Nietypowy wynalazek z Austrii wywołał gorącą debatę na temat ochrony zwierząt i walki z atakami wilków. Przedsiębiorca z Karyntii opracował specjalny kombinezon z kolcami, który ma chronić owce przed drapieżnikami. Pomysł, który według autora miał pomóc w pokojowym współistnieniu wilków i zwierząt gospodarskich, doprowadził jednak do wszczęcia postępowania przez władze.
Kolczasta ochrona dla owiec
Autorem projektu jest Rudolf Schaubach z Villach. Opracowany przez niego kombinezon osłania znaczną część ciała owcy i wyposażony jest w kolce skierowane na zewnątrz. Jego zadaniem ma być ograniczenie ryzyka śmiertelnych obrażeń podczas ataku wilka.
Wynalazca przekonuje, że szukał praktycznego rozwiązania problemu, który staje się coraz bardziej odczuwalny w regionach, gdzie liczba wilków systematycznie rośnie.
Musi istnieć sposób, aby oba gatunki mogły żyć swobodnie – podkreślił Schaubach.
Pomysł szybko wzbudził zainteresowanie organizacji zajmujących się ochroną zwierząt. Do władz wpłynęła skarga dotycząca możliwego naruszenia przepisów o dobrostanie zwierząt.
Według doniesień anonimowy autor wiadomości przesłanej do Wiedeńskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt opisał sytuację jako formę znęcania się nad zwierzętami. W zgłoszeniu wskazano, że owca została umieszczona w konstrukcji przypominającej siatkę z drutu kolczastego, aby uchronić ją przed wilkami.
Po otrzymaniu informacji organizacja zwróciła się o wszczęcie postępowania administracyjnego i zbadanie wpływu takiego zabezpieczenia na zwierzęta.
Ochrona przed wilkami czy zagrożenie dla owiec?
Przedmiotem dochodzenia jest przede wszystkim ocena, czy zastosowanie kolczastego kombinezonu nie powoduje cierpienia lub dyskomfortu u samych owiec. Organizacje prozwierzęce domagają się dokładnej analizy skutków stosowania tego rozwiązania, a także rozważenia zakazu jego używania.
Sprawa pokazuje, jak trudnym wyzwaniem pozostaje pogodzenie ochrony stad z obecnością wilków. W wielu regionach Europy rosnąca liczba drapieżników prowadzi do coraz częstszych sporów pomiędzy hodowcami, ekologami i organizacjami zajmującymi się dobrostanem zwierząt.
Wynalazca nie zamierza rezygnować z projektu
Mimo kontrowersji Rudolf Schaubach uważa, że jego pomysł może pomóc hodowcom ograniczyć straty powodowane przez wilki. Jak podkreśla, nad projektem pracował przez kilka lat, a sam kombinezon ma być dalej rozwijany z uwzględnieniem dobrostanu zwierząt.
To właśnie przyszłe badania i decyzje władz pokażą, czy kolczasta zbroja dla owiec stanie się nowym sposobem ochrony stad, czy też zostanie uznana za rozwiązanie niezgodne z przepisami dotyczącymi ochrony zwierząt.
Ostatnie deszcze i ostrzeżenia płynące z branży rolniczej sprawiły, że wielu producentów pszenicy ozimej zaczęło dokładnie przyglądać się swoim plantacjom. Na wielu polach pojawiły się przebarwienia i plamy na liściach, które mogą przypominać objawy chorób grzybowych.
Eksperci uspokajają jednak, że w wielu przypadkach nie ma powodów do natychmiastowego wykonywania zabiegów fungicydowych. Według doradców skala zagrożenia najgroźniejszymi chorobami liści pozostaje obecnie stosunkowo niewielka.
Czym są plamy i dlaczego nie warto ich mylić z chorobą?
W tym sezonie szczególnie często obserwowane są tzw. fizjologiczne plamy liści. Występują one na wielu plantacjach i bywają mylone z objawami infekcji grzybowych.
W rzeczywistości nie są one wywoływane przez patogeny. To efekt stresu roślin spowodowanego między innymi gwałtownymi zmianami temperatur, silnym nasłonecznieniem czy niestabilnymi warunkami pogodowymi.
To ważna informacja dla rolników, ponieważ fungicydy nie zwalczają tego rodzaju uszkodzeń. Z tego powodu specjaliści odradzają wykonywanie oprysków wyłącznie na podstawie występowania plam. Kluczowe znaczenie ma potwierdzenie obecności chorób takich jak septorioza, rdza czy mączniak prawdziwy.
Kiedy można jeszcze poczekać z fungicydem?
Monitoring prowadzony na plantacjach wskazuje, że przypadki septoriozy liści są obecnie nieliczne i najczęściej dotyczą dolnych partii roślin. Poziom porażenia pozostaje stosunkowo niski, dlatego rozwój choroby po ostatnich opadach może być ograniczony.
W łanach, gdzie liść flagowy rozwinął się dopiero po deszczach, wykonanie końcowego zabiegu fungicydowego można w niektórych przypadkach odłożyć. Nie oznacza to jednak rezygnacji z obserwacji pola. Regularne lustracje pozostają podstawą podejmowania właściwych decyzji.
Fusarium staje się największym zagrożeniem podczas kwitnienia
Wraz ze wzrostem temperatur coraz większą uwagę należy poświęcić fuzariozie kłosów. Największe zagrożenie pojawia się wtedy, gdy w okresie kwitnienia pszenicy występują temperatury od 16 do 25 stopni Celsjusza połączone z opadami deszczu. To właśnie w czasie kwitnienia grzyb może infekować otwarte kłoski i powodować poważne straty jakościowe oraz ilościowe.
Które plantacje są najbardziej zagrożone?
Ryzyko wystąpienia Fusarium znacząco wzrasta na polach, gdzie wcześniej uprawiano kukurydzę lub buraki cukrowe. Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym infekcji są podatne odmiany oraz technologie uprawy pozostawiające dużą ilość resztek pożniwnych na powierzchni gleby.
W takich warunkach rośnie nie tylko ryzyko porażenia kłosów, ale również wystąpienia mikotoksyn w zebranym ziarnie.
Termin zabiegu ma kluczowe znaczenie
Skuteczność ochrony przed Fusarium w dużej mierze zależy od odpowiedniego terminu wykonania oprysku. Najlepsze efekty uzyskuje się na początku lub w połowie kwitnienia.
