Super El Nino nadchodzi. Czy pogoda i giełdy zatrzęsą rolnictwem w sezonie 2026/2027?
El Nino w wersji SUPER staje się faktem, a amerykańscy meteorolodzy podnieśli alarm: prawdopodobieństwo uformowania się ekstremalnej fazy tego zjawiska w okresie od października do grudnia 2026 roku wynosi już 81%. Modele klimatyczne wskazują, że anomalie potrwają co najmniej do wiosny 2027 roku. Dla globalnego handlu rolnego to jasny sygnał – nadchodzi potężna huśtawka nastrojów. Czy czeka nas powtórka z pamiętnego, kryzysowego sezonu 2015/2016? I co najważniejsze: jak na tej pogodowej ruletce nie stracić płynności finansowej?
Korekta prognoz synoptyków z Narodowej Służby Pogodowej USA (NOAA) nie jest wróżeniem z fusów. Wynika z bezpośrednich pomiarów satelitarnych. W zaledwie miesiąc temperatura powierzchniowych wód w centralnej i wschodniej części równikowego Pacyfiku skoczyła z poziomu +1,2°C do +1,8°C. Jeśli ten trend się utrzyma i przekroczy barierę +2,0°C, oficjalnie wejdziemy w fazę tzw. Super El Nino – jednego z najsilniejszych od 1950 roku.
Dla rolnictwa kluczowa jest mapa globalnych zaburzeń, która rzadko działa linearnie. Zamiast globalnego tąpnięcia produkcji, otrzymamy układ sił pełen skrajności:
Strefa suszy (Australia, Indonezja, Indie): Prognozy dla australijskiego pasa upraw już teraz budzą niepokój, wskazując na ryzyko redukcji plonów pszenicy o 10–18%. Z kolei słaby monsun w Indiach to niemal pewne tąpnięcie w zbiorach ryżu i natychmiastowe restrykcje eksportowe.
Strefa nadmiaru (Brazylia, USA): Południowe stany Brazylii mogą utonąć w ulewach, co opóźni siewy soi i wywoła presję chorób grzybowych. Z kolei dla amerykańskiego Pasa Kukurydzy (Corn Belt) silne El Nino paradoksalnie oznacza optymalne temperatury i dobre uwodnienie. USA może więc w tym cyklu odegrać rolę globalnego bufora stabilizującego podaż.
Lekcja historii: Czego uczy nas globalne El Nino?
Aby zrozumieć, jak zachowają się giełdy MATIF czy CBoT w nadchodzących miesiącach, musimy cofnąć się do przełomowego sezonu 2015/2016. Tamten cykl przyniósł rynkom surowcowym bezcenną lekcję: strach przed pogodą niemal zawsze na starcie wygrywa z faktami, ale ostatecznie przegrywa z ilością ziarna w magazynach.
W 2015 roku spekulacyjny handel w Chicago podbił ceny kukurydzy i pszenicy o kilkadziesiąt centów na buszlu na długo przed tym, jak susza fizycznie dotknęła pierwsze plantacje. Kiedy jednak przyszedł czas zbiorów, okazało się, że ogromne globalne zapasy i potężna konkurencja na rynku skutecznie zamortyzowały lokalne straty. Efekt? Wiosną 2016 roku pszenica w Paryżu szorowała po dnie, kosztując zaledwie 150 euro za tonę.
W sezonie 2026/2027 mechanizm ten zadziałać może podobnie. Świat wchodzi w ten okres z potężnymi zapasami zbóż. Ta olbrzymia poduszka bezpieczeństwa oznacza jedno: trwałego, wieloletniego kryzysu niedoboru nie będzie, ale czeka nas festiwal gigantycznej, krótkoterminowej zmienności.
Logistyczne wąskie gardło
Oprócz samych plonów, Super El Nino uderzy w element, o którym wielu producentów zapomina – w logistykę. Ekstremalny brak opadów w Ameryce Środkowej drastycznie obniża poziom wód w Kanale Panamskim. Paraliż tej kluczowej arterii zmusza statki z ziarnem do opływania Ameryki Południowej. Wzrost kosztów frachtu morskiego automatycznie przekłada się na lokalne ceny w portach. Może się okazać, że ziarna na świecie będzie pod dostatkiem, ale jego dostarczenie do odbiorców stanie się rekordowo drogie.
Strategia dla gospodarstwa: Jak rozegrać ten sezon?
Nadchodzące kilkanaście miesięcy będzie premiowało wyłącznie chłodną kalkulację i dyscyplinę menedżerską.
W agrotechnice: Bitwa o każdą kroplę
Jeżeli połączenia atmosferyczne nad Atlantykiem przyniosą do Europy Środkowo-Wschodniej letnie blokady mas powietrza i afrykańskie upały, kluczem będzie gospodarka wodna.
Technologia: Maksymalne ograniczenie parowania poprzez uprawę bezorkową lub uproszczoną.
Genetyka: Dobór odmian mieszańcowych (szczególnie w kukurydzy i rzepaku) o potwierdzonej tolerancji na stres suszowy.
Żywienie: Precyzyjne, jesienne i wczesnowiosenne nawożenie potasem, który pełni rolę „zarządcy wody” w komórkach roślinnych.
W handlu: Łap zmienność, zapomnij o „szczycie”
Ponieważ rynki będą niezwykle wrażliwe na każdy komunikat amerykańskich synoptyków, fundusze inwestycyjne będą windować i zwalać ceny w rytm prognoz pogody. Strategia sprzedaży nie może opierać się na chciwości i czekaniu na mityczny „szczyt drożyzny”. Najskuteczniejszym narzędziem będzie sukcesywne budowanie średniej ceny sprzedaży poprzez zawieranie kontraktów terminowych (forward) w momentach, gdy giełdy będą rozgrzane medialnymi doniesieniami o suszy. Zabezpieczenie satysfakcjonującej marży na 30–40% planowanego zbioru w czasie rynkowej paniki to podstawa stabilności w dobie kaprysów, które przynosi ze sobą El Nino.
Sytuacja w połowie lipca: Na razie kontrakty na zboża i rzepak drożeją na giełdach z powodu obaw o dalsze ograniczenie, już wolniejszego, eksportu z Rosji i Ukrainy. Kraje te miały zrekompensować gorsze zbiory pszenicy i kukurydzy w UE i pszenicy w Stanach Zjednoczonych.
Potężna nawałnica, która w niedzielne popołudnie przetoczyła się przez powiat chełmski, pozostawiła za sobą ogromne zniszczenia. Bilans niedzielnego załamania pogody jest dramatyczny: spustoszone plantacje, zerwane dachy z budynków gospodarczych i mieszkalnych, zablokowane drogi oraz dziesiątki zalanych posesji. Najbardziej ucierpiała gmina Dorohusk, gdzie rolnicy liczą straty w zniszczonych przez grad uprawach. Służby ratunkowe interweniowały kilkadziesiąt razy, a to jeszcze nie koniec alertów pogodowych.
Pogodowy kataklizm w gminie Dorohusk. Gradobicie zniszczyło plony
Niedzielny front burzowy najsilniej uderzył w gminę Dorohusk. To stamtąd do stanowiska kierowania straży pożarnej napływały najbardziej niepokojące zgłoszenia. Nad regionem przeszła klasyczna superkomórka burzowa, której towarzyszył niszczycielski grad oraz huraganowe porywy wiatru.
Dla wielu lokalnych gospodarstw to prawdziwy dramat. Intensywne gradobicie uderzyło w uprawy w krytycznym dla nich momencie wegetacji, doszczętnie niszcząc rośliny na polach. Skala strat w rolnictwie będzie szacowana w najbliższych dniach, jednak pierwsze relacje plantatorów mówią o potężnych uszkodzeniach mechanicznych liści i łodyg.
Oprócz strat w produkcji roślinnej, nawałnica wyrządziła poważne szkody w infrastrukturze gospodarstw:
Uszkodzenia budynków mieszkalnych: Silny wiatr powalił dwa potężne drzewa bezpośrednio na dachy domów.
Zniszczone budynki gospodarcze: Wichura zerwała poszycie dachowe z budynku inwentarskiego.
Paraliż energetyczny: Powalone konary uszkodziły napowietrzne linie energetyczne, odcinając część rolników od dostaw prądu.
Dzięki szybkiej reakcji druhów z OSP i PSP udało się sprawnie udrożnić zablokowane drogi lokalne. Na szczęście, mimo groźnie wyglądających zdarzeń, nikt nie odniósł obrażeń.
Podtopienia w Chełmie. Strażacy w walce z żywiołem
Podczas gdy gmina Dorohusk walczyła ze skutkami wichury i gradu, sam Chełm zmagał się z nawalnym deszczem. Miejski system odprowadzania wód opadowych w kilka minut został całkowicie przeciążony.
Strażacy natychmiast ruszyli do akcji, pompując wodę z zalanych piwnic i najniższych kondygnacji budynków. Najtrudniejsza sytuacja panowała przy ulicach: Rejowieckiej, Malowane, Szymborskiej oraz dwukrotnie przy ulicy Wygon. Z kolei na ulicy Mikołaja Reja spiętrzona woda zagrażała bezpośrednio prywatnej posesji – tam niezbędne okazało się ułożenie zapory z worków z piaskiem, by ratować mienie mieszkańców.
