Strona główna Blog Strona 76

Pogoda 8 czerwca- popada lokalnie między Suwałkami a Gdańskiem

0
Pogoda 8 czerwca
Pogoda 8 czerwca

Pogoda- poniedziałek słoneczny, ciepły i suchy

Pogoda 8 czerwca

Noc z temperaturą od 8 stopni w Kłodzku do 14 w Suwałkach

W nocy pogodnie chociaż z wieczora jeszcze lokalnie pokropi deszcz od Rzeszowa po Terespol i Suwałki. Na termometrach od +8 stopni w Kotlinie Kłodzkiej i 10-11 stopni na zachodzie, południu oraz w centrum do 12 stopni na Kaszubach, Żuławach, Mazowszu i 14 stopni na Warmii, Mazurach, Podlasiu i północy Lubelskiego.

Poniedziałek ciepły i słoneczny

Jutrzejszy dzień będzie słoneczny, w wielu miejscach na południu i w centrum przez większą część dnia bezchmurnie. Jedynie od Suwalszczyzny po Mazury, Warmię, Żuławy, wschodnie Kaszuby pojawi się cień szansy- 10-30% na lokalny przelotny deszcz do 1-4 mm.

Wiatr na Dolnym Śląsku słaby, chwilami bezwietrznie. Na zachodzie powieje słabo z południa. Nad resztą kraju wiatr umiarkowany z północnego zachodu zwiększający odczucie chłodu w miejscach zacienionych.

radar opadów- na żywo https://radar-opadow.pl/?radartype=cappi

Nowe techniki genomowe to nie GMO. Unia otwiera drzwi dla nożyczek genetycznych [ANALIZA]

0
Nowe techniki genomowe

Nowe techniki genomowe: Przez lata restrykcyjne unijne prawo zrównywało każdą ingerencję w genom z klasycznym GMO, skutecznie blokując europejską naukę i skazując rolników na technologiczną defensywę wobec USA czy Chin. Nadchodzące rozporządzenie w sprawie Nowych Technik Genomowych (NGT) radykalnie zmienia reguły gry. Czym różni się ta technologia od tradycyjnej inżynierii genetycznej i dlaczego kluczowa walka w Brukseli toczyła się o patenty?

Precyzja zamiast obcych genów

Klucz do zrozumienia rewolucji NGT leży w biologii. Klasyczne organizmy modyfikowane genetycznie (GMO) bazują na transgenezie – do genomu rośliny wprowadza się obcy materiał genetyczny, często pochodzący od zupełnie innego gatunku (np. gen bakterii do kukurydzy MON 810). Taka zmiana nie mogłaby zajść w naturze.

NGT – z flagową metodą „nożyczek genetycznych” CRISPR/Cas9 na czele – działa zupełnie inaczej. Pozwala na ultraprecyzyjną edycję własnego DNA rośliny w ściśle określonych miejscach. Poprzez ukierunkowaną mutagenezę lub cisgenezę (wprowadzanie genów z tego samego lub blisko spokrewnionego gatunku) hodowcy uzyskują dokładnie takie same efekty, jakie zachodzą w przyrodzie lub są wynikiem konwencjonalnej, wieloletniej hodowli.

Skrócenie czasu hodowli: Tradycyjne wyhodowanie odmiany odpornej na suszę czy konkretny patogen zajmuje nawet kilkanaście lat. Zastosowanie NGT skraca ten proces do zavedwie kilku lat, dając rolnikom natychmiastową odpowiedź na presję klimatyczną.

Dwie kategorie – dwa światy regulacyjne

Unijne rozporządzenie wprowadza twardy podział technologiczny, który determinuje drogę odmiany na rynek:

Cecha / WymógKategoria NGT 1Kategoria NGT 2
Zakres modyfikacjiMax 3 modyfikacje na sekwencję kodującą białko; łącznie max 20 na genom monoploidalny.Powyżej 20 modyfikacji w genomie.
Status rynkowyUznana za tożsamą z roślinami konwencjonalnymi.Traktowana jak klasyczne GMO.
Ocena ryzykaBrak konieczności przeprowadzania kosztownych procedur.Pełna, wieloletnia i droga ocena ryzyka zdrowotnego/środowiskowego.
Znakowanie żywności/paszBrak obowiązku. Znakowany wyłącznie materiał siewny.Obowiązkowe znakowanie na każdym etapie łańcucha dostaw.
Blokada krajowa (Opt-out)Brak możliwości wprowadzenia zakazu uprawy przez państwa członkowskie.Państwa członkowskie mogą zakazać uprawy na swoim terytorium.
Czerwona kartka za herbicydy

Projekt stawia sprawę jasno: rośliny, które w wyniku edycji genomu uzyskają cechę tolerancji na herbicydy lub będą produkować znane białka owadobójcze, automatycznie trafiają do rygorystycznej kategorii NGT 2, niezależnie od liczby wprowadzonych zmian.

Problem laboratoryjnego „kamuflażu”

Zrównanie NGT 1 z hodowlą konwencjonalną wywołało potężne spory o znakowanie gotowej żywności. Przeciwnicy technologii domagali się etykietowania produktów. Finałowy kompromis odrzucił ten pomysł z powodów czysto technicznych.

Ponieważ rośliny NGT 1 nie zawierają obcego DNA, nie da się ich odróżnić w badaniach laboratoryjnych od odmian tradycyjnych. Służby kontrolne nie miałyby żadnych narzędzi analitycznych do weryfikacji takich deklaracji na opakowaniach mąki czy chleba – system musiałby bazować wyłącznie na papierowych oświadczeniach producentów.

Sukces polskiej prezydencji: Wojna o patenty i hodowców

Początkowe stanowisko polskiego rządu wobec propozycji Komisji Europejskiej było negatywne. Zwrot nastąpił po rewizji projektu w trakcie polskiej prezydencji w Radzie UE. Warszawa położyła nacisk na kwestię, która spędzała sen z powiek mniejszym firmom hodowlanym: zagrożenie monopolem patentowym.

Wielkie koncerny biotechnologiczne, będące właścicielami patentów na technologię CRISPR/Cas9, mogłyby poprzez wysokie opłaty licencyjne całkowicie zablokować dostęp do materiałów wyjściowych dla krajowych hodowców, monopolizując rynek nasienny. Dzięki polskim poprawkom do ostatecznego kompromisu wprowadzono bezpieczniki:

  1. Pełna jawność: Informacje o ochronie patentowej danej rośliny NGT 1 oraz deklaracja o chęci udzielania licencji na sprawiedliwych zasadach będą publicznie dostępne w unijnej bazie danych.
  2. Kodeks Postępowania: Powstanie dobrowolny mechanizm monitorujący i obligujący gigantów nasiennych do przystępowania do platform licencyjnych.
  3. Bat legislacyjny: Powołano grupę ekspertów do oceny wpływu patentów na rynek. Jeśli analizy wykażą negatywny wpływ na konkurencyjność mniejszych hodowców, Komisja Europejska będzie zmuszona do pilnej zmiany prawa własności intelektualnej.

W efekcie tych zapisów, w zaktualizowanym stanowisku rząd w Warszawie poparł projekt NGT, chroniąc jednocześnie strukturę polskiego sektora nasiennego.

Co z rolnictwem ekologicznym?

Kompromis unijny w pełni chroni sektor ekologiczny (Ökolandbau), wprowadzając całkowity zakaz stosowania roślin NGT (zarówno kategorii 1, jak i 2) w produkcji eko. Certyfikowany materiał siewny NGT 1 będzie wyraźnie oznakowany, by rolnicy ekologiczni mogli go świadomie unikać.

