Strona główna Blog Strona 53

Światowe ceny zbóż spadły w czerwcu [RAPORT FAO]

0

Ceny zbóż na rynkach międzynarodowych zanotowały w czerwcu wyraźną korektę. Według najnowszych danych FAO, indeks cen zbóż w ubiegłym miesiącu spadł o 3,5 procent, co jest wyraźnym sygnałem dominacji podaży nad popytem w wielu kluczowych regionach produkcji.

Spadki w cieniu globalnej podaży

Średnia wartość indeksu cen zbóż FAO wyniosła w czerwcu 110,2 punktu. Choć w skali roku notowania są wciąż o 2,7% wyższe niż w czerwcu 2025 roku, ostatni miesiąc przyniósł znaczące obniżki, które dotknęły niemal wszystkich kluczowych gatunków zbóż.

Głównym motorem zmian były notowania pszenicy, które zanotowały spadek o 4,4%. Rynek zareagował na szybkie tempo zbiorów oraz bardzo dobre prognozy podażowe. Choć sytuacja pogodowa w Stanach Zjednoczonych oraz utrzymujące się wyzwania produkcyjne w niektórych regionach świata wciąż budzą pewien niepokój, zostały one zdominowane przez szeroką dostępność surowca.

Przeczytaj również:

Kukurydza i rynek energii

Jeszcze głębszy spadek dotknął kukurydzę, której ceny w czerwcu obniżyły się o 6,2%. Kluczowym czynnikiem była perspektywa dużych dostaw z krajów Ameryki Południowej. Istotny wpływ na wyceny miały również zmiany na rynku ropy naftowej – niższe ceny paliw osłabiły opłacalność produkcji biopaliw, co bezpośrednio przełożyło się na zmniejszenie popytu na ziarno kukurydzy w tym sektorze.

Obserwujemy także wygasanie części ryzyk geopolitycznych – oczekiwania zmniejszenia napięć w okolicach Cieśniny Ormuz przełożyły się na uspokojenie nastrojów na rynkach energii, co w połączeniu z silniejszym dolarem amerykańskim skutecznie wyhamowało zapędy wzrostowe na giełdach towarowych.

Przeczytaj również:

Jęczmień, sorgo i odmienna sytuacja ryżu

Spadki nie ominęły również pozostałych zbóż paszowych:

  • Jęczmień: spadek o 3,4%,
  • Sorgo: spadek o 7,7%.

W przypadku tych upraw presję wywarły przede wszystkim poprawiające się prognozy zbiorów oraz efekt „rozlewania się” słabszych nastrojów z rynku kukurydzy i pszenicy, co osłabiło konkurencyjność tych zbóż jako komponentów paszowych.

Na przeciwległym biegunie znalazł się ryż. Indeks cen FAO All Rice wzrósł w czerwcu o 3,2%. Tendencję tę napędził silny popyt na ryż typu Indica w Azji, a także obawy o wpływ warunków pogodowych na przyszłe zbiory oraz rosnące koszty produkcji i logistyki, które podniosły notowania odmian niepachnących.

Podsumowanie dla rynku

Aktualna sytuacja na rynkach światowych pokazuje, że mimo wciąż obecnych wyzwań – takich jak zmienne koszty produkcji czy niepewność geopolityczna – kluczowym czynnikiem dla cen zbóż pozostaje wolumen zbiorów. Warto zauważyć, że lokalne zjawisko drożejącej w Europie kukurydzy nie zdołało wpłynąć na globalny trend cenowy tego zboża. O ile w wielu krajach Europy producenci zmagają się z trudnymi warunkami pogodowymi, o tyle region basenu Morza Czarnego rysuje przed rynkiem bardzo dobre perspektywy podażowe. Z kolei na rynku pszenicy w Chicago wyraźne odbicie cen zanotowano dopiero 30 czerwca, co było bezpośrednią reakcją na cięcie przez USDA szacunków areału do poziomu najniższego w historii. Globalna podaż, wspierana przez ogromne zapasy, pozostaje dominującą siłą, przynosząc wytchnienie w łańcuchach dostaw pasz i żywności.

Źródło: FAO

Integracja Ukrainy z UE: Francuscy rolnicy zauważają olbrzymie zagrożenie dla rynku kukurydzy

0

Integracja Ukrainy z UE budzi coraz większy niepokój na zachodzie kontynentu. Francuska federacja producentów kukurydzy AGPM ostrzega: bez wprowadzenia mechanizmów ochronnych, unijny rynek zbóż czeka głęboka destabilizacja. Głównym problemem jest gigantyczna przepaść w kosztach produkcji.

Podczas gdy Bruksela debatuje nad politycznymi i prawnymi aspektami rozszerzenia Wspólnoty, francuskie organizacje rolnicze mówią wprost o „rolniczej Europie w niebezpieczeństwie”. Oliwy do ognia dolał szczegółowy raport przygotowany przez Orae Géopolitique na zlecenie AGPM (Association Générale des Producteurs de Maïs). Wynika z niego jasno, że europejska, a w szczególności francuska kukurydza, nie ma szans w starciu z ukraińską strukturą agrarną na zasadach pełnej swobody handlowej.

Przeczytaj również:

Trzykrotnie niższe koszty i efekt skali

Z analiz francuskich ekspertów wynika, że koszty produkcji kukurydzy na Ukrainie są średnio od dwóch do nawet trzech razy niższe niż we Francji. Taka dysproporcja nie wynika z przypadku, ale z zupełnie innej charakterystyki tamtejszego sektora rolniczego.

Podczas gdy francuskie gospodarstwa opierają się na modelu rodzinnym o powierzchni kilkudziesięciu lub maksymalnie kilkuset hektarów, ukraiński krajobraz rolny zdominowany jest przez gigantyczne agroholdingi. Największe z nich zarządzają obszarami sięgającymi kilkuset tysięcy hektarów – we francuskiej prasie branżowej obrazowo porównuje się te powierzchnie do całych departamentów. Taka skala pozwala na drastyczne obniżenie kosztów stałych, potężne zakupy hurtowe i maksymalną optymalizację logistyki.

