Strona główna Blog Strona 28

Rewolucja na słoikach z miodem. Czy nowe przepisy ukrócą globalny proceder podrabiania i dumping?

0

Od 14 czerwca 2026 roku wchodzą w życie rewolucyjne zmiany w znakowaniu miodu. Unijna dyrektywa śniadaniowa kładzie kres enigmatycznym napisom „mieszanka miodów z UE i spoza UE”. Konsumenci zyskają pełną świadomość tego, co kupują, a dla polskich pszczelarzy nowe etykiety mogą stać się tarczą obronną przed dumpingowym importem i fałszerstwami na masową skalę.

Koniec z ukrywaniem pochodzenia. Procenty na stół

Nowe unijne przepisy, wypracowane jeszcze za kadencji komisarza Janusza Wojciechowskiego, wprowadzają obowiązek umieszczania na słoikach pełnej listy wszystkich krajów pochodzenia miodu. Państwa będą musiały być wymienione w kolejności od największego do najmniejszego udziału, wraz z podaniem dokładnej wartości procentowej dla każdego z nich.

Unia Europejska jest drugim producentem miodu na świecie (ok. 246 tys. ton w 2024 r.), ale jednocześnie potężnym importerem (blisko 175 tys. ton w tym samym roku). Najwięcej surowca trafia do nas z Ukrainy, Chin oraz Argentyny. Do tej pory pochodzenie to masowo ukrywano za fasadą wspomnianych „mieszanek”. Od połowy czerwca konsumenci czarno na białym zobaczą, skąd realnie pochodzi kupowany produkt.

Wyścig zbrojeń: Fałszerze kontra laboratoria

W tle nowych regulacji stoi walka z gigantycznym biznesem podrabiania miodu. Przepisy uderzają m.in. w tzw. miód przefiltrowany. Zgodnie z nowymi wytycznymi, produkt, z którego usunięto pyłek kwiatowy, nie może być już nazywany miodem.

Usuwanie pyłku to celowy zabieg fałszerzy – bez niego niezwykle trudno jest laboratoryjnie zidentyfikować geograficzne pochodzenie patoki. Jeśli w miodzie znajduje się pyłek eukaliptusa, jasne jest, że nie zebrano go na polskim polu z bławatka.

W branży spożywczej trwa obecnie stała rywalizacja, przypominająca rynek środków dopingowych w sporcie. Z jednej strony stoi olbrzymi, wyspecjalizowany biznes fałszerski (przodują w tym Chiny), który stosuje zaawansowane syropy z ryżu czy pszenicy oraz enzymy maskujące. Z drugiej strony działają instytucje kontrolne i laboratoria, które muszą stale wdrażać drogie i nowoczesne metody, takie jak analizy izotopowe czy magnetyczny rezonans jądrowy, by w ogóle nadążyć za procederem. Kluczowe pozostaje pytanie, jak nowe przepisy będą w praktyce nadzorowane i egzekwowane przez inspekcje handlowe (IJHARS).

Tarcza dla krajowych pasiek przed tanim importem

Dla lokalnych pszczelarzy nowe prawo to szansa na obronę rynku. Polska jest trzecim największym importerem miodu w UE (po Niemczech i Belgii). Spoza wspólnoty sprowadzamy rocznie około 19 tys. ton, a łącznie z innych krajów UE ściągamy ok. 25 tys. ton. To ilość niemal równa naszej rocznej produkcji krajowej.

Bezpiecznik przed dalszą liberalizacją handlu

Nowe etykiety mają stać się również konsumenckim bezpiecznikiem w obliczu kolejnych umów handlowych zawieranych przez Brukselę. Unia otwiera granice przed potęgami w eksporcie miodu: umowa z krajami Mercosuru (Argentyna, Brazylia), umowa handlowa z Meksykiem czy umowa DCFTA z Ukrainą mogą wpuścić na rynek jeszcze więcej taniego surowca.

Obowiązkowy procentowy podział na etykiecie nie zamyka granic fizycznie, ale daje konsumentom narzędzie do świadomego wyboru. Pszczelarze przypominają: droga od ula do słoika w lokalnej pasiece jest krótka i transparentna, a na etykietach uczciwych producentów od zawsze widnieje wyraźne oznaczenie „Produkt Polski”. Od 14 czerwca czytanie etykiet nabierze zupełnie nowego znaczenia.

FAO: Globalna produkcja zbóż spadnie o 2% w sezonie 2026/27

0
FAO - podaż i popyt na zboża - czerwiec 2026

Globalna produkcja zbóż w nadchodzącym sezonie marketingowym 2026/2027 odnotuje zauważalny spadek. Najnowszy raport Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) wskazuje na pogarszające się perspektywy zbiorów, co wywołuje uzasadnione obawy o stabilność rynkową i bezpieczeństwo żywnościowe na świecie. Po rekordowym i niezwykle obfitym sezonie 2025/2026, rolnicy oraz handlowcy muszą przygotować się na wyraźne zaciśnięcie globalnego bilansu.

Przeczytaj również:

Dlaczego globalna produkcja zbóż wyhamuje?

Prognozowany spadek światowych zbiorów o 2% rok do roku – do poziomu 2 982 mln ton – to przede wszystkim rezultat gorszych prognoz dla rynku pszenicy. FAO wskazuje na drastyczne pogorszenie warunków upraw u kluczowych globalnych eksporterów. Najbardziej alarmujące sygnały płyną z Ameryki Północnej, gdzie kondycja amerykańskiej pszenicy ozimej należy obecnie do najgorszych od dziesięcioleci.

Sama pogoda to jednak nie wszystko. Na ostateczny wynik negatywnie wpłyną również czynniki czysto ekonomiczne. Wysokie koszty energii, drogie paliwo oraz utrzymujące się wysokie ceny nawozów sztucznych nakładają ogromną presję na opłacalność produkcji rolnej, zmuszając wielu farmerów do szukania oszczędności.

Stabilny popyt zaczyna uszczuplać zapasy

Mimo że ziarna z pól zbierzemy mniej, globalny apetyt nie słabnie. FAO przewiduje, że światowe wykorzystanie zbóż w sezonie 2026/2027 wzrośnie o 0,6%, osiągając poziom 2 969 mln ton. Zwiększone zapotrzebowanie będzie widoczne zarówno w sektorze paszowym (głównie kukurydza i jęczmień), jak i konsumpcyjnym oraz przemysłowym.

W konsekwencji po okresie silnej odbudowy zapasów, światowe rezerwy skurczą się o 0,3% do poziomu 949 mln ton. Pocieszeniem dla rynku pozostaje fakt, że globalny wskaźnik zapasów do ich spożycia (stock-to-use ratio) utrzyma się na bezpiecznym i stosunkowo komfortowym poziomie 31,7%, co powinno amortyzować ewentualne gwałtowne skoki cenowe na giełdach towarowych.

Zmiany w strukturze handlu międzynarodowego

Mniejsza podaż bezpośrednio przełoży się na globalną logistykę. Międzynarodowy handel zbożami po wcześniejszym dynamicznym wzroście ma minimalnie wyhamować (-0,3% do 507,2 mln ton). Spadek obrotów odczuwalny będzie przede wszystkim w handlu pszenicą i jęczmieniem. Z kolei kraje importujące kukurydzę oraz ryż muszą liczyć się z większą rywalizacją – w tych segmentach FAO prognozuje wzrosty wymiany handlowej odpowiednio o 3,9% oraz 1,4%.

