
Co równie ważne, rolnik zyskuje większą kontrolę nad jakością plonu – może lepiej planować sprzedaż, dostosować produkcję do wymagań rynku i ograniczyć ryzyko nietrafionych decyzji nawozowych.
Precyzyjne nawożenie przestaje być więc dodatkiem, a staje się fundamentem nowoczesnego, rentownego rolnictwa.
Ceny trzody chlewnej w 2026 roku stają się tematem numer jeden po głębokim kryzysie, który w ubiegłym roku dotknął europejskich producentów. Choć rynek wykazuje oznaki ożywienia, a sektor warchlaków notuje dynamiczne wzrosty, stawki za tuczniki wciąż walczą o powrót do poziomu średniej pięcioletniej. Poniższa analiza, oparta na danych ekspertów DCA Market Intelligence – Matthijsa Bremera i Manuelle Iamakami – oraz najświeższych notowaniach krajowych, przybliża szanse na trwałą poprawę koniunktury.
Sezonowy optymizm a ceny trzody chlewnej
Od początku 2026 roku obserwujemy wyraźne odbicie w notowaniach warchlaków, co bezpośrednio wpłynie na przyszłe ceny trzody chlewnej. Według Matthijsa Bremera wynika to z nałożenia się cyklu sezonowego oraz zwiększonego popytu w kilku krajach jednocześnie.
„Przyczyną jest kombinacja sezonowo kurczącej się podaży i silniejszego popytu. Hodowcy, spodziewając się szczytów cenowych w miesiącach letnich i jesiennych, próbują z wyprzedzeniem zabezpieczyć obsadę chlewni, co napędza rynek już wiosną” – wskazuje Bremer.
Podczas gdy zachodnioeuropejskie indeksy budują grunt pod wzrosty, polscy producenci mierzą się z dużą rozpiętością stawek. Ceny trzody chlewnej w kraju wykazują dużą stabilizację, ale i zróżnicowanie zależne od regionu. Ceny skupu tucznika (netto) uzyskane dzisiaj, tj. 20.04.2026 r. z ubojni, zakładów mięsnych oraz innych źródeł krajowych wahają się w granicach: od 4,80 do maksymalnie 6,20 zł/kg w wadze żywej, a na wbc w klasie E: 6,50–7,70 zł/kg.
Co kształtowało ceny trzody chlewnej w ubiegłym roku?
Zrozumienie dzisiejszej sytuacji wymaga spojrzenia na splot negatywnych czynników, które zdestabilizowały rynek w połowie 2025 roku:
Kontekst geopolityczny: Odwetowe cła Chin na unijną wieprzowinę drastycznie obniżyły wpływy z eksportu produktów ubocznych.
Problemy epizootyczne: ASF w Hiszpanii odciął tamtejszych producentów od blisko 40% rynków pozaunijnych. W efekcie hiszpańskie mięso trafiło na rynek wewnętrzny UE, wywierając silną presję spadkową na notowania w innych krajach, w tym w Polsce.
Nadpodaż: W Niemczech i Danii oferta żywca w pewnych okresach przewyższała moce przerobowe i zapotrzebowanie rynkowe.
Przełom w transparentności: Nowe indeksy DCA
W marcu 2026 r. agencja DCA Market Intelligence wprowadziła trzy nowe indeksy, które mają za zadanie realnie pokazywać uśrednione ceny trzody chlewnej w całej Wspólnocie, ułatwiając polskim rolnikom porównanie stawek z zachodnimi sąsiadami:
DCA EU-5 Ferkel-Preisindex: Cena warchlaka (25 kg) dla Belgii, Niemiec, Holandii, Hiszpanii i Danii.
DCA EU-6 Schlachtkörper-Preisindex: Standaryzowana cena tusz w unijnej klasie handlowej E.
Aktualne dane rynkowe i ceny trzody chlewnej (20.04.2026):
Produkt / Region
Cena w PLN
Cena w EUR (ok.)
Jednostka
Tuczniki – Polska (klasa E)
6,50 – 7,70 zł
1,51 – 1,79 €
kg (wBC)
Tuczniki – Polska (żywiec)
4,80 – 6,20 zł
1,12 – 1,44 €
kg (wŻ)
Tuczniki – Niemcy (VEZG)
(7,53 zł)
1,75 €
kg (wBC)
Warchlaki (DCA EU-5)
(273,05 zł)
63,50 €
szt.
Prognozy na lato: Jak zmienią się ceny trzody chlewnej?
Przewidywania wskazują na dalszy wzrost pogłowia w UE, co może hamować potencjalne, gwałtowne skoki stawek. Szansą dla branży pozostają wysokie ceny wołowiny i drobiu, które mogą skłonić konsumentów do częstszego wyboru wieprzowiny, a także sezonowe ożywienie w gastronomii (sezon grillowy i turystyczny).
Wnioski dla producentów są jasne: kluczem do stabilizacji w okresie „nowej normalności” będzie precyzyjne wykorzystywanie europejskich wskaźników do planowania sprzedaży w optymalnych momentach cyklu rynkowego.
Opracowano na podstawie danych rynkowych agrarheute, analiz DCA Market Intelligence oraz serwisu CenyRolnicze.pl.
Cena pszenicy, kukurydzy i rzepaku na giełdzie MATIF wykazuje w poniedziałkowe południe tendencję wzrostową, co stanowi bezpośrednią reakcję na głęboką przecenę z ostatniej sesji ubiegłego tygodnia. Rynek koryguje piątkowe spadki, reagując na powrót napięć geopolitycznych oraz umocnienie notowań ropy naftowej, która ponownie drożeje po weekendowej weryfikacji sytuacji w regionie Bliskiego Wschodu.
Bieżąca sytuacja na giełdach towarowych pokazuje, jak silnie cena pszenicy jest skorelowana z rynkiem surowców energetycznych. Po piątkowym komunikacie o otwarciu Cieśiny Ormuz, ropa straciła blisko 10%, co zepchnęło notowania zbóż na minima (pszenica zamknęła tydzień na poziomie 191,25 EUR/t). Poniedziałkowe odbicie jest wspierane przez:
Osłabienie euro: Spadek kursu EUR/USD poniżej poziomu 1,18 poprawia konkurencyjność unijnego ziarna na rynkach eksportowych.
Powrót premii za ryzyko: Wzrost cen ropy po weekendzie wymusza korektę w górę na kontraktach rzepaku i zbóż.
Zmiany okresowe notowań kontraktów – TABELA
Cena pszenicy a kondycja upraw i czynniki kosztowe
Analizując fundamenty, należy zauważyć, że cena pszenicy w Chicago pozostaje pod presją raportów pogodowych z USA. Susza w amerykańskim pasie upraw ozimych ogranicza potencjał plonowania, co przy jednoczesnym wzroście cen mocznika (wpływającym na ograniczenie zasiewów kukurydzy) tworzy impuls do wzrostów. Z drugiej strony, rekordowe prognozy zbiorów kukurydzy i soi w Argentynie stanowią silną barierę, która nie pozwala, by cena pszenicy trwale przełamała obecne opory.
Mimo globalnych napięć, sytuacja we Francji pozostaje stabilna. Według serwisu Céréobs:
Uprawy pszenicy: 84% w stanie dobrym/doskonałym.
Jęczmień ozimy: 81%.
Kukurydza: siewy zaawansowane w 31%, choć przy przewidywanym 10-procentowym spadku areału.
Podsumowanie: Poniedziałkowa sesja na MATIF potwierdza, że rynek znajduje się w fazie dużej zmienności. Chociaż cena pszenicy, kukurydzy i rzepaku w południe rośnie, ostateczny kierunek notowań w tym tygodniu wyznaczy faktyczna aktywność dużych importerów oraz dalszy rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie. Bacznie obserwowany będzie dzisiejszy raport Crop Progress w USA (18:00 naszego czasu), czyli kondycja pszenicy ozimej i tempo zasiewów kukurydzy i soi.
Współczesne rolnictwo stawia na efektywność, gdzie liczy się każdy litr paliwa i każda minuta pracy. Kluczową rolę odgrywa przekładnia w ciągniku, a wybór między skrzynią CVT a PowerShift realnie wpływa na koszty i opłacalność pracy.