Regulacyjny klincz Zielonego Ładu

Francuscy producenci zwracają uwagę na rażący brak symetrii w wymaganiach produkcyjnych. Unijni rolnicy są związani restrykcyjnymi przepisami Zielonego Ładu (Pacte Vert), które wymuszają ograniczanie pestycydów i nawozów sztucznych, podnosząc jednocześnie koszty technologii uprawy.

Tymczasem – jak alarmuje AGPM – na Ukrainie dopuszczone jest stosowanie od 50% do 62% substancji aktywnych w środkach ochrony roślin, które w Unii Europejskiej są już dawno zakazane. Do tego dochodzą drastyczne różnice w kosztach pracy, ubezpieczeń społecznych oraz podatków. Wprowadzenie na wspólny rynek ziarna produkowanego bez unijnych obciążeń regulacyjnych jest przez Francuzów traktowane jako klasyczny przejaw nieuczciwej konkurencji.

Presja geopolityczna i koszty energii

Sytuację francuskich farmerów pogarsza fakt, że ich własna rentowność mocno ucierpiała w ostatnich sezonach. Poza niekorzystnymi anomaliami pogodowymi, europejskie rolnictwo odczuwa skutki napięć geopolitycznych, w tym zawirowań na Bliskim Wschodzie, które windowały ceny paliw i energii. Koszty te bezpośrednio przekładają się na ceny nawozów oraz wydatki na suszenie ziarna kukurydzy – proces kluczowy dla zachowania jakości zbiorów, a we Francji wyjątkowo kosztowny.

Integracja Ukrainy z UE

W obliczu tych faktów, AGPM oraz inne zachodnioeuropejskie związki zawodowe apelują do Komisji Europejskiej o realizm. Podkreślają, że solidarność z Ukrainą nie może oznaczać bezwarunkowego poświęcenia własnego sektora rolnego. Francuscy rolnicy domagają się, aby w traktatach akcesyjnych znalazły się długie okresy przejściowe, restrykcyjne kontyngenty, a przede wszystkim bezwzględny wymóg dostosowania ukraińskich standardów produkcji do norm środowiskowych obowiązujących w UE. W przeciwnym razie, kultowa dla francuskiego południowego zachodu uprawa kukurydzy może stać się ekonomicznie nieopłacalna.

Opracowanie AgroProfil na podstawie raportu AGPM / Orae Géopolitique oraz francuskich mediów branżowych.

Klauzule rewizyjne w kontraktach zbożowych: Czy nowe prawo UE zaszkodzi polskiemu eksportowi?

0
Eksport zbóż z Polski

Klauzule rewizyjne w kontraktach zbożowych? Bruksela właśnie domknęła proces legislacyjny nad nowymi zasadami łańcucha dostaw żywności. Choć z unijnych komunikatów bije optymizm o „wzmocnieniu pozycji rolnika”, w polskich portach i biurach eksporterów nastroje są zgoła inne. Czy obligatoryjne klauzule rewizyjne, mające chronić rolnicze marże, nie staną się przypadkiem mechanizmem wykluczającym polskie ziarno z globalnego obrotu, czyniąc naszą ofertę cenową zbyt nieprzewidywalną dla zagranicznych kontrahentów?

Spóźniona reakcja na rolniczy gniew

Warto zauważyć, że najnowsze regulacje to efekt fali protestów, która przetoczyła się przez Europę w latach 2024–2025. Rolnicy, wychodząc na drogi od Warszawy po Paryż, nie sprzeciwiali się tylko biurokracji – oni przede wszystkim alarmowali o niszczycielskim wpływie kolejnych umów handlowych oraz o dramatycznie niskich cenach płodów rolnych.

Bruksela, pod presją tych wydarzeń, postanowiła zadziałać. Jednak to, co otrzymujemy dzisiaj, wygląda jak „regulacyjna rekompensata”. Zamiast zrewidować politykę handlową, która faktycznie wywiera presję na nasze ceny, UE wprowadza przepisy dotyczące kontraktowania. To klasyczny przypadek „leczenia objawowego”: rolnik oczekiwał ochrony przed nieuczciwym importem i ustabilizowania rynku, a otrzymał skomplikowane prawo o klauzulach rewizyjnych.

Przeczytaj również:

Brukselska recepta ma „słabe ogniwo”

29 czerwca 2026 r. Rada Unii Europejskiej oficjalnie zatwierdziła nowelizację przepisów dotyczących wspólnej organizacji rynków (WORM). Fundamentem zmian jest wprowadzenie obowiązkowych kontraktów długoterminowych z klauzulami rewizyjnymi. W założeniu: jeśli koszty produkcji rolnika gwałtownie rosną, umowa musi przewidywać możliwość aktualizacji ceny. Ma to ukrócić erę „cenobiorców” i pozwolić rolnikom lepiej zarządzać rentownością w czasach niepewności – takiej jak obecna, gdy rynek ropy i kurs dolara reagują na każdy wstrząs geopolityczny.

Warto wyjaśnić, co prawo rozumie przez „umowę długoterminową”. Choć przepisy nie operują jedną, sztywną liczbą, praktyka rynkowa i wytyczne KE jasno wskazują: każdy kontrakt wykraczający poza okres 6 miesięcy staje się w świetle nowych przepisów umową długoterminową. To właśnie ten półroczny horyzont czasowy stanie się głównym punktem spornym między eksporterami a rolnikami.

Pułapka „rzepakowego wzorca”

Dla wielu z nas te mechanizmy nie są nowością. Rynek rzepaku w Polsce od dawna stosuje odniesienia do giełdy MATIF. Dlaczego jednak to, co działa w rzepaku, może być zabójcze dla pszenicy?

Kluczem jest bilans handlowy. Unia Europejska jest importerem netto rzepaku – musimy konkurować o ten surowiec, więc rynkowa transparentność jest w interesie wszystkich. W przypadku pszenicy sytuacja jest odwrotna. Jesteśmy eksporterem netto. Nie konkurujemy o pszenicę, my musimy walczyć o to, by ją sprzedać na rynkach światowych.

Brukselski populizm kontra brutalna rzeczywistość wolnego rynku

Warto otwarcie zadać pytanie: czy unijne regulacje nie są próbą „zaklinania rzeczywistości”? Podczas gdy globalny rynek towarowy opiera się na wolnej konkurencji, szybkości reakcji i giełdowej dynamice, UE próbuje wprowadzać rozwiązania, które brzmią dobrze w politycznych komunikatach, ale w praktyce mogą okazać się populistycznym gorsetem.

