czwartek, 23 kwietnia, 2026
spot_img
Strona główna Blog Strona 90

Bezorka a ekologia: jak wygląda rolnictwo w Zdbowie

0
Między bezorką a ekologią: jak wygląda rolnictwo w Zdbowie
W gospodarstwie, do technologii bezorkowej, wykorzystywany jest ciągnik Fendt 936, który pracuje z broną talerzową Horsch Joker 6 RT oraz z siewnikiem Horsch Pronto 4 TD. Fot. H. Kosiak (tutaj pytanie, czy da się dać te 2 zdjęcia obok siebie, aby napis był do obydwu?)

Bezorka oraz ekologia zyskują w Polsce coraz większe znaczenie, wpisując się w globalny trend poszukiwania bardziej zrównoważonych systemów produkcji. Coraz więcej gospodarstw rezygnuje z intensywnej uprawy gleby, stawiając na rozwiązania pozwalające na ograniczenia erozji, poprawiając jej strukturę i aktywność biologiczną. Jednocześnie dynamiczny rozwój rynku żywności ekologicznej sprawia, że rolnicy poszukują technologii łączących efektywność produkcji i dbałość o środowisko.

Zachodniopomorska mozaika gleb i nowe technologie

Uprawa bezorkowa i system rolnictwa ekologicznego, choć różnią się stosowaniem różnych „narzędzi” i terminologią, mają wspólne cele: dbałość o glebę, ograniczenie negatywnego wpływu na ekosystem, redukcję kosztów i produkcję żywności wysokiej jakości. Chcąc szerzej omówić tę tematykę, rozmawiamy dziś z prezesem i właścicielem Przedsiębiorstwa Rolnego EKOTYP Sp. z o.o. – panem Hubertem Kosiakiem. Gospodarstwo o powierzchni 670 hektarów gruntów ornych jest zlokalizowane w Zdbowie, na terenie gminy Tuczno, w województwie zachodniopomorskim. Obszar ten charakteryzuje się niewielką roczną sumą opadów atmosferycznych, około 500 mm, i glebami mozaikowatymi.

Dodatkowo rolnicy na terenie tej gminy zmagają się z wiosennymi przymrozkami, nawet do końca maja, i napływem często chłodnego powietrza. Firma rodzinna, założona w 1993 roku, ukierunkowana jest dziś głównie na produkcję roślinną. Warto jednak zaznaczyć, że przez ponad 10 lat dziadek pana Huberta – Albin Login Kosiak prowadził intensywną hodowlę obejmującą około 1500 sztuk trzody chlewnej.

Między bezorką a ekologią: jak wygląda rolnictwo w Zdbowie

Gdy doświadczenie spotyka się z wizją

Pierwsza myśl o możliwościach wprowadzenia pewnych „modyfikacji” uprawy gleby i przygotowania stanowiska do siewu pojawiła się u pana Huberta w 2019 roku. Podczas studiów na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu miał okazję poznać zarówno doświadczonych specjalistów z branży, jak i młodych ludzi pełnych wizji oraz chęci wdrażania innowacji. To właśnie wtedy pan Hubert wraz ze swoim dziadkiem Longinem w części gospodarstwa wdrożyli system bezorkowy.

Nasz rozmówca wspomina ten czas jako połączenie: z jednej strony wieloletniego doświadczenia (pan Albin Login przed utworzeniem przedsiębiorstwa przez wiele lat był kierownikiem gospodarstwa), a z drugiej „chęcią zmian, korzystania z nowych technologii i ułatwienia sobie pracy”. Z wypowiedzi właściciela gospodarstwa wynika, że gleba po wielu latach intensywnej eksploatacji wymagała wprowadzenia nowych praktyk agrotechnicznych.

Dodatkowo starsze ciągniki i maszyny stopniowo traciły swoją efektywność i wydajność pracy, a rosnące w ostatnich latach koszty produkcji utwierdziły państwa Kosiaków w potrzebie zmian. System bezorkowy z głębokim spulchnieniem gleby do około 20–25cm został wdrożony z powodzeniem i lepszym wynikiem finansowym. W rezultacie przełożyło się to na wielką zmianę dla całego gospodarstwa – po roku już całość zasiewów była prowadzona w systemie bezorkowym.

Głębokie spulchnienie zamiast orki

W gospodarstwie pana Huberta do systemu bezorkowego jako pierwsza z upraw został wprowadzony rzepak ozimy. Właściciel sam przyznaje, że wzrost plonowania rośliny oleistej już w pierwszym roku o około 10% względem tradycyjnej uprawy był sporym zaskoczeniem. Po roku już wszystkie rośliny, w tym zboża i groch siewny, były uprawiane w technologii „bez odwracania skiby”. W perspektywie kilku lat, mimo że w niektórych sezonach średnie plony były wyższe w technologii konwencjonalnej, koszty związane z wykonywaniem orki nie były w stanie zrównoważyć oszczędności generowanych przez system bezorkowy.

Między bezorką a ekologią: jak wygląda rolnictwo w Zdbowie
Rolnik wspomina lata, w których korzystając z technologii konwencjonalnych nie było możliwości dobrze przygotować stanowiska pod zasiew. Problem uwidaczniał się na gliniastych wzniesieniach szczególnie w okresach suszy i został on rozwiązany w momencie wprowadzenia systemu bezorkowego. Fot. H. Kosiak

Jak przekonuje nasz rozmówca, nawożenie i ochrona roślin pozostała na niezmienionym poziomie. Jednak po kilku latach stosowania systemu bezorkowego zauważono częstsze występowanie fiołka polnego – szczególnie w uprawie rzepaku ozimego, co może być też związane z trudnościami zwalczania tego chwastu we wspomnianej uprawie.

Wraz ze zmianą technologii ograniczono ilość zabiegów uprawowych, co przełożyło się na znaczną oszczędność czasu. Prace polowe mogą być obecnie wykonywane szybciej i przez mniejszą liczbę pracowników. Do najważniejszych zalet gospodarz zalicza możliwość wjazdu w pole niezależnie od stopnia uwilgotnienia gleby i zauważalnie zwiększone jej życie biologiczne, szczególnie w kontekście aktywności dżdżownic.

Zdaniem pana Huberta, system głębokiego spulchnienia gleby, bez jej odwrócenia, pozwala ograniczyć koszty pracy oraz czas, a dodatkowo wspiera aktywność biologiczną gleby. Wadą pozostaje jednak wysoki koszt zakupu maszyny do siewu bezorkowego oraz konieczność posiadania ciągnika o dużej mocy, ponieważ praca z takim sprzętem wymaga odpowiedniej siły uciągu.

Między bezorką a ekologią: jak wygląda rolnictwo w Zdbowie

Rolnictwo precyzyjne w służbie bezorki

W systemie tradycyjnym korzystano z trzech pługów zagonowych czteroskibowych oraz trzech ciągników Ursus 1012. Po orce pole doprawiano 3-metrowymi agregatami uprawowymi, a następnie ci sami trzej operatorzy wykonywali siew siewnikami Famarol. W technologii bezorkowej wykorzystano ciągnik Fendt 936, siewnik Horsch Pronto 4 TD oraz bronę talerzową Horsch Joker 6 RT. Użycie takiego sprzętu pozwoliło – oprócz wyżej już wymienionych zalet tego systemu – lepiej zagospodarować resztki pożniwne i zwiększyć precyzję siewu.

Dodatkowo wyeliminowano także tzw. nakładki dzięki nawigacji RTK.  Zapytany, czy gdyby dziś przechodził na system bezorkowy, wybrałby taki sam sprzęt, pan Hubert przyznaje, że jednak nie. Teraz postawiłby na siewnik o większej szerokości pracy i z możliwością aplikacji nawozu podczas siewu. Dodatkowo gospodarz zwrócił uwagę, że praca redlic wysiewających powinna być rozdzielona na poszczególne sekcje, a przed nimi chętnie widziałby dwa rzędy talerzy. Takie rozwiązanie zwiększyłoby jeszcze efektywność mieszania i rozdrabniania resztek pożniwnych.

Konwersja w praktyce

W 2024 roku pierwsze, 100-hektarowe pole zostało przeznaczone do prowadzenia w systemie ekologicznym — była to zmiana, którą panowie Kosiak wprowadzili wspólnie.

