Czas na pomidory z pola

0

Na wielu plantacjach pomidory jeszcze są zielone, ale na innych już zaczęły się zbiory. Nienawadniane uprawy mocno ucierpiały tego lata, a nawadnianie generuje spore koszty. Mimo to plantatorzy twierdzą, że na uprawie pomidora gruntowego można zarobić. I świetnie nadają się do zmianowania, co jest istotne przy ograniczaniu powierzchni buraka cukrowego czy rzepaku.

Jeszcze kilka lat temu na Opolszczyźnie pomidory nie były uprawiane na większym areale w gruncie. Od trzech lat to się zmienia, zwłaszcza w powiatach: oleskim i kluczborskim. Dziś plantatorzy w tej uprawie mogą się porównywać z włoskimi rolnikami.

Kampania pomidorowa start

Maciej Wita, agromenadżer w JAMAR:

– Jesteśmy w trakcie produkcji pomidorów gruntowych. Jedne już dojrzewają i można je zbierać, inne jeszcze są zielone. Kampania pomidorowa ruszyła i będzie trwać nawet do połowy października.

Areał upraw – 500 hektarów

Pracownicy zakładu przetwórczego regularnie odwiedzają plantacje przez cały okres wegetacyjny i postanowili się spotkać na początku pomidorowych żniw z ich dostawcami, czyli rolnikami, aby ustalić dalszą strategię produkcji i ochrony, aby rośliny były w jak najlepszej kondycji w czasie zbioru, aby zapewnić jak najlepszej jakości surowiec dla zakładu JAMAR.

Ciężki rok

Roland Szulc, prezes RSP Gronowice:

– Mamy tutaj też kolekcję 40 odmian na poletkach i na tej podstawie uzyskujemy informacje, jak się dana odmiana zachowuje, żeby na przyszły rok podjąć odpowiednie decyzje odnośnie doboru odmian. Rok dla wszystkich roślin uprawnych jest ciężki. Wydawałoby się, że pomidor uprawiany we Włoszech jest odporny na wysokie temperatury, ale jednak te 40-stopniowe upały, choć może nie uszkadzają pomidora, ale wprowadzają go też w taki stres, że trudniej pobiera składniki.

Nawadnianie – ubezpieczenie upraw

Mamy w tym roku pole doświadczalne, gdzie nie ma nawadniania w pomidorach – dodaje Pan Roland – i myślę, że ta plantacja nie pokryje kosztów. Ana innych plantacjach mamy zastosowane nawadnianie kropelkowe, gdzie te zużycie wody w porównaniu z nawadnianiem ze szpuli jest przynajmniej 5-krotnie niższe.

Mateusz Sarnicki, rolnik z Domaszowic:

– Od trzech lat uprawiam pomidory na areale 28 hektarów. Część wygląda dobrze, część wygląda trochę słabiej, bo tam różne problemy były. Od początku sadzenia do końca wegetacji pojawiała się jakaś tam zaraza czy nierówne dojrzewanie. Ponieważ jednak o nie dbamy, pomidory w tym roku radzą sobie dobrze. Głównym powodem tego to jest jednak linia kropelkowa, ponieważ w tym roku jest bardzo duży deficyt wody. Widać to nie tylko po pomidorach, ale po każdej innej uprawie. Linia kropelkowa ratuje sprawę, bo pod krzak podajemy i wodę, i nawozy. Nie zastąpi potrzebnej wody w stu procentach, bo jednak podający deszcz zmienia całe otoczenie, zmienia się wilgotność. A drugą kwestią są koszty tego nawadniania, które też nie jest tanie, bo potrzebne są agregaty prądotwórcze na olej, który dzisiaj tani nie jest.

Zmianowanie na plus

– Staram się co roku robić jak najlepiej – mówi rolnik – i nie popełniać błędów z poprzednich lat, ale zawsze jakieś inne trudności, może nie błędy, ale trudności się pojawiają. W tym roku widzę, że pszenica po pomidorze lepiej dała jak po rzepaku. I choć wydawałoby się, że tego towaru sporo się wywozi z pola i nawet pomidory kategoryzowane są jako uprawa zubażająca glebę, to jednak tego nie widać w następstwie później. Nie jest to łatwa uprawa, ale wydaje mi się, że nawet, jak na te trudne warunki powinniśmy w tym roku zarobić na niej.

Za zimne noce

Maciej Wita, agromenadżer w JAMAR:

– Nie wiemy jeszcze ile te pomidory będą plonować, ponieważ rok mieliśmy bardzo trudny. Wydawałoby się, że rok był korzystny dla pomidorów, bo mieliśmy wysokie temperatury. Natomiast ja zawsze zwracam uwagę na to, że pomidor to nie tylko wysokie temperatury w dzień, ale przede wszystkim ciepłe noce. A znowu mamy drugi rok z rzędu, kiedy te noce nie były ciepłe. Zastanówmy się tylko ile mieliśmy faktycznie takich ciepłych nocy. Może tydzień, może półtora. Dlaczego o tym mówię? Pomidor rośnie nocą, pomidor dojrzewa nocą. Start kampanii pomidorowej w okolicach 20 sierpnia to jest bardzo późno i powoduje bardzo duże ryzyko tego, że któraś plantacja może nie zdążyć zostać zebrana.

Czy pomidory zostaną w polu?

– Arytmetyka jest nieubłagana – dodaje agromenadżer JAMARu. – Linia produkcyjna może chodzić na danej wydajności i nic więcej. Im później rozpoczniemy kampanię, tym później ją skończymy. Nie da się tego skrócić poprzez podniesienie wydajności linii, bo to jak każde urządzenie ma swoją maksymalną wydajność. Zanim powiemy, że pomidor jest opłacalną uprawą, trzeba podkreślić, że pomidor jest wymagającą uprawą. Na pomidora nie można patrzeć w excellowy sposób, to znaczy plon razy cena i tyle można zarobić. Proszę porozmawiać z producentami i spytać ile pomidor wymaga zaangażowania czasu, pracy, energii i stresu. I od tego trzeba zacząć, więc ja bym powiedział, że to jest coś za coś.

Roland Szulc, prezes RSP Gronowice:

– Przez to, że jest trochę nadprodukcja pomidora nie tylko w Polsce, ale i w Europie i na świecie, w tym roku firma JAMAR postanowiła posadzić mniej pomidorów. Jest to bezpieczne podejście do tematu, bo nas zabezpieczają jako planatorów, że to co posadzimy zostanie zebrane. No i nam się to będzie opłacało, a cena nie zostanie zdołowana przez to, że tego towaru na rynku będzie za dużo.

Pracownicy zakładu regularnie jeżdżą i doglądają plantacje przez całe tygodnie wegetacji. Oceniają zapotrzebowanie roślin na wodę, czy zagrożenia ze strony patogenów, tak żeby były prowadzone w sposób zrównoważony i żeby zachować docelowo najwyższą jakość, której oczekują w zakładzie.

dr Mariusz Drożdż

Wietrznie, rześko i na północy deszczowo. Pogoda 23 sierpnia

0
23 sierpnia
23 sierpnia

Zrobi się zimno i będzie wietrznie

W nocy pogodnie i sucho. Wyjątkiem będzie wybrzeże i miejscami wąskie pasy od wybrzeża w głąb lądu ciągnące się na 20-40 km. Tam pojawiać się będą przelotne opady deszczu do 5 mm.

Na termometrach od 10-12 stopni na południu, wschodzie i w centrum do 12-14 na zachodzie i północy kraju.

Na krańcach północnych burze z ulewami

W ciągu dnia na południu kraju, wschodzie i w centrum aż po Łódź sucho i słonecznie do końca dnia. Od Mazowsza po Kujawy, Wielkopolskę, Lubuskie do południa słonecznie a po południu lokalnie przelotnie popada do 2-4 mm. Znacznie silniejsze przelotne opady deszczu połączone z burzami, które nieść będą też grad pojawią się na wybrzeżu oraz od Żuław po Suwalszczyznę. Podczas burz może spaść 15-20 mm wody na metr kwadratowy powierzchni.

Wiatr tylko na południu kraju powieje umiarkowanie a rano słabo. Nd resztą kraju będzie to nieprzyjemny dzień z wiatrem o prędkości 30-55 km/h a na wybrzeżu do 70 km/h.

23 sierpnia

Kolejne dni to poprawa pogody. Noce będą już zimne; opady ustaną ale w ciągu dnia będzie przyjemne ciepłe lato.