Rolnictwo to jeden z niewielu sektorów tak silnie zintegrowanych z globalną gospodarką. Próba narzucenia sztywnych, biurokratycznych reguł kontraktowania w świecie, gdzie o być albo nie być decyduje cena światowa, jest niebezpiecznym eksperymentem. Bo wolny rynek nie wybacza nieefektywności – jeśli unijne prawo sprawi, że polskie ziarno stanie się „droższe w obsłudze” lub trudniejsze w kontraktowaniu, globalni gracze nie będą czekać z litości. Po prostu przejdą do konkurencji.

Ryzykowny skutek uboczny: koniec kontraktów terminowych?

Tu pojawia się największe zagrożenie. Globalny importer z Egiptu czy Azji nie szuka partnera, który będzie renegocjował kontrakt przy każdym skoku cen energii. Szuka stabilności.

Jeśli unijny/polski eksporter – zmuszony przez unijne prawo do wpisywania „nieprzewidywalnych” klauzul rewizyjnych w umowach powyżej 6 miesięcy – nie będzie mógł zagwarantować stałej ceny z wyprzedzeniem, importer po prostu wybierze dostawcę z USA, Rosji czy Argentyny. Ryzykujemy sytuację, w której firmy skupowe będą dążyć do „skracania” ofert do poziomu 5 miesięcy i 29 dni, aby uniknąć obowiązku renegocjacji. To może doprowadzić do powstania sztucznej bariery w planowaniu sprzedaży przed żniwami.

Warto też pamiętać, że próby obchodzenia tego prawa poprzez serię krótkich, powtarzalnych kontraktów z tym samym kontrahentem, będą przez organy nadzorcze traktowane jako naruszenie przepisów.

Czy to „ochrona”, czy wykluczenie?

Narzucenie sztywnych ram kontraktowania w sektorze nadwyżkowym może doprowadzić do tego, że polskie zboże stanie się dla zagranicznych kontrahentów „towarem zbyt ryzykownym w obsłudze”. W ten sposób, chcąc chronić rolnika przed wahaniami marży, Bruksela może niechcący zepchnąć nas do modelu handlu „tu i teraz”. Zamiast kontraktów długoterminowych, będziemy skazani na zmienność dnia bieżącego, gdzie każda informacja o konflikcie czy nadpodaży będzie uderzać w portfel jeszcze mocniej niż dotychczas.

Co to oznacza dla gospodarstwa?

Dla unijnego rolnika oznacza to konieczność nauki hedgingu i głębszego zrozumienia mechanizmów giełdowych. Era, w której „bezpieczeństwo” gwarantował nam partner handlowy podpisując sztywną umowę, może powoli odchodzić w przeszłość.

Czas na dostosowanie etykiet (w przypadku branży mięsnej) wynosi 3 lata, ale klauzule rewizyjne zaczną kształtować nasze umowy znacznie szybciej. Warto więc już dziś zadać sobie pytanie: czy wolimy unijną ochronę, która może zamknąć nam drzwi do globalnego eksportu, czy wolimy rynek, który – choć brutalny – daje nam szansę na walkę o miejsce na światowej półce?

Czy uważacie, że obowiązkowe klauzule rewizyjne to szansa na lepsze zarobki, czy prosty przepis na utratę płynności eksportowej w polskich portach? Zapraszamy do dyskusji.

Moc Valmeta 365 bez tajemnic. Wszystko, co warto wiedzieć o tym modelu

0
Valmet 365

Valmet 365 należy do grona ciągników, które mimo upływu lat nadal cieszą się zainteresowaniem rolników szukających prostej i trwałej konstrukcji. Jednym z najczęściej zadawanych pytań dotyczących tego modelu jest moc silnika. W przypadku Valmeta 365 producent zastosował jednostkę oferującą 61 KM, co pozwala na wykonywanie wielu codziennych prac w gospodarstwie. Parametr ten sprawia, że ciągnik dobrze odnajduje się zarówno podczas pracy z maszynami zawieszanymi, jak i transportu czy pielęgnacji upraw.

Ile koni mechanicznych ma Valmet 365?

Valmet 365 dysponuje silnikiem o maksymalnej mocy 61 koni mechanicznych, osiąganej przy 2350 obr./min. Jest to trzycylindrowa jednostka wysokoprężna o pojemności 3,3 litra, która została zaprojektowana z myślą o ekonomicznej eksploatacji i dużej trwałości. Takie parametry zapewniają odpowiedni zapas siły do wykonywania większości prac w średnich i mniejszych gospodarstwach.

Do jakich prac wystarcza moc 61 KM?

Ciągnik o mocy 61 KM sprawdza się podczas wielu codziennych zadań. Bez problemu radzi sobie z pracą z kosiarkami, rozsiewaczami nawozów, opryskiwaczami czy prasami o odpowiednio dobranych parametrach. Może również współpracować z lekkimi pługami, agregatami uprawowymi oraz przyczepami wykorzystywanymi w transporcie gospodarczym.

Dzięki korzystnemu połączeniu mocy i stosunkowo niewielkich wymiarów Valmet 365 dobrze odnajduje się także w gospodarstwach hodowlanych, gdzie liczy się zwrotność oraz łatwość manewrowania.

Silnik stworzony z myślą o niezawodności

W modelu zastosowano trzycylindrowy silnik o pojemności 3300 cm³. Prosta konstrukcja oznacza mniejszą liczbę elementów podatnych na awarie, co przekłada się na niższe koszty utrzymania. Wiele egzemplarzy pracuje do dziś, wykonując regularnie obowiązki w gospodarstwach, co świadczy o trwałości tej jednostki napędowej.

Czy 61 KM to wystarczająca moc?

Choć współczesne ciągniki często oferują znacznie większą moc, 61 KM nadal okazuje się wartością wystarczającą dla wielu użytkowników. Wszystko zależy od charakteru wykonywanych prac. Jeżeli ciągnik ma odpowiadać za pielęgnację upraw, prace transportowe lub obsługę maszyn o umiarkowanym zapotrzebowaniu na moc, Valmet 365 pozostaje praktycznym wyborem.