Towarzyszyły temu obawy i mieszane emocje, jednak po zdobyciu doświadczenia, skorygowaniu pewnych błędów podjąłem decyzję, by wiosną 2025 roku — już samodzielnie — objąć całe gospodarstwo tym systemem – mówi pan Hubert.

Między bezorką a ekologią: jak wygląda rolnictwo w Zdbowie
Myśl o wprowadzeniu uprawy bezorkowej w gospodarstwie, zakwitła u Pana Huberta, podczas studiów na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu. Fot. H. Kosiak

Obecnie gospodarstwo znajduje się w okresie konwersji, kiedy to prowadzona jest równocześnie uprawa tradycyjna i bezorkowa. Pług ponownie stał się elementem technologii, choć nie rezygnuje się z rozwiązań bezorkowych.

Co zadecydowało o takiej decyzji gospodarza? Sam przyznaje, że czynników było wiele, choć najważniejszymi okazały się kwestie ekonomiczne. Po dokładnym przeanalizowaniu wszystkich kosztów, a także biorąc pod uwagę niestabilność rynku (co dobrze widać w aktualnych cenach), zmiana systemu okazała się racjonalnym rozwiązaniem.

Właściciel gospodarstwa słusznie zauważa, że w latach, kiedy opady pojawiają się po długich okresach suszy, nawet najlepsze systemy bezorkowe nie są w stanie zagwarantować uzyskania zadowalających plonów. Dodatkowo pan Hubert zwraca uwagę na wysokie ceny środków produkcji i unijne ograniczenia dotyczące chociażby stosowania środków ochrony roślin. Do tego dochodzi rosnąca konkurencja z rynków ukraińskiego i w niedalekiej przyszłości krajów Mercosur, co nie napawa optymizmem. Przejście na system ekologiczny stało się więc sposobem na ograniczenie kosztów produkcji i próbą dostosowania gospodarstwa do nowych realiów rynkowych.

Szukanie balansu między kosztami a plonem

Na powrót do orki nasz rozmówca zdecydował się głównie ze względu na konieczność skuteczniejszego ograniczania chwastów. Jego zdaniem, w niektórych uprawach ekologicznych trudno znaleźć lepsze rozwiązanie. Jednocześnie nie rezygnuje z systemu bezorkowego, bo wciąż widzi w nim duży potencjał, również w produkcji ekologicznej. Nadal poszukuje „złotego środka” między redukcją kosztów a utrzymaniem zadowalającego plonowania roślin.

Gospodarz uważa, że w obecnych realiach nie należy przesadzać z inwestycjami, lecz dostosowywać nakłady do aktualnych warunków pogodowych i możliwości gleby. Każda technologia uprawy ma swoje mocne i słabe strony. Kluczem jest dobranie maszyn i sposobu uprawy do specyfiki własnego gospodarstwa, mikroklimatu i typu gleby. Otwartość na nowe rozwiązania i chęć eksperymentowania, zamiast kurczowego trzymania się jednej technologii, zdaniem pana Huberta pozwala z czasem odnaleźć wspomniany „złoty środek”.

Między bezorką a ekologią: jak wygląda rolnictwo w Zdbowie
Przejście na bezorkową technologię uprawy, znacząco ograniczyło ilość wykonywanych w gospodarstwie zabiegów, co bezpośrednio przełożyło się na oszczędność czasu. Fot. H. Kosiak

Praktyczne wnioski z gospodarstwa EKOTYP

W gospodarstwie obecnie uprawia się 170 ha żyta przewódkowego, z czego 50 ha zostało zasianych w systemie bezorkowym. W poprzednim sezonie cały areał owsa został zasiany w systemie bezpłużnym i pomimo dobrego plonu dla praktycznego porównania z systemem tradycyjnym kolejne zasiewy na powierzchni 85 ha planowane są w proporcji 50/50. Próby uprawy gryki technologią bezorkową, zdaniem pana Huberta, mogły doprowadzić do obniżenia plonów, dlatego w kolejnych latach cały areał 170 ha będzie siany po orce. Łubin wąskolistny, którego zasiewy wyniosą 245 ha, cechuje się bardzo słabą konkurencyjnością wobec chwastów, w jego uprawie zastosowana więc zostanie technologia konwencjonalna.

Między bezorką a ekologią: jak wygląda rolnictwo w Zdbowie
W gospodarstwie, do technologii bezorkowej, wykorzystywany jest ciągnik Fendt 936, który pracuje z broną talerzową Horsch Joker 6 RT oraz z siewnikiem Horsch Pronto 4 TD. Fot. H. Kosiak

Ekologia, modernizacja i własny model gospodarowania

W kontekście przyszłości panu Hubertowi zależy na tym, aby system ekologiczny na stałe pozostał w gospodarstwie, zwłaszcza że osiągnięte plony prezentują się następująco: gryka zwyczajna ok. 2,0 t/ha, żyto ozime 4,2 t/ha, owies jary 4,0 t/ha oraz łubin wąskolistny 1,5 t/ha. Jak sam zaznacza, po sześciu latach wrócił do pługa (nowa inwestycja w gospodarstwie), co pokazuje, że nie zamyka się na żadne rozwiązania.

Dodatkowo, lepsze poznanie specyfiki pracy w systemie ekologicznym, możliwość produkowania wysokiej jakości płodów rolnych i nawiązanie współpracy z odbiorcami, a nie — jak czasem się mówi — „typowe dopłaciarstwo”, pokazuje, że pan Hubert chce prowadzić gospodarstwo zgodnie z własną wizją, popartą zdobytym doświadczeniem.

Choinki świąteczne

0

Święta tuż tuż, więc ścięte oraz wykopane z ziemi i wsadzone do doniczek drzewka coraz szybciej znikają z placów sprzedaży choinek. Opolskie choinki odbierane są przez hurtowników z całej Polski i nie tylko. Tegoroczna aura była łaskawa dla iglaków. Pomimo znacznego wzrostu kosztów w ostatnich latach ceny detaliczne bożonarodzeniowych drzewek tylko nieznacznie wzrosły.

Choinka na pniu

Łukasz Mika, plantator choinek z Nowych Kotkowic:

– Przejąłem interes po ojcu i działamy wspólnie. Mamy dosyć spory areał, bo około 3-4 hektarów. Samych choinek jest gdzieś od 3,5 do 4 tysiąca sztuk posadzonych w gruncie. Prace zaczynamy pod koniec zimy lub wiosną od docinania drzewek i nasadzania nowych w lutym i w marcu. Jeśli nie ma dużych mrozów, ziemia nie jest zmarznięta, to nasadzamy rośliny prosto do gruntu. Są to rośliny z donic, które już rok wcześniej były sadzone z gołym korzeniem i rosną w donicach przez rok. Raczej nie stosujemy większych oprysków, jedynie co to wyrwanie jakichś tam chwastów czy obkaszanie wokół choinek.

Choinkowy biznes

– W tym roku sprzedaż świąteczna zaczęła się wcześniej. Dużo ludzi chciało mieć choinkę już na pierwszą niedzielę adwentu i zaczęliśmy je sprzedawać z samego początku grudnia. U nas sprzedaje się drzewka świąteczne głównie wcześniej w grudniu, a im bliżej świąt, to już sprzedaż hamuje. Od trzech lat ceny mniej więcej stoją w miejscu i oscylują gdzieś od 60 zł do 240 zł. Te ostatnie to są takie naprawdę duże, czterometrowe drzewa.

Choinka w doniczce

– Sprzedamy główanie jodłę kaukaską, ciętą i w donicy oraz świerki srebrne, też cięte lub w donicy. Dawniej był boom na rośliny doniczkowe, ale ostatnio coraz mniej ludzi je preferuje i wybierają cięte. Powodem jest to, że roślina doniczkowa, jeśli jest większa niż 1,5 metra, to ma małe szanse na przyjęcie się w ziemi po świętach.

Jak dbać o choinkę?

Jodła słabiej pachnie niż świerk, ale nie gubi tak dużo igieł: one zasychają i trzymają się na gałązkach. Aby jednak drzewko dłużej dobrze wyglądało trzeba po prostu dbać o jej dobre nawadnianie. Choinka potrzebuje od 1,5 litra do 2 litrów wody na dobę. Więc wystarczy stojak z otworem, gdzie można wlewać wodę i dbać o to, żeby ta woda tam ciągle stała. Najlepiej też ustawić drzewko z dala od grzejników, kominków czy innych obiektów grzewczych.

