Mercosur:Podczas gdy uwaga opinii publicznej skupia się na kontrowersjach wokół bezcłowej wołowiny, sektor wieprzowiny mierzy się z równie istotnym wyzwaniem. Najnowsze dane z Ameryki Południowej potwierdzają, że Brazylia – kluczowy partner bloku Mercosur – osiągnęła historyczny szczyt produkcji, co zbiega się z otwarciem unijnego rynku od 1 maja 2026 roku.
Brazylijski sektor trzody chlewnej notuje dynamikę, jakiej nie widzieliśmy od dekad. Według oficjalnych danych, w minionym roku uboje osiągnęły rekordowy poziom 60,69 mln zwierząt, co oznacza wzrost o 4,3% rok do roku.
Niskie koszty pasz: Przy globalnej nadpodaży zbóż i wysokich zapasach kukurydzy oraz soi, brazylijscy producenci korzystają z najtańszego żywienia na świecie.
Dominacja regionalna: Skupienie produkcji w południowych stanach (Santa Catarina, Paraná) pozwala na potężny efekt skali, z którym trudno konkurować rozproszonym gospodarstwom w Europie.
Wypieranie UE z Azji: Brazylia już teraz dominuje na rynkach takich jak Filipiny (ponad 25% ich eksportu), ograniczając pole manewru dla unijnych (polskich) eksporterów.
Umowa z Mercosur: Limity pod lupą
W ramach wdrożonej właśnie części handlowej umowy, wieprzowina wjeżdża do UE na innych zasadach niż wołowina:
Kontyngent: Kraje Mercosur mogą wysłać do Europy 25 000 ton wieprzowiny rocznie (plus 1,5 tys. ton dla Paragwaju).
Cło: Import ten nie jest bezpłatny – obowiązuje stawka 83 EUR/t. Choć ilości te stanowią niewielki procent unijnego uboju (ok. 207 mln sztuk), to przy obecnym nasyceniu rynku każda dodatkowa tona taniego surowca wyznacza „sufit cenowy” w polskich skupach.
Wołowina: Bezcłowy szok w tle
Równolegle z rekordami w sektorze wieprzowym, 1 maja 2026 r. przyniósł drastyczną zmianę w segmencie bydła. Komisja Europejska, wbrew wcześniejszym zapewnieniom, zniosła cła na tzw. kwotę Hilton. Blisko 50 tys. ton wysokiej jakości wołowiny kulinarnej z Argentyny i Brazylii wjeżdża teraz do UE ze stawką 0% (zamiast dotychczasowych 20%), co stanowi potężne uderzenie w unijny segment premium.
Podsumowanie: Rynek w kleszczach podaży
Dla polskiego rolnika sytuacja jest trudna: otwarcie granic na bezcłową wołowinę idzie w parze z rekordową presją produkcyjną Brazylii w sektorze wieprzowym. Niskie koszty produkcji w Ameryce Południowej, nieobciążone rygorami Zielonego Ładu, stawiają unijnych hodowców w trudnej pozycji konkurencyjnej.
Rusagro, największy gracz na rosyjskim rynku rolnym, oficjalnie przechodzi w ręce państwa. Decyzja moskiewskiego sądu o nacjonalizacji pakietu kontrolnego akcji tej spółki to trzęsienie ziemi dla sektora agro, które kończy wieloletnią historię sukcesu jednej z najbardziej nowoczesnych firm w Europie Wschodniej.
Rusagro jako fundament bezpieczeństwa żywnościowego
Przejęcie Rusagro nie jest przypadkowe. Spółka zarządza bankiem ziemi o powierzchni 680 000 hektarów, co stawia ją w światowej czołówce posiadaczy gruntów rolnych. Dla państwa rosyjskiego kontrola nad takim obszarem upraw to potężne narzędzie wpływu na produkcję zbóż i roślin oleistych.
W strukturach Rusagro znajdują się kluczowe aktywa:
Segment cukrowy: 9 cukrowni kontrolujących ok. 15% rosyjskiego rynku.
Segment mięsny: 3. miejsce w produkcji wieprzowiny w kraju.
Segment olejowy: Lider w produkcji tłuszczów specjalistycznych i majonezu.
Kulisy nacjonalizacji majątku Rusagro
Proces przejmowania Rusagro odbył się w cieniu oskarżeń o korupcję wobec jej założyciela, Wadima Moszkowicza. Sąd nakazał natychmiastowe przekazanie państwu nieco ponad 65% udziałów, które należały do miliardera, jego rodziny oraz byłego prezesa spółki.
Eksperci wskazują, że Rusagro stało się ofiarą tzw. „rusyfikacji” aktywów. Spółka, która pierwotnie była zarejestrowana na Cyprze i notowana na giełdzie w Londynie, została przymusowo przeniesiona do rosyjskiej jurysdykcji, co otworzyło drogę do jej bezpośredniego zajęcia przez Skarb Państwa.
Co oznacza państwowe Rusagro dla rynków światowych?
Dla europejskich i polskich rolników zmiana właściciela w Rusagro to sygnał ostrzegawczy. Firma zarządzana centralnie przez Kreml nie musi kierować się wyłącznie zyskiem, lecz może stać się narzędziem politycznym.
Pojawiają się obawy, że Rusagro pod państwowym zarządem może stosować agresywną politykę cenową w eksporcie, aby zdobywać nowe rynki zbytu w Azji i Afryce, wypierając z nich konkurencję. Stabilność dostaw i przewidywalność cen na giełdach towarowych stają się w tym kontekście dużą niewiadomą, ponieważ decyzje w spółce będą teraz zapadać w gabinetach politycznych, a nie na wolnym rynku.
Przyszłość operacyjna grupy Rusagro
Pomimo radykalnych zmian własnościowych, zarząd Rusagro deklaruje, że wszystkie zakłady produkcyjne, elewatory i kompleksy hodowlane pracują bez zakłóceń. Dla kontrahentów oznacza to ciągłość dostaw, jednak długofalowa strategia rozwoju Rusagro zostanie teraz dostosowana do potrzeb rządu, co prawdopodobnie zahamuje trwający od lat proces innowacji i cyfryzacji gospodarstw należących do holdingu.
Źródła: Opracowanie własne na podstawie depesz agencji Reuters, komunikatów giełdowych Rusagro oraz oficjalnych orzeczeń rosyjskich organów sądowych.
Zielononóżka kuropatwiana to jedna z najstarszych rodzimych ras kur w Polsce, znana od XIX wieku i objęta programem ochrony zasobów genetycznych. Jej nazwa pochodzi od charakterystycznego koloru nóg, a nie od jaj, które zazwyczaj mają jasnokremową skorupkę.
