Zbiory rzepaku 2026 stoją pod znakiem bolesnego urealnienia bilansów przez Komisję Europejską. Najnowszy raport z Brukseli (z aktualizacją na dzień 25 czerwca 2026 r.) przynosi drastyczne cięcia szacunków dla unijnego lidera oleistych. Choć ogólny areał zasiewów rzepaku w UE-27 wzrósł do poziomu 6,25 mln hektarów (+6,5% powyżej średniej 5-letniej), to fatalne perspektywy plonowania zaważyły na ostatecznych prognozach.
W ciągu zaledwie jednego miesiąca KE obniżyła prognozę średniego plonu rzepaku aż o 0,20 t/ha – z majowych 3,37 t/ha do 3,17 t/ha. Oznacza to, że unijne plonowanie oficjalnie spadło poniżej wieloletniej średniej oraz poziomu z ubiegłego sezonu. To tąpnięcie natychmiast uderzyło w unijne zbiory rzepaku 2026, których prognoza została ścięta o ponad milion ton (-1,055 mln t m/m) i wynosi obecnie 19,797 mln ton.
Słonecznik i soja: Optymizm, który ratuje unijny bilans
Podczas gdy rzepak notuje głębokie straty, Komisja Europejska wyjątkowo łaskawym okiem spojrzała na pozostałe uprawy oleiste, co pozwoliło zamknąć czerwcowy bilans łącznej produkcji (Total oilseeds) na poziomie 32,755 mln ton (+2,1% powyżej średniej 5-letniej).
Słonecznik na fali dynamicznych wzrostów: Bruksela prognozuje zbiory słonecznika na poziomie aż 10,090 mln ton. To potężny skok o 1,182 mln ton w odniesieniu do prognozy sprzed miesiąca oraz o 1,368 mln ton wyższy r/r. Wynika to zarówno ze wzrostu areału do 4,85 mln ha (+3% powyżej średniej), jak i z drastycznego podniesienia oczekiwanego plonu aż o 0,22 t/ha m/m do poziomu 2,08 t/ha (+6,7% powyżej średniej 5-letniej).
Soja w pełnej stabilizacji: W przypadku soi KE nie dokonała rewolucji. Areał utrzymał się na poziomie 1,02 mln ha (identycznie jak przed miesiącem), a prognoza zbiorów wzrosła o symboliczne 8 tys. ton m/m do poziomu 2,796 mln ton. Średni plon szacowany jest na 2,74 t/ha i kręci się blisko wieloletniej normy (-0,7% wobec średniej).
Zbiory rzepaku 2026: Dlaczego w lipcu czekają nas kolejne cięcia?
Kluczowy dla analityków rynkowych jest fakt, że czerwcowy raport KE opiera się na danych zbieranych przed uderzeniem afrykańskich upałów, które obecnie przetaczają się przez Europę. Ekstremalne temperatury i narastający deficyt wody zbiegły się z krytyczną fazą dojrzewania rzepaku oraz kwitnienia słonecznika i soi.
Sytuacja ta pozwala z ogromnym prawdopodobieństwem założyć, że pod koniec lipca czeka nas brutalna weryfikacja danych:
Prognoza rzepaku pogłębi straty: Lipcowy raport KE przyniesie kolejne redukcje plonów, spychając ostateczne zbiory rzepaku 2026 głęboko poniżej obecnych 19,8 mln ton.
Słonecznikowy optymizm pęknie jak bańka: Szacowany przez KE plon słonecznika na poziomie 2,08 t/ha przy obecnym afrykańskim żarze w Europie Południowej i Środkowej jest nierealny do utrzymania. Lipcowa korekta plonów słonecznika pociągnie w dół całą unijną produkcję oleistych.
Wniosek dla rynku: MATIF w kleszczach globalnej podaży i taniejącej ropy
Spoglądając na wykres notowań giełdowych kontraktu na rzepak (seria sierpniowa 2026 – XRQ26), widać wyraźnie, jak rynek reaguje na te doniesienia. Po imponującym rajdzie w górę trwającym od stycznia, czerwiec przyniósł wyraźne wyhamowanie i realizację zysków. Kontrakt cofnął się z maksimów i zaczął poruszać się w trendzie bocznym, konsolidując się pod koniec miesiąca na poziomie 508,75 EUR/t.
Ta techniczna słabość idealnie odzwierciedla sytuację fundamentalną. Choć z perspektywy europejskiej zbiory rzepaku 2026 kurczą się w oczach, co powinno windować ceny na giełdzie w Paryżu, to potencjał do trwalszego rajdu w górę jest mocno ograniczany przez dwa kluczowe czynniki globalne:
Głębokie spadki na rynku ropy naftowej: Silna przecena na rynku paliw bezpośrednio uderza w rentowność produkcji biodiesla. Taniejący kompleks paliwowy automatycznie wywiera presję na ceny olejów roślinnych.
Komfortowe prognozy globalne: Choć w Europie plony będą mniejsze, globalny bilans nasion oleistych na sezon 2026/27 pozostaje bezpieczny. Rekordowe szacunki produkcji soi w obu Amerykach oraz wysoka podaż innych olejów na rynkach światowych działają jak skuteczny hamulec dla giełdowych byków.
Podsumowanie: Unijny rzepak znalazł się w kleszczach – lokalne czynniki pogodowe będą pchały ceny w górę, podczas gdy presja ze strony makroekonomii i globalnego rynku oleistych będzie te wzrosty skutecznie tłumić. W rezultacie zamiast jednoznacznego trendu wzrostowego, w lipcu bardziej prawdopodobna jest podwyższona zmienność i twarda walka o utrzymanie psychologicznej granicy 500-510 EUR/t na MATIF.
Ceny paliw skokowo w górę! Dziś, w środę 1 lipca 2026 roku, oficjalnie weszliśmy w nową rzeczywistość na rynku paliw. Wraz z wybiciem północy wygasła tarcza antyinflacyjna (pakiet osłonowy CPN), a stawka podatku VAT na paliwa powróciła z poziomu 8% do podstawowych 23%. Efekty tej zmiany oraz jednoczesnych podwyżek hurtowych widać od samego rana na pylonach w całym kraju, gdzie ceny podstawowych paliw wybiły o 80–85 groszy na litrze, a w przypadku paliw premium wzrosty przekroczyły barierę ponad 1 złotego na litrze. Na to drastyczne, skokowe uderzenie w kieszenie kierowców nałożyły się bezpośrednio dwa czynniki: wejście w życie wyższej stawki podatku oraz jednoczesne podwyżki w najnowszym cenniku hurtowym PKN Orlen.
Ceny detaliczne od 1 lipca: Wolny rynek i podwójny szok na pylonach
Od dziś hurtowe stawki monopolisty z Płocka poszły zauważalnie w górę:
Benzyna Eurosuper 95: wzrosła o 70 zł na metrze sześciennym – do poziomu 5 327 zł/m³.
Olej Napędowy Ekodiesel: wzrósł o 44 zł na metrze sześciennym – do poziomu 5 495 zł/m³.
Sytuację kierowców dodatkowo pogarsza fakt, że większość sieci stacji paliw przyzwyczaiła się do gwarantowanego w pakiecie CPN przez rząd, bardzo wysokiego poziomu marż detalicznych, który wynosił aż 30 groszy na litrze. Zamiast „uczciwych” kilkunastu groszy marży, jakie znaliśmy z wcześniejszych lat, stacje otrzymały urzędowe zalegalizowanie gigantycznych narzutów. Co szczególnie istotne, tradycyjnie duże sieci stacji oraz niezależni hurtownicy posiadają przy zakupach w Orlenie stałe upusty i rabaty od oficjalnego cennika hurtowego, co oznacza, że ich realna cena zakupu paliwa jest jeszcze niższa. Mimo to, większość z nich decyduje się na pełne przerzucenie oficjalnych podwyżek na klientów detalicznych, dbając o nienaruszalność swoich wysokich zysków.
Olbrzymie rozwarstwienie. Ostatnie limity Ministerstwa Energii vs rzeczywistość rynkowa
Doskonale obrazują to historyczne, modelowe dane rynkowe dla benzyny E95 i oleju napędowego (ON):
W latach 2017–2019 marża na dieslu oscylowała w granicach zaledwie 9–13 groszy na litrze, a na benzynie E95 wynosiła średnio 16–20 groszy.
Wyjątkiem był jedynie pandemiczny rok 2020 (ok. 24 grosze), po którym w latach 2021–2022 rynek szybko wrócił do normy (w 2022 roku marża na ON spadła do rekordowo niskich 6 groszy na litrze!).
