Jeszcze kilka miesięcy temu wielu rolników planowało zbiór kukurydzy na ziarno. Dziś, po tygodniach suszy i fali ekstremalnych upałów, coraz częściej zapada decyzja o zmianie przeznaczenia całych plantacji. W wielu gospodarstwach najważniejsze staje się już nie uzyskanie wysokiego plonu ziarna, ale zabezpieczenie paszy dla bydła.
Tak wygląda sytuacja m.in. w województwie łódzkim, gdzie odwiedziliśmy plantację kukurydzy w miejscowości Plutwiny w gminie Stryków.
Susza niszczy kukurydzę w województwie łódzkim
Plantacja należy do Marcina Kałuży, który od początku sezonu obserwuje pogarszającą się kondycję roślin. Niewielkie opady, które pojawiły się w ostatnich dniach, nie zmieniły sytuacji.
– W nocy spadły może 3, góra 4 litry deszczu. Widać, że w niektórych miejscach kukurydza delikatnie zareagowała, ale są też fragmenty pola, gdzie praktycznie nic się nie zmieniło – mówi rolnik.
Niewielkie opady nie były w stanie uzupełnić ogromnego deficytu wody, z którym plantacje zmagają się od wielu tygodni. Rośliny są silnie zestresowane, a ich dalszy rozwój w dużej mierze zależy od tego, czy w najbliższym czasie pojawią się regularne opady.
Kukurydza na ziarno przestaje być realnym scenariuszem
Jeszcze podczas siewów część areału w gospodarstwie była planowana z myślą o produkcji kukurydzy na ziarno. Dziś wiadomo już, że taki scenariusz staje się mało realny. Ze względu na przebieg pogody oraz słabą kondycję roślin cała plantacja najprawdopodobniej zostanie przeznaczona na kiszonkę dla bydła.
To decyzja, którą w tym sezonie podejmuje coraz więcej producentów. Przy ograniczonym potencjale plonowania zbiór na kiszonkę pozwala przynajmniej wykorzystać część biomasy i zabezpieczyć paszę dla zwierząt, zamiast ryzykować bardzo niski plon ziarna.
Rolnicy ratują to, co jeszcze zostało
W wielu regionach Polski susza zmienia nie tylko wygląd pól, ale również strategię prowadzenia gospodarstw. Tam, gdzie jeszcze niedawno liczono na wysoki plon kukurydzy, dziś priorytetem staje się ograniczenie strat.
Rolnicy podkreślają, że nawet jeśli w najbliższych dniach pojawią się większe opady, nie wszędzie będą one w stanie odwrócić skutki wielotygodniowego niedoboru wody. Kukurydza w wielu miejscach zahamowała wzrost, a część roślin może już nie odzyskać pełnego potencjału plonowania.
Coraz więcej gospodarstw przygotowuje się więc na wcześniejszy zbiór kukurydzy na kiszonkę, uznając go za jedyne racjonalne rozwiązanie w obecnych warunkach.
Upały i susza zmieniają tegoroczne zbiory
Województwo łódzkie od wielu tygodni należy do obszarów najbardziej dotkniętych suszą. To właśnie tutaj wysokie temperatury i niewielka ilość opadów sprawiają, że plantacje kukurydzy coraz częściej tracą szansę na uzyskanie satysfakcjonującego plonu ziarna.
Przykład z Plutwin pokazuje, jak szybko zmienia się sytuacja na polach. Kilka litrów deszczu nie wystarcza, aby przywrócić roślinom odpowiednie tempo wzrostu. Dla wielu gospodarstw oznacza to konieczność zmiany planów i dostosowania produkcji do wyjątkowo trudnego sezonu.
Problem nie dotyczy wyłącznie kukurydzy. W wielu regionach kraju susza ograniczyła plony zbóż, a ekstremalne temperatury spowodowały również duże straty na plantacjach owoców i warzyw.
W przypadku gospodarstw utrzymujących bydło kukurydza na kiszonkę staje się jednak priorytetem. Nawet jeśli plon nie będzie wysoki, zgromadzenie paszy na zimę jest dziś ważniejsze niż produkcja ziarna. W wielu gospodarstwach decyzje, które jeszcze kilka tygodni temu wydawały się ostateczne, są obecnie weryfikowane przez pogodę.
11 czerwca w Urbanowicach (woj. opolskie) odbyła się kolejna edycja Dni Pola Innvigo. Wydarzenie zgromadziło nie tylko rolników z Polski, lecz także klientów i doradców z innych krajów, w których firma oferuje swoje rozwiązania.
Spotkanie było okazją do zapoznania się z praktycznym działaniem środków ochrony roślin oraz kompleksowych technologii stosowanych w różnych uprawach. Rolnicy mogli na własne oczy ocenić skuteczność preparatów, porozmawiać ze specjalistami oraz wymienić się doświadczeniami z innymi plantatorami.
– Innvigo od 11 lat dostarcza rozwiązania wspierające ochronę upraw i jest liderem pod względem powierzchni chronionej w Polsce. Najważniejsze są nie pojedyncze preparaty, lecz całe technologie, które rolnicy wdrażają w swoich gospodarstwach. Obecnie portfolio firmy liczy już około 80 produktów, ale to właśnie odpowiednie łączenie ich w skuteczne programy ochrony ma kluczowe znaczenie
– podkreślał Krzysztof Golec, wiceprezes Innvigo.
Podczas wydarzenia zaprezentowano ponad 80 wariantów ochrony – zarówno opartych na pojedynczych środkach, jak i pełnych technologiach. Obejmowały one nie tylko najważniejsze uprawy polowe, lecz także gatunki zyskujące popularność jak soja. Dużym zainteresowaniem cieszył się również namiot diagnostyczny, w którym dr Andrzej Brachaczek analizował próbki roślin i udzielał fachowych porad dotyczących chorób oraz kondycji plantacji.
Dni Pola Innvigo pokazały, że teraźniejszość ochrony upraw opiera się na skutecznych technologiach, wiedzy i praktyce, natomiast jej przyszłość będzie należeć do rozwiązań elastycznych, sekwencyjnych i dostosowanych do zmian klimatycznych oraz regulacyjnych. To właśnie połączenie innowacji, doświadczenia i współpracy z rolnikami wyznacza kierunek rozwoju nowoczesnego rolnictwa.
Dobre rozwiązanie nie musi być drogie. Obejrzyj materiał wideo
Firma INNVIGO może się poszczycić mianem lidera jeżeli chodzi o powierzchnię chronionych upraw w Polsce. Dlaczego rolnicy tak chętnie sięgają po ich produkty?
Zbiory rzepaku 2026 w Polsce stoją przed widmem głębokiego regresu – najnowsze dane Komisji Europejskiej (zaktualizowane 25 czerwca 2026 r.) przynoszą gwałtowną rewizję prognoz dla całego krajowego sektora nasion oleistych. Bruksela obniżyła szacunki plonów rzepaku. Co kluczowe, prognozy te opierają się na modelach sprzed fali afrykańskich upałów, jaka przetacza się przez Polskę – rzeczywisty obraz strat rynkowych będzie więc jeszcze głębszy.
1. Zbiory rzepaku 2026 i produkcja oleistych: Głęboki regres
Zgodnie z najnowszą prognozą Komisji Europejskiej, łączna produkcja nasion oleistych w Polsce w 2026 roku wyniesie 3 436 tys. ton. Oznacza to załamanie dotychczasowych szacunków – prognozę łącznych zbiorów obniżono w ciągu zaledwie miesiąca aż o -382 tys. ton. W ujęciu rocznym spadek wynosi -361 tys. ton względem bilansu z poprzedniego roku.
Rzepak (główny gatunek): Przewidywane krajowe zbiory rzepaku 2026 oszacowano na 3 281 tys. ton. To spadek aż o -376 tys. ton w porównaniu z prognozą z maja oraz o -352 tys. ton w stosunku do ubiegłego roku. Wolumen ten plasuje się o 6,7% poniżej 5-letniej średniej obciętej (która wynosi 3 516 tys. ton).
Słonecznik: Przewidywane zbiory to 71 tys. ton (nieznaczna korekta m/m o -5 tys. ton, ale wzrost o 8 tys. ton r/r). Produkcja słonecznika pozostaje o 27,5% wyższa od średniej 5-letniej.
Soja: Zbiory prognozowane są na poziom 83 tys. ton (spadek o -14 tys. ton r/r), co wciąż stanowi wynik o 47% wyższy od średniej wieloletniej.