To rasa ogólnoużytkowa, co oznacza, że można ją wykorzystywać zarówno do produkcji jaj, jak i mięsa. Jednak największą popularność zawdzięcza jakości jaj oraz specyficznemu sposobowi chowu, który opiera się na naturalnych warunkach i dostępie do wybiegu.
Buraki należą do roślin bardzo wymagających pod względem jakości stanowiska. Ich system korzeniowy wnika głęboko w glebę, dlatego każda warstwa musi być odpowiednio przygotowana. Nawet niewielkie błędy na etapie uprawy mogą skutkować nierównymi wschodami, deformacją korzeni lub niższym plonem.
Najlepsze efekty osiąga się na glebach żyznych, o dobrej strukturze i uregulowanym odczynie. Optymalne pH powinno wynosić około 6,5 do 7,2. Zbyt kwaśna gleba ogranicza dostępność składników pokarmowych i pogarsza rozwój roślin.
Orka jesienna jako fundament uprawy
Jednym z najważniejszych zabiegów jest orka jesienna. Wykonuje się ją zazwyczaj na głębokość od 25 do 30 centymetrów. Jej głównym zadaniem jest spulchnienie gleby, poprawa jej struktury oraz przygotowanie warunków do zatrzymywania wody.
Jesienna orka pozwala również na naturalne przemarzanie gleby w okresie zimowym. Dzięki temu bryły ziemi ulegają rozkruszeniu, co wiosną ułatwia dalsze zabiegi uprawowe. To także moment na przyoranie obornika lub resztek pożniwnych, które wzbogacają glebę w materię organiczną.
Rolnicy często podkreślają, że dobrze wykonana orka jesienna to połowa sukcesu w uprawie buraków.
Wiosenne przygotowanie gleby
Po zimie gleba wymaga wyrównania i doprawienia. Kluczowe jest, aby nie wykonywać prac zbyt wcześnie. Zbyt wilgotna ziemia łatwo się zasklepia i traci swoją strukturę.
Uprawa wiosenna powinna być możliwie płytka, aby nie przesuszyć gleby. Najczęściej stosuje się agregaty uprawowe, które wyrównują powierzchnię i przygotowują pole pod siew. Ważne jest uzyskanie drobnej, ale stabilnej struktury gleby, która zapewni dobre warunki do kiełkowania nasion.
Celem jest stworzenie równego pola, bez dużych grud i zagłębień, ponieważ buraki źle reagują na nierównomierne warunki.
Siew w mulcz jako nowoczesne podejście
Coraz większą popularność zdobywa siew w mulcz, który polega na wysiewie nasion w glebę pokrytą resztkami roślinnymi. Taka warstwa chroni glebę przed erozją, ogranicza parowanie wody i poprawia aktywność biologiczną.
W tym systemie zamiast tradycyjnej orki stosuje się uprawę uproszczoną. Resztki pożniwne pozostają na powierzchni, a specjalne siewniki umożliwiają precyzyjne umieszczenie nasion w glebie.
Siew w mulcz sprawdza się szczególnie w latach suchych, ponieważ pomaga zatrzymać wilgoć. Wymaga jednak odpowiedniego sprzętu i doświadczenia, aby uniknąć problemów z równomiernością wschodów.
Znaczenie nawożenia i zasobności gleby
Buraki mają wysokie wymagania pokarmowe, dlatego przed ich uprawą warto wykonać analizę gleby. Pozwala to dokładnie określić, jakie składniki należy uzupełnić.
Szczególnie ważne są potas, fosfor oraz azot. Potas wpływa na gospodarkę wodną roślin, fosfor wspiera rozwój systemu korzeniowego, a azot odpowiada za wzrost części nadziemnej.
Nie można zapominać o mikroelementach, takich jak bor, który jest kluczowy dla prawidłowego rozwoju buraków. Jego niedobór może prowadzić do chorób fizjologicznych i spadku jakości plonu.
Struktura gleby i jej znaczenie
Dobrze przygotowane pole powinno mieć strukturę gruzełkowatą. Oznacza to, że gleba jest lekko zbita, ale jednocześnie przepuszczalna dla wody i powietrza.
Zbyt zwięzła gleba utrudnia rozwój korzeni, natomiast zbyt luźna może powodować przesychanie. Dlatego tak ważne jest odpowiednie dobranie zabiegów uprawowych do rodzaju gleby.
W praktyce oznacza to konieczność obserwacji pola i dostosowywania działań do warunków pogodowych oraz struktury gleby.
Termin siewu i przygotowanie do niego
Siew buraków powinien odbywać się w odpowiednich warunkach temperaturowych. Minimalna temperatura gleby to około 5 stopni, jednak optymalnie powinna być wyższa, aby zapewnić szybkie i równomierne wschody.
Zbyt wczesny siew może prowadzić do nierównomiernego kiełkowania, natomiast zbyt późny skraca okres wegetacji i obniża plon.
Pole przed siewem musi być dokładnie wyrównane, a gleba odpowiednio zagęszczona. Dzięki temu nasiona mają dobry kontakt z podłożem i lepiej wykorzystują dostępne zasoby wody.
Najczęstsze błędy przy przygotowaniu pola
Wielu rolników popełnia błędy, które mają wpływ na cały sezon. Do najczęstszych należy zbyt głęboka uprawa wiosenna, która prowadzi do przesuszenia gleby. Problemem jest także brak odpowiedniego wyrównania pola.
Często pomijane jest również znaczenie struktury gleby. Nawet dobrze nawożone pole nie przyniesie oczekiwanych efektów, jeśli gleba będzie zbyt zbita lub nierównomierna.
Coraz częściej zwraca się uwagę na konieczność ograniczania liczby przejazdów po polu, aby nie doprowadzić do jego nadmiernego ugniatania. To szczególnie ważne w nowoczesnych systemach uprawy, takich jak siew w mulcz, gdzie zachowanie struktury gleby odgrywa kluczową rolę.
Ocet jabłkowy powstaje w wyniku fermentacji jabłek. Najpierw cukry przekształcane są w alkohol, a następnie bakterie kwasu octowego zamieniają go w kwas octowy. To właśnie ten składnik odpowiada za charakterystyczny smak i większość właściwości.
Naturalny ocet zawiera także niewielkie ilości witamin, minerałów oraz związki bioaktywne, takie jak polifenole. Warto wybierać produkt niefiltrowany i niepasteryzowany, często określany jako z matką, ponieważ zawiera więcej aktywnych składników.
Na co może pomagać ocet jabłkowy?
Wsparcie poziomu cukru we krwi
Jednym z najlepiej udokumentowanych efektów działania octu jabłkowego jest jego wpływ na poziom glukozy. Badania wskazują, że spożycie niewielkiej ilości octu przed posiłkiem może poprawić wrażliwość na insulinę i zmniejszyć skoki cukru po jedzeniu.
