Strona główna Blog Strona 61

5 błędów w uprawie rzepaku, które potrafią zniszczyć plon – rolnicy często je ignorują

0
Cena rzepaku

Uprawa rzepaku uchodzi za jedną z bardziej wymagających w polskich warunkach. Ta roślina reaguje bardzo szybko na zaniedbania i błędy agrotechniczne. To, co w innych uprawach może pozostać niezauważone, tutaj potrafi obniżyć plon nawet o kilkadziesiąt procent.

Największym problemem jest to, że wiele błędów pojawia się już na początku sezonu, ale ich skutki widoczne są dopiero wiosną lub podczas zbioru. Wtedy na reakcję jest już za późno.

Zbyt późny lub zbyt wczesny siew

Termin siewu to jeden z najważniejszych elementów całej uprawy. Rzepak potrzebuje odpowiedniego czasu, aby dobrze się rozwinąć przed zimą. Zbyt późny siew skutkuje słabo rozwiniętym systemem korzeniowym i małą rozetą liści.

Rośliny nie są wtedy w stanie przetrwać trudnych warunków zimowych. Z kolei zbyt wczesny siew prowadzi do nadmiernego rozwoju części nadziemnej, co zwiększa ryzyko wymarzania i chorób.

Optymalny termin zależy od regionu, ale najczęściej przypada na drugą połowę sierpnia. Kluczowe jest dostosowanie go do warunków pogodowych, a nie tylko kalendarza.

Błędy w nawożeniu azotem

Azot jest podstawowym składnikiem wpływającym na plon rzepaku, ale jego niewłaściwe stosowanie może przynieść więcej szkody niż pożytku. Zbyt mała dawka ogranicza wzrost i rozwój roślin, natomiast nadmiar prowadzi do nadmiernego wydłużania pędów.

Rośliny przenawożone azotem są bardziej podatne na wyleganie oraz choroby grzybowe. Dodatkowo gorzej zimują, ponieważ ich tkanki są mniej odporne na mróz.

Ważne jest również rozłożenie nawożenia w czasie. Wiosenna dawka powinna być dostosowana do kondycji plantacji po zimie, a nie stosowana schematycznie.

Brak skutecznej ochrony przed szkodnikami

Rzepak jest szczególnie narażony na ataki szkodników, takich jak chowacze, słodyszek czy pchełki. Problem polega na tym, że wielu rolników reaguje dopiero wtedy, gdy uszkodzenia są już widoczne.

Najważniejsza jest regularna obserwacja plantacji. Progi szkodliwości są jasno określone i pozwalają podjąć decyzję o zabiegu w odpowiednim momencie.

Opóźniona reakcja oznacza straty w plonie, które trudno później nadrobić. Uszkodzone pąki czy łodygi nie są w stanie wydać pełnowartościowych nasion.

Niewłaściwa ochrona fungicydowa

Choroby grzybowe to jeden z głównych czynników ograniczających plonowanie rzepaku. Najczęściej występują sucha zgnilizna kapustnych oraz zgnilizna twardzikowa.

Błędem jest wykonywanie zabiegów tylko profilaktycznie lub w nieodpowiednim terminie. Ochrona powinna być dopasowana do fazy rozwojowej rośliny oraz warunków pogodowych.

Jesienne zabiegi pełnią również funkcję regulującą wzrost, co poprawia zimotrwałość. Pominięcie tego etapu często skutkuje słabszym startem roślin wiosną.

Zła struktura gleby i brak dbałości o stanowisko

Rzepak ma wysokie wymagania glebowe. Potrzebuje gleby o dobrej strukturze, odpowiedniej przepuszczalności i zasobności w składniki pokarmowe. Uprawa na stanowiskach zbyt zwięzłych lub podmokłych prowadzi do problemów z rozwojem korzeni.

Częstym błędem jest także zbyt krótka przerwa w zmianowaniu. Uprawa rzepaku po rzepaku zwiększa ryzyko chorób i spadku plonów.

Ważne jest odpowiednie przygotowanie gleby przed siewem. Dobrze wykonana uprawa przedsiewna zapewnia równomierne wschody i lepszy rozwój roślin od samego początku.

Niedocenianie znaczenia jesiennego rozwoju

Jesień to kluczowy okres dla rzepaku. To wtedy roślina buduje fundament pod przyszły plon. Silny system korzeniowy i dobrze rozwinięta rozeta liści decydują o zdolności do przetrwania zimy.

Błędem jest brak kontroli nad wzrostem roślin w tym okresie. Zbyt słabe rośliny nie przetrwają mrozów, a zbyt wybujałe będą bardziej podatne na uszkodzenia.

Rolnicy, którzy skupiają się na wiosennych zabiegach, często zapominają, że największy wpływ na plon został już ustalony jesienią. To właśnie wtedy podejmowane decyzje mają największe znaczenie dla końcowego wyniku uprawy.

Sekret idealnej karkówki z grilla. Jeden błąd sprawia, że mięso zawsze jest suche

0
karkówka

Karkówka to jedno z najpopularniejszych mięs na grilla, ale jednocześnie jedno z najczęściej psutych. Problem nie leży w samym mięsie, lecz w sposobie przygotowania. Najczęstsze błędy to zbyt wysoka temperatura, zbyt długie grillowanie oraz brak odpowiedniego przygotowania wcześniej.

Mięso z karkówki zawiera naturalny tłuszcz, który odpowiada za soczystość. Jeśli jednak zostanie zbyt szybko przypieczone na zewnątrz, a w środku straci wilgoć, efekt końcowy będzie twardy i suchy. Klucz tkwi w kontroli procesu, a nie w samym przepisie.

Wybór mięsa ma większe znaczenie niż myślisz

Dobra karkówka zaczyna się w sklepie lub u rzeźnika. Najlepiej wybierać kawałki z widocznymi przerostami tłuszczu, które równomiernie rozkładają się w strukturze mięsa. To właśnie one topią się podczas grillowania i nadają soczystość.

Świeżość również ma znaczenie. Mięso powinno mieć jasnoczerwony kolor i lekko wilgotną powierzchnię. Zbyt ciemna karkówka może oznaczać, że jest starsza i po obróbce będzie mniej delikatna.

Grubość plastrów to kolejny istotny element. Najlepiej kroić kawałki o grubości około dwóch do trzech centymetrów. Zbyt cienkie szybko wyschną, a zbyt grube będą trudne do równomiernego przygotowania.

Marynata, która naprawdę działa

Marynowanie nie jest tylko dodatkiem smakowym. To proces, który wpływa na strukturę mięsa. Dobrze dobrana marynata pomaga zatrzymać wilgoć i zmiękcza włókna.

Podstawą powinna być kombinacja tłuszczu, przypraw i składnika o lekkim działaniu zakwaszającym. Olej chroni mięso przed wysychaniem, przyprawy nadają aromat, a składniki takie jak musztarda czy odrobina octu wspomagają kruchość.

Warto unikać dużej ilości soli na początku. Sól wyciąga wodę z mięsa, dlatego lepiej dodać ją tuż przed grillowaniem lub pod koniec.

Optymalny czas marynowania to minimum kilka godzin, ale najlepsze efekty daje pozostawienie karkówki w lodówce na całą noc. Dzięki temu smak przenika głębiej, a mięso staje się bardziej miękkie.

