niedziela, 19 kwietnia, 2026
spot_img

Agro Profil oczami prenumeratorów – dlaczego zostają na lata?

Advertisement
spot_imgspot_img
spot_imgspot_img

Dziesięć lat temu Agro Profil zaczynał od zera. Pierwsi prenumeratorzy to osoby, które nam zaufały, zainteresowały się poruszaną tematyką i postanowiły sprawdzić nasz magazyn. Szczególnie ważni są dla nas ci, którzy są z nami od początku – prenumerując, czytając i wspierając nasze działania.

Wywiad z Panem Tomaszem Wachowiakiem

Tomasz Wachowiak jest naszym prenumeratorem od wielu lat. Docenia rozwój treści wideo, w tym serię „Rolnictwo Świata”.

„Rolnictwo Świata” zwiększa ludzką świadomość – Tomasz Wachowiak

Jak i kiedy zaczęła się Pana przygoda z magazynem Agro Profil? Skąd w ogóle dowiedział się Pan o naszym tytule?

– Bardzo podobnie jak wiele osób – z targów. To było na początku, jak tylko Agro Profil powstał. Braliśmy wtedy gazety, oglądało się nowości, pamiętam, że tytuł zauważyłem na pewno na jakiś targach.

Co Pana przekonało, żeby zostać z Agro Profilem na dłużej? Czy zapadło Panu coś szczególnego w pamięć z tamtych początków?

– Od początku miałem wrażenie, że w tym miesięczniku jest więcej nowości i takich rzeczy „na bieżąco”. Tego co aktualne, praktyczne. Po prostu było tu poruszanych więcej ważnych tematów.

Czy Agro Profil wpłynął jakoś na Pana postrzeganie rolnictwa albo na działania w gospodarstwie? Pamięta Pan jakieś konkretne artykuły?

– Nie tyle konkretne artykuły z tytułu, co bardziej rozmowy z ludźmi i zalecenia oraz porady ekspertów. Pamiętam sytuacje, gdy mogłem porozmawiać z profesorem Piechotą o kłopotach ze słonecznikiem czy inną uprawą. Gdy ktoś miał problem – wtedy to doradztwo było takie „tu i teraz”, konkretne i pomocne.

Czy korzysta Pan z naszych publikacji i atlasów drukowanych?

– Tak, korzystam. Mam publikacje dotyczące upraw – „Zboża”, „Burak cukrowy”, „Rzepak”. Mam też atlas/rejestr środków ochrony roślin. Nieraz pomaga, bo człowiek myśli, że wszystko wie, a jednak trzeba zajrzeć i sprawdzić, co jest zarejestrowane, a co nie. To porządkuje wiedzę.

Czy do tych atlasów i publikacji faktycznie się wraca, czy to raczej jednorazowa pomoc?

– Moim zdaniem, jest po co wracać. Zwłaszcza dziś – wobec tego, co się dzieje w internecie. Tych „doradców” i trendów jest tyle, że można zwariować. A rzepak jest uprawiany od lat i nie oszukujmy się: podstawy są podstawami. Nie ma sensu kombinować za dużo, bo to często nic nie daje. Człowiek czasem po serfowaniu w internecie zaczyna się zastanawiać, czy w ogóle umie uprawiać rzepak. Dlatego dobrze wrócić do rzeczy sprawdzonych.

Czym Agro Profil wyróżnił się dla Pana na tle innych tytułów?

– Odebrałem go jako powiew nowoczesności. Porównując do innych magazynów – tam mam wrażenie, że od lat jest bardzo podobnie, niewiele się zmienia. U Was doszły filmy, np. bardzo ciekawa seria „Rolnictwo Świata” na You Tubie. Ludzie to oglądają, bo pokazujecie, jak jest w różnych krajach. To jest naprawdę coś innego. Człowiek poznaje, jak pracuje się w rolnictwie poza granicami naszego kraju, jakie są realia, co jest podobne, a co zupełnie inne. To poszerza perspektywę.

Jakie jeszcze działania najbardziej Pan docenia?

– To, że jesteście na bieżąco. To jest bardzo ważne. Jeśli miałem styczność z redakcją i dałem znać, że coś się dzieje – protesty, wydarzenia, cokolwiek – to nie byliście obojętni. Reagowaliście szybko. To buduje zaufanie, bo człowiek widzi, że to jest żywe medium, a nie tylko „wydawanie numeru”.