Zabieg powinien zostać wykonany krótko przed infekcją lub maksymalnie kilka dni po jej wystąpieniu. Spóźniona reakcja znacząco obniża skuteczność ochrony.
Liczy się nie tylko preparat, ale również technika oprysku
Doradcy zwracają uwagę, że równie ważna jak dobór środka jest technika jego aplikacji. Do ochrony kłosów zalecane są dysze drobnokropliste, najlepiej podwójne płaskostrumieniowe, które zapewniają dokładne pokrycie roślin cieczą roboczą.
Skuteczność zabiegu zwiększa także wysoka wilgotność powietrza oraz wykonywanie oprysków w godzinach porannych.
Warto obserwować także mączniaka i rdzę brunatną
Oprócz fuzariozy rolnicy powinni zwracać uwagę na rozwój mączniaka prawdziwego i rdzy brunatnej. Pierwsze objawy tych chorób są już widoczne na niektórych podatnych odmianach, szczególnie na górnych liściach.
W takich sytuacjach standardowy zabieg może okazać się niewystarczający i konieczne będzie rozszerzenie ochrony o preparaty skuteczne przeciwko konkretnym patogenom.
Nie każde przebarwienie oznacza konieczność oprysku
Eksperci podkreślają, że każda decyzja o wykonaniu zabiegu powinna być poprzedzona oceną rzeczywistego zagrożenia. Nie wszystkie plamy na liściach przekładają się na straty plonu i nie każde przebarwienie wymaga natychmiastowej interwencji.
Regularny monitoring plantacji i właściwe określenie momentu zabiegu pozwalają ograniczyć koszty ochrony, a jednocześnie skutecznie zabezpieczyć plon oraz jego jakość.
Zakup używanego ciągnika przez internet miał być dla austriackiego rolnika okazją do korzystnej transakcji. Zamiast nowej maszyny pozostała jednak dotkliwa strata finansowa. Dopiero podczas osobistej wizyty okazało się, że oferta była fikcyjna, a wystawiony na sprzedaż traktor w ogóle nie istniał.
Kusząca oferta ciągnika w sieci
Do oszustwa doszło w ostatnich tygodniach w Imst w austriackim Tyrolu. Nieznany sprawca wystawił na internetowej platformie sprzedażowej ofertę dotyczącą ciągnika rolniczego. Cena maszyny opiewała na kwotę liczoną w dziesiątkach tysięcy euro i wzbudziła zainteresowanie 56-letniego mieszkańca Austrii.
Rolnik nawiązał kontakt ze sprzedawcą i przez pewien czas prowadził rozmowy zarówno telefonicznie, jak i za pośrednictwem mediów społecznościowych. Wszystko wyglądało wiarygodnie, dlatego zdecydował się kontynuować transakcję.
Oszuści zażądali wysokiej zaliczki
Domniemany sprzedawca zażądał wpłaty zaliczki wynoszącej połowę wartości ciągnika. Rolnik zgodził się na ten warunek i przelał pieniądze na niemieckie konto bankowe.
Dopiero kilka dni później postanowił osobiście obejrzeć maszynę i sfinalizować zakup. Wyruszył więc do Niemiec, przekonany, że wkrótce stanie się właścicielem nowego ciągnika.
Wizyta ujawniła prawdę
Na miejscu okazało się, że firma zajmująca się sprzedażą maszyn rolniczych, której dane widniały w ogłoszeniu, nie miała nic wspólnego z oferowanym traktorem. Przedsiębiorstwo nie prowadziło takiej sprzedaży, a jego dane zostały bezprawnie wykorzystane przez oszustów.
W ten sposób wyszło na jaw, że oferta była całkowicie fałszywa, a ciągnik nigdy nie był dostępny na rynku.
Stracił pięciocyfrową kwotę
Według informacji policji 56-letni rolnik stracił w wyniku oszustwa pięciocyfrową kwotę w euro. Funkcjonariusze podkreślają, że podobne przypadki dotyczące pojazdów i maszyn rolniczych pojawiają się regularnie, a przestępcy coraz częściej wykorzystują dane legalnie działających firm, aby uwiarygodnić swoje oferty.
Sprawa jest kolejnym ostrzeżeniem dla osób planujących zakup maszyn przez internet. Przed wpłatą zaliczki warto dokładnie zweryfikować sprzedawcę, sprawdzić pochodzenie ogłoszenia i (jeśli to możliwe) obejrzeć sprzęt osobiście jeszcze przed przekazaniem pieniędzy.
Przez dziesięciolecia Ursus był symbolem polskiego rolnictwa. Charakterystyczne czerwone ciągniki pracowały w gospodarstwach od Pomorza po Podkarpacie, a sama marka należała do najbardziej rozpoznawalnych producentów maszyn rolniczych w kraju. Dziś ciągniki Ursus nie są już produkowane, ale wokół historii firmy wciąż pojawia się jedno pytanie: czy jej upadek był nieunikniony?
Zdaniem Wojciecha Burego, właściciela Muzeum Motoryzacji Motonostalgia w Nieborowie, o losach Ursusa mogły przesądzić decyzje podjęte wiele dekad temu – jeszcze w czasach PRL.
Ursus po wojnie. Od kopii Lanz Bulldoga do własnych pomysłów
Choć Ursus kojarzony jest przede wszystkim z ciągnikami, początki firmy sięgają znacznie wcześniej. Wcześniej marka nazywała się P7P. Przed wojną przedsiębiorstwo produkowało m.in. urządzenia dla przemysłu oraz silniki stacjonarne. Po przejęciu przez Państwowe Zakłady Inżynierii stało się jednym z ważniejszych elementów polskiego przemysłu motoryzacyjnego.
Po II wojnie światowej sytuacja była jednak wyjątkowo trudna. Fabryka została zniszczona, wiele maszyn wywieziono, a kraj potrzebował szybkiej odbudowy rolnictwa. W takich warunkach trudno było projektować od podstaw nowoczesny ciągnik.
Dlatego zdecydowano się wykorzystać sprawdzoną konstrukcję niemieckiego Lanz Bulldoga. Tak powstał Ursus C-45, który przez wiele lat był podstawowym ciągnikiem wykorzystywanym w polskich gospodarstwach i państwowych gospodarstwach rolnych.
