czwartek, 23 kwietnia, 2026
spot_img
Strona główna Blog Strona 91

Owadzia bańka pękła? Gigantyczna fabryka białka we Francji idzie pod klucz

0

Sny o potędze alternatywnych źródeł pasz zderzyły się z brutalną rzeczywistością ekonomiczną, a francuski lider branży owadziej zamyka swój flagowy zakład. Obiekt, który miał dostarczać na rynek tysiące ton komponentów rocznie, okazał się finansową studnią bez dna.

Ludzie będą jeść robaki – ogromne ambicje poległy 

Ambicje były ogromne – fabryka pod Amiens miała być największą wertykalną fermą na świecie, docelowo produkującą rocznie 200 tysięcy ton (z początkowym celem 20 tys. ton) białka z larw mącznika. Obiekt, promowany jako symbol innowacji i szansa na uniezależnienie Europy od importu soi czy mączki rybnej, kończy swoją działalność produkcyjną zaledwie chwilę po rozruchu. Rzeczywistość zweryfikowała biznesplan: koszty energii i utrzymania futurystycznej infrastruktury przerosły możliwości finansowe spółki Ynsect, a inwestorzy stracili cierpliwość do dokładania do nierentownego biznesu.

Interes się zawinął 

Decyzja o wygaszeniu produkcji w tym ultranowoczesnym zakładzie to wstrząs dla całego sektora „insect farming” czyli hodowli owadów. Spółka, która do tej pory pozyskała fundusze rzędu setek milionów euro, zmuszona jest zwolnić znaczną część załogi i zmienić strategię o 180 stopni. Zamiast samodzielnie hodować owady na masową skalę, firma zamierza skupić się teraz na sprzedaży licencji i technologii innym podmiotom. Oznacza to przyznanie się do porażki modelu biznesowego, w którym fizyczna produkcja białka owadziego w warunkach wertykalnych miała konkurować cenowo na rynku pasz.

Upadek projektu Amiens to ważny sygnał dla rolnictwa i przemysłu paszowego. Pokazuje on wyraźnie, że mimo presji ekologicznej i medialnego szumu wokół „nowego rolnictwa”, tradycyjne metody produkcji i klasyczne surowce białkowe wciąż wygrywają rachunkiem ekonomicznym. Entuzjazm dotyczący szybkiego zastąpienia konwencjonalnych pasz białkiem z owadów musi ostygnąć, ustępując miejsca twardej kalkulacji kosztów, która na ten moment jest bezlitosna dla innowatorów.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?

0
Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
Małoobszarowe gospodarstwa pełnią ważną rolę w bezpieczeństwie żywnościowym. W związku z tym ważne jest, aby i one wdrażały technologie 4.0, dopasowane do indywidualnych potrzeb oraz możliwości technicznych i finansowych, które wspomogą je w produkcji zrównoważonej. Fot. J. Skudlarski

Rolnictwo 4.0 kojarzy się często z drogimi dronami, autonomicznymi maszynami i zaawansowaną robotyką, czyli technologiami, które wydają się poza zasięgiem małych gospodarstw. Czy faktycznie małoobszarowe gospodarstwa rolne pozbawione są osiągnięć czwartej rewolucji technologicznej? Oczywiście że nie – one również mogą sobie pozwolić na zastosowanie niektórych jej rozwiązań.

Cyfrowa transformacja rolnictwa w dobie zmian polityczno-gospodarczo-społecznych i zmian klimatycznych jest koniecznym trendem umożliwiającym dostosowanie się gospodarstw rolnych do nowej rzeczywistości. Automatyzacja, robotyzacja i cyfryzacja wpisujące się w koncepcję Rolnictwo 4.0 stają się niezbędne, by gospodarstwa rolne mogły dostosować uprawę roślin i chów zwierząt zarówno do zmian klimatycznych, jak i do standardów produkcji określonych regulacjami prawnymi, a jednocześnie zachować opłacalność produkcji.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
Czwarta rewolucja technologiczna (4.0) dostarczyła szereg rozwiązań i technologii, z których skorzystać mogą również małoobszarowe gospodarstwa rolne. Fot. J. Skudlarski

Cyfrowa transformacja rolnictwa jako szansa dla małych gospodarstw

Jak wynika z danych FAO, małoobszarowe gospodarstwa rolne na świecie mają znaczny udział w strukturze agrarnej. Co istotne – gospodarstwa, których powierzchnia nie przekracza 2 ha, stanowią około 84% wszystkich gospodarstw na świecie, a zajmując raptem 12% gruntów rolnych, odpowiadają za 30–34% globalnej produkcji żywności. W krajach Azji i Afryki Subsaharyjskiej udział ten dochodzi nawet do 80%. Podobnie jest w Brazylii, gdzie małoobszarowe gospodarstwa rolne stanowią blisko 80% wszystkich farm i odpowiadają za około 80% dostaw żywności. W związku z tym rola małoobszarowych gospodarstw rolnych jest bardzo istotna w aspekcie bezpieczeństwa żywnościowego. W Europie nabrało ono szczególnego znaczenia w czasie pandemii COVID-19 i wojny na Ukrainie.

Małoobszarowe gospodarstwa oferują szereg korzyści dla lokalnej społeczności. Jedną z głównych jest ich zdolność do dostarczania lokalnej społeczności świeżej i bezpiecznej żywności. Ponieważ gospodarstwa te często znajdują się w pobliżu zamieszkania konsumentów, produkty można zbierać w szczytowym momencie dojrzałości i szybko dostarczać, co zapewnia maksymalną świeżość i smak.

Kolejne benefity to wspieranie lokalnej gospodarki, promowanie zrównoważonego rozwoju środowiska, kultury wiejskiej, czy też wspieranie zaangażowania i edukacji społeczności lokalnej.

Gospodarstwa małe charakteryzują się niską produktywnością i wysokimi nakładami pracy. Nie są odporne na zmieniające się czynniki rynkowe i klimatyczne. Stąd też i w tych gospodarstwach potrzebne są odpowiednie narzędzia do zbierania danych i wspierania rolników w podejmowaniu decyzji. Zastosowanie elementów Rolnictwa 4.0 w małych gospodarstwach może być realnym rozwiązaniem wspomnianych problemów. Z jakich rozwiązań mogą skorzystać drobni rolnicy? O tym piszemy poniżej.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
W gospodarstwie ery 4.0 istotną rolę pełnią próby glebowe, dzięki którym można poznać właściwości gleby oraz jej zasobność w składniki pokarmowe. Fot. J. Skudlarski

Internet Rzeczy dla małych gospodarstw

Internet Rzeczy tzw. IoT (od skrótu angielskiego Internet of Things) to wielki ekosystem łączący ze sobą za pomocą Internetu ogromną ilość urządzeń, w tym różnego rodzaju sensorów z aplikacjami zainstalowanymi w komputerach, smartfonach czy w chmurach obliczeniowych. Główną rolą IoT jest pozyskiwanie różnego rodzaju danych z rozproszonych przestrzennie urządzeń pomiarowych i przekazywanie ich do systemów informatycznych, w których podlegają one sortowaniu, analizie i przetwarzaniu na informacje niezbędne do podejmowania decyzji produkcyjnych, jak i biznesowych. Dane te są pozyskiwane na bieżąco (w tzw. czasie rzeczywistym), dzięki czemu użytkownik dysponuje aktualnymi informacjami dotyczącymi tego, co dzieje się np. w jego fabryce lub gospodarstwie rolnym.

Internet Rzeczy (IoT) znalazł szerokie zastosowanie w różnych sektorach gospodarki narodowej, przede wszystkim w sektorze przemysłowym. Za pomocą Internetu Rzeczy – do którego podłączone są różnego rodzaju czujniki pomiarowe, moduły komunikacyjne i oprogramowanie – możliwe jest monitorowanie przebiegu każdego etapu produkcji w zakresie parametrów pracy, i stanu technicznego maszyn i urządzeń, realizacji planów produkcyjnych, zużycia energii i środków do produkcji oraz kosztów wytwarzania.

