Opady na południu kraju oraz roztopy na wschód od Wisły będą podnosić poziom rzek
Stan rzek po opadach już jest wysoki a mniejsze cieki bez monitoringu IMGW potrafiły wylać na okoliczne pola. W nocy zwłaszcza na południu kraju mocniej popada- od 1 mm gdzie ominie do 8 mm gdzie opad trafi rdzeniem. Słabiej i lokalniej popada w nocy na wschodzie, zachodzie i w centrum- od 0 do 5 mm.
Na termometrach o świcie od -1 stopnia w Sejnach do +3 stopni na zachodzie, wschodzie i północy do 4 w centrum i 5 na południu kraju.
W ciągu dnia opady będą odsuwać się coraz dalej na południe. Po południu już tylko miejscami na południu kraju słabo popada. Nad resztą kraju dużo chmur, trochę przejaśnień.
Na termometrach od 0 stopni w Suwałkach do 8 w Nysie i Bogatyni.
Wiatr na wybrzeżu słaby; na zachodzie i Kaszubach oraz w Wielkopolsce umiarkowany z północy a na wschodzie, południu i w centrum powieje silnie w porywach do 40 km/h z północy.
Nagła zmiana aury stawia polskich rolników i mieszkańców terenów nizinnych w stan pełnej gotowości. Po fali mrozów do Polski wkroczyło gwałtowne ocieplenie, któremu towarzyszą intensywne opady deszczu. Połączenie topniejącego śniegu z ulewami tworzy niebezpieczną mieszankę, a największym problemem okazuje się… głęboko przemarznięta gleba.
Miesięczna norma opadów w zaledwie dwa dni [WIDEO]
Dynamiczna sytuacja baryczna nad Europą sprawiła, że nad Polskę nadciągnęły aktywne układy niżowe, niosące potężne zasoby wilgoci. Prognozy synoptyków są alarmujące: w ciągu zaledwie 48 godzin w wielu regionach kraju spadnie tyle deszczu, ile zazwyczaj notuje się w ciągu całego miesiąca.
Najtrudniejsza sytuacja panuje na zachodzie, południu oraz we wschodniej części kraju. Według danych IMGW, sumy opadów mogą wynieść:
5-10 l/m² na północnym wschodzie,
10-20 l/m² w pasie centralnym,
nawet 20-30 l/m² lokalnie na zachodzie i południu.
Kluczowym czynnikiem potęgującym ryzyko podtopień nie jest sam deszcz, ale stan podłoża. Po ostatnich tygodniach z ujemnymi temperaturami, gleba jest głęboko przemarznięta. W praktyce oznacza to, że straciła ona zdolność do infiltracji, czyli wchłaniania wody w głąb profilu glebowego.
Dla lepszego zobrazowania sytuacji: obecnie polska ziemia zachowuje się tak, jakby na polach wylano beton. Woda z topniejącego śniegu oraz zacinającego deszczu nie wsiąka w grunt, lecz spływa powierzchniowo, gromadząc się w zagłębieniach terenu, zalewając piwnice, drogi lokalne oraz niżej położone użytki zielone i pola uprawne.
Poniedziałek pod znakiem burz i alertów
Poniedziałek, 23 lutego, to kulminacja niebezpiecznych zjawisk. Na północnym wschodzie deszcz ma charakter ciągły, natomiast w innych regionach występują opady przelotne. Co ciekawe, na zachodzie i południu pojawiły się pierwsze w tym roku burze, co potwierdza Przemysław Makarewicz, synoptyk IMGW.
Temperatury są mocno zróżnicowane: od 1°C na wschodzie, przez 6°C w centrum, aż po 10°C na zachodzie. W nocy słupki rtęci spadną w okolice zera, co może powodować oblodzenia na drogach.
Ostrzeżenia hydrologiczne: Gdzie jest najgorzej? [MAPA IMGW]
IMGW wydał szereg ostrzeżeń przed gwałtownymi wzrostami stanów wód. Alerty 1. stopnia obowiązują dla wschodniej połowy kraju oraz wybrzeża. Znacznie poważniej wygląda sytuacja w dorzeczach rzek górskich i podgórskich.
Ostrzeżenia 2. stopnia (stan ostrzegawczy z możliwością przekroczenia stanu alarmowego) wydano dla:
Zlewni Nysy Kłodzkiej, górnej Nysy Łużyckiej, Bobru i Kwisy (woj. dolnośląskie),
Zlewni Wkry (woj. mazowieckie).
Służby apelują o zabezpieczenie mienia, szczególnie w gospodarstwach położonych w pobliżu cieków wodnych. Warto sprawdzić drożność przepustów oraz rowów melioracyjnych, o ile nie są one całkowicie skute lodem.
Prognoza krótkoterminowa na kolejne dni: Czy to już wiosna?
Wtorek, 24 lutego, przyniesie upragnione uspokojenie w pogodzie. Opady zaczną zanikać, a zza chmur wyjrzy słońce. Co więcej, czeka nas potężny skok temperatury – w kolejnych dniach termometry mogą wskazać nawet 15°C.