Plantacja choinek

Dominik Pikos, plantator choinek z Zawady:

– W naszej rodzinie plantacje świerka prowadzi od ponad 20 lat już trzecie pokolenie.

I mam nadzieję, że moje pokolenie oraz dzieci również będą to kontynuowały.

Obecnie na 30 hektarach mamy głównie świerk srebrny kłujący, jodłę kaukaską i świerk pospolity.

Sezon choinkowy

– Praca przy choinkach zaczyna się we wrześniu, kiedy wykopujemy drzewka z plantacji i wsadzamy do doniczek. Teraz mamy bardzo dużo tych drzewek w wielu miejscach, więc i ta sprzedaż też się trochę w różnych miejscach rozprzestrzeniła. A później, gdzieś właśnie na początku grudnia przygotowujemy choinki cięte. Ale te choinki tak naprawdę przygotowuje się kilka lat, zanim trafią na plac sprzedaży i do domu na święta.

Jakie choinki?

– Połowa naszych klientów preferuje jodły kaukaskie, a druga połowa świerki kłujące. Jedni chcą mieć drzewko pachnące, więc wybierają świerk srebrny kłujący. Jodła kaukaska z kolei trochę dłużej stoi, ale nie ma żadnego zapachu. Ma też niekłujące igły i błyszczy żywą zielenią. Klienci przyjeżdżają do nas i odbierają swój towar. My pomagamy w transporcie.

Detaliczna cena to 50 zł za metr bieżący świerka i 80 zł za metr bieżący jodły kaukaskiej. Te ceny są dosyć podobne z roku na rok, mimo że koszty uprawy naprawdę bardzo wzrosły w ostatnich latach.

Praca przy choinkach

– U mnie pracowało zawsze kilku do kilkunastu osób z Ukrainy. W obecnej sytuacji nie mogą tutaj nawet przyjechać, więc sami pracujemy i pomaga rodzina, ale też czasami z doskoku inni młodzi ludzie.

Choinka z lasu

Oprócz drzewek z plantacji, można je kupić od leśników.

Artur Kalinowski, leśniczy Nadleśnictwa Prószków:

– Od kilku lat sprzedajemy drzewka świąteczne. Ludzie mogą przyjść i po prostu sobie wybrać choinkę. Pochodzą one z naszych plantacji Nadleśnictwa Pruszków, są ładne i ekologiczne. Cena oczywiście promocyjna, w zależności od wysokości choinki. Mniejsza choinka kosztuje 60 zł, natomiast wyższa, powyżej 1,5 metra – 70 zł. Większość drzewek na placu to są choinki świerka srebrzystego, ale mamy też choinki świerka pospolitego. Są nieznacznie tańsze, bo kosztują 40 zł.

Nadleśnictwo co roku prowadzi akcje sprzedaży choinek z plantacji położonych na gruntach, które nie mogą zostać użyte do produkcji głównych gatunków lasotwórczych. Ale świetnie nadają się na produkcję choinek.

dr Mariusz Drożdż

Bieżące ceny płodów rolnych na wyciągnięcie ręki

0

W warunkach dużej zmienności rynku zbóż i rzepaku rośnie znaczenie szybkiego dostępu do aktualnych stawek w danym regionie. Firma Osadkowski uruchomiła w grudniu 2025 r. nową funkcję na portalu Osadkowski.pl, dzięki której użytkownicy mogą łatwo sprawdzić aktualny poziom cen płodów rolnych.

Po przejściu na zakładkę „Skup płodów rolnych” można wybrać swój powiat i sprawdzić aktualne trendy cenowe oraz ich zmiany w ujęciu tygodniowym, dwutygodniowym, półrocznym i rocznym — w formie wykresu lub tabeli.

Nowa zakładka umożliwia:

• śledzenie cen dla: pszenicy konsumpcyjnej, pszenicy paszowej, kukurydzy i rzepaku,

• podgląd cen lokalnych dla poszczególnych obszarów Polski (zamiast odniesień wyłącznie do notowań giełdowych).

Dodatkowo do każdej lokalizacji przypisany jest koordynator terenowy, który może udzielić szczegółowych informacji oraz wesprzeć w realizacji transakcji.

Pogoda 24 grudnia- Wigilia wietrzna, mroźna i słoneczna

0
pogoda 24 grudnia
pogoda 24 grudnia

Pogoda- od -8 do +1 stopnia

Najbliższej nocy chmury i słaby śnieg utrzymają się na południu Podkarpacia, Małopolski, Górnego Śląska i tam poprószy śnieg do 1-2 cm a w górach do 3 cm. Na północy zachmurzenie duże a od Ziemi Lubuskiej po Łódzką i Lubelską bezchmurnie. Wiatr w nocy słaby na Podlasiu, Mazurach i Warmii. Nad resztą kraju silny północno wschodni a od Ziemi Łódzkiej po południe i południowy zachód Polski w porywach do aż 50 km/h.

Na termometrach o poranku od -8 w Białowieży i Terespolu do -2 stopni w Raciborzu, Żarach i Lubsku. W centrum i na Kaszubach -6/-4 stopnie a na zachodzie kraju -3/-2 stopnie.

W ciągu dnia bez zmian. Na obu Pomorzach zachmurzenie duże, więcej słońca od godzin południowych. Na południu pochmurnie. Słońce zacznie pokazywać się od Roztocza pogranicza Małopolski i Świętokrzyskiego, Wyżyny Krakowsko Częstochowskiej; północy Opolskiego. Od Ziemi Łódzkiej po Lubelską niebo bezchmurne.

pogoda 24 grudnia

Wiatr powieje umiarkowanie i dość silnie z północnego wschodu.

Pogoda w ostatnich 30 latach- https://cmm.imgw.pl/cmm/?page_id=18414

Ceny zbóż w kraju: Portowe ożywienie z połowy grudnia potwierdził raport MRiRW. Niestety, ostatnie dni przyniosły spadki

0
Ceny pszenicy

Ceny zbóż w kraju: Najnowszy biuletyn rynkowy MRiRW (ZSRIR) za okres 7–13 grudnia 2025 r. potwierdza to, co rolnicy obserwowali na własne oczy: wzmożony ruch w portach przełożył się na chwilowy wzrost średnich stawek w kraju. Niestety, dane z ostatnich kilku dni wskazują, że ten pozytywny impuls wygasł, a ceny zbóż w kraju ponownie zaczęły spadać.

Przeczytaj również – Poniedziałkowe odbicie na rynkach rolnych: Paraliż Odessy i napięcia w Wenezueli budzą giełdy

Raport MRiRW: Porty ciągnęły ceny zbóż w górę

Oficjalne dane za połowę grudnia pokazały rzadko spotykany w tym roku optymizm. Dzięki intensywnym załadunkom statków przed końcem roku, ceny w portach wywindowały krajową średnią:

  • Pszenica konsumpcyjna: Średnia cena wzrosła do 769 zł/t (wzrost o 0,6% tydz./tydz.).
  • Kukurydza sucha: Odnotowano wzrost do poziomu 742 zł/t. Warto zauważyć, że w szczytowym momencie załadunków, portowe terminale płaciły nawet 800–820 zł/t, co stało się „kołem ratunkowym” dla statystyk z tego okresu.

Przeczytaj również – Ceny zbóż: Grudniowe ożywienie w portach to tylko cisza przed burzą?

Dramat cen minimalnych: Głębia kraju wciąż pod kreską

Mimo wzrostu średnich stawek, raport MRiRW obnażył ogromne rozwarstwienie rynku. Ceny minimalne, czyli te realnie uzyskiwane przez rolników z regionów oddalonych od portów, drastycznie odbiegały od średniej:

  • Pszenica konsumpcyjna (minimalna): 659 zł/t (aż o 110 zł mniej niż średnia!).
  • Żyto konsumpcyjne (minimalna): 540 zł/t. Pokazuje to, że ożywienie z połowy miesiąca miało charakter lokalny i dotyczyło głównie towaru, który mógł zostać szybko dostarczony do terminali morskich.

Polska najtańsza w UE – bariera silnego złotego

Na tle Unii Europejskiej, polskie ceny zbóż w kraju pozostają jednymi z najniższych. Jesteśmy najtańszym dostawcą kukurydzy w UE (747 zł/t przy średniej unijnej 895 zł/t) oraz jednym z najtańszych dostawców pszenicy (777 zł/t vs 856 zł/t w UE). Niestety, rekordowo silny złoty (kurs dolara spadł do 3,59 PLN) skutecznie blokuje nam drogę na rynki pozaunijne, co powoduje „kiszenie się” ziarna w krajowych magazynach.