Dopiero ostatnie sezony przyniosły drastyczny rajd marżowy w górę, w trakcie którego średnia modelowa dla E95 przekroczyła barierę 32 groszy na litrze!
Na tym tle wyjątkowo wyraźnie rysuje się sytuacja na najtańszych stacjach przymarketowych. Podczas gdy na tradycyjnych stacjach sieciowych benzyna Pb95 z miejsca wystartowała do poziomu ok. 6,85 – 6,90 zł/l, a podstawowy olej napędowy (ON) zameldował się w okolicy 7,0 zł/l, przymarketowi giganci ruszyli do ostrej walki cenowej. Poziom cen na najtańszych stacjach przymarketowych ukształtował się dziś rano w okolicach ok. 6,50 zł/l za benzynę Pb95 oraz ok. 6,70 zł/l za Olej Napędowy. To pokazuje czarno na białym, że sieci te wykorzystały swoje upusty handlowe i utrzymują stale własne marże na minimalnym poziomie, udowadniając, że przy pylonach wciąż można konkurować bez oglądania się na wysokie, narzucone w pakiecie CPN limity.
Warto przy tym odnotować, że dzisiejsze zmiany podatkowe i powrót wyższej stawki VAT bezpośrednio nie dotykają autogazu – ceny LPG na stacjach pozostały stabilne, co dla wielu kierowców stanowi jedyne pocieszenie w tym trudnym dniu.
Część podwyżki zniwelujemy promocjami na stacjach
Koncerny paliwowe mają więc obecnie z czego rezygnować. Ogłaszane z wielkim hukiem letnie promocje i rabaty w aplikacjach lojalnościowych (sięgające 20–35 groszy na litrze) to w rzeczywistości nic innego, jak sprytny powrót do dawnych, uczciwych poziomów marżowych. Tyle tylko, że teraz tradycyjne stacje wymagają w zamian zainstalowania aplikacji i oddania swoich danych marketingowych – podczas gdy na stacjach przymarketowych zbliżone, niskie stawki otrzymujemy na starcie bez żadnych warunków wstępnych.
Giełdy i waluty: Wtorkowe zamknięcie przyniosło lekką korektę ropy, ale dolar (USD/PLN) znowu podrożał
Sytuacja na rynkach międzynarodowych nie pozostawia złudzeń, że presja cenowa będzie się utrzymywać. Choć wtorkowe zamknięcie przyniosło minimalną korektę surowej ropy Brent do poziomu 72,92 USD za baryłkę, to osłabienie złotego (dolar podrożał do 3,7636 zł) podniosło koszty importu.
Eksplozja cen gotowego diesla na giełdzie ICE
Co kluczowe, nocne notowania gotowych produktów naftowych na giełdzie ICE przyniosły wzrost – ceny kontraktów na gotowy diesel w Europie wystrzeliły o aż +3,72% (+33,50 USD), osiągając poziom 933,37 USD za tonę.
Krajobraz po tarczy – koniec ulgi dla ryczałtowców, vatowcy liczą dawne straty akcyzowe
Ten podatkowo-hurtowy wstrząs uderza bezlitośnie w rozpoczynających żniwa rolników ryczałtowych, dla których wyższy VAT na fakturze stanowi czysty, niemożliwy do odliczenia wzrost kosztów produkcji. Jedynym ratunkiem przed pełnym wymiarem drożyzny stają się obecnie hurtowe zapasy. Warto pamiętać, że rolnicy w większości zaopatrują się u niezależnych dystrybutorów dostarczających paliwo bezpośrednio do gospodarstw. Hurtownicy ci kupują Olej Napędowy z Orlenu z upustami od oficjalnego cennika – od ich elastyczności cenowej i chęci podzielenia się tym rabatem zależy teraz to, jak mocno drogi diesel uderzy w polską wieś podczas tegorocznych zbiorów.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda z perspektywy firm transportowych oraz rolników będących płatnikami podatku VAT. Dla rolników-vatowców oraz przewoźników drogowych dzisiejszy powrót stawki 23% VAT jest neutralny podatkowo, gdyż w pełni odliczą go w swoich deklaracjach. Nie oznacza to jednak, że mogą spać spokojnie. Grupy te odczuły mocno uderzenie po kieszeni już znacznie wcześniej, kiedy w życie wszedł wyższy wymiar akcyzy. Co więcej, obie te branże bazują na zakupach masowych i natychmiastowo, z pełną siłą odczuwają każdą kolejną podwyżkę cen w hurcie oraz na giełdach towarowych, co systematycznie drenuje ich płynność finansową.
Źródło cen: PKN Orlen (cenniki z 01-07-2026 r.), Giełdy Towarowe.
Burzowo ale bez wichur i gradu ma być na Mazurach oraz północy Podlasia i lokalnie w wąskim pasie na północy i wschodzie Mazowsza.
Osobne burze mają szansę nękać mieszkańców Dolnego Śląska- tu podczas burz możliwe będą wichury do 80 km/h. Słabsze burze i opady przejdą przez część Warmii, Kujaw, Wielkopolski.
Po południu
Uaktywnią się silne, gwałtowne burze w wąskim pasie od okolic Białegostoku, Siemiatycz, Puław, Kielc po Kraków- to środek strefy nawałnic- patrz mapa.
Wiatr miejscami rozpędzi się tu do 140 km/h. Podczas burzy superkomórkowej w rdzeniu spadnie grad a wielkość może sięgać 5-8 cm. Nałożenie się kilku burz miejscami przyniesie sumy opadów blisko 100 mm.
Centrum kraju póki co nie można jednoznacznie określić pogodowo. Wiadomo, że przed południem na pewno będzie sucho i słonecznie. W południe także. Nadzieja w burzach- jak już będą to silne z możliwymi nawałnicami jest upatrywana na południowym zachodzie kraju. Jeśli powstanie tam jakiś większy układ burzowy to są szanse, że popada i w centrum ale jest ryzyko, że nic nie powstanie. Tak czy siak w centrum kraju im bliżej południowej Polski tym większe szanse na burze i deszcz.
Rynek zbóż za oceanem: Analizując sytuację makroekonomiczną, kondycja upraw i prognozy zbiorów w Stanach Zjednoczonych to obecnie kluczowe czynniki kształtujące globalny rynek zbóż. Ponieważ USA należą do grona największych globalnych eksporterów zbóż i soi, sytuacja na tamtejszym rynku bezpośrednio przekłada się na notowania na giełdzie w Chicago (CBOT), a pośrednio steruje cenami na europejskim parkiecie MATIF oraz stawkami oferowanymi w polskich portach i pozostałych punktach skupu.
Najnowsze (z 29.06.2026) oficjalne dane Departamentu Rolnictwa USA (USDA) przynoszą dwa skrajne sygnały: bardzo szybkie, bieżące postępy prac polowych, za którymi kryje się jednak prognoza drastycznego spadku produkcji pszenicy w rozpoczynającym się sezonie 2026/2027 (dla amerykańskiej pszenicy zaczął się w czerwcu). Te sprzeczne doniesienia sprawiają, że rynek zbóż w ujęciu długoterminowym może zachowywać się zupełnie inaczej, niż sugerują to obecne, chwilowe spadki na giełdach.
Z raportu USDA o postępie upraw wynika, że żniwa pszenicy ozimej w Stanach Zjednoczonych przebiegają znacznie szybciej, niż wynosi średnia wieloletnia. Według stanu na 28 czerwca 2026 roku amerykańscy farmerzy skosili już 48 procent łącznego areału pszenicy ozimej. W ciągu zaledwie jednego tygodnia postęp prac polowych wyniósł aż 8 punktów procentowych (wzrost z 40 procent).
Dla porównania, w analogicznym okresie ubiegłego roku skoszone było 34 procent pól, a średnia pięcioletnia dla tego tygodnia wynosi 39 procent. Tak wysokie tempo to zasługa sprzyjającej, suchej pogody. Stan zbóż, które wciąż czekają na skoszenie, ocenia się w 46 procentach jako dobry lub doskonały.
Równolegle w dobrych warunkach rozwijają się amerykańskie zboża jare. Kondycję pszenicy jarej ocenia się jako dobrą lub doskonałą w 59 procentach (rok temu było to 48 procent), a proces kłoszenia osiągnął 32 procent. W przypadku jęczmienia jarego stan dobry lub doskonały notuje się na 73 procentach plantacji. Bardzo wysokie oceny zbierają też kukurydza (67 procent w stanie dobrym/doskonałym) oraz soja (65 procent w stanie dobrym/doskonałym), która kwitnie już na 19 procentach areału.
