Strona główna Blog Strona 19

Wianki, zioła i słowiańska Noc Kupały. Ta tradycja na polskiej wsi wciąż żyje!

0

Przełom czerwca w tradycji polskiej wsi od wieków był czasem zawieszenia między sferą sacrum a profanum. Choć dzisiejszy nowoczesny agrobiznes opiera się na precyzyjnych mapach satelitarnych, analizie gleby i zaawansowanej chemii rolniczej, to właśnie letnie przesilenie i Noc Świętojańska stanowiły dla naszych przodków najważniejszy punkt orientacyjny w kalendarzu wegetacyjnym. Dawnym rytuałom towarzyszyły plecione ziół wianki, ogniska krzesane na polach oraz głęboka wiara w to, że siły natury decydują o biologicznym przetrwaniu gospodarstwa. Jak dawniej rolnicy świętowali najkrótszą noc w roku i gdzie w weekend 20–21 czerwca 2026 roku możemy dotknąć tej żywej tradycji podczas imprez świętojańskich?

Magia i rola ziemi: Jak najkrótszą noc w roku świętowali dawni rolnicy?

Dla pradawnych słowiańskich gospodarzy to, co dziś nazywamy Nocą Świętojańską (a co u swych korzeni było pogańską Nocą Kupały lub Sobótką), stanowiło moment triumfu słońca, ognia i wody. Przypadające na ten czas przesilenie letnie oznaczało wejście przyrody w fazę maksymalnej dojrzałości. Z perspektywy dawnej agrotechniki był to moment krytyczny – zboża intensywnie kłosiły, a kapryśna czerwcowa pogoda mogła w jedną chwilę zniszczyć owoce wielomiesięcznej pracy rąk ludzkich.

Wierzenia rolnicze tamtych czasów nakazywały podjęcie konkretnych działań ochronnych:

  • Świętojańskie ogniska (sobótki): Rozpalane na wzgórzach i pastwiskach nie służyły jedynie zabawie. Dym z płonących gałęzi i ziół miał za zadanie rozgonić chmury gradowe oraz odpędzić czarownice, które według podań mogły „odebrać krowom mleko” lub rzucić urok na wschodzące uprawy.
  • Okadzanie bydła: Zwierzęta hodowlane przepędzano w pobliżu ognia, by zabezpieczyć je przed zarazą i pomorem.
  • Popiół jako naturalny nawóz i talizman: Po wygaszeniu sobótkowych ognisk, rolnicy starannie zbierali popiół i rozsypywali go po zagonach kapusty czy polach zbożowych. Wierzono, że ma on właściwości stymulujące wzrost roślin i zabezpieczające ziemię przed plagami gąsienic czy gryzoni.

Tradycyjne wianki: Agronomiczna apteczka i symbolika ziół

Nierozerwalnym i najbardziej rozpoznawalnym symbolem tego okresu są wianki. Choć współcześnie kojarzą się one głównie z panieńskimi wróżbami matrymonialnymi i puszczaniem ich na nurt rzeki, ich pierwotny skład był odzwierciedleniem głębokiej wiedzy botanicznej dawnych mieszkańców wsi.

Do wyplatania wianków używano roślin o silnym działaniu fitoncydowym (bakteriobójczym) i leczniczym, które zbierano o świcie, gdy rosa pokrywała łąki.

Roślina w wiankuTradycyjne zastosowanie i wierzenia rolnicze
Dziurawiec (Ziele św. Jana)Wykorzystywany w zielarstwie do leczenia schorzeń wątroby u ludzi i zwierząt; zawieszany w stajni chronił inwentarz przed urokami i chorobami.
Bylica pospolitaPosiada silne działanie odstraszające pasożyty oraz owady; wpleciona w wianek i zawieszona pod strzechą chroniła domostwo przed uderzeniem pioruna.
Rumianek i MacierzankaPodstawowy środek przeciwzapalny i antyseptyczny na dawnej wsi; suszone wianki służyły zimą do przygotowywania leczniczych naparów dla słabszych cieląt.

Wianki po wyłowieniu z wody lub te, które przetrwały święto powieszone na drzwiach stodoły, były starannie suszone. Rolnicy traktowali je jako uświęcony zapas medyczny – w razie choroby bydła, skarmiano je tymi właśnie ziołami, wierząc w ich potrójną, skumulowaną moc.

Gdzie powitać lato? Najważniejsze imprezy świętojańskie 20–21 czerwca 2026 roku

Wiejska tradycja nocy świętojańskiej przeniknęła do miast, przez co letnie przesilenie i plecenie ziół są dziś hucznie celebrowane również przez mieszkańców największych polskich aglomeracji.

Warszawa: Wielki Piknik Świętojański na Podzamczu

Stolica po raz kolejny udowadnia, że miejska społeczność tęskni za ludowymi korzeniami. Wianki nad Wisłą 2026 w Warszawie startują w sobotę 20 czerwca od godziny 13:00 w Multimedialnym Parku Fontann. Centralnym punktem wydarzenia będzie rekonstrukcja Wioski Słowiańskiej, gdzie warszawiacy będą uczyć się rzemiosła, dawnych technik przędzenia oraz plecenia tradycyjnych wianków z ziół, które dawniej rolnicy zbierali na miedzach. Finałem imprezy będzie widowiskowe wodowanie gigantycznego wianka oraz wieczorny koncert. Ze względu na ogromne zainteresowanie i ograniczenia w ruchu, organizatorzy oraz stołeczny zarząd zalecają dojazd Warszawskim Transportem Publicznym.

Kraków: Trzydniowe święto „Między ogniem a wodą”

Pod Wawelem obchody Nocy Kupały mają status kultowego festiwalu, który na trzy dni całkowicie zmienia oblicze miasta. Krakowskie Wianki 2026 trwają od piątku 19 czerwca do niedzieli 21 czerwca. Punkty plecenia wianków i stacje edukacji zielarskiej zostaną rozmieszczone w historycznych przestrzeniach Barbakanu i na Powiślu. Mieszkańcy Krakowa i turyści puszczą swoje kompozycje roślinne na Wisłę z Bulwaru Rodła, a całości towarzyszyć będzie jarmark produktów regionalnych. Pełny harmonogram koncertów indie-folkowych oraz spotkań z etnobotanikami można znaleźć bezpośrednio na oficjalnej stronie KBF.

Śląsk i Dolny Śląsk: Eko-edukacja i tradycyjne rzemiosło

Tradycja świętojańska świetnie adaptuje się również w industrialnych przestrzeniach Śląska. Doskonałym przykładem jest Noc Świętojańska 2026 w Egzotarium Sosnowiec. W sobotę od godziny 20:00 rusza tam nowoczesna nocna gra terenowa „Kwiat paproci”, połączona z warsztatami tworzenia naturalnych kosmetyków i medycyny ludowej opartej na czerwcowych ziołach, a zwieńczeniem nocy będzie pokaz teatru ognia. Z kolei we Wrocławiu handlowe serce dolnośląskiej stolicy bije w rytmie dawnych jarmarków – trwa tam klimatyczny Jarmark Świętojański 2026 na wrocławskim Rynku. To idealne miejsce dla rolników i przetwórców na promocję tradycyjnych miodów pitnych, serów i wyrobów rzemieślniczych wśród konsumentów z dużych miast.

Poznań: „Świętowianki” nad Wartą i cztery żywioły natury

Stolica Wielkopolski w weekend 20–21 czerwca 2026 roku stawia na rzekę, rzemiosło i integrację. Tereny zielone w okolicach Mostów Berdychowskich oraz amfiteatr w Starym Korycie Warty goszczą poznański festiwal miejski „Świętowianki” nad Wartą. Motywem przewodnim imprezy są cztery żywioły – dokładnie te same, które organizowały życie dawnych rolników (ziemia, woda, powietrze i ogień).

W strefie Ziemi można odwiedzić targ lokalnych produktów z pokazami kulinarnymi Karola Okrasy, a w Zaułku Rzemiosła odbywają się warsztaty kowalstwa na żywo, garncarstwa oraz tkactwa. Kulminacją jest wodna parada sobótkowa unikalnych łodzi oraz wieczorna potańcówka z folkowym zespołem Tęgie Chłopy, zakończona widowiskowym Fire Show (Pokazem Ognia) i nocnymi setami w KontenerArt. W niedzielę nadwarciańskie obchody uzupełnią koncerty polsko-ukraińskiego zespołu DAGADANA oraz duetu An On Bast.