Choć to krótkotrwałe ocieplenie pozwoli na stopniowe odmarzanie gruntu, rolnicy muszą monitorować stan swoich upraw. Nagłe ruszenie wegetacji przy dużej wilgotności gleby i ryzyku powrotu przymrozków w marcu może być wyzwaniem dla kondycji zbóż i rzepaku.
A jak sytuacja wygląda na Waszych polach? Dajcie znać w komentarzach!
Sytuacja epizootyczna w Polsce ulega pogorszeniu. Najnowszy raport Głównego Inspektoratu Weterynarii (GIW) nie pozostawia złudzeń – w ciągu zaledwie jednego tygodnia potwierdzono blisko 40 nowych ognisk ASF u dzików. Szczególny niepokój budzi powrót wirusa do powiatu piotrkowskiego, który jest kluczowym punktem na mapie polskiej hodowli trzody chlewnej.
Powiat piotrkowski pod presją – wirus w gminach Rozprza i Sulejów
Najbardziej niepokojące doniesienia płyną z województwa łódzkiego. W minionym tygodniu GIW potwierdził wystąpienie ognisk ASF u dzików w gminach Rozprza oraz Sulejów (powiat piotrkowski). Dlaczego to tak istotne?
Powiat piotrkowski to drugie co do wielkości zagłębie hodowli trzody chlewnej w Polsce. Od początku 2026 roku odnotowano tam już 9 ognisk u dzików. Każdy taki przypadek w tak zurbanizowanym pod kątem produkcji zwierzęcej terenie zwiększa ryzyko przeniesienia wirusa do stad hodowlanych, co wiąże się z drastycznymi restrykcjami w handlu i przemieszczaniu zwierząt.
Raport GIW: Gdzie potwierdzono nowe ogniska? (23.02.2026)
W ostatnim tygodniu potwierdzono łącznie 39 ognisk ASF u dzików, w których obecność wirusa stwierdzono u 64 osobników. Co istotne, aż 33 ogniska dotyczyły zwierząt padłych, co świadczy o wysokiej zjadliwości krążącego w środowisku wirusa.
Lista lokalizacji z ostatniego raportu:
Woj. łódzkie: powiat piotrkowski (Rozprza, Sulejów).
Woj. mazowieckie: powiaty białobrzeski (Stara Błotnica), legionowski (Jabłonna), lipski (Rzeczniów).
Woj. lubelskie: powiaty kraśnicki (Gościeradów), lubelski (Głusk).
Od początku bieżącego roku na terenie kraju potwierdzono już 335 ognisk ASF u dzików. Choroba jest obecna w 11 województwach. Na ten moment status „wolnych od ASF” zachowują jedynie województwa: dolnośląskie, małopolskie, opolskie, śląskie oraz wielkopolskie.
Dla porównania, w całym ubiegłym roku odnotowano ponad 3,4 tys. ognisk u dzików oraz 18 ognisk w stadach trzody chlewnej. Eksperci alarmują, że intensyfikacja wirusa u dzików wczesną wiosną może być zapowiedzią trudnego sezonu letniego dla producentów świń.
Groźny pożar w powiecie wysokomazowieckim postawił na nogi służby ratunkowe w piątkowe popołudnie. W gminie Szepietowo ogień zajął budynek magazynowy, bezpośrednio zagrażając chlewni pełnej zwierząt. Dzięki błyskawicznej reakcji gospodarza i skutecznej akcji straży pożarnej, udało się uniknąć gigantycznych strat w inwentarzu.
Alarm pożarowy w gminie Szepietowo – minuty decydowały o wszystkim
21 lutego, około godziny 14:00, stanowisko kierowania w Wysokiem Mazowieckiem otrzymało zgłoszenie o pożarze w jednym z gospodarstw rolnych. Sytuacja od początku była krytyczna. Płonął budynek magazynowy, a silne zadymienie i wysoka temperatura zagrażały sąsiedniej chlewni, w której znajdowało się łącznie 1200 tuczników.
Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie, a bliskość obiektów inwentarskich stwarzała ryzyko tragicznego w skutkach pożaru masowego.
Zanim na miejsce dotarły pierwsze zastępy straży pożarnej, walkę o życie zwierząt podjął sam właściciel gospodarstwa. Wykazując się ogromnym opanowaniem, mężczyzna przeprowadził ewakuację około 100 sztuk trzody chlewnej z najbardziej zagrożonej strefy.
Po przyjeździe jednostek straży, pożar magazynu był już w fazie rozwiniętej. Priorytetem ratowników była tzw. obrona budynku inwentarskiego. Strażacy stworzyli szczelną barierę wodną, która odcięła płomienie od głównej części chlewni.
Obecnie przyczyny pożaru w gminie Szepietowo nie są jeszcze oficjalnie znane – sprawę wyjaśniają biegli.