Długoterminowy fundament: Potężne tąpnięcie w produkcji pszenicy
Choć sprawny napływ ziarna z obecnych żniw wywołuje chwilową presję na spadki, przez co bieżący rynek zbóż notuje korekty, dane bilansowe na nowy sezon uchodzący za 2026/2027 zapowiadają głęboki niedobór surowca. Zgodnie z czerwcowym raportem WASDE, prognozy dla USA uległy dalszemu pogorszeniu w stosunku do szacunków z poprzedniego miesiąca.
Amerykańska produkcja pszenicy w sezonie 2026/2027 ma wynieść zaledwie 1543 miliony buszli. W zestawieniu z zamykanym sezonem 2025/2026, w którym Amerykanie zebrali 1985 milionów buszli, oznacza to potężny spadek zbiorów o ponad 22 procent, czyli aż o 442 miliony buszli mniej.
Ten drastyczny regres wynika z dwóch głównych powodów:
Spadku powierzchni zbieranej (Area Harvested) z 37,2 miliona akrów do 32,9 miliona akrów.
Niższego prognozowanego plonu, który ma wynieść średnio 47,0 buszli z akra, podczas gdy w poprzednim sezonie wynosił 53,3 buszli.
Tak niskie zbiory mocno uderzą w amerykański bilans handlowy. Prognoza eksportu pszenicy z USA została zredukowana w porównaniu do mijającego sezonu z 910 milionów buszli do 775 milionów buszli. Przełoży się to również na głębokie uszczuplenie rezerw magazynowych. Zapasy końcowe (Ending Stocks) na koniec nowego sezonu mają spaść do 744 milionów buszli, co oznacza ponaddwudziestoprocentowy ubytek w porównaniu do stanu obecnego, wynoszącego 935 milionów buszli.
Wnioski dla rolników i przetwórców
Obecne zachowanie giełd to efekty typowej „presji żniwnej”. Sprawne tempo zbiorów w USA i wysokie oceny upraw jarych działają jak krótkoterminowy hamulec dla notowań na przełomie czerwca i lipca. Rynek fizyczny reaguje na natychmiastową dostępność ziarna, co studzi zapał inwestorów do windowania stawek.
Jest to jednak sytuacja przejściowa. Prognozy dla USA pokazują, że fundamentalnie rynek zbóż wchodzi w sezon dużych niedoborów po stronie jednego z największych globalnych dostawców. Gdy pierwsza fala dostaw z pól minie, giełda w Chicago zacznie mocniej wyceniać spadek amerykańskiego eksportu o 135 milionów buszli. Ponieważ mniejsza podaż w USA oznacza automatycznie większe obciążenie dla eksporterów z innych części świata, impulsy wzrostowe powinny w końcu dotrzeć na europejski rynek MATIF.
Dla krajowych przetwórców obecne, niskie poziomy cenowe wywołane presją żniwną mogą okazać się dogodnym momentem do zawierania transakcji i zabezpieczania surowca, zanim globalny rynek zbóż wejdzie w fazę odczuwalnego, długoterminowego zacieśnienia bilansu handlowego.
Ceny paliw: Dzisiaj, we wtorek 30 czerwca 2026 roku, mija oficjalnie ostatni dzień obowiązywania tarczy antyinflacyjnej (pakietu osłonowego CPN), która obniżała stawkę podatku VAT na paliwa do 8%. Już od jutra (1 lipca) stawka ta powróci do podstawowego poziomu 23%. Warto przypomnieć, że pełna stawka akcyzy została przywrócona już wcześniej, więc nadchodząca zmiana dotyczy wyłącznie podatku od towarów i usług. Utrzymanie pełnego mechanizmu pakietu CPN generowało gigantyczne obciążenie dla finansów publicznych, a miesięczny koszt funkcjonowania pakietu CPN szacowano na miliardy złotych.
Sytuacja na rynkach jest wyjątkowo dynamiczna i pełna napięcia. Choć piątkowa sesja przyniosła głębokie spadki cen na światowych giełdach, to rozpoczęty właśnie tydzień brutalnie zweryfikował te chwilowe obniżki. Poniedziałkowe notowania zamknęły się mocnymi wzrostami zarówno surowca, jak i paliw gotowych, reagując na weekendową eskalację konfliktu na linii USA–Iran. Krajowy monopolista, PKN Orlen, nie czekał na dalszy rozwój wydarzeń i w swoim najnowszym cenniku hurtowym od razu podniósł stawki za olej napędowy. Niestety we wtorek gotowy diesel na giełdzie ARA drożeje o kolejne ponad 3%.
Na podstawie najnowszych, zamkniętych tabel z Płocka oraz pożegnalnych limitów Ministerstwa Energii analizujemy sytuację na stacjach w tym ostatnim dniu obowiązywania tarczy oraz wyliczamy, jak zmienią się stawki detaliczne po środowej podwyżce podatku VAT.
Giełdy i waluty: Piątkowe spadki to już historia. Poniedziałek przyniósł mocne odbicie ropy i wzrosty diesla na ARA
Kto miał nadzieję, że piątkowe, głębokie spadki cen na giełdach paliw utrzymają się na dłużej, ten mocno się rozczarował. Poniedziałkowe otwarcie i zamknięcie sesji (29 czerwca 2026 roku) przyniosło gwałtowne odwrócenie trendu. Inwestorzy zaczęli z pełną mocą wyceniać skutki weekendowej wymiany ciosów militarnych na Bliskim Wschodzie.
Oficjalne dane z poniedziałkowego zamknięcia giełd wyglądają następująco:
Diesel (giełda ARA): po wcześniejszych spadkach gwałtownie odbił w górę o +2,11% (+18,62 USD), kończąc dzień na poziomie 899,87 USD za tonę.
Ropa Brent: po piątkowym zjeździe do 71,99 USD, w poniedziałek skorygowała się mocno w górę o ponad 1%, docierając w okolice 72,80 USD za baryłkę.
Kurs dolara (USD/PLN): ustabilizował się na poziomie 3,7539 zł.
Obawy o bezpieczeństwo dostaw przez cieśninę Ormuz sprawiły, że poniedziałek wymazał z rynków piątkowy optymizm. To właśnie ten powrót do tendencji wzrostowej na świecie staje się – obok powracającego od jutra podatku VAT – głównym argumentem dla krajowych rafinerii do podnoszenia cen hurtowych. Niestety we wtorek o ponad 3% drożeje gotowy diesel na giełdzie ARA. Oznaczać to może wyższe ceny hurtowe, przynajmniej diesla, jutro powiększone o pełną stawkę VAT (23%).
Paradoks ropy i „ukryty podatek” w kursie dolara
Mimo poniedziałkowego odbicia do poziomu 72,80 USD, baryłka ropy Brent kosztuje obecnie mniej więcej tyle samo, co pod koniec lutego. Teoretycznie na stacjach powinniśmy widzieć zbliżone stawki, jednak rzeczywistość rynkowa jest zupełnie inna przez potężne rozwarstwienie marż rafineryjnych i słabość złotego.
Po pierwsze, nożyce cenowe między surowcem a gotowym produktem są maksymalnie rozwarte. Przetworzony diesel na giełdzie ARA zamknął poniedziałek na poziomie 899,87 USD za tonę, co oznacza, że jest o blisko 20% droższy niż pod koniec lutego, gdy jego cena oscylowała w granicach 750–760 USD. Płacimy więc nie za drogą ropę, ale za drastycznie drogie paliwo gotowe w Europie.
Po drugie, uderza w nas efekt słabego złotego – kurs USD/PLN wzrósł od końca lutego o około 20 groszy (blisko 5%). Ponieważ paliwa na świecie kupuje się w dolarach, ta zmiana działa jak dodatkowy, ukryty podatek importowy. Skutecznie neutralizuje on jakiekoľwiek wcześniejsze obniżki cen samej ropy Brent, zmuszając polskie rafinerie do kupowania drogiego produktu przy bardzo niekorzystnym kursie wymiany.
Olbrzymie rozwarstwienie. Ostatnie limity Ministerstwa Energii vs stacje przymarketowe
Dzisiejszy wtorek, 30 czerwca, zapisze się w historii polskiego rynku paliw jako dzień, w którym po raz ostatni publikujemy urzędowe, maksymalne ceny detaliczne. Oficjalne limity cenowe na stacjach na ten pożegnalny dzień tarczy antyinflacyjnej wynoszą odpowiednio:
Benzyna Pb95: 6,00 zł/l
Benzyna Pb98: 6,68 zł/l
Olej Napędowy (ON): 6,19 zł/l
Rzeczywistość rynkowa pokazuje jednak gigantyczne rozwarstwienie cenowe. Jak wynika z porannych danych z Lublina, na stacjach przymarketowych kierowcy mogą tankować znacznie poniżej urzędowych limitów:
Benzyna Pb95 (E10): kosztuje tam zaledwie 5,68 zł/l (aż o 32 grosze mniej niż limit ME!).
