Strona główna Blog Strona 28

Bizon Rekord Z058. Historia jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich kombajnów

0
Bizon Rekord Z058

20 listopada 2003 roku z linii montażowej fabryki kombajnów w Płocku zjechał ostatni Bizon Rekord Z058/5, który ostatecznie zamknął produkcję polskich kombajnów zbożowych. Kombajn Bizon Rekord Z058 trafił do seryjnej produkcji w 1980 r., a jego produkcję zakończono pod koniec listopada 2003 r. W sumie przez 23 lata wyprodukowano 8681 tych kombajnów. Ostatnie sztuki trafiły na rynek w 2004 r. Jego następcą miał zostać Bizon Dynamic.

Historia modelu, jego najważniejsze modernizacje oraz rozwiązania konstrukcyjne zostały opisane na podstawie rozmowy z Józefem Dębskim, który przepracował 45 lat w fabryce kombajnów w Płocku. Był on też konstruktorem m.in. Bizona Rekord.

Historia powstania Bizona Rekord Z058

Płocka Fabryka Maszyn Żniwnych przez lata produkowała kilka modeli kombajnów zbożowych. Jednym z najważniejszych był Bizon Super, który zadebiutował ponad pół wieku temu. Później do produkcji wszedł znacznie większy i wydajniejszy Bizon Gigant Z060.

Pomiędzy tymi maszynami istniała jednak wyraźna luka. Różniły się one nie tylko wydajnością i wielkością, lecz także zastosowanymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi. Potrzebny był kombajn, który połączyłby większe możliwości robocze z konstrukcją dostosowaną do gospodarstw, dla których Bizon Gigant był zbyt dużą maszyną.

Prace nad nowym modelem rozpoczęto w 1976 roku. W zespole opracowującym dokumentację w ośrodku badawczo-rozwojowym znaleźli się między innymi Bronisław Urbanik, Eustachy Górnicki i Walenty Salej. Efektem ich pracy była konstrukcja określana początkowo nazwą „Mini Gigant” 5058.

Do produkcji seryjnej kombajn trafił w 1980 roku już jako Bizon Rekord Z058.

Jak zbudowany był Bizon Rekord?

W 1976 roku zbudowano 6 pierwszych prototypów opartych na konstrukcji Bizona Z056. Rok później powstały kolejne 22 egzemplarze.

Początkowo w nowym kombajnie zastosowano wzmocniony most napędowy pochodzący z Bizona Super. Źródłem napędu był sześciocylindrowy silnik 6CT107/R3, który w pierwszej wersji osiągał moc 125 KM, a następnie 120 KM. Jednostkę wyposażono w ośmiołopatkowy wentylator.

Zbiornik na ziarno miał pojemność 3,5 m³, natomiast rura wysypowa była sterowana hydraulicznie. W kombajnie zastosowano także hydrauliczny układ hamulcowy.

Zespół omłotowy zachował szerokość 1280 mm, znaną z Bizona Super. Zmieniono jednak wytrząsacz. Pięcioklawiszowy układ został wydłużony o 400 mm, co pozwoliło zwiększyć możliwości separacji ziarna.

Najważniejsze modernizacje na przestrzeni lat

Problemy z chłodzeniem silnika

Jedną z największych słabości Bizona Rekord był niewystarczająco wydajny układ chłodzenia. W kombajnie zastosowano chłodnicę CPK 10, znaną z Bizona Super. Była ona zaprojektowana z myślą o silniku o mocy około 100 KM, tymczasem w Rekordzie musiała współpracować z jednostką rozwijającą 120 KM.

Przy umiarkowanej temperaturze powietrza układ zazwyczaj radził sobie z odprowadzaniem ciepła. Problemy pojawiały się jednak podczas upałów, szczególnie po włączeniu sieczkarni i przy maksymalnym obciążeniu silnika. Gdy temperatura powietrza zbliżała się do 30°C, mogło dochodzić do zagotowania cieczy chłodzącej.

Konstruktorzy od początku zdawali sobie sprawę z potrzeby zastosowania większej chłodnicy, jednak możliwości produkcyjne zakładów mechanicznych Ursus w Ostrowie Wielkopolskim były wówczas ograniczone.

Dodatkowym utrudnieniem był obrotowy kosz oczyszczający powietrze przed chłodnicą. Wewnątrz znajdował się wentylator, który miał wprawiać kosz w ruch dzięki przepływającemu powietrzu. Rozwiązanie to jednocześnie ograniczało przepływ, przez co do chłodnicy docierała mniejsza ilość powietrza.

Modernizacja chłodnicy i kosza obrotowego

Zamiana wentylatora silnika z sześciołopatkowego na ośmiołopatkowy częściowo poprawiła sytuację. Problem został jednak rozwiązany dopiero w połowie lat 90., kiedy zastosowano większą chłodnicę CPK 20 pochodzącą z Bizona BS Z110 oraz mechaniczny napęd kosza obrotowego.

Silnik 6CT107/R3 miał integralną chłodnicę wodno-olejową w formie poziomego cylindra umieszczonego w pobliżu miski olejowej. Przy dużym obciążeniu rozgrzany olej silnikowy dodatkowo podnosił temperaturę cieczy chłodzącej.

W latach 80. w układach chłodzenia powszechnie stosowano wodę. Prowadziło to do odkładania się kamienia i stopniowego zmniejszania sprawności układu. Konieczne było jego regularne odkamienianie. Lepszym rozwiązaniem okazywało się stosowanie niezamarzającego płynu chłodniczego, który ograniczał powstawanie osadów.

Zmiany w układzie napędowym

Pierwsze egzemplarze Rekorda korzystały z podwozia oraz wzmocnionej skrzyni biegów Bizona Z056. Następnie pojawiły się modele wyposażone w trzybiegową przekładnię firmy ZF.

Równocześnie prowadzono prace nad polską czterobiegową skrzynią biegów. Do produkcji weszła ona w 1981 roku. Była to odciążona przekładnia współpracująca ze zwolnicami przykołowymi. Rozwiązanie utrzymało się niemal do zakończenia produkcji Rekorda.

Przez kolejne lata kombajn systematycznie modernizowano. W późniejszych egzemplarzach pojawiły się rozwiązania poprawiające komfort obsługi, między innymi dżojstik umożliwiający sterowanie wybranymi funkcjami maszyny. W wyposażeniu mógł znaleźć się także komputer pokładowy LH 965 Agro z mikrokontrolerem SAB 552 oraz graficznym wyświetlaczem LCD firmy Siemens.

Dane techniczne Bizona Rekord Z058

Parametr Wartość
Model Bizon Rekord Z058
Silnik Andoria 6CT107/R3
Moc silnika 88 kW / 120 KM (w latach 1980–1984: 125 KM z wentylatorem 6-łopatkowym)
Szerokość zespołu żniwnego 4,2 m
Szerokość młocarni 1280 mm
Średnica bębna omłotowego 600 mm
Prędkość obrotowa bębna 520–1100 obr./min
System separacji ziarna Wytrząsacze klawiszowe
Liczba klawiszy wytrząsacza 5
Długość klawiszy 4030 mm
Powierzchnia wytrząsacza 4,52 m²
Powierzchnia sit 2,92 m²
Pojemność zbiornika ziarna 3,5 m³
Masa własna 8200 kg

Od czerwonego do niebieskiego – historia kolorów Rekorda

Pierwsze Bizony Rekord malowano na odcień określany jako czerwień meksykańska. W kolejnych latach pojawiały się jednak maszyny żółte, miodowe i wiśniowe.

Zmiany kolorów nie zawsze wynikały z decyzji marketingowych. W latach 80. fabryka zmagała się z niedoborami pigmentów, szczególnie czerwonych. Zakład otrzymywał farby z fabryki farb i lakierów we Włocławku. Dostępne odcienie często zależały więc od aktualnych możliwości dostawcy.

Do płockiej fabryki regularnie przywożono próbki lakierów. Główny konstruktor Bronisław Urbanik podejmował decyzję o czasowym odstępstwie od obowiązującej normy kolorystycznej, niekiedy na miesiąc lub dwa.

Największa zmiana nastąpiła w 1994 roku, gdy Rekord otrzymał charakterystyczny niebieski kolor RAL 5015. Nowa barwa miała odświeżyć wizerunek produkowanych w Płocku kombajnów i wyróżnić je na tle konkurencji. Niebieska maszyna była dobrze widoczna podczas pracy w łanie, a w tym okresie żaden z głównych producentów kombajnów nie wykorzystywał podobnej kolorystyki.

Niebieski kolor miał również znaczenie w kontekście planowanej sprzedaży na rynkach wschodnich, przede wszystkim na Ukrainę i Białoruś. Kierownictwo zakładu zdawało sobie sprawę, że w latach 90. utrzymanie produkcji wyłącznie w oparciu o polski rynek będzie coraz trudniejsze.

Dlaczego zrezygnowano z czerwonego lakieru?

Przejście na niebieską barwę miało także uzasadnienie ekologiczne. Czerwone i zbliżone do czerwieni lakiery powstawały z wykorzystaniem związków zawierających chrom. Odpady takich farb były trudne do utylizacji.

Podczas czyszczenia malarni zbierano niekiedy po kilka ton osadów, których nie można było ponownie wykorzystać. Konieczne było przechowywanie ich w specjalnie wybudowanych magazynach. Odpady udało się ostatecznie zutylizować dopiero podczas likwidacji fabryki. Zastosowanie niebieskiej farby pozwoliło ograniczyć powstawanie tego rodzaju niebezpiecznych pozostałości.

Wersje eksportowe

Bizon Rekord powstawał nie tylko w wersjach przeznaczonych dla polskich gospodarstw. Fabryka przygotowywała także wyspecjalizowane modele eksportowe.

Wersje eksportowe różniły się od krajowych między innymi:

  • napędem hydrostatycznym,
  • wyposażeniem kabiny,
  • zastosowaniem gąsienic,
  • dodatkowymi czujnikami i wyposażeniem elektronicznym,
  • oznaczeniami dostosowanymi do wymagań poszczególnych rynków.

Gąsienicowe wersje do zbioru ryżu

Do Ekwadoru wysyłano kombajny przystosowane do zbioru ryżu i wyposażone w stalowe gąsienice włoskiego producenta. Podobne maszyny trafiały również do Pakistanu, choć w tym przypadku oferowano także wersje kołowe.

Rodzaj układu jezdnego zależał od sposobu uprawy ryżu. Przy metodzie „na sucho” pole było zalewane w czasie wzrostu roślin, a następnie osuszane na tyle wcześnie, aby ryż dojrzewał na suchym podłożu. W takich warunkach możliwe było wykorzystanie kombajnu kołowego.

Przy metodzie „na mokro” wodę spuszczano z plantacji dopiero bezpośrednio przed zbiorem. Gleba pozostawała wtedy grząska, dlatego zastosowanie gąsienic było niezbędne. Pierwsze próby Rekorda wyposażonego w taki układ prowadzono w Rumunii, która była najbliższym krajem z rozwiniętą produkcją ryżu.

Hydrostatyczne Rekordy na rynek duński

Na rynek duński przygotowywano Bizony Rekord wyposażone w hydrostatyczny układ jazdy. Takie rozwiązanie było dostępne również w Polsce, jednak krajowi odbiorcy zamawiali zaledwie kilka egzemplarzy rocznie.