Ostatnie dni: Powrót trendu spadkowegoPrzeczytaj również – Ceny zbóż: Grudniowe ożywienie w portach to tylko cisza przed burzą?

To, co raport MRiRW nazwał ożywieniem, w ostatnich dniach stało się historią. Najnowsze notowania z 22 grudnia 2025 r. pokazują wyraźne spadki:

  1. Zastój w portach: Załadunki na styczeń są już wyceniane o 30–50 zł/t niżej.
  2. Spadki w skupach: Agrolok i inne duże firmy obniżyły ceny pszenicy konsumpcyjnej w stronę 700–730 zł/t, a kukurydzy suchej poniżej 690 zł/t.
  3. Świąteczny bezruch: Rynek wszedł w fazę wyczekiwania, a brak nowych dużych kontraktów eksportowych potęguje presję na ceny zbóż w kraju.

Wykres: Ceny średnie pszenicy (konsumpcja/pasza) i kukurydzy w kraju (01/01/2018 – 14/12/2025)

Podsumowanie: Raport MRiRW udokumentował chwilowy „oddech” rynku, który niestety już się zakończył. Przy ogromnej podaży (zbiory o 8% wyższe niż rok temu) i zaniku popytu eksportowego, rolnicy muszą przygotować się na trudny początek 2026 roku.

Źródło cen: MRiRW

Odbicie na rynkach rolnych: Paraliż Odessy i napięcia w Wenezueli budzą giełdy

0
Pokój na Bliskim Wschodzie przecenia towary rolne

Odbicie na rynkach rolnych: Poniedziałkowa sesja (22.12.2025) przyniosła wyczekiwane przez producentów odbicie cen na światowych giełdach. Choć przedświąteczna niska płynność sprzyja gwałtownym ruchom, paliwa do wzrostów dostarczyła gorąca sytuacja geopolityczna – od blokady morskiej Wenezueli po ostrzał ukraińskich terminali.

Przeczytaj również – Paraliż w portach Odessy. Czy zboże z Ukrainy zostanie uwięzione w magazynach?

Zboża: Wojenna premia wraca do łask

Głównym motorem wzrostów w sektorze zbóż był paraliż portów Wielkiej Odessy. Zmasowane ataki na infrastrukturę logistyczną i terminale (m.in. Allseeds w porcie Piwdennyj) sprawiły, że ubezpieczyciele wycofują się z ochrony statków.

  • Pszenica w Chicago (CBOT) zyskała +1,13%, reagując na ryzyko trwałego odcięcia dostaw z regionu Morza Czarnego.
  • MATIF również zamknął się na zielono, choć tutaj wzrosty były skutecznie hamowane przez mocniejszego eurodolara (+0,5%), który pogarsza konkurencyjność unijnego ziarna w eksporcie.

Oleiste: Rajd Canoli pod dyktando ropy

W sektorze roślin oleistych doszło do silnej korelacji z rynkiem energii. Przejęcie wenezuelskiego tankowca przez USA wybiło ceny ropy o blisko 2,5%, co podbiło wyceny surowców do produkcji biopaliw.

  • Canola w Winnipeg wystrzeliła o +3,44%, odrabiając straty z ostatnich trzech tygodni.
  • Soja w Chicago zanotowała stabilny wzrost o +0,38%, wspierana przez drożejący olej sojowy.

Pełna tabela notowań – sesja 22.12.2025

ProduktGiełdaKontraktCena zamknięciaZmiana (%)
PszenicaMATIFMarzec 25188,25 EUR/t+0,80%
KukurydzaMATIFMarzec 26187,75 EUR/t+0,67%
RzepakMATIFLuty 26455,50 EUR/t+0,28%
Pszenica SRWCBOTGrudzień 255,15 USD/bu+1,13%
KukurydzaCBOTGrudzień 254,47 USD/bu+0,73%
SojaCBOTStyczeń 2610,50 USD/bu+0,38%
CanolaWinnipegStyczeń 26602,40 CAD/t+3,44%

Perspektywy: Co po świętach?

W tle sesji wciąż trwają dyskusje o możliwych rozmowach pokojowych, co nieco uspokaja nastroje. Jeśli jednak negocjacje zakończą się fiaskiem, paraliż Odessy może stać się nową normą. Dla rynku europejskiego oznacza to dwutorowość: wysokie ceny na giełdach, ale jednocześnie ogromną presję na napływ ukraińskiego towaru szlakami lądowymi.

Ceny mleka w dół pod koniec 2025. Co dalej ze skupem i opłacalnością produkcji? Analiza Jarosława Malczewskiego

0
Ceny mleka w dół pod koniec 2025. Co dalej ze skupem i opłacalnością produkcji? Analiza Jarosława Malczewskiego

Końcówka 2025 roku przyniosła producentom mleka niepokojące sygnały z rynku: ceny zaczęły spadać, a w wielu gospodarstwach pojawiły się obawy, czy kolejne miesiące nie przyniosą jeszcze głębszego tąpnięcia. W rozmowie nagranej dla naszego materiału Jarosław Malczewski – analityk rynku mleka, wiceprzewodniczący OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych oraz doradca przy prezydencie Karolu Nawrockim – tłumaczy, skąd wzięła się presja na ceny i dlaczego sytuacja w Polsce jest mocno uzależniona od trendów światowych.

Dlaczego ceny mleka w Polsce spadają? Kluczowy jest rynek globalny

Pierwszy ważny wątek rozmowy dotyczy źródeł spadków. Polska branża mleczarska nie działa w próżni – jest mocno włączona w handel międzynarodowy. To sprawia, że nawet jeśli w kraju produkcja jest stabilna, a popyt pozornie „trzyma się”, notowania światowe potrafią szybko zmienić sytuację w skupie.

Jak podkreśla Jarosław Malczewski, duża część polskiego mleka finalnie i tak podlega światowym mechanizmom cenowym:

„Polski przemysł rolno-spożywczy, w tym sektor mleczarski, cechuje się ścisłą integracją z rynkiem światowym, bo 35% naszej produkcji trafia na rynki poza Polską.”
— Jarosław Malczewski, analityk rynku mleka

Istotne jest też to, jak „zagospodarowuje się” surowiec. Produkty masowe – masło, odtłuszczone mleko w proszku i sery – są notowane giełdowo, więc podlegają szybkim wahaniom. Gdy trend na świecie jest spadkowy, Polska „jedzie” w dół razem z nim.

Ceny mleka w dół pod koniec 2025. Co dalej ze skupem i opłacalnością produkcji? Analiza Jarosława Malczewskiego

Masło i tłuszcz mleczny pod największą presją: od 36–38 zł do okolic 15–16 zł

Najmocniej w omawianym okresie ucierpiał tłuszcz mleczny, a szczególnie masło. Według Malczewskiego spadki zaczęły się około kwietnia 2025 roku i w momencie nagrania nie było widać jednoznacznych sygnałów zakończenia trendu.

„Najbardziej stracił na wartości tłuszcz mleczny. Początek 2025 roku to była cena masła 36–38 zł za kilogram, natomiast w tym tygodniu to już jest jedynie 15 zł.”
— mówi Jarosław Malczewski

W tle pojawia się kilka nakładających się czynników: wzrost produkcji masła w UE oraz dodatkowa presja importowa. Malczewski zwraca uwagę na masło z USA, które przez europejskie porty trafiało na rynek, zwłaszcza do gastronomii. Nawet po doliczeniu kosztów (w tym ceł) różnica cen miała być na tyle atrakcyjna, że import stał się realnym elementem gry rynkowej.

Polski eksport nabiału rośnie

2026 bez ceł i dalsza konkurencja cenowa? Rynek patrzy na kontrakty

W rozmowie pojawia się mocny wątek dotyczący początku 2026 roku: potencjalne „otwarcie” handlu i presja, jaka może się utrzymać na europejskich notowaniach. W praktyce rolników najbardziej interesuje jedno: kiedy ceny skupu mleka zaczną rosnąć?

Z prognozy Malczewskiego wynika, że pierwsze miesiące 2026 nie muszą przynieść wyraźnego odbicia, bo rynek już wycenia masło w kontraktach terminowych relatywnie nisko.

