Import z Mercosur: To, co zaczęło się jako pojedynczy incydent w porcie w Warnie, przerodziło się w czarną serię, która kompromituje zapewnienia o „bezpiecznym imporcie” z Ameryki Południowej. Trzecia i czwarta partia argentyńskiego słonecznika również nie spełniły unijnych norm. Statystyka jest porażająca: 100% dotychczasowych dostaw spoza UE zawierało nadmiar substancji toksycznych.
Zgodnie z najnowszym raportem Bułgarskiej Agencji Bezpieczeństwa Żywności (BFSA) z 23 marca 2026 r., próbki pobrane z czwartego statku wykazały jeszcze wyższe stężenia chemikaliów niż poprzednie dostawy:
Malation: poziom przekroczony aż czterokrotnie (400% normy).
Deltametryna: stężenie trzykrotnie wyższe od dopuszczalnego.
Wcześniejszy, trzeci statek (wyniki z 20 marca), wykazał dwukrotne przekroczenie norm deltametryny. Całość dotychczasowego importu – blisko 160 tysięcy ton (z zaplanowanych 440 tys.) – została zakwalifikowana jako surowiec niezdatny do celów spożywczych.
Import z Mercosur: Procedury zamiast bezpieczeństwa?
Standardowa ścieżka dla tych transportów jest już stała: importer składa pisemną deklarację, że ziarno zostanie przetworzone wyłącznie na biopaliwa lub wyeksportowane do krajów trzecich (poza UE), gdzie normy są mniej rygorystyczne.
Jednak dla europejskich rolników to marne pocieszenie. Sytuacja ta obnaża brutalną prawdę o imporcie z Mercosur:
Systemowa nieszczelność: Skoro każdy statek wymaga interwencji laboratoryjnej, oznacza to, że standardy produkcji w Argentynie są całkowicie rozbieżne z unijnymi wymogami „od pola do stołu”.
Dumping sanitarny: Podczas gdy polski czy bułgarski gospodarz traci kolejne narzędzia ochrony roślin (wycofywane przez KE), do Europy płyną setki tysięcy ton surowca produkowanego przy użyciu taniej, zakazanej u nas chemii.
Presja rynkowa: Nawet jeśli słonecznik trafi „do baku”, jego ogromna podaż (w drodze jest jeszcze 10 statków) drastycznie obniża ceny surowców technicznych, uderzając w dochodowość lokalnych gospodarstw.
Gdzie jest granica wytrzymałości?
Przypomnijmy, że import kukurydzy czy śruty sojowej z tego kierunku to od lat rynkowa norma. Jednak próba „przepchnięcia” słonecznika, który seryjnie narusza limity pozostałości pestycydów (MRL), to woda na młyn dla przeciwników pełnego otwarcia rynku na Mercosur. Po aferze z brazylijską wołowiną (estradiol 17β) i obecnym skandalu z argentyńskim słonecznikiem, wiarygodność certyfikatów z Ameryki Południowej jest bliska zeru.
Nasz komentarz: Czy Komisja Europejska nadal będzie twierdzić, że kontrole są wystarczające? Obecnie to bułgarscy celnicy i inspektorzy BFSA są ostatnią linią obrony przed żywnością, która w Europie nie powinna się znaleźć nawet w magazynie.
Ceny paliw i nawozów: Dopłaty do nawozów i ceny paliw to temat, który rozpala emocje rolników w całej Europie, ale podczas gdy w Warszawie trwają niekończące się analizy, Ateny przeszły do konkretów. Malkontenci powiedzą: „Grecja już raz zbankrutowała, nie warto ich naśladować”. Prawda jest jednak brutalna – to właśnie bolesna lekcja bankructwa nauczyła grecki rząd chirurgicznej precyzji, której dziś brakuje w Polsce. Pakiet ratunkowy o wartości 300 mln euro to nie jest puste rozdawnictwo, lecz realna tarcza przed skutkami wojny z Iranem.
Konkrety z Aten: Skalpel zamiast młota
Grecki plan na wiosnę 2026 roku pokazuje, jak skutecznie wdrażać dopłaty do nawozów i paliwa, nie drukując przy tym pustego pieniądza. Państwo wskazało konkretne źródło finansowania – wyższy podatek od hazardu i kasyn – aby wesprzeć sektor strategiczny:
Dopłaty do nawozów (15%): Bezpośredni zwrot 15% wartości netto faktur zakupowych. To realny ratunek dla płynności gospodarstw w obliczu rekordowych cen surowców.
Dopłaty do ceny paliwa (16 eurocentów): Wsparcie w wysokości ok. 70–80 gr/l naliczane bezpośrednio u dystrybutora. Rolnik nie czeka miesiącami na zwrot akcyzy – płaci mniej „tu i teraz”, prosto przy dystrybutorze.
Paszport Paliwowy: Cyfrowa karta dla obywateli, która precyzyjnie kieruje pomoc tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna, zamiast dotować wszystkich bez wyjątku.
Polska pułapka: Marże Orlenu i cicha śmierć prywatnych stacji
W Polsce głównym narzędziem walki z drożyzną pozostaje presja na marże detaliczne państwowego giganta. Choć doraźnie cena na pylonach wygląda lepiej, taki model to prosta droga do zapaści rynku i monopolu:
Widmo bankructw: Małe, prywatne stacje paliw nie mają zaplecza rafineryjnego Orlenu. Zmuszanie ich do walki na minimalne marże to wyrok śmierci dla tysięcy lokalnych przedsiębiorców, którzy nie mogą liczyć na systemowe dopłaty do nawozów i paliwa.
Monopolizacja: Każda zamknięta prywatna stacja to krok w stronę pełnego monopolu. Gdy konkurencja zniknie, ceny po zakończeniu „politycznych promocji” poszybują bez żadnej kontroli.
Brak realnej pomocy dla agro: Nieco tańsze paliwo na stacji nie rozwiąże problemu drastycznie drogich nawozów. Polska wciąż „myśli”, podczas gdy Grecy dają rolnikom konkretny zastrzyk gotówki do ręki.
Lekcja z bankructwa: Pomagać mądrze, nie hojnie
Grecja po przejściu przez dno finansowe zrozumiała, że państwo musi być skuteczne. Ich model wsparcia chroni wolną konkurencję – dopłata 16 centów trafia do każdego dystrybutora, co pozwala małym stacjom przetrwać obok wielkich koncernów. To sprawiedliwy system, w którym dopłaty do nawozów i paliwa nie niszczą rynku, lecz go stabilizują.
W Polsce tymczasem stosujemy metody z innej epoki – ręczne sterowanie cenami u jednego producenta, ryzykując trwałe zniszczenie struktury handlu paliwami. To właśnie taka krótkowzroczność, a nie precyzyjne dotacje celowe, najczęściej prowadzi do przyszłych problemów budżetowych.
Dlaczego greckie dopłaty do nawozów i paliwa wygrywają?
Sprawiedliwość: Chronią prywatne stacje przed bankructwem i monopolizacją rynku.
Precyzja: Finansowanie z podatku od luksusu (hazard), a nie kosztem zysków inwestycyjnych spółek skarbu państwa.
Szybkość: Rolnik widzi oszczędność na fakturze „od ręki”, bez zbędnej biurokracji.