Internet Rzeczy (IoT) w rolnictwie oznacza wykorzystanie połączonych urządzeń, czujników i analityki danych do monitorowania i automatyzacji procesów produkcji rolnej. Czujniki glebowe, stacje pogodowe, systemy monitorowania zwierząt czy zautomatyzowane maszyny zbierają dane o warunkach środowiskowych, stanie upraw i pracy maszyn, a następnie przesyłają je do platform chmurowych i aplikacji mobilnych. Dzięki temu rolnicy otrzymują aktualne informacje, które pozwalają optymalizować zużycie wody, nawozów i środków ochrony roślin, poprawiać jakość plonów i dbać o dobrostan zwierząt.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
Internet Rzeczy (IoT) to technologia, która ma zastosowanie zarówno w mało-, jak i wielkoobszarowych gospodarstwach rolnych. Fot. Firmowe

Technologie te umożliwiają m.in. precyzyjne nawadnianie, automatyczne zarządzanie klimatem w szklarniach, monitorowanie zdrowia zwierząt, analizę zdjęć z dronów oraz śledzenie produktów w całym łańcuchu dostaw. IoT zwiększa produktywność gospodarstw, poprawia zarządzanie zasobami i wspiera zrównoważone praktyki rolnicze, jednocześnie ułatwiając podejmowanie decyzji w oparciu o dane i ograniczając koszty pracy dzięki automatyzacji.

Z pewnością bardzo przydatnym rozwiązaniem Internetu Rzeczy, dedykowanym dla gospodarstw małoobszarowych, są stacje pogodowe. Urządzenia te są dostępne również w skromniejszych wersjach wyposażenia i bardziej przystępnych cenach. Dostarczają one rolnikom informacji m.in. o temperaturze i wilgotności powietrza oraz sile wiatru, co jest przydatne podczas podejmowania decyzji np. o wykonaniu zabiegu ochrony chemicznej.

W małoobszarowych gospodarstwach rolnych zastosowanie znaleźć mogą czujniki umieszczane w glebie, służące m in. do pomiaru temperatury i wilgotności gleby. Są one szczególnie przydatne w kontroli systemu nawadniania pól uprawnych, plantacji, grządek warzywnych itp. Postęp w dziedzinie czujników powoduje, że stają one tańsze i bardziej dostępniejsze również i dla mniejszych rolników.

Korzystanie z chmur obliczeniowych, do których poprzez Internet trafiają dane z czujników, jest dostępne również dla rolników – właścicieli małych gospodarstw – zarówno w aspekcie technicznym, jak i finansowym.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
Chmury obliczeniowe odgrywają ważną rolę w koncepcji rolnictwa 4.0. Można do nich podpiąć zarówno wielko-, jak i małoobszarowe gospodarstwa rolne. Fot. Firmowe

Teledetekcja satelitarna dla rolnictwa

Kolejnym narzędziem z zakresu zarówno rolnictwa precyzyjnego, jak i rolnictwa 4.0 jest monitorowanie upraw za pomocą technologii satelitarnej. Teledetekcja w rolnictwie wykorzystuje satelity wyposażone w specjalistyczne czujniki do wychwytywania promieniowania elektromagnetycznego odbitego od upraw i gleby. Czujniki te wykrywają długości fal niewidoczne dla ludzkiego oka, dostarczając kluczowych danych, na podstawie których można wygenerować informacje o zdrowiu roślin, poziomie ich stresu i wzorcach wzrostu. Zaawansowane algorytmy przekształcają surowe dane satelitarne w praktyczne informacje rolnicze, umożliwiając rolnikom podejmowanie racjonalnych decyzji dotyczących nawadniania, nawożenia i zwalczania szkodników.

Dzięki teledetekcji satelitarnej rolnik dysponuje informacją, w którym miejscu pola pojawił się problem. Analizując dane historyczne, może stwierdzić, czy problem rozwija się, czy zanika. Zdjęcia satelitarne umożliwiają identyfikację stref pola o różnej produktywności. Z tych obszarów rolnicy mogą pobrać próby glebowe do analizy chemicznej.

Znaczne zasoby zdjęć satelitarnych są dostępnie bezpłatnie i wymagają jedynie obróbki. Obecnie na świecie działają serwisy, które zajmują się pozyskiwaniem zdjęć satelitarnych dla danych obszarów i ich obróbką oraz wyznaczaniem wskaźników wegetacji. Rolnik takie dane uzyskuje po zarejestrowaniu się w takim serwisie. W pewnych zakresach takie dane mogą być dostępne bezpłatnie. Pozyskanie części danych może być usługą płatną, jednakże cenowo dostępną i dla małych gospodarstw. Takie serwisy działają również w Polsce.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
Wgrywane na smartfon różnego rodzaju aplikacje rolnicze mogą się przydać w każdym gospodarstwie, niezależnie od jego areału. Fot. Firmowe

Programy do zarządzania gospodarstwem

Sercem rozwiązań 4.0 zarówno dla przemysłu, jak i rolnictwa są systemy zarządzania gospodarstwem rolnym FMS (Farm Management System), które integrują dane i narzędzia do optymalizacji produkcji rolnej. Umożliwiają one monitorowanie i analizę procesów, zarządzanie zasobami, finansami i pracą maszyn, a także tworzenie map aplikacyjnych w ramach rolnictwa precyzyjnego. 

Dla małych gospodarstw dostępnych jest wiele programów i aplikacji mobilnych wspierających zarządzanie produkcją rolną. Umożliwiają one gromadzenie danych pochodzących z różnych źródeł – jak stacje pogodowe czy czujniki polowe. W takich programach można planować i rejestrować zabiegi, uzupełniając je o dodatkowe informacje, np. uzasadnienie użycia konkretnego środka ochrony roślin. Większość z nich wyposażona jest również w moduły ekonomiczne, które pozwalają obliczyć koszty produkcji dla poszczególnych pól i upraw, a także ocenić opłacalność całej produkcji. Dzięki temu rolnik ma stały dostęp do aktualnych i rzeczywistych kosztów prowadzenia gospodarstwa.

Programy FMS mogą zawierać narzędzia do dokumentacji zabiegów agrotechnicznych i innych działań (np. elektroniczna rejestracja zabiegów ochrony roślin) potwierdzających spełnianie wymogów prawnych wynikających z regulacji unijnych i krajowych.

Z pewnością w programach FMS będą dostępne moduły umożliwiające obliczanie i raportowanie śladu węglowego, który w najbliższej przyszłości może być obligatoryjny dla większości.

Dostępne są także programy umożliwiające rozliczanie pracowników sezonowych, zwłaszcza zatrudnionych przy zbiorach owoców czy warzyw. W takich przypadkach niezwykle praktyczne okazują się smartfony i tablety, ponieważ wiele z tych systemów ma wersje mobilne, które pozwalają zarówno na podgląd danych, jak i ich szybkie wprowadzanie w terenie.

Zakres funkcji programów do zarządzania gospodarstwem różni się w zależności od producenta – mogą być one mniej lub bardziej rozbudowane o dodatkowe moduły. Rozwiązania te są polecane również i małym, i średnim gospodarstwom. Część programów oferuje moduły bezpłatne, np. służące do planowania i rejestrowania prac, a wiele z nich cenowo jest przystępnych również dla mniejszych gospodarstw.

Smartfony i tablety w rolnictwie

Smartfony i tablety stały się jednym z kluczowych narzędzi w rolnictwie 4.0. Pełnią one funkcję mobilnego interfejsu do obsługi programów zarządzania gospodarstwem, umożliwiając rolnikowi dostęp do danych i podejmowanie decyzji zarówno w terenie, jak i poza gospodarstwem.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
Dzięki IoT i technologiom chmurowym można mieć „gospodarstwo w smartfonie” lub „na tablecie”. Fot. Firmowe

Wraz z rozwojem rynku mobilnego rośnie liczba aplikacji tworzonych z myślą o rolnikach. Oferują one szeroki zakres funkcji – począwszy od serwisów pogodowych, przez narzędzia wspierające dobór pestycydów i nawozów, po moduły umożliwiające rozpoznawanie chwastów, chorób czy szkodników.

Dostępne są również aplikacje służące do pomiaru areału pól i działek ewidencyjnych oraz takie, które wspierają planowanie i dokumentowanie zabiegów agrotechnicznych.

