Strona główna Blog Strona 388

Odwiedź IV Narodowy Dzień Kukurydzy w Rogożewie!

0

Hodowla Roślin Smolice oraz Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka serdecznie zapraszają do wzięcia udziału w IV Narodowym Dniu Kukurydzy. To wyjątkowe wydarzenie odbędzie się 29 sierpnia 2024 roku w Rogożewie koło Smolic, w województwie wielkopolskim. Patronat nad tym dniem objęło Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

IV Narodowy Dzień Kukurydzy. Czego można się spodziewać?

Podczas spotkania uczestnicy będą mieli okazję zapoznać się z najnowszymi odmianami kukurydzy oferowanymi przez Hodowlę Roślin Smolice. To doskonała okazja, aby dowiedzieć się więcej o najnowszych osiągnięciach w hodowli tej rośliny, a także poznać nowoczesne metody konserwacji zielonki z kukurydzy, które są kluczowe dla poprawy jakości paszy.

Stoiska współorganizatorów

W trakcie wydarzenia, na stoiskach współorganizatorów, będzie można zapoznać się z różnorodnymi ofertami firm związanych z branżą rolniczą. Warto szczególnie odwiedzić stoisko Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka, gdzie będzie możliwość zbadania zawartości suchej masy kukurydzy z własnej plantacji.

Szczegóły wydarzenia

Szczegółowe informacje na temat IV Narodowego Dnia Kukurydzy, w tym program wydarzenia, znajdują się na załączonych grafikach oraz w zaproszeniu poniżej. Serdecznie zachęcamy wszystkich zainteresowanych rolników, hodowców i producentów do udziału w tym wydarzeniu. To niepowtarzalna okazja do poszerzenia swojej wiedzy i nawiązania nowych kontaktów w branży.

Do zobaczenia w Rogożewie!

KE podniosła nieco szacunki plonów średnich zbóż jarych w Polsce, ale obniżyła wydajność odmian ozimych

0
Zboża FAO

Sierpniowe wydanie biuletynu MARS (organ KE monitorujący uprawy) informuje, że w pierwszej połowie lipca odnotowano w Polsce wysokie temperatury, następnie temperatury ustabilizowały się wokół średniej. Jednocześnie na północy i zachodzie wystąpiły regularne opady deszczu, podczas gdy we wschodniej Polsce deszczu było niewiele.

Zbiory jęczmienia ozimego w Polsce zostały zakończone, podczas gdy zbiory pszenicy ozimej i rzepaku są prawie zakończone – wszystkie na długo przed czasem i bez zauważalnych opóźnień.

Susza zaszkodziła uprawom ozimym

Wyniki badań terenowych sugerują zbliżone do średniej lub poniżej średniej (jęczmień ozimy) plony upraw ozimych, ponieważ zostały one znacząco dotknięte przez suchą pogodę w fazie napełniania ziarna.

Uprawy jare skorzystały z opadów deszczu

Z drugiej strony uprawy letnie skorzystały z opadów deszczu przed i w trakcie fazy napełniania ziarna, a także ze średnich temperatur od połowy lipca. Obecny poziom wody w glebie jest zadowalający w końcowych fazach wzrostu upraw letnich.

W sierpniu obniżone zostały plony zbóż ozimych, ale wzrosły dla zbóż jarych

Prognozy plonów średnich upraw ozimych zostały obniżone i są teraz bliskie średniej, podczas gdy prognozy wydajności upraw letnich wzrosły nieznacznie do średniej lub powyżej średniej.

Plony średnie zbóż w Polsce na tle całej UE

(w kolejności: pszenica, jęczmień, kukurydza, żyto, pszenżyto)

Plony średnie rzepaku w Polsce na tle UE

Źródło: KE

Zmalały w sierpniu prognozy plonów średnich zbóż i rzepaku w UE

0

Jak wynika z sierpniowego wydania biuletynu MARS (organ Komisji Europejskiej monitorujący uprawy), prognozy plonów średnich na poziomie UE-27 zostały zrewidowane w dół dla prawie wszystkich upraw ze względu na wyjątkowo gorące warunki na południu i nadmierne opady deszczu na północy.

Nadmierne opady szkodziły uprawom ozimym w Europie Zachodniej i Północnej

Słabe wyniki zbóż ozimych (w szczególności pszenicy miękkiej i jęczmienia ozimego) wynikają głównie z nadmiernie wilgotnych warunków panujących na dużych obszarach Europy Zachodniej i Północnej.

Z powodu upałów i suszy cierpiały uprawy jare na Południowym-Wschodzie Europy

Uprawy letnie ucierpiały w regionach, w których gorące warunki zbiegły się z ograniczoną dostępnością wody, co często miało miejsce na Węgrzech, w Rumunii, Bułgarii i Grecji.

Tylko plony jęczmienia powinny przekroczyć średnią

Uśredniona wydajność pszenicy w UE został zrewidowany w dół o 3% w porównaniu z lipcem i szacowana jest obecnie o 3% poniżej średniej z 5 lat.

Całkowite plony jęczmienia zostały skorygowane w dół o 2%, ale nadal są powyżej średniej, co odzwierciedla dobre plony jęczmienia jarego, kompensujące słabe w przypadku jęczmienia ozimego.

Plony kukurydzy zrewidowano w dół o 3%, obecnie oczekiwane są na poziomie 4% poniżej średniej z 5 lat, a plony rzepaku obniżono o kolejny 1%, obecnie 3% poniżej średniej.

Prognoza plonów średnich w UE (tabela)

Źródło: KE

Nordzucker startuje z kampanią buraczaną 2024. Spodziewany jest wyższy plon buraków

0

W piątek, 23 sierpnia, w opalenickiej cukrowni rozpalony został piec wapienny, co zwiastuje rozpoczęcie kampanii cukrowniczej. Spodziewany jest wyższy plon buraków niż średni plon z ostatnich pięciu lat, a kampania cukrownicza powinna zakończyć się w drugiej połowie stycznia 2025.

Rozpoczęcie kampanii buraczanej 2024 w Nordzucker

„Nasze fabryki są dobrze przygotowane do kampanii. W Nordzucker połączyliśmy swoje ambicje z konkretnymi działaniami w zakresie bezpieczeństwa pracy, jakości i efektywności energetycznej pod parasolem programu GoGreen.Intensywnie pracujemy nad ulepszeniem wszystkich kluczowych etapów produkcji. Ta kampania kończy trwającą 140 lat erę węgla, jako źródła energii do produkcji cukru. Chciałbym życzyć wszystkim naszym pracownikom, plantatorom i partnerom bezpiecznej, efektywnej i bezawaryjnej kampanii” – powiedział Marcin Lechowski, Prezes Nordzucker Polska S.A.

