Ceny skupu zbóż stabilizowały się, ale rzepaku spadły wkońcówce maja. Pokazuje to raport Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW). W przeciwieństwie do publikowanych w internecie cen ofertowych, raport pokazuje faktyczne ceny transakcyjne, czyli ceny akceptowane równocześnie przez rolników i podmioty skupowe.
Cena pszenicy bez zmian, a kukurydza w górę w tygodniu kończącym się 25 maja
Według raportu ceny średnie krajowe sześciu (z dziesięciu) raportowanych zbóż minimalnie wzrosły w krajowych punktach skupu w tygodniu kończącym się 25-go maja 2025 roku. Skala zmian cen średnich mieściła się w zakresie od (-0,5%) – żyto konsumpcyjne do (+1,9%) – jęczmień konsumpcyjny.
O ile w cenach średnich pszenicy widoczny był w maju delikatny trend spadkowy, to w zakupach pośredników ceny kukurydzy wzrosły w skali tygodnia i były najwyższe od sierpnia 2023 roku. Jednocześnie warto zauważyć, że krajowe ceny dwóch głównych zbóż (pszenica i kukurydza) są tylko minimalnie niższe od cen średnich dla całej Unii Europejskiej.
Raport MRiRW odpowiada również na pytanieilepłacono za rzepak w tygodniu kończącym się 25–go maja.
Średnia cena rzepaku spadła w zakładach tłuszczowych o 58 zł w skali tygodnia (-110 zł/t w dwa tygodnie) do 2.375 zł/t, ale nadal jest to o 1/5 więcej niż przed rokiem. Dla porównania na giełdzie Matif rzepak z nowego zbioru wyceniany był w tym samym czasie na niespełna 2.075 zł/t (notowania strego rzepaku zakończyły się z końcem kwietnia).
Ile płacono za krajowe zboża – tabela (ceny średnie)
Cenę średnią krajową skupu pszenicy konsumpcyjnej (młyny i firmy handlowe) ustalono na 906 zł/t – podobnie jak tydzień wcześniej. W poszczególnych makroregionach (Centralno-Wschodni, Południowy i Północno-Zachodni) ceny średnie skupu mieściły się w bardzo wąskim przedziale 896 – 908 zł/t.
Bardziej szczegółowe dane pokazują, że młyny płaciły w 21 tygodniu tego roku za ziarno pszenicy średnio ok. 911 zł/t (bez zmian w skali tygodnia), podczas gdy handlowcy 886 zł/t (-4 zł/t w skali tygodnia). Był to piąty z rzędu tydzień z niższymi cenami pszenicy u pośredników.
Średnie ceny skupu pszenicy konsumpcyjnej w Polsce (wykres)
Ceny zbóż paszowych
W raportowanym tygodniu w skupie przeważały zboża paszowe, a ich udział wzrósł do poziomu 59% (+8% w skali tygodnia). W tym kukurydza i pszenica paszowa stanowiły 51% całego skupu zbóż.
Cena średnia krajowa pszenicy kupowanej na cele paszowe pozostała na poziomie 905 zł/t, a w makroregionach ceny średnie płacone za ziarno paszowe pszenicy mieściły się w przedziale 894 – 915 zł/t.
Handlowcy płacili za pszenicę paszową minimalnie więcej niż firmy paszowe
Jednocześnie firmy paszowe kupowały pszenicę średnio po 901 zł/t (-1 zł/t w tygodniu), a pośrednicy płacili 910 zł/t (+1 zł/t w skali tygodnia).
Średnie ceny skupu pszenicy paszowej w Polsce od 2021 roku – wykres
Pośrednicy płacili za kukurydzę najwięcej od sierpnia 2023 roku
Cena średnia krajowa kukurydzy suchej ustalona została na 902 zł/t, czyli 9 zł/t niżej w skali tygodnia. W makroregionach ceny średnie tego zboża zamknęły się w przedziale 891 – 936 zł/t.
W skali kraju handlowcy płacili za kukurydzę średnio 919 zł/t po wzroście o 11 zł w skali tygodnia. Była to najwyższa cena średnia tego zboża od 33 tygodnia 2023 roku.
Jednocześniefirmy paszowe płaciły za suchą kukurydzę średnio 895 zł/t (-2 zł w skali tygodnia).
Średnie ceny skupu kukurydzy suchej w Polsce (wykres w ujęciu tygodniowym)
Ceny rzepaku spadły według MRiRW drugi tydzień z rzędu
Dane MRiRW pokazują, że w tygodniu kończącym się 25-go maja 2025 roku średnia cena zakupu rzepaku spadła w zakładach tłuszczowych o 58 zł do 2.375 zł/t* (najmniej od 4 tygodni). Nadal oznacza to cenę o ponad 1/5 wyższą niż rok temu. Dla porównania, seria najbliższa kontraktu na rzepak (z 2025 roku) w Paryżu wyceniana była na koniec omawianego tygodnia znacznie niżej, bo na 2.075 zł/t. Warto zauważyć, że na Matif notowane są tylko kontrakty na nowy zbiór.
Średnie ceny skupu rzepaku w Polsce od 2021 roku
Uwaga! Ceny średnie skupu rzepaku i zbóż obejmują często dostawy z wcześniej podpisanych umów i mogą odbiegać od aktualnych cen na rynku.
Jeszcze dwadzieścia lat temu produkcja wołowiny w Polsce była dodatkiem, a nie filarem gospodarstw. Dziś to już ponad milion ton mięsa rocznie, z czego lwia część trafia poza granice kraju – od Włoch po kraje arabskie. Polska wołowina ma markę: żywione na pastwiskach bydło mięsne, mięso zrównoważone, często certyfikowane, a przede wszystkim – smaczne. Ale za tą historią sukcesu kryje się codzienna praca, rosnące wymagania i globalna konkurencja. Czy jesteśmy gotowi na nowy rozdział?
Cielęce początki – jak rodzi się eksportowy towar
Produkcja wysokiej jakości wołowiny zaczyna się od podstaw – odpowiednich ras mięsnych i dobrze zorganizowanej hodowli. Coraz większe znaczenie mają rasy takie jak Limousine, Charolaise, Hereford czy Angus, które dają lepsze przyrosty masy i wyższą jakość tuszy. W Polsce mamy już ponad 1,2 mln sztuk bydła mięsnego (GUS, 2024), a trend wciąż rośnie.
Hodowcy coraz częściej korzystają z programów dopłat i wsparcia – jak np. działania PROW 2014–2020, w tym „Dobrostan zwierząt”, „Modernizacja gospodarstw rolnych” czy specjalne premie za utrzymanie krów mamek. Kluczowa staje się także kontrola pochodzenia – cielęta muszą być odpowiednio identyfikowane i monitorowane, by spełnić rygory eksportowe.