2. Areał: Rekordowe zasiewy nie uratowały bilansu
Kontrastem dla spadających prognoz produkcji jest postawa polskich rolników, którzy jesienią postawili na nasiona oleiste. Łączny areał tych upraw w Polsce pod tegoroczne zbiory prognozowany jest na rekordowym poziomie 1 167 tys. hektarów (wzrost o 5 tys. ha r/r i o 4,5% powyżej średniej 5-letniej).
Rzepak: Powierzchnia uprawy wzrosła do 1 105 tys. hektarów (+7 tys. ha r/r), co stanowi wynik o 4,0% wyższy od średniej 5-letniej.
Słonecznik: Areał wzrósł do 29 tys. hektarów (+5 tys. ha r/r).
Soja: Nastąpiła lekka korekta do 33 tys. hektarów (-5 tys. ha r/r, ale wciąż aż o 44,1% powyżej średniej wieloletniej).
3. Plony: Gwałtowne załamanie wydajności rzepaku
Zestawienie wzrostu powierzchni upraw z jednoczesnym głębokim spadkiem produkcji jednoznacznie wskazuje na drastyczne obniżenie oczekiwanej wydajności z hektara. Średni plon wszystkich upraw oleistych w Polsce spadł m/m o 0,33 t/ha i wynosi obecnie 2,94 t/ha.
Rzepak: Komisja Europejska obniżyła prognozę plonów rzepaku w Polsce do zaledwie 2,97 t/ha. To drastyczne cięcie o -0,34 t/ha w porównaniu zarówno do założeń z maja, jak i do ubiegłorocznej średniej. Przewidywana wydajność jest o 10,3% niższa od średniej 5-letniej (3,31 t/ha) – tak słabych wyników w kraju nie notowano od 2019 roku.
Słonecznik: Plon prognozowany na 2,45 t/ha (spadek o 0,17 t/ha m/m oraz r/r).
Soja: Stabilne plonowanie na poziomie 2,56 t/ha (minimalny spadek o 0,03 t/ha m/m).
ALERT ANALITYCZNY: Dane KE nie uwzględniają afrykańskich upałów
Kluczowym elementem oceny bieżącej sytuacji rynkowej jest fakt, że opublikowany przez Komisję Europejską raport bazuje na uwarunkowaniach i modelach agrometeorologicznych sprzed fali afrykańskich upałów, która uderzyła w Polskę pod koniec czerwca.
Oznacza to, że czerwcowe szacunki Brukseli wskazujące na zbiory rzepaku 2026 na poziomie 3,28 mln ton należy traktować jako wariant optymistyczny, który rzeczywistość polowa zweryfikuje in minus:
Gwałtowny spadek masy nasion: Ekstremalne temperatury i brak opadów w drugiej połowie czerwca doprowadziły do przedwczesnego zasychania roślin i tzw. „wymuszonego dojrzewania”. Nasiona rzepaku w łuszczynach będą drobniejsze, co przełoży się na niższą masę tysiąca nasion (MTN).
Spodziewane dalsze cięcia w lipcu: W kolejnej, lipcowej aktualizacji danych KE realne jest dalsze obniżenie średniego plonu rzepaku. To zepchnie ostateczne zbiory rzepaku 2026 nawet poniżej 3,0 mln ton.
Zagrożenie dla słonecznika i soi: Upały uderzyły również w uprawy jare będące w pełnej wegetacji. Przedłużająca się susza glebowa zablokuje ich potencjał plonotwórczy, co zrewiduje obecne prognozy KE.
Dynamika cenowa w Polsce: Rynek fizyczny odzwierciedla presję MATIF i ropy
Bieżące ceny rzepaku na polskim rynku fizycznym (zarówno na północy, jak i na południu kraju, gdzie średnie stawki kształtują się na zbliżonym poziomie) doskonale obrazują techniczną słabość i rynkową korektę, która nastąpiła w czerwcu.
Analiza rzeczywistych stawek skupu pokazuje wyraźną sinusoidę:
Majowe maksima i stabilizacja: Przez niemal cały maj ceny utrzymywały solidny poziom, oscylując wokół 2310–2340 PLN/t.
Czerwcowy szczyt: Na początku czerwca (4-8 czerwca) notowano najwyższe stawki raportowanego okresu, sięgające stabilnych 2340 PLN/t.
Gwałtowna korekta (połowa czerwca): W połowie miesiąca rynek gwałtownie zanurkował. Między 12 a 22 czerwca ceny spadły z poziomu 2310 PLN/t do lokalnego dołka na poziomie 2190 PLN/t (utrata 120 zł na tonie w zaledwie 10 dni). Ta techniczna słabość idealnie zbiegła się z realizacją zysków na paryskiej giełdzie oraz tąpnięciem na rynku ropy naftowej.
Podbicie pod koniec czerwca: W ostatnich dniach miesiąca (25-29 czerwca) nastąpiło lekkie odbicie i próba stabilizacji stawek w rejonie 2250 PLN/t.
MATIF w kleszczach globalnej podaży i taniejącej ropy
Opisana wyżej krajowa trajektoria cenowa to bezpośredni skutek wydarzeń na giełdzie Euronext (MATIF) w Paryżu (gdzie kontrakt sierpniowy XRQ26 pod koniec czerwca skonsolidował się na poziomie 508,75 EUR/t). Na rynek oddziałują sprzeczne siły:
Czynniki hamujące wzrosty (Globalne): Choć w Europie i Polsce prognozowane zbiory rzepaku 2026 mocno kurczą się w oczach, to potencjał do mocniejszego rajdu cenowego jest blokowany przez głębokie spadki na rynku ropy naftowej (taniejące paliwa obniżają rentowność biodiesla i wywierają presję na ceny olejów roślinnych) oraz komfortowy bilans globalny (rekordowe prognozy produkcji soi w obu Amerykach).
Kurs złotego jako bufor cenowy (EUR/PLN): Waluta działa jak mnożnik. Przy obecnej wycenie MATIF (ok. 508,75 EUR/t – w ciągu dnia wtorkowej sesji), kurs euro w granicach 4,29–4,30 zł pozwala utrzymać i ustabilizować ceny rzepaku w kraju na raportowanym poziomie 2250 PLN/t.
Podsumowanie i Wnioski
Krajowy rynek znalazł się w kleszczach – lokalne, dramatyczne czynniki pogodowe (w tym ostre obniżki plonów w danych KE oraz czerwcowe afrykańskie upały) będą pchały ceny w górę i zmuszały krajowe tłocznie do twardej walki o surowiec. Z drugiej strony, presja ze strony makroekonomii, taniejącej ropy i globalnego rynku oleistych skutecznie te zapędy tłumi.
W lipcu bardziej prawdopodobna jest podwyższona zmienność i twarda walka o utrzymanie psychologicznej granicy 500–510 EUR/t na MATIF, co w warunkach krajowych przełoży się na obronę obecnych stawek w rejonie 2200–2300 PLN/t. Każdy kolejny raport (szczególnie lipcowy, uwzględniający falę upałów) może jednak dać impuls, sprawiając, że fatalne ostateczne zbiory rzepaku 2026 zepchną ceny w kierunku ponownego testowania majowych maksimów (2340 PLN/t).
Źródło danych: KE, Euronext-Paryż, dane rynkowe z krajowych podmiotów
8 czerwca w Siedlcu (woj. dolnośląskie), w rodzinnym gospodarstwie państwa Stachowiczów, odbyło się jedno z tegorocznych spotkań Agrii Demo, organizowanych przez firmę Agrii Polska. Organizatorzy przygotowali kolekcje odmianowe, które pozwalały uczestnikom porównać paotencjał poszczególnych kreacji w warunkach polowych.
Na poletkach znajduje się kolekcja 10 odmian rzepaku, w tym 2 odmiany kiłoodporne, 6 odmian mieszańcowych oraz 2 odmiany liniowe. Prezentujemy również 2 odmiany jęczmienia, Aleksandrę i Sandrę, a także 3 odmiany pszenicy ozimej
– mówił Maciej Szpetecki, dyrektor regionu południe Agrii Polska.
Uczestnicy mogli zapoznać się także z ofertą działu nawozowego oraz nasiennego. Duże zainteresowanie wzbudziła prezentacja nowych biostymulatorów i nawozów dolistnych foliQ. Uczestnicy mogli uzyskać szczegółowe informacje dotyczące cech poszczególnych kreacji, technologii prowadzenia plantacji oraz rekomendacji dotyczących stanowisk.