Olej Napędowy (ON B7): wyceniono na 5,74 zł/l (aż o 45 groszy mniej niż urzędowy sufit!).
Tak potężna różnica wynika z polityki minimalnych marż stacji przymarketowych, które traktują paliwo jako magnes na klientów.
Prognoza cen detalicznych od 1 lipca: Wolny rynek i szok podatkowy
Prawdziwy wstrząs czeka kierowców w środę, 1 lipca. Wraz z wygaśnięciem pakietu osłonowego nie tylko powraca podstawowa stawka podatku VAT w wysokości 23%, ale przestają również obowiązywać urzędowe ceny maksymalne oraz limity marżowe Ministerstwa Energii. Rynek paliw zostaje w pełni uwolniony.
Finansowy fundament tarczy został jednak skonstruowany na ściśle określony czas – uchwalona wcześniej ustawa zakładała sztywną datę końcową dla całego pakietu CPN właśnie na koniec czerwca. Wraz z nadejściem 1 lipca program osłonowy definitywnie wygasa, co uniemożliwia dalsze sztuczne zaniżanie stawek na stacjach z funduszy celowych w drugiej połowie roku.
Jeśli przełożymy najświeższe wtorkowe stawki hurtowe PKN Orlen obowiązujące od 30-06-2026:
Benzyna Eurosuper 95: wynosząca 5 257 zł/m³
Olej Napędowy Ekodiesel: podniesiona do poziomu 5 451 zł/m³
na powracający podatek VAT (przy zachowaniu dotychczasowej, standardowej marży stacji na poziomie 30 groszy jako bazy), otrzymujemy szacunki (raczej maksymalnych) cen w kraju.
Powrót wyższego podatku oznacza teoretyczny wzrost cen z dnia na dzień o 83 grosze na benzynie i aż o 85 groszy na litrze oleju napędowego. Uwzględniając powracające wzrosty na giełdach światowych, podwyżki te zostaną błyskawicznie przeniesione na pylony. W efekcie na wielu tradycyjnych stacjach benzyna Pb95 wystartuje do poziomu ok. 6,84 – 6,85 zł/l, a olej napędowy (ON) sforsuje barierę siedmiu złotych (głównie na stacjach premium czy przy autostradach).
Co to oznacza dla najtańszych stacji przymarketowych? Zachowają one swoją dotychczasową strategię. Należy spodziewać się, że na najtańszych stacjach ceny po 1 lipca będą o 30-40 groszy niższe od wyliczonych przez nas poziomów. Oznacza to, że tankując przy marketach, benzynę Pb95 kupimy za ok. 6,45 – 6,55 zł/l, a olej napędowy za ok. 6,65 – 6,75 zł/l. Sieci te zrobią wszystko, by marketingowo utrzymać dla klientów zdecydowanie niższe ceny.
Część podwyżki zniwelujemy promocjami na stacjach
Warto zauważyć, że operatorzy stacji paliw coraz częściej naśladują sieci dyskontów, oferując kupony rabatowe i dodatkowe obniżki za zakupy inne niż paliwo. Jedynie na najtańszych stacjach przymarketowych i miejskich ceny bez promocji są zbliżone lub niższe od tych z kuponami na stacjach sieciowych. Oznacza to, że marże tradycyjnych stacji są obecnie olbrzymie w porównaniu z tymi, jakie obowiązywały w latach 2017–2022 (z wyłączeniem specyficznego, covidowego roku 2020).
Doskonale obrazują to nasze, historyczne dane rynkowe (pokazane na wykresie) przedstawiające średnie modelowe marże stacji dla benzyny E95 oraz oleju napędowego (ON). Pokazują one czarno na białym, jak stabilny był rynek przed okresem ostatnich zawirowań geopolitycznych:
Wi latach 2017–2019 marża na dieslu (ON) oscylowała w granicach zaledwie 9–13 groszy na litrze (0,131 zł w 2017 r., 0,094 zł w 2018 r. i 0,093 zł w 2019 r.), a na benzynie E95 wynosiła średnio 16–20 groszy (0,165 zł w 2017 r., 0,201 zł w 2018 r. i 0,173 zł w 2019 r.).
Jedynym wcześniejszym wyjątkiem był pandemiczny rok 2020 (0,248 zł dla E95 i 0,240 zł dla ON), gdy przy załamaniu popytu stacje ratowały się drastycznym podnoszeniem marż jednostkowych.
Po chwilowym powrocie do normy w latach 2021–2022 (gdzie na ON marża spadła w 2022 roku do rekordowo niskich 6 groszy [0,061 zł]), ostatnie sezony (2024–2025) to już prawdziwy rajd marżowy w górę, gdzie dla E95 średnia modelowa przekroczyła barierę 32 groszy na litrze (0,296 zł w 2024 r. i aż 0,321 zł w 2025 r.)!
Co więcej, warto bezlitośnie obnażyć fakt, że nawet rządowe limity marżowe Ministerstwa Energii, które teoretycznie miały chronić kierowców, zostały odgórnie zalegalizowane na tym nowym, drastycznie wysokim poziomie aż 30 groszy na litrze. W realiach zdrowego, historycznego rynku rzędu kilkunastu groszy, taka marża detaliczna jest uznawana za gigantyczną.
Marże średnie stacji paliw na przestrzeni lat – WYKRES
Koncerny mają więc z czego ustępować. Wakacyjne rabaty rzędu 20–35 groszy w aplikacjach to w gruncie rzeczy sprytny powrót do normalnych, rynkowych poziomów marżowych sprzed lat – tyle że obwarowany koniecznością oddania swoich danych lojalnościowych lub zrobienia zakupów w przysklepowym dyskoncie.
Na szczęście dzięki temu kierowcy indywidualni nie są całkowicie bezbronni wobec powrotu wyższego podatku. Od 1 lipca na wszystkich największych stacjach paliw w Polsce zaczynają obowiązywać letnie programy rabatowe. Ze względu na powrót stawki 23% VAT, koncerny będą wyjątkowo mocno zachęcać do instalowania swoich aplikacji lojalnościowych.
Analizując rynek detaliczny, główne sieci paliwowe proponują w tym roku następujące rozwiązania:
Paliwa podstawowe i LPG: Za pośrednictwem aplikacji mobilnych standardem stają się upusty rzędu od 20 do 35 groszy na litrze. W wielu miejscach podstawowy rabat rośnie, jeśli tankowanie połączymy z zakupami pozapaliwowymi na stacji (np. za minimum 5 zł). Jednorazowy limit objęty promocją wynosi najczęściej 50 litrów.
Paliwa premium: Tutaj koncerny proponują jeszcze głębsze obniżki cen – w zależności od etapu wakacyjnej promocji i rodzaju paliwa, zniżki sięgają nawet od 35 do 45 groszy na litrze.
Wskazówka: Na większości dużych stacji sieciowych w kraju wciąż honorowana jest ogólnokrajowa Karta Dużej Rodziny, która pozwala na stałe odliczenie kolejnych 8–10 groszy na litrze. Co kluczowe, zniżki te zazwyczaj sumują się z promocjami z aplikacji mobilnych, co w praktyce pozwoli zredukować zbliżającą się podatkową podwyżkę niemal o połowę!
Wtorek to ostatni dzień okrojonej tarczy CPN
Uwolnienie cen i powrót 23% VAT uderzy bezlitośnie w przygotowujących się do nadchodzących żniw producentów rolnych, choć skala tego uderzenia zależy od statusu podatkowego gospodarstwa. Przede wszystkim należy stanowczo podkreślić, że szeroko reklamowane, letnie promocje i rabaty aplikacyjne na stacjach benzynowych w ogóle nie dotyczą zakupów paliwa dokonywanych w hurcie. Rolnicy zaopatrujący się u dystrybutorów hurtowych nie mają możliwości skorzystania z detalicznych upustów. Sektor produkcyjny zostaje więc sam na sam z czystą ceną rynkową.
Sama zmiana stawki podatku VAT z 8% na 23% od 1 lipca wywołuje jednak zupełnie inne skutki ekonomiczne w zależności od formy rozliczeń gospodarstwa:
Rolnicy rozliczający się na zasadach ogólnych (czynni podatnicy VAT): Dla tej grupy środowy powrót do stawki 23% jest całkowicie obojętny kosztowo. VAT jest dla nich podatkiem neutralnym, który w całości odliczają od kosztów prowadzonej działalności gospodarczej. Dla vatowców prawdziwym ciosem była wcześniejsza likwidacja tarczy akcyzowej – to wtedy nieodwracalnie utracili oni jedyną realną ulgę podatkową w cenie paliwa. Nadchodząca lipcowa zmiana nie zmieni ich realnych nakładów.
