8 czerwca 2025 r. | godz. 12:00–17:00 | Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie
Co znajdziesz w artykule?
Zielone Świątki to wyjątkowy czas – święto zakorzenione w dawnych tradycjach ludowych, związane z pożegnaniem wiosny i powitaniem lata. W kulturze agrarnej to także uroczystość pasterzy i rolników, którym towarzyszyły radosne parady umajonych zwierząt, zabawy na pastwiskach oraz wspólne biesiadowanie. W tradycji chrześcijańskiej obchodzone jako Zesłanie Ducha Świętego – przypadające 50 dni po Wielkanocy – Zielone Świątki były także czasem procesji po polach i wieczornych zabaw wiejskich.
Muzeum zaprasza do wspólnego świętowania tego wyjątkowego dnia! W programie festynu – przygotowanym z myślą o całych rodzinach – czeka moc atrakcji łączących tradycję z dobrą zabawą.
W tym roku wydarzeniu towarzyszyć będzie finał „Dźwięków Dziedzictwa: Festiwalu Dud i Tradycji w Wielkopolsce”, organizowanego przez Wielkopolską Bibliotekę Publiczną i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu we współpracy z Muzeum. Goście będą mogli posłuchać koncertów kapel dudziarskich, a także zobaczyć finałowy konkurs dudziarzy. Na scenie pojawią się m.in. Zespół Folklorystyczny „Wielkopolanie”, Zespół Pieśni i Tańca „Kębłowo”, Zespół Tańca Ludowego „Swojacy”, Zespół Tańca Ludowego „Głogowianie” oraz Zespół Pieśni i Tańca „Łaniki” z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Artyści nie tylko wystąpią na scenie, ale również poprowadzą warsztaty taneczne i wspólne zabawy z publicznością.
Nie zabraknie także atrakcji nawiązujących do pasterskiego charakteru Zielonych Świątek. Odbędzie się parada umajonych wołów i zaprzęgów zwierzęcych, pokaz strzyżenia owiec, a także prezentacja pracy kowala. Specjalne muzealne stanowisko poświęcone pasterstwu w Tatrach umożliwi zapoznanie się z tradycjami góralskimi i degustację serów owczych.
Dla najmłodszych przygotowano liczne warsztaty rękodzielnicze – malowanie bawełnianych toreb, nauka haftu, zajęcia garncarskie i florystyczne z pleceniem wianków.
Jak co roku, niezapomnianych wrażeń dostarczy pokaz zabytkowej sikawki konnej w wykonaniu grupy rekonstrukcyjnej z Ochotniczej Straży Pożarnej w Żabnie i Śremie.
Zwiedzający będą mieli również okazję obejrzeć muzealne ekspozycje – zarówno stałe, jak i czasowe. Warto zwrócić szczególną uwagę na wystawę „Podróże wycinanek” (pawilon I), prezentującą najciekawsze przykłady sztuki ludowej z różnych regionów Polski oraz wycinanki inspirowane tradycją w nowoczesnym wydaniu. To także ostatnia szansa, by zobaczyć wystawę „Zderzenia” (spichlerz) – przegląd twórczości członków Wielkopolskiego Związku Artystów Plastyków.
To będzie dzień pełen kultury, muzyki, tradycji i radości – zapraszamy serdecznie wszystkich miłośników folkloru, rodziny z dziećmi i wszystkich tych, którzy pragną spędzić czerwcowe popołudnie w wyjątkowej atmosferze!
Impreza biletowana. Bilety można zakupić na miejscu lub online.
01.06.2025 Warszawa Wieczor wyborczy Karola Nawrockiego - druga tura wyborow prezydenckich fot. Marysia Zawada/REPORTER
N/z: Karol Nawrocki, Marta Nawrocka
Na stronie Państwowej Komisji Wyborczej są już widoczne wyniki z 100 procent obwodów głosowania. Wczoraj o godzinie 21 poznaliśmy wyniki exit poll. Wskazywały one, że Rafał Trzaskowski wygrał drugą turę, uzyskując 50,3 procent głosów, a Karol Nawrocki zdobył 49,7 procent głosów. Oficjalne Wyniki jednak różnią się od tych sondażowych.
Druga tura wyborów prezydenckich była niezwykle wyrównana, niemal do końca nie było pewności kto zostanie prezydentem RP. Teraz już jednak wiemy, że prezydentem został Karol Nawrocki czyli kandydat popierany przez Prawo i Sprawiedliwość. Uzyskał on 50,89% głosów, na drugiego z kandydatów, Rafała Trzaskowskiego popieranego przez Platformę Obywatelską zagłosowało 49,11% spośród ponad 21 milionów głosujących Polaków.
Frekwencja była rekordowa! Po zliczeniu przez PKW 100 proc. danych z komisji wyborczych wiemy, że wyniosła ona 71,63 proc. i była wyższa od dotychczasowej, rekordowej frekwencji, osiągniętej w II turze wyborów z 1995 roku (68,23 proc.).
Karol Nawrocki zdobył większość głosów w województwach: podlaskim (61,39 proc.), lubelskim (66,54 proc.), podkarpackim (71,02 proc.), łódzkim (53,20 proc.) oraz małopolskim (58,87 proc.) i świętokrzyskim (63,61 proc.).
W pozostałych regionach kraju większym poparciem cieszył się Rafał Trzaskowski: opolskim (52,98 proc.), śląskim (51,34 proc.), dolnośląskim (55,81 proc.), lubuskim (58,22 proc.), zachodniopomorskim (58,03 proc.), pomorskim (59,13 proc.), warmińsko-mazurskim (51,71 proc.), kujawsko-pomorskim (53,42 proc.) oraz mazowieckim (50,28 proc.) i wielkopolskim (55,17 proc.).
Szkodniki ziemniaków stanowią poważne zagrożenie dla jakości i wielkości plonu- według najnowszych badań, mogą powodować straty siegające nawet 80%. Skuteczna ochrona insektycydowa jest kluczowa, by zapobiec ich negatywnym skutkom.
Stonka ziemniaczana – twardy zawodnik
Stonka ziemniaczana Leptinotarsa decemlineata (fot. 1, 2, 3) to jeden z najgroźniejszych organizmów w grupie okreśkanej jako szkodniki ziemniaków, stanowiący poważne zagrożenie dla upraw. Wyzwaniem dla plantatorów pozostaje jej rosnąca odporność na dostępne rozwiązania insektycydowe. Sytuację komplikują na domiar złego postępujące zmiany klimatyczne sprzyjające rozwojowi szkodnika oraz wzrostu jego okresu aktywności. Tym samym możemy mieć lata z dużymi lub małymi nalotami tego agrofaga. Jednocześnie Unia Europejska systematycznie ogranicza ilość dozwolonych substancji czynnych w środkach ochrony roślin. Tak istotne obecnie jest więc kompleksowe podejście do ochrony upraw, szczególnie w ramach integrowanej ochrony roślin, która łączy metody agrotechniczną, biologiczną i chemiczną, przy jednoczesnym monitoringu plantacji.
Fot.1. Jaja stonki ziemniaczanej. Fot. K. RębarzFot.2. Larwy stonki ziemniaczanej. Fot. K. RębarzFot. 3. Stonka ziemniaczana. Fot. K. Rębarz
Coraz trudniejsza walka
Zwalczanie stonki ziemniaczanej uzależnione jest w znacznym stopniu od rozkładu temperatury panującej w okresie jej rozwoju. Obecności i jej aktywności sprzyjają niewielkie opady deszczu oraz temperatura około 25st, wówczas następuje szybki rozwój (np. larwy wylęgają się z jaj już po 5 dniach). Początek wylotu zimujących chrząszczy rozpoczyna się zazwyczaj w czasie kwitnienia mniszka lekarskiego, składanie jaj to czas kwitnienia lipy, a wylęg larw przypada na okres pełni kwitnienia bzu czarnego. Przy niesprzyjających warunkach pogodowych (głównie niższa temperatura) szkodnik rozmnaża się powoli, co powoduje, że na plantacji w jednym czasie mogą znajdować się wszystkie stadia rozwojowe stonki. Utrudnia to jej zwalczanie, ponieważ stosowane insektycydy na szkodniki ziemniaków (tab. 1) mają ograniczony okres działania i mogą być nieskuteczne na wszystkie stadia.