Geneza i ewolucja przekładni bezstopniowych
Zanim przekładnie bezstopniowe stały się standardem w segmencie ciągników premium, musiały przejść długą drogę od wizjonerskich projektów inżynieryjnych do sprawdzonych w najcięższych warunkach komponentów. Historia ta jest nierozerwalnie związana z marką Fendt, która jako pionier wyznaczyła kierunek rozwoju całej branży. Już w latach 50. XX wieku w ramach projektu „System Allgaier” kiełkowały pomysły na stworzenie napędu, który pozwoliłby na płynną zmianę przełożeń bez przerywania przekazu mocy. Jednak prawdziwy przełom nastąpił dzięki inżynierowi Hansowi Marschallowi, który od 1981 roku z pasją rozwijał prototyp o nazwie Tristat.
Konstrukcja Tristat była rewolucyjna, ponieważ wykorzystywała trzy jednostki hydrostatyczne, co pozwalało na ogromną elastyczność w zarządzaniu momentem obrotowym. Choć początkowo projekt trafił do magazynu z powodu sceptycyzmu decydentów, początek lat 80. przyniósł zmianę myślenia. Rolnicy biorący udział w ankietach potwierdzali, że poszukują rozwiązania, które uprości obsługę ciągnika i pozwoli na pracę z idealnie dopasowaną prędkością. Kolejne lata to intensywne testy prototypowych skrzyń ML 200, które ukrywano w nadwoziach standardowych ciągników serii 800, aby uniknąć szpiegostwa przemysłowego ze strony konkurencji, takiej jak Claas czy ZF, które również prowadziły własne badania.
Momentem, który na zawsze zmienił oblicze mechanizacji rolnictwa, były targi Agritechnica w 1995 roku. Zaprezentowano tam model Fendt Favorit 926 Vario – pierwszy na świecie seryjnie produkowany ciągnik o dużej mocy z bezstopniową przekładnią. Maszyna ta oferowała prędkość do 50 km/h przy zachowaniu niskich obrotów silnika, co było wynikiem nieosiągalnym dla ówczesnych konstrukcji mechanicznych. Sukces był tak spektakularny, że od 2009 roku wszystkie ciągniki opuszczające fabrykę w Marktoberdorfie są wyposażone wyłącznie w technologię Vario. Ta rewolucja zmusiła innych producentów do porzucenia tradycyjnych schematów i zainwestowania w systemy CVT, co doprowadziło do dzisiejszego bogactwa ofert rynkowych.
Zalety VarioDrive to brak konieczności przełączania zakresów jazdy oraz ręcznego włączania i wyłączania napędu na 4 koła. Fot. Firmowe
Kamienie milowe w rozwoju technologii bezstopniowej
Rok
Wydarzenie
Znaczenie dla branży
Lata 50.
Projekt „System Allgaier”
Pierwsze koncepcyjne prace nad bezstopniowym napędem w ciągnikach.
1981
Prototyp Tristat
Stworzenie funkcjonalnej jednostki z trzema hydrostatami przez Hansa Marschalla.
1995
Premiera Favorit 926 Vario
Pierwszy seryjny ciągnik z przekładnią Vario na targach Agritechnica.
1999
Rozszerzenie o serie 400 i 700
Technologia Vario trafia do średniego segmentu mocy.
2009
Pełna automatyzacja Fendt
Marka całkowicie rezygnuje ze skrzyń mechanicznych na rzecz Vario.
2015
Premiera 1000 Vario
Wprowadzenie VarioDrive – niezależnego napędu osi przedniej i tylnej.
Architektura rynkowa i powiązania między producentami
Zrozumienie współczesnego rynku ciągników wymaga analizy powiązań kapitałowych i technologicznych, ponieważ wielu producentów korzysta ze wspólnych podzespołów, mimo że promują je pod własnymi nazwami handlowymi. W sektorze skrzyń biegów kluczowymi graczami są giganci tacy jak AGCO, CNH Industrial, John Deere oraz niezależni dostawcy tacy jak ZF Friedrichshafen.
Przekładnia Dyna-VT posiada jeden zakres przełożeń i umożliwia płynną regulację prędkości jazdy od 0,1 do 40 km/h. Fot. Firmowe
Najbardziej znanym przykładem współpracy jest wykorzystanie technologii Fendt Vario przez inne marki wewnątrz koncernu AGCO. Skrzynie produkowane w Marktoberdorfie trafiają do ciągników Massey Ferguson pod nazwą Dyna-VT oraz do największych modeli marki Valtra, gdzie określa się je mianem AGCO CVT (np. model ML260 w seriach Q i S). Co ciekawe, brytyjski producent JCB również implementuje te przekładnie w swoich szybkich ciągnikach Fastrac serii 4000 i 8000, nazywając system V-Tronic, ale nowa seria ciągników Fastrac 6000 jest już wyposażona w skrzynię ZF.
Innym modelem współpracy jest GIMA – spółka joint venture pomiędzy AGCO a grupą Claas. Zakład w Beauvais we Francji produkuje ogromne ilości skrzyń typu PowerShift (np. Dyna-4, Dyna-6, Hexashift) oraz komponenty tylnych mostów, które są fundamentem średnich serii ciągników obu marek. Z kolei w segmencie bezstopniowym Claas postawił na dywersyfikację: mniejsze modele Arion korzystają z autorskiej konstrukcji Claas Industrietechnik (seria EQ), podczas gdy najcięższe ciągniki Axion 800 i 900 opierają się na przekładniach ZF Terramatic.
Nowa seria ciągników Claas Arion z przekładniami bezstopniowymi EQ220 oraz EQ200. Fot. Firmowe
Grupa CNH Industrial (Case IH, New Holland, Steyr) rozwija własne rozwiązania w centrach kompetencyjnych we Włoszech i Austrii. Skrzynie CVX (Case IH), AutoCommand (New Holland) i CVT (Steyr) są konstrukcyjnie niemal tożsame, co pozwala na optymalizację kosztów produkcji przy zachowaniu unikalnego interfejsu obsługi dla każdej marki. Warto również wspomnieć o Kubocie, która po przejęciu norweskiego Kvernelanda i intensywnym rozwoju serii M7, wprowadziła własną przekładnię bezstopniową KVT, chcąc uniezależnić się od zewnętrznych dostawców.
Zestawienie producentów i stosowanych technologii przekładniowych
Marka
Nazwa CVT
Producent / Pochodzenie
Nazwa PowerShift
Producent / Pochodzenie
Fendt
Vario
Produkcja własna (AGCO)
Brak w ofercie
Nie dotyczy
John Deere
AutoPowr (IVT)
Produkcja własna
e23 / PowerShift
Produkcja własna
Massey Ferguson
Dyna-VT
Fendt (AGCO)
Dyna-4/6/7
GIMA (Joint Venture)
Valtra
Direct / AGCO CVT
Valtra / Fendt
Versu / Active
Valtra (Finlandia)
Case IH
CVXDrive
CNH Industrial
PowerDrive
CNH Industrial
New Holland
AutoCommand
CNH Industrial
Dynamic Command
CNH Industrial
Claas
Cmatic
Claas EQ / ZF
Hexashift
GIMA (Joint Venture)
Kubota
KVT
Produkcja własna
Premium PowerShift
Produkcja własna
JCB
V-Tronic
Fendt (AGCO)
Smoothshift
Produkcja własna
Mechanizmy efektywności — dlaczego CVT i PowerShift inaczej zużywają paliwo?
Debata nad wyższością jednej skrzyni nad drugą w kontekście spalania opiera się na fizyce przeniesienia napędu. Skrzynia PowerShift to konstrukcja czysto mechaniczna, gdzie moc z silnika jest przekazywana przez zestawy kół zębatych i sprzęgła mokre. Jej główną zaletą jest wysoka sprawność mechaniczna, dochodząca do 90-95%, ponieważ straty energii wynikają głównie z oporów toczenia łożysk i tarcia w kąpieli olejowej.
Z kolei przekładnia bezstopniowa CVT działa na zasadzie podziału mocy (power-split). Część energii płynie drogą mechaniczną, a część przez moduł hydrostatyczny (pompę i silnik o zmiennej wydajności). Hydrostatyka jest z natury mniej sprawna niż koła zębate, co powoduje, że ogólna sprawność mechaniczna CVT może być o około 5-10% niższa niż w przypadku PowerShift. Dlaczego więc CVT jest często reklamowana jako bardziej oszczędna?