Luty 2026 r. przejdzie do historii jako miesiąc energetycznego paradoksu. Podczas gdy Komisja Europejska oficjalnie „popycha” państwa członkowskie do radykalnych obniżek VAT-u na prąd, w polskim Sejmie projekt ustawy „Tani prąd – 33%” utknął w martwym punkcie. W tle mamy rekordowy dług publiczny, napięcia w Iranie i najtańsze zboże od lat.
Bruksela daje „zielone światło” na VAT 5%
Zgodnie z unijną strategią zapisaną w dokumencie COM(2025) 79 final, Bruksela przestała traktować prąd jako towar luksusowy. Komisja Europejska wprost zaleca państwom stosowanie minimalnej stawki VAT (5%) oraz wyzerowanie akcyzy.
Cel jest jasny: obniżyć ceny energii, aby unijne rolnictwo (przemysł) mogło konkurować z tanim importem. Kraje takie jak Belgia (6% VAT) czy Hiszpania już wdrożyły te mechanizmy, budując przewagę swoich producentów. W UE prąd ma być „nagradzany” niskim podatkiem, by wyprzeć drożejący gaz i ropę, których ceny są teraz zakładnikiem niepokojów w Iranie.
Projekt „Tani prąd – 33%” w zamrażarce
Odpowiedzią na te trendy był projekt prezydenta Karola Nawrockiego z listopada 2025 r. Zakłada on, że ceny energii dla Polaków spadną dzięki:
Przekierowaniu 100% wpływów z ETS (handlu emisjami) bezpośrednio na rachunki odbiorców.
Niestety, projekt ten – mimo unijnego „zielonego światła” – utknął w sejmowej zamrażarce. Eksperci nie mają złudzeń: to polityczny odwet za prezydenckie weta, ale przede wszystkim brutalna kalkulacja Ministerstwa Finansów.
Dlaczego rząd boi się obniżek? Liczby nie kłamią
Motywacja rządu do utrzymywania wysokich podatków na energię wynika z dramatycznego stanu finansów publicznych na rok 2026:
Rekordowy deficyt: Budżetowa dziura wynosi 271,7 mld zł. Polska ma obecnie jeden z najwyższych deficytów w całej Unii.
Pętla zadłużenia: Dług sektora finansów publicznych przekroczył 65% PKB. Każdy procent VAT-u mniej to dla budżetu strata ok. 14 mld zł, na co rząd – w obliczu procedur nadzorczych z Brukseli – boi się pozwolić.
Koszt odsetek: Polska w 2026 r. wyda na samą obsługę długu aż 115 mld zł. To kwota większa niż cały program 800+ i 14. emerytury razem wzięte.
Podsumowanie: Rolnik między młotem a kowadłem
Sytuacja jest alarmująca. Z jednej strony mamy rekordową podaż zbóż (Argentyna, Australia) i ceny w skupach szorujące po dnie (pszenica 700–770 zł/t). Z drugiej – polskie ceny energii są sztucznie pompowane przez najwyższy w regionie VAT i skok opłaty mocowej o 55% (do 219,40 zł/MWh).
Podczas gdy Bruksela i kraje zachodnie tną podatki, by ratować produkcję, polski rolnik finansuje swoimi rachunkami odsetki od długu publicznego. Bez odmrożenia systemowych ulg, polska żywność może w 2026 roku stracić swoją ostatnią kartę przetargową – konkurencyjną cenę.
Odmiany kukurydzy na kiszonkę – prawidłowy dobór to pierwszy krok w kierunku wysokiego plonu i dobrej jakości kiszonki. Analizujemy wyniki plonowania poszczególnych kreacji oraz sprawdzamy możliwości, jakie daje najnowszy postęp hodowlany.
Bez ciepła i wody ani rusz
Kukurydza od momentu siewu narażona jest na niskie temperatury powietrza i lokalne przymrozki. Dobry wigor początkowy sprawia, że rośliny lepiej znoszą te niekorzystne czynniki oraz szybciej się rozwijają. Ma to wpływ na lepsze wyrównanie plantacji i zniwelowanie braków w obsadzie.
Najwyższe zapotrzebowanie roślin na wodę występuje w okresie kwitnienia. Brak opadów i upały nie pozwalają na pokrycie ich potrzeb, co wiąże się ze słabszym zawiązywaniem kolb i gorszym ich zaziarnieniem, w efekcie przyczyniając się do zmniejszenia potencjału plonowania.
Trudny sezon
Tegoroczny sezon nie był łaskawy dla uprawy kukurydzy w Polsce. Chłodna wiosna w wielu lokalizacjach przesuwała terminy siewu. Następnie niezbyt upalne lato często nie pozwalało nadrobić opóźnień w rozwoju roślin. Na północy kraju plantacje musiały mierzyć się z dużymi opadami deszczu, podczas gdy w pozostałych rejonach występowały okresowe deficyty wody.
Wyzwania w hodowli
Głównym wyzwaniem współczesnej hodowli roślin jest uzyskanie odmian wysoko i przede wszystkim stabilnie plonujących w różnych warunkach. Trafny dobór odmiany do konkretnego stanowiska i warunków klimatycznych w danej lokalizacji ma ogromne znaczenie i decyduje o powodzeniu uprawy.