Podsumowując: Grecja, bogatsza o doświadczenie kryzysu, działa jak sprawna korporacja. Polska tymczasem zachowuje się jak urząd, który wciąż szuka pieczątki, by zatwierdzić analizę kolejnej debaty o tym, czy dopłaty do nawozów i paliwa są nam w ogóle potrzebne.
A Ty co o tym sądzisz? Czy wolisz „tańsze” paliwo kosztem bankructwa lokalnych stacji, czy model uczciwych dopłat? Czekamy na Twoją opinię w komentarzu!
Kampania 2026:Od 15 marca polscy rolnicy po raz 23. mogą ubiegać się o dopłaty bezpośrednie i obszarowe. Tegoroczna kampania, choć oparta na znanych już filarach Planu Strategicznego dla WPR, wprowadza istotne uproszczenia dla małych gospodarstw oraz modyfikacje w ekoschematach i normach GAEC. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) informuje o dużym zainteresowaniu już na starcie naboru.
Mimo że główne zasady wsparcia pozostają zbieżne z ubiegłorocznymi, diabeł tkwi w szczegółach. Wprowadzone korekty mają na celu m.in. zmniejszenie obciążeń administracyjnych oraz lepsze dopasowanie praktyk prośrodowiskowych do realiów polskiego rolnictwa.
Kluczowe nowości w przepisach na rok 2026
Warto zwrócić uwagę na kilka istotnych zmian, które mogą wpłynąć na wysokość finalnego wsparcia oraz zakres obowiązków kontrolnych:
Uproszczenia dla mniejszych gospodarstw: Rolnicy posiadający do 30 ha użytków rolnych zostali zwolnieni z kontroli i sankcji w zakresie normy GAEC 7 (zmianowanie upraw).
Preferencje dla „ekologów”: Gospodarstwa prowadzące produkcję ekologiczną (lub w trakcie konwersji) są automatycznie uznawane za spełniające większość kluczowych norm warunkowości (GAEC 1, 3, 4, 5, 6 i 7). Dodatkowo zniesiono obowiązek posiadania planu działalności ekologicznej.
Nowa definicja TUZ: Okres, po którym grunt orny z uprawą traw staje się Trwałym Użytkiem Zielonym, został wydłużony z 5 do 7 lat. To istotna zmiana z punktu widzenia elastyczności planowania zasiewów.
Ochrona torfowisk (GAEC 2): Wprowadzono nowe płatności rolno-środowiskowo-klimatyczne za ochronę obszarów podmokłych. Można wybierać między zobowiązaniami rocznymi a 5-letnimi. Należy jednak pamiętać, że na tych terenach punkty za plan nawożenia nie będą przyznawane.
Rozszerzony Dobrostan Zwierząt: Lista systemów jakości uprawniających do płatności powiększyła się o systemy PQS i TAQ dla trzody chlewnej oraz rolnictwo ekologiczne dla bydła mięsnego i drobiu rzeźnego.
Harmonogram i terminy: Nie warto zwlekać
Zgodnie z harmonogramem, podstawowe okienko transferowe trwa dwa miesiące. Terminowe złożenie dokumentów to nie tylko spokój ducha, ale przede wszystkim gwarancja pełnej stawki płatności.
Checklista przed wysłaniem eWniosku
Zanim zalogujesz się do aplikacji eWniosekPlus, upewnij się, że Twoje dane w systemach ARiMR są aktualne. Błędy formalne to najczęstsza przyczyna opóźnień w wypłatach.
Status w EP: Sprawdź, czy posiadasz aktywny numer w ewidencji producentów.
Rachunek bankowy: Potwierdź, czy numer konta zgłoszony w Agencji jest aktualny – to tam trafią pieniądze.
Tytuły prawne: Upewnij się, że posiadasz udokumentowane prawo do użytkowania wszystkich deklarowanych działek.
Załączniki: Przygotuj skany wymaganych umów, oświadczeń czy certyfikatów (szczególnie przy ekoschematach).
Wczesne złożenie wniosku to strategiczna decyzja. Daje ono czas na ewentualną korektę po wstępnej weryfikacji przez systemy Agencji, bez ryzyka utraty części funduszy.
Umowa handlowa z Australią stała się faktem – we wtorek w Canberze przewodnicząca KE Ursula von der Leyen oraz premier Anthony Albanese oficjalnie sfinalizowali trwające osiem lat negocjacje. Zaledwie kilka dni temu informowaliśmy o kontrowersyjnym wdrożeniu umowy z Mercosurem od 1 maja, a już teraz Bruksela otwiera kolejny front, który bezpośrednio uderzy w europejskich producentów wołowiny, baraniny i rzepaku. Wszystko wskazuje na to, że podobnie jak w przypadku krajów Ameryki Południowej, Komisja Europejska przeforsuje tzw. tymczasowe stosowanie (provisional application) części handlowej, nie czekając na pełną ratyfikację przez parlamenty narodowe.
Po latach oporu, w tym głośnym sprzeciwie polskiego komisarza ds. rolnictwa w 2023 roku, ostateczne liczby są znacznie wyższe, niż pierwotnie zakładano:
Wołowina: Australia wywalczyła docelowy kontyngent 30 600 ton rocznie (z czego duża część będzie całkowicie bezcłowa). To niemal dziesięciokrotny wzrost względem dotychczasowych limitów (ok. 3,4 tys. ton). Choć to ułamek unijnej konsumpcji, uderza on w najbardziej rentowny segment mięsa premium.
Baranina i kozina: Nowy limit to 25 000 ton – to potężne wyzwanie dla producentów z UE, którzy już teraz zmagają się z tanią konkurencją z Nowej Zelandii.
Rzepak (Canola): Umowa przewiduje stopniowe znoszenie ceł w ciągu 5 lat oraz wzrost bezcłowych kontyngentów z 300 tys. do aż 800 tys. ton. Australia już teraz dostarcza do UE ogromne ilości rzepaku, a nowa umowa zabetonuje tę zależność, wpływając na ceny w skupach.
Zboża: Na rynek trafi m.in. 200 000 ton bezcłowego ziarna paszowego rocznie.
Ratyfikacja: Szybka ścieżka zamiast debaty
Największe obawy budzi fakt, że Komisja Europejska zamierza wprowadzić te zmiany w trybie przyspieszonym. Ponieważ kwestie handlowe leżą w wyłącznej gestii UE, „część handlowa” może wejść w życie w ciągu miesięcy po zatwierdzeniu przez Radę UE i Parlament Europejski. Scenariusz z Mercosurem pokazuje, że Bruksela nie boi się ignorować głosów sprzeciwu płynących z krajowych resortów rolnictwa.
Wniosek: Najpierw konkurencyjność, potem wolny handel
Dzisiejsze podpisanie dokumentów w Canberze to dowód na to, że polityka handlowa UE jest odklejona od realiów kosztowych europejskich gospodarstw. Aby rolnicy mogli konkurować na otwieranych rynkach, UE musi natychmiast wdrożyć mechanizmy obniżające koszty produkcji:
Tania energia: Redukcja obciążeń podatkowych w paliwach, nawozach oraz kosztów wynikających z ETS.
Koniec z biurokratycznym gorsetem: Drastyczne uproszczenie przepisów, które generują ukryte koszty pracy.
