Strona główna Blog Strona 30

Świnie kontra inwazyjne chwasty. Holenderski pomysł przynosi efekty

0

Holenderska gmina Oldambt postawiła na nietypową, ale ekologiczną metodę walki z roślinami inwazyjnymi. Zamiast środków chemicznych do pracy wysłano świnie, które pomagają oczyszczać teren z uciążliwej roślinności.

Zwierzęta pochodzą z firmy AkkerVarken w Valthermond, specjalizującej się w zrównoważonym zwalczaniu chwastów z wykorzystaniem świń. Takie rozwiązanie ma wspierać bioróżnorodność, poprawiać stan gleby i ograniczać potrzebę stosowania chemii.

Pierwsze efekty są już widoczne

Świnie żywią się m.in. rdestowcem japońskim, jeżynami oraz barszczem Mantegazziego. Szczególnie dużym problemem jest rdestowiec, który szybko się rozprzestrzenia i wypiera rodzime gatunki roślin.

W zeszłym tygodniu 15 świń wysłano do Bad Nieuweschans, a kolejne 39 działa obecnie w lesie w pobliżu Beerty.

Lokalne władze liczą, że naturalni ogrodnicy pomogą ograniczyć ekspansję problematycznych roślin i staną się alternatywą dla tradycyjnych metod ich zwalczania.

Agrarheute

Jak pozbyć się ślimaków z ogrodu? 5 skutecznych sposobów na szkodniki

0

Jeśli zastanawiasz się, jak pozbyć się ślimaków, to znak, że letnia inwazja bezskorupowych mięczaków dotknęła również Twoje grządki. Ślinik luzytański czy pomrów wielki potrafią w ciągu jednej nocy doszczętnie zniszczyć rzędy młodej sałaty, aksamitki, soczyste liście funkii czy dojrzewające truskawki. Gdy populacja szkodników gwałtownie rośnie, tradycyjne, ręczne zbieranie przestaje przynosić zadowalające rezultaty.

W tym artykule przedstawiamy kompleksowy poradnik, który krok po kroku wyjaśnia, jak pozbyć się ślimaków skutecznie, a zarazem bezpiecznie dla upraw, dzieci i domowych zwierząt.

Czego boją się ślimaki bez skorupy?

Aby skutecznie walczyć z wrogiem, trzeba najpierw poznać jego słabe punkty. Czego boją się ślimaki bez skorupy? Przede wszystkim słońca, suchości, szorstkich nawierzchni oraz gwałtownej utraty wilgoci. Ponieważ ich ciało w niemal 90% składa się z wody i nie jest chronione przez muszlę, wysokie temperatury oraz brak wilgoci są dla nich śmiertelnym zagrożeniem.

Zrozumienie tych cech pozwala zaplanować działania agrotechniczne. Szkodniki te żerują głównie w nocy, dlatego kluczowym krokiem jest zmiana pory nawadniania. Podlewanie ogrodu wyłącznie wczesnym rankiem sprawia, że wierzchnia warstwa gleby szybko wysycha pod wpływem słońca. To prosty i całkowicie tani sposob na ślimaki, który drastycznie ogranicza ich nocną aktywność i utrudnia im swobodne przemieszczanie się między rzędami.

Bariery mechaniczne, czyli jak pozbyć się ślimaków za pomocą mączki bazaltowej

Ślimaki nagie posiadają niezwykle delikatne ciało, a do sprawnego przemieszczania się potrzebują stałego wydzielania śluzu. Każda sucha, pylista lub ostro zakończona powierzchnia stanowi dla nich biologiczną barierę nie do przebycia.

Doskonałym i w pełni naturalnym rozwiązaniem jest rozsypanie wokół najbardziej zagrożonych roślin pasów ochronnych ze zmielonej skały wulkanicznej. To genialna metoda na to, jak pozbyć się ślimaków, ponieważ drobny pył skutecznie oblepia stopę mięczaka i uniemożliwia mu dalszą wędrówkę, a przy okazji delikatnie zasila glebę w cenne mikroelementy. Alternatywnie wokół rabat można rozsypać drobno pokruszone skorupki jaj, suchy popiół drzewny lub gruboziarnisty piasek.

Ważna uwaga: Bariery sypkie działają najskuteczniej w dni suche. Po każdym intensywnym, czerwcowym opadzie deszczu pasy ochronne należy uzupełnić, gdyż wilgotne podłoże traci swoje właściwości drażniące.

Czy soda oczyszczona zabija ślimaki? Fakty i mity

W internecie często pojawia się pytanie: czy soda oczyszczona zabija ślimaki? Odpowiedź brzmi: tak, wodorowęglan sodu wykazuje silne działanie silnie odwadniające i po bezpośrednim kontakcie prowadzi do śmierci mięczaka. Trzeba jednak stosować ten preparat z ogromną ostrożnością.

Sypanie sody bezpośrednio na liście roślin lub wokół ich systemu korzeniowego może doprowadzić do zasolenia gleby i poparzenia delikatnych tkanek warzyw czy kwiatów. Sodę oczyszczoną można traktować jako punktowy środek na ślimaki, stosowany z dala od wrażliwych upraw (np. na obrzeżach tarasów, chodnikach czy podmurówkach), pamiętając, że w ekologicznym ogrodzie priorytetem jest ochrona struktury gleby.

Ekologiczne opryski, czyli jak pozbyć się ślimaków domowymi sposobami

Jeśli szukasz bezpiecznej alternatywy dla chemicznych środków ochrony roślin, warto przygotować domowe wyciągi roślinne. Szkodniki te posiadają doskonale rozwinięty zmysł węchu, a niektóre naturalne zapachy działają na nie wybitnie odstraszająco.

  • Wyciąg z czosnku: Rozgnieć około 200 g ząbków czosnku, zalieje je 10 litrami wody i pozostaw na 24 godziny. Przefiltrowanym płynem regularnie opryskuj rośliny ozdobne oraz ziemię wokół nich. Zapach allicyny to sprawdzony patent na to, jak pozbyć się ślimaków z warzywnika bez użycia toksycznej chemii.
  • Napar z wrotyczu pospolitego: Wrotycz, dzięki wysokiej zawartości olejków eterycznych (w tym tujonu), paraliżuje receptory zapachowe mięczaków. Taki oprysk dodatkowo ograniczy populację czerwcowych mszyc i przędziorków.