Ceny paliw od 1 lipca w górę. Ile zapłacimy za olej napędowy przed żniwami?

0
Żniwa jęczmienia

Kierowcy, a przede wszystkim rolnicy stojący u progu intensywnych prac polowych, muszą przygotować się na głębsze sięgnięcie do kieszeni. Choć rząd zdecydował o utrzymaniu obniżonej stawki podatku VAT na poziomie 8%, z końcem miesiąca wygasa kluczowa ulga w akcyzie. Dla sektora agrobiznesu, gdzie cena oleju napędowego bezpośrednio determinuje rentowność produkcji, to fatalna informacja. Pierwsze podwyżki na stacjach benzynowych mogą być widoczne jeszcze w czerwcu.

Koniec tarczy „Ceny Paliwa Niżej”. Co się zmienia?

Pakiet osłonowy „Ceny Paliwa Niżej” został wprowadzony pod koniec marca w reakcji na zawirowania na rynkach światowych i wzrost cen ropy wywołany kryzysem na Bliskim Wschodzie. Premier Donald Tusk zapowiedział jednak stopniowe wygaszanie projektu w okresie letnim.

Co to oznacza w praktyce dla gospodarstw rolnych?

  • VAT 8% zostaje: Preferencyjna stawka podatku VAT na benzynę, olej napędowy oraz biokomponenty zostanie utrzymana do końca czerwca.
  • Koniec ulgi w akcyzie: Przestaje obowiązywać mechanizm, który obniżał akcyzę do minimalnego poziomu dopuszczalnego w Unii Europejskiej. Od marca obniżka ta wynosiła 29 gr/l dla benzyny oraz 28 gr/l dla diesla.

Kierowcy, a przede wszystkim rolnicy stojący u progu intensywnych prac polowych, muszą przygotować się na głębsze sięgnięcie do kieszeni. Choć rząd zdecydował o utrzymaniu obniżonej stawki podatku VAT na poziomie 8%, z końcem miesiąca wygasa kluczowa ulga w akcyzie. Dla sektora agrobiznesu, gdzie cena oleju napędowego bezpośrednio determinuje rentowność produkcji, to fatalna informacja. Pierwsze podwyżki na stacjach benzynowych mogą być widoczne jeszcze w czerwcu.

Eksperci alarmują: koszty produkcji rolniczej wzrosną

Ekonomiści rynkowi nie pozostawiają złudzeń – powrót wyższej akcyzy natychmiast przełoży się na ceny detaliczne. Analitycy PKO BP szacują, że paliwa na stacjach podrożeją średnio o 28–29 gr na litrze, co oznacza wzrost o około 4,2%. Z kolei Erste Bank Polska prognozuje skok o 4,5%, wskazując, że efekt ten może rozłożyć się na drugą połowę czerwca i lipiec, dodatkowo podbijając wskaźnik inflacji (CPI) o 0,2–0,25 pkt procentowego.

Dla rolnictwa, które konsumuje ogromne ilości paliwa w trakcie zbiorów, każdy grosz na litrze generuje gigantyczne sumy w skali całego gospodarstwa.

Ile naprawdę straci rolnik? Wyliczenia dla gospodarstwa

Tradycyjne wyliczenia dla samochodów osobowych (bak 40–60 litrów) nie oddają skali problemu w agrobiznesie. Ciągniki rolnicze, kombajny i samochody ciężarowe pracujące w gospodarstwach potrzebują setek litrów paliwa dziennie.

Poniższa tabela obrazuje, jak realnie wzrosną koszty tankowania maszyn rolniczych po podwyżce o zakładane 29 gr/l:

Pojemność baku / Ilość paliwa (l)Przeznaczenie (przykład)Dodatkowy koszt jednego tankowania (zł)
200 litrówŚredni ciągnik pomocniczyok. 58 zł więcej
400 litrówCiągnik główny (ciężki)ok. 116 zł więcej
800 litrówKombajn zbożowy / Sieczkarniaok. 232 zł więcej
1000 litrówZbiornik zakładowy (mały)ok. 290 zł więcej

Wyższe ceny na stacjach paliw to nie tylko droższe tankowanie maszyn. To także nieunikniony wzrost kosztów usług rolniczych (np. koszenia, transportu płodów rolnych) oraz wyższe ceny środków transportowanych do gospodarstw (nawozy, pasze).

źródło: money.pl

Pogoda 21 czerwca- noc tropikalna w centrum kraju

0
Pogoda 21 czerwca
Pogoda 21 czerwca

Niezwykle gorąca noc

Przed nami nietypowa pogoda. Po burzach z ulewami powyżej 20-55 mm na zachodzie kraju w dzień nastał upał po czym znów w wielu miejscach doleje.

Wieczorem i w nocy burze możliwe będą oprócz zachodniej Polski także od Kaszub i Żuław po Kujawy, Łódzkie, Górny Śląsk i Małopolskę a nad ranem także od Warmii po zachodnie Mazowsze i Świętokrzyskie. Burze bez gradu- z nieco silniejszym wiatrem do 50 km/h. Głównie podczas burz ma mocno padać- do 10-35 mm.

Noc gorąca. Na przykład w rejonie Płocka, Kutna, Skierniewic, Radomia, Opoczna o północy ma być jeszcze około +22/+25 stopni Celsjusza. Poniżej 20 stopni do rana temperatura spadnie tylko tam, gdzie przejdzie silniejsza burza z deszczem. Na południu, wschodzie, zachodzie i północy także ciepło- od 17 do 19 stopni na plusie.

Dzień gorący, duszny, parny

Niedziela po ciężkiej do spania nocy zapowiada się gorąca. Chłodniej będzie jedynie tam, gdzie od rana do południa ma mocniej się chmurzyć i miejscami grzmieć czyli od Warmii po zachodnie, południowe, środkowe Mazowsze, wschód Łódzkiego, Świętokrzyskie i Małopolskę. Od Poznania po Wrocław i Opole oraz na wschodzie kraju temperatura przekroczy 30 stopni Celsjusza. Najchłodniej dzień minie na plażach na wybrzeżu środkowym i zachodnim- od Darłowa po Świnoujście około 20/22 stopni na plusie i bryza od Morza.

Pogoda 21 czerwca

Konkurs- Konkurs z okazji Jubileuszu 10–lecia Agro Profil

Radar opadów- https://radar-opadow.pl/?radartype=cappi

Radar piorunów- wyładowań atmosferycznych- https://maps.blitzortung.org/pl/#3/52/8

Pogoda dziś niesie ekstremalne zagrożenia. Wydano ALERT RCB dla całego kraju!

0

Polska znalazła się w kleszczach ekstremalnych zjawisk atmosferycznych. Po wczorajszych nawałnicach, w których główną rolę odegrała niszczycielska superkomórka burzowa, Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał kolejne krytyczne ostrzeżenia. Pogoda dziś nie przyniesie nam wytchnienia – czeka nas kontynuacja niebezpiecznej aury, afrykański upał oraz ryzyko gwałtownych gradobić, które dla wielu gospodarstw rolnych mogą okazać się dramatyczne w skutkach. Na telefony komórkowe Polaków w całym kraju dotarł już pilny alert RCB ostrzegający przed zagrożeniem.

Gdzie jest burza? IMGW wydaje ostrzeżenia drugiego stopnia

Aktualna mapa burzowa kraju rozwija się. Front atmosferyczny, połączony z liniami zbieżności, przesuwa się na wschód, napotykając na swojej drodze wyjątkowo upalne i niestabilne powietrze. Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW), alerty drugiego stopnia przed burzami zostały wprowadzone dla aż 10 województw.

Szczególnie trudne warunki panują na południowym zachodzie. Jak donosi lokalna Gazeta Wrocławska, nocne nawałnice dały się we znaki mieszkańcom Dolnego Śląska. Dzisiejsza pogoda Wrocław również zapowiada się niezwykle burzowo i nieprzewidywalnie. Aby skutecznie chronić park maszynowy oraz zwierzęta gospodarskie, warto regularnie sprawdzać aplikacje typu burza radar, które pokazują przemieszczanie się frontów w czasie rzeczywistym. Pamiętajmy, że letnie burze potrafią generować porywy wiatru dochodzące lokalnie aż do 115 km/h oraz zrzucać olbrzymie ilości wody (nawet do 55 mm).