Więcej szczegółów oraz pogłębioną analizę rynkową, FAO opublikuje w pełnym raporcie Food Outlook już 18 czerwca 2026 r. Do tematu będziemy wracać na łamach AgroProfilu. Już w tym tygodniu swoje zaktualizowane prognozy dla rynku zbóż i oleistych opublikuje USDA.

Źródło danych: FAO

SUPERCHWASTY JUŻ TU SĄ. PYTANIE: CZY SĄ NA TWOIM POLU?

0

Jeszcze kilka lat temu działało wszystko. Dziś coraz częściej nie działa większość. Rolnicy w całej Europie mierzą się z nową rzeczywistością: chwasty odporne na herbicydy, których nie da się skutecznie zwalczyć standardową technologią chemiczną. To nie jest teoria przyszłości. Niestety takie są fakty i teraźniejszość.

ODPORNOŚĆ ROŚNIE SZYBCIEJ, NIŻ MYŚLISZ

Odporność nie pojawia się nagle. Rozwija się stopniowo, rok po roku, często niezauważenie. Chwasty takie jak wyczyniec, miotła, stokłosa, czy życica już same w sobie są trudne do zwalczenia. Zaczyna się niewinnie – najpierw pojedyncze rośliny przeżywają zabieg. Następnie się rozmnażają, tak że po kilku sezonach problem obejmuje już całe pole. W Polsce są już pola, na których ponad 80% dostępnych substancji aktywnych nie działa skutecznie. W takiej sytuacji koszty rosną, plony spadają, a możliwości reakcji gwałtownie się kurczą.

ILE TO KOSZTUJE?

To nie jest drobny problem technologiczny. To realna strata finansowa.

Spadek plonu o 2,5 t/ha
Cena pszenicy 800pln/t
Powierzchnia 50 ha

To oznacza około 100 tysięcy pln straty w jednym sezonie.

Do tego dochodzą koszty nieskutecznych zabiegów, dodatkowe działania agrotechniczne oraz narastający problem w kolejnych latach i powiększanie istniejących odporności.

NAJWIĘKSZY BŁĄD: CZEKANIE

Niestety większość rolników reaguje za późno. Obniżoną skuteczność tłumaczy się pogodą, terminem zabiegu lub jakością produktu. W rzeczywistości często jest to już rozwijająca się odporność. Kiedy problem staje się widoczny, jest już zaawansowany.

TEST ODPORNOŚCI TO PODSTAWA DECYZJI

Zamiast zgadywać, otrzymujesz konkretne dane. Otrzymujesz raport, który w przejrzysty i czytelny sposób informuje, które substancje nadal działają. Uwidacznia problem i wskazuje, które rozwiązania są już nieskuteczne. To pozwala uniknąć błędnych decyzji i niepotrzebnych kosztów.

JAK TO DZIAŁA

Przedstawiciel PROCAM pobiera próby nasion chwastów z Twojego pola i wysyła je do Stuttgartu w Niemczech. Tam Agris42 prowadzi badania w kontrolowanych warunkach szklarniowych. Nasiona chwastów są wysiewane i traktowane herbicydami z różnych grup mechanizmów działania. Po kilku tygodniach jednoznacznie widać, które rozwiązania są skuteczne, a które nie. Efekt jest prosty: wiadomo, co działa, a co przestało działać.

AGRIS42 I PROCAM

Agris42 to niezależna firma ze Stuttgartu, specjalizująca się w badaniach odporności chwastów. Nie jest zależna od żadnego koncernu chemicznego i dlatego zawsze przedstawia czyste fakty. Wspólnie z PROCAM Polska dostarcza rolnikom praktyczne, polowe rekomendacje oparte na danych, bez zgadywania. To element nowoczesnej i precyzyjnej technologii uprawy: diagnoza, monitoring i dopasowana strategia działania.

ODPORNOŚĆ TO POŻAR

Na początku to niewielki problem. Z czasem rozprzestrzenia się i staje się trudny do opanowania. Im później zareagujesz, tym większe są straty, a co za tym idzie koszty. Masz dwie opcje. Sprawdzić sytuację wcześnie i zachować kontrolę. Albo zareagować dopiero wtedy, gdy problem będzie już kosztowny i trudny do opanowania. A w skrajnych przypadkach zostać całkowicie pozbawionym możliwości chemicznego odchwaszczania.

Wspólnie pomagamy wykryć problem na wczesnym etapie i dobrać skuteczne rozwiązania tak, żeby najlepiej zabezpieczyć przyszłość Twojego pola.

Jeśli jeszcze nie jesteś przekonany to zadaj sobie jedno pytanie:

Czy naprawdę masz jeszcze kontrolę nad swoimi chwastami, czy tylko masz takie wrażenie? Nie czekaj i już teraz porozmawiaj, ze swoim doradcą PROCAM o testach odporności.

Rynek olejów roślinnych łapie oddech. Pierwszy spadek indeksu FAO w 2026 roku

0
Rynek olejów roślinnych

Maj przyniósł wyczekiwane przesilenie, jeśli chodzi o globalny rynek olejów roślinnych. Po pięciu miesiącach nieprzerwanych wzrostów, Wskaźnik Cen Olejów Roślinnych FAO zanotował pierwszą korektę w tym roku. Średnia wartość indeksu wyniosła 185,0 punktów, co oznacza spadek o 9,0 punktów (o 4,6%) w porównaniu do kwietnia.

Za majową obniżką stoją przede wszystkim niższe ceny olejów palmowego i sojowego, które z nawiązką zrekompensowały dalsze podwyżki notowań rzepaku i oleju słonecznikowego.

Analiza wykresu: Gdzie jesteśmy na tle ostatnich lat?

Analizując historyczny przebieg notowań zaprezentowany na wykresie indeksu FAO, majowy spadek – choć wyraźny – następuje z bardzo wysokiego pułapu. Warto zwrócić uwagę na kluczowe punkty zwrotne, które determinowały rynek olejów roślinnych na przestrzeni ostatnich lat:

  • Kwietniowe maksima od czasów kryzysu z 2022 roku: Zamieszczony wykres wyraźnie pokazuje, że kwietniowy szczyt (tuż przed majowym spadkiem) był najwyższym odczytem od drugiej połowy 2022 roku, kiedy rynek powoli schodził z historycznego rekordu wszech czasów, wynoszącego wiosną tamtego roku ponad 250 punktów.
  • Koniec silnego trendu wzrostowego: Od jesieni 2025 roku globalny rynek olejów roślinnych znajdował się w dynamicznym, nieprzerwanym trendzie wzrostowym. Majowe przełamanie i widoczny na wykresie skręt linii w dół w kierunku poziomu 185 pkt to pierwszy wyraźny sygnał osłabienia presji popytowej w tym roku.
  • Poziom wciąż wysoki historycznie: Mimo majowej korekty, obecny pułap 185 punktów jest znacznie wyższy niż średnie poziomy z lat 2023–2024, kiedy indeks długo oscylował w granicach 120–130 punktów.

Paliwowy hamulec: Tąpnięcie na rynku ropy uderza w biopaliwa

Kluczowym elementem makroekonomicznym, który silnie wpłynął na rynek olejów roślinnych w maju, była sytuacja na rynkach energetycznych. W skali samego miesiąca ceny ropy naftowej zaliczyły kilkunastoprocentową przecenę.