Główną przeszkodą była cena. Kombajn z przekładnią hydrostatyczną kosztował około 20% więcej niż maszyna z mechanicznym układem napędowym. Pomimo łatwiejszego prowadzenia i większego komfortu pracy niewielu polskich klientów decydowało się na dopłatę.

Eksportowe Rekordy różniły się także wyglądem i wyposażeniem. Maszyny przeznaczone do Danii miały między innymi białe listwy nagarniacza, hydrostatyczny napęd jazdy i nagarniacza, czujniki strat ziarna na sitach i wytrząsaczach oraz czujniki prędkości obrotowej wałków napędowych. W standardzie znajdowała się instalacja nawiewowa, natomiast za dopłatą można było zamówić klimatyzację.

Kombajny eksportowe oznaczano symbolem 5058, podczas gdy maszyny na rynek krajowy nosiły oznaczenie Z058.

Specjalne wymagania na rynku czeskim

Odrębne wymagania dotyczyły kombajnów przeznaczonych do Czech. Ze względów bezpieczeństwa na każdym kole napędowym musiał znajdować się żółty klin. Ułatwiał on obserwację, czy koło obraca się podczas pracy.

Na żółto malowano również wewnętrzne powierzchnie osłon. Kosz sitowy i obudowa wentylatora były natomiast standardowo ocynkowane.

Model roku 2000 – największa modernizacja

Jedną z najgłębszych modernizacji przeprowadzono przy opracowywaniu modelu roku 2000. Powstało zaledwie kilkadziesiąt takich egzemplarzy.

Kombajn otrzymał nowocześniejszą kabinę, zmieniony zestaw wskaźników oraz dżojstik służący do sterowania najważniejszymi funkcjami. Zastosowano również zespół żniwny pochodzący z kombajnów New Holland.

W takiej konfiguracji Rekord oferował rozwiązania, które na przełomie wieków wyraźnie poprawiały komfort pracy operatora. Była to jedna z najbardziej dopracowanych wersji tego modelu.

Oznaczenia i wersje modelu

W ciągu 23 lat produkcji Bizon Rekord występował w wielu odmianach. Poszczególne oznaczenia wskazywały na zastosowane wyposażenie, przeznaczenie maszyny oraz rynek, na który była kierowana.

Wersja Najważniejsze zmiany
Bizon Rekord Z058/1 • zmodernizowana kabina,
• od 1987 r. rewers przenośnika pochyłego,
• zmieniony chwytacz kamieni,
• heder 4,2 m z wózkiem transportowym,
• długie rozdzielacze łanu,
• podnośniki wyległego zboża,
• wąska tylna oś,
• po 1996 r. zmodernizowany układ chłodzenia.
Bizon Rekord Z058/3 • przystosowany do zbioru kukurydzy na ziarno,
• współpraca z przystawkami MFKA 4023 + SA lub Z930,
• nagrzewnica kabiny,
• wzmocniony przenośnik pochyły,
• szerszy przenośnik ziarnowy (150 mm),
• sita do omłotu kukurydzy.
Bizon Rekord Z058/5 • model roku 2000 (od nr seryjnego 8317),
• nowa kabina,
• przenośnik pochyły z BS Z110,
• rewers przenośnika,
• ulepszony chwytacz kamieni,
• heder 4,2 m z wózkiem transportowym,
• sterowanie dżojstikiem.
Bizon Rekord Z058/6 • produkowany po 2000 r.,
• hydrostatyczny układ jazdy.
Bizon Rekord 5058/7 i 5058/8 • wersje przeznaczone głównie na rynek duński,
• hydrostatyczny napęd jazdy,
• zmodernizowany układ chłodzenia,
• klimatyzacja Konvekta,
• sterowanie dżojstikiem,
• komputer LH Agro 956,
• przyciemniane szyby.
Bizon Rekord 5058/9 • wersja do zbioru ryżu metodą „na mokro”,
• napęd gąsienicowy,
• szeroka tylna oś umożliwiająca pracę na grząskim podłożu.

Gdzie trafił ostatni egzemplarz?

Ostatni Bizon Rekord nosił numer seryjny 8681. Maszyna została sprzedana z fabryki firmie Agros-Wrońscy z siedzibą w Strzelcach Wielkich w pobliżu Częstochowy.

Następnie kombajn trafił do przedsiębiorstwa POM Augustów i pracował w okolicach Augustowa. Później został odsprzedany kolejnemu właścicielowi. Jego dalsze losy nie są obecnie znane.

Ostatni Rekord nie trafił więc do muzeum ani fabrycznej kolekcji. Podobnie jak tysiące innych egzemplarzy rozpoczął pracę w gospodarstwie i przez kolejne lata uczestniczył w żniwach.

Koniec produkcji legendarnego kombajnu

Produkcja seryjna Bizona Rekord rozpoczęła się w 1980 roku i trwała do listopada 2003 roku. W tym czasie płocką fabrykę opuściło 8681 egzemplarzy. Ostatnie sztuki znalazły nabywców w 2004 roku. Następcą Rekorda miał zostać Bizon Dynamic, jednak to właśnie model Z058 na trwałe zapisał się w historii polskiej techniki rolniczej.

Pomimo problemów z chłodzeniem, ograniczeń produkcyjnych i zmieniających się warunków gospodarczych Rekord był przez lata rozwijany. W ciągu 23 lat produkcji powstały m.in.:

  • wersje do zbioru zbóż,
  • modele do zbioru kukurydzy,
  • kombajny do zbioru ryżu,
  • wersje eksportowe,
  • modele z napędem hydrostatycznym,
  • kombajny gąsienicowe.

Dziś wiele Rekordów nadal pracuje w gospodarstwach. Charakterystyczna sylwetka i niebieskie malowanie późniejszych egzemplarzy sprawiają, że kombajn pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli polskich żniw.

Zbiory na Ukrainie: Prognozy rosną ale eksport niepewny

0
Zbiory na Ukrainie

Zbiory na Ukrainie w sezonie 2026/2027 stają się kluczowym punktem odniesienia dla światowego handlu, przynosząc wyraźne rozwarstwienie sytuacji agrometeorologicznej na globie. Podczas gdy zachodnia część Europy oraz amerykański Pas Pszeniczny zmagają się z poważnymi problemami pogodowymi i jakościowymi, region Basenu Morza Czarnego oraz Afryka Północna odnotowują bardzo dobre perspektywy produkcyjne. Jednak wysoki potencjał plonotwórczy na Wschodzie zderza się z paraliżem szlaków morskich i rzecznych, co wymusi gwałtowny wzrost transportu kolejowego przez Polskę.

Czytaj również:

1. Zbiory na Ukrainie i w Basenie Morza Czarnego: Podażowy gigant z problemami logistycznymi

Choć perspektywy są znakomite (UGA szacuje zbiory na Ukrainie w kategorii zbóż i oleistych na 84,6 mln t, z potencjałem eksportowym do 52 mln t), sprawność wywozu ziarna w świat tradycyjnymi trasami morskimi i rzecznymi stoi pod wielkim znakiem pytania.

Wąskie gardła regionalnej logistyki:

  • Morze Czarne i Ukraina: Kluczowy warunek optymistycznych prognoz eksportowych UGA — niezakłócone funkcjonowanie portów Wielkiej Odessy — pozostaje niepewny. Ciągłe rosyjskie ataki na infrastrukturę transportową, energetyczną i statki zawijające do ukraińskich portów drastycznie podnoszą koszty frachtu i ubezpieczeń oraz spowalniają odprawy.
  • Morze Azowskie i Rosja: Eksport ze sterowanych przez Rosję portów morskich i rzecznych nad Morzem Azowskim i Rostowem n. Donem boryka się z ograniczeniami żeglugowymi, ryzykiem militarnym oraz sankcjami nakładanymi na flotę handlową, co paraliżuje płynność dostaw rosyjskiego ziarna.
  • Problem zniszczonego hydrologicznie Dunaju: Alternatywny szlak rzeczny, stanowiący dotąd wentyl bezpieczeństwa dla eksportu z Ukrainy i Rumunii, cierpi z powodu okresowo niskich stanów wody. Susza i spadek poziomu wody w Dunaju uniemożliwiają pełne ładowanie barek lub całkowicie wstrzymują żeglugę, eliminując ten kluczowy korytarz wywozowy.

2. Zachód pod presją: Kapryśna Europa i słabe USA

Mieszanka opadów na przemian z falami upałów oraz deficytem słonecznym wywarła ogromną presję na potencjał plonotwórczy w zachodniej i centralnej części kontynentu:

  • Polska i Europa Zachodnia (Francja, Niemcy): Przedłużające się opady w okresie dojrzewania i zbiorów nie tylko utrudniają wjazd sprzętu w pole, ale przede wszystkim degradują parametry jakościowe ziarna (spadek gęstości, liczby opadania i zawartości białka). Wiele partii pszenicy ozimej w regionie zostanie sklasyfikowane jedynie jako ziarno paszowe.
  • USA (Wielkie Równiny): Sytuacja pszenicy ozimej (HRW/SRW) od początku sezonu była skrajnie trudna z powodu dotkliwej suszy na kluczowych obszarach upraw (m.in. Kansas, Oklahoma). Mimo lokalnych poprawek warunków pod koniec wegetacji, strat plonu nie udało się odrobić, co znacząco obniża amerykański potencjał eksportowy.

3. Zwrot na kolej: Zwielokrotniony tranzyt przez Polskę do Bałtyku

W obliczu blokady portów Wielkiej Odessy i wydolnościowych problemów Dunaju, głównym zaworem bezpieczeństwa dla ukraińskiego giganta podażowego staje się transport lądowy.

  • Szybki wzrost przewozów kolejowych: Oczekuje się znacznego skoku wolumenów zbóż transportowanych pociągami przez polskie przejścia graniczne.
  • Kierunek porty i Zachód: Ziarno to będzie kierowane w głównym stopniu tranzytem do polskich portów w Gdańsku i Gdyni oraz dalej magistralami kolejowymi do odbiorców w Europie Zachodniej (Niemcy, Holandia).
  • Test dla infrastruktury: Spodziewana fala transportów kolejowych stworzy ogromne wyzwanie dla przepustowości przejść granicznych (przeładunki na stykach toru szerokiego i normalnego), infrastruktury PKP PLK oraz samych terminali zbożowych na Bałtyku.

Skutek rynkowy: Mimo wzrostu tranzytu lądowego, przewozy kolejowe nie są w stanie w 100% zastąpić wydolności portów głębokowodnych. Drenowanie ziarna koleją osłabi nieco presję wewnątrz kraju, ale nadwyżki w regionie i tak będą rosły, wywierając stały nacisk na ceny.


4. Afryka Północna z lepszymi zbiorami: Mniejsza presja na szybki import

Kluczowy dla globalnego handlu region importowy — obejmujący Maroko, Algierię, Tunezję i Egipt — zanotował w tym sezonie wyraźne złagodzenie wieloletnich susz. Udane opady w zimie i na wiosnę znacząco odbudowały lokalną produkcję zbóż. Mniejsza zależność Afryki Północnej od natychmiastowych dostaw zewnętrznych sprawia, że importerzy mogą czekać i dyktować niższe ceny, wiedząc o olbrzymich zapasach uwięzionych na Wschodzie.