To szczególnie istotne dla osób z insulinoopornością lub stanem przedcukrzycowym. Nie oznacza to jednak, że ocet zastępuje leczenie.
Pomoc w trawieniu
Ocet jabłkowy może wspierać procesy trawienne poprzez stymulowanie wydzielania soków żołądkowych. U niektórych osób pomaga zmniejszyć uczucie ciężkości po posiłku.
Warto jednak pamiętać, że efekt ten nie występuje u wszystkich. W przypadku problemów żołądkowych reakcja organizmu może być odwrotna.
Działanie antybakteryjne
Kwas octowy wykazuje właściwości hamujące rozwój niektórych bakterii. Dlatego ocet od dawna stosowany jest jako naturalny środek konserwujący żywność.
W kontekście zdrowia oznacza to, że może wspierać higienę jamy ustnej lub skóry, ale tylko przy odpowiednim rozcieńczeniu.
Wspomaganie kontroli masy ciała
Niektóre badania sugerują, że ocet jabłkowy może wpływać na uczucie sytości. Osoby spożywające go przed posiłkiem często jedzą nieco mniej kalorii w ciągu dnia.
Efekt ten jest jednak umiarkowany i nie zastąpi zbilansowanej diety ani aktywności fizycznej.
Kiedy ocet jabłkowy może zaszkodzić?
Problemy żołądkowe i nadkwaśność
Osoby cierpiące na refluks, nadkwasotę lub chorobę wrzodową powinny zachować szczególną ostrożność. Ocet może nasilać objawy, takie jak pieczenie w przełyku czy ból żołądka.
W takich przypadkach jego stosowanie często przynosi więcej szkody niż korzyści.
Uszkodzenie szkliwa zębów
Kwas octowy ma działanie żrące, dlatego regularne picie nierozcieńczonego octu może prowadzić do uszkodzenia szkliwa. Zęby stają się bardziej wrażliwe i podatne na próchnicę.
Aby tego uniknąć, zawsze należy rozcieńczać ocet w wodzie i nie spożywać go bezpośrednio.
Interakcje z lekami
Ocet jabłkowy może wpływać na działanie niektórych leków, szczególnie tych stosowanych w leczeniu cukrzycy oraz leków moczopędnych. Może obniżać poziom potasu we krwi, co w niektórych przypadkach jest niebezpieczne.
Osoby przyjmujące leki powinny skonsultować się z lekarzem przed regularnym stosowaniem.
Podrażnienia skóry i gardła
Stosowanie octu bez rozcieńczenia na skórę lub jego picie w zbyt dużym stężeniu może prowadzić do podrażnień. Dotyczy to szczególnie osób z wrażliwą skórą lub błonami śluzowymi.
Naturalny produkt nie zawsze oznacza bezpieczny w każdej formie.
Jak bezpiecznie stosować ocet jabłkowy?
Najczęściej zaleca się spożywanie jednej do dwóch łyżek stołowych rozcieńczonych w szklance wody. Taka ilość jest uznawana za bezpieczną dla większości zdrowych osób.
Najlepiej pić go przed posiłkiem, aby potencjalnie wspierać trawienie i kontrolę poziomu cukru. Ważne jest również, aby nie przekraczać zalecanych dawek.
Dobrą praktyką jest picie przez słomkę oraz przepłukanie ust wodą po spożyciu. Pomaga to chronić szkliwo zębów.
Czy warto włączyć ocet jabłkowy do diety?
Ocet jabłkowy może być wartościowym dodatkiem do codziennego jadłospisu, jeśli stosowany jest świadomie i w odpowiednich ilościach. Jego działanie nie jest cudowne, ale w określonych sytuacjach może wspierać zdrowie.
Najważniejsze jest obserwowanie reakcji własnego organizmu i unikanie stosowania go wbrew przeciwwskazaniom. Dzięki temu można korzystać z jego właściwości bez ryzyka niepożądanych efektów.
Ceny zbóż i oleistych wejdą w drugą dekadę maja pod znakiem wyraźnego schłodzenia nastrojów. Ostatnie dni przyniosły zauważalne przeceny na giełdach w Chicago oraz na paryskim Matifie, co było bezpośrednią odpowiedzią na spadki na rynku ropy naftowej. Choć raportowane niedawno dane CFTC pokazywały historyczny optymizm spekulantów, bieżąca sytuacja sugeruje, że fundusze hedgingowe mogły już przystąpić do redukcji swoich rekordowych pozycji.
Spekulacyjny szczyt i zmiana warty w pszenicy
Warto przypomnieć, że pod koniec kwietnia nastąpił przełom: fundusze zajęły pozycje długie w pszenicy SRW po raz pierwszy od lipca 2022 roku. Jednak opisany w raportach stan ma charakter historyczny. Przy obecnej dynamice rynku i spadkach cen energii, jest niemal pewne, że kapitał spekulacyjny w międzyczasie odsprzedał część kontraktów, realizując zyski i wycofując się z najbardziej ryzykownych zakładów.
Giełda jako ekosystem: Dźwignia i hedging
Rynek kontraktów terminowych opiera się na dźwigni finansowej, która pozwala spekulantom (Managed Money) błyskawicznie budować potężne pozycje. Jednak po drugiej stronie rynku niezmiennie stoją producenci (Farmerzy), których celem jest hedging.
Producenci: Wykorzystali kwietniowe wzrosty do zabezpieczenia cen sprzedaży, co stworzyło naturalną barierę dla dalszych podwyżek.
Fundusze: Obecnie muszą mierzyć się z faktem, że ceny zbóż straciły wsparcie drożejącej ropy, co wymusza zamykanie pozycji „long”.
Kukurydza i soja: Odwrót od biopaliw?
Kukurydza i soja, silnie powiązane z sektorem biopaliw, najmocniej odczuły ostatnie zawirowania.
Korelacja z energią: Spadek cen ropy na początku maja osłabił fundamenty pod budowę popytu na etanol i biodiesel.
Odsprzedaż kontraktów: Fundusze, które jeszcze niedawno posiadały netto ponad 265 tys. kontraktów długich na kukurydzy, prawdopodobnie zaczęły masowo „wychodzić z rynku”, co dodatkowo napędziło spadki w Chicago.
Farmerzy jako przeciwwaga
Podczas gdy kapitał spekulacyjny cechuje się dużą zmiennością, producenci stanowią kotwicę rynku. Na pszenicy i kukurydzy aktywność farmerów po stronie sprzedaży (krótkie pozycje netto) pozostaje wysoka. Zabezpieczanie marż przy obecnej, rekordowej podaży z Argentyny i Australii okazuje się strategią słuszną w obliczu majowej korekty.