Jednocześnie prawo zdejmuje z rolników ekologicznych jakąkolwiek odpowiedzialność finansową i prawną w przypadku niezamierzonej lub technicznie nieuniknionej obecności pyłku czy ziarna NGT 1 w ich uprawach. Taka przypadkowa domieszka nie będzie skutkować utratą certyfikatu ekologicznego gospodarstwa.

Kiedy nowe odmiany trafią na polskie pola?

Unijny harmonogram zakłada, że po formalnych głosowaniach w Parlamencie Europejskim i Radzie, wdrożenie przepisów oraz wypracowanie szczegółowych aktów wykonawczych zajmie 24 miesiące. Nowe ramy prawne wejdą w życie w połowie 2028 roku.

Wtedy unijni hodowcy legalnie ruszą z komercyjną edycją roślin, by dogonić rynki globalne, na których od dawna funkcjonuje już m.in. soja o ulepszonym profilu kwasowym czy pomidory o podwyższonej zawartości substancji prozdrowotnych.

Źródła:

  • Komunikat i materiały legislacyjne Rady Unii Europejskiej oraz Komisji Europejskiej (Projekt rozporządzenia PE i Rady ws. roślin uzyskiwanych za pomocą niektórych nowych technik genomowych).
  • Oficjalne stanowisko rządu RP z dnia 26 czerwca 2025 r. (Aktualizacja stanowiska Rządu ws. projektu rozporządzenia NGT).
  • Raporty i analizy unijnych organizacji rolniczych Copa-Cogeca oraz agencji transgen.de.

Drony w rolnictwie: Autonomiczny zbiór owoców w Brazylii

0
Dron do zbioru owoców
Tevel Aerobotics Technologies drone fruit picking apple orange. Źródło: www.tevel-tech.com

Drony w rolnictwie: Choć bezzałogowe statki powietrzne kojarzą się współcześnie przede wszystkim z operacjami militarnymi, ich cywilny potencjał rozwija się w zawrotnym tempie. To właśnie drony w rolnictwie stają się jednym z najważniejszych filarów trzeciej rewolucji agrotechnicznej. Od teledetekcji, przez precyzyjne opryski, aż po całkowicie autonomiczny zbiór owoców – technologie rolnictwa precyzyjnego zmieniają oblicze współczesnej produkcji żywności.

W powszechnej świadomości medialnej drony utożsamiane są najczęściej z nowoczesnym polem walki, gdzie pełnią funkcje zwiadowcze oraz uderzeniowe. Jednak sektor cywilny od lat adaptuje te zaawansowane maszyny do celów diametralnie innych – budujących, a nie niszczących. Bezzałogowce doskonale sprawdzają się w geodezji, ratownictwie górskim, monitorowaniu infrastruktury krytycznej oraz w kinematografii.

Prawdziwy przełom dokonuje się jednak na obszarach wiejskich. Wykorzystując drony w rolnictwie, producenci zyskują narzędzie, które pozwala optymalizować koszty, oszczędzać zasoby wodne i chemiczne oraz uniezależnić się od kaprysów rynku pracy.

Czytaj również:

Znane oblicza agro-dronów: Teledetekcja i precyzyjne opryski

Dotychczasowa obecność bezzałogowców na polach uprawnych opierała się głównie na dwóch segmentach:

  • Monitoring (Teledetekcja): Zaawansowana analiza upraw za pomocą kamer multispektralnych. Maszyny unoszące się nad setkami hektarów zbierają dane o indeksie wegetacji (np. NDVI), wykrywając ogniska chorobowe, niedobory azotu czy stopień zachwaszczenia na długo przed tym, nim zmiany staną się widoczne dla ludzkiego oka.
  • Drony opryskowe: Wyposażone w pojemne zbiorniki i dysze atomizujące, potrafią precyzyjnie aplikować środki ochrony roślin lub nawozy dolistne w trudnodostępnych miejscach – na podmokłych terenach, stromych stokach czy w wysokich uprawach kukurydzy, gdzie tradycyjny ciągnik zniszczyłby rośliny.

Nowy etap: Autonomiczny zbiór owoców w Brazylii

Dzisiejsza technologia idzie jednak o krok dalej, przenosząc drony z otwartych pól bezpośrednio w głąb wielkich sadów. Wyrazem tej ewolucji są ostatnie wydarzenia w Ameryce Południowej. Brazylijskie plantacje cytrusów stały się głównym poligonem doświadczalnym dla izraelskiego startupu Tevel, który przy współpracy z lokalnym partnerem Dal Tecnologia, wdrożył do komercyjnego użytku system autonomicznych „aero-robotów” zbierających jabłka i pomarańcze.

System ten bazuje na unikalnej konstrukcji hybrydowej. Drony połączone są specjalnymi kablami z mobilną platformą naziemną, co gwarantuje im nieprzerwane zasilanie i pozwala na ciągłą pracę przez całą dobę (24/7), eliminując największą wadę urządzeń bateryjnych. Wykorzystując zaawansowane algorytmy sztucznej inteligencji, kamery HD i sensory optyczne, maszyny oceniają wielkość, kolor oraz dojrzałość każdego owocu.

Zerwanie następuje za pomocą:

  • Dedykowanych ramion z gumowymi przyssawkami – stosowanych dla owoców deserowych, przeznaczonych do bezpośredniej sprzedaży,
  • Precyzyjnych ostrzy odcinających szypułkę – w przypadku owoców przeznaczonych do produkcji soków.

Przełamywanie barier agrotechnicznych

Wdrożenie systemów latających zbieraczy pozwala rozwiązać kluczowy problem strukturalny sadownictwa. Aby ułatwić ludziom zbiór z drabin, plantatorzy tradycyjnie przycinali korony drzew do wysokości 3,5–4 metrów. Drony bez problemu operują na dowolnej wysokości, co pozwala rolnikom zrezygnować z radykalnego cięcia i pozwolić drzewom rosnąc wyżej. Efektem jest naturalny wzrost produktywności i wyższy plon z każdego hektara uprawy.

Odpowiedź na kryzys siły roboczej

Jak zaznacza Alexandre Luche, dyrektor operacyjny Dal Tecnologia, technologia ta nie ma na celu całkowitego wyparcia człowieka, ale jest bezpośrednią odpowiedzią na drastyczny brak rąk do pracy sezonowej. Brazylia, będąca światowym potentatem w eksporcie soku pomarańczowego, mierzy się z potężnym kryzysem demograficznym na obszarach wiejskich – młode pokolenie unika ciężkiej, fizycznej pracy na drabinach.

Jeden dron potrzebuje około 12 sekund na zerwanie owocu. System składający się z sześciu jednostek, pracujący bez przerwy w trybie dzień-noc, jest w stanie zrekompensować niedobory kadrowe i zabezpieczyć plon przed zmarnowaniem.

Po udanych testach na plantacjach pomarańczy i jabłoni, inżynierowie pracują nad kalibracją algorytmów dla kolejnych upraw, takich jak gruszki, brzoskwinie oraz guawa. Każdy gatunek wymaga indywidualnego podejścia ze względu na inną specyfikę delikatnej skórki owoców.