„Kontrakty terminowe na pierwszy kwartał 2026 roku są zawierane w cenach około 16 zł za kilogram, więc pierwszy kwartał z całą pewnością nie przyniesie dużego ożywienia.”
— mówi Jarosław Malczewski

Wskazywanym „oknem” na zmianę trendu jest przełom marca i kwietnia, ale analityk zastrzega, że część zakładów miała już zakontraktować masło na czerwiec 2026 w cenach tylko nieznacznie wyższych, co studzi optymizm i sugeruje dłuższy okres presji na skup.

Mleko przerzutowe i rynek spot: najbardziej brutalny barometr sytuacji

Szczególnie mocno wybrzmiewa temat mleka przerzutowego (transakcje spot, krótkoterminowe). To rynek, który potrafi reagować gwałtownie i bywa sygnałem ostrzegawczym dla całego sektora.

Malczewski przytacza sytuację z okresu międzyświątecznego, gdy ceny miały spaść do poziomów szokujących nawet dla osób śledzących rynek zawodowo.

„Od 20 grudnia do 10 stycznia mleko przerzutowe sprzedaje się za 55 groszy za litr.”
— Jarosław Malczewski

W takim otoczeniu część mleczarni – zwłaszcza tych, które nie mają własnego przetwórstwa i w dużym stopniu „handlują” nadwyżką – może zostać zmuszona do korekt cenników. W rozmowie pada również informacja o rosnących stratach w przemyśle mleczarskim, sięgających w niektórych przypadkach dziesiątek milionów złotych.

Gdzie produkuje się najtaniej? Nowa Zelandia i USA jako punkt odniesienia

Rozmowa przechodzi następnie na szerszy obraz globalnej konkurencji. Według Malczewskiego rynek mleka w eksporcie jest zdominowany przez trzy „ośrodki”: Unię Europejską, Nową Zelandię i Stany Zjednoczone. Dwa ostatnie mają przewagę kosztową dzięki dużemu udziałowi trwałych użytków zielonych i znacznie niższym obciążeniom regulacyjnym.

„Koszt produkcji mleka w tych rejonach jest na poziomie między 1,10 zł a 1,20 zł za litr.”
— Jarosław Malczewski

Wniosek, który mocno wybrzmiewa w rozmowie, jest prosty: Europa może zbliżać się cenami do świata, ale kosztami – nie. A jeśli ceny skupu zaczną przypominać te z rynków o niższych kosztach, presja na rentowność w Polsce będzie ogromna.

Co może zrobić rolnik? Gdzie szukać oszczędności, gdy cena ucieka w dół

Wątek praktyczny pojawia się w momencie, gdy prowadzący pyta wprost o przetrwanie gospodarstw. Malczewski dzieli koszty na te niezależne od rolnika i te, na które rolnik ma realny wpływ. Wśród działań „oddolnych” wskazuje m.in. większą kontrolę nad żywieniem – zakup komponentów i samodzielne mieszanie pasz lub korzystanie z mieszalni mobilnych – bo różnice w cenach potrafią być znaczące. Pojawia się też sugestia ostrożnego podejścia do inwestycji i rozważania rynku wtórnego, w tym zakupu używanego sprzętu (także technologii do pozyskiwania mleka) z państw takich jak Holandia czy Dania.

To nie jest recepta na cud, ale w realiach presji cenowej liczy się każda trwała oszczędność, która nie uderza w wydajność i zdrowotność stada.

Dlaczego „mleko z drugiego końca świata” wpływa na nasze ceny, skoro nikt nie wozi surowca?

W rozmowie pada ważne doprecyzowanie: zagrożeniem nie jest transport mleka surowego, tylko produktów masowych i półsurowców – masła, serów oraz mleka w proszku. Mleko w proszku można przewozić statkiem, a następnie wykorzystać w przetwórstwie, również w modelu tzw. produkcji odtworzeniowej (rozwadnianie proszku i wytwarzanie produktów mlecznych).

Nawet sama możliwość dostaw i „oferta” na rynku może wywoływać reakcje na giełdach i w negocjacjach kontraktów, bo rynek dyskontuje przyszłą konkurencję cenową.

Co mogą zrobić mleczarnie? Marka producenta zamiast marek własnych sieci

W dalszej części Malczewski mocno akcentuje rolę strategii sprzedaży i budowania własnych marek. Według niego kluczowe jest to, aby mleczarnie nie oddawały zbyt dużej części wartości dodanej sieciom handlowym poprzez produkcję marek własnych, bo to ogranicza możliwości negocjowania ceny.

W rozmowie pojawia się też wątek egzekwowania przepisów dotyczących udziału marek własnych w handlu detalicznym i roli organizacji branżowych w doprecyzowaniu prawa oraz wzmocnieniu pozycji przetwórców.

Umowy spółdzielni mleczarskich pod lupą UOKiK

Czy jest „ziarno optymizmu”? Potencjał produkcji w Polsce nadal jest duży

Choć ton rozmowy jest ostrożny, pojawia się także perspektywa długofalowa: Polska znacząco zwiększyła produkcję mleka od czasu wejścia do UE, a potencjał rozwoju – zarówno w produkcji, jak i w przetwórstwie – nadal istnieje. Według Malczewskiego kluczowe jest jednak wyrównanie zasad konkurencji wobec importu oraz budowanie marek producenckich, które pozwalają utrzymywać lepsze ceny i stabilniejszy zbyt.

FAQ: najczęstsze pytania o ceny mleka i prognozy na 2026

Dlaczego ceny mleka spadły pod koniec 2025 roku?

Bo polski rynek jest silnie powiązany z notowaniami światowymi, a spadki dotknęły szczególnie tłuszcz mleczny (masło), który jest produktem giełdowym.

Kiedy możliwe odbicie cen mleka w skupie?

Według rozmowy – najwcześniej na przełomie marca i kwietnia 2026, ale trend może odwracać się powoli ze względu na kontrakty i zapasy.

Czy mleko przerzutowe pokazuje realny kierunek rynku?

To bardzo czuły barometr. Gdy spot jest skrajnie niski, często oznacza rosnącą presję na cenniki skupu.

Czy import z USA/NZ wpływa na ceny w Polsce?

Tak, bo konkurencja dotyczy produktów masowych (masło, sery, proszek), które łatwo transportować i wprowadzać do obrotu.

Ceny mleka na krawędzi! Chiny uderzają gigantycznymi cłami w polski nabiał. Czy czeka nas dramat w skupach?

0
ceny mleka

Ceny mleka na krawędzi! Wszystko wskazuje na to, że końcówka 2025 roku zapisze się jako jeden z najtrudniejszych momentów dla polskiego mleczarstwa. Choć branża od miesięcy walczy z globalną bessą, najnowszy komunikat z Pekinu to prawdziwy wstrząs. Nowe, drastyczne bariery handlowe sprawiają, że ceny mleka w Polsce mogą wkrótce spaść do poziomów zagrażających płynności finansowej tysięcy gospodarstw.

Chiński odwet a ceny mleka w Unii Europejskiej

Od jutra, 23 grudnia 2025 roku, Chiny oficjalnie wprowadzają tymczasowe cła wyrównawcze na produkty mleczarskie pochodzące z Unii Europejskiej. Decyzja Ministerstwa Handlu ChRL (MOFCOM) to bezpośredni odwet za unijne cła na chińskie samochody elektryczne. Skala obciążeń jest potężna: włoska Sterilgarda Alimenti zapłaci 21,9%, ale już unijni giganci, tacy jak FrieslandCampina, zostali uderzeni maksymalną stawką 42,7%.

Dla polskiego sektora oznacza to jedno: potężną presję na ceny mleka. Polska i kraje Europy Zachodniej eksportowały do Chin ogromne ilości serwatki, serów i śmietany. Nagłe zablokowanie tego kierunku spowoduje, że nadwyżki towaru „rozleją się” po rynku wewnętrznym UE, drastycznie obniżając marże przetwórców.

Przeczytaj również – Międzynarodowe ceny mleka i nabiału spadły w listopadzie piąty miesiąc z rzędu

Tabela: Stawki celne dla kluczowych eksporterów (obowiązują od 23.12.2025)

Firma / Grupa KapitałowaKrajStawka cła (%)
Sterilgarda Alimenti SpAWłochy21,9%
Grupa Arla FoodsDania/Niemcy28,6%
Grupa SavenciaFrancja29,7%
FrieslandCampinaHolandia/Belgia42,7%
Pozostałe firmy współpracujące (w tym z PL)UEok. 30,0%
Firmy niewspółpracująceUE42,7%

Produkty „na celowniku” – co obejmują cła?