Choć pierwsze egzemplarze nie należały do idealnych pod względem jakości wykonania, z czasem konstrukcję stopniowo udoskonalano i modernizowano. Ursusy C-45 pracowały głównie w państwowych gospodarstwach rolnych oraz spółdzielniach produkcyjnych, stając się symbolem powojennej odbudowy polskiego rolnictwa. Jeszcze w latach 60. można było spotkać nowe egzemplarze tego modelu w sprzedaży.
Była to konstrukcja prosta, wytrzymała i łatwa w naprawach, ale już w latach 50. zaczęto zdawać sobie sprawę, że przyszłość rolnictwa wymaga nowocześniejszych maszyn.
Było jasne, że konstrukcja oparta na przedwojennych rozwiązaniach nie będzie odpowiadała potrzebom nowoczesnego rolnictwa. Ciągnik był paliwożerny, mało komfortowy i coraz bardziej odstawał od zachodnich standardów. Dlatego już pod koniec lat 50. rozpoczęto prace nad własnymi, bardziej nowoczesnymi konstrukcjami. Polscy inżynierowie stanęli przed zadaniem stworzenia ciągników wydajniejszych, oszczędniejszych i lepiej dostosowanych do rosnących wymagań gospodarstw, co zapoczątkowało jeden z najciekawszych rozdziałów w historii marki Ursus.
Jak powstały pierwsze nowoczesne ciągniki Ursus?
Pod koniec lat 50. rozpoczęto prace nad pierwszymi całkowicie polskimi konstrukcjami. Efektem był Ursus 25, który trafił do produkcji w 1959 roku.
Jak na swoje czasy był to nowoczesny ciągnik wyposażony w podnośnik hydrauliczny oraz bardziej zaawansowaną skrzynię biegów. Problem polegał jednak na tym, że już w chwili rozpoczęcia produkcji okazało się, że 25-konny ciągnik nie będzie wystarczający dla rozwijającego się rolnictwa.
W Ursusie rozpoczęto więc prace nad większymi modelami. Powstały między innymi ciągniki oznaczone jako Ursus 342 oraz kolejne konstrukcje wyposażone w mocniejsze silniki czterocylindrowe. To właśnie wtedy polscy inżynierowie zaczęli tworzyć własną szkołę konstrukcji ciągników.
Gomułka postawił na Zetora. Co stracił na tym Ursus?
W pierwszej połowie lat 60. wydarzyło się coś, co zdaniem wielu pasjonatów historii techniki miało ogromny wpływ na dalsze losy Ursusa.
Władze PRL zdecydowały o zakupie licencji czechosłowackiego Zetora 4011. Z punktu widzenia polityków było to rozwiązanie szybsze i bezpieczniejsze niż dalsze inwestowanie w rozwój własnych konstrukcji. Decyzja miała jednak swoje konsekwencje.
Najlepsi polscy konstruktorzy zostali skierowani do wspólnego zespołu projektowego działającego przy fabryce Zetora w Brnie. Wśród nich znaleźli się specjaliści odpowiedzialni za rozwój nowych silników, skrzyń biegów i podzespołów.
To właśnie dzięki pracy polskich inżynierów powstały później ciągniki Zetor 8011 oraz Ursus C-385. Dziś wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że udział polskich konstruktorów w stworzeniu tej rodziny ciągników był bardzo duży.
Seria U. Ciągniki, które mogły zmienić historię
Pod koniec lat 60. w Ursusie rozpoczęto prace nad projektem, który miał całkowicie odmienić polską branżę ciągnikową. Nowa rodzina maszyn otrzymała roboczą nazwę Seria U, gdzie litera „U” oznaczała unifikację. Była to odpowiedź na jeden z największych problemów ówczesnej produkcji.
W tym czasie Ursus wytwarzał równolegle kilka różnych konstrukcji – zmodernizowanego Ursusa C-325/C-328, późniejszą C-330, produkowanego na licencji Zetora modelu C-4011 oraz ciężką serię wywodzącą się z projektu C-385. Każda z tych maszyn wykorzystywała zupełnie inne podzespoły, a stopień wspólnych części był symboliczny. Jak wspomina Wojciech Bury, unifikacja pomiędzy poszczególnymi modelami wynosiła zaledwie około 0,9%, co oznaczało, że współwymienne były praktycznie tylko pojedyncze śruby czy żarówki.
Dla fabryki oznaczało to ogromne utrudnienia organizacyjne. Produkcja wymagała utrzymywania oddzielnych linii technologicznych, magazynów części oraz zaplecza serwisowego dla każdego modelu. W efekcie rosły koszty, a rozwój nowych konstrukcji stawał się coraz trudniejszy.
Projekt Serii U miał to zmienić. Polscy konstruktorzy opracowali nowoczesną rodzinę ciągników o różnej mocy, które bazowały na wspólnych podzespołach i rozwiązaniach technicznych. Dzięki temu produkcja miała być tańsza, prostsza i bardziej efektywna, a rolnicy mogliby korzystać z maszyn łatwiejszych w obsłudze i serwisowaniu.
Zdaniem wielu pasjonatów historii techniki oraz byłych pracowników Ursusa właśnie Seria U była jednym z najbardziej obiecujących projektów w dziejach polskiej motoryzacji rolniczej. Gdyby trafiła do seryjnej produkcji, mogła stać się fundamentem nowoczesnej polskiej marki ciągnikowej na wiele kolejnych dekad.
Deutz czy Massey Ferguson? Decyzja, która zmieniła wszystko
Na początku lat 70. władze zdecydowały jednak o zakupie zagranicznej licencji na produkcję ciągników. Do rozmów zaproszono kilku światowych producentów, a w końcowej fazie pozostały dwie firmy: niemiecki Deutz oraz brytyjski Massey Ferguson.
Powołany przez państwo zespół ekspertów przeprowadził szczegółowe analizy techniczne i ekonomiczne. Oceniano koszty produkcji, stopień unifikacji części, organizację zakładów oraz przyszłe możliwości rozwoju. Według zachowanych dokumentów specjaliści rekomendowali wybór firmy Deutz.
Niemieckie konstrukcje były bardziej zunifikowane, tańsze we wdrożeniu i lepiej dostosowane do polskich warunków przemysłowych. Producent oferował również gotowy projekt nowoczesnego zakładu produkcyjnego. Ostatecznie jednak zwyciężył Massey Ferguson.
Dlaczego tak się stało? Do dziś pojawiają się różne teorie. Jedni wskazują na względy polityczne, inni na kwestie finansowe i międzynarodowe naciski. Faktem jest natomiast, że wdrożenie brytyjskiej licencji okazało się znacznie trudniejsze i droższe niż zakładano.