Najbardziej szkodliwe są larwy pierwszego pokolenia oraz chrząszcze, które przezimowały. Stonka początkowo zasiedla obrzeża pól, a później wędruje w głąb plantacji ziemniaków i wyżera w liściach małe otworki, następnie całe liście, doprowadzając w ekstremalnej sytuacji do gołożerów, które występują najczęściej placowo. Zniszczenie powierzchni asymilacyjnej roślin prowadzi do obniżenia plonu. Stonka daje w sezonie wegetacyjnym zazwyczaj dwa pokolenia, a chrząszcze schodzą na zimowanie do gleby.
W ograniczaniu stonki – oprócz zabiegów chemicznych, które powinny być rotowane mechanizmem działania w celu uniknięcia powstania odporności – mogą pomóc również prawidłowy płodozmian, wspieranie wrogów naturalnych na szkodniki ziemniaków oraz produkty biologiczne: pluskwiaki drapieżne (Podisus maculiventris), biegaczowate (szczególnie Carabus spp.), ptaki (głównie bażanty, kuropatwy), pasożytnicze błonkówki (Edovum puttleri), grzyby entomopatogeniczne (Beauveria bassiana), bakterie (Bacillus thuringiensis).
Mszyce wektorami chorób wirusowych
Istotnym problemem pozostają również mszyce, będące wektorami chorób wirusowych oraz drutowce uszkadzające bulwy. W skutecznej walce z mszycami (mszyca brzoskwiniowa – 10-15 pokoleń w sezonie, mszyca szakłakowo-ziemniaczana – 8-12 pokoleń, mszyca kruszynowo-ziemniaczana – 8-10 pokoleń) może pomóc monitoring nalotów, stosowanie insektycydów (tab. 2) oraz wspieranie wrogów naturalnych (biedronki, złotooki, muchówki: bzygowate i pryszczarkowate, pluskwiaki: dziubałeczki i tasznikowate, błonkówki: mszycarzowate i gąsienicznikowate, pająki).
Fot. 4. Mszyce na ziemniaku fot. K. Rębarz
Drutowce skryte w glebie
Walka z drutowcami będzie coraz trudniejsza, ponieważ ich populacja w glebie raczej się zwiększy z powodu częstszego występowania okresów suszy i wysokich temperatur, a przede wszystkim z powodu uproszczeń w uprawie roli. Pomóc mogą właściwy płodozmian (unikanie wieloletnich traw), uprawa międzyplonów i roślin odstraszających szkodniki ziemniaków jak gorczyca i len, terminowy zbiór, podorywka i głęboka orka jesienna.
Skutecznymi czynnościami mogą być także izolacja przestrzenna czy wspieranie naturalnych wrogów szkodników takich jak nicienie owadobójcze; grzyby entomopatogeniczne; ptaki owadożerne (szpaki, wrony, kruki); krety i ryjówki; biegaczowate; kusakowate. Ostatecznym narzędziem walki jest zastosowanie ochrony chemicznej (tab. 3). Niestety wszystkie zarejestrowane substancje są z tej samej grupy chemicznej, czyli mają taki sam mechanizm działania. Uniemożliwia to na dzień dzisiejszy rotację środków. Walka z drutowcami jest trudna, ponieważ ich aktywność zależy od temperatury gleby (optymalna 15-21°C), a najintensywniejsze żerowanie występuje wiosną (kwiecień-maj), latem (sierpień) i jesienią (wrzesień-październik).
W okresie letnim przy wysokich temperaturach i suszy szkodniki atakują bulwy w celu pozyskania wody lub schodzą do głębszych warstw gleby. W czasie zimy przemieszczają się na głębokość 30-50 cm. Spodziewając się podwyższonej presji i problemów, warto przed sadzeniem ziemniaków przeprowadzić monitoring liczebności szkodnika, zastosować odpowiednie środki ochrony oraz liczyć się z możliwością strat w plonie.
Nicienie – poważne zagrożenie
Nicienie stanowią poważne zagrożenie dla upraw ziemniaka – uszkadzają korzenie i bulwy, hamują wzrost roślin oraz mogą przenosić wirusy. Do najgroźniejszych gatunków należą: mątwik ziemniaczany, mątwik agresywny i niszczyk ziemniaczak. Skuteczna ochrona przed nimi wymaga działań profilaktycznych, takich jak analiza gleby przed sadzeniem, stosowanie zdrowego materiału sadzeniakowego, odpowiedni płodozmian (minimum 4-letni), eliminacja chwastów, czyszczenie maszyn czy właściwe przechowywanie bulw.
Fot. 5. Objawy występowania niszczyka ziemniaczaka fot. K. RębarzFot. 6. Objawy uszkodzeń wirusowych powodowanych przez nicienie wolnożyjące fot. K. Rębarz
W zwalczaniu nicieni sprawdzają się także metody biologiczne, m.in. uprawa roślin nieżywicielskich (np. zboża, kukurydza, burak, marchew) i antagonistycznych (np. aksamitka, gorczyca, rzodkiew oleista), a także stosowanie naturalnych wrogów na szkodniki ziemniaka i preparatów mikrobiologicznych (np. Purpureocillium lilacinum). W razie potrzeby należy zastosować środki chemiczne zawierające fostiazat lub fluopyram. Najskuteczniejsze na szkodniki ziemniaków są jednak działania zintegrowane, obejmujące monitoring plantacji, higienę oraz szybką reakcję na objawy porażenia.
Jaka jest przyszłość ochrony?
Przewiduje się, że przyszłość ochrony ziemniaków przed szkodnikami będzie należeć do metod biologicznychi odmian odpornych. Trwają intensywne prace nad nowymi biopreparatami i technikami hodowlanymi. Tymczasem rolnicy muszą radzić sobie z bieżącymi wyzwaniami, dlatego ważne są:
– regularne lustracje plantacji,
– stosowanie płodozmianu,
– racjonalne stosowanie środków ochrony roślin,
– wspieranie naturalnych wrogów szkodników,
– ochrona chemiczna dostosowana do stadiów rozwojowych szkodników i uwzględniająca warunki pogodowe.
Straty plonu korzeni buraka cukrowego spowodowane przez chwościk buraka (Cercospora beticola) mogą wynieść nawet ponad 40%, a spadek polaryzacji kilka punktów procentowych. Skuteczne zwalczanie choroby nie jest łatwe, o czym w poprzednim sezonie wegetacyjnym przekonało się wielu plantatorów.
Rola płodozmianu i kontroli zachwaszczenia
Źródłem zarodników C. beticola jest przede wszystkim grzybnia zimująca na resztkach roślin pozostawionych po zbiorze. Może ona przetrwać w glebie wiele miesięcy. Stąd też ważnym elementem profilaktyki chwościka jest odpowiedni płodozmian. Burak nie powinien być uprawiany na tym samym polu częściej niż co 4 lata.
Dodatkowo warto unikać sąsiedztwa zeszłorocznej plantacji oraz miejsc po pryzmach. Innym źródłem zarodników są porażone chwasty, powszechnie występujące na plantacjach buraka, w tym np. komosa biała czy szarłat szorstki. Jest więc to kolejny powód, dla którego tak ważna jest skuteczna regulacja zachwaszczenia. Źródłem infekcji mogą być także porażone nasiona buraka. Amerykańscy naukowcy wykryli C. beticola w co czwartej partii testowanych nasion. Obecnie nie jest jeszcze do końca jasne, w jaki sposób grzyb wywołujący chwościk przemieszcza się w roślinie z kiełkujących nasion do liści.
Ochrona a odmiana
Dzięki intensywnej pracy firm hodowlanych od kilku lat na rynku są dostępne odmiany o bardzo wysokiej odporności na chwościk buraka (tzw. CR+). Należy jednak pamiętać, że wysianie odmiany CR+ nie zwalnia plantatora od aplikacji fungicydów. Tylko odpowiednio chroniona odmiana o bardzo wysokiej odporności na chwościk buraka pokaże swój potencjał.
Na liściach odmian CR+ objawy chwościka pojawią się później niż w przypadku odmian konwencjonalnych, a rozwój choroby nie będzie tak intensywny, co pozwoli na ograniczenie liczby wykonanych zabiegów fungicydowych (Fot. 1). Aplikacja fungicydów spowoduje także zahamowanie rozwoju szczepów C. beticola, które przełamały odporność odmian CR+. Jest to niezwykle istotne, ponieważ jeśli rozwój tych szczepów nie będzie ograniczany chemicznie to z czasem będą one dominować w populacji.