Konkurs-Konkurs z okazji Jubileuszu 10–lecia Agro Profil

Cena diesla w USA gwałtownie rośnie. Drogi diesel wyczyści kieszenie rolników przed żniwami

0
Cena diesla

Cena diesla: W naszych raportach z rynku paliw w Polsce i Europie pisaliśmy już o podwyżkach w rafineriach, ale to, co dzieje się teraz w USA, przechodzi najśmielsze oczekiwania. Ceny diesla w USA gwałtownie rosną, a tamtejsi rolnicy dostają po kieszeni tuż przed samym startem jesiennych prac w polu. Marża rafinerii na czystym paliwie przebiła kosmiczną granicę 100 dolarów za baryłkę.

Za te podwyżki odpowiadają głównie dwie sprawy: zamieszanie wokół Cieśniny Ormuz na Bliskim Wschodzie oraz ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie, przez które Moskwa mocno zakręciła kurki z eksportem paliw.

Czytaj również:

Cena diesla rośnie przez brak zapasów paliwa

Z najnowszych danych amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA) wynika, że zapasy diesla i oleju opałowego są aż o 13% niższe niż zwykle o tej porze roku. Ropy naftowej w magazynach co prawda nie brakuje, a rafinerie chodzą niemal na pełnych obrotach (na 97%), ale gotowego paliwa na rynku po prostu brakuje.

  • Rekordowe marże: zysk rafinerii na przerobie diesla sięgnął niespotykanych 102,20 USD za baryłkę.
  • Ucieczka za granicę: chociaż amerykańskie zakłady produkują paliwo na potęgę, duża część idzie na eksport do innych krajów, zamiast trafiać do lokalnych baków.
  • Większe rachunki: rosnące ceny diesla sprawią, że typowe gospodarstwo uprawiające kukurydzę i Soję wyda na paliwo w tym roku o 20–25 tysięcy dolarów więcej niż jeszcze w styczniu.

Drożyzna w samym szczycie prac polowych

Jesienne zbiory i orka to moment, kiedy sprzęt zużywa najwięcej paliwa w całym roku. Przedstawiciele związków rolniczych mówią wprost: to cios w najgorszym momencie, bo całkiem niedawno rolników dobiły już drogie nawozy. Przy obecnych skrupulatnie wyliczonych stawkach za zboże i drastycznie wyższych kosztach, wyjście na plus w tym sezonie graniczy z cudem.

Co gorsza, rolnik nie ma jak przerzucić tych kosztów na skup. Ten sam problem mają teraz farmerzy na całym świecie – od zbierających plony na północy, po tych, którzy właśnie wyjeżdżają w pole siewnikami na południu.

Dopłaty do nawozów: Izby Rolnicze stanowczo protestują. „Proponowane terminy uderzają w gospodarstwa towarowe”

0

Dopłaty do nawozów wywołały falę oburzenia w środowisku rolniczym. Krajowa Rada Izb Rolniczych (KRIR) sprzeciwia się zasadom planowanego wsparcia finansowego do zakupu środków produkcji. W oficjalnym wystąpieniu Zarządu KRIR do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Stefana Krajewskiego samorząd rolniczy podnosi, że warunki przedstawione przez resort wykluczają znaczną część producentów rolnych, którzy dokonują zakupów z wyprzedzeniem.

66,6 mln euro z Brukseli i budżet krajowy

Z informacji przekazanych przez MRiRW (pismo znak DBD.pp.071.51.2026 z 13 sierpnia 2026 r.) wynika, że Komisja Europejska przyznała Polsce 66,63 mln euro wsparcia dla rolników dotkniętych wzrostem cen nawozów po kryzysie na Bliskim Wschodzie. Unijne środki mogą zostać uzupełnione finansowaniem z budżetu krajowego – maksymalnie do 200% kwoty przyznanej z Brukseli.

Zgodnie z zapowiedziami resortu, pomoc miałaby trafić wyłącznie do rolników, którzy zakupili nawozy w okresie od 1 marca do 30 czerwca 2026 r. I to właśnie ten zapis wywołał sprzeciw samorządu.

Gospodarstwa towarowe kupują jesienią

W ocenie KRIR ograniczenie ram czasowych do okresu wiosennego uderzy bezpośrednio w gospodarstwa towarowe. Producenci rolni prowadzący dużą produkcję rynkową kierują się zupełnie inną logiką zakupową:

  • Zakupy po żniwach i jesienią: Duże partie nawozów zamawiane są po żniwach lub jesienią, aby wynegocjować korzystniejsze stawki u dystrybutorów.
  • Logistyka i odroczona płatność: Gospodarstwa towarowe przechowują nawozy we własnym zakresie, co pozwala im zabezpieczyć towar na kolejny sezon i uzyskać odroczony termin płatności.

Utrzymanie w przepisach krajowych kryterium faktur wyłącznie z okresu od marca do czerwca br. sprawi, że rolnicy towarowi zostaną poszkodowani.

Dopłaty do nawozów – kluczowe postulaty izb rolniczych:

  1. Szerokie okno zakupowe: Zakwalifikowanie do pomocy faktur za zakup nawozów w okresie od jesieni 2025 r. do września 2026 r.
  2. Pomoc adekwatna do strat: Przyznawanie wsparcia proporcjonalnie do rzeczywiście poniesionych strat wynikających ze wzrostem cen nawozów.

Warunki udzielania pomocy są obecnie w toku prac legislacyjnych. Izby rolnicze liczą, że Ministerstwo Rolnictwa uwzględni te uwagi w ostatecznym kształcie przepisów.

Źródło: Opracowani na podstawie komunikatu KRIR

Reforma transportu na wsi: Pojedynek o suwerenność i pieniądze

0
Ilustracja poglądowa (AI)

Reforma transportu na wsi stała się zarzewiem poważnego sporu politycznego i samorządowego. Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym wywołała ostrą wymianę zdań między Pałacem Prezydenckim a Ministerstwem Infrastruktury i Koalicją Rządzącą. Choć w oficjalnej narracji chodzi o autobusy i wykluczenie komunikacyjne mieszkańców wsi, w rzeczywistości spór sięga znacznie głębiej – do walki o suwerenność gmin, podział budżetowych środków oraz wpływy poszczególnych szczebli samorządu.

Dlaczego reforma transportu na wsi dzieli rząd i samorządy?

Strona rządowa, a w szczególności Polskie Stronnictwo Ludowe, wskazuje, że wieś uległa głębokiej transformacji. Tradycyjne gospodarstwa rolne to dziś tylko część wiejskiej rzeczywistości – większości mieszkańców brak dostępu do stabilnej komunikacji utrudnia codzienne funkcjonowanie. Koalicja przekonuje, że reforma transportu na wsi miała wyeliminować białe plamy na mapie Polski poprzez wprowadzenie zintegrowanej siatki połączeń, elastycznego transportu na żądanie oraz skrócenia umów z przewoźnikami do 5 lat, co zapobiegłoby zamrażaniu środków na nierentownych trasach.

Samorządy gminne i eksperci: Strach przed utratą suwerenności

Po drugiej stronie sporu stanęła znaczna część samorządów gminnych oraz związani z nimi eksperci. Zwracają oni uwagę na ukryte ryzyko centralizacji. W Polsce funkcjonuje ponad 2400 gmin, których głos bywa słabo słyszalny w konfrontacji z silniejszymi i bardziej usieciowionymi politycznie samorządami powiatowymi czy wojewódzkimi.

Obawy wójtów i burmistrzów dotyczyły przede wszystkim przeniesienia decyzyjności i strumienia finansowania na wyższe szczeble:

  • Marginalizacja mniejszych gmin: Przekazanie uprawnień i środków na poziom województw mogłoby doprowadzić do sytuacji, w której o trasy lokalnych autobusów decydowano by w stolicy województwa, zza biurka, bez znajomości realnych potrzeb mieszkańców danej wsi.
  • Niepewność inwestycyjna: Eksperci wskazywali również, że 5-letnie umowy są zbyt krótkie, by prywatni przewoźnicy chcieli inwestować w nowy, niskoemisyjny tabor.

Siła lobbingu: Dlaczego projekt faworyzował wyższe szczeble?

Trudno nie zauważyć, że samorządy wojewódzkie i powiatowe – w których zasiadają reprezentanci głównych ugrupowań politycznych – dysponują znacznie większą siłą lobbingową niż rozproszone gminy. Projekt ustawy w naturalny sposób odzwierciedlał interesy tych ośrodków, które dążyły do przejęcia kontroli nad organizacją transportu w regionach. Gminy obawiały się, że z dysponentów środków staną się jedynie petentami.