Po zakupie licencji okazało się, że konieczne jest dokupowanie kolejnych technologii. Dotyczyło to między innymi pomp wtryskowych, rozruszników czy alternatorów.
Dodatkowym problemem był fakt, że konstrukcje Massey Fergusona opierały się na układzie calowym, podczas gdy polski przemysł funkcjonował w systemie metrycznym. Przeprojektowanie wielu elementów wymagało ogromnych nakładów pracy i pieniędzy.
Jednocześnie Ursus musiał spłacać koszty zakupu licencji, utrzymując produkcję starszych modeli ciągników. W praktyce oznaczało to, że zakład przez wiele lat finansował rozwój nowych konstrukcji dzięki sprzedaży przestarzałych maszyn. Według Wojciecha Burego właśnie wtedy utracono szansę na wykorzystanie potencjału polskich projektów.
Ursus – czy można było go uratować w latach 90.?
Po transformacji ustrojowej sytuacja firmy stała się jeszcze bardziej skomplikowana. Zakład wymagał ogromnych inwestycji, a konkurencja ze strony zachodnich producentów stale rosła. Pojawiały się jednak firmy zainteresowane przejęciem lub współpracą z Ursusem. Wśród potencjalnych partnerów wymienia się między innymi Deutza oraz koncern AGCO.
Do porozumienia ostatecznie nie doszło. Zdaniem Wojciecha Burego wpływ na to miały między innymi konflikty związane z restrukturyzacją przedsiębiorstwa oraz sprzeczne interesy różnych środowisk. W kolejnych latach sytuację dodatkowo komplikowały coraz bardziej restrykcyjne normy emisji spalin, rosnące koszty produkcji oraz silna konkurencja ze strony producentów zagranicznych.
Ursus wciąż pozostaje symbolem polskiego rolnictwa
Dziś w Muzeum Motonostalgia w Nieborowie można zobaczyć zarówno seryjne Ursusy, jak i prototypy, które nigdy nie trafiły do produkcji. To właśnie one pokazują, jak ambitne były plany polskich konstruktorów i jak duży potencjał posiadał krajowy przemysł ciągnikowy.
Czy Ursusa można było uratować? Jednoznacznej odpowiedzi nie ma. Pewne jest jednak, że historia marki to nie tylko opowieść o upadku przedsiębiorstwa, ale również o niewykorzystanych szansach, odważnych projektach i konstruktorach, którzy przez lata próbowali stworzyć nowoczesny polski ciągnik.
Dlatego Ursus do dziś pozostaje czymś więcej niż marką. Dla wielu rolników jest symbolem całej epoki polskiego rolnictwa i przemysłu.
Zobacz wideo: Historia upadku URSUSA! Dlaczego najlepszych polskich inżynierów wysłano do ZETORA?
Seria „Rolnictwo Świata” ponownie rusza w trasę. Tym razem zespół Agro Profil odwiedził Białoruś, aby sprawdzić, jak wygląda rolnictwo u naszych wschodnich sąsiadów oraz pokazać miejsca, do których na co dzień nie mają dostępu polscy rolnicy.
Podróż rozpoczęła się 3 czerwca. Zanim ekipa dotarła na miejsce, musiała zmierzyć się z długim, blisko 12-godzinnym oczekiwaniem na granicy. Po przekroczeniu granicy rozpoczęły się ujęcia do kolejnego odcinka serii.
Jak wygląda rolnictwo na Białorusi? Największe prywatne gospodarstwo na Białorusi
Jednym z najciekawszych punktów wyjazdu była wizyta w największym prywatnym gospodarstwie rolnym na Białorusi, które gospodaruje na imponującej powierzchni około 26 tysięcy hektarów. Co ciekawe, właścicielami gospodarstwa są Polacy. W materiale będzie można zobaczyć, jak funkcjonuje tak ogromne przedsiębiorstwo rolne oraz jakie technologie wykorzystywane są w codziennej produkcji.
Największe targi rolnicze w Europie Wschodniej
Podczas pobytu na Białorusi nasz zespół odwiedzi również Belagro, czyli jedne z największych targów rolniczych w Europie Wschodniej. Wydarzenie co roku gromadzi producentów maszyn, firmy z branży agro, hodowców oraz przedstawicieli sektora spożywczego z wielu krajów.
Targi są miejscem prezentacji nowoczesnych technologii dla rolnictwa, nowych maszyn, rozwiązań dla hodowli zwierząt oraz innowacji związanych z produkcją żywności. To również okazja do poznania specyfiki białoruskiego rolnictwa i kierunków jego rozwoju.
Z wizytą w fabryce ciągników Belarus
W planach wyjazdu znalazła się również wizyta w słynnej fabryce MTZ (Miński Zakład Traktorowy), gdzie powstają ciągniki marki Belarus. To jeden z największych producentów ciągników w tej części Europy, którego maszyny od lat pracują również w wielu polskich gospodarstwach.
Już wkrótce na kanale Agro Profil pojawi się nowy odcinek serii „Rolnictwo Świata”, w którym pokażemy kulisy białoruskiego rolnictwa, największe prywatne gospodarstwo w kraju, targi Belagro oraz produkcję ciągników MTZ.
Pogoda- noc pogodna i od +9 do +16 stopni Celsjusza
Na północy, wschodzie, południu i w centrum noc z bezchmurnym niebem a na termometrach od +8/9 stopni na Podlasiu do 10-11 na wschodzie, południu i w centrum oraz 11-12 na północy. Na zachodzie kraju więcej chmur i od okolic Szczecinka po Piłę- zachód Wielkopolski, Lubuskie, Dolny Śląsk miejscami pokropi deszcz- tu temperatura nie spadnie poniżej 14-16 stopni.
W niedzielę miejscami zagrzmi
W ciągu dnia zwiększy się szansa na opady i burze. Największa szansa na burze będzie na Kaszubach aż po okolice Bydgoszczy, Gniezna i Poznania oraz w pasie od Olsztyna po Mławę, Przasnysz i Warszawę. Podczas burz spadnie gdzieniegdzie do 20-30 mm deszczu oraz mocniej powieje do 65-70 km/h. Jutro w burzach miejscami sypnie gradem ale drobnym- do 1 cm.
Im dalej na południe od Wrześni, Torunia, Warszawy tym szansa na burze mniejsza a od okolic Łodzi, Radomia po południe kraju raczej bez burz a jeśli popada to sam przelotny deszcz.
