Mucha śrubowa – groźny pasożyt, którego w USA nie widziano od ponad 40 lat – oficjalnie powróciła do Ameryki Północnej. Sprawa jest poważna, bo szkodnik atakuje bydło, a ewentualne straty w amerykańskim sektorze wołowiny mogą iść w miliardy dolarów. Główną orężem w walce z plagą jest tzw. Technika Sterylnych Owadów (SIT), polegająca na wypuszczaniu milionów poddanych promieniowaniu bezpłodnych samców . Żeby powstrzymać kryzys i rozwiązać problem niedoboru sterylnych much, ONZ i Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej przekazują 1 milion dolarów na badania, a Kanada już ogranicza import amerykańskich zwierząt.
Czytaj również:
Czym jest mucha śrubowa?
Mucha śrubowa (Cochliomyia hominivorax) to gatunek owada występujący w subtropikalnych rejonach Ameryk. Wyglądem przypomina zwykłą muchę domową, ale jest od niej niemal trzykrotnie większa i ma metalicznie niebieskozielone zabarwienie. Szkodnik ten jest wyjątkowo groźnym pasożytem zwierząt ciepłokrwistych oraz ludzi. Samice składają setki jaj na brzegach otwartych ran, a wyklute larwy przypominają kształtem wkręt – wwiercają się w ciało gospodarza i odżywiają jego żywą tkanką, co bez szybkiego leczenia doprowadza do śmierci zwierzęcia.
Sytuacja w Teksasie i drony wyszukujące chore bydło
Na łamach AgroProfil pisaliśmy niedawno o pierwszych przypadkach wykrycia tego pasożyta w Teksasie. Żeby szybciej wyłapywać chore sztuki, Amerykanie wysłali na granicę z Meksykiem drony z kamerami termowizyjnymi i sztuczną inteligencją. Szukają zwierząt z gorączką, co pozwala wyłapać zakażenie na wczesnym etapie.
Przełom w Teksasie: Fabryka sterylnych much ruszy 7 miesięcy wcześniej
Mimo że sterylizacja owadów to jedyna skuteczna metoda na całkowite wytępienie agrofaga, dziś problemem są ograniczone moce produkcyjne. Jedyny działający zakład w Panamie daje tylko 100 milionów much tygodniowo, podczas gdy zapotrzebowanie szacuje się na ponad 600 milionów.
Departament Rolnictwa USA (USDA) podjął więc decyzję o budowie ogromnego zakładu w Edinburgu w Teksasie za 750 milionów dolarów. Budowa idzie bardzo szybko – fabryka ma ruszyć wiosną 2027 roku, czyli aż 7 miesięcy przed pierwotnym terminem. Docelowo ma produkować 300 milionów sterylnych owadów tygodniowo.
Co dzieje się na wykresie ciągłym w Chicago?
Na rynku najbardziej płynnych serii kontraktów na ceny żywego bydła widać duże rozchwianie. Patrząc na wykres kontynuacyjny (Daily Nearby), jeszcze w maju i czerwcu ceny biły rekordy w okolicach 250–253 USD. Potem przyszedł mocny spadek, bo inwestorzy wystraszyli się blokad handlowych i ewentualnego przestoju w ubojniach.
Po lipcowym dołku w rejonie 215–218 USD kurs żywego bydła próbował odbijać, ale na sesji 12 sierpnia spadł o ponad 1% do poziomu 223,875 USD. Widać wyraźnie, że po majowym skoku wolumenu rynek przestał panikować, ale wciąż czeka na konkretne efekty działań weterynaryjnych w USA.
Walka trwa – będziemy śledzić rozwój sytuacji
Starcie z niebezpiecznym agrofagiem dopiero się rozkręca, a stawka dla globalnego rynku mięsa jest ogromna. Rozwój sytuacji epizootycznej w USA oraz decyzje handlowe kluczowych importerów będą w najbliższych miesiącach bezpośrednio dyktować trendy giełdowe. Walka trwa, a jej kolejne etapy oraz wpływ na światowe ceny wołowiny będziemy na bieżąco śledzić i analizować na łamach AgroProfil.