Oficjalny komunikat prezydenta miasta. Czy infrastruktura zawiodła?
W związku z paraliżem komunikacyjnym i licznymi zalaniami, oficjalny komunikat w mediach społecznościowych wydał prezydent Chełma, Jakub Banaszek. Włodarz stanął w obronie miejskich służb komunalnych, tłumacząc, że winna jest wyłącznie skrajna anomalia pogodowa.
– Kilka miejsc w Chełmie zostało „chwilowo zalane” z powodu gwałtownego opadu. Studzienki są drożne, przechodziły proces czyszczenia. Niestety, ale miejski system nie jest w stanie przyjąć takich ilości opadów w tak krótkim czasie. Są również miejsca, które uległy podtopieniu jak wewnętrzne parkingi, które nie są własnością miasta. Nie mam jeszcze wiedzy, w jakim stanie jest ta infrastruktura. Spodziewamy się kolejnych intensywnych opadów, zapowiadane są burze. Jeśli będą Państwo świadkami podobnych sytuacji proszę o zgłoszenia na numery alarmowe – wyjaśniał prezydent Jakub Banaszek.
Alert dla gospodarstw: Nadchodzą kolejne nawałnice
Prognozy meteorologiczne dla województwa lubelskiego pozostają niepokojące. Służby ratunkowe apelują o zabezpieczenie maszyn rolniczych, ciągników oraz luźnych elementów na podwórkach gospodarstw. Synoptycy nie wykluczają powtórki gwałtownych zjawisk, w tym kolejnych opadów gradu, które mogą pogłębić i tak już ogromne straty w plonach.
Jak wygląda sytuacja na Waszych polach po przejściu frontu? Czy grad wyrządził szkody w Waszych uprawach?
Komisja Europejska oficjalnie zatwierdziła uruchomienie nadzwyczajnego pakietu wsparcia finansowego o łącznej wartości 540 milionów euro. Środki te mają na celu ratowanie płynności finansowej gospodarstw rolnych, które najdotkliwiej odczuły drastyczny wzrost kosztów produkcji – w szczególności ceny nawozów mineralnych oraz energii. Z tej gigantycznej puli do Polski trafi aż 66,633 miliona euro. To druga najwyższa alokacja w całej Unii Europejskiej, co stawia nasz kraj w roli jednego z kluczowych beneficjentów unijnej pomocy. Ostateczna skala wsparcia dla polskich producentów rolnych może być jednak znacznie większa i zależy teraz bezpośrednio od decyzji krajowych decydentów.
Decyzja KW ws. dopłat do nawozów i energii
Decyzja Komisji Europejskiej, która została oficjalnie zatwierdzona przez państwa członkowskie 17 lipca 2026 roku, to bezpośrednia odpowiedź na destabilizację rynków globalnych wywołaną kryzysem geopolitycznym na Bliskim Wschodzie. Nieprzewidywalność rynków surowcowych przełożyła się na gwałtowne skoki cen gazu ziemnego, komponentów energetycznych oraz gotowych produktów chemicznych. Dla rolników oznaczało to drastyczne pogorszenie bieżącej płynności finansowej.
Koszty środków produkcji rolnej, ze szczególnym uwzględnieniem strategicznego sektora, jakim jest nawożenie pszenicy, rzepaku czy uprawa kukurydzy, wzrosły do poziomów zagrażających ciągłości produkcyjnej wielu gospodarstw towarowych. Unijne wsparcie ma posłużyć jako bezpośrednia rekompensata strat ekonomicznych dla sektorów i produktów, które najbardziej ucierpiały w wyniku tego makroekonomicznego zawirowania.
„Państwa członkowskie wykorzystają przyznane kwoty na rekompensatę strat ekonomicznych poniesionych przez najbardziej poszkodowanych rolników w związku z wyższymi kosztami nawozów i energii w gospodarstwach rolnych, ze szczególnym uwzględnieniem sektorów i produktów najbardziej dotkniętych kryzysem” – poinformowała w oficjalnym komunikacie Komisja Europejska.
Polska w czołówce unijnego wsparcia. Jak wygląda podział środków?
Analizując podział unijnej koperty finansowej, Polska wyrosła na jednego z największych wygranych tych negocjacji. Wyższą kwotę wywalczyła jedynie Francja. Wyprzedziliśmy natomiast takie potęgi rolnicze jak Niemcy, Hiszpania czy Włochy. Pokazuje to ogromną skalę potrzeb polskiego sektora agro, ale również odzwierciedla wielkość naszej rodzimej produkcji na tle całej Wspólnoty.
Oto jak wygląda TOP 10 największych beneficjentów nadzwyczajnego pakietu pomocowego:
Francja – 107,117 mln euro
Polska – 66,633 mln euro
Niemcy – 60,263 mln euro
Hiszpania – 50,174 mln euro
Włochy – 45,599 mln euro
Rumunia – 29,978 mln euro
Grecja – 20,796 mln euro
Węgry – 16,685 mln euro
Irlandia – 15,382 mln euro
Niderlandy – 14,895 mln euro
Rządowy mechanizm 200%. Czy pula pomocy wzrośnie do blisko 200 mln euro?
Kluczowym elementem unijnego mechanizmu pomocowego jest zapis dający rządom narodowym zielone światło na drastyczne zwiększenie budżetu operacyjnego. Zgodnie z wytycznymi Brukseli, państwa członkowskie mogą uzupełnić wsparcie unijne aż do 200% przy użyciu środków pochodzących z budżetu krajowego. W praktyce oznacza to, że polski rząd ma prawną możliwość dołożenia do unijnej puli podwójnej kwoty bazowej.
Jeśli Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi zdecydowałoby się na maksymalne wykorzystanie tego limitu, całkowity budżet przeznaczony na dopłaty do nawozów i energii dla polskich rolników mógłby wzrosnąć z 66,6 mln euro do blisko 200 mln euro! Na ten moment nasza redakcja wystosowała oficjalne zapytanie do resortu rolnictwa w sprawie planów dotyczących dokapitalizowania tej pomocy ze środków krajowych. Czekamy na odpowiedź, która zdeterminuje ostateczny kształt i kryteria naboru wniosków.
Kiedy pieniądze trafią na konta rolników? Kluczowe terminy i cele pomocy
Komisja Europejska doskonale zdaje sobie sprawę z presji czasu, pod jaką działają producenci rolni. Pieniądze są potrzebne natychmiast, aby ustabilizować rynek przed kolejnymi wyzwaniami agrotechnicznymi. Bruksela wyznaczyła sztywny, ostateczny termin rozliczenia tego programu pomocowego – państwa członkowskie muszą rozdysponować wszystkie przyznane fundusze do 28 lutego 2027 roku.
Głównym celem strategicznym tego zastrzyku gotówki jest umożliwienie rolnikom optymalnego przygotowania się do nadchodzącego sezonu siewów oraz płynne utrzymanie ciągłości produkcji aż do zbiorów w 2027 roku. W obliczu dynamicznych zmian strukturalnych, jakie niesie za sobą wspólna polityka rolna i prognozowane zmiany w dopłatach po 2027 roku (gdzie duże gospodarstwa mogą otrzymać mniej), sprawne zabezpieczenie bazy surowcowej gospodarstw staje się priorytetem narodowym.
Przyznanie Polsce drugiej największej koperty finansowej w UE to bez wątpienia sukces negocjacyjny i realna szansa na zażegnanie kryzysu płynnościowego w wielu polskich gospodarstwach. Piłeczka jest teraz po stronie polskiego rządu – to od wysokości krajowej dopłaty zależy, jak głęboki oddech złapią producenci rolni przed kolejnym sezonem siewnym.
Polska wieś kryje w sobie niezwykłe dziedzictwo, którego fundamentem przez dekady była dynamicznie rozwijająca się mechanizacja rolnictwa. Dla jednych to wspomnienie ciężkiej, ale satysfakcjonującej pracy, dla innych – fascynująca pasja inżynieryjna. Już 27 września 2026 roku nadarzy się wyjątkowa okazja, aby odbyć sentymentalną podróż w czasie. Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie zaprasza na „Retro SHOW. Jesień w domu i zagrodzie”.
To jedyne w muzealnym kalendarzu, jednodniowe wydarzenie plenerowe, które w całości zostało dedykowane historii techniki rolniczej. Co czeka na odwiedzających w tę wyjątkową niedzielę?
Parada zabytkowych ciągników – żywa historia rolnictwa w akcji
Centralnym i najbardziej wyczekiwanym punktem programu będzie widowiskowa, ogólnopolska parada zabytkowych ciągników i maszyn rolniczych. Na szreniawskich polach i alejach zaprezentują się maszyny, które przez dziesięciolecia kształtowały oblicze polskiego i europejskiego rolnictwa. Zobaczymy w ruchu legendarne marki, takie jak:
Ursus – duma polskiego przemysłu ciągnikowego,
Lanz Bulldog – niezrównane konstrukcje z charakterystycznym, jednocylindrowym silnikiem,
Bizon – kombajny, które zrewolucjonizowały polskie żniwa.
