czwartek, 19 lutego, 2026
spot_img
Strona główna Blog Strona 16

Tylko do 20 lutego trwa nabór do Huawei Startup Challenge V! Na startupy czekają nagrody o łącznej wartości 300 tys. złotych!

0
Huawei Startup Challenge V

To już ostatni miesiąc aplikacji do piątej, jubileuszowej edycji konkursu Huawei Startup Challenge V. Startupy rozwijające innowacyjne technologie w sektorze agirtech oraz szeroko rozumianej produkcji żywności mogą zgłaszać swoje projekty do 20 lutego 2026 r. Tegoroczna edycja, realizowana pod hasłem #TechForAgrinnovation, koncentruje się na rozwiązaniach wspierających nowoczesne, zrównoważone rolnictwo oraz efektywne zarządzanie zasobami naturalnymi. Najlepsze zespoły powalczą o nagrody finansowe w wysokości 150 tys., 100 tys. i 50 tys. złotych.

Huawei Startup Challenge to ogólnopolska inicjatywa skierowana do młodych, innowacyjnych firm technologicznych, które rozwijają technologie odpowiadające na realne wyzwania rynkowe i społeczne. Program od pięciu lat łączy startupy z doświadczonymi mentorami, ekspertami branżowymi i partnerami biznesowymi, oferując im realne wsparcie w rozwoju, testowaniu i skalowaniu innowacyjnych projektów. Do udziału mogą zgłaszać się startupy na różnych etapach rozwoju – od zespołów we wczesnej fazie, po bardziej dojrzałe spółki – pod warunkiem, że ich rozwiązania wpisują się w temat przewodni tegorocznej edycji i wykorzystują potencjał nowoczesnych technologii.

Jakich rozwiązań poszukują organizatorzy Huawei Startup Challenge V?

Tegoroczna edycja Huawei Startup Challenge obejmuje szeroki zakres technologii rozwijanych z myślą o sektorze rolno-spożywczym. Wśród nich znajdują się m.in. rozwiązania z obszaru inteligentnego monitoringu upraw wykorzystujące IoT, czujniki i drony, precyzyjne systemy nawadniania i nawożenia oraz narzędzia oparte na analityce danych i sztucznej inteligencji wspierające procesy w rolnictwie, produkcji żywności i przetwórstwie rolnym. Do konkursu mogą zgłaszać się zespoły tworzące innowacje zwiększające efektywność, ograniczające zużycie energii i wody, redukujące straty żywności, wzmacniające odporność sektora na zmiany klimatu oraz wspierające przejrzystość łańcucha dostaw. Istotnym kryterium pozostaje możliwość praktycznego zastosowania technologii oraz jej realny wpływ na zrównoważony rozwój rolnictwa.  

Co istotne, do udziału w Huawei Startup Challenge zaproszone są również zespoły, które rozwijają technologie pierwotnie projektowane dla innych sektorów, ale możliwe również do skutecznej adaptacji w agritech. Jeśli projektowane rozwiązanie może znaleźć praktyczne zastosowanie w rolnictwie lub przemyśle rolno-spożywczym – warto zgłosić się do konkursu. Liczy się realny potencjał wdrożeniowy i wpływ technologii na efektywność oraz zrównoważony rozwój sektora. Formularz zgłoszeniowy dostępny jest na stronie Huawei Startup Challenge.

Już pierwsze tygodnie trwania projektu pokazują, że startupy bardzo trafnie odczytały temat tegorocznej edycji. Wśród zgłoszeń dominują projekty dobrze osadzone w realiach sektora rolno-spożywczego, przygotowane z myślą o praktycznym wdrożeniu i skalowaniu. Coraz częściej są to rozwiązania dojrzałe technologicznie, które wychodzą poza fazę koncepcji i odpowiadają na konkretne potrzeby producentów i przetwórców żywności.

Huawei

Huawei Startup Challenge od pięciu lat tworzy przestrzeń dla technologii, które mają realny wpływ na funkcjonowanie polskiej gospodarki i społeczeństwa. Dziś jednym z najważniejszych wyzwań jest zapewnienie stabilnej i bezpiecznej produkcji żywności przy jednoczesnym racjonalnym wykorzystaniu zasobów naturalnych. To obszar, w którym innowacje technologiczne przestają być dodatkiem, a stają się koniecznością. W tym roku świadomie zaprosiliśmy innowatorów do pracy nad rozwiązaniami dla sektora rolnego, a skala i różnorodność zgłoszeń pokazują, jak istotnym i perspektywicznym obszarem jest dziś nowoczesne, zrównoważone rolnictwo – podkreśla Ryszard Hordyński, Dyrektor ds. Strategii i komunikacji w Huawei Polska.

Startupy zainteresowane udziałem w piątej edycji Huawei Startup Challenge mogą zgłaszać swoje projekty do 20 lutego 2026 roku. Po zakończeniu naboru aplikacje oceni kapituła konkursowa złożona z uznanych ekspertów świata technologii, biznesu i sektora rolno-spożywczego. Spośród zgłoszeń wyłoniona zostanie dziesiątka najlepszych startupów, które zaprezentują swoje projekty podczas gali finałowej. Trzy najlepsze zespoły otrzymają nagrody finansowe w wysokości 150 tys., 100 tys. i 50 tys. złotych.

Szczegółowe informacje o konkursie oraz formularz zgłoszeniowy dostępne są na stronie Huawei Startup Challenge.

Pogoda- w niedzielę nawet -20 stopni

0
Pogoda 28 stycznia
Pogoda 28 stycznia

Jutro 28 stycznia jeszcze będzie ciepło

Pogoda zrobi nam kolejnego psikusa. Niebawem znów woda będzie zamarzać w poidłach w oborach a ciągniki z trudem będą odpalać na wschodzie i północy kraju.