Odpowiedź tkwi w optymalizacji punktu pracy silnika. W tradycyjnej skrzyni operator jest ograniczony stopniami przełożeń. Często zdarza się, że dany bieg jest za wolny do danej pracy, a kolejny za szybki, co wymusza pracę na wyższych obrotach niż to konieczne. CVT eliminuje to ograniczenie. Dzięki nieskończonej liczbie przełożeń, komputer sterujący ciągnikiem może utrzymywać silnik w tak zwanym „sweet spot” – zakresie obrotów, gdzie jednostkowe zużycie paliwa jest najniższe. Przykładowo, nowoczesne ciągniki CVT potrafią wykonywać ciężkie prace polowe przy 1300-1400 obr/min, podczas gdy wersje PowerShift muszą często pracować przy 1800-1900 obr/min, aby utrzymać odpowiedni moment obrotowy i zapas mocy.
Analiza spalania w różnych scenariuszach pracy
Badania DLG PowerMix pokazują, że CVT dominuje w pracach o zmiennym obciążeniu oraz w transporcie. John Deere 6R 185 z przekładnią AutoPowr ustanowił rekordy efektywności w transporcie, zużywając jedynie 355 g/kWh oleju napędowego. Wynika to z faktu, że przy prędkości 40 lub 50 km/h ciągnik CVT drastycznie obniża obroty silnika (często do 1100-1300 obr/min), podczas gdy w PowerShift ograniczenia mechaniczne wymuszają pracę na wyższych obrotach.
Wszystkie nowe modele 8R i 8RX standardowo wyposażono w bezstopniową przekładnię eAutoPowr. Fot. Firmowe
Sytuacja zmienia się w przypadku stałego, ekstremalnie ciężkiego uciągu (np. głęboka orka na ciężkich glebach). Jeśli operator skrzyni PowerShift potrafi umiejętnie dobrać bieg i obniżyć obroty silnika, może on osiągnąć lepszą wydajność paliwową niż ciągnik CVT. Badania University of Nebraska wykazały, że przy obciążeniu powyżej 80% mocy maksymalnej, skrzynia mechaniczna może być o kilka procent oszczędniejsza od CVT, ponieważ straty hydrostatyczne w bezstopniówce stają się wtedy bardziej znaczące niż korzyści z płynnej regulacji obrotów.
Przewagi jakie posiadają skrzynie bezstopniowe oraz PowerShift
Rodzaj pracy
Przewaga CVT
Przewaga PowerShift
Uzasadnienie
Transport drogowy
Zdecydowana
Brak
CVT drastycznie obniża obroty silnika przy prędkości przelotowej.
Prace z WOM (np. prasa)
Wysoka
Mała
Możliwość utrzymania stałych obrotów WOM przy zmiennej prędkości jazdy.
Ciężka orka (stały opór)
Mała
Wysoka
Wyższa sprawność mechaniczna przy dużym uciągu.
Prace precyzyjne (sadzenie)
Kluczowa
Brak
Możliwość utrzymania prędkości np. 0,5 km/h bez biegów pełzających.
Transport polowy (zmienny)
Średnia
Niska
Automatyczna adaptacja do zmieniających się oporów gleby.
Zalety i wady przy wyborze skrzyni
Wybór automatyzacji to nie tylko kwestia ekonomii, ale także ergonomii i bezpieczeństwa pracy. Każdy z systemów ma swoje unikalne cechy, które predysponują go do konkretnych zadań.
Przekładnia bezstopniowa (CVT / Vario / AutoPowr)
Zalety: CVT zapewnia bardzo wysoki komfort pracy dzięki płynnej zmianie prędkości bez szarpnięć, co ma duże znaczenie przy wielogodzinnej eksploatacji. Umożliwia też precyzyjne dopasowanie prędkości roboczej do warunków polowych, bez konieczności wyboru „najbliższego” biegu. Dodatkowo funkcje typu Active Stop ułatwiają manewrowanie, szczególnie na wzniesieniach czy podczas pracy z ładowaczem. Atutem jest również mniejsze zużycie elementów mechanicznych, wynikające z braku klasycznych sprzęgieł ciernych pracujących pod obciążeniem.
Wady: Główną barierą pozostaje wysoki koszt zakupu. Równie istotny jest skomplikowany i kosztowny serwis, który często wymaga specjalistycznej wiedzy i narzędzi, a w razie awarii wiąże się z wymianą drogich podzespołów. Przekładnie CVT są także bardzo wrażliwe na jakość i czystość oleju, co wymaga szczególnej dbałości w eksploatacji.
Zalety: PowerShift to rozwiązanie tańsze na etapie zakupu, co pozwala często wybrać mocniejszy ciągnik w tym samym budżecie. Charakteryzuje się dobrą sprawnością przekazywania mocy w pracach uciągowych oraz prostszą konstrukcją, dzięki czemu wiele napraw można wykonać we własnym zakresie lub w lokalnym serwisie.
Wady: Do ograniczeń należy zaliczyć przerwy w przekazywaniu napędu podczas zmiany zakresów, które mogą powodować szarpnięcia i spadki płynności pracy. Elementy cierne, szczególnie przy intensywnej eksploatacji, ulegają stosunkowo szybkiemu zużyciu. Dodatkowo obsługa skrzyni wymaga większego zaangażowania operatora, co przy długotrwałej pracy może prowadzić do zmęczenia.
Porównanie techniczne — różnice między producentami
Mimo że wszystkie przekładnie bezstopniowe dążą do tego samego efektu – płynnej zmiany prędkości – ich konstrukcje wewnętrzne znacząco się różnią, co wpływa na ich charakterystykę pracy i sprawność w różnych zakresach.
Różnice w konstrukcjach CVT
Fendt Vario opiera się na prostocie mechanicznej z dużym udziałem hydrostatyki. Posiada zazwyczaj dwa zakresy pracy (polowy i drogowy), zmieniane manualnie w starszych modelach lub automatycznie w nowszych (VarioDrive). Przy niskich prędkościach udział drogi hydraulicznej jest bardzo wysoki, co daje ogromny moment obrotowy, ale generuje więcej ciepła.
Skrzynia Vario Fendt
John Deere w systemie AutoPowr (IVT) stosuje bardziej złożoną część mechaniczną z czterema zakresami (planetarnymi), które przełączają się automatycznie. Dzięki temu w większej liczbie punktów prędkości ciągnik uzyskuje niemal 100% sprawności mechanicznej, co czyni go bardzo wydajnym w szerokim spektrum prac polowych.
Skrzynia eAutoPowr John Deere
CNH (Case/New Holland) w swoich skrzyniach stosuje konstrukcję z dwoma lub czterema zakresami i podwójnym sprzęgłem do ich zmiany. Użytkownicy zauważają jednak, że przy określonych prędkościach (np. ok. 15 km/h w niektórych modelach Case Puma), sprawność skrzyni spada z powodu charakterystyki przepływu mocy, co producent nadrabia systemem „boost” w silniku.
Skrzynia Dynamic Command New Holland
Różnice w konstrukcjach PowerShift
W segmencie PowerShift również obserwujemy ewolucję. Tradycyjne skrzynie (np. John Deere PowerShift) oferują stałą liczbę biegów (np. 16 lub 18) zmienianych pod obciążeniem jednym przyciskiem. Nowocześniejsze rozwiązania, jak John Deere DirectDrive czy New Holland Dynamic Command, to skrzynie dwusprzęgłowe. Działają one podobnie do przekładni DSG w samochodach osobowych – jeden wałek obsługuje biegi parzyste, drugi nieparzyste, co pozwala na błyskawiczną zmianę przełożenia bez zauważalnej przerwy w ciągnięciu.
Claas Hexashift to z kolei przykład klasycznej konstrukcji semi-powershift, gdzie mamy 4 zakresy zrobotyzowane i 6 półbiegów pod obciążeniem. To rozwiązanie sprawdzone i trwałe, ale mniej komfortowe niż nowoczesne „dwusprzęgłówki”.
Koszty utrzymania i ryzyko awarii — czy jest się czego bać?