Co istotne dla pasjonatów techniki, wydarzenie nie ograniczy się jedynie do statycznej wystawy. Po zakończeniu parady zaplanowano dynamiczne pokazy pracy maszyn rolniczych. Specjaliści oraz kolekcjonerzy z całego kraju zaprezentują możliwości tych unikatowych pojazdów, a całości towarzyszyć będzie merytoryczny komentarz ekspertów na żywo. To doskonała okazja, by usłyszeć charakterystyczny klang dawnych silników i zobaczyć, jak radzą sobie w warunkach polowych.
50 lat Ursusa C-360: Wyjątkowa wystawa „Pięćdziesiątka Sześćdziesiątki”
Dla wielu polskich gospodarzy ten model to absolutny kult i symbol mechanizacji wsi. W tym roku mija dokładnie pół wieku od momentu, gdy ta kultowa maszyna zjechała z taśmy montażowej.
Ważny punkt harmonogramu: O godzinie 12:00 w odrestaurowanej oborze Z-4 odbędzie się oficjalne otwarcie wystawy czasowej „Pięćdziesiątka Sześćdziesiątki” – 50 lat od rozpoczęcia produkcji Ursusa C-360.
Ekspozycja ta w szczegółowy sposób upamiętni ten techniczny symbol polskiego rolnictwa, przybliżając jego historię, modyfikacje oraz wpływ na rozwój gospodarstw indywidualnych w Polsce.
Ożywiony folwark: Tradycyjne rzemiosło i dawne prace polowe
„Retro SHOW” w Szreniawie to także unikalna szansa na zobaczenie, jak wyglądało codzienne życie i praca na dawnej wsi. Na terenie muzealnego folwarku ożyją zapomniane rzemiosła. W programie przewidziano m.in.:
Pokazy kunsztu kowalskiego w tradycyjnej kuźni,
Pokazy strzyży owiec oraz widowiskowe zaprzęganie koni,
Uruchomienie zabytkowej młocarni „Warmianka”.
Wydarzenie ma charakter wysoce interaktywny. Odwiedzający nie będą jedynie biernymi widzami – organizatorzy przygotowali specjalne stanowiska, na których będzie można samodzielnie młócić, czyścić oraz mleć ziarno metodami naszych dziadków.
Atrakcje dla rodzin i kulinarna podróż w czasie
Jesień w domu i zagrodzie to idealna propozycja na aktywny weekend dla wielopokoleniowych rodzin, kolekcjonerów oraz pasjonatów motoryzacji. Najmłodsi uczestnicy będą mogli wziąć udział w tematycznych warsztatach edukacyjnych i plastycznych oraz w pełnej emocji rodzinnej grze terenowej.
Czas umili bogaty program sceniczny oraz liczne konkursy z nagrodami. Z kolei w strefie gastronomicznej zapachnie tradycją – zaplanowano tam pokazy wypieku wiejskiego chleba, smażenia jesiennych powideł oraz degustację prawdziwej, aromatycznej kawy zbożowej. Całość dopełnią stoiska twórców ludowych, u których będzie można nabyć unikalne rękodzieło.
Dlaczego warto odwiedzić Szreniawę 27 września?
„Retro SHOW. Jesień w domu i zagrodzie” to obowiązkowa pozycja w kalendarzu każdego, komu bliskie jest rolnictwo – zarówno to nowoczesne, jak i historyczne. To doskonała okazja do spotkań międzypokoleniowych, wymiany doświadczeń między kolekcjonerami oraz pokazania dzieciom, jak trudna, a zarazem piękna była praca na roli w czasach przed erą komputerów i GPS-u.
Ruszył pierwszy w tym sezonie wegetacyjnym monitoring satelitarny upraw zgłoszonych do płatności bezpośrednich na rok 2026. System wczesnego ostrzegania ARiMR działa bezlitośnie i już wyłapał tysiące rozbieżności między deklaracjami w papierach a tym, co faktycznie rośnie na polach.
Jeśli myślisz, że w Twoim wniosku wszystko jest w porządku, możesz się gorzko rozczarować. Jeden rzut oka na mapę w aplikacji może zadecydować o tym, czy Twoje konto zasilą należne fundusze, czy czekają Cię drastyczne kary.
Masz żółtą lub czerwoną działkę? System wykrył błąd!
Satelity nie kłamią, ale czasem się mylą – i to Ty musisz to udowodnić. Pierwsze analizy wykazały, że część deklaracji rolników nie pokrywa się ze stanem faktycznym. Co to oznacza w praktyce? System mógł błędnie rozpoznać gatunek Twojej uprawy lub stwierdzić, że na polu rośnie coś zupełnie innego, niż zgłosiłeś.
Jak to sprawdzić?
Zaloguj się jak najszybciej do aplikacji eWniosekPlus.
Przejdź do zakładki z mapą.
Sprawdź kolory swoich działek.
Uwaga! Jeśli Twoja działka świeci się na żółto lub czerwono, system zakwalifikował ją jako potencjalną nieprawidłowość. Brak reakcji z Twojej strony to niemal pewne odrzucenie wniosku o płatności bezpośrednie lub ekoschematy!
Zdjęcia geotagowane, a dopłaty 2026
Jeżeli algorytm satelitarny zakwestionował Twoją uprawę (np. uprawę kukurydzy czy nawożenie pszenicy pod konkretny ekoschemat), musisz działać natychmiast. Jedynym sposobem na uratowanie sytuacji i oczyszczenie się z zarzutów systemu jest przesłanie dowodów.
Musisz wykonać i wysłać przez aplikację od 2 do 5 zdjęć geotagowanych. Fotografie muszą być precyzyjne i dokumentować:
Ogólny widok pola i łanu (widoczna łodyga),
Cechy szczególne rośliny (kłosy, łuszczyny, strąki, kwiatostany lub owoce),
W późniejszym etapie – rżysko.
Pamiętaj, że czyste i niepodważalne zdjęcia geotagowane to dla ARiMR zielone światło do szybszego zakończenia kontroli administracyjnej. Dzięki temu Twoje dopłaty bezpośrednie 2026 zostaną naliczone znacznie wcześniej!
Zegar tyka. Ostateczny termin mija 15 września!
Ignorowanie ostrzeżeń w eWniosekPlus to najprostsza droga do utraty dotacji. Nieprzesłanie dokumentacji fotograficznej zablokuje zakwalifikowanie uprawy do wybranej grupy płatności.
Czasu na potwierdzenie stanu faktycznego na polu lub wprowadzenie niezbędnych zmian w deklaracji jest niewiele. Ostateczny termin mija 15 września 2026 roku. Po tej dacie klamka zapadnie, a system zamknie możliwość korekty.
Sprawdź instrukcję i uratuj swoje dopłaty!
Nie wiesz, jak odczytać wyniki monitoringu lub jak poprawnie przesłać zdjęcia? Pełną procedurę krok po kroku znajdziesz w oficjalnych dokumentach Agencji. Sprawdź: https://www.gov.pl/web/arimr/instrukcja-wypelniania-wniosku-w-ewniosekplus
Trwające żniwa przyniosły spore zaskoczenie i ożywienie na krajowym rynku rolnym. Choć masowy zbiór ziarna tradycyjnie wiąże się z drastycznymi obniżkami w punktach handlowych, ceny zbóż w żniwa 2026 wykazują silną odporność na presję podażową. Dynamiczne zwyżki w portach, dochodzące do 45–70 zł na tonie, bezpośrednio przełożyły się na stabilizację i wzrosty stawek w głębi kraju.
Głównym motorem tych zmian są czynniki globalne oraz obawy o wolumen światowej produkcji. Anomalie pogodowe oraz najnowszy raport USDA potwierdziły, że prognozowany spadek globalnych zbiorów w sezonie 2026/2027 wyniesie około 2,1%. Mniejsze prognozy zbiorów zbóż w Europie i na świecie skutecznie zrównoważyły bieżący napływ ziarna z pól.
Po ile pszenica i rzepak? Aktualne ceny zbóż w skupie
W połowie lipca stawki oferowane polskim producentom przez ubojnie i punkty skupu ukształtowały się na następujących poziomach:
Pszenica konsumpcyjna: 750 – 840 zł/t
Pszenica paszowa: 730 – 810 zł/t
Rzepak (nowe zbiory 2026): średnia cena oscyluje wokół 2280 zł/t, lokalnie przebijając barierę 2300 zł/t.
Wysoka podaż zbóż paszowych z ubiegłego sezonu chroni obecnie sektor hodowlany (m.in. producentów drobiu czy trzody chlewnej) przed skokowym wzrostem kosztów pasz. Jednak eksperci rynkowi prognozują, że to nie koniec drożejącego ziarna.
Według szacunków IERiGŻ trend wzrostowy na rynku rolnym może utrzymać się przez kolejne miesiące. Analitycy przewidują, że zmagazynowany w trakcie obecnych żniw towar zyska na wartości pod koniec roku. Z kolei na przełomie I i II kwartału 2027 roku cena pszenicy konsumpcyjnej na rynku krajowym ma realną szansę osiągnąć pułap rzędu 840–890 zł za tonę. Rolnicy stoją więc przed trudnym dylematem: sprzedawać ziarno prosto z pola na pokrycie bieżących kosztów, czy zatrzymać je w silosach w oczekiwaniu na lepsze marże.
ORLEN i Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu rozpoczynają badania nad lnianką siewną. Celem projektu jest rozwój krajowej produkcji biopaliw i nowych możliwości dla polskiego rolnictwa.