Wyrównanie standardów: Dopóki Australia może stosować środki produkcji zakazane w UE, o „uczciwej konkurencji” nie ma mowy.
Dopiero po poprawie rentowności rodzimej produkcji można mówić o otwieraniu granic. Bez tego każda kolejna umowa handlowa z Australią będzie jedynie pogłębiać nierównowagę sił na rynku.
Z całą pewnością można stwierdzić, że próżno szukać w naszym kraju osób, które nie kojarzyłyby ciągników marki Ursus. To zasługa przede wszystkim produkowanych przez wiele lat ciągników Ursus C-360 i Ursus C-330. Historia drugiego z nich, zwanego często „Ciapkiem”, sięga lat 50-tych i rozpoczyna się wraz z powstaniem modelu C-325.
Ursus C-330 stał się hitem, a odbiór długo wyczekiwanego ciągnika był w wielu rodzinnych gospodarstwach pamiętnym wydarzeniem. Fot. P. Rychter
W czasie, gdy produkcja Ursusa C-45 szła pełną parą, usilnie szukano rozwiązania bardziej nowoczesnego i uniwersalnego. Głęboko przedwojenna konstrukcja nie była w stanie sprostać wymogom rozwijającego się rolnictwa. Zapadła decyzja, aby opracować ciągnik lekki, o mocy ok. 25 KM. Prace ruszyły niemal równocześnie w dwóch ośrodkach – w Centralnym Biurze Konstrukcyjnym Ciągników i Silników Wysokoprężnych w Warszawie oraz w Zakładach Mechanicznych Ursus. W 1957 r. światło dzienne ujrzał prototyp Rola 25, opracowany w warszawskim CBKCiSW.
Sercem pojazdu był silnik dwucylindrowy, wysokoprężny, chłodzony powietrzem, o mocy 27 KM. Odpowiedzią ZM Ursus był natomiast prototypowy model C-22 napędzany dwucylindrowym silnikiem S-312, wysokoprężnym, z wtryskiem bezpośrednim, o mocy 25 KM. Podobnie jak w przypadku Roli 25, napęd na skrzynię biegów był przekazywany przez dwustopniowe sprzęgło tarczowe, a liczba 3 przełożeń do przodu oraz wsteczny była zdwojona poprzez reduktor.
Początki Ursusa – od C-325 do pierwszych testów
Dzięki zapałowi konstruktorów w dwa lata po przedstawieniu prototypu, zlecono wykonanie serii technologicznej w ilości 25 sztuk. Prace nad ciągnikiem Rola 25 zostały zaniechane, a protoplasta Ursusa C-325 przechodził wnikliwe testy. Kilka egzemplarzy serii próbnej trafiło do indywidualnych rolników, celem prowadzenia prób i obserwacji.
W gronie szczęśliwców, którzy mieli zaszczyt dosiąść nowoczesne Ursusy byli rolnicy, którzy brali udział w ankietach na temat mechanizacji rolnictwa, publikowanych na łamach czasopism rolniczych. Rolników do udziału w ankietach mobilizował fakt, że w jednej z nich do wygrania był zupełnie nowy egzemplarz Ursusa C-45. Pozytywne opinie spływające od użytkowników i biorących udział w testach inżynierów przypieczętowały ostatecznie decyzję o produkcji. Konstruktorzy ciągnika otrzymali nagrodę i tytuł „Mistrz Techniki”. Na Międzynarodowych Targach Poznańskich zainteresowanie nowym Ursusem było przeogromne. Do końca 1959 r. wykonano jeszcze 100 sztuk ciągników, a produkcja seryjna ruszyła oficjalnie 1 stycznia 1960 r.
Najstarsze „ciapki” często są jeszcze w użyciu, mimo że ich wygląd zewnętrzny może sugerować kiepski stan techniczny. Fot. P. RychterUrsus C-325 z budką traktorzysty, którą oferowano jako wyposażenie opcjonalne. Fot. P. Rychter
Ursus C-328 – rozwój i większa moc ciągnika
Ciągnik systematycznie ulepszano i w 1963 r. wprowadzono do produkcji nowy model pod nazwą Ursus C-328. Podstawową zmianą było zastosowanie silnika S-312B o nieco większej pojemności, dzięki czemu moc wzrosła do 28 KM. Ponadto ciągnik posiadał instalację pneumatyczną do hamulców przyczepy czy też pompowania kół oraz szereg drobnych zmian konstrukcyjnych. Mimo wszystko nadal większość elementów była wymienna pomiędzy młodszym a starszym „bratem”. W grudniu 1963 r. z taśmy montażowej zjechał 100-tysięczny traktor Ursus. W 1965 r. wprowadzono do sprzedaży transportową wersję ciągnika, pozbawioną podnośnika hydraulicznego i przystawki pasowej. Cena takiego „zubożonego” ciągnika była o 7000 zł mniejsza od uniwersalnej wersji.
Ursus na eksport – jak „Ciapek” trafił na światowe rynki
Ursusy odegrały ważną rolę w eksporcie organizowanym przez Agromet – Motoimport. Wysokie walory naszych ciągników zostały potwierdzone podczas badań w Nebrasce, a także w Centralnym Instytucie Naukowo-Doświadczalnym Maszyn Rolniczych w Antony pod Paryżem. Wspomniane atesty umożliwiły rozszerzenie eksportu do kolejnych krajów.
Model Ursus C-325 wędrował m.in. do Brazylii, gdzie oferowano go pod nazwą Thur, mimo, że wizualnie nie różnił się od krajowego odpowiednika. Ursus C-328 występował w różnych odsłonach na arenie międzynarodowej. Do Indii ciągniki wysyłane były jako kompletne oraz bez silników i masek. W tej drugiej wersji montowane były na miejscu indyjskie trzycylindrowe silniki chłodzone powietrzem o mocy 30 KM marki Kirloskar. Na zmienionej masce widniał napis Escort 37. Również do Włoch Ursusy trafiały w nieco innej formie – ze zmienioną maską i błotnikami sprzedawano je tam jako Field Boy. Ponadto ciągniki wysyłano do Libanu, Francji, NRD, Albanii, Grecji, Bułgarii, Wenezueli, Kolumbii, Iranu, Syrii, Belgii, Ghany, Holandii, Szwajcarii, Danii oraz na Cejlon i Kubę.
Ursus C-330 – powstanie i najważniejsze zmiany konstrukcyjne
Jednym z mankamentów „ciapków” była delikatna przednia oś, uniemożliwiająca wręcz pracę z ładowaczem czołowym. Konstruktorzy z Ursusa przyglądali się problemowi oraz podpatrywali rozwiązania spotykane w zachodnich ciągnikach i znaleźli wyjście. W 1965 r. zaprezentowano podczas VIII Krajowego Konkursu Orki w PGR Bielany pod Wrocławiem prototyp zmodernizowanego Ursusa C-328, który stał się punktem wyjścia do wprowadzenia do produkcji modelu C-330.
Ciągnik na pierwszy rzut oka wyróżniał się zmienionym kształtem maski, który, zgodnie z obowiązującymi trendami, był bardziej kanciasty. Oś przednia wraz ze wspornikiem została całkowicie zaprojektowana od nowa z uwzględnieniem możliwości współpracy z ładowaczem czołowym, którego produkcję planowano niebawem wdrożyć. Dodatkowo przewidziano możliwość zmiany rozstawu kół. Przekonstruowano również podnośnik hydrauliczny, wzbogacając go o zewnętrzne wyjście hydrauliki.