Systemowy problem legislacji: Zmarnowany czas i polityczny teatr

Przypadek tej ustawy – podobnie jak wstrzymywanych lub zakwestionowanych projektów z zakresu podatków czy regulacji rynkowych – pokazuje szerszy problem polskiego stanowienia prawa. Ignorowanie uwag legislacyjnych oraz brak współpracy z Pałacem Prezydenckim na wczesnym etapie tworzenia projektów (pre-legislacji) prowadzi do przewidywalnego klinczu.

Co więcej, trudno nie odnieść wrażenia, że obecna dynamika polityczna sprzyja samemu konfliktowi:

  • Weto jako paliwo dla Prezydenta: Pozwala zaprezentować się w roli obrońcy małych, lokalnych wspólnot przed „zakusami centrali”.
  • Weto jako argument dla Rządu: Daje możliwość obarczenia opozycji i Pałacu Prezydenckiego winą za brak zmian i brak środków na lokalną infrastrukturę.

Trudno podejrzewać, że strony działają bezrefleksyjnie – wpisuje się to w świadomą strategię budowania narracji przedwyborczej. W efekcie walka wizerunkowa i chęć wykazania „złych intencji” drugiej strony wygrywają z potrzebą wypracowania stabilnego kompromisu. Cenę za ten stan rzeczy płacą jednak obywatele, którzy zamiast sprawnie funkcjonujących przepisów i stabilnego prawa otrzymują jedynie kolejny rozdział politycznego sporu.

Historia ciągników Ford. Od Fordsona do niebieskich legend, które zmieniły rolnictwo

0
ciągnk Ford

Historia ciągników Ford jest znacznie dłuższa, niż może sugerować widok używanych modeli Ford 3000, 5000 czy 7810, które do dziś można spotkać w europejskich gospodarstwach. Początki rolniczej działalności koncernu sięgają czasów Henry’ego Forda i okresu, w którym mechanizacja dopiero zaczynała wypierać konie z pól. Ford chciał zastosować rozwiązania znane z masowej produkcji samochodów także w rolnictwie. Efektem był Fordson, jeden z ciągników, które miały ogromny wpływ na rozwój mechanizacji gospodarstw w XX wieku.

Henry Ford chciał zrobić dla rolnictwa to samo, co zrobił dla motoryzacji

Henry Ford wychował się na farmie w stanie Michigan i dobrze znał ciężką pracę wykonywaną w gospodarstwie. Jego zainteresowania stosunkowo szybko skierowały się jednak w stronę maszyn i silników. Gdy Ford Motor Company odnosił już sukcesy w branży samochodowej, przedsiębiorca zainteresował się również możliwością produkowania stosunkowo prostych i niedrogich ciągników.

Założenie przypominało filozofię stojącą za Fordem Model T. Maszyna nie miała być luksusowym urządzeniem przeznaczonym wyłącznie dla największych gospodarstw. Powinna być produkowana seryjnie, mieć możliwie nieskomplikowaną konstrukcję i kosztować na tyle mało, aby mogło pozwolić sobie na nią znacznie więcej rolników.

Prace doprowadziły do powstania ciągnika Fordson Model F. Produkcja ruszyła w 1917 roku. New Holland określa Fordsona F jako pierwszy ciągnik produkowany masowo na świecie. Dzięki wykorzystaniu metod produkcji przemysłowej znanych z fabryk samochodów możliwe było wytwarzanie maszyn na skalę wcześniej niespotykaną w branży rolniczej.

Fordson Model F rozpoczął nowy rozdział w mechanizacji gospodarstw

Fordson F wyglądał niezwykle prosto w porównaniu ze współczesnymi ciągnikami. Nie było komfortowej kabiny, klimatyzacji, elektroniki czy rozbudowanej hydrauliki. Najważniejsze były silnik, przekładnia, koła i możliwość zastąpienia zwierząt pociągowych podczas wykonywania ciężkich prac.

Właśnie prostota była jedną z największych zalet konstrukcji. Ford wykorzystał doświadczenie zdobyte przy produkcji samochodów, dzięki czemu ciągnik można było wytwarzać w dużych seriach. Pozwalało to ograniczać koszty i stopniowo zwiększać dostępność mechanizacji.

Znaczenie Fordsona wykraczało przy tym poza Stany Zjednoczone. Ciągniki trafiały również na inne rynki, w tym do Europy. Ford rozwijał produkcję ciągników także poza USA, a nazwa Fordson przez kolejne dziesięciolecia stała się mocno związana z rolnictwem, szczególnie w Wielkiej Brytanii.

Fordson Major stał się jednym z symboli powojennego rolnictwa

Po II wojnie światowej zapotrzebowanie na wydajne maszyny rolnicze szybko rosło. Coraz więcej gospodarstw rezygnowało z koni, powierzchnia obsługiwana przez jednego rolnika zwiększała się, a ciągnik przestawał być czymś wyjątkowym.

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli marki został Fordson Major. Kolejne odmiany tej rodziny zdobywały popularność przede wszystkim dzięki stosunkowo prostej budowie i możliwości wykonywania wielu prac gospodarskich. Z czasem pojawiły się rozwinięcia tej konstrukcji, w tym Power Major oraz Super Major.

W europejskiej historii marki ogromne znaczenie miał również mniejszy Fordson Dexta. Była to maszyna skierowana do gospodarstw, które nie potrzebowały dużego ciągnika klasy Majora. Takie rozdzielenie oferty według wielkości i zapotrzebowania na moc stało się później czymś oczywistym, ale w latach 50. i 60. rynek ciągników dopiero nabierał współczesnego kształtu.

Ford 2000, 3000, 4000 i 5000 rozpoczęły erę niebieskich ciągników

W latach 60. Ford zaczął mocniej wykorzystywać własną nazwę przy sprzedaży ciągników, stopniowo odchodząc od oznaczenia Fordson. W 1964 roku rozpoczęła się ważna generacja maszyn, z którą wiązały się modele takie jak Ford 2000, 3000, 4000 i 5000.

To właśnie niebieskie malowanie z jasnymi elementami stało się później jednym ze znaków rozpoznawczych ciągników Forda. Oferta obejmowała maszyny przeznaczone zarówno dla mniejszych gospodarstw, jak i użytkowników potrzebujących większej mocy.

Ford 5000 jest dzisiaj jednym z najbardziej rozpoznawalnych klasycznych ciągników tej marki. Nie wynika to wyłącznie z wyglądu. Konstrukcje z tego okresu zdobyły opinię stosunkowo trwałych, nieskomplikowanych i łatwych do wykorzystania w różnych pracach. Wiele egzemplarzy przetrwało kolejne dekady, dlatego również obecnie pojawiają się na rynku maszyn używanych.

Co ciekawe, dziedzictwo tych ciągników nadal jest wykorzystywane przez New Holland. Producent opisywał w 2026 roku gospodarstwo, w którym Ford 2000 z 1964 roku wciąż pozostawał sprawną maszyną, pracując obok znacznie nowszych ciągników New Holland.

Coraz więcej mocy i rozwój dużych ciągników Forda

Zmiany zachodzące w rolnictwie wymuszały budowę coraz mocniejszych ciągników. Gospodarstwa zwiększały powierzchnię, narzędzia stawały się szersze, a użytkownicy oczekiwali większej wydajności podczas orki, uprawy i transportu.

Ford konsekwentnie rozwijał więc kolejne serie. Charakterystyczne niebieskie ciągniki stawały się coraz większe, a jednocześnie rosła ich moc, udźwig podnośnika i możliwości układów hydraulicznych. Pojawiały się również rozwiązania mające poprawiać komfort operatora, który coraz częściej spędzał w kabinie wiele godzin dziennie.

Wśród najbardziej charakterystycznych maszyn znalazły się późniejsze modele serii 600, 700, 6000 czy 7000, a następnie kolejne generacje oznaczane czterocyfrowymi numerami. Szczególnie dużą renomę zdobyły ciągniki z rodzin 10 i 30, do których należały między innymi Ford 7610, 7810 oraz większe maszyny serii 8030.

To właśnie takie modele ukształtowały obraz klasycznego niebieskiego Forda, który wielu rolników kojarzy dziś najmocniej.

Ford 7810 został jedną z najbardziej rozpoznawalnych maszyn marki

Wśród używanych ciągników Forda wyjątkową pozycję zajmuje Ford 7810. Produkowany w różnych odmianach model zdobył popularność w Europie i do dzisiaj cieszy się zainteresowaniem kolekcjonerów oraz użytkowników starszych maszyn.