Pułapki piwne – prosty i skuteczny wabik na szkodniki

Zapach drożdży i sfermentowanego chmielu to dla szkodników prawdziwy magnes – potrafi przyciągnąć je nawet z odległości kilkunastu metrów. Wykorzystanie pułapek chmielowych to jedna z najpopularniejszych mechanicznych odpowiedzi na pytanie, jak pozbyć się ślimaków z ogrodu.

Jak przygotować taką pułapkę? Plastikowy pojemnik (np. po dużym jogurcie) wkop w ziemię w pobliżu zagrożonych rabat tak, aby jego krawędź wystawała około 1–2 cm ponad poziom gruntu. Zapobiegnie to wpadaniu pożytecznych owadów biegaczowatych. Wlej do środka piwo do około połowy wysokości pojemnika. Zwabione szkodniki wpadną do środka i utoną, a Ty musisz jedynie pamiętać o regularnym opróżnianiu konstrukcji.

Taśma miedziana na ślimaki

W nowoczesnej architekturze ogrodowej coraz większą popularnością cieszą się rozwiązania elektrostatyczne. Doskonałym przykładem jest taśma miedziana na ślimaki, którą okleja się brzegi donic, skrzyń z warzywami czy podwyższonych grządek.

Jak to działa? Miedź wchodzi w reakcję chemiczną ze śluzem wydzielanym przez szkodnika, generując mikroskopijny, nieprzyjemny dla niego impuls elektryczny. Zmusza to mięczaka do natychmiastowej zmiany kierunku wędrówki. Jest to genialny, długofalowy sposób na to, jak pozbyć się ślimaków z upraw pojemnikowych bez konieczności ciągłego odnawiania barier po deszczu.

Zmiana pory nawadniania, czyli jak pozbyć się ślimaków poprzez agrotechnikę

Zrozumienie biologii i behawioru tych stworzeń pozwala na drastyczne ograniczenie ich populacji bez wydawania pieniędzy. Szkodniki te nienawidzą słońca oraz suszy – dzień spędzają ukryte w zacienionych, wilgotnych zakamarkach, a na żer wychodzą dopiero o zmierzchu.

Kluczowym błędem wielu ogrodników jest obfite podlewanie ogrodu wieczorem. Sprawia to, że ziemia pozostaje idealnie mokra przez całą noc, co ułatwia mięczakom nocną aktywność. Przestaw się na podlewanie wyłącznie wczesnym rankiem. Słońce szybko osuszy wierzchnią warstwę gleby, dzięki czemu naturalnie ograniczysz ich żerowanie. Pamiętaj też o regularnym koszeniu traw wokół warzywnika, by pozbawić je dziennych kryjówek.

Rośliny barierowe – naturalni sprzymierzeńcy w ogrodzie

Planując kompozycję rabat ozdobnych, warto zastosować taktykę zintegrowanej ochrony i wprowadzić do ogrodu bioróżnorodność. Istnieje duża grupa roślin, których struktura liści, twardość lub intensywny aromat działają jako naturalny repelent na szkodniki.

Przeplataj podatne rośliny (takie jak funkie czy aksamitki) gatunkami, których mięczaki po prostu nienawidzą. Na Twoich czerwcowych grządkach nie powinno zabraknąć lawendy wąskolistnej (posiada szorstkie listki), szałwii omszonej, macierzanki oraz nasturcji o specyficznym, ostrym smaku.

Najskuteczniejszy środek na ślimaki – co wybrać?

Kiedy populacja szkodników osiąga rozmiary plagi, a domowe metody okazują się niewystarczające, konieczne staje się sięgnięcie po gotowe preparaty handlowe. Jaki jest najskuteczniejszy środek na ślimaki, który rozwiąże problem, ale pozostanie bezpieczny dla fauny pożytecznej?

W nowoczesnej, zrównoważonej ochronie roślin numerem jeden są granulaty oparte na fosforanie żelaza(III). Wybierając taki środek na ślimaki, zyskujesz pewność, że preparat nie zaszkodzi psom, kotom, ptakom ani jeżom, które są naturalnymi sprzymierzeńcami ogrodnika w walce z plagą. Fosforan żelaza powoduje utratę apetytu u mięczaków. Po spożyciu granulatu szkodniki zaszywają się w swoich podziemnych kryjówkach, gdzie zamierają, dzięki czemu na rabatach nie pozostają nieestetyczne ślady. Nowoczesne podejście agrotechniczne uczy nas, jak pozbyć się ślimaków bez skorupy z ogrodu w sposób cywilizowany i zgodny z naturą.

Pogoda 6 czerwca- pokropi na zachodzie kraju

0
Pogoda 6 czerwca
Pogoda 6 czerwca

Pogoda- od +8 do +25 stopni Celsjusza

W nocy burze i opady pozostaną jeszcze na Podlasiu i Mazurach a przelotny ale zdecydowanie lokalny opad pojawi się na Podkarpaciu czy Roztoczu. Zamglenia i mgły możliwe będą tam gdzie mocno popadało od Suwalszczyzny po Mazury, Warmię, Kaszuby, Pomorze Zachodnie.

Na termometrach od 12 do 15 stopni pod chmurami na wschodzie kraju do +8/+10 stopni na zachodzie i północy aż po rejon Łodzi, Częstochowy, Bielsko Białej. Podczas burz miejscami między Suwałkami a Łomżą, Białymstokiem spadnie 15 mm deszczu.

Sobota ciepła i słoneczna

Do godzin południowych w sobotę 6 czerwca będzie słonecznie- trochę więcej chmur tylko na wschodzie. Po południu chmur przybędzie na zachodzie- na zachód od Darłowa, Poznania, Krotoszyna, Opola i na zachodzie kraju będzie szansa na przelotne opady deszczu do 0-4 mm na obszarze 5-15%.

Nad resztą kraju pogodnie, ciepło i co najważniejsze będzie mało wietrznie. Na Wyżynie Krakowsko Częstochowskiej, Roztoczu, Podhalu będzie niemal bezwietrznie. Nad resztą kraju powieje słabo.