Chińskie restrykcje precyzyjnie uderzyły w kategorie, w których UE dominuje na azjatyckim rynku. Dodatkowymi opłatami zostaną objęte:

  • Sery świeże i przetworzone: w tym twarogi i sery topione.
  • Sery pleśniowe: uderzenie głównie w rynek francuski i włoski.
  • Mleko i śmietana: produkty o zawartości tłuszczu powyżej 10% (w tym śmietanka UHT).

Globalna bessa – dlaczego ceny mleka na świecie spadają?

Sytuacja celna nakłada się na fatalną koniunkturę globalną. Jak wynika z ostatnich notowań, międzynarodowe notowania nabiału spadają od pięciu miesięcy z rzędu. Ostatnia aukcja na platformie Global Dairy Trade (GDT) zakończyła się blisko 5-procentową przeceną indeksu ogólnego. Podaż mleka u największych światowych eksporterów pozostaje wysoka, podczas gdy popyt wyraźnie wyhamował. To sprawia, że globalne ceny mleka znajdują się w trendzie spadkowym, który teraz zostanie dodatkowo wzmocniony przez chińskie restrykcje.

Polska rzeczywistość: Czy ceny mleka w 2026 roku runą?

W polskich skupach grudzień przyniósł pogłębienie niepokoju. Choć najwięksi dostawcy mogą jeszcze liczyć na stawki powyżej 2,20 zł/l, to w przypadku mniejszych gospodarstw sytuacja jest tragiczna. W wielu regionach kraju oferty spadły do poziomu 1,20–1,60 zł/l, co przy obecnych kosztach energii i pasz oznacza produkcję poniżej progu rentowności. Analitycy ostrzegają: jeśli Unia Europejska nie zareaguje natychmiast, ceny mleka w styczniu i lutym 2026 roku mogą zanotować kolejne tąpnięcie o 20-30 groszy na litrze.

Czy interwencja uratuje ceny mleka w skupach?

Polska Izba Mleka oraz resort rolnictwa apelują do Komisji Europejskiej o uruchomienie nadzwyczajnych funduszy z rezerwy kryzysowej. Kluczowym postulatem branży jest urealnienie stawek skupu interwencyjnego. Walka toczy się o to, by ceny mleka nie stały się „walutą” w politycznej rozgrywce między Brukselą a Pekinem. Bez szybkich dopłat do prywatnego przechowywania lub otwarcia alternatywnych rynków zbytu, polscy i unijni producenci mogą wejść w 2026 rok w stanie najgłębszego kryzysu od lat.

Paraliż w portach Odessy. Czy zboże z Ukrainy zostanie uwięzione w magazynach?

0
Zboże z Ukrainy

Czy zboże z Ukrainy zostanie ponownie uwięzione w magazynach? Zmasowane ataki na infrastrukturę portową i kluczowe węzły logistyczne obwodu odeskiego doprowadziły do krytycznego momentu. Wiele firm eksportowych oficjalnie wstrzymało odbiór surowca, a ubezpieczyciele masowo wycofują się z pokrywania ryzyk. Co to oznacza dla rynku i czy zboże z Ukrainy ponownie stanie się punktem zapalnym w logistyce lądowej?

Ostatnie dni przyniosły gwałtowną eskalację działań wojennych wymierzonych w ukraiński sektor rolno-eksportowy. Jak poinformował wicepremier ds. odbudowy Ołeksij Kuleba, rosyjskie ataki dronów i rakiet skoncentrowały się na „wąskich gardłach” logistyki południa.

Przeczytaj również – Blisko 100 mln ton ukraińskich zbóż trafiło do odbiorców przez korytarz na Morzu Czarnym

Porty bez prądu i ubezpieczeń

Najtrudniejsza sytuacja panuje w porcie Piwdennyj. Rankiem 20 grudnia drony zaatakowały terminal Allseeds – jeden z największych obiektów przeładunkowych olejów roślinnych. Zniszczenia są ogromne, a firma przyznaje wprost: to największa strata od początku wojny, potęgowana faktem, że ubezpieczyciele unikają już pokrywania szkód w tak często atakowanych strefach.

Zniszczenia nie dotyczą tylko terminali. Ataki na most w Majakach oraz infrastrukturę w pobliżu Odessy praktycznie odcięły miasto od południowej części regionu (Besarabii). Efekt?

  • Wstrzymanie skupu: Firmy handlowe, nie mogąc zagwarantować bezpieczeństwa dostaw i ciągłości załadunku, zawiesiły przyjmowanie zamówień.
  • Praca na agregatach: Ciągłe przerwy w dostawach prądu wymuszają pracę portów na generatorach, co drastycznie podnosi koszty i spowalnia logistykę.
  • Zatory transportowe: Ciężarówki utknęły w kolejkach bez perspektyw na szybki rozładunek.

Co to oznacza dla rolników?

Dla europejskiego rynku rolnego, w tym dla Polski, sytuacja ta ma dwa wymiary. Z jednej strony paraliż korytarza morskiego może wywołać nerwowość na giełdzie MATIF, z drugiej – rodzi obawy o drożność szlaków lądowych. Jeśli eksport drogą wodną zostanie trwale ograniczony, zboże z Ukrainy może ponownie szukać ujścia przez granice z sąsiadami, co przy obecnej sytuacji rynkowej będzie wyzwaniem dla stabilności cen skupu.

Systematyczne ataki na ukraińskie zakłady tłoczenia i przestoje w portach ograniczają popyt wewnętrzny na słonecznik i kukurydzę, co w najbliższych tygodniach może skutkować jeszcze większą presją na wywóz surowca każdą dostępną drogą.

Źródła: GrainTrade, Dane Operacyjne UA, Komunikaty Resortu Odbudowy Ukrainy.

Fala nowych przypadków ASF u dzików uderza w zagłębie wieprzowiny

0
Zapach, który powstrzyma migracje dzików?

Raporty Głównego Inspektoratu Weterynarii nie pozostawiają złudzeń – wirus afrykańskiego pomoru świń ponownie zwiększa swoją aktywność w środowisku naturalnym, odnotowując blisko 100 nowych ognisk. Szczególny niepokój budzą potwierdzone przypadki w powiecie piotrkowskim, stanowiącym jeden z kluczowych regionów na mapie krajowej produkcji trzody chlewnej.

ASF w Polsce – aktualna sytuacja 

Ostatnie komunikaty służb sanitarnych przynoszą bardzo niepokojące dane dotyczące skali presji wirusowej w lasach. W krótkim czasie potwierdzono blisko setkę nowych ognisk choroby u dzików na terenie kilku województw. Taka intensyfikacja znalezisk – zarówno padłych sztuk, jak i tych odstrzelonych – świadczy o tym, że patogen wciąż intensywnie cyrkuluje w populacji zwierząt dzikich. Zimowa aura, sprzyjająca dłuższemu przetrwaniu wirusa w środowisku, w połączeniu z przemieszczaniem się watah, tworzy niebezpieczną mieszankę wybuchową.

Gdzie jest ASF? 

Oczy całej branży zwrócone są jednak przede wszystkim na centralną Polskę. Wykrycie kolejnych zachorowań w powiecie piotrkowskim (województwo łódzkie) to sygnał alarmowy najwyższego stopnia dla tamtejszych hodowców. Region ten, będący jednym z bastionów produkcji trzody chlewnej, ponownie znalazł się na pierwszej linii frontu walki z epidemią. Obecność zainfekowanych dzików w tak bliskim sąsiedztwie dużych ferm towarowych drastycznie zwiększa ryzyko przeniknięcia wirusa do chlewni, co mogłoby doprowadzić do katastrofy ekonomicznej lokalnych producentów.

Rosnąca liczba przypadków w środowisku leśnym to bezpośrednie zagrożenie dla stabilności rynku. Każde nowe ognisko u dzików może skutkować natychmiastowym poszerzeniem stref objętych ograniczeniami (czerwonej lub różowej), co wiąże się z paraliżem w sprzedaży tuczników i gwałtownym spadkiem cen skupu. W tej sytuacji rygorystyczne przestrzeganie zasad bioasekuracji przestaje być tylko formalnym wymogiem weterynarii, a staje się fundamentalnym warunkiem przetrwania gospodarstw w zagrożonych powiatach.