Wnioski dla rynku: Co dalej z cenami zbóż?
Obecne ceny zbóż są wynikiem starcia historycznie wysokiego zaangażowania spekulantów z realną podażą fizycznego ziarna. Ostatnia przecena na Matif i w Chicago pokazuje, że rynek był technicznie „przegrzany”. Kluczowym pytaniem na najbliższe dni pozostaje wynik szczytu Trump-Xi oraz stabilizacja na rynku energii. Jeśli fundusze hedgingowe będą kontynuować odsprzedaż kontraktów, możemy spodziewać się dalszej presji na ceny, dopóki rynek nie znajdzie nowego punktu równowagi między spekulacją a realnym popytem.
John Deere 5E dla profesjonalistów i użytkowników hobbystycznych
Ciągniki kompaktowe coraz częściej muszą łączyć kilka funkcji jednocześnie. Liczy się zwrotność, komfort pracy, możliwość współpracy z ładowaczem czołowym oraz uniwersalność podczas codziennych zadań. Właśnie z myślą o takich użytkownikach powstała seria John Deere 5E.
Maszyny z tej serii sprawdzają się zarówno w profesjonalnych gospodarstwach hodowlanych, jak i podczas prac komunalnych, w stadninach koni czy mniejszych gospodarstwach hobbystycznych. Dzięki kompaktowej konstrukcji i 3-cylindrowemu silnikowi o pojemności blisko 3 litrów ciągniki John Deere 5E mają łączyć dużą zwrotność z odpowiednią mocą do codziennych zadań.
Zwrotność i kompaktowe wymiary
Jednym z największych atutów serii John Deere 5E są niewielkie gabaryty i bardzo dobra manewrowość. Ma to znaczenie szczególnie podczas pracy w ciasnych budynkach gospodarskich, na placach manewrowych czy w przestrzeni miejskiej.
„Duży kąt skrętu (aż 55 stopni), mały rozstaw osi (tylko 2050 mm) i dogodnie umieszczone elementy sterujące sprawiają, że 5E szybko i bezproblemowo pokonuje ciasne zakręty” – mówi Kamil Walkiewicz, Product Sales Specialist w John Deere.
Producent zwraca również uwagę na łatwość codziennej obsługi technicznej. Jednoczęściowa maska otwierana pod kątem 60 stopni zapewnia szybki dostęp do najważniejszych punktów serwisowych i konserwacyjnych.
„Codzienna kontrola kondycji maszyny zajmuje chwilę. Jednoczęściową maskę można otworzyć łatwo i to w zakresie 60 stopni, więc operator ma łatwy dostęp do wszystkich kluczowych punktów serwisowych i konserwacyjnych, m.in. do filtra powietrza, chłodnic, środowiska silnika” – podkreśla Kamil Walkiewicz z John Deere.
Komfort operatora podczas codziennej pracy
W serii John Deere 5E duży nacisk położono również na komfort operatora. Ciągniki mają być przeznaczone do wielogodzinnej, codziennej pracy, dlatego kabina została zaprojektowana z myślą o ergonomii i wygodzie użytkownika.
„Ergonomiczne siedzisko z zawieszeniem pneumatycznym, mocne wygłuszenie kabiny, świetna widoczność podczas pracy z ładowaczem czołowym to standard w całej serii 5E. Dodatkowo w kabinie Premium operator ma do dyspozycji otwierany, szklany dach i zmniejszoną kierownicę, która ułatwia manewrowanie” – opowiada Kamil Walkiewicz z John Deere.
Duże znaczenie ma również współpraca z ładowaczem czołowym. W modelach John Deere 5E zastosowano kompaktowy ładowacz H240, który ma zapewniać lepszą widoczność oraz większą precyzję manewrowania.
„Dopasowane mocowanie ładowacza czołowego zapewnia równomierny rozkład obciążenia, a w konsekwencji stabilność maszyny. Poza tym operator mechanicznie reguluje podnośnik i ma do dyspozycji elektroniczne przyciski funkcji podnoszenia oraz opuszczania” – dodaje Kamil Walkiewicz z John Deere.
WOM i hydraulika do wielu zastosowań
Seria John Deere 5E została przygotowana do współpracy z szeroką gamą maszyn i narzędzi. Elektrohydrauliczny WOM ma zapewniać wysoką wydajność przy jednoczesnym ograniczeniu zużycia paliwa.
„Elektrohydrauliczny WOM, który napędza narzędzia podłączone do ciągnika, wyróżnia się wysokim zakresem mocy stałej, wysokim zapasem momentu obrotowego i niskim zużyciem paliwa. Można też wygodnie sterować nim z poziomu kabiny” – mówi Kamil Walkiewicz z John Deere.
W standardzie dostępny jest WOM 540 lub WOM 540E, który pozwala osiągnąć wymaganą prędkość przy niższych obrotach silnika, co przekłada się na oszczędność paliwa podczas lżejszych prac.
Przekładnia PowrReverser i wygodne manewrowanie
W przypadku prac wymagających częstych zmian kierunku jazdy ogromne znaczenie ma przekładnia. W serii John Deere 5E zastosowano rozwiązanie PowrReverser, które ma zapewniać płynną i szybką zmianę kierunku jazdy bez konieczności używania sprzęgła.
„Na uwagę zasługuje na pewno łatwa w użyciu przekładnia PowrReverser. Umożliwia ona płynną, szybką zmianę kierunku jazdy (przód – tył) za pomocą jednej dźwigni. Dodatkowo ma funkcję modyfikacji agresywności jazdy, czyli kierunek możemy zmienić, jak wspomniałem, płynnie i wolniej lub zdecydowanie i dynamiczniej. To jest niezwykle ważne przy pracy z ładowaczem czołowym i w ogóle przy intensywnej pracy manewrowej” – podkreśla Kamil Walkiewicz z John Deere.
John Deere 5E jako inwestycja na lata
Producent zwraca uwagę również na wysoką wartość rezydualną ciągników serii 5E na polskim rynku. Ma to wynikać m.in. z prostoty obsługi, niskich kosztów eksploatacji oraz dużego zainteresowania użytkowników tym segmentem maszyn.
„Od lat seria 5E utrzymuje swój status bezpiecznej inwestycji. Sprzęt łatwo odsprzedać nawet po cenie zbliżonej do oryginalnej” – mówi Kamil Walkiewicz z John Deere.
Dodatkowym wsparciem dla inwestujących gospodarstw mają być dostępne programy finansowania oraz oferty fabryczne John Deere Financial.