Jak ocenia Pan pracę zespołu i kontakt z redakcją?

– Bardzo pozytywnie – całego zespołu redakcyjnego. Z kimkolwiek miałem kontakt, każdy był serdeczny, z ludzkim podejściem. Dziś to wcale nie jest takie oczywiste. Często spotyka się przedstawicieli mediów, którzy są natarczywi i przyjeżdżają tylko „w danym celu”. U was, miałem wrażenie, chodzi nie tylko o słupki sprzedaży, ale o sens i pożytek dla innych.

Czy ma dla Pana znaczenie patriotyzm gospodarczy – pochodzenie produktów i marek?

– Tak, i to duże. Powinniśmy się wspierać nawzajem. W Polsce dużo się o tym mówi, ale mam wrażenie, że mało kto to naprawdę rozumie. Ludzie patrzą najczęściej na cenę – i tyle. A w żywności to już w ogóle: wiele osób nawet nie rozumie, jak ważne jest pochodzenie.

Jak to wygląda u Pana w gospodarstwie w praktyce?

– My nie mamy wielkiego gospodarstwa – około 50 hektarów – ale jak kupujemy coś nowego, to staramy się wybierać maszyny i sprzęty z polskich firm. Bo po co na 50 hektarów kupować zestaw za 50 tysięcy, skoro za kilkanaście można go mieć, robotę zrobić podobną, a przy okazji wesprzeć lokalnego producenta. U mnie praktycznie wszystko jest polskie.

Wywiad z Panem Janem Kolowskim

Jan Kolowski wspiera działania magazynu od samego początku. Podkreśla przewagę merytoryki nad wpływami politycznymi.

Widać merytorykę i patriotyzm – Jan Kolowski

Od dawna ma Pan do czynienia z prasą rolniczą?

– Przez ponad 20 lat prenumerowałem inne tytuły. To był długi etap – człowiek się przyzwyczaja. Z czasem jednak zacząłem czuć, że potrzebuję czegoś innego, nowego. Widziałem coraz więcej elementów pozamerytorycznych, więcej wątków politycznych. A ja uważam, że pismo branżowe powinno przede wszystkim stawiać na konkret i rzetelną wiedzę. Politykę można zostawić na prywatne rozmowy. W pracy liczy się fachowość i merytoryka.

Skąd dowiedział się Pan o magazynie Agro Profil?

– Podczas jednych z targów rolniczych. Zobaczyłem pierwszy numer, sprawdziłem też, kto jest redaktorem naczelnym. Byłem ciekaw, kto wypełni lukę po tytułach, które zniknęły z rynku. Przyznam, że życzyłem Wam, żebyście nie tylko zajęli tę przestrzeń, ale zrobili to lepiej. Start był trudny – mieliście niewielką bazę, a konkurencja dwudziestoletnie doświadczenie. Niektórzy nawet nie chcieli brać do ręki nowego magazynu. A dziś? Dziś patrzą na was z szacunkiem.

Jak wspomina Pan początki z naszym magazynem?

– Widać było zapał młodych ludzi i konsekwencję. Może nie wszyscy wierzyli, że tak się rozwiniecie, ale ja wiedziałem, że jeśli ktoś pracuje systematycznie, to efekty przyjdą. Pamiętam rozmowę sprzed kilku lat, gdy mówiono, że nie widać jeszcze wielkich rezultatów tej pracy. Odpowiadałem wtedy, że to kwestia czasu i kumulacji – przyjdzie moment wybicia. I przyszedł.

Co Pana zdaniem wyróżniło Agro Profil na rynku?

– Obiektywizm i merytoryka. Bez lansowania opcji politycznych, bez podpierania się cudzymi poglądami. Świeżość spojrzenia. Do tego odwaga – reportaże z Ukrainy, Rumunii, Francji, Brazylii czy Australii. Pokazanie produkcji w krajach Mercosur dla wielu było szokiem. To wymaga odwagi, bo nikt nie powie, że wszędzie jest bezpiecznie. Podnieśliście poprzeczkę całej konkurencji.

Czy jakieś artykuły szczególnie zapadły Panu w pamięć?