 

Owadzia bańka pękła? Gigantyczna fabryka białka we Francji idzie pod klucz

0

Sny o potędze alternatywnych źródeł pasz zderzyły się z brutalną rzeczywistością ekonomiczną, a francuski lider branży owadziej zamyka swój flagowy zakład. Obiekt, który miał dostarczać na rynek tysiące ton komponentów rocznie, okazał się finansową studnią bez dna.

Ludzie będą jeść robaki – ogromne ambicje poległy 

Ambicje były ogromne – fabryka pod Amiens miała być największą wertykalną fermą na świecie, docelowo produkującą rocznie 200 tysięcy ton (z początkowym celem 20 tys. ton) białka z larw mącznika. Obiekt, promowany jako symbol innowacji i szansa na uniezależnienie Europy od importu soi czy mączki rybnej, kończy swoją działalność produkcyjną zaledwie chwilę po rozruchu. Rzeczywistość zweryfikowała biznesplan: koszty energii i utrzymania futurystycznej infrastruktury przerosły możliwości finansowe spółki Ynsect, a inwestorzy stracili cierpliwość do dokładania do nierentownego biznesu.

Interes się zawinął 

Decyzja o wygaszeniu produkcji w tym ultranowoczesnym zakładzie to wstrząs dla całego sektora „insect farming” czyli hodowli owadów. Spółka, która do tej pory pozyskała fundusze rzędu setek milionów euro, zmuszona jest zwolnić znaczną część załogi i zmienić strategię o 180 stopni. Zamiast samodzielnie hodować owady na masową skalę, firma zamierza skupić się teraz na sprzedaży licencji i technologii innym podmiotom. Oznacza to przyznanie się do porażki modelu biznesowego, w którym fizyczna produkcja białka owadziego w warunkach wertykalnych miała konkurować cenowo na rynku pasz.

Upadek projektu Amiens to ważny sygnał dla rolnictwa i przemysłu paszowego. Pokazuje on wyraźnie, że mimo presji ekologicznej i medialnego szumu wokół „nowego rolnictwa”, tradycyjne metody produkcji i klasyczne surowce białkowe wciąż wygrywają rachunkiem ekonomicznym. Entuzjazm dotyczący szybkiego zastąpienia konwencjonalnych pasz białkiem z owadów musi ostygnąć, ustępując miejsca twardej kalkulacji kosztów, która na ten moment jest bezlitosna dla innowatorów.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?

0
Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
Małoobszarowe gospodarstwa pełnią ważną rolę w bezpieczeństwie żywnościowym. W związku z tym ważne jest, aby i one wdrażały technologie 4.0, dopasowane do indywidualnych potrzeb oraz możliwości technicznych i finansowych, które wspomogą je w produkcji zrównoważonej. Fot. J. Skudlarski

Rolnictwo 4.0 kojarzy się często z drogimi dronami, autonomicznymi maszynami i zaawansowaną robotyką, czyli technologiami, które wydają się poza zasięgiem małych gospodarstw. Czy faktycznie małoobszarowe gospodarstwa rolne pozbawione są osiągnięć czwartej rewolucji technologicznej? Oczywiście że nie – one również mogą sobie pozwolić na zastosowanie niektórych jej rozwiązań.

Cyfrowa transformacja rolnictwa w dobie zmian polityczno-gospodarczo-społecznych i zmian klimatycznych jest koniecznym trendem umożliwiającym dostosowanie się gospodarstw rolnych do nowej rzeczywistości. Automatyzacja, robotyzacja i cyfryzacja wpisujące się w koncepcję Rolnictwo 4.0 stają się niezbędne, by gospodarstwa rolne mogły dostosować uprawę roślin i chów zwierząt zarówno do zmian klimatycznych, jak i do standardów produkcji określonych regulacjami prawnymi, a jednocześnie zachować opłacalność produkcji.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
Czwarta rewolucja technologiczna (4.0) dostarczyła szereg rozwiązań i technologii, z których skorzystać mogą również małoobszarowe gospodarstwa rolne. Fot. J. Skudlarski

Cyfrowa transformacja rolnictwa jako szansa dla małych gospodarstw

Jak wynika z danych FAO, małoobszarowe gospodarstwa rolne na świecie mają znaczny udział w strukturze agrarnej. Co istotne – gospodarstwa, których powierzchnia nie przekracza 2 ha, stanowią około 84% wszystkich gospodarstw na świecie, a zajmując raptem 12% gruntów rolnych, odpowiadają za 30–34% globalnej produkcji żywności. W krajach Azji i Afryki Subsaharyjskiej udział ten dochodzi nawet do 80%. Podobnie jest w Brazylii, gdzie małoobszarowe gospodarstwa rolne stanowią blisko 80% wszystkich farm i odpowiadają za około 80% dostaw żywności. W związku z tym rola małoobszarowych gospodarstw rolnych jest bardzo istotna w aspekcie bezpieczeństwa żywnościowego. W Europie nabrało ono szczególnego znaczenia w czasie pandemii COVID-19 i wojny na Ukrainie.

Małoobszarowe gospodarstwa oferują szereg korzyści dla lokalnej społeczności. Jedną z głównych jest ich zdolność do dostarczania lokalnej społeczności świeżej i bezpiecznej żywności. Ponieważ gospodarstwa te często znajdują się w pobliżu zamieszkania konsumentów, produkty można zbierać w szczytowym momencie dojrzałości i szybko dostarczać, co zapewnia maksymalną świeżość i smak.

Kolejne benefity to wspieranie lokalnej gospodarki, promowanie zrównoważonego rozwoju środowiska, kultury wiejskiej, czy też wspieranie zaangażowania i edukacji społeczności lokalnej.

Gospodarstwa małe charakteryzują się niską produktywnością i wysokimi nakładami pracy. Nie są odporne na zmieniające się czynniki rynkowe i klimatyczne. Stąd też i w tych gospodarstwach potrzebne są odpowiednie narzędzia do zbierania danych i wspierania rolników w podejmowaniu decyzji. Zastosowanie elementów Rolnictwa 4.0 w małych gospodarstwach może być realnym rozwiązaniem wspomnianych problemów. Z jakich rozwiązań mogą skorzystać drobni rolnicy? O tym piszemy poniżej.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
W gospodarstwie ery 4.0 istotną rolę pełnią próby glebowe, dzięki którym można poznać właściwości gleby oraz jej zasobność w składniki pokarmowe. Fot. J. Skudlarski

Internet Rzeczy dla małych gospodarstw

Internet Rzeczy tzw. IoT (od skrótu angielskiego Internet of Things) to wielki ekosystem łączący ze sobą za pomocą Internetu ogromną ilość urządzeń, w tym różnego rodzaju sensorów z aplikacjami zainstalowanymi w komputerach, smartfonach czy w chmurach obliczeniowych. Główną rolą IoT jest pozyskiwanie różnego rodzaju danych z rozproszonych przestrzennie urządzeń pomiarowych i przekazywanie ich do systemów informatycznych, w których podlegają one sortowaniu, analizie i przetwarzaniu na informacje niezbędne do podejmowania decyzji produkcyjnych, jak i biznesowych. Dane te są pozyskiwane na bieżąco (w tzw. czasie rzeczywistym), dzięki czemu użytkownik dysponuje aktualnymi informacjami dotyczącymi tego, co dzieje się np. w jego fabryce lub gospodarstwie rolnym.

Internet Rzeczy (IoT) znalazł szerokie zastosowanie w różnych sektorach gospodarki narodowej, przede wszystkim w sektorze przemysłowym. Za pomocą Internetu Rzeczy – do którego podłączone są różnego rodzaju czujniki pomiarowe, moduły komunikacyjne i oprogramowanie – możliwe jest monitorowanie przebiegu każdego etapu produkcji w zakresie parametrów pracy, i stanu technicznego maszyn i urządzeń, realizacji planów produkcyjnych, zużycia energii i środków do produkcji oraz kosztów wytwarzania.