Najbliższa noc z 27 na 28 stycznia niewielkie opady śniegu przyniesie miejscami od okolic Puław, Kozienic po Radom, Łódź, Sieradz. Prószyć może także na północnym wschodzie i w górach. Na termometrach -1/0 stopni ale lokalnie podczas rozpogodzeń między Gnieznem, Toruniem, Płockiem, Łowiczem możemy mieć -7 stopni.

W ciągu dnia nadal ciepło. Od Gorzowa Wielkopolskiego po Piłę, Kaszuby, Żuławy, Warmię, Mazury, Suwalszczyznę niewielki 1 stopniowy przymrozek. Nad resztą kraju od 0 wzwyż. Przed południem śnieg popada jeszcze miejscami na południu i wschodzie Mazowsza oraz północy Lubelskiego a przez cały dzień prószyć może na północnym wschodzie kraju.

Między Kołem a Pruszkowem sporo przejaśnień.

Wiatr między Lublinem, Włodawą a Supraślem nieodczuwalny. Nad resztą kraju powieje umiarkowanie z północnego wschodu.

Pogoda 28 stycznia

Pogoda i zapowiedź mrozów

Tuż za naszą wschodnią granicą Podlasia i północną Warmii i Mazur mamy jedną z najbardziej śnieżnych i zimnych zim w 21 wieku. Nagromadziła się tam duża ilość zimna. Powietrze mimo słońca o tej porze roku jeszcze się wychładza zamiast ogrzewać, zatem kolejna fala mrozów będzie większa niż ostatnia.

Bardzo prawdopodobne : 80-95% sprawdzalności, że na Żuławach, Biebrzańskim Parku czy w rejonie Bartoszyc i Giżycka zanotujemy -25 stopni na wielu stacjach pomiarowych a w dzień ociepli się tylko do -16/-14 stopni.

Cena pszenicy: W co grają spekulanci?

0
Cena pszenicy
Cena pszenicy

Cena pszenicy zależy w dużej mierze od zachowania kapitału spekulacyjnego na największym rynku na świecie jakim jest giełda w Chicago. Ostatnie dni na światowych giełdach to prawdziwy pokaz siły dwóch przeciwstawnych biegunów: potężnego ssania popytowego na zboża i soję z USA oraz rekordowej podaży pszenicy z Argentyny i Australii. Spekulanci w Chicago, po piątkowym „szoku eksportowym”, w poniedziałek (26.01) zostali zmuszeni do rewizji planów. Wszystko przez poprawę pogody i rajd eurodolara, który dla Europy staje się ciężarem nie do uniesienia.

Eksportowy nokaut w USA

Rynek wciąż żyje sensacyjnymi danymi USDA z ubiegłego piątku. Tygodniowa sprzedaż kukurydzy z USA osiągnęła niebotyczny poziom 4,01 mln ton. To wynik historyczny, który w połączeniu z 2,45 mln ton soi pokazał, że globalny popyt na amerykańskie ziarno jest znacznie większy, niż zakładano. Te dane, wsparte obawami o pogodę w USA i Rosji, doprowadziły w piątek do panicznego odkupywania kontraktów przez fundusze, co wybiło ceny gwałtownie w górę na zamknięciu tygodnia.

Ryzykowna gra funduszy: 15 milionów ton „na krótko”

Skala spekulacyjnego ataku na ceny jest największa od miesięcy. Fundusze zarządzające pieniędzmi (Managed Money) posiadają w Chicago pozycję krótką netto w pszenicy SRW na poziomie aż -110 700 kontraktów. To najwyższy poziom zaangażowania po stronie spadkowej od maja 2025 roku. Przekładając to na tony: spekulanci „sprzedali” na papierze ponad 15 milionów ton pszenicy, której fizycznie nie posiadają.

Dlaczego wywołuje to taką zmienność? Spekulanci, podobnie jak wszyscy uczestnicy giełdy, codziennie rozliczają zyski i straty ze swoich pozycji względem ceny zamknięcia. W konsekwencji ich depozyty zabezpieczające rosną lub topnieją w czasie rzeczywistym. Gdy w piątek cena ruszyła w górę, fundusze poczuły topniejące depozyty i musiały ratować się odkupywaniem kontraktów, co jeszcze bardziej podbiło kurs.

Poniedziałkowy powrót do rzeczywistości

Jednak poniedziałkowa sesja (26.01) ostudziła głowy byków (grający na wzrost cen). Choć silniejsze euro teoretycznie wspiera Chicago (słabszy dolar), to za oceanem wygrał spokój pogodowy. Analiza map pokazała, że śnieżna okrywa w USA uratowała uprawy przed wymarznięciem. Strach wyparował, a fundusze wróciły do odsprzedawania kontraktów, spychając pszenicę SRW o 1,3% w dół (5,22 USD/buszel).

Dodatkowo nad rynkiem wisi rekord z Argentyny. Zbiory pszenicy dobiegają tam końca z wynikiem 27,5 mln ton. To ziarno zalewa porty i przy obecnym kursie dolara jest najtańsze na świecie (ok. 207 USD/t FOB), co stanowi „betonowy sufit” dla wzrostów w Europie.

MATIF: Silne euro jako bariera

Dla europejskiego rolnika sytuacja jest trudna. Kurs EUR/USD na poziomie 1,188 (najwyżej od ponad 4 lat) sprawia, że unijna pszenica staje się za droga dla importerów. W efekcie MATIF musiał w poniedziałek oddać zyski, spadając poniżej 190,00 EUR/t, by desperacko szukać konkurencyjności wobec taniejącej oferty globalnej. Przy okazji wzrostów na eurodolarze rekordy siły bije też złoty, zwłaszcza do USD, który spadł do 3,54 zł i był w poniedziałek najtańszy od 2018 roku.