Co to oznacza dla polskiego rynku i cen skupu?

ObszarWpływ na rynek
Wykupienie przepustowościZwiększony tranzyt ukraińskiego ziarna koleją do Gdańska i Gdyni może doprowadzić do „zablokowania” polskich terminali portowych i torów, utrudniając polskim eksporterom sprawny wywóz własnego surowca.
Problem jakościowy w PolsceZłe warunki żniwne w kraju oznaczają niedobór ziarna o parametrach konsumpcyjnych. Premia za jakość (gęstość, liczba opadania, białko) będzie w tym sezonie wyjątkowo wysoka.
Presja na ceny lokalneWizja ogromnych wolumenów przejeżdżających przez kraj oraz ryzyko ewentualnych zatorów w tranzycie będą działać hamująco na wzrosty cen skupu w polskich elewatorach.

Źródło danych: UGA

Jak ustawić kombajn do rzepaku? Obroty, sita i wentylator mają ogromne znaczenie

0
zbiór rzepaku

Zbiór rzepaku wymaga dokładniejszego przygotowania kombajnu niż koszenie wielu innych roślin. Nasiona są drobne, lekkie i łatwo wysypują się z dojrzałych łuszczyn. Zbyt agresywna praca nagarniacza, za wysokie obroty bębna młócącego lub nieprawidłowo ustawiony wentylator mogą prowadzić do strat, których operator nie zauważy z kabiny. Ustawienia należy więc dopasować do wilgotności roślin, zachwaszczenia plantacji, stopnia dojrzałości i warunków panujących w czasie żniw.

Jak przygotować kombajn do zbioru rzepaku?

Przed rozpoczęciem pracy trzeba dokładnie oczyścić kombajn z pozostałości po wcześniejszych zbiorach i sprawdzić jego szczelność. Nasiona rzepaku są znacznie mniejsze od ziaren zbóż, dlatego mogą wydostawać się przez niewielkie otwory, nieszczelne pokrywy, zużyte uszczelnienia oraz szczeliny w przenośnikach.

Kontroli wymagają przede wszystkim:

  • podajnik pochyły,
  • przenośnik ziarnowy,
  • przenośnik kłosowy,
  • zbiornik ziarna,
  • dolne osłony zespołu czyszczącego,
  • klapy rewizyjne,
  • połączenia rur rozładunkowych.

Nawet niewielki wyciek może podczas całego dnia pracy oznaczać utratę znacznej ilości nasion. Warto przeprowadzić próbę na postoju, wsypując niewielką porcję rzepaku do wybranych elementów instalacji i sprawdzając, czy ziarno nie wydostaje się na zewnątrz.

Kombajn powinien być wyposażony w stół do rzepaku oraz przynajmniej jedną aktywną kosę boczną. Przy zwartym i mocno rozgałęzionym łanie najlepiej sprawdzają się dwie kosy boczne, które ograniczają szarpanie roślin i otwieranie łuszczyn przed wprowadzeniem masy do hedera.

Jak ustawić heder do rzepaku?

Heder powinien pracować możliwie wysoko, aby do kombajnu trafiała przede wszystkim górna część roślin z łuszczynami. Zbieranie dużej ilości grubych, wilgotnych łodyg zwiększa obciążenie zespołu młócącego, pogarsza wydajność i utrudnia oddzielenie nasion.

Wysokość cięcia należy jednak dostosować do położenia najniższych produktywnych rozgałęzień. Zbyt wysokie prowadzenie hedera pozostawi część łuszczyn na polu. Zbyt niskie cięcie spowoduje z kolei pobieranie nadmiernej ilości zielonej masy.

Stół do rzepaku wysuwa listwę tnącą do przodu. Dzięki temu nasiona, które osypują się po kontakcie roślin z hederem, spadają na wydłużoną powierzchnię i są transportowane do ślimaka. Bez stołu znaczna część nasion może wypaść przed standardową listwą tnącą.

Ślimak hedera należy ustawić tak, aby równomiernie przejmował masę i kierował ją do podajnika pochyłego. Palce ślimaka nie powinny agresywnie uderzać w rośliny. Ważna jest również odpowiednia szczelina pomiędzy ślimakiem a podłogą hedera, zgodna z zaleceniami producenta maszyny.

Jak ustawić nagarniacz podczas koszenia rzepaku?

Nagarniacz powinien jedynie delikatnie podtrzymywać rośliny i kierować je na stół. Nie może mocno uderzać w łuszczyny, ponieważ każde uderzenie zwiększa osypywanie nasion przed listwą tnącą.

Prędkość obrotowa nagarniacza powinna być zbliżona do prędkości jazdy kombajnu lub nieznacznie wyższa. Zbyt szybkie obroty powodują młócenie roślin jeszcze przed ich ścięciem. Charakterystycznym objawem jest widoczna chmura nasion i fragmentów łuszczyn przed hederem.

Położenie nagarniacza zależy od stanu plantacji. W łanie stojącym można ustawić go wyżej i bardziej z tyłu. W rzepaku wyległym konieczne może być opuszczenie i przesunięcie nagarniacza do przodu, aby sprawniej podnosił rośliny. Zmiany trzeba wprowadzać stopniowo, ponieważ zbyt głębokie zanurzenie palców również zwiększa straty.

Jakie obroty bębna młócącego ustawić w rzepaku?

Rzepak nie wymaga tak intensywnego omłotu jak niektóre zboża. Nasiona powinny być uwalniane z łuszczyn przy możliwie niskich obrotach bębna, które pozwalają jeszcze na dokładne wymłócenie masy.

W wielu kombajnach punktem wyjściowym jest zakres około 450 do 650 obrotów na minutę. Nie jest to jednak wartość uniwersalna. W kombajnach rotorowych, hybrydowych oraz maszynach z bębnem o innej średnicy zalecane ustawienia mogą się różnić. Pierwszeństwo mają wartości podane w instrukcji obsługi konkretnego modelu.

Jeżeli w zbiorniku pojawia się dużo uszkodzonych nasion, rozdrobnionych łodyg i drobnych zanieczyszczeń, obroty mogą być zbyt wysokie. Gdy w resztkach wyrzucanych z kombajnu pozostają całe, niewymłócone łuszczyny, obroty należy nieznacznie zwiększyć lub zmniejszyć szczelinę klepiska.

Zmiany powinny być niewielkie. Po każdej korekcie trzeba przejechać kilkadziesiąt metrów, zatrzymać maszynę i sprawdzić efekt pracy.

Jak ustawić klepisko do rzepaku?

Szczelina klepiska musi umożliwiać łatwe wydostawanie się drobnych nasion, ale nie powinna powodować intensywnego rozdrabniania łodyg. Zwykle stosuje się większe otwarcie niż przy zbiorze drobnego i suchego ziarna zbóż.

Wstępnie można przyjąć około 20 do 30 mm na wlocie oraz 10 do 20 mm na wylocie. Dokładne wartości zależą od konstrukcji kombajnu, średnicy bębna i rodzaju klepiska. W nowszych maszynach ustawienie często jest podawane jako pozycja na skali lub wartość elektroniczna, której nie można bezpośrednio przeliczyć na milimetry.

Zbyt mała szczelina prowadzi do rozcierania masy i przeciążenia zespołu młócącego. W zbiorniku może wówczas pojawić się dużo drobnych fragmentów łodyg. Zbyt szeroko otwarte klepisko może pozostawiać niewymłócone łuszczyny i zwiększać straty za kombajnem.

Jak ustawić sita do rzepaku?

Rzepak wymaga dokładnego ustawienia sit, ponieważ jego nasiona są małe i łatwo mogą zostać wyrzucone razem z plewami. Sito górne powinno przepuszczać nasiona, a jednocześnie zatrzymywać większe fragmenty łuszczyn i łodyg. Sito dolne odpowiada za końcowe doczyszczenie materiału.

Jako ustawienie początkowe można przyjąć:

  • sito górne około 5 do 8 mm,
  • sito dolne około 3 do 5 mm.

Wartości należy traktować orientacyjnie. Konstrukcja sit, ich zużycie oraz sposób prezentowania ustawień różnią się pomiędzy kombajnami. Sita żaluzjowe trzeba również skontrolować pod kątem wygięć, zabrudzeń i nierównomiernego otwierania.

Jeżeli do zbiornika trafia dużo łuszczyn i fragmentów roślin, należy stopniowo przymknąć sito górne lub zwiększyć siłę nadmuchu. Gdy czyste nasiona pojawiają się za kombajnem, sito może być zbyt mocno zamknięte albo wentylator pracuje z nadmierną prędkością.

Jak ustawić wentylator podczas zbioru rzepaku?

Wentylator musi usunąć lekkie zanieczyszczenia, ale nie może wydmuchiwać nasion poza kombajn. Z tego powodu ustawienie nadmuchu powinno być zdecydowanie niższe niż podczas zbioru pszenicy.

W zależności od konstrukcji maszyny pracę można rozpocząć od około 400 do 600 obrotów na minutę. W niektórych kombajnach właściwa wartość będzie niższa lub wyższa, dlatego należy obserwować jakość materiału w zbiorniku i straty na polu.

Zbyt słaby nadmuch powoduje gromadzenie się plew na sitach. Warstwa lekkiej masy ogranicza przepływ nasion, co może paradoksalnie zwiększyć straty. Zbyt silny nadmuch przenosi natomiast rzepak na tył kombajnu.

Regulację najlepiej wykonywać stopniowo. Jeśli materiał w zbiorniku jest zanieczyszczony, można delikatnie zwiększyć prędkość wentylatora. Po zmianie trzeba sprawdzić, czy czyste nasiona nie pojawiły się w resztkach wyrzucanych przez kombajn.

Z jaką prędkością jechać kombajnem w rzepaku?

Prędkość jazdy powinna zapewniać równomierne obciążenie zespołu młócącego. Zbyt wolna jazda nie zawsze poprawia jakość zbioru. Gdy do kombajnu trafia bardzo mało masy, przepływ przez bęben, klepisko i sita może być niestabilny.

Zbyt szybka jazda powoduje natomiast przeciążenie podajnika, niedokładny omłot oraz wzrost strat na wytrząsaczach lub rotorze. Operator powinien obserwować wskaźniki obciążenia, czujniki strat i prędkość pracy poszczególnych podzespołów.

Na równym, suchym i stojącym łanie kombajn może pracować szybciej. W rzepaku wyległym, wilgotnym, zachwaszczonym lub nierównomiernie dojrzewającym prędkość należy ograniczyć. Ważniejsza od maksymalnej wydajności chwilowej jest płynna praca maszyny bez nagłych zmian ilości pobieranej masy.

Jak sprawdzić straty rzepaku za kombajnem?

Czujniki strat ułatwiają pracę, ale nie zastępują kontroli na polu. Ich wskazania zależą od kalibracji i mogą obejmować również fragmenty łuszczyn lub inne drobne elementy uderzające w sensory.

Po wykonaniu pierwszego przejazdu należy zatrzymać kombajn w miejscu reprezentatywnym dla plantacji. Najlepiej wyłączyć zespół żniwny w czasie jazdy, odjechać kilka metrów i sprawdzić osobno:

  • straty przed hederem,
  • straty powstające podczas cięcia,
  • nasiona pozostające w łuszczynach,
  • nasiona wyrzucane za zespołem czyszczącym,
  • nasiona znajdujące się w słomie.