Fot. 1. Odmiany CR+ także wymagają ochrony chemicznej, choć nie tak intensywnej jak odmiany konwencjonalne. Na plantacji po prawej stronie uprawiano odmianę konwencjonalną i wykonano trzy zabiegi fungicydowe, a na sąsiedniej, na której wysiano odmianę CR+ – jeden (A. Kiniec)
Monitoring
Decyzję o wykonaniu pierwszej aplikacji fungicydu musimy podjąć w oparciu o wnikliwy monitoring plantacji. Nie sugerujmy się datami wykonania zabiegów w poprzednim sezonie czy terminem, w którym ochronę rozpoczyna sąsiad. Pole należy lustrować po przekątnej. Nie można ograniczać się tylko po obserwacji skraju plantacji. Takie działanie może być zgubne. W łanie są lepsze warunki do rozwoju chwościka (większa wilgotność), dlatego też objawy choroby mogą pojawić się tam wcześniej.
Co więcej, przeprowadzając lustrację plantacji możemy w przypadkowych miejscach dojrzeć pojedyncze, silnie porażone rośliny. W ich przypadku źródłem zakażenia były nasiona. Z takich roślin chwościk szybko się rozprzestrzeni.
Kosztowna pomyłka
Nie każda plama, którą zauważymy na liściach podczas lustracji plantacji to będzie chwościk buraka. W maju i czerwcu może występować bakteryjna plamistość liści. Chorobę powoduje bakteria Pseudomonas syringae, która powszechnie występuje w glebie. Na powierzchnię liści buraka patogen dostaje się wraz z drobinkami gleby wybitymi podczas deszczu i gradu. Bakterioza nie przenosi się pomiędzy roślinami. Drogę wnikania do komórek roślinnych stanowią uszkodzenia spowodowane przez szkodniki oraz grad.
Pierwsze objawy choroby to nekrozy na brzegach blaszki liściowej. Następnie pojawiają się przeżółcenia oraz plamistości o różnych kształtach. Objawy tej bakteriozy często są mylone z plamistościami powodowanymi przez chwościk. Taki błąd będzie kosztowny, ponieważ bakteryjna plamistość liści nie wymaga chemicznego zwalczania. Warto zapamiętać, że oba patogeny rozwijają się w innych warunkach pogodowych oraz różnych fazach rozwojowych i czasie. Bakterioza najintensywniej będzie się rozwijała, jeśli jest wilgotno i chłodno, jeszcze przed zakryciem międzyrzędzi.
Przy słonecznej pogodzie postęp choroby zostanie zahamowany. Z kolei rozwój chwościka będzie najdynamiczniejszy w okresach ciepłej i wilgotnej pogody, już po zwarciu łanu. Ponadto tkanka porażona przez bakterie jest wilgotna, a zainfekowana przez grzyby sucha i można ją łatwo wykruszyć.
Przed fungicydem
Zgodnie z zasadami integrowanej ochrony roślin nie należy aplikować fungicydów przed wystąpieniem objawów choroby. Niemniej obecnie plantatorzy często wykonują zabiegi prewencyjne, na ogół stosując środki zawierające miedź. Należy jednak mieć na uwadze, że większość preparatów miedziowych to środki kontaktowe, które są wymywane przez opady deszczu. Stąd też przy deszczowej pogodzie takie rozwiązanie nie zda egzaminu.
Jeszcze przed aplikacją fungicydu można z kolei zastosować środek aktywujący odporność roślin. Rośliny są naturalnie wyposażone w mechanizmy odpornościowe. Jednak taka odporność jest w roślinie aktywowana dopiero po wystąpieniu patogena, jest więc to odpowiedź opóźniona. Dzięki aplikacji preparatu stymulującego mechanizmy obronne roślin można wzbudzić sztucznie, jeszcze przed wystąpieniem zagrożenia. W momencie pojawienia się czynnika chorobotwórczego poziom odporności rośliny będzie podwyższony, co spowolni rozwój infekcji i może pozwolić na opóźnienie wykonania pierwszego zabiegu fungicydowego.
W celu aktywacji mechanizmów obronnych roślin można zastosować m.in. preparaty oparte na pochodnych kwasu salicylowego lub środki biologiczne zawierające bakterie, np. z rodzaju Bacillus. Kwas salicylowy odpowiada nie tylko za indukcję mechanizmów obronnych rośliny, ale także korzystnie wpływa na kiełkowanie nasion czy wzrost komórkowy. Stąd też preparat zawierający ten hormon roślinny będzie także stymulował rozwój, wzrost i plonowanie roślin.
Z kolei mikroorganizmy zawarte w biopreparatach działają na rośliny wielokierunkowo. Poza indukcją odporności roślin, dzięki zdolności do biosyntezy fitohormonów (giberelin, auksyn i cytokinin) wspomagają kiełkowanie nasion, ukorzenianie oraz wzrost roślin. Wpływają także na tempo podziału komórek roślinnych oraz procesy starzenia. Dodatkowo konkurują o miejsce i składniki odżywcze z patogenami, jak również produkują antybiotyki i enzymy rozkładające ich komórki.
Fot. 2. Objawy bakteryjnej plamistości buraka można łatwo pomylić z symptomami chwościka (A. Kiniec)
Fungicydy o działaniu systemicznym
W sezonie wegetacyjnym 2025 dopuszczonych jest ok. 60 fungicydów, którymi możemy zwalczyć chwościk buraka. Z uwagi na sposób działania w roślinie preparaty te możemy podzielić na systemiczne i kontaktowe. Fungicydy systemiczne przenikają do komórek roślinnych. Rozprzestrzeniają się w nich, co sprawia, że chronią także miejsca, na które nie została naniesiona ciecz opryskowa oraz nowo wykształcające się liście. Zazwyczaj potrzebują ok. 2–3 godzin, żeby wniknąć do komórek roślinnych.
Jeśli deszcz spadnie przed upływem tego czasu zabieg będzie trzeba powtórzyć. Spośród preparatów o takim sposobie działania w roślinie do ochrony buraka dopuszczone są fungicydy z czterech grup chemicznych: triazoli (difenokonazol, mefentriflukonazol, metkonazol, protiokonazol, tebukonazol, tetrakonazol), morfolin (fenpropidyna), inhibitorów dehydrogenazy kwasu bursztynowego – SDHI (boskalid, fluksapyroksad, fluopyram – wszystkie wyłącznie w mieszaninach) oraz strobiluryn (azoksystrobina, piraklostrobina).
Według niektórych klasyfikacji strobiluryny mają działanie wgłębne, czyli rozprzestrzeniają się w postaci gazowej na powierzchni liścia, po czym wnikają do tkanek roślinnych. Wyżej wymienione substancje działają w jednym miejscu w komórce grzybowej, na ogół blokując konkretny enzym. Są zagrożone ryzykiem powstawania szczepów odpornych w stopniu od umiarkowanego do wysokiego.
Fungicydy o działaniu kontaktowym
Do ochrony buraka przed chwościkiem zarejestrowany jest tylko jeden fungicyd o działaniu kontaktowym – zawierający miedź i siarkę. Związki miedzi blokują liczne enzymy w komórkach grzybowych na różnych etapach procesu oddychania. Dlatego też w ich przypadku ryzyko powstania szczepów odpornych jest niewielkie, co stanowi zaletę tych preparatów.
Niestety, środki kontaktowe mają także liczne wady. Zostają na liściu w miejscu naniesienia, nie wnikając do komórek roślinnych. Stąd też nie zabezpieczają młodych liści, ani miejsc, na które nie została naniesiona ciecz opryskowa. Co więcej, są wymywane przez opady deszczu oraz ulegają wietrzeniu, przez co trzeba częściej powtarzać aplikacje, stosując przy tym wysokie dawki.