Jednym z najczęstszych argumentów przeciwko skrzyniom bezstopniowym jest strach przed ich awarią po upływie gwarancji. Analiza kosztów serwisowych wykazuje jednak, że przy właściwej eksploatacji, CVT może być tańsza w długim terminie.
W skrzyniach PowerShift naturalnym procesem jest zużycie tarcz sprzęgłowych. W zależności od charakteru pracy (ładowacz czołowy, ciężki transport), remont takiej skrzyni może być konieczny po 6 000 – 10 000 motogodzin. Koszt regeneracji w Polsce to obecnie około 7 900 – 15 000 PLN, w zależności od liczby wymienianych pakietów tarcz.
W przypadku CVT nie ma tarcz, które ścierają się przy każdej zmianie biegu. Jeśli olej jest czysty i nie dochodzi do przegrzania, moduł hydrostatyczny może wytrzymać nawet 20 000 – 30 000 motogodzin. Jednakże, jeśli dojdzie do awarii (np. pęknięcie przewodu, zatarcia pompy), koszty są drastyczne. Nowy wkład do skrzyni Vario może kosztować od 40 000 do nawet 100 000 PLN. Istnieją jednak wyspecjalizowane serwisy zajmujące się regeneracją pomp hydrostatycznych, co pozwala obniżyć te koszty o połowę, choć wymaga to ogromnej precyzji i czystości montażu.
W przypadku skrzyń bezstopniowych istotne jest odpowiednie rozgrzanie oleju roboczego przed podjęciem pracy pod pełnym obciążeniem. Zimny, gęsty olej nie zapewnia właściwego smarowania i może prowadzić do zjawiska kawitacji w pompie hydrostatycznej, co w dłuższej perspektywie skutkuje poważnymi uszkodzeniami układu.
Równie ważna jest dbałość o czystość układu hydraulicznego, zwłaszcza szybkozłączy. Nawet niewielkie zanieczyszczenia wprowadzone wraz z podłączanym przewodem mogą negatywnie wpłynąć na pracę precyzyjnych zaworów sterujących w przekładni CVT, prowadząc do ich przyspieszonego zużycia lub awarii.
Podczas pracy w terenie pagórkowatym należy zwrócić szczególną uwagę na sposób hamowania. W skrzyniach bezstopniowych proces ten odbywa się głównie hydraulicznie, dlatego przy zjazdach z ciężkimi przyczepami istnieje ryzyko nadmiernego wzrostu ciśnienia i temperatury w module hydrostatycznym.
Z kolei w przekładniach typu PowerShift niezwykle istotna jest regularna kalibracja punktów styku sprzęgieł, wykonywana zazwyczaj co 500–1000 motogodzin. Pozwala ona utrzymać płynność zmiany przełożeń i zapobiega szarpaniu, które w przeciwnym razie prowadzi do przyspieszonego zużycia elementów mechanicznych.
Analiza rentowności — kiedy dopłata do CVT się zwraca?
Aby odpowiedzieć na pytanie, czy warto dopłacić np. 60 000 PLN do skrzyni bezstopniowej, należy przeprowadzić prostą symulację paliwową. Przyjmijmy średnie oszczędności na poziomie 10% (uwzględniając transport i prace polowe). Przy średnim spalaniu ciągnika 150 KM na poziomie 15 l/h, oszczędność wynosi 1,5 l/h. Przy cenie oleju napędowego 6 PLN/l, daje to 9 PLN oszczędności na każdą godzinę pracy.
Przy dopłacie 60 000 PLN, inwestycja zwróci się po około 6 600 motogodzinach samej pracy silnika. Jeśli jednak doliczymy do tego wyższą wydajność pracy (brak przerw na zmianę biegów, idealna prędkość) oraz wyższą wartość rezydualną (ciągniki CVT wolniej tracą na wartości i są chętniej kupowane na rynku wtórnym), realny czas zwrotu skraca się do około 4 000 – 5 000 motogodzin.
Tabela decyzyjna — kiedy wybrać którą skrzynię?
Scenariusz
Wybierz CVT (Bezstopniową)
Wybierz PowerShift (Mechaniczną)
Główne zadania
Transport, praca z ładowaczem, zielonki, warzywa
Orka, kultywator ścierniskowy, rekultywacja
Roczne wykorzystanie
Powyżej 800 motogodzin
Poniżej 500 motogodzin
Kwalifikacje operatora
Średnie (intuicyjna obsługa chroni maszynę)
Wysokie (wymaga czucia maszyny i obciążeń)
Planowany okres posiadania
Długi (powyżej 8-10 lat)
Krótki (częsta wymiana parku maszynowego)
Ukształtowanie terenu
Pagórkowate, górzyste
Płaskie, rozległe pola
Znaczenie komfortu
Kluczowe (praca dwuzmianowa)
Drugorzędne (praca dorywcza)
Automatyzacja skrzyni biegów w ciągniku rolniczym to ewolucja, od której nie ma odwrotu. Choć skrzynia PowerShift wciąż pozostaje doskonałym narzędziem dla rolników ceniących prostotę mechanicznego uciągu i niższy koszt wejścia, to przekładnia bezstopniowa CVT staje się standardem w nowoczesnym, zorientowanym na wynik gospodarstwie.
Zalety CVT w postaci oszczędności paliwa w transporcie, nieosiągalnego dla skrzyń mechanicznych komfortu oraz precyzji w pracach specjalistycznych, w większości przypadków przeważają nad wyższym kosztem zakupu. Strach przed awariami, choć uzasadniony wysokimi cenami części, powinien być tonowany przez fakt, że nowoczesne systemy elektroniczne i czujniki temperatury skutecznie chronią te przekładnie przed błędami operatora.
Kluczową rekomendacją dla kupującego jest analiza struktury prac w gospodarstwie. Jeśli ciągnik ma być maszyną uniwersalną, pracującą zarówno w polu, jak i w transporcie czy przy obsłudze zwierząt, dopłata do skrzyni bezstopniowej nie jest wydatkiem, lecz inwestycją, która zwróci się nie tylko w paliwie, ale przede wszystkim w zdrowiu i komforcie operatora. Wybór marki powinien z kolei zależeć od bliskości profesjonalnego serwisu, który potrafi rzetelnie zadbać o skomplikowaną hydraulikę i elektronikę tych maszyn, zapewniając im długie i bezawaryjne życie w służbie nowoczesnego rolnictwa.
Ceny paliw: Geopolityczna huśtawka nastrojów gwałtownie przechyliła się w stronę konfliktu zbrojnego, co stawia pod dużym znakiem zapytania trwałość ostatnich spadków na stacjach. Po chwilowym, piątkowym optymizmie, poniedziałek przyniósł wieści o drastycznej eskalacji: Iran ponownie zamknął Cieśninę Ormuz po tym, jak doszło do ostrzelania i przejęcia handlowego statku należącego do Teheranu. To bezpośrednia odpowiedź na trwającą amerykańską blokadę irańskich portów – sytuacja, w której zawieszenie broni praktycznie przestało istnieć.
Reakcja giełd była natychmiastowa – w poniedziałek rano ropa podrożała o ok. 5%, a diesel na giełdach ARA o 4%. Mimo to, dzięki bezczynności PKN Orlen w poniedziałek rano, nasza prognoza niższych cen maksymalnych na wtorek (21.04) pozostaje aktualna.
Hurt: Skromna reakcja Orlenu na piątkowy krach
Warto zauważyć, że sobotnia obniżka w Płocku była uderzająco skromna w porównaniu do tego, co wydarzyło się w piątek na rynkach światowych. Podczas gdy ropa i diesel na giełdach ARA taniały o blisko 10% po zapowiedziach odblokowania Ormuz, Orlen ściął ceny hurtowe jedynie o ułamek tej wartości (ok. 14 gr/l netto na ON).
Ta asekuracyjna postawa koncernu sprawiła, że w poniedziałek rano polskie ceny hurtowe nie muszą gwałtownie rosnąć – Orlen ma potężną „poduszkę” marżową wypracowaną w weekend.
Olej Napędowy (ON): cena hurtowa netto to wciąż 6 104 PLN/m³.
Benzyna (Pb95): cena hurtowa netto wynosi 5 252 PLN/m³.