Niektóre rozwiązania mobilne ułatwiają także pobieranie próbek gleby z wykorzystaniem nawigacji GPS.  Dzięki nim rolnik może precyzyjnie wyznaczyć miejsca ich poboru, co po analizie w stacji chemiczno-rolniczej pozwala opracować odpowiedni plan nawożenia dla danego pola.

Pogoda 23 grudnia- od -6 do +3 stopni

0
Pogoda 23 grudnia
Pogoda 23 grudnia

Pogoda- opady nie przekroczą 1 mm

Najbliższej nocy nad Polską zacznie się ścierać zimna i ciepła masa powietrza. Oznacza to szanse na krótkie, znikome przelotne opady śniegu- suma opadów nie przekroczy 0,5 mm. Na termometrach od 0 do +2 stopni. Najchłodniej od Pomorza Zachodniego po Łódzkie i Lubelskie.

W ciągu dnia śnieg popada w górach- do 1-3 cm. Nad resztą kraju również miejscami popada- w skali dnia będzie to około 5-15 minutowy opad w ilości do maksymalnie 1 mm. Od Pomorza Zachodniego po środkowe Kujawy, Warmię, Mazury, Suwalszczyznę z upływem dnia przybywać ma chwil ze słońcem. Najsłoneczniej na wybrzeżu środkowym.

Prędkość wiatru nadal niesprawiedliwa. Od Ziemi Łódzkiej po środkową Wielkopolskę, Lubuskie przez całą dobę wiał będzie silny północno wschodni wiatr o niskiej wilgotności powietrza. Po bezwietrznej nocy w ciągu dnia wiatr zacznie nasilać się także na Podlasiu, Mazurach i Warmii. Od Żuław po Kurpie, wschodnie Mazowsze, północ Lubelskiego do południa nieodczuwalny a po południu powieje słabo z północnego wschodu.

Na termometrach w samo południe od -2 w Suwałkach do +1/2 stopni na przeważającym obszarze kraju.

Wieczorem na termometrach od -6 na Podlasiu do -3 w centrum i -1 stopnia na zachodzie kraju.

Pogoda 23 grudnia

Pogoda w ostatnich 30 latach https://modele.imgw.pl/cmm/?page_id=18414

Jak widać na mapach z linka nocami między 1994 a 2012 rokiem bardzo często mieliśmy już tęgi mróz. Poranków takich jak dziś na plusie można policzyć na palcach jednej ręki.

MATIF dopasowuje się do giełdy w Chicago!

0
Ceny zbóż na Matif

Euronext (operator giełdy MATIF w Paryżu) oficjalnie wydłuża godziny handlu kontraktami terminowymi na pszenicę, rzepak i kukurydzę. Ta strategiczna decyzja, wejdzie w życie 2 lutego, jest bezpośrednią odpowiedzią na globalne trendy.

Nowa Sesja – Płynność po Europejsku

Do standardowej sesji dziennej (10:45–18:30 CET) została dodana dwugodzinna sesja wieczorna:

  • Nowe Godziny Handlu: 18:30 – 20:30 CET
  • Łączny Czas Handlu Ciągłego: Prawie 10 godzin dziennie!

Dlaczego to zrobiono? Kluczowe powody

Powód jest prosty – synchronizacja z rynkiem amerykańskim (CBoT) i możliwość natychmiastowej reakcji na kluczowe informacje.

  1. Reakcja na USDA: Najważniejsze raporty dla rynku zbożowego, w tym słynny WASDE, są publikowane przez Departament Rolnictwa USA (USDA) zazwyczaj o godzinie 18:00 CET. Do tej pory, europejscy inwestorzy mieli niewiele czasu na reakcję.
  2. CBoT jest Otwarty: Główna sesja handlowa w Chicago (CBOT) jest aktywna aż do 20:15 CET, absorbując całą zmienność po raporcie USDA. Nowa sesja 18:30–20:30 CET pozwala na równoległy handel na obu giełdach.
  3. Większa Płynność: Wydłużenie godzin ma na celu przyciągnięcie kapitału spoza strefy euro oraz ułatwienie handlu arbitrażowego między Europą a USA, co ostatecznie zwiększy płynność i efektywność rynku.

Co to oznacza dla Rolnika i Handlowca?

  • Większa Kontrola: Więcej czasu na zajmowanie i zamykanie pozycji w reakcji na globalne wiadomości bez czekania do następnego dnia.
  • Wyzwanie Walutowe: Dla polskich przedsiębiorców/rolników handlujących na MATIF (w EUR), nadal ryzyko walutowe EUR/PLN pozostaje kluczowe dla ostatecznego rezultatu strategii zabezpieczającej, które wciąż wymaga oddzielnego zabezpieczenia.

Podsumowanie: Globalny rynek zbożowy stanie się jeszcze bardziej połączony! Nowe godziny na MATIF to znak, że rynek europejski poważnie traktuje swoją rolę w kształtowaniu światowych cen zbóż.

Źródło: Euronext

Pogoda 22 grudnia

0
Pogoda 22 grudnia
Pogoda 22 grudnia

Pogoda 22 grudnia- od -2 do +5 stopni

Najbliższej nocy chmury a na wschodzie i południu chwilami może popadać słaba mżawka. Od Roztocza po woj. Świętokrzyskie, Łódzkie aż po wschód i północ Wielkopolski, zachód i południe Kujaw na termometrach od -2 do 0 stopni. Tu na drogach będzie ślisko. Nad resztą kraju cieplej- od 0 stopni na południu Pomorza Zachodniego do 2-3 nad resztą Polski.

W ciągu dnia nadal chmury chociaż lokalnie między Łodzią, Radomiem, Sandomierzem, Zamościem pojawią się dziury w chmurach. Krótkie chwile ze słońcem możliwe będą też na północnym wschodzie kraju oraz w rejonie wschodniego wybrzeża i Zatoki Gdańskiej.

Wiatr nieodczuwalny od Żuław po północne i wschodnie Mazowsze i północ Lubelskiego a także na Śląsku Cieszyńskim i Podhalu. Na północnym wschodzie powieje słabo. Tymczasem od Pomorza Zachodniego po cały zachód kraju; Łódzkie, Górny Śląsk, Małopolskę powieje silny wschodni wiatr z niższą wilgotnością powietrza.

Dzień zapowiada się ciut chłodniej niż ostatnie dni. W rejonie Radomia tylko 0 stopni. Najcieplej do +5 na zachodzie Lubuskiego i Opolszczyźnie.

Pogoda 22 grudnia

Pogoda w ostatnich 30 latach wielokrotnie przynosiła regularne dwucyfrowe mrozy- tegoroczny grudzień zapisuje się jako z tych z ociepleniem klimatu. Na mapach zobaczycie że ostatnie lata są znacznie cieplejsze niż jeszcze w latach 1994-2012.https://modele.imgw.pl/cmm/?page_id=7422

Bezpieczeństwo żywnościowe a utrata substancji czynnych. Czy polskie rolnictwo jest zagrożone?

0

9 grudnia 2025 r. odbyło się spotkanie poświęcone bezpieczeństwu żywnościowemu i wpływowi utraty substancji czynnych na polskie rolnictwo. W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele biznesu, organizacji branżowych, nauki oraz rolnicy-praktycy. Dyskusję moderowała Anna Zalewska, Advocacy Manager z BASF Polska.

Wiele wyzwań

Andrej Sarnatsky – Country Manager Agricultural Solutions BASF Polska rozpoczął spotkanie, opowiadając o wyzwaniach, z jakimi mamy do czynienia aktualnie w rolnictwie, jak zmiany klimatu, ekstremalne warunki pogodowe, presja regulacyjna ograniczająca możliwości zwalczania patogenów, potrzeba wdrażania zrównoważonych i regeneratywnych praktyk rolniczych, niedobór siły roboczej, starzenie się społeczeństwa oraz konieczność zapewnienia żywności i surowców dla rosnącej populacji, a wreszcie rosnący popyt na biopaliwa i biosurowce ze względu na regulacje i zobowiązania w zakresie zrównoważonego rozwoju.