Internet Rzeczy (IoT) w rolnictwie oznacza wykorzystanie połączonych urządzeń, czujników i analityki danych do monitorowania i automatyzacji procesów produkcji rolnej. Czujniki glebowe, stacje pogodowe, systemy monitorowania zwierząt czy zautomatyzowane maszyny zbierają dane o warunkach środowiskowych, stanie upraw i pracy maszyn, a następnie przesyłają je do platform chmurowych i aplikacji mobilnych. Dzięki temu rolnicy otrzymują aktualne informacje, które pozwalają optymalizować zużycie wody, nawozów i środków ochrony roślin, poprawiać jakość plonów i dbać o dobrostan zwierząt.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
Internet Rzeczy (IoT) to technologia, która ma zastosowanie zarówno w mało-, jak i wielkoobszarowych gospodarstwach rolnych. Fot. Firmowe

Technologie te umożliwiają m.in. precyzyjne nawadnianie, automatyczne zarządzanie klimatem w szklarniach, monitorowanie zdrowia zwierząt, analizę zdjęć z dronów oraz śledzenie produktów w całym łańcuchu dostaw. IoT zwiększa produktywność gospodarstw, poprawia zarządzanie zasobami i wspiera zrównoważone praktyki rolnicze, jednocześnie ułatwiając podejmowanie decyzji w oparciu o dane i ograniczając koszty pracy dzięki automatyzacji.

Z pewnością bardzo przydatnym rozwiązaniem Internetu Rzeczy, dedykowanym dla gospodarstw małoobszarowych, są stacje pogodowe. Urządzenia te są dostępne również w skromniejszych wersjach wyposażenia i bardziej przystępnych cenach. Dostarczają one rolnikom informacji m.in. o temperaturze i wilgotności powietrza oraz sile wiatru, co jest przydatne podczas podejmowania decyzji np. o wykonaniu zabiegu ochrony chemicznej.

W małoobszarowych gospodarstwach rolnych zastosowanie znaleźć mogą czujniki umieszczane w glebie, służące m in. do pomiaru temperatury i wilgotności gleby. Są one szczególnie przydatne w kontroli systemu nawadniania pól uprawnych, plantacji, grządek warzywnych itp. Postęp w dziedzinie czujników powoduje, że stają one tańsze i bardziej dostępniejsze również i dla mniejszych rolników.

Korzystanie z chmur obliczeniowych, do których poprzez Internet trafiają dane z czujników, jest dostępne również dla rolników – właścicieli małych gospodarstw – zarówno w aspekcie technicznym, jak i finansowym.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
Chmury obliczeniowe odgrywają ważną rolę w koncepcji rolnictwa 4.0. Można do nich podpiąć zarówno wielko-, jak i małoobszarowe gospodarstwa rolne. Fot. Firmowe

Teledetekcja satelitarna dla rolnictwa

Kolejnym narzędziem z zakresu zarówno rolnictwa precyzyjnego, jak i rolnictwa 4.0 jest monitorowanie upraw za pomocą technologii satelitarnej. Teledetekcja w rolnictwie wykorzystuje satelity wyposażone w specjalistyczne czujniki do wychwytywania promieniowania elektromagnetycznego odbitego od upraw i gleby. Czujniki te wykrywają długości fal niewidoczne dla ludzkiego oka, dostarczając kluczowych danych, na podstawie których można wygenerować informacje o zdrowiu roślin, poziomie ich stresu i wzorcach wzrostu. Zaawansowane algorytmy przekształcają surowe dane satelitarne w praktyczne informacje rolnicze, umożliwiając rolnikom podejmowanie racjonalnych decyzji dotyczących nawadniania, nawożenia i zwalczania szkodników.

Dzięki teledetekcji satelitarnej rolnik dysponuje informacją, w którym miejscu pola pojawił się problem. Analizując dane historyczne, może stwierdzić, czy problem rozwija się, czy zanika. Zdjęcia satelitarne umożliwiają identyfikację stref pola o różnej produktywności. Z tych obszarów rolnicy mogą pobrać próby glebowe do analizy chemicznej.

Znaczne zasoby zdjęć satelitarnych są dostępnie bezpłatnie i wymagają jedynie obróbki. Obecnie na świecie działają serwisy, które zajmują się pozyskiwaniem zdjęć satelitarnych dla danych obszarów i ich obróbką oraz wyznaczaniem wskaźników wegetacji. Rolnik takie dane uzyskuje po zarejestrowaniu się w takim serwisie. W pewnych zakresach takie dane mogą być dostępne bezpłatnie. Pozyskanie części danych może być usługą płatną, jednakże cenowo dostępną i dla małych gospodarstw. Takie serwisy działają również w Polsce.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
Wgrywane na smartfon różnego rodzaju aplikacje rolnicze mogą się przydać w każdym gospodarstwie, niezależnie od jego areału. Fot. Firmowe

Programy do zarządzania gospodarstwem

Sercem rozwiązań 4.0 zarówno dla przemysłu, jak i rolnictwa są systemy zarządzania gospodarstwem rolnym FMS (Farm Management System), które integrują dane i narzędzia do optymalizacji produkcji rolnej. Umożliwiają one monitorowanie i analizę procesów, zarządzanie zasobami, finansami i pracą maszyn, a także tworzenie map aplikacyjnych w ramach rolnictwa precyzyjnego. 

Dla małych gospodarstw dostępnych jest wiele programów i aplikacji mobilnych wspierających zarządzanie produkcją rolną. Umożliwiają one gromadzenie danych pochodzących z różnych źródeł – jak stacje pogodowe czy czujniki polowe. W takich programach można planować i rejestrować zabiegi, uzupełniając je o dodatkowe informacje, np. uzasadnienie użycia konkretnego środka ochrony roślin. Większość z nich wyposażona jest również w moduły ekonomiczne, które pozwalają obliczyć koszty produkcji dla poszczególnych pól i upraw, a także ocenić opłacalność całej produkcji. Dzięki temu rolnik ma stały dostęp do aktualnych i rzeczywistych kosztów prowadzenia gospodarstwa.

Programy FMS mogą zawierać narzędzia do dokumentacji zabiegów agrotechnicznych i innych działań (np. elektroniczna rejestracja zabiegów ochrony roślin) potwierdzających spełnianie wymogów prawnych wynikających z regulacji unijnych i krajowych.

Z pewnością w programach FMS będą dostępne moduły umożliwiające obliczanie i raportowanie śladu węglowego, który w najbliższej przyszłości może być obligatoryjny dla większości.

Dostępne są także programy umożliwiające rozliczanie pracowników sezonowych, zwłaszcza zatrudnionych przy zbiorach owoców czy warzyw. W takich przypadkach niezwykle praktyczne okazują się smartfony i tablety, ponieważ wiele z tych systemów ma wersje mobilne, które pozwalają zarówno na podgląd danych, jak i ich szybkie wprowadzanie w terenie.

Zakres funkcji programów do zarządzania gospodarstwem różni się w zależności od producenta – mogą być one mniej lub bardziej rozbudowane o dodatkowe moduły. Rozwiązania te są polecane również i małym, i średnim gospodarstwom. Część programów oferuje moduły bezpłatne, np. służące do planowania i rejestrowania prac, a wiele z nich cenowo jest przystępnych również dla mniejszych gospodarstw.

Smartfony i tablety w rolnictwie

Smartfony i tablety stały się jednym z kluczowych narzędzi w rolnictwie 4.0. Pełnią one funkcję mobilnego interfejsu do obsługi programów zarządzania gospodarstwem, umożliwiając rolnikowi dostęp do danych i podejmowanie decyzji zarówno w terenie, jak i poza gospodarstwem.

Czy małe gospodarstwa mogą sobie pozwolić na Rolnictwo 4.0?
Dzięki IoT i technologiom chmurowym można mieć „gospodarstwo w smartfonie” lub „na tablecie”. Fot. Firmowe

Wraz z rozwojem rynku mobilnego rośnie liczba aplikacji tworzonych z myślą o rolnikach. Oferują one szeroki zakres funkcji – począwszy od serwisów pogodowych, przez narzędzia wspierające dobór pestycydów i nawozów, po moduły umożliwiające rozpoznawanie chwastów, chorób czy szkodników.

Dostępne są również aplikacje służące do pomiaru areału pól i działek ewidencyjnych oraz takie, które wspierają planowanie i dokumentowanie zabiegów agrotechnicznych.

Niektóre rozwiązania mobilne ułatwiają także pobieranie próbek gleby z wykorzystaniem nawigacji GPS.  Dzięki nim rolnik może precyzyjnie wyznaczyć miejsca ich poboru, co po analizie w stacji chemiczno-rolniczej pozwala opracować odpowiedni plan nawożenia dla danego pola.