Do kontroli można wykorzystać tackę umieszczaną pod kombajnem lub ramkę o znanej powierzchni. Trzeba pamiętać, aby przed oceną strat za kombajnem sprawdzić również naturalne osypywanie. Część nasion mogła znaleźć się na ziemi jeszcze przed rozpoczęciem zbioru.

Po czym poznać, że kombajn jest źle ustawiony?

Duża ilość nasion przed hederem wskazuje najczęściej na zbyt agresywną pracę nagarniacza, brak stołu do rzepaku, niewłaściwą wysokość cięcia lub szarpanie roślin przez kosę boczną.

Uszkodzone nasiona w zbiorniku mogą oznaczać zbyt wysokie obroty bębna albo zbyt mocno zamknięte klepisko. Duża ilość zielonych fragmentów łodyg zwykle pojawia się przy zbyt niskim cięciu, agresywnym omłocie lub niewłaściwym ustawieniu sit.

Niewymłócone łuszczyny za kombajnem wskazują na zbyt łagodną pracę zespołu młócącego, nadmiernie otwarte klepisko albo przeciążenie maszyny. Czyste nasiona znajdujące się bezpośrednio za sitami mogą być skutkiem zbyt silnego nadmuchu, za małego otwarcia sit lub zbyt dużej ilości masy podawanej do kombajnu.

Czy ustawienia kombajnu trzeba zmieniać w ciągu dnia?

Warunki zbioru rzepaku zmieniają się wraz z temperaturą i wilgotnością powietrza. Rano i wieczorem łodygi oraz łuszczyny mogą być bardziej wilgotne, a masa trudniejsza do wymłócenia. W środku dnia suche rośliny stają się kruche i bardziej podatne na osypywanie.

Ustawienie, które dobrze działało rano, nie musi być odpowiednie kilka godzin później. Operator powinien regularnie kontrolować materiał w zbiorniku, straty za kombajnem i zachowanie roślin na hederze. Korekty najczęściej dotyczą prędkości jazdy, obrotów nagarniacza, intensywności omłotu, otwarcia sit i prędkości wentylatora.

Najlepsze efekty daje wprowadzanie jednej zmiany naraz. Jednoczesna korekta kilku parametrów utrudnia rozpoznanie, które ustawienie poprawiło pracę kombajnu. Po każdej zmianie warto odczekać, aż nowa partia materiału przejdzie przez całą maszynę, a następnie ponownie ocenić czystość nasion i poziom strat.

Chcesz poprawić próchnicę w glebie? Nie każda praktyka daje taki sam efekt

0
gleba

Próchnica glebowa coraz częściej znajduje się w centrum uwagi rolników. Decyduje nie tylko o żyzności stanowiska i możliwościach plonowania, ale również o zdolności gleby do zatrzymywania wody, magazynowania składników pokarmowych oraz wiązania węgla. Warto jednak pamiętać, że nie każda próchnica ma takie same właściwości. Część pozostaje w glebie przez bardzo długi czas, natomiast inna szybko uczestniczy w przemianach biologicznych i odżywianiu roślin.

Rolnik nie ma pełnej kontroli nad całkowitą zawartością próchnicy, ponieważ duże znaczenie mają warunki naturalne. Poprzez płodozmian, nawożenie organiczne, pozostawianie resztek pożniwnych i odpowiednią uprawę można jednak zwiększać dopływ materii organicznej oraz ograniczać jej straty.

Próchnica trwała i odżywcza. Na czym polega różnica?

W glebie wyróżnia się próchnicę trwałą oraz próchnicę odżywczą. Granica między nimi nie jest wyraźna, ponieważ poszczególne związki organiczne stopniowo przechodzą z jednej formy w drugą.

Próchnica trwała jest silnie związana z mineralnymi cząstkami gleby. Rozkłada się bardzo wolno, dlatego może pozostawać w profilu glebowym przez dziesiątki, a nawet setki lat. Właśnie ta część odpowiada w dużym stopniu za długotrwałe magazynowanie węgla.

Jej ilość zależy przede wszystkim od naturalnych właściwości stanowiska. Znaczenie mają między innymi rodzaj skały macierzystej, zawartość części ilastych, stosunki wodne, temperatura i przebieg opadów. Próchnica trwała jest stosunkowo odporna na szybkie zmiany, dlatego nawet właściwie prowadzone gospodarowanie nie zawsze prowadzi do jej gwałtownego wzrostu.

Próchnica odżywcza powstaje natomiast z materiałów organicznych, które łatwiej ulegają rozkładowi. Należą do nich resztki pożniwne, korzenie roślin, obornik, kompost, międzyplony oraz biomasa mikroorganizmów.

To właśnie na tę część próchnicy rolnik może oddziaływać najbardziej bezpośrednio. Znaczenie mają gatunki uprawiane w płodozmianie, ilość pozostawianej słomy, stosowanie nawozów naturalnych, sposób zagospodarowania międzyplonów i intensywność uprawy roli.

Dlaczego gleby orne mają różną zawartość próchnicy?

Zawartość próchnicy może być zupełnie inna nawet na polach znajdujących się w tym samym gospodarstwie. Wynika to z połączenia warunków naturalnych i wieloletniego sposobu użytkowania gleby.

Duże znaczenie ma materiał, z którego powstała gleba. Gleby wytworzone z piasków zazwyczaj mają mniejsze możliwości trwałego magazynowania materii organicznej niż gleby zawierające więcej części ilastych. Drobne cząstki mineralne mogą chronić związki próchniczne przed szybkim rozkładem.

Istotny jest również klimat. Wysoka temperatura i dobre uwilgotnienie sprzyjają aktywności mikroorganizmów, a tym samym przyspieszają rozkład materii organicznej. Podczas chłodnych lub bardzo wilgotnych okresów przemiany mogą przebiegać wolniej.

Na ilość próchnicy wpływają także:

• uziarnienie i rodzaj gleby
• poziom wód gruntowych
• występowanie okresowych zastoisk wody
• udział zbóż, roślin okopowych i bobowatych w płodozmianie
• częstotliwość stosowania obornika oraz innych nawozów organicznych
• ilość resztek pozostających na polu
• intensywność uprawy mechanicznej
• okresy, w których gleba pozostaje bez okrywy roślinnej

Gospodarowanie może więc zarówno wspierać odbudowę materii organicznej, jak i przyspieszać jej ubytek. Wieloletnia uprawa roślin pozostawiających niewielką ilość resztek, brak nawożenia organicznego oraz intensywne spulchnianie gleby zwykle prowadzą do szybszej mineralizacji.

Jak prawidłowo zbadać zawartość próchnicy?

Zawartość próchnicy powinna być określana na podstawie analizy laboratoryjnej. Sam kolor gleby nie wystarcza do rzetelnej oceny. Ciemniejsze zabarwienie może wskazywać na większą ilość materii organicznej, ale może również wynikać z właściwości mineralnych, uwilgotnienia lub warunków powstawania gleby.

Sposób oznaczenia zależy między innymi od obecności węglanów. W glebach wapiennych występuje zarówno węgiel organiczny, jak i nieorganiczny zawarty w węglanach. Aby określić ilość węgla organicznego, laboratorium musi uwzględnić i odjąć udział węgla nieorganicznego.

W glebach bezwapiennych całkowita zawartość węgla może odpowiadać zawartości węgla organicznego. W niektórych glebach piaszczystych oraz organicznych wykorzystuje się także oznaczenie straty prażenia, czyli ubytku masy próbki po jej ogrzaniu w odpowiednio wysokiej temperaturze.

Duże znaczenie ma prawidłowe pobranie próby. Powinna ona reprezentować możliwie jednolity fragment pola. Nie należy mieszać gleby z obniżeń terenu, uwroci, miejsc po pryzmach obornika, poboczy i fragmentów o wyraźnie odmiennych właściwościach.

Analizy warto wykonywać regularnie, w podobnym terminie i z tej samej głębokości. Dzięki temu można porównywać wyniki oraz obserwować długoterminowy kierunek zmian.

Próchnica poprawia strukturę i zdolność zatrzymywania wody

Znaczenie próchnicy nie ogranicza się do dostarczania składników pokarmowych. Materia organiczna wpływa na właściwości fizyczne, chemiczne i biologiczne gleby.

Większa ilość próchnicy sprzyja tworzeniu stabilnych agregatów glebowych. Gleba staje się mniej podatna na zaskorupianie, rozmywanie i wywiewanie. Poprawia się układ porów, dzięki czemu woda może łatwiej wsiąkać w profil zamiast spływać po powierzchni.

Dobrze zagregowana gleba może być także mniej podatna na zagęszczenie. Nie oznacza to jednak, że wysoka zawartość próchnicy całkowicie chroni pole przed skutkami wjazdu ciężkich maszyn w nieodpowiednich warunkach. Nawet gleba bogata w materię organiczną może zostać uszkodzona, jeżeli prace są prowadzone przy zbyt dużym uwilgotnieniu.

Próchnica zwiększa zdolność zatrzymywania wody dostępnej dla roślin. Efekt ten jest szczególnie istotny na glebach lekkich, które szybko przesychają. Każdy wzrost zawartości materii organicznej może poprawić ich odporność na krótkotrwałe niedobory opadów.

Materia organiczna wspiera życie biologiczne gleby

Stały dopływ resztek roślinnych jest źródłem energii dla bakterii, grzybów i innych organizmów glebowych. Gdy na polu regularnie pojawia się świeża materia organiczna, wzrasta aktywność mikroorganizmów oraz dżdżownic.

Organizmy glebowe rozdrabniają i przetwarzają resztki, uczestniczą w tworzeniu agregatów oraz stopniowo uwalniają składniki pokarmowe. Dzięki temu część azotu, fosforu, siarki i mikroelementów przechodzi do form, które mogą zostać wykorzystane przez rośliny.

Tempo tych przemian zależy od temperatury, wilgotności, odczynu gleby, dostępności tlenu i rodzaju wprowadzonego materiału. Resztki o wąskim stosunku węgla do azotu rozkładają się zwykle szybciej niż materia bogata w trudno rozkładalne związki węglowe.

Nie należy więc traktować każdej tony resztek organicznych jako materiału o identycznym działaniu. Inaczej zachowuje się słoma zbóż, inaczej biomasa bobowatych, obornik, kompost czy korzenie wieloletnich roślin pastewnych.

Które praktyki pomagają zwiększać zawartość próchnicy?

Największe znaczenie ma regularne dostarczanie materii organicznej i ograniczanie warunków sprzyjających jej gwałtownej mineralizacji. Jednorazowe zastosowanie dużej dawki nawozu organicznego nie zastąpi wieloletniego, dobrze zaplanowanego gospodarowania.

W odbudowie próchnicy pomagają zwłaszcza płodozmiany z udziałem roślin bobowatych, traw i mieszanek pastewnych. Rośliny te pozostawiają rozbudowany system korzeniowy, który jest ważnym źródłem węgla w glebie.

Dobrym rozwiązaniem są również międzyplony. Chronią powierzchnię pola, ograniczają erozję, przechwytują składniki pokarmowe i dostarczają dodatkowej biomasy. Ich wpływ zależy jednak od terminu siewu, przebiegu pogody, składu mieszanki i sposobu zagospodarowania.