Warto pamiętać, że o rzeczywistej wydajności decyduje nie tylko liczba koni mechanicznych, lecz także odpowiednio zestopniowana skrzynia biegów, sprawny układ hydrauliczny oraz dobry stan techniczny całego ciągnika. Dzięki temu nawet dziś model ten może być wartościowym wsparciem podczas codziennych prac polowych i gospodarskich.

Fala upałów już minęła, ale rachunek dopiero nadchodzi. Hodowcy liczą straty w mleku i płodności

0
Żywienie bydła mlecznego

Fala upałów ustąpiła, jednak dla wielu hodowców bydła mlecznego jej skutki dopiero zaczynają być widoczne. Spadek wydajności mlecznej, pogorszenie płodności, niższa zawartość tłuszczu w mleku oraz pierwsze problemy z racicami to tylko część konsekwencji, z którymi mierzą się gospodarstwa. Relacje rolników pokazują, że wpływ wysokich temperatur był bardzo zróżnicowany, ale eksperci podkreślają, że część strat ujawni się dopiero w kolejnych tygodniach.

Skutki upałów różnią się w zależności od gospodarstwa

Jeden z hodowców zapytał w mediach społecznościowych: Jak ekstremalne upały wpłynęły na twoje stado? Odpowiedzi pokazały, że sytuacja wygląda bardzo różnie. Niektóre gospodarstwa odnotowały jedynie niewielki spadek produkcji mleka, podczas gdy inne straciły od 5 do nawet 10 litrów mleka dziennie od każdej krowy.

W gospodarstwie utrzymującym około 100 krów i wyposażonym w dwa roboty udojowe wydajność spadła o 5–6 litrów mleka na krowę dziennie. W czasie fali upałów padła także jedna krowa. Co więcej, nawet kilka dni po ochłodzeniu produkcja nadal pozostaje niższa o około 2 litry na sztukę.

Inny hodowca poinformował, że średnia dzienna wydajność zmniejszyła się z 37 do 30 litrów mleka. Pobranie suchej masy spadło o 3 kg na krowę, a liczba dojów obniżyła się z 2,8 do 2,3 dziennie. Stało się tak mimo zastosowania siedmiu dużych wentylatorów, ponieważ temperatura w oborze osiągnęła aż 41°C.

Tam, gdzie systemy chłodzenia działały skuteczniej, straty były zdecydowanie mniejsze i wynosiły około 1 litra mleka na krowę.

Nie tylko mleko. Spada tłuszcz, apetyt i aktywność krów

Rolnicy zwracają uwagę, że skutki wysokich temperatur nie ograniczają się wyłącznie do wydajności mlecznej. W wielu stadach pojawiły się podobne problemy:

  • znaczny spadek zawartości tłuszczu w mleku,
  • mniejsze pobranie paszy,
  • słabo widoczne objawy rui,
  • ospałość zwierząt,
  • wyraźnie większe spożycie wody.

Takie obserwacje potwierdzają również badania naukowe. U wysokowydajnych krów mlecznych stres cieplny pojawia się już przy wskaźniku temperatury i wilgotności THI wynoszącym około 68. Wraz z jego wzrostem wyraźnie spada pobranie suchej masy, a w konsekwencji również produkcja mleka.

Problemy z płodnością mogą utrzymywać się jeszcze przez wiele tygodni

Jednym z najpoważniejszych skutków stresu cieplnego jest pogorszenie rozrodu. Hodowcy coraz częściej zgłaszają słabo widoczne ruje, gorsze wyniki inseminacji oraz obawy o długotrwałe problemy z zacieleniem.

Badania wskazują, że wysoka temperatura zaburza rozwój komórek jajowych już na kilka tygodni przed owulacją. Oznacza to, że negatywny wpływ upałów może utrzymywać się długo po zakończeniu fali gorąca.

Naukowcy odnotowują między innymi:

  • wydłużenie okresu między wycieleniami,
  • późniejsze występowanie pierwszej rui po wycieleniu,
  • większą liczbę inseminacji potrzebnych do uzyskania ciąży,
  • wyraźny spadek skuteczności zacieleń przy wysokich wartościach wskaźnika THI.

Skutki odczuwają również cielęta

Konsekwencje stresu cieplnego dotyczą także nienarodzonych jeszcze cieląt. Jeżeli krowa doświadcza wysokich temperatur w okresie zasuszenia, odbija się to na rozwoju potomstwa.

Badania wykazały niższą masę urodzeniową cieląt, słabszą odporność, gorsze wykorzystanie siary, a u jałówek w przyszłości również niższą produkcję mleka. Oznacza to, że jedna fala upałów może wpływać na wyniki ekonomiczne gospodarstwa przez kilka kolejnych laktacji.

Problemy z racicami mogą dopiero się nasilić

Lekarze weterynarii zwracają uwagę, że skutki upałów dla zdrowia racic często pojawiają się z opóźnieniem. W czasie wysokich temperatur krowy znacznie dłużej stoją, próbując oddać nadmiar ciepła. Jednocześnie jedzą rzadziej i pobierają mniejsze porcje paszy, co zwiększa ryzyko zaburzeń metabolicznych.

Połączenie długotrwałego stania, zmian żywieniowych oraz osłabienia odporności sprawia, że w kolejnych tygodniach może wzrosnąć liczba przypadków kulawizn i innych schorzeń racic. Dlatego wielu specjalistów podkreśla, że choć fala upałów już się zakończyła, jej rzeczywiste skutki dla zdrowia i produkcyjności stad będą widoczne jeszcze przez długi czas.

AgrarHeute

Jak suszyć miętę, melisę i oregano, aby zachowały aromat i właściwości?

0
suszenie ziół

Mięta, melisa i oregano to jedne z najczęściej uprawianych ziół w przydomowych ogrodach oraz na balkonach. Latem rosną wyjątkowo bujnie, dlatego warto zachować ich smak i aromat na długie miesiące. Odpowiednio przeprowadzone suszenie sprawia, że liście nie tracą intensywnego zapachu, a później doskonale sprawdzają się w herbatach, naparach oraz jako dodatek do wielu potraw.