Przegląd technologii bezzałogowych w gospodarstwie

Zastosowanie dronaKluczowa funkcja w rolnictwieGłówna zaleta operacyjna
Monitoring (Teledetekcja)Analiza spektralna, mapowanie zachwaszczenia i choróbWczesne wykrywanie anomalii na dużych obszarach
Opryski i NawożeniePrecyzyjna aplikacja cieczy roboczej z powietrzaBrak ugniatania gleby, praca w trudnym terenie
Zbiór Owoców (FAR)Autonomiczne zrywanie pomarańczy i jabłek (AI + przyssawki)Praca ciągła 24/7, zbiór z wysokich partii koron

Doświadczenia płynące z Ameryki Południowej pokazują, że drony w rolnictwie przestały być jedynie techniczną nowinką służącą do robienia zdjęć poglądowych. Stają się one pełnoprawnymi, autonomicznymi maszynami roboczymi. Choć inwestycje w tego typu technologie wymagają znacznych nakładów, to w obliczu rosnących kosztów pracy i presji klimatycznej, bezzałogowe systemy powietrzne już wkrótce mogą stać się powszechnym widokiem również na europejskich i polskich polach oraz w sadach.

Opracowanie własne na podstawie materiałów informacyjnych firm Tevel Aerobotics Technologies i Dal Tecnologia oraz doniesień branżowych portali AgroReview, Globo Rural i Future Farming.

Ukraiński korytarz morski pobił barierę 200 mln ton. Jak czarnomorskie porty dyktują ceny zbóż?

0
Zboże z Ukrainy

Ukraiński korytarz morski osiągnął właśnie historyczny kamień milowy, który diametralnie wpływa na globalną architekturę handlu rolniczego. Jak poinformował wicepremier ds. odbudowy Ołeksij Kuleba, od początku funkcjonowania tego szlaku przewieziono nim ponad 200 milionów ton ładunków. Co kluczowe dla globalnego układu sił w agrobusinesie, lwią część tego wolumenu – aż 118 milionów ton – stanowiło ukraińskie ziarno.

Dane te pokazują niesamowitą odporność tamtejszego sektora logistycznego, jednak za twardymi liczbami kryje się dramatyczna rzeczywistość oraz strategiczna rola trzech kluczowych portów głębokowodnych.

Przeczytaj również:

Wielka Odessa: Serce czarnomorskiej logistyki

Sukces, jaki osiągnął ukraiński korytarz morski, opiera się niemal w całości na infrastrukturze Wielkiej Odessy, czyli trzech potężnych portach: Czarnomorsk, Odessa oraz Jużnyj (Piwdennyj). Przed pełnoskalową wojną to tędy uchodziła większość produkcji agro. Gdy Rosja zablokowała te korytarze, ukraiński eksport został sparaliżowany.

Uruchomienie przez Ukrainę własnego, jednostronnego szlaku w drugiej połowie 2023 roku pozwoliło na powrót do masowej wysyłki dużymi masowcami typu Panamax. To z kolei przywróciło pełną przepustowość logistyczną i zdjęło presję z alternatywnych dróg.

Od kryzysu na polskim rynku do globalnego złamania cen

Z perspektywy polskiego rolnika ewolucja tego szlaku ma znaczenie fundamentalne. Warto przypomnieć sytuację z lat 2022–2023, gdy porty Wielkiej Odessy były zablokowane. To właśnie wtedy, z powodu braku drożności kanałów morskich, ukraińskie zboże zaczęło masowo płynąć szlakami lądowymi do Europy Środkowej, dosłownie zalewając polski rynek. Wywołało to potężny kryzys nadpodażowy w kraju, drastyczny spadek cen w punktach skupu oraz destabilizację nastrojów, której skutki odczuwaliśmy przez długie miesiące.

Z kolei na poziomie globalnym, zablokowanie czarnomorskich portów wywołało panikę i wywindowało ceny pszenicy oraz kukurydzy na MATIF i CBOT do historycznych maksimów. Dopiero uruchomienie i późniejsze systematyczne udrażnianie eksportu drogą morską – czego zwieńczeniem jest dzisiejszy ukraiński korytarz morski – stało się bezpośrednim punktem zwrotnym. Przekierowanie strumienia ziarna z powrotem na głęboką wodę zapoczątkowało długoterminowy trend spadkowy na światowych giełdach i odciążyło granice lądowe UE.

Logistyka pod ostrzałem: Ponad 500 ataków w jeden miesiąc

Dziś ukraiński korytarz morski funkcjonuje w warunkach permanentnego zagrożenia militarnego. Z danych ministerstwa wynika, że:

  • Tylko w kwietniu tego roku odnotowano ponad 500 ataków dronami na infrastrukturę logistyczną.
  • Ukraińskie porty były bombardowane niemal co drugi dzień.
  • Od początku pełnoskalowego konfliktu uszkodzonych lub zniszczonych zostało 935 obiektów portowych, ucierpiało 191 cywilnych statków.

Mimo tak ekstremalnych warunków, dynamika wywozu wciąż rośnie. W okresie od stycznia do kwietnia 2026 roku porty obsłużyły blisko 35 milionów ton ładunków. Podstawą tego sukcesu pozostają zboża – w pierwszych czterech miesiącach tego roku wyeksportowano drogą morską 16 milionów ton ziarna (+7% r/r).

Presja żniwna vs. perspektywy na II część sezonu: Czy czeka nas odbicie?

Obecnie na rynkach światowych zaczyna rozdawać karty klasyczna, sezonowa presja rozpoczynających się żniw na półkuli północnej. Wchodzący na rynek nowy plon tradycyjnie stymuluje podaż i krótkoterminowo hamuje zapędy byków na giełdach. To właśnie ten czynnik, w połączeniu ze stałą drożnością Wielkiej Odessy, trzyma chwilowo ceny w ryzach.

Jednak w szerszym horyzoncie czasowym układ sił może ulec zmianie. Kluczem do odbicia cenowego stają się fundamentalne prognozy produkcyjne na drugą część sezonu.

Scenariusz wzrostowy: Gdzie szukać szans?

Jeśli wstępne, ostrożne szacunki dotyczące mniejszej światowej produkcji zbóż zaczną się potwierdzać lub prognozy zbiorów będą dalej rewidowane w dół, presja żniwna szybko ustąpi miejsca obawom o bilans:

  1. Topnienie globalnego bufora: Niższa globalna produkcja w bieżącym cyklu zmusi rynek do mocniejszego uszczuplenia zapasów końcowych. Niższy wskaźnik zapasów do zużycia (stocks-to-use ratio) zawsze działa jak zapalnik dla funduszy spekulacyjnych do gry na wzrosty.
  2. Efekt „drugiej połowy sezonu”: Gdy pierwsze uderzenie pożniwnej podaży zostanie zaabsorbowane, uwaga handlowców przeniesie się na rzeczywistą dostępność ziarna wysokiej jakości. Importerzy, którzy teraz wstrzymują się z zakupami licząc na tanie ziarno, będą musieli wejść na rynek agresywniej.
  3. Większa wrażliwość na ryzyka: Przy napiętym bilansie światowym, rynek będzie znacznie bardziej podatny na anomalie pogodowe czy kolejne zawirowania logistyczne w basenie Morza Czarnego.

Podsumowanie dla producentów

Obecna stabilizacja lub lokalne spadki cen pod dyktando ryczących na polach kombajnów to standardowy mechanizm rynkowy. Jednak fundamentalne perspektywy długoterminowe niosą ze sobą spory potencjał pro-wzrostowy.