Polscy sadownicy mierzą się z jednym z największych kryzysów w historii branży. Ekstremalne warunki pogodowe sprawiły, że tegoroczne plony w wielu regionach kraju zostały niemal całkowicie zniszczone. Szczególnie trudna sytuacja dotyczy województwa łódzkiego, które od lat jest jednym z najważniejszych zagłębi sadowniczych w Polsce.
Katastrofa w polskich sadach. Sadownicy alarmują: „To najgorszy rok od 40 lat”
Polscy sadownicy mierzą się z jednym z największych kryzysów w historii branży. Ekstremalne warunki pogodowe sprawiły, że tegoroczne plony w wielu regionach kraju zostały niemal całkowicie zniszczone. Szczególnie trudna sytuacja dotyczy województwa łódzkiego, które od lat jest jednym z najważniejszych zagłębi sadowniczych w Polsce.
Najgorszy sezon od czterech dekad
Cezary Rokicki, sadownik z Białej Rawskiej, reprezentujący czwarte pokolenie rodziny z ponad 100-letnią tradycją sadowniczą, nie ukrywa dramatycznej sytuacji. Na powierzchni 14,5 hektara prowadzi nowoczesne sady jabłoniowe, które w normalnych warunkach dawały od 1000 do 1200 ton owoców rocznie. W tym sezonie prognozy są jednak katastrofalne. Szacowane zbiory mogą wynieść zaledwie od 50 do 100 ton.
“To najgorszy rok, jaki pamiętamy” – podkreślają sadownicy.
Sezon 2026 może przejść do historii jako najgorszy od kilkudziesięciu lat. Straty sięgające nawet 95–100% oznaczają dla wielu gospodarstw widmo bankructwa.
Trzy pogodowe katastrofy uderzyły w polskie sady
Problemy rozpoczęły się już zimą. Sadownicy wskazują na trzy główne czynniki, które doprowadziły do ogromnych strat:
Silne mrozy zimowe
Temperatury w niektórych regionach spadały nawet do -30 stopni Celsjusza. Tak niskie wartości osłabiły drzewa i uszkodziły tkanki roślin jeszcze przed rozpoczęciem okresu wegetacyjnego.
Dwumiesięczna susza
Ostatnie znaczące opady pojawiły się 20 lutego. Brak deszczu przez kolejne tygodnie spowodował, że nawozy rozsypane w marcu nie mogły się rozpuścić i zostać pobrane przez system korzeniowy. Susza dodatkowo osłabiła drzewa przed okresem kwitnienia.
Wiosenne przymrozki
Największe straty przyniósł jednak tydzień silnych przymrozków. Temperatury w sadach spadały od -4,5 do -7 stopni Celsjusza, a przy gruncie nawet do -8 stopni. W niektórych regionach Polski odnotowano lokalnie nawet -16 stopni Celsjusza. Co najważniejsze, nie były to krótkotrwałe przymrozki, lecz wielogodzinny mróz utrzymujący się od godziny 21:00 aż do 7:00 rano.
Sady kwitną, ale owoców nie będzie
Choć wiele sadów nadal wygląda efektownie i obficie kwitnie, rzeczywistość jest zupełnie inna. Analizy przeprowadzane przez sadowników pokazują zbrązowiałe, przemrożone tkanki wewnątrz kwiatów i zawiązków. Oznacza to, że większość owoców nie rozwinie się prawidłowo – w praktyce oznacza to niemal całkowitą utratę tegorocznych plonów.
Ogromne koszty i brak ubezpieczeń
Najbardziej dramatyczna jest sytuacja finansowa gospodarstw sadowniczych. Wielu producentów poniosło już ogromne nakłady na prowadzenie sadów. W przypadku gospodarstwa Cezarego Rokickiego koszty przekroczyły już 200 tys. złotych. Obejmują one między innymi: cięcie drzew, nawożenie, paliwo, ochronę chemiczną, zabiegi pielęgnacyjne. Problem polega na tym, że przy braku plonów wydatki te nigdy się nie zwrócą.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że od kilku lat firmy ubezpieczeniowe coraz częściej odmawiają obejmowania sadów ochroną od przymrozków i gradobicia. Powodem jest rosnące ryzyko pogodowe. Dla wielu gospodarstw oznacza to konieczność zaciągania kredytów lub ryzyko upadłości.
Sadownicy muszą dalej chronić drzewa
Mimo praktycznie zerowych plonów sadownicy nie mogą zrezygnować z dalszej ochrony sadów. Drzewa nadal wymagają regularnych zabiegów przeciwko chorobom i szkodnikom.
“Do tej pory wykonano już około 10 zabiegów ochronnych, a do końca sezonu konieczne będzie jeszcze od 15 do 20 kolejnych”
Największym zagrożeniem pozostają: parch jabłoni, mączniak, mszyce, szkodniki uszkadzające młode pędy. Brak ochrony oznaczałby osłabienie drzew i jeszcze większe problemy w kolejnym sezonie.
Kryzys dotknął nie tylko jabłka
Problemy nie dotyczą wyłącznie sadów jabłoniowych. Skutki przymrozków i suszy odczuli producenci wielu innych upraw. Duże straty odnotowano również w przypadku: gruszek, śliwek, wiśni, porzeczek, rzepaku. Według relacji sadowników niektórzy rolnicy stracili nawet setki hektarów upraw rzepaku.
Gwałtowne zmiany temperatur dodatkowo osłabiły rośliny
Po okresie silnych przymrozków pojawiły się nagłe wzrosty temperatur. W ciągu kilku dni warunki zmieniły się z około 5 stopni Celsjusza do nawet 27,5 stopnia. Tak gwałtowne amplitudy temperatur w połączeniu z suchym wiatrem wywołały kolejny stres dla roślin.
Eksperci podkreślają, że zmiany klimatyczne coraz mocniej wpływają na polskie sadownictwo, a ekstremalne zjawiska pogodowe stają się nową rzeczywistością dla producentów owoców.
Czy ceny owoców wzrosną?
Wszystko wskazuje na to, że w nadchodzących miesiącach na rynku będzie bardzo mało polskich owoców. Owoce przechowywane obecnie w chłodniach wystarczą jedynie na kilka miesięcy. Później konieczny będzie większy import. To oznacza wyższe ceny dla konsumentów. Importowane owoce będą droższe ze względu na: wysokie koszty transportu, ograniczoną podaż, problemy produkcyjne w różnych częściach Europy. Jednocześnie sami sadownicy podkreślają, że nawet wysokie ceny detaliczne nie zrekompensują strat wynikających z braku plonów.