Znaczenie ma również pozostawianie słomy, o ile zostanie ona równomiernie rozdrobniona i wymieszana z glebą. Przy dużej ilości materiału o szerokim stosunku węgla do azotu może okresowo dochodzić do związania azotu przez mikroorganizmy. Trzeba to uwzględnić podczas planowania nawożenia.

Ważnym źródłem materii organicznej pozostają obornik, kompost, gnojowica i inne nawozy naturalne. Ich stosowanie powinno być dostosowane do potrzeb roślin, zasobności stanowiska oraz obowiązujących limitów nawozowych.

Ograniczenie intensywności uprawy może zmniejszyć napowietrzanie gleby i tempo rozkładu materii organicznej. Nie oznacza to jednak, że każda uproszczona technologia automatycznie podniesie zawartość próchnicy. Efekt zależy od całego systemu produkcji, ilości biomasy oraz warunków panujących na konkretnym polu.

Jak duży wpływ ma rolnik na poziom próchnicy?

Na zawartość próchnicy wpływają klimat, właściwości gleby oraz sposób gospodarowania. W niektórych opracowaniach przyjmuje się, że około połowy zróżnicowania może wynikać z warunków klimatycznych, od 20 do 30 procent z właściwości gleby, a od kilku do około 30 procent z użytkowania gruntów.

Wartości te należy traktować orientacyjnie, ponieważ rzeczywisty udział poszczególnych czynników zmienia się w zależności od regionu, typu gleby i historii pola. Pokazują one jednak, że rolnik nie może dowolnie zwiększać zawartości próchnicy niezależnie od warunków naturalnych.

Może natomiast decydować o tym, czy poziom materii organicznej będzie stopniowo spadał, pozostanie względnie stabilny, czy zacznie powoli rosnąć. Najlepsze rezultaty daje łączenie wielu działań: zróżnicowanego płodozmianu, międzyplonów, nawożenia organicznego, ochrony gleby przed erozją oraz ograniczenia zbędnych zabiegów uprawowych.

Budowanie próchnicy jest procesem wieloletnim. Zmiany zachodzą powoli, a pierwsze efekty często łatwiej zauważyć w strukturze gleby, szybkości wsiąkania wody i aktywności biologicznej niż w samym wyniku analizy laboratoryjnej.

Osy opanowały ogród? Nie rób tego, bo możesz je rozdrażnić

0
osy

Osy są pożytecznymi owadami, ponieważ polują na muchy, gąsienice i inne szkodniki. Ich obecność w ogrodzie staje się jednak problemem, gdy zaczynają krążyć wokół stołu, wlatują do napojów albo budują gniazdo blisko tarasu, altany czy wejścia do domu. Zamiast próbować je zabijać, lepiej usunąć to, co je przyciąga, i zastosować metody utrudniające im przebywanie w miejscu wypoczynku.

Osy nie przylatują bez powodu. Wiosną i na początku lata poszukują przede wszystkim pokarmu zawierającego białko. Interesują je między innymi owady, mięso, resztki karmy dla zwierząt oraz pozostałości po grillowaniu. Pod koniec lata znacznie częściej przyciągają je słodkie napoje, dojrzałe owoce, ciasta, lody i soki.

Owady mogą regularnie odwiedzać ogród również wtedy, gdy znajdą w nim wygodne źródło wody. Nieszczelny kran, miska pozostawiona dla psa, płytkie oczko wodne czy pojemnik zbierający deszczówkę mogą stać się dla nich stałym miejscem postoju.

Jeżeli os jest wyjątkowo dużo i pojawiają się codziennie w tym samym miejscu, warto sprawdzić, czy w pobliżu nie znajduje się gniazdo. Może być ukryte pod dachem altany, w szczelinie elewacji, w budce dla ptaków, w stercie drewna, pod ziemią albo w opuszczonej norze gryzonia.

Usuń z ogrodu to, co przyciąga osy

Najskuteczniejsze odstraszanie warto rozpocząć od ograniczenia dostępu do pożywienia. Nawet najlepsze zapachowe odstraszacze nie pomogą, jeśli na stole przez kilka godzin będzie stał otwarty dzbanek z sokiem albo talerz z owocami.

Podczas posiłków na zewnątrz należy przykrywać jedzenie, a napoje przelewać do zamykanych butelek lub kubków. Szczególną ostrożność trzeba zachować przy piciu z puszek. Osa może wpaść do środka i pozostać niezauważona.

Kosze na odpady powinny mieć szczelne pokrywy. Resztki po grillowaniu najlepiej wyrzucać od razu, a zabrudzone talerze i sztućce przenosić do domu. Warto także regularnie zbierać spadające jabłka, gruszki, śliwki oraz inne dojrzewające owoce. Fermentujący sok jest dla os wyjątkowo atrakcyjny.

Miski dla zwierząt nie powinny pozostawać na zewnątrz przez cały dzień, szczególnie gdy znajduje się w nich mokra karma. Trzeba też dokładnie wycierać rozlane słodkie napoje, ponieważ nawet niewielka ilość pozostawiona na blacie może szybko zwabić kolejne owady.

Jakich zapachów nie lubią osy?

Osy wykorzystują węch do odnajdywania pożywienia, dlatego intensywne aromaty mogą utrudnić im krążenie wokół stołu. Nie należy jednak traktować roślin i olejków jako niezawodnej ochrony. Ich działanie jest zwykle ograniczone i najlepiej sprawdza się w połączeniu z utrzymaniem porządku.

W pobliżu tarasu można ustawić doniczki z miętą, bazylią, tymiankiem, lawendą lub melisą. Rośliny te nie zagwarantują całkowitego zniknięcia os, ale mogą zmniejszyć ich zainteresowanie konkretnym miejscem.

Na stole można położyć przekrojoną cytrynę z wbitymi goździkami. Intensywny zapach bywa dla owadów nieprzyjemny, a jednocześnie nie przeszkadza większości osób wypoczywających w ogrodzie. Trzeba jednak pamiętać o regularnej wymianie owocu, ponieważ po pewnym czasie sam może zacząć przyciągać owady.

Pomocne bywają również olejki eteryczne, na przykład miętowy, goździkowy lub eukaliptusowy. Kilka kropli można nanieść na waciki umieszczone przy stole, ale nie należy stosować nierozcieńczonych olejków bezpośrednio na skórę, meble ani rośliny. Mogą powodować podrażnienia, odbarwienia i uszkodzenia liści.

Czy atrapa gniazda os naprawdę działa?

W sklepach można znaleźć papierowe atrapy przypominające gniazda os lub szerszeni. Ich skuteczność jest jednak niepewna. Osy nie zawsze unikają miejsca tylko dlatego, że zauważą obiekt podobny do gniazda innej kolonii. Duże znaczenie ma gatunek owadów, dostępność pożywienia oraz położenie prawdziwego gniazda.

Atrapa może być stosowana jako dodatkowy element ochrony tarasu, ale nie powinna zastępować zabezpieczania jedzenia, zamykania śmietników i usuwania dojrzałych owoców. Nie rozwiąże też problemu, gdy kolonia zdążyła już założyć gniazdo w budynku lub pod ziemią.

Gdzie ustawić pułapkę na osy?

Pułapka może ograniczyć liczbę os pojawiających się podczas posiłków, ale jej ustawienie wymaga rozsądku. Nie powinna znajdować się na stole, przy drzwiach ani obok miejsca zabaw dzieci. Zapach przynęty przyciąga owady, dlatego pojemnik najlepiej umieścić na obrzeżu ogrodu, kilkanaście metrów od tarasu, jeśli pozwala na to wielkość działki.

Gotowe pułapki często mają konstrukcję utrudniającą owadom wydostanie się ze środka. Warto wybierać modele osłonięte, które ograniczają ryzyko przypadkowego dotknięcia zawartości przez dziecko lub zwierzę.

Pułapki nie powinny być pierwszą metodą stosowaną w ogrodzie. Mogą przyciągać osy z sąsiednich terenów i nie usuną przyczyny problemu. Jeżeli owady latają w stałym kierunku, znacznie ważniejsze jest ustalenie, czy w pobliżu nie znajduje się gniazdo.

Jak zachować się, gdy osa lata wokół człowieka?

Gwałtowne machanie rękami zwiększa ryzyko, że osa poczuje się zagrożona. Lepiej zachować spokój, powoli się odsunąć i pozwolić owadowi odlecieć. Nie należy próbować przygniatać osy dłonią ani strącać jej ze skóry szybkim ruchem.

Przed wypiciem napoju lub ugryzieniem owocu trzeba sprawdzić, czy nie usiadł na nim owad. Dzieci powinny pić na zewnątrz przez słomkę z zamykanego kubka. Po jedzeniu warto umyć im ręce i twarz, ponieważ pozostałości słodkiego pokarmu mogą zainteresować osy.

Podczas prac ogrodowych należy nosić zakryte obuwie. Jest to szczególnie ważne w pobliżu stert drewna, kompostownika i miejsc, w których widoczne są otwory w ziemi. Przypadkowe nadepnięcie na wejście do podziemnego gniazda może wywołać gwałtowną reakcję całej kolonii.

Co zrobić po znalezieniu gniazda os?

Gniazda nie należy uderzać, zalewać wodą, podpalać ani samodzielnie rozcinać. Niebezpieczne jest również zatykanie wejścia pianką montażową lub innym materiałem. Osy mogą wtedy znaleźć inną drogę wyjścia, także do wnętrza budynku.

Jeżeli gniazdo znajduje się daleko od domu i nie zagraża mieszkańcom, zwierzętom ani osobom korzystającym z ogrodu, czasami można pozostawić je do końca sezonu. Kolonia zwykle zanika wraz z nadejściem chłodów, a stare gniazdo zazwyczaj nie jest ponownie wykorzystywane w kolejnym roku.

Inaczej należy postąpić, gdy owady zbudowały gniazdo przy wejściu, w skrzynce rolety, pod tarasem, na poddaszu lub w miejscu uczęszczanym przez dzieci. W takiej sytuacji najbezpieczniej skontaktować się ze specjalistyczną firmą zajmującą się usuwaniem gniazd owadów błonkoskrzydłych. Dotyczy to szczególnie gospodarstw domowych, w których mieszka osoba uczulona na jad.

Jak zabezpieczyć ogród przed powrotem os?

Po zakończeniu sezonu warto dokładnie obejrzeć altanę, elewację, dach, skrzynki rolet i budynki gospodarcze. Niewielkie szczeliny można zabezpieczyć dopiero po upewnieniu się, że nie ma w nich aktywnych owadów. Kratki wentylacyjne i większe otwory można osłonić drobną siatką, która nie zablokuje przepływu powietrza.

Drewniane konstrukcje dobrze jest regularnie kontrolować pod kątem pęknięć i pustych przestrzeni. Sterty desek, nieużywane donice i porzucone pojemniki powinny być uporządkowane, ponieważ mogą zapewniać osom osłonięte miejsce do budowy gniazda.

Systematyczne zbieranie owoców, szczelne zamykanie odpadów i sprzątanie stołu po każdym posiłku daje zwykle lepszy efekt niż pojedynczy preparat odstraszający. Dzięki temu osy nie znajdują łatwego źródła pożywienia i znacznie rzadziej wracają w miejsce, w którym odpoczywają domownicy.