TABELA 1: Zmiana cen maksymalnych (Dziś vs Jutro)
Zestawienie limitu obowiązującego w poniedziałek 20.04 z prognozowanym limitem na wtorek 21.04.
Rodzaj paliwa
Cena max DZIŚ (Pon. 20.04)
Prognoza max JUTRO (Wt. 21.04)
Zmiana (brutto)
Olej Napędowy (ON)
7,07 zł/l
6,92 zł/l
– 0,15 zł/l
Benzyna Pb95
6,03 zł/l
5,99 zł/l
– 0,04 zł/l
TABELA 2: Porównanie długoterminowe (Tydzień do Tygodnia)
Zestawienie szczytowych cen z ubiegłego poniedziałku z nową prognozą na wtorek.
Rodzaj paliwa
Cena max PONIEDZIAŁEK (13.04)
Prognoza Limit WTOREK (21.04)
Całkowity spadek (brutto)
Olej Napędowy (ON)
7,58 zł/l
6,92 zł/l
– 0,66 zł/l
Benzyna Pb95
6,16 zł/l
5,99 zł/l
– 0,17 zł/l
Podsumowanie dla sektora Agro i Transportu
Dla profesjonalistów najważniejsza jest cena paliw netto. Poziom ok. 6,10 zł/l netto dla diesla w obliczu ostrzelania statku i blokady portów to cena wyjątkowo atrakcyjna.
Należy jednak mieć świadomość, że sobotnia, bardzo zachowawcza reakcja Orlenu na globalne spadki, teraz działa na korzyść kupujących – chroni nas przed natychmiastowym przeniesieniem poniedziałkowych wzrostów z giełd na polskie dystrybutory. Wtorkowa obniżka w detalu (limit 6,92 zł) to prawdopodobnie ostatnie bezpieczne „okno” na uzupełnienie zapasów.
Biorąc pod uwagę, że polityka USA pod przywództwem Donalda Trumpa jest całkowicie nieobliczalna, sytuacja może zmienić się w obie strony w ciągu kilku godzin. Niemniej jednak, przy realnej wojnie na morzu, tankowanie pod korek we wtorek wydaje się logiczną decyzją biznesową, zanim Orlen zdecyduje się „skonsumować” swoją weekendową poduszkę marżową i podnieść ceny.
Przymrozki we wtorek rano w niemal całym kraju- pogoda dla 21 kwietnia
Najbliższej nocy od południowej części Dolnego Śląska po Opolskie, Górny Śląsk, Małopolskę i południe oraz zachód Podkarpacia niebo będzie zasnute chmurami z których prawie wszędzie popada mniej lub więcej- (0,5 mm-8 mm). Tu bez przymrozków- od +3 do +7 stopni na plusie.
Najzimniej według prognoz ma być od Lubelskiego po południowe Mazowsze i wschód Łódzkiego- tu zobaczymy rano około -1/0 stopni na 2 metrach i do -4/-3 przy gruncie. Nad resztą kraju na 2 metrach od 0 do +2 stopni z przygruntowym przymrozkiem praktycznie wszędzie.
Wtorek wietrzny z dużą ilością chmur na wschodzie i południu
Wtorek w całym kraju przyniesie silniejszy wiatr z północnego wschodu w porywach do 40-45 km/h.
Na Kaszubach, wybrzeżu, Pomorzu Zachodnim, północy Lubuskiego i Wielkopolski dzień zapowiada się z dużą ilością słońca. Im dalej na wschód i południe tym więcej chmur i od Lubelskiego po Małopolskę w ciągu dnia chwilami będzie wręcz pochmurnie ale sucho.
Dziesięć lat temu Agro Profil zaczynał od zera. Pierwsi prenumeratorzy to osoby, które nam zaufały, zainteresowały się poruszaną tematyką i postanowiły sprawdzić nasz magazyn. Szczególnie ważni są dla nas ci, którzy są z nami od początku – prenumerując, czytając i wspierając nasze działania.
Wywiad z Panem Tomaszem Wachowiakiem
Tomasz Wachowiak jest naszym prenumeratorem od wielu lat. Docenia rozwój treści wideo, w tym serię „Rolnictwo Świata”.
„Rolnictwo Świata” zwiększa ludzką świadomość – Tomasz Wachowiak
Jak i kiedy zaczęła się Pana przygoda z magazynem Agro Profil? Skąd w ogóle dowiedział się Pan o naszym tytule?
– Bardzo podobnie jak wiele osób – z targów. To było na początku, jak tylko Agro Profil powstał. Braliśmy wtedy gazety, oglądało się nowości, pamiętam, że tytuł zauważyłem na pewno na jakiś targach.
Co Pana przekonało, żeby zostać z Agro Profilem na dłużej? Czy zapadło Panu coś szczególnego w pamięć z tamtych początków?
– Od początku miałem wrażenie, że w tym miesięczniku jest więcej nowości i takich rzeczy „na bieżąco”. Tego co aktualne, praktyczne. Po prostu było tu poruszanych więcej ważnych tematów.
Czy Agro Profil wpłynął jakoś na Pana postrzeganie rolnictwa albo na działania w gospodarstwie? Pamięta Pan jakieś konkretne artykuły?
– Nie tyle konkretne artykuły z tytułu, co bardziej rozmowy z ludźmi i zalecenia oraz porady ekspertów. Pamiętam sytuacje, gdy mogłem porozmawiać z profesorem Piechotą o kłopotach ze słonecznikiem czy inną uprawą. Gdy ktoś miał problem – wtedy to doradztwo było takie „tu i teraz”, konkretne i pomocne.
Czy korzysta Pan z naszych publikacji i atlasów drukowanych?
– Tak, korzystam. Mam publikacje dotyczące upraw – „Zboża”, „Burak cukrowy”, „Rzepak”. Mam też atlas/rejestr środków ochrony roślin. Nieraz pomaga, bo człowiek myśli, że wszystko wie, a jednak trzeba zajrzeć i sprawdzić, co jest zarejestrowane, a co nie. To porządkuje wiedzę.
Czy do tych atlasów i publikacji faktycznie się wraca, czy to raczej jednorazowa pomoc?
– Moim zdaniem, jest po co wracać. Zwłaszcza dziś – wobec tego, co się dzieje w internecie. Tych „doradców” i trendów jest tyle, że można zwariować. A rzepak jest uprawiany od lat i nie oszukujmy się: podstawy są podstawami. Nie ma sensu kombinować za dużo, bo to często nic nie daje. Człowiek czasem po serfowaniu w internecie zaczyna się zastanawiać, czy w ogóle umie uprawiać rzepak. Dlatego dobrze wrócić do rzeczy sprawdzonych.
Czym Agro Profil wyróżnił się dla Pana na tle innych tytułów?
– Odebrałem go jako powiew nowoczesności. Porównując do innych magazynów – tam mam wrażenie, że od lat jest bardzo podobnie, niewiele się zmienia. U Was doszły filmy, np. bardzo ciekawa seria „Rolnictwo Świata” na You Tubie. Ludzie to oglądają, bo pokazujecie, jak jest w różnych krajach. To jest naprawdę coś innego. Człowiek poznaje, jak pracuje się w rolnictwie poza granicami naszego kraju, jakie są realia, co jest podobne, a co zupełnie inne. To poszerza perspektywę.
Jakie jeszcze działania najbardziej Pan docenia?
– To, że jesteście na bieżąco. To jest bardzo ważne. Jeśli miałem styczność z redakcją i dałem znać, że coś się dzieje – protesty, wydarzenia, cokolwiek – to nie byliście obojętni. Reagowaliście szybko. To buduje zaufanie, bo człowiek widzi, że to jest żywe medium, a nie tylko „wydawanie numeru”.
Jak ocenia Pan pracę zespołu i kontakt z redakcją?
– Bardzo pozytywnie – całego zespołu redakcyjnego. Z kimkolwiek miałem kontakt, każdy był serdeczny, z ludzkim podejściem. Dziś to wcale nie jest takie oczywiste. Często spotyka się przedstawicieli mediów, którzy są natarczywi i przyjeżdżają tylko „w danym celu”. U was, miałem wrażenie, chodzi nie tylko o słupki sprzedaży, ale o sens i pożytek dla innych.