Wszystkie znaki na niebie wskazują, że burze dziś będą miały równie gwałtowny przebieg jak wczoraj. Kolejna formująca się na froncie superkomórka burzowa niesie ze sobą ryzyko dużego gradu. Warto sprawdzać serwisy typu burze radar, aby z wyprzedzeniem schować ciągniki i maszyny pod zadaszenie i precyzyjnie ustalić, gdzie jest burza w danym momencie.

Upał powyżej 30 stopni i krytyczny brak wody w Szczecinie

Równolegle z frontem nawałnicowym przez kraj przetacza się potężna fala upałów. Oficjalne serwisy i aplikacja imgw pogoda wskazują, że temperatura w cieniu w większości województw przekroczy dziś 30 stopni Celsjusza, dochodząc miejscami aż do 35°C. Taki żar drastycznie zwiększa parowanie wody z gleby (pogłębiając suszę hydrologiczną) oraz generuje ogromne zapotrzebowanie na wodę w miastach i gospodarstwach hodowlanych.

W tych ekstremalnych warunkach doszło do paraliżu w stolicy województwa zachodniopomorskiego. Poważna, wielkoobszarowa awaria wody Szczecin pozbawiła dostępu do sieci tysiące odbiorców. Głównym źródłem problemu okazało się pęknięcie magistrali o średnicy fi 600 na ulicy Starkiewicza Szczecin w dzielnicy Pomorzany. Wyciek był tak ogromny, że ulica zamieniła się w rzekę, podtapiając kilka aut.

Skutki awarii odczuły również inne rejonu miasta – mieszkańcy masowo zgłaszali całkowity brak wody Szczecin m.in. na Pogodnie, Gumieńcach oraz w Śródmieściu. To, jak skomplikowana jest ta awaria wody Szczecin dzisiaj, potwierdzały setki telefonów do tamtejszych wodociągów. Przy temperaturach sięgających w słońcu blisko 40 stopni, nagła i niespodziewana szczecin awaria wody stała się dla mieszkańców prawdziwym dramatem. Służby techniczne odcięły już uszkodzony wodociąg i zapewniają, że ciśnienie w kranach sukcesywnie wraca do normy.

Przed nami kolejna niespokojna noc, a niedziela przyniesie przesunięcie frontu burzowego na centrum, wschód i południe kraju. Dynamiczne anomalie pogodowe, przed którymi ostrzega imgw, wymagają od rolników pełnej gotowości.

Ceny zbóż na MATIF: Rzepak odrabiał straty w piątek, kukurydza kontynuuje wzrosty, a pszenica zbliża się do 200 EUR/t

0
Cena pszenicy na Matif

Ceny zbóż i rzepaku na MATIF: Piątkowa sesja na giełdach towarowych przyniosła uspokojenie nastrojów i lokalne przetasowania na europejskim parkiecie Euronext (MATIF). Przy całkowitym braku handlu za oceanem – z racji obchodzonego w USA święta Juneteenth giełda w Chicago pozostawała nieczynna – uwaga inwestorów skupiła się wyłącznie na czynnikach europejskich i globalnych impulsach podażowych.

Dane z zamknięcia z 19 czerwca pokazują, że rzepak zdołał częściowo odrobić czwartkowe straty, reagując na odbicie cen ropy naftowej oraz mocne sygnały z rynku olejów roślinnych w Azji. Z kolei unijna kukurydza kontynuowała marsz w górę, napędzana obawami o nadchodzącą falę upałów oraz drastycznym spadkiem francuskiego areału zasiewów. Pod presją znalazły się natomiast notowania pszenicy, której cena na zamknięciu osunęła się w kierunku granicy 200 EUR/t.

Ekstremalna i długotrwała fala upałów we Francji uderza w rzepak i zboża

Głównym czynnikiem kształtującym piątkowe relacje rynkowe w Europie pozostają prognozy meteorologiczne dla Europy Zachodniej. Synoptycy podtrzymują scenariusz nadejścia niezwykle dotkliwej, intensywnej i długotrwałej fali upałów. Na początku przyszłego tygodnia temperatury w dużej części Francji mają przekroczyć aż 40°C. Co niezwykle istotne dla kondycji roślin, wysokie temperatury mają utrzymywać się również w godzinach nocnych, a powrót wskazń termometrów poniżej 30°C nie jest prognozowany przed lipcem.

Ta ekstremalna aura uderza w uprawy w krytycznym momencie – przy występującym już teraz drastycznym deficycie wody w glebie. Fala afrykańskich upałów grozi znacznymi zniszczeniami nie tylko w sektorze zbóż, ale i w uprawach rzepaku oraz słonecznika. Dodatkowo handlowcy będą uważnie monitorować burze prognozowane na przyszły tydzień.

W swoim najnowszym raporcie tygodniowym agencja FranceAgriMer obniżyła już ocenę kondycji francuskiej pszenicy miękkiej w stanie „dobrym do bardzo dobrego” o 1 punkt procentowy – do poziomu 76% (wobec 68% w analogicznym okresie ubiegłego roku). Ocena kukurydzy na ziarno spadła z kolei o dwa punkty do poziomu 84% (83% w zeszłym roku). Handlowcy spodziewają się ponadto, że obecna fala upałów wywrze znaczący, negatywny wpływ na produkcję kukurydzy w Hiszpanii i zmusi ten kraj do zwiększenia importu.

Równolegle rynek kukurydzy konsumuje oficjalny raport francuskiego Ministerstwa Rolnictwa dotyczący struktury zasiewów pod zbiory 2026. Szacunki powierzchni kukurydzy na ziarno zostały drastycznie obniżone – areał ten spadł o -18,8% rok do roku, osiągając zaledwie 1,31 mln hektarów. Rolnicy uciekli w stronę roślin oleistych: areał słonecznika wzrósł o +10,7%, a rzepaku o +12%, przekraczając barierę 1,4 mln ha.

Ostateczne rozliczenie na giełdzie MATIF

Pod nieobecność sygnałów z Chicago, piątkowy handel w Paryżu przyniósł korektę cen pszenicy, przy jednoczesnym utrzymaniu mocnej pozycji kukurydzy i wyraźnym podbiciu stawek za rzepak. Na ostatecznym zamknięciu sesji (19 czerwca) poziomy rozliczenia ukształtowały się następująco:

  • Kukurydza MATIF (kontrakt XBX26): wzrosła o kolejne +1,00 EUR/t (+0,47%), osiągając na zamknięciu poziom 213,00 EUR/t. Rynek bardzo mocno reaguje na nałożenie się drastycznego cięcia areału we Francji z widmem afrykańskich upałów i pogorszeniem ocen polowych kukurydzy.
  • Pszenica MATIF (kontrakt MLU26): pod koniec dnia pogłębiła spadki i ostatecznie zamknęła sesję stratą o -2,00 EUR/t (-0,98%) na poziomie 201,25 EUR/t. Na osłabienie unijnej ceny wpłynęło m.in. lekkie odbicie na parze EUR/USD, która wzrosła o +0,16% do poziomu 1,14752.
  • Rzepak MATIF (kontrakt XRQ26): odnotował powrót nad kreskę i zamknął się wzrostem o +2,25 EUR/t (+0,45%) na poziomie 504,25 EUR/t.

Oprócz korekcyjnego odbicia cen ropy naftowej (WTI wzrosła do 77,54 USD/b, a Brent osiągnęła 80,59 USD/b), kluczowym impulsem dla sektora oleistych okazały się doniesienia z Azji. Kompleks olejów roślinnych mocno skorzystał na kolejnym wzroście cen oleju palmowego o 1,6% na Malezyjskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Zwyżki te były napędzane wyraźnym odbiciem malezyjskiego eksportu w pierwszej połowie czerwca oraz rosnącymi obawami o rozwój zjawiska El Niño, które w nadchodzących miesiącach może ograniczyć możliwości produkcyjne w Azji Południowo-Wschodniej.