Kiedy zbierać miętę, melisę i oregano do suszenia?

Najlepszy moment na zbiór przypada tuż przed kwitnieniem lub na jego początku. Właśnie wtedy rośliny zawierają najwięcej olejków eterycznych odpowiedzialnych za charakterystyczny aromat.

Zioła najlepiej ścinać rano, gdy obeschną już z rosy, ale zanim pojawi się silne słońce. Należy wybierać zdrowe, jędrne pędy bez oznak chorób czy przebarwień. Nie warto zbierać roślin po deszczu, ponieważ wilgotne liście znacznie trudniej wysychają i są bardziej podatne na pleśnienie.

Jak przygotować zioła przed suszeniem?

Po zbiorze warto dokładnie obejrzeć każdą gałązkę i usunąć uszkodzone liście oraz owady. Jeśli rośliny wymagają umycia, należy zrobić to delikatnie pod chłodną wodą.

Po opłukaniu konieczne jest dokładne osuszenie. Nadmiar wilgoci można usunąć papierowym ręcznikiem lub pozostawić zioła na bawełnianej ściereczce przez kilkadziesiąt minut. Im mniej wody pozostanie na liściach, tym lepszy będzie efekt końcowy.

Suszenie mięty, melisy i oregano w naturalny sposób

Najbardziej polecaną metodą jest suszenie w przewiewnym, zacienionym miejscu. Silne promienie słoneczne mogą powodować utratę olejków eterycznych, przez co zioła stają się mniej aromatyczne.

Pędy najlepiej związać w niewielkie pęczki i zawiesić łodygami do góry. Między wiązkami warto zachować odstępy, aby powietrze mogło swobodnie krążyć. Dobrym miejscem będzie strych, altana, zadaszony taras lub dobrze wentylowane pomieszczenie.

Proces trwa zazwyczaj od kilku dni do około dwóch tygodni. Czas zależy od temperatury oraz wilgotności powietrza.

Czy można suszyć zioła w piekarniku?

Jeśli zależy nam na szybszym efekcie, można wykorzystać piekarnik. Temperatura nie powinna jednak przekraczać 35 do 40 stopni Celsjusza. Drzwiczki warto pozostawić lekko uchylone, aby para wodna mogła się wydostawać.

Liście najlepiej rozłożyć cienką warstwą na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. W trakcie suszenia dobrze jest co pewien czas delikatnie je przemieszać. Dzięki temu wyschną równomiernie i nie stracą koloru.

Jak rozpoznać, że mięta, melisa i oregano są już suche?

Dobrze wysuszone liście są kruche i łatwo rozpadają się pod naciskiem palców. Łodyżki natomiast powinny łamać się z charakterystycznym trzaskiem zamiast wyginać.

Jeżeli roślina pozostaje elastyczna lub sprawia wrażenie wilgotnej, należy wydłużyć czas suszenia. Zbyt wcześnie schowane zioła mogą szybko zapleśnieć.

Jak przechowywać suszone zioła?

Po zakończeniu suszenia warto oddzielić liście od łodyg i przełożyć je do szczelnych szklanych słoików albo metalowych puszek. Pojemniki powinny stać w suchym, chłodnym i zacienionym miejscu.

Najlepiej nie rozdrabniać liści od razu. Zachowują więcej aromatu, gdy pozostają w większych kawałkach, a rozkrusza się je dopiero bezpośrednio przed użyciem.

Mięta doskonale wzbogaca napary i letnie napoje. Melisa świetnie sprawdza się jako składnik wieczornych herbatek, natomiast oregano przez cały rok nadaje intensywny smak sosom, pizzy, pieczonym warzywom oraz daniom kuchni śródziemnomorskiej.

100 odmian zbóż i bobowatych. Danko pokazało nowości podczas Dnia Pola 2026

0
DANKO Szelejewo 2026
Fot. M. Piśny

16 czerwca w Szelejewie (woj. wielkopolskie) odbył się Dzień Pola organizowany przez Hodowlę Roślin Danko oraz partnerów – ADOB, BASF i K+S. Na terenie zakładu produkcyjnego, będącego jednym z ośmiu oddziałów należących do firmy, przygotowano pokazową platformę. Bogata kolekcja stanowi wieloletni dorobek hodowlany polskiej firmy Danko.

DANKO Szelejewo 2026
Fot. M. Piśny

Poletka w Szelejewie wyglądają przepięknie. To zasługa dobrych gleb oraz korzystnego rozkładu i sumy opadów w okresie wiosennym. Sytuacja nie jest jednak tak optymistyczna w innych regionach Polski, gdzie zlokalizowane są nasze stacje hodowlane i zakłady nasienne

– mówił Dariusz Majchrzycki, dyrektor sprzedaży i marketingu w Danko.

Podczas wydarzenia zaprezentowano aż 100 odmian zbóż ozimych i jarych oraz roślin bobowatych. Szczególną uwagę przykuwały tegoroczne nowości. Ofertę odmian pszenicy ozimej poszerzają między innymi Lacerta, Bravia, Atlantyda, Biesiada oraz Ambientus.

Burrito i Sanmarino wzmacniają pozycję w segmencie pszenżyta ozimego, w którym od lat królują między innymi Tributo i Tiesto. Do jęczmion ozimych dołączą natomiast Integral oraz Collie. Warto także wspomnieć o nowym kierunku hodowlanym i nowości, jaką jest owies ozimy Eagle.

Odmiany wyhodowane przez Danko są dostosowane do lokalnych warunków siedliskowo-klimatycznych. Cechują się wysokim potencjałem plonowania, ale również dobrą zimotrwałością. Zachęcam rolników do wyboru polskich odmian

– podkreślił Dariusz Majchrzycki.

Pogoda- w środę wiatr do 120 km/h na Rozewiu

0
Pogoda 5 lipca
Pogoda 5 lipca

Ciepłe wody Bałtyku będą odpowiedzialne za wiatr chwilami o prędkości huraganu

Bardzo niespokojna pogoda przed nami. Na północy kraju wiatr może codziennie wyrządzać nowe szkody w drzewostanie a nawet i na budynkach gospodarczych. Kukurydza jako wysoka roślina też łatwo mieć nie będzie.

