Pogoda- na termometrach od +1 do +22 stopni Celsjusza
Przed nami rześka noc na zachodzie kraju a dokładnie od Górnego Śląska po Opolskie, Dolny Śląsk, zachód Wielkopolski, Lubuskie i Pomorze Zachodnie- tam nad ranem od 1 do 3 stopni na plusie a przy gruncie miejscami pojawią się przymrozki. Najcieplejsza noc- aż +12 stopni wystąpi od okolic Terespola po Siedlce, Węgrów, Pułtusk na Mazowszu. Generalnie na wschodzie i w centrum temperatura nie spadnie poniżej 9 stopni na plusie.
Deszcz w nocy przelotnie popada w wielu miejscach na Kujawach i Kaszubach- do 0-5 mm.
19 maja z popołudniowymi burzami od Podlasia po Mazury i Warmię
Jutrzejszy dzień dużo słońca przyniesie na południu kraju. Na zachodzie a zwłaszcza na zachodzie i południu Dolnego Śląska po południu pojawi się konwekcja z na ogół samym przelotnym deszczem do 0-5 mm. Burze są mało prawdopodobne ale wykluczyć jednej nie można.
Znacznie większa szansa na burze będzie od okolic Białowieskiego Parku Narodowego na Podlasiu po Suwalszczyznę, Mazury, Warmię a przelotne opady utrzymają się miejscami na Pomorzu Gdańskim oraz północy Mazowsza. Pokropić może także lokalnie od środkowego wybrzeża po Wielkopolskę.
Wiatr jutro słaby a na Kujawach i Kaszubach chwilami bezwietrznie.
Według prognoz mokry okres już za nami i zwłaszcza w centrum kraju, gdzie padało najmniej do końca maja przeważnie nie spadnie ani jedna kropla deszczu.
Inflacja w kwietniu: Według komunikatu Głównego Urzędu Statystycznego z 15 maja 2026 roku, krajowa inflacja w kwietniu wyniosła 3,2% w ujęciu rocznym (r/r) oraz 0,6% w ujęciu miesięcznym (m/m). Odczyt roczny na poziomie 3,2% oznacza, że wskaźnik ten osiągnął najwyższą wartość od czerwca 2025 roku (gdy wynosił 4,1% r/r), co wskazuje na ponowne przyspieszenie dynamiki cen w gospodarce po lokalnym dołku z początku roku (2,1% r/r w styczniu i lutym).
Koszyk wydatków a inflacja w kwietniu – struktura makroekonomiczna
Główny Urząd Statystyczny przedstawił ostateczną strukturę wag (wyliczaną od stycznia br. na podstawie nowej klasyfikacji COICOP 2018) oraz poziomy wzrostów dla poszczególnych kategorii:
Usługi: wzrost o 5,2% r/r oraz o 1,2% m/m.
Towary: wzrost o 2,4% r/r oraz o 0,4% m/m.
Żywność i napoje bezalkoholowe (waga 25,91%): wzrost o 1,9% r/r oraz o 0,6% m/m. Miesięczny ruch tej kategorii podniósł ogólny wskaźnik m/m o 0,15 p. proc., za co odpowiadały głównie sezonowe zmiany cen warzyw (wpływ +0,05 p. proc.) oraz owoców i orzechów (+0,03 p. proc.).
Użytkowanie mieszkania i nośniki energii (waga 20,35%): wzrost o 4,8% r/r (wpływ na roczny wskaźnik o +0,97 p. proc.) oraz o 0,6% m/m (wpływ +0,12 p. proc.).
Ceny żywności i towarów rolnych – co potaniało, a co podrożało
W skali roku dynamika cen w rolnictwie wykazuje głębokie zróżnicowanie. Podczas gdy stawki za bazowe surowce w skupach oraz wybrane produkty detaliczne spadają, przetworzona żywność i produkty importowane notują wyraźne wzrosty.
Największe spadki cen (r/r):
Ziemniaki: -25,0% r/r (oraz -1,0% m/m – spadek cen w okresie przednówka konsumpcyjnego).
Cukier: ok. -14,4% r/r (wynik wysokiego wolumenu produkcji cukru w Unii Europejskiej).
Mleko surowe pełne: -6,8% r/r (głęboki spadek stawek transakcyjnych w punktach skupu bezpośrednio u bram gospodarstw).
Mięso wieprzowe: -6,0% r/r (cykliczna korekta cen żywca w UE przy wyhamowaniu eksportu poza Wspólnotę).
Największe wzrosty cen (r/r):
Mięso wołowe i cielęce: +16,1% r/r (efekt spadku pogłowia bydła w Europie przy stałym popycie; kategoria świeżego mięsa podniosła miesięczny wskaźnik o 0,04 p. proc.).
Czekolada: +11,1% r/r oraz Kakao: +8,2% r/r (import drożyzny z rynków globalnych wywołany deficytem surowca w Afryce Zachodniej).
Jaja: +6,4% r/r (koszty bioasekuracji ferm oraz energii).
Pieczywo i wyroby piekarnicze: +2,5% r/r (wzrost kosztów stałych w rzemiośle: płace i energia elektryczna).
Sytuacja ekonomiczna gospodarstw – koszty energii, paliw i dualizm rynkowy
Wskaźniki dla kategorii „Paliwa i smary do prywatnych środków transportu” wykazują całkowicie odmienne trendy w zależności od okresu odniesienia:
W skali miesiąca (m/m): Ceny detaliczne paliw spadły pod wpływem tarcz osłonowych na stacjach (pakiet CPN), obniżając miesięczną inflację o 0,10 p. proc. Był to jedyny ujemny czynnik o tak dużej sile wpływu w kwietniowym zestawieniu GUS.
W skali roku (r/r): Cała sekcja Transportu (waga 10,18%) odnotowała wzrost o 3,5% r/r, podnosząc roczny wskaźnik CPI o 0,36 p. proc. Wynika to z faktu, że na rynku naftowym utrzymuje się fizyczny deficyt surowca powiązany z napięciami geopolitycznymi na Bliskim Wschodzie, co przekłada się na wysokie hurtowe stawki netto.
Wnioski dla producentów rolnych: Rozbieżność ta tworzy jaskrawy podział:
Rolnicy ryczałtowi kalkulują koszty w cenach brutto, przez co bezpośrednio odczuli spadek cen paliw m/m na stacjach detalicznych przy wiosennych pracach polowych.
Rolnicy towarowi (płatnicy VAT) rozliczają się na podstawie cen hurtowych netto, gdzie detaliczny pakiet osłonowy nie zlikwidował wysokich obciążeń bazowych.
W efekcie producenci towarowi znaleźli się w kleszczach rozwierających się nożyc cenowych – koszty energii (+4,8% r/r) i logistyki (+3,5% r/r) rosną najszybciej od blisko roku, podczas gdy ceny zbytu ich kluczowych produktów (ziemniaki, mleko surowe pełne w skupie -6,8%, żywiec wieprzowy) drastycznie spadają.
Źródło danych: Informacja GUS z dnia 15.05.2026 r.
W regionie południowej Brandenburgii, tuż przy granicy z Polską, doszło do serii profesjonalnie zaplanowanych kradzieży bydła. W ciągu zaledwie kilku tygodni z pastwisk zniknęło łącznie 150 sztuk zwierząt, w tym cenne sztuki rozpłodowe. Niemieckie służby oraz związek rolników alarmują: mamy do czynienia z zawodowcami, a ślady prowadzą za wschodnią granicę.
Profesjonalny sprzęt i „chirurgiczna” precyzja
Skala kradzieży sugeruje, że nie są to przypadkowe incydenty, lecz działanie wyspecjalizowanej szajki. Złodzieje operują pod osłoną nocy, dysponując ciężarówkami do profesjonalnego transportu zwierząt oraz dużym doświadczeniem w ich obsłudze.