Terminy zabiegów
Pierwszą aplikację fungicydu trzeba wykonać najpóźniej, kiedy pierwsze objawy choroby zauważymy na ok. 5% roślin. W rejonach szczególnie zagrożonych silną presją choroby (południe i południowy wschód kraju), na plantacjach o skróconym płodozmianie oraz w przypadku uprawy odmian podatnych na chwościk buraka, pierwszy zabieg warto wykonać niezwłocznie po zaobserwowaniu pierwszych objawów choroby. Czasem, tuż po wykonaniu aplikacji środka grzybobójczego można zauważyć kolejne plamistości na liściach. Nie zawsze oznacza to, że zabieg był nieskuteczny. Nekrozy pojawiające się na liściach są efektem działania mykotoksyn, które są wydzielane także z martwych komórek grzybni.
W przypadku zastosowania środków systemicznych drugi i kolejne zabiegi ochronne należy przeprowadzić po ok. 21 dniach. Jeśli jednak w poprzednim zabiegu ochronnym zastosowano preparat kontaktowy, to następna aplikacja środka grzybobójczego powinna nastąpić po 10–14 dniach. O ile zastosowano mieszaninę preparatu systemicznego i kontaktowego, to kolejny zabieg jest wykonywany według zaleceń dla tych pierwszych.
Do kiedy chronić?
Wielu plantatorów jest przyzwyczajonych, że ostatnią aplikację fungicydu wykonuje w sierpniu. Zaniedbując tym samym wrześniową ochronę buraka, która jeszcze kilka lat temu faktycznie nie była konieczna. Rozwój chwościka buraka jest ściśle zależny od warunków pogodowych. Z powodu zmian klimatycznych temperatury we wrześniu są coraz wyższe. Średnia dobowa temperatura powietrza we wrześniu 2024 wynosiła 16,9°C i była o 3,2°C wyższa niż średnia wieloletnia (1991–2020; dane IMGW-PIB). Wzrost temperatur obserwowany w ostatnich latach sprawia, że patogen jest aktywny także we wrześniu. To powoduje konieczność wykonywania zabiegów przeciwko chwościkowi także późnym latem, szczególnie przy późniejszej odstawie surowca do cukrowni.
Fot. 3. Wykształcanie kolejnych generacji liści jest wywołane m.in. silnym porażeniem przez chwościk i powoduje spadek polaryzacji (A. Kiniec)
Odporność Cercospora beticola
Efektywną ochronę buraka przed chwościkiem utrudnia wzrost odporności patogena wywołującego chorobę na substancje czynne stosowanych fungicydów.Odporność grzybów na substancje chemiczne jest cechą naturalnie występującą w populacji, jednak intensywna ochrona upraw znacznie przyśpiesza powstawanie szczepów odpornych. Z praktycznego punktu widzenia wzrost odporności jest niepokojący, ponieważ powoduje spadek, a z czasem nawet całkowitą utratę skuteczności danej substancji czynnej.
Z badań od lat prowadzonych w TSD IOR-PIB Toruń wynika, że większość (ok. 90%) izolatów grzyba powodującego chwościk buraka nabyło wysoką odporność na strobiluryny. Oznacza to, że substancje czynne z tej grupy praktycznie nie hamują rozwoju patogena. Powinny być stosowane wyłącznie w mieszaninie z triazolem (np. difenokonazolem), najlepiej w pierwszym zabiegu ochronnym. Strobiluryny działają nie tylko grzybobójczo, ale także aktywują odporność roślin. Programy ochrony buraka cukrowego przed chwościkiem opierają się na substancjach czynnych z grupy triazoli. Niestety, intensywne wykorzystywanie tych substancji spowodowało wzrost odporności na nie u C. beticola.
Jeszcze 10 lat temu izolaty o podwyższonej odporności na triazole były wykrywane sporadycznie. Obecnie już nawet co drugi badany izolat C. beticola wykazuje taką podwyższoną odporność. Tego typu izolaty często są odporne na więcej niż jedną – a niekiedy nawet wszystkie – substancje z grupy triazoli. Odpowiada za to zjawisko odporności krzyżowej, czyli jednoczesna odporność na substancje czynne z tej samej grupy chemicznej, które wykazują jednakowy mechanizm działania w komórce grzybowej.
Działania spowalniające rozwój odporności
Aby nie pogłębiać zjawiska odporności patogena na dostępne substancje czynne, o której napisano powyżej, warto pamiętać o strategii antyodpornościowej. Jej fundamentem jest naprzemienne stosowanie substancji czynnych o różnych mechanizmach działania w kolejnych zabiegach. W praktyce jest to trudne, ponieważ zdecydowana większość dostępnych fungicydów (44 na 57 zarejestrowanych; stan na 07.05.2025) zawiera substancję czynną z grupy triazoli. Dlatego starajmy się w kolejnych zabiegach unikać dokładnie tych samych substancji. Należy uważnie czytać etykiety, ponieważ niektóre fungicydy pomimo różnych nazw handlowych zawierają tę samą substancję czynną. Dla przykładu, zarejestrowanych jest kilkanaście preparatów zawierających 250 g difenokonazolu w litrze.
Częścią strategii antyodpornościowej jest także stosowanie mieszanin fungicydów systemicznych z kontaktowymi. Jak wspomniano, te drugie są tylko w niewielkim stopniu zagrożone ryzykiem powstawania szczepów odpornych. Fungicydy trzeba stosować w dawce zgodnej z etykietą. Obniżenie dawki lub zastosowanie dawek dzielonych jest niedozwolone. Takie działania nie ochronią skutecznie plantacji, a dodatkowo sprzyjają powstawaniu szczepów C. beticola odpornych na substancje czynne stosowanych fungicydów. Ograniczenie rozwoju szczepów odpornych pozwoli na przedłużenie skuteczności danej substancji czynnej, jest więc w interesie nas wszystkich.
Niestety, nie ma jednego, uniwersalnego „przepisu” na skuteczną ochronę plantacji przed chwościkiem. O niektórych działaniach ułatwiających tę walkę trzeba pomyśleć jeszcze przed siewem (wybór odmiany czy stanowiska). Przed wystąpieniem pierwszych objawów choroby warto ułożyć program ochrony plantacji, biorąc pod uwagę praktyki antyodpornościowe. Planując ochronę należy wziąć pod uwagę liczbę zabiegów, która została wykonana w poprzednim roku. Oczywiście trzeba zachować pewną elastyczność.
Nie warto oszczędzać na fungicydach – to tylko pozorna oszczędność, a obniżenie plonów i polaryzacji spowodowane wysokim natężeniem chwościka odbije się na końcowym zysku. Pamiętajmy, że na efektywność zabiegów ochronnych wpływ ma także temperatura panująca podczas aplikacji. Optymalna temperatura stosowania większości fungicydów to około 20°C. Środki te nie powinny być stosowane w temperaturze powyżej 25°C. Należy także unikać aplikacji fungicydów w wysokim nasłonecznieniu. Jeśli warunki atmosferyczne w ciągu dnia nie pozwalają na spełnienie tego zalecenia, zabieg ochronny powinno wykonać się wieczorem, w nocy lub nad ranem (pod warunkiem, że nie występuje obfita rosa).
Brazylia, z jej rozległymi pastwiskami, korzystnym klimatem i stosunkowo niskimi kosztami produkcji, od lat odgrywa kluczową rolę na globalnym rynku wołowiny. Kraj ten posiada ponad 220 milionów sztuk bydła i jest liderem w eksporcie mięsa wołowego. Nasz reporter zwraca uwagę na imponującą skalę działalności gospodarstw brazylijskich – wiele z nich obejmuje tysiące hektarów, a ich struktura przypomina zintegrowane centra produkcyjne: z własnymi punktami uboju, infrastrukturą transportową i systemami zarządzania stadem opartymi na nowoczesnych technologiach. Co istotne, w brazylijskich warunkach hodowlanych praktycznie nie istnieje potrzeba budowy obór – zwierzęta przebywają na pastwiskach przez cały rok, co znacznie ogranicza koszty.
Hodowla dostosowana do klimatu i rynku
Brazylijscy hodowcy bydła stosują zróżnicowane strategie genetyczne, polegające na krzyżowaniu ras europejskich, takich jak Angus czy Hereford, z lokalnymi, odpornymi na tropikalne warunki rasami zebu. Taki model hodowli pozwala nie tylko uzyskać szybki przyrost masy ciała, ale również zwiększyć odporność zwierząt na pasożyty i choroby. Pastwiska są podzielone na kwatery, rotacyjnie wypasane, co sprzyja regeneracji roślinności i pozwala na utrzymanie dobrej kondycji zwierząt.