Oficjalnie Ursus C-330 zadebiutował w 1967 r. i od tamtej pory jego popularność stale rosła. W połowie lat 80-tych przeszedł proces modernizacji i w postaci modelu C-330M był produkowany do 1993 r. Niemal równocześnie powstawały eksportowe wersje C-335 i C-335M, a w Indiach licencyjnie wytwarzano te ciągniki pod nazwą Escort. Wielu rolników, mimo że posiada nowoczesne ciągniki, nie wyobraża sobie zagrody bez poczciwego „Ciapka”. Na przestrzeni lat dziesiątki starszych wersji przechodziły modernizacje upodabniające je do C330, gdyż taka panowała moda – każdy chciał mieć „trzydziestkę”. Prostota, niezawodność i garść sentymentu do marki Ursus czyni z tego ciągnika ponadczasowy pojazd, który nieprędko zniknie z polskich wsi.
Pszczelarstwo coraz wyraźniej wychodzi poza ramy niszowej produkcji rolnej i staje się jednym z ważnych elementów debaty o stabilności rolnictwa, bezpieczeństwie żywnościowym i odporności środowiska. To właśnie w tym szerszym kontekście warto patrzeć na Expo2Bee – ogólnopolskie targi pszczelarskie, które 11–12 kwietnia 2026 roku odbędą się w Targach Kielce.
Wydarzenie zgromadzi około 80 wystawców z 10 krajów, ale jego znaczenie nie sprowadza się wyłącznie do prezentacji oferty rynkowej. Expo2Bee staje się miejscem, w którym spotykają się interesy i doświadczenia kilku środowisk: pszczelarzy, rolników, naukowców, lekarzy weterynarii, producentów technologii i instytucji odpowiedzialnych za nadzór nad rynkiem oraz zdrowiem zwierząt. To ważne, bo kondycja pszczelarstwa coraz mocniej wpływa nie tylko na samą produkcję miodu, lecz także na funkcjonowanie całego sektora rolno-spożywczego.
Pszczoły to nie tylko miód
W debacie publicznej pszczelarstwo nadal bywa upraszczane do produkcji miodu i innych produktów pasiecznych. Tymczasem z perspektywy rolnictwa jego znaczenie jest znacznie szersze. Zapylanie roślin uprawnych pozostaje jednym z fundamentów jakości i wielkości plonów w wielu kierunkach produkcji. Kondycja rodzin pszczelich, dostępność pożytków, presja chorób, wpływ środków ochrony roślin czy zmienność pogody to dziś kwestie, które nie dotyczą wyłącznie właścicieli pasiek. To również realne wyzwania dla rolnictwa jako całości.
Dlatego wydarzenia takie jak Expo2Bee przestają być postrzegane wyłącznie jako targi dla jednej branży. Stają się przestrzenią rozmowy o tym, jak utrzymać efektywność produkcji rolnej w warunkach zmian klimatycznych, presji kosztowej i rosnących oczekiwań jakościowych rynku. Pszczoły są w tym układzie nie tylko producentkami cennego surowca, ale elementem większego systemu zależności między środowiskiem, uprawą i żywnością.
Nowoczesna pasieka odpowiada na te same wyzwania co nowoczesne gospodarstwo
Współczesne pszczelarstwo mierzy się z problemami dobrze znanymi także rolnikom. Chodzi o rosnące koszty pracy, potrzebę zwiększania wydajności, ograniczanie strat, lepsze zarządzanie ryzykiem i konieczność podejmowania decyzji na podstawie danych, a nie wyłącznie doświadczenia.
Jednym z najważniejszych tematów Expo2Bee będą rozwiązania, które pomagają prowadzić pasiekę w sposób bardziej przewidywalny i efektywny. Dotyczy to zarówno wyposażenia usprawniającego pozyskiwanie i obróbkę miodu, jak i technologii pozwalających monitorować kondycję rodzin pszczelich, kontrolować przebieg sezonu czy wcześniej wychwytywać symptomy problemów zdrowotnych. W praktyce oznacza to mniej strat, lepsze wykorzystanie czasu pracy i większą kontrolę nad procesami, które jeszcze do niedawna w dużym stopniu zależały od obserwacji i intuicji.
Szczególnie interesujące jest to, że rozwój pszczelarstwa przebiega dziś podobnie jak modernizacja innych gałęzi produkcji. Coraz większą rolę odgrywają automatyzacja, analiza danych, rozwiązania poprawiające ergonomię pracy i technologie wspierające jakość produktu końcowego. W tym sensie nowoczesna pasieka staje się częścią tego samego procesu transformacji, który od lat obserwujemy w gospodarstwach rolnych.
Zdrowie pszczół to kwestia gospodarcza, nie tylko weterynaryjna
Najbardziej palącym problemem branży pozostaje zdrowotność rodzin pszczelich. Straty w pasiekach, presja warrozy, dostęp do skutecznych metod leczenia, odpowiedzialne stosowanie preparatów weterynaryjnych i właściwy nadzór administracyjny to tematy, które podczas Expo2Bee będą wyraźnie obecne.
Ma to znaczenie nie tylko dla samych pszczelarzy. Każde osłabienie populacji pszczół oznacza bowiem ryzyko dla stabilności zapylania, a w dalszej perspektywie także dla produkcji roślinnej. Zdrowie pszczół staje się więc kategorią gospodarczą. Od jakości zarządzania zdrowotnością w pasiekach zależy nie tylko poziom produkcji miodu, ale również odporność systemu rolnego na wstrząsy środowiskowe i biologiczne.
Nieprzypadkowo targi poprzedza konferencja „Weterynaria dla Pszczelarstwa”, poświęcona zdrowiu rodzin pszczelich, dostępowi do leków oraz zmianom regulacyjnym. To ważny sygnał, że sektor dojrzewa do traktowania problemów zdrowotnych nie jako sprawy incydentalnej, lecz jako jednego z kluczowych warunków opłacalności i trwałości produkcji.
Jakość produktów pszczelich pod coraz większą presją
Drugim istotnym obszarem jest jakość. W warunkach silnej konkurencji rynkowej, presji importowej i rosnącej ostrożności konsumentów jakość produktów pszczelich staje się nie tylko przewagą marketingową, ale wręcz warunkiem utrzymania wiarygodności całego sektora.
Dlatego podczas Expo2Bee mocno wybrzmią zagadnienia związane z pochodzeniem miodu, analizą pyłkową, jakością propolisu, jakością wosku oraz problemem zafałszowań. To tematy szczególnie istotne w czasie, gdy rynek coraz częściej domaga się transparentności, a konsumenci chcą wiedzieć nie tylko, skąd pochodzi produkt, ale również jak został wytworzony i czy spełnia deklarowane standardy.
Dla rolnictwa to ważna lekcja szersza niż sama branża pszczelarska. Wysoka jakość i identyfikowalność pochodzenia coraz częściej decydują o wartości rynkowej produktów. Pszczelarstwo pokazuje dziś bardzo wyraźnie, że bez inwestowania w analitykę, edukację i kontrolę jakości trudno będzie skutecznie konkurować na wymagającym rynku.