Kluczowa liczba FAO
W Polsce szczególne znaczenie przy wyborze kreacji mają warunki klimatyczno-glebowe. Kukurydza jako roślina ciepłolubna wymaga ścisłej rejonizacji, a więc dopasowania odmiany do danego rejonu na podstawie jej klasy wczesności, czyli liczby FAO. Im ta liczba mniejsza, tym odmiana jest wcześniejsza, a jej okres wegetacyjny jest krótszy.
Odmiana kiszonkowa – czyli jaka?
Odmiany kukurydzy z przeznaczeniem na kiszonkę powinny charakteryzować się:
– odpowiednim plonem świeżej masy,
– dużym plonem ogólnym suchej masy, z dużym udziałem kolb i wysoką koncentracją energii,
– wczesnością odpowiednią do zamierzonego terminu zbioru: w środkowej części kraju przy przeciętnym przebiegu pogody dojrzałość kiszonkową odmiany wczesne osiągają już na początku września, a nawet w końcu sierpnia, natomiast odmiany późniejsze, bardziej plenne – pod koniec września,
– wysoką strawnością wegetatywnych części roślin, ponieważ masa łodyg i liści o wyższej strawności jest efektywniej wykorzystywana przez bydło.
Ponadto, jako uniwersalne kryteria doboru do uprawy należy uwzględnić następujące cechy fizjologiczne i odpornościowe odmian:
– reakcja na chłody i niekorzystne zjawiska w początkowej fazie wzrostu,
– podatność na choroby,
– reakcja odmian na szkodniki.
Odmiana warta uwagi – SM Zadra
SM Zadra FAO 250 – odmiana stworzona z myślą o uzyskaniu najwyższej jakości kiszonki. W badaniach PDO COBORU 2025 osiągnęła nawet do 127,3% plonu ogólnego suchej masy oraz 128% świeżej masy w porównaniu do wzorca. Rośliny charakteryzują się bujnym wzrostem (ponad 3m), silnym ulistnieniem i zdrowym pokrojem, co gwarantuje wysoką zawartość energii w kiszonce. Dzięki wysokiemu wigorowi początkowemu SM Zadra szybko rozpoczyna wegetację, dobrze znosi chłody wczesnowiosenne i okresowe niedobory wody.
Setki, a nawet tysiące odmian
Corocznie przybywa wiele nowych kreacji kukurydzy. Dotyczy to zarówno rynku nasiennego, jak i Krajowego rejestru. Na liście krajowej w listopadzie 2025 r. figurowało 317 odmian (229 z hodowli zagranicznych oraz 88 krajowych). Od momentu wstąpienia do UE również w Polsce można uprawiać odmiany pochodzące ze Wspólnotowego Katalogu Odmian Roślin Rolniczych (CCA). Znajduje się w nim ponad 6 tysięcy kreacji kukurydzy.
Rozeznanie w przydatności odmian z CCA dla warunków naszego kraju jest stosunkowo małe. Znaczna ilość sprowadzanych odmian przechodzi u nas badania fragmentaryczne lub nie przechodzi ich wcale. Dlatego należy zachować ostrożność – coroczny zakup materiału siewnego nie może być przypadkowy, tylko stanowić wybór podparty wynikami pochodzącymi z wiarygodnego źródła.
PDO kluczowym źródłem wiedzy
Przy podejmowaniu decyzji warto wspomagać się wynikami doświadczeń prowadzonych w ramach Porejestrowego Doświadczalnictwa Odmianowego (PDO). Ten system doświadczalnictwa koordynowany jest przez Centralny Ośrodek Badania Odmian Roślin Uprawnych (COBORU) we współpracy z Polskim Związkiem Producentów Kukurydzy (PZPK). Przedmiotem badań są odmiany wpisane do Krajowego rejestru, które znajdują się w ofercie handlowej firm nasiennych bądź będą dostępne w nadchodzących latach.
Dodatkowo w sieci doświadczeń PDO badane są też odmiany z CCA, które uzyskały pozytywne wyniki we wcześniejszych, dwuletnich badaniach rozpoznawczych prowadzonych w kilku miejscowościach.
Wysoka jakość i wartość kiszonki z kukurydzy to jeden z kluczowych czynników dla hodowców bydła mlecznego. fot. M.Piśny
Trzy grupy wczesności
Standardowe doświadczenia porejestrowe prowadzi się w trzech grupach wczesności (wczesna, średnio wczesna i średnio późna). Przy podziale na grupy kierowano się wynikami odmian w poprzednich latach badań. Wczesną stanowią odmiany o FAO do 230. Kolejna, średnio wczesna grupa obejmuje odmiany o FAO w przedziale 240–250. Odmiany należące do grupy późnej mają FAO 260 i więcej.