Każdego roku w spotkaniach Agrii Demo uczestniczą setki osób, co pokazuje, że formuła Dni Pola wciąż wzbudza duże zainteresowanie wśród rolników, a odbiór wydarzeń jest bardzo pozytywny
2 czerwca w Spytkówkach (woj. wielkopolskie) odbył się Dzień Pola organizowany przez Saaten-Union Polska. Spotkanie było doskonałą okazją do zaprezentowania nowości, a także do wymiany doświadczeń i rozmów z ekspertami. W Spytkówkach przedstawiono szeroką ofertę odmian zbóż mieszańcowych i populacyjnych, roślin bobowatych oraz mieszanek międzyplonowych.
Obecna podczas spotkania dr Magdalena Góralska omówiła innowacyjną strategię hodowli MultiTec, która koncentruje się przede wszystkim na doskonaleniu nowych odmian żyta hybrydowego, tak aby zapewnić stabilne plony w warunkach zmieniającego się klimatu.
Nowe odmiany zbóż w ofercie Saaten-Union
Dominującą część oferty stanowią odmiany populacyjne zbóż. Wśród nowości w segmencie pszenic znalazły się SU Horizon i SU Sputnik, jęczmienia ozimego – SU Lucie, SU Hetti i SU Jule, a w pszenżycie SU Papyrus oraz Bicross. Saaten-Union może również poszczycić się silną ofertą zbóż mieszańcowych. Nowością w tym segmencie jest żyto hybrydowe SU Norvik oraz dwie pszenice mieszańcowe – SU Hyclass i SU Hycardi.
Odmiany hybrydowe żyta od Saaten-Union od lat znajdują się w czołówce plonowania. Jako jedyni mamy również kompetencje i możliwości do rejestracji mieszańcowych odmian pszenicy w Polsce, które cieszą się coraz większym zainteresowaniem plantatorów
– mówił Michał Pepka, manager ds. zbóż mieszańcowych i marketingu w Saaten-Union.
18 mieszanek międzyplonowych na różne stanowiska i terminy siewu
Ten rok to dla Saaten-Union czas dynamicznego rozwoju oferty mieszanek międzyplonowych. Podczas Dnia Pola zaprezentowano i omówiono aż 18 kompozycji z serii Viterra (na zielony nawóz) oraz VMax (na paszę i biomasę). Ich hodowcą jest P.H. Petersen Saatzucht Lundsgaard GmbH, znany m.in. z pierwszej rejestracji rzodkwi oleistej mątwikobójczej. Propozycje Saaten-Union są dopasowane do różnych płodozmianów i przeznaczone do wielu terminów siewu. Oprócz gotowych rozwiązań firma oferuje także mieszanki przygotowywane na życzenie klienta.
W naszych mieszankach znajdziemy wiele wartościowych komponentów. Kluczem do sukcesu jest zarówno odpowiednie połączenie gatunków, jak i dobór odmian o bardzo szybkim wzroście, ale późnym kwitnieniu. To nasz cel przewodni
– podkreślał Hubert Goliński, manager ds. mieszanek międzyplonowych w Saaten-Union Polska.
Czy międzyplony się opłacają? Zobacz materiał wideo
Zbiory rzepaku 2026 stoją pod znakiem bolesnego urealnienia bilansów przez Komisję Europejską. Najnowszy raport z Brukseli (z aktualizacją na dzień 25 czerwca 2026 r.) przynosi drastyczne cięcia szacunków dla unijnego lidera oleistych. Choć ogólny areał zasiewów rzepaku w UE-27 wzrósł do poziomu 6,25 mln hektarów (+6,5% powyżej średniej 5-letniej), to fatalne perspektywy plonowania zaważyły na ostatecznych prognozach.
W ciągu zaledwie jednego miesiąca KE obniżyła prognozę średniego plonu rzepaku aż o 0,20 t/ha – z majowych 3,37 t/ha do 3,17 t/ha. Oznacza to, że unijne plonowanie oficjalnie spadło poniżej wieloletniej średniej oraz poziomu z ubiegłego sezonu. To tąpnięcie natychmiast uderzyło w unijne zbiory rzepaku 2026, których prognoza została ścięta o ponad milion ton (-1,055 mln t m/m) i wynosi obecnie 19,797 mln ton.
Słonecznik i soja: Optymizm, który ratuje unijny bilans
Podczas gdy rzepak notuje głębokie straty, Komisja Europejska wyjątkowo łaskawym okiem spojrzała na pozostałe uprawy oleiste, co pozwoliło zamknąć czerwcowy bilans łącznej produkcji (Total oilseeds) na poziomie 32,755 mln ton (+2,1% powyżej średniej 5-letniej).
Słonecznik na fali dynamicznych wzrostów: Bruksela prognozuje zbiory słonecznika na poziomie aż 10,090 mln ton. To potężny skok o 1,182 mln ton w odniesieniu do prognozy sprzed miesiąca oraz o 1,368 mln ton wyższy r/r. Wynika to zarówno ze wzrostu areału do 4,85 mln ha (+3% powyżej średniej), jak i z drastycznego podniesienia oczekiwanego plonu aż o 0,22 t/ha m/m do poziomu 2,08 t/ha (+6,7% powyżej średniej 5-letniej).
Soja w pełnej stabilizacji: W przypadku soi KE nie dokonała rewolucji. Areał utrzymał się na poziomie 1,02 mln ha (identycznie jak przed miesiącem), a prognoza zbiorów wzrosła o symboliczne 8 tys. ton m/m do poziomu 2,796 mln ton. Średni plon szacowany jest na 2,74 t/ha i kręci się blisko wieloletniej normy (-0,7% wobec średniej).
Zbiory rzepaku 2026: Dlaczego w lipcu czekają nas kolejne cięcia?
Kluczowy dla analityków rynkowych jest fakt, że czerwcowy raport KE opiera się na danych zbieranych przed uderzeniem afrykańskich upałów, które obecnie przetaczają się przez Europę. Ekstremalne temperatury i narastający deficyt wody zbiegły się z krytyczną fazą dojrzewania rzepaku oraz kwitnienia słonecznika i soi.
Sytuacja ta pozwala z ogromnym prawdopodobieństwem założyć, że pod koniec lipca czeka nas brutalna weryfikacja danych:
Prognoza rzepaku pogłębi straty: Lipcowy raport KE przyniesie kolejne redukcje plonów, spychając ostateczne zbiory rzepaku 2026 głęboko poniżej obecnych 19,8 mln ton.
Słonecznikowy optymizm pęknie jak bańka: Szacowany przez KE plon słonecznika na poziomie 2,08 t/ha przy obecnym afrykańskim żarze w Europie Południowej i Środkowej jest nierealny do utrzymania. Lipcowa korekta plonów słonecznika pociągnie w dół całą unijną produkcję oleistych.
Wniosek dla rynku: MATIF w kleszczach globalnej podaży i taniejącej ropy
Spoglądając na wykres notowań giełdowych kontraktu na rzepak (seria sierpniowa 2026 – XRQ26), widać wyraźnie, jak rynek reaguje na te doniesienia. Po imponującym rajdzie w górę trwającym od stycznia, czerwiec przyniósł wyraźne wyhamowanie i realizację zysków. Kontrakt cofnął się z maksimów i zaczął poruszać się w trendzie bocznym, konsolidując się pod koniec miesiąca na poziomie 508,75 EUR/t.
Ta techniczna słabość idealnie odzwierciedla sytuację fundamentalną. Choć z perspektywy europejskiej zbiory rzepaku 2026 kurczą się w oczach, co powinno windować ceny na giełdzie w Paryżu, to potencjał do trwalszego rajdu w górę jest mocno ograniczany przez dwa kluczowe czynniki globalne:
Głębokie spadki na rynku ropy naftowej: Silna przecena na rynku paliw bezpośrednio uderza w rentowność produkcji biodiesla. Taniejący kompleks paliwowy automatycznie wywiera presję na ceny olejów roślinnych.
Komfortowe prognozy globalne: Choć w Europie plony będą mniejsze, globalny bilans nasion oleistych na sezon 2026/27 pozostaje bezpieczny. Rekordowe szacunki produkcji soi w obu Amerykach oraz wysoka podaż innych olejów na rynkach światowych działają jak skuteczny hamulec dla giełdowych byków.
Podsumowanie: Unijny rzepak znalazł się w kleszczach – lokalne czynniki pogodowe będą pchały ceny w górę, podczas gdy presja ze strony makroekonomii i globalnego rynku oleistych będzie te wzrosty skutecznie tłumić. W rezultacie zamiast jednoznacznego trendu wzrostowego, w lipcu bardziej prawdopodobna jest podwyższona zmienność i twarda walka o utrzymanie psychologicznej granicy 500-510 EUR/t na MATIF.
