120 tysięcy bydła rocznie z jednej farmy! W Brazylii powstaje megakompleks eksportowy

0

Brazylia rzuca rękawicę globalnemu rynkowi wołowiny i żywego bydła. W południowej części kraju powstaje ultranowoczesny, gigantyczny punkt przeładunkowy (tzw. feedlot) o powierzchni liczonej w hektarach i kilometrach koryt paszowych. Inwestycja Fazenda Sentinela ma stać się strategiczną bramą eksportową na Bliski Wschód. Co to oznacza dla globalnego handlu i europejskich producentów żywca?

Nowy wymiar agrobiznesu: 120 000 sztuk bydła rocznie

W stanie Rio Grande do Sul realizowany jest projekt, który wyznacza nowe, globalne standardy w logistyce i eksporcie zwierząt. Fazenda Sentinela, bo o niej mowa, to potężny kompleks o łącznej powierzchni blisko 158 hektarów. Sercem inwestycji jest obszar 45 hektarów przeznaczony stricte pod infrastrukturę kwarantannową oraz intensywny opas (feedlot).

Skala przedsięwzięcia budzi podziw i zaniepokojenie konkurentów na całym świecie:

  • Jednorazowa obsada obiektu może wynieść nawet 22 000 sztuk bydła.
  • Docelowa przepustowość centrum ma pozwolić na eksport do 120 000 zwierząt rocznie.
  • Koszt inwestycji szacuje się na około 4,6 miliona euro (ok. 20 mln zł).

Kluczem do sukcesu projektu jest jego perfekcyjna lokalizacja. Fazenda powstała w bezpośrednim sąsiedztwie drogi federalnej, zaledwie 100 kilometrów od strategicznego portu Rio Grande. Stamtąd gigantyczne statki transportowe będą przewozić bydło do krajów docelowych.

Logistyczna maszyna i rygorystyczne procedury

Fazenda Sentinela będzie pełniła funkcję gigantycznej stacji buforowej. Zwierzęta zwożone z różnych regionów Brazylii przejdą tutaj proces selekcji, kontroli weterynaryjnej i przygotowania do zamorskiej podróży.

Infrastruktura techniczna obiektu została zaprojektowana z myślą o maksymalnej przepustowości. Na terenie gospodarstwa wybudowano 110 sektorów oczekiwania i przepędu, zaawansowane centra załadunkowe, zadaszone wiaty oraz – co najbardziej obrazuje skalę – kilometry zautomatyzowanych koryt paszowych.

Wyzwanie logistyczne: Podróż morska na Bliski Wschód (głównie do Arabii Saudyjskiej i Turcji) trwa nierzadko do 30 dni. Aby zwierzęta zniosły transport w dobrej kondycji, na terenie bazy przechodzą rygorystyczną kwarantannę.

Inwestorzy musieli również sprostać wymaganiom środowiskowym. Obiekt został wyposażony we własne, niezależne systemy poboru i uzdatniania wody oraz rozbudowany kompleks lagun retencyjnych do oczyszczania ścieków i zagospodarowania odchodów.

Brazylia umacnia pozycję lidera. Co to oznacza dla Europy?

Wybór stanu Rio Grande do Sul na lokalizację tej megainwestycji nie był przypadkowy. Region ten cieszy się bardzo wysokim statusem epizootycznym (zdrowotnym), co otwiera drzwi na rynki o najbardziej restrykcyjnych przepisach weterynaryjnych.

Podczas gdy Unia Europejska nakłada na swoich rolników kolejne obostrzenia w ramach Zielonego Ładu i debatuje nad ograniczeniem lub całkowitym zakazem długodystansowego transportu żywych zwierząt, Ameryka Południowa idzie w zupełnie innym kierunku. Brazylia bezwzględnie wykorzystuje rosnący popyt na żywiec wołowy w krajach arabskich i Turcji, inwestując miliony w infrastrukturę, która obniża koszty jednostkowe i przyspiesza logistykę.

Dla lokalnej społeczności projekt oznacza dziesiątki nowych miejsc pracy oraz potężne dotacje rządowe na modernizację okolicznych dróg. Dla globalnego rynku – kolejny krok w stronę dominacji Brazylii.

Co o tym sądzicie?

źródło: agrarheute

Kryzys na rynku cukru uderza w plantatorów. Pfeifer & Langen ucina kontrakty

0

Trudna sytuacja na europejskim i światowym rynku cukru zaczyna bezpośrednio uderzać w producentów rolnych. Niemiecki koncern cukrowy Pfeifer & Langen podjął radykalną decyzję o drastycznym ograniczeniu przerobu buraków cukrowych w nadchodzącym sezonie. Najmocniej ucierpią plantatorzy powiązani z cukrownią w Lage, z których wielu z dnia na dzień straciło możliwość zbytu swoich plonów. To potężny cios w stabilność gospodarstw i dotychczasowe płodozmiany.

Nagłe wypowiedzenie umów i zaskoczenie plantatorów

Decyzja zarządu koncernu z Kolonii wywołała ogromne poruszenie i masową dezinformację wśród rolników z Dolnej Saksonii i Nadrenii Północnej-Westfalii. Jak donosi portal agrarheute, ponad 80 gospodarstw gospodarujących łącznie na powierzchni około 1200 hektarów buraków cukrowych nie otrzyma ofert nowych umów kontraktacyjnych na kolejny rok.

Dla wielu plantatorów informacja ta była kompletnym zaskoczeniem. Tegoroczne zasiewy buraków cukrowych przeprowadzili wiosną w dobrej wierze, nie mając pojęcia, że to ich ostatni sezon współpracy z cukrownią.

Rentowność i koszty transportu na cenzurowanym

Oficjalnym powodem tak drastycznych kroków są względy ekonomiczne. W oficjalnym komunikacie skierowanym do rolników Pfeifer & Langen tłumaczy, że dalsze utrzymywanie relacji dostawczych z niektórymi regionami jest „ekonomicznie nieuzasadnione”.

Redukcja kontraktacji dotyka przede wszystkim gospodarstwa położone w tzw. regionach peryferyjnych (brzeżnych) obszaru dostaw cukrowni Lage. Niektóre z tych pól oddalone są od zakładu przetwórczego o ponad 100 kilometrów. Przy stale rosnących kosztach logistyki i transportu, a także niskich cenach cukru, koncern zdecydował się na optymalizację geograficzną swoich dostawców.

Fala krytyki za styl komunikacji

Rolnicy nie kryją oburzenia sposobem, w jaki potraktował ich koncern. Krytyka dotyczy przede wszystkim braku dialogu i partnerskich relacji. Już w bieżącym sezonie Pfeifer & Langen zredukował powierzchnię upraw wokół cukrowni Lage o około 10 procent, a w przyszłym roku planuje kolejne cięcia o tej samej skali.

Cukrownia w Lage zostaje, ale zasady się zmienią

Związek Plantatorów Buraka Cukrowego w regionie Lippe-Weser prowadzi obecnie intensywne negocjacje z koncernem na temat przyszłych warunków kontraktacji na lata 2027–2029. Warto przypomnieć, że na 2026 rok, ze względu na zawirowania rynkowe, rolnicy otrzymali jedynie umowy roczne.

Pfeifer & Langen zapewnia, że sam zakład produkcyjny w Lage nie jest zagrożony likwidacją. Niemniej jednak, drastyczny wzrost kosztów własnych oraz trudna sytuacja na globalnym rynku cukru zmuszają firmę do radykalnej „korekty obszarów dostaw”. Podobne plany redukcji, choć oparte na dobrowolnych ograniczeniach ze strony rolników, przewidziane są także dla rejonu Nadrenii.

Problem z płodozmianem i brak alternatyw

Dla poszkodowanych gospodarstw decyzja cukrowni to poważny problem agrotechniczny i finansowy. Burak cukrowy od lat stanowił dochodową i stabilną roślinę okopową w płodozmianie. Rolnicy muszą teraz na nowo zaplanować strukturę zasiewów, co w tamtejszych realiach gospodarczych nie jest łatwe.

Regiony północno-zachodnich Niemiec charakteryzują się silnie rozwiniętą produkcją zwierzęcą i bardzo wysokimi czynszami dzierżawnymi. Znalezienie alternatywnej uprawy, która zapewni odpowiednią dochodowość i pozwoli pokryć koszty stałe, graniczy z cudem. Z kolei na zwiększenie obsady zwierząt rolnicy nie mają szans ze względu na restrykcyjne przepisy budowlane i brak pozwoleń na nowe chlewnie czy obory.

Co to oznacza dla polskich rolników?

Sytuacja za naszą zachodnią granicą to wyraźny sygnał ostrzegawczy dla całego europejskiego sektora cukrowniczego. Presja kosztowa, wysokie ceny energii i transportu oraz wahania cen gotowego cukru na giełdach odbijają się rykoszetem na najsłabszym ogniwie łańcucha – producencie rolnym.

Czy polscy plantatorzy zakontraktowani w Krajowej Grupie Spożywczej czy u prywatnych producentów (w tym w polskich oddziałach Pfeifer & Langen) również powinni obawiać się optymalizacji rejonów plantatorskich? Będziemy na bieżąco monitorować tę sytuację.

A jak wyglądają Wasze relacje z cukrowniami w tym sezonie? Czy zauważacie sygnały świadczące o chęci ograniczania rejonów dostaw przez cukrownie w Polsce? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach!

źródło: agrarheute.com

Wsparcie dla sadowników po przymrozkach: KE odkłada decyzję do jesieni

0

Polscy sadownicy poszkodowani przez katastrofalne, kwietniowe przymrozki będą musieli uzbroić się w cierpliwość. Komisja Europejska oficjalnie potwierdziła, że polski wniosek o uruchomienie środków z unijnej rezerwy kryzysowej nie zostanie rozpatrzony w trybie natychmiastowym. Bruksela zakwalifikowała polskie dokumenty do tzw. pakietu jesiennego. Co to oznacza dla gospodarstw, w których straty w uprawach sadowniczych sięgają 100%? Sprawdzamy szczegóły nowej procedury unijnej.