Najbliższej nocy wiatr uciszy się na południu, wschodzie i w centrum na kilka godzin. Powieje do 10-35 km/h.

Chmur ma być całkiem sporo i miejscami- ale to bardzo lokalnie popada deszcz do 1-4 mm. Największe szanse na opad są na zachodzie, północy i południu kraju.

Na termometrach od 10-12 stopni w Małopolsce i Podkarpaciu do 12-14 stopni nad resztą kraju.

Niedziela z szansą na niewielkie opady nawet w centrum kraju

Niedziela będzie pierwszym dniem od kilku tygodni gdy pojawi się 90% szansa na opady w samym środku Polski. Niestety tym razem opady mogą sięgnąć maksymalnie 0,1-6 mm czyli przy silnym wietrze będą znikome.

Praktycznie w całym kraju będą szanse na przelotne opady- na wschodzie kraju dopiero po południu i wieczorem. Między Gdańskiem, Toruniem, Płockiem, Warszawą, Siedlcami, Kurpiami może zagrzmieć i tam mogło by popadać lokalnie mocniej do 10-13 mm.

Wiatr silny w porywach do 65 km/h w zachodniej, północnej i środkowej Polsce a na wybrzeżu powieje do 80 km/h.

Niepokojąco wygląda pogoda w środę

W środę znajdziemy się już za frontem chłodnym. Wiatr zmieni kierunek na północno zachodni a na wybrzeżu wschodnim także północny. Porywy wiatru w głębi kraju mogą osiągać 70-75 km/h a na wybrzeżu środkowym i wschodnim nawet ponad 100-110 km/h. Na Żuławach pojawi się cofka a na Morzu silny sztorm.

Konkurs-Konkurs z okazji Jubileuszu 10–lecia Agro Profil

Radar opadów- https://radar-opadow.pl/?radartype=cappi

Pogoda 5 lipca

Potężny pożar przechowalni owoców w woj. Łódzkim

2
Alarmowy Łowicz
Alarmowy Łowicz
Alarmowy Łowicz

Poważny pożar wybuchł dziś 4 lipca po północy w miejscowości Lenartów w gminie Kocierzew Południowy w powiecie Łowickim w woj. łódzkim.

Pożar objął wielkopowierzchniową halę to przechowywania owoców. Z powodu intensywności pożaru widocznego na zdjęciu zagrożone okazały się być budynki mieszkalne położone w sąsiedztwie pożaru.

Pożar przeniósł się także na składowane w pobliżu skrzynio-palety i stanowił bezpośrednie zagrożenie dla budynków mieszkalnych, zboża i sadu. W pierwszej kolejności strażacy prowadzili działania broniąc domy przed pożarem ale wraz z dojazdem kolejnych zastępów sukcesywnie rozwijano kolejne linie gaśnicze. Pod wpływem wysokiej temperatury dach hali uległ zawaleniu. Do akcji gaśniczej wykorzystywano również podnośnik.

Duże zużycie wody spowodowało spadek ciśnienia sieci hydrantowej i konieczność dowożenia wody przez samochody bojowe z punktów tankowania w sąsiednich miejscowościach. Dla bezpieczeństwa strażaków odłączone zostało napięcie w sieci energetycznej. Dalej strażacy rozpoczęli prace rozbiórkowe metalowego poszycia budynku by dostać się do tlących się zarzewi.

Ratownicy pracowali w warunkach zadymienia wyposażeni w aparaty powietrzne. Na miejsce zadysponowano specjalistyczny samochód z zapasem dodatkowych butli z JRG2 Łódz, a także grupę operacyjną łódzkiego Komendanta Wojewódzkiego PSP.

Na miejscu pracuje ponad 20 jednostek straży pożarnej

Zdjęcia- Alarmowy Łowicz

Europejski talerz pod lupą, czyli pętla Zielonego Ładu kontra importowy luz

0

Europejski talerz pod lupą: Podczas gdy europejscy rolnicy rezygnują z kolejnych substancji aktywnych, a unijna machina regulacyjna zaciska pasa krajowej produkcji, granice UE przekraczają tysiące ton towarów niespełniających podstawowych norm bezpieczeństwa. Najnowszy raport Komisji Europejskiej na temat Sieci Alertów i Współpracy (ACN) to potężny sygnał ostrzegawczy. Wynika z niego jasno: unijny system kontroli bije na alarm, a najsłabszym ogniwem łańcucha okazuje się import z krajów trzecich.

Oficjalne dane Brukseli pokazują bezwzględną dynamikę – w całym łańcuchu rolno-spożywczym UE liczba powiadomień o nieprawidłowościach wzrosła w ubiegłym roku aż o 11%, osiągając rekordowy poziom 10 490 zgłoszeń. Sam system wczesnego ostrzegania RASFF zarejestrował ponad 5,3 tys. alertów. Co ciekawe, na celowniku kontrolerów najczęściej lądowały owoce i warzywa (aż 18% wszystkich incydentów). Ponad połowa z nich (59%) dotyczyła pozostałości niedozwolonych pestycydów.

Czytaj również:

Podwójne standardy w cieniu wielkiej polityki

Gdzie bije źródło problemu? Aż 78% zakwestionowanych partii owoców i warzyw pochodziło spoza Unii Europejskiej, a na czarnej liście tradycyjnie przodują Turcja oraz Egipt (importujemy truskawki). W zatrzymywanych transportach rutynowo wykrywany jest m.in. chlorpiryfos – insektycyd, który w UE został całkowicie zakazany już w 2020 roku.

Dane te otwierają niezwykle niewygodną dyskusję na temat unijnej polityki handlowej. Unia Europejska intensywnie forsuje kolejne liberalne porozumienia – od lat ważą się losy ratyfikacji umowy z krajami Mercosur, dopasowywane są mechanizmy głębokiego handlu z Ukrainą po jej przyszłej akcesji, a na horyzoncie pojawiają się kolejne otwarcia rynkowe. Z perspektywy Brukseli umowy handlowe to doskonałe narzędzie geopolityczne i szansa dla przemysłu motoryzacyjnego czy technologicznego. Dla europejskiego rolnictwa to jednak otwarcie wrót dla towarów produkowanych przy drastycznie niższych kosztach i standardach.