Polska wołowina to już nie tylko lokalny produkt – to międzynarodowa marka. Według danych KOWR, w 2023 roku eksportowaliśmy blisko 450 tys. ton wołowiny, głównie do Włoch, Niemiec, Hiszpanii, Francji i Holandii. Dużym odbiorcą są również kraje arabskie – Algieria, Arabia Saudyjska, Liban – oraz Izrael i Turcja.
Dlaczego nasza wołowina jest ceniona? Bo pochodzi z relatywnie niskointensywnej produkcji, jest wolna od hormonów, a polskie gospodarstwa spełniają wysokie normy weterynaryjne i jakościowe. Systemy traceability (śledzenia pochodzenia), znakowanie, nadzór GIW i wdrażane systemy jakości (QMP – Quality Meat Program) sprawiają, że zachodnie rynki mają do nas zaufanie.
Wyzwania: konkurencja, dobrostan i polityka klimatyczna
Nie jest jednak tak, że polska wołowina ma przed sobą tylko łatwe żniwa. Z jednej strony mamy konkurencję z Ameryki Południowej (np. Brazylia), gdzie produkcja jest znacznie tańsza, choć często mniej kontrolowana. Z drugiej – coraz większe naciski Unii Europejskiej na ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, w tym metanu pochodzącego z chowu bydła.
Wołowina stała się symbolem sporu między rolnictwem a klimatem. Dla Polski to dylemat – ograniczać pogłowie czy inwestować w nowoczesne systemy chowu niskoemisyjnego? Rozwiązaniem może być rozwój wypasu pastwiskowego i wprowadzenie pasz redukujących emisję metanu (np. z alg czerwonych), które testowane są już w Holandii i Irlandii.
Technologie i certyfikaty – przyszłość eksportu
Aby utrzymać się na rynkach i konkurować jakością, a nie tylko ceną, polskie gospodarstwa muszą sięgać po nowe narzędzia. Systemy zarządzania stadem (np. SmartBEEF, Hodowca24), automatyczne systemy żywienia, czujniki zdrowotne i monitoring behawioralny to już nie fanaberia, a konieczność.
Równie ważne są certyfikaty – jak wspomniany QMP, ale też GlobalG.A.P. czy standardy Halal. Produkcja zgodna z wymogami religijnymi, ale też środowiskowymi, staje się przepustką do najbardziej wymagających rynków. Coraz częściej liczy się też cyfryzacja dokumentacji i pełna transparentność łańcucha dostaw.
Cielęce mięso, dorosłe wyzwania
Polska wołowina to historia sukcesu, ale nie bez zagrożeń. Świat się zmienia, a wraz z nim oczekiwania klientów i polityka rolnicza. Trzeba inwestować, edukować, modernizować. Trzeba też mówić głośno: polski rolnik potrafi produkować wołowinę najwyższej jakości, ale potrzebuje wsparcia – nie tylko finansowego, ale też promocyjnego i politycznego.
Jeśli chcemy utrzymać pozycję lidera, musimy przestać być tylko „tanimi dostawcami”. Musimy być liderami jakości, odpowiedzialności i nowoczesności. Bo od cielaka do eksportu prowadzi długa droga – i warto, byśmy to my wyznaczali jej kierunek.
Jeszcze do niedawna o dobrostanie zwierząt mówiło się głównie w kontekście aktywistów i środowisk miejskich, którym bliskie były uczucia, ale dalekie pola. Dziś jednak coś się zmienia. Coraz więcej konsumentów pyta nie tylko „czy świeże?”, ale „czy godnie produkowane?”. Rolnicy muszą więc zmierzyć się z pytaniem: czy dobrostan to nowy wymysł unijnej biurokracji, etyczny trend, czy może realna droga do lepszego rolnictwa?
Prawda – jak zwykle – leży pośrodku. I wymaga czegoś więcej niż jednorazowych dopłat. Wymaga zmiany myślenia o produkcji, w której liczy się nie tylko wydajność, ale i warunki życia zwierząt.
Dobrostan – co to właściwie znaczy w praktyce?
Dobrostan nie jest pojęciem filozoficznym, a bardzo konkretnym zestawem wymogów. Zgodnie z definicją Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), dobrostan oznacza stan, w którym zwierzę może w pełni realizować swoje potrzeby biologiczne i behawioralne.
Co to znaczy w praktyce? Odpowiednią przestrzeń do poruszania się, dostęp do wody i paszy, komfort cieplny, ograniczenie bólu i stresu. Nie wystarczy już, że świnia ma dostęp do poidła – musi mieć również ściółkę do rycia. Nie wystarczy, że krowa daje mleko – musi móc się położyć na miękkim legowisku, nie na betonie.
To wymagania, które mają coraz większy wpływ na unijne dotacje i opłacalność produkcji. W ramach WPR 2023–2027 Polska uruchomiła „dobrostanowe” płatności – ale pod warunkiem spełniania konkretnych warunków bytowych. Rządowe źródła, jak MRiRW czy ARiMR, wskazują: to nie moda, to kierunek rozwoju.
Zachodni rynek wyraźnie pokazuje, że konsumenci są gotowi płacić więcej za produkty „zrównoważone” – również te pochodzenia zwierzęcego. Francuzi wybierają mleko z certyfikatem dobrostanu. Niemcy preferują wieprzowinę z systemów, które gwarantują większą przestrzeń i dostęp do wybiegów. W Polsce ten trend dopiero kiełkuje, ale dynamicznie rośnie – zwłaszcza wśród młodszych kupujących.
W odpowiedzi sieci handlowe coraz częściej wymagają od dostawców certyfikatów zgodnych z normami dobrostanu. Programy takie jak QA (Quality Assurance), GlobalG.A.P. czy polskie normy PIMiR zaczynają być przepustką do rynku. Dla rolnika to dodatkowy koszt, ale też szansa na lepszą cenę za produkt.
Wyzwania w praktyce – nie tylko słoma i więcej miejsca
Podniesienie standardów dobrostanu to nie tylko kwestia sumienia czy oczekiwań rynku. To realne wyzwanie inwestycyjne. Wymaga przebudowy budynków inwentarskich, zakupu nowego wyposażenia (np. legowisk, kurtyn, wentylatorów), reorganizacji chowu.
W przypadku trzody chlewnej – przejście z systemu rusztowego na głęboką ściółkę. W przypadku bydła mlecznego – zapewnienie co najmniej 6 m² legowiska na sztukę. Wszystko to kosztuje, a nie każdy rolnik jest gotów lub w stanie ponieść takie wydatki.
