Strona główna Blog Strona 83

Prognoza Rabobank: Ceny nawozów w górę. Kiedy sytuacja się uspokoi?

0
ceny nawozów w 2026

Ceny nawozów to obecnie temat numer jeden w debacie rolniczej. Najnowszy raport Rabobanku pt. „Semiannual fertilizer outlook” z kwietnia 2026 roku nie pozostawia złudzeń – rynek boryka się z potężnym szokiem podażowym, a oczekiwanie na gwałtowne obniżki może okazać się przedwczesne.

Globalne rynki nawozowe zakończyły pierwszy kwartał 2026 roku pod ogromną presją. Konflikt na Bliskim Wschodzie i blokada Cieśniny Ormuz doprowadziły do sytuacji, w której ceny nawozów azotowych i fosforowych zaczęły rosnąć w tempie znacznie przewyższającym wzrost cen płodów rolnych. To zjawisko drastycznie obniżyło marże rolników i postawiło pod znakiem zapytania opłacalność produkcji w nadchodzących miesiącach.

Ceny nawozów a wskaźnik dostępności RaboResearch

Zgodnie z danymi analityków, wskaźnik dostępności nawozów spadł do wartości ujemnych i – co najbardziej niepokojące – ma pozostać na tym poziomie do końca 2026 roku. Choć w drugiej połowie roku spodziewana jest pewna stabilizacja, ceny nawozów nadal będą stanowić ogromne obciążenie dla budżetów gospodarstw. Analitycy podkreślają, że nawet przy ewentualnej deeskalacji napięć politycznych, powrót do „normalności” będzie procesem powolnym.

Kiedy ceny nawozów zaczną spadać?

Wielu producentów zadaje sobie pytanie: kiedy ceny nawozów wreszcie zaczną spadać? Eksperci Rabobanku wskazują, że rynek potasu wydaje się nieco bardziej zrównoważony, jednak segment azotu i fosforu pozostaje pod silnym wpływem kosztów energii oraz logistyki morskiej. Raport sugeruje, że realnej, odczuwalnej ulgi rolnicy mogą wypatrywać dopiero na przełomie 2026 i 2027 roku.

Obecnie rynek stoi w obliczu tzw. „destrukcji popytu”. Wysokie ceny nawozów zmuszają rolników do ograniczania dawek, co w dłuższej perspektywie rodzi ryzyko mniejszych plonów i dalszej destabilizacji cen żywności. „Nawet jeśli napięcia ustąpią, proces normalizacji będzie długotrwały” – podsumowują autorzy prognozy.


Opracowano na podstawie raportu RaboResearch Food & Agribusiness, kwiecień 2026.

Bizon kontra nowoczesny kombajn – czy legenda PRL nadal daje radę?

0

Kombajny marki Bizon to symbol polskiego rolnictwa drugiej połowy XX wieku. Produkowane w Płocku maszyny przez lata dominowały na rynku i były podstawowym wyposażeniem wielu gospodarstw.

Popularność nie była przypadkowa. Konstrukcja była prosta, łatwa do naprawy i oparta na dostępnych częściach. Rolnicy cenili je za możliwość samodzielnego serwisowania, co w realiach PRL miało ogromne znaczenie.

Do dziś wiele egzemplarzy pracuje sezonowo. To efekt trwałości i faktu, że zakup używanego Bizona jest nieporównywalnie tańszy niż nowoczesnego kombajnu.

Co naprawdę potrafi klasyczny Bizon?

Najbardziej znane modele, jak Z056 Super czy Z058 Rekord, oferowały wydajność rzędu około 0,8 ha/godz (czyli 1 h 15 min na hektar). W praktyce oznaczało to solidną pracę na średnich gospodarstwach.

Silniki o mocy od około 100 do 120 KM oraz heder o szerokości około 4,2 metra były standardem. Wydajność młocarni w starszych wersjach sięgała kilku kilogramów masy na sekundę, co dziś nie robi już dużego wrażenia, ale kiedyś było dużym postępem.

Warto też pamiętać o prostocie konstrukcji. Brak zaawansowanej elektroniki oznaczał mniejszą złożoność obsługi. Naprawy często można było wykonać w gospodarstwie bez udziału serwisu.

Nowoczesny kombajn – zupełnie inna liga

Dzisiejsze maszyny to zupełnie inna filozofia pracy. Kombajny marek takich jak New Holland czy John Deere oferują wielokrotnie większą wydajność.

Nowoczesne modele potrafią zbierać kilka razy więcej hektarów na godzinę niż Bizon. Wyposażone są w:

  • automatyczne systemy regulacji młocarni
  • czujniki strat ziarna
  • GPS i mapowanie plonów
  • komfortowe kabiny z klimatyzacją

Operator nie musi już stale kontrolować parametrów ręcznie. Maszyna dostosowuje się do warunków sama, co przekłada się na mniejsze straty i wyższą jakość zbioru.

Koszty – tu Bizon wciąż ma argumenty

Największą przewagą Bizona pozostaje cena. Używaną maszynę można kupić za ułamek wartości nowoczesnego kombajnu.

Koszty eksploatacji także bywają niższe, szczególnie jeśli rolnik sam wykonuje naprawy. Części są tanie i szeroko dostępne.

Z drugiej strony nowoczesne kombajny są bardziej wydajne paliwowo i pozwalają szybciej zebrać plony. Przy dużym areale to kluczowa przewaga, która rekompensuje wysoką cenę zakupu.

Komfort pracy – przepaść technologiczna

Praca Bizonem to doświadczenie bardzo fizyczne. Hałas, drgania i brak klimatyzacji potrafią dać się we znaki w upalne dni.

Nowoczesne maszyny oferują zupełnie inny standard. Kabiny są wyciszone, ergonomiczne i wyposażone w systemy wspomagające operatora. W praktyce oznacza to mniejsze zmęczenie i większą efektywność pracy.

Czy Bizon ma jeszcze sens w 2026 roku?

W małych i średnich gospodarstwach odpowiedź brzmi często tak. Jeśli areał nie jest duży, a budżet ograniczony, Bizon nadal może spełniać swoją funkcję.

Jednak przy większych gospodarstwach lub usługach rolniczych jego ograniczenia stają się wyraźne. Niższa wydajność, większe straty i brak automatyzacji sprawiają, że konkurencja technologiczna jest trudna do pokonania.

Dlatego dziś Bizon coraz częściej staje się maszyną z wyboru ekonomicznego albo z sentymentu, a nie realną alternatywą dla nowoczesnych kombajnów.

Kulawizna u bydła: Cichy problem, który kosztuje więcej, niż myślisz

0
Czy napewno skarmiasz bydło odpowiednią paszą?

Kulawizna u bydła to nie tylko problem natury zdrowotnej, ale również istotny czynnik wpływający na opłacalność produkcji. Zwierzęta dotknięte bólem kończyn poruszają się mniej, pobierają mniej paszy i wykazują spadek wydajności mlecznej lub przyrostów masy ciała. W praktyce oznacza to realne straty ekonomiczne, które często narastają stopniowo i bywają niedoceniane.

Warto pamiętać, że kulawizna jest objawem, a nie jednostką chorobową samą w sobie. Może mieć różne przyczyny i wymaga dokładnej diagnozy, aby skutecznie ją wyeliminować.

Najczęstsze przyczyny problemów z poruszaniem się

Kulawizna u bydła najczęściej wynika ze schorzeń racic. Do najpowszechniejszych należą choroby infekcyjne, urazy mechaniczne oraz błędy w żywieniu.