„Zrównoważony rozwój to kluczowy element naszych założeń strategicznych i podejmowanych przez nas działań” – mówi Dominik Stefański, Dyrektor Cukrowni Opalenica. „Już dziś Nordzucker Polska buduje gazociągi i przyłącza gazowe, jednocześnie stale poprawiając swoją efektywność energetyczną, aby docelowo osiągnąć neutralność klimatyczną do 2050 roku”.

źródło: mat. prasowe

Spore oszczędności w uprawie pasowej [REPORTAŻ]

0

Wiele gospodarstw ze względu na coraz częstsze okresy z niedoborem wody zdecydowało się przejść na uprawę bezorkową. Taki sam scenariusz realizuje Bartosz Szczygieł, który prowadzi gospodarstwo rolne w okolicach Gryfic o powierzchni ok. 90 ha, z czego gruntów ornych jest ok. 70 ha.

Uprawa pasowa — można sporo zaoszczędzić

Rolnicy doświadczają w swoich gospodarstwach wielu niezapowiedzianych scenariuszy pogodowych. W wielu przypadkach zmiany są konieczne w systemie uprawy roli, gdyż to po prostu się opłaca. Rolnik nie ma wpływu na ceny płodów rolnych czy też środków do produkcji rolnej, ale to on decyduje o liczbie wykonanych zabiegów na polu i o wszystkim, co się na nim dzieje. Okazuje się, że w tej materii można sporo zaoszczędzić, trzeba tylko przełamać stereotypy i nie bać się zmian.

Z takiego założenia wyszedł Bartosz Szczygieł, który z rodzicami prowadzi gospodarstwo rolne o powierzchni ok. 90 ha w woj. zachodniopomorskim. Są to gleby głównie klasy IVa i IVb, ale i jest trochę gleb III klasy bonitacyjnej.

Jakie rośliny są uprawiane?

– Mamy w płodozmianie pszenicę ozimą, jęczmień ozimy, rzepak, pszenżyto i żyto. Co roku od 20 do 30 ha jest uprawianego rzepaku i 20–30 ha jęczmienia ozimego. Z areału 90 ha ok. 15 ha zajmują łąki. Po jęczmieniu zawsze jest wysiewany rzepak. Po rzepaku jest pszenica. Z kolei po pszenżycie jest uprawiany jęczmień ozimy.

Od kiedy zaczęła się przygoda z uprawą bezorkową?

– Pierwsze próby były wykonane już pięć lat temu. Wszystko było podyktowane tym, że pojawiały się okresy z niedoborem wody. Pamiętam, jak walczyliśmy z przygotowaniem gleby pod zasiew rzepaku, najpierw uprawiając glebę gruberem, później wykonywaliśmy orkę, potem uprawę i siew. Generowało to dużo czasu, kosztów i energii. Z reguły w naszym regionie mamy bardzo sucho w okresie siewu rzepaku. Niestety, nieraz po zasiewach przyszła ulewa, która zniszczyła strukturę. Do tego po opadach silne słońce szybko zaskorupiło glebę na polu. Potem zaczęliśmy uprawę tylko bezorkową, gdzie zaobserwowaliśmy zdecydowanie mniejsze zaskorupienie gleby po opadach. Jednak ciągle poszukiwaliśmy czegoś jeszcze lepszego. Wybór padł na uprawę pasową. Od roku mamy w gospodarstwie agregat angielskiej firmy Claydon. Ta inwestycja była skierowana głównie pod uprawę rzepaku i wykonywanie usług rolniczych.

Jakie były powody wyboru takiej technologii uprawy gleby?

– Pierwszym i zasadniczym były spore oszczędności. Sprowadza się to do tego, że na polu pracuje tylko jeden ciągnik, jedna maszyna i jeden operator, a mamy za jednym przejazdem wykonane trzy zabiegi. Jest to głębokie spulchnienie wąskiego pasa gleby, zdeponowanie nawozu i wysiew nasion. To jednak nie wszystko, bowiem coraz bardziej zwracamy uwagę na aspekty mikrobiologiczne. Gdy ziemię orzemy, wszystkie resztki pożniwne trafiają na dno bruzdy. Dżdżownice zamiast wychodzić na wierzch i napowietrzać glebę od góry, to żyją one cały czas pod ziemią. Jednak zmiana technologii, gdzie duża ilość resztek pożniwnych zostaje na wierzchu, powoduje to, że dżdżownice żerują na powierzchni gleby cały czas ją napowietrzając. Tym samym budowana jest lepsza struktura gleby w górnej warstwie. W gospodarstwie są wykorzystywane preparaty mikrobiologiczne na przyspieszenie rozkładu słomy i innych resztek pożniwnych. Jest to produkt Revital Pro, który stosujemy od pięciu lat. Już po pierwszym sezonie stosowania uprawy pasowej widać mocno podziurkowaną glebę przez dżdżownice w pasach nieuprawianej gleby.

Pod warstwą słomy mikroorganizmy mają szansę rozwoju, by spróbować rozłożyć resztki pożniwne,
a tym samym wpłynąć na poprawę struktury gleby.

Jaki agregat został zakupiony do gospodarstwa?

– Jest to agregat firmy Claydon, a model ma oznaczenie T4 Hybryd. Pod tym kryje się konstrukcja o szerokości roboczej 4 m. Jest to sprzęt półzawieszany, który do uprawy wykorzystuje 13 dłut i 13 redlic siewnych. Redlice uprawowe są rozstawione co 30 cm. Natomiast redlice siewne są do wyboru. Klient może zamówić redlicę o szerokości 12 lub 16 cm. W moim przypadku są redlice o szerokości 16 cm, zatem pasy pomiędzy sąsiednimi rzędami mają szerokość 14–15 cm. Zbiornik ma pojemność 3200 l. Nawozu spokojnie można załadować 1200 kg i tyle samo można załadować zboża. Gdyby ktoś chciał wysiewać tylko zboża bez aplikacji nawozu, to jest możliwość przesunięcia ściany grodziowej i wykorzystania całej pojemności zbiornika tylko na nasiona.

Na jaką głębokość są ustawione redlice spulchniające?