Temperatura grilla to klucz do sukcesu

Jednym z najważniejszych elementów jest odpowiednia temperatura. Zbyt wysoka sprawi, że mięso szybko się przypali na zewnątrz, a w środku pozostanie suche.

Najlepiej grillować karkówkę na średnim ogniu. Jeśli używasz grilla węglowego, warto poczekać, aż węgiel pokryje się jasnym popiołem. To znak, że temperatura jest stabilna.

Dobrym rozwiązaniem jest grillowanie pośrednie. Oznacza to, że mięso nie leży bezpośrednio nad ogniem, lecz obok źródła ciepła. Dzięki temu piecze się równomiernie i nie traci soków.

Technika grillowania, która robi różnicę

Karkówki nie należy zbyt często przewracać. Wystarczy robić to co kilka minut, aby równomiernie się zarumieniła. Ciągłe obracanie powoduje utratę soków.

Nie należy też nakłuwać mięsa widelcem. Każde przebicie sprawia, że cenne soki wypływają na ruszt. Zamiast tego lepiej używać szczypiec.

Czas grillowania zależy od grubości kawałków, ale zazwyczaj wynosi od 10 do 15 minut z każdej strony. Ważne jest, aby nie kierować się tylko czasem, lecz obserwować mięso. Powinno być sprężyste i lekko rumiane.

Odpoczynek po grillowaniu ma znaczenie

To etap, który wiele osób pomija, a ma ogromny wpływ na efekt końcowy. Po zdjęciu z grilla karkówka powinna odpocząć przez kilka minut.

W tym czasie soki równomiernie rozprowadzają się w mięsie. Jeśli pokroisz ją od razu, większość wilgoci wypłynie, a mięso stanie się suche.

Najlepiej przykryć karkówkę luźno folią aluminiową i dać jej chwilę, aby się ustabilizowała. To prosty trik, który znacząco poprawia soczystość.

Dodatki, które wspierają smak i strukturę

Choć główną rolę gra mięso, dodatki również mają znaczenie. Sosy na bazie tłuszczu lub jogurtu pomagają zachować wilgotność podczas jedzenia.

Unikaj polewania karkówki słodkimi sosami w trakcie grillowania. Cukier szybko się przypala i może nadać gorzki smak. Lepiej dodać je pod koniec lub już na talerzu.

Warzywa grillowane obok mięsa, takie jak cebula czy papryka, nie tylko uzupełniają smak, ale też tworzą naturalną wilgotność wokół karkówki.

Sekret idealnej karkówki nie polega na jednym magicznym składniku, lecz na połączeniu kilku prostych zasad, które razem sprawiają, że mięso pozostaje soczyste, aromatyczne i przyjemnie miękkie przy każdym kęsie.

Układ hydrauliczny Ursusa C-360 – schemat i działanie, które warto zrozumieć zanim coś się zepsuje

0

W ciągniku Ursus C-360 układ hydrauliczny pełni kluczową rolę w codziennej pracy. Odpowiada za podnoszenie maszyn, sterowanie narzędziami oraz współpracę z osprzętem zewnętrznym. Mimo że konstrukcja jest stosunkowo prosta, wiele usterek wynika z braku zrozumienia jego działania.

To system, który działa w oparciu o ciśnienie oleju. Jeśli jeden element przestaje pracować prawidłowo, wpływa to na cały układ. Dlatego znajomość schematu i zasady działania jest niezwykle praktyczna.

Podstawowe elementy układu hydraulicznego

Układ hydrauliczny w C-360 składa się z kilku głównych komponentów, które współpracują ze sobą w sposób ciągły. Najważniejsze z nich to pompa hydrauliczna, rozdzielacz, siłownik oraz zbiornik oleju.

Pompa hydrauliczna zasysa olej ze skrzyni biegów, która pełni funkcję zbiornika, i tłoczy go pod ciśnieniem do dalszych elementów układu.

Rozdzielacz steruje kierunkiem przepływu oleju. To właśnie on decyduje, czy olej trafi do siłownika podnośnika, czy do wyjść hydrauliki zewnętrznej.

Siłownik hydrauliczny zamienia ciśnienie oleju na ruch mechaniczny. Dzięki temu możliwe jest podnoszenie i opuszczanie narzędzi zawieszonych na trzypunktowym układzie.

Całość uzupełniają filtry oraz zawór bezpieczeństwa, który chroni układ przed nadmiernym ciśnieniem.

Jak wygląda schemat działania w praktyce?

Schemat działania układu hydraulicznego można uprościć do kilku etapów. Najpierw pompa pobiera olej i tłoczy go do rozdzielacza. Następnie, w zależności od ustawienia dźwigni, olej kierowany jest do odpowiedniego miejsca.

W pozycji podnoszenia olej trafia bezpośrednio do siłownika, co powoduje uniesienie ramion podnośnika. W pozycji neutralnej olej swobodnie przepływa przez układ i wraca do zbiornika.

W trybie opuszczania olej wraca z siłownika do zbiornika, a maszyna opada pod własnym ciężarem. Istnieje także funkcja dociążania, w której przepływ oleju jest częściowo ograniczony, co pozwala zwiększyć nacisk narzędzia na glebę.

To rozwiązanie było proste, ale skuteczne i do dziś sprawdza się w wielu gospodarstwach.

Rola rozdzielacza i dźwigni sterującej

Rozdzielacz to serce sterowania całym układem. W C-360 obsługiwany jest ręcznie za pomocą dźwigni, która pozwala ustawić różne tryby pracy.

Dźwignia ma kilka podstawowych pozycji, które odpowiadają różnym funkcjom. Można nią sterować podnoszeniem, opuszczaniem, zatrzymaniem oraz przepływem oleju do hydrauliki zewnętrznej.

To rozwiązanie wymaga od operatora wyczucia i doświadczenia. W przeciwieństwie do nowoczesnych ciągników, nie ma tu automatycznej regulacji, dlatego wiele zależy od umiejętności użytkownika.

Hydraulika zewnętrzna i jej zastosowanie

C-360 umożliwia także pracę z hydrauliką zewnętrzną. Dzięki temu można zasilać przyczepy wywrotki, ładowacze czy inne maszyny wyposażone w siłowniki.

Aby korzystać z tej funkcji, należy odpowiednio ustawić rozdzielacz. Olej jest wtedy kierowany do gniazd hydraulicznych, skąd trafia do urządzenia zewnętrznego.

To rozwiązanie znacznie zwiększa funkcjonalność ciągnika, choć wymaga właściwego podłączenia przewodów i znajomości działania dźwigni.

Najczęstsze problemy i ich przyczyny

Jednym z najczęstszych problemów jest spadek ciśnienia w układzie. Może to wynikać z zużycia pompy, nieszczelności lub zabrudzonego filtra. W efekcie podnośnik działa wolniej lub wcale nie podnosi.

Innym problemem jest nieregularna praca podnośnika. Często wynika ona z luzów w mechanizmie sterowania lub zużycia elementów rozdzielacza.

Zdarza się także, że układ reaguje z opóźnieniem lub szarpie podczas pracy. W starszych egzemplarzach to dość typowe i wynika z konstrukcji oraz zużycia części eksploatacyjnych.

Dlaczego warto znać zasadę działania?