Chicago nieczynne z powodu święta Juneteenth

W Stanach Zjednoczonych handel kontraktami terminowymi na CBOT został całkowicie zawieszony z powodu państwowego dnia wolnego. Ostatnie oficjalne wyceny dla rynku amerykańskiego pochodzą z czwartkowego zamknięcia (18 czerwca), kiedy to przedłużony weekend skłonił kapitał spekulacyjny do masowej redukcji pozycji pod wpływem deszczowych prognoz NOAA dla Pasa Kukurydzy:

  • Pszenica w Chicago (ZWN26): pozostała na poziomie 605-6 ct/bu.
  • Kukurydza w Chicago (ZCN26): bez zmian na poziomie 417-4 ct/bu.
  • Soja i olej sojowy (ZSN26 / ZLN26): soja utrzymała wycenę 1122-6 ct/bu, a olej sojowy pozostał na poziomie 69,69 ct/bu.

Piątkowy brak handlu za oceanem uspokoił również sytuację na krajowym rynku walutowym. Kurs euro do złotego (EUR/PLN) zanotował jedynie symboliczną zmianę o +0,01%, kończąc tydzień na poziomie 4,2600 zł. Z kolei amerykański dolar minimalnie stracił do krajowej waluty – para USD/PLN osunęła się o -0,14% do poziomu 3,7124 zł. Wysokie wyceny obu głównych walut obcych niezmiennie działają w Polsce jako poduszka cenowa, która ogranicza bezpośrednie przełożenie zagranicznych wahań na cenniki skupu w kraju przed zbliżającymi się żniwami.

Źródło cen: Euronext-Paryż

Robot do zbierania pomidorów zastąpi ludzi? Trwają testy w Europie

0
Robot do zbioru pomidorów
Ilustracja poglądowa

Robot do zbierania pomidorów zastąpi ludzi? Rosnące koszty pracy i pogłębiający się deficyt pracowników sezonowych w ogrodnictwie to wyzwania, z którymi europejscy producenci warzyw pod osłonami mierzą się od lat. Odpowiedzią na te problemy staje się zaawansowana automatyzacja. W ten wymagający rynek celuje chiński koncern K2 TECH (Qogori), którego autonomiczny robot do zbierania pomidorów przechodzi właśnie kluczowe testy w nowoczesnych kompleksach szklarniowych na terenie Europy.

Azjatyccy konstruktorzy, obecni w branży systemów wizyjnych (machine vision) już od 2009 roku, postawili przed sobą ambitny cel: stworzenie maszyny zdolnej do całkowitego zastąpienia człowieka przy jednej z najbardziej powtarzalnych i czasooptłonnych czynności w szklarni komercyjnej.

Inteligentne oko w gęstwinie liści

Wielu dotychczasowym projektom robotów zbierających barierę nie do przebycia stwarzała gęsta, zielona masa liści i pędów, w której maszyny „gubiły” orientację i nie potrafiły poprawnie ocenić pozycji owoców. Inżynierowie z K2 TECH deklarują, że skutecznie rozwiązali ten problem.

Ich robot został wyposażony w zaawansowane algorytmy sztucznej inteligencji oparte na głębokim uczeniu oraz kamery wysokiej rozdzielczości. Dzięki temu bezbłędnie lokalizuje dojrzałe owoce, ignorując elementy konstrukcyjne rynien, łodygi czy liście. Skuteczność zbioru w warunkach testowych ma przekraczać 95%.

Sam proces przebiega w sposób całkowicie bezzałogowy:

  • Autonomia ruchu: Maszyna samodzielnie porusza się wzdłuż systemów rynnowych (torów szynowych) w szklarni.
  • Precyzyjne cięcie: Robot lokalizuje pomidora o odpowiednim stopniu dojrzałości, delikatnie odcina szypułkę i odkłada go do zintegrowanego kosza.
  • Logistyka wewnętrzna: Po zapełnieniu zbiornika robot sam kieruje się do punktu rozładunku zbiorów, a w razie potrzeby samodzielnie wraca do stacji dokującej, by doładować akumulatory.
  • Tryb 24/7: Urządzenie może pracować bez przerw, również w porze nocnej, co pozwala utrzymać optymalną płynność logistyki szklarniowej w szczycie sezonu.

Rachunek ekonomiczny, czyli dlaczego akurat Europa?

Wybór europejskich gospodarstw na miejsce testów pilotażowych nie jest przypadkowy. To właśnie na Starym Kontynencie stawki godzinowe w rolnictwie i ogrodnictwie należą do najwyższych i oscylują w granicach 25 euro za godzinę. Przy monokulturowych, wielkoobszarowych uprawach, gdzie sezon zbierania trwa nawet do 10 miesięcy w roku, koszty stałe stają się dla wielu producentów barierą dla zachowania opłacalności.

Z analiz techniczno-ekonomicznych dostarczonych przez producenta wynika, że wdrożenie tego typu automatyzacji pozwala na zredukowanie nakładów czasu pracy przy zbiorach aż o 70%. W ogólnym rozrachunku finansowym bezpośrednie wydatki na ten etap produkcji mogą spaść nawet o połowę.

Przy zachowaniu obecnych stawek za roboczogodzinę w UE, szacowany okres zwrotu z inwestycji (ROI) wynosi około dwóch lat. Dla właścicieli dużych obiektów szklarniowych może to być kluczowy argument przemawiający za rezygnacją z tradycyjnej pracy rąk ludzkich na rzecz technologii AgTech. Wszystko zależy teraz od tego, jak chińska konstrukcja przejdzie ostateczny sprawdzian w realiach produkcyjnych europejskich gospodarstw.

Ruhrstahl Geräteträger. Nietypowy ciągnik, który wyprzedził swoją epokę

0
Ruhrstahl

Historia mechanizacji rolnictwa pełna jest konstrukcji, które próbowały wyznaczać nowe kierunki rozwoju. Jednym z najbardziej interesujących przykładów był Ruhrstahl Geräteträger, niemiecki nośnik narzędzi opracowany tuż po zakończeniu II wojny światowej. Choć dziś pozostaje stosunkowo mało znany, w swoim czasie stanowił niezwykle nowoczesne rozwiązanie, które miało zmienić sposób wykonywania wielu prac polowych.

Projekt powstał w latach czterdziestych XX wieku, kiedy rolnictwo potrzebowało wydajnych i uniwersalnych maszyn. W przeciwieństwie do klasycznych ciągników Ruhrstahl Geräteträger został zaprojektowany przede wszystkim jako nośnik różnego rodzaju narzędzi roboczych. Sama nazwa Geräteträger oznacza właśnie nośnik urządzeń lub narzędzi.

Za opracowanie konstrukcji odpowiadała niemiecka firma Ruhrstahl AG, znana wcześniej głównie z działalności przemysłowej i produkcji dla sektora zbrojeniowego. Po wojnie przedsiębiorstwo poszukiwało nowych kierunków działalności, a rozwój techniki rolniczej wydawał się obiecującym rozwiązaniem.

Dlaczego powstał Ruhrstahl Geräteträger?

Po zakończeniu wojny wiele gospodarstw rolnych w Niemczech borykało się z niedoborem sprzętu i siły roboczej. Potrzebne były maszyny zdolne wykonywać wiele różnych zadań przy możliwie niewielkich kosztach eksploatacji.

Tradycyjne ciągniki często wymagały stosowania osobnych narzędzi i specjalistycznych maszyn do poszczególnych prac. Ruhrstahl Geräteträger miał rozwiązać ten problem poprzez stworzenie jednej platformy umożliwiającej montaż różnych urządzeń roboczych.

Koncepcja zakładała, że rolnik będzie mógł szybko dostosować maszynę do aktualnych potrzeb gospodarstwa. W praktyce oznaczało to większą elastyczność oraz lepsze wykorzystanie sprzętu przez cały rok.

Nietypowa konstrukcja

Najbardziej charakterystycznym elementem Ruhrstahl Geräteträger była jego budowa. W przeciwieństwie do klasycznych ciągników silnik i stanowisko operatora rozmieszczono w sposób zapewniający dużą przestrzeń roboczą pomiędzy osiami.

Takie rozwiązanie umożliwiało montowanie narzędzi bezpośrednio w centralnej części maszyny. Operator miał bardzo dobrą widoczność na wykonywaną pracę, co było szczególnie istotne podczas pielęgnacji upraw rzędowych.

W tamtym okresie była to prawdziwa rewolucja. Większość ciągników oferowała ograniczoną widoczność na narzędzia robocze, przez co wykonywanie precyzyjnych zabiegów wymagało dużego doświadczenia.

Dzięki swojej konstrukcji Ruhrstahl Geräteträger pozwalał znacznie dokładniej kontrolować przebieg pracy.