– Staram się pracować na głębokości 28 cm. Warto zaznaczyć, że element podający nawóz za redlicą jest tak zaprojektowany, że granule są umieszczone na głębokości roboczej od 15 do 28 cm. Warto jeszcze zaznaczyć, że Claydon to jedyny producent agregatów do uprawy pasowej, który nie wykorzystuje kół zaciskających ziarna do gleby. W rzędach zasianych roślin mamy zawsze płytko przykryte nasiona za pomocą zagarniacza, który rozgarnia górki po redlicy spulchniającej. Jaki ma to cel? Wszystko w trosce o wysiewane rośliny, by stworzyć im bardzo dobre warunki nie tylko na starcie do wchodów, ale także do dalszego rozwoju. Wiosną, gdy chodziłem po polu, to w pasach siewnych zapadały się stopy. Widać w tym zakresie innowacyjną technologię producenta, który dba o przyszłe zyski rolnika z danej uprawy, ponieważ rośliny w tej technologii potrafią wytworzyć lepszy system korzeniowy, a stały dostęp do zlokalizowanego nawożenia i pulchna struktura gleby w pasach siewnych pozwala na rozwój roślin bez żadnych ograniczeń. Powiem więcej, roślina w tych spulchnionych pasach cały czas swobodnie oddycha. Mamy to zapewnione bez względu na to, czy są małe, czy obfite opady deszczu. Firma Claydon nazywa to wprost: jest to trójkąt życia. Cała woda opadowa spływa w głąb spulchnionego pasa, przez to są wyeliminowane zastoiska wody. Dla porównania tej pasowej technologii uprawy gleby z tradycyjną orką stosowaną przez sąsiada; u drugiego sąsiada, gdzie była stosowana uprawa bezorkowa, to zauważyłem w nich zalewiska wodne, a u mnie tylko błoto w wierzchniej warstwie.

W ubiegłym roku udało się wykonać usługi siewu na areale ponad 500 ha, z czego
400 ha to siew rzepaku. W tym roku był również wysiewany usługowo bobik na
areale ponad 140 ha.

Co jeszcze warto podkreślić przy tej konstrukcji agregatu?

– Przypomnę raz jeszcze, że gleba nie jest zagniatana w pasach siewnych, a na całej szerokości roboczej półzawieszane agregatu. Mamy tu 7 kół, z czego 4 są transportowe, a 3 się rozkłada do pracy.

Z jakim ciągnikiem pracuje ta maszyna?

– Mam w gospodarstwie ciągnik Fendt 930 Vario z silnikiem o mocy 300 KM. Ciągnik ma ogromny zapas mocy jak na taką maszynę. Myślę, że w zupełności do tej maszyny wystarczy traktor o mocy 240 KM. Jakbym wiedział, że tak łatwo i lekko będzie się nim pracować, to bez wahania bym wybrał agregat o szerokości roboczej 6 m. Warte podkreślenia jest zużycie paliwa. Przy maszynie o szerokości roboczej 4 m i pracującej na głębokości do 28 cm ciągnik spala 9–10 l oleju napędowego na hektar. Przy wysiewie rzepaku ciągnik pracuje z prędkością 9–10 km/h, a przy wysiewie zbóż można pracować z prędkością do 13 km/h. Różnica w prędkości wynika przede wszystkim z głębokości przykrycia nasion. Rzepak jest bardziej wymagający i nie można go siać głębiej niż 2 cm. Z nawozów wieloskładnikowych pod rzepak była dawka 200 kg/ha, a pod zboża 180 kg/ha.

Jakie są korzyści z przejścia na uprawę pasową?

– Mam duże oszczędności w paliwie, czasie pracy i kosztach zakupu środków do produkcji rolnej, czyli nawozów. Wcześniej pod rzepak nawozu NPK stosowaliśmy 350 kg/ha. W tym momencie nawożenie spadło o połowę bez utraty plonu, bowiem granule trafiają bezpośrednio pod system korzeniowy roślin, a nie są rozrzucane na całej powierzchni pola. Byłem z łopatą wykopywać korzenie zbóż i co się okazało, na średnich glebach sięgały one w głąb gleby 19 cm. Każda roślina buduje system korzeniowy tam, gdzie ma zasobność w składniki pokarmowe, a im więcej ich ma, tym okazalszy jest system korzeniowy. Kolejny ważny aspekt jest taki, że rośliny z mocniejszym systemem korzeniowym lepiej i dłużej przetrwają okresy z niedoborem wody. Co jeszcze warto podkreślić, to mamy mniejszą presję pojawiania się chorób grzybowych w uprawie pasowej, a to wszystko przez to, że jest bardziej przewiewny łan. Mniej środków do ochrony to kolejne oszczędności.

Agregat do uprawy i siewu w technologii pasowej zdaje egzamin nie tylko w gospodarstwie. Pozytywne rezultaty i opinie mają również rolnicy, u których rzepak był siany usługowo.

Co ile lat są wykonywane badania gleby?

– Od trzech lat jest zlecane specjalistyczne badanie gleby firmie, która to profesjonalnie realizuje. Na podstawie uzyskanych wyników jest przygotowywany plan nawożenia dla azotu, fosforu i siarki. Mając tak precyzyjne dane, będę je w przyszłym roku wykorzystywać pod zmienne nawożenie. Do tego celu będzie zakupiony nowy rozsiewacz, który będzie realizował wysiew w oparciu o mapy nawożenia. To nie wszystko, planuję również posiadany siewnik wyposażyć w systemy pozwalające na zmienne dawkowanie nawozu i nasion w zależności od zasobności gleby. Chodzi o uzyskanie jeszcze większych oszczędności i wykorzystanie maksymalnego potencjału produkcyjnego danego obszaru pola. Z nowych inwestycji w park maszynowy marzy mi się zakup lekkiego kultywatora obrotowego TerraStar z firmy Claydon. Oprócz tego w planach jest zakup opryskiwacza z belką polową o szerokości roboczej 28 m. Obecnie wykorzystywana jest maszyna o szerokości roboczej 24 m, co powoduje konieczność rozpoczynania pracy połową szerokości roboczej siewnika.

Jak sobie Pan radzi z samosiewami zbóż?