Jak informują brandenburskie media (m.in. B.Z. Berlin oraz Deutsche Welle), najbardziej dotkliwe uderzenia miały miejsce w trzech powiatach:
Powiat Sprewa-Nysa (Grano): We wtorek 12 maja zgłoszono zniknięcie 31 cennych zwierząt rozpłodowych.
Raddusch: Kilka dni wcześniej skradziono 48 sztuk o wartości szacowanej na 75 tys. euro.
Powiat Łaba-Elstera: W kwietniu z pastwisk wyprowadzono 70 sztuk bydła (straty ok. 50 tys. euro).
Gdzie trafia skradzione bydło?
Henrik Wendorff, prezes brandenburskiego związku rolników, podkreśla, że legalny obrót tymi zwierzętami w Niemczech jest niemożliwy. Każda sztuka posiada kolczyk i jest zarejestrowana w systemie HI-Tier. – Bez rejestracji nie ma możliwości legalnego uboju – zaznacza Wendorff.
Głównym podejrzanym kierunkiem jest Polska oraz kraje spoza Unii Europejskiej. Eksperci przypuszczają, że zwierzęta trafiają do nielegalnych rzeźni, gdzie brak kontroli weterynaryjnej pozwala na „wypranie” towaru z obiegu.
Interwencja na szczeblu ministerialnym
Sytuacja stała się na tyle poważna, że w sprawę zaangażowali się najwyżsi urzędnicy landu. W piątek, 15 maja, brandenburska minister rolnictwa Hanka Mittelstädt wraz z ministrem spraw wewnętrznych Janem Redmannem udają się do miejscowości Herzberg, by spotkać się z poszkodowanymi spółdzielniami rolniczymi. – To potężny cios dla hodowli w regionie. Te przestępstwa muszą zostać natychmiast wyjaśnione – komentuje minister Mittelstädt.
Jak chronić swoje stada? – Zalecenia dla rolników
Niemiecka policja kryminalna, we współpracy z polskimi służbami, prowadzi intensywne śledztwo, analizując m.in. ślady opon zabezpieczone na pastwiskach. Jednocześnie rolnicy otrzymali zestaw wytycznych, które mogą pomóc w zapobieganiu kolejnym kradzieżom:
Monitoring techniczny: Rozważenie instalacji fotopułapek i systemów GPS u najcenniejszych sztuk rozpłodowych.
Wzmożona czujność sąsiedzka: Zgłaszanie każdego nieznanego pojazdu do transportu zwierząt, który pojawia się w okolicy w nietypowych godzinach.
Obserwacja stada: Nagłe pobudzenie zwierząt lub gromadzenie się w jednym miejscu może świadczyć o próbie ich spędzenia przez osoby trzecie.
Zabezpieczenia fizyczne: Wzmocnienie bram wjazdowych na pastwiska, szczególnie tych położonych blisko dróg krajowych i autostrad.
Sprawa ma charakter rozwojowy. Hodowcy w województwach lubuskim i zachodniopomorskim również powinni zachować szczególną ostrożność, gdyż skradzione zwierzęta mogą być transportowane przez polskie drogi.
Źródło: Opracowanie własne na podstawie DPA, DW, B.Z. Berlin.
Cena pszenicy na światowych giełdach i obawy o jej dalszy wzrost zmusiły azjatyckich importerów do przerwania dwumiesięcznej passy bezczynności. Nabywcy z Azji Południowo-Wschodniej, w obliczu niepewnych prognoz pogodowych, wrócili do kontraktowania dużych wolumenów ziarna z nowych zbiorów.
Azjatycki powrót na rynek
Po okresie wyczekiwania, który trwał od końca lutego, młynarze z Indonezji, Tajlandii i Wietnamu zdecydowali się na odblokowanie budżetów. Decyzja ta zapadła w momencie, gdy rynkowa zmienność przestała dawać nadzieję na gwałtowne spadki kosztów zakupu w najbliższym czasie. Indonezja zabezpieczyła już 150 tys. ton pszenicy z regionu Morza Czarnego, a Tajlandia zarezerwowała 125 tys. ton surowca z USA.
Rosnąca cena pszenicy a ryzyko pogodowe
Głównym powodem, dla którego cena pszenicy utrzymuje trend wzrostowy, są zagrożenia klimatyczne w kluczowych regionach upraw. Silna susza w Stanach Zjednoczonych oraz prognozowane zjawisko El Niño budzą uzasadnione obawy o wielkość światowej produkcji. Choć globalne zapasy są obecnie na stabilnym poziomie, kupujący wolą zabezpieczyć dostawy na lipiec już teraz, obawiając się, że podaż ulegnie drastycznemu zmniejszeniu w dalszej części sezonu.
Rynek pod presją kosztów i geopolityki
Oprócz warunków pogodowych, na nastroje importerów wpływają rosnące koszty transportu i ogólna sytuacja makroekonomiczna. Napięcia geopolityczne oraz korelacja między cenami ropy, dolara a surowców rolnych sprawiają, że logistyka staje się coraz droższa. Mimo że analitycy nie odnotowują jeszcze zakupów o charakterze panicznym, wyraźnie widać, że branża młynarska przygotowuje się na scenariusz, w którym tanie ziarno może stać się towarem deficytowym.
Wybór ciągnika do gospodarstwa coraz częściej nie opiera się wyłącznie na liczbie koni mechanicznych. Rolnicy zwracają uwagę na spalanie, zwrotność, trwałość oraz komfort pracy. Mimo tego moc nadal pozostaje jednym z najważniejszych parametrów. W przypadku modelu Kubota M7060 producent postawił na rozwiązanie, które idealnie trafia w potrzeby średnich i mniejszych gospodarstw.
Kubota M7060 ma 74 konie mechaniczne
Model Kubota M7060 został wyposażony w czterocylindrowy silnik Diesla o mocy 74 KM. Jednostka napędowa ma pojemność 3331 cm³ i korzysta z turbodoładowania oraz układu Common Rail. Maksymalny moment obrotowy wynosi 261 Nm.
Na papierze liczba 74 KM może wydawać się umiarkowana, jednak w praktyce ten ciągnik bardzo dobrze radzi sobie w codziennych pracach gospodarskich. Sekret tkwi w odpowiednim zestawieniu mocy, masy własnej oraz konstrukcji układu napędowego.
Kubota stworzyła maszynę, która nie miała konkurować z ciężkimi ciągnikami do wielkoobszarowych gospodarstw. M7060 został zaprojektowany jako wszechstronny traktor do pracy z ładowaczem, transportu, koszenia, oprysków i lekkiej uprawy.
Dlaczego 74 KM w Kubocie robi dobre wrażenie?
Wielu użytkowników zwraca uwagę, że Kubota M7060 sprawia wrażenie mocniejszej niż wskazują dane techniczne. Wynika to przede wszystkim z charakterystyki silnika oraz bardzo dobrej reakcji na obciążenie.
Ciągnik osiąga maksymalny moment obrotowy już przy 1300 obr./min, dzięki czemu operator nie musi stale utrzymywać wysokich obrotów silnika.
Przekłada się to na kilka ważnych korzyści:
niższe spalanie
spokojniejszą pracę silnika
większy komfort podczas wielogodzinnej pracy
dobrą elastyczność podczas transportu
W praktyce M7060 dobrze współpracuje z prasami rolującymi, rozsiewaczami nawozów, opryskiwaczami czy lekkimi agregatami uprawowymi. Dla wielu gospodarstw taki zakres możliwości okazuje się w pełni wystarczający.
Silnik Kuboty M7060 został zaprojektowany z myślą o ekonomii
W ciągnikach rolniczych sama moc nie wystarcza. Coraz większe znaczenie ma zużycie paliwa oraz koszty eksploatacji. Kubota M7060 została wyposażona w nowoczesny, czterocylindrowy silnik spełniający normę emisji spalin Tier 3b.