Plan ogólny gminy zablokuje budowę w gospodarstwie? Uważaj OUZ!

0

Planujesz budowę nowej obory, chlewni czy hali magazynowej? Zanim kupisz materiały i zamówisz projekt, musisz sprawdzić plan ogólny swojej gminy. Wchodząca w życie reforma planowania przestrzennego wywraca do góry nogami zasady wydawania decyzji o warunkach zabudowy (popularnych WZ-ek). W efekcie wielu gospodarzy – zwłaszcza tych prowadzących produkcję w zabudowie rozproszonej – może z dnia na dzień stracić możliwość stawiania nowych budynków rolniczych.

Reforma systemu planowania przestrzennego staje się faktem w kolejnych polskich gminach. Choć jej głównym celem ma być ukrócenie samowoli urbanistycznej i chaosu przestrzennego, jej skutki uboczne uderzą bezpośrednio w branżę rolniczą. Eksperci z zakresu urbanistyki oraz izby rolnicze biją na alarm: to, że Twoje działki zostaną przeznaczone w dokumentach pod rolnictwo z zabudową, wcale nie gwarantuje, że dostaniesz zgodę na inwestycję.

O sukcesie budowlanym zadecyduje zupełnie nowy wskaźnik – Obszar Uzupełnienia Zabudowy (OUZ).

Na czym polega plan ogólny gminy?

Plan ogólny to obligatoryjny dokument prawa miejscowego, który docelowo zastąpi dotychczasowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Z punktu widzenia rolnika zachodzi jedna kluczowa zmiana: o ile stare studium miało jedynie charakter kierunkowy i wewnętrzny dla urzędu, o tyle ustalenia planu ogólnego będą bezwzględnie wiążące przy wydawaniu decyzji WZ.

W planie ogólnym samorząd mieli i dzieli teren całej gminy na tzw. strefy planistyczne (np. strefę zabudowy zagrodowej, strefę produkcji rolnej czy otwartą strefę rolniczą). Dodatkowo urząd wyznacza na mapach Obszary Uzupełnienia Zabudowy (OUZ).

W gminach, gdzie nie uchwalono Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP), to właśnie OUZ zdecyduje o tym, czy w ogóle będziesz mógł wystąpić o warunki zabudowy na nową inwestycję.

Dlaczego sama strefa planistyczna nie wystarczy?

Wielu gospodarzy żyje w błędnym przekonaniu, że wystarczy odnaleźć swoje siedlisko na mapie planu ogólnego i upewnić się, że leży ono w strefie zabudowy zagrodowej. To pułapka.

„Większość ludzi myśli, że samo znalezienie się w danej strefie będzie już wystarczające do tego, żeby budować. Tymczasem może się okazać, że nie będzie możliwości uzyskania warunków zabudowy” – zauważa Tomasz Jawor, rolnik z województwa zachodniopomorskiego, który analizował projekty uchwał w swojej gminie.

Obawy gospodarzy potwierdzają architekci i planiści. Jak wyjaśnia mgr inż. arch. Grzegorz Chojnacki, właściciel pracowni urbanistycznej Kanon, sam wpis strefowy nie daje pełnego prawa do dysponowania terenem pod nowe budynki. Diabeł tkwi w szczegółach wyznaczania granic OUZ.

Budynki gospodarcze bez wpływu na OUZ – gdzie leży pułapka?

Największy problem nowej reformy polega na metodologii tworzenia Obszarów Uzupełnienia Zabudowy. Są one wyznaczane automatycznie, w oparciu o sztywne wskaźniki i dane z Ewidencji Gruntów i Budynków (EGiB).

Kluczowy haczyk? Przy wyznaczaniu OUZ pod uwagę brane są przede wszystkim budynki mieszkalne i usługowe. Budynki czysto produkcyjne i magazynowe – takie jak stodoły, chlewnie, obory, silosy czy garaże na sprzęt rolniczy – w większości przypadków nie są uwzględniane jako baza do wyznaczenia obszaru uzupełnienia!

Co to oznacza w praktyce?

Jeśli prowadzisz gospodarstwo w tzw. zabudowie rozproszonej (gdzie siedliska są oddalone od siebie o kilkaset metrów), Twoja działka – mimo że stoi na niej duża baza sprzętowa i budynki inwentarskie – może w ogóle nie trafić do OUZ.

Co zmienia się dla rolników po wprowadzeniu planu ogólnego?

Nowe przepisy wprowadzają twardy podział na inwestycje od podstaw oraz modernizację istniejącej infrastruktury:

  • Budowa całkowicie nowych obiektów: Jeśli Twoja działka znajduje się poza MPZP oraz poza wyznaczonym OUZ, uzyskanie decyzji WZ na stawiający od zera budynek gospodarczy będzie niemożliwe. Jedyną szansą pozostanie wówczas czekanie na uchwalenie pełnego MPZP dla tego terenu, co może trwać latami.
  • Rozbudowa i modernizacja: Nowe prawo nie blokuje całkowicie rozwoju. Nawet poza OUZ rolnik zachowuje prawo do uzyskania WZ na:
    • rozbudowę i nadbudowę istniejących budynków,
    • odbudowę lub przebudowę obiektów już stojących,
    • inwestycje niebędące budynkami (np. budowa zbiornika na gnojowicę, płyty obornikowej czy stawu).

Sprawdź projekt planu w swojej gminie, zanim będzie za późno!

Sprawa nie jest wyłącznie rozważaniem teoretycznym – do Krajowej Rady Izb Rolniczych oraz wojewódzkich izb rolniczych spływa coraz więcej niepokojących sygnałów od producentów rolnych.

Obecnie większość gmin w Polsce znajduje się w trakcie procedowania i konsultowania projektów planów ogólnych. To jedyny moment, w którym rolnicy mogą składać formalne wnioski i uwagi do projektu. Gdy plan ogólny zostanie uchwalony i zatwierdzony przez wojewodę, zmiana jego zapisów będzie niezwykle trudna i czasochłonna.

Zadbaj o przyszłość swojego gospodarstwa!

Czy sprawdzałeś już projekt planu ogólnego w swoim urzędzie gminy? Złożyłeś wnioski o włączenie Twoich działek do Obszaru Uzupełnienia Zabudowy?

Podziel się swoimi doświadczeniami w komentarzu pod artykułem i prześlij ten tekst innym rolnikom z Twojej okolicy – niech nikt w Twoim sąsiedztwie nie da się zaskoczyć nowym przepisom!

Nie będzie odgórnej siły wyższej dla Wielkopolski

0

Wielkopolska Izba Rolnicza wnioskowała o rozporządzenie, które odgórnie zwolniłoby rolników z całego województwa z kar za niespełnienie wymogów po lipcowych nawałnicach i gradobiciu. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi odpowiedziało jednak odmownie. Oznacza to, że każdy poszkodowany rolnik musi zgłosić siłę wyższą samodzielnie, we własnym gospodarstwie.

Dlaczego nie będzie rozporządzenia dla całego województwa?

WIR powoływała się na art. 72 ust. 3 ustawy o Planie Strategicznym dla WPR, który pozwoliłby na odgórne odstąpienie od kar dla rolników z całego województwa lub poszkodowanych gmin. Po analizie przepisów unijnych oraz skali zniszczeń resort uznał jednak, że nie ma podstaw prawnych do takiego rozwiązania.

Ministerstwo wskazuje trzy główne powody:

Zniszczenia są nierówne. Lipcowe zjawiska pogodowe nie dotknęły wszystkich rolników w jednakowym stopniu – różnice w skali szkód są znaczne nawet między sąsiadującymi gminami czy działkami.

Wymogi unijne. Przepisy UE (rozporządzenie 2021/2116) wymagają, aby odgórne uznanie siły wyższej dotyczyło poważnej klęski żywiołowej powodującej duże szkody na dokładnie określonym obszarze – tak jak miało to miejsce np. podczas powodzi w południowo-zachodniej Polsce w 2024 roku. Zdaniem resortu tegoroczna sytuacja w Wielkopolsce tego kryterium nie spełnia.

Równe traktowanie. W sezonie 2026 niekorzystne zjawiska – przymrozki, susza, nawałnice – dotknęły rolników w różnych częściach kraju. Przyznanie specjalnego statusu tylko wybranym gminom Wielkopolski, bez analogicznej oceny sytuacji w reszcie Polski, byłoby nierównym traktowaniem producentów rolnych.

Co z konkretnymi wymogami i ekoschematami?

WIR zgłaszała też szczegółowe zastrzeżenia dotyczące możliwości wywiązania się z poszczególnych norm. Oto stanowisko ministerstwa punkt po punkcie.

Międzyplony ozime (ekoschemat „Rolnictwo węglowe”). Problem dotyczył zniszczenia upraw i trudności glebowych po ulewach. Ministerstwo uspokaja: termin wysiewu międzyplonów ozimych (1 lipca – 1 października) wciąż nie jest zagrożony, więc rolnicy mają jeszcze czas na przeprowadzenie siewu.

Dobrostan zwierząt – wypas i wybiegi. Tam, gdzie podtopienia uniemożliwiły wypuszczenie zwierząt na zalane pastwiska, resort przypomina, że wymóg wypasu stosuje się tylko wtedy, gdy pozwala na to stan fizjologiczny zwierząt i nie występują niekorzystne zjawiska pogodowe. Jeśli podtopienia rzeczywiście uniemożliwiły wypas, ARiMR nie ma podstaw do nakładania kar za te braki.

Rolnictwo ekologiczne. Przepisy nie wymagają uzyskania minimalnych plonów ani zbioru plonu handlowego – weryfikacji podlega sam fakt wytworzenia produktu i przeznaczenie minimum 30% zbioru do przetwórstwa lub sprzedaży. Jeśli plon został całkowicie zniszczony przez grad lub nawałnicę, rolnik musi zgłosić siłę wyższą indywidualnie do ARiMR, co zwalnia go z sankcji.

Trwałe Użytki Zielone. Naniesienie mułu przez wodę nie odbiera gruntowi statusu TUZ – zobowiązanie może być kontynuowane bez potrzeby specjalnych odstępstw obszarowych.

Normy warunkowości (GAEC 6 i GAEC 7). Odstępstwa od tych norm mają charakter wyjątkowy i bardzo ograniczony czasowo. Ze względu na zróżnicowanie szkód w Wielkopolsce nie zostaną wprowadzone ogólne odstępstwa – każdy przypadek musi być oceniany indywidualnie.

Co musi zrobić poszkodowany rolnik?

Skoro nie będzie odgórnego zwolnienia dla całego regionu, kluczowe jest indywidualne zgłoszenie siły wyższej. Organem właściwym do jej uznania w konkretnym gospodarstwie jest kierownik Biura Powiatowego ARiMR. Oto co należy zrobić.

Krok 1: Złóż zgłoszenie

Zgłoszenie o wystąpieniu siły wyższej lub nadzwyczajnych okoliczności trzeba złożyć do właściwego Biura Powiatowego ARiMR:

  • elektronicznie przez Platformę Usług Elektronicznych (PUE) lub Portal Rolnika,
  • w formie papierowej – bezpośrednio w kancelarii BP ARiMR lub pocztą.