Nowa procedura KE: Koniec z zasadą „kto pierwszy, ten lepszy”

Wniosek o nadzwyczajne wsparcie dla sektora ogrodniczego został wysłany przez polskie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi 7 maja. Była to bezpośrednia odpowiedź na dramatyczną sytuację w wielu regionach kraju, gdzie spadki temperatur dochodzące do -10°C zniszczyły zawiązki owoców i kwiaty. W wielu gospodarstwach straty w uprawach sadowniczych oszacowano na 90 do 100%.

Choć Bruksela potwierdziła otrzymanie dokumentów i zadeklarowała pełną świadomość powagi sytuacji, to polski wniosek trafił na urzędniczą barierę wynikającą z nowej strategii unijnej.

Rzeczniczka KE, Louise Bogey, poinformowała, że rozpatrywanie wniosków będzie odbywało się według nowej metodologii przedstawionej przez komisarza ds. rolnictwa, Christophe’a Hansena. Zamiast natychmiastowej reakcji na pojedyncze klęski żywiołowe, Komisja Europejska wprowadza systemowy podział prac na dwa bloki rocznie:

  • Pakiet wiosenny
  • Pakiet jesienny

„Każdy wniosek, który wpływa teraz, zostanie rozpatrzony w ramach pakietu jesiennego. Uwzględnia to również czas potrzebny na omówienie danych dotyczących skali wpływu klęsk z państwami członkowskimi” – przekazała rzeczniczka KE.

Unijna rezerwa kryzysowa mocno uszczuplona

Wprowadzenie sztywnych terminów ma zapobiec przedwczesnemu wyczerpaniu funduszy ratunkowych. Budżet unijnej rezerwy rolnej na 2026 rok wynosi 450 mln euro, jednak do dyspozycji państw członkowskich pozostało już tylko około 200 mln euro.

Zbiorcze rozpatrzenie wniosków dopiero jesienią ma pozwolić na sprawiedliwy podział pozostałych środków między wszystkie poszkodowane kraje. Polska nie jest bowiem jedynym poszkodowanym państwem – z podobnymi anomaliami pogodowymi i stratami w sadach mierzą się obecnie m.in. Czechy, Słowacja, Austria oraz Niemcy.

Kiedy realna pomoc trafi do gospodarstw?

Na tym etapie Komisja Europejska nie podaje konkretnych dat. Procedowanie polskiego wniosku ma charakter wstępny, a Warszawa musi teraz dostarczyć urzędnikom w Brukseli oficjalne i precyzyjne szacunki strat z terenów objętych przymrozkami.

Biorąc pod uwagę harmonogram pakietu jesiennego oraz czas potrzebny na procedury urzędnicze, fizyczny przelew środków z unijnej rezerwy kryzysowej do Warszawy nastąpi najwcześniej w grudniu 2026 roku lub na przełomie 2026 i 2027 roku.

Bruksela odsyła do budżetu krajowego: Czy będzie pomoc państwa?

Opóźnienie unijnych wypłat stawia producentów owoców w niezwykle trudnej sytuacji płynnościowej. Komisja Europejska doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego wprost sugeruje alternatywne rozwiązania. W oficjalnym komunikacie przypomniano, że państwa członkowskie posiadają mechanizmy pozwalające na szybsze reagowanie.

Do dyspozycji rządu pozostaje:

  • Większa elastyczność w ramach Krajowych Planów Strategicznych (możliwość przesunięcia niewykorzystanych funduszy unijnych na cele kryzysowe).
  • Krajowa pomoc publiczna (pomoc państwa) – czyli uruchomienie bezpośrednich rekompensat finansowanych bezpośrednio z budżetu krajowego.

Jeśli polscy sadownicy mają otrzymać wsparcie finansowe „na już”, kluczowe decyzje będą musiały zapaść w Warszawie, a nie w Brukseli.

źródło: RMF FM

SDF otwiera nowy oddział w RPA. Deutz-Fahr i SAME chcą mocniej wejść na afrykański rynek

0
SDF otwiera nowy oddział w RPA. Deutz-Fahr i SAME chcą mocniej wejść na afrykański rynek

SDF wzmacnia obecność w Afryce Subsaharyjskiej

Grupa SDF oficjalnie otworzyła nowy oddział handlowy w Republice Południowej Afryki. Nowa filia zlokalizowana została w Paarl, w prowincji Western Cape, niedaleko Kapsztadu. To ważny krok w dalszym rozwoju marek Deutz-Fahr, SAME i Gregoire na rynku afrykańskim.

Nowy oddział ma odpowiadać za rozwój działalności handlowej oraz wsparcie lokalnych partnerów i sieci dealerskiej w Republice Południowej Afryki. Firma podkreśla, że jest to element długoterminowej strategii związanej z rozwojem rolnictwa w regionie Afryki Subsaharyjskiej.

SDF stawia na rozwój rynku rolniczego w RPA

“Otwarcie filii handlowej SDF w RPA to dla naszej firmy ważny kamień milowy” – powiedział Lodovico Bussolati, CEO SDF. „To nasz drugi oddział w rejonie Afryki Subsaharyjskiej i dowód dużego zaangażowania w rozwój kontynentu, a także naszego dążenia do bycia integralną częścią rozwoju rolnictwa w RPA.”

Nowa spółka zależna – SDF South Africa (Pty) Ltd – ma przede wszystkim rozwijać lokalne partnerstwa oraz wzmacniać obecność marek należących do grupy. Producent chce być bliżej klientów końcowych i lepiej odpowiadać na potrzeby południowoafrykańskich gospodarstw.

Deutz-Fahr i SAME dostępne szerzej dla rolników

Wraz z otwarciem oddziału po raz pierwszy pełna gama produktów marek Deutz-Fahr i SAME będzie dostępna dla rolników w Republice Południowej Afryki poprzez lokalnych importerów i dealerów.

Oferta ma obejmować zarówno ciągniki i maszyny dla dużych gospodarstw areałowych, jak i rozwiązania przeznaczone do upraw specjalistycznych, sadownictwa czy produkcji winorośli. W strukturze sprzedażowej znalazły się również maszyny marki Gregoire, obejmujące m.in. kombajny i opryskiwacze.

SDF otwiera nowy oddział w RPA. Deutz-Fahr i SAME chcą mocniej wejść na afrykański rynek

SDF podkreśla, że południowoafrykański rynek charakteryzuje się bardzo dużym zróżnicowaniem produkcji rolnej, dlatego lokalna obecność ma pozwolić lepiej dopasować maszyny do konkretnych warunków uprawowych i poziomu mechanizacji gospodarstw.

Paarl strategiczną lokalizacją dla SDF

Wybór Paarl nie był przypadkowy. Region Western Cape jest jednym z najważniejszych obszarów produkcji sadowniczej i winiarskiej w Republice Południowej Afryki. W pobliżu znajdują się plantacje winorośli, gospodarstwa sadownicze oraz uprawy cytrusów.

To właśnie tam w ostatnich latach bardzo dynamicznie rozwija się mechanizacja produkcji specjalistycznej. Dla SDF ma to szczególne znaczenie, ponieważ firma rozwija ciągniki sadownicze i specjalistyczne już od 1927 roku.

Afryka coraz ważniejszym rynkiem dla producentów maszyn rolniczych

– “Jesteśmy naprawdę dumni, że osiągnęliśmy ten etap rozwoju SDF w RPA, co stanowi znaczący sukces w umacnianiu naszej obecności na największym rynku ciągników w Afryce” – skomentował Alessandro Maritano, Dyrektor Handlowy SDF.

Również Alexandre Duffar, Regionalny Dyrektor Generalny ds. Biznesu w Afryce Subsaharyjskiej, podkreśla znaczenie lokalnej obecności producenta.

– “Nasza lokalna obecność pozwala nam dostarczać rozwiązania szyte na miarę, które odpowiadają na globalne wyzwania związane z dywersyfikacją. Pozwala nam również realizować krajowe strategie dystrybucji z naszymi importerami.”

SDF chce rozwijać mechanizację rolnictwa w Afryce

Wśród najważniejszych celów SDF w Republice Południowej Afryki firma wymienia wzrost mechanizacji gospodarstw, poprawę produktywności oraz rozwój lokalnej sieci dealerskiej i serwisowej.

Producent chce także zwiększać dostępność maszyn rolniczych w konkurencyjnych cenach oraz poprawiać obsługę klientów poprzez bliższą współpracę z importerami i dealerami.

Otwarcie oddziału w Paarl pokazuje, że Afryka staje się dla globalnych producentów maszyn rolniczych coraz ważniejszym kierunkiem rozwoju. Dla SDF to nie tylko inwestycja handlowa, ale również element budowania długofalowej pozycji marek Deutz-Fahr i SAME na jednym z najbardziej perspektywicznych rynków rolniczych świata.

Zegar tyka! Do 1 czerwca rolnicy muszą złożyć kluczowy dokument w KRUS

0

Rolnicy, którzy podlegają ubezpieczeniu w Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego i jednocześnie prowadzą własną, pozarolniczą działalność gospodarczą, mają dosłownie chwilę na dopełnienie kluczowych formalności. Zbliża się ostateczny termin na udokumentowanie rocznego podatku dochodowego. Stawka jest wysoka, bo za spóźnienie grozi natychmiastowe wyrzucenie z rolniczego systemu ubezpieczeń.