Prokuratura Europejska na tropie oszustwa. Przestępczy proceder w cieniu unijnej pomocy dystrybuowanej przez KOWR

0

KOWR w centrum śledztwa Prokuratury Europejskiej. Przestępcza grupa zrobiła sobie biznes z unijnej pomocy, wprowadzając darmową żywność do regularnej sprzedaży. Czy błędy w nadzorze nad dystrybucją 2,5 tys. ton towaru doprowadzą do bolesnych sankcji finansowych ze strony Komisji Europejskiej? Poznaj kulisy afery, która może zmienić zasady kontroli w całym sektorze.

Funkcjonariusze CBA zatrzymali kolejną osobę w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości przy dystrybucji unijnej żywności. Sprawa dotyczy partii 2,5 tys. ton towaru przekazanego przez KOWR jednej z organizacji. Śledczy ustalają obecnie, jaka część z tego transportu – w ramach przestępczego procederu – zamiast do potrzebujących, trafiła do komercyjnej sprzedaży.

Mechanizm przestępstwa

Zatrzymanie, do którego doszło 21 stycznia 2026 r. na Dolnym Śląsku, to kolejny etap wielowątkowego śledztwa prowadzonego pod nadzorem Prokuratury Europejskiej (EPPO). Organizacja religijna objęta postępowaniem otrzymała w ramach unijnego programu pomocowego łącznie 2,5 tys. ton produktów (m.in. konserwy, mąka, olej) o wartości blisko 16 mln zł.

Ujawniony przez śledczych przestępczy proceder opierał się na cynicznym wykorzystaniu luk w systemie:

  • Fikcyjna dystrybucja: Organizacja raportowała do KOWR rozdysponowanie całości towaru, fałszując dokumentację odbioru.
  • Handel darami: W rzeczywistości część towarów, oznaczonych jako nieprzeznaczone do sprzedaży, była wprowadzana na rynek detaliczny, generując nielegalny zysk kosztem najuboższych.

Kontekst systemowy: Ryzyko dla budżetu

Dla Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR) sytuacja jest trudna – jako administrator programu padł on ofiarą wyrafinowanego oszustwa ze strony podmiotu, który z założenia powinien cieszyć się wysokim zaufaniem społecznym. Choć proceder dotyczy tylko ułamka towaru dystrybuowanego w kraju, zaangażowanie EPPO podnosi stawkę do poziomu międzynarodowego.

Eksperci ostrzegają przed tzw. wariantem greckim. W Grecji podobne nadużycia w dystrybucji funduszy unijnych i brak wystarczająco szczelnego nadzoru doprowadziły w przeszłości do nałożenia przez Komisję Europejską dotkliwych kar finansowych na całe państwo.

Podsumowanie

Dla sektora agro kluczowe jest teraz nie tylko ukaranie winnych, ale i szybka reforma systemu kontroli. Eliminacja takich przestępczych procederów jest niezbędna, aby unijna pomoc była dystrybuowana w sposób transparentny, nie zaburzając rynku i chroniąc interesy finansowe Polski w Brukseli.

Styczeń 2026- katastrofy pogodowe uderzyły w wiele krajów na świecie

0

Podczas gdy w Polsce mamy jeszcze dość spokojną pogodę- zaznaczam „jeszcze” to w wielu regionach na świecie przechodzą prawdziwe kataklizmy pogodowe.

Republika Południowej Afryki, Mozambik, Zimbabwe. Te kraje w styczniu połączył jeden wspólny mianownik jakim jest „powódź”. Potężne ulewy przyczyniły się do gwałtownego wezbranie i rozlania się rzek na wiele miejscowości. Woda powodziowa miejscami była tak wysoka, że przykryła całe domy. Według danych utonęło około 300 osób. Po opadnięciu wód powodziowych pośród wysokich temperatur i zanieczyszczonych źródeł wody pitnej istnieje ryzyko szerzenia się choroby zwanej „cholerą”.

Chile, Australia i Republika Południowej Afryki

Te kraje w ostatnich dniach, tygodniach stawiły czoła fali upałów i suszy. Sprzyjające warunki doprowadziły do zaprószenia ognia w lasach/ buszu. W Chile ogień był tak agresywny, że pochłonął całą wiosnę przynosząc 20 ofiar śmiertelnych. W Australii również spłonęło kilkadziesiąt budynków ale sprawna ewakuacja zapobiegła ofiarom śmiertelnym.

USA i katastrofa lodowa

Nie można pominąć Stanów Zjednoczonych. Wcale nie mrozy czy opady śniegu były najgorsze. Deszcz padający na mrozie- podobnie jak miało to miejsca dziś w Polsce na zachodzie i północy Polski przyczynił się do prawdziwej katastrofy. Deszczu spadło tak dużo w rejonie Tennessee, że drzewa w lasach, parkach, sadach łamały się jak zapałki. Nie tylko na wsiach ale i w mniejszych miastach przewiduje się, że energii elektrycznej nie będzie przynajmniej przez tydzień. Dziś rano ponad milion mieszańców nie miało energii elektrycznej przy temperaturze na zewnątrz na poziomie -18/-15 stopni Celsjusza.