Dla gospodarstw kluczowa w tym sezonie może okazać się elastyczność sprzedaży – przetrzymanie ziarna przez okres największego pożniwnego dołka i poczekanie na weryfikację globalnych zbiorów w drugiej połowie sezonu może przynieść znacznie lepsze marże, o ile prognozy o mniejszej światowej produkcji znajdą odzwierciedlenie w ostatecznych raportach giełdowych.

Wymyślił zbroję dla owiec. Organizacje prozwierzęce są oburzone

0

Nietypowy wynalazek z Austrii wywołał gorącą debatę na temat ochrony zwierząt i walki z atakami wilków. Przedsiębiorca z Karyntii opracował specjalny kombinezon z kolcami, który ma chronić owce przed drapieżnikami. Pomysł, który według autora miał pomóc w pokojowym współistnieniu wilków i zwierząt gospodarskich, doprowadził jednak do wszczęcia postępowania przez władze.

Kolczasta ochrona dla owiec

Autorem projektu jest Rudolf Schaubach z Villach. Opracowany przez niego kombinezon osłania znaczną część ciała owcy i wyposażony jest w kolce skierowane na zewnątrz. Jego zadaniem ma być ograniczenie ryzyka śmiertelnych obrażeń podczas ataku wilka.

Wynalazca przekonuje, że szukał praktycznego rozwiązania problemu, który staje się coraz bardziej odczuwalny w regionach, gdzie liczba wilków systematycznie rośnie.

  • Musi istnieć sposób, aby oba gatunki mogły żyć swobodnie – podkreślił Schaubach.

Sprawą zajęły się władze

Pomysł szybko wzbudził zainteresowanie organizacji zajmujących się ochroną zwierząt. Do władz wpłynęła skarga dotycząca możliwego naruszenia przepisów o dobrostanie zwierząt.

Według doniesień anonimowy autor wiadomości przesłanej do Wiedeńskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt opisał sytuację jako formę znęcania się nad zwierzętami. W zgłoszeniu wskazano, że owca została umieszczona w konstrukcji przypominającej siatkę z drutu kolczastego, aby uchronić ją przed wilkami.

Po otrzymaniu informacji organizacja zwróciła się o wszczęcie postępowania administracyjnego i zbadanie wpływu takiego zabezpieczenia na zwierzęta.

Ochrona przed wilkami czy zagrożenie dla owiec?

Przedmiotem dochodzenia jest przede wszystkim ocena, czy zastosowanie kolczastego kombinezonu nie powoduje cierpienia lub dyskomfortu u samych owiec. Organizacje prozwierzęce domagają się dokładnej analizy skutków stosowania tego rozwiązania, a także rozważenia zakazu jego używania.

Sprawa pokazuje, jak trudnym wyzwaniem pozostaje pogodzenie ochrony stad z obecnością wilków. W wielu regionach Europy rosnąca liczba drapieżników prowadzi do coraz częstszych sporów pomiędzy hodowcami, ekologami i organizacjami zajmującymi się dobrostanem zwierząt.

Wynalazca nie zamierza rezygnować z projektu

Mimo kontrowersji Rudolf Schaubach uważa, że jego pomysł może pomóc hodowcom ograniczyć straty powodowane przez wilki. Jak podkreśla, nad projektem pracował przez kilka lat, a sam kombinezon ma być dalej rozwijany z uwzględnieniem dobrostanu zwierząt.

To właśnie przyszłe badania i decyzje władz pokażą, czy kolczasta zbroja dla owiec stanie się nowym sposobem ochrony stad, czy też zostanie uznana za rozwiązanie niezgodne z przepisami dotyczącymi ochrony zwierząt.

Po deszczach rolnicy patrzą na liście pszenicy. Nie każda plama oznacza konieczność oprysku

0
Kondycja pszenicy we Francji pogarsza się
Kondycja pszenicy we Francji pogarsza się

Ostatnie deszcze i ostrzeżenia płynące z branży rolniczej sprawiły, że wielu producentów pszenicy ozimej zaczęło dokładnie przyglądać się swoim plantacjom. Na wielu polach pojawiły się przebarwienia i plamy na liściach, które mogą przypominać objawy chorób grzybowych.

Eksperci uspokajają jednak, że w wielu przypadkach nie ma powodów do natychmiastowego wykonywania zabiegów fungicydowych. Według doradców skala zagrożenia najgroźniejszymi chorobami liści pozostaje obecnie stosunkowo niewielka.

Czym są plamy i dlaczego nie warto ich mylić z chorobą?

W tym sezonie szczególnie często obserwowane są tzw. fizjologiczne plamy liści. Występują one na wielu plantacjach i bywają mylone z objawami infekcji grzybowych.

W rzeczywistości nie są one wywoływane przez patogeny. To efekt stresu roślin spowodowanego między innymi gwałtownymi zmianami temperatur, silnym nasłonecznieniem czy niestabilnymi warunkami pogodowymi.

To ważna informacja dla rolników, ponieważ fungicydy nie zwalczają tego rodzaju uszkodzeń. Z tego powodu specjaliści odradzają wykonywanie oprysków wyłącznie na podstawie występowania plam. Kluczowe znaczenie ma potwierdzenie obecności chorób takich jak septorioza, rdza czy mączniak prawdziwy.

Kiedy można jeszcze poczekać z fungicydem?

Monitoring prowadzony na plantacjach wskazuje, że przypadki septoriozy liści są obecnie nieliczne i najczęściej dotyczą dolnych partii roślin. Poziom porażenia pozostaje stosunkowo niski, dlatego rozwój choroby po ostatnich opadach może być ograniczony.

W łanach, gdzie liść flagowy rozwinął się dopiero po deszczach, wykonanie końcowego zabiegu fungicydowego można w niektórych przypadkach odłożyć. Nie oznacza to jednak rezygnacji z obserwacji pola. Regularne lustracje pozostają podstawą podejmowania właściwych decyzji.

Fusarium staje się największym zagrożeniem podczas kwitnienia

Wraz ze wzrostem temperatur coraz większą uwagę należy poświęcić fuzariozie kłosów. Największe zagrożenie pojawia się wtedy, gdy w okresie kwitnienia pszenicy występują temperatury od 16 do 25 stopni Celsjusza połączone z opadami deszczu. To właśnie w czasie kwitnienia grzyb może infekować otwarte kłoski i powodować poważne straty jakościowe oraz ilościowe.

Które plantacje są najbardziej zagrożone?

Ryzyko wystąpienia Fusarium znacząco wzrasta na polach, gdzie wcześniej uprawiano kukurydzę lub buraki cukrowe. Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym infekcji są podatne odmiany oraz technologie uprawy pozostawiające dużą ilość resztek pożniwnych na powierzchni gleby.

W takich warunkach rośnie nie tylko ryzyko porażenia kłosów, ale również wystąpienia mikotoksyn w zebranym ziarnie.

Termin zabiegu ma kluczowe znaczenie

Skuteczność ochrony przed Fusarium w dużej mierze zależy od odpowiedniego terminu wykonania oprysku. Najlepsze efekty uzyskuje się na początku lub w połowie kwitnienia.

Zabieg powinien zostać wykonany krótko przed infekcją lub maksymalnie kilka dni po jej wystąpieniu. Spóźniona reakcja znacząco obniża skuteczność ochrony.

Liczy się nie tylko preparat, ale również technika oprysku

Doradcy zwracają uwagę, że równie ważna jak dobór środka jest technika jego aplikacji. Do ochrony kłosów zalecane są dysze drobnokropliste, najlepiej podwójne płaskostrumieniowe, które zapewniają dokładne pokrycie roślin cieczą roboczą.