Efektywność produkcji i koszty
Koszt produkcji jednego kilograma żywej wagi bydła w stanie Mato Grosso w 2022 roku wynosił średnio 1,13 USD, co przy aktualnym kursie (1 USD ≈ 3,76 PLN) daje około 4,25 PLN/kg. Dla porównania, według danych ARiMR, średnia cena skupu bydła w Polsce w maju 2025 roku wynosiła 13,45 zł/kg w wadze żywej. Brazylijskie gospodarstwa często produkują paszę we własnym zakresie, co dodatkowo obniża koszty utrzymania.
Na rynku brazylijskim cena detaliczna mięsa wołowego w 2025 roku waha się między 2,12 a 3,23 USD za kilogram (ok. 7,97–12,14 PLN). Ceny hurtowe, szczególnie interesujące z punktu widzenia eksportu, oscylują od 1,48 do 2,26 USD/kg, czyli od około 5,57 do 8,50 PLN/kg. Tak atrakcyjne ceny sprawiają, że brazylijska wołowina pozostaje konkurencyjna na globalnym rynku.
Eksport i wpływ na środowisko
Brazylia jest największym eksporterem wołowiny na świecie – w czerwcu 2022 roku przychody z eksportu sięgnęły 1,14 miliarda dolarów, co stanowiło rekord od 1997 roku. Głównymi odbiorcami brazylijskiego mięsa są Chiny, Egipt, Chile i Rosja. Jednak dynamiczny rozwój sektora wiąże się z poważnymi konsekwencjami ekologicznymi. Według raportów WWF, hodowla bydła odpowiada aż za 80% wylesiania Amazonii, co prowadzi do utraty różnorodności biologicznej i zwiększenia emisji gazów cieplarnianych.
Wyzwania i kontrowersje
Poza wpływem na środowisko, brazylijska hodowla bydła boryka się z problemami związanymi z przestrzeganiem międzynarodowych norm sanitarnych i etycznych. W 2024 roku Komisja Europejska przeprowadziła audyt w Brazylii, który ujawnił stosowanie zakazanych w UE hormonów wzrostu, w tym estradiolu 17β. Zidentyfikowano również niedociągnięcia w systemie identyfikacji i śledzenia zwierząt, co może podważać zaufanie do brazylijskiego eksportu na rynkach wymagających pełnej transparentności.
Brazylia ma ambicje dalszego rozwoju sektora bydła, m.in. poprzez inwestycje w zrównoważone rolnictwo i certyfikację gospodarstw zgodnie z międzynarodowymi standardami. Rząd planuje również wdrożenie systemów satelitarnych do monitorowania wylesiania oraz ograniczanie ekspansji pastwisk na obszary chronione. Zwiększa się presja ze strony partnerów handlowych – szczególnie Unii Europejskiej – aby brazylijskie mięso spełniało wymogi związane z ochroną środowiska i dobrostanem zwierząt.
Brazylijska hodowla bydła to przykład ogromnej skali i wydajności, która – mimo kontrowersji – dominuje na światowych rynkach. Niskie koszty produkcji, efektywne zarządzanie i ogromne zasoby naturalne pozwalają Brazylijczykom konkurować z producentami z całego świata. Jednakże, aby utrzymać tę pozycję, konieczne będą inwestycje w zrównoważony rozwój i dostosowanie się do zmieniających się oczekiwań konsumentów oraz przepisów prawnych w krajach importujących.
Tegoroczna edycja TRiLiady miała szczególny charakter – było to już 30. jubileuszowe wydanie tego studenckiego święta. Studenckie Koło Naukowe Inżynierii Rolniczej na przestrzeni lat sprawiło, że to wydarzenie nabrało wyjątkowego wymiaru, łącząc pokolenia studentów i wykładowców, a także podkreślając nieustanny rozwój kierunków związanych z nowoczesnym rolnictwem i technologią.
Inżynieria rolnicza 4.0
TRiLiada to coroczne wydarzenie integrujące studentów kierunków Inżynieria rolnicza, Ekoenergetyka oraz Informatyka i inżynieria danych. Tegoroczna edycja, odbywająca się pod hasłem „Inżynieria rolnicza 4.0”, skupiła się na nowoczesnych technologiach w rolnictwie i dynamicznych przemianach w sektorze agro. W programie znalazły się inspirujące wykłady zaproszonych ekspertów reprezentujących czołowe firmy z branży, prezentacje maszyn rolniczych i ciągników na dziedzińcu Katedry Inżynierii Biosystemów oraz emocjonujący konkurs o Puchar TRiLiady 2025. Wydarzenie stanowiło nie tylko okazję do zdobycia wiedzy, ale także do integracji środowiska akademickiego z praktyką inżynierską.
Merytoryczne prelekcje
Podczas uroczystego otwarcia wyrazy uznania skierowano do zasłużonych członków Studenckiego Koła Naukowego Inżynierii Rolniczej. Wręczono pamiątkowe medale i statuetkę dla najbardziej zasłużonego członka Studenckiego Koła Naukowego Inżynierii Rolniczej – inicjatora TRiLiady, prof. dr hab. Jacka Przybyła.
Następnie rozpoczęła się część wykładowa. Swoje prelekcje wygłosili przedstawiciele czołowych marek w branży rolniczej. Reprezentanci takich firm jak KUHN, Amazone, Fendt, Valtra, ALIMA-Bis, Claas, Syngenta, UNIA czy Vector Agro opowiedzieli o najnowszych rozwiązaniach, które wpisują się w nowoczesne rolnictwo 4.0.
Po części merytorycznej przyszedł czas na konkurs o puchar TRiLiada 2025. Trzynaście drużyn rozpoczęło rywalizację od quizu, starając się poprawnie odpowiedzieć na pytania przygotowane przez prelegentów. Następnie w części sprawnościowej uczestnicy musieli sprawdzić się w różnych konkurencjach. Organizatorzy przygotowali niełatwe zadania dla drużyn. Były to między innymi wbijanie gwoździ, wirtualna jazda ciągnikiem, rozkręcanie stopy podporowej, przepompowywanie cieczy na czas, bieg z ziemniakami oraz tradycyjne od wielu lat „przeciąganie Jelonka”. Na zwycięzców czekały wyjątkowe puchary oraz nagrody ufundowane przez zaprzyjaźnione firmy.
TRiLiada 2025. Nowoczesne maszyny oraz zabytkowy Ursus C-330 na dziedzińcu Katedry Inżynierii Biosystemów. Fot. F. Michalski
Wiele osób odczuwa miniony miesiąc jako zimny i pochmurny a miejscami deszczowy. Sprawdźmy gdzie padało najczęściej; gdzie było najcieplej i w których regionach najczęściej świeciło słońce.
Suma opadów maju na poszczególnych stacjach różniła się znacznie z powodu zatrzymujących się frontów na wschodzie kraju oraz wyschniętych frontów na zachodzie a zwłaszcza na Pomorzu Zachodnim.
Najsuchszą stacją był Szczecin, gdzie spadło mniej niż 20 mm deszczu. Deszczowo w zamian było od Warmii po Mazowsze, Lubelskie i Podkarpacie a także duże obszary Dolnego Śląska.
Anomalia opadów- 100% oznacza normę opadu dla czerwca. Poniżej 100% miesiąc był suchy a powyżej mokry.
Słońca w maju było mało względem ostatnich lat. Najczęściej słońce świeciło na zachodzie i w centrum Mazowsza oraz na północy i wschodzie Łódzkiego. Na dużym obszarze nie została osiągnięta norma usłonecznienia dla maja co oznacza, że był to miesiąc bardziej pochmurny niż powinien.
Średnia temperatura czyli uśredniona z nocy i z dnia ukształtowała się na poziomie 10-13 stopni i była niższa niż powinna w maju. Zimne noce w dużej mierze wpłynęły na odczuwalnie zimny maj ale i w statystykach.
Na kolejnej mapie zobaczymy anomalię opadów- liczba na minusie wskazuje o ile miesiąc był w danej lokalizacji chłodniejszy od normy
Warto także zwrócić uwagę na najniższe temperatury zanotowane na stacjach a te oscylowały od -3,6 stopnia w Jeleniej Górze do +2,3 stopnia w Zielonej Górze co oznacza, że nie wszędzie na 2 metrach notowane były przymrozki w maju.