Dlatego też potrzebna jest mądra polityka wsparcia – nie tylko dopłaty jednorazowe, ale też kredyty inwestycyjne, szkolenia i doradztwo techniczne. Dziś dobrostan to obowiązek w unijnych planach, ale bez wsparcia – pozostanie tylko na papierze.
AI i automatyzacja w służbie dobrostanu
Tu wraca temat nowoczesnych technologii. Inteligentne systemy monitorujące (jak CowManager, PigVision, Velos) nie tylko poprawiają efektywność produkcji, ale też realnie wpływają na dobrostan. Dzięki analizie danych można wcześniej wykryć stres cieplny, kulawizny, zaburzenia pokarmowe.
Automatyczna wentylacja, systemy zadawania paszy i zarządzania światłem to dziś standard w nowoczesnych chlewniach i oborach. Co więcej – niektóre kraje UE (np. Dania, Holandia) oferują rolnikom premię za wdrożenie takich rozwiązań. Polska dopiero zaczyna, ale już teraz w ramach PROW można ubiegać się o wsparcie na „inteligentne technologie”.
Dobrostan jako przyszłość, nie przymus
Na koniec trzeba to powiedzieć jasno: dobrostan zwierząt to nie chwilowa moda ani kolejny unijny kaganiec. To kierunek, w którym zmierza cała europejska produkcja. Możemy się buntować, ale rynek i przepisy mówią jednym głosem.
Zamiast traktować go jak kłopot, warto zobaczyć w nim szansę – na wyższą jakość, większy zysk i dobrą opinię konsumencką. Bo polska wieś, jeśli ma być przyszłością, musi nie tylko karmić – ale też karmić odpowiedzialnie. A to oznacza: z głową, z sercem i z poszanowaniem dla tych, od których wszystko się zaczyna – dla zwierząt.
Po ciepłej nocy na zachodzie pojawią się burze. Środa lokalnie upalna
Przed nami sucha i pogodna noc. Po ulewach od Małopolski po Podkarpacie, Lubelskie miejscami pojawią się mgły i zamglenia. Temperatura uzależniona będzie od wiatru. Na wschodzie bezwietrznie i rześko- zaledwie 7-8 stopni na Podlasiu; 9-11 w Lubelskim, Mazurach, wschodzie Mazowsza; 11-13 stopni od Małopolski po Łódzkie, Pomorze Gdańskie do 14-15 na zachodzie i północy. Najcieplej na zachodzie Lubuskiego, wybrzeżu zachodnim i zachodzie Dolnego Śląska gdzie powieje umiarkowany wiatr z południa podwyższając temperaturę do 16-18 stopni przy jednoczesnym braku rosy.
Środa na zachodzie, południu i wschodzie będzie ciepłym, dusznym i parnym dniem a upał na południowym zachodzie tylko nasili uczucie ciężkości w powietrzu. W środę już od południa pojedyncze burze przetaczać się będą przez Pomorze Zachodnie i północ Lubuskiego a po południu burze dotrą nad Kaszuby, zachód Kujaw, większość Wielkopolski i Dolnego Śląska. Podczas burz popada do 5-35 mm; możliwy grad do 1-3 cm i silny wiatr punktowo do 90 km/h a nawet więcej. Deszcz spadnie na około 75% obszaru.
Na wschodzie i południu będzie to pierwszy całkiem suchy dzień od dłuższego czasu.
Wiatr na wschodzie słaby z południa. Od Pomorza Gdańskiego po Kujawy, Łódzkie powieje silnie z południa a na zachodzie umiarkowany z południa zaś w burzach silny i porywisty do 90 km/h a nawet więcej.
Kolejne dni to sporo burz zwłaszcza znów na południu, południowym wschodzie kraju oraz miejscami na zachodzie. Najmniejsze ryzyko opadów i burz będzie nadal w centrum kraju. Na wschodzie i południu pojawi się kilka dni z szansą na upał ale niewielki do maksymalnie 30-31 stopni.
Na termometrach do czasu burz od 25 stopni w Szczecinie do 30-31 w rejonie Sławy, Leszna, Głogowa zaś po południu w czasie burz od 16 stopni w Koszalinie do 30 stopni w rejonie Wielunia i Opola.
Wiceminister rolnictwa Michał Kołodziejczak znowu na wojennej ścieżce – i tym razem celuje wysoko. W najnowszych wypowiedziach ostro uderza w koalicjanta – PSL, zarzucając mu brak skuteczności i działania „na pokaz”. Czy to początek rozłamu w rządzie? A może… przygotowanie do spektakularnego odejścia z resortu?
Kołodziejczak: Ostre spięcie w rządzie!
Michał Kołodziejczak – wiceminister rolnictwa i lider Agrounii – rozważa poważne uderzenie: może odejść z rządu. Jak ustaliło RMF FM, decyzja może zapaść już w najbliższych dniach
Kołodziejczak mówi wprost: „Nie dam się robić w balona. Jeśli nie będzie zmian, nie widzę sensu dalszej pracy.” To nie są słowa rządowego urzędnika – to deklaracja wojownika. Lider Agrounii chce gruntownych zmian w ministerstwie i otwarcie krytykuje kadry PSL-owskie, które – jego zdaniem – nie rozumieją realnych problemów wsi.
W kuluarach mówi się o wewnętrznym konflikcie w Ministerstwie Rolnictwa, a sam minister Czesław Siekierski tonuje nastroje, twierdząc, że „pan Kołodziejczak przesadza”, ale… nie wyklucza, że część ludzi „nadaje się do zwolnienia”.
Kołodziejczak zapowiada rewolucję – czy będzie miał odwagę ją przeprowadzić? A może zostanie wypchnięty z resortu, zanim zdąży powiedzieć „dość”?
Czy PSL i Agrounia rozejdą się w cieniu upadającej współpracy? Czy Kołodziejczak stanie się pierwszą ofiarą nowych napięć w rządzie?
W dniu 28 maja 2025 r. w Centrum Wystawowo-Edukacyjnym w Gołaszynie odbyła się II Wielkopolska Debata o Spółkach Wodnych, zorganizowana przez Wielkopolską Izbę Rolniczą (WIR). Wydarzenie zgromadziło liczne grono uczestników – rolników, przedstawicieli samorządów, spółek wodnych oraz instytucji zaangażowanych w gospodarowanie wodą na obszarach wiejskich.