Skuteczność zabiegu zwiększa także wysoka wilgotność powietrza oraz wykonywanie oprysków w godzinach porannych.

Warto obserwować także mączniaka i rdzę brunatną

Oprócz fuzariozy rolnicy powinni zwracać uwagę na rozwój mączniaka prawdziwego i rdzy brunatnej. Pierwsze objawy tych chorób są już widoczne na niektórych podatnych odmianach, szczególnie na górnych liściach.

W takich sytuacjach standardowy zabieg może okazać się niewystarczający i konieczne będzie rozszerzenie ochrony o preparaty skuteczne przeciwko konkretnym patogenom.

Nie każde przebarwienie oznacza konieczność oprysku

Eksperci podkreślają, że każda decyzja o wykonaniu zabiegu powinna być poprzedzona oceną rzeczywistego zagrożenia. Nie wszystkie plamy na liściach przekładają się na straty plonu i nie każde przebarwienie wymaga natychmiastowej interwencji.

Regularny monitoring plantacji i właściwe określenie momentu zabiegu pozwalają ograniczyć koszty ochrony, a jednocześnie skutecznie zabezpieczyć plon oraz jego jakość.

Chciał kupić traktor przez Internet. Stracił fortunę, bo maszyna nigdy nie istniała

0
rolnik

Zakup używanego ciągnika przez internet miał być dla austriackiego rolnika okazją do korzystnej transakcji. Zamiast nowej maszyny pozostała jednak dotkliwa strata finansowa. Dopiero podczas osobistej wizyty okazało się, że oferta była fikcyjna, a wystawiony na sprzedaż traktor w ogóle nie istniał.

Kusząca oferta ciągnika w sieci

Do oszustwa doszło w ostatnich tygodniach w Imst w austriackim Tyrolu. Nieznany sprawca wystawił na internetowej platformie sprzedażowej ofertę dotyczącą ciągnika rolniczego. Cena maszyny opiewała na kwotę liczoną w dziesiątkach tysięcy euro i wzbudziła zainteresowanie 56-letniego mieszkańca Austrii.

Rolnik nawiązał kontakt ze sprzedawcą i przez pewien czas prowadził rozmowy zarówno telefonicznie, jak i za pośrednictwem mediów społecznościowych. Wszystko wyglądało wiarygodnie, dlatego zdecydował się kontynuować transakcję.

Oszuści zażądali wysokiej zaliczki

Domniemany sprzedawca zażądał wpłaty zaliczki wynoszącej połowę wartości ciągnika. Rolnik zgodził się na ten warunek i przelał pieniądze na niemieckie konto bankowe.

Dopiero kilka dni później postanowił osobiście obejrzeć maszynę i sfinalizować zakup. Wyruszył więc do Niemiec, przekonany, że wkrótce stanie się właścicielem nowego ciągnika.

Wizyta ujawniła prawdę

Na miejscu okazało się, że firma zajmująca się sprzedażą maszyn rolniczych, której dane widniały w ogłoszeniu, nie miała nic wspólnego z oferowanym traktorem. Przedsiębiorstwo nie prowadziło takiej sprzedaży, a jego dane zostały bezprawnie wykorzystane przez oszustów.

W ten sposób wyszło na jaw, że oferta była całkowicie fałszywa, a ciągnik nigdy nie był dostępny na rynku.

Stracił pięciocyfrową kwotę

Według informacji policji 56-letni rolnik stracił w wyniku oszustwa pięciocyfrową kwotę w euro. Funkcjonariusze podkreślają, że podobne przypadki dotyczące pojazdów i maszyn rolniczych pojawiają się regularnie, a przestępcy coraz częściej wykorzystują dane legalnie działających firm, aby uwiarygodnić swoje oferty.

Sprawa jest kolejnym ostrzeżeniem dla osób planujących zakup maszyn przez internet. Przed wpłatą zaliczki warto dokładnie zweryfikować sprzedawcę, sprawdzić pochodzenie ogłoszenia i (jeśli to możliwe) obejrzeć sprzęt osobiście jeszcze przed przekazaniem pieniędzy.

Rolnictwo Świata: Białoruś z bliska. Gigantyczne gospodarstwo, targi i fabryka ciągników

0
Belagro

Rolnictwo Świata – co zobaczymy w nowym odcinku?

Seria „Rolnictwo Świata” ponownie rusza w trasę. Tym razem zespół Agro Profil odwiedził Białoruś, aby sprawdzić, jak wygląda rolnictwo u naszych wschodnich sąsiadów oraz pokazać miejsca, do których na co dzień nie mają dostępu polscy rolnicy.

Podróż rozpoczęła się 3 czerwca. Zanim ekipa dotarła na miejsce, musiała zmierzyć się z długim, blisko 12-godzinnym oczekiwaniem na granicy. Po przekroczeniu granicy rozpoczęły się ujęcia do kolejnego odcinka serii.

Jak wygląda rolnictwo na Białorusi? Największe prywatne gospodarstwo na Białorusi

Białoruś

Jednym z najciekawszych punktów wyjazdu była wizyta w największym prywatnym gospodarstwie rolnym na Białorusi, które gospodaruje na imponującej powierzchni około 26 tysięcy hektarów. Co ciekawe, właścicielami gospodarstwa są Polacy. W materiale będzie można zobaczyć, jak funkcjonuje tak ogromne przedsiębiorstwo rolne oraz jakie technologie wykorzystywane są w codziennej produkcji.

Największe targi rolnicze w Europie Wschodniej

Podczas pobytu na Białorusi nasz zespół odwiedzi również Belagro, czyli jedne z największych targów rolniczych w Europie Wschodniej. Wydarzenie co roku gromadzi producentów maszyn, firmy z branży agro, hodowców oraz przedstawicieli sektora spożywczego z wielu krajów.

Targi są miejscem prezentacji nowoczesnych technologii dla rolnictwa, nowych maszyn, rozwiązań dla hodowli zwierząt oraz innowacji związanych z produkcją żywności. To również okazja do poznania specyfiki białoruskiego rolnictwa i kierunków jego rozwoju.

Belagro

Z wizytą w fabryce ciągników Belarus

W planach wyjazdu znalazła się również wizyta w słynnej fabryce MTZ (Miński Zakład Traktorowy), gdzie powstają ciągniki marki Belarus. To jeden z największych producentów ciągników w tej części Europy, którego maszyny od lat pracują również w wielu polskich gospodarstwach.

Już wkrótce na kanale Agro Profil pojawi się nowy odcinek serii „Rolnictwo Świata”, w którym pokażemy kulisy białoruskiego rolnictwa, największe prywatne gospodarstwo w kraju, targi Belagro oraz produkcję ciągników MTZ.

Czy Ursusa dało się uratować? Historia decyzji, które zmieniły polską markę ciągników

0
Ursus 610

Przez dziesięciolecia Ursus był symbolem polskiego rolnictwa. Charakterystyczne czerwone ciągniki pracowały w gospodarstwach od Pomorza po Podkarpacie, a sama marka należała do najbardziej rozpoznawalnych producentów maszyn rolniczych w kraju. Dziś ciągniki Ursus nie są już produkowane, ale wokół historii firmy wciąż pojawia się jedno pytanie: czy jej upadek był nieunikniony?

Zdaniem Wojciecha Burego, właściciela Muzeum Motoryzacji Motonostalgia w Nieborowie, o losach Ursusa mogły przesądzić decyzje podjęte wiele dekad temu – jeszcze w czasach PRL.