Według prognoz czerwiec zapiszemy jako miesiąc normalny termicznie na północy kraju; ciepły na zachodzie i w centrum oraz bardzo ciepły na wschodzie i południu kraju. Już w czerwcu pojawi się co najmniej kilka dni z upałem od Lubelskiego po Małopolskę, Opolskie i Dolny Śląsk.
Opady będą znacznie powyżej normy na południu kraju oraz na Roztoczu. Więcej deszczu spadnie także na zachodzie i północy kraju. Według prognoz w normie opadowej albo poniżej normy miesiąc zapisze się miejscami w centrum kraju.
Bardzo często będziemy mieć do czynienia z silnymi wiatrami, burzami, gradem, które będą przyczyniać się do strat w uprawach a mokra, parna i duszna pogoda na południu i wschodzie kraju sprzyjać będzie występowaniu chorób grzybowych.
Jeszcze dwie dekady temu przeciętny hodowca nie zaprzątał sobie głowy poziomem białka w racji pokarmowej. Krowa miała siano, trochę kiszonki, czasem śruta – i tyle. Dziś stado mleczne to nie folklorystyczny obrazek z kalendarza, lecz precyzyjnie zarządzany organizm gospodarczy. Wysoka wydajność, zdrowie metaboliczne, wskaźnik zacieleń, długość laktacji – wszystko zaczyna się w żłobie. A w nim nie byle co, lecz dieta skrojona przez żywieniowca niczym garnitur na miarę. W centrum uwagi: białko. Ale nie byle jakie.
Nowoczesna krowa, nowoczesne potrzeby
Wydajność dzisiejszych krów mlecznych – zwłaszcza ras HF – znacznie przewyższa poziomy sprzed lat. Nie są to już zwierzęta zdolne przeżyć i produkować 5 tysięcy litrów mleka na sianie i paszach objętościowych. Krowy osiągające 10–12 tysięcy litrów mleka w laktacji mają zupełnie inne potrzeby metaboliczne. Potrzebują wysokoenergetycznej i wysokobiałkowej dawki, dostosowanej do ich etapu laktacji i kondycji.
Nie chodzi tylko o ilość. Liczy się jakość i przyswajalność białka. Zamiast tradycyjnych pasz, coraz częściej wykorzystuje się śruty poekstrakcyjne (sojową, rzepakową), produkty fermentacji (np. DDGS) czy specjalistyczne dodatki chronione przed rozkładem w żwaczu, jak chroniona metionina czy lizyna. To nie ekstrawagancja – to inwestycja w zdrowie i mleko.
Precyzja zamiast przypadku – TMR, PMR i analiza stołu paszowego
Total Mixed Ration (TMR), czyli pełnoporcjowa mieszanka paszowa, to dziś standard w średnich i dużych gospodarstwach. Każdy komponent paszy – od kiszonki z kukurydzy po dodatki mineralne – jest odmierzony z aptekarską precyzją. PMR, czyli częściowa mieszanka pełnoporcjowa, coraz częściej stosowana przy wypasie, także wymaga kontroli laboratoryjnej.
Co to oznacza w praktyce? Żywienie przestaje być „na oko”. Coraz więcej rolników korzysta z usług doradców żywieniowych, którzy co kilka tygodni analizują skład kiszonek, bilansują dawkę i kontrolują współczynnik BTJN/BTSN. Kluczowe staje się także utrzymanie właściwej struktury fizycznej paszy (np. dzięki analizatorom typu Penn State Separator), by zapewnić prawidłowe przeżuwanie i zapobiegać kwasicy.
Wysokobiałkowe alternatywy – soja to nie wszystko
Owszem, śruta sojowa wciąż dominuje jako główne źródło białka, ale rosnące ceny i problemy z dostępnością (oraz niechęć części konsumentów do GMO) wymuszają zmiany. Coraz częściej pojawiają się lokalne alternatywy: śruta rzepakowa, bobik, groch pastewny, lucerna. Ich białko jest mniej skoncentrowane niż w soi, ale w połączeniu z odpowiednią technologią i dodatkami chronionymi (np. buforami, enzymami) mogą dać bardzo dobre efekty produkcyjne.
Polska – jako kraj z dużym potencjałem uprawy roślin białkowych – może zyskać na tej zmianie. Krajowe Programy Białkowe (w tym elementy WPR i KPO) promują lokalne źródła białka, co daje nadzieję na większą niezależność od importu z Ameryki Południowej.
AI i automatyzacja w żywieniu – krowa pod kontrolą danych
Nowoczesne obory wyposażone są dziś w technologie, o jakich jeszcze dekadę temu rolnik mógł tylko marzyć. Systemy dozorujące żywienie (np. Lely Vector), roboty paszowe, aplikacje analizujące pobranie paszy i aktywność zwierząt, czujniki zdrowia – wszystko to zbiera dane i przetwarza je w czasie rzeczywistym. AI pomaga przewidywać spadki mleczności, wykrywać problemy z przeżuwaniem czy wyprzedzać wystąpienie ketozy.
W Polsce coraz więcej gospodarstw sięga po technologie takie jak Nedap, DeLaval OptiDuo czy GEA FeedStar. Choć koszt początkowy jest wysoki, zwrot inwestycji przy odpowiednim zarządzaniu pojawia się szybciej, niż mogłoby się wydawać. A zdrowa, dobrze karmiona krowa to przecież żywa maszyna do produkcji mleka – precyzja karmienia przekłada się na twarde złotówki.
Białko to nie moda – to fundament nowoczesnej hodowli
Nie da się dziś prowadzić wydajnej produkcji mleka, ignorując kwestie żywienia. Białko to nie modny dodatek, lecz kluczowy filar kondycji stada, parametrów mleka i wyników ekonomicznych. Rolnictwo przyszłości to rolnictwo precyzyjne – także w żłobie. Polska wieś już dziś ma dostęp do narzędzi, które pozwalają zbudować żywieniową niezależność i efektywność.
Pytanie nie brzmi, czy warto – tylko kto zdecyduje się na ten krok. Bo krowa przyszłości nie będzie mniej wymagająca – będzie tylko bardziej „czytać” dane z Twojego smartfona. A ten, kto zignoruje te trendy, może zostać w tyle… z paszą z minionej epoki i wynikami, które nijak nie przystają do dzisiejszych realiów.
Największe prawdopodobieństwo burz z gradem istnieje w południowo wschodniej ćwiartce kraju
Przed nami burzowa niedziela nie tylko z racji wyborów. Według prognoz najwięcej burz ze zlewnymi opadami deszczu pojawi się na północnym zachodzie kraju i burze mają wędrować na wschód w stronę Kaszub a wieczorem aż po Warmię. To tutaj miejscami może spaść 50 mm deszczu- znajdą się miejsca gdzie przez jedną wieś przejdą 2-3 burze stąd taka duża suma opadów.
Dla odmiany na południowym wschodzie kraju- w tym i w Małopolsce (patrz mapa) istnieje ryzyko większych opadów gradu i wichur podczas burz. Będą one mniejszych rozmiarów niż na północy kraju więc popada na mniejszym obszarze i przyniosą one mniejsze sumy opadów.
Wieczorem znad Niemiec ma szansę dotrzeć do zachodniej Polski znacznie większa suma opadów związana z rozpadającą się wielkoobszarową burzą.
Najmniejsze szanse na burze są na północnym wschodzie kraju, gdzie szansa na opady pojawi się dopiero w nocy z niedzieli na poniedziałek. Dzień ładnie upłynie także w centrum, gdzie popada tylko lokalnie.
Podczas burz możliwe będą porywy wiatru do 80 km/h- na południowym wschodzie do 90 km/h oraz grad do 2-3 cm średnicy od Małopolski po Roztocze.
Na Opolszczyźnie, szczególnie w powiatach oleskim i kluczborskim, rośnie nie tylko areał upraw pomidorów gruntowych, ale i zainteresowanie nowoczesnymi technologiami w rolnictwie. Najnowszym przykładem tej zmiany jest pojawienie się pierwszej w Polsce autonomicznej sadzarki do pomidorów. Czy maszyna zrewolucjonizuje sadzenie tych warzyw? Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy świadkami przełomu.