Powodzie w Algierii, Tunezji, Sycylii, Sardynii, Malcie i innych

Tutaj łącznie zginęło około 6 osób. Warto odnotować te powodzie ponieważ, szkody jakie poczyniły są niewyobrażalne. W miejscowościach przybrzeżnych sztorm potrafił zabrać całe pasy dróg samochodowych do Morza. Uszkodzonych zostało wiele budynków w wyniku ogromnych fal wdzierających się do miast i wsi nabrzeżnych. Na Sycylii po ulewnych deszczach pojawiło się ogromne osuwisko a nad przepaścią stanęło całe osiedle bloków mieszkalnych. Ewakuowano ponad 1000 osób i większość prawdopodobnie już nie wróci do swoich mieszkań.

Mniejsze ale groźne powodzie przetoczyły się także prze Brazylię. Po jednej z burz w Sao Paulo woda zmywała samochody z dróg do rzek.

Niebezpiecznie także w Indiach

W rejonach górskich Indii w ostatnich dniach przeszły śnieżyce, które doprowadziły do paraliżu drogowego. W wypadkach zginęło wiele osób a ciężki mokry śnieg pozbawił energii elektrycznej wiele miejscowości.

W Indonezji znów szaleją ulewy. W wyniku osuwiska w ostatnich dniach zginęło 20 osób.

W Polsce póki co mamy bardzo spokojną pogodę. Chociaż na horyzoncie czai się pewne zagrożenie. Jednym z nich jest silny mróz na gołe pola zwłaszcza w centralnej Polsce. Drugim zagrożeniem jest lód na rzekach wschodniej Polski. Najgorsza sytuacja zapowiada się na Wiśle, gdzie niebawem dotrze fala wezbraniowa na którą nałożą się kolejne silne mrozy. Gdy nadejdzie właściwa, większa odwilż możemy mieć duży problem z nagromadzeniem się lodu w środkowym biegu Wisły i ryzykiem powodzi ale to nastąpi nie wcześniej jak pod koniec lutego/ marcu a może dopiero na początku kwietnia.

Bakterioza ziemniaka – ponowna debata w środowisku rolniczym

0

Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, które odbyło się 23 stycznia 2026 r., temat bakteriozy ziemniaka ponownie stał się zarzewiem gorącej debaty. Choć resort rolnictwa wskazuje na poprawę statystyk fitosanitarnych i rekordowy eksport, przedstawiciele rolników i opozycja alarmują: obecny system odszkodowań promuje duże spółki, zostawiając rodzinne gospodarstwa bez realnego wsparcia.

Statystyki resortu kontra rzeczywistość polskiego pola

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW) zaprezentowało dane, z których wynika, że skala problemu bakteriozy w Polsce maleje. Wiceminister Małgorzata Gromadzka wskazała, że odsetek próbek z wynikiem pozytywnym spadł z 22% w 2004 r. do zaledwie 3% w 2024 r. Resort argumentuje, że zmiana przepisów z czerwca 2024 r. była konieczna, aby ukrócić proceder pobierania wielomilionowych rekompensat przez te same podmioty – często o kapitale zagranicznym.

Zamiast wypłat za straty, ministerstwo stawia na dofinansowanie profilaktyki i zakup kwalifikowanego materiału siewnego. Potwierdzeniem dobrej kondycji sektora ma być ubiegłoroczny rekordowy eksport ziemniaków, który przekroczył 82 tys. ton.

„OC dla rolnika”: Kontrowersje wokół likwidacji wsparcia

Argumentacja ministerstwa spotkała się z ostrą krytyką. Poseł Jarosław Rzepa (PSL) trafnie porównał likwidację odszkodowań do zniesienia ubezpieczeń OC tylko dlatego, że spadła liczba wypadków. Z kolei Anna Gembicka (PiS) zwróciła uwagę na problem prawa działającego wstecz, co pozbawiło wielu producentów środków za straty poniesione jeszcze przed wejściem w życie nowego rozporządzenia.

Główne zarzuty wobec obecnego systemu:

  • Wąska grupa beneficjentów: Michał Kołodziejczak ujawnił, że w 2024 r. o odszkodowania wnioskowało zaledwie 9 podmiotów, w tym powiązane kapitałowo firmy zachodnie, a nie typowi polscy rolnicy.
  • Luki prawne: Firmy miały omijać zakazy uprawy na porażonych polach poprzez dzierżawę gruntów, które formalnie nie wchodziły w skład ich gospodarstw.
  • Brak wsparcia przy utylizacji: Rolnicy, tacy jak Filip Pawlik, podkreślają, że w przeciwieństwie do hodowców drobiu dotkniętych np. ptasią grypą, producenci ziemniaka po wykryciu bakteriozy zostają sami z kosztami utylizacji i dezynfekcji.

Dominacja zagranicznych firm na rynku sadzeniaków

W debacie wybrzmiał również problem strukturalny rynku. Według relacji z komisji, produkcja sadzeniaków w Polsce jest zdominowana przez zachodnie koncerny (m.in. z Holandii i Niemiec). Polscy rolnicy często pełnią w tym łańcuchu jedynie rolę wykonawców, pracując na marżach, które nie pozwalają na budowę stabilności finansowej w obliczu kryzysów fitosanitarnych.

źródło: sejm.gov.pl

Zamiast rozmów o Mercosur – policyjne przesłuchania. Czy władza chce uciszyć rolników?

0

Polski rolnik pod ścianą. Z jednej strony uderzają w niego niekorzystne umowy handlowe Brukseli, z drugiej – aparat państwowy, który zamiast chronić własnych producentów, wzywa ich na przesłuchania. Środowisko zrzeszone w Stowarzyszeniu Ruch Gospodarstw Rodzinnych mówi wprost: to próba zastraszenia nas za to, że walczymy o przetrwanie naszych gospodarstw.

