Zniszczone uprawy, wyjeżdżone łąki i kompletny brak szacunku do ciężkiej pracy na roli – to coraz częstsze sytuacje, z którymi borykają się polscy gospodarze. Czasem jednak miarka się przebiera. W sieci zawrzało po publikacji filmu, na którym zdesperowany rolnik za kierownicą kultowej „sześćdziesiątki” postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość i ruszył w pościg za kierowcą quada. Akcja szybko przeniosła się z kabiny traktora na pole, a w ruch poszły… grabie.
Cierpliwość dla off-roadowców się skończyła
Do tego niebezpiecznego zdarzenia doszło w pierwszej dekadzie czerwca na jednej z wąskich dróg polnych. Grupa trzech młodych osób – jadących dwoma motocyklami enduro oraz quadem – zauważyła nadjeżdżający z naprzeciwka ciągnik rolniczy Ursus C-360. Chcąc zrobić miejsce dla dużej maszyny, kierowcy jednośladów i quada zjechali na pobliską łąkę.
W tym momencie sytuacja całkowicie wymknęła się spod kontroli. Widząc pojazdy niszczące zielone użytki, kierowca traktora nie zamierzał ich po prostu minąć. Gwałtownie skręcił kierownicą, zjechał z drogi i ruszył swoim Ursusem prosto na quada, próbując zablokować mu drogę ucieczki.
Ostra wymiana zdań i pogoń z grabiami [WIDEO]
Po krótkiej i nerwowej szarży ciągnika maszyny się zatrzymały, a między stronami doszło do bardzo ostrej kłótni. Rolnik od razu przeszedł do sedna sprawy. Zaczął krzyczeć, że młodzi ludzie nie mają prawa jeździć tą drogą, a wjeżdżając na jego grunt, bezczelnie niszczą ciężko wypracowane plony.
Młodzież próbowała się tłumaczyć, że to przecież droga gminna, jednak dla właściciela pola, który widział koła rozrywające darń, nie był to żaden argument. Atmosfera z sekundy na sekundę robiła się coraz bardziej napięta. Finał tej historii okazał się wyjątkowo filmowy: wściekły traktorzysta wyciągnął z maszyny grabie do liści i pieszo, machając narzędziem, ruszył w pogoń za odjeżdżającymi motocyklistami.
Dzika jazda po polach to plaga, która co roku generuje potężne straty w agrobiznesie.Niezależnie od tego, czy na danym areale prowadzona jest akurat uprawa kukurydzy, czy rosną tam zboża – opony z głębokim, agresywnym bieżnikiem bezpowrotnie wygniatają i niszczą młode rośliny. Wjeżdżanie na łąki i lucerniska niszczy darń i zanieczyszcza rośliny ziemią. Taka trawa nie nadaje się później do zbioru na czystą, pełnowartościową kiszonkę czy siano dla bydła. Dalej, wyryte przez quady głębokie bruzdy utwardzają się na słońcu. Gdy rolnik wjeżdża później na pole np. z drogim opryskiwaczem czy kosiarką, ryzykuje urwaniem belki lub poważną awarią sprzętu.
Sprawa z udziałem Ursusa idealnie pokazuje bezsilność gospodarzy. Zgodnie z polskim prawem za niszczenie zasiewów, traw lub sadów na cudzym gruncie grozi mandat do 500 zł albo nagana. Rolnik może też żądać odszkodowania przed sądem. Problem w tym, że quady i motocykle enduro rzadko mają tablice rejestracyjne, a kierowcy w kaskach są praktycznie nie do zidentyfikowania.
Z drugiej strony eksperci przypominają: samosąd to najgorsza z możliwych dróg. Jedyne legalne, choć trudne rozwiązania to montaż fotopułapek na granicach działek oraz natychmiastowe wzywanie policji.
Jak radzicie sobie z problemem nieproszonych gości na Waszych polach? Dajcie znać w komentarzach pod artykułem!