Tak głęboki spadek wartości czarnego złota natychmiast przełożył się na pogorszenie opłacalności produkcji estrów i biokomponentów. Ponieważ sektor biopaliw (głównie w USA i UE) jest gigantycznym konsumentem surowców rolnych, tąpnięcie na rynku ropy automatycznie podcięło skrzydła dotychczasowym wzrostom cen i wywołało presję na realizację zysków przez fundusze inwestycyjne.

1. Presja spadkowa: Palma i soja ciągną indeks w dół

Głównymi motorami majowych spadków były dwa kluczowe towary o największym udziale w globalnym handlu, które najmocniej kształtują masowy rynek olejów roślinnych:

  • Olej palmowy przerywa passę: Po pięciu miesiącach nieustannych wzrostów cen, notowania oleju palmowego w końcu spadły. Odzwierciedla to słabszy globalny popyt importowy oraz wspomnianą, silną przecenę ropy naftowej, która ograniczyła konkurencyjność tego tłuszczu w sektorze biodiesel.
  • Sezonowa podaż soi z Ameryki Południowej: Światowe ceny oleju sojowego wykazywały mieszane trendy. Na rynku globalnym zaciążył sezonowy wzrost podaży eksportowej z Ameryki Południowej (trwające przetwórstwo z nowych zbiorów). Presję tę częściowo równoważył stabilny popyt na biopaliwa w Stanach Zjednoczonych, wspierający tamtejsze ceny krajowe.

2. Presja wzrostowa: Rzepak i słonecznik pod prąd tendencji

Mimo spadku całego indeksu i taniejącej ropy, europejski rynek olejów roślinnych miękkich (rzepakowy i słonecznikowy) pozostał pod wpływem napiętego, lokalnego bilansu podażowego:

  • Unijny rzepak w górę: Ceny oleju rzepakowego odnotowały wzrosty. Jest to bezpośredni efekt sezonowego ograniczenia podaży surowca w Unii Europejskiej przed zbliżającymi się żniwami – starego rzepaku w magazynach po prostu brakuje.
  • Drożejący olej słonecznikowy: Notowania oleju słonecznikowego kontynuowały rajd w górę. Rynek ten znajduje się pod ciągłą presją ograniczonej dostępności surowca do przerobu, co jest szczególnie widoczne u kluczowego globalnego dostawcy – na Ukrainie.

Podsumowanie i perspektywy dla krajowego rynku

Majowy odczyt FAO, co czytelnie obrazuje wykres indeksu, pokazuje, że dotychczasowy, silny trend wzrostowy stracił impet pod presją tańszych paliw tradycyjnych oraz wchodzenia na rynek nowej podaży soi z Ameryki Południowej.

Dla krajowych producentów rzepaku kluczowe pozostają jednak sygnały bilansowe. Sezonowe uszczuplenie zapasów w UE i napięta sytuacja podażowa na Ukrainie (większość rzepaku przerabiana jest na miejscu) skutecznie obroniły ceny rzepaku i słonecznika przed głębszą, kilkunastoprocentową korektą, jaka dotknęła rynek ropy naftowej. W najbliższych tygodniach globalny i lokalny rynek olejów roślinnych będzie reagował przede wszystkim na warunki pogodowe w Europie oraz pierwsze realne wyniki nadchodzących zbiorów rzepaku.

Źródło danych: FAO

Ceny zbóż na Matif pod wpływem geopolityki, mocnego dolara i spadku kondycji upraw we Francji

0
Ceny zbóż na MATIF/CBOT

Ceny zbóż na Matif na początku drugiego tygodnia czerwca będą wykazywać ogromną zmienność, reagując na nakładające się czynniki geopolityczne i pogodowe. Jest poniedziałek rano, 8 czerwca 2026 roku. Choć paryski parkiet ruszy dopiero za kilka godzin, to handel za oceanem oraz wydarzenia makroekonomiczne już teraz ustawiają scenę pod wyjątkowo nerwowe otwarcie w Europie.

Na giełdzie w Chicago trwa właśnie sesja nocna, na której zboża i soja pogłębiają swoje długoterminowe minima, ulegając przedżniwnej presji podaży oraz sprzyjającym prognozom pogody w USA. Zupełnie inaczej zachowuje się jednak sektor tłuszczowy. Na plusie wyceniany jest olej sojowy oraz kanadyjska canola, które rosną na fali potężnego, ponad 4-procentowego wybicia cen ropy naftowej w Nowym Jorku. Baryłka ropy błyskawicznie wystrzeliła powyżej poziomu 94 USD (wobec piątkowego dołka na poziomie 89,7 USD). To bezpośrednia reakcja na wydarzenia z minionego weekendu – Izrael i Iran, po stu dniach konfliktu, wymieniły kolejne, silne uderzenia rakietowe, co drastycznie podniosło obawy o ciągłość dostaw surowców energetycznych z Bliskiego Wschodu.

Gdy tylko wystartują dzisiejsze notowania w Paryżu, ten geopolityczny wstrząs oraz nocny układ sił z Chicago stworzą wyjątkowo skomplikowane otoczenie dla europejskiego rynku.

Przeczytaj również:

Geopolityka i makroekonomia: Ropa ostro w górę, dolar naciska na rynki finansowe

Sytuacja makroekonomiczna i geopolityczna drastycznie spolaryzowała rynki na przełomie tygodnia:

  • Wojna na Bliskim Wschodzie i skok cen ropy: Konflikt między Izraelem a Iranem przyniósł wymianę potężnych ciosów rakietowych. W poniedziałek rano baryłka ropy w Nowym Jorku powróciła do dynamicznych wzrostów, co natychmiast przełożyło się na drożejące oleje roślinne.
  • Dobre dane z USA i presja na stopy procentowe: Opublikowane w piątek bardzo dobre dane z amerykańskiego rynku pracy (zatrudnienie) wzmocniły oczekiwania inwestorów, że Fed (Bank Centralny USA) zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych.
  • Odwrót od aktywów finansowych: Wizja wyższych stóp procentowych wywołała silną presję sprzedażową na amerykańskich giełdach akcji, co pociągnęło za sobą wyprzedaż szerokiej gamy aktywów w Chicago.
  • Dolar jako filtr dla Europy: Konsekwencją danych z USA był gwałtowny spadek kursu euro względem dolara (EUR/USD) do poziomu około 1,1530 – czyli najniższego poziomu od dwóch miesięcy. Ten tani euro będzie od samego rana działał jak filtr ochronny dla Europy, podnosząc konkurencyjność unijnego eksportu i amortyzując spadki z USA.

Giełda paryska: Jak wystartują ceny zbóż na Matif?

Dzięki słabości unijnej waluty, kluczowe ceny zbóż na Matif podejmą próbę obrony wypracowanych w piątek poziomów:

  • Pszenica (kontrakty na wrzesień i grudzień 2026 r.): Zamknęła piątek symbolicznym wzrostem o +0,25 eur/t na poziomie 201,50 eur/t. Zbliżenie się cen do psychologicznej granicy 200 eur/t uaktywniło kupujących i stworzyło silny obszar wsparcia.
  • Kukurydza: Odnotowała w piątek wyraźne odbicie o +2,50 eur/t, zamykając tydzień na poziomie 206,75 eur/t (dla najbliższego kontraktu terminowego). Potwierdza to obecność strefy obrony w rejonie do 215 eur/t, która powstrzymuje głębszą przecenę.
  • Rzepak dostanie impuls: Choć rzepak zamknął piątkową sesję na czerwono ze spadkiem o -3,25 eur/t (do poziomu 519,75 eur/t), to poniedziałkowe wybicie na rynku ropy naftowej i giełdzie w Winnipeg da mu paliwo do przerwania dwudniowej korekty. Inwestorzy pamiętają, że jeszcze w środę rzepak w Europie i Kanadzie notował swoje długoterminowe maksima.