Jedną z głównych przyczyn jest ochwat, czyli stan zapalny tworzywa racicowego. Powstaje zwykle na skutek zaburzeń metabolicznych, często związanych z niewłaściwym żywieniem, szczególnie nadmiarem łatwo fermentujących węglowodanów.

Kolejnym częstym problemem jest choroba linii białej, która prowadzi do uszkodzeń struktury racicy i powstawania bolesnych szczelin. Równie istotne są infekcje bakteryjne, takie jak dermatitis digitalis, znana jako choroba Mortellaro. Objawia się ona bolesnymi zmianami skórnymi w okolicy racic i szybko rozprzestrzenia się w stadzie.

Nie można też zapominać o czynnikach środowiskowych. Śliskie podłoże, wilgoć, brak odpowiedniej higieny oraz niewłaściwe legowiska znacząco zwiększają ryzyko urazów i infekcji.

Jak rozpoznać pierwsze objawy kulawizny u bydła?

Wczesne wykrycie problemu znacząco zwiększa szanse na skuteczne leczenie. Hodowca powinien zwracać uwagę na subtelne zmiany w zachowaniu zwierząt.

Do najważniejszych objawów należą:

  • niechęć do poruszania się
  • skrócony krok lub nierównomierne obciążanie kończyn
  • częste leżenie
  • spadek apetytu
  • obniżenie produkcji mleka

Często pierwszym sygnałem jest zmiana postawy. Zwierzę próbuje odciążyć bolącą kończynę, co prowadzi do charakterystycznego utykania.

Diagnostyka i ocena stanu racic

Prawidłowa diagnoza wymaga dokładnego badania racic. W praktyce oznacza to ich oczyszczenie oraz ocenę kształtu, twardości i ewentualnych zmian chorobowych.

W wielu gospodarstwach stosuje się system oceny lokomocji, który pozwala na szybkie wykrycie zwierząt wymagających interwencji. Regularna kontrola stada jest kluczowa, ponieważ niektóre przypadki rozwijają się bez wyraźnych objawów we wczesnym stadium.

W bardziej zaawansowanych sytuacjach konieczna może być konsultacja z lekarzem weterynarii oraz wykonanie dodatkowych badań.

Skuteczne metody leczenia kulawizny u bydła

Leczenie kulawizny zależy od jej przyczyny. W przypadku schorzeń racic podstawą jest ich korekcja. Polega ona na usunięciu uszkodzonych fragmentów oraz przywróceniu prawidłowego kształtu racicy.

W przypadku infekcji stosuje się leczenie miejscowe z użyciem preparatów antybakteryjnych. Często wykorzystuje się kąpiele racic w specjalnych roztworach dezynfekujących, które pomagają ograniczyć rozwój patogenów.

Przy silnym bólu konieczne może być zastosowanie leków przeciwzapalnych i przeciwbólowych. W niektórych przypadkach stosuje się również blokady racic, które odciążają chorą część kończyny i przyspieszają proces gojenia.

Ważne jest, aby leczenie rozpocząć jak najwcześniej. Opóźnienie może prowadzić do przewlekłych zmian, które znacznie trudniej wyeliminować.

Znaczenie profilaktyki w codziennej hodowli bydła

Zapobieganie kulawiźnie jest znacznie bardziej efektywne niż jej leczenie. Kluczową rolę odgrywa odpowiednie zarządzanie stadem oraz warunkami utrzymania.

Regularna korekcja racic, przeprowadzana co najmniej dwa razy w roku, pozwala utrzymać ich prawidłowy kształt i zapobiega powstawaniu zmian chorobowych. Równie ważna jest higiena. Czyste i suche podłoże ogranicza rozwój bakterii i zmniejsza ryzyko infekcji.

Nie można też pominąć żywienia. Zbilansowana dawka pokarmowa, dostosowana do potrzeb zwierząt, zapobiega zaburzeniom metabolicznym, które często są przyczyną problemów z racicami.

Dobrym rozwiązaniem jest również stosowanie kąpieli profilaktycznych racic, szczególnie w dużych stadach. Pomagają one utrzymać zdrowie kończyn i ograniczają rozprzestrzenianie się chorób zakaźnych.

Wpływ kulawizny na dobrostan i produkcję

Kulawizna znacząco obniża komfort życia zwierząt. Ból prowadzi do stresu, a ten z kolei wpływa na funkcjonowanie całego organizmu. W efekcie dochodzi do spadku odporności oraz większej podatności na inne choroby.

W produkcji mlecznej kulawizna może powodować zauważalne obniżenie wydajności, a także pogorszenie parametrów mleka. W hodowli opasowej skutkuje wolniejszym przyrostem masy ciała.

Dlatego tak ważne jest traktowanie zdrowia racic jako jednego z fundamentów efektywnej hodowli. Świadome działania profilaktyczne oraz szybka reakcja na pierwsze objawy pozwalają ograniczyć straty i poprawić dobrostan zwierząt, co przekłada się bezpośrednio na wyniki ekonomiczne gospodarstwa.

Naturalny superfood: Jak zrobić czarny czosnek i kiedy go używać?

0
czarny czosnek

Czarny czosnek to zwykły czosnek poddany długotrwałemu procesowi dojrzewania w podwyższonej temperaturze i wilgotności. Nie jest to fermentacja w klasycznym rozumieniu, lecz reakcja Maillarda, która zachodzi między cukrami a aminokwasami. To właśnie ona odpowiada za charakterystyczny ciemny kolor, miękką konsystencję i słodkawy smak przypominający suszone śliwki lub balsamico.

W trakcie tego procesu zmienia się także skład chemiczny czosnku. Zmniejsza się jego ostry zapach, a jednocześnie wzrasta zawartość niektórych związków o działaniu antyoksydacyjnym.

Dlaczego warto stosować czarny czosnek?

Czarny czosnek jest ceniony przede wszystkim za swoje właściwości wspierające zdrowie. Zawiera przeciwutleniacze, które pomagają neutralizować wolne rodniki. Może to wspierać organizm w ochronie komórek przed stresem oksydacyjnym.

Regularne spożywanie czarnego czosnku bywa łączone ze wsparciem układu odpornościowego oraz układu krążenia. Badania wskazują, że może on wpływać korzystnie na poziom cholesterolu oraz ciśnienie krwi. Dodatkowo jest łagodniejszy dla żołądka niż surowy czosnek, dlatego wiele osób lepiej go toleruje.

Smak i zastosowanie w kuchni

Jedną z największych zalet czarnego czosnku jest jego wyjątkowy smak. Jest delikatny, lekko słodki i pozbawiony ostrości charakterystycznej dla świeżego czosnku. Dzięki temu świetnie sprawdza się jako dodatek do wielu potraw.

Można go używać do past kanapkowych, sosów, dressingów czy dań mięsnych. Dobrze komponuje się także z serami oraz warzywami. Coraz częściej pojawia się również w kuchni nowoczesnej jako składnik nadający potrawom głębię smaku.

Jak zrobić czarny czosnek w domu?

Przygotowanie czarnego czosnku wymaga przede wszystkim cierpliwości. Proces trwa od dwóch do nawet czterech tygodni i wymaga utrzymania stałej temperatury.

Najprostszy sposób to użycie urządzenia typu ryżowar lub wolnowar z funkcją podtrzymywania ciepła. Całe, nieobrane główki czosnku należy umieścić w środku i ustawić temperaturę w zakresie około 60 do 80 stopni Celsjusza.