Akcja pod biurem wiceministra pod lupą policji

Sytuacja dotyczy wydarzeń pod placówką poselską Stefana Krajewskiego, pełniącego funkcję wiceministra rolnictwa. Grupa rolników, chcąc ratować swoje warsztaty pracy, postanowiła zamanifestować tam swoje niezadowolenie. Zamiast jednak oczekiwanego porozumienia z przedstawicielem resortu, uczestnicy spotkania muszą teraz mierzyć się z machiną urzędową.

Jak relacjonuje Konrad Krupiński, rolnik i działacz zaangażowany w sprawę, organy ścigania od kilku dni prowadzą intensywne czynności wyjaśniające.

Policyjne wezwania za walkę o polską żywność

Sytuacja, która ma miejsce w Zambrowie, wywołuje ogromne poruszenie w całym sektorze agro. Gospodarze, którzy wzięli udział w pokojowej manifestacji pod biurem wiceministra rolnictwa Stefana Krajewskiego, zamiast merytorycznych propozycji wsparcia, otrzymują wezwania na policję. Od tygodnia trwa procedura składania wyjaśnień, co liderzy opinii, tacy jak Konrad Krupiński, oceniają jednoznacznie jako formę represji.

Trudno o bardziej jaskrawy przykład braku szacunku dla ciężkiej pracy rolnika. Kiedy gospodarze odrywają się od swoich obowiązków w oborach i na polach, by walczyć o przyszłość sektora, państwo odpowiada machiną urzędową.

Środowisko rolnicze w całej Polsce zaczyna się jednoczyć wokół represjonowanych kolegów. Podkreśla się, że gospodarstwa rodzinne to nie tylko biznes, ale przede wszystkim bezpieczeństwo żywnościowe kraju.

Naszym zdaniem: Rolnik ma prawo, a nawet obowiązek głośno krzyczeć, gdy widzi, że jego praca i dorobek pokoleń są niszczone przez błędne decyzje w Brukseli i bierność w Warszawie. Zamiana dialogu społecznego na policyjne przesłuchania to droga donikąd.

Murem za polskim rolnikiem! Czy spotkaliście się z podobnymi działaniami służb w Waszych regionach? Nie zostawiajmy kolegów z Zambrowa samych – nagłaśniajmy tę sprawę, dopóki władza nie zacznie nas traktować jak partnerów do rozmowy, a nie jak przestępców.

źródło: Konrad Krupiński facebook

Kulig jak dawniej. Zimowa tradycja, która wciąż żyje 

0

Piękna, mroźna zima i skrzypiący pod płozami śnieg – to sceneria, która dziś zdarza się coraz rzadziej. Tym bardziej cieszy, gdy można ją wykorzystać tak, jak robiono to od pokoleń. W Lisewie na Mazowszu tradycja kuligów na szczęście wciąż ma się dobrze, choć – jak podkreślają gospodarze – dziś to już bardziej pasja i świadomy wybór, niż codzienność wiejskiego życia.

– Mamy piękną zimę. Sceneria odpowiednia do tego typu rozrywki. Korzystamy z tego. Cieszymy się wspólnie, rodzinnie – mówi Dominik Rutkowski.

Niedzielna przejażdżka saniami to nie tylko atrakcja, ale też sposób na bycie razem, wyjście z domu i spędzenie czasu na świeżym powietrzu, wśród natury i zwierząt.

Koń, zaprzęg i detale z dawnych lat

W zaprzęgu nic nie jest przypadkowe. Nawet wiązanie końskiego ogona ma swoje uzasadnienie. Dawniej robiono to po to, by przy dużych zaspach śniegu ogon nie wplątał się w uprząż czy płozy sań. Z czasem stało się to także elementem tradycji i estetyki, podkreślającym sylwetkę konia.

– To taka tradycja. I to jeszcze ładnie podkreśla kształt zadu konia – tłumaczy młody hodowca, dla którego dbałość o szczegóły jest równie ważna jak sama jazda.

Sanki do kościoła i w gości

Dawniej sanie nie służyły rozrywce, lecz były zwyczajnym środkiem transportu. 

– To były sanki wyjazdowe – do kościoła, do rodziny, w gości – wspomina Krzysztof Grąbczewski. Kiedyś śnieg był pewnikiem, dziś jest raczej wyjątkiem.

– Teraz jest go jak na lekarstwo, ale ten rok obdarzył nas bardzo pięknie śniegiem i wykorzystujemy to – dodaje mieszkaniec Lisewa.

Kuligi w dzisiejszym rozumieniu pojawiały się głównie wtedy, gdy na wieś przyjeżdżała rodzina z miasta. Dla nich przejażdżka saniami była czymś wyjątkowym, namiastką zimy znanej dotąd tylko z opowieści.

Pasja zamiast konieczności

Koń w zaprzęgu to dziś coraz rzadszy widok na wsi. 

– Ten krajobraz jest coraz mniej spotykany. Dzisiaj to już hobby, forma rekreacji. Nie ma konieczności użytkowania konia na co dzień – przyznają gospodarze.

Tradycja trwa tam, gdzie była przekazywana z pokolenia na pokolenie i gdzie wciąż są ludzie, którzy chcą ją kultywować.

Dla nich to także sposób na pokazanie młodszemu pokoleniu innego stylu życia. 

– Wyjścia z domu, spędzenia czasu na łonie natury, wśród zwierząt, w okolicznościach przyrody – wyliczają.

Koń też czerpie radość

Jak podkreślają doświadczeni hodowcy, koń nie jest stworzony do stania w czterech ścianach. 

– To zwierzę do biegu, do pracy, do ruchu. Myślę, że lepiej się czuje na powietrzu niż zamknięty w stajni – mówią.

Dobrze prowadzony, spokojny koń może bez problemu nauczyć się pracy w zaprzęgu i traktować ją jako naturalną aktywność.