Rolnictwo i pszczelarstwo potrzebują dziś współpracy bardziej niż kiedykolwiek
Expo2Bee ma również istotny wymiar środowiskowy i międzybranżowy. Z punktu widzenia rolników szczególnie ważne jest lepsze zrozumienie, jak funkcjonują zapylacze i jakie znaczenie ma ich obecność dla produkcji roślinnej. To temat, który wykracza daleko poza symboliczne hasła o ochronie pszczół.
Praktyka pokazuje, że stabilne plonowanie wielu gatunków upraw zależy od jakości współpracy między rolnictwem a pszczelarstwem. Chodzi o odpowiedzialne stosowanie środków ochrony roślin, właściwe planowanie zabiegów, dbałość o bazę pożytkową, ograniczanie presji środowiskowej oraz większe docenienie roli dzikich zapylaczy. W programie targów znajdą się również zagadnienia związane właśnie z wykorzystaniem dzikich pszczół w podnoszeniu plonowania roślin owadopylnych, co dodatkowo poszerza perspektywę wydarzenia.
To jeden z najmocniejszych argumentów przemawiających za znaczeniem Expo2Bee dla mediów rolniczych. Nie jest to wydarzenie wyłącznie o pasiece. To wydarzenie o zależnościach, bez których trudno dziś mówić o nowoczesnym i odpowiedzialnym rolnictwie.
Edukacja, popularyzacja i praktyka
Ważnym elementem targów będzie również program popularyzatorski. Organizatorzy łączą eksperckie wystąpienia naukowców, lekarzy weterynarii i specjalistów od jakości z wykładami popularyzatorów pszczelarstwa, którzy potrafią przełożyć wiedzę fachową na język zrozumiały dla szerszego odbiorcy. Dzięki temu Expo2Bee ma szansę oddziaływać nie tylko na profesjonalistów, ale też na osoby, które dopiero wchodzą w temat pszczelarstwa, produktów pszczelich i roli zapylaczy w rolnictwie.
To istotne, ponieważ przyszłość branży zależy również od dopływu nowych kadr, lepszej komunikacji z konsumentem i większej obecności pszczelarstwa w społecznej świadomości. W czasach, gdy rolnictwo musi coraz lepiej tłumaczyć swoją rolę, takie działania edukacyjne przestają być dodatkiem. Stają się elementem strategicznym.
Targi jako odpowiedź na czas niepewności
Tłem dla całego wydarzenia pozostają również zjawiska rynkowe: presja importu, konkurencja cenowa, zmienność produkcji wynikająca z warunków pogodowych i rosnące wymagania jakościowe. Choć Expo2Bee nie jest forum stricte ekonomicznym, to trudno oddzielić dyskusję o przyszłości pszczelarstwa od pytań o jego opłacalność i miejsce na coraz bardziej wymagającym rynku.
Właśnie dlatego znaczenie takich targów rośnie. W sytuacji niepewności to nie pojedyncze rozwiązania decydują o przewadze, lecz zdolność całego środowiska do uczenia się, wymiany doświadczeń i szybkiego reagowania na zmiany. Expo2Bee tworzy do tego warunki, łącząc praktykę, naukę, technologię i debatę o regulacjach.
Jak podkreśla Anna Dwojewska, menadżerka targów Expo2Bee i jednocześnie pszczelarka, wydarzenie powstało z potrzeby połączenia wiedzy z praktyką oraz stworzenia miejsca realnej wymiany doświadczeń dla całej branży. To podejście dobrze oddaje charakter targów: mniej chodzi tu o samą prezentację oferty, a bardziej o budowanie środowiska zdolnego odpowiadać na współczesne wyzwania.
Pszczelarstwo coraz ważniejsze dla rolnictwa
Expo2Bee w Kielcach pokazuje, że o pszczelarstwie nie da się już mówić wyłącznie w kategoriach jednej specjalizacji. To obszar, w którym krzyżują się interesy rolnictwa, rynku żywności, weterynarii, nauki i ochrony środowiska. Od kondycji pszczół zależy dziś więcej, niż jeszcze kilka lat temu gotowi byliśmy przyznać.
Targi w Kielcach można czytać nie tylko jako wydarzenie branżowe, ale jako sygnał szerszej zmiany: pszczelarstwo coraz mocniej wchodzi do centrum rozmowy o przyszłości nowoczesnego rolnictwa. I wszystko wskazuje na to, że jego znaczenie będzie rosło.
Kolejne duże sieci handlowe w Polsce publikują ostateczne listy i harmonogram wycofywania ze sprzedaży jaj z chowu klatkowego. Dla hodowców drobiu to twardy i jasny sygnał, że transformacja systemów utrzymania kur niosek przestała być biznesową alternatywą, a stała się rynkowym wymogiem „być albo nie być”.
Dyskonty i supermarkety zamykają półki przed klatkami
Dyskonty i supermarkety zamykają półki przed klatkami
Rosnąca presja ze strony konsumentów oraz organizacji prozwierzęcych sprawiła, że giganci handlu detalicznego masowo wdrażają nowe, rygorystyczne polityki zakupowe. Zdecydowana większość największych sieci w kraju zadeklarowała całkowite wycofanie świeżych jaj oznaczonych cyfrą „3” najpóźniej do końca 2025 roku. Już teraz „trójek” nie kupimy między innymi w sklepach takich sieci jak Biedronka, Lidl, Kaufland, Netto, ALDI, Żabka, MAKRO, Selgros, POLOmarket, FRAC czy w internetowym Frisco. Równolegle Carrefour, Stokrotka, E.Leclerc, Chata Polska, TOPAZ oraz SPAR wycofały je ze swoich marek własnych i centralnej dystrybucji, a nad ostatecznym pożegnaniem klatek intensywnie pracują jeszcze Dino, Auchan, Intermarché i grupa Eurocash. Co gorsza dla producentów, restrykcje te przestają dotyczyć wyłącznie surowych jaj w wytłoczkach – dyskonty coraz częściej żądają, by również w produktach gotowych ich marek własnych (jak majonezy, makarony czy ciastka) używano wyłącznie jaj z chowu alternatywnego.
Kosztowna transformacja na barkach hodowców
Dla polskich rolników, z których ogromna część wciąż opiera swój dochód na niezwykle wydajnych klatkach wzbogaconych, nowe wytyczne to prawdziwe trzęsienie ziemi. Przejście na chów ściółkowy („2”), wolnowybiegowy („1”) lub ekologiczny („0”) wymusza gruntowną przebudowę całych obiektów, potężne zmniejszenie obsady ptaków, co drastycznie ucina rentowność z metra kwadratowego kurnika. Brutalna prawda jest taka, że koszty tej ekologicznej rewolucji spadają niemal w 100 procentach na producentów. Wielu gospodarzy staje dziś przed dramatycznym wyborem: zadłużać się na miliony złotych w dobie drogich kredytów czy zaryzykować powolne wygaszanie produkcji i utratę płynności.