– Czasami przypada zasiać zboże po zbożu, a w moim przypadku, kiedy są to zboża ozime, to o przetrwanie tych gatunków przez okres zimy jest nietrudno. Dlatego w gospodarstwie jest wykorzystywana kilka razy brona mulczowa. Pierwszy przejazd jest wykonywany zaraz za kombajnem, gdzie pracuje ona na 2–3 cm. Podczas pracy są pobudzane do wschodów samosiewy zbóż i chwastów oraz jest równomiernie rozmieszczana słoma, która co roku jest cięta przy zbiorze. Natomiast kolejne przejazdy wykonuje się w miarę pojawiania się rosnących już samosiewów i chwastów. Zużycie paliwa przy pracy tym narzędziem wynosi ok. 2 l/ha. W tej technologii warto raz na 3–4 lata zgłęboszować pole, by dobrze napowietrzyć glebę. Mamy do tego celu pług dłutowy, który może pracować na głębokości ponad 30 cm.

Czy było liczone zużycie paliwa w gospodarstwie?

– Przy kalkulacji można spokojnie przyjąć zużycie paliwa przy uprawie pasowej na ok. 20 l/ha. Jest w tym ok. 10 l/ha potrzebne na siew. Do tego doliczamy trzy zabiegi broną mulczową, co daje kolejne 6 l/ha oleju napędowego, a reszta to głębokie spulchnianie ścieżek technologicznych. Natomiast przy uprawie tradycyjnej mamy 15 l ON na 1 ha potrzebne na wykonanie orki. Do tego uprawa broną talerzową 2 razy po 6 l/ha i uprawa i siew kolejne 10–15 l/ha. Z reguły wychodziło przy tradycyjnej uprawie ok. 45 l/ha, a w pasowej mamy całą pracę na polu zamkniętą w ilości nieco ponad 20 l/ha. Różnica jest spora. Trzeba liczyć koszty w każdym gospodarstwie, bo każdą zaoszczędzoną złotówką można zainwestować w dalszy rozwój.

Zgrabiarki z przenośnikiem taśmowym. Sprawdź jakie modele oferuje rynek!

0

Zgrabiarki z przenośnikiem taśmowym – tego typu maszyny mają być patentem na wysoką jakość pasz z użytków zielonych. Mniej zabrudzeń ziemią, mniejsze straty liści z lucerny i koniczyny to oczekiwania stawiane przed zgrabiarkami taśmowymi. Sprawdź jakie modele zgrabiarek oferuje rynek!

Zgrabiarki z przenośnikiem taśmowym są reklamowane przez niektórych producentów jako maszyny dla dużych i średnich gospodarstw oraz firm usługowych. Uczciwie trzeba sobie powiedzieć, że są to maszyny dla dużych gospodarstw i firm usługowych. Ceny katalogowe ciąganych modeli zaczynają się od kwot przekraczających 340 tys. złotych netto (Kuhn MERGE MAXX 760, SaMASZ MRG2-900), jednak przy odpowiedniej ilości pracy, zwłaszcza na lucernikach, takie maszyny na siebie zapracują.

Zgrabiarki z przenośnikiem taśmowym — zasada działania

W najbardziej popularnych zgrabiarkach karuzelowych szykowany do zbioru materiał jest przesuwany po powierzchni gleby, co w przypadku koniczyny i lucerny sprzyja obrywaniu liści, które są najcenniejszą częścią rośliny.

Zasada działania zgrabiarek taśmowych jest zupełnie inna. Materiał roślinny jest podnoszony przez podbieracze palcowe, z których trafia na przenośniki taśmowe. Siano czy zielonka w taki sposób jest dużo łagodniej traktowana niż w przypadku karuzel, stąd mniejsze straty liści. Ponadto pozytywny wpływ na jakość grabionej masy ma ograniczona ilość kamyków i piasku w grabionym materiale, co przekłada się na lepszą jakość paszy i mniejsze zużycie maszyn do zbioru.

Jedną z zalet tego typu maszyn jest szeroka zakres ustawień w odniesieniu do grabionego pokosu, istnieje możliwość grabienia małych i dużych wałów. Za jednym przejazdem można zrobić zarówno jeden duży wał, jak i dwa mniejsze. W przypadku słabszego materiału z kolejnych pokosów można zgrabić szeroki wał z 2–3 przejazdów zgrabiarki. Jest to szczególnie duży atut w przypadku zbioru sieczkarniami. Dla porównania w przypadku słabego plonu trawy i pracy zgrabiarką dwukaruzelową grabiącą do środka pokos po takiej maszynie wygląda mizernie.

Zgrabiarki taśmowe są maszynami uniwersalnymi, można nimi grabić materiał suchy, a także świeżo skoszony (siano, słomy, przewiędniętej trawy z przeznaczeniem na sianokiszonkę i zielonki).

Modele zgrabiarkek taśmowych

Na rynku znajdziemy parę ofert zgrabiarek taśmowych wartych uwagi. Są to:

Kuhn MERGE MAXX

Firma Kuhn jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych producentów maszyn zielonkawych w naszym kraju i klienci interesujący się tematem zgrabiarek z przenośnikiem taśmowym na pewno będą kojarzyć linię maszyn MERGE MAXX, na którą składają się trzy modele ciągane i jeden model zawieszany.

Zgrabiarki taśmowe MERGE są wyposażone w specjalny system wahadłowy zawieszenia z 4 mocnymi, regulowanymi sprężynami. Każdy podbieracz pracuje pod kątem +/–10° i ma zakres przesuwu pionowego –20/+30 cm, dzięki czemu może dostosować się do nierówności terenu.

W maszynach Kuhn zastosowano przegubowe płozy, które mają chronić ściernisko przed uszkodzeniem spowodowanym przez ruchy boczne maszyny podczas ostrych zakrętów. Wysokość płóz jest regulowana, aby dostosować maszynę do różnych rodzajów pasz (łąki, lucerna, słoma itp.). Maszyny ciągane oferują szerokość roboczą od 6,2–7,5 m dla najmniejszego modelu do 11 m w największej maszynie.

Jako ciekawostkę można dodać, że czołowa zgrabiarka MERGE MAXX 440 F posiada wyjątkowe rozwiązanie – dwie taśmy. Mogą one dostarczać materiał roślinny jednocześnie na lewą i prawą stronę. Szerokość robocza tego modelu to 4,4 m przy szerokości własnej maszyny 3,0 m.

SaMASZ MRG2-900

Polski SaMASZ również należy do nielicznego grona producentów posiadających w swojej ofercie zgrabiarki taśmowe, a dokładniej jeden model ciąganej zgrabiarki MRG2-900. Jest to maszyna ciągana, za pracę odpowiadają dwa 5-rzędowe podbieracze krzywkowe o szerokości roboczej 3,5 m.