Charakterystyczny owoc lnianki siewnej, łuszczynka, jest wrażliwa na osypywanie się. Fot. B. Ryńska
ORLEN rozwija krajową produkcję biopaliw
ORLEN rozpoczął współpracę z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu przy projekcie opracowania optymalnych warunków uprawy lnianki siewnej (Camelina sativa) na potrzeby produkcji biopaliw. Inicjatywa ma wspierać rozwój krajowego łańcucha dostaw surowców dla paliw alternatywnych, zwiększyć potencjał polskiego rolnictwa oraz wpisuje się w strategię koncernu dotyczącą transformacji energetycznej i ograniczania emisji w transporcie.
Rozwój sektora biopaliw zaawansowanych to naturalny kierunek dla ORLEN, który pozwala łączyć kompetencje przemysłu paliwowego z potencjałem polskiego rolnictwa. Współpraca z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu oraz rolnikami jest ważnym elementem budowy krajowej bazy surowcowej dla paliw alternatywnych i wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego Polski
– mówi Grzegorz Jóźwiak, Dyrektor Wykonawczy ds. Biopaliw i Wodoru w ORLEN.
Program „Międzyplony dla Biopaliw” łączy rolników i przemysł
Projekt realizowany jest w ramach programu ORLEN „Międzyplony dla Biopaliw”, którego celem jest integracja rolników, przemysłu oraz partnerów technologicznych przy rozwoju krajowych surowców do produkcji biopaliw, szczególnie drugiej generacji.
Wspólnie z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu prowadzone będą badania nad opracowaniem optymalnych warunków uprawy lokalnych surowców, przede wszystkim lnianki siewnej. Wyniki pozwolą ocenić możliwości szerszego wykorzystania tej rośliny do produkcji paliw transportowych i lotniczych z wykorzystaniem własnych technologii ORLEN, w tym nowo uruchomionej instalacji HVO w Płocku.
Naukowcy sprawdzą potencjał lnianki siewnej
– Współpraca z ORLEN pokazuje, jak istotną rolę mogą dziś odgrywać uczelnie przyrodnicze w tworzeniu innowacyjnych rozwiązań dla gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego kraju. Dzięki zapleczu badawczemu oraz wieloletniemu doświadczeniu w zakresie agronomii, upraw roślin oleistych oraz oceny potencjału gleb marginalnych możemy prowadzić badania, które mają realne znaczenie dla rozwoju gospodarczego Polski
– mówi prof. UPP dr hab. Zuzanna Sawinskaz Katedry Agronomii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Czy lnianka siewna może być alternatywą dla rzepaku?
Lnianka siewna jest uznawana za jedną z najbardziej perspektywicznych roślin oleistych wykorzystywanych w produkcji biopaliw. W porównaniu z rzepakiem wykazuje większą odporność na niekorzystne warunki glebowe i klimatyczne, co nabiera szczególnego znaczenia w obliczu coraz częściej występujących okresów suszy.
Dodatkowym atutem jest możliwość jej uprawy na glebach słabszych klas, które nie nadają się do intensywnej produkcji większości roślin rolniczych.
Lnianka pozwala wykorzystać grunty marginalne
Uprawa lnianki siewnej umożliwia zagospodarowanie gruntów marginalnych i zdegradowanych oraz zwiększenie wykorzystania międzyplonów bez konkurowania z produkcją żywności. Dzięki temu roślina może stać się ważnym elementem rozwoju krajowej produkcji biopaliw, jednocześnie otwierając nowe możliwości dla polskich gospodarstw rolnych.
Rolnictwo precyzyjne coraz częściej trafia nie tylko do nowych ciągników, ale także do maszyn, które od lat pracują w gospodarstwach. Dobrym przykładem jest John Deere 6930, na którym przetestowaliśmy system CHCNAV NX612 od firmy Navi Polska.
Celem naszych testów było sprawdzenie, czy rozbudowana nawigacja rolnicza może realnie odmienić możliwości starszego ciągnika. Zestaw nie ograniczał się do prowadzenia po linii AB.
W konfiguracji znalazły się:
automatyczne prowadzenie,
wiązka ISOBUS,
aktywacja automatycznych nawrotów
oraz kamera cofania.
Sprzęt udostępniła firma Navi Polska. System sprawdzaliśmy również podczas pracy z maszynami. CHCNAV NX612 współpracował m.in. z Horsch Pronto 3 przy uprawie pod siew kukurydzy, a także z opryskiwaczem Amazone UX 5200. Dzięki temu mogliśmy ocenić go w realnych warunkach gospodarstwa.
Navi Polska – sprzęt i wdrożenie
W przypadku nawigacji rolniczych ważna jest nie tylko specyfikacja terminala, ale także to, kto taki system montuje, konfiguruje i wspiera użytkownika w sezonie. Przy opryskach, siewie czy nawożeniu nie ma czasu na przestoje, dlatego zaplecze techniczne ma praktyczne znaczenie.
Navi Polska jest polskim dostawcą rozwiązań CHCNAV. Firma oferuje systemy automatycznego prowadzenia, anteny GNSS, RTK, ISOBUS oraz technologie wspierające precyzyjną pracę maszyn. Ważne jest też to, że nie ogranicza się wyłącznie do sprzedaży sprzętu, ale zapewnia także montaż, kalibrację i pomoc przy pierwszych ustawieniach.
12,1-calowy terminal CHCNAV NX612 łączy funkcje prowadzenia, obsługi ISOBUS i zarządzania maszyną, stając się centralnym elementem pracy całego zestawu. Fot. J. Netter
Montaż nawigacji do ciągnika – jak wygląda w praktyce?
Jedną z pierwszych rzeczy, które zwróciły uwagę, był montaż. W naszym John Deere 6930 instalacja systemu zajęła około trzech godzin. To ważne dla użytkowników starszych ciągników, którzy obawiają się, że dołożenie automatycznego prowadzenia będzie oznaczało ogromną ingerencję w maszynę.
W tym przypadku montaż przebiegł sprawnie i bez dużej przebudowy ciągnika. W testowanej konfiguracji nie było też konieczności montowania klasycznego czujnika kąta skrętu kół. To duży plus, ponieważ zewnętrzne czujniki przy kołach bywają narażone na zabrudzenia, uszkodzenia i zrywanie przewodów.
Nowoczesny terminal do nawigacji i obsługi maszyny
Sercem systemu CHCNAV NX612 jest 12,1-calowy terminal pracujący na systemie Android. Ekran jest czytelny, a obsługa intuicyjna. Nie jest to tylko wyświetlacz do jazdy po prostej, ale centrum pracy całego zestawu.
Operator ma dostęp do:
prowadzenia,
ustawień przejazdu,
automatycznych nawrotów,
kamery cofania,
obsługi maszyny przez ISOBUS,
przeglądarki internetowej czy serwisów streamingowych.
Dzięki temu w kabinie wiele funkcji można obsługiwać z jednego miejsca.
ISOBUS i nawigacja do ciągnika w jednym terminalu
Najmocniejszą stroną testowanej konfiguracji była obsługa ISOBUS. To właśnie ona sprawia, że NX612 przestaje być tylko nawigacją, a staje się uniwersalnym terminalem roboczym. Po podłączeniu maszyny ekran można podzielić na dwie części. Na jednej operator widzi prowadzenie, a na drugiej interfejs podłączonej maszyny.
W praktyce oznacza to dużą oszczędność. Rolnik nie musi do każdej maszyny kupować osobnego terminala, jeśli może obsłużyć ją z poziomu komputera nawigacji. Dotyczy to np. siewników, rozsiewaczy, opryskiwaczy czy innych maszyn pracujących w standardzie ISOBUS.
Podczas testu z opryskiwaczem Amazone UX 5200 łączyliśmy się z maszyną przez ISOBUS z poziomu terminala CHCNAV. Możliwe było także wykorzystanie zewnętrznego joysticka Amazone. Wiązka ISOBUS była przystosowana do podłączenia takich akcesoriów, więc operator nie traci wygody obsługi znanej z oryginalnych rozwiązań producenta maszyny.
Przyłącze ISOBUS pozwala obsługiwać funkcje maszyny bezpośrednio z poziomu terminala nawigacji, ograniczając liczbę dodatkowych monitorów w kabinie ciągnika. Fot. J. Netter
Kontrola sekcji i zmienne dawkowanie
Praca przez ISOBUS daje możliwość korzystania z bardziej zaawansowanych funkcji, takich jak kontrola sekcji czy zmienne dawkowanie. W zależności od wyposażenia maszyny można sterować dawką, wysiewem lub sekcjami bez dokładania kolejnego terminala w kabinie.
To ważne szczególnie przy siewie, nawożeniu i oprysku. Kontrola sekcji ogranicza nakładki na klinach, uwrociach i nieregularnych fragmentach pola. Zmienny wysiew lub zmienne dawkowanie pozwalają lepiej dopasować pracę maszyny do map aplikacyjnych i warunków na polu.
Przy takim połączeniu nie trzeba montować dodatkowej anteny na dachu od producenta maszyny. Sygnał pozycjonowania może być pobierany z anteny CHCNAV, która pracuje już na potrzeby prowadzenia ciągnika. To upraszcza zestaw i zmniejsza koszty doposażenia.