Wiatr zwłaszcza od Żuław po Kujawy i wschód Łódzkiego będzie dość silnie wiał ze zmieniających się w ciągu dnia kierunków wraz z przechodzeniem frontu.
Ceny zbóż na giełdach:Najnowszy raport FranceAgriMer przyniósł oficjalne potwierdzenie strat, jakie na francuskich polach wyrządziła majowa fala upałów. Choć powrót łagodniejszych temperatur przyniósł chwilową ulgę, oceny kondycji tamtejszych zasiewów w cotygodniowym raporcie Céré’Obs wyraźnie spadły. Szczególnie mocno ucierpiał jęczmień jary, którego rating w kategorii „dobry do bardzo dobrego” tąpnął aż o 15 punktów procentowych (do 68%). Słabsze noty zebrały też kukurydza (spadek o 4 p.p. do 84%), jęczmień ozimy (spadek o 3 p.p. do 73%) oraz kluczowa pszenica miękka, której ocena pogorszyła się o 2 punkty, spadając do poziomu 76%.
Mimo że te dane jednoznacznie wskazują na kurczący się potencjał produkcyjny u największego unijnego producenta, ich wpływ na globalne ceny zbóż pozostaje ograniczony. Perspektywa rozpoczynających się zbiorów na półkuli północnej w krótkim terminie może zdecydowanie przeważać nad pogarszającymi się prognozami dla samej Francji czy nawet Polski. Rynek wchodzi w fazę fizycznego napływu nowego ziarna, co tradycyjnie studzi nastroje kupujących.
Globalny kontekst a ceny zbóż: Presja żniwna silniejsza od pogody
Doskonałym dowodem na to, że zbliżający się kombajn waży na giełdach więcej niż lokalne anomalie pogodowe, jest zachowanie rynku amerykańskiego. W USA kondycja pszenicy ozimej jest oficjalnie określana jako bardzo słaba – zaledwie 26% upraw znajduje się w stanie dobrym lub doskonałym. Mimo to, giełda w Chicago w ostatnich tygodniach konsekwentnie taniała, ciągnąc za sobą Europę i spychając ceny zbóż w dół.
Dla funduszy inwestycyjnych kluczowe pozostają obecnie czynniki sezonowe i techniczne:
Postępujące żniwa na południu: Na południowych krańcach USA ruszyły już zbiory. Pojawienie się na rynku fizycznego ziarna z nowego sezonu niemal zawsze działa chłodząco na giełdowe wyceny, niezależnie od problemów w innych częściach świata.
Presja techniczna i algorytmy: Na wykresach w Chicago i Paryżu uformował się niebezpieczny układ podwójnego szczytu. Przełamanie linii trendu wzrostowego uruchomiło automatyczne zlecenia sprzedaży (stop-loss), co napędza podażową presję na ceny zbóż.
Stabilizacja pogodowa: Regularne opady deszczu na amerykańskich Wielkich Równinach oraz przewidywalne prognozy dla pozostałych kluczowych eksporterów skutecznie zdejmują z kontraktów terminowych tzw. premię za ryzyko pogodowe.
Amortyzacja zamiast odwrócenia trendu
W tym kontekście spadek ocen kondycji francuskich upraw to zbyt mało, by samodzielnie wywołać odwrócenie trendu spadkowego na giełdzie MATIF. Unijny kontrakt wrześniowy w ostatnich czternastu dniach stracił blisko 15 euro na tonie, zbliżając się do psychologicznej granicy 200 EUR/t.
Raport FranceAgriMer może w najbliższych dniach zadziałać jedynie jako lokalny amortyzator. Gorsze prognozy zbiorów w Europie Zachodniej pomogą prawdopodobnie w obronie kluczowych poziomów wsparcia w Paryżu, ograniczając przestrzeń do skrajnej, spekulacyjnej wyprzedaży – przynajmniej do momentu publikacji czerwcowego raportu WASDE, który zaktualizuje globalny bilans podaży i popytu na nowy sezon.
Zbiory zbóż i oleistych na Ukrainie w 2026 roku: Mimo bezprecedensowych wyzwań geopolitycznych i infrastrukturalnych, kampania siewna na Ukrainie została zrealizowana w 97%. Wyjątkowo sprzyjające warunki agrometeorologiczne – zwłaszcza dla upraw kukurydzy – skłoniły ekspertów do rewizji prognoz zbiorów w górę. Jednak rosnąca podaż na rynku wewnętrznym zderza się z krytycznym wąskim gardłem logistycznym, co rodzi poważne obawy o stabilność cen.
Prognozy zbiorów i potencjał eksportowy
Według najnowszych szacunków Ukraińskiego Stowarzyszenia Zbożowego (UZA), prognoza łącznych zbiorów zbóż i roślin oleistych na 2026 rok została podniesiona o 1,0 mln t – do rekordowego poziomu 83,6 mln t. Oznacza to wzrost produkcji o 11,6% w stosunku do ubiegłego roku, napędzany głównie wyższą oczekiwaną wydajnością kukurydzy oraz słonecznika.
Tak wysoki potencjał produkcyjny otwiera drogę do ustanowienia nowego rekordu eksportowego w sezonie marketingowym 2026/2027. W scenariuszu optymistycznym wolumen wysyłek na rynki zewnętrzne może sięgnąć 50,8 mln t (w porównaniu do obecnych 42,3 mln t). Realizacja tego planu zależy jednak całkowicie od drożności korytarzy transportowych oraz stabilności infrastruktury energetycznej kraju, która regularnie pozostaje celem ataków.
Analiza produkcji i zderzenie prognoz: UZA vs USDA
Struktura krajowej produkcji wykazuje dodatnią dynamikę, jednak wielkość ostatecznego bilansu pozostaje przedmiotem profesjonalnej dyskusji ekspertów. Podczas gdy lokalne stowarzyszenie UZA celuje w historyczne maksima, analitycy USDA w swoim majowym raporcie wykazują znacznie większą powściągliwość, wkalkulowując w prognozy ryzyka logistyczne i geopolityczne.