Czosnek powinien pozostawać w tych warunkach przez kilkanaście dni. W tym czasie stopniowo zmienia kolor na czarny, a jego struktura staje się miękka i lekko lepka. Ważne jest, aby nie przerywać procesu i nie otwierać urządzenia zbyt często, ponieważ może to zaburzyć warunki dojrzewania.

Na co zwrócić uwagę podczas przygotowania?

Podczas przygotowywania czarnego czosnku kluczowa jest stabilność temperatury. Zbyt wysoka może spowodować wysuszenie, a zbyt niska wydłuży proces i może nie dać oczekiwanych efektów.

Istotna jest także jakość surowca. Najlepiej wybierać świeże, jędrne główki czosnku bez oznak pleśni czy uszkodzeń. To one decydują o końcowym smaku i wartości produktu.

Warto również pamiętać, że proces wydziela intensywny zapach, dlatego dobrze jest umieścić urządzenie w miejscu, gdzie nie będzie on uciążliwy.

Czy czarny czosnek ma jakieś przeciwwskazania?

Choć jest to produkt naturalny, nie każdy powinien spożywać go w dużych ilościach. Osoby przyjmujące leki rozrzedzające krew powinny skonsultować się z lekarzem, ponieważ czosnek może wpływać na krzepliwość.

Podobnie jak w przypadku innych produktów, kluczowy jest umiar. Czarny czosnek może być wartościowym dodatkiem do diety, ale nie powinien zastępować zróżnicowanego sposobu odżywiania.

Domowy produkt, który zyskuje popularność

Czarny czosnek jeszcze do niedawna był rzadko spotykany, dziś coraz częściej pojawia się w kuchniach osób dbających o zdrowie i smak potraw. Możliwość przygotowania go samodzielnie sprawia, że staje się jeszcze bardziej dostępny.

To połączenie tradycyjnego składnika z nowoczesnym podejściem do żywności, które pokazuje, jak wiele można uzyskać dzięki prostym metodom i odrobinie cierpliwości.

Naturalna alternatywa na infekcje: Sprawdź, co potrafi zdziałać syrop z cebuli

0
syrop z cebuli

Syrop z cebuli to jeden z najstarszych domowych preparatów stosowanych w czasie przeziębienia. Znany był już naszym babciom i prababciom, które nie miały dostępu do szerokiej gamy leków dostępnych dziś w aptekach. Mimo rozwoju medycyny, ten prosty środek wciąż cieszy się dużym uznaniem, ponieważ jego działanie opiera się na naturalnych właściwościach składników.

Cebula zawiera związki siarki, flawonoidy oraz witaminę C. To właśnie te substancje odpowiadają za jej działanie wspierające organizm w walce z infekcjami. Dodatek cukru lub miodu nie tylko poprawia smak, ale także pomaga wydobyć sok, który jest najcenniejszą częścią mikstury.

Syrop z cebuli na kaszel i podrażnione gardło

Najczęściej sięgamy po ten domowy preparat w przypadku kaszlu. Działa on łagodząco na błony śluzowe gardła, zmniejszając uczucie drapania i suchości. Dzięki właściwościom przeciwzapalnym może wspierać organizm w walce z infekcjami górnych dróg oddechowych.

Szczególnie dobrze sprawdza się przy kaszlu suchym, który jest męczący i utrudnia sen. Regularne spożywanie niewielkich ilości syropu pomaga nawilżyć gardło i zmniejszyć częstotliwość odruchu kaszlowego.

Syrop z cebuli jako wsparcie przy przeziębieniu

W okresie jesienno zimowym, kiedy łatwo o infekcje, syrop z cebuli może być naturalnym wsparciem dla organizmu. Dzięki zawartości antyoksydantów pomaga wzmacniać odporność i skracać czas trwania choroby.

Warto pamiętać, że nie zastępuje on leczenia farmakologicznego w poważniejszych przypadkach, ale może stanowić jego uzupełnienie. Regularne stosowanie przy pierwszych objawach przeziębienia często pozwala złagodzić przebieg infekcji.

Naturalne działanie przeciwbakteryjne

Cebula wykazuje właściwości przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe. Zawarte w niej substancje mogą hamować rozwój niektórych drobnoustrojów odpowiedzialnych za infekcje. To sprawia, że syrop bywa stosowany jako naturalne wsparcie w walce z infekcjami.

Warto jednak podkreślić, że jego działanie jest łagodne i nie zastąpi antybiotykoterapii, gdy ta jest konieczna. Może natomiast wspierać organizm w początkowej fazie choroby.

Syrop z cebuli i jego wpływ na odporność organizmu

Regularne spożywanie niewielkich ilości syropu może wspierać układ odpornościowy. Związki obecne w cebuli pomagają organizmowi lepiej reagować na czynniki chorobotwórcze. Jest to szczególnie istotne w sezonie zwiększonej zachorowalności.

Dodatkowo cebula dostarcza składników wspierających naturalne mechanizmy obronne organizmu, co może mieć znaczenie nie tylko w trakcie choroby, ale także w profilaktyce.

Czy każdy może stosować syrop z cebuli?

Choć jest to naturalny preparat, nie każdy powinien go stosować bez ograniczeń. Osoby z wrażliwym układem pokarmowym mogą odczuwać dyskomfort po spożyciu cebuli. Również dzieci powinny przyjmować go w umiarkowanych ilościach.

W przypadku stosowania z miodem należy zachować ostrożność u najmłodszych dzieci, ponieważ nie jest on zalecany przed ukończeniem pierwszego roku życia.

Jak przygotować syrop z cebuli w domu?

Przygotowanie syropu jest bardzo proste. Wystarczy pokroić cebulę w drobną kostkę, zasypać cukrem lub zalać miodem i odstawić na kilka godzin. Po tym czasie cebula puści sok, który należy przecedzić i przechowywać w lodówce.

Najlepiej spożywać go świeżo przygotowanego, w niewielkich porcjach kilka razy dziennie. Dzięki temu zachowuje najwięcej cennych właściwości.

Kiedy warto po niego sięgnąć?

Syrop z cebuli sprawdza się przede wszystkim przy pierwszych objawach infekcji, takich jak drapanie w gardle, kaszel czy osłabienie. Może być także stosowany profilaktycznie w okresach zwiększonego ryzyka zachorowań.

Choć jego smak i zapach nie należą do najprzyjemniejszych, wiele osób docenia jego skuteczność i naturalne pochodzenie. Właśnie dlatego ten prosty domowy sposób przetrwał próbę czasu i nadal znajduje swoje miejsce w codziennej trosce o zdrowie.

Ceny cukru: Hiszpańscy rolnicy apelują o załatanie luk w imporcie!

0
Cukier z Ukrainy

Ceny cukru: Mimo że Komisja Europejska (KE) wprowadziła „hamulec bezpieczeństwa” na cukier z Ukrainy, europejscy plantatorzy wciąż nie widzą stabilizacji. Hiszpańskie organizacje rolnicze wskazują na konkretne luki w prawie, które sprawiają, że ceny cukru w skupie pozostają na niepokojąco niskim poziomie.