Czy ma dla Pana znaczenie patriotyzm gospodarczy – pochodzenie produktów i marek?
– Tak, i to duże. Powinniśmy się wspierać nawzajem. W Polsce dużo się o tym mówi, ale mam wrażenie, że mało kto to naprawdę rozumie. Ludzie patrzą najczęściej na cenę – i tyle. A w żywności to już w ogóle: wiele osób nawet nie rozumie, jak ważne jest pochodzenie.
Jak to wygląda u Pana w gospodarstwie w praktyce?
– My nie mamy wielkiego gospodarstwa – około 50 hektarów – ale jak kupujemy coś nowego, to staramy się wybierać maszyny i sprzęty z polskich firm. Bo po co na 50 hektarów kupować zestaw za 50 tysięcy, skoro za kilkanaście można go mieć, robotę zrobić podobną, a przy okazji wesprzeć lokalnego producenta. U mnie praktycznie wszystko jest polskie.
Jan Kolowski wspiera działania magazynu od samego początku. Podkreśla przewagę merytoryki nad wpływami politycznymi.
Widać merytorykę i patriotyzm – Jan Kolowski
Od dawna ma Pan do czynienia z prasą rolniczą?
– Przez ponad 20 lat prenumerowałem inne tytuły. To był długi etap – człowiek się przyzwyczaja. Z czasem jednak zacząłem czuć, że potrzebuję czegoś innego, nowego. Widziałem coraz więcej elementów pozamerytorycznych, więcej wątków politycznych. A ja uważam, że pismo branżowe powinno przede wszystkim stawiać na konkret i rzetelną wiedzę. Politykę można zostawić na prywatne rozmowy. W pracy liczy się fachowość i merytoryka.
Skąd dowiedział się Pan o magazynie Agro Profil?
– Podczas jednych z targów rolniczych. Zobaczyłem pierwszy numer, sprawdziłem też, kto jest redaktorem naczelnym. Byłem ciekaw, kto wypełni lukę po tytułach, które zniknęły z rynku. Przyznam, że życzyłem Wam, żebyście nie tylko zajęli tę przestrzeń, ale zrobili to lepiej. Start był trudny – mieliście niewielką bazę, a konkurencja dwudziestoletnie doświadczenie. Niektórzy nawet nie chcieli brać do ręki nowego magazynu. A dziś? Dziś patrzą na was z szacunkiem.
Jak wspomina Pan początki z naszym magazynem?
– Widać było zapał młodych ludzi i konsekwencję. Może nie wszyscy wierzyli, że tak się rozwiniecie, ale ja wiedziałem, że jeśli ktoś pracuje systematycznie, to efekty przyjdą. Pamiętam rozmowę sprzed kilku lat, gdy mówiono, że nie widać jeszcze wielkich rezultatów tej pracy. Odpowiadałem wtedy, że to kwestia czasu i kumulacji – przyjdzie moment wybicia. I przyszedł.
Co Pana zdaniem wyróżniło Agro Profil na rynku?
– Obiektywizm i merytoryka. Bez lansowania opcji politycznych, bez podpierania się cudzymi poglądami. Świeżość spojrzenia. Do tego odwaga – reportaże z Ukrainy, Rumunii, Francji, Brazylii czy Australii. Pokazanie produkcji w krajach Mercosur dla wielu było szokiem. To wymaga odwagi, bo nikt nie powie, że wszędzie jest bezpiecznie. Podnieśliście poprzeczkę całej konkurencji.
Czy jakieś artykuły szczególnie zapadły Panu w pamięć?
– W każdym numerze znajdował się jakiś „rodzynek”. Ale szczególnie poruszył mnie tekst o śp. profesorze Jacku Piszczku. Nie wiedziałem, że odszedł. U was pojawił się okolicznościowy artykuł. To było ważne – zauważyć człowieka, jego dorobek. W moim regionie długo nikt o tym nie pisał. To pokazuje, że widzicie nie tylko technologię, ale też ludzi, którzy byli i są obok.
Czy lektura magazynu Agro Profil zmieniła coś w Pana gospodarstwie?
– Tak. Miałem problem z niską próchnicą. Siałem poplony, ale nie widziałem efektów. Po analizie artykułów na ten temat zmieniłem podejście – wprowadziłem groch w poplonie. Trzeci sezon go mam. To może drobna rzecz, ale konkretna zmiana wynikająca z wiedzy.
Czy w takim razie korzysta Pan z naszych atlasów i publikacji dodatkowych?
– Tak, mam publikacje dotyczące roślin, które uprawiam. Cenię je za „chodzenie po ziemi”. To nie są oderwane od rzeczywistości, kosztowne warianty, tylko rozwiązania możliwe do zastosowania w praktyce. Jak postrzega Pan dzisiejsze wyzwania w rolnictwie? – Choćby kwestia skuteczności środków ochrony roślin. Kiedyś działały znakomicie i skutecznie. Dziś człowiek się zastanawia, czy substancji czynnej jest tyle, ile powinno być, bo po zastosowaniu preparatu nie ma gwarancji efektu. To rodzi pytania, ale także niepewność.
Czy śledzi Pan nasze media elektroniczne?
– Tak, zwłaszcza serię pokazującą rolnictwo świata. Interesuje mnie, jaka jest pogoda w Hiszpanii, Francji czy Niemczech. Straty liczone w miliardach euro często nie są szeroko omawiane w naszych mediach, a przecież wpływają na rynek. Śledzę też informacje ekonomiczne i notowania giełdy MATIF. Czasem najpierw pojawia się kurs, a dopiero potem teoria, która ma go wytłumaczyć. Informacje bywają sortowane, dlatego trzeba szukać szerzej.
Co sądzi Pan o patriotyzmie gospodarczym, czy ma dla Pana znaczenie kraj pochodzenia produktów i usług?
– Tak i uważam, że to w Polsce wciąż słaby punkt. W wielu dziedzinach nie mamy własnych produktów, więc wybór jest oczywiście ograniczony. Ale tam, gdzie możemy, powinniśmy wybierać świadomie. Nic nie ma za darmo. Jeśli coś jest dumpingowe, to w jakimś celu. W Niemczech patriotyzm konsumencki jest silniejszy. A u nas wciąż pokutuje przekonanie, że zagraniczne znaczy lepsze.
Jak ocenia Pan świadomość konsumentów w tym aspekcie?
– Często kupują, nie wiedząc co. Nie czytają składu produktów. Nie zwracają uwagi, jak wiele zawartych jest tam dodatków, konserwantów. To wymaga edukacji.
Czego oczekuje Pan od mediów rolniczych w najbliższych latach?
– Uczciwości i lojalności wobec czytelnika. Odwagi w podejmowaniu tematów, także tych trudnych jak patriotyzm gospodarczy. Macie duże zasięgi elektroniczne – warto z nich korzystać, by docierać nie tylko do rolników, ale też do mieszkańców miast. Uczyć, tłumaczyć, pokazywać fakty.
Ceny kukurydzy i soi na giełdach światowych znajdują się pod silną presją nowych prognoz National Supply Company (Conab). Według raportu z 14 kwietnia 2026 roku, łączna produkcja zbóż w Brazylii może osiągnąć rekordowe 356,3 mln ton, co bezpośrednio wpływa na nastroje inwestorów i stabilizację podaży u progu nowego sezonu.
Ceny kukurydzy i soi a dominacja Brazylii na rynku światowym
Brazylia umacnia swoją pozycję jako kluczowy filar globalnego handlu. W przypadku soi prognozowany zbiór na poziomie 179,2 mln ton jest nowym historycznym rekordem. Przy średniej wydajności wynoszącej 3,696 t/ha, kraj ten odpowiada obecnie za ponad połowę światowego handlu tym surowcem. Tak wysoka podaż z Ameryki Południowej jest głównym czynnikiem determinującym globalne trendy cenowe.
W sektorze kukurydzy, mimo niewielkiego spadku produkcji rok do roku (do poziomu 139,6 mln ton), Brazylia pozostaje drugim największym eksporterem globu. Kluczowe znaczenie ma tu drugi zbiór (safrinha), szacowany na 109,1 mln ton, który stanowi o potencjale eksportowym kraju i wpływa na konkurencyjność brazylijskiego ziarna na rynkach międzynarodowych.