Jego fenomen dobrze pokazuje zmianę, jaka zaszła od czasów pierwszego Fordsona. Ciągnik nie był już prostym zamiennikiem konia wyposażonym jedynie w silnik i przekładnię. Stał się uniwersalnym źródłem mocy dla gospodarstwa, współpracującym z coraz bardziej zaawansowanymi maszynami.

Równolegle Ford rozwijał cięższe konstrukcje. W ofercie pojawiały się modele przeznaczone dla gospodarstw wymagających znacznie większej mocy, między innymi maszyny zaliczane do serii TW oraz późniejsze ciągniki serii 30. W materiale o historii marki zwrócono uwagę między innymi na Forda 8030, należącego już do późnego etapu rozwoju ciągników sprzedawanych pod klasycznym niebieskim znakiem Forda.

Ford i New Holland połączyli swoje historie

Końcówka lat 80. i początek lat 90. przyniosły zmianę, która ostatecznie zdecydowała o przyszłości ciągników Forda. Ford Motor Company wcześniej przejął firmę New Holland, znaną przede wszystkim z maszyn rolniczych. Powstała w ten sposób grupa Ford New Holland.

Kilka lat później działalność rolnicza Forda została sprzedana koncernowi Fiat. New Holland podaje, że biznes ciągnikowy Forda dołączył do New Holland w 1991 roku, a w kolejnych latach następowało stopniowe przejście na markę New Holland.

Dlatego w latach 90. można było spotkać maszyny noszące oznaczenie Ford New Holland. Charakterystyczny niebieski kolor pozostał, natomiast nazwa Ford stopniowo znikała z masek nowych ciągników.

Nie oznaczało to jednak całkowitego końca konstrukcyjnego dziedzictwa marki. Linie ciągników, rozwiązania techniczne, fabryki oraz doświadczenie zdobywane przez dziesięciolecia zostały wykorzystane w rozwijaniu maszyn New Holland.

Dlaczego stare ciągniki Ford nadal budzą tak duże zainteresowanie?

Od debiutu Fordsona F minęło ponad sto lat, a mimo to historia Forda w rolnictwie nie jest wyłącznie tematem dla kolekcjonerów. Wiele ciągników wyprodukowanych w latach 60., 70., 80. i 90. nadal można znaleźć w gospodarstwach.

Wpływa na to przede wszystkim ich konstrukcja. Starsze Fordy powstawały w czasach znacznie mniejszego udziału elektroniki, dlatego wiele napraw można przeprowadzić bez rozbudowanej diagnostyki komputerowej. Popularne modele mają również dobrze poznaną budowę, a właściciele przez lata zgromadzili ogromną wiedzę dotyczącą ich serwisowania.

Historia ciągników Ford pokazuje jednak coś więcej niż rozwój kolejnych modeli. Od Fordsona F z 1917 roku, przez Majora i Dextę, następnie Fordy 2000, 3000, 4000 i 5000, aż po 7810, serię TW i większe modele z końca działalności marki, można prześledzić niemal cały rozwój ciągnika rolniczego w XX wieku.

Ford rozpoczął tę drogę od pomysłu, aby maszyna dla rolnika była produkowana masowo i dostępna dla znacznie większej grupy gospodarstw. Ponad sto lat później nazwa Ford zniknęła wprawdzie z nowych ciągników rolniczych, ale jej ślady są nadal widoczne w niebieskich maszynach New Holland. Sam producent podkreśla, że historia współczesnych ciągników New Holland obejmuje również dziedzictwo Forda, które rozpoczęło się wraz z Fordsonem i przetrwało kolejne pokolenia maszyn.

Limousine, Charolaise czy Angus? Która rasa bydła mięsnego jest najlepsza?

0
Limousine

Wybór rasy bydła mięsnego potrafi mieć ogromny wpływ na opłacalność produkcji. Jedne rasy imponują tempem wzrostu i umięśnieniem, inne są cenione za łatwe wycielenia, spokojny charakter albo możliwość utrzymywania na pastwisku przy stosunkowo niewielkich nakładach. Dlatego na pytanie, jaka jest najlepsza rasa bydła mięsnego, nie istnieje jedna odpowiedź właściwa dla każdego gospodarstwa.

W Polsce spotkać można między innymi bydło rasy Limousine, Charolaise, Hereford, Aberdeen Angus czy Simental. Każda z nich ma inne mocne strony. Znaczenie ma nie tylko potencjalna masa zwierzęcia, ale również system utrzymania, baza paszowa, dostępność pastwisk, sposób sprzedaży cieląt oraz to, czy gospodarstwo prowadzi własny opas.

Jaka jest najlepsza rasa bydła mięsnego?

Za jedną z najbardziej uniwersalnych ras można uznać Limousine. Bydło tej rasy jest bardzo popularne w produkcji mięsnej, ponieważ łączy dobre umięśnienie, stosunkowo wysoką wydajność rzeźną oraz przydatność zarówno do chowu czystorasowego, jak i krzyżowania. Charakterystyczne są czerwono-brązowe umaszczenie i wyraźnie zaznaczona muskulatura.

Nie oznacza to jednak, że Limousine automatycznie będzie najlepszym rozwiązaniem w każdym gospodarstwie. Producent nastawiony na intensywny opas i wysokie przyrosty może zwrócić większą uwagę na rasę Charolaise. Z kolei gospodarstwo dysponujące rozległymi pastwiskami może preferować Aberdeen Angus lub Hereford.

Dobór rasy powinien więc zaczynać się od odpowiedzi na pytanie, jak zwierzęta będą utrzymywane i jaki produkt końcowy ma zostać sprzedany. Inne wymagania ma gospodarstwo produkujące cielęta odsadzane, a inne producent prowadzący opas aż do osiągnięcia masy ubojowej.

Limousine, czyli jeden z najpopularniejszych wyborów

Limousine wywodzi się z Francji i należy do najbardziej rozpoznawalnych ras mięsnych w Europie. Hodowcy cenią ją przede wszystkim za dobre umięśnienie i przydatność do krzyżowania z innymi rasami bydła. Zwierzęta mają stosunkowo delikatny kościec w zestawieniu z dobrze rozwiniętymi partiami mięśniowymi, co jest pożądaną cechą w produkcji wołowiny.

Dużą zaletą jest również możliwość wykorzystania buhajów Limousine w stadach krów innych ras. Takie krzyżowanie pozwala poprawić cechy mięsne potomstwa bez konieczności tworzenia całkowicie nowego stada czystorasowego. W praktyce jest to często rozwiązanie atrakcyjne dla gospodarstw przechodzących z produkcji mlecznej w kierunku produkcji wołowiny.

Limousine nie należy przy tym traktować jako rasy całkowicie bezproblemowej. Przy wyborze materiału hodowlanego trzeba zwracać uwagę na cechy konkretnego buhaja i jego potomstwa. Różnice pomiędzy poszczególnymi liniami mogą być duże, dlatego sama nazwa rasy nie powinna być jedynym kryterium zakupu.

Charolaise imponuje wzrostem i umięśnieniem

Charolaise to kolejna francuska rasa, którą łatwo rozpoznać po jasnym, kremowym lub niemal białym umaszczeniu. Jej najmocniejszą stroną jest potencjał wzrostowy. Brytyjskie stowarzyszenie hodowców Charolaise wskazuje szybki wzrost i bardzo dobre umięśnienie jako jedne z charakterystycznych cech tej rasy.

Zwierzęta mogą osiągać wysokie masy ciała, dlatego Charolaise dobrze pasuje do gospodarstw nastawionych na produkcję ciężkich tusz i intensywny opas. Dobrze rozwinięte partie zadu, grzbietu i ud sprawiają, że rasa od lat wykorzystywana jest również jako komponent ojcowski w krzyżowaniu towarowym.

W przypadku Charolaise szczególnego znaczenia nabiera jednak odpowiedni dobór buhaja. Duże cielęta i wysoki potencjał wzrostowy powodują, że przy kojarzeniu zwierząt należy kontrolować również parametry związane z przebiegiem porodów. Współczesna selekcja obejmuje właśnie między innymi łatwość wycieleń, dzięki czemu można wybierać osobniki łączące dobry wzrost z bardziej korzystnymi cechami porodowymi.

Aberdeen Angus sprawdza się w gospodarstwach pastwiskowych

Aberdeen Angus pochodzi ze Szkocji i zdecydowanie różni się wyglądem od dużych ras kontynentalnych. Najbardziej charakterystyczne jest czarne lub czerwone umaszczenie oraz naturalna bezrożność. Hodowcy zwracają uwagę również na dobre cechy mateczne i możliwość utrzymywania bydła w systemach bazujących w dużym stopniu na paszach objętościowych i wypasie.