Głównym punktem programu było zaprezentowanie Wielkopolskiego Programu Zapobiegania Suszy Rolniczej, który ma na celu przeciwdziałanie skutkom suszy w regionie i poprawę gospodarki wodnej na terenach rolniczych. Program został opracowany przez WIR w oparciu o wnioski z debat, konsultacji z rolnikami i ekspertami oraz analizę warunków klimatyczno-hydrologicznych Wielkopolski.
Założenia programu
Podczas spotkania omówiono szczegółowo założenia programu, m.in. potrzebę:
rozwoju małej retencji i melioracji,
odbudowy i wsparcia spółek wodnych jako lokalnych operatorów infrastruktury wodnej,
wzmocnienia współpracy między instytucjami i samorządami,
promocji inwestycji w nawadnianie oraz
konieczności pozyskiwania środków krajowych i unijnych na cele przeciwsuszowe.
W trakcie debaty przedstawiciele samorządów lokalnych, w tym starostowie i burmistrzowie, dzielili się swoimi doświadczeniami z zarządzaniem gospodarką wodną. Poruszono również kwestię niedofinansowania spółek wodnych oraz braków kadrowych, które ograniczają ich skuteczność.
WIR podkreśliła, że skuteczna walka z suszą wymaga nie tylko środków finansowych, ale również zaangażowania samych rolników – w monitorowanie warunków polowych, zgłaszanie potrzeb oraz współpracę ze spółkami wodnymi.
Podczas wydarzenia odbyła się także wystawa sprzętu melioracyjnego oraz prezentacje firm oferujących rozwiązania w zakresie nawodnień i retencji wody.
W ostatnich latach obserwujemy dynamiczne zmiany w fitopatologicznym krajobrazie upraw truskawki w Polsce. Grzyby z rodzaju Neopestalotiopsis, dotychczas uważane za niegroźne lub wtórne patogeny, zaczynają stanowić istotne zagrożenie dla producentów. Porażają zarówno liście, owoce, jak i system korzeniowy, wpływając bezpośrednio na jakość plonów oraz rentowność upraw.
Neopestalotiopsis clavispora – narastający problem na polskich plantacjach
Do niedawna Pestalotiopsis była uznawana za patogen marginalny. Jednak od 2018 roku w Polsce stwierdzono obecność Neopestalotiopsis clavispora, grzyba zdolnego do porażenia wszystkich organów rośliny: liści, korony, korzeni oraz owoców.
Objawy porażenia
zaczerwienienie starszych liści i zahamowanie wzrostu
więdnięcie roślin, szczególnie w okresie owocowania
brunatne, zapadnięte zmiany z czarną sporulacją na owocach
Pierwsze przypadki masowych porażeń notowano w Hiszpanii (2013) i na Florydzie (2018). Obecnie patogen występuje w wielu regionach Polski.
Neopestalotiopsis rosae – główna przyczyna strat w sezonie 2024
Jeszcze większe zagrożenie stanowi Neopestalotiopsis rosae, którego obecność potwierdzono w ponad połowie analizowanych próbek w Polsce w 2024 roku. Grzyb ten powoduje poważne uszkodzenia korzeni i korony już na etapie ukorzeniania się roślin, a także poraża liście i owoce.
Charakterystyczne objawy
zahamowanie wzrostu i zamieranie młodych roślin
ciemnienie korzeni i obumieranie korony
plamistości liści – od żółtych do czarnych, często z tłustą powierzchnią zarodników
biała grzybnia z czarnymi skupiskami zarodników na owocach
Objawy często są mylone z antraknozą (Colletotrichum spp.) lub zgnilizną wywołaną przez Phytophthora spp.
Szybkie rozprzestrzenianie i czynniki sprzyjające infekcji
Grzyby z rodzaju Neopestalotiopsis rozprzestrzeniają się łatwo i szybko. Główne drogi zakażenia to:
materiał szkółkarski (sadzeniowy)
wiatr, deszcz, krople wody z nawadniania
narzędzia rolnicze, odzież robocza, ręce ludzi
pozostałości porażonych roślin w glebie
Warunki sprzyjające zakażeniom:
wysoka wilgotność powietrza (powyżej 80%)
temperatura od 20°C do 30°C (choć objawy mogą wystąpić także przy 5°C)
długi czas zwilżenia liści – minimum 48 godzin
Rekomendacje fitosanitarne – jak chronić plantację
Aby skutecznie ograniczyć ryzyko porażenia przez Neopestalotiopsis spp., należy:
używać jedynie zdrowego, certyfikowanego materiału sadzeniowego
prowadzić systematyczne lustracje plantacji
usuwać rośliny z objawami porażenia jak najszybciej
unikać prac pielęgnacyjnych przy mokrych roślinach
dezynfekować sprzęt i narzędzia ogrodnicze
W razie podejrzenia choroby zaleca się wykonanie analizy laboratoryjnej – diagnostykę można zlecić w Klinice Chorób Roślin IOR-PIB.
Dodatkowe zagrożenie – ślimaki wspierające rozwój chorób
Warto pamiętać, że znaczący wpływ na rozwój chorób grzybowych mają także ślimaki nagie, szczególnie aktywne w okresie tuż przed zbiorem.
Działania zapobiegawcze:
monitorowanie populacji ślimaków
zastosowanie zarejestrowanych moluskocydów (16 dostępnych w Polsce)
wybór preparatów bezpiecznych dla środowiska
Uszkodzenia owoców przez ślimaki sprzyjają wtórnym infekcjom grzybowym, bakteryjnym i wirusowym.
Rolnicy musieli zaorać 3,4 tys. ha zbóż ozimych według oceny rzeczoznawców terenowych GUS. Główną przyczyną zaorywania plantacji upraw zbóż ozimych w bieżącym roku były głównie uszkodzenia mrozowe, szkody wyrządzone przez zwierzynę leśną oraz mała obsada roślin na 1 m2. W bieżącym roku łączne straty w powierzchni zasiewów ozimin były niewielkie, na poziomie nieco niższym niż w roku ubiegłym.
Największe straty w oziminach zanotowano w woj. podlaskim i świętokrzyskim
Największe straty zimowe i wiosenne w uprawach zbóż ozimych odnotowano w województwie podlaskim (uszkodzenia mrozowe). W tym roku łączne straty w powierzchni zasiewów zbóż ozimych były niewielkie, na poziomie nieco niższym niż w roku ubiegłym, a ich stan oceniany bardzo wczesną wiosną był na ogół dobry.