Wyjątkowo czas do 1 czerwca

Utrzymanie preferencyjnego ubezpieczenia rolniczego przy jednoczesnym prowadzeniu własnej firmy wiąże się z rygorystycznymi obowiązkami biurokratycznymi. Standardowo rolnicy mają czas do 31 maja każdego roku, by złożyć w placówce KRUS stosowne dokumenty podatkowe za rok ubiegły. Ponieważ jednak w tym roku ostatni dzień maja wypada w niedzielę, rolnicy zyskali dodatkowy dzień. Ostateczny termin na dostarczenie papierów do urzędu ulega wydłużeniu do poniedziałku, 1 czerwca.

Czego dokładnie żądają urzędnicy?

Obowiązek dotyczy udowodnienia, że dodatkowy biznes rolnika nie przekroczył dopuszczalnych limitów zarobkowych. Do poniedziałku należy dostarczyć zaświadczenie z urzędu skarbowego, o kwocie należnego podatku dochodowego za ubiegły rok z tytułu prowadzonej pozarolniczej działalności gospodarczej. Aby utrzymać prawo do ubezpieczenia w KRUS, kwota wykazanego podatku nie może przekroczyć ustalanej corocznie, ustawowej rocznej kwoty granicznej, na rok 2026 kwota wynosi 4713 zł

Spóźnienie to automatyczny bilet do ZUS-u

Zignorowanie tego obowiązku lub przekroczenie terminu choćby o jeden dzień to prawdopodobnie najdroższy błąd, jaki może popełnić przedsiębiorczy rolnik. Niezłożenie wymaganego dokumentu do 1 czerwca skutkuje natychmiastowym i automatycznym wykluczeniem z rolniczego systemu ubezpieczeń. Gospodarz z urzędu trafia do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). Dla budżetu domowego oznacza to drastyczny wzrost kosztów – zamiast niskich, kwartalnych składek rolniczych, przedsiębiorca będzie musiał płacić pełne, comiesięczne składki ZUS na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, co w podniesie już i tak wysokie koszty rolników.

źródło: KRUS

Umowa z Meksykiem podpisana! Kto zarobi, a kto straci na polskiej wsi?

0
Umowa z Meksykiem zawarta

Umowa z Meksykiem: W piątek, 22 maja 2026 roku, w stolicy Meksyku doszło do oficjalnego podpisania jednego z najważniejszych dokumentów handlowych ostatnich lat. Zmodernizowana umowa z Meksykiem wchodzi w fazę realizacji, niosąc ze sobą fundamentalne zmiany dla sektora rolno-spożywczego w całej Europie. Podczas gdy Bruksela podkreśla otwarcie gigantycznego rynku konsumenckiego liczącego ponad 130 milionów obywateli, na krajowym podwórku narastają pytania o realne skutki tych zapisów. W przeciwieństwie do paraliżującej rynek i budzącej ogromny opór społeczny umowy z krajami Mercosuru, bilans w tym przypadku układa się zupełnie inaczej. Meksyk znosi zaporowe cła, stawiając unijnych producentów w pozycji ofensywnej. Czy polska wieś jest gotowa na ten krok?

Umowa z Meksykiem: Wielka szansa dla polskiego drobiu i branży jajczarskiej

Największe zaskoczenie zmodernizowanego porozumienia dotyczy sektora, który zazwyczaj najbardziej obawia się umów z Ameryką Łacińską. Polska od lat dzierży status lidera i głównego eksportera drobiu w Unii Europejskiej. Dotychczas nasza ekspansja poza Europę była blokowana przez zaporowe, meksykańskie cła, które na mięso drobiowe wynosiły aż do 100%, a na jaja 45%.

Zmodernizowana umowa z Meksykiem całkowicie zmienia reguły gry. Dokument zakłada stopniowe obniżanie i docelowe zniesienie tych stawek do zera dla unijnych dostawców. Co kluczowe dla bezpieczeństwa krajowego rynku, import meksykańskiego drobiu do UE został obwarowany ścisłymi i niewielkimi kontyngentami ilościowymi. Oznacza to, że polscy hodowcy nie muszą obawiać się zalewu tańszego mięsa produkowanego bez unijnych restrykcji Zielonego Ładu. Zamiast tego zyskują potężny, chłonny rynek zbytu, na którym mogą konkurować jakością premium.

Sektor mleczarski i wołowina pod ochroną unijnych bezpieczników

Kolejnym obszarem, na który mocno wpłynie nowa umowa z Meksykiem, są rynki masła, mleka w proszku oraz wołowiny. W tym przypadku Bruksela zastosowała strategię ograniczonego otwarcia. Produkty te uznano za wrażliwe, dlatego wymiana nie została całkowicie zliberalizowana. Zamiast tego wprowadzono kontyngenty taryfowe – ściśle określone limity ilościowe. Do UE wjedzie zaledwie symboliczny kontyngent meksykańskiej wołowiny (ok. 5 tys. ton na całą Wspólnotę z cłem 7,5%), co w żaden sposób nie zagrozi polskim producentom żywca.

Z drugiej strony, ten sam medal ma zupełnie inną, jaśniejszą stronę dla przetwórców mleka. Meksyk otwiera bezcłowy dostęp dla unijnych serów dojrzewających (w ramach kontyngentu do 20 tys. ton) oraz całkowicie znosi cła na sery pleśniowe (dotychczas do 20%). Dla nowoczesnych polskich spółdzielni mleczarskich, które eksportują coraz więcej serów twardych i galanterii mlecznej, to idealna okazja do zakorzenienia się w Ameryce Środkowej, gdzie popyt na europejską żywność wysokiej jakości dynamicznie rośnie.

Wieprzowina i słodycze, czyli gdzie polski przemysł zgarnie pełną pulę

Analizując korzyści, nie sposób pominąć branży wieprzowej oraz sektora przetwórstwa cukierniczego. Do tej pory eksport europejskiej wieprzowiny do Meksyku był hamowany przez wysokie stawki celne sięgające 45%. Nowe porozumienie likwiduje te bariery, wprowadzając m.in. bezcłowe kontyngenty na kluczowe elementy, takie jak schab czy boczki. Dla Polski to ogromny impuls rozwojowy, choć ostateczny sukces naszych zakładów mięsnych będzie zależał od kwestii weterynaryjnych – urzędnicy będą musieli wynegocjować z Meksykiem uznanie regionalizacji w związku z krajowymi problemami z ASF.

Prawdziwym wygranym są jednak producenci żywności przetworzonej. Nowa umowa z Meksykiem znosi cła na makarony (dotychczas do 20%) oraz czekoladę i wyroby cukiernicze (gdzie stawki przekraczały 20%). Polska, jako jeden z unijnych liderów produkcji słodyczy, zyskuje możliwość bezpośredniego wejścia do meksykańskich sieci handlowych bez dotychczasowych, potężnych narzutów fiskalnych.

Podsumowanie: Czy polscy rolnicy powinni się obawiać?

Oficjalne podpisanie dokumentu 22 maja 2026 roku uruchamia procedurę tzw. tymczasowej umowy handlowej (Interim Trade Agreement). Oznacza to, że decyzje w zakresie ceł wejdą w życie niemal natychmiast, jeszcze przed długotrwałą ratyfikacją polityczną przez parlamenty wszystkich 27 państw członkowskich.

Podsumowując: w przeciwieństwie do toksycznej dla rolnictwa umowy z Mercosur, zmodernizowana umowa z Meksykiem została wynegocjowana asymetrycznie na korzyść europejskiego sektora agro. Chroni ona unijny rynek przed masowym importem surowców, otwierając jednocześnie drzwi do ekspansji dla polskich eksporterów drobiu, nabiału i słodyczy. Kluczem do sukcesu będzie teraz logistyka i sprawne procedury weterynaryjne.

Źródła danych:

  1. Komisja Europejska, General Agreement EU-Mexico (Access2Markets portal): https://trade.ec.europa.eu/access-to-markets/pl/content/umowa-ogolna-miedzy-ue-meksykiem
  2. Opracowanie własne na podstawie komunikatów PAP z dnia 23.05.2026 r. dotyczących szczytu UE-Meksyk.

Katastrofalna susza. IMGW alarmuje: gleba wysycha już do metra głębokości!

0

Rolnicy z coraz większym niepokojem patrzą w niebo, a najnowsze raporty Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) tylko potwierdzają ich najgorsze obawy. Deficyt opadów doprowadził do sytuacji, w której ziemia na polach jest drastycznie przesuszona nie tylko na powierzchni. Krytycznie brakuje w niej wody już na głębokości sięgającej jednego metra.

Pustynia na polach – dane nie pozostawiają złudzeń

Sytuacja hydrologiczna w wielu regionach kraju staje się dramatyczna. Jak wskazują najnowsze odczyty i mapy wilgotnościowe IMGW, wskaźnik uwilgotnienia gleby spada do alarmująco niskich, jednocyfrowych poziomów procentowych. Co w tym wszystkim najbardziej niepokojące, problem przestał dotyczyć wyłącznie wierzchniej warstwy ornej, która wysycha najszybciej pod wpływem słońca i wiatru. Woda ucieka z profilu glebowego w zastraszającym tempie, a w wielu miejscach przesuszona jest już warstwa sięgająca od 28 do 100 centymetrów w głąb ziemi. To potężny cios w stabilność tegorocznej produkcji roślinnej. Najgorsza sytuacja jest w województwie wielkopolskim, gdzie lokalnie wilgotność gleby wynosi 20%. 

Rośliny bez szans na pobór wilgoci i składników

Dla upraw polowych wysychanie gleby na tak dużej głębokości oznacza walkę o przetrwanie. O ile krótkotrwałe braki wody na powierzchni rośliny o mocnym systemie korzeniowym (takie jak rzepak czy kukurydza) potrafią zrekompensować, ciągnąc wilgoć z głębszych partii, o tyle przy obecnym stanie staje się to fizycznie niemożliwe. Zboża, rzepak ozimy i buraki cukrowe zaczynają tracić turgor, zwijać liście i przedwcześnie zasychać.