Krok 2: Zbierz dowody

To kluczowy etap – wnioski bez materiału dowodowego mogą nie zostać uznane. Warto przygotować:

  • zdjęcia zniszczonych upraw lub zalanych pól (najlepiej z geolokalizacją lub widocznymi punktami odniesienia w kadrze),
  • protokół komisji klęskowej, jeśli szacowała straty na danym polu,
  • oświadczenia i zeznania świadków,
  • zaświadczenia z IMGW, ekspertyzy lub opinie biegłych potwierdzające wystąpienie gwałtownych zjawisk w danej miejscowości.

Dowodem może być w zasadzie wszystko, co przyczynia się do wyjaśnienia sprawy i nie jest sprzeczne z prawem – im więcej udokumentowanych źródeł, tym większa szansa na pozytywne rozpatrzenie zgłoszenia.

Dlaczego warto się nie ociągać?

Prawidłowe i terminowe zgłoszenie przypadku siły wyższej to jedyny sposób, by zachować prawo do dopłat oraz uniknąć sankcji finansowych za niespełnienie wymogów ekoschematów, dobrostanu czy norm warunkowości. Bez indywidualnego zgłoszenia rolnik naraża się na kary, mimo że zniszczenia nie wynikały z jego zaniedbań, a z niezależnych od niego zjawisk pogodowych.

Szczegółowe informacje oraz wzory dokumentów znajdują się na stronie Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, w zakładce dotyczącej siły wyższej.

źródło: WIR

Rekordowy nabór dla młodych rolników! Ponad 7,2 tys. wniosków o premię na start

0

Zakończył się IV nabór wniosków o wsparcie dla młodych rolników w ramach Planu Strategicznego dla Wspólnej Polityki Rolnej (PS WPR 2023–2027). Wyniki pokazują jednoznacznie: zainteresowanie premią na start pobiło dotychczasowe rekordy. Sprawdź, jak wyglądają najnowsze dane i kiedy można spodziewać się wypłat.

Lawinowy wzrost zainteresowania – ponad dwa razy więcej wniosków

Od 1 czerwca do 30 lipca 2026 roku młodzi rolnicy po raz kolejny mogli ubiegać się o unijne wsparcie na rozpoczęcie i rozwój działalności rolniczej. Tegoroczna frekwencja zaskoczyła nawet największych optymistów.

W IV naborze zarejestrowano aż 7275 wniosków. To wynik ponad dwukrotnie wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku i absolutny rekord w obecnej perspektywie finansowej.

Jak wygląda statystyka z ostatnich lat?

  • 2023 r. – 3581 wniosków
  • 2024 r. – 2770 wniosków
  • 2025 r. – 3531 wniosków
  • 2026 r.7275 wniosków

Skąd tak duży skok? Wpływ na to mają nie tylko stabilizujące się zasady naborów, ale przede wszystkim atrakcyjne stawki wsparcia, które realnie pomagają zastartować nowemu pokoleniu w agrobiznesie.

Do 300 tysięcy złotych na rozwój gospodarstwa

O bezzwrotną premię mogły ubiegać się osoby, które w dniu składania dokumentów nie ukończyły 41 lat, prowadzą gospodarstwo nie dłużej niż od 24 miesięcy lub dopiero planują rozpoczęcie działalności rolniczej.

Wysokość przyznawanej dotacji zależy od profilu planowanej produkcji:

  • 200 tys. zł – podstawowa kwota wsparcia na rozwój gospodarstwa,
  • 300 tys. zł – podwyższona kwota w przypadku inwestycji ukierunkowanych na produkcję zwierzęcą.

Wsparcie to stanowi kluczowy impuls dla modernizacji parków maszynowych, zakupu gruntów czy inwestycji w nowoczesne budynki inwentarskie.

Ponad 1,7 mld zł trafiło już do młodych gospodarzy

Realizacja programu idzie pełną parą. Z dotychczas udostępnionych danych wynika, że w ramach PS WPR 2023–2027 podpisano już 8,1 tys. umów o łącznej wartości około 1,74 mld zł.

Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) prowadzi obecnie intensywne prace związane z podpisywaniem kolejnych umów z poprzednich naborów oraz sukcesywnie przechodzi do weryfikacji formalnej i merytorycznej tysięcy najnowszych wniosków z zakończonegołała właśnie naboru.

A Ty, składałeś wniosek w tegorocznym naborze na „Premie dla młodych rolników”? Na jakie inwestycje w swoim gospodarstwie planujesz przeznaczyć pozyskane środki? Dołącz do dyskusji w komentarzach poniżej i podziel się swoimi doświadczeniami!

źródło: ARIMR

75 rolników ruszyło z pomocą wdowie po tragicznie zmarłym farmerze. Piękny gest!

0
Żniwa 2026
Ilustracja poglądowa

Prawdziwa wspólnota ujawnia swoją siłę w najtrudniejszych momentach. Kiedy nagła śmierć rolnika przerwała codzienne funkcjonowanie gospodarstwa, lokalni gospodarze nie zastanawiali się ani chwili. Mobilizacja sprzętowa i ludzka, do której doszło w małej miejscowości Antler, pokazuje, że wiejska solidarność i sąsiedzka pomoc wciąż stanowią fundament rolniczego stylu życia.

Wypadki i tragiczne zdarzenia losowe dotykają branżę rolniczą bez ostrzeżenia. Gdy w tragicznym wypadku samochodowym zginął Randy Fyllesvold, jego rodzina – żona Kharra wraz z dwoma synami – stanęła w obliczu ogromnej tragedii. Poza bólem po stracie bliskiej osoby, nad gospodarstwem wisiało potężne wyzwanie organizacyjne: zbiór kukurydzy i soi z powierzchni aż 567 hektarów. Dla pogrążonej w żałobie rodziny wykonanie tak ciężkiej pracy fizycznej i logistycznej było zadaniem ponad siły.

12 kombajnów i 40 ciężarówek w jednym miejscu: Mobilizacja na niespotykaną skalę

Gdy plony na polach zmarłego rolnika osiągnęły dojrzałość zbiorczą, inicjatywę przejęli dwaj bliscy przyjaciele Randy’ego. Zrozumieli, że bez wsparcia z zewnątrz cenny surowiec pozostanie na polu, a rodzina zostanie bez środków do życia. Wieść o planowanej akcji rozeszła się błyskawicznie po okolicznych miejscowościach.

Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania:

  • 75 wolontariuszy stawiło się gotowych do pracy w polu i logistyki,
  • 12 kombajnów zbożowych wyjechało jednocześnie na łany kukurydzy i soi,
  • 7 wozów przeładowczych dbało o płynność omłotu bez niepotrzebnych przestojów,
  • ponad 40 ciężarówek odpowiadało za sprawny transport zebranego ziarna do punktów skupu i magazynów.

Dzięki potężnemu zapleczu maszynowemu oraz profesjonalnej koordynacji prac, setki hektarów upraw zostały skoszone i zabezpieczone w ciągu zaledwie kilku dni.

Wdowa nie ukrywała wzruszenia

Praca w rolnictwie to nie tylko ciągła walka z pogodą, rynkiem czy rosnącymi kosztami produkcji. To przede wszystkim relacje międzyludzkie. Mieszkańcy wiejskich rejonów po raz kolejny udowodnili, że pojęcie „sąsiada” na wsi ma zupełnie inny, głębszy wymiar.

Wdowa po zmarłym rolniku, Kharra Fyllesvold, nie ukrywała wzruszenia, komentując gest lokalnej społeczności:

„To po prostu zapiera dech w piersiach. Móc zebrać ostatnie plony męża w tak licznym i oddanym gronie to ogromny zaszczyt. Wiem, że Randy patrzy na nas z góry i jest dumny ze swojego rodzinnego miasta.”

źródło: Agrarheute

Berlin: dziesięć bawołów uciekło z pastwiska. Nagrania z akcji podbijają internet

0

W czwartek rano mieszkańcy Berlina byli świadkami niecodziennego widoku – dziesięć bawołów wodnych spacerowało ulicami dzielnicy Hohenschönhausen. Do akcji wkroczyła policja, a nagrania z nietypowej „eskorty” szybko obiegły media społecznościowe.

Bawoły na ulicach stolicy Niemiec

W czwartek, 30 lipca, około godziny 5:30 rano, kierownik zmiany z komisariatu policji Berlin-Hohenschönhausen zauważył coś, czego zdecydowanie nie spodziewał się o tej porze – dziesięć bawołów spokojnie przemieszczających się ulicą Pablo-Picasso-Straße, w pobliżu skrzyżowania z Falkenberger Chaussee w dzielnicy Alt-Hohenschönhausen.

Na miejsce skierowano aż sześć radiowozów policyjnych, których zadaniem było bezpieczne odprowadzenie stada z powrotem na pastwisko. Jak przekazał rzecznik policji w rozmowie z dziennikiem „Tagesspiegel”, zwierzęta były nerwowe, ale zachowywały się spokojnie przez całą akcję.

Spokojna eskorta z powrotem na pastwisko

Uciekinierzy należeli do większego stada, liczącego kilkadziesiąt sztuk bawołów, które na co dzień przebywa na pastwisku w Cleantech Business Park w dzielnicy Marzahn. Funkcjonariusze eskortowali zwierzęta z powrotem na miejsce, a cała operacja zakończyła się około godziny 8:15 rano – czyli niecałe trzy godziny po pierwszym zgłoszeniu.

Policja poinformowała, że zwierzęta w trakcie swojej wyprawy po mieście nie wyrządziły poważniejszych szkód.

Nagrania z akcji stają się viralem

Nietypowa „eskorta policyjna” bawołów przez ulice Berlina szybko zyskała popularność w mediach społecznościowych. Filmy pokazujące stado spokojnie prowadzone przez radiowozy przyciągnęły uwagę użytkowników internetu, śmiejących się z absurdalności całej sytuacji – nie codziennie policja eskortuje przez miasto stado bawołów zamiast samochodów czy pieszych.

Co doprowadziło do ucieczki?

Jak ustaliła policja, przyczyną wydarzenia było uszkodzenie ogrodzenia otaczającego pastwisko, które umożliwiło zwierzętom opuszczenie zagrody. W związku z tym wszczęto dochodzenie w sprawie zniszczenia mienia – śledczy sprawdzają, czy do uszkodzenia doprowadził wandalizm, czy inny czynnik.

Ogrodzenie zostało tymczasowo naprawione, co zapobiegło kolejnym próbom ucieczki ze strony reszty stada.

Co dalej?

Sprawa uszkodzonego ogrodzenia pozostaje w rękach berlińskiej policji, która będzie ustalać dokładne okoliczności zdarzenia. Na razie największym „zwycięzcą” całej sytuacji wydają się internauci, którzy zyskali materiał na jedno z bardziej niecodziennych nagrań tego lata – dziesięć bawołów spokojnie spacerujących ulicami europejskiej stolicy w asyście radiowozów.

źródło: agrarheute

Polska gospodarka rośnie dwa razy szybciej niż cała UE. GUS pokazuje, jak wypadamy na tle Europy

0
KONGRES POLSKA WIEŚ XXI

Polska gospodarka rozwijała się w 2025 roku w tempie ponad dwukrotnie szybszym niż cała Unia Europejska. Najnowszy raport Głównego Urzędu Statystycznego pokazuje, że pod wieloma względami nie tylko gonimy Europę, ale w niektórych obszarach – w tym w rolnictwie – wyznaczamy tempo dla całej Wspólnoty.