– W każdym numerze znajdował się jakiś „rodzynek”. Ale szczególnie poruszył mnie tekst o śp. profesorze Jacku Piszczku. Nie wiedziałem, że odszedł. U was pojawił się okolicznościowy artykuł. To było ważne – zauważyć człowieka, jego dorobek. W moim regionie długo nikt o tym nie pisał. To pokazuje, że widzicie nie tylko technologię, ale też ludzi, którzy byli i są obok.

Czy lektura magazynu Agro Profil zmieniła coś w Pana gospodarstwie?

– Tak. Miałem problem z niską próchnicą. Siałem poplony, ale nie widziałem efektów. Po analizie artykułów na ten temat zmieniłem podejście – wprowadziłem groch w poplonie. Trzeci sezon go mam. To może drobna rzecz, ale konkretna zmiana wynikająca z wiedzy.

Czy w takim razie korzysta Pan z naszych atlasów i publikacji dodatkowych?

– Tak, mam publikacje dotyczące roślin, które uprawiam. Cenię je za „chodzenie po ziemi”. To nie są oderwane od rzeczywistości, kosztowne warianty, tylko rozwiązania możliwe do zastosowania w praktyce. Jak postrzega Pan dzisiejsze wyzwania w rolnictwie? – Choćby kwestia skuteczności środków ochrony roślin. Kiedyś działały znakomicie i skutecznie. Dziś człowiek się zastanawia, czy substancji czynnej jest tyle, ile powinno być, bo po zastosowaniu preparatu nie ma gwarancji efektu. To rodzi pytania, ale także niepewność.

Czy śledzi Pan nasze media elektroniczne?

– Tak, zwłaszcza serię pokazującą rolnictwo świata. Interesuje mnie, jaka jest pogoda w Hiszpanii, Francji czy Niemczech. Straty liczone w miliardach euro często nie są szeroko omawiane w naszych mediach, a przecież wpływają na rynek. Śledzę też informacje ekonomiczne i notowania giełdy MATIF. Czasem najpierw pojawia się kurs, a dopiero potem teoria, która ma go wytłumaczyć. Informacje bywają sortowane, dlatego trzeba szukać szerzej.

Co sądzi Pan o patriotyzmie gospodarczym, czy ma dla Pana znaczenie kraj pochodzenia produktów i usług?

– Tak i uważam, że to w Polsce wciąż słaby punkt. W wielu dziedzinach nie mamy własnych produktów, więc wybór jest oczywiście ograniczony. Ale tam, gdzie możemy, powinniśmy wybierać świadomie. Nic nie ma za darmo. Jeśli coś jest dumpingowe, to w jakimś celu. W Niemczech patriotyzm konsumencki jest silniejszy. A u nas wciąż pokutuje przekonanie, że zagraniczne znaczy lepsze.

Jak ocenia Pan świadomość konsumentów w tym aspekcie?

– Często kupują, nie wiedząc co. Nie czytają składu produktów. Nie zwracają uwagi, jak wiele zawartych jest tam dodatków, konserwantów. To wymaga edukacji.

Czego oczekuje Pan od mediów rolniczych w najbliższych latach?

– Uczciwości i lojalności wobec czytelnika. Odwagi w podejmowaniu tematów, także tych trudnych jak patriotyzm gospodarczy. Macie duże zasięgi elektroniczne – warto z nich korzystać, by docierać nie tylko do rolników, ale też do mieszkańców miast. Uczyć, tłumaczyć, pokazywać fakty.

Rozmawiał Damian Tomaszewski

spot_imgspot_img
spot_imgspot_img
Damian Tomaszewski
Damian Tomaszewski
Absolwent Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, na kierunku Inżynieria rolnicza. Bliski tematyce wpływu rozwijającej się techniki rolniczej na środowisko. Na co dzień pracuję w rodzinnym rodzinnym gospodarstwie rolnym zajmującym się produkcją roślinną oraz zwierzęcą.

Napisz komentarz

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie
Zobacz wszystkie komentarze

Podobne artykuły

Bieżący Agro Profil

spot_img

Śledź nas

Ostatnie artykuły

Strefa wiedzy

Pogoda dla rolników

0
Chętnie poznamy Twoją opinię, skomentuj!x