Brak wody w głębszych warstwach profilu glebowego niesie za sobą jeszcze jedno, kosztowne zagrożenie:

  • Blokada składników pokarmowych: Niezależnie od tego, jak wysokie dawki nawozów rolnicy zaaplikowali wiosną, bez wody w strefie korzeniowej granulat nie ma szans na rozpuszczenie, a roślina nie jest w stanie pobrać cennego azotu, potasu czy fosforu.
  • Redukcja plonu: Stres suszowy w kluczowych fazach rozwojowych roślin (takich jak kwitnienie czy nalewanie ziarna) nieodwracalnie tnie potencjał plonotwórczy.

Burze nie rozwiążą problemu

Czekanie na zbawienny deszcz staje się grą nerwów. Niestety, krótkie i gwałtowne burze, które lokalnie przetaczają się nad Polską, nie rozwiązują problemu suszy rolniczej. Nawalne opady spływają po stwardniałej skorupie ziemi prosto do rowów melioracyjnych i rzek, nie mając szans na powolne, głębokie wnikanie. Odbudowa tak potężnie wysuszonego rezerwuaru wodnego na głębokości metra wymaga wielodniowych, spokojnych opadów o charakterze wielkoobszarowym. Bez nich gospodarzom po raz kolejny przyjdzie liczyć ogromne straty zamiast zysków z hektara.

źródło: IMGW

Chwastownik nie tylko w ekologii

0
Chwastownik nie tylko w ekologii

Współczesny chwastownik przestał być prostym narzędziem kojarzonym wyłącznie z rolnictwem ekologicznym. Dzisiejszy rynek oferuje szeroką gamę konstrukcji, które różnią się nie tylko budową, ale przede wszystkim zakresem zastosowania, agresywnością pracy oraz precyzją działania.

W praktyce rolniczej właściwy dobór typu maszyny decyduje o skuteczności zabiegu oraz jego opłacalności, a także o możliwości wkomponowania go w cały system technologii uprawy. Jeszcze kilkanaście lat temu chwastownik był traktowany jako rozwiązanie „zastępcze”, stosowane głównie tam, gdzie z różnych powodów ograniczano chemię.

Dziś sytuacja uległa całkowitemu odwróceniu. Powrót mechanicznego zwalczania chwastów nie jest efektem mody, lecz konsekwencją twardych realiów ekonomicznych, biologicznych oraz regulacyjnych, które coraz silniej wpływają na decyzje produkcyjne wielu gospodarstw, niezależnie od ich wielkości czy kierunku produkcji.

Rodzaje chwastowników

Chwastowniki zębowe

Podstawową i najczęściej spotykaną grupą są chwastowniki zębowe, nazywane również bronami chwastownikami. Ich konstrukcja opiera się na sprężystych zębach stalowych o średnicy najczęściej od 6 do 8 mm, zamocowanych w kilku rzędach na sekcjach roboczych. To właśnie ten typ maszyn znajduje najszersze zastosowanie w uprawach zbóż, roślin strączkowych oraz na użytkach zielonych. Ich największą zaletą jest uniwersalność oraz możliwość pracy zarówno przed wschodami roślin, jak i po ich pojawieniu się. W praktyce pozwala to na bardzo elastyczne reagowanie na warunki pogodowe i fazę rozwojową roślin, co ma kluczowe znaczenie w latach o niestabilnym przebiegu pogody.

Wśród producentów tego typu rozwiązań wyróżniają się zarówno firmy zachodnie, jak i krajowe. Modele takie jak Aerostar oferowane przez firmę Einböck czy Cura ST od Horsch reprezentują segment maszyn o bardzo wysokiej precyzji. Posiadają one możliwość hydraulicznej regulacji nacisku zębów bezpośrednio z kabiny ciągnika, co pozwala operatorowi błyskawicznie reagować na zmienność glebową w obrębie jednego pola, bez konieczności przerywania pracy.

Chwastownik nie tylko w ekologii
Rama dopasowuje się do podłoża dzięki kołom podporowym. Fot. Firmowe

Z kolei na rynku polskim dużą popularnością cieszą się konstrukcje takie jak Fox L firmy Expom, chwastowniki Agro-Masz czy Mandam. Maszyny te oferują bardzo dobry stosunek ceny do jakości i są konstrukcyjnie dostosowane do specyfiki krajowych warunków glebowych, gdzie często spotykamy mozaiki pól o różnej zwięzłości oraz zmienne uwilgotnienie gleby.

Chwastowniki gwiazdowe

Drugą istotną grupą są brony rotacyjne, zwane również chwastownikami gwiazdowymi. W odróżnieniu od konstrukcji zębowych wykorzystują one obracające się elementy robocze w formie gwiazd lub tarcz, które aktywnie wbijają się w glebę. Przykładem takiego rozwiązania jest Matrix firmy Rolmako. Maszyny te pracują znacznie agresywniej i są szczególnie przydatne na glebach ciężkich, zwięzłych oraz w warunkach występowania silnej skorupy glebowej po intensywnych opadach deszczu.

Chwastownik nie tylko w ekologii
Każda para gwiazd jest amortyzowana indywidualnie przy pomocy sprężyny. Dzięki temu maszyna może dopasować się do każdej nierówności pola na całej szerokości roboczej. Fot. Firmowe

Ich przewagą jest zdolność do pracy przy bardzo dużych prędkościach roboczych, sięgających nawet 20–25 km/h, co przekłada się na ogromną wydajność powierzchniową i możliwość szybkiego wykonania zabiegu w krótkim oknie pogodowym. Dodatkowo brony rotacyjne nie są tak podatne na zapychanie się resztkami pożniwnymi, co czyni je idealnym wyborem w systemach uproszczonej uprawy i technologiach bezorkowych, gdzie ilość materii organicznej na powierzchni pola jest znaczna.

Chwastowniki międzyrzędowe

Trzecią grupą są pielniki międzyrzędowe, które znajdują zastosowanie przede wszystkim w uprawach szerokorzędowych, takich jak kukurydza, buraki cukrowe, rzepak w szerokich rzędach czy ziemniaki. Ich działanie polega na mechanicznym usuwaniu chwastów wyłącznie w przestrzeni między rzędami roślin uprawnych, co pozwala na bardzo precyzyjną ingerencję w łan.

Chwastownik nie tylko w ekologii
Nachylenie pielnika palcowego Venterra można regulować w celu dostosowania poziomu agresji kół palcowych do wielkości roślin uprawnych. W przypadku młodych i wrażliwych upraw zalecany jest kąt regulacji 40° w 1. i 2. przejściu pielnika. Fot. Firmowe

Nowoczesne pielniki coraz częściej wyposażane są w zaawansowane systemy wizyjne oraz rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Przykładem mogą być maszyny oferowane przez Niva-Top, Agrobots czy zagraniczne konstrukcje marek Steketee, Kverneland, Amazone lub Lemken. Wykorzystują one kamery do rozpoznawania rzędów roślin i automatycznego prowadzenia sekcji roboczych z dokładnością do kilku centymetrów. Pozwala to na eliminację zachwaszczenia bez ingerencji w sam rząd, co drastycznie ogranicza konieczność stosowania herbicydów nalistnych lub ręcznego pielenia, szczególnie w produkcji warzywniczej i intensywnych systemach uprawy.

Chwastownik nie tylko w ekologii
Interfejs prowadzenia Kverneland dostępny w dwóch modelach – Lynx 2000 i Lynx 3000 – odpowiednich dla różnych ciągników i narzędzi. Fot. Firmowe

Chwastownik wraca do łask?

Chwastownik vs. ekonomia

Powrót do metod mechanicznych wynika z trzech kluczowych czynników: ekonomii, biologii i legislacji. Pierwszym z nich jest drastyczny wzrost kosztów produkcji. Środki ochrony roślin, szczególnie te oparte na nowych substancjach aktywnych, są coraz droższe, a jednocześnie coraz częściej wymagają stosowania w bardziej złożonych programach ochrony.

W takiej sytuacji chwastownik przestaje być alternatywą, a zaczyna pełnić rolę narzędzia optymalizującego koszty gospodarstwa, pozwalając ograniczyć liczbę zabiegów chemicznych lub zmniejszyć ich intensywność bez utraty skuteczności.

Chwastownik vs. biologia

Drugim problemem jest narastająca odporność chwastów. Wieloletnie stosowanie tych samych grup herbicydów (np. inhibitorów ALS czy ACCazy) doprowadziło do selekcji biotypów odpornych, szczególnie w przypadku miotły zbożowej, wyczyńca polnego czy chabra bławatka. W wielu gospodarstwach oznacza to konieczność stosowania droższych mieszanin lub powtarzania zabiegów.

Mechaniczne zwalczanie działa niezależnie od mechanizmów biochemicznych rośliny – chwast wyrwany z korzeniem lub całkowicie zasypany ziemią nie ma możliwości regeneracji, niezależnie od tego, jak bardzo jest „odporny” na chemię. Dzięki temu chwastownik staje się skutecznym narzędziem przełamywania problemu odporności w dłuższej perspektywie.

Chwastownik vs. legislacja

Trzecim czynnikiem jest presja legislacyjna ze strony Unii Europejskiej. Strategie takie jak Europejski Zielony Ład nakładają na rolników wymóg stopniowego ograniczania zużycia pestycydów oraz większego wykorzystania metod niechemicznych. W praktyce oznacza to konieczność zmiany podejścia do ochrony roślin. Gospodarstwa, które już teraz wdrażają technologie hybrydowe, czyli łączenie chemii z mechaniką, zyskują przewagę konkurencyjną, ale również większą stabilność produkcji w obliczu przyszłych ograniczeń prawnych.