Francja: Fala upałów popsuła stan upraw (Raport Céréobs)

Podczas gdy giełda w Chicago ulega przedżniwnej przecenie, w Europie do głosu dochodzą namacalne straty pogodowe. Państwowa agencja FranceAgriMer opublikowała raport dotyczący kondycji zasiewów, wykazując wyraźne pogorszenie sytuacji we Francji w ciągu zaledwie jednego tygodnia:

  • Jęczmień jary: Zanotował drastyczne tąpnięcie kondycji – aż o -14 punktów procentowych w tydzień, spadając do poziomu 68% upraw ocenianych jako dobre do doskonałych (wobec 73% rok temu).
  • Pszenica miękka: Ocena „dobra do doskonałej” spadła o -3 punkty procentowe w ciągu tygodnia do poziomu 76% (rok temu o tej porze wynosiła 69%).
  • Pszenica twarda (Durum): 65% upraw w stanie „dobrym do doskonałego”, co oznacza spadek o -6 punktów w tydzień.
  • Jęczmień ozimy: 73% upraw oceniono jako „dobre do doskonałych” (spadek o -2 punkty w tydzień).

Rynek amerykański: Masowa wyprzedaż w Chicago pod dyktandem funduszy

Za oceanem, w trakcie sesji nocnej, nastroje są jednoznacznie spadkowe. Głównym motorem zniżek pozostaje masowa realizacja zysków i zamykanie pozycji przez fundusze inwestycyjne, które podejmują swoje decyzje handlowe w oparciu o analizę wykresów cenowych.

Wyprzedaż kontraktów na pszenicę, kukurydzę i soję napędza rosnący indeks dolara oraz czynniki naturalne. Sprzyjająca pogoda na Pasie Kukurydzianym podkręca prognozy zbiorów kukurydzy i soi w USA, a postępujące na południu Stanów Zjednoczonych żniwa fizycznie zwiększają podaż ziarna. Amerykańscy eksporterzy kukurydzy alarmują także o silnej presji konkurencyjnej ze strony dostawców z Ameryki Południowej.

Kluczowe wydarzenia tygodnia

Inwestorzy na giełdach przygotowują się na napływ strategicznych danych, które zdeterminują ceny na resztę czerwca:

  1. Poniedziałek wieczór: Publikacja cotygodniowego raportu USDA na temat stanu i kondycji amerykańskich upraw (Crop Progress).
  2. Czwartek, 11 czerwca: Publikacja nowego, miesięcznego raportu WASDE Departamentu Rolnictwa USA. Rynek spodziewa się w nim podniesienia szacunków produkcji pszenicy dla Australii. Dotychczasowe prognozy USDA były bowiem znacznie bardziej pesymistyczne niż oficjalne, optymistyczne szacunki tamtejszej agencji ABARES. Zrównanie tych danych oznaczałoby wzrost szacowanej globalnej podaży i kolejną presję na spadki.
  3. Dodatkowo, na sam koniec miesiąca – 30 czerwca 2026 roku – pojawią się ostateczne raporty USDA dotyczące areału zasiewów oraz zapasów magazynowych, które zamkną stary sezon.

Źródło cen: Euronext-Paryż, CBoT

Pogoda 9 czerwca- dużo burz ponownie na Kaszubach ale i w Małopolsce

0
Pogoda 9 czerwca
Pogoda 9 czerwca

Pogoda 9 czerwca- kolejny front z szansą na opady

Za nami niedziela, która przyniosła sporo burz na Kujawach, Kaszubach oraz od Warmii po Kurpie. W najsuchszym miejscu Polski na Ziemi Łódzkiej nie padało.

Przed nami noc z dużą ilością chmur na zachodzie kraju i tam nie chłodniej niż 17-19 stopni a może się zdarzyć i noc tropikalna w okolicach Legnicy i Strzegomia- czyli nie mniej niż +20 stopni przez całą noc.

Na wschodzie pogodnie i najchłodniej- od 9 do 11 stopni zaś od Małopolski po centrum i Żuławy od 12 do 14 stopni na plusie.

Wtorek z burzami i opadami

Na zachodzie kraju od samego rana dużo chmur z szansą na lokalne ale niewielkie opady do 1-5 mm ale w większości zachodniej cześci kraju nawet nie pokropi. Po południu powieje tam silny wiatr z zachodu w porywach do 55 km/h.

Od Podlasia po Roztocze od rana do wieczora sucho i słonecznie oraz bardzo ciepło a wiatr słaby.

Od Warmii po Mazowsze, Świętokrzyskie i Podkarpacie pogodnie do popołudnia a po nim szansa na burze- na Podkarpaciu oraz na Warmii popada praktycznie wszędzie. Miejscami spadnie ponad 15 mm deszczu.

Dużo opadów i burz od godzin południowych pojawi się także w pasie od Kaszub po wschód Wielkopolski, zachód Kujaw, Górny Śląsk i Małopolskę. Na Kaszubach i w Małopolsce również powinno popadać praktycznie w każdej miejscowości między 1 a 26 mm.

W najsuchszym miejscu Polski szanse na opady są także, ale ostatnie fronty pokazywały, że w tych stronach było zbyt sucho aby opady konwekcyjne dotarły. Możliwe, że także jutro tutaj nie popada a najwyżej pokropi.

Przed opadami zrobi się gorąco. +29 stopni mają szansę wskazać jutro termometry między Dębicą, Tarnowem, Staszowem, Sandomierzem.

Najzimniej w Świnoujściu- maksymalnie +17 stopni Celsjusza.

Podgląd zachmurzenia nad Polską- https://www.sat24.com/pl-pl/country/pl

Wczorajsze opady na głównych stacjach- https://modele.imgw.pl/cmm/?page_id=7583. Na wsiach były miejsca gdzie spadło miejscami ponad 30 mm deszczu zwłaszcza pod Częstochową oraz między Bydgoszczą, Tucholą a Chojnicami

Pogoda 9 czerwca

Pogoda 8 czerwca- popada lokalnie między Suwałkami a Gdańskiem

0
Pogoda 8 czerwca
Pogoda 8 czerwca

Pogoda- poniedziałek słoneczny, ciepły i suchy

Pogoda 8 czerwca

Noc z temperaturą od 8 stopni w Kłodzku do 14 w Suwałkach

W nocy pogodnie chociaż z wieczora jeszcze lokalnie pokropi deszcz od Rzeszowa po Terespol i Suwałki. Na termometrach od +8 stopni w Kotlinie Kłodzkiej i 10-11 stopni na zachodzie, południu oraz w centrum do 12 stopni na Kaszubach, Żuławach, Mazowszu i 14 stopni na Warmii, Mazurach, Podlasiu i północy Lubelskiego.

Poniedziałek ciepły i słoneczny

Jutrzejszy dzień będzie słoneczny, w wielu miejscach na południu i w centrum przez większą część dnia bezchmurnie. Jedynie od Suwalszczyzny po Mazury, Warmię, Żuławy, wschodnie Kaszuby pojawi się cień szansy- 10-30% na lokalny przelotny deszcz do 1-4 mm.