Głównym motorem rozbieżności jest kukurydza, gdzie krajowi eksperci widzą potencjał eksportowy wyższy aż o 4 mln ton w stosunku do szacunków amerykańskich. Dokładne porównanie prognoz dla kluczowych upraw przedstawia się następująco:
Uprawa
Prognoza Zbiorów UZA (mln t)
Prognoza Zbiorów USDA (mln t)
Eksport UZA (mln t)
Eksport USDA (mln t)
Kukurydza
32,1
30,0
27,0
23,0
Pszenica
22,8
23,0
17,0
13,0
Jęczmień
5,2
—
2,2
—
Warto podkreślić, że istotna część roślin oleistych (w szczególności soi oraz rzepaku) zostanie przetworzona na rynku lokalnym. W przypadku soi wynika to bezpośrednio z obowiązujących ograniczeń regulacyjnych dotyczących eksportu surowca, co stymuluje rozwój krajowego przemysłu tłuszczowego i produkcję towarów o wyższej wartości dodanej.
Komentarz AgroProfil: Różnica w prognozach eksportu pszenicy (aż 4 mln ton różnicy na korzyść UZA) oraz kukurydzy dobitnie pokazuje, gdzie bije serce rynkowej niepewności. USDA zakłada scenariusz konserwatywny — Amerykanie szacują, że nawet przy niezłych zbiorach (USDA daje pszenicy aż 23 mln ton), Ukraina nie zdoła fizycznie wypchnąć tak dużych wolumenów przez zablokowane kanały logistyczne. Z kolei UZA zakłada wariant optymistyczny, w którym korytarze czarnomorskie i alternatywne szlaki utrzymają maksymalną przepustowość mimo regularnych ataków na infrastrukturę.
Wyzwania logistyczne i ryzyka rynkowe
Głównym zagrożeniem dla ukraińskiego sektora agro w nadchodzącym sezonie staje się głęboki dysonans pomiędzy rekordową podażą a ograniczoną przepustowością kluczowych szlaków wywozowych (portów morskich, infrastruktury kolejowej oraz przejść granicznych).
„Rekordowa prognoza ma jedno bardzo wąskie gardło. Brak możliwości płynnego wyeksportowania tak ogromnych wolumenów zbóż z powodu problemów logistycznych uderza nie tylko w kondycję finansową producentów rolnych i strukturę cenową na rynku wewnętrznym. Może to stać się również potężnym ciosem dla stabilności makroekonomicznej kraju oraz jego bilansu płatniczego”.
Sytuację komplikuje również kontekst globalny – wysoka konkurencja na rynkach międzynarodowych sprawia, że lokalna nadpodaż ziarna przy ograniczonym wywozie doprowadzi do gwałtownego spadku cen skupu na rynku ukraińskim, generując presję ekonomiczną na gospodarstwa rolne.
Wnioski i rekomendacje dla sektora:
Dywersyfikacja terminów sprzedaży: Eksperci apelują do producentów, aby nie odkładali sprzedaży całości wolumenu na moment szczytu zbiorów, kiedy obciążenie infrastruktury transportowej będzie największe.
Unikanie dołka cenowego: Stopniowe upłynnianie zapasów (poprzez kontrakty terminowe oraz sprzedaż spotową na początku sezonu) pozwoli zminimalizować ryzyko strat wywołanych lokalnym załamaniem cen.
Rozwój przetwórstwa: Maksymalne wykorzystanie mocy przetwórczych dla oleistych pozwala na eksport gotowego oleju i śrut, omijając częściowo ograniczenia logistyczne dla surowców masowych.
Warto przypomnieć, że Polska utrzymuje własne embargo na import zbóż i rzepaku z Ukrainy. Mimo to towary te konkurują na międzynarodowym rynku z naszym eksportem, a do Polski wjeżdża, zamiast rzepaku, gotowy olej rzepakowy.
Fendt 700 Vario pracuje tam, gdzie zwykle dominują przenośniki taśmowe i maszyny specjalistyczne. W zakładzie K+S w Bernburgu ciągnik wykorzystywany jest pod ziemią, w kopalni soli oraz na terenie przetwórczym.
Dlaczego ciągnik trafił do kopalni?
Górnictwo podziemne należy do najbardziej wymagających środowisk pracy. Maszyny muszą być solidne, niezawodne i wystarczająco zwrotne, by poruszać się w ograniczonej przestrzeni.
W przypadku Fendta 700 Vario kluczowe znaczenie ma wysokość. Tunele mają maksymalny prześwit wynoszący zaledwie 3,10 m, a sam ciągnik mierzy około 3,08 m. Oznacza to, że maszyna mieści się pod ziemią dosłownie na styk.
Fendt buduje drogi pod ziemią
Najważniejszym zadaniem ciągnika jest budowa i utrzymanie dróg podziemnych. W kopalni dobrze przygotowane trasy są niezbędne dla bezpieczeństwa pracy i sprawnego transportu. Zwrotność Fendta okazuje się dużą zaletą w wąskich korytarzach.
Dlaczego pojawiła się krytyka?
Nietypowe zastosowanie ciągnika wywołało dyskusję w mediach społecznościowych. Część komentujących zastanawia się, czy do takich zadań nie wystarczyłaby prostsza i tańsza maszyna.
Pojawiły się też głosy, że piękny Fendt przepadł bezpowrotnie. Powodem jest agresywne środowisko kopalni soli. Sól przyspiesza korozję i osadza się nawet w najmniejszych szczelinach, dlatego ciągnik po dłuższej pracy pod ziemią prawdopodobnie byłby poważnie uszkodzony.
Rzadki przykład rolniczej technologii poza rolnictwem
Mimo krytyki Fendt 700 Vario w kopalni soli pozostaje wyjątkowym przykładem wykorzystania ciągnika poza rolnictwem. Maszyna pokazuje, że technologia rolnicza może sprawdzić się także w ekstremalnych warunkach, głęboko pod ziemią.
To, co przypomina sztukę współczesną, w rzeczywistości pochodzi z żwacza krów. Chińscy naukowcy pokazali na fluorescencyjnych obrazach tzw. orzęski żwaczowe, czyli mikroskopijne jednokomórkowe organizmy żyjące w układzie pokarmowym przeżuwaczy. Intensywne odcienie błękitu, zieleni i czerwieni sprawiły, że zdjęcia szybko zwróciły uwagę odbiorców na całym świecie.
Za efektowną estetyką kryje się jednak poważny temat badawczy. Mikroorganizmy obecne w żwaczu mają większy wpływ na produkcję metanu u bydła, niż wcześniej przypuszczano. Gaz ten powstaje podczas fermentacji paszy i jest uwalniany głównie przez odbijanie.