Nie bez znaczenia pozostaje również aspekt agrotechniczny. Chwastownik wykonuje pracę, której nie potrafi żaden opryskiwacz – napowietrza glebę, rozbija jej zaskorupienie oraz przerywa kapilary odpowiedzialne za parowanie wody. W efekcie poprawia warunki wzrostu roślin uprawnych, co przekłada się nie tylko na ograniczenie zachwaszczenia, ale również na lepsze wykorzystanie potencjału plonotwórczego całej plantacji.

Chwastownik nie tylko w ekologii

Fizyka i biologia w służbie plonu

Skuteczność chwastownika opiera się na bardzo płytkiej ingerencji w wierzchnią warstwę gleby (zazwyczaj na głębokość 1–3 cm). Sprężyste zęby, wprawione w drgania podczas ruchu, wyrywają młode chwasty lub przykrywają je cienką warstwą ziemi, co odcina im dostęp do światła i prowadzi do ich szybkiego zamarcia. Kluczowym terminem, który musi znać każdy rolnik, jest faza „białej nici”. To moment, w którym chwast już wykiełkował, ale jeszcze nie przebił się na powierzchnię lub znajduje się w fazie liścieni. Wtedy jego system korzeniowy jest najsłabszy, a skuteczność zabiegu chwastownikiem sięga rekordowych 80–90%, pod warunkiem wykonania zabiegu w odpowiednich warunkach wilgotnościowych gleby.

Jednak chwastownik to nie tylko „pogromca chwastów”. To przede wszystkim narzędzie do poprawy warunków wegetacji rośliny uprawnej. Delikatne wzruszenie gleby w międzyrzędziach lub w całym łanie poprawia dostęp tlenu do korzeni, co ma szczególne znaczenie na glebach zwięzłych i podatnych na zaskorupienie. Lepsze napowietrzenie gleby stymuluje procesy mikrobiologiczne, co przekłada się na szybsze uwalnianie składników pokarmowych i ich pobieranie przez rośliny. Często po zabiegu obserwuje się efekt tzw. „pobudzenia”, czyli wyraźnego przyspieszenia wzrostu roślin uprawnych, co jest szczególnie cenne podczas wiosennego startu wegetacji oraz w sytuacjach, gdy rośliny zostały wcześniej osłabione przez stresy środowiskowe.

Chwastownik nie tylko w ekologii
Interfejs prowadzenia Kverneland dostępny w dwóch modelach – Lynx 2000 i Lynx 3000 – odpowiednich dla różnych ciągników i narzędzi. Fot. Firmowe

Kolejnym fundamentalnym procesem jest przerwanie systemu kapilarnego gleby. Po intensywnych opadach i następującym po nich nasłonecznieniu na powierzchni gleby tworzy się skorupa, a mikrokanaliki (kapilary) zaczynają transportować wodę z głębszych warstw ku powierzchni, skąd ona nieodwracalnie paruje. Chwastownik rozbija tę strukturę, tworząc na powierzchni warstwę „izolacyjną” z luźnej ziemi, która ogranicza parowanie i stabilizuje warunki wilgotnościowe w profilu glebowym. W dobie powtarzających się susz wiosennych ten efekt ma ogromne znaczenie praktyczne i może wprost decydować o utrzymaniu potencjału plonowania, zwłaszcza na glebach lekkich. Chwastownik można również użyć wczesną wiosną do poruszenia gleby przed siewem kukurydzy w celu szybszego jej nagrzewnia.

Warto również wspomnieć o wpływie na zdrowotność łanu. Chwastownik mechanicznie „wyczesuje” martwą biomasę oraz dolne, obumarłe liście roślin uprawnych, które często stanowią źródło infekcji. Dzięki temu łan staje się lepiej przewietrzony, a wilgotność w jego dolnych partiach spada. Tworzy to naturalną barierę dla rozwoju chorób grzybowych jak mączniak prawdziwy czy septoriozy. W wielu przypadkach pozwala to na opóźnienie zabiegu fungicydowego T1 lub zastosowanie niższej dawki środka ochrony. Dodatkowo płytkie wzruszenie gleby niszczy jaja i młode stadia rozwojowe ślimaków, co stanowi prostą, ekologiczną i tanią metodę ograniczania ich populacji, bez konieczności stosowania preparatów chemicznych.

Gdzie rolnik zyskuje najwięcej?

Wprowadzenie chwastownika do technologii uprawy to inwestycja, która broni się twardym rachunkiem ekonomicznym i coraz częściej traktowana jest jako element strategii zarządzania kosztami w gospodarstwie. Największe oszczędności generowane są w dwóch obszarach: efektywności nawożenia azotowego oraz redukcji kosztów herbicydowych, ale w praktyce dochodzą do tego także korzyści pośrednie, takie jak mniejsze zużycie paliwa czy ograniczenie liczby przejazdów.

Oszczędność azotu i nawożenia:

Głównym problemem przy stosowaniu mocznika, szczególnie w formie granulowanej, są straty amoniaku do atmosfery. W warunkach suchej wiosny i braku deszczu po wysiewie straty te mogą sięgać nawet 25–30% zastosowanej dawki azotu. Wykorzystanie chwastownika bezpośrednio po wysiewie nawozu pozwala na jego płytkie wymieszanie z wilgotną glebą, co znacząco ogranicza kontakt nawozu z powietrzem. Dzięki temu proces ulatniania zostaje drastycznie ograniczony, a azot szybciej przechodzi do form dostępnych dla roślin.

Przykład: zakładając dawkę 200 kg mocznika na hektar, ograniczenie strat azotu o zaledwie 10% daje około 9 kg czystego składnika więcej dla rośliny. Przy aktualnych cenach nawozów jest to czysty zysk na poziomie 60–130 zł na każdym hektarze. W praktyce, przy większych dawkach lub mniej sprzyjających warunkach pogodowych, efekt ten może być jeszcze wyraźniejszy. Warto zauważyć, że korzyść ta pojawia się jeszcze zanim zaczniemy liczyć oszczędności na odchwaszczaniu.

Chwastownik nie tylko w ekologii

Redukcja kosztów ochrony herbicydowej:

W systemie intensywnym koszty herbicydów w zbożach, rzepaku czy kukurydzy wahają się od 200 do nawet 600 zł/ha, a w niektórych przypadkach mogą być jeszcze wyższe przy stosowaniu złożonych mieszanin. Stosując model hybrydowy (jeden przejazd chwastownikiem + jeden zabieg chemiczny w obniżonej dawce), można zredukować wydatki na chemię o około 40–50%.

Nawet jeśli chwastownik nie wyeliminuje herbicydów całkowicie, to znacząco obniża presję chwastów na starcie, co pozwala na zastosowanie tańszych preparatów generycznych zamiast drogich, wieloskładnikowych mieszanin. Dodatkowo ograniczenie liczby zabiegów chemicznych zmniejsza ryzyko fitotoksyczności oraz wpływ warunków pogodowych na skuteczność oprysku.

Średni koszt operacyjny przejazdu chwastownikiem (uwzględniając paliwo, amortyzację maszyny o szerokości 12 m oraz robociznę) wynosi ok. 45–60 zł/ha. Porównując to do kosztu zabiegu opryskiwaczem (preparat + koszt przejazdu), realny zysk „do kieszeni” wynosi średnio 150–180 zł/ha. W gospodarstwie o powierzchni 200 ha roczne oszczędności mogą zatem przekroczyć 30 000 zł, a w latach o wysokich cenach środków ochrony roślin nawet więcej.

Chwastownik nie tylko w ekologii

Kwestia wydajności i maszyn:

Chwastowniki takie jak EinböckAerostar czy ExpomFox L charakteryzują się dużą szerokością roboczą (nawet do 24 metrów) i możliwością pracy z prędkością 12–15 km/h. Oznacza to, że jeden zestaw jest w stanie obrobić w ciągu dnia nawet 100–120 hektarów, przy zachowaniu stosunkowo niskiego zużycia paliwa.

Taka wydajność pozwala idealnie wstrzelić się w krótkie „okna pogodowe”, które w przypadku mechanicznego zwalczania chwastów mają kluczowe znaczenie. W praktyce oznacza to większą niezależność od pogody i lepsze wykorzystanie czasu pracy, co również ma bezpośrednie przełożenie na ekonomię gospodarstwa.

Jak zmaksymalizować efektywność?

Aby chwastownik był skuteczny, rolnik musi odejść od schematycznego myślenia i traktować ten zabieg jako element dynamicznego zarządzania plantacją. Najważniejsza jest zasada: „lepiej dwa razy za wcześnie niż raz o dzień za późno”. Pierwszy zabieg, tzw. bronowanie „na ślepo”, wykonuje się kilka dni po siewie, gdy nasiona rośliny uprawnej są jeszcze bezpiecznie pod ziemią, a chwasty zaczynają już kiełkować w fazie białej nici. To najbardziej efektywny ekonomicznie moment, ponieważ eliminuje największą falę zachwaszczenia przy minimalnym nakładzie kosztów i bez ryzyka uszkodzenia rośliny uprawnej.

W praktyce coraz częściej stosuje się strategię dwóch przejazdów – pierwszy bardzo wczesny, a drugi korygujący po wschodach. Takie podejście pozwala utrzymać pole w dobrej kondycji aż do momentu ewentualnego zabiegu chemicznego lub całkowicie z niego zrezygnować w sprzyjających warunkach. Kluczowe znaczenie ma również obserwacja pogody – najlepiej wykonywać zabieg w dni słoneczne i suche, kiedy wyrwane chwasty szybko zasychają i nie mają możliwości ponownego ukorzenienia się.