Gdzie tkwi luka? System uszlachetniania pod ostrzałem

Choć niekontrolowany napływ cukru z Ukrainy został zatrzymany przez limity ilościowe, rynek wciąż zmaga się z tzw. Systemem Uszlachetniania Czynnego (TPA). To właśnie tutaj rolnicy widzą największą nieszczelność:

  1. Furtka dla surowca spoza UE: System pozwala rafineriom sprowadzać surowy cukier trzcinowy (np. z Brazylii) całkowicie bez cła, o ile produkt końcowy zostanie wyeksportowany poza Wspólnotę.
  2. Efekt wypierania: Przetwórcy, mając dostęp do taniego surowca z importu, ograniczają zakupy od lokalnych plantatorów. To z kolei tworzy nadpodaż unijnego cukru wewnątrz UE i drastycznie zbija ceny cukru oferowane rolnikom w kontraktach.
  3. Brak realnej ochrony: Rolnicy z Hiszpanii domagają się, aby KE całkowicie zawiesiła ten system. Argumentują, że w obliczu kryzysu nadpodaży, europejskie zakłady powinny najpierw przetwarzać i eksportować cukier wyprodukowany z europejskich buraków, a nie wspierać konkurencję spoza UE.

Globalna huśtawka: FAO w górę, nadzieje w dół

Sytuację komplikują doniesienia z rynków światowych. Indeks Cen Cukru FAO odbił w marcu o 7,2%, co mogłoby sugerować poprawę. Jednak ten wzrost to „paliwo geopolityczne” – napięcia na Bliskim Wschodzie wybiły ceny ropy powyżej 100 USD/baryłkę, co zmusiło Brazylię do produkcji etanolu zamiast cukru.

Dla plantatora buraków to sygnał ostrzegawczy: obecne, wyższe światowe ceny cukru są jedynie chwilową korektą. Gdy tylko sytuacja na linii Izrael–Iran się trwale uspokoi, a ceny energii spadną, tani cukier z Ameryki Południowej znów zaleje rynek, a unijne luki importowe sprawią, że europejski burak stanie się całkowicie niekonkurencyjny. W kwietniu cena giełdowa cukru spadła o 2/3 od marcowego szczytu.

Co dalej z opłacalnością?

Hiszpańscy producenci z organizacji zrzeszających małych rolników ostrzegają: bez załatania luki w systemie uszlachetniania, zasiewy na sezon 2026/27 mogą drastycznie spaść. Komisja Europejska wykonała pierwszy krok, ograniczając import z Ukrainy, ale teraz czas na drugą fazę – ochronę rynku przed bezcłowym surowcem z całego świata, który pod płaszczykiem „przetwórstwa” destabilizuje ceny cukru w całej Unii.

Deszczownia szpulowa vs. mostowa (pivot). Jaki rodzaj nawadniania sprawdzi się lepiej?

0
Deszczownia szpulowa vs. mostowa (pivot). Jaki rodzaj nawadniania sprawdzi się lepiej?

Deszczownia, jako rozwiązanie nawadniające, stanowi jedną z najbardziej uniwersalnych metod dostarczania wody na pola. W przeciwieństwie do prostych metod, takich jak bruzdowe czy zalewowe, które wymagają dużego nakładu pracy i są mniej precyzyjne, deszczownie pozwalają uzyskać równomierne rozprowadzenie wody nad powierzchnią gleby, co imituje naturalne opady i sprzyja skutecznemu wykorzystaniu każdego milimetra dostarczonej wody.

Współczesne rolnictwo funkcjonuje w warunkach coraz bardziej zmiennego i nieprzewidywalnego klimatu, który często oznacza okresy suszy, ograniczone i nieregularne opady oraz rosnące zapotrzebowanie na wodę przez rośliny w krytycznych fazach ich wzrostu. W takich realiach orientacja na efektywne zarządzanie zasobami wodnymi staje się kluczowym elementem strategii produkcyjnej.

Nawadnianie użytków rolnych nie jest jedynie dodatkiem do agrotechniki, ale odpowiedzią na zjawisko stresu wodnego – sytuacji, w której brak wystarczającej ilości wody ogranicza rozwój roślin i obniża potencjał plonowania. Odpowiednio zaprojektowany system nawadniania uzupełnia naturalne opady, przyczynia się do stabilizacji plonów, zwiększa ich jakość i może znacznie podnieść efektywność produkcji – niezależnie od tego, czy mówimy o roślinach zbożowych, okopowych czy o uprawach warzywnych i sadowniczych.

Deszczownia szpulowa vs. mostowa (pivot). Jaki rodzaj nawadniania sprawdzi się lepiej?
W wielu krajach, szczególnie tam, gdzie susze są coraz częstsze, stosowanie systemów irygacyjnych jest koniecznością dla utrzymania konkurencyjności w produkcji żywności. Fot. M. Piśny

Różnorodność systemów nawadniania

Opisując systemy nawadniania deszczownianego, warto podkreślić, że ich klasyfikacja obejmuje różne konstrukcje i sposoby montażu oraz przemieszczania urządzeń. W zależności od sposobu mocowania oraz charakteru pracy deszczownie można podzielić na stałe, półstałe oraz przenośne. Systemy stałe są najczęściej stosowane w wieloletnich uprawach sadowniczych, gdzie instalacja rurociągów i hydrantów zapewnia ciągłą gotowość do nawadniania. Półstałe rozwiązania wymagają montażu elementów bocznych i zraszaczy po każdym cyklu podlewania, natomiast przenośne deszczownie pozwalają na pełne przemieszczanie urządzenia na różnych polach w zależności od potrzeb sezonowych i rodzaju uprawy.

Deszczownie szpulowe i mostowe (typu pivot) są obecnie jednymi z najczęściej wykorzystywanych metod. Każde z tych rozwiązań ma swoje mocne strony oraz określone warunki, w których działa najlepiej, a ich zrozumienie jest istotne dla rolników planujących inwestycję w systemy irygacyjne.

Elastyczność i skuteczność na wielu polach

Deszczownie szpulowe to urządzenia mobilne, których charakterystycznym elementem jest duży bęben (szpula) z nawiniętym wężem, zakończonym zraszaczem lub belką deszczującą. Użytkownik ustawia maszynę na brzegu pola, rozwija wąż w określonym kierunku i uruchamia system pompowania wody. W czasie pracy wąż jest stopniowo zwijany z powrotem na bęben, a zraszacz lub belka równomiernie rozprowadza wodę nad powierzchnią uprawy. Taki mechanizm pozwala w sposób automatyczny i stosunkowo precyzyjny dostosowywać ilość aplikowanej wody do warunków siedliskowych i potrzeb roślin.

Deszczownia szpulowa vs. mostowa (pivot). Jaki rodzaj nawadniania sprawdzi się lepiej?
Deszczownie szpulowe RM, oferowane przez firmę KMK Agro, zostały zaprojektowane z myślą o długotrwałej wydajności. Elementy konstrukcyjne, takie jak solidne węże czy bębny z wysokowytrzymałej stali, zwiększają niezawodność pracy na polu. Fot. Firmowe

Deszczownie szpulowe cieszą się dużą popularnością przede wszystkim ze względu na swoją uniwersalność. Nadają się zarówno do nawadniania pól uprawnych, jak i pielęgnacji terenów zielonych, co czyni je bardzo wszechstronnym narzędziem w gospodarstwie rolnym. Dzięki automatycznemu mechanizmowi zwijania węża praca operatora jest ograniczona, a nowoczesne modele umożliwiają zdalne sterowanie oraz dostosowywanie parametrów nawadniania przy użyciu sterowników elektronicznych.