Producent zastosował tutaj:
układ Common Rail
chłodzenie cieczą
16 zaworów
turbosprężarkę
Dzięki temu silnik pracuje płynnie i zapewnia dobrą kulturę pracy nawet pod obciążeniem. Wielu użytkowników podkreśla również niski poziom hałasu w kabinie.
W codziennym użytkowaniu to właśnie ekonomia często okazuje się większą zaletą niż sama liczba koni mechanicznych. Ciągnik o mocy 74 KM, który zużywa mniej paliwa, może być bardziej opłacalny niż większa maszyna generująca wysokie koszty.
Skrzynia biegów i napęd zwiększają możliwości ciągnika
Kubota M7060 otrzymała mechaniczną skrzynię biegów 18+18 z hydraulicznym rewersem. Maksymalna prędkość jazdy wynosi 40 km/h.
W praktyce taki zestaw bardzo dobrze sprawdza się podczas:
pracy z turem
manewrowania w ciasnych budynkach
transportu po drogach lokalnych
pracy na niewielkich działkach
Dużym atutem jest również kompaktowa konstrukcja. Kubota M7060 nie należy do ogromnych ciągników, dlatego łatwo porusza się nawet w ograniczonej przestrzeni.
Promień skrętu wynosi około 3,4 metra, co dla wielu gospodarstw ma ogromne znaczenie.
Czy 74 KM wystarczy do nowoczesnego gospodarstwa?
Odpowiedź zależy od charakteru pracy. Dla gospodarstw nastawionych na ciężką uprawę oraz duże maszyny taki ciągnik może okazać się zbyt mały. Jednak w wielu przypadkach Kubota M7060 spełnia niemal wszystkie codzienne zadania.
Ten model szczególnie dobrze sprawdza się:
w gospodarstwach hodowlanych
przy produkcji mlecznej
w sadownictwie
przy pracach komunalnych
w transporcie
jako ciągnik pomocniczy
Właśnie dlatego M7060 zdobył popularność wśród rolników szukających uniwersalnej maszyny o rozsądnych kosztach utrzymania.
Kubota M7060, a większe modele serii M
Kubota oferowała również mocniejsze modele z tej samej rodziny. Dla porównania:
Kubota M6060 osiąga około 66 KM
Kubota M7060 oferuje 74 KM
Kubota M8560 generuje około 88 KM
Kubota M9960 rozwija ponad 100 KM
Model M7060 znajduje się więc dokładnie pośrodku serii. Dla wielu użytkowników okazuje się najlepszym kompromisem między mocą a kosztami zakupu.
Większe modele zapewniają wyższy udźwig i większe możliwości w ciężkiej pracy polowej, jednak są również droższe w utrzymaniu oraz spalają więcej paliwa.
Komfort pracy w Kubocie M7060 pozytywnie zaskakuje
W przypadku ciągników o mocy około 74 KM wielu producentów oszczędza na wyposażeniu kabiny. Kubota poszła jednak w innym kierunku.
Operator otrzymuje:
dobrą widoczność
wygodny fotel
logicznie rozmieszczone elementy sterowania
prostą obsługę hydrauliki
ergonomiczną kabinę
To właśnie komfort często sprawia, że użytkownicy bardzo dobrze oceniają ten model mimo umiarkowanej mocy silnika.
Kubota M7060 pokazuje, że nowoczesny ciągnik nie musi mieć 150 KM, aby być efektywnym narzędziem pracy. Dobrze dobrane 74 konie mechaniczne, oszczędny silnik oraz kompaktowa konstrukcja sprawiają, że ten model do dziś pozostaje jedną z ciekawszych propozycji dla mniejszych i średnich gospodarstw.
Produkcja trzody chlewnej od lat jest jedną z najbardziej wymagających gałęzi rolnictwa. Jedni rozwijają gospodarstwa, inwestują w nowe chlewnie i zwiększają skalę produkcji. Inni z roku na rok toną w długach i rezygnują z hodowli. Co ciekawe, często działają w tych samych warunkach rynkowych, przy podobnych cenach skupu i kosztach pasz. Różnica tkwi gdzie indziej.
W nowoczesnej hodowli świń o sukcesie nie decyduje już wyłącznie ciężka praca. Coraz większe znaczenie mają organizacja produkcji, kontrola kosztów, zdrowotność stada i umiejętność reagowania na zmiany rynku. Branża wyraźnie pokazuje, że przewagę osiągają najlepiej zarządzane gospodarstwa, a nie tylko największe fermy.
Najwięcej pieniędzy ucieka tam, gdzie hodowca nie liczy kosztów
Wielu producentów zna cenę sprzedaży tuczników, ale nie potrafi dokładnie określić kosztu wyprodukowania jednego kilograma żywca. To podstawowy problem prowadzący do strat.
Największą część wydatków stanowi żywienie. Pasze, komponenty białkowe, energia, woda oraz opieka weterynaryjna potrafią błyskawicznie zjadać marżę. Według branżowych analiz opłacalność produkcji pojawia się wtedy, gdy relacja ceny żywca do cen zbóż utrzymuje się na odpowiednim poziomie.
Rolnicy, którzy regularnie analizują zużycie paszy, przyrosty dobowe i współczynnik wykorzystania paszy, szybciej wychwytują problemy. Ci, którzy działają intuicyjnie, często dowiadują się o stratach dopiero wtedy, gdy na koncie zaczyna brakować pieniędzy.
Najbardziej dochodowe gospodarstwa traktują chlewnię jak przedsiębiorstwo. Każdy kilogram paszy, każdy upadek prosięcia i każdy dzień opóźnienia tuczu są dokładnie analizowane.
Zdrowe stado to dziś fundament rentowności
Jeszcze kilkanaście lat temu wielu hodowców bagatelizowało bioasekurację. Dziś wirus ASF całkowicie zmienił podejście do bezpieczeństwa produkcji.
Wystarczy jedno ognisko choroby, aby gospodarstwo straciło możliwość sprzedaży świń lub zostało zmuszone do czasowego wygaszenia produkcji. Straty liczone są wtedy nie w tysiącach, lecz często w milionach złotych.
Eksperci podkreślają, że skuteczna bioasekuracja nie polega na drogich rozwiązaniach, ale na konsekwencji i przestrzeganiu podstawowych zasad. Program ochrony fermy jest tak silny, jak jego najsłabszy element.
Najlepsi hodowcy doskonale rozumieją, że zdrowotność stada bezpośrednio wpływa na wyniki finansowe. Choroby oznaczają:
gorsze przyrosty
wyższe zużycie paszy
większą śmiertelność
większe koszty leczenia
problemy ze sprzedażą
Coraz więcej gospodarstw inwestuje więc w dezynfekcję, kontrolę ruchu osób, szczelne ogrodzenia i system wszystko pełne, wszystko puste. To nie jest już dodatkowy koszt, ale forma ochrony biznesu.
Emocje są złym doradcą w hodowli świń
Jednym z największych błędów jest podejmowanie decyzji pod wpływem chwilowych emocji. Gdy ceny tuczników rosną, wielu producentów gwałtownie zwiększa skalę produkcji. Kiedy rynek się załamuje, pojawia się panika i wyprzedaż stada.
Tymczasem doświadczeni hodowcy wiedzą, że rynek trzody chlewnej zawsze podlega cyklom. Okresy wysokiej opłacalności przeplatają się z momentami kryzysowymi. Zarabiają ci, którzy potrafią planować długoterminowo i budować finansową poduszkę bezpieczeństwa.
Coraz większą rolę odgrywa również współpraca kontraktowa oraz zamknięty cykl produkcji. Gospodarstwa, które są mniej uzależnione od zakupu drogich warchlaków, zwykle lepiej radzą sobie podczas wahań rynku.