Starszy ciągnik w rolnictwie 4.0
Test na John Deere 6930 pokazuje, że rolnictwo precyzyjne nie musi zaczynać się od zakupu nowego ciągnika. W wielu gospodarstwach pracują maszyny kilku- lub kilkunastoletnie, które mechanicznie są w dobrej kondycji. Ich ograniczeniem nie jest silnik, skrzynia czy hydraulika, ale brak nowoczesnej elektroniki.
CHCNAV NX612 pozwala to ograniczenie przełamać. Starszy ciągnik zyskuje automatyczne prowadzenie, dokładność RTK, obsługę ISOBUS, kamerę cofania i automatyczne nawroty. To funkcje, które podnoszą komfort pracy i pozwalają lepiej wykorzystać posiadane maszyny.
Automatyczne nawroty
W testowanym zestawie aktywne były także automatyczne nawroty. Przy długim dniu w polu operator wykonuje dziesiątki, a czasem setki nawrotów. Każdy wymaga skupienia i ustawienia ciągnika do kolejnego przejazdu.
Automatyczne nawroty zmniejszają zmęczenie operatora i poprawiają powtarzalność pracy. Ciągnik wykonuje manewr płynnie, a kierowca może bardziej skupić się na kontroli maszyny.
Jak dokładność RTK wpływa na koszty?
CHCNAV NX612 może pracować z dokładnością RTK do około 2,5 cm. W praktyce oznacza to równiejsze przejazdy, mniejsze nakładki i lepsze wykorzystanie szerokości roboczej maszyny.
Mniej nakładek to mniejsze zużycie paliwa, czasu i środków ochrony roślin. Przy nawożeniu oznacza to oszczędność nawozu, przy oprysku cieczy roboczej, a przy uprawie ograniczenie zbędnych przejazdów.
Czy warto zamontować nawigację do ciągnika?
Test CHCNAV NX612 w John Deere 6930 pokazał, że starszy ciągnik może zyskać zupełnie nowe możliwości. System nie jest tylko nawigacją do jazdy po prostej. W rozbudowanej konfiguracji staje się terminalem roboczym, centrum obsługi maszyny i narzędziem do precyzyjnej pracy w polu. Największe zalety to:
szybki montaż,
brak konieczności stosowania klasycznego czujnika kąta skrętu,
czytelny ekran,
obsługa ISOBUS,
podział ekranu,
automatyczne nawroty,
kamera cofania.
Możliwość obsługi ISOBUS, podłączenia zewnętrznego joysticka, korzystania z kontroli sekcji, zmiennego dawkowania oraz sygnału z anteny CHCNAV sprawia, że cały zestaw jest bardziej uporządkowany i tańszy w rozbudowie. CHCNAV NX612 dobrze pasuje do gospodarstw wchodzących w rolnictwo precyzyjne bez wymiany maszyn.
Czy można odbudować cztery nierentowne gospodarstwa państwowe i stworzyć z nich jedno z największych przedsiębiorstw rolnych na Białorusi? Polscy inwestorzy udowodnili, że jest to możliwe. Ich historia to jednak nie tylko opowieść o tysiącach hektarów, nowoczesnych maszynach i wielomilionowych inwestycjach. To przede wszystkim historia ludzi, trudnych decyzji i konsekwentnie realizowanej wizji rozwoju. Jak wyglądało przejęcie gospodarstw i dlaczego Bartłomiej Ordanik uznał, że właśnie na Białorusi znalazł potencjał przypominający Polskę sprzed dwóch dekad?
Od państwowych gospodarstw do prywatnego giganta. Historia niezwykłej inwestycji
Jeszcze kilka lat temu były to zadłużone gospodarstwa państwowe, które od lat zmagały się z problemami finansowymi i organizacyjnymi. Część pól pozostawała odłogiem, produkcja mleka należała do najmniej wydajnych w regionie, a pracownicy przez lata funkcjonowali w realiach charakterystycznych dla państwowych przedsiębiorstw. Dziś te same gospodarstwa tworzą jeden z największych prywatnych organizmów rolniczych na Białorusi. Łącznie gospodarują na ponad 26 tys. hektarów, utrzymują około 3300 krów mlecznych i zatrudniają kilkaset osób. Za tą przemianą stoją Polacy, którzy kilka lat temu postanowili zaryzykować i rozpocząć działalność za naszą wschodnią granicą.
Dla wielu osób taka decyzja może wydawać się zaskakująca. Białoruś kojarzy się przede wszystkim z zamkniętym państwem, napiętą sytuacją polityczną i gospodarką silnie kontrolowaną przez państwo. Tymczasem Bartłomiej Ordanik zobaczył tam coś zupełnie innego – potencjał, którego w Polsce zaczynało już brakować. Nie chodziło wyłącznie o dostępność ziemi czy niższe koszty produkcji. Dostrzegł możliwość budowy dużego gospodarstwa praktycznie od podstaw, wykorzystując doświadczenia zdobyte przez lata prowadzenia działalności w Polsce.
Historia ta nie jest jednak opowieścią o łatwym sukcesie. Wręcz przeciwnie. To kilka lat intensywnej pracy, odbudowy zrujnowanych gospodarstw, kompletowania parku maszynowego, poprawy jakości stad i przede wszystkim zmiany sposobu myślenia ludzi, którzy przez dziesięciolecia pracowali w państwowych przedsiębiorstwach. Jak zgodnie podkreślają właściciele, właśnie ten ostatni element okazał się najtrudniejszy.
Dlaczego polski rolnik zdecydował się zainwestować na Białorusi?
Choć dziś Bartłomiej Ordanik zarządza wraz ze wspólnikami gospodarstwami liczącymi ponad 26 tys. hektarów, jego historia zaczęła się znacznie wcześniej i wcale nie wskazywała na to, że zwiąże swoją przyszłość z rolnictwem poza granicami Polski. Jak sam przyznaje, rolnictwo od zawsze było obecne w jego rodzinie. Gospodarował już pradziadek, później ojciec, jednak on sam początkowo nie planował kontynuowania tej drogi:
Na początku miałem do rolnictwa bardzo daleko i zarzekałem się, że nie będę tego nigdy robił. Spróbowałem innego kawałka chleba, ale nie smakowało mi nic innego poza rolnictwem, dlatego też zacząłem to robić.
Pierwsze doświadczenia zdobywał w Wielkopolsce, gdzie prowadził gospodarstwo na stosunkowo niewielkim areale. Szybko jednak przekonał się, że dalszy rozwój nie będzie łatwy. Wielkopolska od lat należy do regionów o najwyższych cenach gruntów rolnych, a możliwość zakupu większych areałów jest bardzo ograniczona.
Kolejnym etapem była przeprowadzka w okolice Białogardu. Tam udało się przejąć gospodarstwo znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej. Dzięki kilkuletniej pracy i konsekwentnym inwestycjom przedsiębiorstwo odzyskało rentowność. Naturalnym krokiem wydawał się dalszy rozwój.
W praktyce okazało się jednak, że znalezienie kolejnych dużych areałów w Polsce jest coraz trudniejsze. Jednocześnie zbliżał się moment zakończenia jednej z kluczowych umów dzierżawy. Dla przedsiębiorcy oznaczało to konieczność myślenia o przyszłości z odpowiednim wyprzedzeniem. Jak sam przyznaje, był to moment, w którym zaczął analizować możliwości poza granicami kraju:
Kiedy moje gospodarstwo było już na tyle silne, że mogło przejmować kolejne gospodarstwa, ziemia w Polsce była po prostu bardzo droga. Żałowałem, że kilkanaście lat wcześniej nie zdecydowałem się na większy rozwój, kiedy ceny były zupełnie inne. Tego nie da się już cofnąć, ale można zmienić miejsce prowadzenia działalności.
Pierwszym kierunkiem był Kazachstan. Ogromne areały gruntów, ekstensywna produkcja i duży potencjał rozwoju wydawały się idealnym miejscem do prowadzenia nowoczesnego gospodarstwa wielkoobszarowego. Ostatecznie jednak plan pokrzyżowały dwa czynniki.
Pierwszym była pandemia COVID-19, która praktycznie odcięła możliwość regularnych podróży. Drugim – przepisy dotyczące własności ziemi. Grunty mogli przejmować wyłącznie obywatele Kazachstanu, a proponowane rozwiązania własnościowe nie odpowiadały polskiemu przedsiębiorcy:
Zawsze działałem transparentnie. Nie interesowały mnie żadne niejasne układy czy rozwiązania „pod stołem”. W Kazachstanie pojawiały się propozycje, które nie były dla mnie do zaakceptowania. Szukałem miejsca, gdzie wszystko można jasno uregulować w umowie.
To właśnie wtedy jego uwagę zwróciła Białoruś. Jak wspomina, dostrzegł tam sytuację przypominającą Polskę z początku XXI wieku – okres, gdy duże gospodarstwa dopiero przechodziły proces modernizacji, a możliwości rozwoju były znacznie większe niż obecnie:
Zobaczyłem tam dokładnie takie same możliwości, jakie były w Polsce na początku lat dwutysięcznych. Pomyślałem, że skoro nie mogę cofnąć się w czasie, mogę przenieść się w przestrzeni.
Przejęli cztery gospodarstwa. Dziś mają ponad 26 tys. hektarów
Decyzja o wejściu na białoruski rynek była dopiero początkiem całego przedsięwzięcia. Znacznie trudniejsze okazało się znalezienie odpowiednich gospodarstw oraz ich późniejsze przywrócenie do normalnego funkcjonowania.