Wiatr na Dolnym Śląsku słaby, chwilami bezwietrznie. Na zachodzie powieje słabo z południa. Nad resztą kraju wiatr umiarkowany z północnego zachodu zwiększający odczucie chłodu w miejscach zacienionych.

radar opadów- na żywo https://radar-opadow.pl/?radartype=cappi

Nowe techniki genomowe to nie GMO. Unia otwiera drzwi dla nożyczek genetycznych [ANALIZA]

0
Nowe techniki genomowe

Nowe techniki genomowe: Przez lata restrykcyjne unijne prawo zrównywało każdą ingerencję w genom z klasycznym GMO, skutecznie blokując europejską naukę i skazując rolników na technologiczną defensywę wobec USA czy Chin. Nadchodzące rozporządzenie w sprawie Nowych Technik Genomowych (NGT) radykalnie zmienia reguły gry. Czym różni się ta technologia od tradycyjnej inżynierii genetycznej i dlaczego kluczowa walka w Brukseli toczyła się o patenty?

Precyzja zamiast obcych genów

Klucz do zrozumienia rewolucji NGT leży w biologii. Klasyczne organizmy modyfikowane genetycznie (GMO) bazują na transgenezie – do genomu rośliny wprowadza się obcy materiał genetyczny, często pochodzący od zupełnie innego gatunku (np. gen bakterii do kukurydzy MON 810). Taka zmiana nie mogłaby zajść w naturze.

NGT – z flagową metodą „nożyczek genetycznych” CRISPR/Cas9 na czele – działa zupełnie inaczej. Pozwala na ultraprecyzyjną edycję własnego DNA rośliny w ściśle określonych miejscach. Poprzez ukierunkowaną mutagenezę lub cisgenezę (wprowadzanie genów z tego samego lub blisko spokrewnionego gatunku) hodowcy uzyskują dokładnie takie same efekty, jakie zachodzą w przyrodzie lub są wynikiem konwencjonalnej, wieloletniej hodowli.

Skrócenie czasu hodowli: Tradycyjne wyhodowanie odmiany odpornej na suszę czy konkretny patogen zajmuje nawet kilkanaście lat. Zastosowanie NGT skraca ten proces do zavedwie kilku lat, dając rolnikom natychmiastową odpowiedź na presję klimatyczną.

Dwie kategorie – dwa światy regulacyjne

Unijne rozporządzenie wprowadza twardy podział technologiczny, który determinuje drogę odmiany na rynek:

Cecha / WymógKategoria NGT 1Kategoria NGT 2
Zakres modyfikacjiMax 3 modyfikacje na sekwencję kodującą białko; łącznie max 20 na genom monoploidalny.Powyżej 20 modyfikacji w genomie.
Status rynkowyUznana za tożsamą z roślinami konwencjonalnymi.Traktowana jak klasyczne GMO.
Ocena ryzykaBrak konieczności przeprowadzania kosztownych procedur.Pełna, wieloletnia i droga ocena ryzyka zdrowotnego/środowiskowego.
Znakowanie żywności/paszBrak obowiązku. Znakowany wyłącznie materiał siewny.Obowiązkowe znakowanie na każdym etapie łańcucha dostaw.
Blokada krajowa (Opt-out)Brak możliwości wprowadzenia zakazu uprawy przez państwa członkowskie.Państwa członkowskie mogą zakazać uprawy na swoim terytorium.
Czerwona kartka za herbicydy

Projekt stawia sprawę jasno: rośliny, które w wyniku edycji genomu uzyskają cechę tolerancji na herbicydy lub będą produkować znane białka owadobójcze, automatycznie trafiają do rygorystycznej kategorii NGT 2, niezależnie od liczby wprowadzonych zmian.

Problem laboratoryjnego „kamuflażu”

Zrównanie NGT 1 z hodowlą konwencjonalną wywołało potężne spory o znakowanie gotowej żywności. Przeciwnicy technologii domagali się etykietowania produktów. Finałowy kompromis odrzucił ten pomysł z powodów czysto technicznych.

Ponieważ rośliny NGT 1 nie zawierają obcego DNA, nie da się ich odróżnić w badaniach laboratoryjnych od odmian tradycyjnych. Służby kontrolne nie miałyby żadnych narzędzi analitycznych do weryfikacji takich deklaracji na opakowaniach mąki czy chleba – system musiałby bazować wyłącznie na papierowych oświadczeniach producentów.

Sukces polskiej prezydencji: Wojna o patenty i hodowców

Początkowe stanowisko polskiego rządu wobec propozycji Komisji Europejskiej było negatywne. Zwrot nastąpił po rewizji projektu w trakcie polskiej prezydencji w Radzie UE. Warszawa położyła nacisk na kwestię, która spędzała sen z powiek mniejszym firmom hodowlanym: zagrożenie monopolem patentowym.

Wielkie koncerny biotechnologiczne, będące właścicielami patentów na technologię CRISPR/Cas9, mogłyby poprzez wysokie opłaty licencyjne całkowicie zablokować dostęp do materiałów wyjściowych dla krajowych hodowców, monopolizując rynek nasienny. Dzięki polskim poprawkom do ostatecznego kompromisu wprowadzono bezpieczniki:

  1. Pełna jawność: Informacje o ochronie patentowej danej rośliny NGT 1 oraz deklaracja o chęci udzielania licencji na sprawiedliwych zasadach będą publicznie dostępne w unijnej bazie danych.
  2. Kodeks Postępowania: Powstanie dobrowolny mechanizm monitorujący i obligujący gigantów nasiennych do przystępowania do platform licencyjnych.
  3. Bat legislacyjny: Powołano grupę ekspertów do oceny wpływu patentów na rynek. Jeśli analizy wykażą negatywny wpływ na konkurencyjność mniejszych hodowców, Komisja Europejska będzie zmuszona do pilnej zmiany prawa własności intelektualnej.

W efekcie tych zapisów, w zaktualizowanym stanowisku rząd w Warszawie poparł projekt NGT, chroniąc jednocześnie strukturę polskiego sektora nasiennego.

Co z rolnictwem ekologicznym?

Kompromis unijny w pełni chroni sektor ekologiczny (Ökolandbau), wprowadzając całkowity zakaz stosowania roślin NGT (zarówno kategorii 1, jak i 2) w produkcji eko. Certyfikowany materiał siewny NGT 1 będzie wyraźnie oznakowany, by rolnicy ekologiczni mogli go świadomie unikać.

Jednocześnie prawo zdejmuje z rolników ekologicznych jakąkolwiek odpowiedzialność finansową i prawną w przypadku niezamierzonej lub technicznie nieuniknionej obecności pyłku czy ziarna NGT 1 w ich uprawach. Taka przypadkowa domieszka nie będzie skutkować utratą certyfikatu ekologicznego gospodarstwa.

Kiedy nowe odmiany trafią na polskie pola?

Unijny harmonogram zakłada, że po formalnych głosowaniach w Parlamencie Europejskim i Radzie, wdrożenie przepisów oraz wypracowanie szczegółowych aktów wykonawczych zajmie 24 miesiące. Nowe ramy prawne wejdą w życie w połowie 2028 roku.

Wtedy unijni hodowcy legalnie ruszą z komercyjną edycją roślin, by dogonić rynki globalne, na których od dawna funkcjonuje już m.in. soja o ulepszonym profilu kwasowym czy pomidory o podwyższonej zawartości substancji prozdrowotnych.