Kalendarz zbiorów a sezonowe wahania cen
Zrozumienie dynamiki brazylijskiej produkcji wymaga śledzenia kalendarza prac polowych, który różni się od cyklu na półkuli północnej:
Soja (Styczeń – Maj): Obecnie zbiory są na ukończeniu (85,7% powierzchni), co oznacza okres największej podaży ziarna w portach.
Kukurydza (Czerwiec – Sierpień): Nadchodzące zbiory safrinha będą kolejnym kluczowym punktem, który zweryfikuje długoterminowe prognozy cenowe.
Wyzwania produkcyjne i ryż
Podczas gdy rynki masowe skupiają się na rekordach, raport Conab wskazuje również na trudności w innych segmentach. Produkcja ryżu ma spaść o 13% (do 11,1 mln ton), co wynika z mniejszego obszaru zasiewów i mniej korzystnej pogody. Choć ryż ma mniejszy wpływ na globalne indeksy niż kukurydza czy soja, spadek ten jest istotny dla regionalnej równowagi rynkowej.
Podsumowanie kluczowych danych CONAB (kwiecień 2026):
Całkowita produkcja: 356,3 mln ton (wzrost o 4,1 mln t r/r).
Powierzchnia upraw: 83,3 mln hektarów (wzrost o 2%).
Wydajność soi: rekordowe 3,696 t/ha.
Kontynuacja wzrostu produkcji w Brazylii przy rekordowej wydajności sprawia, że Ameryka Południowa pozostaje głównym kreatorem podaży, co bezpośrednio przekłada się na to, jak kształtują się ceny kukurydzy i soi w bieżącym kwartale.
Ceny pszenicy znajdują się pod silnym wpływem rekordowej podaży z Ameryki Południowej. Choć Argentyna w globalnym rankingu ustępuje gigantom, to jej historyczny wynik w sezonie 2025/26 stał się „języczkiem u wagi”, który przy doskonałej produkcji u pozostałych liderów skutecznie blokuje notowaniom drogę do odbicia.
Rekordowe zbiory w Argentynie, szacowane przez USDA na 27,9 mln ton, uderzają w rynek, który jest już nasycony. W sezonie 2025/26 mamy do czynienia z rzadką kumulacją: niemal wszystkie rolnicze potęgi dostarczyły ogromne wolumeny w tym samym czasie. Przy eksporcie z Rosji na poziomie 44,5 mln ton oraz unijnym wyniku rzędu 30,5 mln ton, dodatkowe 19,5 mln ton z Argentyny tworzy nawis rynkowy, którego handel nie jest w stanie płynnie wchłonąć.
Dlaczego rekord Argentyny tak mocno determinuje ceny pszenicy?
Mimo że Argentyna zajmuje 6. miejsce w rankingu eksporterów, to właśnie jej oferta wyznacza poziom cenowy, do którego muszą równać inni. Przy globalnej nadprodukcji najtańszy dostawca rozdaje karty. Gdy argentyńska pszenica „Up River” wyceniana jest na 223–225 USD/t, najwięksi gracze (Rosja, UE, USA) tracą pole do negocjacji.
Najwięksi eksporterzy pszenicy – sezon 2025/26 (USDA)
Miejsce
Eksporter
Wolumen (mln ton)
1.
Rosja
44,5
2.
Unia Europejska
30,5
3.
Kanada
29,0
4.
Australia
26,5
5.
USA
24,5
6.
Argentyna
19,5 (Rekord)
7.
Ukraina
12,5
Eksportuj do Arkuszy
Oficjalne ceny w kraju: Logistyka dzieli Polskę
Najnowsze dane Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW) z 12 kwietnia 2026 r. potwierdzają trudną sytuację krajowych producentów. Średnia cena zakupu pszenicy konsumpcyjnej wynosi 795 zł/t, co oznacza spadek o 15,3% w skali roku.
Uwagę zwraca jednak potężna rozpiętość między cenami minimalnymi a maksymalnymi:
Pszenica konsumpcyjna: od 698 do 828 zł/t (różnica 130 PLN).
Pszenica paszowa: od 678 do 800 zł/t (różnica 122 PLN).
Ta olbrzymia różnica wynika bezpośrednio z kosztów transportu do portów. W sytuacji, gdy światowy handel opiera się na tanim ziarnie z Argentyny, polskie porty muszą konkurować ceną FOB. Rolnicy z regionów oddalonych od terminali morskich (południe i południowy wschód) muszą akceptować znacznie niższe stawki w skupach, ponieważ koszt transportu lądowego „zjada” marżę, czyniąc ich ziarno mniej konkurencyjnym na globalnym rynku.
Nie tylko pszenica: Kukurydza i nasiona soi
Sytuacja w Argentynie nie ogranicza się do jednego gatunku. Stabilna produkcja kukurydzy (52 mln ton) dodatkowo obciąża rynki paszowe. Z kolei w przypadku soi, mimo nieco niższych zbiorów niż przed rokiem (48 mln ton nasion soi), Argentyna pozostaje globalnym liderem przetwórstwa, zalewając rynki tanią śrutą i olejem, co pośrednio wpływa na opłacalność innych upraw oleistych.
Dla polskiego rolnika płynie stąd chłodny wniosek: dopóki rekordowe wolumeny z Argentyny i Rosji dominują w globalnych portach, ceny pszenicy pozostaną pod ciężarem rekordowych bilansów, a o ostatecznym zysku w kraju będzie decydować przede wszystkim odległość od nabrzeża.
Analiza AgroProfil na podstawie danych FAS-USDA, IGC, oficjalnych notowań MRiRW oraz bieżących cen giełdowych MATIF.
Zbiór ziemniaków to jeden z najbardziej wymagających etapów sezonu. Nawet dobrze prowadzona uprawa może stracić na wartości, jeśli podczas wykopywania dojdzie do uszkodzeń bulw. Popularna kopaczka elewatorowa typu Anna pozwala znacząco przyspieszyć pracę, ale tylko pod warunkiem odpowiedniej regulacji.
Nieprawidłowe ustawienie prowadzi do strat mechanicznych, niedokładnego odsiewania ziemi lub zapychania się maszyny. Właściwa konfiguracja wpływa nie tylko na wydajność, ale również na jakość plonu i komfort pracy operatora.
Przygotowanie pola przed wjazdem maszyny
Zanim Anna wjedzie na pole, należy odpowiednio przygotować stanowisko. Gleba nie powinna być zbyt mokra ani przesuszona. Optymalna wilgotność pozwala na łatwe oddzielanie bulw od ziemi.
Ważne jest również wcześniejsze usunięcie naci. W praktyce stosuje się mechaniczne niszczenie łęcin lub ich chemiczne dosuszanie. Dzięki temu kopaczka pracuje płynniej i zmniejsza się ryzyko zapychania przenośników.
Równe redliny to kolejny istotny element. Nierówności powodują niestabilną pracę lemiesza i zwiększają ryzyko uszkodzeń.
Ustawienie głębokości pracy lemiesza
Pierwszym krokiem jest właściwe ustawienie lemiesza, czyli elementu podcinającego redlinę. Powinien on pracować nieco poniżej poziomu bulw, zwykle na głębokości około 3 do 5 cm pod najniżej położonymi ziemniakami.
Zbyt płytkie ustawienie spowoduje pozostawianie części plonu w glebie. Z kolei zbyt głęboka praca zwiększa ilość pobieranej ziemi, co obciąża maszynę i pogarsza separację.
Regulacji dokonuje się najczęściej poprzez zmianę wysokości kół podporowych lub ustawienie trzypunktowego układu zawieszenia.
Prędkość jazdy, a efektywność zbioru
Prędkość ciągnika musi być dostosowana do warunków polowych. W praktyce wynosi zazwyczaj od 3 do 6 km na godzinę.
Zbyt szybka jazda powoduje niedokładne odsiewanie ziemi i większe straty. Zbyt wolna zmniejsza wydajność i może prowadzić do nadmiernego nagromadzenia materiału na przenośniku.
Najlepsze efekty osiąga się przy płynnej, stabilnej jeździe bez gwałtownych zmian tempa.
Regulacja przenośników i odsiewania ziemi
Kluczowym elementem pracy kopaczki Anna są taśmy przenośników. Ich prędkość powinna być zsynchronizowana z prędkością jazdy.