Sklep- https://sklep.agroprofil.pl/

Radar opadów- https://radar-opadow.pl/?radartype=cappi

Konkurs- Konkurs z okazji Jubileuszu 10–lecia Agro Profil

Pogoda 6 czerwca

Zaparkowali na polu, rolnik odpowiedział gnojowicą…

0

Niszczenie upraw, blokowanie wjazdów na pola, śmiecenie i ignorowanie tablic ostrzegawczych – to codzienność wielu gospodarzy w rejonach turystycznych. Choć problem dotyczy rolników na całym świecie, pewien gospodarz z Wielkiej Brytanii postanowił wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę i to w bardzo… aromatyczny sposób. Czy desperacka walka o szacunek dla własności prywatnej usprawiedliwia radykalne środki? Gdzie leży granica między lekcją życia a niszczeniem mienia?

Turystyka kontra rolnictwo: Konflikt stary jak świat

Konflikty na linii rolnicy a turyści przybierają na sile w każdym sezonie urlopowym. Piękne okoliczności przyrody przyciągają miłośników jednośladów, pieszych wędrówek i kierowców, którzy często zapominają, że wieś to nie darmowy park rozrywki, ale miejsce ciężkiej pracy.

Do eskalacji takiego konfliktu doszło w malowniczym regionie Lake District w północno-zachodniej Anglii. Gospodarz Hogg Hodgson, zmęczony permanentnym ignorowaniem jego własności, stracił cierpliwość. Powód? Odwiedzający masowo parkowali swoje samochody na jego łące, mimo wyraźnego zakazu: „Uprzejma prośba. NIE PARKOWAĆ NA POLU”.

Gdy lokalny parking zapełnił się już o 9 rano, turyści postanowili zignorować tablicę. Co więcej, aby wjechać na teren prywatny, rzekomo odsunęli wielkie głazy, którymi rolnik celowo zablokował wjazd.

Szybka i „pachnąca” riposta rolnika

Hodgson nie zamierzał dzwonić po policję i czekać godzinami na odholowanie pojazdów. Uruchomił ciągnik, podpiął beczkowóz i opryskał gnojowicą około 20 luksusowych samochodów (w tym marki takie jak Jaguar, BMW i Mercedes).

– Nie jestem dumny z tego, co zrobiłem – przyznał rolnik w rozmowie z Daily Mail. – Zrobiłem to wyłącznie ze względu na to, jak zachowują się turyści. Mam po prostu dość tego, jak traktują nasz region. Zostawiają otwarte bramy, przez co ucieka bydło, i rzucają śmieci gdzie popadnie.

Choć zachowanie angielskiego gospodarza wywołało falę braw i uśmiechów wśród innych rolników w sieci, z punktu widzenia prawa sprawa wygląda znacznie poważniej. Lokalna policja z Kumbrii już wszczęła śledztwo w tej sprawie.

źródło: Agrarheute

Gigant mleczarski zrywa umowy. Setki rolników tracą rynki zbytu

0
krowy
krowy

Grupa Lactalis, czyli największy koncern mleczarski na świecie, podjęła decyzję, która zszokowała europejską branżę hodowlaną. Francuski gigant zapowiedział wypowiedzenie umowy spółdzielni dostawców Prolek, zrzeszającej 68 producentów mleka.

Koniec 40-letniej współpracy. Lactalis mówi „pas”

Opisywany kryzys dotyczy bezpośrednio Luksemburga, gdzie Grupa Lactalis – niekwestionowany lider światowego przetwórstwa mleka – podjęła decyzję o całkowitym zakończeniu współpracy z tamtejszą spółdzielnią dostawców Prolek. Francuski koncern oficjalnie wypowiedział umowę kooperacyjną, wyznaczając ostateczny termin odbioru surowca na 31 marca 2027 roku, co zbiega się z końcem tamtejszego roku kwotowo-rozliczeniowego. Decyzja ta oznacza nagłe i bezwzględne zakończenie stabilnej, trwającej nieprzerwanie od czterdziestu lat współpracy handlowej. Przedstawiciele poszkodowanej spółdzielni nie kryją głębokiego rozczarowania, a luksemburskie ministerstwo rolnictwa otwarcie nazywa zaistniałe okoliczności sytuacją absolutnie zdruzgoczącą dla krajowego sektora produkcji zwierzęcej.

50 milionów kilogramów mleka bez odbiorcy

Problem ma charakter systemowy i dotyka 68 wyspecjalizowanych gospodarstw mlecznych na terenie Luksemburga, niezależnie od skali ich produkcji – ucierpią zarówno małe obory rodzinne, jak i wielkotowarowe fermy. Łączny wolumen zagrożonego surowca wynosi aż 50 milionów kilogramów mleka rocznie, które do tej pory płynnie trafiały do zakładów przetwórczych francuskiego giganta.

Dla koncernu generującego roczne obroty na poziomie przekraczającym 31 miliardów euro taka ilość to zaledwie ułamek globalnego przerobu, jednak dla struktury agrarnej małego państwa to potężny cios. Ruch ten wpisuje się w szerszą strategię rynkową firmy Lactalis, która już pod koniec 2024 roku zapowiadała sukcesywne ograniczanie skupu mleka we Francji oraz w regionach przygranicznych o blisko jedną dziesiątą w perspektywie do 2030 roku.

Zamknięte drzwi w innych mleczarniach. Gdzie podzieje się surowiec?

Poszukiwanie alternatywnych rynków zbytu przez luksemburskich rolników przypomina obecnie bicie głową w mur, ponieważ okoliczne podmioty skupowe zmagają się z własnymi ograniczeniami i barierami infrastrukturalnymi.

Krajowa spółdzielnia Luxlait oficjalnie zakomunikowała, że jej obecne moce przerobowe są zbyt małe, aby przyjąć tak ogromny strumień dodatkowego mleka bez przeprowadzenia kosztownych i długofalowych inwestycji w rozbudowę linii technologicznych. Z kolei międzynarodowe potęgi operujące na rynku niemieckim również nie dają nadziei na szybkie rozwiązanie problemu.

Koncern Arla Foods wydał oficjalny komunikat o wstrzymaniu przyjmowania nowych członków z uwagi na aktualne uwarunkowania rynkowe, natomiast spółdzielnia Hochwald unika jednoznacznych deklaracji. Choć rząd Luksemburga obiecuje pilne przeanalizowanie mechanizmów pomocy kryzysowej, producenci mleka wiedzą, że interwencja państwowa nie zastąpi stałego odbiorcy komercyjnego.