Silnik i parametry techniczne

Maszyna została wyposażona w dwucylindrowy silnik wysokoprężny firmy KHD. Jednostka napędowa rozwijała około 28 KM, co w pierwszych latach powojennych było wartością wystarczającą dla wielu gospodarstw.

Choć współczesnym użytkownikom taka moc może wydawać się niewielka, należy pamiętać, że ówczesne maszyny rolnicze były znacznie lżejsze, a zakres wykonywanych prac różnił się od dzisiejszych standardów.

Napęd trafiał na tylne koła, zapewniając odpowiednią przyczepność podczas prac polowych. Konstruktorzy starali się połączyć prostotę obsługi z funkcjonalnością, dzięki czemu maszyna mogła być wykorzystywana nawet przez mniej doświadczonych operatorów.

Prace, które mógł wykonywać

Ruhrstahl Geräteträger został zaprojektowany jako maszyna wielozadaniowa. Mógł współpracować z różnymi narzędziami stosowanymi podczas uprawy roślin.

W zależności od wyposażenia wykorzystywano go między innymi do siewu, pielęgnacji międzyrzędzi, oprysków oraz innych zabiegów agrotechnicznych. Duża przestrzeń robocza pomiędzy osiami umożliwiała montaż narzędzi dokładnie tam, gdzie były najlepiej widoczne dla operatora.

Była to ogromna zaleta podczas pracy w uprawach wymagających precyzji. Rolnik mógł na bieżąco obserwować działanie urządzeń i szybko reagować na ewentualne problemy.

W praktyce maszyna pełniła funkcję, którą dziś realizują specjalistyczne ciągniki pielęgnacyjne oraz nowoczesne nośniki narzędzi.

Produkcja i zainteresowanie rynku

Pierwsze egzemplarze Ruhrstahl Geräteträger pojawiły się pod koniec lat czterdziestych. Konstrukcja wzbudziła zainteresowanie ze względu na innowacyjne podejście do organizacji pracy w gospodarstwie.

Jednak mimo licznych zalet maszyna nie zdobyła tak dużej popularności, jak oczekiwali jej twórcy. Jednym z powodów były dynamiczne zmiany zachodzące w branży maszyn rolniczych. Producenci klasycznych ciągników również zaczęli rozwijać bardziej uniwersalne konstrukcje, które mogły współpracować z coraz szerszą gamą narzędzi.

W efekcie specjalistyczne nośniki narzędzi musiały konkurować z maszynami oferującymi większą wszechstronność przy niższych kosztach zakupu.

Wpływ na rozwój techniki rolniczej

Choć Ruhrstahl Geräteträger nie stał się maszyną masowo wykorzystywaną w rolnictwie, jego znaczenie historyczne pozostaje bardzo duże. Wiele rozwiązań zastosowanych w tej konstrukcji znalazło później zastosowanie w innych pojazdach rolniczych.

Szczególnie ważna była idea zapewnienia operatorowi jak najlepszej widoczności na narzędzia robocze. Współczesne ciągniki specjalistyczne, nośniki narzędzi oraz maszyny do pielęgnacji upraw korzystają z podobnych założeń projektowych.

Koncepcja maszyny wielofunkcyjnej również wyprzedzała swoje czasy. Dziś producenci sprzętu rolniczego coraz częściej stawiają właśnie na uniwersalność oraz możliwość szybkiej zmiany osprzętu.

Dlaczego Ruhrstahl Geräteträger fascynuje kolekcjonerów?

Obecnie zachowane egzemplarze należą do rzadkości. Dla miłośników historii techniki są jednak niezwykle cennym świadectwem okresu intensywnego rozwoju mechanizacji rolnictwa po II wojnie światowej.

Nietypowy wygląd sprawia, że maszyna wyróżnia się na tle klasycznych ciągników z tego samego okresu. Charakterystyczna sylwetka oraz centralne umiejscowienie narzędzi przyciągają uwagę podczas pokazów zabytkowych maszyn rolniczych.

Kolekcjonerzy doceniają również fakt, że Ruhrstahl Geräteträger reprezentuje odważne podejście do projektowania sprzętu rolniczego. W czasach, gdy większość producentów rozwijała tradycyjne konstrukcje, niemieccy inżynierowie postanowili stworzyć coś zupełnie innego.

Dzięki temu Ruhrstahl Geräteträger zapisał się w historii jako jedna z najbardziej oryginalnych maszyn rolniczych swojej epoki, pokazując, że innowacyjne pomysły często pojawiają się znacznie wcześniej, niż rynek jest gotowy je w pełni wykorzystać.

Cykada trzcinowa staje się problemem w Europie. Jakie niesie zagrożenia?

0
Cykada trzcinowa

Jeszcze kilka lat temu niewielu rolników zwracało uwagę na cykadę trzcinową. Dziś ten niepozorny owad coraz częściej pojawia się w dyskusjach dotyczących ochrony roślin i bezpieczeństwa produkcji rolnej. Choć sama obecność cykady nie zawsze prowadzi do poważnych strat, jej znaczenie wynika przede wszystkim z roli, jaką może odgrywać w przenoszeniu groźnych patogenów.

Cykada trzcinowa, znana pod nazwą Pentastiridius leporinus, należy do grupy pluskwiaków równoskrzydłych. Dorosłe osobniki osiągają długość około 7 do 9 milimetrów i charakteryzują się jasnobrązowym lub szarobrązowym ubarwieniem. Ze względu na niewielkie rozmiary często pozostają niezauważone podczas lustracji pól.

Owady te występują w wielu krajach Europy, a w ostatnich latach coraz częściej obserwuje się ich obecność również na terenach intensywnie wykorzystywanych rolniczo.

Jak wygląda cykl życiowy cykady trzcinowej?

Zrozumienie biologii tego owada jest niezwykle ważne dla oceny zagrożenia, jakie może stwarzać dla upraw. Samice składają jaja w glebie, gdzie rozwijają się młode stadia larwalne.

Larwy przez długi czas żerują pod powierzchnią ziemi, odżywiając się sokami pobieranymi z korzeni różnych roślin. To właśnie ten etap życia może trwać najdłużej.

Dorosłe owady pojawiają się zwykle od późnej wiosny do końca lata. W tym okresie przemieszczają się pomiędzy roślinami, pobierając soki z części nadziemnych i poszukując miejsc do rozmnażania.

Duża mobilność sprawia, że cykady mogą stosunkowo szybko zasiedlać nowe obszary.

Dlaczego rolnicy zaczęli interesować się tym owadem?

Sama obecność cykady trzcinowej nie byłaby aż tak dużym problemem, gdyby nie jej zdolność do przenoszenia określonych mikroorganizmów chorobotwórczych.

W wielu krajach Europy owad ten został powiązany z rozprzestrzenianiem fitoplazm oraz bakterii powodujących poważne zaburzenia wzrostu roślin uprawnych. W praktyce oznacza to, że nawet niewielka liczba owadów może przyczyniać się do rozwoju chorób na dużych powierzchniach pól.

To właśnie rola wektora chorób sprawiła, że cykada trzcinowa znalazła się w centrum zainteresowania naukowców i producentów rolnych.

Jakie rośliny są najbardziej narażone?

Najwięcej uwagi poświęca się obecnie uprawom buraka cukrowego. W wielu regionach Europy odnotowano przypadki występowania chorób związanych z obecnością patogenów przenoszonych przez cykadę trzcinową.

Objawy mogą obejmować zahamowanie wzrostu, żółknięcie liści, deformacje oraz obniżenie jakości korzeni. W konsekwencji dochodzi do spadku plonów i pogorszenia parametrów technologicznych surowca.

Oprócz buraka cukrowego owad ten może być związany również z innymi gatunkami roślin uprawnych oraz chwastami, które stanowią dla niego źródło pokarmu i miejsce rozwoju.

To właśnie szerokie spektrum roślin żywicielskich utrudnia skuteczne ograniczanie populacji.

Jak rozpoznać obecność cykady trzcinowej?

Wykrycie owada nie zawsze jest łatwe. Dorosłe osobniki są niewielkie i bardzo ruchliwe. Po spłoszeniu szybko przeskakują lub odlatują na niewielką odległość.

Najczęściej wykorzystuje się specjalne pułapki entomologiczne oraz regularne lustracje plantacji. Dzięki nim można określić termin pojawienia się dorosłych osobników oraz ocenić skalę zagrożenia.