Jedną z zalet Angusów jest stosunkowo wczesne dojrzewanie. Zwierzęta nie osiągają takich rozmiarów jak Charolaise, ale nie zawsze największa masa jest najbardziej opłacalna. Przy ograniczonych nakładach, dobrych pastwiskach i sprzedaży wołowiny wysokiej jakości znacznie ważniejsza może być efektywność wykorzystania paszy.

Aberdeen Angus jest ponadto kojarzony z wołowiną o dobrym stopniu marmurkowatości. Organizacje hodowlane wskazują również na znaczenie łatwości wycieleń i cech matecznych w selekcji tej populacji. Dzięki temu rasa jest interesującą propozycją dla gospodarstw chcących ograniczyć pracochłonność obsługi stada.

Hereford, gdy liczy się odporność i wykorzystanie pastwiska

Hereford to brytyjska rasa mięsna wyróżniająca się czerwonym umaszczeniem z charakterystyczną białą głową. Ten wzór umaszczenia jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych cech rasy.

Herefordy są często kojarzone z ekstensywnym lub półintensywnym systemem chowu. W takich gospodarstwach bydło przez znaczną część roku wykorzystuje pastwiska, a hodowcy oczekują przede wszystkim dobrej płodności, regularnego odchowu cieląt oraz możliwie niewielkich problemów w codziennej obsłudze.

Pod względem maksymalnych przyrostów Hereford nie musi konkurować z największymi rasami kontynentalnymi. Jego atutem może być natomiast dobra przydatność do gospodarstw, w których koszt produkcji jednego kilograma wołowiny jest ważniejszy niż osiągnięcie rekordowej masy zwierzęcia.

Simental może być ciekawym rozwiązaniem pośrednim

Simental jest rasą o bardzo szerokim wykorzystaniu. Istnieją linie bardziej mleczne oraz populacje nastawione wyraźnie na produkcję mięsa. W gospodarstwach mięsnych ceniony jest za duży kaliber, dobre tempo wzrostu i przydatność do krzyżowania.

Badania porównujące między innymi bydło Aberdeen Angus, Charolaise, Hereford i Simental pokazują wyraźne różnice pomiędzy rasami w tempie dojrzewania, masie oraz cechach tuszy. Charolaise i Simental należą do później dojrzewających i większych ras niż Angus oraz Hereford.

Simental może więc odpowiadać hodowcy, który szuka dużych zwierząt o dobrym potencjale wzrostowym, ale jednocześnie chce zachować dobre cechy użytkowe krów. Trzeba jednak wybierać materiał hodowlany odpowiedni do konkretnego kierunku produkcji, ponieważ różnice pomiędzy poszczególnymi liniami są znaczne.

Najlepsza rasa bydła do krzyżowania

W produkcji wołowiny bardzo dobre rezultaty może przynosić nie tylko utrzymywanie czystych ras, lecz także przemyślane krzyżowanie. Przykładem jest wykorzystanie buhaja rasy mięsnej w stadzie krów mieszańcowych lub krów pochodzących z populacji mlecznej.

W takim systemie można wykorzystać potencjał ojcowski Charolaise lub Limousine do poprawy umięśnienia i tempa wzrostu cieląt. Z kolei Angus może być interesujący tam, gdzie ważna jest łatwość wycieleń oraz jakość mięsa. Nie powinno się jednak dobierać buhaja wyłącznie według rasy. Znacznie bardziej precyzyjne są wartości hodowlane dotyczące między innymi masy urodzeniowej, łatwości wycieleń, masy w określonym wieku czy cech tuszy.

Właśnie dlatego dwa buhaje należące do tej samej rasy mogą dawać zupełnie inne efekty w stadzie. Współczesna hodowla coraz częściej opiera się na danych dotyczących konkretnych osobników, a nie wyłącznie na stereotypowym postrzeganiu danej rasy. Systemy oceny genetycznej wykorzystują między innymi informacje o cechach wzrostowych, porodowych i tuszowych.

Jaka rasa bydła mięsnego na pastwisko?

Jeżeli podstawą gospodarstwa są trwałe użytki zielone i możliwie długi okres wypasu, interesującym wyborem mogą być Aberdeen Angus oraz Hereford. Zwłaszcza Angus jest często wykorzystywany w systemach opartych na paszach objętościowych. Brytyjskie materiały hodowlane wskazują na zdolność zwierząt tej rasy do końcowego opasu przy wykorzystaniu pasz pochodzących z użytków zielonych.

Nie oznacza to jednak, że Limousine czy Charolaise nie mogą korzystać z pastwisk. Mogą, ale przy bardzo wysokim potencjale wzrostowym zwierząt konieczne jest zapewnienie odpowiedniej ilości i jakości paszy, jeśli hodowca chce w pełni wykorzystać ich możliwości.

Na słabszych stanowiskach ważne staje się również dopasowanie wielkości krowy do dostępnej bazy żywieniowej. Duża krowa potrzebuje więcej paszy na samo utrzymanie organizmu. Z tego powodu w niektórych gospodarstwach mniejsza i mniej wymagająca samica może ostatecznie wygenerować lepszy wynik ekonomiczny niż znacznie większe zwierzę.

Charolaise czy Limousine?

To jedno z częstszych porównań wśród hodowców bydła mięsnego. Charolaise wyróżnia się przede wszystkim bardzo dużym potencjałem wzrostowym i mocnym umięśnieniem. Limousine również zapewnia dobre przyrosty oraz wartościową tuszę, a przy tym jest bardzo popularne w krzyżowaniu towarowym.

Jeżeli priorytetem jest uzyskanie dużych, szybko rosnących zwierząt przeznaczonych do intensywnego opasu, Charolaise może być bardzo dobrym wyborem. Jeśli hodowcy zależy na bardziej uniwersalnym stadzie i szerokiej możliwości wykorzystania materiału hodowlanego, Limousine również ma wiele zalet.

W praktyce większe znaczenie niż proste zestawienie Charolaise kontra Limousine może mieć wybór konkretnego buhaja. Zwierzę o korzystnych parametrach dotyczących łatwości wycieleń, wzrostu i umięśnienia będzie znacznie lepszym zakupem niż przeciętny przedstawiciel rasy uznawanej teoretycznie za bardziej wydajną.

Czy najcięższa rasa bydła jest najlepsza?

Nie zawsze. Wysoka masa i bardzo szybkie przyrosty wyglądają atrakcyjnie, ale gospodarstwo musi jeszcze zapewnić zwierzętom odpowiednią ilość paszy. Duże bydło wymaga większych nakładów na żywienie i odpowiednio przygotowanych budynków, wybiegów oraz urządzeń do obsługi.

W produkcji mięsnej trzeba więc patrzeć na cały rachunek ekonomiczny. Liczy się nie tylko cena sprzedanego zwierzęcia, ale także koszt żywienia krowy przez cały rok, odchów cielęcia, płodność, długość użytkowania samicy, problemy porodowe oraz wykorzystanie posiadanych gruntów.

Dlatego dla jednego hodowcy najlepszą rasą bydła mięsnego będzie Charolaise zapewniająca wysoki potencjał wzrostowy, dla drugiego Limousine jako uniwersalne bydło do produkcji towarowej, a dla kolejnego Aberdeen Angus lub Hereford dobrze wpisujące się w system pastwiskowy. Najlepsze stado nie musi składać się z największych zwierząt. Powinno przede wszystkim pasować do paszy, gruntów, sposobu utrzymania i rynku, na którym później sprzedawana będzie wołowina lub żywe bydło.

Jak zrobić dobry chłodnik z buraków? Ten prosty przepis smakuje najlepiej w upalne dni

0
chłodnik

Chłodnik z buraków to jedno z tych dań, które latem potrafią zastąpić ciężki obiad. Jest lekki, orzeźwiający, kolorowy i można przygotować go bez wielogodzinnego stania przy kuchence. Sekret dobrego chłodnika nie polega jednak wyłącznie na wrzuceniu buraków do kefiru. Liczą się proporcje, odpowiednie zakwaszenie, świeże warzywa i czas spędzony w lodówce. Jak zrobić dobry chłodnik z buraków, który będzie kremowy, wyrazisty i naprawdę orzeźwiający?

Jak zrobić dobry chłodnik z buraków?