Znajomość działania hydrauliki w C-360 pozwala szybciej diagnozować problemy i unikać kosztownych napraw. To układ, który można stosunkowo łatwo zrozumieć, a jego obsługa nie wymaga specjalistycznego sprzętu.

Dla wielu użytkowników ten ciągnik pozostaje podstawową maszyną w gospodarstwie. Dlatego świadomość, jak działa jego hydraulika, przekłada się bezpośrednio na efektywność pracy i mniejsze ryzyko przestojów w najważniejszych momentach sezonu.

Międzynarodowe warsztaty PestSpace w Poznaniu. Nowe narzędzia dla rolnictwa coraz bliżej praktyki

0
Międzynarodowe warsztaty PestSpace w Poznaniu. Nowe narzędzia dla rolnictwa coraz bliżej praktyki

28 kwietnia 2026 roku, w Instytucie Genetyki Roślin Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu, odbyło się międzynarodowe spotkanie w ramach projektu PestSpace. W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele nauki, instytucji oraz branży rolniczej z krajów regionu Morza Bałtyckiego.

Współpraca ponad granicami

Warsztaty zgromadziły uczestników z różnych krajów, co podkreśla międzynarodowy charakter projektu. PestSpace realizowany jest w ramach programu Interreg Region Morza Bałtyckiego i współfinansowany przez Unię Europejską. Celem inicjatywy jest stworzenie nowoczesnych narzędzi wspierających rolnictwo w zakresie identyfikacji chorób roślin i szkodników. Polska odgrywa w projekcie istotną rolę, zarówno jako partner naukowy, jak i uczestnik prac nad wdrażaniem rozwiązań w praktyce rolniczej.

Międzynarodowe warsztaty PestSpace w Poznaniu. Nowe narzędzia dla rolnictwa coraz bliżej praktyki

Czym jest PestSpace i PlutoF?

Jednym z kluczowych tematów spotkania była rozwijana aplikacja mobilna dla rolników, będąca częścią systemu PestSpace. Jej głównym zadaniem jest umożliwienie szybkiego rozpoznawania chorób roślin oraz szkodników bezpośrednio w terenie. Użytkownik będzie mógł wykonać zdjęcie objawów na roślinie, a system wykorzystujący sztuczną inteligencję oraz rozbudowaną bazę danych, wskaże możliwą przyczynę problemu oraz podpowie dalsze działania.

Za zaplecze całego rozwiązania odpowiada platforma PlutoF, czyli zaawansowana baza danych biologicznych. To właśnie tam trafiają zdjęcia, dane terenowe oraz wyniki analiz, które następnie są przetwarzane i porównywane z istniejącymi zasobami naukowymi. Dzięki temu możliwe jest coraz dokładniejsze diagnozowanie problemów w uprawach.

Międzynarodowe warsztaty PestSpace w Poznaniu. Nowe narzędzia dla rolnictwa coraz bliżej praktyki

Praktyczne zastosowanie PestSpace w rolnictwie

Podczas warsztatów zaprezentowano nie tylko założenia projektu, ale również konkretne funkcjonalności systemu. Omawiano możliwość tworzenia zgłoszeń chorób roślin w czasie rzeczywistym, analizę danych na poziomie regionalnym, system wczesnego ostrzegania dla rolników, integrację danych laboratoryjnych (np. DNA patogenów) z obserwacjami z pola. Takie podejście wpisuje się bezpośrednio w rozwój rolnictwa precyzyjnego i cyfryzacji gospodarstw.

Aplikacja PestSpace dostępna dla rolników

Co istotne, twórcy projektu zakładają, że aplikacja będzie dostępna bezpłatnie dla użytkowników końcowych. Ma to znacząco zwiększyć jej dostępność i umożliwić szerokie wykorzystanie w praktyce rolniczej, zarówno w dużych gospodarstwach, jak i mniejszych produkcjach.

Rolnictwo 4.0 w praktyce

Spotkanie w Poznaniu pokazało, że rozwój Rolnictwa 4.0 oraz narzędzi cyfrowych dla rolnictwa nabiera tempa. Połączenie wiedzy naukowej, danych biologicznych oraz sztucznej inteligencji otwiera nowe możliwości w zakresie ochrony roślin.

Projekt PestSpace to przykład rozwiązania, które może realnie wpłynąć na codzienną pracę rolników skracając czas reakcji na zagrożenia i zwiększając efektywność produkcji.

Kolejność mieszania środków ochrony roślin i innych agrochemikaliów

0

Umiejętne sporządzenie mieszaniny zbiornikowej ma swoje niewątpliwe zalety – to oszczędność kosztów czasu, paliwa, robocizny, ale to także korzyści dla środowiska (mniej tzw. zabiegów solo). Niestety błędy popełnione podczas sporządzania mieszaniny zbiornikowej mogą często przynosić fatalne skutki. Pół biedy, jeśli mieszanina nie wykazuje spodziewanej skuteczności – choć oczywiście ucierpi na tym środowisko naturalne i nasza kieszeń. Gorzej, jeśli zatkają się poszczególne podzespoły opryskiwacza lub skutek zabiegu będzie zupełnie odwrotny niż oczekiwany.

kolejność mieszania środków ochrony roślin
Miarka do środków ochrony roślin z nadrukowaną etykietą wskazującą kolejność mieszania to przydatne narzędzie przy przygotowywaniu cieczy roboczej. fot. M.Piśny

Zasady mieszania środków ochrony roślin

Po podjęciu decyzji o łącznym zastosowaniu konkretnych składników w oparciu o analizę zagrożeń ze strony agrofagów oraz ocenę dostępności środków ochrony roślin do ich zwalczania wraz z terminami ich stosowania, konieczne jest dokładne zapoznanie się z etykietami preparatów wytypowanych do łącznego zabiegu. Zwrócić trzeba uwagę czy etykiety nie zawierają wskazówek odnośnie mieszania z innymi agrochemikaliami lub ostrzeżeń o zakazie mieszania. Jeśli brak jest takich zapisów i nie ma innych przeciwskazań można przystąpić do sporządzenia cieczy użytkowej.

Jedną z podstawowych zasad jest przygotowanie cieczy użytkowej bezpośrednio przed wykonaniem zabiegu. Nie wolno cieczy przetrzymywać w zbiorniku opryskiwacza. Nawet kilkugodzinna przerwa między sporządzeniem cieczy a zabiegiem może spowodować zmiany fizykochemiczne skutkujące pogorszeniem skuteczności, nierównomiernością naniesienia preparatów na rośliny lub utrudnieniem w samym wykonaniu zabiegu (zatykanie dysz opryskiwacza). Prawdopodobieństwo takich zmian zwiększa się z liczbą łączonych komponentów.

Kolejność mieszania środków ochrony roślin

Kolejność postępowania jest następująca:

  1. Napełnienie wodą zbiornika opryskiwacza do 50-60% jego objętości. Użyta woda musi być czysta, wolna od zanieczyszczeń mechanicznych. Nie wskazane jest, aby woda posiadała zbyt dużą twardość i aby jej temperatura była bardzo niska np. pobierana ze studni głębinowej. Optymalna temperatura to 10-12°C. Należy również pamiętać, że przepisy ustawy o prawie wodnym zabraniają pobierania wody do opryskiwaczy bezpośrednio z wód powierzchniowych (rzek, jezior, stawów).