Ursus

Ursus po wojnie. Od kopii Lanz Bulldoga do własnych pomysłów

Choć Ursus kojarzony jest przede wszystkim z ciągnikami, początki firmy sięgają znacznie wcześniej. Wcześniej marka nazywała się P7P. Przed wojną przedsiębiorstwo produkowało m.in. urządzenia dla przemysłu oraz silniki stacjonarne. Po przejęciu przez Państwowe Zakłady Inżynierii stało się jednym z ważniejszych elementów polskiego przemysłu motoryzacyjnego.

Po II wojnie światowej sytuacja była jednak wyjątkowo trudna. Fabryka została zniszczona, wiele maszyn wywieziono, a kraj potrzebował szybkiej odbudowy rolnictwa. W takich warunkach trudno było projektować od podstaw nowoczesny ciągnik.

Dlatego zdecydowano się wykorzystać sprawdzoną konstrukcję niemieckiego Lanz Bulldoga. Tak powstał Ursus C-45, który przez wiele lat był podstawowym ciągnikiem wykorzystywanym w polskich gospodarstwach i państwowych gospodarstwach rolnych.

Choć pierwsze egzemplarze nie należały do idealnych pod względem jakości wykonania, z czasem konstrukcję stopniowo udoskonalano i modernizowano. Ursusy C-45 pracowały głównie w państwowych gospodarstwach rolnych oraz spółdzielniach produkcyjnych, stając się symbolem powojennej odbudowy polskiego rolnictwa. Jeszcze w latach 60. można było spotkać nowe egzemplarze tego modelu w sprzedaży.

Była to konstrukcja prosta, wytrzymała i łatwa w naprawach, ale już w latach 50. zaczęto zdawać sobie sprawę, że przyszłość rolnictwa wymaga nowocześniejszych maszyn.

Było jasne, że konstrukcja oparta na przedwojennych rozwiązaniach nie będzie odpowiadała potrzebom nowoczesnego rolnictwa. Ciągnik był paliwożerny, mało komfortowy i coraz bardziej odstawał od zachodnich standardów. Dlatego już pod koniec lat 50. rozpoczęto prace nad własnymi, bardziej nowoczesnymi konstrukcjami. Polscy inżynierowie stanęli przed zadaniem stworzenia ciągników wydajniejszych, oszczędniejszych i lepiej dostosowanych do rosnących wymagań gospodarstw, co zapoczątkowało jeden z najciekawszych rozdziałów w historii marki Ursus.

Jak powstały pierwsze nowoczesne ciągniki Ursus?

Pod koniec lat 50. rozpoczęto prace nad pierwszymi całkowicie polskimi konstrukcjami. Efektem był Ursus 25, który trafił do produkcji w 1959 roku.

Jak na swoje czasy był to nowoczesny ciągnik wyposażony w podnośnik hydrauliczny oraz bardziej zaawansowaną skrzynię biegów. Problem polegał jednak na tym, że już w chwili rozpoczęcia produkcji okazało się, że 25-konny ciągnik nie będzie wystarczający dla rozwijającego się rolnictwa.

W Ursusie rozpoczęto więc prace nad większymi modelami. Powstały między innymi ciągniki oznaczone jako Ursus 342 oraz kolejne konstrukcje wyposażone w mocniejsze silniki czterocylindrowe. To właśnie wtedy polscy inżynierowie zaczęli tworzyć własną szkołę konstrukcji ciągników.

Gomułka postawił na Zetora. Co stracił na tym Ursus?

W pierwszej połowie lat 60. wydarzyło się coś, co zdaniem wielu pasjonatów historii techniki miało ogromny wpływ na dalsze losy Ursusa.

Władze PRL zdecydowały o zakupie licencji czechosłowackiego Zetora 4011. Z punktu widzenia polityków było to rozwiązanie szybsze i bezpieczniejsze niż dalsze inwestowanie w rozwój własnych konstrukcji. Decyzja miała jednak swoje konsekwencje.

Najlepsi polscy konstruktorzy zostali skierowani do wspólnego zespołu projektowego działającego przy fabryce Zetora w Brnie. Wśród nich znaleźli się specjaliści odpowiedzialni za rozwój nowych silników, skrzyń biegów i podzespołów.

To właśnie dzięki pracy polskich inżynierów powstały później ciągniki Zetor 8011 oraz Ursus C-385. Dziś wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że udział polskich konstruktorów w stworzeniu tej rodziny ciągników był bardzo duży.

Seria U. Ciągniki, które mogły zmienić historię

Pod koniec lat 60. w Ursusie rozpoczęto prace nad projektem, który miał całkowicie odmienić polską branżę ciągnikową. Nowa rodzina maszyn otrzymała roboczą nazwę Seria U, gdzie litera „U” oznaczała unifikację. Była to odpowiedź na jeden z największych problemów ówczesnej produkcji.

W tym czasie Ursus wytwarzał równolegle kilka różnych konstrukcji – zmodernizowanego Ursusa C-325/C-328, późniejszą C-330, produkowanego na licencji Zetora modelu C-4011 oraz ciężką serię wywodzącą się z projektu C-385. Każda z tych maszyn wykorzystywała zupełnie inne podzespoły, a stopień wspólnych części był symboliczny. Jak wspomina Wojciech Bury, unifikacja pomiędzy poszczególnymi modelami wynosiła zaledwie około 0,9%, co oznaczało, że współwymienne były praktycznie tylko pojedyncze śruby czy żarówki.

Dla fabryki oznaczało to ogromne utrudnienia organizacyjne. Produkcja wymagała utrzymywania oddzielnych linii technologicznych, magazynów części oraz zaplecza serwisowego dla każdego modelu. W efekcie rosły koszty, a rozwój nowych konstrukcji stawał się coraz trudniejszy.

Projekt Serii U miał to zmienić. Polscy konstruktorzy opracowali nowoczesną rodzinę ciągników o różnej mocy, które bazowały na wspólnych podzespołach i rozwiązaniach technicznych. Dzięki temu produkcja miała być tańsza, prostsza i bardziej efektywna, a rolnicy mogliby korzystać z maszyn łatwiejszych w obsłudze i serwisowaniu.

Zdaniem wielu pasjonatów historii techniki oraz byłych pracowników Ursusa właśnie Seria U była jednym z najbardziej obiecujących projektów w dziejach polskiej motoryzacji rolniczej. Gdyby trafiła do seryjnej produkcji, mogła stać się fundamentem nowoczesnej polskiej marki ciągnikowej na wiele kolejnych dekad.

Deutz czy Massey Ferguson? Decyzja, która zmieniła wszystko

Na początku lat 70. władze zdecydowały jednak o zakupie zagranicznej licencji na produkcję ciągników. Do rozmów zaproszono kilku światowych producentów, a w końcowej fazie pozostały dwie firmy: niemiecki Deutz oraz brytyjski Massey Ferguson.

Powołany przez państwo zespół ekspertów przeprowadził szczegółowe analizy techniczne i ekonomiczne. Oceniano koszty produkcji, stopień unifikacji części, organizację zakładów oraz przyszłe możliwości rozwoju. Według zachowanych dokumentów specjaliści rekomendowali wybór firmy Deutz.

Niemieckie konstrukcje były bardziej zunifikowane, tańsze we wdrożeniu i lepiej dostosowane do polskich warunków przemysłowych. Producent oferował również gotowy projekt nowoczesnego zakładu produkcyjnego. Ostatecznie jednak zwyciężył Massey Ferguson.