Szerokość robocza maszyny wynosi 8,8 m, jednak grabiąc 2 pokosy pośrodku zgrabiarki i z boku maszyny, możemy uzyskać szerokość roboczą nawet do 10,6 m. Dwie sekcje podbierające umożliwiają mnogość konfiguracji zgrabianka z pokosami po boku, po środku, po obu bokach oraz po jednym bądź drugim boku i środku. W sumie mamy 6 możliwych kombinacji ułożenia pokosu.

Sekcje robocze są odciążane hydropneumatycznie i są wyposażone w ślizgi lub rolki prowadzące. Własny układ hydrauliczny, chłodnica oleju są zamontowane na ramie i mają za zadanie napęd podbieraczy, transporterów oraz regulację siły docisku sekcji roboczych.

Kverneland/ROC

Zdecydowanie najszerszą ofertą zgrabiarek z przenośnikiem taśmowym może pochwalić się pochodząca z Włoch firma ROC SRL. W skład gamy produkcyjnej wchodzą maszyny aż 14 różnych modeli o szerokościach roboczych od 3,8 do 12,2 m i prawdopodobnie model RT 1220 jest największą tego typu maszyną na świecie.

Część modeli firmy ROC jest sprzedawana pod marką Kverneland ROC. Kverneland jest właścicielem większościowego pakietu akcji firmy ROC.

ROC ma w swojej ofercie m.in. maszyny czołowe jedno- i dwusegmentowe, które można zagregować z ciągnikami rolniczymi oraz pokosówkami. Ponadto w ofercie znajdują się maszyny ciągane składające się z 2, a nawet 3 i 4 segmentów.

SIP

Słoweński SIP ma w swojej ofercie dwie zgrabiarki czołowe oraz jeden model ciągany. Maszyny zawieszane na przedni TUZ mają szerokość 2,95 i 3,45 m i ważą odpowiednio 987 i 1152 kg. Obie maszyny wymagają do napędu jednej pary hydrauliki, są wyposażone w hydropneumatyczny układ zawieszenia i cztery obrotowe płozy zamontowane w pobliżu jednostki podbierającej. Płozy oraz hydropneumatyka zapewniają doskonałą czułość i równomierny nacisk na grunt.

Model ciągany AIR 900 T waży 5750 kg, dwa podbieracze o szerokości 3,45 m umożliwiają pracę z szerokością roboczą nawet 9 m. Oba segmenty (podbieracze) można zsuwać i rozsuwać, dzięki czemu maszyna może grabić do środka, do boków i w ramach jednego przejazdu możemy uzyskać jeden lub dwa pokosy. Maszyna do pracy wymaga dwóch par wyjść hydrauliki zewnętrznej, podbieracze posiadają zawieszenie hydropneumatyczne oraz obrotowe płozy do kopiowania terenu.

PÖTTINGER MERGENTO VT

Firma PÖTTINGER posiada w ofercie jeden model zgrabiarki taśmowej ciąganej. Maszyna austriackiego producenta składa się z dwóch podbieraczy o szerokości 3,7 m i waży 4750 kg, szerokość robocza w zależności od ustawienia sekcji wynosi 7,6–8,6 m i umożliwia odkładanie pokosu w 6 różnych konfiguracjach.

Maszyna wyposażona jest w krzywkowy, 6-rzędowy podbieracz. Cały podbieracz każdej z taśm napędzany jest przez własny silnik hydrauliczny. Jest on umieszczony na końcu każdego podbieracza i przez to jest łatwo dostępny. Na każdej taśmie, blisko uchwytów palców podbieracza są zamontowane dwa podwozia rolkowe mające za zadanie kopiowanie terenu.

REITER RESPIRO

W zgrabiarkach z przenośnikiem taśmowym specjalizuje się austriacka firma Reiter, która działa na rynku od 2007 roku i oferuje kilka modeli zgrabiarek o nazwie handlowej Respiro. W jej portfolio znajdziemy zarówno maszyny duże ciągane, jak również małe i duże zgrabiarki zawieszane na przedni TUZ. Największym modelem w ofercie firmy Reiter jest ważący 6400 kg Respiro R9. Maszyna ta umożliwia pracę z szerokością roboczą od 7,5 do 9 m. Cechą charakterystyczną maszyny jest solidne czterokołowe podwozie (para kół transportowych oraz dodatkowe dwa koła zamontowane po bokach maszyny), które ma zapewniać stabilność pracy na skłonach czy uwrociach.

W ofercie firmy znajdziemy również mniejszy model ciągany R8 o szerokości roboczej do 8 m oraz maszyny zawieszane na przedni TUZ – Respiro R3 Profi oraz Respiro R3.5 Profi o masie kolejno 1250 kg i 1350 kg oraz szerokościach 3 i 3,5 m.

Podsumowanie

Zgrabiarki z przenośnikiem taśmowym to maszyny, które zyskują na znaczeniu w dużych gospodarstwach oraz firmach usługowych. Choć ich koszt początkowy może być wysoki, ich efektywność i jakość pracy sprawiają, że są one warte inwestycji, zwłaszcza na dużych areałach upraw roślinnych takich jak lucerna. Dzięki innowacyjnej konstrukcji i funkcjonalności, zgrabiarki taśmowe oferują szereg korzyści, które mogą zadecydować o ich przewadze nad tradycyjnymi zgrabiarkami karuzelowymi.

Lovol i Arbos – więcej modeli i ambitne plany firmy z Chin na rynku europejskim

0

Chińska firma Weichai Lovol Intelligent Agricultural Technology, znana w Polsce pod markami Lovol oraz Arbos, ogłasza ambitne plany rozwoju w Europie. Jako lider na rodzimym rynku w zakresie sprzętu rolniczego, Lovol ma teraz na celu rozszerzenie swojej oferty o nowe modele ciągników o wyższych mocach oraz wprowadzenie innowacyjnych rozwiązań technologicznych.

Wkrótce marka Arbos zmieni nazwę na Aupax, a nowe maszyny w charakterystycznym turkusowym kolorze zaspokoją potrzeby najbardziej wymagających rolników. Zgodnie z zapowiedzią nowego dyrektora ds. rozwoju rynku, Alberta Ciszeka, chińska firma planuje wprowadzić na polski rynek traktory o mocy powyżej 100KM, w tym modele sadownicze i użytkowe, które już zaskoczyły swoją jakością i komfortem.