Głos rynku: Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z rażącą hipokryzją. Europejski rolnik, związany rygorami Zielonego Ładu, traci kolejne narzędzia do walki z agrofagami i jest rozliczany z każdego litra oprysku. W tym samym czasie unijne granice przekracza żywność produkowana przy użyciu chemii, za której posiadanie w UE grożą surowe kary.

Dobrostan na papierze i walka z przemytem

Nowy raport unijnej sieci ujawnia patologie nie tylko na rynku roślinnym. Po raz pierwszy pod lupę wzięto transport i dobrostan zwierząt w ramach dedykowanej sieci wymiany informacji. Wynik? Prawie tysiąc oficjalnych zgłoszeń, z czego 95% dotyczyło potężnych naruszeń podczas transportu drogowego – głównie przewożenia zwierząt w ekstremalnych temperaturach lub transportu osobników rannych i niezdolnych do jazdy.

Przeczytaj również:

Cyfrowa tarcza zamiast uszczelnienia granic?

W odpowiedzi na zalew nielegalnych i niebezpiecznych towarów, Komisja Europejska uruchomiła na początku 2026 roku nowe narzędzie technologiczne – TraceMap. System ten ma błyskawicznie łączyć rozproszone bazy danych i śledzić drogę podejrzanych partii produktów w czasie rzeczywistym, umożliwiając ich natychmiastowe wycofanie z rynku.

Choć cyfryzacja i lepsza identyfikowalność (traceability) to krok w dobrą stronę, nie rozwiążą one problemu u nasady. Dopóki unijna polityka celna i handlowa nie zacznie bezwzględnie egzekwować zasady wzajemności – czyli „chcesz sprzedawać na rynku UE, musisz produkować według unijnych zasad” – TraceMap będzie jedynie sprawnym termometrem, który co najwyżej precyzyjniej zmierzy stopień gorączki trawiącej europejski rynek.

Administracja Trumpa mocno luzuje dostęp do kontrowersyjnych pestycydów

0

Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) pod administracją Donalda Trumpa zatwierdziła pakiet nowych substancji czynnych oraz znacząco rozszerzyła rejestrację dotychczasowych preparatów. Decyzja ta wywołała falę oburzenia wśród niezależnych naukowców oraz organizacji ekologicznych. Alarmują oni, że nowe środki chemiczne stanowią realne zagrożenie dla ludzkiego zdrowia, stabilności ekosystemów oraz rynków konsumenckich na całym świecie, w tym w uprawach kluczowych zbóż, soi i rzepaku.

Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) oficjalnie zatwierdziła do użytku szereg nowych pestycydów, które – jak sugerują liczne badania toksykologiczne – mogą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia ludzi i środowiska. Wśród nich znalazły się zupełnie nowe substancje czynne: fluoksapiprolina, epyrifenacyl i trifludimoksazyna, a także zatwierdzono nowe, znacznie szersze zastosowania dla dobrze znanego w Europie chlorku chlormekwatu.

W każdym z tych przypadków agencja zdecydowała się odrzucić istotne obawy i zastrzeżenia zgłoszone przez niezależnych badaczy, instytuty medyczne oraz organizację Center for Food Safety (Centrum Bezpieczeństwa Żywności).

„Wczorajsze zatwierdzenia pestycydów sprawiły, że EPA administracji Trumpa po raz kolejny okazuje pogardę dla zdrowia Amerykanów i środowiska naturalnego” – komentuje sprawę Bill Freese, dyrektor naukowy w Centrum Bezpieczeństwa Żywności. „Wydział ds. pestycydów EPA najwyraźniej nie jest już w stanie uznać dowodów na to, że pestycydy powodują raka, nawet jeśli potwierdzają to badania prowadzone przez samych producentów tych substancji. I jak zwykle EPA odrzuca obciążające, niezależne badania naukowców niezwiązanych z przemysłem” – dodał.

Nowe substancje pod lupą: Podejrzenia o rakotwórczość

Wśród zatwierdzonych nowości szczególną uwagę zwracają dwa preparaty:

  • Fluoksapiprolina – to nowy systemiczny fungicyd, który został dopuszczony do stosowania do trzech razy w roku w uprawach wielu powszechnie produkowanych owoców i warzyw.
  • Epiryfenacyl – to herbicyd o działaniu wypalającym, przeznaczony do stosowania w wielkoobszarowych uprawach polowych, takich jak pszenica, kukurydza, soja oraz rzepak.

Przeczytaj również:

Badania laboratoryjne na gryzoniach wykazały, że oba te pestycydy wykazują działanie nowotworowe. Fluoksapiprolina powodowała raka macicy i guzy grasicy u samic szczurów, natomiast epyryfenacyl indukował guzy wątroby u samców myszy. Pomimo tych danych, EPA zdecydowała się sklasyfikować obie substancje jako „prawdopodobnie mało rakotwórcze dla ludzi”. Ponieważ są to związki zupełnie nowe, brakuje niezależnych analiz dotyczących ich realnego wpływu na rolników, pracowników rolnych oraz finalnych konsumentów.

Przedstawiciele organizacji konsumenckich porównują tę sytuację do wieloletnich sporów prawnych wokół glifosatu. Przypominają, że w 2022 roku sąd federalny w USA uchylił pozytywną ocenę glifosatu wydaną przez EPA właśnie z powodu wadliwego i niezgodnego z własnymi wytycznymi zaniżania ryzyka rakotwórczości.

Powrót trifludimoksazyny i zagrożenie dla ekosystemów wodnych

Kolejnym kontrowersyjnym krokiem jest ponowne otwarcie drzwi dla trifludimoksazyny, która ma być stosowana w uprawach owsa, pszenicy, a także jabłek, migdałów i pomarańczy. Wcześniejsze, wewnętrzne analizy samej agencji wykazały, że herbicyd ten „prawdopodobnie spowoduje poważne szkody” u wielu gatunków ryb zagrożonych wyginięciem, w tym u populacji łososia i pstrąga tęczowego.

W 2021 roku agencja została pozwana za zatwierdzenie tej substancji bez dokładnego zbadania znoszenia cieczy roboczej i spływów powierzchniowych do zbiorników wodnych. Pod naciskiem tamtego procesu koncern BASF zgodził się wycofać produkt ze sprzedaży w 2022 roku. Obecna decyzja agencji przywraca tę substancję do obiegu prawnego.