Rolnicy ryczałtowi: To oni poniosą pełny, bezpośredni koszt podatkowego wstrząsu. Ryczałtowiec nie ma prawnej możliwości odliczenia podatku VAT – dla niego wyższa stawka na fakturze to czysty wzrost kosztów produkcji, który bezpośrednio uderzy w rentowność gospodarstwa tuż przed żniwami.
Biorąc pod uwagę poniedziałkową podwyżkę cen diesla w hurcie Orlenu (do 5 451 zł/m³) w połączeniu ze środowym powrotem wyższego VAT-u, zakup 2000 litrów oleju napędowego po 1 lipca będzie dla rolnika ryczałtowego oznaczał nagły wydatek o blisko 1 730 zł więcej na jednym transporcie! Przy cenach ON z końcówki lutego (ok. 6,00 zł/l przed wojną z Iranem), koszt litra paliwa wzrośnie na tradycyjnych stacjach aż o złotówkę.
Z tego powodu dzisiejszy wtorek, 30 czerwca, może być dniem oblężenia baz hurtowych i stacji paliw przez rolników ryczałtowych i kierowców. Napełnianie zbiorników zakładowych i kanistrów przed północą to dla nich ostatnia szansa na zabezpieczenie paliwa do kombajnów i ciągników ze starym, niskim 8-procentowym podatkiem VAT. Kto ma w pobliżu tanie stacje przymarketowe oferujące paliwo z minimalną marżą detaliczną i zdąży zatankować na czas, zaoszczędzi najwięcej.
Źródło cen: PKN Orlen, Monitor Polski, giełdy towarowe, wyliczenia własne na podstawie historycznych danych rynkowych
Dla polskiego hodowcy bydła, trzody chlewnej czy drobiu kluczowa jest uczciwa konkurencja i wysoka jakość, która buduje zaufanie konsumentów do rodzimej żywności. Tymczasem najnowsze wyniki kontroli Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) w handlu detalicznym budzą poważny niepokój. W większości skontrolowanych punktów stwierdzono rażące uchybienia. Co dokładnie trafia na sklepowe półki jako „mięso mielone”?
Plaga oszustw w handlu detalicznym. Wyniki kontroli IJHARS porażają
Najnowsze dane opublikowane przez IJHARS nie pozostawiają złudzeń. Inspekcja wzięła pod lupę zapakowane mięso mielone (wołowe, wieprzowe, mieszane oraz drobiowe) na etapie handlu detalicznego. Skala wykrytych nieprawidłowości jest zatrważająca:
7 na 9 skontrolowanych podmiotów (aż 77,8%) prowadziło sprzedaż z naruszeniem przepisów.
Ponad połowa partii (55%) zbadanych w laboratorium nie spełniała norm jakościowych lub była niezgodna z deklaracją na etykiecie.
25% partii posiadało wadliwe, wprowadzające w błąd oznakowanie.
Dla rolnika produkującego żywiec w rygorystycznych standardach dobrostanu i jakości to jasny sygnał: wyprodukowany z trudem surowiec traci na wartości przez nieuczciwe praktyki przetwórców i sieci handlowych.
Fałszowanie składu – wieprzowina w wołowinie i „chemia” zamiast czystego mięsa
Z punktu widzenia przepisów mięso mielone to produkt niezwykle prosty. Definicja jasno określa, że jest to mięso bez kości, rozdrobnione, które może zawierać maksymalnie 1% soli. Nie ma tu miejsca na ulepszacze, wypełniacze czy inne gatunki mięsa. Jeśli produkt zawiera przyprawy lub inne dodatki, prawnie staje się „wyrobem garmażeryjnym”.
Laboratoria IJHARS wykazały jednak, że rzeczywistość sklepowa drastycznie odbiega od teorii. Wśród najpoważniejszych grzechów kontrolowanych partii znalazły się:
Zatajanie obecności tańszego surowca – w czystym mięsie mielonym wołowym wykryto niedeklarowany dodatek tańszego mięsa wieprzowego.
Niedozwolone dodatki – w produktach stwierdzono obecność substancji konserwujących, które w czystym mięsie mielonym są bezwzględnie zakazane.
Zła jakość surowca – zawyżony stosunek kolagenu do białka mięsa (co świadczy o użyciu gorszej jakości skrawków i ścięgien) oraz manipulowanie zawartością tłuszczu.
Warto wiedzieć – Klasyfikacja mięsa mielonego:
Chude mięso mielone: do 7% tłuszczu / 12% kolagenu do białka.
Mielona czysta wołowina: do 20% tłuszczu / 15% kolagenu.
Mięso mielone z wieprzowiną: do 30% tłuszczu / 18% kolagenu.
Pozostałe (np. drób): do 25% tłuszczu / 15% kolagenu.
Chaos w pochodzeniu towaru. Gdzie podział się „Produkt polski”?
Kolejnym obszarem nadużyć było znakowanie kraju pochodzenia. Przepisy wymagają pełnej identyfikowalności – dla wieprzowiny konieczne jest wskazanie miejsca chowu i uboju oraz numeru partii, a dla wołowiny dodatkowo kraju urodzenia zwierzęcia i wszystkich miejsc jego hodowli.
W przypadku mięsa sprzedawanego luzem (np. mielonego na życzenie klienta przy ladzie), świeże mięso wieprzowe czy drobiowe z importu musi być opatrzone czytelnym znakiem graficznym (np. flagą kraju pochodzenia). Oznaczenie „Produkt polski” to świętość – przysługuje tylko wtedy, gdy zwierzę urodziło się, chowało i zostało poddane ubojowi na terytorium RP. Kontrola wykazała, że informacje te były nierzetelne, a oznakowanie celowo wprowadzało konsumentów w błąd, rozmywając różnice między surowcem krajowym a importowanym.
Wobec stwierdzonych patologii IJHARS nałożyła surowe sankcje karne. Walka o transparentność łańcucha „od pola do stołu” trwa, a rygorystyczne kontrole to jedyna droga do obrony interesów polskich gospodarstw.
Rozwój sektora biometanu w Polsce nabiera realnego przyspieszenia. Spółka Elenger Polska podpisała właśnie strategiczną umowę finansowania z dwoma bankowymi gigantami – mBankiem oraz Bankiem Pekao S.A. Pozyskane kapitały zostaną przeznaczone na rozbudowę nowoczesnej infrastruktury gazowej oraz intensywny rozwój projektów biometanowych. Co ta decyzja oznacza dla polskich producentów rolnych? To przede wszystkim szansa na stabilne zyski i bezproblemowe zagospodarowanie trudnych odpadów z hodowli.
Biometan w Polsce: Banki widzą potencjał w zielonej energii
Zaangażowanie największych instytucji finansowych w kraju potwierdza, że produkcja biometanu przestaje być jedynie pieśnią przyszłości, a staje się kluczowym elementem transformacji energetycznej kraju. Inwestycje w odnawialne źródła energii (OZE) to także motor napędowy dla nowoczesnego rolnictwa.
– Finansowanie projektów biometanowych to przykład inwestycji, które łączą transformację energetyczną z gospodarką obiegu zamkniętego i rozwojem lokalnych źródeł energii – podkreśla Tomasz Niewola z mBanku.
W podobnym tonie wypowiada się Łukasz Januszewski, wiceprezes Banku Pekao S.A., wskazując na biometan jako segment o ogromnym potencjale wzrostu i kluczowym znaczeniu dla dekarbonizacji gospodarki. Dla Grupy Elenger, która w Polsce zarządza siecią gazową o długości ponad 2 000 km i obsługuje 25 tysięcy klientów, to kolejny krok w realizacji długofalowej strategii.
Uprawa i hodowla w obiegu zamkniętym. Zysk dla rolnika, czyste środowisko
Model biznesowy, który Elenger Polska zamierza rozwijać, opiera się na ścisłej, lokalnej współpracy z sektorem agro. Firma celuje przede wszystkim w kooperację z dużymi gospodarstwami rolnymi i hodowlanymi – w szczególności z producentami bydła, trzody chlewnej oraz drobiu.
Jak ma wyglądać ta współpraca w praktyce?
Odbiór uciążliwych substratów: Elenger planuje pozyskiwać od rolników surowce takie jak obornik, gnojowica czy resztki pożniwne.
Dodatkowe źródło dochodu: Dostarczanie odpadów rolniczych do biometanowni to dla gospodarstwa stały, przewidywalny i niezależny od kaprysów pogodowych zysk.