Przeanalizowano 45 odmian
W 2025 roku założono 21 doświadczeń z 45 odmianami kiszonkowymi. W podziale na grupy wczesności badano: 6 odmian w grupie wczesnej, 26 odmian w grupie średnio wczesnej oraz 13 odmian w średnio późnej. Są to odmiany zarejestrowane w ostatnich kilku latach oraz odmiany pochodzące ze wspólnotowego katalogu (CCA), które po dwóch latach badań rozpoznawczych zostały włączone do badań porejestrowych.
Istotna sucha masa
W doświadczeniach na kiszonkę plon ogólny świeżej masy w grupie wczesnej wyniósł 533 dt z ha i był o zaledwie 3 dt z ha większy od plonów z roku 2024, a plon ogólny suchej masy w tej grupie wyniósł 176 dt z ha (niższy od roku 2024 o 13 dt z ha).
Plon ogólny świeżej masy w grupie średnio wczesnej wyniósł 562 dt z ha (o 4 dt z ha mniej w porównaniu z 2024 rokiem), a plon ogólny suchej masy był identyczny jak w roku ubiegłym – 183 dt z ha.
Grupa późna osiągnęła plon świeżej masy na poziomie 566 dt/ha (niższy niż w ubiegłym roku o 14 dt/ha), a plon suchej masy 185 dt z ha (niższy o 21 dt/ha).
Średnia zawartość suchej masy wyniosła 33,4% dla grupy wczesnej, 32,9% średnio wczesnej i 33,1% w grupie średnio późnej.
Wyniki odmian wpisanych do Krajowego rejestru i niektórych z katalogu unijnego (CCA – *) uczestniczących w doświadczeniach zamieszczono w załączonej tabeli.
Ceny rzepaku w Polsce wykazują dużą odporność na globalną presję podażową, co wynika z lokalnego deficytu nasion względem ogromnych mocy przerobowych krajowych tłoczni. Rynek znajduje się w kleszczach: z jednej strony polskie zakłady muszą płacić więcej, by surowiec nie wyjechał do Niemiec, z drugiej strony mierzą się z napływem taniego, gotowego oleju z Ukrainy.
Analiza cen zakupu (MRiRW oraz dane rynkowe)
Bieżące (na 15.02.2026) ceny rzepaku raportowane przez zakłady tłuszczowe są stabilne, co odzwierciedla walkę o fizyczny towar niezbędny do utrzymania ciągłości tłoczenia.
Średnia cena zakupu (MRiRW 15.02.2026): 2 150 zł/t (wzrost o 0,1% tydzień do tygodnia).
Dynamika roczna: Spadek o 10,5% względem lutego 2025 roku, kiedy cena oscylowała wokół 2 400 zł/t.
Ceny transakcyjne (Agrolok/Północ-Południe): Dane z okresu 09–20 lutego 2026 pokazują stabilizację cen w przedziale 2 125–2 170 zł/t. Na dzień 20.02.2026 średnia cena w obu regionach Polski ustabilizowała się na poziomie 2 155 zł/t.
Ceny rzepaku na giełdzie MATIF – Parytet vs Realia
Notowania na giełdzie MATIF (kontrakt na Maj 2026) stanowią bazę dla umów handlowych, jednak polska cena fizyczna uwzględnia lokalną specyfikę logistyczną i deficyt surowca.
Notowania MATIF (Maj 2026): Cena na poziomie 488,75 EUR/t (ok. 2 111 zł/t przy kursie 4,32).
Relacja rynkowa: Polska cena (2 150 zł/t) utrzymuje premię nad parytetem giełdowym, co wynika z konieczności konkurowania o nasiona z odbiorcami z Niemiec.
Bilans surowcowy i ocena Juliusza Młodeckiego (KZPRiRB)
Juliusz Młodecki, Prezes KZPRiRB, wskazuje, że fundamentem dla cen rzepaku jest trwała luka podażowa:
Głód surowcowy: Polska potrzebuje ok. 4 mln ton nasion rocznie, przy produkcji własnej na poziomie ok. 3,5 mln ton.
Luka w UE: Unia Europejska produkuje ok. 19 mln ton przy zapotrzebowaniu rzędu 25 mln ton. Choć Ukraina pozostaje głównym dostawcą nasion do UE, dostawy te spadają na rzecz gotowego oleju, co uderza w rentowność unijnych tłoczni.
Stan upraw: Prezes Młodecki ocenił kondycję plantacji w połowie lutego 2026 jako zadowalającą, zauważając, że rośliny są w fazie spoczynku, a ewentualne ryzyka pogodowe rynek zacznie wyceniać dopiero na przedwiośniu.
Handel zagraniczny – Niemcy jako główny konkurent
Statystyki eksportu i importu (I–XI 2025) potwierdzają, że polski rynek jest „drenowany” z nasion przez zachodnich sąsiadów.
Eksport nasion: Polska wyeksportowała 259 646 ton nasion, z czego aż 187 309 ton trafiło do Niemiec.
Import nasion: Aby łatać deficyt, sprowadzono do kraju 401 606 ton nasion.