Wschodnia ekspansja w europejskim sektorze maszyn rolniczych

Ostatnimi czasy coraz więcej słyszymy o dalekosiężnych planach rozwoju różnorakich firm ze wschodu w kontekście wejścia na rynki w Europie. Taka sytuacja ma także miejsce w kategorii maszyn rolniczych a dokładnie ciągników. Weichai Lovol w Polsce znany jest od wielu lat pod markami Lovol oraz Arbos. Ta pierwsza marka oferowana jest przez firmę Elrol natomiast Arbos przez firmę Korbanek. Warto dodać, że marka Arbos wkrótce zmieni się w Aupax i to pod tym nowym brendem będą sprzedawane maszyny w charakterystycznym turkusowym kolorze.

Szeroka strategia rozwoju opiera się na zwiększeniu ilości modeli spełniających najnowsze normy emisji spalin Stage V. Do tej pory chiński producent znany był ze sprzedaży ciągników o raczej małej mocy. Jak pokazują ostatnie wydarzenia właściciel brandów Lovol i Aupax/Arbos chce znacząco przyspieszyć wprowadzanie nowych modeli o mocach od 100KM w górę. Jak podaje Albert Ciszek, czyli nowo powołany dyrektor do spraw rozwoju rynku

Weichai to potężna i silna firma aspirująca do bycia potentatem. Już niebawem na polskim rynku pojawią się typowo rolnicze traktory o mocach powyżej 100KM. Niedawno w Polsce była testowana maszyna o mocy 240KM i przekładni CVT, która pozytywnie zaskoczyła użytkowników komfortem w kabinie i jakością wykonania. Warto dodać, że niebawem w ofercie zadebiutują ciągniki typowo sadownicze i użytkowe.”

Warto dodać, że nowo powołana osoba będzie się zajmowała współpracą z aktualnymi dealerami, standaryzacją, wsparciem marketingowym i rozwojem rozpoznawalności marek Lovol i Arbos/Aupax.

„Naszym celem jest zmiana postrzegania chińskich produktów wśród rolników. Dążymy do tego, by stać się wiarygodnym partnerem dla klientów, oferując wysoką jakość w przystępnej cenie.”– dodaje Albert Ciszek.

IUNG: Susza w Polsce. Zobacz, które regiony cierpią najbardziej [NAJNOWSZY RAPORT]

2
susza uprawa roślin

Susza w Polsce to problem, który z każdym rokiem staje się coraz bardziej palący. Najnowszy raport suszowy Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa (IUNG) wskazuje na pogłębianie się tego zjawiska. W okresie od 21 czerwca do 20 sierpnia 2024 roku, średnia wartość Klimatycznego Bilansu Wodnego (KBW) dla kraju wyniosła -79 mm, co oznacza deficyt wody.

Jak podaje IUNG PIB, deficyt wody zwiększył się o 1 mm. Największe niedobory wody notowano na obszarze Nizin Mazowieckiej i Podlaskiej, na Polesiu oraz w Kotlinie Sandomierskiej, gdzie brakowało od -160 do -219 mm wody.

Na południu kraju oraz w Polsce zachodniej i północno-zachodniej deficyt wody był najmniejszy od -50 do -119 mm. Na pozostałym terytorium kraju notowano braki wody dla roślin uprawnych od -120 do -159 mm.

Regionalne zróżnicowanie suszy

Susza w Polsce nie rozkłada się równomiernie. Na południu kraju oraz w Polsce zachodniej i północno-zachodniej deficyt wody był najmniejszy od -50 do -119 mm. Na pozostałym terytorium kraju notowano braki wody dla roślin uprawnych od -120 do -159 mm.

Susza w Polsce 2024

Warunki wilgotnościowe w dziesiątym okresie raportowania przyczyniły się do wystąpienia suszy rolniczej na terytorium 13 województw. Susza w Polsce spowodowała straty w plonach monitorowanych upraw, które wynoszą przynajmniej 20% w stosunku do plonów uzyskanych w przeciętnych wieloletnich warunkach pogodowych.

Susza w Polsce

Województwa dotknięte suszą

Susza w Polsce dotknęła 13 województw:

  • Lubelskiego,
  • Podlaskiego,
  • Podkarpackiego,
  • Mazowieckiego,
  • Wielkopolskiego,
  • Kujawsko-pomorskiego,
  • Łódzkiego,
  • Świętokrzyskiego,
  • Opolskie,
  • Śląskiego,
  • Zachodniopomorskiego,
  • Małopolskiego,
  • Warmińsko-mazurskiego.

Uprawy dotknięte suszą

Susza w Polsce występowała w jedenastu uprawach:

  • Kukurydzy na kiszonkę,
  • Kukurydzy na ziarno,
  • Krzewów owocowych,
  • Roślin strączkowych,
  • Ziemniaka,
  • Warzyw gruntowych,
  • Tytoniu,
  • Chmielu,
  • Buraka cukrowego

Zasięg suszy rolniczej

Największy zasięg suszy rolniczej w czwartym okresie raportowania odnotowano wśród upraw kukurydzy na kiszonkę. Susza w Polsce dotknęła te uprawy w 539 gminach, co stanowi 23,5% gmin kraju. W porównaniu do poprzedniego okresu raportowania, jest to wzrost o 5,9 punktów procentowych. Susza objęła 3,34% gruntów ornych, co oznacza zmniejszenie o 0,51 punktu procentowego względem poprzedniego raportu.

źródło: IUNG PIB

Stworzony do pracy w najbardziej ekstremalnych warunkach! Ciągnik Valtra pomaga naukowcom na Antarktydzie

0

Ciągnik Valtra T235 Active trafił do stacji badawczej norweskiego instytutu polarnego w Troll na Antarktydzie. Stacja badawcza jest punktem wyjścia dla badań terenowych i obserwacji w zakresie biologii, glacjologii, atmosfery, zanieczyszczeń i sejsmologii. Ciągnik Valtra został wyposażony w kruszarkę Meri Crusher do kruszenia lodu i przygotowywania dróg wokół stacji badawczej. Maszyna Valtra została wybrana ze względu na niezawodność w niskich temperaturach i łatwość obsługi.

Wyprawa z Tromsø na Antarktydę

4 grudnia Valtra serii T została załadowana na statek Silver Arctic i opuściła port Tromsø w Norwegii, aby rozpocząć długą podróż do południowej bazy polarnej. 235-konny ciągnik został przygotowany do długiej podróży do najbardziej wysuniętej na północ stacji serwisowej Valtra Sørkjos Storbil AS w arktycznej Norwegii i dostarczony przez dealera Valtra, Akershus Traktor AS.