Misja BASF w trosce o przyszłośc rolnictwa

Misją BASF jest działanie dla zrównoważonej przyszłości rolnictwa poprzez łączenie innowacji, klientów i społeczeństwa. Podkreślił, że kluczową rolę w przyszłości rolnictwa odgrywają innowacje, które mogą przyczynić się do konkurencyjnej i zrównoważonej produkcji żywności. Niemniej badania nad innowacyjnymi produktami ochrony roślin wymagają czasu i inwestycji. 

Powstaje w ten sposób w UE nierównowaga między brakiem odnowień dla istniejących substancji czynnych a nowymi zatwierdzeniami. Wskazane zostało, że potrzebujemy szybszego dostępu do innowacji oraz unikania zakazów stosowania substancji czynnych bez zapewnienia alternatyw. Stały spadek dostępności tych substancji zagraża produktywności i konkurencyjności rolnictwa w Europie, w tym w Polsce.

O rolnictwie zrównoważonym i bezpieczeństwie żywnościowym na debacie BASF

Coraz mniej substancji czynnych

Następnie Steffen Noleppa z HFFA Research zaprezentował wyniki badań na temat produkcji i dostępności żywności oraz skutków handlowych utraty substancji czynnych w ochronie roślin, ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji w Polsce. Zwrócił uwagę, że niezależność i samowystarczalność żywnościowa stają się coraz ważniejszymi tematami debat politycznych nie tylko na świecie, ale też w UE i w Polsce.

Kluczowym czynnikiem jest rygorystyczny system regulacyjny UE dotyczący zatwierdzania środków ochrony roślin, który powoduje systematyczny spadek liczby dopuszczonych substancji czynnych, co stanowi rosnące wyzwanie dla produkcji rolnej. Od 2019 roku w UE nie zatwierdzono żadnej nowej syntetycznej substancji czynnej, a liczba dopuszczeń nadzwyczajnych rośnie, co świadczy o presji na system, by utrzymać produkcję żywności w warunkach zaostrzających się regulacji.

Analizowany scenariusz regulacyjny zakłada, że do 2030 roku w Polsce będzie dopuszczonych znacznie mniej substancji czynnych (głównie CfS), co przełoży się na spadek liczby dostępnych środków ochrony roślin. Straty w produkcji wahałyby się od 6,2% dla malin do 16,5% dla pszenicy. Między nimi plasują się ziemniak (13,1%), rzepak (14,1%), burak cukrowy (7,7%), jabłoń (9,9%) i grusza (7,3%). Polska pozostałaby samowystarczalna w sześciu z siedmiu kluczowych upraw, jednak spadające wskaźniki samowystarczalności – w pszenicy (do 114%), ziemniakach (do 105%), rzepaku (do 79%), buraku cukrowym (do 131%), jabłku (do 290%), gruszce (do 610%)  i malinie (do 113%) – sygnalizują zmniejszenie zdolności eksportowych i rosnące uzależnienie od importu, a w rezultacie negatywny bilans handlu zagranicznego netto.

Utrata substancji czynnych prowadziłaby do znaczących strat nie tylko w produkcji krajowej, ale także w konkurencyjności międzynarodowej. Podkreślono potrzebę dalszego wzmacniania krajowej produkcji rolnej, co wymaga nowoczesnej ochrony upraw oraz wspierających, a nie ograniczających procedur dopuszczania i autoryzacji, które zapewnią wystarczająco szeroki zestaw środków produkcji. Bez różnorodności środków ochrony roślin gospodarstwa nie są w stanie sprostać oczekiwaniom społecznym i naciskom zewnętrznym. Utracie substancji czynnych należy zapobiegać lub przynajmniej minimalizować jej zakres.

Brak alternatywnych rozwiązań

W debacie zwrócono uwagę, że rolnicy tracą coraz więcej narzędzi do ochrony upraw przy braku realnych alternatyw. Odpowiedzią na te i inne wyzwania Wspólnej Polityki Rolnej UE ma być pakiet uproszczeń „Omnibus”, który ma ograniczyć obowiązki administracyjne, zmniejszyć liczbę kontroli i przyspieszyć przekazywanie środków finansowych. Zmiany obejmą system sprawozdawczości, wymogi środowiskowe i funkcjonowanie drobnych gospodarstw rolnych. Wskazano także na potrzebę wsparcia innowacji i zapewnienia rolnikom szybkiego dostępu do nowych narzędzi, w tym poprzez przyspieszoną ścieżkę rejestracji.

Podkreślono, że problem utraty substancji czynnych dotyczy całej Europy, a straty w różnych krajach są podobne. Wskazano trzy kluczowe obszary dla opłacalności i bezpieczeństwa produkcji: zarządzanie glebą i wodą, innowacje cyfrowe w ochronie roślin oraz stabilne otoczenie rynkowe wspierane przez państwo i administrację publiczną. Zwrócono uwagę, że regulatorzy powinni aktywnie reagować na zachodzące zmiany.

Na przykładzie uprawy buraka cukrowego omówiono wyzwania związane z dostępnością
i wycofywaniem substancji czynnych. Wycofanie zapraw z neonikotynoidów, spowodowało spadki plonów rzędu 5-6%. Podkreślono, że nie można wprowadzać zakazów bez dostępności do alternatyw, a postęp powinien być realizowany przez przyjazne przepisy, by nie tracić konkurencyjności wobec krajów spoza UE.

Rolnicy pełni obaw

Rolnicy wyrazili obawy związane z malejącą liczbą zarejestrowanych substancji czynnych i prognozami dalszego spadku do 2030 roku. Choć liczą na nowoczesne rozwiązania i innowacje, na co dzień brakuje im środków ochrony. Zwrócono uwagę na konieczność szybszej ścieżki rejestracji oraz na to, że wycofywanie substancji bez skutecznych alternatyw jest nieakceptowalne. Znikanie substancji czynnych wpływa nie tylko na dochody, ale przede wszystkim na dalszą na możliwość prowadzenia produkcji.

Zaznaczono, że rolnicy dążą do optymalnego prowadzenia upraw, w tym odpowiedzialnego stosowania środków ochrony roślin. Świadomość zrównoważonego stosowania rośnie, a chemia jest wsparciem w sytuacjach krytycznych. Celem jest, by produkt finalny był zdrowy i bezpieczny dla konsumentów.

Podkreślono negatywne skutki strat w uprawach spowodowanych chorobami, szkodnikami czy chwastami oraz wskazano, że rozwiązaniem mogą być derogacje i przyspieszone wprowadzanie nowych środków ochrony roślin.

Zwrócono uwagę na ograniczenia rozwiązań biologicznych, które nie są pełnym ekwiwalentem ochrony chemicznej, oraz na spadającą rentowność gospodarstw, zwłaszcza małych i średnich, które nie mają efektu skali. Podkreślono znaczenie eksportu rolno-spożywczego Polski i zagrożenie dla sytuacji ekonomicznej kraju w przypadku negatywnego bilansu handlowego.

Wskazano na potrzebę równoważenia kwestii zdrowotnych, środowiskowych i produkcyjnych oraz ostrzeżono przed nadmierną regulacją, która może negatywnie wpływać na produkcję. Tam, gdzie regulacje przynoszą negatywne skutki, powinny być one kompensowane przez technologie lub wiedzę.

Podsumowanie konferencji i wnioski

Podsumowując, podkreślono, że regulacje powinny opierać się na rzetelnych dowodach naukowych i uwzględniać ocenę skutków ekonomicznych. Celem jest zapewnienie konkurencyjności, rentowności, ogólnie dobrego funkcjonowania polskich gospodarstw, zdrowej żywności oraz bezpieczeństwa żywnościowego Polski.

Czym się różni Ursus C 335 od C 330?

0

Ursus C 330 korzysta z dwucylindrowego, wysokoprężnego silnika S 312C o pojemności 1960 centymetrów sześciennych. Jednostka ta osiąga około trzydziestu koni mechanicznych przy 2200 obrotach na minutę. Konstrukcja jest prosta, znana mechanikom i chwalona za trwałość.