Nowoczesna technologia nie jest luksusem
Jeszcze niedawno automatyzacja kojarzyła się wyłącznie z ogromnymi fermami. Dziś nawet średnie gospodarstwa inwestują w systemy monitorowania temperatury, automaty paszowe czy technologie ograniczające zużycie energii.
Duńskie doświadczenia pokazują, że nowoczesne rozwiązania pozwalają ograniczać koszty pracy i zwiększać efektywność produkcji. Coraz częściej wykorzystywane są nawet roboty myjące chlewnie, które skracają czas pracy ludzi i poprawiają higienę budynków.
Nowoczesny hodowca nie konkuruje już wyłącznie ceną. Konkuruje wydajnością, organizacją i powtarzalnością wyników.
To właśnie dlatego dwa gospodarstwa o podobnej liczbie świń mogą osiągać całkowicie różne wyniki finansowe.
Najlepsi hodowcy stale uczą się rynku
Produkcja trzody zmienia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Rosną wymagania dotyczące dobrostanu, zmieniają się przepisy środowiskowe, pojawiają się nowe choroby i nowe technologie żywienia.
Rolnicy, którzy zatrzymali się mentalnie kilkanaście lat temu, coraz częściej wypadają z rynku. Ci, którzy regularnie analizują wyniki, uczestniczą w szkoleniach i wdrażają nowe rozwiązania, zwykle zwiększają rentowność nawet w trudnych czasach.
W branży coraz wyraźniej widać również jedną zależność. Najbardziej dochodowe gospodarstwa nie szukają oszczędności za wszelką cenę. One szukają większej efektywności.
Dobrym przykładem jest żywienie. Wielu producentów skupia się wyłącznie na najtańszej paszy, tymczasem lepsi hodowcy analizują, która mieszanka daje najlepsze przyrosty i najniższy koszt produkcji kilograma mięsa. Czasami droższa pasza okazuje się bardziej opłacalna niż tańsza.
Bankructwo rzadko przychodzi nagle
W większości przypadków upadek gospodarstwa zaczyna się dużo wcześniej. Najpierw pojawia się brak kontroli kosztów. Potem pogarsza się zdrowotność stada. Następnie rosną kredyty, a inwestycje są odkładane na później.
W pewnym momencie gospodarstwo przestaje się rozwijać i zaczyna walczyć wyłącznie o przetrwanie.
Tymczasem hodowcy osiągający stabilne zyski zazwyczaj działają według podobnego schematu. Liczą koszty, pilnują zdrowotności, inwestują rozsądnie i nie podejmują decyzji pod wpływem chwilowej sytuacji rynkowej.
Dzisiejsza produkcja trzody chlewnej coraz mniej przypomina tradycyjne rolnictwo. To wymagający biznes, w którym wygrywają ci, którzy potrafią połączyć wiedzę zootechniczną z chłodną analizą ekonomiczną.
Pomidory należą do najczęściej uprawianych warzyw w polskich ogrodach. Kuszą smakiem, zapachem i ogromną liczbą odmian, ale ich uprawa wymaga odpowiedniego wyczucia czasu. Zbyt wczesne wysadzenie rozsady może skończyć się zahamowaniem wzrostu, a nawet całkowitym zniszczeniem roślin. Z kolei zbyt późne sadzenie często oznacza słabsze owocowanie. Właśnie dlatego termin przeniesienia pomidorów do gruntu ma ogromne znaczenie.
Dlaczego pomidory są tak wrażliwe na chłód?
Pomidory pochodzą z cieplejszego klimatu, dlatego źle reagują na niskie temperatury. Już kilka stopni powyżej zera może wywołać stres, który osłabi roślinę na wiele tygodni. Szczególnie niebezpieczne są przymrozki, ponieważ potrafią uszkodzić liście i łodygi w ciągu jednej nocy.
Najlepsze warunki dla pomidorów pojawiają się wtedy, gdy temperatura w dzień utrzymuje się powyżej 18 stopni, a nocą nie spada poniżej 10 stopni. Gleba również powinna być odpowiednio nagrzana. Sadzenie do zimnej ziemi sprawia, że korzenie rozwijają się wolniej, a roślina staje się podatna na choroby.
Kiedy sadzić pomidory do gruntu w Polsce?
Najbezpieczniejszy termin przypada zwykle po 15 maja, czyli po tzw. zimnych ogrodnikach i zimnej Zośce. To właśnie wtedy ryzyko nocnych przymrozków znacząco maleje. W większości regionów Polski ogrodnicy rozpoczynają sadzenie pomidorów między 15 a 25 maja.
W cieplejszych częściach kraju, szczególnie na zachodzie, można zrobić to nieco wcześniej, jeśli prognozy są korzystne. W chłodniejszych rejonach północno wschodnich warto poczekać nawet do końca maja.
Duże znaczenie ma także pogoda w konkretnym roku. Coraz częściej maj przynosi gwałtowne ochłodzenia mimo wysokich temperatur w ciągu dnia. Dlatego przed sadzeniem dobrze jest obserwować prognozy przynajmniej przez kilka dni.
Jak rozpoznać, że rozsada jest gotowa?
Dobra rozsada powinna mieć mocną łodygę, intensywnie zielone liście i wysokość około 20 do 30 centymetrów. Rośliny nie mogą być wyciągnięte ani blade. Zbyt długie przetrzymywanie rozsady w domu lub szklarni sprawia, że pomidory gorzej adaptują się po przesadzeniu.
Warto także zwrócić uwagę na system korzeniowy. Jeśli korzenie zaczynają mocno oplatać doniczkę, to znak, że roślina potrzebuje więcej miejsca i powinna jak najszybciej trafić do gruntu.
Hartowanie rozsady przed sadzeniem
Jednym z najczęściej popełnianych błędów jest pomijanie hartowania. Rośliny hodowane w domu mają stabilne warunki, brak wiatru i wyższą temperaturę. Bez wcześniejszego przygotowania mogą doznać szoku po przeniesieniu na zewnątrz.
Hartowanie najlepiej rozpocząć około tygodnia przed planowanym sadzeniem. Na początku wystarczy wystawiać rozsadę na kilka godzin dziennie w osłonięte miejsce. Z każdym dniem czas można wydłużać. Dzięki temu pomidory przyzwyczają się do słońca, chłodniejszych nocy i ruchu powietrza.
W jakim miejscu sadzić pomidory?
Pomidory uwielbiają słońce. Im więcej światła otrzymają, tym lepiej będą rosły i owocowały. Idealne stanowisko powinno być ciepłe, osłonięte od silnego wiatru i dobrze nasłonecznione przez większość dnia.
Nie warto sadzić pomidorów w miejscach podmokłych ani tam, gdzie długo utrzymuje się cień. Wilgoć sprzyja rozwojowi chorób grzybowych, szczególnie groźnej zarazy ziemniaczanej.
Znaczenie ma również jakość gleby. Najlepiej sprawdza się ziemia żyzna, przepuszczalna i bogata w próchnicę. Przed sadzeniem warto wzbogacić podłoże kompostem lub dobrze rozłożonym obornikiem.
Jak prawidłowo sadzić pomidory?
Pomidory można sadzić głębiej niż rosły wcześniej w doniczce. Część łodygi znajdująca się pod ziemią szybko wypuści dodatkowe korzenie, dzięki czemu roślina będzie silniejsza.
Odstępy między sadzonkami zależą od odmiany, ale najczęściej wynoszą od 40 do 60 centymetrów. Zbyt gęste sadzenie ogranicza przewiew powietrza i zwiększa ryzyko chorób.
Tuż po posadzeniu pomidory należy obficie podlać. Warto także od razu zastosować podpory. Paliki lub sznurki pomagają utrzymać roślinę w pionie i chronią owoce przed kontaktem z ziemią.
Czy można sadzić pomidory wcześniej?