Polska w gospodarczej czołówce UE

Według najnowszych danych GUS, polski PKB wzrósł w 2025 roku o 3,6%, podczas gdy średnia dla całej Unii Europejskiej wyniosła zaledwie 1,5%. To oznacza, że polska gospodarka rozwijała się w tempie ponad dwukrotnie szybszym niż przeciętna unijna.

Szybszy wzrost gospodarczy odnotowały w 2025 roku jedynie trzy kraje: Irlandia (12,3%), Malta (4,0%) i Cypr (3,8%). Poza tą trójką Polska wyprzedziła pod tym względem wszystkie pozostałe państwa członkowskie.

Dobre wyniki widać też na rynku pracy. Polska należy do czołówki krajów UE o najniższej stopie bezrobocia – wynosi ona zaledwie 3,1%, podczas gdy średnia unijna to 6,0%. Jesteśmy również szóstym krajem członkowskim o najmniejszym zagrożeniu ubóstwem – dotyczy ono 13,2% mieszkańców Polski, wobec 16,3% przeciętnie w UE.

Polskie rolnictwo karmi Europę

Dane GUS pokazują wyraźnie, jak dużą rolę Polska odgrywa w europejskim rolnictwie i produkcji żywności. Nasz kraj należy do najważniejszych producentów żywności we Wspólnocie, zajmując czołowe pozycje w kilku kluczowych kategoriach:

  • 2. miejsce w UE w produkcji żyta,
  • 3. miejsce w produkcji buraków cukrowych,
  • 5. miejsce w hodowli bydła,
  • niekwestionowany lider w produkcji jabłek – z polskich sadów pochodzi blisko jedna trzecia wszystkich zbiorów jabłek w całej Unii Europejskiej.

To ostatnia liczba robi szczególne wrażenie – oznacza, że co trzecie jabłko zbierane w UE pochodzi właśnie z Polski. Dla polskiego sektora sadowniczego to potwierdzenie pozycji, którą trudno przecenić na tle całej Wspólnoty.

Nie tylko gospodarka – jak żyją Polacy na tle Europy?

Raport GUS pokazuje też różnice w stylu życia. Młodzi Polacy znacznie częściej niż przeciętni Europejczycy mieszkają z rodzicami – dotyczy to 51% osób w wieku 25-34 lata, podczas gdy w całej UE ten odsetek wynosi 30%. Polki opuszczają dom rodzinny średnio przed 26. rokiem życia, a Polacy przed 28. – to wartości zbliżone do średniej unijnej.

Pod względem cyfryzacji Polska wciąż nieco odbiega od reszty Europy. Zaledwie połowa dorosłych mieszkańców kraju posiada co najmniej podstawowe umiejętności cyfrowe – to około 10 punktów procentowych mniej niż średnia unijna. Najlepiej pod tym względem wypadają Holandia, Irlandia, Dania i Finlandia, gdzie ponad 80% mieszkańców ma przynajmniej podstawowe kompetencje cyfrowe. Na przeciwnym biegunie znajdują się Rumunia i Bułgaria, gdzie odsetek ten spada poniżej 40%.

Gdzie Polska wciąż goni Europę?

Mimo mocnych wyników gospodarczych, raport wskazuje też obszary wymagające poprawy. Jednym z nich są nakłady na działalność badawczo-rozwojową. W 2025 roku wyniosły one w Polsce 1,4% PKB, podczas gdy średnia unijna sięgnęła 2,2%. To plasuje nasz kraj na 15. miejscu wśród państw członkowskich.

Czołówkę tego rankingu tworzą kraje od lat konsekwentnie inwestujące w innowacje – Szwecja, Belgia, Austria, Finlandia, Niemcy i Dania – gdzie nakłady na badania i rozwój przekraczają 3% PKB.

Drugim obszarem, w którym wciąż gonimy Europę, jest wykorzystanie odnawialnych źródeł energii. W Polsce energia z OZE pokrywa 17,8% całkowitego zapotrzebowania energetycznego, podczas gdy średnia dla UE wynosi 25,2%.

Przedstawione informacje pochodzą z najnowszego folderu Głównego Urzędu Statystycznego „Polska w Unii Europejskiej 2026”. To już druga edycja tego opracowania, przygotowana zarówno w tradycyjnej formie, jak i w interaktywnej wersji cyfrowej. Dokument prezentuje kilkadziesiąt wskaźników pozwalających porównać Polskę z innymi krajami UE w zakresie sytuacji demograficznej, edukacji, rynku pracy, warunków życia, gospodarki, środowiska, innowacyjności i cyfryzacji.

Zainteresowani mogą samodzielnie przeglądać wszystkie dane pod adresem plwue.stat.gov.pl – interaktywna wersja pozwala wygodnie korzystać z grafik zarówno na komputerze, jak i urządzeniach mobilnych, a także pobierać dane w formacie edytowalnym do własnych analiz, prezentacji czy materiałów edukacyjnych.

Co z tego wynika?

Obraz, jaki wyłania się z raportu GUS, jest wyraźnie pozytywny dla Polski – szybszy wzrost gospodarczy niż w większości krajów UE, niskie bezrobocie, relatywnie niskie zagrożenie ubóstwem, a do tego czołowa pozycja w produkcji kluczowych surowców rolnych, w tym niekwestionowane przywództwo w produkcji jabłek. Pozostają jednak obszary do nadrobienia – inwestycje w badania i rozwój oraz transformacja energetyczna w kierunku OZE – które będą decydować o tym, czy Polska utrzyma obecne tempo rozwoju w kolejnych latach.

Źródło: Główny Urząd Statystyczny, „Polska w Unii Europejskiej 2026”

Po 40 latach w Polsce znów wykluły się dropie! To efekt pracy myśliwych

0

W Stacji Hodowli Dropia Polskiego Związku Łowieckiego w Żółwinie wykluło się osiem piskląt dropia zwyczajnego. Klucie pierwszego z nich rozpoczęło się 10 czerwca br., a wszystkie pisklęta rozwijają się prawidłowo. To pierwszy taki wylęg w Polsce od 40 lat i najważniejszy dotąd etap programu, którego celem jest przywrócenie gatunku do rodzimej przyrody.

Osiem piskląt z dziesięciu jaj

Pierwsze jaja pochodzące ze środowiska naturalnego z Brandenburgii dotarły do stacji 2 czerwca br. Cztery dni później jedno z nich zaczęło się poruszać, a 10 czerwca rozpoczęło się klucie pierwszego pisklęcia. Ponieważ jaja znajdowały się na różnych etapach rozwoju, kolejne młode wykluwały się stopniowo przez niespełna trzy tygodnie.

Z 10 przekazanych jaj wykluło się osiem piskląt, co oznacza  80-procentowy sukces lęgowy. W naturalnych warunkach taki wynik jest nieosiągalny, gdyż wiele lęgów nie przetrwa wskutek presji drapieżników i innych zagrożeń. Kontrolowana inkubacja i odchów zwiększają szansę młodych na przeżycie pierwszego, najtrudniejszego etapu życia.

To pierwszy w Polsce wylęg dropi od czterech dekad i bardzo dobry początek pilotażu. Osiem piskląt, które prawidłowo się rozwija, to ogromny potencjał, ale przed zespołem pozostaje najtrudniejsze zadanie: przygotować ptaki do samodzielnego życia przy zachowaniu ich naturalnej bojaźliwości wobec człowieka. Celem jest wypuszczenie młodych do środowiska naturalnego, dlatego kontakt z człowiekiem musi być ograniczony do niezbędnego minimum” – mówi Wacław Matysek, p.o. rzecznika Polskiego Związku Łowieckiego.

Opieka bez oswajania

Pisklętami opiekują się dwie ornitolożki przeszkolone w niemieckiej stacji hodowli dropia w Buckow. Mieszkają na terenie stacji, ponieważ młode wymagają stałego nadzoru. Jednocześnie dostęp do ptaków jest ściśle ograniczony, aby nie dopuścić do imprintingu, czyli nadmiernego przyzwyczajenia do człowieka.

Dropie są zagniazdownikami: niedługo po wykluciu poruszają się samodzielnie i podążają za opiekunem zastępującym matkę. Podczas codziennych wyjść młode poznają teren, uczą się zdobywać naturalny pokarm i rozpoznawać potencjalne zagrożenia. Dobrze rokuje ich reakcja na nietypowe bodźce – pisklęta chowają się m.in. na widok nadlatującego ptaka drapieżnego, czy przejeżdżającego ciągnika, a więc zachowują naturalną ostrożność.

Kolejny etap: wypuszczenie do środowiska naturalnego

W sierpniu planowane jest przeniesienie młodych do woliery adaptacyjnej i rozpoczęcie tzw. łagodnego wypuszczania (soft release). Ptaki będą mogły poznawać okolicę i usamodzielniać się we własnym tempie, początkowo wracając do woliery na noc. Po oznaczeniu płci samice zostaną wyposażone w nadajniki GPS, które pozwolą monitorować ich przemieszczanie się, przeżywalność i sposób wykorzystywania siedliska.

Program na lata

Polski Związek Łowiecki jest liderem programu reintrodukcji dropia. Nadzór naukowy sprawuje Uniwersytet Zielonogórski, a partnerem merytorycznym jest stacja w Buckow, która od około 30 lat rozwija metodykę inkubacji, odchowu i przygotowywania dropi do życia na wolności. Przedsięwzięcie jest prowadzone na podstawie wymaganych zezwoleń i pod ścisłym nadzorem właściwych służb weterynaryjnych.

Drop wyginął w Polsce w drugiej połowie lat 80. XX wieku; ostatni potwierdzony lęg odnotowano w 1986 r. Obecnie największe europejskie populacje żyją w Hiszpanii i Portugalii, a mniejsze występują m.in. w Niemczech, Austrii, na Węgrzech, Słowacji, w Rumunii, Serbii i Ukrainie. Projekt ma charakter długofalowy. Jeśli pilotaż będzie przebiegał pomyślnie, niemieccy partnerzy deklarują przekazywanie jaj przez kolejne pięć lat. Efekty programu będzie można ocenić dopiero po wielu sezonach, ponieważ samiec dropia osiąga dojrzałość płciową około szóstego roku życia. Już obecny wylęg potwierdza jednak, że po latach przygotowań stworzono warunki do rozpoczęcia rzeczywistego odtwarzania gatunku w Polsce.

W reintrodukcji sam wylęg jest dopiero początkiem. Kluczowe są prawidłowy odchów, zachowanie naturalnej płochliwości ptaków, bezpieczne wypuszczenie oraz późniejszy monitoring. Drop potrzebuje rozległych, otwartych terenów, dlatego powodzenie programu będzie zależało od wieloletniej, konsekwentnej pracy i ochrony odpowiednich siedlisk” – mówi Wojciech Pawliszak, łowczy okręgowy i przewodniczący Zarządu Okręgowego PZŁ w Gorzowie Wielkopolskim.

O projekcie

Budowę Stacji Hodowli Dropia wraz z wolierami adaptacyjnymi sfinansowano ze środków Polskiego Związku Łowieckiego przy wsparciu finansowym Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Zielonej Górze. Koszt jej budowy wyniósł 773 320,50 zł, w tym 315 tys. zł stanowiła dotacja Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Zielonej Górze.

źródło: Informacja prasowa/ Polski Związek Łowiecki