W kontekście rolniczym deszczownie szpulowe sprawdzają się szczególnie tam, gdzie pola mają nieregularne kształty lub gdzie przemieszczanie systemu jest kluczowe. Ich mobilność umożliwia elastyczne przenoszenie urządzenia na kolejne sektory gospodarstwa w zależności od bieżących potrzeb wodnych roślin. Rolnicy doceniają także możliwość regulowania intensywności nawadniania przez zmianę ustawień zwijania węża, co wpływa na ilość dostarczanej wody na jednostkę powierzchni.

Wydajne rozwiązania dla dużych areałów

Drugim ważnym typem deszczowni, wykorzystywanym w rolnictwie, są deszczownie mostowe. W praktyce obejmuje to systemy nawadniania oparte na ruchomych, długich przęsłach wyposażonych w zraszacze, które przemieszczają się po specjalnych podporach nad powierzchnią pola. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych wariantów jest system typu pivot, w którym cała konstrukcja porusza się wokół centralnej osi, podlewając pole w kształcie koła. Woda doprowadzana jest do urządzenia w jednym punkcie, a system rur i zraszaczy rozprowadza ją nad uprawą, co pozwala uzyskać bardzo równomierne nawodnienie i jednocześnie minimalizać straty wodne oraz absorpcję energii.

Deszczownie mostowe są szczególnie przydatne w gospodarstwach o dużych, regularnie ukształtowanych polach, gdzie możliwość skonfigurowania pracy urządzenia do nawodnienia całych hektarów jest kluczowa dla efektywności produkcji. Ich konstrukcja, często wyposażona w zaawansowane systemy napędu i automatyki, umożliwia sterowanie ruchem przęseł oraz intensywnością podlewania bez konieczności stałej obecności operatora.

Systemy pivot wyróżniają się tym, że dzięki systemowi obrotowemu nawodnienie może przebiegać w sposób ciągły i zrównoważony, co wpływa na poprawę warunków wodnych w całej masie uprawnej. Jednocześnie konstrukcje te cechują się dużą stabilnością, często są wyposażone w solidne ramy ze stali ocynkowanej oraz układy napędowe pozwalające na przesuwanie się wzdłuż pola nawet w trudnych warunkach glebowych.

Różne systemy w praktyce

Chociaż zarówno deszczownie szpulowe, jak i pivot mają wspólny cel — skuteczne i wydajne nawadnianie upraw — ich zastosowanie w gospodarstwach rolnych może różnić się znacznie w zależności od skali produkcji, ukształtowania terenu i specyfiki upraw. Deszczownie szpulowe charakteryzują się dużą elastycznością, mobilnością i relatywnie niższym progiem inwestycyjnym, co czyni je atrakcyjnym rozwiązaniem dla gospodarstw średniej i mniejszej wielkości oraz tam, gdzie konieczna jest częsta reorganizacja przestrzeni uprawnej. Ich mobilność daje możliwość nawadniania wielu różnych pól w gospodarstwie bez konieczności stałych instalacji i kosztownych konstrukcji.

Z kolei systemy pivot sprawdzają się doskonale w gospodarstwach o dużych, ujednoliconych areałach, gdzie skonfigurowany system może pracować niemal autonomicznie przez cały sezon wegetacyjny. Pomimo wyższych kosztów początkowych, systemy te oferują wysoką wydajność i minimalizację pracy operatora, co w połączeniu z ich zdolnością do równomiernego nawodnienia dużych powierzchni czyni je jednym z najwydajniejszych rozwiązań irygacyjnych dla nowoczesnego rolnictwa.

Odpowiedni system ma znaczenie

Odpowiednie nawadnianie jest nieodłącznym elementem prowadzenia efektywnej produkcji roślinnej, szczególnie w warunkach rosnącej presji klimatycznej i ryzyka stresu wodnego. Wybór pomiędzy deszczowniami szpulowymi a mostowymi typu pivot powinien uwzględniać specyfikę gospodarstwa, typ upraw, warunki glebowe oraz oczekiwaną wydajność irygacyjną. Oba rozwiązania, stosowane właściwie i w połączeniu z innymi technologiami wspierającymi rolnictwo precyzyjne, przyczyniają się do zwiększenia stabilności produkcji, poprawy jakości plonów oraz lepszego gospodarowania zasobami wodnymi — co ma fundamentalne znaczenie dla przyszłości zrównoważonego rolnictwa.

Ceny paliw na 11–13.04: Tańsza benzyna i stabilizacja na rynku diesla

0
ceny paliw

Ceny paliw w Polsce znajdują się obecnie pod wpływem dwóch przeciwstawnych sił: stabilizującego mechanizmu krajowego oraz ogromnej niepewności geopolitycznej. Choć ogłoszono 14-dniowy rozejm na linii USA–Iran, kluczowy dla globalnej logistyki punkt zapalny pozostaje niedrożny. W cieśninie Ormuz wciąż uwięzionych jest ok. 600 jednostek, w tym 325 tankowców. Ta blokada sprawia, że podaż gotowych produktów naftowych w Europie nie wróciła do normy, co bezpośrednio kształtuje dzisiejsze ceny paliw.

Ceny paliw w hurcie i wpływ rynku ARA

Analizując ceny paliw w ujęciu hurtowym z ostatnich 48 godzin, widać wyraźną asymetrię między benzyną a olejem napędowym:

  • Benzyna (Pb95): W tym segmencie trend spadkowy jest stabilniejszy. Dzisiejsza obniżka w hurcie o 29 zł/m³ (ok. 3 gr/l netto) pozwoliła na ustanowienie limitu detalicznego na poziomie 6,14 zł/l. Jest to najniższa maksymalna cena detaliczna tego paliwa od początku stosowania pakietu CPN.
  • Olej napędowy (ON): Czwartkowa, „głęboka” obniżka hurtowa o blisko 15 gr/l netto (147 zł/m³) została wyhamowana przez odbicie notowań diesla na giełdzie ARA o 4,5%. W efekcie dzisiejsze hurtowe ceny paliw w PKN Orlen dla diesla zanotowały symboliczną korektę w górę o 7 zł/m³ (ok. 1 gr/l netto).
  • Kurs walut: Czynnikiem łagodzącym globalne ryzyka jest umacniający się złoty. Dolar na poziomie 3,63 zł pozwala neutralizować część kosztów surowca, co ma kluczowe znaczenie dla tego, jak ostatecznie wyglądają ceny paliw na pylonach.

Maksymalne ceny paliw: Limity na weekend (11–13.04.2026)

Zgodnie z decyzją Ministerstwa Energii, od soboty do poniedziałku włącznie na wszystkich stacjach w kraju obowiązują następujące, maksymalne ceny paliw:

Rodzaj paliwaCena maksymalna bruttoZmiana vs limit piątkowy
Benzyna Pb956,14 zł/l– 3 gr/l (Rekord pakietu CPN)
Benzyna Pb986,73 zł/l– 4 gr/l
Olej napędowy (ON)7,68 zł/l+ 2 gr/l

Eksportuj do Arkuszy

Podsumowanie dla sektora Agro i Transportu

Dla przedsiębiorców i rolników, których interesują głównie ceny paliw netto, sytuacja w ten weekend pozostaje niemal niezmieniona względem czwartku. Umocnienie złotego i wcześniejsze spadki hurtowe zostały częściowo zrównoważone przez ryzyko logistyczne w Ormuz. Dopóki 325 tankowców nie opuści rejonu cieśniny, podaż diesla w Europie pozostanie ograniczona, co wywiera stałą presję na ceny paliw o charakterze napędowym, kluczowych dla rentowności transportu i prac polowych.

Źródło cen: PKN Orlen, Monitor Polski

Grupa Azoty wchodzi do ogrodów. GARDEN to nowa linia nawozów!