Traktor został dostarczony wraz z dodatkowymi materiałami serwisowymi i komputerem diagnostycznym, aby pomóc w rutynowej konserwacji w tej odległej lokalizacji. Lokalny zespół w Norwegii odebrał już pierwszą transmisję danych ciągnika z Antarktydy za pośrednictwem Valtra Connect, fabrycznego rozwiązania telemetrycznego marki. Korzystając z połączenia stacji badawczej z siecią komórkową 4G, zespół będzie mógł zdalnie monitorować stan ciągnika i zapewniać pomoc, wsparcie i szkolenia na odległość.

Valtra może pochwalić się wieloletnim doświadczeniem w zakresie obsługi operacji na biegunie południowym. W 1988 roku ciągnik Valmet 505 i para generatorów zostały użyte po raz pierwszy, w fińskiej stacji badawczej Aboa na Antarktydzie i nadal tam są, działając już od ponad 30 lat. Fińska stacja badawcza znajduje się w kompletnej izolacji w Queen Maud Land. Niezawodność maszyn jest niezbędna dla naukowców pracujących na stacji.

Rosnący problem z wilkami. Potrzebny mądry kompromis w sprawie ochrony wilków

0
Zagryzione i poszarpane krowy. Czy konieczna jest redukcja wilka?

Hodowcy bydła mięsnego w Polsce coraz bardziej obawiają się rosnącej populacji wilków, która zagraża dobrostanowi zwierząt hodowlanych. Co roku około 300 gospodarstw utrzymujących bydło zmaga się z konsekwencjami ataków tych drapieżników, co prowadzi do znacznych strat w hodowli. Problem ten pogłębia się z powodu bezczynności Ministerstwa Klimatu i Środowiska, które nie podejmuje skutecznych działań w celu rozwiązania tej trudnej sytuacji.

Wzrost liczby wilków i jego skutki

Od momentu objęcia wilka ścisłą ochroną gatunkową, jego populacja w Polsce nieprzerwanie rośnie. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w latach 2014-2022 liczba wilków wzrosła z około 1300 osobników do blisko 4300. Wiceminister klimatu i środowiska, Mikołaj Dorożała, zauważył, że wzrost liczby wilków i ich zasięgu prowadzi do coraz częstszych konfliktów z ludźmi, w tym z hodowcami bydła.

Problemy związane z ochroną wilków

Dla mieszkańców terenów wiejskich, taki „przyrodniczy sukces” oznacza poważne problemy. Ataki wilków na psy, owce i krowy stają się coraz częstsze, a obecne przepisy dotyczące ochrony wilków budzą poważne wątpliwości. Hodowcy bydła krytykują mechanizmy „łagodzenia konfliktów” oraz system wypłaty odszkodowań, który w praktyce okazuje się niewystarczający. Odszkodowania często nie rekompensują w pełni poniesionych strat, a przypadki odmowy wypłaty odszkodowań są częste, szczególnie w przypadku nocnych ataków, kiedy zwierzęta pozostają bez bezpośredniej opieki.

Apel do rządu o zmiany w przepisach

W obliczu narastających problemów związanych z atakami wilków, hodowcy bydła apelują do rządu o pilne zmiany w przepisach ustawy o ochronie przyrody. Kluczowe jest dostosowanie przepisów do realiów hodowli, w tym precyzyjne doprecyzowanie definicji „bezpośredniej opieki” nad zwierzętami gospodarskimi. Obecne przepisy wymagają dostosowania, aby skutecznie chronić zarówno hodowców, jak i ich zwierzęta.

Skala problemu

Choć szacuje się, że wilki zagrażają od 0,08% do 0,12% populacji bydła, w liczbach bezwzględnych oznacza to między 6 a 7 tysięcy sztuk rocznie. W praktyce prowadzi to do utraty około 300 średnich stad bydła rocznie w Polsce.

Krytyka obecnych propozycji i potrzeba działań

Jacek Zarzecki, Prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego, podkreśla, że obecne propozycje Ministerstwa Klimatu i Środowiska dotyczące zabezpieczenia zwierząt są niewystarczające. W latach 2020-2022 aż 146 razy odmówiono wypłaty odszkodowań z powodu rzekomego braku opieki w nocy, mimo że stosowane zabezpieczenia, takie jak wysokie ogrodzenia i siatki elektryczne, okazują się nieskuteczne wobec zdeterminowanych drapieżników.

Hodowcy apelują również o zwiększenie środków w Regionalnych Dyrekcjach Ochrony Środowiska na dofinansowanie zakupu elektryzatorów, fladr do ochrony pastwisk oraz psów pasterskich wraz z kosztami ich przeszkolenia.

„Oczekujemy szybkiego i zdecydowanego działania ministerstwa w tej sprawie. Proponujemy proste rozwiązania legislacyjne, które są łatwe do wdrożenia, jednak dotychczasowe działania resortu nie przyniosły rezultatów. Przerzucanie odpowiedzialności na Ministra Rolnictwa nie rozwiąże problemu. Potrzebujemy mądrego i przejrzystego prawa, które będzie chroniło naszą własność i zwierzęta. W przypadku strat wyrządzonych przez wilki, Państwo powinno godziwie zapłacić. Tylko to pozwoli uniknąć ostatecznych działań mających na celu zmniejszenie populacji wilków w Polsce” – podsumowuje Jacek Zarzecki.

źródło: Polski Związek Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego

Słabe wyniki Grupy Azoty w pierwszej połowie 2024 r. Spółka szuka wyjścia z kryzysu

0
Grupa Azoty wstrzymuje produkcję nawozów!

W 2024 roku Grupa Azoty, jeden z największych producentów nawozów i chemikaliów w Europie, zmaga się z poważnymi trudnościami finansowymi. Mimo pewnych pozytywnych sygnałów, wyniki za pierwszą połowę roku nie spełniają oczekiwań. Rolnicy, pomimo spadków cen, nie wykazali znaczącego zainteresowania zakupem nawozów, co dodatkowo pogłębia kryzys w spółce.

Wyniki finansowe – co mówią liczby?