– Tak jak nam jest przyjemniej na świeżym powietrzu, tak samo jemu – dodają z przekonaniem.

Ciągłość pokoleń w niepewnych czasach

Hodowla koni to dziś coraz większe wyzwanie. Statystyki są nieubłagane – koni ubywa, młodych hodowców jest coraz mniej, a ekonomia rzadko się spina. 

– Społeczeństwo nie kultywuje tej tradycji, każdy patrzy przez pryzmat zysków, a w tej produkcji na ten moment ich nie ma – mówią wprost rozmówcy.

Mimo to są tacy, którzy wierzą, że warto trwać. 

– To satysfakcja, frajda, której nie da się przeliczyć na pieniądze – podkreśla Dominik Rutkowski. W Lisewie jest nadzieja na kontynuację

– Córka i zięć przejmują pasję, znają się na koniach, pracowali w związkach hodowlanych, wiedzą, jak dbać o rasy zimnokrwiste i śląskie, obecne w gospodarstwie od lat – opowiada Krzysztof Grąbczewski. 

Konie były w tej rodzinie „od zawsze”. 

– Nie potrafię tego wytłumaczyć. Ta więź jest nie do opowiedzenia – słyszymy na zakończenie.

I właśnie ta więź sprawia, że mimo zmieniającego się świata, kaprysów klimatu i trudnej ekonomii, zimowy kulig wciąż potrafi połączyć ludzi, tradycję i naturę w jedną, wyjątkową całość.

Wilki pod lupą resortu. Minister Krajewski apeluje o rzetelne zgłaszanie szkód

0
Wilki

Wilki pod lupą resortu. Problem narastającej populacji wilka w Polsce przestaje być tylko tematem dyskusji przyrodniczych, a staje się realnym wyzwaniem ekonomicznym dla hodowców. Minister rolnictwa Stefan Krajewski skierował do rolników ważny apel: każda szkoda musi zostać oficjalnie zgłoszona. Dlaczego to takie ważne?

Kluczowe punkty apelu:

  • Wiarygodność danych: Resort rolnictwa potrzebuje twardych dowodów na skalę problemu, aby móc skutecznie argumentować potrzebę zmian w zarządzaniu populacją wilka na poziomie krajowym i unijnym.
  • Prawo do odszkodowania: Zgodnie z ustawą o ochronie przyrody, za szkody wyrządzone przez wilki (a także żubry, rysie, niedźwiedzie i bobry) odpowiada Skarb Państwa.
  • Procedura: Oględzin i szacowania szkód dokonują pracownicy właściwej Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ) lub parku narodowego.

Dlaczego rolnicy nie zgłaszają szkód?

Często barierą jest biurokracja lub niewiara w skuteczność systemu. Minister Krajewski podkreśla jednak, że brak zgłoszeń to „ukrywanie” skali problemu, co sprawia, że w oficjalnych statystykach populacja wilka wydaje się mniej uciążliwa, niż jest w rzeczywistości.

„Tylko pełny obraz sytuacji pozwoli na wypracowanie mechanizmów, które realnie ochronią polskie gospodarstwa” – wybrzmiewa z komunikatu resortu.


Szersza perspektywa: Ceny pasz a bezpieczeństwo stad

W obliczu obecnej sytuacji rynkowej – gdzie mimo rekordowej podaży zbóż w kraju i na świecie koszty prowadzenia hodowli pozostają wysokie – każda utrata inwentarza jest dla rolnika podwójnie bolesna. Stabilne ceny pasz to jedno, ale ochrona „kapitału” w postaci zwierząt hodowlanych to priorytet dla rentowności gospodarstwa.

Co musi zrobić rolnik po ataku wilków?

  1. Zabezpieczyć ślady i zwłoki zwierząt (nie uprzątać miejsca zdarzenia przed przyjazdem komisji).
  2. Niezwłocznie skontaktować się z RDOŚ (telefonicznie i pisemnie).
  3. Udokumentować zdarzenie (zdjęcia, zeznania świadków).

Czy uważasz, że obecne systemy odszkodowań są wystarczające, czy może potrzebujemy bardziej radykalnych zmian w statusie ochronnym wilka? Daj znać w komentarzach!

Źródło: MRiRW

Cena pszenicy pod presją logistyki i jakości: Raport z rynku zbóż

0
Ceny pszenicy

Aktualna cena pszenicy w kraju wykazuje na papierze tendencję boczną, ale dane transakcyjne obnażają trudną sytuację rolników w połowie stycznia 2026 roku. Podczas gdy uwaga eksporterów skupia się na ziarnie chlebowym, producenci kukurydzy mierzą się z najniższymi stawkami w całej Unii Europejskiej. Analizujemy realne ceny transakcyjne netto, uwzględniając mechanizmy, które spychają stawki do poziomów minimalnych.

Przeczytaj również – Cena pszenicy w górę: Amerykańskie mrozy, rekordowy eksport i słaby dolar budzą rynki

Cena pszenicy: Spread, wielkość partii i lokalizacja

Analiza rynku pokazuje, że średnia krajowa dla ziarna konsumpcyjnego wynosi 776 zł/t. Jednak badanie pięciu najniższych transakcji w kraju pokazuje kwotę zaledwie 661 zł/t.

Ten potężny, 115-złotowy spread to nie tylko wynik rygorystycznych potrąceń za parametry jakościowe, takie jak gęstość czy zawartość glutenu. To przede wszystkim wypadkowa dwóch kluczowych czynników:

  • Odległość od portów: Rolnicy z regionów oddalonych od terminali eksportowych, jak Makroregion Centralno-Wschodni (średnia 747 zł/t), muszą akceptować niższe stawki ze względu na wysokie koszty transportu.
  • Ekonomia skali: Skupy wyraźnie premiują duże partie towaru (dostawy całosamochodowe). Mniejsze transporty od lokalnych dostawców są często kontraktowane po cenach bliższych dolnym widełkom.