Na Białorusi funkcjonuje mechanizm prywatyzacji nierentownych gospodarstw państwowych. Do sprzedaży trafiają przede wszystkim przedsiębiorstwa, które przez kilka kolejnych lat notują ujemne wyniki finansowe i nie są w stanie samodzielnie wyjść z kryzysu. To właśnie spośród takich gospodarstw polscy inwestorzy wybrali pierwsze obiekty do przejęcia. Ostatecznie udało się przejąć cztery gospodarstwa.
Łącznie obejmowały one ponad 23 tys. hektarów gruntów ornych. W kolejnych latach areał zwiększył się do około 26 tys. hektarów, a produkcja zwierzęca objęła stado liczące ponad 3300 krów mlecznych. Skala przedsięwzięcia była ogromna, jednak równie duże były problemy pozostawione przez poprzednich zarządzających.
Z zewnątrz mogło się wydawać, że inwestorzy przejmują gotowe przedsiębiorstwa z budynkami, sprzętem i pracownikami. W rzeczywistości wiele elementów wymagało budowy niemal od podstaw.
Maciej Pietrzak, który od początku odpowiadał za organizację produkcji, wspomina, że pierwsze miesiące były nieustanną walką z brakami:
Łatwiej powiedzieć, co było, niż czego nie było. Byli ludzie, było troszeczkę techniki, były krowy i budynki. Natomiast realnie użytkowanych było około trzech tysięcy hektarów z ponad dziesięciu tysięcy. Trzeba było przywrócić ziemię do produkcji, znaleźć paszę, odbudować stado i zorganizować praktycznie cały park maszynowy.
Jednym z największych problemów okazał się całkowity brak zapasów pasz. Jak wspomina, sytuacja była na tyle trudna, że pierwsze tygodnie działalności polegały na zbieraniu wszystkiego, co udało się znaleźć na polach. W utrzymaniu produkcji mleka pomogły zapasy kiszonki znajdujące się w kolejnym przejmowanym gospodarstwie. Młodsze zwierzęta wypędzono na pastwiska, a równolegle rozpoczęto intensywne zasiewy kukurydzy i lucerny, które miały zabezpieczyć kolejne sezony żywieniowe.
Równocześnie trwała wymiana sprzętu. Większość maszyn pozostałych po państwowych gospodarstwach nie nadawała się do prowadzenia nowoczesnej produkcji na tak dużą skalę. Dlatego stopniowo sprowadzano nowe lub używane maszyny z Polski i innych krajów, budując park maszynowy odpowiadający potrzebom wielkoobszarowego gospodarstwa.
To jednak był dopiero początek zmian. Właściciele bardzo szybko przekonali się, że największe wyzwanie nie stoi na polach ani w warsztatach, lecz… w sposobie myślenia ludzi. Właśnie temu poświęcona będzie kolejna część historii.
Dlaczego zmiana mentalności okazała się największym wyzwaniem?
Choć odbudowa gospodarstw wymagała ogromnych nakładów finansowych, zakupu nowego sprzętu i przywrócenia tysięcy hektarów do produkcji, właściciele zgodnie przyznają, że to nie kwestie techniczne okazały się największym problemem. Znacznie trudniejsze było zmienienie sposobu myślenia ludzi, którzy przez całe zawodowe życie pracowali w państwowych gospodarstwach.
Przez lata funkcjonowali w systemie, w którym odpowiedzialność za wyniki produkcyjne była rozproszona, a indywidualna inicjatywa nie zawsze spotykała się z uznaniem. W takich warunkach trudno było oczekiwać przedsiębiorczego podejścia czy szukania nowych rozwiązań. Tymczasem polscy inwestorzy chcieli stworzyć nowoczesne przedsiębiorstwo rolne, w którym każdy pracownik rozumie, że jakość wykonywanej pracy przekłada się na wyniki całego gospodarstwa.
Bartłomiej Ordanik podkreśla, że od samego początku zależało mu na budowaniu zespołu, a nie jedynie na zarządzaniu ludźmi:
Najtrudniejsze było przekonać pracowników, że mogą pracować tak, jakby to było ich własne gospodarstwo. Chcieliśmy pokazać, że za dobrą pracę będzie odpowiednie wynagrodzenie, ale jednocześnie każdy musi czuć odpowiedzialność za to, co robi
Zmiana nie nastąpiła z dnia na dzień. Wielu pracowników z rezerwą podchodziło do nowych zasad organizacji pracy. Niektórzy nie wierzyli, że przedsiębiorstwo prywatne będzie funkcjonowało inaczej niż wcześniejsze państwowe gospodarstwa. Potrzeba było czasu, aby przekonać ich, że nowe podejście przynosi wymierne efekty – zarówno dla firmy, jak i dla samych zatrudnionych.
Jak wygląda zarządzanie gospodarstwem o powierzchni 26 tys. hektarów?
Jedną z pierwszych zmian było odejście od tradycyjnego modelu zarządzania, w którym dyrektor odpowiada wyłącznie za kwestie administracyjne. W gospodarstwach prowadzonych przez polskich inwestorów kadra zarządzająca regularnie pojawia się w polu, uczestniczy w pracach gospodarskich i pozostaje w stałym kontakcie z pracownikami.
Jak podkreśla Bartłomiej Ordanik, trudno wymagać zaangażowania od innych, jeśli samemu nie daje się odpowiedniego przykładu:
Pokazaliśmy ludziom, że dyrektor to nie jest osoba siedząca za biurkiem. Jeśli trzeba, wsiada do ciągnika, pomaga przy załadunku czy pojawia się w oborze. Tylko wtedy można budować wzajemny szacunek i zaufanie.
Takie podejście stopniowo zaczęło zmieniać atmosferę pracy. Pracownicy zobaczyli, że nowe kierownictwo nie ogranicza się do wydawania poleceń, lecz samo angażuje się w codzienne obowiązki. To z kolei ułatwiło wdrażanie kolejnych zmian organizacyjnych i technologicznych.
Polskie doświadczenie i białoruscy pracownicy. Jak zbudowano zespół?
Rozwój gospodarstw od początku opierał się na połączeniu doświadczenia polskich specjalistów z wiedzą lokalnych pracowników.
Nie zdecydowano się na całkowitą wymianę kadry. Wręcz przeciwnie – większość zatrudnionych pozostała w gospodarstwach, ponieważ doskonale znała lokalne warunki glebowe, klimat oraz specyfikę regionu. Zadaniem nowych właścicieli było wykorzystanie tej wiedzy i uzupełnienie jej nowoczesnymi rozwiązaniami stosowanymi w polskim rolnictwie.
Do współpracy zaproszono specjalistów odpowiedzialnych za produkcję roślinną, żywienie bydła, organizację pracy oraz mechanizację. Ich rolą nie było jedynie nadzorowanie produkcji, ale również szkolenie pracowników i stopniowe wdrażanie nowych standardów. Jak podkreślają właściciele, w pierwszych latach wiele czasu poświęcano rozmowom i tłumaczeniu powodów wprowadzanych zmian. Nie chodziło o narzucenie nowych zasad, lecz o pokazanie, że określone rozwiązania pozwalają pracować sprawniej i osiągać lepsze wyniki.
Każdy sezon przynosił kolejne inwestycje
Przejęcie gospodarstw było dopiero początkiem wieloletniego procesu modernizacji. Równolegle prowadzono inwestycje w park maszynowy, remontowano budynki inwentarskie, poprawiano organizację magazynów oraz stopniowo przywracano kolejne pola do intensywnej produkcji.
Szczególną uwagę poświęcono gospodarce paszowej. W pierwszych miesiącach działalności priorytetem było zabezpieczenie żywienia dla stad bydła. Dopiero później możliwe stało się planowanie nowych zasiewów i wdrażanie bardziej zaawansowanych technologii produkcji. Zmiany obejmowały praktycznie każdy element funkcjonowania przedsiębiorstwa – od organizacji pracy mechaników i operatorów maszyn, przez logistykę transportu, aż po zarządzanie produkcją zwierzęcą. Był to proces wymagający ogromnej cierpliwości.
Jak podkreślają właściciele, nie da się odbudować przedsiębiorstwa tej wielkości w ciągu jednego sezonu. Potrzebne są lata konsekwentnych działań, systematycznych inwestycji i ciągłego doskonalenia organizacji pracy.
Gospodarstwo funkcjonuje jak dobrze zorganizowane przedsiębiorstwo
Przy areale przekraczającym 26 tys. hektarów nie ma miejsca na przypadek. Każda decyzja dotycząca siewu, nawożenia czy zbiorów musi być dokładnie zaplanowana, ponieważ nawet niewielkie opóźnienia mogą oznaczać straty liczone w setkach tysięcy złotych. Dlatego właściciele postawili na szczegółowe planowanie prac polowych i maksymalne wykorzystanie dostępnego sprzętu.
Maszyny pracują w systemie zmianowym, a w okresach największego natężenia prac polowych wykorzystuje się praktycznie każdą godzinę sprzyjającej pogody. Pozwala to wykonać zabiegi agrotechniczne w optymalnych terminach, co ma bezpośredni wpływ na wysokość plonów.