Nowa struktura komórkowa w żwaczu
Badacze po raz pierwszy opisali nieznaną wcześniej strukturę komórkową tych mikroorganizmów, określaną jako ciała wodorowe. Produkują one wodór, który następnie inne drobnoustroje wykorzystują do wytwarzania metanu.
Odkrycie może w przyszłości pomóc w opracowaniu nowych metod ograniczania emisji tego silnego gazu cieplarnianego z hodowli bydła.
Kolory nie pochodzą bezpośrednio z żwacza
Spektakularne barwy widoczne na zdjęciach nie są naturalnym kolorem wnętrza żwacza. To efekt mikroskopii fluorescencyjnej lub cyfrowego barwienia, które pozwala lepiej pokazać poszczególne elementy komórkowe.
Dlatego obrazy wyglądają niemal jak cyfrowe dzieła sztuki, choć w rzeczywistości przedstawiają jeden z ważnych problemów współczesnej hodowli zwierząt.
Na całym świecie naukowcy szukają sposobów na zmniejszenie emisji metanu pochodzącego od bydła. Analizowane są między innymi dodatki paszowe, takie jak algi, modyfikacje mikrobiomu żwacza, strategie hodowlane oraz precyzyjne oddziaływanie na mikroorganizmy odpowiedzialne za produkcję metanu.
Akcja służb ratunkowych w porcie Konstanca po prewencyjnej ewakuacji nabrzeża 78. Samoczynna eksplozja bezzałogowca morskiego w cywilnej części rumuńskiego hubu logistycznego wywołała czasowe zakłócenia w ruchu, jednak infrastruktura przeładunkowa terminali zbożowych nie doznała uszkodzeń. Fot. Ilustracyjna
Piątkowa (05.06.2026) eksplozja ukraińskiego bezzałogowca morskiego w cywilnej części portu w Konstancy wywołała natychmiastowe poruszenie medialne i postawiła w stan gotowości czarnomorskie służby ratunkowe. Choć incydent wdrożył prewencyjny „Czerwony Plan Interwencyjny” i czasową ewakuację rejonu nabrzeża 78, jego przełożenie na globalne wykresy cenowe zbóż wymaga chłodnej, strukturalnej oceny.
Kluczowy wniosek: Piątkowe, południowe notowania zbóż na giełdach MATIF i CBOT notują lekkie plusy dla pszenicy, jednak przypisywanie tego odbicia wyłącznie incydentowi w Rumunii jest nadinterpretacją. Rynek reaguje przede wszystkim technicznie, realizując zyski z pozycji krótkich przed nadchodzącym weekendem.
1. Psychologia giełdy i realizacja zysków (Profit-Taking)
Zbieżność czasowa eksplozji z lekkim zazielenieniem się kontraktów na pszenicę w Paryżu i Chicago może sugerować reakcję na ryzyko geopolityczne. W praktyce mamy jednak do czynienia z klasycznym mechanizmem końca tygodnia:
Short Covering przed weekendem: Po fali głębokich spadków z ostatnich kilkunastu dni (gdzie paryski MATIF osunął się poniżej psychologicznej granicy 203 EUR/t), fundusze inwestycyjne masowo zamykają krótkie pozycje, odkupując kontrakty w celu zabezpieczenia zysków. Żaden duży gracz nie chce pozostać z odkrytym ryzykiem na sobotę i niedzielę. PDF+ 1
Słabość fundamentalna: Długoterminowy trend pozostaje pod silną presją podaży. Poprawa warunków pogodowych w Europie oraz bliskość nowych zbiorów na półkuli północnej skutecznie ograniczają przestrzeń do trwałych wzrostów cenowych. PDF+ 1
2. Logistyczne znaczenie Konstancy i czarnomorskiego korytarza
Choć sam incydent nie uszkodził infrastruktury przeładunkowej, dotyka on jednego z najbardziej wrażliwych punktów globalnego handlu ziarnem. Konstanca przestała być portem lokalnym – to strategiczne płuco korytarzy solidarnościowych (Solidarity Lanes).
Obszar ryzyka
Potencjalny wpływ na rynek agro
Stawki frachtu i ubezpieczenia
Pojawienie się dryfujących ładunków wybuchowych w bezpośrednim sąsiedztwie cywilnych statków skłoni ubezpieczycieli (np. rynek Lloyd’s) do podniesienia składek za ryzyko wojenne. Wyższy fracht zmusi eksporterów do obniżania cen bazowych FOB, by zachować konkurencyjność.
Przepustowość korytarza
Konstanca obsługuje rocznie ponad 35 mln ton zbóż, stanowiąc kluczowe ujście dla ukraińskiego eksportu rzecznego i kolejowego. Każde prewencyjne wstrzymanie ruchu paraliżuje naddunajskie szlaki logistyczne.
Pozycja zbóż unijnych
Port w Konstancy to przede wszystkim okno na świat dla rumuńskich producentów. Rumunia jest jednym z liderów eksportu pszenicy w UE. Wzrost kosztów logistycznych w tym hubie uderza bezpośrednio w opłacalność unijnego sektora agro.
3. Scenariusze rynkowe
Jeśli rumuńskie siły morskie sprawnie oczyszczą akwen z ewentualnych pozostałych obiektów dryfujących, incydent zostanie sklasyfikowany przez giełdy jako krótkotrwały szum informacyjny. Handlowcy szybko powrócą do śledzenia prognoz pogodowych i szacunków amerykańskiego raportu USDA.
Trwalszy impuls wzrostowy na giełdach pojawiłby się tylko w scenariuszu, w którym armatorzy zaczęliby masowo odmawiać wpisywania Konstancy w plany czarterowe, co doprowadziłoby do realnego zablokowania wywozu ziarna z Europy Środkowo-Wschodniej tuż przed zbliżającymi się żniwami.
Źródła:
Opracowanie własne na podstawie danych giełdowych MATIF / CBOT.
Komunikaty operacyjne Departamentu Sytuacji Nadzwyczajnych (DSU) oraz Ministerstwa Obrony Narodowej Rumunii.
Dane logistyczne i infrastrukturalne Portu Konstanca (Administrația Porturilor Maritime Constanța).
Hodowla kur w przydomowym gospodarstwie daje wiele satysfakcji, jednak wiąże się także z wyzwaniami. Jednym z największych zagrożeń są drapieżne ptaki, a szczególnie jastrzębie, które potrafią błyskawicznie zaatakować nieostrożne kury. Wiele osób szuka skutecznych metod ochrony stada bez wyrządzania krzywdy dzikim zwierzętom. Na szczęście istnieje wiele sposobów, które pozwalają ograniczyć ryzyko ataku i sprawić, że drapieżnik wybierze łatwiejszy cel.