Ceny paliw skokowo w górę! Dziś, w środę 1 lipca 2026 roku, oficjalnie weszliśmy w nową rzeczywistość na rynku paliw. Wraz z wybiciem północy wygasła tarcza antyinflacyjna (pakiet osłonowy CPN), a stawka podatku VAT na paliwa powróciła z poziomu 8% do podstawowych 23%. Efekty tej zmiany oraz jednoczesnych podwyżek hurtowych widać od samego rana na pylonach w całym kraju, gdzie ceny podstawowych paliw wybiły o 80–85 groszy na litrze, a w przypadku paliw premium wzrosty przekroczyły barierę ponad 1 złotego na litrze. Na to drastyczne, skokowe uderzenie w kieszenie kierowców nałożyły się bezpośrednio dwa czynniki: wejście w życie wyższej stawki podatku oraz jednoczesne podwyżki w najnowszym cenniku hurtowym PKN Orlen.
Ceny detaliczne od 1 lipca: Wolny rynek i podwójny szok na pylonach
Od dziś hurtowe stawki monopolisty z Płocka poszły zauważalnie w górę:
Benzyna Eurosuper 95: wzrosła o 70 zł na metrze sześciennym – do poziomu 5 327 zł/m³.
Olej Napędowy Ekodiesel: wzrósł o 44 zł na metrze sześciennym – do poziomu 5 495 zł/m³.
Sytuację kierowców dodatkowo pogarsza fakt, że większość sieci stacji paliw przyzwyczaiła się do gwarantowanego w pakiecie CPN przez rząd, bardzo wysokiego poziomu marż detalicznych, który wynosił aż 30 groszy na litrze. Zamiast „uczciwych” kilkunastu groszy marży, jakie znaliśmy z wcześniejszych lat, stacje otrzymały urzędowe zalegalizowanie gigantycznych narzutów. Co szczególnie istotne, tradycyjnie duże sieci stacji oraz niezależni hurtownicy posiadają przy zakupach w Orlenie stałe upusty i rabaty od oficjalnego cennika hurtowego, co oznacza, że ich realna cena zakupu paliwa jest jeszcze niższa. Mimo to, większość z nich decyduje się na pełne przerzucenie oficjalnych podwyżek na klientów detalicznych, dbając o nienaruszalność swoich wysokich zysków.
Olbrzymie rozwarstwienie. Ostatnie limity Ministerstwa Energii vs rzeczywistość rynkowa
Doskonale obrazują to historyczne, modelowe dane rynkowe dla benzyny E95 i oleju napędowego (ON):
W latach 2017–2019 marża na dieslu oscylowała w granicach zaledwie 9–13 groszy na litrze, a na benzynie E95 wynosiła średnio 16–20 groszy.
Wyjątkiem był jedynie pandemiczny rok 2020 (ok. 24 grosze), po którym w latach 2021–2022 rynek szybko wrócił do normy (w 2022 roku marża na ON spadła do rekordowo niskich 6 groszy na litrze!).
Dopiero ostatnie sezony przyniosły drastyczny rajd marżowy w górę, w trakcie którego średnia modelowa dla E95 przekroczyła barierę 32 groszy na litrze!
Na tym tle wyjątkowo wyraźnie rysuje się sytuacja na najtańszych stacjach przymarketowych. Podczas gdy na tradycyjnych stacjach sieciowych benzyna Pb95 z miejsca wystartowała do poziomu ok. 6,85 – 6,90 zł/l, a podstawowy olej napędowy (ON) zameldował się w okolicy 7,0 zł/l, przymarketowi giganci ruszyli do ostrej walki cenowej. Poziom cen na najtańszych stacjach przymarketowych ukształtował się dziś rano w okolicach ok. 6,50 zł/l za benzynę Pb95 oraz ok. 6,70 zł/l za Olej Napędowy. To pokazuje czarno na białym, że sieci te wykorzystały swoje upusty handlowe i utrzymują stale własne marże na minimalnym poziomie, udowadniając, że przy pylonach wciąż można konkurować bez oglądania się na wysokie, narzucone w pakiecie CPN limity.
Warto przy tym odnotować, że dzisiejsze zmiany podatkowe i powrót wyższej stawki VAT bezpośrednio nie dotykają autogazu – ceny LPG na stacjach pozostały stabilne, co dla wielu kierowców stanowi jedyne pocieszenie w tym trudnym dniu.
Część podwyżki zniwelujemy promocjami na stacjach
Koncerny paliwowe mają więc obecnie z czego rezygnować. Ogłaszane z wielkim hukiem letnie promocje i rabaty w aplikacjach lojalnościowych (sięgające 20–35 groszy na litrze) to w rzeczywistości nic innego, jak sprytny powrót do dawnych, uczciwych poziomów marżowych. Tyle tylko, że teraz tradycyjne stacje wymagają w zamian zainstalowania aplikacji i oddania swoich danych marketingowych – podczas gdy na stacjach przymarketowych zbliżone, niskie stawki otrzymujemy na starcie bez żadnych warunków wstępnych.
Giełdy i waluty: Wtorkowe zamknięcie przyniosło lekką korektę ropy, ale dolar (USD/PLN) znowu podrożał
Sytuacja na rynkach międzynarodowych nie pozostawia złudzeń, że presja cenowa będzie się utrzymywać. Choć wtorkowe zamknięcie przyniosło minimalną korektę surowej ropy Brent do poziomu 72,92 USD za baryłkę, to osłabienie złotego (dolar podrożał do 3,7636 zł) podniosło koszty importu.
Eksplozja cen gotowego diesla na giełdzie ICE
Co kluczowe, nocne notowania gotowych produktów naftowych na giełdzie ICE przyniosły wzrost – ceny kontraktów na gotowy diesel w Europie wystrzeliły o aż +3,72% (+33,50 USD), osiągając poziom 933,37 USD za tonę.
Krajobraz po tarczy – koniec ulgi dla ryczałtowców, vatowcy liczą dawne straty akcyzowe
Ten podatkowo-hurtowy wstrząs uderza bezlitośnie w rozpoczynających żniwa rolników ryczałtowych, dla których wyższy VAT na fakturze stanowi czysty, niemożliwy do odliczenia wzrost kosztów produkcji. Jedynym ratunkiem przed pełnym wymiarem drożyzny stają się obecnie hurtowe zapasy. Warto pamiętać, że rolnicy w większości zaopatrują się u niezależnych dystrybutorów dostarczających paliwo bezpośrednio do gospodarstw. Hurtownicy ci kupują Olej Napędowy z Orlenu z upustami od oficjalnego cennika – od ich elastyczności cenowej i chęci podzielenia się tym rabatem zależy teraz to, jak mocno drogi diesel uderzy w polską wieś podczas tegorocznych zbiorów.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda z perspektywy firm transportowych oraz rolników będących płatnikami podatku VAT. Dla rolników-vatowców oraz przewoźników drogowych dzisiejszy powrót stawki 23% VAT jest neutralny podatkowo, gdyż w pełni odliczą go w swoich deklaracjach. Nie oznacza to jednak, że mogą spać spokojnie. Grupy te odczuły mocno uderzenie po kieszeni już znacznie wcześniej, kiedy w życie wszedł wyższy wymiar akcyzy. Co więcej, obie te branże bazują na zakupach masowych i natychmiastowo, z pełną siłą odczuwają każdą kolejną podwyżkę cen w hurcie oraz na giełdach towarowych, co systematycznie drenuje ich płynność finansową.
Źródło cen: PKN Orlen (cenniki z 01-07-2026 r.), Giełdy Towarowe.
Burzowo ale bez wichur i gradu ma być na Mazurach oraz północy Podlasia i lokalnie w wąskim pasie na północy i wschodzie Mazowsza.
Osobne burze mają szansę nękać mieszkańców Dolnego Śląska- tu podczas burz możliwe będą wichury do 80 km/h. Słabsze burze i opady przejdą przez część Warmii, Kujaw, Wielkopolski.
Po południu
Uaktywnią się silne, gwałtowne burze w wąskim pasie od okolic Białegostoku, Siemiatycz, Puław, Kielc po Kraków- to środek strefy nawałnic- patrz mapa.
Wiatr miejscami rozpędzi się tu do 140 km/h. Podczas burzy superkomórkowej w rdzeniu spadnie grad a wielkość może sięgać 5-8 cm. Nałożenie się kilku burz miejscami przyniesie sumy opadów blisko 100 mm.
Centrum kraju póki co nie można jednoznacznie określić pogodowo. Wiadomo, że przed południem na pewno będzie sucho i słonecznie. W południe także. Nadzieja w burzach- jak już będą to silne z możliwymi nawałnicami jest upatrywana na południowym zachodzie kraju. Jeśli powstanie tam jakiś większy układ burzowy to są szanse, że popada i w centrum ale jest ryzyko, że nic nie powstanie. Tak czy siak w centrum kraju im bliżej południowej Polski tym większe szanse na burze i deszcz.