2. Włączenie mieszadła opryskiwacza z maksymalną mocą.

3. Użycie dodatków (kondycjonery, środki antypieniące) do wody poprawiających jej właściwości, ściśle według wiarygodnych zaleceń lub dostępnych instrukcji. Mogą to być środki przeciwpienne, zmniejszające twardość, stabilizujące pH, polepszające zwilżalność itp. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że użycie takich środków jest bezpieczne i skuteczne tylko w przypadku, gdy wcześniej, z konkretną mieszaniną zostały przeprowadzone stosowane badania.

4. Kolejne dodawanie komponentów mieszaniny. Właściwa kolejność dodawania składników jest krytycznym elementem zabiegu „tank-mix”. Najpierw miesza się ciecz z nawozami a potem dodaje się środki ochrony roślin w kolejności zależnej od ich form użytkowych. W przypadku stosowania mocznika, dodajemy go jako drugi, ale pamiętajmy o uprzednim jego rozpuszczeniu. Podczas wszystkich czynności należy utrzymywać intensywne mieszanie w zbiorniku opryskiwacza.

Przy rozpuszczaniu nawozów mineralnych może dochodzić do zmian temperatury cieczy. Na przykład rozpuszczenie siarczanu magnezu podnosi temperaturę, natomiast rozpuszczanie mocznika ją obniża. Dobrze jest, jeśli odczeka się, aby temperatura w zbiorniku zbliżyła się do temperatury otoczenia. Środki ochrony roślin należy wstępnie rozprowadzić z małą ilością wody, tak by powstała jednorodna ciecz. Czasami trzeba wpierw zrobić pastę (papkę) i dopiero potem dodać wody i dokładnie wymieszać. Zależy to od rodzaju formy użytkowej środka ochrony roślin.

Tak przygotowane preparaty wlewa się przez sito do zbiornika opryskiwacza bardzo powoli. Na końcu, jeśli jest to zalecane dodaje się adiuwanty polepszające przyczepność zastosowanych w mieszaninie preparatów oraz ich lepsze rozprowadzenie na powierzchni roślin.

5. Uzupełnienie wodą zbiornika opryskiwacza do odpowiedniej objętości przy stałym mieszaniu. Tak przygotowana ciecz użytkowa gotowa jest do wykonania zabiegu. Obowiązują wszystkie zalecenia i zastrzeżenia umieszczone na etykietach stosowanych składników, oraz ogólnie zasady dobrej praktyki ochrony roślin.

Schemat sporządzania mieszanin agrochemikaliów

Krok 1 – Napełnienie wodą zbiornika opryskiwacza do 50-60 % jego objętości. Włączanie mieszania z maksymalną mocą.
Krok 2 – Dodanie środków poprawiających właściwości wody.
Krok 3 – Dodanie nawozów mineralnych. Dodanie nawozów mikroelementowych.
Krok 4a – Dodanie środków ochrony roślin w formie proszków lub granul do sporządzania zawiesiny (np. WP, WG)
Krok 4b – Dodanie środków ochrony roślin w formie koncentratów do sporządzania stężonej zawiesiny (np. SC)
Krok 5 – Dodanie środków ochrony roślin w formie koncentratów do emulgowania (np. EC, EG, EW, SE)
Krok 6 – Dodanie środków ochrony roślin w formie koncentratów do sporządzania roztworów (np. SL, SP, SG)
Krok 7 – Dodanie adiuwantów
Krok 8 – Dodanie wody do pełnej pożądanej do zabiegu objętości

Istnieją kombinacje, których nie należy stosować. Mieszanie fungicydów z herbicydami jest możliwe tylko wyłącznie wtedy, kiedy pozwoli na to producent. Nie mieszamy preparatów siarkowych z olejowymi, a także herbicydów na bazie 2,4 D z siarczanem miedzi. Zmieszanie ze sobą herbicydów, które zawierają substancje czynne, takie jak fenoksaprop-P-etylowy i MCPA, również może przynieść niepożądane skutki. Przykładowo nie należy mieszać także środków miedziowych z mocznikiem, saletrą wapniową, kwasem fosforowym czy z nawozami z dodatkiem manganu. Uważnie należy także postępować z borem w mieszaninach. Najlepiej zatem opierać się o sprawdzone (i opublikowane) rozwiązania, ewentualnie korzystać z własnych wcześniejszych doświadczeń. Pamiętać należy, że mieszaniny wykonujemy na własną odpowiedzialność!

Na miarkach produkowanych przez AgroProfil jest zamieszczona kolejność mieszania środków ochrony roślin ułatwiająca sporządzenie mieszaniny w sposób właściwy bez popełniania czasem opłakanych w skutkach błędów. Polecamy również lekturę wcześniej przygotowanego artykułu na temat łączenia środków ochrony roślin.

Eksport z Ukrainy: Rekordowe wpływy dzięki produktom przetworzonym

0
Ukraiński eksport

Eksport z Ukrainy wchodzi w nową fazę rozwoju, w której kluczową rolę odgrywa wartość dodana. W pierwszym kwartale 2026 roku ukraiński sektor agro wypracował aż 6,3 mld dolarów przychodu. Choć fizyczny wolumen towarów wysyłanych za granicę niemal się nie zmienił, wartość wzrosła o ponad 8% w porównaniu do roku ubiegłego.

Strategiczna rola przetwórstwa w handlu zagranicznym

Głównym czynnikiem napędzającym wzrost przychodów nie były ceny światowe, lecz zmiana struktury towarowej. Eksport z Ukrainy coraz częściej opiera się na produktach przetworzonych zamiast na surowych nasionach. Największą rewolucję widać w segmencie rzepaku – wysyłka gotowego oleju rzepakowego wzrosła ponad 30-krotnie. Podobny trend dotyczy soi, gdzie makuchy i oleje wykazują większą odporność na wahania rynkowe niż surowiec.

Eksport z Ukrainy – Turcja i UE głównymi odbiorcami

Geografia dostaw pozostaje stabilna, jednak z wyraźnym wzmocnieniem roli Turcji. Obecnie eksport z Ukrainy kierowany jest w blisko połowie (49%) do krajów Unii Europejskiej. Rynek turecki odpowiada już za 12% udziałów (wzrost o 3 punkty procentowe), co jest zasługą ogromnego popytu na kukurydzę.

Wyzwania w handlu zbożem: Kukurydza vs Pszenica

Struktura sprzedaży zagranicznej pozostaje skoncentrowana na kilku kluczowych kategoriach:

  • Kukurydza: Lider wzrostów (+18% wolumenu), głównie dzięki zamówieniom z Ankary.
  • Olej słonecznikowy: Przychody wzrosły o 20%, co potwierdza rentowność krajowego tłoczenia.
  • Pszenica: Tu odnotowano spadek o 35%, spowodowany rekordową podażą zboża wewnątrz Unii Europejskiej. Niemniej jednak, marzec przyniósł ożywienie wysyłek o 62% w stosunku do stycznia.

Podsumowanie: Obecnie eksport z Ukrainy produktów rolnych generuje aż 62% wszystkich wpływów dewizowych państwa. Sukcesywne przechodzenie z roli „spichlerza” na rolę producenta żywności przetworzonej pozwala Ukrainie stabilizować gospodarkę nawet w obliczu toczącej się wojny z Rosją.