W Ursusie C 335 zastosowano ten sam typ silnika i identyczną pojemność, jednak producent podniósł moc do trzydziestu pięciu koni mechanicznych. Różnica wydaje się niewielka, lecz w pracy polowej pozwala na bardziej swobodne operowanie z cięższym osprzętem. W codziennym użytkowaniu dodatkowe pięć koni oznacza łatwiejsze ruszanie z ładunkiem, pewniejsze utrzymanie obrotów w czasie orki oraz mniejszą podatność na spadki mocy przy nagłych obciążeniach. Skrzynia biegów w obu modelach pozostaje podobna, mechaniczna, sześciobiegowa do przodu i dwubiegowa do tyłu.

Hydraulika i podnośnik

W C 330 układ hydrauliczny zapewnia udźwig podnośnika do siedmiuset kilogramów i podstawowy wydatek zewnętrzny, który wystarcza do obsługi większości lekkich maszyn spotykanych w niewielkim gospodarstwie. C 330 radzi sobie dobrze z kosiarką rotacyjną, lekkim pługiem czy obsługą przyczep.

W C 335 wprowadzono bardziej wydajną hydraulikę z wyższym przepływem oleju. Udźwig pozostał na podobnym poziomie, lecz działanie podnośnika jest wyraźnie płynniejsze i szybsze. W połączeniu z mocniejszym silnikiem umożliwia to współpracę z cięższymi maszynami, które dla C 330 bywają już graniczne. W modelu C 335 łatwiej utrzymać stabilne podnoszenie osprzętu podczas manewrów, co docenia się szczególnie przy agregacji, bronowaniu oraz podczas pracy z bardziej wymagającymi maszynami zawieszanymi.

Wymiary i prowadzenie

Oba modele mają zbliżoną długość oraz masę własną, co sprawia, że w codziennym prowadzeniu nie odczuwa się dużej różnicy w gabarytach. C 335 posiada nieco większy rozstaw osi, co wpływa na spokojniejsze prowadzenie przy wyższych prędkościach i z cięższymi narzędziami. Model ten zachowuje dobry promień skrętu, dzięki czemu wciąż sprawdza się w ciasnych przestrzeniach.

C 330 jest nieco bardziej zwrotny i lżejszy w odczuciu, zwłaszcza podczas manewrowania bez osprzętu lub z lekkimi narzędziami. To czyni go bardzo przyjaznym traktorem gospodarczym, odpowiednim do codziennych zadań w obejściu oraz transportu na krótkim dystansie.

Zastosowanie w gospodarstwie

Różnice między modelami wyraźnie odczuwalne są w praktyce. C 330 jest niezawodną konstrukcją o prostej obsłudze. Idealnie sprawdza się w małych gospodarstwach, gdzie przeważają lżejsze prace. Jego niskie zużycie paliwa, łatwość serwisowania i szeroka dostępność części sprawiają, że wciąż cieszy się dużą popularnością.

C 335 to odpowiedź na oczekiwania użytkowników potrzebujących większej mocy i sprawniejszej hydrauliki. W pracach, które dla C 330 były na granicy możliwości, C 335 radzi sobie bez wysiłku. Jest lepiej przygotowany do współpracy z maszynami wymagającymi wyższego przepływu oleju i stabilniejszej pracy układu podnośnika. Dzięki temu bywa wybierany przez gospodarstwa średnie lub te, w których traktor pełni funkcję maszyny uniwersalnej wykorzystywanej przez większą część roku.

Kontekst konstrukcyjny

Ursus C 330 to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich konstrukcji, produkowana przez wiele lat i ceniona za trwałość oraz prostotę. C 335 powstał jako rozwinięcie tej koncepcji. Zachowano główne rozwiązania konstrukcyjne, jednocześnie poprawiając te elementy, które w praktyce najczęściej ograniczały użytkowników.

W efekcie użytkownik modelu C 335 otrzymuje ciągnik o podobnej budowie, lecz bardziej elastyczny w pracy i lepiej przystosowany do cięższych zadań. Różnice nie są radykalne, ale na tyle istotne, że wybór między tymi modelami należy dostosować do charakteru gospodarstwa oraz rodzaju wykonywanych prac. C 330 pozostaje idealnym narzędziem do lekkich i średnich prac, natomiast C 335 daje większą swobodę działania przy wymagających maszynach i stanowiskach, gdzie liczy się rezerwa mocy i wydajniejsza hydraulika

Jakie są objawy zapalenia płuc u bydła?

0
Żywienie bydła mlecznego

Zapalenie płuc u bydła rozwija się często podstępnie, dlatego szybkie wychwycenie pierwszych oznak ma ogromne znaczenie dla powodzenia leczenia. Początkowym objawem bywa zmiana rytmu oddychania. Zwierzę zaczyna oddychać szybciej, a wdechy stają się płytsze. Ten stan można zauważyć nawet bez specjalistycznego sprzętu – wystarczy obserwować ruchy klatki piersiowej lub rozszerzające się nozdrza. Wraz z rozwojem procesu zapalnego oddech staje się wyraźnie utrudniony, pojawia się charakterystyczne sapanie oraz wysiłkowe unoszenie głowy, co ma odciążyć pracujące płuca.

Kolejnym wczesnym sygnałem jest kaszel. Początkowo suchy i pojedynczy, w krótkim czasie przybiera formę dokuczliwego, częstego kaszlu, który nasila się przy nagłej zmianie pozycji, wysiłku i podczas karmienia. Warto zwrócić uwagę, że młode sztuki reagują intensywniej, ponieważ ich drogi oddechowe są bardziej podatne na stan zapalny i szybciej ulegają zwężeniu.

Wyraźne zmiany w zachowaniu i apetycie

Bydło dotknięte zapaleniem płuc wykazuje czytelne zmiany behawioralne. Chorujące sztuki stają się apatyczne, unikają kontaktu ze stadem, spowalniają ruchy. Częściej leżą, ale nie jest to odpoczynek w naturalnej pozycji – nierzadko obserwuje się próbę ułożenia się na mostek, co ułatwia oddychanie. Brak energii jest efektem zarówno bólu, jak i niedotlenienia organizmu.

Spadek apetytu to kolejny istotny sygnał. Zwierzę pobiera mniej paszy, co szybko odbija się na kondycji. W przypadku cieląt zbyt mała ilość przyjmowanego pokarmu może w krótkim czasie prowadzić do odwodnienia i zaburzeń elektrolitowych. Pojawia się także zmniejszone przeżuwanie, a jego rytm staje się nieregularny. Warto obserwować także zmiany w piciu wody – część zwierząt pije intensywniej, próbując łagodzić podrażnione gardło, inne zaś unikają połykania z powodu bólu.

Gorączka i symptomy ogólnoustrojowe

Zapalenie płuc u bydła niemal zawsze wiąże się z podwyższoną temperaturą ciała. Warto regularnie mierzyć temperaturę, ponieważ gorączka jest jednym z najbardziej wiarygodnych wskaźników toczącej się infekcji. U dorosłych krów może osiągać wartości od 39,5 do 41°C, natomiast u cieląt często bywa jeszcze wyższa. Wzrost temperatury zwykle pojawia się wcześniej niż wyraźne trudności oddechowe, dlatego jego obserwacja pozwala na szybszą reakcję.

Towarzyszyć mogą również dreszcze, osłabienie mięśni oraz wyraźne drżenie kończyn. Śluzówki stają się zaczerwienione, a czasem lekko sinieją, co świadczy o niedostatecznym natlenieniu krwi. Skóra bywa sucha, a sierść traci połysk i układa się nieregularnie. Te pozornie drobne zmiany mają znaczenie diagnostyczne, zwłaszcza gdy występują razem.

Wydzielina z nosa i zmiany w dźwiękach oddechowych

Jednym z częstszych objawów zapalenia płuc jest obecność wydzieliny z nosa. Początkowo bywa przejrzysta, wodnista i subtelna, lecz wraz z nasileniem stanu zapalnego staje się gęsta, żółtawa lub zielonkawa. Może również mieć nieprzyjemny zapach, gdy do infekcji dołącza komponent bakteryjny. Zwierzę często próbuje oczyszczać nozdrza, ocierając pysk o najbliższe powierzchnie.