Zwrotny poferment jako darmowy nawóz: Produkt uboczny procesu – poferment – wraca do rolnika. To pełnowartościowy, naturalny nawóz, który charakteryzuje się znacznie niższą uciążliwością zapachową, a jego magazynowanie i aplikacja na pole są łatwiejsze niż w przypadku tradycyjnego obornika.
Nowe stacje zatłaczania biometanu
Jedną z największych bolączek, jakie do tej pory hamowały rozwój biometanu w Polsce, był ograniczony dostęp do infrastruktury przyłączeniowej. Często nowoczesna biogazownia nie miała jak przekazać wyprodukowanego paliwa do odbiorców. Elenger posiada tu ogromną przewagę – łączy doświadczenie produkcyjne (cztery działające instalacje w Estonii) z własną siecią dystrybucyjną.
Większe fundusze pozwolą na realizację przełomowych inwestycji infrastrukturalnych. Spółka zabezpieczyła już środki na budowę pierwszych w kraju stacji zatłaczania biometanu do sieci wysokiego ciśnienia. Instalacje te powstaną w województwach lubuskim oraz opolskim. Pozwolą one na odbiór bioCNG i bezpośrednie wtłaczanie go do krajowego systemu gazowego.
Unijne wymogi i ślad węglowy – jak przygotować gospodarstwo?
Nowe unijne regulacje i rosnący nacisk na redukcję gazów cieplarnianych (w tym metanu i CO2) stawiają przed polskimi hodowcami spore wyzwania. Redukcja śladu węglowego w rolnictwie staje się koniecznością, by utrzymać konkurencyjność na europejskim rynku.
Współpraca z przetwórcami biometanowymi pozwala upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony rozwiązuje problem magazynowania i bezpiecznego zagospodarowania odchodów zwierzęcych, z drugiej – drastycznie obniża emisje gospodarstwa, przygotowując je na rygorystyczne normy środowiskowe.
Utrwaliło się przekonanie, że w Polsce cena jest najważniejszym, a często jedynym kryterium wyboru żywności. Najnowsze badania Instytutu Strategii Żywnościowych Grunt podważają ten mit: blisko 80 proc. z nas dopłaci za produkt wyższej jakości, a 76% chce kupować żywność bezpośrednio od rolnika. Dyskontów przybywa, ale wciąż brakuje miejsc, w których moglibyśmy kupować lokalne produkty. To wyraźny sygnał, że dotychczasowy model handlu wymaga zmian, a konsumenci i rolnicy oczekują pilnych rozwiązań systemowych, ułatwiających dostęp do lokalnego rynku.
Jakość ważniejsza od ceny
Rosnąca popularność dyskontów miała być dowodem na to, że o wyborach zakupowych Polek i Polaków decydują przede wszystkim promocje i oszczędności. Wyniki badań pokazują jednak bardziej złożony obraz. – Polacy nie oczekują większej liczby dyskontów. Chcą bardziej zróżnicowanego ekosystemu zakupowego, w którym obok dużych sklepów istnieje miejsce dla warzywniaków, targowisk, i sprzedaży bezpośredniej. Z naszych badań wynika, że nadal zwracamy uwagę na promocje i oszczędności, ale jednocześnie jesteśmy gotowi zapłacić więcej za lokalną żywność lepszej jakości – mówi dr Paulina Sobiesiak-Penszko, Instytut Strategii Żywnościowych Grunt.
Aż 78 proc. badanych deklaruje gotowość dopłaty za produkt wyższej jakości, a w przypadku świeżej żywności – mięsa, wędlin, pieczywa czy warzyw i owoców – jakość często okazuje się ważniejsza od ceny. Co istotne, gotowość do dopłaty deklarują również osoby oceniające swoją sytuację materialną jako trudną. – Dla Polek i Polaków coraz większe znaczenie mają jakość, skład, smak, świeżość i lokalne pochodzenie żywności. Nasze badanie podważa więc jeden z najtrwalszych mitów dotyczących rynku żywności – że konsumenci wybierają wyłącznie najtańsze produkty – dodaje ekspertka.
Polacy nadal kupują w dyskontach, ale nie darzą ich największym zaufaniem. Badania pokazują, że najwyższym zaufaniem cieszą się targowiska i bazary – 32 proc. badanych deklaruje wobec nich bardzo wysoki poziom zaufania. W przypadku sklepów specjalistycznych (jak piekarnie, masarnie) odsetek ten wynosi 27 proc., podczas gdy dla dyskontów i supermarketów zaledwie 8 proc. Sklepy wielkopowierzchniowe odpowiadają na potrzebę oszczędzania, natomiast lokalne kanały sprzedaży są kojarzone z tym, czego konsumenci szukają poza ceną: świeżością, smakiem, pochodzeniem i jakością.
Popyt jest, brakuje wsparcia
Tymczasem coraz mniej rolników sprzedaje swoje produkty bezpośrednio konsumentom. Wpływają na to zarówno zmiany w systemie produkcji rolnej, jak i problemy demograficzne na polskiej wsi. – Praca rolnika nie jest łatwa, dominacja dużych gospodarstw, upraw przemysłowych bardzo utrudnia funkcjonowanie małych i średnich gospodarstw, które mogłyby zaopatrywać lokalne rynki. Koszty produkcji rosną, powstaje coraz więcej dyskontów. W efekcie rolnicy tacy, jak ja, otrzymują nieznaczną część końcowej ceny produktu, co powoli przestaje nam się opłacać. Najgorsze jednak, że mieszkańcy tracą wtedy dostęp do świeżej, polskiej żywności wysokiej jakości, a to przekłada się na ich zdrowie i formę polskiego rolnictwa – zauważa Damian Micyk, rolnik z Szarkówki w Małopolsce.
Rosnące zainteresowanie lokalną żywnością nie znajduje odzwierciedlenia w dostępnej infrastrukturze. Blisko połowa Polaków korzysta z lokalnych sklepów niesieciowych, 24 proc. regularnie odwiedza targi i bazary, a 17 proc. kupuje bezpośrednio od rolników co najmniej raz w tygodniu.
Jednocześnie aż 23 proc. badanych deklaruje, że chciałoby zacząć kupować bezpośrednio od producentów, ale nie ma takiej możliwości lub nie wie, gdzie ich znaleźć. Problemem nie jest więc brak zainteresowania, lecz ograniczona dostępność. Szczególnie widoczny jest deficyt targowisk. Tylko 23 proc. respondentów ma bazar w odległości 15-minutowego spaceru od domu, podczas gdy 35 proc. uważa go za jeden z najważniejszych elementów dobrze funkcjonującego sąsiedztwa.
Lokalna żywność staje się kwestią bezpieczeństwa
Rozwój lokalnych bazarów to nie tylko wsparcie dla polskiej gospodarki. To także inwestycja w bezpieczeństwo żywnościowe kraju. W czasach kryzysów geopolitycznych i kryzysu klimatycznego, dostęp do lokalnych źródeł żywności staje się strategicznym zasobem.
Polacy oczekują aktywnej roli władz publicznych. Aż 77 proc. badanych uważa, że samorządy powinny wspierać dostęp mieszkańców do lokalnie produkowanej żywności. Polacy są już gotowi na bardziej lokalny i zrównoważony system żywnościowy. Dziś wyzwaniem nie jest przekonanie konsumentów, lecz stworzenie warunków, które pozwolą im realizować swoje wybory. To państwo i samorządy mają do odegrania kluczową rolę w budowaniu bardziej lokalnego i odpornego rynku żywnościowego. Powinny tworzyć polityki żywnościowe – wspierające lokalne rynki, skracające łańcuchy dostaw i ułatwiające dostęp do dobrej jakości produktów – mówi dr Paulina Sobiesiak-Penszko, Instytut Strategii Żywnościowych Grunt.
Respondenci wskazują konkretne działania: wsparcie lokalnych producentów w docieraniu do sklepów, restauracji i instytucji publicznych takich jak szkoły i przedszkola, organizację lokalnych targów żywności, modernizację istniejących bazarów i tworzenie im sprzyjających warunków funkcjonowania.
Samorządy już działają
Coraz więcej samorządów dostrzega, że żywność jest dobrem strategicznym, a lokalne rynki wymagają aktywnego wsparcia. Przykładem jest Rzeszów, który w swojej strategii rozwoju uwzględnia rozbudowanie przestrzeni sprzedaży dla lokalnych producentów oraz budowanie krótkich łańcuchów dostaw od lokalnego rolnika do szkół, przedszkoli i innych instytucji publicznych. Miasto traktuje lokalną żywność jako element bezpieczeństwa żywnościowego oraz narzędzie wspierania regionalnej gospodarki.
Podobną drogą podąża Kraków. Miasto rozwija współpracę z lokalnymi producentami i organizacjami społecznymi, inwestuje w modernizację targowisk, oraz realizuje projekty związane z miejską polityką żywnościową.