Wielu ogrodników próbuje przyspieszyć sezon, szczególnie po ciepłym początku maja. Jest to możliwe, ale wymaga odpowiedniego zabezpieczenia roślin.
Najczęściej stosuje się agrowłókninę, tunele foliowe lub mini szklarnie. Takie osłony pomagają utrzymać wyższą temperaturę i chronią przed nocnym chłodem. Mimo to nawet pod osłonami trzeba zachować ostrożność, ponieważ gwałtowne spadki temperatur nadal mogą uszkodzić młode rośliny.
Jak dbać o pomidory po posadzeniu?
Pierwsze dni po przesadzeniu są kluczowe. Rośliny potrzebują regularnego podlewania, ale nie należy przesadzać z ilością wody. Pomidory lepiej znoszą lekkie przesuszenie niż stale mokrą ziemię.
Podlewanie najlepiej wykonywać rano lub wieczorem, kierując strumień wody bezpośrednio pod korzeń. Moczenie liści zwiększa ryzyko chorób.
Po kilku tygodniach warto rozpocząć nawożenie. Pomidory potrzebują przede wszystkim potasu i fosforu, które wspierają kwitnienie oraz dojrzewanie owoców. Regularne usuwanie bocznych pędów pozwala natomiast skierować energię rośliny na rozwój pomidorów zamiast nadmiernej ilości liści.
Dobrze posadzone i odpowiednio pielęgnowane pomidory potrafią owocować aż do pierwszych jesiennych chłodów, a smak świeżo zerwanego owocu z własnego ogrodu trudno porównać z jakimkolwiek sklepowym odpowiednikiem.
Ślimaki to jeden z największych problemów w ogrodach i na działkach. Wystarczy kilka deszczowych dni, aby pojawiły się masowo na grządkach, rabatach i w tunelach foliowych. Największe szkody wyrządzają nocą, gdy zjadają młode liście, warzywa i kwiaty. Wielu ogrodników przyznaje, że w wilgotne lato ślimaki potrafią w krótkim czasie zniszczyć znaczną część upraw. Najbardziej narażone są sałata, truskawki, kapusta, cukinia oraz młode sadzonki warzyw. Problem szczególnie nasila się po opadach deszczu i podczas ciepłych, wilgotnych nocy.
Dlaczego ślimaki pojawiają się w ogrodzie?
Ślimaki najlepiej czują się w wilgotnym środowisku. Chętnie chowają się pod deskami, kamieniami, donicami i w gęstej roślinności. Bardzo często pojawiają się również w pobliżu kompostowników, tuneli foliowych oraz miejsc, gdzie długo utrzymuje się wilgoć.
Największym problemem są ślimaki bez skorupy, czyli pomrowy. Potrafią szybko się rozmnażać i zjadają praktycznie wszystko – od warzyw po rośliny ozdobne. Wielu działkowców zauważa, że z roku na rok ślimaków jest coraz więcej, szczególnie po łagodnych zimach.
Co na ślimaki w ogrodzie? Wielu zaczyna od domowych sposobów
Wielu ogrodników zanim sięgnie po gotowe preparaty, najpierw próbuje naturalnych metod. Domowe sposoby na ślimaki są popularne przede wszystkim dlatego, że pozwalają ograniczyć stosowanie chemii w pobliżu warzyw, owoców i roślin ozdobnych. Część z nich może skutecznie ograniczyć liczbę ślimaków, szczególnie gdy problem zostanie zauważony odpowiednio wcześnie.
Jednym z najczęściej stosowanych rozwiązań jest rozsypywanie wokół roślin popiołu drzewnego. Ślimaki nie lubią suchego i pylącego podłoża, dlatego taka bariera utrudnia im przemieszczanie się. Trzeba jednak pamiętać, że po deszczu popiół szybko traci swoje właściwości i konieczne jest ponowne rozsypanie.
Podobnie działają pokruszone skorupki jajek. Ostre krawędzie utrudniają ślimakom dotarcie do roślin, dlatego wiele osób rozsypuje je wokół sałaty, truskawek czy młodych sadzonek. Niektórzy wykorzystują także trociny, żwir albo drobne gałązki sosnowe.
Bardzo popularne są również pułapki z piwem. W ziemi umieszcza się niewielkie pojemniki wypełnione piwem, którego zapach przyciąga ślimaki. Owady wpadają do środka i nie są w stanie się wydostać. Wielu działkowców podkreśla jednak, że pułapki trzeba regularnie opróżniać i wymieniać płyn, szczególnie podczas ciepłych dni.
Część osób stosuje także opryski przygotowane samodzielnie w domu. Popularny jest wyciąg z czosnku – kilka ząbków należy rozgnieść, zalać wodą i odstawić na kilka godzin. Takim roztworem opryskuje się rośliny oraz miejsca, w których najczęściej pojawiają się ślimaki. Niektórzy przygotowują również wywar z piołunu albo cebuli. Intensywny zapach ma odstraszać szkodniki i ograniczać ich aktywność. Wiele osób wykorzystuje też fusy po kawie rozsypywane wokół grządek. Ślimaki nie przepadają za ich zapachem i strukturą.
Coraz częściej można spotkać także naturalne bariery z miedzi. Specjalne taśmy miedziane przyklejane do doniczek lub skrzyń mają utrudniać ślimakom przechodzenie. Kontakt z miedzią działa na nie drażniąco, dlatego często omijają takie miejsca.
W praktyce domowe sposoby na ślimaki najlepiej sprawdzają się wtedy, gdy szkodników nie ma jeszcze bardzo dużo. Przy większej liczbie ślimaków zwykle konieczne okazuje się połączenie kilku metod albo zastosowanie gotowych preparatów dostępnych w sklepach ogrodniczych.
Granulat i preparaty na ślimaki. Co działa najskuteczniej?
Gdy ślimaki opanują większą część ogrodu, wielu właścicieli działek sięga po gotowe środki dostępne w sklepach ogrodniczych. Najpopularniejsze są granulaty rozsypywane wokół roślin i grządek.
Preparaty na ślimaki działają zwykle bardzo szybko, jednak specjaliści zwracają uwagę, aby stosować je ostrożnie w pobliżu dzieci, zwierząt domowych i warzyw przeznaczonych do spożycia.
Coraz większą popularnością cieszą się także środki biologiczne, które są bezpieczniejsze dla środowiska. Wielu ogrodników wybiera je szczególnie w uprawach warzyw i owoców.
Ślimaki w tunelu foliowym to coraz większy problem
Dużym problemem są również ślimaki pojawiające się w szklarniach i tunelach foliowych. Wysoka wilgotność oraz ciepło tworzą tam idealne warunki do rozwoju szkodników. Najczęściej atakowane są pomidory, ogórki, sałata i młode sadzonki. Wielu właścicieli tuneli zauważa, że ślimaki potrafią w ciągu jednej nocy zniszczyć świeżo posadzone rośliny.
Dlatego bardzo ważne jest regularne kontrolowanie upraw, usuwanie resztek roślinnych i ograniczanie wilgoci. Im szybciej zauważony zostanie problem, tym łatwiej ograniczyć liczbę ślimaków.
Wielu ogrodników przyznaje, że całkowite wyeliminowanie ślimaków jest bardzo trudne. Nawet po skutecznym zwalczeniu problem często wraca po kolejnych opadach deszczu.
Dlatego najskuteczniejsze okazuje się regularne ograniczanie liczby szkodników i zabezpieczanie najbardziej narażonych roślin. Pomaga także utrzymywanie porządku w ogrodzie, koszenie wysokiej trawy oraz usuwanie miejsc, w których ślimaki mogą się ukrywać.
W praktyce najlepsze efekty daje połączenie kilku metod — domowych sposobów, pułapek oraz odpowiednio dobranych preparatów. Dzięki temu można skutecznie ograniczyć szkody i ochronić warzywa oraz rośliny ozdobne przed zniszczeniem.