Rolnicy musieli zaorać 3,4 tys. ha zbóż ozimych (0,1% areału)
Ocenia się, że do połowy maja zaorano i zakwalifikowano do zaorania łącznie ok. 3,4 tys. ha powierzchni zasianej zbożami ozimymi tj. 0,1% powierzchni zbóż ozimych, z tego:
• pszenicy ozimej ok. 1,2 tys. ha (w 2024 r. – 1,7 tys. ha),
• żyta ok. 0,5 tys. ha (w 2024 r. – 0,9 tys. ha),
• jęczmienia ozimego ok. 0,7 tys. ha (w 2024 r. – 1,0 tys. ha),
• pszenżyta ozimego ok. 0,6 tys. ha (w 2024 r. – 1,1 tys. ha),
• mieszanek zbożowych ozimych ok. 0,3 tys. ha (w 2024 r. – 0,4 tys. ha).
Do zaorania przeznaczono 0,2% ozimego rzepaku – dużo mniej niż przed rokiem
Powierzchnia uprawy rzepaku i rzepiku ozimego zaorana i zakwalifikowana do zaorania wyniosła ok. 1,8 tys. ha, tj. 0,2 % powierzchni zasianej jesienią (w 2024 r. – zaorano ok. 3,9 tys. ha). Według oceny rzeczoznawców terenowych GUS, główną przyczyną zaorywania plantacji upraw ozimych w bieżącym roku były głównie uszkodzenia mrozowe, szkody wyrządzone przez zwierzynę leśną oraz mała obsada roślin na 1 m2. Największe straty zimowe i wiosenne w uprawach rzepaku i rzepiku zanotowano w województwie świętokrzyskim (szkody wyrządzone przez zwierzynę leśną).
Niezależność od chemii, poprawa struktury gleby, zmniejszenie erozji, lepsze wykorzystanie wody i składników odżywczych – to wszystko sprawia, że pielnik znów staje się niezbędnym elementem każdego nowoczesnego gospodarstwa. Fot. K. Grzeszczyk/Agroprofil
Co znajdziesz w artykule?
Współczesne rolnictwo stoi w obliczu wielu wyzwań – wzrost kosztów środków ochrony roślin, odporność chwastów na herbicydy, zaostrzające się przepisy dotyczące stosowania chemii oraz rosnące oczekiwania konsumentów w zakresie zrównoważonej produkcji.
W tej sytuacji rolnicy coraz częściej sięgają po mechaniczne odchwaszczanie, wśród których dominującą rolę odgrywają pielniki. Rozwój technologii od prostych maszyn do nowoczesnych urządzeń z systemami kamer i automatycznym prowadzeniem sprawił, że dziś pielnik nie tylko wspomaga mechaniczne odchwaszczanie, ale może stać się jednym z filarów precyzyjnego gospodarowania.
Mechaniczne odchwaszczanie wraca do gry
Jeszcze kilkanaście lat temu pielniki kojarzyły się głównie z gospodarstwami ekologicznymi lub niewielkimi plantacjami warzywnymi. Dziś coraz częściej pojawiają się również w dużych gospodarstwach konwencjonalnych, które szukają oszczędności i alternatyw dla drożejących herbicydów. Nowoczesne pielniki dzięki integracji z systemami wizyjnymi, GPS, a nawet AI (sztuczna inteligencja) umożliwiają bardzo precyzyjne odchwaszczanie międzyrzędzi przy minimalnym ryzyku uszkodzenia roślin.
Podstawową zaletą mechanicznego pielenia jest jego niezależność od warunków pogodowych, odporności chwastów czy restrykcji legislacyjnych. Dobrze skonfigurowany pielnik może całkowicie zastąpić zabiegi herbicydowe lub skutecznie je ograniczyć, co przekłada się na realne oszczędności i korzyści środowiskowe. Dodatkowo, pielenie poprawia strukturę gleby, napowietrza ją, rozbija skorupę powierzchniową i redukuje parowanie wody – to wszystko wspiera zdrowy wzrost upraw.
Tradycyjne pielniki – prostota i skuteczność
Podstawowa konstrukcja pielnika nie zmieniła się znacząco od lat. Składa się on z ramy głównej (sztywnej lub składanej hydraulicznie), do której przymocowane są moduły robocze z redlicami, łapami, gwiazdami lub palcami gumowymi. Maszyny te występują w różnych szerokościach – od 1,5 m dla upraw warzywniczych po 12 m i więcej dla kukurydzy czy buraków. Każda sekcja może być regulowana niezależnie pod kątem rozstawu rzędów, głębokości pracy czy nacisku, co pozwala dostosować maszynę do konkretnej uprawy i warunków glebowych.
Wśród najpopularniejszych producentów prostych pielników warto wymienić:
Einböck – austriacki producent znany z serii Chopstar i Aerostar. Te maszyny można rozbudować o różne akcesoria, np. osłony rzędów czy aplikatory nawozów,
K.U.L.T. Kress – specjalizuje się w precyzyjnych pielnikach do warzyw i upraw specjalistycznych, często wykorzystywanych w gospodarstwach ekologicznych,
Kverneland – oferuje m.in. modele Kultistrip do uprawy pasowej oraz Kultivator, przeznaczone do różnych zastosowań,
AgriCarb, Rolmako, Bomet – polscy i europejscy producenci dostarczający solidne maszyny w konkurencyjnych cenach.
Wadą klasycznych pielników jest konieczność precyzyjnego ich prowadzenia. W przypadku upraw wąskorzędowych, np. marchwi czy cebuli, najmniejszy błąd może skutkować uszkodzeniem roślin. To ogranicza prędkość pracy i wymaga dużego doświadczenia operatora.
Technologia w służbie rolnika – pielniki z systemami kamerowymi
Prawdziwa rewolucja w dziedzinie mechanicznego pielenia rozpoczęła się wraz z wprowadzeniem kamer i systemów automatycznego prowadzenia. Tego typu rozwiązania umożliwiają dokładne śledzenie rzędów roślin i dynamiczne dostosowywanie położenia narzędzia względem rzędu – wszystko w czasie rzeczywistym i z dokładnością do kilku centymetrów. Kamery analizują kontrast między roślinami a glebą, rozpoznają strukturę roślin i przekazują dane do jednostki sterującej, która automatycznie przesuwa ramę narzędzia na boki.
W efekcie operator nie musi idealnie utrzymywać toru jazdy, a maszyna „sama” pilnuje, by sekcje robocze poruszały się w odpowiednim miejscu. To pozwala na znaczne zwiększenie prędkości roboczej (do 10-15 km/h), redukcję stresu u kierowcy oraz większą efektywność na dużych areałach.