Rolnicy powinni zwracać uwagę również na nietypowe objawy chorobowe występujące na roślinach. W wielu przypadkach to właśnie pogarszający się stan plantacji jest pierwszym sygnałem wskazującym na obecność problemu.

W jaki sposób owad szkodzi roślinom?

Bezpośrednie uszkodzenia powodowane przez cykadę trzcinową zwykle nie należą do najgroźniejszych. Podczas żerowania owad pobiera soki roślinne, osłabiając nieco zaatakowane rośliny.

Znacznie większe znaczenie ma jednak możliwość przenoszenia patogenów. Gdy owad pobiera pokarm z chorej rośliny, może przejąć znajdujące się w niej mikroorganizmy. Następnie podczas żerowania na kolejnych roślinach dochodzi do ich rozprzestrzeniania.

W efekcie problem nie dotyczy wyłącznie pojedynczych owadów, lecz całego procesu rozwoju choroby na plantacji.

To właśnie dlatego monitoring populacji ma tak duże znaczenie.

Jakie objawy mogą pojawić się na plantacji?

Objawy zależą przede wszystkim od rodzaju patogenu obecnego w roślinie. W przypadku buraka cukrowego często obserwuje się zahamowanie wzrostu, zmniejszenie powierzchni liści oraz ich przebarwienia.

Rośliny mogą wyglądać na osłabione mimo odpowiedniego nawożenia i właściwych warunków uprawy. W niektórych przypadkach pojawiają się oznaki przypominające niedobory składników pokarmowych.

Właśnie dlatego prawidłowa diagnoza bywa trudna. Objawy mogą być mylone z działaniem innych czynników stresowych, takich jak susza czy niedobory mineralne.

Monitoring jako podstawa ochrony

Najważniejszym elementem ograniczania zagrożenia jest regularne monitorowanie plantacji. Pozwala ono szybko wykryć obecność owadów i ocenić ryzyko wystąpienia problemów zdrowotnych w uprawie.

Coraz częściej wykorzystuje się pułapki lepowe oraz systematyczne obserwacje pól. Dzięki temu możliwe jest określenie momentu największej aktywności cykad.

Wiedza na temat liczebności populacji pozwala podejmować bardziej świadome decyzje dotyczące ochrony roślin.

Znaczenie zmian klimatycznych

Wielu specjalistów zwraca uwagę, że zmieniające się warunki klimatyczne mogą sprzyjać rozwojowi populacji niektórych owadów. Łagodniejsze zimy i dłuższe okresy wysokich temperatur często zwiększają szanse przeżycia wielu gatunków.

Dotyczy to również cykady trzcinowej. Korzystniejsze warunki mogą sprzyjać jej rozprzestrzenianiu się na nowe obszary oraz zwiększać liczebność lokalnych populacji.

Z tego powodu temat ten coraz częściej pojawia się w analizach dotyczących przyszłości produkcji rolnej oraz zagrożeń dla upraw.

Dlaczego warto obserwować rozwój sytuacji?

Jeszcze niedawno cykada trzcinowa była traktowana jako owad o stosunkowo niewielkim znaczeniu gospodarczym. Obecnie sytuacja wygląda inaczej. Rosnąca liczba obserwacji oraz przypadków chorób powiązanych z jej aktywnością sprawia, że staje się jednym z ważniejszych tematów w ochronie roślin.

Dla rolników oznacza to konieczność dokładniejszego monitorowania plantacji, zwracania uwagi na nietypowe objawy oraz śledzenia aktualnych zaleceń dotyczących ochrony upraw. W miarę zdobywania kolejnych informacji o biologii owada i jego wpływie na rośliny znaczenie cykady trzcinowej w europejskim rolnictwie może okazać się znacznie większe, niż jeszcze kilka lat temu przypuszczano.

Legenda PRL-u w liczbach. Oto prawdziwa moc Ursusa C-4011

0
Ursus C-4011

Ursus C-4011 to jeden z najbardziej rozpoznawalnych ciągników w historii polskiego rolnictwa. Produkowany w latach 1965–1970 stał się fundamentem dla późniejszych konstrukcji z rodziny C-355 i C-360. Do dziś wiele egzemplarzy pozostaje w użytkowaniu, a rolnicy i kolekcjonerzy często poszukują informacji o jego rzeczywistych parametrach.

Moc silnika Ursusa C-4011

Fabrycznie Ursus C-4011 był wyposażony w czterocylindrowy silnik wysokoprężny S-4001 o pojemności 3120 cm³. Jednostka napędowa rozwijała 42 konie mechaniczne (KM) przy 2000 obr./min. Maksymalny moment obrotowy wynosił około 180 Nm.

Jak na drugą połowę lat 60. była to wartość pozwalająca na sprawną pracę z większością maszyn wykorzystywanych w średnich gospodarstwach. Ciągnik dobrze radził sobie z pługami, bronami czy przyczepami transportowymi, a jednocześnie pozostawał stosunkowo oszczędny i prosty w obsłudze.

Silnik S-4001 – serce kultowego ciągnika

Jednostka S-4001 była konstrukcją czterocylindrową chłodzoną cieczą. Charakteryzowała się nieskomplikowaną budową, dzięki czemu naprawy można było wykonywać nawet we własnym gospodarstwie. Pojemność skokowa wynosząca 3120 cm³ oraz moment obrotowy dostępny przy niskich obrotach sprawiały, że ciągnik dobrze radził sobie podczas cięższych prac polowych.

To właśnie trwałość tego silnika sprawiła, że wiele egzemplarzy Ursusa C-4011 pracuje do dziś, często po kilku remontach kapitalnych.

Czy Ursus C-4011 był słabszy od C-360?

Tak. Następca tego modelu, Ursus C-360, otrzymał zmodernizowany silnik S-4003 rozwijający 52 KM. Oznacza to różnicę około 10 KM na korzyść nowszej konstrukcji. Mimo to wielu użytkowników podkreśla, że C-4011 wyróżniał się spokojną charakterystyką pracy oraz wysoką trwałością podzespołów.

W praktyce 42 KM w zupełności wystarczały do realizacji większości prac wykonywanych w gospodarstwach tamtego okresu.

Pozostałe parametry techniczne Ursusa C-4011

Oprócz mocy silnika warto zwrócić uwagę na kilka innych danych technicznych tego modelu:

  • silnik S-4001 o pojemności 3120 cm³,
  • 4 cylindry,
  • 10 biegów do przodu i 2 biegi wsteczne,
  • maksymalna prędkość około 25 km/h,
  • udźwig tylnego podnośnika 1200 kg,
  • masa własna około 2190 kg.

Takie parametry sprawiały, że Ursus C-4011 był uniwersalnym ciągnikiem przeznaczonym zarówno do prac polowych, jak i transportowych.

Dlaczego Ursus C-4011 nadal cieszy się popularnością?

Choć od zakończenia produkcji minęło ponad pół wieku, model ten nadal można spotkać w gospodarstwach i na zlotach zabytkowych maszyn. Decydują o tym przede wszystkim prosta konstrukcja, łatwy dostęp do części zamiennych oraz legendarna trwałość. Dla wielu rolników Ursus C-4011 pozostaje symbolem mechanizacji polskiej wsi, a jego 42-konny silnik do dziś udowadnia, że niezawodność często bywa ważniejsza niż sama moc.

Masz pomidory w ogrodzie? Sprawdź, czy nie rosną na nich wilki

0
pomidory

Osoby uprawiające pomidory bardzo szybko spotykają się z określeniem wilki. Dla początkujących ogrodników nazwa może brzmieć tajemniczo, jednak doświadczeni działkowcy wiedzą, że mają one ogromny wpływ na rozwój roślin oraz wielkość plonów.

Wilkami nazywa się boczne pędy wyrastające w kątach pomiędzy główną łodygą a liściem. Początkowo wyglądają niepozornie, jednak rosną bardzo szybko i w krótkim czasie mogą zamienić się w kolejne silne odgałęzienia.

W naturalnych warunkach pomidor dąży do tworzenia licznych pędów i rozrastania się na boki. Dzięki temu może wytworzyć więcej liści, kwiatów oraz owoców. W uprawie ogrodowej nie zawsze jest to jednak korzystne. Nadmierna liczba pędów sprawia bowiem, że roślina zaczyna przeznaczać energię na wzrost zielonej masy zamiast na rozwój pomidorów.

Gdzie pojawiają się wilki?