Podczas osłuchiwania klatki piersiowej weterynarze zwracają uwagę na szmery oddechowe, trzaski oraz świsty. Choć dla hodowcy te dźwięki mogą być trudne do jednoznacznej interpretacji, warto wsłuchać się w oddech zwierzęcia przy spokojnym środowisku. Jeśli oddech jest głośniejszy, nierówny lub przerywany, to sygnał, że płuca nie pracują prawidłowo.

Objawy neurologiczne i krążeniowe towarzyszące ciężkiemu przebiegowi

Zaawansowane zapalenie płuc może wpływać na układ nerwowy i krążenie. Silne niedotlenienie prowadzi do osłabienia reakcji zwierzęcia na bodźce. Zdarza się, że bydło ma trudności z utrzymaniem równowagi, zatacza się lub reaguje opóźnione. W skrajnych przypadkach pojawiają się epizody dezorientacji, co jest efektem niedostatecznej ilości tlenu docierającego do mózgu.

Układ krążenia także wykazuje nieprawidłowości. Przyspieszone tętno jest jednym z kluczowych objawów ciężkiej choroby. Widoczne może być również zapaśćnięcie naczyń podskórnych oraz chłodniejsze kończyny. Organizmu nie stać na równomierne rozprowadzanie krwi, dlatego priorytetem stają się narządy kluczowe dla przeżycia. Wszystkie te symptomy świadczą o poważnym stadium choroby i wymagają natychmiastowej interwencji.

Charakterystyczne objawy u cieląt

Cielęta reagują na zapalenie płuc bardziej gwałtownie niż osobniki dorosłe. Wynika to z niedojrzałości ich układu odpornościowego oraz mniejszej rezerwy oddechowej. Kaszel u cieląt jest krótszy, lecz bardziej intensywny. Mogą pojawiać się epizody nagłego duszenia się, podczas których zwierzę wyraźnie unosi głowę i szeroko otwiera pysk. Oddychanie ustami jest jednym z niepokojących sygnałów, że drogi oddechowe są mocno zwężone.

Cielęta często wykazują także zmiany głosu. Ryk staje się matowy lub zachrypnięty, co wynika z podrażnienia krtani i tchawicy. Zdarza się, że młode sztuki przestają ssać, mimo iż wykazują głód – czynność ta jest dla nich zbyt męcząca. W tej grupie wiekowej szybkie rozpoznanie objawów bywa kluczowe, ponieważ choroba potrafi rozwijać się błyskawicznie i prowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń płuc.

Znaczenie codziennej obserwacji zwierząt

Stała obserwacja stada pozwala na wychwycenie nawet subtelnych zmian. Warto zwracać uwagę na rytm przeżuwania, sposób poruszania się, interakcje społeczne, stan sierści oraz reakcję na pokarm. Nawet drobne odchylenia mogą sygnalizować początek choroby, która w przypadku zapalenia płuc szybko postępuje. Regularne monitorowanie temperatury, zwłaszcza po stresujących wydarzeniach takich jak transport czy zmiana żywienia, ułatwia wczesne wykrycie infekcji i ograniczenie jej rozprzestrzeniania.

Takie podejście pozwala na szybką diagnozę i wdrożenie odpowiednich działań, zanim choroba zacznie wpływać na produkcyjność stada i zdrowie kolejnych zwierząt

Notowania MATIF: Za nami tydzień z minimami na rynku pszenicy i rzepaku

0
Pokój na Bliskim Wschodzie przecenia towary rolne

Notowania MATIF i CBoT: Tydzień kończący się 19 grudnia 2025 roku przejdzie do historii jako czas kapitulacji byków. Notowania MATIF rozpoczęły ten okres od drastycznych przecen zbóż, które już w poniedziałek i wtorek szukały swoich historycznych den, by w drugiej połowie tygodnia przenieść ciężar spadków na sektor roślin oleistych, pozostający w silnym trendzie spadkowym aż do piątkowego zamknięcia.

Przeczytaj również – Produkcja zbóż w UE: Klęska urodzaju tłumaczy zachowanie giełdy Matif

📉 Początek tygodnia: Pszenica testuje dno (marzec 2025)

Pierwsze sesje tygodnia upłynęły pod znakiem paniki na rynku zbóż, widocznej zarówno w Europie, jak i za oceanem.

  • Historyczne minima w Paryżu i Chicago: Seria na marzec 2025 (MLH25) na giełdzie MATIF oraz jej odpowiednik w Chicago (CBOT) ustanowiły nowe, najniższe poziomy w historii trwania tych kontraktów.
  • Geopolityka: Głównym zapalnikiem były doniesienia o postępujących rozmowach pokojowych na linii USA–Rosja–Ukraina. Rynek błyskawicznie wymazał z cen „premię wojenną”, dyskontując stabilizację eksportu z regionu Morza Czarnego.
  • Korekta walutowa: Dopiero w czwartek i piątek lekkie osłabienie euro (korekta na EUR/USD do 1,1711) pozwoliło pszenicy na MATIF na symboliczne odbicie, co zakończyło tydzień na poziomie 186,75 EUR/t.

⬇️ Koniec tygodnia: Rzepak w matni rekordowej podaży i chińskiego rozczarowania

Podczas gdy zboża próbowały stabilizacji, rzepak taniał nieprzerwanie, tracąc w tydzień aż -4,5% (zamknięcie na 454,25 EUR/t). Kluczowe czynniki:

  1. Fiasko eksportowe soi do Chin: To największe rozczarowanie sezonu. Po październikowej umowie rynek oczekiwał, że Chiny zakupią 12 mln ton amerykańskiej soi do końca roku. Tymczasem realne zakupy to zaledwie kilka milionów ton. Ten potężny deficyt popytu względem oczekiwań „zatopił” soję w Chicago (spadek o 10% od szczytów), co pociągnęło za sobą rzepak na MATIF. Globalną nadpodaż pogłębiają rekordowe zbiory canoli w Kanadzie (21,8 mln ton).
  2. Odroczenie EUDR: Decyzja Brukseli o przesunięciu o rok przepisów o wylesianiu (EUDR) zdjęła z importerów presję certyfikacyjną. Efektem jest dalszy napływ tańszej soi i oleju palmowego, co drastycznie obniżyło popyt na lokalny rzepak.
  3. Tania ropa: Spadek cen ropy WTI do 5-letnich minimów (55,30 USD) na początku tygodnia uderzył w marże producentów biodiesla, odcinając rzepak od wsparcia sektora paliwowego.

🌽 Kukurydza: Relatywna odporność

Kukurydza jako jedyna zakończyła tydzień na plusie (+0,4%, cena 186,50 EUR/t). Mimo globalnej presji, giełda doceniła mniejszą podaż z Ukrainy i stabilne zapotrzebowanie ze strony unijnego sektora paszowego.

📊 Zestawienie notowań kontraktów futures (stan na 19.12.2025)

ProduktGiełda / SeriaCena zamkn.TydzieńMiesiącRok (r/r)
PszenicaMATIF (mar ’25)186,75 EUR↘️ -1,2%↘️ -3,9%⬇️ -16,1%
RzepakMATIF (lut ’26)454,25 EUR⬇️ -4,5%⬇️ -6,0%⬇️ -13,4%
KukurydzaMATIF (mar ’26)186,50 EUR↗️ +0,4%↘️ -1,1%↘️ -9,2%
PszenicaCBOT (mar ’25)521,50 USc↘️ -1,8%↘️ -4,2%⬇️ -14,5%
SojaCBOT (sty ’26)385,74 USD↘️ -2,5%↘️ -3,9%↗️ +10,3%
CanolaWinnipeg (sty ’26)588,80 CAD↘️ -2,9%↘️ -3,4%↗️ +1,5%
EUR/USDKurs walutowy1,1711↘️ -0,26%↗️ +1,50%⬆️ +13,00%

💡 Analiza zmian rocznych i miesięcznych:

  • Pszenica (MATIF -16,1% r/r): To najwyższa strata w zestawieniu. Połączenie „klęski urodzaju” w Polsce i UE z deeskalacją premii wojennej sprowadziło ceny na poziomy, których rynek nie widział od dawna.
  • Rzepak (-13,4% r/r): Choć w skali miesiąca traci najmocniej (-6,0%), to w ujęciu rocznym spadek jest nieco mniejszy niż na pszenicy. Jednak to właśnie grudniowe decyzje (odroczenie EUDR) i brak wsparcia z Chin dla soi wywołały obecną kapitulację.
  • Paradoks Soi (+10,3% r/r): Mimo że od miesiąca soja mocno tanieje przez rozczarowujące zakupy Chin (tylko kilka mln ton zamiast obiecanych 12 mln), w ujęciu rocznym wciąż jest na plusie. To pokazuje, jak wysoko wyceniana była soja jeszcze kilka miesięcy temu i jak dużą przestrzeń do dalszych spadków widzą obecnie analitycy.
  • Eurodolar (+13,0% r/r): Drastyczne umocnienie euro względem dolara w ciągu roku to jeden z głównych powodów, dla których unijny eksport jest tak mało konkurencyjny, co potęguje presję na notowania MATIF.