Rynek zbóż za oceanem: Analizując sytuację makroekonomiczną, kondycja upraw i prognozy zbiorów w Stanach Zjednoczonych to obecnie kluczowe czynniki kształtujące globalny rynek zbóż. Ponieważ USA należą do grona największych globalnych eksporterów zbóż i soi, sytuacja na tamtejszym rynku bezpośrednio przekłada się na notowania na giełdzie w Chicago (CBOT), a pośrednio steruje cenami na europejskim parkiecie MATIF oraz stawkami oferowanymi w polskich portach i pozostałych punktach skupu.
Najnowsze (z 29.06.2026) oficjalne dane Departamentu Rolnictwa USA (USDA) przynoszą dwa skrajne sygnały: bardzo szybkie, bieżące postępy prac polowych, za którymi kryje się jednak prognoza drastycznego spadku produkcji pszenicy w rozpoczynającym się sezonie 2026/2027 (dla amerykańskiej pszenicy zaczął się w czerwcu). Te sprzeczne doniesienia sprawiają, że rynek zbóż w ujęciu długoterminowym może zachowywać się zupełnie inaczej, niż sugerują to obecne, chwilowe spadki na giełdach.
Z raportu USDA o postępie upraw wynika, że żniwa pszenicy ozimej w Stanach Zjednoczonych przebiegają znacznie szybciej, niż wynosi średnia wieloletnia. Według stanu na 28 czerwca 2026 roku amerykańscy farmerzy skosili już 48 procent łącznego areału pszenicy ozimej. W ciągu zaledwie jednego tygodnia postęp prac polowych wyniósł aż 8 punktów procentowych (wzrost z 40 procent).
Dla porównania, w analogicznym okresie ubiegłego roku skoszone było 34 procent pól, a średnia pięcioletnia dla tego tygodnia wynosi 39 procent. Tak wysokie tempo to zasługa sprzyjającej, suchej pogody. Stan zbóż, które wciąż czekają na skoszenie, ocenia się w 46 procentach jako dobry lub doskonały.
Równolegle w dobrych warunkach rozwijają się amerykańskie zboża jare. Kondycję pszenicy jarej ocenia się jako dobrą lub doskonałą w 59 procentach (rok temu było to 48 procent), a proces kłoszenia osiągnął 32 procent. W przypadku jęczmienia jarego stan dobry lub doskonały notuje się na 73 procentach plantacji. Bardzo wysokie oceny zbierają też kukurydza (67 procent w stanie dobrym/doskonałym) oraz soja (65 procent w stanie dobrym/doskonałym), która kwitnie już na 19 procentach areału.
Długoterminowy fundament: Potężne tąpnięcie w produkcji pszenicy
Choć sprawny napływ ziarna z obecnych żniw wywołuje chwilową presję na spadki, przez co bieżący rynek zbóż notuje korekty, dane bilansowe na nowy sezon uchodzący za 2026/2027 zapowiadają głęboki niedobór surowca. Zgodnie z czerwcowym raportem WASDE, prognozy dla USA uległy dalszemu pogorszeniu w stosunku do szacunków z poprzedniego miesiąca.
Amerykańska produkcja pszenicy w sezonie 2026/2027 ma wynieść zaledwie 1543 miliony buszli. W zestawieniu z zamykanym sezonem 2025/2026, w którym Amerykanie zebrali 1985 milionów buszli, oznacza to potężny spadek zbiorów o ponad 22 procent, czyli aż o 442 miliony buszli mniej.
Ten drastyczny regres wynika z dwóch głównych powodów:
Spadku powierzchni zbieranej (Area Harvested) z 37,2 miliona akrów do 32,9 miliona akrów.
Niższego prognozowanego plonu, który ma wynieść średnio 47,0 buszli z akra, podczas gdy w poprzednim sezonie wynosił 53,3 buszli.
Tak niskie zbiory mocno uderzą w amerykański bilans handlowy. Prognoza eksportu pszenicy z USA została zredukowana w porównaniu do mijającego sezonu z 910 milionów buszli do 775 milionów buszli. Przełoży się to również na głębokie uszczuplenie rezerw magazynowych. Zapasy końcowe (Ending Stocks) na koniec nowego sezonu mają spaść do 744 milionów buszli, co oznacza ponaddwudziestoprocentowy ubytek w porównaniu do stanu obecnego, wynoszącego 935 milionów buszli.
Wnioski dla rolników i przetwórców
Obecne zachowanie giełd to efekty typowej „presji żniwnej”. Sprawne tempo zbiorów w USA i wysokie oceny upraw jarych działają jak krótkoterminowy hamulec dla notowań na przełomie czerwca i lipca. Rynek fizyczny reaguje na natychmiastową dostępność ziarna, co studzi zapał inwestorów do windowania stawek.
Jest to jednak sytuacja przejściowa. Prognozy dla USA pokazują, że fundamentalnie rynek zbóż wchodzi w sezon dużych niedoborów po stronie jednego z największych globalnych dostawców. Gdy pierwsza fala dostaw z pól minie, giełda w Chicago zacznie mocniej wyceniać spadek amerykańskiego eksportu o 135 milionów buszli. Ponieważ mniejsza podaż w USA oznacza automatycznie większe obciążenie dla eksporterów z innych części świata, impulsy wzrostowe powinny w końcu dotrzeć na europejski rynek MATIF.
Dla krajowych przetwórców obecne, niskie poziomy cenowe wywołane presją żniwną mogą okazać się dogodnym momentem do zawierania transakcji i zabezpieczania surowca, zanim globalny rynek zbóż wejdzie w fazę odczuwalnego, długoterminowego zacieśnienia bilansu handlowego.
Ceny paliw: Dzisiaj, we wtorek 30 czerwca 2026 roku, mija oficjalnie ostatni dzień obowiązywania tarczy antyinflacyjnej (pakietu osłonowego CPN), która obniżała stawkę podatku VAT na paliwa do 8%. Już od jutra (1 lipca) stawka ta powróci do podstawowego poziomu 23%. Warto przypomnieć, że pełna stawka akcyzy została przywrócona już wcześniej, więc nadchodząca zmiana dotyczy wyłącznie podatku od towarów i usług. Utrzymanie pełnego mechanizmu pakietu CPN generowało gigantyczne obciążenie dla finansów publicznych, a miesięczny koszt funkcjonowania pakietu CPN szacowano na miliardy złotych.
Sytuacja na rynkach jest wyjątkowo dynamiczna i pełna napięcia. Choć piątkowa sesja przyniosła głębokie spadki cen na światowych giełdach, to rozpoczęty właśnie tydzień brutalnie zweryfikował te chwilowe obniżki. Poniedziałkowe notowania zamknęły się mocnymi wzrostami zarówno surowca, jak i paliw gotowych, reagując na weekendową eskalację konfliktu na linii USA–Iran. Krajowy monopolista, PKN Orlen, nie czekał na dalszy rozwój wydarzeń i w swoim najnowszym cenniku hurtowym od razu podniósł stawki za olej napędowy. Niestety we wtorek gotowy diesel na giełdzie ARA drożeje o kolejne ponad 3%.
Na podstawie najnowszych, zamkniętych tabel z Płocka oraz pożegnalnych limitów Ministerstwa Energii analizujemy sytuację na stacjach w tym ostatnim dniu obowiązywania tarczy oraz wyliczamy, jak zmienią się stawki detaliczne po środowej podwyżce podatku VAT.
Giełdy i waluty: Piątkowe spadki to już historia. Poniedziałek przyniósł mocne odbicie ropy i wzrosty diesla na ARA
Kto miał nadzieję, że piątkowe, głębokie spadki cen na giełdach paliw utrzymają się na dłużej, ten mocno się rozczarował. Poniedziałkowe otwarcie i zamknięcie sesji (29 czerwca 2026 roku) przyniosło gwałtowne odwrócenie trendu. Inwestorzy zaczęli z pełną mocą wyceniać skutki weekendowej wymiany ciosów militarnych na Bliskim Wschodzie.
Oficjalne dane z poniedziałkowego zamknięcia giełd wyglądają następująco:
Diesel (giełda ARA): po wcześniejszych spadkach gwałtownie odbił w górę o +2,11% (+18,62 USD), kończąc dzień na poziomie 899,87 USD za tonę.
Ropa Brent: po piątkowym zjeździe do 71,99 USD, w poniedziałek skorygowała się mocno w górę o ponad 1%, docierając w okolice 72,80 USD za baryłkę.
Kurs dolara (USD/PLN): ustabilizował się na poziomie 3,7539 zł.
