„Nie zejdziemy z drogi, dopóki nie zostaną spełnione nasze postulaty” – to jasny komunikat, jaki płynie z węzła Gryfino na drodze ekspresowej S3. Producenci rolni z województwa zachodniopomorskiego rozpoczęli całodobowy protest, całkowicie paraliżując ruch na tej kluczowej arterii. Drastyczny spadek opłacalności produkcji rolniczej, niskie ceny skupu zbóż oraz wysokie koszty nawożenia i paliwa doprowadziły branżę na skraj wytrzymałości. Rolnicy żądają natychmiastowych rozmów z premierem Donaldem Tuskiem.
Protest rolników na S3. Co się dzieje?
Od wczesnych godzin porannych w rejonie hal magazynowych przy węźle Gryfino gromadziły się ciągniki rolnicze oraz traktory z naczepami. Zgodnie z planem, o godzinie 11:00 protestujący mieli oficjalnie wyjechać na drogę ekspresową S3, aby zablokować ruch w kierunku Szczecina i Gorzowa.
Organizatorzy zapowiedzieli, że blokada ma charakter ciągły – będzie trwała 24 godziny na dobę do odwołania. Pierwsze utrudnienia dotknęły kierowców na trasie Szczecin–Pyrzyce, dla których policja wyznaczyła objazd drogą wojewódzką nr 119 (DW119).
Akcja wyjazdu na trasę zaliczyła kilkudziesięciominutowe opóźnienie. W tym czasie Komenda Powiatowa Policji w Gryfinie opublikowała na swoim profilu w mediach społecznościowych oficjalne wytyczne dotyczące sugerowanych dróg alternatywnych i organizacji ruchu w regionie.
Po uzyskaniu zielonego światła od służb zabezpieczających zgromadzenie, ponad 10 ciężkich zestawów ciągników wyjechało bezpośrednio na pasy ruchu drogi S3. Policja całkowicie zamknęła trasę w obu kierunkach. Kierowcy podróżujący na odcinku Szczecin–Pyrzyce zostali skierowani na drogi wojewódzkie DW119 oraz DW122. Rolnicy podkreślili, że protest nie zakończy się, dopóki szef rządu nie podejmie z nimi bezpośredniego dialogu.
Środek drogi ekspresowej S3 zamienił się w wielki parking dla maszyn rolniczych. Na zablokowanych pasach ruchu zapanowała rzadko spotykana tu cisza. Przewodniczący protestu, Adam Walterowicz, w mocnych słowach opisał dramatyczną sytuację ekonomiczną gospodarstw, wskazując na drastyczne dysproporcje między cenami płodów rolnych a kosztami środków do produkcji:
– Rolnicy cały czas ponoszą potężne straty przez niskie ceny w skupach i wysoki koszt upraw. Saletra potrafi kosztować około 2000 zł za tonę, nawozy wieloskładnikowe (trójskładniki) to grubo powyżej 2000 złotych. Do tego paliwo jest przecież niezwykle drogie. Drożeją też chemiczne środki ochrony roślin, które – choć staramy się stosować w ograniczonym stopniu – są niezbędne do prowadzenia profesjonalnej technologii uprawy.
Popołudnie przyniosło eskalację utrudnień komunikacyjnych. Zablokowany odcinek S3 od węzła Klucz do Pyrzyc wygenerował potężny zator na autostradzie A6 – korek ciągnął się od węzła Podjuchy aż do Radziszewa w stronę granicy z Niemcami.
Mimo uciążliwych objazdów (kierowcy wysyłani byli m.in. na DW119 w kierunku Myśliborza), wielu zmotoryzowanych wykazywało pełne zrozumienie dla postulatów wsi.
Ceny zbóż jak 20 lat temu. Dlaczego rolnicy wyszli na ulice?
Głównym powodem desperackiego kroku plantatorów z Pomorza Zachodniego jest całkowite załamanie rynkowe i brak rentowności produkcji. Koszty zakupu kwalifikowanego materiału siewnego, nowoczesnej techniki rolniczej czy wspomnianego nawożenia pszenicy i rzepaku rosną w tempie geometrycznym, podczas gdy stawki oferowane przez podmioty skupowe drastycznie spadają.
źródło: Radio Szczecin