W uprawach rzędowych, takich jak kukurydza czy buraki, kluczem jest precyzja. Wykorzystanie pielników z systemami wizyjnymi (Niva-Top, Agrobots, Steketee) pozwala na pracę bardzo blisko rzędu, bez ryzyka uszkodzenia roślin. Strategia „oprysku pasowego” – polegająca na aplikacji herbicydu tylko w rzędzie roślin, a zwalczaniu chwastów mechanicznie w międzyrzędziu – pozwala ograniczyć zużycie chemii o oszałamiające 60–75%. Jest to rozwiązanie szczególnie polecane w dobie wycofywania kolejnych substancji aktywnych oraz rosnących kosztów środków ochrony roślin.

Chwastownik nie tylko w ekologii

Dopasowanie agresywności maszyny do fazy rozwojowej rośliny to kolejna kluczowa kwestia. Nowoczesne konstrukcje, jak wspomniany Horsch Cura ST, pozwalają na ustawienie nacisku zęba od 500 g do 5 kg. Tak szeroki zakres regulacji sprawia, że ta sama maszyna może być użyta zarówno do bardzo delikatnej pracy w młodych siewkach buraka czy zbóż, jak i do intensywnego rozbijania twardej skorupy glebowej na ciężkich stanowiskach.

Polskie maszyny, np. od Rolmako czy Agro-Masz, doskonale radzą sobie w warunkach gleb zakamienionych i mozaikowych, co czyni je pewnym wyborem dla krajowych gospodarstw. Ich konstrukcja często uwzględnia realne warunki pracy w Polsce, co przekłada się na większą trwałość elementów roboczych i mniejszą podatność na uszkodzenia.

Czy chwastownik ma wpływ na plonowanie?

Zastosowanie chwastownika przekłada się na stabilność plonowania, co w dobie zmian klimatycznych jest wartością nadrzędną. Roślina, która nie musi konkurować o wodę i składniki pokarmowe z chwastami od pierwszych dni życia, buduje silniejszy i głębszy system korzeniowy. Dzięki temu lepiej wykorzystuje zasoby glebowe oraz jest bardziej odporna na okresowe niedobory wody. Badania polowe wskazują, że odpowiednio wykonane zabiegi mechaniczne mogą podnieść plon zbóż o 3–5%, a w przypadku upraw rzędowych nawet o 8–10%, głównie dzięki poprawie struktury gleby, lepszemu napowietrzeniu oraz efektywniejszemu wykorzystaniu nawozów.

W praktyce rolniczej równie istotna jak sam wzrost plonu jest jego powtarzalność. Pola, na których regularnie stosuje się chwastownik, wykazują mniejsze wahania plonowania pomiędzy latami, co ma ogromne znaczenie przy planowaniu produkcji i zabezpieczaniu dochodów gospodarstwa. Efekt ten jest szczególnie widoczny w latach suchych, kiedy poprawa retencji wody i ograniczenie konkurencji chwastów przekładają się bezpośrednio na wynik ekonomiczny.

Maszyny takich producentów jak Expom Aktywator czy Einböck charakteryzują się prostą konstrukcją, co oznacza, że ich koszty serwisowe są minimalne w porównaniu do skomplikowanych opryskiwaczy z systemami GPS i zmiennym dawkowaniem. Brak rozbudowanej hydrauliki oraz niewielka liczba elementów podatnych na awarie przekładają się na wysoką niezawodność w sezonie. Dodatkowo elementy robocze są stosunkowo tanie – zęby sprężyste kosztują zaledwie kilka–kilkanaście złotych za sztukę – co znacząco obniża koszty utrzymania maszyny w dłuższym okresie.

W efekcie koszt eksploatacji chwastownika w przeliczeniu na 10 lat użytkowania należy do najniższych spośród wszystkich maszyn w gospodarstwie, co czyni go jedną z najbardziej opłacalnych inwestycji w nowoczesnej produkcji roślinnej.

Głęboki regres na rynku surowca. Jaka jest aktualna cena mleka w skupie?

0
Cena mleka

Cena mleka w skupie: Krajowy rynek mleka surowego wciąż znajduje się w trendzie spadkowym, który szczególnie mocno uderza w rentowność gospodarstw w ujęciu rocznym. Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) nie pozostawiają złudzeń – wiosenny szczyt nalewu zbiegł się z wyraźnym osłabieniem stawek płaconych producentom. Sprawdzamy, jak wygląda aktualna cena mleka w skupie w Polsce, jak kształtują się tendencje w poszczególnych regionach oraz czego można spodziewać się w najbliższych miesiącach.

Cena mleka w skupie w kwietniu pod ciągłą presją spadkową

Najnowszy raport Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) jednoznacznie wskazuje, że tendencje deflacyjne na rynku rolnym mocno dotknęły sektor mleczarski. W kwietniu 2026 roku średnia krajowa cena mleka w skupie ukształtowała się na poziomie 182,64 zł za 1 hl (co oznacza stawkę 1,83 zł za litr netto).

Warto przeanalizować te dane w dwóch podstawowych horyzontach czasowych, aby w pełni zrozumieć dynamikę zmian:

  • Ujęcie miesięczne (marzec 2026 – kwiecień 2026): W porównaniu do poprzedniego miesiąca odnotowano minimalną, stabilizującą korektę. Krajowa cena spadła o 0,3% (w marcu br. wynosiła 183,23 zł/hl). Taki wynik pokazuje, że spadek wyhamował, jednak w okresie wiosennym producenci liczyli na silniejszy impuls popytowy.
  • Ujęcie roczne (kwiecień 2025 – kwiecień 2026): Sytuacja wygląda dramatycznie z perspektywy dwunastu miesięcy. Relacja rok do roku pokazuje spadek aż o 19,5% (wskaźnik dynamiki 80,5). Tak głęboki regres bezpośrednio przekłada się na pogorszenie płynności finansowej gospodarstw zajmujących się produkcją mleka.

Dla porównania, ogólny koszyk skupu podstawowych produktów rolnych spadł w kwietniu o 13,1% R/R. Oznacza to, że dynamika spadków cen mleka była znacznie głębsza niż w przypadku innych kluczowych sektorów produkcji rolnej w Polsce.

Cena mleka w skupie a sytuacja w regionach – gdzie płacą najwięcej?

Analiza struktury terytorialnej dowodzi, że krajowy rynek surowca pozostaje silnie spolaryzowany pod względem geograficznym. Rozpiętość stawek między województwem o najwyższych i najniższych cennikach wynosi blisko 30 groszy na litrze (dokładnie 29,59 zł/hl).

Głównym czynnikiem determinującym te różnice jest stopień koncentracji produkcji oraz przetwórstwa, a także polityka handlowa wiodących spółdzielni mleczarskich w danym regionie.

Regiony z najwyższymi stawkami skupu

Niezmiennym liderem opłacalności w Polsce pozostaje województwo podlaskie, gdzie przeciętna cena mleka w skupie wyniosła w kwietniu 196,46 zł/hl (ok. 1,97 zł/l). Na kolejnych pozycjach uplasowały się regiony:

  • lubelskie – 186,46 zł/hl
  • mazowieckie – 183,93 zł/hl
  • warmińsko-mazurskie – 183,37 zł/hl

Gdzie rolnicy otrzymują najniższe wypłaty?

Z najtrudniejszą sytuacją ekonomiczną musieli mierzyć się producenci z Polski Centralnej i Południowej. Najniższa cena mleka w skupie została odnotowana w województwie łódzkim, gdzie płacono zaledwie 167,84 zł/hl (1,68 zł/l). Niskie poziomy cenowe utrzymały się również w województwach:

  • pomorskim – 171,11 zł/hl
  • kujawsko-pomorskim – 173,43 zł/hl
  • małopolskim – 173,97 zł/hl
  • świętokrzyskim – 174,38 zł/hl

Pełne zestawienie cen skupu mleka w Polsce (kwiecień 2026)

Poniżej prezentujemy oficjalne stawki skupu netto (bez VAT) w podziale na wszystkie województwa, ułożone w porządku alfabetycznym:

  • Dolnośląskie: 177,40 zł/hl
  • Kujawsko-pomorskie: 173,43 zł/hl
  • Lubelskie: 186,46 zł/hl
  • Lubuskie: 178,56 zł/hl
  • Łódzkie: 167,84 zł/hl
  • Małopolskie: 173,97 zł/hl
  • Mazowieckie: 183,93 zł/hl
  • Opolskie: 175,99 zł/hl
  • Podkarpackie: 182,51 zł/hl
  • Podlaskie: 196,46 zł/hl
  • Pomorskie: 171,11 zł/hl
  • Śląskie: 180,45 zł/hl
  • Świętokrzyskie: 174,38 zł/hl
  • Warmińsko-mazurskie: 183,37 zł/hl
  • Wielkopolskie: 176,96 zł/hl
  • Zachodniopomorskie: 177,20 zł/hl

Co wpływa na stawki w mleczarniach? Prognozy i perspektywy rynkowe

Obecna presja na obniżki w polskich zakładach przetwórczych to bezpośrednie odbicie sytuacji na rynku unijnym oraz globalnym. Zgodnie z najnowszymi szacunkami Milk Market Observatory, średnia cena mleka w Unii Europejskiej w ujęciu miesięcznym zanotowała spadek o blisko 0,4%, a w relacji rocznej obniżyła się o ponad 19%. Krajowy rynek niemal idealnie odzwierciedla tę tendencję.