Podstawą tradycyjnego chłodnika buraczanego mogą być młode buraki razem z botwiną. Jeśli botwiny nie mamy, można wykorzystać zwykłe ugotowane lub upieczone buraki. W obu wersjach otrzymamy intensywnie różową zupę, choć jej smak będzie nieco inny.

Do przygotowania około 4 porcji można wykorzystać:

  • 500 g młodych buraków lub około 400 g ugotowanych buraków, 500 ml kefiru, 300 ml jogurtu naturalnego, 1 ogórek, kilka rzodkiewek, pęczek koperku i szczypiorku
  • 1 lub 2 ząbki czosnku, sok z połowy cytryny albo niewielką ilość octu, sól, pieprz i odrobinę cukru
  • 4 jajka ugotowane na twardo do podania

Jeżeli używamy botwiny, warto zachować zarówno młode buraczki, jak i łodygi oraz liście. Dzięki temu chłodnik ma bardziej warzywny, świeży smak.

Jak przygotować buraki do chłodnika?

Młode buraki należy dokładnie umyć, obrać i zetrzeć na tarce albo pokroić w cienkie paski. Łodygi botwiny kroimy drobno, natomiast liście można dodać nieco później, ponieważ potrzebują bardzo krótkiej obróbki.

Buraczki przekładamy do garnka i zalewamy niewielką ilością wody. Nie powinny w niej pływać. Wystarczy tyle płynu, aby mogły się spokojnie ugotować. Dodajemy sok z cytryny lub niewielką ilość octu. Kwaśne środowisko pomaga również zachować intensywną barwę buraków.

Po kilku minutach można dodać posiekane łodygi botwiny, a pod sam koniec liście. Całość gotujemy tylko do miękkości. Młoda botwina nie wymaga długiej obróbki.

Następnie buraki trzeba całkowicie wystudzić. To bardzo ważne, ponieważ dodanie kefiru lub jogurtu do gorącej bazy może pogorszyć konsystencję zupy.

Kefir, maślanka czy jogurt? Co najlepiej pasuje do chłodnika?

Nie istnieje jedna obowiązkowa baza. Chłodnik można przygotować na kefirze, maślance, jogurcie naturalnym albo połączeniu kilku produktów.

Kefir nadaje zupie przyjemną kwasowość i stosunkowo lekką konsystencję. Jogurt naturalny sprawia natomiast, że chłodnik staje się gęstszy i bardziej kremowy.

Dobrym rozwiązaniem jest połączenie około 500 ml kefiru z 250 do 300 ml jogurtu naturalnego. Jeśli zupa po wymieszaniu okaże się zbyt gęsta, można dodać niewielką ilość maślanki, kefiru albo zimnej wody.

Nie warto od razu mocno rozcieńczać chłodnika. Ogórek, rzodkiewka i pozostałe warzywa po posoleniu również puszczą trochę wody.

Jakie warzywa dodać do chłodnika?

Buraki odpowiadają za kolor i charakterystyczny smak, ale dobry chłodnik potrzebuje również świeżych, chrupiących dodatków.

Najczęściej wykorzystuje się ogórek oraz rzodkiewkę. Ogórka można obrać i zetrzeć na tarce o dużych oczkach albo pokroić w bardzo drobną kostkę. Podobnie postępujemy z rzodkiewką.

Do tego koniecznie warto dodać koperek oraz szczypiorek. Nadają zupie charakterystyczną świeżość i sprawiają, że nie smakuje ona jak zwykłe buraki wymieszane z nabiałem.

W niektórych wersjach pojawia się również drobno posiekana cebulka, dymka albo niewielka ilość czosnku. Z czosnkiem lepiej jednak zachować umiar. Jeden niewielki ząbek może wystarczyć na cały garnek, szczególnie jeśli chłodnik będzie odpoczywał przez kilka godzin.

Co zrobić, żeby chłodnik miał intensywny kolor?

Piękny różowy lub purpurowy kolor chłodnika pochodzi oczywiście z buraków. Można jednak nieświadomie sprawić, że stanie się mniej intensywny.

Buraków nie należy gotować przesadnie długo. Warto również dodać podczas gotowania trochę soku z cytryny. Kwaśny składnik pomaga utrzymać atrakcyjną barwę.

Po połączeniu buraczków z kefirem kolor automatycznie stanie się jaśniejszy i przybierze intensywnie różowy odcień. Im więcej nabiału dodamy, tym chłodnik będzie jaśniejszy.

Jeśli przygotowujemy zupę ze zwykłych gotowanych buraków, część można bardzo drobno zetrzeć. Sok uwolniony podczas tarcia dodatkowo zabarwi całą bazę.

Jak doprawić chłodnik z buraków?

To właśnie doprawienie najczęściej decyduje o tym, czy chłodnik jest przeciętny, czy naprawdę dobry. Buraki mają naturalną słodycz, kefir zapewnia kwasowość, ale te dwa smaki trzeba odpowiednio zrównoważyć.

Najpierw dodajemy sól oraz świeżo mielony pieprz. Następnie próbujemy zupy i stopniowo dodajemy sok z cytryny.

Jeżeli buraki są bardzo ziemiste lub mało słodkie, można dodać niewielką szczyptę cukru. Nie chodzi o przygotowanie słodkiej zupy. Cukier ma jedynie zaokrąglić smak i złagodzić zbyt agresywną kwasowość.

Najważniejsza zasada brzmi: chłodnik należy próbować po schłodzeniu. Bardzo zimne potrawy odbieramy smakowo inaczej niż te podawane w temperaturze pokojowej. Może więc się okazać, że po kilku godzinach w lodówce zupa wymaga jeszcze odrobiny soli lub cytryny.

Dlaczego chłodnik powinien postać w lodówce?

Technicznie chłodnik można zjeść bezpośrednio po wymieszaniu składników, ale nie będzie jeszcze smakował tak dobrze, jak powinien.

Po przygotowaniu warto przykryć naczynie i wstawić je do lodówki przynajmniej na 2 lub 3 godziny. Jeszcze lepszy efekt można uzyskać, przygotowując zupę rano i podając ją na późny obiad.

W tym czasie smak koperku, szczypiorku, czosnku, buraków i nabiału zaczyna się łączyć. Warzywa puszczają również trochę soku, dzięki czemu konsystencja staje się bardziej jednolita.

Przed podaniem należy wszystko ponownie wymieszać i spróbować.

Z czym podawać chłodnik buraczany?

Najbardziej klasycznym dodatkiem jest jajko ugotowane na twardo. Można przekroić je na pół albo na ćwiartki i ułożyć bezpośrednio na talerzu.

Na wierzch warto dodać świeży koperek, szczypiorek oraz kilka cienkich plasterków rzodkiewki. Dzięki temu zupa wygląda świeżo i apetycznie.

Chłodnik może być lekkim pierwszym daniem, ale podczas upałów spokojnie sprawdzi się również jako samodzielny obiad. Jeśli ma być bardziej sycący, można podać do niego młode ziemniaki z koperkiem.

Ciekawym dodatkiem są również ugotowane ziemniaki podane oddzielnie, jeszcze lekko ciepłe. Kontrast pomiędzy zimnym chłodnikiem a ziemniakami jest charakterystyczny dla wielu domowych wersji tego dania.

Czy można zrobić chłodnik ze zwykłych buraków?

Tak. Brak botwiny nie oznacza, że trzeba rezygnować z chłodnika.

Najprostsza wersja powstaje z ugotowanych lub upieczonych buraków. Po wystudzeniu należy zetrzeć je na tarce o dużych oczkach, połączyć z kefirem i jogurtem, a następnie dodać ogórka, rzodkiewkę, koperek i szczypiorek.

Upieczone buraki mają bardziej skoncentrowany i słodszy smak niż gotowane w wodzie. Jeśli mamy więcej czasu, warto zawinąć je w folię lub umieścić w przykrytym naczyniu i upiec do miękkości, następnie wystudzić oraz obrać.

Taki chłodnik będzie różnił się od klasycznej wersji przygotowywanej z młodej botwiny, ale nadal może być bardzo smaczny.

Dlaczego chłodnik wychodzi mdły?

Najczęściej brakuje w nim kwasowości, soli albo świeżych ziół. Sam kefir nie zawsze jest wystarczająco kwaśny, szczególnie jeśli dodaliśmy dużo jogurtu.

W takiej sytuacji najlepiej dodać po trochu soku z cytryny, wymieszać i ponownie spróbować. Czasami wystarczy również niewielka dodatkowa ilość soli.