Eksport i przemysł ostatnią deską ratunku
Mimo twardego stanowiska detalistów, chów klatkowy natychmiastowo nie wyparuje z polskiego krajobrazu. Ferrmy, które z powodów finansowych lub logistycznych nie będą w stanie zmodernizować produkcji, zostaną brutalnie wypchnięte z półek sklepowych i zmuszone do poszukiwania nowych odbiorców. Głównym wentylem bezpieczeństwa pozostanie szeroko pojęty przemysł przetwórczy, branża gastronomiczna (HoReCa) oraz rynki eksportowe poza Unię Europejską, gdzie wymogi dobrostanowe wciąż są luźniejsze. Trzeba mieć jednak świadomość, że walka na rynku hurtowym oznacza najczęściej znacznie niższe marże i bezwzględną konkurencję wyłącznie samą ceną.
Ceny zbóż w 2026 roku:Światowy rynek rolny stanął przed bezprecedensowym paradoksem. Choć sezon 2025/26 zakończymy z historycznym rekordem produkcji, prognozy na kolejny rok (2026/27) zwiastują gwałtowne wyhamowanie podaży. W cieniu konfliktu na Bliskim Wschodzie i paraliżu logistycznego w Cieśninie Ormuz, Międzynarodowa Rada Zbożowa (IGC) ostrzega: era nadwyżek może skończyć się szybciej, niż zakładano.
Rekordowa podaż kontra „wąskie gardło” logistyki
Sezon 2025/26 przejdzie do historii jako rok gigantycznej produkcji. Według najnowszego raportu IGC, świat zebrał rekordowe 2470 mln ton zbóż, co pozwoliło na odbudowę globalnych zapasów do poziomu 632 mln ton. Jednak radość z pełnych magazynów mąci sytuacja w Cieśninie Ormuz.
Ten strategiczny przesmyk to nie tylko brama dla ropy, ale krytyczny punkt dla rolnictwa – przechodzi przez niego blisko 35% światowego eksportu mocznika i 30% amoniaku. Ryzyko odcięcia dostaw nawozów już teraz podbija koszty produkcji, co bezpośrednio przełoży się na decyzje o zasiewach w nadchodzącym sezonie.
Analiza porównawcza: Sezon 2025/26 vs 2026/27
Dane z najnowszej tabeli IGC pokazują wyraźne odwrócenie trendu. Podczas gdy obecny sezon jest okresem akumulacji, przyszły sezon (2026/27) powinien przyniesć istotne uszczuplenie zapasów.
Kategoria (mln t)
Sezon 25/26 (f’cast)
Sezon 26/27 (proj.)
Zmiana (r/r)
Produkcja zbóż ogółem
2470
2417
-53
Konsumpcja zbóż
2423
2440
+17
Zapasy końcowe
632
609
-23
Pszenica i Kukurydza w odwrocie, Soja na szczycie
Zmienność rynkowa uderzy w poszczególne uprawy w różnym stopniu:
Pszenica: IGC prognozuje spadek produkcji o 23 mln ton (z 845 do 822 mln t). Przy rosnącym spożyciu, zapasy u głównych eksporterów skurczą się do poziomu 73 mln ton, co zwiększy wrażliwość cen na incydenty geopolityczne.
Kukurydza: Tutaj spadek produkcji wyniesie 17 mln ton. Wysoka energochłonność uprawy i drożejący azot (efekt Ormuz) sprawiają, że kukurydza traci areał na rzecz innych roślin.
Soja: Jako jedyna wykazuje trend wzrostowy. Produkcja ma wzrosnąć o 16 mln ton (do rekordowych 442 mln t). Rolnicy „uciekają” w stronę soi, ponieważ wymaga ona znacznie mniej nawozów azotowych niż zboża.
Co to oznacza dla polskiego rolnika?
Wnioski z raportu IGC są jednoznaczne: rynek wchodzi w fazę napiętą. Prognozowany spadek globalnej produkcji zbóż o 53 mln ton przy jednoczesnym wzroście konsumpcji to fundamentalny sygnał pro-wzrostowy dla cen.
Dziś cenę ziarna na lokalnym skupie ustala nie tylko pogoda, ale przede wszystkim drożność Cieśniny Ormuz i notowania baryłki ropy. W nowym sezonie 2026/27 kluczowe będzie zarządzanie kosztami energii i nawozów, które mogą stać się towarem deficytowym.
Wiosenna wegetacja przybiera na sile a z nią narasta inwazja szkodników. Z powodu ograniczania substancji aktywnych w preparatach, rolnikom coraz trudniej bronić plantacje. Z pomocą przychodzą substancje biologiczne, a zwłaszcza efektywne mikroorganizmy. W Opolskim ODR w Łosiowie zorganizowano konferencję poświęconą wykorzystaniu takich środków w rolnictwie. Była to propozycja dla rolników oraz wszystkich zainteresowanych nowoczesnymi rozwiązaniami w gospodarstwach – takimi, które zwiększają efektywność produkcji.
Biologizują od 20 lat
Z doradztwa i doświadczenia ekspertów z Opolszczyzny w kwestii mikroorganizmów od 20 lat korzysta już kilkaset gospodarstw w kraju.
Bartłomiej Karamon, gospodarstwo rolne w Wołczynie:
– Od kilkunastu lat systematycznie ograniczamy stosowanie środków chemicznych na rzecz preparatów biologicznych. Zależy nam przede wszystkim na poprawie żyzności gleby, uzyskanie biologiczności i wysokiej jakości produktów z naszych pól. Efekty, które tutaj uzyskujemy stosując te preparaty są na tyle satysfakcjonujące, że w dalszym ciągu ograniczamy preparaty chemiczne. Praktycznie w tej chwili stosujemy tylko same herbicydy, żeby ochronić nasze rośliny przed chwastami.
Niektórzy nie stosują zapraw do zbóż
Mamy wieloletnie doświadczenie w stosowaniu różnego rodzaju preparatów biologicznych w różnych etapach i fazach rozwoju roślin. Praktycznie w tej chwili staramy się to robić od samego początku, nie stosując nawet zapraw chemicznych do zboża, w celu uniknięcia przedostania się chemii do gleby, gdzie ujawniałoby się całe szkodliwe działanie preparatów na życie biologiczne.
Bioemy w hodowli drobiu
Anna Górka, gospodarstwo rolne w Masowie:
– Mój mąż stosował mikroorganizmy jeszcze 16 lat temu przy chowie trzody chlewnej i tak one z nami zostały do tej pory. Muszę powiedzieć, że skutkiem jest o wiele mniej upadków wśród świń. W chowie ekologicznym jest znacznie lepsza zdrowotność. Nie stosujemy żadnych hormonów ani żadnych antybiotyków, więc efektywne mikroorganizmy (EMy) w sposób naturalny nam pomagają. Są naszą dobrą bakterią w chowie kurczaków i eliminują odór obornikowy i tego całego nieprzyjemnego zapachu. Jest lepsza zdrowotność, lepsze wchłanianie paszy, biologia i temperatura w pomieszczeniach. Stosujemy EMy we wszystkich etapach od produkcji polowej, produkcji paszy do zaprawiania roślin, a później do uzyskania mikroflory w kurniku. One są z nami do samego końca. Oczywiście ekologiczny kurczak zawsze ma inny smak i nasi klienci to zauważają. Nie wyrabiamy się z zamówieniami, a jesteśmy taką żywą reklamą, że można naturalnie, biologicznie utrzymywać i dobrą kondycję pól i dobrą kondycję zwierząt w gospodarstwie. I to ma wymierne skutki, choć taki drób jest zwykle trochę droższy od kurczaków w markecie.