Zbyt szybki ruch taśm może powodować uszkodzenia bulw przez uderzenia. Zbyt wolny sprawia, że ziemia nie jest skutecznie oddzielana.
W wielu modelach istnieje możliwość regulacji intensywności wstrząsów. Na glebach ciężkich warto zwiększyć drgania, aby poprawić odsiewanie. Na lekkich glebach należy je ograniczyć, by nie powodować nadmiernego przemieszczania bulw.
Ustawienie szerokości roboczej i prowadzenie maszyny
Anna powinna być ustawiona dokładnie na szerokość międzyrzędzi, najczęściej 62,5 lub 67,5 cm. Nieprawidłowe ustawienie powoduje częściowe omijanie redlin lub podcinanie sąsiednich rzędów.
Podczas pracy operator musi utrzymywać równy tor jazdy. Nawet niewielkie odchylenia skutkują stratami plonu.
Pomocne jest ustawienie znaczników lub korzystanie z doświadczenia operatora, który potrafi ocenić położenie maszyny względem redlin.
Jednym z najważniejszych celów jest minimalizacja uszkodzeń mechanicznych. Osiąga się to poprzez:
odpowiednie ustawienie prędkości taśm
unikanie zbyt dużych wysokości spadku bulw
dostosowanie intensywności drgań
Bulwy nie powinny spadać z dużej wysokości ani uderzać o metalowe elementy. Warto kontrolować stan gumowych osłon i amortyzatorów.
Konserwacja i kontrola techniczna przed zbiorem
Przed rozpoczęciem pracy należy dokładnie sprawdzić stan techniczny maszyny. Szczególną uwagę zwraca się na:
napięcie łańcuchów
stan prętów przenośników
łożyska i elementy ruchome
układ hydrauliczny
Regularne smarowanie i usuwanie luzów znacząco wpływa na płynność pracy. Zaniedbania w tym zakresie prowadzą do awarii w trakcie zbioru, co może generować duże straty.
Dopasowanie ustawień do rodzaju gleby
Każde pole wymaga indywidualnego podejścia. Na glebach ciężkich konieczne jest głębsze podcinanie i intensywniejsze odsiewanie. Na lekkich wystarczy delikatniejsza praca, aby uniknąć nadmiernego przemieszczania ziemniaków.
W praktyce operator powinien na bieżąco obserwować efekty pracy i wprowadzać korekty. Kilka pierwszych przejazdów to moment na precyzyjne dostrojenie parametrów.
Znaczenie doświadczenia operatora
Nawet najlepiej ustawiona maszyna nie zastąpi doświadczenia osoby prowadzącej ciągnik. Umiejętność obserwacji, reagowania na zmieniające się warunki i wyczucie pracy sprzętu mają ogromne znaczenie.
Doświadczony operator potrafi rozpoznać, kiedy zmienić prędkość, skorygować głębokość pracy lub dostosować ustawienia przenośników, dzięki czemu zbiór przebiega sprawnie i bez strat
W praktyce to właśnie połączenie właściwego ustawienia Anny i umiejętności operatora decyduje o tym, czy plon zostanie zebrany szybko, dokładnie i bez uszkodzeń.
Drewniany domek na zewnątrz jest stale narażony na działanie wilgoci, promieniowania UV oraz zmiennych temperatur. Bez odpowiedniego zabezpieczenia drewno szybko traci kolor, pęka i może ulegać biodegradacji.
Odpowiednio dobrany preparat nie tylko poprawia wygląd, ale przede wszystkim chroni strukturę drewna. To inwestycja, która wpływa na trwałość całej konstrukcji.
Impregnat jako podstawa ochrony
Pierwszym i najważniejszym krokiem jest zastosowanie impregnatu. Wnika on głęboko w strukturę drewna i chroni je przed grzybami, pleśnią oraz owadami.
Impregnat nie zawsze nadaje intensywny kolor, ale stanowi fundament dalszych warstw. W przypadku nowego drewna najlepiej użyć preparatu technicznego, który zabezpieczy materiał jeszcze przed nałożeniem warstwy dekoracyjnej.
Bez tego etapu nawet najlepsza farba nie zapewni pełnej ochrony.
Lazura czy lakierobejca?
Lazura i lakierobejca to jedne z najczęściej wybieranych produktów do malowania drewna na zewnątrz. Ich główną zaletą jest to, że podkreślają naturalny rysunek słojów.
Lazura tworzy cienką, elastyczną powłokę, która pozwala drewnu oddychać. Dzięki temu dobrze sprawdza się w zmiennych warunkach atmosferycznych i nie łuszczy się tak łatwo.
Lakierobejca tworzy bardziej zwartą warstwę ochronną i daje mocniejszy efekt dekoracyjny. Jest bardziej odporna na wilgoć, ale może wymagać dokładniejszego przygotowania powierzchni.
Farba kryjąca jako trwałe rozwiązanie
Farby do drewna na zewnątrz tworzą szczelną powłokę, która skutecznie chroni przed wodą i promieniowaniem UV. To dobre rozwiązanie dla osób, które chcą całkowicie zmienić kolor domku.
W przeciwieństwie do lazur farba zakrywa strukturę drewna, ale oferuje bardzo wysoką odporność na warunki atmosferyczne.
Warto wybierać farby akrylowe lub alkidowe przeznaczone do zastosowań zewnętrznych. Zapewniają one trwałość i dobrą przyczepność do podłoża.
Olej do drewna jako naturalna alternatywa
Olejowanie to metoda, która cieszy się rosnącą popularnością. Olej wnika w drewno i chroni je od środka, jednocześnie nie tworząc widocznej powłoki.
Dzięki temu drewno zachowuje naturalny wygląd i jest przyjemne w dotyku. Olej dobrze zabezpiecza przed wilgocią, ale wymaga regularnego odnawiania.
To rozwiązanie sprawdza się szczególnie w przypadku domków ogrodowych o naturalnym charakterze.
Jak przygotować powierzchnię przed malowaniem?
Przed nałożeniem jakiegokolwiek preparatu drewno musi być odpowiednio przygotowane. Powierzchnia powinna być czysta, sucha i pozbawiona starych, łuszczących się powłok.
W razie potrzeby należy ją przeszlifować, aby poprawić przyczepność nowej warstwy. Usunięcie kurzu i zabrudzeń to kluczowy etap, który wpływa na trwałość efektu końcowego.
Nie należy pomijać tego kroku, ponieważ nawet najlepszy produkt nie spełni swojej funkcji na źle przygotowanym podłożu.
Ile warstw należy nałożyć?
Większość preparatów wymaga nałożenia co najmniej dwóch warstw. Pierwsza wnika w drewno i tworzy bazę, a druga zapewnia właściwą ochronę i efekt wizualny.
W przypadku farb często stosuje się także warstwę podkładową, która zwiększa przyczepność i trwałość powłoki.
Ważne jest, aby zachować odpowiedni czas schnięcia między kolejnymi warstwami. Zbyt szybkie nakładanie może osłabić efekt i skrócić trwałość zabezpieczenia.
Jak często odnawiać powłokę?
Częstotliwość odnawiania zależy od rodzaju użytego preparatu oraz warunków, w jakich znajduje się domek.
Olej może wymagać odświeżenia nawet co rok, natomiast lazura lub lakierobejca zwykle wystarcza na kilka sezonów. Farby kryjące mogą utrzymać się najdłużej, ale z czasem również wymagają renowacji.
Regularna kontrola stanu drewna pozwala szybko reagować i uniknąć poważniejszych uszkodzeń.
Co wybrać w praktyce?
Wybór odpowiedniego produktu zależy od efektu, jaki chcesz osiągnąć oraz stopnia ochrony, jaki jest potrzebny. Jeśli zależy Ci na naturalnym wyglądzie, dobrym wyborem będzie olej lub lazura.
Jeśli priorytetem jest maksymalna trwałość i odporność na warunki atmosferyczne, lepiej sprawdzi się farba kryjąca.
Najważniejsze jest połączenie odpowiedniego preparatu z właściwym przygotowaniem drewna. To właśnie ten zestaw decyduje o tym, czy domek będzie wyglądał dobrze przez lata i skutecznie opierał się działaniu pogody.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.