Czy lnianka siewna trafi do katalogu upraw z dopłatami do ubezpieczeń?

0
Lnianka siewna
Lnianka siewna, odmiana Luna. Gatunek dzięki wysokiej odporności na choroby nadaje się z powodzeniem do uprawy ekologicznej. Fot. B. Ryńska

Lnianka siewna, znana również jako rydz, to jedna z najstarszych roślin oleistych uprawianych w Polsce. Choć charakteryzuje się niskimi wymaganiami glebowymi i wysoką odpornością na przymrozki, rolnicy decydujący się na jej siew napotykają poważny problem prawny – brak możliwości objęcia uprawy ubezpieczeniem z dopłatą z budżetu państwa. O zmianę tych przepisów aktywnie zabiega samorząd rolniczy. Krajowa Rada Izb Rolniczych (KRIR) złożyła w tej sprawie oficjalny wniosek do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Znamy już oficjalne stanowisko resortu, które podpisał wiceminister Stefan Krajewski.

Lnianka siewna jako roślina uprawna z dopłatami

Wniosek o włączenie rydzu do rządowego systemu wsparcia ubezpieczeń został formalnie przyjęty podczas XII Posiedzenia Krajowej Rady Izb Rolniczych VII Kadencji. Prezes KRIR, Wiktor Szmulewicz, skierował do resortu rolnictwa pismo z postulatem rozszerzenia katalogu roślin objętych dopłatami na podstawie Ustawy z dnia 7 lipca 2005 roku o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich.

Dla wielu gospodarstw uprawa lnianki siewnej stanowi cenną alternatywę w płodozmianie, zwłaszcza na słabszych stanowiskach glebowych. Brak ochrony ubezpieczeniowej na preferencyjnych warunkach generuje jednak wysokie ryzyko finansowe w przypadku wystąpienia anomalii pogodowych.

Ustawa o ubezpieczeniu upraw rolnych w Sejmie: Trwają prace nad projektem UD392

W oficjalnej odpowiedzi z dnia 29 maja 2026 roku, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi poinformowało, że obecnie w parlamencie trwają intensywne prace nad nowelizacją przepisów ubezpieczeniowych. Rada Ministrów w dniu 12 maja br. przyjęła i przekazała do Sejmu RP projekt ustawy o zmianie ustawy o ubezpieczeniu upraw rolnych i zwierząt gospodarskich (oznaczony symbolem UD392).

Główne cele procedowanej nowelizacji to:

  • Zwiększenie dostępności ubezpieczeń upraw na preferencyjnych warunkach,
  • Uproszczenie skomplikowanego systemu dopłat do składek ubezpieczeniowych,
  • Rozszerzenie obecnego katalogu upraw rolniczych, do których stosuje się dopłaty z budżetu państwa.

Projekt przeszedł już przez wymagane uzgodnienia międzyresortowe oraz szerokie konsultacje społeczne. Obecny status legislacyjny oraz przebieg procedury parlamentarnej rolnicy mogą śledzić bezpośrednio na stronach Sejmu RP (nr druku/sprawy: 2581).

Kiedy ubezpieczenie lnianki siewnej z dopłatą państwową?

Choć ministerstwo dostrzega potrzebę zmian, rolnicy uprawiający lniankę muszą uzbroić się w cierpliwość. Z dokumentu podpisanego przez Stefana Krajewskiego wynika, że w obecnym kształcie projektu UD392 lnianka siewna nie została jeszcze uwzględniona.

„Propozycja uwzględnienia lnianki siewnej jako rośliny uprawnej kwalifikującej się do ubezpieczenia z dopłatą z budżetu państwa, zostanie rozważona przy kolejnej zmianie do ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich” – czytamy w ministerialnym piśmie.

Oznacza to, że resort deklaruje otwartość na wprowadzenie rydzu do wykazu, jednak nastąpi to dopiero przy kolejnym cyklu nowelizacji prawa ubezpieczeniowego, po wejściu w życie aktualnie procedowanych przepisów.

źrodło: KRIR

Działy specjalne produkcji rolnej a dotacje ARiMR. Resort rolnictwa wyjaśnia przepisy

0
drob

Czy rolnicy prowadzący działy specjalne produkcji rolnej, w tym producenci drobiu, są całkowicie odcięci od funduszy unijnych? Temat ten budzi spore kontrowersje w środowisku agro. W odpowiedzi na interwencję Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR), Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wydało oficjalne wyjaśnienia. Sprawdzamy, kto ma szansę na dotacje ARiMR w obecnej perspektywie finansowej i co czeka branżę po roku 2027.

Interwencja KRIR w obronie działów specjalnych

Na początku kwietnia 2026 roku Zarząd Krajowej Rady Izb Rolniczych, reprezentowany przez Prezesa Wiktora Szmulewicza, skierował do resortu rolnictwa pismo. Samorząd rolniczy domagał się w nim szczegółowej analizy sytuacji producentów prowadzących działy specjalne produkcji rolnej (w tym jednoczesną produkcję roślinną i chów drobiu) oraz postulował o pełne włączenie ich do programów pomocowych realizowanych przez ARiMR.

Odpowiedź sygnowana przez Sekretarza Stanu Stefana Krajewskiego rzuca nowe światło na interpretację obowiązujących przepisów.

Dotacje ARiMR dla producentów drobiu – wykluczenie czy selekcja?

Najważniejszy wniosek płynący z pisma MRiRW uspokoi część gospodarzy: w Planie Strategicznym dla Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023–2027 (PS WPR) nie ma ogólnego zakazu wspierania działów specjalnych. Ograniczenia, które funkcjonują, mają charakter selektywny.

Jak to wygląda w praktyce? Kluczowa dla modernizacji gospodarstw interwencja I.10.1.1 „Inwestycje w gospodarstwach rolnych zwiększające konkurencyjność” faktycznie nakłada restrykcje na sektor drobiarski. Finansowania nie można otrzymać na konwencjonalny chów drobiu. Resort wskazuje jednak dwa istotne wyjątki:

  • Produkcja ekologiczna: Wsparcie jest dostępne, jeśli produkcja drobiarska już ma charakter ekologiczny lub realizowana inwestycja doprowadzi do przejścia z systemu konwencjonalnego na certyfikowaną ekologię.
  • Gospodarstwa wielokierunkowe: Jeśli rolnik oprócz drobiu prowadzi inną działalność (np. uprawę zbóż czy rzepaku), może ubiegać się o dotacje ARiMR, o ile wnioskowana operacja i sprzęt nie będą powiązane z produkcją drobiarską.