Nowoczesne sadownictwo i ekologiczne rozwiązania
Mimo trudnej sytuacji wielu producentów inwestuje w nowoczesne i bardziej ekologiczne metody produkcji. Cezary Rokicki wykorzystuje w swoich sadach zarówno pszczoły miodne, jak i pszczoły murarki. W gospodarstwie funkcjonuje około 30 uli. To szczególnie ważne podczas chłodnych wiosen, ponieważ pszczoły miodne potrzebują temperatury minimum 10 stopni Celsjusza, aby rozpocząć loty. Dodatkowo od 2017 roku w gospodarstwie stopniowo ograniczane są klasyczne środki owadobójcze na rzecz preparatów biologicznych. Dzięki temu możliwa jest bezpieczna praca owadów zapylających oraz produkcja owoców bez pozostałości pestycydów.
Jak zmieniło się sadownictwo przez 100 lat?
Współczesne sadownictwo wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. W latach 20. XX wieku na powierzchni 10×10 metrów sadzono około 100 drzew. Obecnie nowoczesne sady wysokiej gęstości pozwalają na uprawę nawet 4000 drzew przy rozstawie 3×0,7 metra. Dzisiejsze drzewa zaczynają owocowanie już po około dwóch latach, jednak ich żywotność jest znacznie krótsza i wynosi zwykle 15–20 lat. Dawniej sady mogły funkcjonować nawet przez 70 lat. Przyszłość polskiego sadownictwa pod znakiem zapytania Sadownicy alarmują, że bez systemowego wsparcia wiele rodzinnych gospodarstw może nie przetrwać kolejnych sezonów. Coraz większe ryzyko pogodowe, brak skutecznych ubezpieczeń oraz rosnące koszty produkcji sprawiają, że przyszłość branży staje się niepewna.
Jedno jest jednak pewne – sezon 2026 zapisze się jako jeden z najtrudniejszych momentów dla polskiego sadownictwa.
Dobór prawidłowej odmiany jest jedną z ważniejszych zasad integrowanej ochrony roślin. Fot. M. Piśny
Zabieg T2 jest ważną ochroną liścia flagowego pszenicy. Gatunek mogą porażać w tym stadium cztery główne choroby. W dobie dzisiejszych zawirowań należy skrupulatnie chronić nasz plon, aby niebotycznie drogi nawóz nie poszedł na marne.
DTR-ka, czyli brunatna plamistość liści
Brunatna plamistość liści poraża pszenicę, ale również pszenżyto i żyto. Nasilenie choroby rośnie rokrocznie wraz z jej znaczeniem gospodarczym, ponieważ niezwalczana przyczynia się nawet do 60% obniżki plonu. Nazwa patogenu pochodzi od nomenklatury mikrobiologicznej odnoszącej się do stadium grzyba Drechslera triciti repentis (DTR).
Brunatna plamistość liści na pszenżycie. Fot. J. Strzelińska
Zarodniki przenoszą się na resztkach pożniwnych oraz wiatropylnie w okresie wegetacji. Porażenie brunatną plamistością liści jest szczególnie widoczne w monokulturach zbożowych oraz plantacjach niechronionych. Warunkami sprzyjającymi infekcji jest wysoka wilgotność powietrza (80%) oraz średnia temperatura w zakresie 10–20°C.
Objawy DTR-ki występują w fazach początkowych na liściach, przy silnym porażeniu przenosząc się na pozostałe organy nadziemne. Pierwszym przejawem są małe, owalne plamy o żółto-brunatnym zabarwieniu. Po 48 godzinach ognisko choroby ciemnieje, by w przeciągu kolejnych godzin osiągnąć wyraźną czarną plamę. Charakterystycznym objawem jest obecność oczka w środku infekcji. W stadium silnego nasilenia tkanki zamierają, łącząc się w większe grupy, a liście całkowicie brunatnieją i zasychają.
Patogen należy zwalczać już w momencie uprawek pożniwnych przyspieszających mineralizację resztek. Warto pamiętać o rotacji roślin na polu oraz dobierać odmiany o podwyższonej odporności. W zwalczaniu choroby należy kierować się progami szkodliwości dla danych gatunków. W pszenicy, pszenżycie i życie próg w fazie krzewienia wynosi 10–15% porażonych roślin z pierwszymi objawami porażenia, w fazie strzelania w źdźbło – 5% liści z pierwszymi objawami porażenia, a w fazie kłoszenia – 5% liści z pierwszymi objawami porażenia.
Rdza brunatna jest powszechną chorobą występującą niemal we wszystkich regionach Polski. Jej nasilenie jest ściśle związane z panującymi warunkami atmosferycznymi, stąd też cykliczność występowania oraz zmienne nasilenie. Patogen ma największe znaczenie gospodarcze w pszenicy, jednak występuje również w życie i pszenżycie.
Rdza brunatna występuje niemalże w przeciągu całej wegetacji. W znaczącym stopniu poraża liść flagowy, który jest odpowiedzialny za niemal 50% plonu. Optymalnymi warunkami do rozwoju rdzy jest temperatura w ciągu dnia 12–22°C oraz nocą od 0–12°C. W odróżnieniu od innych chorób nie potrzebuje opadów atmosferycznych, wystarczy tylko silna rosa i wilgotność na poziomie 90–100%. Idealnymi warunkami do inkubacji jest jednak temperatura w granicach 15– 18°C.
Rdza brunatna w początkowym stadium objawia się chlorozą liści, w ich miejscu następnie pojawią się uredinia, tj. wypukłe, brązowo-brunatne i pylące skupienia zarodników. Pod koniec wegetacji na dolnej stronie blaszki liściowej tworzą się czarne i okrągłe teliospory. Silne porażenie ogranicza asymilację składników pokarmowych i wody do kłosa, ziarno wówczas jest słabo wykształcone oraz kiepskiej jakości.
Rdza brunatna na pszenicy. Fot. Z. Sawinska
Rdzę brunatną zwalczamy poprzekroczeniu progów szkodliwości. W pszenicy, pszenżycie i życie próg ten wynosi: w fazie krzewienia, gdy na 10–15% roślin obserwuje się pierwsze objawy rdzy; w fazie strzelania w źdźbło, jeżeli co najmniej 10% źdźbeł ma pierwsze objawy porażenia; w fazie kłoszenia, gdy pierwsze objawy porażenia widoczne są na liściu podflagowym lub flagowym.
Septorioza paskowana liści w pszenicy i pszenżycie
Septorioza paskowana liści występuje najczęściej w pszenicy, ale i również w pszenżycie i życie. Źródłem infekcji są resztki pożniwne oraz samosiewy zbóż, grzyb zimuje w postaci piknidiów i grzybni. Pierwsze infekcje widoczne są już jesienią. Do wywołania infekcji patogen potrzebuje długiego okresu o wysokiej wilgotności powietrza.