Kraków widzi w rozwoju krótkich łańcuchów dostaw sposób na wzmacnianie odporności miasta na zmiany klimatu i zawirowania geopolityczne, a tym samym na zwiększanie bezpieczeństwa żywnościowego mieszkańców. To także realne wsparcie dla lokalnych rolników, zwłaszcza że gospodarstwa wokół Krakowa mają duży potencjał do produkcji wysokiej jakości żywności, a sami rolnicy wielokrotnie deklarowali gotowość do współpracy. Kluczowe pozostaje jednak stworzenie odpowiedniej infrastruktury, która ułatwi przepływ żywności między podkrakowskimi gospodarstwami a miastem. Kraków już dziś regeneruje istniejące targowiska, a jednocześnie szuka nowych rozwiązań, między innymi sprawdzając, jak czasowe i pilotażowe formy sprzedaży, takie jak targowiska pop-upowe, mogą działać w rozwijających się dzielnicach, gdzie powstają nowe osiedla, ale wciąż brakuje lokalnych miejsc handlu. Działania te będą rozwijane między innymi w ramach porozumienia „Mądre wioski, przedmieścia w mieście”, podpisanego 25 marca 2026 roku, które ma usprawniać współpracę między Krakowem a sąsiednimi gminami oraz lepiej wykorzystywać potencjał rolniczego zaplecza miasta – Jakub Kulesza, koordynator ds. miejskiej polityki żywnościowej w Krakowie.
Przykłady Rzeszowa i Krakowa pokazują, jak wspierać lokalne rynki. Potrzebne jest jednak systemowe zaangażowanie państwa i samorządów.
Współpraca miast z obszarami wiejskimi, rozwój krótkich łańcuchów dostaw i infrastruktury żywnościowej, polityka przestrzenna, lepsze wykorzystanie zamówień publicznych, edukacja żywnościowa, wsparcie dla lokalnych producentów, targowisk i hal targowych mogą stać się skuteczną odpowiedzią na kryzys polskiego systemu żywnościowego, potrzeby obywateli, rozwój rolnictwa jak i wyzwania związane z odpornością na kryzysy. Potrzebujemy działań, które nie tylko poprawią sytuację polskich rolników, ale też zapewnią społeczeństwu lepszy dostęp do lokalnej, sezonowej żywności – dziś i w przyszłości.
Badanie Instytutu Strategii Żywnościowych Grunt, marzec 2026, N=1000, reprezentatywna próba dorosłych Polek i Polaków, CAWI, panel Opinie.pl (Grupa IQS).
Fot. Facebook / Komenda Powiatowa Policji w Radomsku
Wypadek pod Radomskiem: Wysokie temperatury i upalne dni stanowią ogromne wyzwanie dla wszystkich uczestników ruchu drogowego, w tym dla operatorów maszyn rolniczych. Przełom czerwca i lipca to czas, kiedy na drogach publicznych ruch ciągników z przyczepami wyraźnie gęstnieje. Niestety, skrajne warunki pogodowe potrafią zebrać niebezpieczne żniwo. Komenda Powiatowa Policji w Radomsku poinformowała o groźnym wypadku na drodze wojewódzkiej nr 784, który powinien być jaskrawym ostrzeżeniem dotyczącym podróżowania starszym sprzętem w czasie upałów.
W minioną sobotę, chwilę po godzinie 20:00, na trasie w kierunku Gidel doszło do niebezpiecznego zdarzenia. 80-letni rolnik kierujący ciągnikiem marki Zetor z podpiętą przyczepą nagle stracił panowanie nad pojazdem. Jak wynika ze wstępnych ustaleń policjantów, powodem było nagłe zasłabnięcie kierowcy wywołane skrajnymi warunkami pogodowymi i pracą w wysokiej temperaturze. Wielotonowy zestaw zjechał na pobocze, a następnie wywrócił się do przydrożnego rowu. Starszy mężczyzna z urazem głowy został przetransportowany do szpitala.
Efekt szklarni w kabinie. Ignorujemy sygnały ostrzegawcze organizmu
Policjanci obsługujący zdarzenie bez ogródek wskazują na główne przyczyny: ekstremalne warunki pogodowe i brak klimatyzacji w kabinie starszego ciągnika. W pełnym słońcu, nawet pod koniec dnia po wielu godzinach nagrzewania, temperatura wewnątrz zamkniętej kabiny potrafi przekroczyć 40°C. Dla organizmu – a w szczególności dla seniorów – to drastyczne obciążenie układu krążenia, które prowadzi do gwałtownego spadku ciśnienia, odwodnienia, a w konsekwencji do natychmiastowej utraty przytomności.
Fakt, że do omdlenia doszło na drodze wojewódzkiej, potęguje skalę zagrożenia. Niekontrolowany zjazd tak ciężkiego sprzętu na przeciwległy pas ruchu mógł zakończyć się tragicznym w skutkach zderzeniem czołowym z pojazdem osobowym.
Jak bezpiecznie przetrwać falę upałów za kółkiem? Złote zasady BHP:
Słuchaj swojego organizmu: Jeśli poczujesz zawroty głowy, senność, mroczki przed oczami czy nagłe osłabienie – natychmiast zatrzymaj maszynę w bezpiecznym miejscu, wyłącz silnik i odpocznij w cieniu. Kilkanaście minut przerwy może uratować życie Tobie i innym uczestnikom ruchu.
Zadbaj o nawodnienie: Praca w nieklimatyzowanej kabinie wymaga wypijania nawet do 4–5 litrów płynów dziennie (najlepiej wody wysokozmineralizowanej lub izotoników).
Zmień harmonogram transportu: Jeśli to możliwe, przemieszczanie się starszym sprzętem bez klimatyzacji planuj na godziny poranne lub późnopopołudniowe. Unikaj długich tras w krytycznym oknie największego upału między 11:00 a 16:00.
Zadbaj o starsze pokolenie: Kontrolujmy stan zdrowia naszych rodziców i dziadków, którzy wciąż aktywnie pomagają w gospodarstwach i wsiadają za kierownicę maszyn. Pomagajmy im przy najcięższych zadaniach logistycznych i utrzymujmy z nimi stały kontakt telefoniczny.
Żadne pilne sprawy w gospodarstwie czy pośpiech na drodze nie są warte ludzkiego zdrowia i życia. Zadbajmy o siebie i sprawdźmy swoje samopoczucie przed każdym wyjazdem na asfalt.
Fot. Facebook / Komenda Powiatowa Policji w Radomsku
Żniwa to czas, gdy maszyny rolnicze pracują pod największym obciążeniem, a każda awaria może oznaczać wysokie koszty i opóźnienia. Agrocasco pozwala zabezpieczyć sprzęt przed skutkami wielu nieprzewidzianych zdarzeń, ograniczając ryzyko strat w najważniejszym okresie sezonu.
Żniwa to czas, kiedy liczy się każda godzina
Sezon żniwny nie wybacza przestojów. Każda godzina pracy ma znaczenie, a dostępność maszyn często decyduje o powodzeniu całego zbioru. W warunkach pracy od świtu do nocy zwiększa się nie tylko eksploatacja maszyn, ale również ryzyko awarii, uszkodzeń czy zdarzeń losowych. A gdy kluczowa maszyna zostaje wyłączona z pracy w najważniejszym momencie sezonu, koszty mogą szybko okazać się znacznie wyższe niż sama naprawa.
Pożar kombajnu może kosztować setki tysięcy złotych
Jednym z największych zagrożeń podczas żniw pozostają pożary maszyn rolniczych. Wysoka temperatura, kurz, pył, suche resztki roślinne oraz intensywna eksploatacja sprawiają, że nawet niewielka usterka może doprowadzić do samozapłonu. W takiej sytuacji straty liczone są często w setkach tysięcy złotych. Co więcej, utrata maszyny oznacza nie tylko koszt jej naprawy, ale również konieczność znalezienia zastępstwa w okresie, gdy każda sprawna jednostka jest na wagę złota.
Celowe uszkadzanie maszyn staje się coraz większym problemem
Coraz częściej, niestety, mówi się również o innym problemie, który dla wielu rolników i firm usługowych stanowi realne zagrożenie. Chodzi o celowe umieszczanie w łanach kukurydzy czy zbóż metalowych elementów mogących uszkodzić pracującą maszynę. Szczególnie niebezpieczne są zawieszane na wysokości zespołu żniwnego aluminiowe przedmioty, które ze względu na swoje właściwości bywają trudniejsze do wykrycia przez czujniki w kombajnach.