Robot sadzi szybciej i precyzyjniej niż człowiek
Nowa maszyna, zaprezentowana przez firmę PPHU Tomasz Skupin, samodzielnie pobiera sadzonki z tacki i umieszcza je w glebie z precyzją, o jakiej można tylko marzyć przy pracy ręcznej. – Robot sadzi z szybkością 30 tysięcy sadzonek na godzinę, czyli około hektara dziennie – wyjaśnia Tomasz Skupin. Co więcej, sadzarka precyzyjnie umieszcza sadzonki na głębokości 10–15 cm, co przekłada się na niemal stuprocentowe przyjęcia.
Odpowiedź na brak rąk do pracy
Problem z dostępem do pracowników sezonowych dotyka dziś niemal każdego rolnika. – Automatyczna sadzarka to dla nas ogromne wsparcie – mówi Martyna Kasprzak z Grupy Producentów Rozsad Kasprzak. – W tym roku wyprodukujemy ponad 70 milionów sadzonek pomidora, więc każde usprawnienie procesu sadzenia to ogromna oszczędność czasu i pracy.
Precyzja, oszczędność, efektywność
Maciej Wita, agromenadżer z firmy JAMAR, widzi w autonomicznej sadzarce przede wszystkim oszczędność zasobów i dokładność pracy. – Do obsługi wystarczy operator ciągnika, osoba podająca tacki i jedna do wymiany palet. Sadzenie jest równe, dokładne, a poprawki nie są potrzebne. To realna oszczędność czasu i ludzi.
Jeszcze nie dla wszystkich, ale przyszłość jest jasna
Nie każdy jednak jest gotowy na taką inwestycję. – Na razie dajemy radę manualną sadzarką. Na 6 hektarach potrzebujemy co najmniej 12 osób, pracujących od rana do wieczora – mówi Mateusz Sarnicki z Domaszowic. Ale nawet sceptyczni rolnicy, jak prezes RSP Gronowice Roland Szulc, przyznają, że przy dalszym zwiększaniu areału, inwestycja w robota może stać się koniecznością.
Technologia a opłacalność upraw
Wojciech Sobański, prezes RSP w Łowkowicach, po pierwszym roku prób uprawy pomidorów zdecydował się na znaczące zwiększenie areału – z 3 do 12 hektarów. – Nawet bez nawodnienia plon był opłacalny. Widać, że sadzarka daje dużą precyzję i oszczędność pracy. To ważne przy rozwijającej się produkcji.
Opłacalność uprawy pomidora gruntowego zaczyna się przy plonach powyżej 30 t/ha. – Pomimo trudnych sezonów z suszami i ulewami, pomidory dawały dobre wyniki ekonomiczne – podsumowuje dr Mariusz Drożdż, ekspert ds. upraw. Nowoczesna technologia, jak autonomiczna sadzarka, może być kluczowym elementem zwiększenia efektywności i zysków w przyszłości.
W świecie rolnictwa precyzyjnego nadchodzi kolejny przełom. 23 maja 2025 r. firma John Deere ogłosiła przejęcie Sentera, amerykańskiego lidera w dziedzinie zdalnego obrazowania pól. Co to oznacza dla polskich rolników? Przede wszystkim – jeszcze łatwiejszy dostęp do danych, które przekładają się na konkretne decyzje, oszczędności i wyższe plony.
Dron, dane i decyzje – nowoczesna agrotechnika w praktyce
Dzięki technologii Sentera, rolnicy mogą wykorzystać drony do szybkiego i precyzyjnego zbierania danych o kondycji roślin. Ich kamery, kompatybilne z najpopularniejszymi dronami na rynku, pozwalają tworzyć mapy chwastów, oceniać stan zdrowotny upraw, rozpoznawać objawy chorób, a nawet kontrolować jakość zasiewu.
Dzięki przejęciu Sentera, wszystkie te dane można teraz bezpośrednio integrować z John Deere Operations Center™ – cyfrową platformą, która umożliwia zarządzanie gospodarstwem z poziomu komputera lub telefonu. – To połączenie technologii pozwoli rolnikom podejmować trafniejsze decyzje przez cały sezon wegetacyjny – mówi Chris Winkler z John Deere.
Mniej środków, lepszy efekt
Jednym z flagowych rozwiązań Sentera jest system SMARTSCRIPT™ Weeds, który pozwala precyzyjnie dawkować herbicydy – tylko tam, gdzie są potrzebne. Dron tworzy mapę rozmieszczenia chwastów, a opryskiwacz z indywidualną kontrolą dysz dostosowuje dawkowanie do rzeczywistych warunków w polu. To mniej chemii, niższe koszty i większy szacunek dla środowiska.
Korzyści dla każdego gospodarstwa – od małych po największe
Nowe narzędzia skierowane są nie tylko do dużych gospodarstw. John Deere stawia na otwartość i elastyczność – platforma Operations Center wciąż wspiera dane z innych źródeł, a kamery Sentera będą nadal dostępne dla producentów dronów i indywidualnych użytkowników.
– Jako klient obu firm, już teraz widzę, jak wiele zyskujemy – mówi Nick Einck, agronom z Chandler Coop. – Szybciej zbieramy dane, lepiej reagujemy i osiągamy lepsze wyniki. Teraz wszystko to działa jeszcze płynniej.
Skok w przyszłość rolnictwa
To przejęcie to nie tylko technologiczna nowinka, ale wyraźny sygnał, w którą stronę zmierza współczesne rolnictwo – w kierunku precyzji, integracji i automatyzacji. Jak podkreśla Brian Wenngatz, prezes Sentera: – Z John Deere możemy rozwijać skalowalne, niezawodne rozwiązania, które będą dostępne dla każdego rolnika – bez względu na wielkość gospodarstwa czy stopień zaawansowania technologicznego.
Zabieg T3 w zbożach jest ostatnim elementem walki z agrofagami. Chcąc uzyskać surowiec wysokiej jakości musimy przyjąć odpowiednią strategię fungicydową chroniącą kłos oraz wykształcające się ziarniaki.
Udział kłosa w asymilacji związków wypełniających ziarniaki wynosi – w zależności od gatunku zboża – od 12 do 41%. Zabiegiem, potocznie nazywanym T3, zazwyczaj zamykamy program ochrony zbóż. Wykonujemy go od końca fazy kłoszenia (warto dopisać fazę BBCH) do fazy dojrzałości wodnej ziarna (BBCH 71), a czasami nawet do dojrzałości mlecznej ziarna (BBCH 75), w zależności od presji infekcyjnej oraz warunków meteorologicznych. Przy takim terminie stosowania należy jednak bezwzględnie mieć na uwadze termin karencji środka.
Rozwojowi różnych gatunków grzybów z rodzaju Fusarium sprzyjają inne warunki pogodowe. Zawsze jeden lub dwa gatunki mogą rozwijać się w warunkach, w których zahamowaniu ulega rozwój pozostałych. Wówczas na plantacji dochodzi do dominacji gatunku Fusarium o zróżnicowanej szkodliwości, wynikającej z różnej skuteczności zwalczania poszczególnych gatunków grzybów z tego rodzaju. W kolejnych fazach rozwojowych na plantacjach zbóż występują: fuzarioza siewek, pleśń śniegowa, fuzaryjna zgorzel podstawy źdźbła, fuzarioza liści i w końcowym etapie wegetacji fuzarioza kłosów.
Największe zagrożenie – fuzarioza kłosów
Fuzarioza kłosów jest powszechną, porażającą kłosy zbóż chorobą grzybową, która występuje na całym świecie. Szkodliwość infekcji kłosów przez grzyby z rodzaju Fusarium wiąże się z obniżką plonu oraz pogorszeniem jakości ziarna. Mykotoksyny wytwarzane przez te patogeny są następstwem porażenia kłosów w okresie kwitnienia i dojrzewania ziarna. Najczęściej w ziarnie oznacza się trzy rodzaje mykotoksyn: DON, zearalenon i fumonizyny.