Najłatwiej zauważyć je w miejscu połączenia liścia z głównym pędem. W kącie utworzonym przez łodygę i ogonek liściowy zaczyna wyrastać niewielki zielony pęd.

Na początku ma zaledwie kilka centymetrów długości i często bywa mylony z kolejnym liściem. Po kilku dniach można jednak zauważyć charakterystyczne cechy świadczące o tym, że nie jest to zwykły liść.

Wilk szybko tworzy własne liście i zaczyna przypominać młodą roślinę pomidora. Jeśli pozostanie na krzaku przez dłuższy czas, może osiągnąć długość kilkudziesięciu centymetrów.

Właśnie dlatego regularna obserwacja roślin jest tak ważna. Młode wilki są znacznie łatwiejsze do usunięcia niż silnie rozwinięte pędy.

Jak odróżnić wilka od grona kwiatowego?

To jedno z najczęściej zadawanych pytań przez osoby rozpoczynające uprawę pomidorów. Początkujący ogrodnicy często obawiają się, że przez pomyłkę usuną przyszłe owoce.

Różnica jest jednak dość wyraźna. Wilk przypomina małą łodygę z liśćmi. Wyrasta pod kątem pomiędzy głównym pędem a liściem i niemal od początku tworzy charakterystyczne listki.

Grono kwiatowe wygląda zupełnie inaczej. Jego końcówka jest bardziej rozgałęziona, a zamiast liści pojawiają się małe pąki kwiatowe. W kolejnych dniach rozwijają się z nich żółte kwiaty, które później przekształcają się w owoce.

Przed usunięciem jakiegokolwiek pędu warto dokładnie przyjrzeć się jego budowie. Po kilku tygodniach praktyki rozróżnianie wilków staje się bardzo łatwe.

Dlaczego usuwa się wilki?

Głównym celem usuwania wilków jest skierowanie energii rośliny na rozwój owoców. Każdy dodatkowy pęd wymaga bowiem dostarczania wody oraz składników pokarmowych.

Jeżeli pomidor tworzy zbyt wiele odgałęzień, zaczyna inwestować zasoby w produkcję nowych liści i łodyg. W efekcie owoce mogą być mniejsze, a dojrzewanie trwa dłużej.

Przerzedzenie pędów poprawia również dostęp światła do wnętrza rośliny. Dzięki temu owoce lepiej się wybarwiają, a cyrkulacja powietrza pomiędzy liśćmi staje się skuteczniejsza.

Dla wielu odmian uprawianych przy podporach jest to podstawowy zabieg pielęgnacyjny wykonywany przez cały sezon.

Które pomidory wymagają usuwania wilków?

Nie wszystkie pomidory traktuje się w ten sam sposób. Szczególnej uwagi wymagają odmiany wysokorosnące, określane często jako tyczne.

Takie rośliny mogą osiągać ponad dwa metry wysokości i przez cały sezon nieustannie wytwarzają nowe pędy. Pozostawienie wszystkich wilków prowadzi do nadmiernego zagęszczenia krzewu.

W przypadku odmian karłowych i samokończących sytuacja wygląda nieco inaczej. Rośliny te naturalnie tworzą bardziej rozłożysty pokrój i często nie wymagają regularnego usuwania wszystkich bocznych pędów.

Zbyt intensywne przycinanie takich odmian może nawet ograniczyć liczbę owoców.

Kiedy najlepiej usuwać wilki?

Najlepszym momentem jest faza, gdy pęd osiąga długość kilku centymetrów. Młode wilki można bardzo łatwo usunąć palcami bez powodowania większych uszkodzeń rośliny.

Warto wykonywać ten zabieg regularnie, najlepiej raz lub dwa razy w tygodniu. Dzięki temu nie dopuszcza się do nadmiernego rozrastania pędów.

Usuwanie dużych wilków jest mniej korzystne. Roślina musi wtedy zagoić większą ranę, co zwiększa ryzyko infekcji i powoduje niepotrzebny stres.

Najlepiej przeprowadzać zabieg w suchy i słoneczny dzień. Powstałe uszkodzenia szybciej wysychają, a ryzyko rozwoju chorób grzybowych jest mniejsze.

Jak prawidłowo usuwać wilki?

Najprostszą metodą jest wyłamywanie młodych pędów palcami. Wystarczy delikatnie chwycić wilka i odchylić go na bok.

Jeżeli pęd jest już większy, można użyć czystego sekatora lub nożyczek ogrodniczych. Narzędzia powinny być zdezynfekowane, aby ograniczyć możliwość przenoszenia chorób pomiędzy roślinami.

Podczas pracy należy uważać, aby nie uszkodzić głównej łodygi ani gron kwiatowych. Każde niepotrzebne zranienie osłabia roślinę i może stać się miejscem wnikania patogenów.

Co się stanie, jeśli nie usuniemy wilków?

Pozostawienie wszystkich pędów nie oznacza automatycznie braku plonów. Pomidor nadal będzie rósł i owocował. W wielu przypadkach może nawet wytworzyć większą liczbę owoców.

Problem polega jednak na tym, że będą one często mniejsze i później osiągną dojrzałość. Gęsty krzew utrudnia także przewiew powietrza, co zwiększa ryzyko występowania chorób grzybowych.

W wilgotne lato nadmierne zagęszczenie roślin może sprzyjać rozwojowi zarazy ziemniaczanej oraz innych infekcji, które szybko rozprzestrzeniają się pomiędzy liśćmi.

Dlatego wielu ogrodników decyduje się na regularne prowadzenie pomidorów na jeden lub dwa główne pędy.

Czy wilki można wykorzystać?

Mało kto wie, że usunięte wilki mogą posłużyć do rozmnażania pomidorów. Zdrowy pęd umieszczony w wodzie lub wilgotnym podłożu bardzo szybko wytwarza korzenie.

Po kilku dniach lub tygodniach można uzyskać nową sadzonkę gotową do posadzenia w gruncie lub szklarni. Jest to prosty sposób na zwiększenie liczby roślin bez konieczności wysiewania kolejnych nasion.

Najlepiej wybierać silne i zdrowe pędy pozbawione oznak chorób. Dzięki temu nowa roślina będzie rozwijała się prawidłowo i zachowa cechy odmiany, z której została pobrana.

Regularna obserwacja to podstawa

Wilki pojawiają się przez cały okres wzrostu pomidora. Nawet jeśli roślina została dokładnie oczyszczona tydzień wcześniej, podczas kolejnej kontroli można znaleźć nowe pędy wyrastające w kątach liści.

Systematyczna obserwacja pozwala szybko reagować i utrzymywać pożądany kształt krzewu. Dzięki temu pomidory mają lepszy dostęp do światła, skuteczniej wykorzystują składniki pokarmowe i mogą skoncentrować energię na tworzeniu dorodnych owoców, które dojrzewają równomiernie przez cały sezon.

Superkomórki burzowe przetaczają się przez Polskę. Uformował się niebezpieczny układ bow echo

0

Front silnych nawałnic uderzył w zachodnie regiony naszego kraju. Nad terytorium Polski wkroczyła wyjątkowo gwałtowna superkomórka burzowa, a towarzyszący jej liniowy układ mezoskalowy przybrał niebezpieczną strukturę bow echo. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) oraz Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB) wydały pilne ostrzeżenia najwyższego stopnia przed niszczycielskim żywiołem.

Gwałtowne superkomórki burzowe znad Niemiec – gdzie sytuacja jest najtrudniejsza?

Groźne formacje konwekcyjne wkroczyły na teren Polski bezpośrednio zza naszej zachodniej granicy. Jedna z niezwykle aktywnych struktur początkowo zmierzała bezpośrednio w stronę Szczecina. Ostatecznie ominęła ona stolicę województwa zachodniopomorskiego, jednak uderzyła ze zdwojoną siłą w okoliczne powiaty, kierując się na Gryfino oraz Pyrzyce.

Obecnie punkt ciężkości i największa aktywność burzowa występuje na Ziemi Lubuskiej. Synoptycy oraz detektory wyładowań wskazują, że w kolejnych godzinach bezpośrednie zagrożenie obejmie inne regiony w pasie zachodniej, a następnie centralnej Polski. Producenci rolni z tych rejonów powinni natychmiast podjąć działania prewencyjne – zabezpieczyć maszyny rolnicze, sprawdzić drożność przepustów oraz upewnić się, że inwentarz żywy znajduje się w bezpiecznym miejscu.