Ważne dla rolnika: Masz fermę drobiu, ale uprawiasz też kilkadziesiąt hektarów ziemi? Możesz wnioskować o nowoczesny ciągnik, maszyny uprawowe czy opryskiwacz w ramach standardowych naborów, jeśli wykażesz, że park maszynowy służy produkcji roślinnej, a nie obsłudze kurników.

Składki zdrowotne rolników – zmian nie będzie

Wielu producentów prowadzących działy specjalne produkcji rolnej liczyło na rewizję przepisów dotyczących obciążeń publicznoprawnych. MRiRW ucina jednak spekulacje w tej materii. Kwestia finansowania składek zdrowotnych leży w gestii Ministra Zdrowia i opiera się na ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej oraz odpowiednim rozporządzeniu Rady Ministrów. Zgodnie z komunikatem resortu rolnictwa, obecnie nie są planowane żadne zmiany w systemie składek zdrowotnych dla rolników.

Nowa perspektywa 2028–2034. Nadchodzi PPKR

W kuluarach Ministerstwa oraz w Brukseli trwają już intensywne przygotowania do kolejnego rozdania unijnego. Mowa o wieloletnich ramach finansowych na lata 2028–2034. Fundamentem wsparcia inwestycyjnego w Polsce ma stać się tzw. Plan Partnerstwa Krajowego i Regionalnego (PPKR).

Czy po 2027 roku działy specjalne produkcji rolnej zyskają szerszy dostęp do unijnej kasy? Ministerstwo Rolnictwa potwierdza, że prowadzi analizy potrzeb tego sektora, jednak na konkrety jest jeszcze za wcześnie:

„Obecnie jest zbyt wcześnie na wskazanie szczegółowej listy przyszłych interwencji PPKR, ich zakresu czy harmonogramu naborów. Resort pozostaje otwarty na dialog ze środowiskami rolniczymi i traktuje zgłaszane postulaty jako ważny wkład w kształtowanie przyszłych rozwiązań” – czytamy w oficjalnym stanowisku MRiRW.

źródło: KRIR

Dania likwiduje Ministerstwo Rolnictwa i oddaje ziemię naturze!

0

Dania jako pierwszy kraj w Unii Europejskiej zdecydowała się na radykalny krok, który zszokował tamtejszy sektor agrobiznesu i wywołał burzę w całej Europie. Nowo powołany centrolewicowy rząd pod przewodnictwem Mette Frederiksen zlikwidował tradycyjne Ministerstwo Żywności, Rolnictwa i Rybołówstwa, rozpraszając jego kompetencje i oddając stery nad wsią ekologom. Dla polskich producentów żywności to jasny sygnał, jak głęboko i bezkompromisowo unijny Zielony Ład może uderzyć w dotychczasową strukturę produkcji rolnej.

Koniec ery klasycznego resortu rolnictwa. Gdzie trafiły kompetencje?

Trzon nowej struktury rządowej w Danii stanowi nowo powołane Ministerstwo ds. Natury i Ochrony Zwierząt, na czele którego stanął socjaldemokrata Christian Rabjerg Madsen. To właśnie ten urząd przejął większość dotychczasowych zadań związanych z polityką agrarną, co wyraźnie redefiniuje priorytety państwa i stawia ochronę ekosystemów ponad produkcję żywności.

Pozostałe obowiązki zlikwidowanego resortu zostały rozdzielone pomiędzy cztery inne ministerstwa:

  • Ministerstwo Gospodarki: Odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywnościowe, zdrowie konsumentów oraz łańcuchy dostaw.
  • Ministerstwo Środowiska: Przejęło pełen nadzór nad sektorem rybołówstwa.
  • Ministerstwo Sprawiedliwości: Będzie odtąd odpowiadać za egzekwowanie przepisów ustawy o ochronie praw zwierząt.
  • Ministerstwo Transportu: Przejęło mniejsze, techniczne obszary dotychczasowej administracji rolnej.

390 tysięcy hektarów do wyłączenia z produkcji

Za zmianami w gabinetach ministrów kryje się głęboki, systemowy program środowiskowy, uderzający bezpośrednio w strukturę agrarną kraju. Rząd planuje masową zmianę przeznaczenia gruntów – aż 390 000 hektarów ziemi rolniczej ma zostać zrenaturyzowanych bądź przekształconych w lasy i obszary podmokłe.

Docelowym założeniem Kopenhagi jest objęcie 30% powierzchni kraju ścisłą ochroną przyrodniczą. Dodatkowo wprowadzony zostanie krajowy zakaz stosowania chemicznych środków ochrony roślin na obszarach, gdzie formują się wody gruntowe. Choć dla gospodarstw najbardziej dotkniętych nowymi restrykcjami przewidziano system finansowych rekompensat (mających zapobiec wywłaszczeniom), to realny potencjał produkcyjny duńskiego rolnictwa ulegnie drastycznemu skurczeniu.

Branża alarmuje: „To katastrofa i rozbicie odpowiedzialności”

Podczas gdy organizacje ekologiczne i prozwierzęce świętują decyzję rządu jako „historyczne zwycięstwo”, rolnicy i powiązani z sektorem politycy nie kryją oburzenia. Duński eurodeputowany i czynny rolnik, Asger Christensen, określił likwidację ministerstwa rolnictwa mianem „katastrofy” i zachowaniem „skrajnie nieodpowiedzialnym”.

Krytycy reformy wskazują na trzy kluczowe zagrożenia dla bezpieczeństwa żywnościowego Europy:

  1. Chaos urzędniczy: Rozbicie kompetencji na pięć osobnych resortów doprowadzi do paraliżu decyzyjnego i rozmycia odpowiedzialności.
  2. Ograniczenie produkcji: Wycofywanie setek tysięcy hektarów z produkcji w czasach globalnych napięć rynkowych drastycznie zmniejszy podaż żywności.
  3. Utrata pozycji w UE: Istnieje uzasadniona obawa, że bez silnego i wyspecjalizowanego ministra rolnictwa, Dania straci siłę przebicia podczas negocjacji w Brukseli, gdzie kształtuje się Wspólna Polityka Rolna (WPR).