Pogoda- 3 maja przez pola przejdą wiry pyłowe

0
Pogoda 3 maja
Pogoda 3 maja

Pogoda sprzyjać ma występowaniu dust devilom- mini tornadom

Niestety jutro wróci do wielu regionów silny wiatr wzniecając małe zamiecie pyłowo-piaskowe a w dodatku nagrzane podłoże sprzyjać ma powstawaniu mini tornad- tak zwanych dust devilów, które jako małe tornada wzniecać będą pył wysoko w powietrze.

Zanim nastanie wietrzna niedziela w nocy będzie bezwietrznie a na północy powieje słabo z zachodu. Na termometrach od 2-4 stopni na wschodzie kraju do 5-8 w centrum, południu i Kaszubach do 9-11 na zachodzie a w lasach Lubuskich nie mniej niż +15 stopni.

W ciągu dnia zachmurzenie małe bądź bezchmurnie. Na termometrach od 12-15 stopni wzdłuż wybrzeża, gdzie powieje od strony Morza do 18-20 stopni w Bieszczadach i na Podhalu i aż +29 stopni w Słubicach i Kostrzyniu nad Odrą.

Wilgotność powietrza kolejny dzień z rzędu spadnie w większości kraju poniżej 20% a nad ranem rosa będzie albo znikoma albo nie wystąpi wcale- rosa zawsze ma większe szanse wystąpić tam gdzie są jakieś wody stojące, płynące.

Pogoda 3 maja

Opady

Wielu pyta co z deszczami a ja odpowiadam, że dopiero jutro się na ich temat wypowiem. Nie ma co wybiegać przed szereg bo potem może się coś nie sprawdzić.

Sklep Agro Profil- https://sklep.agroprofil.pl/

Temperatura przy gruncie wczoraj rano- https://modele.imgw.pl/cmm/?page_id=7575

Dziczenie w praktyce: Jak czarnobylskie krowy mleczne stały się dzikim stadem

0
Stado czarno-białego bydła pasące się na dziko w strefie wykluczenia w Czarnobylu, w tle ruiny budynków i sarkofag elektrowni.
Dzikie stado z Łubianki koło Czarnobyla - obrazek poglądowy

Choć od katastrofy w elektrowni jądrowej w Czarnobylu mija właśnie 40 lat, historia tego niezwykłego stada jest znacznie krótsza i dla współczesnego hodowcy – o wiele bardziej fascynująca. Pokazuje bowiem, że wystarczy zaledwie dekada bez ingerencji człowieka, aby krowa mleczna porzuciła wyuczoną zależność od ludzi i na nowo stała się autonomicznym, czujnym mieszkańcem puszczy.

Unifarma

Przeczytaj również – 40 lat po Czarnobylu: Jak katastrofa wpłynęła na polskie i europejskie rolnictwo oraz nasze zdrowie?

W strefie wykluczenia wokół Czarnobyla, na terenie dzisiejszego Radiacyjno-Ekologicznego Rezerwatu Biosfery, naukowcy od lat obserwują proces, który w biologii nazywamy rewildingiem. Nie dotyczy on jednak żubrów czy koni Przewalskiego, lecz zwierząt, które jeszcze niedawno stały w oborach – czarno-białego bydła domowego.

Krótka historia powrotu do natury

Początki stada nie sięgają samej katastrofy z 1986 roku. Przez lata krowy towarzyszyły tzw. samosiołom we wsi Łubianka. Zwierzęta żyły w tradycyjnym modelu: rano wypas na łąkach, wieczorem powrót do zagrody. Prawdziwy test zaczął się w 2016 roku, po śmierci ostatnich mieszkańców wsi. Siedem krów (jeden byk i sześć samic) zostało pozostawionych całkowicie samym sobie.

Z punktu widzenia zootechniki, sukces tego stada jest zdumiewający. Bez korekcji racic, bez zbilansowanej dawki pokarmowej, bez osłony weterynaryjnej i – co najważniejsze – bez wsparcia energetycznego w trakcie surowych ukraińskich zim, krowy nie tylko przetrwały, ale zaczęły się rozmnażać. Do 2021 roku stado urosło do około 20 osobników.

Behawioralny skok wstecz: Czego nauczyły się krowy?

Najbardziej uderzająca dla obserwatorów jest zmiana struktury społecznej. W ciągu kilku lat bydło odtworzyło hierarchię niemal identyczną jak u ich wymarłych przodków – turów.

  • Strategia obronna: W obliczu zagrożenia ze strony wilków, stado tworzy formację obronną. Cielęta i krowy trafiają do bezpiecznego środka, podczas gdy byki zajmują pozycje na obrzeżach, tworząc żywą tarczę.
  • Sezonowość rozrodu: Cykl reprodukcyjny uległ naturalnej regulacji. Cielęta rodzą się wiosną, co gwarantuje dostęp do świeżej paszy i wyższe temperatury, drastycznie zwiększając szanse na przeżycie bez pomocy człowieka.
  • Instynkt pokarmowy: Krowy nauczyły się efektywnie żerować pod pokrywą śnieżną i dostosowywać dietę do ubożejącej roślinności leśnej, wykazując przy tym doskonałą kondycję zdrowotną.

Cień wojny nad stadem

Niestety, najnowsze dane z 2024 i 2025 roku budzą niepokój. Liczebność stada spadła z 20 do około 12 sztuk. Eksperci nie mają wątpliwości: to nie natura zawiodła, lecz wpływ człowieka, tym razem w wydaniu militarnym. Region Czarnobyla był areną działań wojennych, co mogło doprowadzić do bezpośrednich strat w pogłowiu lub drastycznego stresu, który przerwał naturalny rytm bytowania stada.

Wniosek dla hodowcy

Dla czytelnika zajmującego się rolnictwem na co dzień, przypadek z Łubianki to ważna lekcja o potędze genetyki i adaptacji. Pokazuje on, że cechy użytkowe, na które selekcjonujemy zwierzęta od wieków, nie wyparły całkowicie pierwotnych mechanizmów przetrwania. Krowa, którą znamy jako spokojną producentkę mleka, wciąż nosi w sobie geny zwierzęcia zdolnego stawić czoła watahom wilków i mrozom, o ile tylko pozwoli jej na to przestrzeń i czas.

Historia czarnobylskiego bydła to dowód na to, że natura nie potrzebuje wieków, by odzyskać swoje – czasem wystarczy jedna dekada ciszy.

Źródło: Materiał opracowany na podstawie długoletnich obserwacji prowadzonych przez naukowców z Czarnobylskiego Radiacyjno-Ekologicznego Rezerwatu Biosfery oraz danych udostępnionych przez portal agrarheute.com. Obserwacje stada z Łubianki stanowią unikalne studium przypadku nad procesem wtórnego dziczenia (rewildingu) bydła domowego. Zdjęcie poglądowe.

Najlepsze modele Zetora – ranking

0

Ciągniki marki Zetor od dekad cieszą się ogromnym uznaniem w gospodarstwach w całej Europie. Ich fenomen wynika z prostoty konstrukcji, dostępności części i stosunkowo niskich kosztów eksploatacji. To właśnie te cechy sprawiają, że zarówno starsze modele, jak i nowe serie nadal znajdują nabywców.