Źródła:

  • Komunikat i materiały legislacyjne Rady Unii Europejskiej oraz Komisji Europejskiej (Projekt rozporządzenia PE i Rady ws. roślin uzyskiwanych za pomocą niektórych nowych technik genomowych).
  • Oficjalne stanowisko rządu RP z dnia 26 czerwca 2025 r. (Aktualizacja stanowiska Rządu ws. projektu rozporządzenia NGT).
  • Raporty i analizy unijnych organizacji rolniczych Copa-Cogeca oraz agencji transgen.de.

Drony w rolnictwie: Autonomiczny zbiór owoców w Brazylii

0
Dron do zbioru owoców
Tevel Aerobotics Technologies drone fruit picking apple orange. Źródło: www.tevel-tech.com

Drony w rolnictwie: Choć bezzałogowe statki powietrzne kojarzą się współcześnie przede wszystkim z operacjami militarnymi, ich cywilny potencjał rozwija się w zawrotnym tempie. To właśnie drony w rolnictwie stają się jednym z najważniejszych filarów trzeciej rewolucji agrotechnicznej. Od teledetekcji, przez precyzyjne opryski, aż po całkowicie autonomiczny zbiór owoców – technologie rolnictwa precyzyjnego zmieniają oblicze współczesnej produkcji żywności.

W powszechnej świadomości medialnej drony utożsamiane są najczęściej z nowoczesnym polem walki, gdzie pełnią funkcje zwiadowcze oraz uderzeniowe. Jednak sektor cywilny od lat adaptuje te zaawansowane maszyny do celów diametralnie innych – budujących, a nie niszczących. Bezzałogowce doskonale sprawdzają się w geodezji, ratownictwie górskim, monitorowaniu infrastruktury krytycznej oraz w kinematografii.

Prawdziwy przełom dokonuje się jednak na obszarach wiejskich. Wykorzystując drony w rolnictwie, producenci zyskują narzędzie, które pozwala optymalizować koszty, oszczędzać zasoby wodne i chemiczne oraz uniezależnić się od kaprysów rynku pracy.

Czytaj również:

Znane oblicza agro-dronów: Teledetekcja i precyzyjne opryski

Dotychczasowa obecność bezzałogowców na polach uprawnych opierała się głównie na dwóch segmentach:

  • Monitoring (Teledetekcja): Zaawansowana analiza upraw za pomocą kamer multispektralnych. Maszyny unoszące się nad setkami hektarów zbierają dane o indeksie wegetacji (np. NDVI), wykrywając ogniska chorobowe, niedobory azotu czy stopień zachwaszczenia na długo przed tym, nim zmiany staną się widoczne dla ludzkiego oka.
  • Drony opryskowe: Wyposażone w pojemne zbiorniki i dysze atomizujące, potrafią precyzyjnie aplikować środki ochrony roślin lub nawozy dolistne w trudnodostępnych miejscach – na podmokłych terenach, stromych stokach czy w wysokich uprawach kukurydzy, gdzie tradycyjny ciągnik zniszczyłby rośliny.

Nowy etap: Autonomiczny zbiór owoców w Brazylii

Dzisiejsza technologia idzie jednak o krok dalej, przenosząc drony z otwartych pól bezpośrednio w głąb wielkich sadów. Wyrazem tej ewolucji są ostatnie wydarzenia w Ameryce Południowej. Brazylijskie plantacje cytrusów stały się głównym poligonem doświadczalnym dla izraelskiego startupu Tevel, który przy współpracy z lokalnym partnerem Dal Tecnologia, wdrożył do komercyjnego użytku system autonomicznych „aero-robotów” zbierających jabłka i pomarańcze.

System ten bazuje na unikalnej konstrukcji hybrydowej. Drony połączone są specjalnymi kablami z mobilną platformą naziemną, co gwarantuje im nieprzerwane zasilanie i pozwala na ciągłą pracę przez całą dobę (24/7), eliminując największą wadę urządzeń bateryjnych. Wykorzystując zaawansowane algorytmy sztucznej inteligencji, kamery HD i sensory optyczne, maszyny oceniają wielkość, kolor oraz dojrzałość każdego owocu.

Zerwanie następuje za pomocą:

  • Dedykowanych ramion z gumowymi przyssawkami – stosowanych dla owoców deserowych, przeznaczonych do bezpośredniej sprzedaży,
  • Precyzyjnych ostrzy odcinających szypułkę – w przypadku owoców przeznaczonych do produkcji soków.

Przełamywanie barier agrotechnicznych

Wdrożenie systemów latających zbieraczy pozwala rozwiązać kluczowy problem strukturalny sadownictwa. Aby ułatwić ludziom zbiór z drabin, plantatorzy tradycyjnie przycinali korony drzew do wysokości 3,5–4 metrów. Drony bez problemu operują na dowolnej wysokości, co pozwala rolnikom zrezygnować z radykalnego cięcia i pozwolić drzewom rosnąc wyżej. Efektem jest naturalny wzrost produktywności i wyższy plon z każdego hektara uprawy.

Odpowiedź na kryzys siły roboczej

Jak zaznacza Alexandre Luche, dyrektor operacyjny Dal Tecnologia, technologia ta nie ma na celu całkowitego wyparcia człowieka, ale jest bezpośrednią odpowiedzią na drastyczny brak rąk do pracy sezonowej. Brazylia, będąca światowym potentatem w eksporcie soku pomarańczowego, mierzy się z potężnym kryzysem demograficznym na obszarach wiejskich – młode pokolenie unika ciężkiej, fizycznej pracy na drabinach.

Jeden dron potrzebuje około 12 sekund na zerwanie owocu. System składający się z sześciu jednostek, pracujący bez przerwy w trybie dzień-noc, jest w stanie zrekompensować niedobory kadrowe i zabezpieczyć plon przed zmarnowaniem.

Po udanych testach na plantacjach pomarańczy i jabłoni, inżynierowie pracują nad kalibracją algorytmów dla kolejnych upraw, takich jak gruszki, brzoskwinie oraz guawa. Każdy gatunek wymaga indywidualnego podejścia ze względu na inną specyfikę delikatnej skórki owoców.

Przegląd technologii bezzałogowych w gospodarstwie

Zastosowanie dronaKluczowa funkcja w rolnictwieGłówna zaleta operacyjna
Monitoring (Teledetekcja)Analiza spektralna, mapowanie zachwaszczenia i choróbWczesne wykrywanie anomalii na dużych obszarach
Opryski i NawożeniePrecyzyjna aplikacja cieczy roboczej z powietrzaBrak ugniatania gleby, praca w trudnym terenie
Zbiór Owoców (FAR)Autonomiczne zrywanie pomarańczy i jabłek (AI + przyssawki)Praca ciągła 24/7, zbiór z wysokich partii koron

Doświadczenia płynące z Ameryki Południowej pokazują, że drony w rolnictwie przestały być jedynie techniczną nowinką służącą do robienia zdjęć poglądowych. Stają się one pełnoprawnymi, autonomicznymi maszynami roboczymi. Choć inwestycje w tego typu technologie wymagają znacznych nakładów, to w obliczu rosnących kosztów pracy i presji klimatycznej, bezzałogowe systemy powietrzne już wkrótce mogą stać się powszechnym widokiem również na europejskich i polskich polach oraz w sadach.

Opracowanie własne na podstawie materiałów informacyjnych firm Tevel Aerobotics Technologies i Dal Tecnologia oraz doniesień branżowych portali AgroReview, Globo Rural i Future Farming.