Grzyb rozwija się w szerokim zakresie temperatur – w nocy 0–10°C, a w dzień 10–16°C. Jesienią i wczesną wiosną objawy występują na dolnych liściach, obserwuje się wówczas owalne szaro-zielone plamy, które szybko żółkną. Na powierzchni plam pojawiają się widoczne owocniki grzyba. Stopniowo choroba opanowuje wyższe partie liści. Plamy na liściach starszych w późniejszych fazach wzrostu są wydłużone, ograniczone nerwami. Przy silnym porażeniu blaszki liściowej nekroza może obejmować znaczną jej część.
Septorioza paskowana liści pszenicy. Fot. Z. Sawinska
Septoriozę paskowaną liści skutecznie ogranicza odpowiedni płodozmian, prawidłowe uprawki oraz niszczenie samosiewów. Zwalczanie choroby przy użyciu fungicydów należy wykonać po uwzględnieniu progów szkodliwości.
Progi szkodliwości wynoszą: w fazie krzewienia – 30–50% liści z pierwszymi objawami porażenia lub 1% liści z owocnikami; w fazie strzelania w źdźbło – 10–20% porażonej powierzchni liścia podflagowego lub 1% liści z owocnikami; w fazie kłoszenia – 5–10% porażonej powierzchni liścia flagowego lub 1% liści z owocnikami.
Rdza żółta może zniszczyć nawet cały plon
Choroba występuje na pszenicy jarej i ozimej, życie oraz pszenżycie. Rdza żółta rozwija się intensywnie na stanowiskach wilgotnych i chłodnych przy wysokiej wilgotności powietrza oraz temperaturze 8–15°C.
Rdza żółta w pszenicy. Fot. Z. Sawinska
Przy silnym nasileniu rdza żółta zmniejsza znacząco plon, a także pogarsza parametry jakościowe ziarna. W warunkach sprzyjających patogen poraża całą roślinę, co może powodować straty w plonie sięgające nawet 50–70%. W latach krytycznych wystąpienia choroby straty sięgają nawet 100%.
Rdza żółta poraża wszystkie nadziemne części rośliny, tj. liście, źdźbła i kłosy. Na liściach obserwuje się wydłużone chlorotyczne pasy ograniczone nerwami. W odmianach dość odpornych na patogen obserwujemy jedynie chlorotyczne i nekrotyczne smugi, które mylone mogą być z objawami septoriozy paskowanej liści. Chorobę na kłosie możemy zidentyfikować poprzez odchylenie plewek. Po ich wewnętrznych stronach widoczne są żółte pyłki.
Stosując się do integrowanej ochrony roślin, należy przestrzegać progów szkodliwości. Dla rdzy żółtej wynoszą one: w fazie krzewienia pszenicy 30% roślin z pierwszymi objawami; w fazie strzelania w źdźbło 10% porażonej powierzchni liścia podflagowego; w fazie kłoszenia – pierwsze objawy porażenia na liściu podflagowym lub flagowym.
Drugi zabieg fungicydowy wykonujemy najczęściej w fazie rozwiniętego liścia flagowego do widocznych pierwszych ości (BBCH 39–49). Nie inaczej ma to się w stosunku do stosowania tzw. T-jedynki, która powinna być wykonana ok. 3–4 tygodni wcześniej, tyle bowiem działają podstawowe substancje czynne w optymalnych warunkach pogodowych.
Podstawowym czynnikiem przeprowadzenia zabiegu powinna być jednak przede wszystkim lustracja polowa i obserwacja porażenia roślin. Metoda pozwala na precyzyjną aplikację fungicydów według zaleceń integrowanej ochrony roślin. Do prawidłowej oceny stanu plantacji przydatne są wskazówki dotyczące orientacyjnych progów ekonomicznej szkodliwości patogenów.
Podatność odmian pszenicy ozimej na choroby grzybowe zwalczane w terminie T2.
Odmiana
Rdza brunatna
Rdza żółta
DTR
Septorioza
Symetria
7,9
9
7,6
7,4
Comandor
7,9
8,9
7,6
6,8
LG Jutta
7,9
8,5
7,9
7,4
Ostroga
7,8
7,7
7,9
7
RGT Kilimanjaro
7,7
8,5
7,6
7,1
Hondia
7,6
8,5
7,4
6,7
Rotax
7,6
8,3
7,7
7,2
Lawina
7,5
9
7,7
6,9
Delawar
7,4
8,7
7,7
7,2
Apostel
7,2
8,8
7,4
6,7
RGT Metronom
7
8,4
7,7
7,2
Bataja
6,9
9
7,7
6,2
Euforia
6,9
8,6
7,6
7,1
Belissa
6,9
7,2
7,7
6,9
Kariatyda
6,8
9
7,4
6,9
Linus
6,8
8,5
7,7
6,7
Artist
6,8
8,1
7,5
6,7
Bosporus
6,6
9
7,9
7,5
*Według porównania odmian COBORU w skali 9-stopniowej.
Plaga myszy w Australii przybiera biblijne rozmiary, stając się symbolem walki współczesnego rolnictwa z naturą i skutkami radykalnych zmian w agrotechnice. Choć gryzonie na polach to problem znany od pokoleń, obecna skala inwazji w zachodnich i południowych regionach kontynentu zmusza plantatorów do bolesnej rewizji systemu siewu bezpośredniego (No-Till).
Eksperci z organizacji CSIRO wskazują na bezpośredni związek między rosnącą populacją gryzoni a popularnością systemu No-Till. Warto podkreślić, że No-Till to najbardziej radykalna forma uprawy bezorkowej – o ile w standardowych uproszczeniach rolnik wciąż miesza wierzchnią warstwę gleby np. talerzówką, o tyle w siewie bezpośrednim ingerencja mechaniczna jest zerowa. Dla myszy to idealny scenariusz. Brak jakiejkolwiek obróbki roli sprawia, że ich nory pozostają całkowicie nienaruszone przez maszyny, a gruba warstwa mulczu na powierzchni zapewnia im doskonałe schronienie i stały dostęp do pokarmu. Inteligencja tych szkodników poszła o krok dalej: nauczyły się one podążać wzdłuż rzędów siewnych, precyzyjnie wyjadając świeżo wysiane ziarno prosto z naciętej przez siewnik szczeliny.
Ekonomiczny wymiar tej inwazji jest porażający. Podczas gdy o zagrożeniu mówi się już przy 800 osobnikach na hektar, obecne raporty z australijskich pól donoszą nawet o 4000 aktywnych nor na hektarze. Taka plaga myszy to katastrofa finansowa o zasięgu ogólnokrajowym, mogąca powtórzyć straty z 2021 roku, które wyceniono na miliard dolarów. Sytuację rolników dramatycznie pogarsza fakt, że od ponad 2 miesięcy trwa blokada cieśniny Ormuz. Konflikt z Iranem destabilizuje rynek energii i logistykę – rosnące ceny diesla oraz blokada strategicznych szlaków handlowych utrudniają import kluczowych nawozów. Po zamknięciu ostatniej krajowej fabryki mocznika w 2022 roku, ceny tego surowca wzrosły z 675 do ponad 1000 dolarów za tonę, co w połączeniu ze zniszczeniami polowymi stawia wiele gospodarstw na granicy bankructwa.