Dlaczego tak się stało? Do dziś pojawiają się różne teorie. Jedni wskazują na względy polityczne, inni na kwestie finansowe i międzynarodowe naciski. Faktem jest natomiast, że wdrożenie brytyjskiej licencji okazało się znacznie trudniejsze i droższe niż zakładano.

Massey Ferguson zamiast własnych konstrukcji

Po zakupie licencji okazało się, że konieczne jest dokupowanie kolejnych technologii. Dotyczyło to między innymi pomp wtryskowych, rozruszników czy alternatorów.

Dodatkowym problemem był fakt, że konstrukcje Massey Fergusona opierały się na układzie calowym, podczas gdy polski przemysł funkcjonował w systemie metrycznym. Przeprojektowanie wielu elementów wymagało ogromnych nakładów pracy i pieniędzy.

Jednocześnie Ursus musiał spłacać koszty zakupu licencji, utrzymując produkcję starszych modeli ciągników. W praktyce oznaczało to, że zakład przez wiele lat finansował rozwój nowych konstrukcji dzięki sprzedaży przestarzałych maszyn. Według Wojciecha Burego właśnie wtedy utracono szansę na wykorzystanie potencjału polskich projektów.

Ursus – czy można było go uratować w latach 90.?

Po transformacji ustrojowej sytuacja firmy stała się jeszcze bardziej skomplikowana. Zakład wymagał ogromnych inwestycji, a konkurencja ze strony zachodnich producentów stale rosła. Pojawiały się jednak firmy zainteresowane przejęciem lub współpracą z Ursusem. Wśród potencjalnych partnerów wymienia się między innymi Deutza oraz koncern AGCO.

Do porozumienia ostatecznie nie doszło. Zdaniem Wojciecha Burego wpływ na to miały między innymi konflikty związane z restrukturyzacją przedsiębiorstwa oraz sprzeczne interesy różnych środowisk. W kolejnych latach sytuację dodatkowo komplikowały coraz bardziej restrykcyjne normy emisji spalin, rosnące koszty produkcji oraz silna konkurencja ze strony producentów zagranicznych.

Ursus wciąż pozostaje symbolem polskiego rolnictwa

Dziś w Muzeum Motonostalgia w Nieborowie można zobaczyć zarówno seryjne Ursusy, jak i prototypy, które nigdy nie trafiły do produkcji. To właśnie one pokazują, jak ambitne były plany polskich konstruktorów i jak duży potencjał posiadał krajowy przemysł ciągnikowy.

Czy Ursusa można było uratować? Jednoznacznej odpowiedzi nie ma. Pewne jest jednak, że historia marki to nie tylko opowieść o upadku przedsiębiorstwa, ale również o niewykorzystanych szansach, odważnych projektach i konstruktorach, którzy przez lata próbowali stworzyć nowoczesny polski ciągnik.

Dlatego Ursus do dziś pozostaje czymś więcej niż marką. Dla wielu rolników jest symbolem całej epoki polskiego rolnictwa i przemysłu.

Zobacz wideo: Historia upadku URSUSA! Dlaczego najlepszych polskich inżynierów wysłano do ZETORA?

Pogoda 7 czerwca- burze od Poznania po Bydgoszcz i Kaszuby

0
Pogoda 7 czerwca
Pogoda 7 czerwca

Pogoda- noc pogodna i od +9 do +16 stopni Celsjusza

Na północy, wschodzie, południu i w centrum noc z bezchmurnym niebem a na termometrach od +8/9 stopni na Podlasiu do 10-11 na wschodzie, południu i w centrum oraz 11-12 na północy. Na zachodzie kraju więcej chmur i od okolic Szczecinka po Piłę- zachód Wielkopolski, Lubuskie, Dolny Śląsk miejscami pokropi deszcz- tu temperatura nie spadnie poniżej 14-16 stopni.

W niedzielę miejscami zagrzmi

W ciągu dnia zwiększy się szansa na opady i burze. Największa szansa na burze będzie na Kaszubach aż po okolice Bydgoszczy, Gniezna i Poznania oraz w pasie od Olsztyna po Mławę, Przasnysz i Warszawę. Podczas burz spadnie gdzieniegdzie do 20-30 mm deszczu oraz mocniej powieje do 65-70 km/h. Jutro w burzach miejscami sypnie gradem ale drobnym- do 1 cm.

Im dalej na południe od Wrześni, Torunia, Warszawy tym szansa na burze mniejsza a od okolic Łodzi, Radomia po południe kraju raczej bez burz a jeśli popada to sam przelotny deszcz.

Wiatr zwłaszcza od Żuław po Kujawy i wschód Łódzkiego będzie dość silnie wiał ze zmieniających się w ciągu dnia kierunków wraz z przechodzeniem frontu.

Pogoda 7 czerwca

Sklep- https://sklep.agroprofil.pl/

Ceny zbóż na giełdach: Czy gorsze oceny upraw we Francji zatrzymają spadki cen na MATIF?

0
Kondycja pszenicy we Francji pogarsza się
Kondycja pszenicy we Francji pogarsza się

Ceny zbóż na giełdach: Najnowszy raport FranceAgriMer przyniósł oficjalne potwierdzenie strat, jakie na francuskich polach wyrządziła majowa fala upałów. Choć powrót łagodniejszych temperatur przyniósł chwilową ulgę, oceny kondycji tamtejszych zasiewów w cotygodniowym raporcie Céré’Obs wyraźnie spadły. Szczególnie mocno ucierpiał jęczmień jary, którego rating w kategorii „dobry do bardzo dobrego” tąpnął aż o 15 punktów procentowych (do 68%). Słabsze noty zebrały też kukurydza (spadek o 4 p.p. do 84%), jęczmień ozimy (spadek o 3 p.p. do 73%) oraz kluczowa pszenica miękka, której ocena pogorszyła się o 2 punkty, spadając do poziomu 76%.

Mimo że te dane jednoznacznie wskazują na kurczący się potencjał produkcyjny u największego unijnego producenta, ich wpływ na globalne ceny zbóż pozostaje ograniczony. Perspektywa rozpoczynających się zbiorów na półkuli północnej w krótkim terminie może zdecydowanie przeważać nad pogarszającymi się prognozami dla samej Francji czy nawet Polski. Rynek wchodzi w fazę fizycznego napływu nowego ziarna, co tradycyjnie studzi nastroje kupujących.

Przeczytaj również:

Globalny kontekst a ceny zbóż: Presja żniwna silniejsza od pogody

Doskonałym dowodem na to, że zbliżający się kombajn waży na giełdach więcej niż lokalne anomalie pogodowe, jest zachowanie rynku amerykańskiego. W USA kondycja pszenicy ozimej jest oficjalnie określana jako bardzo słaba – zaledwie 26% upraw znajduje się w stanie dobrym lub doskonałym. Mimo to, giełda w Chicago w ostatnich tygodniach konsekwentnie taniała, ciągnąc za sobą Europę i spychając ceny zbóż w dół.

Dla funduszy inwestycyjnych kluczowe pozostają obecnie czynniki sezonowe i techniczne:

  1. Postępujące żniwa na południu: Na południowych krańcach USA ruszyły już zbiory. Pojawienie się na rynku fizycznego ziarna z nowego sezonu niemal zawsze działa chłodząco na giełdowe wyceny, niezależnie od problemów w innych częściach świata.
  2. Presja techniczna i algorytmy: Na wykresach w Chicago i Paryżu uformował się niebezpieczny układ podwójnego szczytu. Przełamanie linii trendu wzrostowego uruchomiło automatyczne zlecenia sprzedaży (stop-loss), co napędza podażową presję na ceny zbóż.
  3. Stabilizacja pogodowa: Regularne opady deszczu na amerykańskich Wielkich Równinach oraz przewidywalne prognozy dla pozostałych kluczowych eksporterów skutecznie zdejmują z kontraktów terminowych tzw. premię za ryzyko pogodowe.