Kluczowi dostawcy: Najwięcej surowca przyjechało z Czech (113 420 t), Niemiec (95 252 t) oraz Rumunii (74 002 t). Co ciekawe, w bilansie pojawił się import z Urugwaju (22 621 t) oraz Kazachstanu (2 184 t).
Podsumowanie: Czy ceny rzepaku są wysokie na tle kosztów produkcji? Przy obecnym poziomie 2 150 zł/t marża rolnika jest pod presją, biorąc pod uwagę koszty energii i nawozów. Jednak z perspektywy tłoczni ceny te są „wysokie”, ponieważ zakłady muszą kupować drogi surowiec w kraju (zakaz importu nasion z Ukrainy), konkurując jednocześnie z tanim olejem ukraińskim płynącym do UE i naszego kraju.
Wstęp: Zbliża się ostateczny koniec epoki pieców węglowych, co dla wielu gospodarstw domowych na wsi oznacza ogromne wyzwania finansowe i organizacyjne. Unijne i krajowe przepisy nieubłaganie wymuszają rezygnację z popularnego ekogroszku, zmuszając rolników do poszukiwania nowych, bezemisyjnych źródeł ciepła.
Unijna dyrektywa i zakaz „eko” w nazwie
Zmiany w prawie uderzają w jedno z najpopularniejszych źródeł ogrzewania na polskiej wsi. Od niedawna przepisy zakazują nawet używania przedrostka „eko” w odniesieniu do paliw stałych, aby nie wprowadzać konsumentów w błąd, co jasno pokazuje bezkompromisowy kierunek polityki klimatycznej. To jednak tylko zwiastun znacznie głębszych reform, wynikających z lokalnych uchwał antysmogowych oraz rygorystycznych dyrektyw unijnych. Według unijnej dyrektywy budynkowej (EPBD), do 2040 roku z naszych domów mają całkowicie zniknąć piece na paliwa kopalne, a docelowo w 2050 roku wszystkie budynki w Polsce muszą osiągnąć pełny standard zeroemisyjny.
Harmonogram wymiany: czas „kopciuchów” minął
Kluczowym kryterium określającym, ile czasu pozostało na wymianę pieca, jest jego klasa. Właściciele najstarszych, bezklasowych urządzeń (tzw. „kopciuchów”) w wielu regionach już dawno powinni byli się ich pozbyć, ponieważ wytyczne wskazywały 2024 rok jako ostateczny termin wycofania. Użytkownicy kotłów 3. i 4. klasy mają nieco więcej czasu, jednak i one będą stopniowo eliminowane, najczęściej do 2027 lub 2028 roku. Najdłużej posłużą nowoczesne urządzenia 5. klasy, jednak warto pamiętać, że w perspektywie kilkunastu lat nawet one nie są traktowane jako rozwiązanie docelowe.
Kosztowne wyzwania i nieunikniona termomodernizacja
Dla wielu gospodarstw rolnych, które nierzadko muszą ogrzewać duże domy wielopokoleniowe, nadchodzące lata będą czasem potężnych wydatków inwestycyjnych. Stopniowe odchodzenie od węgla wymusi na gospodarzach przejście na pompy ciepła, instalacje gazowe czy inne odnawialne źródła energii (OZE). Oprócz samej wymiany źródła ciepła, niezbędne będzie również dostosowanie budynków do nowych, wyśrubowanych wymogów efektywności energetycznej, co w wielu przypadkach oznacza dla rolników kosztowną i pełną termomodernizację.
Wstęp: Krajowa Rada Izb Rolniczych apeluje do resortu rolnictwa o rozszerzenie unijnego wsparcia z programów środowiskowych o budowę tuneli foliowych. Zmiany miałyby pomóc producentom w walce z nieprzewidywalną pogodą i znacznie ułatwić ochronę upraw przed szkodnikami.
Apel o rozszerzenie katalogu inwestycji
Obecnie zasady korzystania z pomocy finansowej w ramach działania I.10.4 (Inwestycje przyczyniające się do ochrony środowiska i klimatu) pomijają inwestycje w popularne wśród gospodarzy tunele foliowe. Aby to zmienić, w połowie lutego Zarząd Krajowej Rady Izb Rolniczych oficjalnie wystąpił do Ministra Rolnictwa z wnioskiem o wpisanie tuneli do katalogu kwalifikowalnych inwestycji, a upraw pod osłonami – do wykazu dotowanych upraw ogrodniczych. Samorząd domaga się również, by rolnicy, którzy już wcześniej złożyli wnioski, mieli prawną możliwość aneksowania umów i uwzględnienia w nich budowy tych obiektów.
Ekologiczne i ekonomiczne zalety upraw pod osłonami
Argumentacja izb rolniczych jest jasna: tunele foliowe to inwestycja wybitnie proekologiczna. Przede wszystkim fizycznie odgradzają one rośliny od szkodników i wielu chorób, co pozwala gospodarzom na drastyczne ograniczenie zużycia coraz droższych środków ochrony roślin. Ponadto zamknięty mikroklimat skutecznie ogranicza parowanie, co przekłada się na ogromne oszczędności wody – zasobu, który z każdym suchym rokiem staje się w rolnictwie towarem deficytowym.