Agrocasco chroni przed skutkami nieprzewidzianych zdarzeń
Takie zagrożenia są właściwie nie do przewidzenia, dlatego coraz więcej właścicieli gospodarstw decyduje się na objęcie maszyn dodatkową ochroną ubezpieczeniową. W przypadku Agrocasco podstawą jest formuła all risks, obejmująca wszelkie zdarzenia niezależne od woli ubezpieczonego. Jeżeli podczas wykonywania prac dojdzie do zahaczenia o przeszkodę, uszkodzenia elementów roboczych czy innych niezamierzonych zdarzeń, mogą one zostać objęte ochroną ubezpieczeniową. Zakres obejmuje również skutki pożarów, gradobić i innych zdarzeń atmosferycznych.
Jaki zakres ochrony wybrać? Dostępne warianty ubezpieczenia Agrocasco
– Do wyboru są również określone zakresy ochrony. Wariant podstawowy obejmuje szkody własne oraz zdarzenia losowe. Wariant rozszerzony dodatkowo uwzględnia ryzyko kradzieży sprzętu. Choć jeszcze kilka lat temu wielu właścicieli gospodarstw nie traktowało tego zagrożenia poważnie, obecnie kradzieże ciągników czy maszyn zdarzają się coraz częściej. Dotyczy to nie tylko całych pojazdów, ale również wyposażenia oraz kosztownych elementów elektronicznych. Najszerszy zakres zapewnia wariant pełny, przeznaczony dla maszyn do 15 lat. Oprócz ochrony z poprzednich wariantów pozwala on również ograniczyć skutki przestojów. Jeżeli naprawa uszkodzonej maszyny wymaga dłuższego czasu, rolnik może wynająć sprzęt zastępczy i po wcześniejszym uzgodnieniu odzyskać koszty takiego wynajmu – mówi Rafał Czerski, regionalny dyrektor sprzedaży w firmie AGRO Ubezpieczenia
Ubezpieczenie Agrocasco można dopasować do każdego gospodarstwa
Dużą zaletą jest także możliwość ubezpieczenia maszyn starszych, nawet do 35 lat. Ma to znaczenie zwłaszcza dziś, gdy maszyny używane wciąż osiągają wysokie wartości rynkowe. W przypadku szkody całkowitej wartość odszkodowania ustalana jest na podstawie rzeczywistej wartości rynkowej maszyny w dniu zdarzenia.
– Ochroną mogą zostać objęte praktycznie wszystkie maszyny wykorzystywane w gospodarstwie – zarówno samobieżne, jak i zaczepiane. Zakres ubezpieczenia można dostosować do indywidualnych potrzeb gospodarstwa dzięki odpowiednim pakietom – dodaje Rafał Czerski, regionalny dyrektor sprzedaży w firmie AGRO Ubezpieczenia
Ochrona Agrocasco na cały rok lub tylko na czas żniw
Choć maszyny rolnicze warto chronić przez cały okres eksploatacji, nie każdy sprzęt pracuje jednakowo intensywnie przez cały rok. Dlatego ubezpieczenie może zostać zawarte zarówno na 12 miesięcy, jak i na okres trzech miesięcy. To rozwiązanie skierowane przede wszystkim do gospodarstw, które chcą zabezpieczyć maszyny w najbardziej wymagającym okresie sezonu, gdy ryzyko uszkodzeń i koszty ewentualnych przestojów jest najwyższe.
Ciężko prognozować burze zwłaszcza podczas tak wielkiej suszy czego przykładem była miniona noc w centrum kraju.
Są duże szanse; że dziś wieczorem przybywać ma chmur burzowych na Dolnym Śląsku, południu Lubuskiego i Wielkopolskiego.
Jeden scenariusz zakłada, że największe burze przejdą bardziej północą w pasie od Gorzowa po Piłę, Kaszuby. Drugi scenariusz zakłada, że nawałnice przejdą bezpośrednio od Dolnośląskiego po środkową Wielkopolskę, zachodnie, północne i środkowe Kujawy po Żuławy i Warmię.
Trzeci scenariusz sugeruje, że burze powstałe na Dolnym Śląsku będą preferować bardziej wschodnią stronę frontu przechodząc od zachodu Opolskiego i Dolnego Śląska po wschód Wielkopolski, zachód i północ Łódzkiego oraz południe i wschód Kujaw; północny zachód Mazowsza po Warmię i część Mazur.
Tak czy inaczej to właśnie gdzieś w wyżej wymienionych strefach przejdą w nocy burze niosące wichury- lokalnie do 120 km/h z gradem do 1-3 cm oraz ścianą deszczu; która miejscami przyniesie nawet 100 mm deszczu w przeciągu 3-4 godzin.
Druga fala burz 1 lipca
Według prognoz druga fala nawałnic przetoczy się 1 lipca ale jeszcze nie ma pewności gdzie. Prawdopodobnie warunki pozwolą na rozwój gwałtownych burz po południu na wschodzie od Podlasia po Lubelskie, Podkarpacie oraz na południowym zachodzie kraju. Nie jest znana trasa tych nawałnic z Dolnego Śląska- jedne prognozy mówią, że burze przejdą przez południe kraju omijając centrum zaś inne; że to właśnie przez centrum przejdzie fala nawałnic od strony Dolnego Śląska.
1 lipca w ciągu dnia znacznie wzrośnie ryzyko gradobicia- szczególnie na wschodzie kraju z gradem; który lokalnie może przekroczyć 5 cm średnicy.
Jeśli burze nocne pójdą bardziej zachodem i północą to jutro od Ziemi Łódzkiej po wschód kraju temperatura znów wzrośnie do 33-35 stopni w cieniu. Jeśli burze pójdą torem wschodnim to zachód, północ Ziemi Łódzkiej, Kujawy, zachód Mazowsza czy Mazury już będą bez upału w ciągu dnia.
Import żywności z Ukrainy w czerwcu:Analiza czerwcowych statystyk handlowych jasno pokazuje, jak zmienia się struktura dostaw realizowanych przez lądowe przejścia graniczne. Kluczowym zjawiskiem, na które wskazują eksperci, jest to, że współczesny import żywności z Ukrainy opiera się przede wszystkim na produktach przetworzonych, z pominięciem masowego transportu surowego ziarna drogami kołowymi.
Z oficjalnych podsumowań rynkowych wynika, że w okresie od 1 do 25 czerwca 2026 roku przez drogowe przejścia graniczne odprawiono łącznie 242,3 tys. ton produktów rolno-spożywczych. Ponieważ transport kołowy jest droższy od morskiego, drogowym szlakiem przez unijną granicę z Ukrainą jadą przede wszystkim towary o wyższej wartości dodanej. Co istotne z punktu widzenia logistyki, duża część wskazanego importu jedzie tranzytem dalej w głąb UE, zaopatrując rynki Europy Zachodniej i Południowej. Całość tego strumienia w analizowanym okresie czerwca koncentrowała się na kierunku zachodnim oraz południowo-zachodnim.
Import żywności z Ukrainy – struktura towarowa w czerwcu
W strukturze ładunków przekraczających unijną granicę w okresie od 1 do 25 czerwca widać wyraźną dominację produktów przemysłu spożywczego oraz sektora przetwórczego. Zboża przestały być głównym elementem logistyki samochodowej, ustępując miejsca towarom wymagającym szybkiego transportu bezpośrednio do odbiorców końcowych.
Największe wolumeny, jakie we wskazanym okresie czerwca przetransportowano ciężarówkami, to:
Mięso drobiowe – 21,8 tys. ton
Olej słonecznikowy – 19,1 tys. ton
Alkohol etylowy – 18,6 tys. ton
Makuch sojowy – 17,2 tys. ton
Cukier – 15,1 tys. ton
Olej sojowy – 12,9 tys. ton
Główne punkty wjazdowe na unijnej granicy
Największy ciężar obsługi czerwcowego ruchu kołowego spoczął na przejściach granicznych z Polską oraz Rumunią. To właśnie przez te punkty wjeżdżały transporty drogowe, z których znaczna część – po dopełnieniu formalności granicznych – ruszała w dalszą drogę tranzytową do pozostałych krajów wspólnoty.
Najbardziej obciążone przejścia graniczne (dane za okres 1–25 czerwca):
Krakowiec – Korczowa (Polska) – 46,9 tys. ton
Porubne – Siret (Rumunia) – 34,8 tys. ton
Szeginie – Medyka (Polska) – 30,8 tys. ton
Czop – Zahony (Węgry) – 26,9 tys. ton
Orliwka – Isaccea (Rumunia) – 16,8 tys. ton
Źródło danych: Raport firmy Spike Brokers opublikowany przez agencję APK-Inform (stan na 25.06.2026 r.).
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.