Latem w przeciętnym ulu może znajdować się około 50–80 tysięcy pszczół, natomiast zimą ich liczba spada do około 20 tysięcy. Fot. A. Łączna
Świat przyrody jest niezwykle różnorodny, a każdy organizm ma w nim swoje miejsce i rolę. W zrównoważonej produkcji polowej nieocenione znaczenie mają zapylacze. Na ich czele stoi pszczoła miodna – jeden z najbardziej inteligentnych i przyjaznych człowiekowi owadów.
Polska należy do europejskich liderów pod względem liczby pasiek – obecnie funkcjonuje ich około 2,35 mln, prowadzonych przez ok. 100 tys. pszczelarzy. Fot. A. Łączna
Dlaczego zapylacze są tak ważne dla plonu?
Każdy rolnik ma swój cel do osiągnięcia. W produkcji polowej jest nim najczęściej uzyskanie wysokich i dobrych jakościowo plonów. Do tego konieczne jest jednak współgranie wielu czynników. Część z nich jest niezależna od człowieka – suma opadów, rozkład temperatur czy stopień nasłonecznienia. Wpływu nie mamy również na ekstremalne zjawiska pogodowe jak gradobicia, nawałnice lub wichury.
Człowiek, a w tym przypadku rolnik może jednak zadbać o żyzność gleby i odpowiednie przygotowanie roli oraz ograniczyć presję chorób i szkodników. W budowaniu potencjału plonowania jest jeszcze jeden, niezwykle istotny proces – zapylanie roślin. Bez odpowiedniego zapylenia wymiernych efektów nie przyniesie nawet najlepsza agrotechnika.
W taksonomii występuje podział na rośliny obcopylne i samopylne. U roślin samopylnych zachodzi zjawisko samoistnego przenoszenia się pyłku pochodzącego z pręcików na znamię słupka tego samego kwiatu lub innego, ale na tej samej roślinie. Dzieje się to za pomocą sił grawitacji bądź ruchów pręcików w kierunku słupka. Stanowią one niewielki procent roślin na świecie.
U roślin obcopylnych do wydania nasion niezbędne jest zapylenie pyłkiem obcym z osobnika tego samego gatunku, ale o innym genomie. W tym procesie konieczne jest więc przeniesienie lekkich ziaren pyłku z pręcików na słupki kwiatowe najczęściej z pomocą zapylaczy.
Jakie owady i zwierzęta zapylają rośliny?
W procesie zapylania niebagatelną rolę odgrywają – oprócz wiatru i wody – zwierzęta noszące miano zapylaczy. Wśród nich możemy wymienić między innymi ptaki, gryzonie, gady, wiewiórki, a nawet małpy.
Ogromne znaczenie ma jednak niezwykle wielka grupa owadów. Dokładna liczba ich gatunków na świecie nie jest znana, ale szacuje się, że może sięgać nawet kilku milionów. Wśród owadów zapylaczy znajdują się między innymi motyle, chrząszcze, bzygowate, ćmy, osy, muchówki, trzmiele i pszczoły.
Ze względu na swoją efektywność najważniejszym gatunkiem wśród zapylaczy jest pszczoła miodna. 85% wszystkich roślin kwiatowych na świecie jest zapylanych właśnie przez ten gatunek. Pszczoły zapylają 90% drzew owocowych, 170 tysięcy odmian kwiatów, w tym 40 tysięcy jest zapylanych wyłącznie przez nie.
Pszczoły odwiedzają kwiaty głównie w celu pozyskiwania pokarmu. Kwiaty oferują nie tylko niezwykle istotny dla pszczół pyłek będący źródłem białka, ale też nektar, który przenoszony w ich wolu trafia do plastrów w ulu. Następnie dzięki wytwarzanym przez owady enzymom przekształcany jest w miód. Pszczoły rekordzistki są w stanie odwiedzić nawet 3 tysiące kwiatów w ciągu dnia, przy okazji wykonując zapylenie roślin.
Standardowo pszczoły oddalają się od ula na odległość około 2–4 km. W przypadku braku pożytku są jednak w stanie pokonywać dużo większe odległości. To mimo wszystko znaczny wysiłek i spore obciążenie dla owada. Pokonywanie dużych dystansów nie sprzyja kondycji i żywotności.
Dlaczego dzikie zapylacze są coraz bardziej zagrożone?
Notowany w Polsce i na całym świecie wzrost populacji pszczoły miodnej to duży sukces i powód do radości. Sytuacja jest jednak diametralnie inna w przypadku ogólnej populacji owadów na Ziemi. Problem jest poważny, a jego skala wielka. Szacuje się, że od 1990 roku globalna populacja owadów zmalała o 25%, a zagrożonych wyginięciem jest 1/3 wszystkich gatunków. Należy wspomnieć, że udomowiona pszczoła miodna nie jest w stanie całkowicie zastąpić działalności dzikich zapylaczy.
Na masowe wymieranie owadów wpływa wiele czynników. Jednak nie ma wątpliwości, że spadek ich liczebności jest w dużej mierze skutkiem działalności człowieka. Następstwa są nieodwracalne, ale wielu z nich można jeszcze przeciwdziałać. Do głównych przyczyn spadku liczebności i różnorodności owadów należy zaliczyć utratę siedlisk spowodowaną urbanizacją i rolnictwem, zanieczyszczenie środowiska, intensywna produkcja polowa oraz postępujące zmiany klimatyczne.
Zwiększająca się populacja pszczoły miodnej przynosi istotne korzyści dla rolnictwa oraz ekosystemów. Fot. A. Łączna
Co najbardziej szkodzi pszczołom i zapylaczom?
urbanizacja – postępujący i długotrwały rozwój terenów miejskich oraz przemysłowych;
zanieczyszczenie środowiska – spadek jakości powietrza, wód i gleby;
zmiany klimatyczne – ekstrema pogodowe i wzrost temperatury;
inwazje obcych gatunków i chorób – zagrożenie np. ze strony szerszenia azjatyckiego;
utrata i degradacja naturalnych siedlisk owadów, np. łąk, miedz czy zagajników;
przewaga dużych gospodarstw – wzrost monokultur i utrudniony dostęp do pożytku;
intensyfikacja produkcji polowej – wysokie wykorzystanie pestycydów.
Pestycydy a pszczoły – największe zagrożenie na polu
Zatrucia pestycydami należą do najpoważniejszych czynników ograniczających populację owadów, w tym pszczoły miodnej. Aby zapobiegać takim sytuacjom, środki ochrony roślin przed dopuszczeniem do obrotu przechodzą szczegółowe kontrole i badania. Preparaty te klasyfikuje się jako „groźne dla pszczół” lub „niegroźne dla pszczół”. Informacja tego typu musi być umieszczona na opakowaniu produktu oraz w ulotce informacyjnej.
Pestycydy stosuj z głową!
Nie mamy wpływu na wszystkie czynniki zagrażające owadom zapylającym,
jednak jako rolnicy możemy zrobić naprawdę wiele. Stosując środki
ochrony roślin – szczególnie w uprawie rzepaku – powinniśmy
bezwzględnie przestrzegać zasad dobrej praktyki rolniczej oraz dbać
o maksymalne bezpieczeństwo zapylaczy.
Które środki ochrony roślin są groźne dla pszczół?
Herbicydy są szkodliwe dla pszczół w przypadku przedawkowania pestycydu oraz zabiegu wykonanego na kwitnące chwasty w czasie oblotu owadów. Stosowane zgodnie z etykietą i w odpowiednim terminie nie powinny stanowić zagrożenia. Regulatory wzrostu mogą wpływać negatywnie na poczwarki owadów. Zagrożenia nie stanowią natomiast fungicydy.