KUHN Rowliner – precyzja z francuską jakością
Francuski producent KUHN od lat inwestuje w rozwój pielników, a seria ROWLINER to jedna z ciekawszych propozycji na rynku. Maszyny te wyposażone są w system kamerowy, który umożliwia pracę nawet przy słabo rozwiniętych roślinach. Wykrywa on rzędy z dużą dokładnością i pozwala prowadzić narzędzie bardzo blisko roślin – często na odległość mniejszą niż 2 cm.
Dla wielu gospodarstw pielniki stają się nie tylko alternatywą, ale wręcz koniecznością w obliczu zmian legislacyjnych i wymogów rynku. Fot. K. Grzeszczyk/Agroprofil
Rowliner może być skonfigurowany z różnymi sekcjami roboczymi, w tym z palcami gumowymi, gwiazdami międzyrzędowymi czy redlicami z osłonami. Dodatkowo, Kuhn oferuje integrację z systemem ISOBUS i terminalami ciągnika, co ułatwia zarządzanie maszyną z poziomu kabiny.
Doświadczenie i innowacja
Po przejęciu niemieckiej marki Schmotzer, firma Amazone zyskała dostęp do ogromnego doświadczenia w produkcji pielników. Modele Schmotzer Venterra 2K oraz Schmotzer Select to nowoczesne pielniki z kamerowym prowadzeniem i możliwością wyposażenia w precyzyjne aplikatory nawozów lub systemy Section Control.
System kamer IC-Light analizuje rzędy roślin i steruje siłownikami hydraulicznymi, które przesuwają ramę z dokładnością do 1 cm. Umożliwia to pracę z dużą prędkością i w bardzo wąskich międzyrzędziach. Amazone przewiduje także możliwość integracji z systemami RTK-GPS oraz wykorzystanie danych agronomicznych do sterowania parametrami pracy.
Bednar Row-Master RN – czeska precyzja na dużą skalę
Firma Bednar, znana z solidnych maszyn uprawowych, oferuje pielnik Row-Master RN, który można wyposażyć w system prowadzenia optycznego z kamerą. Maszyna występuje w szerokościach od 6 do 12 m i może pracować w rozstawie rzędów od 45 do 75 cm. Producent oferuje różne konfiguracje sekcji – w tym z redlicami, palcami gumowymi i tarczami ochronnymi.
Row-Master może być także wyposażony w aplikator nawozów i zintegrowany z systemami GPS, co pozwala na precyzyjne nawożenie rzędowe w czasie pielenia.
Steketee i IC-Light – inteligentne pielenie z AI
Marka Steketee, należąca obecnie do Lemkena, oferuje najbardziej zaawansowane systemy kamerowe na rynku. System IC-Light wykorzystuje algorytmy sztucznej inteligencji do analizy obrazu i odróżniania roślin uprawnych od chwastów. Dzięki temu możliwe jest pielenie także w rzędach, nie tylko między nimi.
Kamery mogą współpracować z systemem automatycznego prowadzenia, aktywnymi sekcjami roboczymi, a nawet z robotami rolniczymi. Maszyny Steketee są często wykorzystywane w precyzyjnych uprawach warzywnych i ekologicznych.
Kujawska Fabryka Maszyn Rolniczych Krukowiak produkuje Ekopielnik EOS. Sprzęt przeznaczony jest do upraw rzędowych i może być skonfigurowany według indywidualnych potrzeb klienta. Ekopielnik jest produkowany o szerokościach roboczych 4,9 m, 6,9 m i 9,4 m. W standardzie ramy są uniwersalne z możliwością zmiany rozstawu rzędów. Na czas transportu rama jest składana hydraulicznie. Podwójna rama pozwala siłownikiem hydraulicznym zmieniać położenie sekcji. Dokonuje się tego ręcznie. Za dodatkową opłatą można otrzymać automatyczne prowadzenie 3D z wykorzystaniem kamer, hydrauliczne unoszone sekcje i zbiornik czołowy, a oprócz tego bogatą ofertę wymiennych narzędzi pielących.
Pielniki można wyposażyć w szereg wymiennych narzędzi roboczych, każde z nich jest indywidualnie regulowane. Fot. K. Grzeszczyk/ Agroprofil
Garford, Hatzenbichler, Monosem – technologia w praktyce
Garford – brytyjski producent oferuje pielniki InRow z systemem kamer i prowadzeniem rzędowym, wykorzystywane głównie w warzywnictwie;
Hatzenbichler – austriacka marka produkująca pielniki szerokorzędowe do zbóż i kukurydzy, z możliwością pracy z kamerami i GPS-em;
Monosem – znany z siewników precyzyjnych, wprowadził także pielniki z prowadzeniem bocznym i kamerami, idealne do kukurydzy i buraków.
Mechaniczne odchwaszczanie: zastosowanie w praktyce – opinie rolników
Wielu rolników, którzy przeszli z oprysków na mechaniczne odchwaszczanie, podkreśla znaczne oszczędności oraz poprawę kondycji gleby i roślin. W gospodarstwie na Mazowszu, które uprawia 200 ha buraków cukrowych i kukurydzy, inwestycja w pielnik z kamerą zwróciła się w ciągu dwóch sezonów. Rolnik podkreśla, że dzięki pielnikowi z Amazone ograniczył stosowanie herbicydów o ponad 60%, a jednocześnie poprawił jakość plonu.
W gospodarstwie warzywniczym w Wielkopolsce, gdzie pielenie odbywa się nawet 5-6 razy w sezonie, pielnik Steketee z kamerą pozwala na znaczne przyspieszenie pracy i redukcję liczby pracowników potrzebnych do pielęgnacji roślin. Dzięki temu możliwe jest dokładne pielenie nawet przy wschodach marchwi i pietruszki.
Podsumowanie – przyszłość należy do pielników z kamerami
Mechaniczne odchwaszczanie przechodzi renesans i staje się jednym z kluczowych elementów nowoczesnego gospodarstwa. Niezależnie od tego, czy mówimy o prostych pielnikach do ekologicznej marchwi, czy zaawansowanych maszynach z kamerami i GPS-em do buraków cukrowych – inwestycja w mechaniczne pielenie przynosi realne korzyści agronomiczne, środowiskowe i ekonomiczne.
Międzynarodowa firma badawczo-rozwojowa Corteva Agriscience informuje, że na wniosek Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego oraz decyzją Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi fungicyd Queen™ oparty na substancji czynnej Inatreq™ active został tymczasowo dopuszczony do stosowania w uprawie buraka cukrowego. Produkt zapewni polskim rolnikom skuteczną ochronę przed chwościkiem buraka (Cercospora beticola).