– Zainteresowałam się mikroorganizmami dlatego, żeby tę glebę, można powiedzieć, naprawić i zadbać o nią. Wiadomo, że bez gleby to my daleko nie zajedziemy. Nasze gospodarstwo, czy to z bydłem, czy roślinne tylko i wyłącznie opiera się na glebie. Jeśli ta gleba będzie zaniedbana, to my nic z tego gospodarstwa mieć nie będziemy, bo nasze zwierzęta nie będą miały co jeść, a my nie będziemy mieli co sprzedać. My dopiero zaczynamy wdrażać to wszystko, więc przyjechałam na tę konferencję do Łosiowa, żeby posłuchać, nauczyć się czegoś, zobaczyć jak to też wygląda w praktyce, bo tu jest dużo doświadczeń pokazywanych na prezentacjach.
Pożyteczne mikroorganizmy ratują to, co zniszczył człowiek
Dariusz Kiesiński, rolnik ze wsi Janów współorganizator konferencji:
– Zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie tej konferencji o biologizacji rolnictwa nie dlatego, że to taki dość modny temat. Dzisiaj wszystkie firmy próbują operować tą nazwą biologizacja, a no niestety troszeczkę odbiegają z wiadomościami i z tematem. Nasza firma tym tematem zajmuje się już ponad 20 lat i właśnie w tym kierunku chcieliśmy przekazać wiadomości rolnikom, jak można zorganizować w sobie lepiej pracę, żeby była bardziej efektywna, bo dzisiaj z chemizacją niestety nie zaszliśmy daleko. Musimy przystopować, przyhamować i pomyśleć, że jednak coś robimy nie tak, bo nasza rentowność niestety spada. Moje dość bogate doświadczenia z biologizowaniem prowadzę sam we własnym gospodarstwie i jestem w stanie praktycznie uniknąć wszystkich błędów, które może popełnić rolnik, które ja popełniłem.
Zdrowa, bezpieczna żywność ponad wszystkim
Sławomir Gacka, producent mikroorganizmów, założyciel grupy ProBiotics Polska:
– Występujemy po raz kolejny z przekazem, z którym idziemy przez całą Polskę. Mówimy o biologicznych rozwiązaniach, mówimy o nowym otwarciu dla rolnictwa, mówimy o rolnictwie bezpiecznym, zdrowym, wydajnym, efektywnym i jakościowym. Jest to możliwe i w zasięgu ręki pod warunkiem, że dokonamy przełomu w swoich głowach, że jest możliwa uprawa roślin z minimalnym użyciem środków syntetycznych. A odważni to równie dobrze mogą je zastąpić organicznymi. Jest to droga do rolnictwa zdrowego, bezpiecznego, żebyśmy rzeczywiście byli pewni, że to, co mamy na stołach to jest zdrowy pokarm. Można zasięgnąć informacji. Jest grono doradców, które mogą przyjechać, można porozmawiać. I rzecz zasadnicza: po pierwsze trzeba zrobić badanie gleby, zasobności w tej glebie, w którym miejscu naprawdę jesteśmy i jakim potencjałem dysponujemy. Trzeba podsumować ten potencjał i to powinien być punkt wyjścia i z tego punktu wyjścia później będą też rozmowy, jaki powinien być płodozmian, który płodozmian będzie najefektywniejszy, bo przecież ma to być ekonomicznie uzasadnione.
Genowefa Prorok, dyrektor OODR w Łosiowie:
– Postanowiliśmy zorganizować tę konferencję, żeby przedstawić opolskim rolnikom nowoczesne biologiczne sposoby nawożenia i dbania o glebę. I z rozmów, oczywiście ze spotkań, zrodziła się myśl stworzenia wspólnej, dużej konferencji żeby właśnie rolnikom pokazać, w jaki sposób inaczej można dbać o glebę, o próchnicę, o wydajność, bo to musi się przekładać na wydajność, ale przede wszystkim też na zdrową żywność i na nasze zdrowie.
Biologizacja rolnictwa w kręgu zainteresowań naukowców, doradcó i rządzących
Marcin Oszańca, dyrektor Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie:
– Rolnictwo regeneratywne, biologizacja to są te elementy, na które na pewno będzie kładło nacisk Ministerstwo Rolnictwa, doradztwo rolnicze i całe środowisko naukowe. No bo ile można zwiększać wydajność maszyn, ile można iść w nowe technologie, kiedy wszystko tak naprawdę zaczyna się w glebie. Bardzo się cieszę, że opolskie Ośrodek Doradztwa Rolniczego, opolscy rolnicy w tak licznym gronie przybyli dziś na dzisiejszą konferencję. To pokazuje, że ten temat to już nie są jakieś fanaberie. Temat jest żywy, znany rolnikom, a oni muszą poszerzać wiedzę i pamiętać o tym, że w glebie zaczyna się wszystko i bez dbałości o nią do niczego tak naprawdę nie dojdziemy.
Mikroorganizmy odgrywają zasadniczą rolę w przywracaniu ich żyzności gleby, struktury oraz równowagi biologicznej. Dzięki procesom, takim jak humifikacja i mineralizacja pożyteczne bakterie i grzyby mogą odbudować zniszczone przez chemizacje rolnictwo. Dzisiaj rolnicy mają wymierne ekonomiczne i środowiskowe korzyści z biologizacji rolnictwa.
Pogoda- w środę na froncie chłodnym bardzo mocno powieje
Przez Polskę przejdzie jutro front chłodny. Spadnie od 0 do 4 mm wody ale po kolei.
W nocy pogodnie i sucho choć na Kaszubach, Warmii, Mazurach przewaga chmur. Nasili się wiatr- na zachodzie, północy i w centrum powieje do 10-35 km/h z południa i południowego zachodu. Silniejszy wiatr sprawi, że noc tam ciepła będzie. +5/+9 stopni nad ranem wskażą termometry na zachodzie, północy aż po rejon Łodzi, Warszawy, Kalisza czy Opola. Na Podkarpaciu, Roztoczu i w Małopolsce bezwietrznie- tam nad ranem ponownie spadki temperatur w pobliże 0 stopni.
Przed południem front z opadem przelotnego deszczu przejdzie przez cały zachód kraju- bez wyjątku. Powinno popadać od 1 do 4 mm na całym Pomorzu Zachodnim, Ziemi Lubuskiej i na zachodzie oraz północy Wielkopolski.
Po południu do godziny 16:00 front dotrze do okolic Braniewa, Olsztynka, Torunia, Kalisza, Kłodzka- tu front się zacznie rozrywać a opady staną się przelotne/ bardziej lokalne. Na tym obszarze spadnie od 0 do 3 mm deszczu. Wieczorem front dotrze do Suwałk, Ostrołęki, Warszawy, Radomia, Katowic- z opadami lokalnymi do 3 mm z wieloma miejscami gdzie tylko pokropi albo nie spadnie nic.
Wiatr na zachodzie, północy i w centrum przed opadami rozpędzi się do 50-60 km/h powodując liczne zamiecie piaskowe na 5/6 klasie gleby wzruszonej pod zasiewy. Na froncie powieje nawet do 70 km/h a na Pomorzu Zachodnim czy wzdłuż Odry nawet do 80 km/h. Najsłabiej powieje na południowym wschodzie- do 45 km/h.