Jednocześnie duży nacisk położono na ograniczanie niepotrzebnych kosztów. W gospodarstwie analizuje się zużycie paliwa, efektywność maszyn oraz organizację transportu między poszczególnymi oddziałami. Przy tak dużej skali działalności nawet niewielkie oszczędności przekładają się na znaczące kwoty w skali całego roku.
Pierwsze efekty pojawiły się już po kilku latach
Odbudowa gospodarstw nie była projektem, którego efekty można było ocenić po jednym sezonie. Zarówno produkcja roślinna, jak i zwierzęca wymagają czasu, konsekwencji oraz cierpliwości. Właściciele od początku zdawali sobie sprawę, że pierwsze lata będą okresem intensywnych inwestycji, a realnych rezultatów należy spodziewać się dopiero w dalszej perspektywie. Dziś, po kilku latach funkcjonowania przedsiębiorstwa, liczby pokazują skalę wykonanej pracy.
Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów jest produkcja mleka. W przejętych gospodarstwach średnia wydajność krów była bardzo niska i znacząco odbiegała od wyników osiąganych w nowoczesnych gospodarstwach mlecznych. Poprawa żywienia, modernizacja obór, uporządkowanie rozrodu oraz wdrożenie nowych zasad zarządzania stadem sprawiły, że wydajność systematycznie rosła z roku na rok. Jak podkreślają właściciele, dziś wiele stad osiąga wyniki, które jeszcze kilka lat wcześniej wydawały się nierealne.
Podobną przemianę przeszła produkcja roślinna. Przywrócenie do użytkowania kolejnych pól pozwoliło nie tylko zwiększyć powierzchnię upraw, ale również poprawić ich strukturę. W pierwszych sezonach priorytetem było zapewnienie paszy dla bydła i odbudowanie potencjału gospodarstw. Dopiero później rozpoczęto rozwój bardziej dochodowych kierunków produkcji.
Jednym z nich stał się rzepak. Jeszcze na początku działalności uprawiano go na stosunkowo niewielkim areale, a uzyskiwane plony nie należały do satysfakcjonujących. Wraz z poprawą jakości stanowisk, lepszą organizacją pracy oraz wdrożeniem nowoczesnej technologii uprawy powierzchnia rzepaku systematycznie rosła. Dziś zajmuje on kilka tysięcy hektarów i stanowi jedną z najważniejszych upraw w całym przedsiębiorstwie.
Rozwój wciąż trwa
Choć gospodarstwo już dziś należy do największych prywatnych przedsiębiorstw rolnych na Białorusi, właściciele podkreślają, że nie traktują obecnego stanu jako zakończenia inwestycji. Każdy kolejny sezon przynosi nowe cele.
Modernizowane są budynki inwentarskie, sukcesywnie wymieniany jest park maszynowy, rozwijana jest infrastruktura magazynowa, a kolejne pola poddawane są zabiegom poprawiającym ich produktywność. Równocześnie trwa doskonalenie organizacji pracy oraz wdrażanie rozwiązań, które pozwalają jeszcze efektywniej wykorzystywać potencjał gospodarstwa. Jak podkreśla Bartłomiej Ordanik, w rolnictwie nigdy nie można powiedzieć, że wszystko zostało już zrobione.
Zmieniają się technologie, oczekiwania rynku, warunki pogodowe oraz koszty produkcji. Dlatego przedsiębiorstwo musi rozwijać się nieustannie, jeśli chce utrzymać konkurencyjność. W planach jest również dalszy rozwój produkcji zwierzęcej. Docelowo liczba krów mlecznych ma znacząco wzrosnąć, co będzie wymagało kolejnych inwestycji zarówno w infrastrukturę, jak i zaplecze paszowe.
„Rolnictwo jest prostsze, niż się wydaje”
Zapytany o najważniejszą zasadę, którą kieruje się podczas prowadzenia gospodarstwa, Bartłomiej Ordanik wraca do słów swojego ojca. To właśnie one – jak przyznaje – do dziś stanowią fundament wszystkich podejmowanych decyzji:
Mój ojciec zawsze powtarzał, że w rolnictwie trzeba zrobić trzy rzeczy: zrobić na czas, zrobić dobrze i zrobić tanio. Jeśli uda się połączyć te trzy elementy, wszystko zaczyna się układać. Staram się kierować tą zasadą każdego dnia.
Choć brzmi to niezwykle prosto, właściciel gospodarstwa podkreśla, że właśnie konsekwencja w realizacji tych założeń jest najtrudniejsza. Szczególnie w przedsiębiorstwie, które obejmuje kilkadziesiąt tysięcy hektarów i zatrudnia setki osób.
W nocy od południowego Mazowsza po Łódzkie, Kujawy i Kaszuby wichury
Według prognoz w nocy mocno ma wiać w wąskim pasie Polski- na całym wybrzeżu wichura z północy. W rejonie Helu i Krynicy Morskiej powieje do 90 km/h. Na Kaszubach powieje z północnego zachodu w porywach do 65 km/h. Na Kujawach, Ziemi Łódzkiej i południu Mazowsza a nad ranem na północy i w centrum Lubelskiego powieje do 55 km/h z zachodu.
Nad resztą kraju wiatr umiarkowany do 10-30 km/h.
Opady
Deszcz w nocy popada w wielu miejscach wzdłuż wybrzeża środkowego i wschodniego po całe Pomorze Gdańskie oraz woj. Kujawsko- Pomorskie, Łódzkie, Mazowieckie, Warmińsko-Mazurskie, Podlaskie i Lubelskie. Miejscami spadnie do 10-12 mm deszczu ale znajdą się i takie miejsca, gdzie nie spadnie ani jedna kropla deszczu. Na zachodzie, południu i środkowym zachodzie w nocy sucho z umiarkowanym zachmurzeniem.
Temperatura
Noc i poranek będzie rześki. Zanotujemy od 10 stopni na południu i zachodzie do 12-14 w rejonie z chmurami i opadami.
21 lipca wystąpi cofka na Żuławach i wybrzeżu
Już w nocy silny wiatr zacznie spychać wodę morską w stronę Żuław ale dopiero w ciągu dnia odczujemy zjawisko cofki zarówno na rzekach i plażach wybrzeża środkowego ale także na Żuławach i Zalewie Wiślanym. Północny wiatr osiągnie tutaj 70-95 km/h. Bardzo mocno powieje bo do 70-75 km/h także na Warmii i Mazurach, północy Mazowsza a wieczorem na Podlasiu.
Nad resztą kraju powieje od 40-50 km/h na zachodzie i południu Polski do 60 km/h w centrum kraju.
Większość dnia na zachodzie i południu kraju będzie sucho i słonecznie. Dopiero po południu lokalnie coś pokropi bądź lekko popada do 1-2 mm. Przeważnie —na 90% obszaru będzie tam sucho.
Od Kaszub po Kujawy, Łódzkie, Lubelskie pojawi się trochę przelotnych opadów deszczu do 5-8 mm ale nie będzie ich zbyt wiele — popada na około 40-55% obszaru. Znacznie więcej opadów będzie od Żuław po Warmię, Mazury, Podlasie, Mazowsze- zwłaszcza wschodnie, północne i środkowe oraz na północy Lubelskiego — tu popada na 90-100% obszaru w ilości od 1 do 15 mm.
Globalna produkcja zbóż w sezonie 2026/27:Kolejne fale afrykańskich upałów przetaczające się przez Europę drastycznie zweryfikowały tegoroczne prognozy zbiorów. Z najnowszego, lipcowego raportu Międzynarodowej Rady Zbożowej (IGC) płynie jasny sygnał: globalna produkcja zbóż w sezonie 2026/27 skurczy się mocniej, niż zakładano jeszcze miesiąc temu. Choć światowe spichlerze wchodzą w nowy sezon z wysokim zaopatrzeniem, rosnący popyt i topniejące zapasy końcowe zaczynają wyraźnie napinać rynkowy bilans.
Upały w Europie redukują globalny wynik
Eksperci IGC obniżyli prognozę globalnych zbiorów zbóż ogółem o kolejne 5 milionów ton w ujęciu miesiąc do miesiąca. Obecny szacunek pokazuje, że globalna produkcja zbóż wyniesie 2422 mln ton, co oznacza, że tegoroczne zbiory będą aż o 69 milionów ton niższe od ubiegłorocznego, rekordowego wyniku.
Głównym winowajcą są anomalie pogodowe w Unii Europejskiej, które uderzyły przede wszystkim w potencjał plonowania kukurydzy oraz pszenicy. Mniejsze będą również światowe zbiory żyta, owsa i sorgo.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że światowe zużycie wcale nie zwalnia. Konsumpcja ma osiągnąć nowy historyczny szczyt na poziomie 2447 mln ton. W efekcie, mimo wyższych zapasów początkowych na poziomie 636 mln ton, globalne zapasy końcowe zbóż drastycznie się skurczą – spadną o 26 milionów ton rok do roku, zatrzymując się na poziomie 610 mln ton. Co szczególnie istotne dla rynków, u głównych światowych eksporterów zapasy te skurczą się aż o 10% (do 148 mln ton).