Źródło cen: Euronext-Paryż, CBoT

Pogoda- 24 grudnia w Suwałkach do -9 stopni

0
Stąd przyjdzie do nas zima
Stąd przyjdzie do nas zima

Od jutra zmiany- wiatr zmieni kierunek

Stąd przyjdzie do nas zima

Od jutra pewne zmiany w pogodzie- nie wszyscy je zauważą dlatego zwracam uwagę. Wiatr na zachodzie, południu i w centrum Polski zmieni kierunek na wschodni. Powietrze stopniowo zacznie wędrować znad Rosji w stronę Polski. Zanim dotrze mróz musi zepchnąć całą cieplejszą masę powietrza, która dziś sięga od Polski aż po Moskwę.

Pierwszy mrozek pojawi się w Polsce 23 grudnia- zwłaszcza na wschód od Wisły. Wigilia od rana do nocy w całym kraju już z minusem. Od -6 stopni na Podlasiu do -1 w rejonie Tarnowa ale wieczorem w rejonie Olecka, Suwałk już -9 stopni. Przy gruncie mniej. Śniegu na ziemi nie będzie. Przybieli jedynie trochę w większości Małopolski, Dolnego Śląska, Opolskiego oraz miejscami na Podkarpaciu i Górnym Śląsku- tu od 0,5 cm do 2 cm/ jedynie w rejonie Karpacza, Szklarskiej Poręby spadnie do 5-10 cm. Kolejna ważna rzecz to wiatr. W Wigilię kiedy ziemię już skuje mróz od Ziemi Łódzkiej po Ziemię Lubuską powieje nawet do 60 km/h. Najsłabszy wiatr na Podlasiu i Mazurach.

Co ciekawe z wyjątkiem rejonów na południe od Lublina, Łodzi, Kalisza, Zielonej Góry gdzie będzie pochmurno świecić ma słońce. W zasadzie to ma być całkiem bezchmurnie na północy kraju aż po Warszawę, Łódź, Poznań.

Pogoda 21 grudnia

Najbliższa noc nadal z mgłami zwłaszcza na wschodzie, południu i w centrum kraju oraz miejscami na Kaszubach. Na termometrach od 0 stopni na Kujawach i Kurpiach do 1/3 stopni na plusie w reszcie kraju.

W ciągu dnia gęste niskie chmury i mgły zatrzymają się na Ziemi Łódzkiej, Świętokrzyskiej, Lubelskiej oraz na zachodzie kraju. Na północ od Warszawy aż po Suwałki czy Zatokę Gdańską w południe i po nim miejscami na kilka chwil pokaże się słońce. Słonecznie też na Podhalu i Śląsku Cieszyńskim.

Wiatr od Kaszub po Mazowsze i północ Lubelskiego słaby bądź bezwietrznie. Na zachodzie powieje umiarkowanie ze wschodu.

Pogoda w kolejnych dniach to umacnianie się zimy.

Sklep Agro profil https://sklep.agroprofil.pl/

Mapa temperatury- infoclimat.fr- https://www.infoclimat.fr/

Czym się różni Władimiriec T-25 od T-25A?

0
Władimiriec T-25

Władimirec T25 to jeden z najbardziej rozpoznawalnych lekkich ciągników wykorzystywanych w małych i średnich gospodarstwach. Jego popularność wynikała z prostoty konstrukcji, niskich kosztów użytkowania oraz łatwości napraw. W 1973 roku rozpoczęto produkcję zmodernizowanej wersji oznaczonej jako T25A. Była to odpowiedź na potrzebę podniesienia komfortu pracy i dostosowania maszyny do szerszych zastosowań. Choć oba ciągniki oparto na tej samej bazie technicznej, różnice wpływały na ergonomię, praktyczność oraz odbiór przez użytkowników. Zrozumienie tych zmian pozwala dziś lepiej ocenić, który wariant sprawdzi się w określonych warunkach, zwłaszcza gdy rozważamy zakup używanego egzemplarza.

Różnice wynikające z modernizacji konstrukcji

Najistotniejsza zmiana pomiędzy T25 a T25A dotyczy sposobu wykonania nadwozia i ogólnej budowy zewnętrznej. Podstawowa wersja T25 była konstrukcją skromną i minimalistyczną. Nie przewidywała kabiny, a układ zespołów był podporządkowany wyłącznie funkcjonalności. To, co dla jednych było zaletą, dla innych stanowiło znaczące ograniczenie. Wprowadzenie modelu T25A zmieniło podejście do ergonomii. Przebudowano maskę silnika oraz zmieniono umiejscowienie zbiornika paliwa, który w nowszej wersji przesunięto bliżej kabiny. Ułatwiało to dostęp do osprzętu i poprawiało wyważenie maszyny. Zmiany w konstrukcji nie były rewolucyjne, lecz w praktyce wpływały na wygodę i obsługę serwisową.

Kabina i wyposażenie wpływające na komfort pracy

To właśnie kabina stała się elementem najbardziej odróżniającym T25 od T25A w codziennym użytkowaniu. Starsza wersja nie miała żadnej zabudowy, co oznaczało jazdę w pełni odkrytą. Było to akceptowalne przy krótkich pracach, ale uciążliwe w chłodzie, deszczu czy przy długotrwałym użytkowaniu. T25A oferował kilka wariantów nadwozia. Istniała wersja z pełną kabiną, wariant z daszkiem brezentowym oraz odmiana ze szkieletem ochronnym. Takie podejście dawało użytkownikowi możliwość dopasowania ciągnika do warunków pracy i budżetu. Kabina wprowadzała nie tylko osłonę przed pogodą, lecz także poprawiała bezpieczeństwo oraz wygodę operatora. Dla wielu gospodarzy był to decydujący argument przy wyborze nowszej wersji.

Układ napędowy i zmiany w obsłudze

Mimo modernizacji oba modele opierają się na tym samym dwucylindrowym silniku D21A1 chłodzonym powietrzem. Jednostka ta osiąga około 25 do 31 koni mechanicznych, co czyni ją odpowiednią do lekkich prac polowych, transportowych i ogrodniczych. Różnice dotyczą raczej sposobu obsługi niż parametrów technicznych. W pierwotnym T25 stosowano dwa drążki zmiany biegów, co wymagało przyzwyczajenia i często było krytykowane za mniejszą precyzję. W wersji T25A zastąpiono je jedną dźwignią, dzięki czemu obsługa stała się bardziej intuicyjna. Układ zwolnic portalowych, regulowany prześwit i możliwość zmiany rozstawu kół pozostały takie same, co zachowało uniwersalność ciągnika. T25A nie był zatem nową konstrukcją, lecz usprawnioną i wygodniejszą w codziennej eksploatacji wersją poprzednika.

Hydraulika i funkcjonalność w pracy z maszynami

Pod względem hydrauliki oba modele oferują podobny potencjał roboczy. Standardowy podnośnik zapewnia udźwig około sześciuset kilogramów. Dzięki temu T25 i T25A współpracują z większością lekkich narzędzi zawieszanych takich jak kultywatory, pługi jednobelkowe czy brony. Wał odbioru mocy o prędkości pięciuset czterdziestu obrotów na minutę pozwala na obsługę maszyn aktywnych. T25A utrzymał tę konstrukcję, a różnice pojawiały się jedynie w ergonomii sterowania i wygodzie montażu osprzętu. Z praktycznego punktu widzenia oba ciągniki oferują podobny zakres prac. Jednak w T25A operator może wykonywać te same zadania w znacznie lepszych warunkach, co ma znaczenie przy dłuższej eksploatacji.