Nie można też zapominać o podstawowej funkcji osłon, jaką jest ochrona przed ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi. Konstrukcje te zabezpieczają delikatne uprawy przed niszczącym gradobiciem, porywistym wiatrem czy wiosennymi przymrozkami, dając rolnikowi gwarancję stabilnego plonu. KRIR podkreśla, że Ministerstwo powinno wprowadzić te zmiany bez zbędnej zwłoki, aby gospodarze mogli sięgnąć po pieniądze na budowę tuneli już podczas najbliższego naboru wniosków.
Dodatnie temperatury po fali mrozów przyniosły szybkie topnienie śniegu, z którym nie radzą sobie lokalne przepusty. Tylko minionej doby wielkopolscy strażacy musieli interweniować aż 172 razy, ratując przed zalaniem posesje, budynki i drogi dojazdowe.
Setki interwencji straży pożarnej po fali mrozów
Wielkopolska zmaga się ze skutkami nagłego ocieplenia. Zalegający na polach i podwórkach śnieg w błyskawicznym tempie zamienia się w wodę roztopową, która spływa do najniżej położonych punktów. Z racji tego, że ziemia w wielu miejscach jest jeszcze zmarznięta i nie nadąża z wchłanianiem wilgoci, tworzą się niebezpieczne rozlewiska. Sytuacja jest na tyle poważna, że od niedzielnego popołudnia do poniedziałkowego poranka (23 lutego) straż pożarna w regionie odebrała 172 zgłoszenia z prośbą o pilną interwencję.
Zalane podwórka i zagrożone budynki gospodarcze
Dla wielu gospodarzy taka pogoda to ogromny stres i realne zagrożenie dla dobytku. Woda spływająca z wyższych terenów wdziera się na podwórka, zalewając budynki mieszkalne oraz obiekty gospodarcze, w których przechowywane są maszyny czy pasze. Strażacy dwoją się i troją, a ich działania polegają obecnie przede wszystkim na wypompowywaniu wody z zalanych posesji, układaniu worków z piaskiem wokół zagrożonych budynków oraz na gorączkowym udrażnianiu zatkanych przepustów i studzienek, by woda miała gdzie odpływać.
Problemy komunikacyjne i walka o wały
Problem roztopów mocno uderza także w transport i dojazdy do gospodarstw, ponieważ woda masowo zalewa szlaki komunikacyjne. Strażacy musieli zabezpieczać zalaną jezdnię m.in. na drodze krajowej nr 10 w Starej Łubiance oraz na DK 11 w Jastrowiu, gdzie trzeba było wprowadzić ruch wahadłowy. Z kolei w Złotowie woda zaczęła przelewać się przez wały ochronne, zmuszając zastępy straży do ich pilnego umacniania.
Prognoza na nadchodzące dni
Niestety, utrzymujące się dodatnie temperatury mogą powodować dalszy wzrost poziomu wód roztopowych. Rolnicy z terenów zagrożonych, zwłaszcza tych położonych w obniżeniach terenu lub w pobliżu rowów melioracyjnych i rzek, powinni zachować czujność. Warto prewencyjnie sprawdzić drożność przepustów wokół własnej posesji, przenieść cenniejszy sprzęt wyżej, a w razie bezpośredniego zagrożenia zalaniem nie zwlekać i wezwać pomoc pod numerem alarmowym 112.
W Warszawie odbyła się uroczysta gala finałowa XXXII edycji Ogólnopolskiego Konkursu „Rolnik – Farmer Roku”. Minister rolnictwa Stefan Krajewski uhonorował najlepszych producentów rolnych, którzy wyznaczają standardy nowoczesnego, konkurencyjnego i odpornego na kryzysy rolnictwa w Polsce.
Rolnictwo na światowym poziomie
Podczas gali minister Stefan Krajewski podkreślił, że polska wieś przeszła w ostatnich latach gigantyczną transformację. – Kiedyś polscy rolnicy jeździli do Niemiec czy Francji, by zobaczyć, jak wyglądają gospodarstwa na światowym poziomie. Dziś to świat przyjeżdża do nas – mówił minister. Zaznaczył również, że inwestycje w nowoczesny park maszynowy i technologie były niezbędne, aby zapewnić krajowi bezpieczeństwo żywnościowe i sprostać unijnej konkurencji.
Laureaci XXXII edycji – liderzy polskiej wsi
Kapituła konkursu, wybierając zwycięzców spośród 243 zgłoszonych gospodarstw, brała pod uwagę nie tylko wydajność, ale także zarządzanie ryzykiem, troskę o środowisko oraz dobrostan zwierząt. Prestiżowe statuetki „Złotego Jabłka” trafiły do:
Produkcja roślinna – warzywnictwo: Marek, Piotr i Adam Stenzel.