Ukraiński korytarz morski pobił barierę 200 mln ton. Jak czarnomorskie porty dyktują ceny zbóż?

0
Zboże z Ukrainy

Ukraiński korytarz morski osiągnął właśnie historyczny kamień milowy, który diametralnie wpływa na globalną architekturę handlu rolniczego. Jak poinformował wicepremier ds. odbudowy Ołeksij Kuleba, od początku funkcjonowania tego szlaku przewieziono nim ponad 200 milionów ton ładunków. Co kluczowe dla globalnego układu sił w agrobusinesie, lwią część tego wolumenu – aż 118 milionów ton – stanowiło ukraińskie ziarno.

Dane te pokazują niesamowitą odporność tamtejszego sektora logistycznego, jednak za twardymi liczbami kryje się dramatyczna rzeczywistość oraz strategiczna rola trzech kluczowych portów głębokowodnych.

Przeczytaj również:

Wielka Odessa: Serce czarnomorskiej logistyki

Sukces, jaki osiągnął ukraiński korytarz morski, opiera się niemal w całości na infrastrukturze Wielkiej Odessy, czyli trzech potężnych portach: Czarnomorsk, Odessa oraz Jużnyj (Piwdennyj). Przed pełnoskalową wojną to tędy uchodziła większość produkcji agro. Gdy Rosja zablokowała te korytarze, ukraiński eksport został sparaliżowany.

Uruchomienie przez Ukrainę własnego, jednostronnego szlaku w drugiej połowie 2023 roku pozwoliło na powrót do masowej wysyłki dużymi masowcami typu Panamax. To z kolei przywróciło pełną przepustowość logistyczną i zdjęło presję z alternatywnych dróg.

Od kryzysu na polskim rynku do globalnego złamania cen

Z perspektywy polskiego rolnika ewolucja tego szlaku ma znaczenie fundamentalne. Warto przypomnieć sytuację z lat 2022–2023, gdy porty Wielkiej Odessy były zablokowane. To właśnie wtedy, z powodu braku drożności kanałów morskich, ukraińskie zboże zaczęło masowo płynąć szlakami lądowymi do Europy Środkowej, dosłownie zalewając polski rynek. Wywołało to potężny kryzys nadpodażowy w kraju, drastyczny spadek cen w punktach skupu oraz destabilizację nastrojów, której skutki odczuwaliśmy przez długie miesiące.

Z kolei na poziomie globalnym, zablokowanie czarnomorskich portów wywołało panikę i wywindowało ceny pszenicy oraz kukurydzy na MATIF i CBOT do historycznych maksimów. Dopiero uruchomienie i późniejsze systematyczne udrażnianie eksportu drogą morską – czego zwieńczeniem jest dzisiejszy ukraiński korytarz morski – stało się bezpośrednim punktem zwrotnym. Przekierowanie strumienia ziarna z powrotem na głęboką wodę zapoczątkowało długoterminowy trend spadkowy na światowych giełdach i odciążyło granice lądowe UE.

Logistyka pod ostrzałem: Ponad 500 ataków w jeden miesiąc

Dziś ukraiński korytarz morski funkcjonuje w warunkach permanentnego zagrożenia militarnego. Z danych ministerstwa wynika, że:

  • Tylko w kwietniu tego roku odnotowano ponad 500 ataków dronami na infrastrukturę logistyczną.
  • Ukraińskie porty były bombardowane niemal co drugi dzień.
  • Od początku pełnoskalowego konfliktu uszkodzonych lub zniszczonych zostało 935 obiektów portowych, ucierpiało 191 cywilnych statków.

Mimo tak ekstremalnych warunków, dynamika wywozu wciąż rośnie. W okresie od stycznia do kwietnia 2026 roku porty obsłużyły blisko 35 milionów ton ładunków. Podstawą tego sukcesu pozostają zboża – w pierwszych czterech miesiącach tego roku wyeksportowano drogą morską 16 milionów ton ziarna (+7% r/r).

Presja żniwna vs. perspektywy na II część sezonu: Czy czeka nas odbicie?

Obecnie na rynkach światowych zaczyna rozdawać karty klasyczna, sezonowa presja rozpoczynających się żniw na półkuli północnej. Wchodzący na rynek nowy plon tradycyjnie stymuluje podaż i krótkoterminowo hamuje zapędy byków na giełdach. To właśnie ten czynnik, w połączeniu ze stałą drożnością Wielkiej Odessy, trzyma chwilowo ceny w ryzach.

Jednak w szerszym horyzoncie czasowym układ sił może ulec zmianie. Kluczem do odbicia cenowego stają się fundamentalne prognozy produkcyjne na drugą część sezonu.

Scenariusz wzrostowy: Gdzie szukać szans?

Jeśli wstępne, ostrożne szacunki dotyczące mniejszej światowej produkcji zbóż zaczną się potwierdzać lub prognozy zbiorów będą dalej rewidowane w dół, presja żniwna szybko ustąpi miejsca obawom o bilans:

  1. Topnienie globalnego bufora: Niższa globalna produkcja w bieżącym cyklu zmusi rynek do mocniejszego uszczuplenia zapasów końcowych. Niższy wskaźnik zapasów do zużycia (stocks-to-use ratio) zawsze działa jak zapalnik dla funduszy spekulacyjnych do gry na wzrosty.
  2. Efekt „drugiej połowy sezonu”: Gdy pierwsze uderzenie pożniwnej podaży zostanie zaabsorbowane, uwaga handlowców przeniesie się na rzeczywistą dostępność ziarna wysokiej jakości. Importerzy, którzy teraz wstrzymują się z zakupami licząc na tanie ziarno, będą musieli wejść na rynek agresywniej.
  3. Większa wrażliwość na ryzyka: Przy napiętym bilansie światowym, rynek będzie znacznie bardziej podatny na anomalie pogodowe czy kolejne zawirowania logistyczne w basenie Morza Czarnego.

Podsumowanie dla producentów

Obecna stabilizacja lub lokalne spadki cen pod dyktando ryczących na polach kombajnów to standardowy mechanizm rynkowy. Jednak fundamentalne perspektywy długoterminowe niosą ze sobą spory potencjał pro-wzrostowy.

Dla gospodarstw kluczowa w tym sezonie może okazać się elastyczność sprzedaży – przetrzymanie ziarna przez okres największego pożniwnego dołka i poczekanie na weryfikację globalnych zbiorów w drugiej połowie sezonu może przynieść znacznie lepsze marże, o ile prognozy o mniejszej światowej produkcji znajdą odzwierciedlenie w ostatecznych raportach giełdowych.

Wymyślił zbroję dla owiec. Organizacje prozwierzęce są oburzone

0

Nietypowy wynalazek z Austrii wywołał gorącą debatę na temat ochrony zwierząt i walki z atakami wilków. Przedsiębiorca z Karyntii opracował specjalny kombinezon z kolcami, który ma chronić owce przed drapieżnikami. Pomysł, który według autora miał pomóc w pokojowym współistnieniu wilków i zwierząt gospodarskich, doprowadził jednak do wszczęcia postępowania przez władze.

Kolczasta ochrona dla owiec

Autorem projektu jest Rudolf Schaubach z Villach. Opracowany przez niego kombinezon osłania znaczną część ciała owcy i wyposażony jest w kolce skierowane na zewnątrz. Jego zadaniem ma być ograniczenie ryzyka śmiertelnych obrażeń podczas ataku wilka.

Wynalazca przekonuje, że szukał praktycznego rozwiązania problemu, który staje się coraz bardziej odczuwalny w regionach, gdzie liczba wilków systematycznie rośnie.