Bilans na światowym rynku zbóż – TABELA
Raport pod lupą: Kukurydza mocno w dół, stabilna pszenica
Analiza zmian z miesiąca na miesiąc (m/m) wyraźnie pokazuje, które pozycje IGC ścięło najmocniej w porównaniu do szacunków z 25 czerwca:
Kukurydza głównym motorem spadków: To ten surowiec odpowiada za większość lipcowej przeceny. Globalną produkcję kukurydzy ścięto o 4 miliony ton (do 1306 mln ton), co automatycznie przełożyło się na spadek zapasów u kluczowych eksporterów o 4 mln ton (do poziomu 69 mln ton).
Pszenica pod presją popytu: W przypadku samej pszenicy prognoza zbiorów utrzymała się na poziomie 821 mln ton. Jednak rosnąca konsumpcja (wzrost o 1 mln ton m/m) zmusiła analityków do uszczuplenia zapasów końcowych u kluczowych globalnych eksporterów o kolejne 2 miliony ton (do poziomu 61 mln ton).
Niespodziewany skok w handlu: Mimo mniejszej produkcji, prognoza globalnego handlu zbóż ogółem wzrosła m/m o 5 mln ton (do 450 mln ton). Zmiana ta wynika niemal w całości z większego zapotrzebowania na import kukurydzy.
Ceny ropy naftowej podgrzewają giełdy towarowe
Efekt kurczącego się bilansu natychmiast przełożył się na parkiety giełdowe. Globalny indeks cen zbóż i nasion oleistych (IGC GOI) wystrzelił w ujęciu miesięcznym o 7%, osiągając najwyższe pułapy od dwóch lat. Największą dynamikę odnotowano na rynku pszenicy, gdzie subindeks cenowy wzrósł aż o 9%.
Impuls wzrostowy na rynku rolnym to jednak nie tylko zasługa pogody. Potężne wsparcie dla cen zbóż płynie bezpośrednio z rynku energii. Dynamiczne podwyżki cen ropy naftowej na światowych giełdach, napędzane napiętą sytuacją geopolityczną wokół kluczowych szlaków bliskowschodnich, automatycznie podnoszą koszty transportu morskiego oraz surowców przeznaczanych do produkcji biopaliw.
W tym samym czasie na rynku oleistych spodziewany jest co prawda rekordowy globalny zbiór soi (wzrost o 10 mln ton rok do roku), jednak gigantyczny popyt sprawi, że zapasy tego surowca również skurczą się drugi rok z rzędu.
Co to oznacza dla rynku?
Przed nami tygodnie podwyższonej zmienności. Wrażliwość rynku na każdy kolejny alert pogodowy, silna aktywność funduszy inwestycyjnych oraz bezpośrednie powiązanie cen ziarna z kursem ropy naftowej tworzą scenariusz, w którym o stabilizacji na giełdach MATIF czy CBoT możemy na razie zapomnieć. Dla producentów i przetwórców to jasny sygnał, że decyzje handlowe w tym sezonie będą wymagały wyjątkowo chłodnej kalkulacji i stałego monitorowania globalnych fundamentów.
Ceny paliw:Koszty nadchodzących żniw i wakacyjnych wyjazdów rosną w zastraszającym tempie. Choć w środku tygodnia na chwilę zapadł spokój, piątkowe zamknięcie światowych giełd (17 lipca) przyniosło brutalne uderzenie. Rynek paliw reaguje na dwie toczące się jednocześnie wojny, które drastycznie ograniczają globalne dostawy ropy i gotowych paliw. Ta fala niepokoju natychmiast przełożyła się na krajowe cenniki hurtowe Orlenu w sobotę (18 lipca). Jakby tego było mało, Premier w najnowszym wywiadzie bardzo sceptycznie ocenił szanse na powrót rządowego wsparcia, co definitywnie gasi nadzieje kierowców na nową tarczę osłonową.
Dlaczego na rynkach znów zrobiło się tak nerwowo? Wszystko sprowadza się do drastycznego spadku podaży, za który odpowiadają dwa konflikty zbrojne:
Obustronna blokada Cieśniny Ormuz: Sytuacja na tym kluczowym szlaku transportowym stała się krytyczna. Z jednej strony Iran blokuje ruch statków, z drugiej – USA realizują zapowiedzi Donalda Trumpa o nałożeniu 20-procentowego cła i wojskowej blokadzie tankowców płynących do oraz z Iranu. Ten obustronny klincz odcina świat od regionu, przez który przepływa aż jedna piąta globalnej ropy.
Wojna w Europie Wschodniej i paraliż rafinerii: Sytuację na europejskim rynku diesla mocno pogarsza fakt, że Rosja całkowicie wstrzymała eksport tego paliwa. Ograniczyła też wysyłkę samej ropy, co jest bezpośrednim skutkiem systematycznych i skutecznych ataków dronowych na rosyjskie rafinerie i tankowce. Te uderzenia mocno ograniczyły możliwości przerobowe i transportowe Rosji, odcinając świat od ważnych dostaw.
Giełdy: Mocne wzrosty ropy i diesla
Piątkowa sesja na rynkach finansowych przyniosła kilkunastoprocentowe skoki cen. Co gorsza, osłabł polski złoty, przez co import paliw staje się dla nas jeszcze droższy:
Diesel ARA (paliwo gotowe w Europie): Kosztuje najwięcej od połowy maja. Od wybuchu konfliktu pod koniec lutego europejski diesel podrożał już o 56%.
Ropa Brent: W piątek podskoczyła o +4,59% (+3,87 USD) i zamknęła się na poziomie 88,10 USD za baryłkę. W ciągu tygodnia surowiec podrożał aż o ponad 15%.
Ropa WTI: Zdrożała o +4,48% (+3,54 USD) w piątek do 82,49 USD za baryłkę.
Kurs USD/PLN: Dolar podrożał o +0,28% i kosztuje na zamknięciu 3,7946 zł.
Sobotni hurt w Orlenie: Ceny idą ostro w górę
Krajowy rynek błyskawicznie zareagował na to, co wydarzyło się na świecie. Najnowsza, sobotnia (18 lipca) tabela hurtowa Orlenu przyniosła kolejne duże podwyżki:
Olej Napędowy (Ekodiesel): Zdrożał dziś o kolejne 84 zł/m³ i kosztuje już 6 295 zł/m³.
To już 18. podwyżka z rzędu w serii wzrostów, która trwa nieprzerwanie od 24 czerwca (wtedy ON kosztował jeszcze 5 358 zł/m³).
W zaledwie cztery dni (od wtorku) hurtowa cena diesla netto skoczyła o 383 zł/m³, co daje aż 47 groszy podwyżki na litrze na stacji (po doliczeniu VAT-u).
Od końca lutego czyste paliwo z podatkiem i VAT-em w samej rafinerii podrożało o 1,49 zł na litrze.
Benzyna Pb95 (Eurosuper): Poszła w sobotę w górę o 36 zł/m³ do poziomu 5 818 zł/m³.
W porównaniu do wtorku (14 lipca) benzyna w hurcie zdrożała o 318 zł/m³ (+39 groszy na litrze brutto).
Od końca lutego cena netto Pb95 wzrosła o 1 352 zł/m³ (+1,66 zł na litrze brutto).
Stacje paliw podnoszą ceny. Tanie tankowanie się skończyło
Powrót pełnej, 23-procentowej stawki VAT po wygaśnięciu tarczy z początkiem lipca, w połączeniu z obecnymi podwyżkami w hurcie, to fatalna wiadomość przed samymi żniwami.
Niskie ceny na stacjach odchodzą w przeszłość. Jeśli przeliczymy sobotni hurt Orlenu na litry, okazuje się, że sam teoretyczny koszt zakupu paliwa w rafinerii wynosi obecnie aż 7,74 zł/l brutto dla diesla oraz 7,16 zł/l brutto dla benzyny Pb95. A przecież stacje muszą do tego doliczyć koszty transportu i swoją marżę. Na szczęście stacje standardowo otrzymują od Orlenu upusty od oficjalnego cennika hurtowego.
Sytuację dobrze pokazuje zachowanie stacji przymarketowych, które mają najniższe marże (często bazują na upuście) i najszybciej reagują na zmiany. Przykładowo, stacja Auchan w Lublinie już w sobotę podniosła cenę diesla do 7,38 zł/l, a Pb95 do 7,08 zł/l (Pb98 skoczyła do 7,95 zł/l). Po piątkowych wzrostach na giełdach i sobotniej podwyżce w Orlenie te stawki są już nieaktualne, a stacje przymarketowe prawdopodobnie dopłacają do interesu. Na tradycyjnych, sieciowych stacjach ceny paliw lada moment zbliżą się do przedziału 7,70–7,90 zł za litr.
Rolnicy zostają sami z drożyzną
Szanse na jakąkolwiek pomoc ze strony państwa właśnie przepadły. Premier w najnowszym wywiadzie jasno dał do zrozumienia, że rząd nie planuje powrotu do programów wsparcia ani obniżania podatków paliwowych. Oznacza to, że przed zbliżającymi się żniwami producenci rolni zostają sami z drastycznie wyższymi kosztami utrzymania gospodarstw.
Małe pocieszenie z giełdy MATIF: Na osłodę drogiego paliwa, piątkowa sesja przyniosła przynajmniej wzrosty cen zbóż i oleistych. Rzepak na giełdzie w Paryżu zdrożał o +1,54% do 544,00 EUR/t, a pszenica konsumpcyjna podskoczyła o +2,29% do poziomu 234,75 EUR/t.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.