Dlaczego jastrzębie atakują kury?
Jastrzębie są doskonałymi myśliwymi. W naturze polują głównie na mniejsze ptaki, gryzonie oraz inne niewielkie zwierzęta. Kury przebywające na otwartym wybiegu mogą być dla nich łatwą zdobyczą, szczególnie jeśli w pobliżu brakuje naturalnych źródeł pokarmu.
Drapieżniki najczęściej obserwują teren z wysokich drzew, słupów lub dachów. Gdy zauważą samotną kurę znajdującą się z dala od schronienia, potrafią błyskawicznie przeprowadzić atak. Najbardziej narażone są młode kury, karłowate odmiany oraz pisklęta.
Zadbaj o osłonięty wybieg
Najskuteczniejszym sposobem ochrony drobiu jest odpowiednie zabezpieczenie wybiegu. Otwarta przestrzeń bez żadnych przeszkód daje jastrzębiowi idealne warunki do polowania.
Warto rozciągnąć nad wybiegiem siatkę ochronną. Nie musi być bardzo gęsta. Już sama obecność przeszkody utrudnia drapieżnikowi szybkie nurkowanie w kierunku ofiary.
Dobrym rozwiązaniem są również linki rozciągnięte krzyżowo nad wybiegiem. Tworzą one wizualną barierę, która skutecznie zniechęca wiele ptaków drapieżnych do ataku.
Zapewnij kurom miejsca do ukrycia
Kury powinny mieć możliwość błyskawicznego schowania się przed zagrożeniem. Jeśli wybieg jest całkowicie pusty, stają się łatwym celem.
Na terenie wybiegu warto ustawić:
niewielkie wiaty,
drewniane daszki,
krzewy i gęste rośliny,
tunele z siatki,
przenośne osłony wykonane z desek.
Dzięki temu ptaki mają gdzie uciec w momencie pojawienia się drapieżnika. Co ciekawe, same kury często jako pierwsze dostrzegają zagrożenie i wydają charakterystyczne dźwięki alarmowe, ostrzegając resztę stada.
Wykorzystaj element zaskoczenia
Jastrzębie nie lubią zmian w otoczeniu. Gdy teren wydaje się nieprzewidywalny lub pełen ruchomych elementów, chętniej rezygnują z polowania.
Na wybiegu można zawiesić:
błyszczące taśmy,
stare płyty CD,
wiatraczki ogrodowe,
paski folii odbijającej światło,
lekkie chorągiewki poruszające się na wietrze.
Migające refleksy i nieustanny ruch sprawiają, że drapieżnik ma trudności z oceną sytuacji. Należy jednak pamiętać o regularnej zmianie położenia takich odstraszaczy. Jastrzębie szybko przyzwyczajają się do nieruchomych elementów.
Usuń punkty obserwacyjne
Przed atakiem jastrząb zwykle przez dłuższy czas obserwuje teren. Jeśli w pobliżu wybiegu znajdują się wysokie słupy, martwe drzewa lub inne dogodne miejsca do czatowania, warto ograniczyć ich dostępność.
Nie zawsze jest możliwe usunięcie wszystkich punktów obserwacyjnych, jednak można przyciąć suche gałęzie lub zamontować specjalne kolce uniemożliwiające wygodne siadanie na wybranych konstrukcjach.
Im trudniej drapieżnikowi prowadzić obserwację, tym mniejsze prawdopodobieństwo skutecznego ataku.
Pomoc innych zwierząt
W wielu gospodarstwach doskonale sprawdzają się zwierzęta pełniące funkcję strażników. Szczególnie skuteczne bywają aktywne psy, które regularnie patrolują teren.
Sama obecność psa często wystarcza, aby jastrząb omijał dane miejsce. Drapieżne ptaki doskonale oceniają ryzyko i unikają sytuacji, które mogą zakończyć się niepowodzeniem lub urazem.
Niektórzy hodowcy zauważają również pozytywny wpływ koguta. Doświadczony samiec potrafi ostrzegać stado przed zagrożeniem i kierować kury do bezpiecznych miejsc.
Ogranicz wypuszczanie kur w godzinach największej aktywności drapieżników
Jastrzębie nie polują przez cały dzień z jednakową intensywnością. Największą aktywność często wykazują rano oraz późnym popołudniem.
Jeżeli w okolicy regularnie pojawiają się drapieżniki, warto obserwować ich zachowanie i dostosować harmonogram wypuszczania kur. W najbardziej ryzykownych godzinach można pozostawić stado na zabezpieczonym wybiegu lub pod zadaszeniem.
To szczególnie ważne podczas jesieni i zimy, gdy dostępność naturalnego pokarmu jest mniejsza, a ptaki drapieżne częściej zbliżają się do zabudowań.
Czy sztuczne sylwetki drapieżników działają?
Na rynku można znaleźć różnego rodzaju atrapy sów, kruków czy innych dużych ptaków. Ich skuteczność bywa różna i zależy głównie od sposobu używania.
Jeżeli figura stoi przez wiele tygodni w tym samym miejscu, jastrząb szybko orientuje się, że nie stanowi zagrożenia. Znacznie lepsze efekty daje regularne przestawianie atrap oraz łączenie ich z innymi metodami odstraszania.
Najlepiej traktować je jako dodatkowe zabezpieczenie, a nie podstawową formę ochrony stada.
Znaczenie codziennej obserwacji
Wielu hodowców zauważa pierwsze sygnały obecności jastrzębia jeszcze przed atakiem. Nerwowe zachowanie kur, nagłe milczenie ptaków śpiewających czy częste krążenie drapieżnika nad posesją to oznaki, których nie należy lekceważyć.
Regularna obserwacja pozwala szybko reagować i wprowadzać dodatkowe zabezpieczenia. Czasem wystarczy kilka dni zwiększonej ostrożności, aby jastrząb uznał teren za zbyt trudny do polowania i przeniósł się w inne miejsce. Dobrze zabezpieczony wybieg, liczne kryjówki oraz elementy utrudniające atak tworzą środowisko, w którym kury mogą swobodnie przebywać na świeżym powietrzu, a ryzyko spotkania z drapieżnikiem zostaje znacząco ograniczone.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.