0

Grupa Azoty, krajowy lider produkcji nawozowej, rozszerza swoje portfolio o markę GARDEN. Nowa linia produktów to odpowiedź na potrzeby działkowców, hobbystów oraz właścicieli mniejszych plantacji, którzy poszukują profesjonalnej jakości znanej z wielkoobszarowych pól, ale w opakowaniach dostosowanych do skali przydomowej uprawy.

Czym jest linia GARDEN?

Dotychczas produkty takie jak Pulrea czy Folires były kojarzone głównie z profesjonalnym rolnictwem. Grupa Azoty Puławy zdecydowała się wyjść naprzeciw potrzebom mniejszych odbiorców. Linia GARDEN to wyselekcjonowane nawozy najwyższej jakości, które gwarantują efektywność niedostępną dla standardowych produktów marketowych.

Nowa linia została zaprojektowana z myślą o:

  • posiadaczach przydomowych trawników,
  • właścicielach ogrodów warzywnych i kwiatowych,
  • hobbystycznych sadownikach i plantatorach roślin jagodowych.

Pulrea i Pulrea +INu – sposób na soczyście zielony trawnik

Kluczem do pięknego ogrodu jest odpowiednie nawożenie azotowe. W ramach linii GARDEN w pierwszej kolejności zadebiutowały dwa flagowe produkty oparte na moczniku:

  1. Pulrea +INu (z inhibitorem ureazy): To nawóz do aplikacji doglebowej i posypowej. Dodatek inhibitora ogranicza straty azotu, co sprawia, że nawóz działa dłużej i jest bezpieczniejszy dla środowiska. Idealny pod trawniki, aby uzyskać efekt „dywanu” o soczystej zieleni.
  2. Pulrea (bez inhibitora): Produkt dedykowany do dokarmiania dolistnego. Jak zaznacza Aleksandra Koksa, Szef Biura Sprzedaży Nawozy Kraj w Grupie Azoty, to doskonałe rozwiązanie dla drzew owocowych oraz roślin ozdobnych, pozwalające na szybką interwencję w przypadku niedoborów składników.

Innowacyjny Folires – gotowa recepta na zdrowe rośliny

W ofercie GARDEN pojawia się także Folires, nagrodzony tytułem „Innowacyjny Produkt Rolniczy”. Jest to płynna, gotowa mieszanka mocznika i magnezu. Dzięki precyzyjnemu doborowi mikroskładników, użytkownik może w prosty sposób przygotować ciecz roboczą, która błyskawicznie odżywi rośliny, poprawiając ich kondycję i odporność na stresy pogodowe.

Estetyka i funkcjonalność opakowań

Nowa linia wyróżnia się także podejściem do identyfikacji wizualnej. Opakowania produktów GARDEN zostały zaprojektowane z myślą o intuicyjności. Wyraźne kody kolorystyczne oraz piktogramy od razu wskazują przeznaczenie nawozu, co ułatwia dobór odpowiedniego środka osobom, które nie zajmują się rolnictwem zawodowo.

Dostępność i sprzedaż: Gdzie kupić nawozy GARDEN?

Jak informuje spółka, produkty z nowej linii są już dostępne w sieci dystrybucji Grupy Azoty na terenie całego kraju. Ze względu na duże zainteresowanie, producent zapowiada szybkie rozszerzenie kanałów sprzedaży.

źrodło: Grupa Azoty

Polska żywność szuka ratunku poza UE. Malezja otwiera drzwi dla naszych producentów. Sprawdź, jak się zgłosić!

0

Polskie produkty rolno-spożywcze cieszą się w Azji coraz większą renomą, a malezyjski rynek otwiera przed naszymi producentami drzwi do ponad 600 milionów konsumentów. Ministerstwo Rolnictwa ogłosiło właśnie nabór wystawców na prestiżowe targi Malaysian International Food & Beverage Trade Fair (MIFB) 2026. Czy Twoje gospodarstwo lub firma są gotowe na globalny rozwój? Sprawdź terminy i zasady kwalifikacji.

Malezja – brama do 600-milionowego rynku

Malezja to nie tylko jeden z najszybciej rozwijających się krajów regionu, ale przede wszystkim serce wspólnoty ASEAN. To właśnie w Kuala Lumpur, w dniach 15–17 lipca 2026 r., odbędą się targi Malaysian International Food & Beverage (MIFB).

Dlaczego to wydarzenie jest kluczowe dla polskiego rolnika i przetwórcy? Azja Południowo-Wschodnia zmaga się z rosnącym zapotrzebowaniem na bezpieczną, certyfikowaną żywność wysokiej jakości, a polska marka „made in Poland” zyskuje tam na znaczeniu.

To realna szansa na wejście na perspektywiczne rynki pozaeuropejskie. Region ten staje się coraz ważniejszym kierunkiem dla naszego eksportu rolno-spożywczego – podkreśla wiceminister rolnictwa Stefan Krajewski.

Co Polacy mogą zaoferować w Kuala Lumpur?

Targi MIFB obejmują niemal każdy segment branży F&B. Polskie stoisko narodowe ma pokazać szeroki wachlarz naszych możliwości. Największy potencjał drzemie w:

  • Produkty Halal: To absolutny fundament handlu w Malezji. Firmy posiadające ten certyfikat mogą liczyć na największe zainteresowanie.
  • Żywność przetworzona i mrożonki: Owoce, warzywa oraz gotowe wyroby, które wytrzymają transport międzykontynentalny.
  • Produkty BIO i Eko: Rosnąca klasa średnia w Azji poszukuje żywności premium, wolnej od nadmiaru chemii.
  • Mleczarstwo i drób: Nasze „eksportowe hity”, które w Azji są synonimem jakości.

Kto może jechać? Zasady naboru

Ministerstwo Rolnictwa stawia sprawę jasno: liczy się polskie pochodzenie towaru i profesjonalizm.

  1. Dla kogo: Zaproszeni są przede wszystkim bezpośredni producenci żywności wytworzonej na terenie kraju.
  2. Selekcja: Liczba miejsc jest ograniczona. Organizatorzy wybiorą firmy tak, aby polska oferta była różnorodna i atrakcyjna dla azjatyckiego kupca.
  3. Koszty: Resort zapewnia stoisko narodowe i logistykę promocyjną, jednak koszty przelotu, zakwaterowania i wyżywienia przedsiębiorca pokrywa z własnej kieszeni.

Uwaga! Firmy, które w przeszłości zrezygnowały z udziału w targach bez powiadomienia, mogą mieć problem z kwalifikacją.

Jak i do kiedy wysłać zgłoszenie?

Czasu na decyzję nie ma wiele. Formularze zgłoszeniowe wraz z załącznikami należy przesłać drogą mailową.

  • Termin: do 21 kwietnia 2026 r.
  • Adres: targi@minrol.gov.pl

źródło: MRIRW

Burak cukrowy – uprawa, koszty i realia oczami praktyka

0
burak cukrowy
Staranna uprawa roli oraz precyzyjny siew zapewniają szybkie i równomierne wschody buraka cukrowego. Fot. M. Piśny

Burak cukrowy to uprawa dla profesjonalistów – jednym z nich jest Józef Pawela. Plantator z wieloletnim doświadczeniem i zamiłowaniem podzielił się swoją wiedzą, spostrzeżeniami i przewidywaniami.