Największe niebezpieczeństwo niosą ze sobą akarycydy i insektycydy, w tym neonikotynoidy. Te ostatnie uznawane były początkowo za bezpieczne dla pszczół. Jednak z uwagi na działanie systemiczne przenikają do wszystkich tkanek rośliny i są też obecne w wodzie gutacyjnej na powierzchni młodych roślin, którą mogą pobierać pszczoły. Dlatego neonikotynoidy często odpowiadają za przewlekłe zatrucia i straty w pasiekach. Mimo że nie powodują nagłej śmierci, osłabiają żywotność rodzin, wpływają na ich orientację w terenie oraz podatność na choroby (np. nosemoza).
Insektycydy i akarycydy uszkadzają przede wszystkim system nerwowy pszczół, blokując działanie enzymu cholinesterazy, odpowiadającego za przewodzenie impulsów nerwowych w neuronach. Insektycydy są szczególnie niebezpieczne, ponieważ stosowane w okresie kwitnienia roślin uprawnych oraz chwastów stanowią zagrożenie dla oblatujących owadów.
Jak rozpoznać zatrucie pszczół pestycydami?
Do zatruć pszczół najczęściej dochodzi na plantacjach rzepaku, który wymaga wielu zabiegów, również w okresie kwitnienia. Fot. M. Piśny
Toksyczność dla pszczół zależy od substancji czynnej wchodzącej w skład konkretnego środka ochrony roślin. Preparaty zawierające substancje czynne kontaktowe mogą powodować nagłą śmierć pszczół w trakcie lotu (jeśli nastąpił kontakt z substancją czynną podczas aplikacji lub zaraz po jej zakończeniu). W przypadku gdy uda im się wrócić do ula, efekty zatrucia mogą uwidocznić się z opóźnieniem.
Po zatruciu rodziny pszczele są niespokojne i bardziej skłonne do żądlenia. Przy ulu, w okolicy wylotka, zaobserwować można wówczas zacięte walki, po czym pszczoły zaczynają pełzać, podskakiwać i kręcić się bezwładnie, nieustannie się czyszcząc. Część z nich ma wykręcone skrzydełka.
Charakterystyczną cechą zatrucia na skutek stosowanych środków ochrony roślin jest wysunięty języczek u martwych osobników. Ostatecznie nie wszystkie przypadki kończą się mimo wszystko śmiercią owadów. Czasem jest to ogólne osłabienie rodzin.
Jak zapylacze wpływają na plonowanie roślin?
Najlepiej wykonane zabiegi agrotechniczne czy ochrona chemiczna nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, jeśli owady zapylające nie będą obecne na plantacji. Wzrost plonów dzięki udziałowi zapylaczy w uprawach – przy odpowiedniej agrotechnice i racjonalnym stosowaniu środków ochrony roślin – dochodzi średnio do 50%. Przykładowo plony rzepaku i słonecznika dzięki zapylaniu przez owady są wyższe o około 30%, koniczyny o 50–80%, lucerny o 65%, a ogórków nawet o około 75–90%.
Które uprawy najbardziej korzystają z zapylaczy?
W Polsce około 60 gatunków roślin uprawnych pozytywnie reaguje na owady zapylające. Część z nich jest samopylna, ale obecność zapylaczy ma korzystny wpływ na podwyższenie wspomnianego plonu, jak również na jego jakość. Tak się dzieje w przypadku rzepaku, rzepiku, gorczycy, prosa, lnu, łubinu żółtego, wyki ozimej, grochu siewnego, soi, peluszki czy seradeli. Natomiast uzależnione od obecności zapylaczy są m.in. gryka, lucerna, słonecznik, esparceta, owoce jagodowe, sady, warzywa, kapusta na nasiona i inne.
Kwitnienie gryki, rzepaku ozimego i innych roślin obcopylnych to wyraźny sygnał dla rolnika, by szczególnie zadbać o obecność i ochronę zapylaczy. Fot. M. Piśny
Dziesięć dobrych praktyk rolniczych
1
Korzystaj z zaleceń Integrowanej Ochrony Roślin.
2
Ogranicz stosowanie pestycydów do niezbędnego minimum.
3
Stosuj się do zaleceń podanych na etykietach preparatów.
4
Nie wykonuj zabiegów w porze kwitnienia upraw oraz chwastów.
5
Stosuj pestycydy z możliwie krótkim okresem prewencji.
6
Wykonuj zabiegi insektycydowe wieczorem po oblocie pszczół.
7
Nie opryskuj roślin pokrytych spadzią.
8
Nie wykonuj zabiegów przy silnym wietrze.
9
Informuj w miarę możliwości pszczelarza o zamiarze wykonania zabiegu.
10
Zadbaj o miejsce dla dzikich zapylaczy.
Pasieka i uprawy – jak połączyć produkcję z ochroną pszczół?
Od kilkunastu lat jestem doradcą rolniczym. Obecnie pracuję w Wielkopolskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Sielinku. Na terenie ośrodka prowadzona jest od wielu lat pasieka, a także poletka doświadczalne oraz ogródek – tutaj wysiewane jest wiele kwitnących gatunków. Z myślą o zapylaczach dokłada się wszelkiej staranności podczas stosowania koniecznych zabiegów ochrony roślin. Pszczoły w Sielinku są bezpieczne.
Własna pasieka w gospodarstwie – korzyści i obowiązki
Prywatnie razem z mężem prowadzimy własną pasiekę. W jej okolicy znajdują się aleje drzew miododajnych takich jak akacje oraz lipy. Nasze pszczoły goszczą również na plantacjach okolicznych rolników. Współpraca przebiega – na szczęście – bez zarzutów. Nie doświadczyliśmy nigdy zjawiska zatruć pszczół przez pestycydy w wyniku ich nieprawidłowego stosowania.
Kształtujmy w kolejnych pokoleniach świadomość troski o zapylacze oraz ich ogromnej roli w środowisku. Fot. M. Piśny
Świadomość rolników w ochronie zapylaczy rośnie
Moja praca zawodowa i bezpośredni kontakt z rolnikami pokazuje jednak, że świadomość i dbałość o zapylacze jest niewystarczająca. Niejednokrotnie spotkałam się z opinią, że obecność uli tuż za miedzą jest problematyczna. Część plantatorów czuje się ograniczona w swobodnym stosowaniu środków ochrony roślin. Wielu z nich nie rozumie, jakie daje to korzyści! Wiele razy słyszałam o przypadkach, kiedy stosowano zabiegi w pełni kwitnienia podczas oblotu pszczół, nie zważając na porę dnia. Takich sytuacji jest na szczęście coraz mniej, ale wciąż się zdarzają. Obecnie normą stają się nocne zabiegi w czasie kwitnienia rzepaku.
Dbajmy wspólnie o nasze dobro!
Środowisko, w którym żyjemy, aby mogło funkcjonować prawidłowo,
wymaga wzajemnego szacunku, dbałości o wspólne dobro oraz wiedzy.
Dbajmy więc o wzorce zachowań, upowszechniając wiedzę o znaczeniu
pszczół i roli owadów w środowisku.
Dzięki temu łatwiej będzie rozsądnie korzystać z tego, co przyroda
nam oferuje. A stawką jest stan środowiska naturalnego, jaki
pozostawimy kolejnym pokoleniom.
Rolnik i pszczelarz – współpraca korzystna dla obu stron
Bywa też tak, że to rolnik zakłada pasiekę i wprowadza uprawę roślin miododajnych. Korzyści są obustronne – i w uprawie, i w pasiece. Wzrasta bioróżnorodność w gospodarstwie, co ma korzystny wpływ na kulturę rolną. Plony są wyższe dzięki obecności zapylaczy, a pszczoły nie mają problemu z pożytkiem. Pasieka – dzięki pozyskiwaniu produktów pszczelich – stanowi nierzadko dodatkowe źródło dochodu.