Problemem może być też zbyt duża ilość nabiału w stosunku do buraków. Jeśli litr kefiru i jogurtu przypada na niewielkiego buraka, smak będzie bardzo delikatny, a zupa stanie się prawie biała.

Dobry chłodnik powinien mieć wyraźnie wyczuwalnego buraka, przyjemną kwaśność, świeżość ogórka i ziół oraz lekką słodycz pojawiającą się w tle.

Jak zrobić chłodnik dzień wcześniej?

To wręcz bardzo dobry pomysł. Chłodnik należy przygotować zgodnie z przepisem, przełożyć do zamykanego pojemnika lub przykrytego garnka i przechowywać w lodówce.

Jeżeli chcemy zachować szczególnie chrupiącą rzodkiewkę oraz ogórka, można część tych warzyw pozostawić osobno i dodać bezpośrednio przed podaniem.

Jajek również nie trzeba wkładać do całego garnka. Najlepiej ugotować je wcześniej, przechowywać w lodówce i pokroić dopiero przed posiłkiem.

Po nocy chłodnik zazwyczaj staje się bardziej aromatyczny. Warto jednak ponownie sprawdzić jego konsystencję. Jeśli zrobił się zbyt gęsty, wystarczy dolać niewielką ilość kefiru lub maślanki.

Na samym końcu przydaje się jeszcze kilka kropel soku z cytryny, świeżo posiekany koperek i połówka jajka. Właśnie wtedy chłodnik najlepiej pokazuje, dlaczego od pokoleń pozostaje jednym z najpopularniejszych dań na gorące, letnie dni.

Fundusz Ochrony Rolnictwa: Rekompensata zniekształca limit de minimis. MRiRW mówi „nie” zmianom

0
fundusz ochrony rolnictwa 2026

Fundusz Ochrony Rolnictwa (FOR) pozostaje ściśle powiązany z krajowym i unijnym limitem pomocy de minimis. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wydało oficjalną odpowiedź na wniosek Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR) – wypłaty z FOR nie zostaną wyłączone z tego limitu. Resort uzasadnia swoją decyzję twardymi przepisami Unii Europejskiej oraz ryzykiem, że samowolna zmiana przepisów zmusiłaby rolników do zwrotu pobranych rekompensat wraz z odsetkami.

Czytaj również:

Rolnicy postulowali: „To odszkodowanie za cudze długi” Inicjatywa wyłączenia rekompensat spod limitu wsparcia wyszła od Pomorskiej Izby Rolniczej, a KRIR poparła ją i skierowała formalny wniosek do ministerstwa w połowie lipca 2026 r. Samorząd rolniczy wskazywał na absurdy obecnego systemu: rolnik, który wykorzystał 3-letni limit de minimis (wynoszący 50 tys. euro) np. na usuwanie skutków klęsk żywiołowych, zostaje bez ochrony, gdy kupiec jego płodów rolnych ogłosi upadłość.

Izby proponowały, aby wypłaty traktować na podstawie art. 107 ust. 2 lit. b TFUE jako rekompensatę za „zdarzenia nadzwyczajne” i notyfikować ten schemat bezpośrednio w Komisji Europejskiej.

Dlaczego Fundusz Ochrony Rolnictwa to pomoc publiczna według KE? Resort rolnictwa, powołując się na stanowisko Komisji Europejskiej, uznał proponowaną przez izby ścieżkę za niemożliwą do zrealizowania. W oficjalnym piśmie wykazano, że środki, którymi dysponuje Fundusz Ochrony Rolnictwa, spełniają wszystkie cztery przesłanki pomocy publicznej w rozumieniu art. 107 ust. 1 TFUE:

  • Źródło państwowe: Mimo że składki płacą podmioty skupujące, opłata jest obowiązkowa i wprowadzona ustawą z 9 maja 2023 r., a całością zarządza państwowy KOWR.
  • Realna korzyść: Rolnik otrzymuje wsparcie finansowe, którego nie byłby w stanie uzyskać na zasadach rynkowych.
  • Selektywność sektorowa: Mechanizm nie jest ogólnodostępny, lecz zarezerwowany ściśle dla producentów rolnych.
  • Wpływ na konkurencję: Rekompensata pozwala poszkodowanemu gospodarstwu przetrwać na rynku i utrzymać pozycję wobec konkurentów.

Ministerstwo podkreśliło, że zdaniem Brukseli środki z FOR stanowią tzw. pomoc operacyjną za brak płatności od niewypłacalnego kontrahenta. Przepisy unijne uniemożliwiają zgłoszenie takiej formy wsparcia do oficjalnej notyfikacji jako programu pomocowego. Jedynym dopuszczalnym trybem jej udzielania pozostaje zatem formuła de minimis.

Widmo windykacji i odsetek Resort ostrzegł również przed konsekwencjami ewentualnego przeforsowania postulatu izb bez zgody Brukseli. Samowolne wyłączenie FOR z limitów oznaczałoby udzielanie nielegalnej pomocy publicznej. W takim scenariuszu Komisja Europejska wszczęłaby nakaz windykacji, co zmusiłoby rolników do oddania pobranych rekompensat wraz z naliczonymi odsetkami.

W efekcie gospodarz, który padł ofiarą niewypłacalnego skupu, musi samodzielnie dysponować swoim limitu de minimis (50 000 EUR na 3 lata podatkowe) i decydować, czy przeznaczy go na rekompensatę z FOR, czy na inne instrumenty pomocowe.

Źródło: Opracowanie na podstawie komunikatu KRIR

Eksport zbóż z Polski poza UE: Pszenica i kukurydza w górę, silny spadek na słodzie

0
cena pszenicy

Eksport zbóż z Polski: Warto na wstępie wyraźnie zaznaczyć, że prezentowane dane dotyczą wyłącznie wywozu zbóż z Polski poza granice Unii Europejskiej (do tzw. krajów trzecich). Zilustrowany w najnowszych statystykach Komisji Europejskiej (DG Agri) obraz polskiego handlu zagranicznego pokazuje duże zróżnicowanie na progu sezonu 2026/2027. W pierwszych 7 tygodniach (od 1 lipca do 16 sierpnia 2026 r.) eksport zbóż z Polski poza UE (wraz z przetworami) wyniósł łącznie 151 960 ton. Oznacza to spadek o 14,8% r/r w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (178 304 t) – głównie za sprawą mocnego wyhamowania wysyłek słodu – przy jednoczesnym wyraźnym ożywieniu na rynku ziarna pszenicy i kukurydzy.

Czytaj również:

Eksport zbóż z Polski poza UE – porównanie sezonów (tygodnie 1–7)

Wywóz poszczególnych gatunków zbóż i produktów przetworzonych z Polski na rynki państw trzecich na tle ostatnich dwóch lat kształtuje się następująco:

  • Pszenica miękka: Notuje obiecujący powrót na ścieżkę wzrostu. Wysyłka ziarna poza UE w pierwszych tygodniach obecnego sezonu osiągnęła 132 852 tony, co oznacza wzrost o 4,5% r/r w porównaniu do sezonu 2025/2026 (127 078 ton). Dzięki temu wynikowi Polska zajmuje 5. miejsce w całej Unii Europejskiej wśród największych eksporterów tego ziarna na rynki globalne.
  • Kukurydza: Zalicza spektakularny skok wywozu poza obszar Wspólnoty. Wynik na poziomie 16 233 ton to ponad dwukrotny wzrost r/r (z 7 534 ton w sezonie 2025/2026) oraz prawie 5-krotny wzrost w porównaniu z sezonem 2024/2025 (3 301 ton). Polska plasuje się obecnie na 2. miejscu w Unii Europejskiej pod względem wywozu kukurydzy do krajów trzecich.
  • Słód (w ekwiwalencie ziarna): Zanotował gwałtowne załamanie w handlu pozaunijnym. Wysyłka spadła z bardzo wysokiego poziomu 38 967 ton w ubiegłym sezonie do zaledwie 1 664 ton w obecnym (-95,7% r/r).

Sytuacja na rynku ziarna: Polska stabilna na tle unijnej zapaści

Warto podkreślić, że sam wywóz nieprzetworzonego ziarna (pszenicy i kukurydzy) poza UE z Polski wzrósł rok do roku o 10,8% (z 134,6 tys. ton do 149,1 tys. ton). W tym samym czasie w skali całej Unii Europejskiej łączny eksport zbóż na rynki trzecie skurczył się aż o 55% r/r.