źródło: Agrarheute

Cena pszenicy na MATIF spadła o 15 euro w dwa tygodnie naśladując zachowanie giełdy w Chicago

0
Cena pszenicy na MATIF

Cena pszenicy na MATIF kontynuuje głęboki trend spadkowy, reagując na sygnały płynące z rynków globalnych. W ciągu zaledwie ostatnich dwóch tygodni wycena kontraktu wrześniowego osunęła się o blisko 15 euro na tonie, kapitulując przed potężną presją podażową płynącą zza Atlantyku. Paryski parkiet w niemal podręcznikowy sposób naśladuje skrajnie niedźwiedzie zachowanie giełdy w Chicago (CBOT), gdzie kapitał spekulacyjny masowo likwiduje długie pozycje. Inwestorzy na obu kluczowych rynkach bezwzględnie wyceniają rozpoczynające się zbiory na półkuli północnej oraz podnoszone szacunki produkcji u kluczowych globalnych graczy.

Przeczytaj również:

Zamknięcie giełd: Notowania na wielomiesięcznych minimach

Czwartkowa sesja (4 czerwca) przyniosła przypieczętowanie dotychczasowych, dwutygodniowych strat i zepchnęła kontrakty zbożowe do kluczowych poziomów obrony:

  • Cena pszenicy na MATIF – Milling Wheat (kontrakt wrześniowy 2026 – MLU26): Odnotował kolejną spadkową sesję, tracąc 1,50 eur/t (-0,74%) i zamykając dzień na poziomie 201,25 eur/t. To oznacza, że od szczytów z połowy maja, kiedy kontrakt testował rejon 217 EUR/t, cena spadła już o blisko 16 euro. Paryż zamknął się tuż nad psychologiczną barierą 200 euro, oddając całą wypracowaną wiosną premię ryzyka.
  • CBOT – Wheat SRW (kontrakt lipcowy 2026 – ZWN26): W Chicago zjazd cenowy był jeszcze bardziej dynamiczny. Kontrakt lipcowy osunął się w czwartek o kolejne 5,40 centów (-0,94%) do wartości 5,8160 usd/buszel. Wycena ta w pełni odzwierciedla techniczny krach amerykańskiego rynku, który nadał ton giełdom europejskim.

Dlaczego cena pszenicy na MATIF i w Chicago ulega presji wykresów?

Choć fundamenty rynkowe są kluczowe, nie sposób ignorować faktu, że wielu kluczowych uczestników rynku – ze szczególnym uwzględnieniem funduszy inwestycyjnych i instytucji finansowych – podejmuje decyzje handlowe głównie w oparciu o analizę wykresów. Przełamywanie kolejnych barier technicznych na giełdach w Chicago i Paryżu uruchamia lawinowe zlecenia sprzedaży, co dodatkowo napędza spadki:

  • Formacje szczytowe na giełdach: Zarówno na unijnym kontrakcie wrześniowym (MLU26), jak i na chicagowskim kontrakcie lipcowym (ZWN26), inwestorzy finansowi zidentyfikowali czytelne układy podwójnego szczytu (wierzchołki budowane w okolicach połowy marca oraz połowy maja).
  • Automatyczna wyprzedaż algorytmiczna: Przełamanie linii trendu wzrostowego na CBOT stało się dla funduszy hedgingowych sygnałem do masowego zamykania długich pozycji. Czwartkowa sesja zamknęła się blisko dziennych minimów, co z perspektywy geometrii rynku oznacza pełną kapitulację popytu i otwiera niedźwiedziom drogę do testowania kolejnych minimów. W Chicago liczba otwartych pozycji ustabilizowała się na wysokim poziomie 485 tysięcy kontraktów, co dowodzi, że kapitał spekulacyjny aktywnie gra pod dalszy spadek cen.

Fundamenty: Pogoda i wyższe szacunki zbiorów gaszą rynek

Główną przyczyną trwającego od dwóch tygodni załamania jest drastyczna zmiana układu fundamentalnego. Rynek zbóż został całkowicie pozbawiony premii za ryzyko pogodowe, która windowała ceny w maju. Powrót korzystnych, regularnych opadów deszczu – od amerykańskich Wielkich Równin aż po kluczowe regiony Europy Zachodniej – skutecznie zabezpieczył wegetację i uspokoił obawy o wielkość nadchodzących zbiorów.

Dodatkowo na nastroje inwestorów silnie wpływa podnoszenie szacunków produkcyjnych dla Rosji oraz stabilny, bezwzględny postęp żniw na południowych obszarach Stanów Zjednoczonych. Analitycy zwracają również uwagę na zbliżający się raport WASDE, w którym możliwe są niedźwiedzie korekty w górę dla produkcji pszenicy w Australii. Dotychczasowe prognozy USDA były bowiem znacznie bardziej pesymistyczne niż oficjalne szacunki lokalnej agencji ABARES. Zrównanie tych danych przez Waszyngton oznaczałoby oficjalne potwierdzenie jeszcze większej globalnej podaży.

Kluczowym punktem zwrotnym w najbliższych dniach będzie właśnie czerwcowy, globalny raport WASDE. Dopiero po nim, na sam koniec miesiąca – 30 czerwca 2026 roku – pojawią się strategiczne raporty USDA dotyczące ostatecznego areału zasiewów oraz zapasów magazynowych. Do tego czasu sytuacja pozostanie pod pełnym dyktandem technicznego układu w Chicago, prognoz pogody oraz przedraportowych spekulacji.

Źródło danych: CBoT, Euronext, USDA, ABARES

Posadzili pomidory w gruncie

0

Jeszcze kilka lat temu na Opolszczyźnie pomidory nie były uprawiane na większym areale w gruncie. Od trzech lat to się zmienia, zwłaszcza w powiatach: oleskim i kluczborskim. Dziś plantatorzy w tej uprawie mogą się porównywać z włoskimi rolnikami.

Roland Szulc, prezes RSP Gronowice:

– Wczesne pomidory były wysadzone na początku maja. Potem prace przerwała pogoda: najpierw przymrozki, potem opady deszczu.