Przed frontem i w powiewach wiatru halnego od środkowego Mazowsza po Łódzkie, Małopolskę zrobi się bardzo ciepło- nawet pod 17-18 stopni w cieniu.
Tak wygląda wiele pól na glebie kategorii 6z. Bez deszczu na silnym wietrze drobiny gleby uniosą się w powietrze i przenoszone będą na duże odległości.
CENA DIESLA W DÓŁ? Choć światowe ceny ropy (Brent) zaliczyły w poniedziałek (23.03) gwałtowny, 10-procentowy spadek, polski rynek paliw zareagował jedynie kosmetycznie. Cena hurtowa diesla spadła do 8,82 zł/l brutto po ponad 50 groszowej podwyżce w sobotę. Ta bezczynność to nie przypadek – rząd znajduje się w dramatycznej sytuacji budżetowej i wybiera między „pożarami” w różnych sektorach gospodarki.
Paliwo jako „kroplówka” dla budżetu
Przy zadłużeniu Skarbu Państwa, które przekroczyło barierę 2 bilionów złotych, oraz deficycie po lutym na poziomie 48,5 mld zł, każda złotówka z podatków jest na wagę złota.
Wojenny VAT: Dzięki rekordowym cenom paliw, państwo inkasuje o 55 groszy więcej VAT na każdym litrze niż przed miesiącem.
Łatanie dziur: Te pieniądze nie idą na „ekstra” wydatki, ale na ratowanie podstawowych funkcji państwa, które są niedofinansowane.
Służba zdrowia vs. Rolnictwo i Transport – tragiczny wybór rządu
Obiektywnie trzeba przyznać, że resort finansów szuka oszczędności wszędzie, co może wywoływać ogromne napięcia społeczne.
Kryzys w NFZ: Luka finansowa w ochronie zdrowia na 2026 r. szacowana jest na ponad 20 mld zł.
Cięcia i limity: W marcu 2026 r. przez Polskę przelała się fala protestów dyrektorów szpitali powiatowych i medyków („Szpitale nie chcą umierać na kolanach”). Rząd wprowadza limity na diagnostykę i zabiegi, co wywołuje u pacjentów (milionów wyborców) znacznie ostrzejsze reakcje niż cena diesla w hurcie.
Priorytety sondażowe: Dla rządu „pożar” w szpitalach, gdzie stawką jest życie i bezpośredni dostęp do lekarza, jest politycznie groźniejszy niż koszty produkcji rolnej. To dlatego woli utrzymać wysoką akcyzę na paliwo, by mieć z czego dorzucić miliardy do NFZ i uspokoić nastroje w miastach.
Orlen – jedyne narzędzie bez obciążania budżetu?
W tej patowej sytuacji to właśnie Orlen, jako spółka pod kontrolą państwa, mógłby stać się bezpiecznikiem. Skoro budżet jest wydrenowany przez dług i służbę zdrowia, to właśnie nadzwyczajne zyski paliwowego giganta (marże rafineryjne) powinny zostać wykorzystane do wsparcia rolnictwa i transportu.
Zamiast obniżać akcyzę (co powiększy dziurę w budżecie), rząd mógłby nakazać Orlenowi wprowadzenie „Tarczowej Ceny Diesla” dla sektora agro i transportu.
Podsumowanie: Przetrzymanie kosztem siewów
Strategia rządu to „gra na przetrzymanie”. Liczą, że ceny ropy spadną same, a wpływy z paliw pozwolą przetrwać najgorszy kryzys w służbie zdrowia i obsłużyć dług. Jednak dla rolnika w szczycie siewów 2026 r. każdy dzień zwłoki to realna strata, której nie zrekompensują żadne późniejsze obietnice. Czas na odważne decyzje – albo obniżka akcyzy, albo realna presja na marże Orlenu!
Ceny zbóż, oleistych i ropy były pod presją w poniedziałek.Nagły zwrot akcji w konflikcie na Bliskim Wschodzie wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi na światowych giełdach. Po tygodniach napięć, administracja Donalda Trumpa ogłasza 5-dniowe zawieszenie nalotów na Iran, co natychmiast uderzyło w wyceny ropy naftowej, rzepaku oraz pszenicy. Czy obietnica „odblokowania Cieśniny Ormuz” to realny przełom, czy jedynie ryzykowna gra pozorów?
Ropa Brent poniżej 100 dolarów. Rynek reaguje na „5 dni Trumpa”
Poniedziałkowa sesja (23 marca 2026 r.) przejdzie do historii jako dzień gwałtownej korekty. Informacja o wstrzymaniu amerykańskich ataków na irańską infrastrukturę energetyczną zadziałała na inwestorów jak zimny prysznic. Cena ropy Brent, która jeszcze niedawno biła rekordy, runęła o blisko 10%, spadając poniżej psychologicznej bariery 100 USD za baryłkę.
Donald Trump argumentuje decyzję „obiecującymi rozmowami” z Teheranem. Choć strona irańska oficjalnie zaprzecza jakimkolwiek negocjacjom, rynki finansowe wybrały scenariusz deeskalacji, wycofując tzw. premię wojenną z kontraktów terminowych.
Rzepak i pszenica w dół. Euronext pod presją
Spadki na rynku paliw błyskawicznie zainfekowały sektor rolniczy. Najmocniej ucierpiał rzepak na giełdzie Euronext (Matif), którego cena przebiła kluczowe wsparcie i spadła do poziomu 497,25 EUR/t. Silne powiązanie rzepaku z rynkiem biopaliw sprawia, że każda przecena ropy naftowej bezpośrednio uderza w opłacalność produkcji roślin oleistych.
Równie nerwowo było na rynku zbóż:
Pszenica (maj 2026): Spadła w kierunku 200 EUR/t, tracąc impet z powodu nadziei na bezpieczniejszą logistykę w regionie Zatoki Perskiej.
Canola i Soja: Kanadyjska canola straciła ponad 1%, a soja znajduje się pod dodatkową presją potężnej konkurencji ze strony Brazylii, która zalewa chiński rynek tanim ziarnem.
Geopolityczny blef czy dyplomatyczny sukces?
Analitycy ostrzegają jednak przed nadmiernym optymizmem. Przedłużenie ultimatum przez Trumpa do 5 dni może być jedynie zabiegiem taktycznym, mającym na celu uspokojenie sojuszników z regionu (m.in. Arabii Saudyjskiej i ZEA), którzy obawiają się odwetu Iranu na własnej infrastrukturze.
Jeśli po upływie tego terminu nie dojdzie do realnego otwarcia Cieśniny Ormuz, rynki mogą zareagować gwałtownym „odbiciem”, wracając do trendów wzrostowych ze zdwojoną siłą.
Co to oznacza dla rolników i inwestorów?
Obecna sytuacja to czas skrajnej zmienności. Dla sektora agro kluczowe będą najbliższe dni – jeśli pszenica trwale spadnie poniżej 200 EUR, a rzepak nie wróci nad 500 EUR, możemy mówić o zmianie trendu na średnioterminowy. Inwestorzy powinni jednak uważnie śledzić komunikaty z Waszyngtonu, gdyż każdy sygnał o fiasku rozmów może w kilka godzin odrobić dzisiejsze 10-procentowe spadki na ropie.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.