Kłosy zaatakowane przez grzyby z rodzaju Fusarium częściowo lub całkowicie zamierają. Przy wysokiej wilgotności pokrywają się białym lub różowym nalotem, na którym mogą powstawać pomarańczowe lub łososiowe skupienia zarodników. Bardzo trudne jest określenie optymalnego czasu zwalczania fuzariozy kłosa, gdyż należy się przy tym kierować okresem kwitnienia pszenicy i zarodnikowaniem grzyba. Najczęściej na zabiegi o wysokiej skuteczności działania mamy tylko kilka (3–6) dni. To pokazuje , iż ograniczanie rozwoju tych patogenów nie jest łatwe. . Bardzo istotne jest prowadzenie obserwacji na plantacjach oraz ocena danych meteorologicznych, która może ułatwić podjęcie decyzji o wykonaniu zabiegu ochronnego.
W drugiej połowie XX w. masowe występowanie fuzariozy kłosów obserwowano w wielu regionach świata: Ameryce Północnej i Południowej, Japonii, Chinach, na Bliskim Wschodzie i w wielu krajach europejskich. Przyjmuje się, że w Polsce odpowiedzialne za fuzariozę zbóż są przede wszystkim: Fusarium culmorum, Fusarium avenaceum, Fusarium graminearum, Fusarium nivale orazFusarium poae.
Udział poszczególnych gatunków bywa różny, w zależności od fazy rozwojowej zbóż oraz od warunków atmosferycznych w danym roku. W wielu publikacjach naukowych znajdziemy informacje, że to właśnie warunki meteorologiczne są głównym czynnikiem decydującym o rozprzestrzenianiu i infekcyjności grzybów z rodzaju Fusarium, a w szczególności gatunków wywołujących fuzariozę kłosów.
Do znacznego porażenia kłosów dochodzi, gdy jest wysoka wilgotność powietrza, a temperatura powyżej 15°C (optymalne podano w tabeli) utrzymuje się dłużej niż 24h. Deszcz jest jedną z dróg infekcji spowodowanej przez te patogeny, gdyż wraz z kroplami deszczu zarodniki konidialne, tzw. makrokonidia przedostają się w łanie na górne organy roślin (łącznie z kłosami). Po opadach deszczu z perytecjów wraz z wiatrem ulatniają się również askospory, które docierają bezpośrednio na kłosy. Określenie optymalnego czasu zwalczania fuzariozy kłosa jest tak trudne, gdyż należy się przy tym kierować okresem kwitnienia pszenicy i zarodnikowaniem grzybów, których – jak już wspomniano wcześniej – jest kilka rodzajów.
Wielokierunkowa walka
W obliczu rosnącego zagrożenia ze strony grzybów z rodzaju Fusarium, wynikającego przede wszystkim ze zmian klimatycznych, jak i z uodparnia się tych patogenów na substancje czynne z grupy triazoli, powinniśmy myśleć o strategii zmniejszania strat powodowanych przez tę kosmopolityczną grupę grzybów.
Obecnie zaleca się zintegrowane praktyki agrotechniczne, czyli łączenie fungicydów z uprawą odmian tolerancyjnych, płodozmianem oraz ochroną biologiczną. Te praktyki mają na celu zmniejszenie inokulum w glebie. Rycina 1 przedstawia schematycznie te działania. Nie wszystkie metody są u nas dostępne. Obecnie nie ma możliwości hodowli transgenicznej. Biorąc pod uwagę bariery wprowadzania zewnętrznych genów do odmian komercyjnych może minąć dużo czasu, zanim odmiany transgeniczne będą dostępne dla plantatorów.
Septorioza plew
Septorioza plew występuje głównie na plantacjach pszenicy i pszenżyta, ale może pojawiać się także na plantacjach jęczmienia i żyta. Patogen wywołujący chorobę przenosi się przez ziarno i resztki pożniwne. Atakuje wszystkie organy rośliny. Rozwojowi sprzyjają umiarkowane temperatury i wysoka wilgotność powietrza. Porażone kłosy mają na plewach brązowe lub fioletowo-brązowe plamy, ich brzegi i końce stopniowo zasychają.Jednocześnie pojawiają się na nich coraz liczniejsze ciemne, punktowe wzniesienia. Największe straty powstają, jeśli porażone zostaną liść flagowy i kłos. Rozwój choroby następuje bardzo szybko – w ciągu kilku dni może dojść do całkowitego opanowania kłosa. Porażenie kłosów ma bezpośredni wpływ na ograniczenie wypełnienia ziarna, a tym samym może silnie obniżyć masę tysiąca ziaren.
Wszechobecny mączniak prawdziwy
Przy bardzo sprzyjających rozwojowi chorób warunkach, zwłaszcza w uprawach jęczmienia, pszenżyta i żyta hybrydowego oraz niektórych bardzo podatnych odmianach pszenic na kłosach można obserwować objawy mączniaka prawdziwego zbóż i traw. Ekonomiczny próg szkodliwości dla tego patogena w fazie kłoszenia to pierwsze objawy porażenia na liściu podflagowym, flagowym lub na kłosie. Jest szczególnie groźny, gdy poraża plewy i ości.
Czernienie kłosów
Grzyby powodujące czernienie zbóż przynoszą straty tylko przy silnym i wczesnym porażeniu, zwłaszcza gdy plantacja z powodu warunków meteorologicznych czekała długo na zbiór.Wówczas następuje obniżenie plonu i jego jakości. Na kłosach pojawia się charakterystyczny czarny nalot, przypominający sadzę, który pokrywa kłos częściowo lub całkowicie. Na plantacjach chronionych w czasie wegetacji przez wykonanie zabiegów fungicydowych (zwłaszcza w terminie T3) czerni zbóż na kłosach jest znacznie mniej niż na plantacjach, na których nie wykonano chemicznej ochrony zbóż przed chorobami. Grzyby wywołujące czerń kłosów przenoszone są do magazynów i tam często rozwijają się dalej wraz z innymi grzybami, powodując pleśnienie ziarna.
Z lewej kłosy po zabiegu fungicydowym wykonanym w terminie T3. Z prawej kłosy z obiektu kontrolnego bez zabiegu. fot. Z.Sawinska
Kiedy wykonać zabieg T3 w zbożach?
Decyzja dotycząca ochrony kłosów oraz górnych liści zbóż wymaga uwzględnienia kilku ważnych elementów, takich jak: określenie zdrowotności roślin i zidentyfikowanie chorób grzybowych znajdujących się w łanie. Stanowiska, na których często wysiewane są zboża, bądź w płodozmianie znajduje się kukurydza, określa się mianem stanowisk zwiększonego ryzyka. W roślina ta często jest przedplonem dla zbóż.
W przypadku dwuzabiegowych programów ochrony konieczne jest więc monitorowanie plantacji i w odpowiednim momencie podjęcie decyzji o ewentualnym kolejnym zabiegu. Kolejną aplikację fungicydu powinniśmy wykonać, jeśli pojawiają się nowe infekcje kłosa. W sytuacji, gdy zabieg T2 ma być ostatnim, jaki planujemy wykonać w naszej uprawie należy go przeprowadzić, gdy pszenica jest już w fazie kłoszenia. Warto byłoby w mieszaninie z triazolami zastosować substancje dłużej działające, np. z grupy karboksyamidów (SDHI), które wykazują dobre działanie w zwalczaniu rdzy i septoriozy.
W przypadku planowania ochrony trzyzabiegowej w T3 sięgamy po substancje z grupy triazoli, np.: protiokonazol, metkonazol, difenkonazol czy tebukonazol. Pamiętajmy,aby zawsze stosować je w mieszaninie minimum dwóch. Nigdy nie stosujmy tych substancji solo. W tym zabiegu warto użyć odpowiednio dobrane adiuwanty, tak aby substancja aktywna dotarła do każdego zakamarka kłosa.
Kluczowy przebieg pogody
Pamiętajmy, że warunki atmosferyczne podczas lub niedługo po zastosowaniu fungicydów również wpływają na ich ostateczną skuteczność. Wykonanie zabiegu w temperaturze przekraczającej 32oC, przy wilgotności powietrza poniżej 50% może skutkować zbyt dużą ewaporacją drobnych kropel. Oprysk przy wietrznej pogodzie skutkuje znoszeniem cieczy użytkowej. Pojawienie się deszczu krótko po wykonaniu zabiegu może skutkować zmyciem cieczy opryskowej z roślin. Przyjmuje się, że muszą upłynąć ok. 3 godziny od czasu aplikacji fungicydu do wystąpienia deszczu. Jednak poszczególne substancje czynne różnią się w tym zakresie. Dlatego też warto zapoznać się z zapisami w etykiecie.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.