Obecne protesty rolnicze w Indiach stanowią bezpośrednią odpowiedź na obawy sektora agrarnego przed skutkami nowej umowy handlowej, którą administracja Donalda Trumpa stara się wyegzekwować na rządzie w New Delhi. Rolnicy, świadomi globalnej nadpodaży zbóż – w tym rekordowych zbiorów w Argentynie i doskonałych plonów w Australii – boją się, że otwarcie rynku na tani import z USA doprowadzi do załamania cen skupu w Indiach.
Trump i „Ameryka Pierwsza”: Co napędza protesty rolnicze?
Główną osią sporu jest agresywna polityka handlowa USA, która dąży do redukcji deficytu poprzez wymuszenie na Indiach obniżenia ceł na kluczowe produkty rolne. Dla indyjskiego gospodarza oznacza to walkę o przetrwanie na własnym polu.
- Zagrożenie ze strony DDGS i soi: Rolnicy alarmują, że amerykański wywar gorzelniany (DDGS) oraz olej sojowy zaleją lokalny rynek. Biorąc pod uwagę, że ropa i dolar silnie wpływają na koszty transportu i logistyki, tania produkcja z USA staje się realnym zagrożeniem dla indyjskiej kukurydzy.
- Kwestia GMO: Administracja Trumpa naciska na liberalizację przepisów dotyczących organizmów modyfikowanych genetycznie, co przez organizację Samyukt Kisan Morcha (SKM) jest postrzegane jako zamach na indyjskie standardy jakości żywności.
- Koszty finansowania a cena terminowa: Zgodnie z zasadą, że cena terminowa to spot plus koszty przechowywania i finansowania, indyjscy rolnicy obawiają się, że przy napływie taniego towaru z USA, lokalne magazynowanie przestanie być opłacalne, co pozbawi ich premii w okresach mniejszej podaży.
Reakcja rządu i eskalacja działań – dlaczego protesty rolnicze przybierają na sile?
Choć minister handlu Piyush Goyal zapewnia, że sektory wrażliwe (mleczarstwo, drób) pozostają chronione, protesty rolnicze przybierają na sile w takich miastach jak Lucknow, Patna i Bangalore. Demonstranci domagają się pełnej transparentności zapisów umowy, obawiając się „ukrytych koncesji”, które mogłyby zostać wprowadzone pod presją polityczną Waszyngtonu.
Sytuacja w Lucknow jest szczególnie napięta – rolnicy zapowiedzieli, że nie opuszczą terenu strajku przed biurem administratora, dopóki ich memorandum nie trafi bezpośrednio do rządu centralnego.