Obecna plaga myszy obnaża również słabość dostępnych metod ochrony roślin. Rolnicy apelują o dopuszczenie silniejszych dawek fosforku cynku (ZP50), twierdząc, że standardowe preparaty są nieskuteczne przy tak ogromnej obfitości alternatywnego pożywienia pozostawionego w systemie No-Till. Aby monitorować postępy inwazji, powszechnie stosuje się aplikację „MouseAlert”, jednak cyfrowe mapy jedynie potwierdzają tempo, w jakim szkodniki opanowują kolejne spichlerze kraju.
Dla globalnego rynku zbóż sytuacja ta może dawać impuls cenowy. Mimo że w ostatnim czasie notowano rekordowe stany magazynowe pszenicy na świecie, to straty w Australii mogą wpłynąć na podaż w nadchodzącym sezonie. Plaga myszy w połączeniu z napięciami geopolitycznymi na linii Iran–Zachód sprawia, że stabilność cen ziarna stoi pod znakiem zapytania. Dla rolników w Europie to sygnał ostrzegawczy: siew bezpośredni, choć zbawienny dla retencji wody, wymaga zupełnie nowej strategii zwalczania gryzoni, by oszczędności na paliwie i ochronie gleby nie zostały dosłownie „zjedzone” przez niekontrolowany przyrost szkodników.
Źródło: Opracowano na podstawie: Biblische Mäuse-Plage macht Australiens Farmern zu schaffen: Schuld ist auch Direktsaat, Peter Laufmann, agrarheute, 09.05.2026.
Pogoda- temperatura spadnie do -2 stopni Celsjusza
Niestety nie popadało w całej Polsce. Patrząc na mapy to w większości kraju nadal jest sucho. To zły znak.
Najbliższa noc dużo chmur przyniesie na wschodzie kraju- pod chmurami od 5 do 7 stopni na plusie. Nad resztą kraju pogodnie. Na mokrym południu kraju na termometrach od 3 do 5 stopni. Na mokrym zachodzie i wybrzeżu od +1 do +3 stopni i tu możliwe przymrozki przy gruncie.
Najzimniej od południowych Kaszub i Żuław po Warmię, Kujawy, wschód Wielkopolski, Łódzkie- głównie północ i wschód regionu, Mazowsze- tu nad ranem zobaczymy od -2 do 0 stopni na 2 metrach i od -4 do -2 stopni przy gruncie.
Dzień ciepły ze słabym wiatrem
W ciągu dnia czeka nas słoneczna pogoda- bezchmurne niebo ma dominować od Zatoki Gdańskiej po centrum i Małopolskę. Pochmurnie ma być wzdłuż wschodniej granicy Podlasia i Lubelskiego.
Wiatr słaby- w centrum zmienny; na zachodzie powieje z południa; na południu powieje ze wschodu a na wschodzie powieje z północy.
W poniedziałek przez Polskę przewędruje front z opadami.
Największe szanse na deszcz będą mieć Ci u których już ostatnio popadało. Większa wilgotność to łatwiejsze powstawanie chmur. Między Poznaniem a Koszalinem, Łebą może pojawić się kilka groźniejszych burz z ulewami i gradem.
Inwestycja w fotowoltaikę w gospodarstwie rolnym właśnie stała się wyzwaniem podwyższonego ryzyka. Od kwietnia 2026 roku wybór najtańszego komponentu może oznaczać całkowitą utratę unijnego dofinansowania. Komisja Europejska wprowadziła radykalne zmiany w zasadach wspierania zielonej energii, uderzając bezpośrednio w technologię z krajów „wysokiego ryzyka”.
Blokada środków dla gigantów z Azji
Zgodnie z nowymi wytycznymi, które weszły w życie w kwietniu 2026 roku, projekty energetyczne korzystające z funduszy unijnych nie mogą być wyposażone w falowniki (inwertery) pochodzące z Chin, Rosji, Iranu czy Korei Północnej. Bruksela nie zakazuje ich sprzedaży całkowicie, ale oficjalnie uznaje je za zagrożenie dla cyberbezpieczeństwa europejskiej sieci energetycznej.
Dla polskiego rolnika oznacza to koniec ery, w której jedynym kryterium wyboru instalacji była najniższa cena. Produkty marek takich jak Huawei czy Sungrow, które obecnie dominują w około 80% europejskich projektów, stają się „niepożądane” we wszelkich inwestycjach dotowanych z budżetu UE.
Kogo dotyczy nowy rygor?
Nowe zasady są precyzyjne i uderzają przede wszystkim w profesjonalny sektor agro:
Instalacje powyżej 100 kWp: To one są głównym celem restrykcji – mowa o dużych systemach na dachy budynków inwentarskich, chłodni oraz o projektach Agri-PV.
Fundusze unijne: Blokada dotyczy projektów finansowanych np. z KPO czy funduszy modernizacyjnych. Jeśli korzystasz wyłącznie z własnych środków lub standardowego systemu rozliczeń (jak net-billing), zakaz Cię nie obejmuje.
Projekty w toku: Inwestycje już rozpoczęte mogą skorzystać z okresów przejściowych, o ile zgłoszenie do sieci nastąpiło przed majem 2026 roku.
Dlaczego Bruksela mówi „stop”?
Powód jest strategiczny. Falowniki to „mózgi” instalacji, które są podłączone do internetu. UE obawia się, że w przypadku konfliktu lub napięć politycznych, oprogramowanie sterujące tymi urządzeniami mogłoby zostać wykorzystane do zdalnego wyłączenia tysięcy instalacji, co zdestabilizowałoby cały system elektroenergetyczny Europy.
Co to oznacza dla rolnika?
Choć europejskie lub amerykańskie falowniki (np. marek SMA czy Fronius) są zazwyczaj droższe, ich wybór staje się teraz gwarantem otrzymania dotacji. Eksperci, jak Lucas Flügel z BDSH, wskazują, że rynek musi się szybko zaadoptować do nowej rzeczywistości.
Dla rolnika płynie stąd jedna kluczowa lekcja: przed podpisaniem umowy z firmą instalatorską należy bezwzględnie zażądać certyfikatu pochodzenia sprzętu. W 2026 roku oszczędność kilku tysięcy złotych na tańszym inwerterze może skutkować utratą kilkuset tysięcy złotych z unijnej dotacji.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.