W pierwszym półroczu 2024 roku Grupa Azoty osiągnęła skonsolidowane przychody ze sprzedaży na poziomie 6,743 miliarda złotych. Mimo to wynik EBITDA wyniósł minus 179 milionów złotych, co przekłada się na ujemną marżę EBITDA na poziomie -2,7%. Choć strata netto wyniosła 748 milionów złotych, jest ona mniejsza niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy to Grupa zanotowała stratę w wysokości 1,098 miliarda złotych.

W drugim kwartale 2024 roku sytuacja również pozostawała trudna. Przychody ze sprzedaży wyniosły 3,344 miliarda złotych, a wynik EBITDA utrzymywał się na poziomie minus 128 milionów złotych. Marża EBITDA w tym okresie wyniosła -3,8%, co oznacza poprawę w porównaniu do drugiego kwartału 2023 roku, kiedy to marża wynosiła -17,4%.

Wyzwania i plany na przyszłość

Wiceprezes Zarządu Grupy Azoty S.A., Andrzej Skolmowski, przyznaje, że pomimo zmniejszenia strat, wyniki za 2024 rok są dalekie od satysfakcjonujących. Kluczowym problemem był słaby pierwszy kwartał, który tradycyjnie odgrywa najważniejszą rolę w wynikach całego roku. Grupa Azoty stawia obecnie na optymalizację kosztów i poszukiwanie nowych możliwości biznesowych, mimo trudnych warunków rynkowych i dużego napływu tańszych produktów z poza Unii Europejskiej.

Jednym z projektów, które mają pomóc poprawić sytuację finansową spółki, jest rozszerzenie wykorzystania infrastruktury portowej do importu amoniaku. Grupa planuje również wzmocnienie swojej pozycji na rynku ukraińskim, który odgrywa coraz większą rolę w strukturze przychodów firmy.

Sytuacja na rynkach surowców

W drugim kwartale 2024 roku Grupa Azoty odnotowała spadek cen niemal wszystkich surowców produkcyjnych. Ceny gazu ziemnego spadły o 10% r/r, a koszty energii elektrycznej i węgla obniżyły się nawet o 50%. Pomimo tych oszczędności, marże EBITDA w kluczowych segmentach działalności Grupy Azoty pozostają ujemne.

Wyniki w poszczególnych segmentach działalności

Segment agro: Pomimo wzrostu sprzedaży nawozów o 36% r/r, średnie ceny produktów w tym segmencie spadły o 23%, co wpłynęło na ujemną marżę EBITDA na poziomie -5,4%.

Segment chemia: W tym obszarze również odnotowano wzrost wolumenu sprzedaży, ale spadek cen produktów i surowców oraz słaba koniunktura gospodarcza negatywnie wpłynęły na wyniki. Marża EBITDA w tym segmencie wyniosła -9,4%.

Segment tworzywa: Pomimo wzrostu wolumenów produkcji i sprzedaży oraz wzrostu cen surowców, segment ten również borykał się z trudnościami, uzyskując marżę EBITDA na poziomie -6,6%.

Wyniki za II kwartał 2024 r. w Grupie Azoty

Co dalej?

Grupa Azoty, mimo trudności, nie rezygnuje z dalszych działań naprawczych i szuka sposobów na poprawę swojej sytuacji. Trwa dialog z instytucjami finansowymi, a firma intensywnie pracuje nad strategią, która ma na celu określenie nowego modelu biznesowego.

Zaprezentowane wyniki są szacunkowe, a ostateczne dane finansowe zostaną opublikowane w skonsolidowanym raporcie za II kwartał i I półrocze 2024 roku, który zostanie przedstawiony 11 września 2024 roku.

źródło: Grupa Azoty

Pół miliarda dla rolników dotkniętych przymrozkami i suszą. Wypłaty mają ruszyć jesienią

0

Minister rolnictwa, Czesław Siekierski, ogłosił w poniedziałek, że rolnicy poszkodowani przez tegoroczne przymrozki i suszę mogą liczyć na pomoc finansową z budżetu krajowego. Wypłaty na łączną kwotę pół miliarda złotych mają ruszyć już tej jesieni.

Pomoc dla sadowników z terenów dotkniętych wiosennymi przymrozkami

W najnowszym numerze czasopisma „Rolnicze pory roku”, wydawanego przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, minister Siekierski podkreślił, że wsparcie w pierwszej kolejności trafi do sadowników, których plantacje owoców ucierpiały na skutek wiosennych przymrozków i gradobicia. Szczególną uwagę zwrócono na gospodarstwa z rejonów Opola Lubelskiego, Kraśnika oraz Ziemi Sandomierskiej.

Na ten cel Komisja Europejska przekazała Polsce 37 milionów euro, co zostanie uzupełnione z krajowego budżetu do 200% tej kwoty. Ostateczna suma wsparcia wyniesie około pół miliarda złotych, a środki te mają być wypłacone jeszcze przed końcem tego roku.

Budżetowe wsparcie dla rolników dotkniętych suszą

Oprócz pomocy dla sadowników, planowane jest wsparcie dla rolników, którzy ponieśli straty w wyniku suszy i innych klęsk żywiołowych. Minister Siekierski wyjaśnił, że środki te będą przekazywane na podstawie szacunków dokonanych przez specjalne komisje oceniające straty w różnych regionach kraju. Wsparcie to zostanie zrealizowane w ramach budżetu krajowego na rok 2025 i obejmie rolników z całej Polski.

Stan zagrożenia suszą w Polsce

Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa (IUNG) w Puławach opublikował raport dotyczący suszy w Polsce, obejmujący okres od 21 czerwca do 20 sierpnia 2024 roku. Z raportu wynika, że średnia wartość Klimatycznego Bilansu Wodnego (KBW) dla kraju była ujemna i wyniosła -79 mm, co wskazuje na narastający deficyt wody. W stosunku do poprzedniego okresu sześciodekadowego deficyt zwiększył się o 1 mm.

Projekt budżetu na 2025 rok

Rząd planuje w najbliższych dniach przyjąć projekt ustawy budżetowej na 2025 rok, w którym uwzględniono środki na wsparcie rolników dotkniętych klęskami żywiołowymi. W ramach koalicji rządzącej trwają intensywne prace nad szczegółami tego projektu, które mają na celu zapewnienie efektywnej pomocy dla poszkodowanych gospodarstw.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi zapewnia, że robi wszystko, aby wsparcie finansowe trafiło do rolników jak najszybciej, co ma pomóc im w przezwyciężeniu trudności spowodowanych niekorzystnymi warunkami pogodowymi.

źródło: TVN24