Queen™ to nowoczesny fungicyd w formie koncentratu do sporządzania emulsji (EC). Zawiera dwie substancje aktywne o odmiennym mechanizmie działania: Inatreq™ active (fenpikoksamid, związek z grupy pikolinamidów, grupa FRAC 21) oraz protiokonazol (związek z grupy triazoli, grupa FRAC 3). Taka kombinacja zapewnia zarówno działanie zapobiegawcze, jak i interwencyjne przeciwko chorobom grzybowym, w szczególności chwościkowi buraka, który od lat stanowi jedno z największych zagrożeń dla uprawy buraka cukrowego.
„Rynek z niecierpliwością czekał na tę czasową rejestrację — plantatorzy od dawna sygnalizowali potrzebę wprowadzenia nowych narzędzi do skutecznej walki z chwościkiem, ponieważ z roku na rok presja choroby rośnie, skuteczność dostępnych środków maleje, a liczba zarejestrowanych substancji czynnych stale się kurczy” – mówi Ewelina Konopka, Category Marketing Manager. „W Corteva Agriscience jesteśmy dumni, że możemy dostarczać innowacyjne rozwiązania na polski rynek, zapewniając niezawodną ochronę upraw i unikalne portfolio umożliwiające uzyskanie zdrowszych plonów o wyższym potencjale plonotwórczym”.
Produkt jest rekomendowany w warunkach prognozowanego i/lub zaobserwowanego wysokiego zagrożenia chorobowego. Tymczasowe pozwolenie obowiązuje od 10 czerwca 2025 r. do 8 października 2025 r. Pełna etykieta produktu dostępna jest na stronie www.corteva.pl. Queen™ jest dostępny w autoryzowanych punktach sprzedaży Corteva.
INFORMACJA TECHNICZNA
FUNGICYD QUEEN™ – CZASOWE ZEZWOLENIE NA STOSOWANIE W UPRAWIE BURAKA CUKROWEGO
Substancje czynne:
Inatreq™ active (fenpikoksamid, związek z grupy pikolinamidów, wg klasyfikacji FRAC grupa 21) – 50 g/l (4,81 %)
protiokonazol (związek z grupy triazoli, wg klasyfikacji FRAC grupa 3) – 100 g/l (9,63 %)
Zakres stosowania
Uprawa: burak cukrowy
Agrofag: chwościk buraka (Cercospora beticola)
Rodzaj środka: fungicyd w postaci koncentratu do sporządzania emulsji wodnej (EC) o działaniu układowym, przeznaczony do stosowania interwencyjnego lub zapobiegawczego
Dawkowanie i sposób stosowania
Zalecana dawka: 1,5 l/ha
Termin stosowania: środek stosować zapobiegawczo lub z chwilą wystąpienia pierwszych objawów chorób od fazy całkowitego zakrycia międzyrzędzi (90% powierzchni gleby) do fazy, gdy korzeń osiąga wielkość wymaganą do zbioru (BBCH 39 – 49)
Maksymalna liczba zabiegów: 2 w sezonie wegetacyjnym
Odstęp między zabiegami: 21 dni
Zalecana ilość wody: 150–300 l/ha
Zalecane opryskiwanie: drobnokropliste
Okres karencji: 21 dni
Następstwo roślin: Po zbiorze roślin chronionych środkiem Queen™ można uprawiać wszystkie rośliny przewidziane w normalnym zmianowaniu. Ze względu jednak na możliwość wystąpienia uszkodzeń liści i zahamowania wzrostu roślin życicę trwałą można wysiewać na stanowisku, na którym wcześniej zastosowano środek Queen™ najwcześniej po 3 tygodniach od daty wykonania zabiegu.
Warunki stosowania
Środek zaleca się stosować w warunkach prognozowanej i/lub obserwowanej silnej presji patogenów.
Do pierwszych infekcji dochodzi zazwyczaj na przełomie czerwca i lipca, gdy wilgotność powietrza jest wysoka, a temperatura przekracza 25°C w dzień i 15°C w nocy. Charakterystyczne plamy pojawiają się najpierw na starszych liściach. Progi szkodliwości dla chwościka wynoszą:
5% roślin do 5 sierpnia,
15% roślin między 5 a 15 sierpnia,
45% roślin od 15 sierpnia do pierwszej dekady września.
W miarę zasychania porażonych liści burak wytwarza nowe, co skutkuje wydłużeniem głowy korzeniowej, redukcją masy korzenia, a w konsekwencji większymi stratami przy zbiorze i obniżeniem zawartości cukru.
Mechanizm działania
Inatreq™ active działa w zupełnie nowym miejscu – kompleksie III łańcucha oddechowego mitochondriów co powoduje brak odporności krzyżowej z innymi grupami fungicydów.
Powoduje zahamowanie oddychania komórkowego i zaburzenia w wytwarzaniu ATP, głównego nośnika energii w komórkach patogenów.
Skutkuje to szybkim zahamowaniem wzrostu grzyba i rozwoju choroby.
W dniach 25–27 czerwca 2025 roku Warszawa stanie się europejską stolicą rolnictwa ekologicznego. Europejski Kongres Rolnictwa Ekologicznego, organizowany w ramach polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, zgromadzi liderów sektora, decydentów politycznych oraz ekspertów z całej Europy. To wydarzenie ma na celu omówienie przyszłości rolnictwa ekologicznego w Europie oraz wyznaczenie kierunków jego rozwoju.
Zielony kurs Europy
Rolnictwo ekologiczne odgrywa coraz większą rolę w polityce Unii Europejskiej. W obliczu wyzwań związanych ze zmianami klimatu, degradacją środowiska i potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego, UE stawia na zrównoważone praktyki rolnicze. Europejski Kongres Rolnictwa Ekologicznego 2025 ma na celu zacieśnienie współpracy między państwami członkowskimi oraz wypracowanie wspólnych strategii na rzecz rozwoju sektora ekologicznego.
Podczas kongresu poruszone zostaną kluczowe zagadnienia dotyczące rolnictwa ekologicznego:
Wspieranie innowacji: Omówienie najnowszych technologii i praktyk wspierających rolnictwo ekologiczne.
Polityka i regulacje: Dyskusje na temat obecnych i przyszłych regulacji unijnych wpływających na sektor ekologiczny.
Edukacja i świadomość: Strategie zwiększania świadomości konsumentów oraz edukacji rolników w zakresie korzyści płynących z rolnictwa ekologicznego.
Finansowanie i wsparcie: Analiza dostępnych funduszy i programów wspierających rozwój rolnictwa ekologicznego w UE.