Do najważniejszych czynników blokujących wzrosty cen surowca należą:

  1. Wysoki poziom podaży surowca: Wiosna to tradycyjny szczyt produkcyjny w Europie. Duża dostępność mleka pozwala zakładom na twarde negocjacje cenowe z dostawcami.
  2. Korekty cen produktów masowych: Ceny masła, odtłuszczonego mleka w proszku (OMP) oraz serów na giełdach towarowych (w tym na nowozelandzkiej platformie Global Dairy Trade) wykazują silne wahania z tendencją spadkową, co ogranicza marże przetwórców.
  3. Wysokie koszty stałe: Choć ceny niektórych pasz wykazują stabilizację, koszty energii, logistyki oraz paliw na rynku hurtowym pozostają relatywnie wysokie, co zawęża pole manewru w kwestii podnoszenia stawek dla rolników.

Analitycy rynkowi przewidują, że szansa na wyraźne odbicie stawek skupu pojawi się dopiero w drugiej połowie roku, kiedy naturalnie spadnie podaż surowca w okresie letnio-jesiennym, a unijny popyt na produkty mleczarskie ulegnie sezonowemu ożywieniu.

Źródło: GUS

Oprysk punktowy – rodzaje, zasada działania i przeznaczenie. Jak wykonać zabieg w punkt?

0
Oprysk punktowy – rodzaje, zasada działania i przeznaczenie.

Oprysk punktowy to technologia, która zmienia podejście do ochrony roślin. Dzięki precyzyjnemu wykrywaniu chwastów pozwala ograniczyć zużycie herbicydów nawet o kilkadziesiąt procent, realnie obniżając koszty produkcji i wpływ na środowisko.

Oprysk punktowy opiera się na prostej, ale przełomowej idei – środki ochrony roślin trafiają wyłącznie tam, gdzie są potrzebne. Zamiast pokrywać całą powierzchnię pola, system identyfikuje chwasty i aktywuje rozpylacze tylko w miejscach, gdzie występują. W praktyce odbywa się to dzięki zastosowaniu kamer, czujników optycznych oraz algorytmów sztucznej inteligencji, które analizują obraz w czasie rzeczywistym.

Oprysk punktowy – rodzaje, zasada działania i przeznaczenie.

Nowoczesne opryskiwacze wykorzystują dwa główne podejścia: detekcję „zielony na brązowy”, gdzie system wykrywa każdą zieloną roślinność na tle gleby oraz „zielony na zielony”, czyli rozróżnianie chwastów od roślin uprawnych przy użyciu AI. Dzięki temu możliwe jest prowadzenie zabiegów zarówno przed wschodami, jak i w trakcie wegetacji.

Efekt? W zależności od stopnia zachwaszczenia oszczędności w zużyciu herbicydów mogą przekraczać nawet 80%, bez istotnego wpływu na poziom plonowania. To bezpośrednio przekłada się na niższe koszty produkcji oraz wpisuje się w unijne założenia ograniczania stosowania środków ochrony roślin.

Bariery wdrożenia technologii oprysku punktowego

Mimo ogromnego potencjału oprysk punktowy nie jest jeszcze rozwiązaniem powszechnym. Największą barierą pozostaje koszt zakupu systemów – szczególnie tych wykorzystujących zaawansowaną analizę obrazu i sztuczną inteligencję. Inwestycja w technologię często wymaga modernizacji całego opryskiwacza lub zakupu nowej maszyny.

Drugim wyzwaniem oprysku punktowego jest skuteczność rozpoznawania chwastów. Choć algorytmy stale się rozwijają, ich działanie zależy od warunków polowych: fazy rozwojowej roślin, zachwaszczenia czy oświetlenia. Systemy „zielony na zielony” muszą bardzo precyzyjnie odróżniać roślinę uprawną od chwastu, co w praktyce nadal stanowi technologiczne wyzwanie.

Nie bez znaczenia pozostaje także dostęp do danych i ich przetwarzanie – zaawansowane systemy wymagają dużej mocy obliczeniowej oraz odpowiedniego kalibrowania pod konkretne warunki gospodarstwa.

Inteligentny oprysk punktowy

Kuhn rozwija technologię oprysku punktowego w oparciu o system I-SPRAY, który stanowi jedno z najbardziej zaawansowanych rozwiązań, wykorzystujących sztuczną inteligencję w ochronie roślin. W tym przypadku kluczową rolę odgrywają czujniki hiperspektralne montowane na belce opryskiwacza, które analizują roślinność w czasie rzeczywistym. Dzięki temu system nie tylko wykrywa obecność chwastów, ale potrafi także odróżnić je od roślin uprawnych, co umożliwia pracę w technologii „zielony na zielony”.

Podobnie jak w innych systemach oprysku punktowego, rozpylacze pozostają wyłączone do momentu wykrycia chwastu. Dopiero wtedy następuje natychmiastowa aktywacja konkretnej dyszy, a dawka środka może być dodatkowo dopasowana do skali problemu w danym miejscu. W praktyce oznacza to bardzo wysoką precyzję zabiegu oraz ograniczenie strat cieczy roboczej.

Oprysk punktowy – rodzaje, zasada działania i przeznaczenie.
Wykrywanie chwastów na gołej ziemi przy oprysku punktowym jest możliwe między innymi z inteligentnym systemem I-SPRAY firmy Kuhn. Fot. Firmowe

Istotną cechą rozwiązania Kuhn jest również możliwość pracy w różnych scenariuszach – zarówno przed wschodami roślin, jak i w trakcie ich wegetacji. System wykorzystuje zaawansowaną analizę obrazu i widma roślin, co zwiększa skuteczność detekcji nawet przy zróżnicowanych warunkach polowych. W efekcie oprysk punktowy może być prowadzony w sposób bardziej uniwersalny niż w przypadku prostszych systemów opartych wyłącznie na detekcji koloru.

Ważnym elementem technologii I-SPRAY jest także gromadzenie danych. System tworzy mapy zachwaszczenia, które mogą być wykorzystywane do dalszej analizy i planowania zabiegów agrotechnicznych.

Selektywność i elastyczność

Amazone rozwija technologię oprysku punktowego poprzez system AmaSelect Spot. Rozwiązanie to umożliwia nie tylko indywidualne sterowanie dyszami, ale także ich automatyczny dobór w zależności od warunków pracy.

Kluczową zaletą systemu jest jego integracja z narzędziami rolnictwa precyzyjnego. AmaSelect Spot może współpracować z mapami aplikacyjnymi oraz systemami detekcji chwastów, co pozwala na selektywne opryskiwanie w czasie rzeczywistym. Dzięki temu rolnik zyskuje większą kontrolę nad dawką i miejscem aplikacji środka.

Oprysk punktowy – rodzaje, zasada działania i przeznaczenie.
W celu ograniczenia zużycia środków ochrony roślin Amazone oferuje w ramach systemu AmaSelect punktowe zwalczanie chwastów na podstawie punktowych map aplikacyjnych. Fot. Firmowe

Precyzja w czasie rzeczywistym

System See & Spray od John Deere wpisuje się w rozwój oprysku punktowego opartego na analizie obrazu i bardzo szybkiej reakcji układu aplikacyjnego. W tym przypadku kluczową rolę odgrywają kamery zamontowane na belce opryskiwacza, które w sposób ciągły skanują powierzchnię pola i identyfikują miejsca występowania roślinności. Na podstawie tych danych system uruchamia pojedyncze rozpylacze dokładnie w miejscu wykrycia chwastu, pozostawiając pozostałą powierzchnię nieopryskaną.

Istotną cechą rozwiązania jest indywidualne sterowanie każdą dyszą, co pozwala na bardzo precyzyjne dawkowanie cieczy roboczej. Reakcja systemu odbywa się w czasie rzeczywistym, dzięki czemu możliwa jest praca z wysoką prędkością roboczą bez utraty dokładności zabiegu.

Oprysk punktowy – rodzaje, zasada działania i przeznaczenie.
Podstawą do funkcjonowania technologii See & Spray jest wyposażenie opryskiwacza w system Indiwidual Nozzle Control Pro, tzw. INC Pro, czyli indywidualną kontrolę poszczególnych rozpylaczy. Fot. Firmowe

W zależności od wariantu technologia może pracować w systemie „zielony na brązowy”, gdzie wykrywana jest każda roślinność na tle gleby lub w bardziej zaawansowanej wersji „zielony na zielony”, umożliwiającej rozróżnianie chwastów w łanie roślin uprawnych. To drugie podejście znacząco rozszerza możliwości zastosowania systemu, pozwalając na prowadzenie zabiegów także w trakcie wegetacji.

Podobnie jak w innych nowoczesnych rozwiązaniach See & Spray nie ogranicza się wyłącznie do samej aplikacji środka. System zbiera dane o rozmieszczeniu chwastów i samym zabiegu, tworząc mapy, które mogą być wykorzystywane w dalszym zarządzaniu gospodarstwem. Dzięki temu oprysk punktowy staje się elementem szerszego systemu rolnictwa precyzyjnego.

Z punktu widzenia ekonomiki produkcji największą zaletą pozostaje ograniczenie zużycia herbicydów, które w zależności od warunków może sięgać nawet kilkudziesięciu procent.

Automatyzacja i precyzja oprysku punktowego

Ecorobotix to przykład podejścia jeszcze bardziej wyspecjalizowanego – system oparty na autonomicznych lub półautonomicznych rozwiązaniach, które wykonują oprysk punktowy z bardzo wysoką dokładnością.

Technologia wykorzystuje kamery oraz sztuczną inteligencję do identyfikacji pojedynczych chwastów, a następnie aplikuje minimalną dawkę środka dokładnie na ich powierzchnię. To podejście pozwala ograniczyć zużycie herbicydów nawet o kilkadziesiąt procent, a jednocześnie minimalizuje wpływ na środowisko.

Rozwiązania tego typu wpisują się w trend automatyzacji rolnictwa i coraz częściej pojawiają się w kontekście robotów polowych.