Wady i zalety każdego z modeli

T25 to propozycja dla użytkownika, który stawia na prostotę i najniższe możliwe koszty utrzymania. Mniejsza liczba elementów zabudowy oznacza mniej punktów potencjalnych awarii i najłatwiejszy dostęp do podzespołów. Z kolei T25A jest rozwiązaniem bardziej komfortowym. Możliwość wyboru kabiny, łatwiejsza obsługa skrzyni i lepsza ergonomia pracy sprawiają, że nowsza wersja jest wygodniejsza podczas codziennych obowiązków. Warto pamiętać, że oba modele dzieli wiele lat produkcji, a większość egzemplarzy dostępnych dziś na rynku ma za sobą długą historię eksploatacji. To sprawia, że różnice pomiędzy konkretnymi sztukami mogą wynikać nie tylko z wersji konstrukcyjnej, lecz także z indywidualnych przeróbek i stanu technicznego.

Na co zwrócić uwagę przy zakupie używanego T25 lub T25A?

Kupując którykolwiek z modeli, warto ocenić stan silnika oraz układu chłodzenia powietrzem, który musi być czysty i drożny, aby zachować wydajność. Istotna jest również kondycja podnośnika hydraulicznego oraz szczelność przewodów roboczych. W przypadku T25A należy szczególnie przyjrzeć się kabinie, jej kompletności, szczelności i instalacji elektrycznej. Wersje z daszkiem lub szkieletem ochronnym są prostsze, ale mogą wymagać dodatkowych napraw po latach intensywnego użytkowania. Ważna jest także ocena stanu skrzyni biegów, zwłaszcza w modelach z jedną dźwignią. Niezależnie od wersji warto upewnić się, że ciągnik nie ma nadmiernych luzów w układzie kierowniczym i że zwolnice działają poprawnie. Zadbanie o te aspekty pozwoli wybrać maszynę, która nadal może pracować niezawodnie przez wiele lat.

Ursus C-360, a Ursus C-355 – czym naprawdę się różnią?

0

Choć oba modele należą do tej sameej rodziny konstrukcyjnej Ursusa, różnice w jednostkach napędowych wpływają bezpośrednio na ich zachowanie w pracy. C-355 wyposażono w silnik S-4002 o pojemności 3121 cm³. To czterocylindrowa jednostka osiągająca około 45 KM przy 2000 obr./min. W praktyce oznacza to spokojną pracę, niższe zapotrzebowanie na paliwo oraz dobre radzenie sobie w lżejszych zadaniach polowych.

W C-360 zastosowano nowszy silnik S-4003, również o pojemności 3121 cm³, lecz rozwijający 52 KM przy 2200 obr./min. Zwiększona moc oraz podniesiona prędkość obrotowa sprawiają, że traktor reaguje żywiej i lepiej znosi intensywne obciążenia. W zadaniach wymagających większej siły pociągowej C-360 zapewnia wyraźnie większą rezerwę mocy, co odczuwalne jest szczególnie podczas orki cięższymi pługami, pracy z glebogryzarką czy ciągania masywniejszych przyczep.

Skrzynia biegów i układ jezdny

Pod względem skrzyni przekładniowej oba traktory są do siebie bardzo zbliżone. Każdy z nich korzysta z przekładni mechanicznej z dziesięcioma biegami do przodu oraz dwoma wstecznymi. Tutaj różnic nie ma wiele, jednak w użytkowaniu często odczuwalne jest to, że C-360, dzięki mocniejszemu silnikowi, może pełniej wykorzystać dostępne przełożenia.

Układ jezdny, zarówno w C-355, jak i C-360, pozostaje prosty oraz mechaniczny. Brak amortyzowanej osi przedniej oznacza, że prowadzenie w trudniejszym terenie nie jest szczególnie komfortowe, lecz rozwiązanie to cechuje się wysoką trwałością i łatwością napraw. Z punktu widzenia użytkownika różnice w tej części konstrukcji są minimalne, natomiast przewaga C-360 objawia się w praktyce dzięki większej masie i rozbudowanemu układowi hydraulicznemu.

Hydraulika i funkcjonalność

To właśnie hydraulika jest obszarem, w którym C-360 wyraźnie prześciga swojego poprzednika. W modelu C-355 hydraulika wewnętrzna pozwala na obsługę podstawowych narzędzi, natomiast C-360 wyposażono w dwa wyjścia hydrauliki zewnętrznej oraz udźwig tylnego podnośnika sięgający około 1200 kg.

Przekłada się to na znacznie większą uniwersalność. Użytkownik C-360 może bez przeszkód współpracować z nowszymi maszynami, korzystać z podnośników, ładowaczy czy rozbudowanych narzędzi uprawowych. W praktyce różnica ta decyduje o tym, że C-360 lepiej dostosowuje się do współczesnych i bardziej wymagających zestawów roboczych.

Wymiary, masa i zużycie paliwa

Gabaryty obu modeli są bardzo zbliżone, lecz masa C-360 jest nieco większa. Wynosi około 2170 kg, podczas gdy C-355 waży przeciętnie około 2000 kg. Ta dodatkowa masa poprawia przyczepność podczas prac polowych i stabilność przy podczepieniu cięższych narzędzi.

Różnicę zauważyć można także w pojemności zbiornika paliwa. C-360 oferuje około 70 litrów, co w praktyce pozwala na dłuższą pracę bez przestojów. W gospodarstwach, gdzie liczy się sprawność i brak konieczności częstego tankowania, staje się to dużym udogodnieniem. C-355 zużywa mniej paliwa przy lekkich zadaniach, jednak przy większym obciążeniu jego starsza konstrukcja nie oferuje takiej wydajności jak jednostka C-360.

Komfort i wyposażenie

Choć oba modele zostały zaprojektowane jako konstrukcje proste i trwałe, C-360 wprowadza kilka usprawnień w zakresie ergonomii. Wersje z fabryczną kabiną oferowały między innymi otwierane boczne okna, dach oraz wycieraczki, co zwiększało wygodę pracy niezależnie od pogody.

C-355 występował często w uproszczonych wersjach bez pełnej kabiny, co dziś może mieć znaczenie dla rolników wykonujących pracę w niesprzyjających warunkach. C-360, dzięki drobnym poprawkom w położeniu dźwigni i obsłudze hydrauliki, daje bardziej intuicyjne wrażenia z użytkowania.

Zastosowanie w gospodarstwie

W codziennym użytkowaniu C-355 najlepiej sprawdza się w pracach lekkich i średnich. Transport, pielęgnacja upraw, bronowanie, lekkie orki czy prace gospodarskie są obszarem, w którym jego prostota i niskie koszty eksploatacji stają się dużą zaletą.

C-360 za to jest odpowiedzią na potrzeby gospodarstw średnich i większych, w których oczekuje się od ciągnika większej mocy, odporności na obciążenia oraz możliwości współpracy z rozbudowanymi narzędziami. Dzięki bardziej zaawansowanej hydraulice, większej mocy oraz stabilniejszej pracy sprawdza się tam, gdzie wymagana jest intensywna eksploatacja bez obawy o przeciążenie maszyny.

Jakie różnice można odczuć w użytkowaniu?

Różnice między C-355 a C-360 nie dotyczą wyłącznie mocy silnika. Nowszy model zapewnia bardziej efektywną hydraulikę, lepszą współpracę z narzędziami, większy zapas paliwa i stabilniejsze zachowanie pod obciążeniem. C-355 pozostaje jednak ceniony za prostotę, niskie koszty i niezawodność, które czynią go dobrym wyborem dla mniejszych gospodarstw lub użytkowników traktujących ciągnik jako pomocniczy.

Oba modele łączy wiele wspólnych cech konstrukcyjnych, lecz różnice w praktyce prowadzą do wyraźnie odmiennych doświadczeń użytkownika. Dzięki temu każdy rolnik może wybrać maszynę najlepiej dopasowaną do specyfiki własnego gospodarstwa i rodzaju wykonywanych prac.