  • Musi istnieć sposób, aby oba gatunki mogły żyć swobodnie – podkreślił Schaubach.

Sprawą zajęły się władze

Pomysł szybko wzbudził zainteresowanie organizacji zajmujących się ochroną zwierząt. Do władz wpłynęła skarga dotycząca możliwego naruszenia przepisów o dobrostanie zwierząt.

Według doniesień anonimowy autor wiadomości przesłanej do Wiedeńskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt opisał sytuację jako formę znęcania się nad zwierzętami. W zgłoszeniu wskazano, że owca została umieszczona w konstrukcji przypominającej siatkę z drutu kolczastego, aby uchronić ją przed wilkami.

Po otrzymaniu informacji organizacja zwróciła się o wszczęcie postępowania administracyjnego i zbadanie wpływu takiego zabezpieczenia na zwierzęta.

Ochrona przed wilkami czy zagrożenie dla owiec?

Przedmiotem dochodzenia jest przede wszystkim ocena, czy zastosowanie kolczastego kombinezonu nie powoduje cierpienia lub dyskomfortu u samych owiec. Organizacje prozwierzęce domagają się dokładnej analizy skutków stosowania tego rozwiązania, a także rozważenia zakazu jego używania.

Sprawa pokazuje, jak trudnym wyzwaniem pozostaje pogodzenie ochrony stad z obecnością wilków. W wielu regionach Europy rosnąca liczba drapieżników prowadzi do coraz częstszych sporów pomiędzy hodowcami, ekologami i organizacjami zajmującymi się dobrostanem zwierząt.

Wynalazca nie zamierza rezygnować z projektu

Mimo kontrowersji Rudolf Schaubach uważa, że jego pomysł może pomóc hodowcom ograniczyć straty powodowane przez wilki. Jak podkreśla, nad projektem pracował przez kilka lat, a sam kombinezon ma być dalej rozwijany z uwzględnieniem dobrostanu zwierząt.

To właśnie przyszłe badania i decyzje władz pokażą, czy kolczasta zbroja dla owiec stanie się nowym sposobem ochrony stad, czy też zostanie uznana za rozwiązanie niezgodne z przepisami dotyczącymi ochrony zwierząt.

Po deszczach rolnicy patrzą na liście pszenicy. Nie każda plama oznacza konieczność oprysku

0
Kondycja pszenicy we Francji pogarsza się
Kondycja pszenicy we Francji pogarsza się

Ostatnie deszcze i ostrzeżenia płynące z branży rolniczej sprawiły, że wielu producentów pszenicy ozimej zaczęło dokładnie przyglądać się swoim plantacjom. Na wielu polach pojawiły się przebarwienia i plamy na liściach, które mogą przypominać objawy chorób grzybowych.

Eksperci uspokajają jednak, że w wielu przypadkach nie ma powodów do natychmiastowego wykonywania zabiegów fungicydowych. Według doradców skala zagrożenia najgroźniejszymi chorobami liści pozostaje obecnie stosunkowo niewielka.

Czym są plamy i dlaczego nie warto ich mylić z chorobą?

W tym sezonie szczególnie często obserwowane są tzw. fizjologiczne plamy liści. Występują one na wielu plantacjach i bywają mylone z objawami infekcji grzybowych.

W rzeczywistości nie są one wywoływane przez patogeny. To efekt stresu roślin spowodowanego między innymi gwałtownymi zmianami temperatur, silnym nasłonecznieniem czy niestabilnymi warunkami pogodowymi.

To ważna informacja dla rolników, ponieważ fungicydy nie zwalczają tego rodzaju uszkodzeń. Z tego powodu specjaliści odradzają wykonywanie oprysków wyłącznie na podstawie występowania plam. Kluczowe znaczenie ma potwierdzenie obecności chorób takich jak septorioza, rdza czy mączniak prawdziwy.

Kiedy można jeszcze poczekać z fungicydem?

Monitoring prowadzony na plantacjach wskazuje, że przypadki septoriozy liści są obecnie nieliczne i najczęściej dotyczą dolnych partii roślin. Poziom porażenia pozostaje stosunkowo niski, dlatego rozwój choroby po ostatnich opadach może być ograniczony.

W łanach, gdzie liść flagowy rozwinął się dopiero po deszczach, wykonanie końcowego zabiegu fungicydowego można w niektórych przypadkach odłożyć. Nie oznacza to jednak rezygnacji z obserwacji pola. Regularne lustracje pozostają podstawą podejmowania właściwych decyzji.

Fusarium staje się największym zagrożeniem podczas kwitnienia

Wraz ze wzrostem temperatur coraz większą uwagę należy poświęcić fuzariozie kłosów. Największe zagrożenie pojawia się wtedy, gdy w okresie kwitnienia pszenicy występują temperatury od 16 do 25 stopni Celsjusza połączone z opadami deszczu. To właśnie w czasie kwitnienia grzyb może infekować otwarte kłoski i powodować poważne straty jakościowe oraz ilościowe.

Które plantacje są najbardziej zagrożone?

Ryzyko wystąpienia Fusarium znacząco wzrasta na polach, gdzie wcześniej uprawiano kukurydzę lub buraki cukrowe. Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym infekcji są podatne odmiany oraz technologie uprawy pozostawiające dużą ilość resztek pożniwnych na powierzchni gleby.

W takich warunkach rośnie nie tylko ryzyko porażenia kłosów, ale również wystąpienia mikotoksyn w zebranym ziarnie.

Termin zabiegu ma kluczowe znaczenie

Skuteczność ochrony przed Fusarium w dużej mierze zależy od odpowiedniego terminu wykonania oprysku. Najlepsze efekty uzyskuje się na początku lub w połowie kwitnienia.

Zabieg powinien zostać wykonany krótko przed infekcją lub maksymalnie kilka dni po jej wystąpieniu. Spóźniona reakcja znacząco obniża skuteczność ochrony.

Liczy się nie tylko preparat, ale również technika oprysku

Doradcy zwracają uwagę, że równie ważna jak dobór środka jest technika jego aplikacji. Do ochrony kłosów zalecane są dysze drobnokropliste, najlepiej podwójne płaskostrumieniowe, które zapewniają dokładne pokrycie roślin cieczą roboczą.

Skuteczność zabiegu zwiększa także wysoka wilgotność powietrza oraz wykonywanie oprysków w godzinach porannych.

Warto obserwować także mączniaka i rdzę brunatną

Oprócz fuzariozy rolnicy powinni zwracać uwagę na rozwój mączniaka prawdziwego i rdzy brunatnej. Pierwsze objawy tych chorób są już widoczne na niektórych podatnych odmianach, szczególnie na górnych liściach.

W takich sytuacjach standardowy zabieg może okazać się niewystarczający i konieczne będzie rozszerzenie ochrony o preparaty skuteczne przeciwko konkretnym patogenom.

Nie każde przebarwienie oznacza konieczność oprysku

Eksperci podkreślają, że każda decyzja o wykonaniu zabiegu powinna być poprzedzona oceną rzeczywistego zagrożenia. Nie wszystkie plamy na liściach przekładają się na straty plonu i nie każde przebarwienie wymaga natychmiastowej interwencji.

Regularny monitoring plantacji i właściwe określenie momentu zabiegu pozwalają ograniczyć koszty ochrony, a jednocześnie skutecznie zabezpieczyć plon oraz jego jakość.