Obawy o bezpieczeństwo dostaw przez cieśninę Ormuz sprawiły, że poniedziałek wymazał z rynków piątkowy optymizm. To właśnie ten powrót do tendencji wzrostowej na świecie staje się – obok powracającego od jutra podatku VAT – głównym argumentem dla krajowych rafinerii do podnoszenia cen hurtowych. Niestety we wtorek o ponad 3% drożeje gotowy diesel na giełdzie ARA. Oznaczać to może wyższe ceny hurtowe, przynajmniej diesla, jutro powiększone o pełną stawkę VAT (23%).
Paradoks ropy i „ukryty podatek” w kursie dolara
Mimo poniedziałkowego odbicia do poziomu 72,80 USD, baryłka ropy Brent kosztuje obecnie mniej więcej tyle samo, co pod koniec lutego. Teoretycznie na stacjach powinniśmy widzieć zbliżone stawki, jednak rzeczywistość rynkowa jest zupełnie inna przez potężne rozwarstwienie marż rafineryjnych i słabość złotego.
Po pierwsze, nożyce cenowe między surowcem a gotowym produktem są maksymalnie rozwarte. Przetworzony diesel na giełdzie ARA zamknął poniedziałek na poziomie 899,87 USD za tonę, co oznacza, że jest o blisko 20% droższy niż pod koniec lutego, gdy jego cena oscylowała w granicach 750–760 USD. Płacimy więc nie za drogą ropę, ale za drastycznie drogie paliwo gotowe w Europie.
Po drugie, uderza w nas efekt słabego złotego – kurs USD/PLN wzrósł od końca lutego o około 20 groszy (blisko 5%). Ponieważ paliwa na świecie kupuje się w dolarach, ta zmiana działa jak dodatkowy, ukryty podatek importowy. Skutecznie neutralizuje on jakiekoľwiek wcześniejsze obniżki cen samej ropy Brent, zmuszając polskie rafinerie do kupowania drogiego produktu przy bardzo niekorzystnym kursie wymiany.
Olbrzymie rozwarstwienie. Ostatnie limity Ministerstwa Energii vs stacje przymarketowe
Dzisiejszy wtorek, 30 czerwca, zapisze się w historii polskiego rynku paliw jako dzień, w którym po raz ostatni publikujemy urzędowe, maksymalne ceny detaliczne. Oficjalne limity cenowe na stacjach na ten pożegnalny dzień tarczy antyinflacyjnej wynoszą odpowiednio:
Benzyna Pb95: 6,00 zł/l
Benzyna Pb98: 6,68 zł/l
Olej Napędowy (ON): 6,19 zł/l
Rzeczywistość rynkowa pokazuje jednak gigantyczne rozwarstwienie cenowe. Jak wynika z porannych danych z Lublina, na stacjach przymarketowych kierowcy mogą tankować znacznie poniżej urzędowych limitów:
Benzyna Pb95 (E10): kosztuje tam zaledwie 5,68 zł/l (aż o 32 grosze mniej niż limit ME!).
Olej Napędowy (ON B7): wyceniono na 5,74 zł/l (aż o 45 groszy mniej niż urzędowy sufit!).
Tak potężna różnica wynika z polityki minimalnych marż stacji przymarketowych, które traktują paliwo jako magnes na klientów.
Prognoza cen detalicznych od 1 lipca: Wolny rynek i szok podatkowy
Prawdziwy wstrząs czeka kierowców w środę, 1 lipca. Wraz z wygaśnięciem pakietu osłonowego nie tylko powraca podstawowa stawka podatku VAT w wysokości 23%, ale przestają również obowiązywać urzędowe ceny maksymalne oraz limity marżowe Ministerstwa Energii. Rynek paliw zostaje w pełni uwolniony.
Finansowy fundament tarczy został jednak skonstruowany na ściśle określony czas – uchwalona wcześniej ustawa zakładała sztywną datę końcową dla całego pakietu CPN właśnie na koniec czerwca. Wraz z nadejściem 1 lipca program osłonowy definitywnie wygasa, co uniemożliwia dalsze sztuczne zaniżanie stawek na stacjach z funduszy celowych w drugiej połowie roku.
Jeśli przełożymy najświeższe wtorkowe stawki hurtowe PKN Orlen obowiązujące od 30-06-2026:
Benzyna Eurosuper 95: wynosząca 5 257 zł/m³
Olej Napędowy Ekodiesel: podniesiona do poziomu 5 451 zł/m³
na powracający podatek VAT (przy zachowaniu dotychczasowej, standardowej marży stacji na poziomie 30 groszy jako bazy), otrzymujemy szacunki (raczej maksymalnych) cen w kraju.
Powrót wyższego podatku oznacza teoretyczny wzrost cen z dnia na dzień o 83 grosze na benzynie i aż o 85 groszy na litrze oleju napędowego. Uwzględniając powracające wzrosty na giełdach światowych, podwyżki te zostaną błyskawicznie przeniesione na pylony. W efekcie na wielu tradycyjnych stacjach benzyna Pb95 wystartuje do poziomu ok. 6,84 – 6,85 zł/l, a olej napędowy (ON) sforsuje barierę siedmiu złotych (głównie na stacjach premium czy przy autostradach).
Co to oznacza dla najtańszych stacji przymarketowych? Zachowają one swoją dotychczasową strategię. Należy spodziewać się, że na najtańszych stacjach ceny po 1 lipca będą o 30-40 groszy niższe od wyliczonych przez nas poziomów. Oznacza to, że tankując przy marketach, benzynę Pb95 kupimy za ok. 6,45 – 6,55 zł/l, a olej napędowy za ok. 6,65 – 6,75 zł/l. Sieci te zrobią wszystko, by marketingowo utrzymać dla klientów zdecydowanie niższe ceny.
Część podwyżki zniwelujemy promocjami na stacjach
Warto zauważyć, że operatorzy stacji paliw coraz częściej naśladują sieci dyskontów, oferując kupony rabatowe i dodatkowe obniżki za zakupy inne niż paliwo. Jedynie na najtańszych stacjach przymarketowych i miejskich ceny bez promocji są zbliżone lub niższe od tych z kuponami na stacjach sieciowych. Oznacza to, że marże tradycyjnych stacji są obecnie olbrzymie w porównaniu z tymi, jakie obowiązywały w latach 2017–2022 (z wyłączeniem specyficznego, covidowego roku 2020).
Doskonale obrazują to nasze, historyczne dane rynkowe (pokazane na wykresie) przedstawiające średnie modelowe marże stacji dla benzyny E95 oraz oleju napędowego (ON). Pokazują one czarno na białym, jak stabilny był rynek przed okresem ostatnich zawirowań geopolitycznych:
Wi latach 2017–2019 marża na dieslu (ON) oscylowała w granicach zaledwie 9–13 groszy na litrze (0,131 zł w 2017 r., 0,094 zł w 2018 r. i 0,093 zł w 2019 r.), a na benzynie E95 wynosiła średnio 16–20 groszy (0,165 zł w 2017 r., 0,201 zł w 2018 r. i 0,173 zł w 2019 r.).
Jedynym wcześniejszym wyjątkiem był pandemiczny rok 2020 (0,248 zł dla E95 i 0,240 zł dla ON), gdy przy załamaniu popytu stacje ratowały się drastycznym podnoszeniem marż jednostkowych.
Po chwilowym powrocie do normy w latach 2021–2022 (gdzie na ON marża spadła w 2022 roku do rekordowo niskich 6 groszy [0,061 zł]), ostatnie sezony (2024–2025) to już prawdziwy rajd marżowy w górę, gdzie dla E95 średnia modelowa przekroczyła barierę 32 groszy na litrze (0,296 zł w 2024 r. i aż 0,321 zł w 2025 r.)!
Co więcej, warto bezlitośnie obnażyć fakt, że nawet rządowe limity marżowe Ministerstwa Energii, które teoretycznie miały chronić kierowców, zostały odgórnie zalegalizowane na tym nowym, drastycznie wysokim poziomie aż 30 groszy na litrze. W realiach zdrowego, historycznego rynku rzędu kilkunastu groszy, taka marża detaliczna jest uznawana za gigantyczną.
Marże średnie stacji paliw na przestrzeni lat – WYKRES
Koncerny mają więc z czego ustępować. Wakacyjne rabaty rzędu 20–35 groszy w aplikacjach to w gruncie rzeczy sprytny powrót do normalnych, rynkowych poziomów marżowych sprzed lat – tyle że obwarowany koniecznością oddania swoich danych lojalnościowych lub zrobienia zakupów w przysklepowym dyskoncie.