Na stabilną pozycję polskich dostawców na rynkach globalnych składają się dwa czynniki:

  • Konkurencyjność polskich portów: Bałtyckie terminale w Gdańsku i Gdyni sprawnie realizują bieżące kontrakty do krajów Afryki i Bliskiego Wschodu.
  • Paraliż szlaków na Morzu Czarnym: Sierpniowe zawirowania wokół portów ukraińskich i rosyjskich oraz wzrost stawek ubezpieczeń morskich zmusiły część odbiorców z państw trzecich do szukania bezpieczniejszych dostaw z rejonu Morza Bałtyckiego.

Co to oznacza dla polskiego rolnika?

Wzrost wywozu pszenicy i ponad dwukrotne zwiększenie sprzedaży kukurydzy z Polski poza UE to pozytywny sygnał na progu zbliżających się kukurydzianych żniw. Mimo że rekordowe zbiory zbóż u tradycyjnych importerów (np. w Egipcie czy Turcji) hamują globalny popyt, sprawnie działający eksport z polskich portów na rynki światowe zapobiega nawisowi magazynowemu na rynku wewnętrznym i stabilizuje ceny w krajowych punktach skupu.

Źródło danych: KE

Kredyty preferencyjne z dopłatami ARiMR. Sprawdź, na co i w jakich bankach dostaniesz wsparcie

0
kredyty preferencyjne

Kredyty preferencyjne z dopłatami ARiMR: Rolnicy oraz rybacy mają stały dostęp do preferencyjnych kredytów inwestycyjnych i klęskowych, oferowanych przez banki współpracujące z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Kluczową korzyścią tego wsparcia jest pomoc Agencji w spłacie zobowiązania – w zależności od wybranej linii finansowej ARiMR dopłaca do oprocentowania lub pokrywa część kapitału.

Ostateczna decyzja o przyznaniu kredytu preferencyjnego zależy od banku, który dokonuje oceny zdolności kredytowej oraz złożonej przez rolnika dokumentacji.

Dostępne linie kredytowe i limity finansowania

ARiMR prowadzi ciągły nabór wniosków w ramach kilku kluczowych obszarów wsparcia:

  • Sfinansowanie części kosztów inwestycji
    • Linia PR: przetwórstwo produktów rolnych, ryb, skorupiaków i mięczaków oraz zakup akcji lub udziałów.
    • Linia RR: inwestycje bezpośrednio w gospodarstwach rolnych oraz w rybactwie śródlądowym.
    • Linia Z: zakup użytków rolnych.
    • Pula środków: limit akcji kredytowej wynosi 700 mln zł, a pula na dopłaty do oprocentowania to 10,3 mln zł.
  • Wznowienie produkcji po klęskach żywiołowych
    • Linia K01: kredyty o charakterze inwestycyjnym.
    • Linia K02: kredyty obrotowe na odtworzenie produkcji.
    • Pula środków: limit akcji kredytowej to 300 mln zł, z pulą dopłat do oprocentowania w wysokości 10 mln zł.
  • Ponowne uruchomienie produkcji świń po ASF
    • Linia KPS: wsparcie dedrowane gospodarstwom, które zaprzestały chowu lub hodowli w związku z afrykańskim pomorem świń.
    • Pula środków: limit akcji kredytowej opiewa na 10 mln zł, a pula na dopłaty wynosi 300 tys. zł.
  • Zakup ziemi przez młodych rolników (częściowa spłata kapitału)
    • Linia MRcsk: preferencyjny zakup użytków rolnych, w którym ARiMR spłaca za młodego rolnika część kapitału kredytu (zamiast dopłaty do odsetek).
    • Pula środków: kwota przeznaczona na dopłaty wynosi 11 mln zł.

Gdzie złożyć wniosek?

Ubieganie się o środki jest możliwe w placówkach banków, które podpisały umowę z ARiMR:

  • Bank Polskiej Spółdzielczości S.A. oraz SGB-Bank S.A. (razem ze zrzeszonymi i współpracującymi Bankami Spółdzielczymi),
  • BNP Paribas Bank Polska S.A.,
  • Pekao S.A. oraz PKO BP,
  • Credit Agricole Bank Polska S.A.,
  • Erste Bank Polska S.A.,
  • Krakowski Bank Spółdzielczy i Bank Spółdzielczy w Brodnicy.

Źródło: MRiRW

Ceny kukurydzy na Matif najwyżej od marca 2023 roku – Analiza

0
Ceny kukurydzy

Ceny kukurydzy na MATIF: Listopadowy kontrakt na Euronext-Paryż (XBX26) dynamicznie wybił się powyżej lipcowych szczytów w czwartek, rosnąc o +1,84% (+4,75 €/t) i osiągając poziom 262,75 €/t (przy dziennym maksimum na poziomie 264,00 €/t). Oznacza to zamknięcie na nowym szczycie serii na listopad 2026 i powrót do poziomów cenowych niespotykanych od marca 2023 roku (na wykresie serii najbliższej).

Głównym motorem wzrostów były ciągłe korekty prognoz zbiorów. Najnowsze dane IGC przyniosły obniżkę szacunków światowej produkcji, a letnie fale upałów w Europie istotnie uderzyły w potencjał plonowania na Starym Kontynencie. Podbudowę pod ten ruch dały również notowania za oceanem – grudniowy kontrakt w Chicago (ZCU26) zyskał +0,95%, powracając powyżej granicy 5 $/bu (zamknięcie na poziomie 477-4 c/bu). Wynika to z danych trasy Pro Farmer Crop Tour 2026, które potwierdzają spadek wydajności w Minnesocie i Iowa w porównaniu do ubiegłego roku.

Sierpniowy raport IGC podbija ceny kukurydzy

Opublikowany 20 sierpnia raport Międzynarodowej Rady Zbożowej (IGC) przyniósł kolejne twarde argumenty wspierające trend wzrostowy. Globalna produkcja kukurydzy na sezon 2026/27 została obniżona m/m do 1305 mln ton, podczas gdy prognoza światowego handlu podskoczyła aż o 3 mln ton (do 208 mln ton), głównie z powodu wyższego zapotrzebowania importowego ze strony Unii Europejskiej. Subindeks cenowy IGC wzrósł o +3%, co jest bezpośrednim efektem topniejących zapasów w USA oraz trwających zakłóceń w dostawach z rejonu Morza Czarnego (Ukraina). Chociaż światowe zapasy końcowe utrzymały się na poziomie 293 mln ton (bez zmian m/m), oznacza to wciąż drastyczny spadek o 17 mln ton w porównaniu z sezonem 2025/26 (311 mln ton).

Zamknięcie sesji na pozostałych rynkach

  • Pszenica Euronext (MLU26): Zamknięcie bez zmian na 227,25 €/t (intraday high: 232,25 €/t). Odległe terminy przekroczyły 240 €/t w reakcji na brak poprawy logistyki w portach Morza Czarnego i ewentualne przekierowanie popytu na Rumunię oraz Bułgarię.
  • Rzepak Euronext (XRX26): Spadek o -1,27% (-7,00 €/t) do 544,75 €/t, kasujący wzrosty z całego tygodnia pod wpływem niższych cen ropy w Europie i słabszej kanoli.
  • Pszenica Chicago (ZWU26): Wzrost o +0,29% do 682-2 c/bu (w sesji powyżej 7 $/bu). Rynkowi sprzyjały obawy o Morze Czarne, słabszy dolar oraz tygodniowa sprzedaż eksportowa z USA sięgająca 400 tys. ton.
  • Soja i produkty Chicago (ZSU26): Soja spadła o -0,14% do 1220-4 c/bu (po chwilowym teście 12,40 $/bu). Śruta sojowa (ZMU26) osłabła o -1,19% (do 315,1 $/t), podczas gdy olej sojowy (ZLU26) umocnił się o +1,98% (do 71,24 c/lb).

Podsumowanie i perspektywy dla kukurydzy

Dynamiczne wybicie cen kukurydzy powyżej 260 €/t na Euronext oraz powrót notowań w Chicago w rejon 5 $/bu to jasny sygnał rosnącej, napiętej sytuacji podażowej. Systematyczne cięcia szacunków zbiorów w Europie i USA, połączone ze spadkiem globalnych zapasów w raporcie IGC, stwarzają bardzo sprzyjające otoczenie rynkowe.

Dla producentów kukurydzy obecne wielomiesięczne szczyty stanowią dogodny moment na rozpoczęcie sukcesywnej sprzedaży i zabezpieczanie cen nowej kukurydzy partiami, chroniąc marżę przed ewentualną korektą w trakcie pełnego zaawansowania żniw.

Źródło cen: EUronext-Paryż, CBoT