Oprysk punktowy – rodzaje, zasada działania i przeznaczenie.
ARA wykorzystuje zaawansowane algorytmy AI do identyfikacji poszczególnych roślin, umożliwiając selektywne opryskiwanie tylko wybranych obszarów. Fot. Firmowe

Mniej chemii, więcej danych

Oprysk punktowy to nie tylko oszczędność środków ochrony roślin, ale także zmiana filozofii zarządzania gospodarstwem. Dane zbierane przez systemy wizyjne mogą być wykorzystywane do tworzenia map zachwaszczenia, analizy kondycji roślin czy planowania zabiegów.

Rozwój technologii sztucznej inteligencji sprawia, że w przyszłości systemy te będą mogły wykrywać nie tylko chwasty, ale także choroby, niedobory składników pokarmowych oraz stres roślin.

W efekcie oprysk punktowy staje się jednym z kluczowych elementów rolnictwa precyzyjnego – takiego, które łączy ekonomię produkcji z troską o środowisko.

Światowa produkcja zbóż spadnie po raz pierwszy od czterech lat [Raport IGC]

0
Światowa produkcja zbóż spadnie po raz pierwszy od czterech lat [Raport IGC]

Światowa produkcja zbóż w nadchodzącym sezonie 2026/2027 zaliczy zauważalne hamowanie. Najnowszy, majowy raport Międzynarodowej Rady Zbożowej (IGC) przynosi kluczowe prognozy bilansowe dla nowego cyklu handlowego. Po serii tłustych lat, globalny bilans zbóż ogółem (Total Grains) czeka odwrócenie dotychczasowego trendu wzrostowego, co rynek natychmiast zaczął konfrontować z niedawnymi, pierwszymi prognozami USDA.

Według analityków IGC, w nowym sezonie 2026/2027 światowa produkcja zbóż spadnie o 3% rok do roku – do poziomu 2414 mln ton. Będzie to pierwsze tąpnięcie globalnych zbiorów od czterech sezonów, wywołane przede wszystkim prognozowanym zmniejszeniem powierzchni zasiewów oraz niższymi średnimi plonami na świecie.

Warto zauważyć, że jeszcze w kończącym się sezonie 2025/2026 globalne zbiory świętowały swój historyczny szczyt na poziomie 2477 mln ton (wzrost aż o 6% r/r, najszybszy od dziewięciu lat), głównie dzięki potężnym korektom in plus dla kukurydzy w Argentynie i RPA.

Światowa produkcja zbóż: Pszenica i kukurydza pod presją spadków

W porównaniu z kwietniowymi szacunkami IGC, majowy raport przyniósł jedynie kosmetyczne zmiany w prognozach produkcji dla dwóch najważniejszych upraw, jednak w ujęciu rok do roku (r/r) spadki są widoczne:

  • Pszenica: Produkcja w sezonie 2026/2027 ma wynieść 820 mln ton (wobec 845 mln ton w sezonie 2025/2026, co oznacza spadek o prawie 3%). Prognoza ta została obcięta o 1 mln ton w stosunku do oczekiwań z kwietnia.
  • Kukurydza: Zbiory w nowym sezonie szacowane są na stabilne 1,3 miliarda ton (1300 mln ton), co jednak oznacza spadek o ok. 2% w porównaniu do rekordowego sezonu 2025/2026 (1329 mln ton).

Przy jednoczesnym wzroście globalnej konsumpcji pszenicy i kukurydzy (szacowanej łącznie na 2437 mln ton), światowe zapasy końcowe w sezonie 2026/2027 uszczuplą się o 4% r/r i wyniosą 615 mln ton. Mimo spadku, wolumen ten odpowiada średniej pięcioletniej. Z kolei całkowity handel zbożem ma się skurczyć o 2% (do 446 mln ton), głównie z powodu mniejszego zapotrzebowania na import w Afryce Północnej oraz na Bliskim Wschodzie.

Przeczytaj również: Kraje Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej mocno zredukują zakupy. Jak to wpłynie na ceny pszenicy?

Rekordowa soja z potężnym udziałem Brazylii

Zupełnie inne nastroje panują na rynku roślin oleistych. IGC prognozuje, że światowa produkcja soi w sezonie 2026/2027 wzrośnie o 3% r/r i osiągnie absolutnie rekordowy poziom 442 mln ton (nieznaczna korekta w górę o 1 mln ton w porównaniu z raportem kwietniowym).

Tak wysoka produkcja zostanie jednak silnie wchłonięta przez przetwórstwo – globalna konsumpcja ma wzrosnąć do rekordowych 445 mln ton. Oznacza to, że bieżące zapasy końcowe soi delikatnie się skurczą (z 78 mln ton w sezonie 2025/2026 do 76 mln ton w nowym rozdaniu). Z kolei globalny handel soją ma wzrosnąć o 2% do poziomu 190 mln ton, przy czym dostawcy z Brazylii będą odpowiadać za ponad 60% wszystkich światowych przepływów.

Ryż trzyma rekordowe poziomy

Globalna produkcja ryżu w sezonie 2026/2027 prognozowana jest na stabilnym, wysokim poziomie 545 mln ton, co oznacza wyrównanie ubiegłorocznego rekordu. Impulsem wzrostowym są tu głównie Indie, które kompensują spadki produkcji w innych regionach świata.

Co ciekawe, światowy handel ryżem w ujęciu rocznym (styczeń/grudzień 2027 r.) ma osiągnąć historyczny szczyt na poziomie 62 mln ton (+4% r/r), do czego przyczynią się wzmożone zakupy krajów afrykańskich. Globalne zużycie tego surowca będzie kształtowane niemal wyłącznie przez rosnący popyt konsumpcyjny ze strony sektora spożywczego.

Reakcja rynków: Wzrosty po USDA i faza korekty

Publikacja kluczowych raportów i weryfikacja globalnych prognoz podażowych początkowo mocno pchnęły giełdy na północ. Indeks cen zbóż i nasion oleistych IGC (GOI) wzrósł w skali miesiąca o 3%. Najsilniejszym motorem napędowym była pszenica – jej subindeks wzrósł o 4%, osiągając najwyższe poziomy od czerwca 2024 roku (głównie za sprawą gwałtownych wzrostów cen FOB w USA). Podindeks kukurydzy umocnił się o 1%, notując 13-miesięczny szczyt na początku maja pod wpływem obaw pogodowych, soja zyskała rynkowo ok. 3%, a ryż wzrósł o 2% ze względu na ograniczenie bieżących dostaw spot z Tajlandii i Wietnamu.

Warto jednak zauważyć, że ta silna tendencja wzrostowa, która napędzała rynki bezpośrednio po majowej publikacji USDA, w ostatnich dniach wyraźnie wyhamowała. Po fali dynamicznych zwyżek na giełdach pojawiła się realizacja zysków, co przyniosło naturalną korektę cenową pod koniec miesiąca.

Źródło: IGC

Pogoda- wichury 26 maja

0
Pogoda 26 maja

Pogoda- wiatr do 70 km/h

Wczoraj front na sucho przeszedł przez większość kraju- lokalnie popadało do 10-12 mm ale takich miejsc było bardzo mało.

Jutro kolejny front i znów przeważnie na sucho a popada tam gdzie zawsze czyli np. wschodnie Mazowsze.

Noc z 25 na 26 maja

Najbliższa noc będzie ciepła. Na termometrach przeważnie 12-13 stopni. Lokalnie ciut chłodniej- 11 stopni a miejscami ciut cieplej- do 14 stopni na plusie.

Od Pomorza Gdańskiego po Warmię, Mazury i Podlasie prawdopodobnie z powodu wiatru nie będzie rosy. Nad resztą kraju wiatr słaby a na zachodzie i południu bezwietrznie.

26 maja z wichurami

Niestety jutro czeka nas niespotykany o tej porze roku silny wiatr. Ze statystyk wynika, że będzie to pierwsza taka sytuacja wiatrowa o tej porze roku.

Na wybrzeżu środkowym i wschodnim wiatr rozpędzi się do 75-80 km/h- nad Morzem sztorm a na Żuławach cofka. Od Kaszub po Warmię, Mazury, Podlasie, Mazowsze wiatr powieje do 70 lokalnie 75 km/h. W woj. Kujawsko Pomorskim, wschodzie, północy i w centrum Łódzkiego oraz na północy, zachodzie i wschodzie Lubelskiego powieje do 50-60 km/h. Na Pomorzu Zachodnim, Wielkopolsce, Małopolsce czy Podkarpaciu powieje do 35-40 km/h a na zachodzie i południu Lubuskiego czy zachodzie Dolnego Śląska wiatr powieje słabo, chwilami umiarkowanie do 25 km/h.

Co z deszczem? Przed frontem poczujemy jutro gorący podmuch lata. Jedynie z powodu wiatru od Bałtyku zimno będzie na wybrzeżu oraz w głąb lądu od strony Zatoki Gdańskiej po Warmię i Suwalszczyznę.

Wieczorem dotrze front chłodny. Przelotny deszcz do 1-4 mm może się zdarzyć miejscami zwłaszcza na zachodzie i południu Kaszub. W nocy szanse na deszcz do 0-8 mm pojawią się lokalnie na Kujawach, Warmii- potem na Mazowszu- głównie północ, centrum i wschód województwa a następnie chmury odejdą nad woj. Lubelskie- głównie północ i wschód regionu. Nie ma jeszcze informacji czy szanse na opad pojawią się na Podlasiu i Mazurach. Nad resztą kraju sucho a front uaktywni się dopiero w środę w dzień od Czech po Słowację i tam przejdzie sporo burz z opadami a u nas będzie już tylko wietrznie ale i sucho.

Sklep-https://sklep.agroprofil.pl/

Wczorajsza temperatura maksymalna- https://modele.imgw.pl/cmm/?page_id=7445