Najbardziej bezpośredni wpływ na globalny rynek upraw polowych może mieć jednak decyzja dotycząca chlorku chlormekwatu. Podczas gdy w Europie substancja ta (znana rolnikom szeroko jako antywylegacz CCC) od lat jest powszechnym standardem w technologii prowadzenia łanu, w USA podchodzono do niej wyjątkowo restrykcyjnie. Dotychczas wolno ją było stosować tam w bardzo ograniczonym zakresie, głównie w produkcji roślin ozdobnych i w szklarniach. Nowe wytyczne EPA otwierają drogę do masowego stosowania tego regulatora wzrostu bezpośrednio na amerykańskich polach pszenicy, owsa i innych zbóż.

Chlormekwat skraca i usztywnia źdźbła, zapobiegając wyleganiu zbóż. Jednak niezależne badania na zwierzętach wskazują, iż chlorek chlormekwatu drastycznie zaburza gospodarkę hormonalną i upośledza płodność. Dodatkowo, ocena środowiskowa wskazuje na wysokie ryzyko dla ssaków, ptaków i pszczół miodnych.

Ze względu na swoją wysoką trwałość, substancja ta jest już teraz jednym z najczęściej wykrywanych pozostałości pestycydów w żywności na terenie Europy. Co kluczowe, amerykańska agencja zatwierdziła wyjątkowo wysokie maksymalne limity pozostałości (MRL) dla tego zaburzacza hormonalnego. Wynoszą one 5 ppm (części na milion) dla pszenicy oraz astronomiczne 40 ppm dla owsa, co znacząco przewyższa dotychczasowe standardy międzynarodowe.

„Agencja EPA nigdy nie powinna była zatwierdzić tego zaburzającego gospodarkę hormonalną pestycydu, zwłaszcza że jego trwałość i potencjalne szerokie zastosowanie w uprawie pszenicy i innych powszechnie spożywanych zbóż będzie oznaczać powszechną ekspozycję całego społeczeństwa” – podsumowuje Bill Freese.

Decyzja amerykańskiego regulatora z pewnością wpłynie na globalną dyskusję dotyczącą pozostałości środków ochrony roślin w imporcie i eksporcie płodów rolnych między Ameryką Północną a Europą, gdzie normy bezpieczeństwa żywnościowego pozostają znacznie bardziej restrykcyjne.

Opracowanie: Redakcja Agroprofil / na podstawie materiałów Center for Food Safety.

Mały Ursus z mocniejszym silnikiem. C-335 do dziś budzi zainteresowanie

0
Ursus C335

Ursus C-335 to jeden z mniej licznych, ale bardzo cenionych modeli polskiej marki. Choć z wyglądu przypomina dobrze znanego Ursusa C-330, oferuje nieco większą moc silnika, dzięki czemu lepiej radzi sobie z cięższymi pracami polowymi. Dla wielu rolników był naturalnym krokiem pomiędzy lekkimi ciągnikami a większymi konstrukcjami.

Ile koni ma Ursus C-335?

Ursus C-335 dysponuje mocą 35 KM, generowaną przez dwucylindrowy silnik wysokoprężny S-312-C o pojemności 1960 cm³. Maksymalna moc osiągana jest przy 2200 obr./min, co sprawia, że ciągnik zapewnia lepszą wydajność niż popularny Ursus C-330 wyposażony w jednostkę o mocy 30 KM.

Dodatkowe 5 KM może wydawać się niewielką różnicą, jednak w praktyce przekłada się na sprawniejszą pracę z maszynami zawieszanymi oraz większą elastyczność podczas wykonywania codziennych obowiązków.

Jaki silnik zastosowano w Ursusie C-335?

Model otrzymał sprawdzony silnik S-312-C z bezpośrednim wtryskiem paliwa. To dwucylindrowa jednostka Diesla, która przez lata zyskała opinię trwałej i łatwej w naprawach.

Najważniejsze parametry silnika to:

  • moc 35 KM,
  • pojemność 1960 cm³,
  • dwa cylindry,
  • chłodzenie cieczą,
  • maksymalna moc osiągana przy 2200 obr./min.

Prosta konstrukcja sprawia, że wielu użytkowników do dziś samodzielnie wykonuje podstawowe naprawy i czynności serwisowe.

Czy 35 KM wystarcza do pracy w gospodarstwie?

Dla niewielkich i średnich gospodarstw taka moc nadal okazuje się w pełni wystarczająca. Ursus C-335 dobrze radzi sobie podczas koszenia, transportu, oprysków, pracy z rozsiewaczem nawozów czy lżejszych prac uprawowych.

Niewielkie gabaryty i stosunkowo mały promień skrętu sprawiają, że ciągnik jest wygodny podczas manewrowania na podwórzu oraz w budynkach gospodarskich. Jednocześnie silnik zapewnia wyższy zapas mocy niż model C-330, co doceniają użytkownicy korzystający z cięższych narzędzi.

Pozostałe dane techniczne Ursusa C-335

Poza mocniejszym silnikiem model oferuje parametry typowe dla konstrukcji tej serii.

Do najważniejszych należą:

  • skrzynia biegów 6 do przodu i 2 do tyłu,
  • napęd na tylną oś,
  • udźwig tylnego podnośnika wynoszący około 750 kg,
  • prędkość maksymalna około 23,4 km/h,
  • zbiornik paliwa o pojemności 35 litrów.

Takie wyposażenie pozwalało wykorzystywać ciągnik zarówno w gospodarstwach rolnych, jak i podczas prac komunalnych czy sadowniczych.

Dlaczego Ursus C-335 jest ceniony do dziś?

Pomimo upływu lat Ursus C-335 nadal cieszy się dużym zainteresowaniem na rynku wtórnym. Właściciele chwalą go przede wszystkim za prostą budowę, łatwy dostęp do części zamiennych oraz niskie koszty eksploatacji. Moc 35 KM stanowi udany kompromis pomiędzy oszczędnym spalaniem a możliwością wykonywania bardziej wymagających prac, dlatego wiele egzemplarzy wciąż pozostaje w codziennym użytkowaniu.