Areał upraw – wzrost

Pomimo tego rolnik uważa, że tej wiosny początki uprawy były łatwiejsze, bo nie było takich mocnych przymrozków przygruntowych w momencie wczesnych nasadzeń. Po pierwszym próbnym roku pracownicy Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Gronowicach zwiększyli areał upraw do 60 hektarów, co im odpowiada do możliwości i przy nim planują zostać. Po tych trzech latach uprawy oraz obserwacji plantacji we Włoszech uważają, że produkcja pomidora gruntowego w Polsce wcale nie jest w tyle. Rolnicy robią to profesjonalnie.

Nawadnianie – ubezpieczenie upraw

Podstawą jest nawadnianie, bo nie ma innej opcji zabezpieczenia takich upraw wysokonakładowych. Rolnicy uważają, że uprawa pomidora gruntowego jest ekonomicznie uzasadniona, także w kwestiach środowiskowych, bo robią to za pomocą wężyków T-tape, gdzie zużycie wody jest bardzo małe i nie ma dużego odparowania wody.

Pracochłonne sadzenie

Mateusz Sarnicki, rolnik z Domaszowic:

– To jest dalej nowa uprawa na naszym terenie. Pogoda jest dla konwencjonalnego rolnictwa nieprzewidywalna, a co dopiero do warzywnictwa.

Rolnicy używają sześciorzędowej sadzarki, czyli na sadzarce siedzi sześć osób i wykłada sadzonki. Dziennie są w stanie posadzić sześć hektarów. Potrzeba jednak do tego 12 osób, a ponieważ pracują od 7-mej do 21-szej, to trzeba zmienić ludzi, bo praca jest ciężka: trzeba się schylać i dosadzać.

Automatyzacja i rozwój techniczny

Maciej Wita, agromenadżer w JAMAR:

– Cały czas sobie radzimy manualnymi czterorzędowymi i sześciorzędowymi sadzarkami ręcznymi. Nowa autonomiczna sadzarka to niewątpliwie innowacja, która pomoże przede wszystkim zaoszczędzić czas. Ważna jest również precyzja sadzenia, bo za sadzarką praktycznie nie potrzeba nic poprawiać i przyjęcie są praktycznie stuprocentowe. Oczywiście zdecydowanie mniej ludzi jest potrzebnych do zaangażowania przy samym procesie sadzenia. Wystarczy operator ciągnika, a na samej sadzarce jedna osoba do podawania tacek i jedna osoba, która ładowarką wymienia całą paletę sadzonek.

Zarówno rolnicy, jak i zakład przetwórczy największy rozwój powierzchni upraw mają już za sobą. Jest jeszcze pole do rozwoju technologicznego i jeżeli mówimy o profesjonalnym podejściu do polowej produkcji pomidora, to tu cały czas jest rozwój bardzo intensywny: od samego procesu sadzenia, dobór sadzarek z puli tych najbardziej profesjonalnych, po samą produkcję polową, jak nawadnianie kropelkowe i analizą gleby.

Skok technologiczny

Prowadzący uprawę pomidora gruntowego wychodzą z założenia, że jakość zaczyna się już na samym polu. Zimą zaczęło się od próby analizy gleby, żeby było wiadomo, co w ogóle w tej glebie jest. Do tej analizy gleby dostosowywane jest nawożenie, żeby było było zbilansowane. W zakładzie sprecyzowane są najbardziej wartościowe dla nich odmiany, które są tak dobierane w zależności od regionu i wczesności, żeby z jednej strony zagwarantować możliwie szybkie rozpoczęcie kampanii, równo długie jej trwanie kampanii, jak i również zapewnić oczekiwaną jakość surowca dla zakładu.

Ciągły monitoring upraw

Pracownicy zakładu regularnie jeżdżą i doglądają plantacje przez całe tygodnie wegetacji. Oceniają zapotrzebowanie roślin na wodę, czy zagrożenia ze strony patogenów, tak żeby były prowadzone w sposób zrównoważony i żeby zachować docelowo najwyższą jakość, której oczekują w zakładzie. Założenie jest takie, żeby w połowie sierpnia rozpocząć kampanię.

dr Mariusz Drożdż

Ryzykowny ruch się opłacił? Mamy raport o wschodach kukurydzy z wcześniejszych siewów!

0
Nawozy siarkowe w uprawie kukurydzy

Pogoda po raz kolejny zaskoczyła gospodarzy. Choć pod koniec zimy wydawało się, że topniejący śnieg zapewni dużo wilgoci na start, rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Wszystko przez wyjątkowo suchy marzec, który błyskawicznie wyciągnął wodę z wierzchniej warstwy gleby. W tej sytuacji rolnicy musieli szybko zmienić swoje plany i dostosować pracę na polu do panującej suszy.

Szybszy wyjazd w pole – ucieczka przed przesychaniem gleby

Jak informuje Wielkopolska Izba Rolnicza, brak wiosennych opadów sprawił, że w wielu regionach kraju, w tym w Wielkopolsce, siewniki ruszyły do pracy znacznie wcześniej niż zwykle. Pierwsze z nich wyjechały na pola już w okolicach 10–15 kwietnia.

Chodziło o to, aby nasiona zdążyły wykorzystać resztki zimowej wilgoci, zanim ziemia całkowicie wyschnie. Jedynie na wschodzie Polski, gdzie pokrywa śnieżna leżała najdłużej, rolnicy mogli pozwolić sobie na tradycyjne, późniejsze terminy siewu.

Bezorkowa uprawa zatrzymuje cennoą wodę

W ostatnich latach kluczowego znaczenia nabierają systemy bezpłużne. Rezygnacja z tradycyjnej orki przynosi konkretne korzyści w walce z brakiem opadów:

  • Mniejsze parowanie: Pozostawienie resztek pożniwnych (mulczu) na powierzchni tworzy warstwę ochronną, która chroni glebę przed mocnym słońcem i wiatrem.
  • Lepszy podsiąk wody: Niezniszczona struktura gleby pozwala wodzie łatwiej wędrować z głębszych warstw prosto do korzeni.
  • Ochrona przed wiatrem: Ziemia bez orki jest mniej podatna na wywiewanie podczas wiosennych wichur.