Józef Pawela
Wylatowo, pow. mogileński, woj. kujawsko-pomorskie
produkcja roślinna na powierzchni 100 hektarów

Burak cukrowy w gospodarstwie z tradycją

Uprawa buraka cukrowego w tym rodzinnym gospodarstwie ma długą i bogatą tradycję. Przez lata wiedza i doświadczenie były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dziś Józef Pawela gospodarstwo prowadzi wspólnie z synem Pawłem. Burak cukrowy od lat stanowił tutaj jedno z głównych źródeł dochodu i zapewniał stabilność oraz rozwój majątku. W przeszłości był także źródłem paszy objętościowej dla bydła.

– Gospodarstwa zajmujące się uprawą buraka cukrowego uchodziły przed laty za bardziej nowoczesne i dochodowe. W naszym gospodarstwie jest on nie tylko ważną i opłacalną uprawą, ale jednocześnie istotnym elementem płodozmianu. Niegdyś zajmował 10% areału, czyli około 2–3 hektarów, obecnie to już 25% udziału przy 100 hektarach gruntów. Burak cukrowy to moja pasja i zamiłowanie – podkreśla Józef Pawela.

Jak zmieniła się uprawa buraka cukrowego?

Przejście od prymitywnych metod uprawy buraka cukrowego do nowoczesnych technologii było procesem stopniowym, ale przełomowym. Początkowo była to praca niezwykle wymagająca – obejmowała ręczny siew, przerywkę, pielęgnację oraz zbiór. Każdy etap wymagał dużych nakładów czasu i pracy fizycznej.

– Kamieniem milowym było wprowadzenie najpierw jednokiełkowych, a później otoczkowanych nasion. Technologiczną rewolucją był natomiast siewnik punktowy. Zbiór ułatwiły początkowo maszyny krajowej produkcji, tzw. Neptuny i Posejdony, które dzisiaj zostały zastąpione przez zachodnie samojezdne kombajny – wspomina Józef Pawela

Od siewu po zbiór – mechanizacja znacząco poprawiła efektywność uprawy buraka cukrowego. Fot. M. Piśny

Orka czy uproszczenia – jaka technologia się sprawdza?

Buraka cukrowego w Wylatowie uprawia się od lat w systemie konwencjonalnym. Plantator pozostaje zwolennikiem tradycyjnej orki przedzimowej. Jego zdaniem to najskuteczniejsza metoda ograniczania występowania szkodników i presji patogenów chorobotwórczych. Głębokie spulchnienie i odwrócenie roli redukuje między innymi populację groźnego szarka komośnika oraz pozwala na lepsze przygotowanie stanowiska pod wiosenny siew.

– Jestem zwolennikiem starej agrotechniki, czyli orki i siewu tradycyjnego. Próby uprawy uproszczonej podejmowaliśmy z powodzeniem, jednak w obliczu presji chwościka i szarka komośnika pług pozostaje kluczowym narzędziem zwalczania agrofagów – podkreśla Józef Pawela

burak cukrowy
Postęp hodowlany wprowadza nowe odmiany buraka cukrowego, wyróżniające się wieloma cechami, w tym podwyższoną odpornością na chwościk. Fot. M. Piśny

Istotnym elementem agrotechniki jest również wysiew międzyplonów składających się z gorczycy białej, facelii błękitnej czy rzodkwi oleistej. W zależności od warunków są one przyorywane jesienią lub często pozostawiane do wiosny. Takie działania sprzyjają wzbogaceniu gleby w materię organiczną oraz poprawiają stosunki wodno-powietrzne.

– Przygotowanie stanowiska pod buraka cukrowego rozpoczyna się już po żniwach. Wysiewamy międzyplony, które mają okrywać glebę i zatrzymywać jak największą ilość wody – mówi Józef Pawela.

Wiosną wykonywana jest płytka uprawa przedsiewna, a następnie siew punktowy. Kluczowe znaczenie ma w tym okresie zachowanie wilgoci w glebie, co decyduje o równomiernych wschodach i początkowym wigorze roślin.

– Nie jestem zwolennikiem bardzo wczesnych siewów. W tym roku maszynami nie wyjedziemy z pewnością za prędko przy tak nadmiernym uwilgotnieniu gleby. Mimo wszystko nie ma się co spieszyć. Przełom marca i kwietnia to bardzo dobry termin – twierdzi Józef Pawela.

Do technologii Conviso Smart plantator podchodzi z ostrożnością. Uważa, że jest to rozwiązanie przede wszystkim dla gospodarstw zmagających się z silnym zachwaszczeniem burakochwastami.

Wskazuje także na wysokie koszty czy ryzyko uodpornienia się na sulfonylomoczniki. Dużym zagrożeniem jest także możliwość pojawienia się burakochwastów „convisowych”, które w przyszłości mogą być bardzo trudne do wyeliminowania.

– Technologia Conviso Smart to dobra rzecz, ale dla wybranych gospodarstw. W technologii tradycyjnej zabrano nam kilka ważnych substancji, ale mamy jeszcze osiem innych do dyspozycji. Nie można patrzeć na tę technologię wyłącznie przez pryzmat łatwości wykonywanych zabiegów. To bardzo zgubne podejście – podkreśla Józef Pawela.

Choroby i szkodniki buraka cukrowego

Chwościk buraka (Cercospora beticola) staje się coraz większym wyzwaniem dla plantatorów. Nawet 3–4 zabiegi fungicydowe okazują się często niewystarczające, co sprawia, że konieczne jest stosowanie droższych pestycydów czy odmian o podwyższonej odporności na patogen.

– Chwościk buraka?! Kto w ogóle o nim kiedyś słyszał? Dekadę temu jak ktoś wykonał jeden zabieg przeciwko chwościkowi, to już było „na bogato” i był spokój. A dzisiaj? Trzy zabiegi to mało, czasami potrzebne są nawet cztery – stwierdza Józef Pawela.

Równie istotnym rosnącym problemem są szkodniki. Po wycofaniu neonikotynoidów nie ma obecnie skutecznych zapraw nasiennych, dlatego szarek komośnik pustoszy plantacje buraka cukrowego w wielu regionach Polski. Dostępne insektycydy jedynie hamują jego żerowanie, co zmusza plantatorów do wielokrotnych zabiegów, a w skrajnych przypadkach prowadzi do konieczności przesiania plantacji.

Drugim nowym i groźnym szkodnikiem, występującym na plantacjach w całym kraju w dalszych miesiącach wegetacji, jest skośnik buraczak. Atakuje on liście sercowe, powodując gnicie korzeni, co prowadzi do znacznych spadków plonów korzeni.

– Nie mamy skutecznych narzędzi do walki z szarkiem komośnikiem. Po wycofaniu zapraw neonikotynoidowych przesiewamy setki hektarów. Tam gdzie jest jego plaga, sytuacji nie daje się często opanować – mówi Józef Pawela.

Plony buraka cukrowego i wyniki w sezonie

Rok 2025 okazał się bardzo sprzyjający dla uprawy buraka cukrowego w całej Polsce. Roślinom służył brak ekstremalnych upałów oraz – niesatysfakcjonujące, ale wystarczające – opady deszczu, które zapewniły im dobre warunki do wzrostu przez cały sezon.

– Plony były wyższe o 5–7 ton z hektara w porównaniu z latami poprzednimi. Choć polaryzacja utrzymała się na przeciętnym poziomie, głównie z powodu mało słonecznej jesieni, wysoka masa korzeni nam to zrekompensowała – mówi Józef Pawela.