W praktyce rolnicy wybierają Zetory nie tylko ze względu na cenę, ale też możliwość samodzielnych napraw i dużą odporność na intensywną pracę. W wielu gospodarstwach te maszyny pracują nawet kilkadziesiąt lat.

Ranking najlepszych modeli Zetora

Zetor Proxima — najbardziej uniwersalny wybór

Seria Proxima to zdecydowany lider wśród nowoczesnych ciągników tej marki. Modele z tej linii oferują moc od około 80 do 120 KM i są przeznaczone do szerokiego zakresu prac polowych.

Ich największą zaletą jest wszechstronność. Sprawdzają się zarówno przy orce, jak i w transporcie czy pracy z ładowaczem. Proxima wyróżnia się także stosunkowo prostą budową, co przekłada się na niższe koszty serwisowania.

Rolnicy szczególnie cenią wersję Proxima 100 za dobry balans między mocą a spalaniem. To model, który można określić jako bezpieczny wybór do średnich gospodarstw.

Zetor Forterra — siła do ciężkiej pracy

Jeśli potrzebna jest większa moc, Forterra jest naturalnym krokiem dalej. Modele z tej serii osiągają nawet 150 KM i są przeznaczone do intensywnych prac z ciężkim sprzętem.

Forterra oferuje bardziej zaawansowane rozwiązania techniczne, takie jak przekładnie PowerShift czy rozbudowana hydraulika. Dzięki temu radzi sobie z dużymi agregatami uprawowymi i wymagającymi zadaniami.

To ciągnik dla gospodarstw, które stawiają na wydajność i pracę na większą skalę.

Zetor Major — prostota i ekonomia

Major to model, który zdobył popularność dzięki swojej niezawodności i niskim kosztom użytkowania. Powstał jako prostsza konstrukcja o mocy około 60 do 80 KM i jest idealny do mniejszych gospodarstw.

Jego największym atutem jest łatwość obsługi i serwisowania. To ciągnik, który nie wymaga skomplikowanej elektroniki, co dla wielu użytkowników jest ogromną zaletą.

Major świetnie sprawdza się w codziennych pracach gospodarskich, takich jak transport, prace pomocnicze czy lekkie uprawy.

Zetor Crystal — powrót legendy

Seria Crystal to jedna z najbardziej rozpoznawalnych linii w historii tej marki. Nowoczesne wersje tego modelu wyposażone są w sześciocylindrowe silniki o mocy nawet ponad 140 KM.

Crystal został zaprojektowany z myślą o dużych gospodarstwach i intensywnej eksploatacji. Oferuje wysoki komfort pracy oraz nowoczesne rozwiązania techniczne, które poprawiają efektywność.

To ciągnik dla tych, którzy potrzebują maksymalnej wydajności i jednocześnie cenią solidność klasycznej konstrukcji.

Starsze modele serii UR — niezniszczalne klasyki

Nie można pominąć legendarnych modeli takich jak 7211, 8011 czy 7745. To właśnie one budowały renomę Zetora przez dekady.

Na rynku wtórnym cieszą się ogromną popularnością, ponieważ ich konstrukcja jest niezwykle trwała i odporna na trudne warunki pracy.

Ich siłą jest prostota, trwałość i łatwość napraw. Dla wielu rolników to nadal najlepszy wybór do podstawowych prac.

Jak dobrać odpowiedni model do gospodarstwa?

Wybór odpowiedniego ciągnika zależy przede wszystkim od wielkości gospodarstwa i rodzaju wykonywanych prac.

Do mniejszych areałów najlepiej sprawdzi się Major lub starsze modele UR. W średnich gospodarstwach dominują Proximy, które oferują dobry kompromis między mocą a kosztami. Natomiast przy dużej produkcji rolnicy sięgają po Forterrę lub Crystal, które zapewniają wydajność przy ciężkich zadaniach.

Warto też zwrócić uwagę na dostępność serwisu oraz części zamiennych. To jeden z głównych powodów, dla których Zetory nadal są tak często wybierane mimo rosnącej konkurencji.

Nowoczesne kierunki rozwoju Zetora

Marka nie stoi w miejscu. W ostatnich latach wprowadzono nowe rozwiązania technologiczne oraz serie spełniające rygorystyczne normy emisji spalin.

Nowoczesne modele oferują większą moc, lepszą ergonomię kabiny oraz bardziej zaawansowane systemy zarządzania pracą. Jednocześnie producent stara się zachować to, co było fundamentem jego sukcesu.

Prosta konstrukcja, łatwa obsługa i dostępność części nadal pozostają kluczowe, co sprawia, że Zetory wciąż mają silną pozycję na rynku i trudno znaleźć gospodarstwo, w którym choć jeden egzemplarz tej marki nie pracowałby przez lata.

Rolnicy nie mówią tego głośno — co naprawdę kryje się za hodowlą bydła?

0
Żywienie bydła mlecznego

Z zewnątrz gospodarstwo z bydłem może wydawać się spokojnym miejscem. Zielone pastwiska, stado krów i rytm wyznaczany przez naturę. W rzeczywistości to wymagająca, często niedoceniana praca fizyczna i psychiczna. Dzień zaczyna się wcześnie rano, niezależnie od pogody czy świąt. Zwierzęta trzeba nakarmić, napoić, sprawdzić ich stan zdrowia i wyczyścić obory.

Hodowla bydła nie zna pojęcia wolnego weekendu. Krowy muszą być dojone codziennie, często dwa razy dziennie. Każde opóźnienie wpływa nie tylko na wydajność, ale również na zdrowie zwierząt. Rolnicy rzadko mówią o zmęczeniu, które staje się stałym elementem życia.

Koszty, które stale rosną

Jednym z największych wyzwań są koszty utrzymania hodowli. Pasza, energia elektryczna, paliwo, opieka weterynaryjna oraz sprzęt to wydatki, które rosną szybciej niż ceny skupu mleka czy mięsa. Wiele gospodarstw funkcjonuje na granicy opłacalności.

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że produkcja mleka czy wołowiny wymaga dużych inwestycji. Nowoczesne obory, systemy wentylacji czy maszyny do karmienia to często kredyty spłacane przez lata. Wahania cen na rynku potrafią w krótkim czasie zachwiać stabilnością finansową gospodarstwa.

Dobrostan zwierząt to nie slogan

Wbrew popularnym opiniom wielu hodowców przykłada ogromną wagę do dobrostanu zwierząt. Zdrowa krowa to nie tylko kwestia etyki, ale też ekonomii. Choroby oznaczają straty. Dlatego rolnicy inwestują w odpowiednie warunki bytowe, jakość paszy i opiekę weterynaryjną.

Jednocześnie rzeczywistość bywa trudna. W dużych gospodarstwach trudno uniknąć problemów takich jak kulawizny czy stres cieplny. Rolnicy rzadko mówią o dylematach związanych z leczeniem lub koniecznością uboju chorych zwierząt. To decyzje, które mają wymiar finansowy, ale też emocjonalny.

Emocjonalna strona pracy

Choć hodowla bydła kojarzy się z produkcją, relacja człowieka ze zwierzęciem jest bardziej złożona. Rolnicy często znają swoje krowy po zachowaniu, potrafią zauważyć najmniejsze zmiany. Wielu z nich przywiązuje się do zwierząt, mimo że ostatecznie są one częścią systemu produkcji.