Nie każdy jednak może być pszczelarzem, np. ze względu na alergie. Ale każdy bez wyjątku powinien posiadać podstawową wiedzę na temat zapylaczy – by móc pomagać im podczas ich pracy, a nie szkodzić!
Wczoraj i dziś solidnie popadało na dużym obszarze południowej Polski, Ziemi Świętokrzyskiej, Lubelskiej, wschodzie i południu Mazowsza i na Górnym Śląsku.
W nocy w dalszym ciągu szansa na przelotne opady deszczu będzie od Małopolski, Śląska Cieszyńskiego, Podkarpacia po Lubelskie, Mazowsze, Podlasie i Mazury. Po północy sucho ma być na wschodzie Lubelskiego- tam też najcieplej bo nie mniej niż 11-12 stopni. W strefie opadów około 9 stopni. Pogodna noc zapowiada się na północnym zachodzie kraju- tam pojawią się nawet przymrozki. Najzimniej w rejonie Reska- 0 stopni na wysokości 2 metrów. Nad resztą kraju od 6 do 8 stopni na plusie.
Dzień słoneczny na wschodzie Lubelskiego i na zachodzie kraju
Na wschód kraju napłynie ciepłe powietrze z Ukrainy i po południu we Włodawie, Strzyżowie czy Chełmie zanotujemy nawet +22/+23 stopnie Celsjusza.
W strefie opadów od Suwalszczyzny po środkowe Mazowsze, Świętokrzyskie, Małopolskę zaledwie 10-11 stopni na plusie.
Na zachodzie kraju od rana do popołudnia słonecznie a więcej chmur napłynie dopiero wieczorem. Być może kilka chmur wypiętrzy się na Kaszubach, północy Wielkopolski i tam pokropi chwilami deszcz po południu.
Najmniej deszczu w maju spadło w samym centrum kraju. Między Płockiem, Łowiczem, Skierniewicami spadło zaledwie 10-15 mm opadu co jest skrajnie niską wartością. Według prognoz przed nami kolejny kilkudniowy zanik jakichkolwiek opadów co wróży tutaj kolejny już 6 miesiąc z opadami znacznie poniżej normy.
Zwalczanie chwastów wchodzi w nową erę, w której herbicydy zostają zastąpione przez precyzyjne wiązki światła i algorytmy. Rolnik z Nadrenii Północnej-Westfalii, Carsten Abenhardt, udowadnia, że przyszłość rolnictwa to nie opryskiwacz, a technologia rodem z filmów science-fiction. Choć maszyna kosztuje fortunę, efekty w uprawie cebuli są rewolucyjne.
Precyzyjne zwalczanie chwastów przy pomocy AI i lasera
Carsten Abenhardt z Datteln zdecydował się na zakup maszyny o wartości 1,3 miliona euro, która redefiniuje pojęcie ochrony roślin. Urządzenie wykorzystuje zaawansowane kamery i systemy sztucznej inteligencji, aby w ułamku sekundy odróżnić roślinę uprawną od intruza. Gdy system zidentyfikuje cel, uruchamiana jest wiązka lasera o temperaturze 1000°C, która błyskawicznie eliminuje chwasty, nie naruszając przy tym struktury gleby ani sąsiedniej cebuli.
Dlaczego rolnik postawił na laserowe zwalczanie chwastów?
Dla Abenhardta, jednego z największych producentów warzyw w Niemczech, ta inwestycja to odpowiedź na współczesne wyzwania rolnictwa:
Ekologia i brak pozostałości: Możliwość całkowitej rezygnacji z herbicydów, co jest kluczowe w nowoczesnej produkcji żywności.
Oszczędność zasobów: Rośliny uprawne mają wyłączny dostęp do wody, światła i składników odżywczych, co gwarantuje lepszy plon.
Automatyzacja pracy: Maszyna zastępuje niezwykle czasochłonne i kosztowne pielenie ręczne, na które coraz trudniej znaleźć pracowników.
„To wielki krok na drodze do ekologicznego rolnictwa. Zamiast pryskać, dziś strzelam do chwastów gorącym laserem” – tłumaczy plantator.
Czy nowoczesne zwalczanie chwastów stanie się tańsze?
Choć obecnie cena 1,3 mln euro jest barierą dla większości gospodarstw, eksperci branżowi są optymistami. Przewidują oni, że upowszechnienie tej metody oraz wzrost skali zamówień doprowadzą z upływem czasu do znaczącego spadku cen urządzeń. Dzięki efektowi skali, technologia ta może stać się standardem dostępnym dla szerszego grona rolników, oferując skuteczną alternatywę dla wycofywanych substancji czynnych i narastającej odporności chwastów na chemię.
Ceny cukru na rynkach światowych znajduje się w kluczowym momencie. Podczas gdy Indie – jeden z największych producentów tego surowca – ogłosiły właśnie natychmiastowy zakaz eksportu do końca września, globalne indeksy notują najniższe poziomy od lat. Decyzja ta ma na celu ochronę rynku wewnętrznego przed drożyzną, jednak jej wpływ na globalne ceny cukru może być ograniczony przez obfitą podaż z innych kierunków.
Zgodnie z nowym dekretem indyjskich władz, kraj ten wstrzymuje wywóz cukru, aby zapewnić wystarczające zapasy na rynku krajowym i ustabilizować ceny cukru dla własnych obywateli. Choć zakaz wchodzi w życie natychmiast, przewidziano pewne wyjątki dla transportów w tranzycie oraz limitowanych dostaw do UE i USA.
Decyzja ta wynika z obaw o przyszłe zbiory, które mogą zostać zakłócone przez zjawisko El Niño. Niższe opady monsunowe stanowią bezpośrednie zagrożenie dla upraw trzciny cukrowej, co w najludniejszym państwie świata zawsze budzi niepokój o bezpieczeństwo żywnościowe.
FAO: Światowe ceny cukru w głębokiej korekcie
Mimo restrykcji wprowadzonych przez Delhi, najnowszy raport FAO wskazuje na trend spadkowy. Wskaźnik cen cukru FAO w kwietniu spadł do poziomu 88,5 punktu. Oznacza to spadek o 4,7% w skali miesiąca i aż o 21,2% w porównaniu z rokiem poprzednim, co sprowadziło notowania do najniższego poziomu od grudnia 2020 roku.
Gwałtowna korekta niemal w całości zniwelowała marcowe wybicie, co jest efektem poprawy perspektyw produkcyjnych w innych regionach.
Co obecnie kształtuje ceny cukru?
Obecnie na rynku dominują dwa główne czynniki podażowe, które hamują wzrosty:
Presja z Azji i Brazylii: Poprawa prognoz w Chinach i Tajlandii oraz sprawny start kampanii w Brazylii zalały rynek fizycznym surowcem.
Odporność na rynek energii: Niezwykle istotny jest fakt, że ceny cukru pozostały niewzruszone na drożejącą ropę naftową. Mimo konfliktu z Iranem i ryzyka geopolitycznego, skala zbiorów w Brazylii jest na tyle duża, że podaż z nawiązką pokrywa popyt, ignorując impulsy z sektora biopaliw.
Statystyki eksportu Indii (mln ton)
Drastyczny spadek indyjskiej nadwyżki eksportowej w ostatnich latach obrazuje, dlaczego kraj ten decyduje się na radykalne kroki w celu ochrony rynku wewnętrznego:
2021–2022: 11,0 mln t
2022–2023: 6,3 mln t
2023–2024: 0,1 mln t
2024–2025: ok. 0,9 mln t (szacunki)
Obecny poziom 88,5 pkt indeksu FAO staje się nowym punktem odniesienia. Jeśli warunki pogodowe w Brazylii nie ulegną pogorszeniu, globalne ceny cukru mogą utrzymać trend spadkowy, a decyzja Indii zostanie zapamiętana jedynie jako próba stabilizacji lokalnego rynku w obliczu niepewnego monsunu.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.