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wskazuje na występowanie w obrębie burz szeregu groźnych zjawisk — gradobić z ziarnami o dużej średnicy, ulew mogących powodować podtopienia oraz niszczycielskich wichur. O rosnącym ryzyku na bieżąco informuje także Rządowe Centrum Bezpieczeństwa za pomocą alertów SMS.

Gdzie jest burza teraz? RADAR POGODOWY NA ŻYWO

Trasę przemieszczania się burz i frontów opadowych można na bieżąco śledzić na poniższym radarze pogodowym:

Układ bow echo w Wielkopolsce: Wiatr do 100 km/h i ryzyko szkód w rolnictwie

Jak przekazuje w swoich komunikatach Sieć Obserwatorów Burz, dynamiczne układy frontowe utrzymają swoją niszczycielską aktywność nawet do godzin porannych. Ekstremalnie trudna sytuacja panuje obecnie m.in. w rejonie Międzychodu (województwo wielkopolskie). Znajduje się tam bardzo aktywna, odizolowana superkomórka burzowa zdolna generować sporych rozmiarów grad oraz bardzo silny, porywisty wiatr osiągający w porywach prędkość do 100 km/h.

Zjawisko bow echo (charakterystyczne wygięcie linii szkwału na obrazach radarowych w kształt łuku) to bezpośrednia zapowiedź wystąpienia silnych prądów zstępujących (tzw. downburst). Dla sektora agrarnego oznacza to ogromne niebezpieczeństwo. Wiatry o strukturze szkwałowej potrafią w kilka minut całkowicie położyć zaawansowane w rozwoju uprawy zbóż i kukurydzy, dokonać spustoszenia w sadach oraz pozrywać poszycia dachowe z budynków inwentarskich i magazynów.

[RAPORT] Hamuje wzrost cen codziennych zakupów. Szczególnie widać to po żywności

0
Foodex Express w Łodzi

W maju br. ceny 17 analizowanych kategorii produktów wzrosły w sklepach detalicznych średnio o 3,4% rdr. W kwietniu codzienne zakupy zdrożały rdr. o 3,7%, a w marcu – o 3,8%. Ceny samej żywności ostatnio poszły w górę o 2,4% rdr. Skoki w całym tym segmencie we wcześniejszych miesiącach roku były bardziej odczuwalne. Po danych widać też, że konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie nie przyczynił się do wzrostu cen w takim stopniu, jak spodziewali się eksperci rynkowi.

Wyniki wskazują na wyraźny trend dezinflacyjny

Z najnowszego raportu pt. „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych” (autorstwa UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito) wynika, że maju br. ceny żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej i artykułów dla dzieci, wzrosły średnio o 3,4% rdr. Wzrost cen we wcześniejszych miesiącach tego roku był wyższy. W kwietniu wyniósł rdr. 3,7%, a w marcu i lutym – po 3,8%. Jak ocenia dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, wyniki wskazują na wyraźny trend dezinflacyjny.

– To trwałe, stopniowe hamowanie, a nie jednorazowe odchylenie. Co ważne, inflacja CPI – według GUS – wyniosła w maju 3,1% rdr. To było wynikiem wyraźnie niższym od konsensusu rynkowego na poziomie 3,7%. Dane detaliczne UCE Research są z nią spójne. Wzrost cen w sklepach wciąż jest faktem, ale jego impet wyraźnie słabnie – zwraca uwagę dr Arak.

Obecnie żywność drożeje wolniej niż reszta koszyka detalicznego

Spadek dynamiki wzrostu cen w maju zaskoczył Marcina Luzińskiego, ekonomisty z Erste Banku. Ekspert spodziewał się raczej tendencji rosnącej. Tymczasem ceny żywności zanotowały większy spadek rocznej miary podwyżek cen, niż zakładał. Według ww. raportu, w maju br. żywność zdrożała średnio o 2,4% rdr. Nieco większe podwyżki rdr. zanotowano również we wcześniejszych miesiącach tego roku – w kwietniu o 3,3%, w marcu – o 3,2%, a w lutym – o 3,4%. Dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito jest zdania, że wynik samej żywności jest jeszcze bardziej wymowny niż ogólny odczyt. Do tego ekspert dodaje, że kategoria, która przez lata napędzała wzrosty, stała się teraz czynnikiem stabilizującym.

– Składa się na to kilka czynników działających jednocześnie. Po pierwsze, to jest normalizacja cen na rynkach rolnych. Po drugie, występuje intensywna konkurencja między dyskontami w zakresie produktów podstawowych, czyli tych, które konsument najłatwiej porównuje między sieciami. Po trzecie, mamy efekt bazy statystycznej. Maj 2024 roku był okresem relatywnie wyższych cen żywności – tłumaczy dr Orpych.

Do tego dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu DSW Ideis podkreśla, że szczególnie istotny jest fakt, iż obserwowane wyhamowanie nie wynika wyłącznie z efektów statystycznych czy wysokiej bazy odniesienia. Ekspertka przypomina, że – według GUS – ceny żywności i napojów bezalkoholowych spadły w maju o około 1,0% względem kwietnia, co było jedną z największych niespodzianek w najnowszym odczycie inflacji. W ujęciu rocznym były one wyższe tylko o 0,5%. 

– Pokazuje to, że mamy do czynienia nie tylko ze spowolnieniem wzrostu cen, ale wręcz z okresową korektą cenową w części kategorii żywnościowych. Na taki obraz rynku mogło wpłynąć jednoczesne oddziaływanie kilku czynników. Utrzymuje się silna konkurencja pomiędzy sieciami handlowymi, które w warunkach wysokiej wrażliwości cenowej konsumentów mają ograniczone możliwości podnoszenia cen. Poprawiła się także sytuacja podażowa w części kategorii żywnościowych, zwłaszcza produktów sezonowych. Co więcej, relatywnie stabilne pozostają koszty importu, wspierane przez stosunkowo mocnego złotego – wylicza dr inż. Motylska-Kuźma.

Patrząc na wszystkie analizowane kategorie, widać spadek wzrostu cen mdm. Natomiast wynik samej żywności jest nawet poniżej ogólnej wartości inflacji podawanej przez GUS. Dr Robert Orpych podkreśla, że obecnie żywność drożeje wolniej niż reszta koszyka detalicznego. Wynika to z tego, że jest szczególnie wrażliwa na konkurencję cenową. Sklepy wiedzą o tym, że to właśnie ceny chleba, mleka czy mięsa konsument sprawdza najuważniej i to właśnie tu rywalizacja między sieciami jest najbardziej odczuwalna. 

– Powyższy wynik żywności, będący poniżej CPI, to z kolei efekt tego, że koszyk GUS obejmuje szerszy zakres dóbr i usług, w tym te, które w ostatnim czasie drożały szybciej. Natomiast sam rynek żywnościowy w sklepach, w obliczu dużej podaży i walki dyskontów o klienta, wyhamował. To dobra informacja szczególnie dla gospodarstw domowych o niższych dochodach, gdzie żywność stanowi znaczącą część ich wydatków – uważa ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Wojna na Bliskim Wschodzie dotychczas nie znalazła istotnego odzwierciedlenia w cenach żywności

Z kolei dr Mariusz Dziwulski, analityk PKO BP, zauważa, że wojna na Bliskim Wschodzie dotychczas nie znalazła istotnego odzwierciedlenia w cenach żywności, choć podwyżki widać na rynku olejów roślinnych. Ekspert wskazuje, że rynki rolne w drugim kwartale br. wciąż znajdowały się pod wpływem wysokiej globalnie podaży, która jest konsekwencją dość solidnych wzrostów produkcji w sezonie 2025/26. 

– Obawialiśmy się, że napięcia na Bliskim Wschodzie wyraźnie przyspieszą inflację przez kanał paliwowy i energetyczny. Tymczasem program CPN, który obniżył ceny paliw o ok. 1-1,2 zł za litr, przytłumił oczekiwania inflacyjne. Dodatkowo ceny paliw obniżyły się w maju o 0,1% mdm. Do tego efekty drugiej rundy inflacyjnej, tj. przenoszenia wyższych kosztów energii na inne towary, nie zmaterializowały się w zauważalnym stopniu. Oczywiście presja nie zniknęła – podsumowuje dr Arak.


źródło: MondayNews Polska