Mimo że cena buraków była o około 30% niższa niż w 2024 roku, wspomniane wysokie plony pozwoliły pokryć koszty produkcji i osiągnąć zysk. Przy utrzymujących się niskich cenach zbóż i kukurydzy wielu rolników nadal decyduje się na uprawę buraka cukrowego, nawet pomimo spadku jego opłacalności i nienajlepszych warunków kontraktacji.

– Warunki uprawy i kontraktacji na rok 2026 zostały już ustalone i mieszczą się w przedziale 30–32 euro. Jest to dużo niższa cena niż w ubiegłych latach. W naszej Krajowej Grupie Spożywczej cena jest jednak – jak zawsze – najwyższa. Znacząco spadły również ceny buraków nadwyżkowych. Ostatnia decyzja zarządu KGS stanowi, że tylko 5% kontraktowanej partii zostanie rozliczone po wcześniej wynegocjowanej cenie 80 zł, natomiast pozostała część po 40 zł za tonę – mówi Józef Pawela.

Czy uprawa buraka cukrowego nadal się opłaca?

Uprawa buraka cukrowego w dzisiejszych czasach wymaga profesjonalnego podejścia oraz szerokiej wiedzy agronomicznej. Kluczową rolę odgrywa szczegółowa lustracja i monitorowanie agrofagów. Szybka reakcja na pojawiające się zagrożenia pozwala ograniczyć straty i zapewnić prawidłowy rozwój roślin.

– Najważniejsze to sumienne liczenie kosztów i szczegółowa lustracja polowa w trakcie wegetacji. Niezbędna jest też wiedza i umiejętność korzystania z zaleceń. Trzeba być czujnym i świadomym podejmowanych decyzji – podkreśla Józef Pawela.

Skuteczna ochrona buraka cukrowego wymaga umiejętnego dobierania i stosowania odpowiednich kombinacji pestycydów. W praktyce może to oznaczać nawet 15 wjazdów opryskiwaczem w pole w ciągu sezonu.

– Mogę pokusić się o stwierdzenie, że burak cukrowy to uprawa dla profesjonalistów. Dlaczego? No bo nas nie interesuje już dzisiaj 40 czy już nawet 55 ton z hektara. Nas interesuje plon powyżej 60 ton, bo taki gwarantuje nam zwrot kosztów uprawy – mówi Józef Pawela.

Dokąd zmierza uprawa buraka cukrowego?

Perspektywy uprawy buraka cukrowego są niepokojące. Spadające ceny surowca i rosnące koszty produkcji ograniczają zyski plantatorów. Ponadto polskim, jak i europejskim producentom zagraża nierówna konkurencja spoza UE.

– Burak miał swoje wzloty i upadki. Ale to, co obecnie obserwujemy na rynku, spędza sen z oczu. Dzisiaj ceny proponowane plantatorom za buraki to tylko pokrycie kosztów. Jako Związek Plantatorów Buraka Cukrowego nawet nie potrafimy wskazać, jak wyjść z tego dołka. Żeby założyć hektar plantacji, potrzeba około 8 tysięcy złotych w zależności od gospodarstwa, od technologii – wylicza Józef Pawela.

Nadmiar cukru na rynku, brak „patriotyzmu konsumenckiego” i zmiany w diecie pogarszają sytuację. Dopłaty często stanowią faktyczny i jedyny zysk, umożliwiający pokrycie kosztów produkcji i utrzymanie gospodarstw.

– Dokąd zmierza uprawa buraka? To pytanie, które zadaje sobie każdy z plantatorów. Ja nie wiem, absolutnie nie wiem. Obecna sytuacja bardzo nas wszystkich niepokoi – umowa z krajami Mercosur, presja ukraińskiego cukru czy zapowiadany tani import z Indii. Przyszłość nie rysuje się w kolorowych barwach. Naprawdę, nie lubię narzekać, ale jestem bardzo zaniepokojony perspektywami uprawy buraka cukrowego – puentuje Józef Pawela.

Cena pszenicy w dół po raporcie USDA. Rynek wymazał „premię wojenną”, ale paliwa i nawozy wciąż drogie!

0
Cena pszenicy na MATIF

Cena pszenicy na światowych giełdach zanotowała w czwartek kolejny drastyczny spadek. Publikacja raportu USDA doprowadziła do pogłębienia strat ze środy, kiedy to rynek załamał się po ogłoszeniu 14-dniowego rozejmu między USA a Iranem. Dane o rekordowych zapasach okazały się jednoznacznie spadkowe, wywołując falę wyprzedaży na zamknięciu sesji w Paryżu i Chicago.

Zapasy najwyższe od lat dobijają giełdy

Głównym powodem, dla którego cena pszenicy spadła, jest potężna rewizja światowych zapasów końcowych. USDA podniosło prognozę globalnych zapasów na sezon 2025/2026 o ponad 6 mln ton (do poziomu 283,12 mln t).

Kluczowe zmiany w raporcie:

  • Unia Europejska i Rosja: Wyższa produkcja (UE: 145,1 mln t, Rosja: 90,3 mln t) oznacza, że u największych eksporterów zostanie znacznie więcej ziarna, niż sądzono.
  • USA: Zapasy końcowe wzrosły do 25,5 mln ton – to najwyższy poziom od 7 lat i wzrost o 10% rok do roku.
  • Indie: Drastyczne cięcie prognozy spożycia sprawiło, że tamtejsze zapasy wzrosną do 22 mln t, co zdejmuje presję na import.

MATIF i Chicago: Całkowite wymazanie premii za ryzyko

Czwartkowe spadki były bolesną kontynuacją tąpnięcia, jakie wywołał 14-dniowy rozejm w Cieśninie Ormuz. W Chicago cena pszenicy spadła do najniższych poziomów od początku marca, całkowicie kasując wzrosty wywołane wcześniejszymi obawami o wojnę.

Na paryskim MATIF-ie kontrakt majowy spadł o 2,25 EUR/t, kończąc dzień na poziomie 195,50 EUR/t. Europejskim eksporterom dodatkowo zaszkodziły waluty – umacniające się euro (1,17 USD) sprawia, że unijne ziarno przegrywa walkę o klienta z tanią ofertą z Rosji i Kazachstanu. Umacniający się złoty może spowolnić nasz eksport ziarna poza UE.

Fatalny paradoks: Tanie zboże, droga produkcja

Dla polskich gospodarstw sytuacja jest skrajnie niekorzystna. Choć światowa cena pszenicy wróciła do poziomów „przedwojennych” (z końca lutego), koszty produkcji ani drgną:

  1. Paliwa: Geopolityka przestała wspierać notowania ziarna, ale wciąż trzyma w napięciu rynek energii. Ropa Brent ponownie odbiła w stronę 100 USD za baryłkę przez niepewność co do trwałości rozejmu.
  2. Nawozy: Wysokie ceny gazu i destabilizacja szlaków handlowych na Bliskim Wschodzie sprawiają, że ceny nawozów pozostają na poziomach, które nie przystają do obecnych stawek w skupach zbóż.
  3. Koszty logistyki: Drogi transport zjada marżę, która i tak jest minimalna przy pszenicy poniżej 200 EUR/t na MATIF.

Wniosek: Rynek przeszedł z trybu „strachu przed wojną” w tryb „liczenia zapasów”. Rolnicy zostali w kleszczach: przychody spadają wraz z wymazaniem „premii wojennej”, ale wydatki na paliwo i nawozy pozostały na rekordowo wysokim, wojennym poziomie.

Źródło danych: USDA, MATIF, CBoT