Głębszy siew i mniejsza obsada nasion

Trudne warunki na polach wymusiły zmianę dwóch ważnych ustawień podczas samego siewu:

  1. Głębszy siew (na 5–6 cm): Standardowo kukurydzę sieje się na głębokość 4–5 cm. W tym roku nasiona umieszczano nieco głębiej. Choć niżej ziemia jest chłodniejsza (co może trochę opóźnić start), ważniejsze było to, aby ziarno miało stały kontakt z wilgotną ziemią.
  2. Rzadszy wysiew (redukcja obsady): Wielu gospodarzy zmniejszyło liczbę wysiewanych nasion o 5 do 10%. Dzięki temu dorosłe rośliny będą miały dla siebie więcej przestrzeni i mniejszą konkurencję o każdą kroplę wody w czasie letnich upałów.

Warto pamiętać: Przy wcześniejszych siewach w chłodniejszą glebę kluczowy jest wybór odmian o silnym wigorze początkowym, które dobrze radzą sobie ze stresem termicznym.

Choć początek sezonu był pełen obaw, ostatecznie sytuację uratowały majowe opady, które przeszły przez większość kraju. Druga połowa miesiąca przyniosła ciepłą, słoneczną pogodę z temperaturami powyżej 20°C. Stworzyło to idealne warunki dla rozwoju młodych roślin.

Wszystko wskazuje na to, że wcześniejsze siewy nie zaszkodziły wschodom kukurydzy.

A jak sytuacja wygląda na Waszych polach?

źródło: WielkoPolska Izba Rolnicza

Tyle warchlaków importujemy. Raport GUS i MRiRW odsłania karty

0

GUS i MRiRW opublikowały wstępne dane za 2025 r. dla sektora trzody. Mimo lekkiego odbicia w stadzie podstawowym, polski tucz drastycznie zależy od importu warchlaków, głównie z Danii.

Pogłowie loch w Polsce: Lekkie odbicie, ale do dawnej potęgi daleko

Analizując strukturę krajowego stada, można zauważyć powolne hamowanie drastycznego trendu spadkowego, z którym mierzyliśmy się przez ostatnie lata. W czerwcu 2025 roku liczba loch w Polsce wynosiła około 614,5 tysiąca sztuk. Kolejne miesiące przyniosły jednak wyczekiwane, choć skromne ożywienie.

W grudniu 2025 roku odnotowano lekkie odbicie – pogłowie loch wzrosło do poziomu około 618,2 tysiąca sztuk. Porównując te wyniki z rokiem ubiegłym, kiedy to w 2024 roku stan macior oscylował wokół 600 tysięcy sztuk, widać wyraźny, niewielki trend wzrostowy. Niestety, perspektywa długoterminowa brutalnie obnaża skalę regresu polskiego sektora loch, jaki dokonał się na przestrzeni ostatnich dwóch dekad:

Porównanie liczebności stada podstawowego loch w Polsce:

  • 2004 rok (wejście do UE): ok. 1,7 – 1,9 mln loch (pełna niezależność i samowystarczalność surowcowa kraju)
  • 2024 rok: ok. 600 tys. loch (historyczne doły wywołane kryzysem ASF oraz brakiem opłacalności chowu świń)
  • Czerwiec 2025 r.: ok. 614,5 tys. loch
  • Grudzień 2025 r.: ok. 618,2 tys. loch (wzrost o 18,2 tys. sztuk względem roku poprzedniego)

W ciągu ostatnich 20 lat polskie stado loch skurczyło się o blisko dwie trzecie. Obecne odbicie cieszy, ale w żaden sposób nie pozwala na pokrycie wewnętrznego zapotrzebowania na materiał do dalszego tuczu.

Import żywej trzody: Ponad 8 milionów sztuk przekroczyło granicę

Skoro krajowa produkcja prosiąt kuleje z powodu małego stada macior, polscy rolnicy muszą szukać materiału do tuczu za granicą. Dane za 2025 rok pokazują gigantyczną skalę tego zjawiska. Tylko od stycznia do listopada 2025 roku Polska sprowadziła około 8,03 miliona sztuk żywej trzody chlewnej. W strukturze tego importu absolutną większość stanowiły prosięta oraz warchlaki przeznaczone do natychmiastowego wstawienia do chlewni tuczowych.

Kluczowym i wręcz monopolistycznym partnerem handlowym Polski pozostaje Królestwo Danii. Zgodnie ze wstępnymi podsumowaniami, import samych duńskich prosiąt i warchlaków w całym 2025 roku osiągnął zawrotną liczbę około 7,8 miliona sztuk. Oznacza to, że blisko 97% importowanego komponentu trafiającego do polskich gospodarstw posiadało status „made in Denmark”.

Obecna sytuacja w liczbach: Anatomia strukturalnego uzależnienia

Zestawienie ze sobą dwóch kluczowych wskaźników najlepiej obrazuje structuralny problem, z jakim mierzy się polski agrobiznes:

  1. Mamy w kraju około 600 tysięcy krajowych loch.
  2. Jednocześnie rocznie importujemy około 8 milionów warchlaków.

Tak potężna dysproporcja jasno dowodzi, jak mocno polski tucz trzody chlewnej zależy dziś od zewnętrznych rynków. Taka sytuacja niesie ze sobą istotne ryzyka biznesowe i weterynaryjne. Każde zawirowanie logistyczne, zmiany w obostrzeniach (np. w kontekście ASF w Europie Zachodniej) czy nagłe skoki cen u duńskich eksporterów bezpośrednio uderzają w rentowność produkcji nad Wisłą. Polski rolnik w tym modelu staje się w dużej mierze jedynie „usługodawcą tuczu”, podczas gdy największa marża generowana jest na początkowym etapie hodowli i sprzedaży prosiąt.

Choć grudniowe dane dają cień nadziei na zatrzymanie wieloletniego kryzysu, powrót do pełnej niezależności surowcowej to proces na dekady. Wymaga on przede wszystkim stabilizacji prawa, długofalowego wsparcia finansowego dla rolników decydujących się na budowę nowoczesnych reproduktorów oraz skutecznej i zunifikowanej walki z afrykańskim pomorem świń (ASF). Bez odbudowy rodzimego stada loch, polskie tuczarnie pozostaną zakładnikami zagranicznych dostawców.

źródło: WIPASZ