Cena pszenicy w UE

Kukurydza: Polska „czerwoną latarnią” Europy

Sytuacja w segmencie kukurydzy jest jeszcze trudniejsza niż w przypadku pszenicy. Polska z ceną 734 zł/t za ziarno suche jest obecnie najtańszym rynkiem w Unii Europejskiej.

  • Kukurydza sucha: Zanotowała tygodniowy spadek o 1,2%. W porównaniu do średniej unijnej (848 zł/t), nasze ziarno jest tańsze o ponad 100 zł na tonie.
  • Kukurydza mokra: Udział tego ziarna w strukturze zakupów spadł z 24,7% w listopadzie do zaledwie 0,7% obecnie. Cena transakcyjna „mokrego” ziarna tąpnęła o blisko 6% w tydzień, osiągając średnio 393 zł/t.

Cena kukurydzy w UE

Pozostałe gatunki: Owies idzie pod prąd

Podczas gdy większość gatunków tanieje w ujęciu rocznym o 12–19%, owies paszowy zanotował niespodziewany, blisko 15-procentowy wzrost ceny w ciągu jednego tygodnia, osiągając średnio 619 zł/t.

Pozostałe zboża paszowe:

  • Pszenżyto: Średnio 689 zł/t (wzrost o 1,0% tyg./tyg.).
  • Jęczmień paszowy: Stabilne 725 zł/t.
  • Żyto konsumpcyjne: 627 zł/t, przy czym najniższe ceny transakcyjne spadają nawet do 561 zł/t.

Globalny kontekst a polskie spichlerze

Presja na niskie ceny transakcyjne wynika również z sytuacji globalnej. Pamiętając o rekordowej podaży zbóż z Argentyny i Australii, polskie skupy, dysponując dużymi zapasami, mogą pozwolić sobie na bardzo selektywne podejście do zakupu towaru. Ziarno o słabszych parametrach, mniejsze partie lub towary z odległych lokalizacji trafiają do magazynów tylko przy zachęcająco niskiej dla kupującego cenie.

Źródło cen: MRiRW, KE

Przełom w Sejmie: Status Aktywnego rolnika i zakaz sprzedaży ziemi uchwalone!

0
"Aktywny Rolnik" trafił do prac sejmowych

Status Aktywnego rolnika i zakaz sprzedaży ziemi uchwalone! 23 stycznia 2026 roku zapisze się na kartach historii polskiego rolnictwa jako dzień wielkich porządków. Sejm RP przyjął dwie kluczowe ustawy, które mają być fundamentami nowej siły polskiej wsi: definicję aktywnego rolnika oraz przedłużenie zakazu sprzedaży państwowej ziemi o kolejną dekadę.

Obiecywałem porządkowanie polskiej wsi i dzisiaj ta obietnica staje się konkretem. Robimy, nie gadamy – skomentował na gorąco minister rolnictwa Stefan Krajewski, podkreślając, że to finał intensywnego, półrocznego maratonu legislacyjnego.

„Aktywny rolnik” – koniec z „dopłatami do ugorów”

Największą rewolucję w portfelach i dokumentacji przynosi ustawa o wsparciu rolników aktywnych zawodowo. To bezpośrednia odpowiedź na wieloletnie postulaty środowisk rolniczych, by unijne i krajowe środki trafiały do tych, którzy faktycznie brudzą ręce pracą na roli, a nie tylko posiadają akt własności ziemi.

Co zmienia nowa ustawa?

  • Weryfikacja realnej działalności: Koniec z martwymi przepisami. Teraz status aktywnego rolnika będzie oparty na obiektywnych kryteriach: kosztach bezpośrednich lub przychodach z rolnictwa.
  • Elastyczność dowodowa: Rolnik sam wybierze sposób udokumentowania aktywności, korzystając z szerokiego katalogu dokumentów.
  • Automatyzm dla producentów: Spółdzielnie, grupy producentów oraz rolnicy hodujący zwierzęta (przy zachowaniu minimalnej obsady) status „aktywnego” otrzymają z urzędu.
  • Rejestr w ARiMR: Powstanie oficjalny rejestr rolników aktywnych zawodowo, który będzie kluczem do przyznawania pomocy krajowej.

Ważne dla małych gospodarstw: W 2026 roku obowiązywać będą przepisy przejściowe. Gospodarstwa, które w 2025 roku otrzymały płatności do kwoty 1125 euro (ok. 600 tys. rolników), zostaną uznane za aktywne automatycznie.

Nowe przepisy mają wejść w życie 15 marca 2026 r., czyli w dniu startu naboru wniosków o dopłaty bezpośrednie.


Ziemia zostaje w polskich rękach – kolejne 10 lat ochrony

Drugim filarem sejmowych decyzji jest przedłużenie wstrzymania sprzedaży nieruchomości z Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa (ZWRSP). Obecne przepisy wygasają z końcem kwietnia 2026 roku – nowa ustawa przesuwa tę granicę do 30 kwietnia 2036 roku.

Dzierżawa zamiast kredytu

Resort rolnictwa podtrzymuje kurs na dzierżawę jako główną formę gospodarowania państwową ziemią. Ma to chronić rolników przed wpadaniem w spiralę zadłużenia przy próbach wykupu gruntów po wyśrubowanych cenach rynkowych.