Kluczowi uczestnicy i organizatorzy
W kongresie wezmą udział przedstawiciele instytucji unijnych, rządów państw członkowskich, organizacji rolniczych oraz eksperci z dziedziny rolnictwa ekologicznego. Wśród zaproszonych gości znajdą się m.in.:
Magdalena Sobkowiak-Czarnecka – pełnomocniczka ds. polskiego przewodnictwa w Radzie UE.
Ignacy Niemczycki – wiceminister rozwoju i technologii.
Dariusz Standerski – wiceminister cyfryzacji.
Organizatorem wydarzenia jest Konfederacja Lewiatan, która aktywnie wspiera działania związane z polską prezydencją w Radzie UE.
Znaczenie dla Polski i Europy
Polska, jako gospodarz kongresu, ma szansę zaprezentować swoje osiągnięcia w dziedzinie rolnictwa ekologicznego oraz wzmocnić swoją pozycję jako lidera w tej dziedzinie w Europie Środkowo-Wschodniej. Wydarzenie to stanowi również okazję do zacieśnienia współpracy między państwami członkowskimi oraz wypracowania wspólnych strategii na rzecz zrównoważonego rozwoju rolnictwa w UE.
Europejski Kongres Rolnictwa Ekologicznego 2025 to nie tylko prestiżowe wydarzenie, ale przede wszystkim platforma do wymiany doświadczeń, prezentacji innowacji oraz wyznaczenia kierunków rozwoju rolnictwa ekologicznego w Europie. Dla Polski to szansa na pokazanie swojego zaangażowania w zieloną transformację oraz na wzmocnienie pozycji w unijnej debacie na temat przyszłości rolnictwa.
Kiedyś wystarczyło pastwisko, trochę siana i baczną obserwację zwierząt. Hodowca liczył na oko, decyzje podejmował intuicyjnie, a zdrowie bydła poznawał po grymasie na pysku krowy. Dziś? Dziś przyszłość weszła do obory w gumowcach, z tabletem w ręku i dostępem do Wi-Fi. Technologia zmienia nie tylko sposób karmienia, ale też monitorowanie, opiekę i zarządzanie całą hodowlą. Smart obora – to nie hasło z broszury producenta sprzętu. To rzeczywistość, która już zaczęła się dziać. Pytanie brzmi: kto ją rozumie i potrafi wykorzystać, a kto pozostanie w cieniu przeszłości?
Czujniki i sensory – krowa mówi, kiedy jest chora
Systemy monitorujące zwierzęta to dziś fundament inteligentnej hodowli. Opaski zakładane na nogi lub szyje bydła (np. CowManager, Heatime, SmaXtec) mierzą aktywność ruchową, temperaturę ciała, czas przeżuwania czy parametry tętna. Te dane trafiają bezpośrednio do aplikacji na telefonie hodowcy lub komputera w biurze.
W praktyce pozwala to wykrywać ruję, choroby metaboliczne (np. ketozę) czy infekcje zanim pojawią się objawy. Im szybciej reakcja, tym mniejsze straty – zarówno zdrowotne, jak i ekonomiczne. To nie są już luksusy – to konkretne narzędzia wspierające dobrostan i wydajność.
Roboty paszowe i doju – praca, która robi się sama
Kiedyś karmienie stada zajmowało godziny. Dziś robi to za hodowcę robot paszowy Lely Vector lub GEA DairyFeed F4500, który sam przygotowuje i rozdziela TMR z dokładnością do kilograma. Mało tego – uczy się nawyków zwierząt, dostosowując godziny karmienia do rytmu życia stada.
Podobnie roboty udojowe (DeLaval VMS, GEA Monobox, Lely Astronaut) same podchodzą do krowy, rozpoznają ją po czipie, analizują skład mleka i zapisują każdy parametr: wydajność, czas doju, temperaturę mleka. Wszystko trafia do chmury danych, gdzie hodowca ma pełen wgląd w stan stada.
W przypadku trzody chlewnej automatyczne systemy karmienia (np. Big Dutchman DryExact) pozwalają na indywidualne dawkowanie paszy dla każdego osobnika, a systemy wentylacji i klimatyzacji sterowane AI pilnują komfortu cieplnego. Tak wygląda realna optymalizacja – nie na oko, a na dane.
AI i analiza danych – algorytmy w służbie chlewni i obory
Sztuczna inteligencja to dziś nie tylko gadżet – to realne wsparcie decyzyjne. Systemy AI analizują dane ze wszystkich urządzeń: czujników, kamer, urządzeń doju i karmienia. Dzięki temu potrafią przewidzieć kryzysy zdrowotne, analizować efektywność dawki żywieniowej, a nawet… wykryć problemy behawioralne u zwierząt.
Na przykład: jeśli krowa porusza się mniej niż zwykle, a jej przeżuwanie spada – system wyśle alert. Jeśli temperatura w chlewni przekracza normę, AI włączy wentylację i wyśle raport. Coraz więcej systemów (jak Nedap SmartTag, PigVision, czy Velos) łączy dane z produkcji, reprodukcji i dobrostanu w jeden interfejs. Hodowca staje się menedżerem, nie dozorcą.
Automatyczna kontrola środowiska – technologia w służbie dobrostanu
Wentylacja, oświetlenie, wilgotność powietrza, poziom amoniaku – wszystko to dziś kontrolowane jest automatycznie. Systemy takie jak Fancom czy Munters utrzymują optymalne warunki mikroklimatyczne w oborze lub chlewni przez całą dobę, bez konieczności ludzkiej ingerencji. Dzięki temu nie tylko poprawia się komfort zwierząt, ale też ogranicza ryzyko chorób i stresu cieplnego.
Automatyczna stacja pogodowa na dachu może dostosować parametry wentylacji do zewnętrznych warunków. To już nie komfort – to prewencja przed stratami. A przy rosnących kosztach weterynaryjnych, każda profilaktyka to realna oszczędność.
Hodowla z przyszłości, która już nadeszła
Smart obora to nie kwestia prestiżu – to kwestia przetrwania. Polskie gospodarstwa, które chcą być konkurencyjne, muszą iść w stronę cyfryzacji. Automatyzacja nie zabiera pracy – zmienia jej charakter. Zamiast ciągłego doglądania, hodowca może analizować, planować i optymalizować.
Ale kluczowe jest jedno: technologia to tylko narzędzie. Jej skuteczność zależy od tego, kto z niej korzysta. Przyszłość hodowli to nie tylko stal, czujniki i dane. To wciąż człowiek – ale człowiek, który myśli perspektywicznie, podejmuje decyzje na podstawie faktów i nie boi się sięgać po rozwiązania z pierwszych stron nauki. Bo tylko taka wieś będzie miała co powiedzieć w XXI wieku.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.