To temat rzadko poruszany publicznie. Trudno mówić o emocjach w branży, która musi być efektywna. Jednak strata zwierzęcia, szczególnie takiego, które było w stadzie przez lata, potrafi być odczuwalna.

Wpływ na środowisko i presja społeczna

Hodowla bydła znajduje się dziś pod silną presją społeczną. Dyskusje o emisji gazów cieplarnianych, zużyciu wody czy wpływie na klimat sprawiają, że rolnicy coraz częściej muszą się tłumaczyć ze swojej pracy.

Rzeczywistość jest bardziej złożona niż proste hasła. Nowoczesne gospodarstwa wdrażają rozwiązania ograniczające emisje, poprawiają efektywność wykorzystania pasz i dbają o gospodarkę obornikiem. Jednocześnie transformacja w kierunku bardziej zrównoważonej produkcji wymaga inwestycji i czasu.

Niepewność przyszłości

Rolnicy rzadko mówią wprost o niepewności, która towarzyszy ich pracy. Zmiany klimatyczne wpływają na plony, a tym samym na dostępność paszy. Susze, ulewne deszcze czy ekstremalne temperatury mogą w jednej chwili zmienić cały sezon.

Do tego dochodzą zmiany przepisów i polityki rolnej. Wprowadzanie nowych regulacji często oznacza konieczność dostosowania gospodarstwa, co wiąże się z dodatkowymi kosztami. Dla wielu rodzin prowadzących hodowlę bydła oznacza to trudne decyzje dotyczące przyszłości.

Dlaczego mimo wszystko trwają przy tej pracy?

Mimo wszystkich trudności wielu rolników nie wyobraża sobie innego życia. Hodowla bydła to nie tylko zawód, ale styl życia przekazywany z pokolenia na pokolenie. Satysfakcja z dobrze prowadzonego stada, zdrowych zwierząt i stabilnej produkcji daje poczucie sensu.

To także silne związanie z ziemią i niezależnością. Choć ryzyko jest duże, możliwość pracy na własnych zasadach pozostaje dla wielu kluczową wartością. Dlatego prawda o hodowli bydła nie jest ani czarno biała, ani prosta. To codzienna równowaga między wymaganiami rynku, troską o zwierzęta i własnym przetrwaniem.

Grill gotowy w mgnieniu oka: Odpowiadamy jak błyskawicznie rozpalić grilla

0
grill

Sezon grillowy potrafi zaskoczyć nagłą zmianą pogody albo spontanicznym spotkaniem ze znajomymi. W takich momentach liczy się jedno: Jak szybko i skutecznie rozpalić grill, bez frustracji i dymu w oczach. Dobra wiadomość jest taka, że istnieją sprawdzone metody, które pozwalają uzyskać stabilny żar nawet w kilkanaście minut.

Wybór odpowiedniego paliwa ma znaczenie

Podstawą sprawnego rozpalania jest dobry materiał opałowy. Najczęściej używa się węgla drzewnego albo brykietu. Węgiel drzewny rozpala się szybciej i osiąga wysoką temperaturę, ale spala się krócej. Brykiet potrzebuje więcej czasu na rozgrzanie, za to utrzymuje równomierne ciepło przez dłuższy okres.

Jeśli zależy Ci na czasie, lepszym wyborem będzie węgiel drzewny. Warto zwrócić uwagę na jego jakość. Duże, jednorodne kawałki spalają się efektywniej niż drobne resztki, które często tylko dymią.

Rozpałka: Szybki start bez kombinowania

Najprostszym sposobem na szybkie rozpalenie jest użycie gotowej rozpałki. Do wyboru masz kostki parafinowe, podpałki ekologiczne lub płynne preparaty. Najbezpieczniejsze są kostki lub wersje naturalne, ponieważ nie wpływają na smak potraw.

Aby uzyskać najlepszy efekt, ułóż kilka kawałków węgla w formie stożka, a pod spodem umieść rozpałkę. Zapewnia to dobry przepływ powietrza i przyspiesza proces spalania. Po podpaleniu nie dokładaj od razu kolejnych warstw, poczekaj aż pierwsze kawałki dobrze się zajmą ogniem.

Komin do rozpalania: Metoda dla niecierpliwych

Jednym z najszybszych i najskuteczniejszych sposobów jest użycie komina do rozpalania. To metalowe naczynie z otworami wentylacyjnymi, które działa na zasadzie ciągu powietrza.

Wystarczy wsypać węgiel do środka, podłożyć pod komin rozpałkę i podpalić. Dzięki intensywnemu przepływowi powietrza żar pojawia się nawet po 10 do 15 minutach. Co ważne, cały proces jest bardziej przewidywalny niż w przypadku tradycyjnych metod.

Odpowiednia wentylacja przyspiesza proces

Dopływ powietrza to kluczowy element skutecznego rozpalania. Otwórz wszystkie otwory wentylacyjne w grillu, aby zapewnić swobodny przepływ tlenu. Bez tego nawet najlepsza rozpałka nie zadziała tak, jak powinna.

Warto również unikać ustawiania grilla w miejscach całkowicie osłoniętych od powietrza. Lekki ruch powietrza działa jak naturalny dopalacz dla ognia.

Jak uniknąć najczęstszych błędów?

Wiele osób próbuje przyspieszyć proces, dolewając zbyt dużo płynnej podpałki. To nie tylko niebezpieczne, ale też powoduje nieprzyjemny zapach, który może przeniknąć do jedzenia.

Innym błędem jest zbyt wczesne rozpoczęcie grillowania. Mięso położone na niedogrzanym ruszcie zacznie się dusić zamiast smażyć. Idealny moment to chwila, gdy węgiel pokryje się jasnoszarym nalotem i przestanie intensywnie dymić.

Sprytne triki, które robią różnicę

Jeśli nie masz pod ręką profesjonalnych akcesoriów, możesz wykorzystać domowe rozwiązania. Zgnieciona gazeta umieszczona pod węglem może zastąpić rozpałkę, choć wymaga większej kontroli.

Dobrym pomysłem jest także wcześniejsze przechowywanie opału w suchym miejscu. Wilgotny węgiel pali się znacznie wolniej i generuje więcej dymu.

Niektórzy używają niewielkiego wentylatora lub dmuchawy, aby przyspieszyć dopływ powietrza. W warunkach domowych wystarczy nawet wachlowanie kawałkiem kartonu, co potrafi znacząco skrócić czas oczekiwania.

Kiedy grill jest gotowy do działania?

Rozpoznanie właściwego momentu to klucz do sukcesu. Gotowy żar ma równomierny, czerwony kolor pod cienką warstwą popiołu. Temperatura powinna być stabilna, bez wysokich płomieni.

Jeśli przyłożysz dłoń nad rusztem i jesteś w stanie wytrzymać około 3 sekund, oznacza to idealne warunki do grillowania większości potraw. To prosty, ale skuteczny test stosowany przez doświadczonych miłośników grillowania.

Rozpalanie grilla nie musi być czasochłonne ani trudne. Wystarczy odpowiednie przygotowanie, właściwe materiały i znajomość kilku sprawdzonych technik, by cieszyć się idealnym żarem dokładnie wtedy, gdy masz na to ochotę.

Czy warto siać słonecznik?