Amortyzacja zamiast odwrócenia trendu

W tym kontekście spadek ocen kondycji francuskich upraw to zbyt mało, by samodzielnie wywołać odwrócenie trendu spadkowego na giełdzie MATIF. Unijny kontrakt wrześniowy w ostatnich czternastu dniach stracił blisko 15 euro na tonie, zbliżając się do psychologicznej granicy 200 EUR/t.

Raport FranceAgriMer może w najbliższych dniach zadziałać jedynie jako lokalny amortyzator. Gorsze prognozy zbiorów w Europie Zachodniej pomogą prawdopodobnie w obronie kluczowych poziomów wsparcia w Paryżu, ograniczając przestrzeń do skrajnej, spekulacyjnej wyprzedaży – przynajmniej do momentu publikacji czerwcowego raportu WASDE, który zaktualizuje globalny bilans podaży i popytu na nowy sezon.

Źródło danych: FranceAgriMer, Eurnoext-Paryż

Zbiory zbóż i oleistych na Ukrainie w 2026 roku mogą być rekordowe, ale logistyka pozostaje kluczowym problemem

0
Zbiory na Ukrainie

Zbiory zbóż i oleistych na Ukrainie w 2026 roku: Mimo bezprecedensowych wyzwań geopolitycznych i infrastrukturalnych, kampania siewna na Ukrainie została zrealizowana w 97%. Wyjątkowo sprzyjające warunki agrometeorologiczne – zwłaszcza dla upraw kukurydzy – skłoniły ekspertów do rewizji prognoz zbiorów w górę. Jednak rosnąca podaż na rynku wewnętrznym zderza się z krytycznym wąskim gardłem logistycznym, co rodzi poważne obawy o stabilność cen.

Prognozy zbiorów i potencjał eksportowy

Według najnowszych szacunków Ukraińskiego Stowarzyszenia Zbożowego (UZA), prognoza łącznych zbiorów zbóż i roślin oleistych na 2026 rok została podniesiona o 1,0 mln t – do rekordowego poziomu 83,6 mln t. Oznacza to wzrost produkcji o 11,6% w stosunku do ubiegłego roku, napędzany głównie wyższą oczekiwaną wydajnością kukurydzy oraz słonecznika.

Tak wysoki potencjał produkcyjny otwiera drogę do ustanowienia nowego rekordu eksportowego w sezonie marketingowym 2026/2027. W scenariuszu optymistycznym wolumen wysyłek na rynki zewnętrzne może sięgnąć 50,8 mln t (w porównaniu do obecnych 42,3 mln t). Realizacja tego planu zależy jednak całkowicie od drożności korytarzy transportowych oraz stabilności infrastruktury energetycznej kraju, która regularnie pozostaje celem ataków.

Analiza produkcji i zderzenie prognoz: UZA vs USDA

Struktura krajowej produkcji wykazuje dodatnią dynamikę, jednak wielkość ostatecznego bilansu pozostaje przedmiotem profesjonalnej dyskusji ekspertów. Podczas gdy lokalne stowarzyszenie UZA celuje w historyczne maksima, analitycy USDA w swoim majowym raporcie wykazują znacznie większą powściągliwość, wkalkulowując w prognozy ryzyka logistyczne i geopolityczne.

Głównym motorem rozbieżności jest kukurydza, gdzie krajowi eksperci widzą potencjał eksportowy wyższy aż o 4 mln ton w stosunku do szacunków amerykańskich. Dokładne porównanie prognoz dla kluczowych upraw przedstawia się następująco:

UprawaPrognoza Zbiorów UZA (mln t)Prognoza Zbiorów USDA (mln t)Eksport UZA (mln t)Eksport USDA (mln t)
Kukurydza32,130,027,023,0
Pszenica22,823,017,013,0
Jęczmień5,22,2

Warto podkreślić, że istotna część roślin oleistych (w szczególności soi oraz rzepaku) zostanie przetworzona na rynku lokalnym. W przypadku soi wynika to bezpośrednio z obowiązujących ograniczeń regulacyjnych dotyczących eksportu surowca, co stymuluje rozwój krajowego przemysłu tłuszczowego i produkcję towarów o wyższej wartości dodanej.

Komentarz AgroProfil: Różnica w prognozach eksportu pszenicy (aż 4 mln ton różnicy na korzyść UZA) oraz kukurydzy dobitnie pokazuje, gdzie bije serce rynkowej niepewności. USDA zakłada scenariusz konserwatywny — Amerykanie szacują, że nawet przy niezłych zbiorach (USDA daje pszenicy aż 23 mln ton), Ukraina nie zdoła fizycznie wypchnąć tak dużych wolumenów przez zablokowane kanały logistyczne. Z kolei UZA zakłada wariant optymistyczny, w którym korytarze czarnomorskie i alternatywne szlaki utrzymają maksymalną przepustowość mimo regularnych ataków na infrastrukturę.

Wyzwania logistyczne i ryzyka rynkowe

Głównym zagrożeniem dla ukraińskiego sektora agro w nadchodzącym sezonie staje się głęboki dysonans pomiędzy rekordową podażą a ograniczoną przepustowością kluczowych szlaków wywozowych (portów morskich, infrastruktury kolejowej oraz przejść granicznych).

„Rekordowa prognoza ma jedno bardzo wąskie gardło. Brak możliwości płynnego wyeksportowania tak ogromnych wolumenów zbóż z powodu problemów logistycznych uderza nie tylko w kondycję finansową producentów rolnych i strukturę cenową na rynku wewnętrznym. Może to stać się również potężnym ciosem dla stabilności makroekonomicznej kraju oraz jego bilansu płatniczego”.

Sytuację komplikuje również kontekst globalny – wysoka konkurencja na rynkach międzynarodowych sprawia, że lokalna nadpodaż ziarna przy ograniczonym wywozie doprowadzi do gwałtownego spadku cen skupu na rynku ukraińskim, generując presję ekonomiczną na gospodarstwa rolne.

Wnioski i rekomendacje dla sektora:

  • Dywersyfikacja terminów sprzedaży: Eksperci apelują do producentów, aby nie odkładali sprzedaży całości wolumenu na moment szczytu zbiorów, kiedy obciążenie infrastruktury transportowej będzie największe.
  • Unikanie dołka cenowego: Stopniowe upłynnianie zapasów (poprzez kontrakty terminowe oraz sprzedaż spotową na początku sezonu) pozwoli zminimalizować ryzyko strat wywołanych lokalnym załamaniem cen.
  • Rozwój przetwórstwa: Maksymalne wykorzystanie mocy przetwórczych dla oleistych pozwala na eksport gotowego oleju i śrut, omijając częściowo ograniczenia logistyczne dla surowców masowych.

Warto przypomnieć, że Polska utrzymuje własne embargo na import zbóż i rzepaku z Ukrainy. Mimo to towary te konkurują na międzynarodowym rynku z naszym eksportem, a do Polski wjeżdża, zamiast rzepaku, gotowy olej rzepakowy.

Źródło danych: UZA, USDA