Na szczęście dzięki temu kierowcy indywidualni nie są całkowicie bezbronni wobec powrotu wyższego podatku. Od 1 lipca na wszystkich największych stacjach paliw w Polsce zaczynają obowiązywać letnie programy rabatowe. Ze względu na powrót stawki 23% VAT, koncerny będą wyjątkowo mocno zachęcać do instalowania swoich aplikacji lojalnościowych.
Analizując rynek detaliczny, główne sieci paliwowe proponują w tym roku następujące rozwiązania:
Paliwa podstawowe i LPG: Za pośrednictwem aplikacji mobilnych standardem stają się upusty rzędu od 20 do 35 groszy na litrze. W wielu miejscach podstawowy rabat rośnie, jeśli tankowanie połączymy z zakupami pozapaliwowymi na stacji (np. za minimum 5 zł). Jednorazowy limit objęty promocją wynosi najczęściej 50 litrów.
Paliwa premium: Tutaj koncerny proponują jeszcze głębsze obniżki cen – w zależności od etapu wakacyjnej promocji i rodzaju paliwa, zniżki sięgają nawet od 35 do 45 groszy na litrze.
Wskazówka: Na większości dużych stacji sieciowych w kraju wciąż honorowana jest ogólnokrajowa Karta Dużej Rodziny, która pozwala na stałe odliczenie kolejnych 8–10 groszy na litrze. Co kluczowe, zniżki te zazwyczaj sumują się z promocjami z aplikacji mobilnych, co w praktyce pozwoli zredukować zbliżającą się podatkową podwyżkę niemal o połowę!
Wtorek to ostatni dzień okrojonej tarczy CPN
Uwolnienie cen i powrót 23% VAT uderzy bezlitośnie w przygotowujących się do nadchodzących żniw producentów rolnych, choć skala tego uderzenia zależy od statusu podatkowego gospodarstwa. Przede wszystkim należy stanowczo podkreślić, że szeroko reklamowane, letnie promocje i rabaty aplikacyjne na stacjach benzynowych w ogóle nie dotyczą zakupów paliwa dokonywanych w hurcie. Rolnicy zaopatrujący się u dystrybutorów hurtowych nie mają możliwości skorzystania z detalicznych upustów. Sektor produkcyjny zostaje więc sam na sam z czystą ceną rynkową.
Sama zmiana stawki podatku VAT z 8% na 23% od 1 lipca wywołuje jednak zupełnie inne skutki ekonomiczne w zależności od formy rozliczeń gospodarstwa:
Rolnicy rozliczający się na zasadach ogólnych (czynni podatnicy VAT): Dla tej grupy środowy powrót do stawki 23% jest całkowicie obojętny kosztowo. VAT jest dla nich podatkiem neutralnym, który w całości odliczają od kosztów prowadzonej działalności gospodarczej. Dla vatowców prawdziwym ciosem była wcześniejsza likwidacja tarczy akcyzowej – to wtedy nieodwracalnie utracili oni jedyną realną ulgę podatkową w cenie paliwa. Nadchodząca lipcowa zmiana nie zmieni ich realnych nakładów.
Rolnicy ryczałtowi: To oni poniosą pełny, bezpośredni koszt podatkowego wstrząsu. Ryczałtowiec nie ma prawnej możliwości odliczenia podatku VAT – dla niego wyższa stawka na fakturze to czysty wzrost kosztów produkcji, który bezpośrednio uderzy w rentowność gospodarstwa tuż przed żniwami.
Biorąc pod uwagę poniedziałkową podwyżkę cen diesla w hurcie Orlenu (do 5 451 zł/m³) w połączeniu ze środowym powrotem wyższego VAT-u, zakup 2000 litrów oleju napędowego po 1 lipca będzie dla rolnika ryczałtowego oznaczał nagły wydatek o blisko 1 730 zł więcej na jednym transporcie! Przy cenach ON z końcówki lutego (ok. 6,00 zł/l przed wojną z Iranem), koszt litra paliwa wzrośnie na tradycyjnych stacjach aż o złotówkę.
Z tego powodu dzisiejszy wtorek, 30 czerwca, może być dniem oblężenia baz hurtowych i stacji paliw przez rolników ryczałtowych i kierowców. Napełnianie zbiorników zakładowych i kanistrów przed północą to dla nich ostatnia szansa na zabezpieczenie paliwa do kombajnów i ciągników ze starym, niskim 8-procentowym podatkiem VAT. Kto ma w pobliżu tanie stacje przymarketowe oferujące paliwo z minimalną marżą detaliczną i zdąży zatankować na czas, zaoszczędzi najwięcej.
Źródło cen: PKN Orlen, Monitor Polski, giełdy towarowe, wyliczenia własne na podstawie historycznych danych rynkowych
Dla polskiego hodowcy bydła, trzody chlewnej czy drobiu kluczowa jest uczciwa konkurencja i wysoka jakość, która buduje zaufanie konsumentów do rodzimej żywności. Tymczasem najnowsze wyniki kontroli Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) w handlu detalicznym budzą poważny niepokój. W większości skontrolowanych punktów stwierdzono rażące uchybienia. Co dokładnie trafia na sklepowe półki jako „mięso mielone”?
Plaga oszustw w handlu detalicznym. Wyniki kontroli IJHARS porażają
Najnowsze dane opublikowane przez IJHARS nie pozostawiają złudzeń. Inspekcja wzięła pod lupę zapakowane mięso mielone (wołowe, wieprzowe, mieszane oraz drobiowe) na etapie handlu detalicznego. Skala wykrytych nieprawidłowości jest zatrważająca:
7 na 9 skontrolowanych podmiotów (aż 77,8%) prowadziło sprzedaż z naruszeniem przepisów.
Ponad połowa partii (55%) zbadanych w laboratorium nie spełniała norm jakościowych lub była niezgodna z deklaracją na etykiecie.
25% partii posiadało wadliwe, wprowadzające w błąd oznakowanie.
Dla rolnika produkującego żywiec w rygorystycznych standardach dobrostanu i jakości to jasny sygnał: wyprodukowany z trudem surowiec traci na wartości przez nieuczciwe praktyki przetwórców i sieci handlowych.
Fałszowanie składu – wieprzowina w wołowinie i „chemia” zamiast czystego mięsa
Z punktu widzenia przepisów mięso mielone to produkt niezwykle prosty. Definicja jasno określa, że jest to mięso bez kości, rozdrobnione, które może zawierać maksymalnie 1% soli. Nie ma tu miejsca na ulepszacze, wypełniacze czy inne gatunki mięsa. Jeśli produkt zawiera przyprawy lub inne dodatki, prawnie staje się „wyrobem garmażeryjnym”.
Laboratoria IJHARS wykazały jednak, że rzeczywistość sklepowa drastycznie odbiega od teorii. Wśród najpoważniejszych grzechów kontrolowanych partii znalazły się:
Zatajanie obecności tańszego surowca – w czystym mięsie mielonym wołowym wykryto niedeklarowany dodatek tańszego mięsa wieprzowego.
Niedozwolone dodatki – w produktach stwierdzono obecność substancji konserwujących, które w czystym mięsie mielonym są bezwzględnie zakazane.
Zła jakość surowca – zawyżony stosunek kolagenu do białka mięsa (co świadczy o użyciu gorszej jakości skrawków i ścięgien) oraz manipulowanie zawartością tłuszczu.
Warto wiedzieć – Klasyfikacja mięsa mielonego:
Chude mięso mielone: do 7% tłuszczu / 12% kolagenu do białka.
Mielona czysta wołowina: do 20% tłuszczu / 15% kolagenu.
Mięso mielone z wieprzowiną: do 30% tłuszczu / 18% kolagenu.
Pozostałe (np. drób): do 25% tłuszczu / 15% kolagenu.
Chaos w pochodzeniu towaru. Gdzie podział się „Produkt polski”?
Kolejnym obszarem nadużyć było znakowanie kraju pochodzenia. Przepisy wymagają pełnej identyfikowalności – dla wieprzowiny konieczne jest wskazanie miejsca chowu i uboju oraz numeru partii, a dla wołowiny dodatkowo kraju urodzenia zwierzęcia i wszystkich miejsc jego hodowli.
W przypadku mięsa sprzedawanego luzem (np. mielonego na życzenie klienta przy ladzie), świeże mięso wieprzowe czy drobiowe z importu musi być opatrzone czytelnym znakiem graficznym (np. flagą kraju pochodzenia). Oznaczenie „Produkt polski” to świętość – przysługuje tylko wtedy, gdy zwierzę urodziło się, chowało i zostało poddane ubojowi na terytorium RP. Kontrola wykazała, że informacje te były nierzetelne, a oznakowanie celowo wprowadzało konsumentów w błąd, rozmywając różnice między surowcem krajowym a importowanym.