Produkcja roślinna – tradycyjna: Iwona i Wojciech Będzikowscy.
Produkcja zwierzęca – chów bydła mlecznego: Adam Mitczak.
Produkcja zwierzęca – hodowla bydła mlecznego: Justyna i Wojciech Łuba.
Produkcja zwierzęca – trzoda chlewna: Justyna i Wojciech Kuleccy.
Produkcja zwierzęca – bydło mięsne: Hanna i Krzysztof Golmanowscy.
Produkcja zwierzęca mieszana (drób i trzoda): Magdalena i Rafał Gawlica.
Gospodarstwa o działalności wielokierunkowej: Alicja i Adam Pytlas.
Gospodarstwa o alternatywnych źródłach dochodu: Kamila i Mateusz Łukaszewscy.
Przedsiębiorstwa rolnicze: Firma Haase Farm sp. z o.o. (prokurent Łukasz Haase).
Nagroda specjalna za dekady wsparcia
Wyjątkowe wyróżnienie i tytuł Rolnik Farmer Roku za 30-letnie wspieranie konkursu otrzymał Eugeniusz Taraska, rolnik i prezes firmy Lechpol.
O konkursie
Organizowany przez Stowarzyszenie „Polski Klub Rolnik – Farmer Roku” konkurs od lat promuje przedsiębiorczość i pomysłowość na wsi. Patronat nad wydarzeniem sprawuje Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi przy wsparciu Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR).
Redakcja AgroProfil składa gratulacje wszystkim laureatom! Wasza praca to fundament bezpieczeństwa nas wszystkich.
Glifosat w USA ma zapewnić tanią produkcję w rolnictwie! 18 lutego 2026 roku prezydent Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, które uznaje produkcję glifosatu oraz fosforu elementarnego za kluczowe dla bezpieczeństwa narodowego i obronności USA. Wykorzystując przepisy z czasów zimnej wojny, Biały Dom buduje „twierdzę glifosat”, podczas gdy Europa idzie w zupełnie innym kierunku.To decyzja, która przejdzie do historii światowego rolnictwa.
Prezydent Trump uruchomił Defense Production Act (DPA) – ustawę o produkcji obronnej z 1950 roku. To narzędzie, które pozwala rządowi przejąć kontrolę nad priorytetami produkcji w sytuacjach kryzysowych. Dlaczego wybrano właśnie glifosat?
Zastosowanie militarne: Fosfor elementarny, niezbędny do produkcji glifosatu, jest jednocześnie kluczowy dla armii (flary, amunicja dymna i zapalająca) oraz przemysłu wysokich technologii (półprzewodniki, baterie litowo-jonowe).
Bezpieczeństwo żywnościowe: Trump wprost nazwał glifosat „fundamentem wydajności amerykańskich farm”. Argumentuje, że bez niego produkcja żywności drastycznie spadnie, co przy obecnej rekordowej podaży zbóż na świecie (m.in. potężnych zbiorach w Argentynie i Australii) mogłoby wykluczyć amerykańskich farmerów z rynku.
Koniec zależności od Chin: USA mają tylko jednego krajowego producenta fosforu i glifosatu (Bayer). Reszta pochodzi z importu, głównie z Chin i Wietnamu. Trump chce to przeciąć, stawiając na całkowitą niezależność.
„Tarcza” dla producentów i kontrowersje
Największe emocje budzi przyznanie producentom (takim jak Bayer/Monsanto) tzw. immunitetu (sekcja 707 DPA). Firmy realizujące rządowe nakazy produkcji strategicznej mają być chronione przed roszczeniami prawnymi. To potężny cios w tysiące pozwów cywilnych dotyczących rzekomej rakotwórczości preparatów na bazie glifosatu.
Decyzja ta wywołała burzę w ruchu MAHA (Make America Healthy Again). Robert F. Kennedy Jr. i jego zwolennicy liczyli na ograniczenie „chemii” w rolnictwie, jednak Trump postawił twardy pragmatyzm i niskie koszty produkcji ponad postulaty środowiskowe.
Europa: Inny świat, te same wyzwania
Podczas gdy USA zbroją się w glifosat, w Unii Europejskiej sytuacja wygląda zgoła inaczej:
Glifosat jest legalny (do 2033 r.), ale obłożony surowymi restrykcjami.
Obowiązuje całkowity zakaz desykacji (dosuszania upraw przed zbiorem).
Bruksela regularnie obniża dopuszczalne dawki i zaostrza normy środowiskowe.
Co to oznacza dla polskiego rolnika?
Mamy do czynienia z postępującym rozjazdem konkurencyjnym. Farmerzy w USA otrzymają wsparcie państwa, niskie ceny środków produkcji i ochronę prawną. Polscy rolnicy, mimo że glifosat w UE wciąż jest dostępny, muszą mierzyć się z coraz wyższymi kosztami uprawy bez chemicznego wsparcia, przy jednoczesnej presji cenowej taniego ziarna z Ameryki i Australii.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.