Kluczowe zmiany w obrocie ziemią:

  1. Limit bez zgody Ministra: Zwiększono z 2 ha do 5 ha limit powierzchni, którą KOWR może sprzedać bez oficjalnej zgody Ministra Rolnictwa. Ma to odblokować sprzedaż małych działek i nieruchomości z zabudowaniami wymagającymi remontu.
  2. Ochrona przed spekulacją: Nowe przepisy mają skuteczniej blokować wykup ziemi przez podmioty niezwiązane z produkcją rolną.

Ustawa została przyjęta miażdżącą większością głosów (427 „za”). Teraz trafi do Senatu, a następnie na biurko Prezydenta Karola Nawrockiego.


Podsumowanie: Co to oznacza dla Twojego gospodarstwa?

Przyjęte zmiany to jasny sygnał: państwo chce premiować towarową produkcję rolną. Choć minister Krajewski zapewnia, że małe gospodarstwa nie zostaną wykluczone, wprowadzenie „rejestru aktywnego rolnika” to krok w stronę profesjonalizacji zawodu. Warto już teraz zacząć gromadzić dokumentację kosztową, by od marca 2026 r. bez problemu potwierdzić swój status w ARiMR.

Czy zmiany w definicji aktywnego rolnika rzeczywiście wyeliminują „wirtualnych rolników”? Będziemy to dla Was monitorować na łamach Agroprofilu.

Źródło: MRiRW

Drób z Ukrainy: Rekordowe przychody mimo unijnych barier i monitoringu w Polsce

0
Drób z Ukrainy

Drób z Ukrainy stał się w 2025 roku symbolem ekonomicznej elastyczności, osiągając historyczne wyniki finansowe mimo restrykcyjnych kontyngentów wprowadzonych przez Unię Europejską. Choć wolumen eksportu spadł o 1,8%, przychody ukraińskich producentów wzrosły o 13,7%, osiągając poziom 1,149 mld dolarów. Ten rekord finansowy jest bezpośrednim wynikiem ucieczki w produkty przetworzone oraz doskonałej koniunktury na rynku pasz.

Drób z Ukrainy pod lupą: System kontyngentów i „hamulec bezpieczeństwa”

Kluczowym czynnikiem kształtującym handel w 2025 i 2026 roku jest unijny mechanizm ochronny. Po okresie pełnej liberalizacji, UE wprowadziła limity oparte na średnim imporcie z lat 2021–2023.

  • Roczny limit: Szacuje się, że bezcłowy kontyngent na drób z Ukrainy do całej UE wynosi obecnie około 160 tys. ton.
  • Mechanizm „hamulca”: Po przekroczeniu tego progu automatycznie przywracane są cła, co ma zapobiegać destabilizacji rynku wewnętrznego Wspólnoty.
  • Strategia Ukrainy: Ukraińskie holdingi, świadome limitów ilościowych, zmieniły strukturę wysyłek. Zamiast taniego mięsa, w ramach kontyngentu wysyłają produkty o wysokiej wartości dodanej (np. wyroby gotowe), co pozwoliło im pobić rekord przychodów przy mniejszym tonażu.

Przeczytaj również – Żywność z Ukrainy pod lupą: Co dziesiąty transport zawracany z granicy!

Monitoring w Polsce: Dodatkowe bezpieczniki

Dla polskich producentów, którzy są liderami produkcji w UE, drób z Ukrainy pozostaje największym wyzwaniem konkurencyjnym. Polska wywalczyła dodatkowe mechanizmy kontrolne:

  1. Ścisłe monitorowanie granic: Każdy transport deklarowany jako tranzyt jest rygorystycznie sprawdzany pod kątem weterynaryjnym i sanitarnym, aby zapobiec nielegalnemu pozostawaniu towaru na krajowym rynku.
  2. Lokalny mechanizm zawieszenia: Polska posiada prawo do wnioskowania o szybkie zawieszenie importu określonych kategorii produktów drobiowych, jeśli ich napływ powoduje gwałtowny spadek cen w skupach (poniżej kosztów produkcji polskich hodowców).

Globalna przewaga: Rekordowe zbiory zbóż wspierają eksport

Sukces, jaki odnotował drób z Ukrainy, nie byłby możliwy bez wyjątkowej sytuacji na rynku surowców. Rok 2026 rozpoczął się od rekordowej podaży zbóż na świecie.

  • Wpływ Argentyny i Australii: Rekordowe zbiory w tych krajach wywarły presję na spadek cen pszenicy i kukurydzy na giełdach światowych.
  • Koszty produkcji: Dzięki taniej paszy, ukraińskie agroholdingi (które są samowystarczalne surowcowo) produkują mięso po kosztach niedostępnych dla większości europejskich farmerów. Pozwala im to na agresywną ekspansję na rynki pozaunijne, takie jak Wielka Brytania czy Arabia Saudyjska, gdzie limity unijne nie obowiązują.

Skala porównawcza: Polska vs Ukraina

Mimo dynamicznego wzrostu konkurenta, to Polska pozostaje największym producentem w UE z wynikiem ok. 3,3 mln ton (eksportując 1,8 mln ton). Jednak drób z Ukrainy (eksport 0,46 mln ton) wygrywa stopniem integracji pionowej – tamtejsze firmy kontrolują cały proces: od własnego ziarna na rekordowych ukraińskich czarnoziemach, po finalny produkt lądujący na półkach w Londynie czy Dubaju.


Podsumowanie dla branży

Dane za rok 2025 i prognozy na 2026 jasno wskazują, że drób z Ukrainy staje się produktem premium pod względem marży, a nie tylko tanią alternatywą. Polska branża musi stawiać na dalszą automatyzację i wykorzystanie taniejących surowców paszowych, aby utrzymać swoją dominującą pozycję w Europie.