Wobec stwierdzonych patologii IJHARS nałożyła surowe sankcje karne. Walka o transparentność łańcucha „od pola do stołu” trwa, a rygorystyczne kontrole to jedyna droga do obrony interesów polskich gospodarstw.
Pofalowana konstrukcja ścian zwiększa sztywność i wytrzymałość silosu. Zastosowanie blachy falistej poprawia odporność na wgniecenia oraz umożliwia montaż elementów wyposażenia, jak np. przenośnik kubełkowy, bezpośrednio do konstrukcji silosu.
Prawidłowe przechowywanie zbóż ma kluczowe znaczenie dla utrzymania ich jakości i ograniczenia strat po zbiorze, szczególnie w dłuższym rozrachunku. Decydując się na inwestycję w silosy, rolnicy zapewniają sobie kontrolę warunków składowania.
Dlaczego warto inwestować we własny silos na zboże?
Własne możliwości magazynowania zboża coraz częściej decydują o swobodzie działania gospodarstwa po żniwach. Rolnik, który dysponuje silosem, nie musi sprzedawać całego plonu od razu, gdy podaż na rynku jest duża, a ceny często znajdują się pod presją. Silos nie rozwiązuje problemu niskich cen, ale daje czas, porządkuje logistykę i pozwala lepiej zarządzać partiami ziarna.
W małych i średnich gospodarstwach nie zawsze chodzi o duże bazy magazynowe. Często wystarczające okazują się zbiorniki o pojemności kilkunastu, kilkudziesięciu, 100 czy 150 ton. Mogą one służyć do przechowania jednej większej partii zboża albo do rozdzielenia różnych gatunków, odmian i partii o innych parametrach.
Silosy płaskodenne typu BIN500 wyposażone są w ściany wykonane z blachy płaskiej. Konstrukcje o średnicy 8,59 m oferują pojemność magazynową w zakresie od 521 do 604 t.
Jaki silos na zboże wybrać – płaskodenny czy lejowy?
W ofertach producentów najczęściej spotyka się dwa podstawowe typy silosów zbożowych: płaskodenne oraz lejowe.
Oba rozwiązania służą do magazynowania ziarna, ale różnią się konstrukcją, sposobem opróżniania i codzienną obsługą. Wybór konkretnego typu powinien wynikać przede wszystkim z tego, jak długo ziarno będzie przechowywane, jak często zbiornik będzie opróżniany i czy ma pełnić funkcję głównego magazynu, czy raczej zbiornika pomocniczego.
Silos płaskodenny – kiedy będzie najlepszym wyborem?
Silosy płaskodenne są najczęściej wybierane jako podstawowy magazyn ziarna w gospodarstwie. Dobrze sprawdzają się przy dłuższym przechowywaniu większych partii jednego gatunku, np. pszenicy, jęczmienia, kukurydzy czy ziarna przeznaczonego na paszę. Ich zaletą jest zwykle korzystniejsza relacja pojemności do ceny, szczególnie gdy rolnik planuje przechowywać większą ilość zboża przez kilka miesięcy.
W przypadku konstrukcji płaskodennych ważne jest jednak odpowiednie wyposażenie. Duże znaczenie mają system napowietrzania, możliwość kontroli temperatury oraz sposób opróżniania zbiornika. Ziarno nie wysypuje się tutaj samoczynnie w takim stopniu jak w silosie lejowym, dlatego trzeba przewidzieć rozwiązania ułatwiające odbiór z dna. Przy dobrze dobranym osprzęcie silos płaskodenny pozostaje jednak jednym z najbardziej praktycznych rozwiązań dla gospodarstw, które chcą zbudować własne zaplecze magazynowe.
zależy Ci na niższym koszcie w przeliczeniu na tonę,
planujesz budowę głównego magazynu.
Silos lejowy – gdzie sprawdzi się najlepiej?
Silosy lejowe mają dno w formie stożka lub leja, dzięki czemu rozładunek odbywa się grawitacyjnie. To rozwiązanie jest wygodniejsze tam, gdzie ziarno jest często przemieszczane, np. do suszarni, czyszczalni, mieszalni pasz, śrutownika albo bezpośrednio na środki transportu. Lej ułatwia szybkie i dokładniejsze opróżnienie zbiornika, ograniczając konieczność ręcznego wybierania pozostałości ziarna.
Z tego powodu silosy lejowe często pełnią funkcję zbiorników roboczych lub buforowych. Sprawdzają się przy krótszym przechowywaniu, częstej rotacji surowca i obsłudze mniejszych partii. Ich wadą jest zwykle wyższy koszt w porównaniu z silosem płaskodennym o podobnej pojemności, wynikający z bardziej rozbudowanej konstrukcji nośnej oraz samego leja.
Producenci silosów zbożowych – przegląd popularnych marek
BIN
W segmencie silosów gospodarskich jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek pozostaje BIN. W ofercie firmy znajdują się m.in. płaskodenne silosy z blachy płaskiej.
Najmniejsze modele (BIN10) mają ładowność od 10,5 do 13,5 t, a największe (BIN100) od 99,8 do 132 t.
W górnym zakresie znajduje się BIN200, którego warianty zaczynają się od 185 t, więc jest to już propozycja dla gospodarstw szukających większej pojemności. W ofercie BIN są także silosy lejowe Konsil. W zakresie najbardziej interesującym dla gospodarstw średnich mieszczą się zwłaszcza produkty obejmujące pojemności od kilkudziesięciu do około 150 t.
Michał
Szeroką ofertę dla gospodarstw ma również firma Michał, produkująca silosy zbożowe i paszowe. W grupie płaskodennych zbiorników występują m.in. modele:
Z 711,
Z 711/1,
Z 711/4,
Z 711/5,
Z 711/6
oraz większe odmiany tej serii.
Mniejsze konstrukcje mają ładowności 16 i 22 t, kolejne 38,4, 48 i 58,8 t, a większe warianty przekraczają 100 t. W ofercie są także silosy z lejem zewnętrznym ZLZ. Dla większych gospodarstw interesujące mogą być zwłaszcza modele ZLZ 21 i ZLZ 22, o ładowności odpowiednio 152 i 183 t.
AGOS
Do gospodarstw szukających prostych rozwiązań kierowana jest oferta AGOS. Producent oferuje silosy płaskodenne i lejowe, a jako często montowane wskazuje zbiorniki 75 t i 100 t. W katalogu znajdują się m.in. silosy lejowe 42, 100 i 145 t oraz płaskodenne 75 i 100 t. Konstrukcje płaskodenne są tańsze w przeliczeniu na pojemność, natomiast lejowe zapewniają wygodniejszy, grawitacyjny rozładunek.
Firma oferuje płaskodenne silosy o konstrukcji klatkowej cylindra, wykonane z blachy płaskiej. Według producenta ich pojemności mieszczą się w zakresie od 9 do 225 t, czyli dobrze odpowiadają potrzebom gospodarstw rodzinnych i średnich. CKM podkreśla także płaską powierzchnię wewnętrzną cylindra, która ma ograniczać osadzanie się zanieczyszczeń po opróżnieniu zbiornika.
Unia Grains (dawniej ARAJ)
W przypadku marki Araj należy zaznaczyć, że zakład znany wcześniej jako Unia ARAJ funkcjonuje obecnie pod nazwą Unia Grains. W ofercie tej marki znajdują się m.in. płaskodenne silosy SF i SPA, przeznaczone do długoterminowego magazynowania suchego ziarna. Serie te zaczynają się od 100 t, dlatego są propozycją raczej dla większych gospodarstw średnich. Unia Grains oferuje również lejowe silosy SPL, przeznaczone do krótkoterminowego przechowywania ziarna przed lub po suszeniu i czyszczeniu.
Na co zwrócić uwagę przy zakupie silosu na zboże?
Gospodarstwa mogą wybierać zarówno niewielkie zbiorniki kilkunastotonowe, popularne silosy 60–100 t, jak i większe konstrukcje około 150–200 t.
Przed zakupem warto sprawdzić:
pojemność silosu,
sposób opróżniania,
system napowietrzania,
pomiar temperatury,
podłogę perforowaną,
włazy i drabiny,
możliwość rozbudowy,
dostępność części i serwisu.
Przy zakupie warto patrzeć nie tylko na ładowność, ale również na wyposażenie oraz dobór urządzeń transportowych. To właśnie te elementy decydują, czy silos będzie tylko miejscem przechowywania ziarna, czy realnie usprawni pracę gospodarstwa po żniwach.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.