0

Opolscy rolnicy coraz częściej odchodzą od tradycyjnych upraw zbóż, ponieważ nie przynoszą one zysku. Problem pogłębił się w ostatnim sezonie. Popularność zdobywa także słonecznik, który ma małe wymagania glebowe. W tym roku słonecznika również będzie sporo, choć z powodu niekorzystnych warunków klimatycznych wielu rolników mocno opóźniło siewy.

DCIM\100MEDIA\DJI_0041.JPG

Wielu rolników sieje słonecznik po raz pierwszy

Rafał Wistuba, rolnik z Białej:

– Dzisiaj sieję słonecznik. Jest to mój pierwszy rok, moja pierwsza przygoda. Zaczynamy od małego areału, ponieważ chcę spróbować, czy to się tutaj na moim polu uda. Jest to areał dwóch hektarów. Odrobinę obawiam się, że może się to nie udać ze względu na ptaki, ale trzeba próbować: kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije, także może akurat na mój słonecznik nie siądą. Szukam alternatywy dla rzepaku. Uważam, że rzepak, będąc co cztery lata na tym samym polu, to jest on za często.

Słonecznik zamiast rzepaku

– Dlatego szukam tej alternatywy w soi, szukam tej alternatywy teraz w słoneczniku. Zobaczymy, jak to się wszystko uda. Ale jeśli by się udało, to wtedy będzie po prostu piątą, albo nawet i szóstą rośliną w płodozmianie. Wtedy ten rzepak będzie co sześć lat i to już będzie okej. Siejemy na trzy, cztery centymetry. Na tyle mamy wilgoć. Udało się tę wilgoć zatrzymać ze względu na to, że dosyć długo utrzymałem międzyplon ozimy. Później ten międzyplon był tylko raz ruszony talerzówką, wymieszany i bezpośrednio w to siejemy. Ta wilgoć jest na dwóch centymetrach, więc jest naprawdę dobrze. Dajemy też 80 kilo nawozu MPS do rządka i myślę, że to będzie okej. Myślę też, że ze sprzedażą nie będzie problemów. Coraz więcej ludzi gdzieś tam ten słonecznik sieje. Coraz więcej firm się interesuje słonecznikiem, dlatego myślę, że ze zbiorem i ze sprzedażą nie powinno być problemów. Ale zobaczymy. Do zbioru jeszcze daleko.

Najważniejszy jest płodozmian

Paweł Chyska, kierownik gospodarstwa Rolpol w Czarnolesiu:

– Słonecznik mam już posiany od dwóch tygodni. Jest to pierwszy rok w tym gospodarstwie, ale jak to, że posiadamy krowy mleczne, potrzebujemy też płodozmianu. Jest to też roślina, teoretycznie mówiąc, taka troszeczkę mniej wymagająca, odporniejsza na stresowe warunki z powodu braku wody. Zobaczymy. Wiąże się to oczywiście z tym, że gdzieś musimy inwestować w maszyny, w przystawki do tego słonecznika, bo nie wszystko jest uniwersalne. Jesteśmy zmuszeni do tego, żeby ten płodozmian i ekoschematy zachować. Będziemy próbować wszystkiego, żeby tylko się dało z tego wyżyć.

W ubiegłym roku słonecznik był opłacalny

Dariusz Klusko rolnik z Pągowa:

– Akurat jest to chyba jedyna roślina, która nastraja optymistyczne rolników, bo w zeszłym sezonie dała fajne plony. Cena też byłą i jest w miarę przyzwoita. Udało się dużo takiego fajnego towaru zebrać. Przy każdej roślinie jest jednak coś takiego, że pojawia się problem, jeżeli rolnicy za dużo zasieją w danym roku. Takim przykładem nawet jest soja. W tamtym roku był boom, wszyscy chcieli siać soję i potem już nastroje tych, którzy posiali, niestety były mniej optymistyczne. No i tak to po prostu jest: ten, kto robi to cały czas, to po prostu wie, że rolnictwo nie jest oderwane od gospodarki. Obowiązują takie zasady, że raz przychodzi bessa, a raz przychodzi hossa. Po hossie zawsze przychodzi bessa, a po bessie zawsze przychodzi hossa, więc po prostu trzeba być optymistą. Jeżeli robimy ten słonecznik od 12-tu czy więcej lat, to po prostu wiemy, że raz było tak, raz było tak, ale robimy swoje. Jestem bardzo zadowolony. Generalnie bardzo dużo rolników, tych, którzy zostali w tym słoneczniku, to nauczyli się już go robić, więc robią, a plony są wyższe.

Rolnicy nauczyli się już uprawy słonecznika

– To, jak zaczynaliśmy i to, co mamy teraz to naprawdę jest niebo, a ziemia. Wtedy cieszyliśmy się, kiedy uzyskaliśmy plon 2-3 tony z hektara. Dzisiaj rolnicy zbierają już po 4 czy po 4 i pół tony, więc te wyniki, które są na poletkach, gdzie się pojawia 5 ton, to widzimy, że są po prostu realne do osiągnięcia. To nie jest jakiś kosmos, który nie wiadomo skąd się bierze. Jeżeli mamy splot takich korzystnych zjawisk i zdarzeń i nic tam nie schrzanimy, to te plony naprawdę mogą być fajne i myślę, że ci rolnicy, którzy zostali przy tym słoneczniku, to się nauczyli tego robić.

Czy dobra cena słonecznika się powtórzy?

Tadeusz Simiński, dyrektor handlowy AgroAs:

– W tamtym roku była dobra spowodowana cena też chyba tym, że ten słonecznik na polach się nie udał , bo większość gospodarstw z uwagi na to, że było mokro, nie była w stanie zebrać go w terminie i trochę się tego ziarna zmarnowało w polu. Takie mamy wrażenie. Relacja cenowa do innych oleistych, do innych tłuszczowych była bardzo korzystna, ale czy to się powtórzy? Trudno powiedzieć, bo sam segment oleistych dzisiaj jest napędzany drogim dieslem, który ciągnie rzepach w górę, ciągnie olej sojowy w górę i ciągnie olej słonecznikowy w górę, ale czy tak będzie dalej, to zobaczymy. Jeżeli rzeczywiście wojna w Zatoce się zakończy, to możemy mieć zmianę sytuacji i niekoniecznie ten słonecznik będzie się tak opłacał, jak w poprzednim sezonie.

Jeśli słonecznika będzie dużo, to będzie go można w kraju przetwarzać

Mariusz Olejnik, prezes Opolskiego Związku Producentów Rolnych, prezes Spółdzielni Grup „Polski Rzepak i Zboża”

– Jeżeli chodzi o słonecznik, to jest kolejna uprawa, którą trzeba poważnie wziąć pod uwagę. Trzeba zwrócić uwagę na to, że ci, którzy zainwestowali w okopowe, typu ziemniaki czy pomidory, w tym roku mają bardzo trudną sytuację, bo wszyscy rzucili się na to. Natomiast słonecznik może być pewną alternatywą, bo liczymy na to, że w kraju będzie można go przetwarzać. Zobaczymy, co z tego wyniknie: czy to będzie Bodaczów, czy jakaś inny zakład przetwórczy. Ważne jest jedno, żeby zdecydować się na jakąś uprawę oleistą i spróbować stworzyć większą partię. My jednak będziemy zwolennikami produkcji soi.

dr Mariusz Drożdż