Strona główna Blog Strona 139

Pola pełne strat!!! Mróz kończy to, co zaczął niekontrolowany import…

0

Tegoroczny sezon w sektorze produkcji warzyw gruntowych przejdzie do historii jako jeden z najtrudniejszych. Na polach w całym kraju wciąż zalegają tysiące ton niezebranych płodów rolnych, które obecnie niszczeją pod wpływem ujemnych temperatur. To nie anomalie pogodowe, lecz kryzys ekonomiczny wywołany destabilizacją rynku przez niekontrolowany import, doprowadził do sytuacji, w której zbiór stał się dla rolnika generatorem strat.

Ekonomiczny paraliż zbiorów: Gdy koszty przewyższają przychody

Obecna sytuacja na polach to efekt tragicznego w skutkach splotu czynników rynkowych. Wielu producentów podjęło dramatyczną, ale ekonomicznie uzasadnioną decyzję o wstrzymaniu zbiorów. Przy obecnych cenach oferowanych w punktach skupu, przychód nie pokrywa nawet bezpośrednich kosztów operacyjnych, takich jak:

  • Wynagrodzenie pracowników sezonowych,
  • Koszt energii potrzebnej do schłodzenia i przechowywania towaru,
  • Paliwo rolnicze i logistyka.

Pozostawienie warzyw na polach to dla gospodarstwa mniejsza strata niż dopłacanie do każdego kilograma dostarczonego do odbiorcy. Jest to jednak strata kapitałowa, która podkopuje płynność finansową tysięcy gospodarstw rodzinnych.

Import dławiący rynek: Problem nierównej konkurencji

Kluczowym powodem braku popytu na krajowe warzywa jest masowy napływ towaru z Europy Zachodniej, głównie z Niemiec i Holandii. Polski rynek ziemniaków i warzyw korzeniowych został zdominowany przez produkt zagraniczny, często oferowany w cenach dumpingowych.

Skutki długofalowe: Destrukcja bezpieczeństwa żywnościowego

Zamarzające na polach warzywa to nie tylko problem bieżącego sezonu. To zjawisko niesie za sobą dalekosiężne konsekwencje dla całego sektora agro:

  1. Dekapitalizacja gospodarstw: Brak zwrotu z poniesionych nakładów (nasiona, nawozy, ochrona) uniemożliwia terminową spłatę kredytów obrotowych.
  2. Rezygnacja z produkcji: Przewiduje się, że w nadchodzącym sezonie wielu plantatorów ograniczy areał upraw lub całkowicie zrezygnuje z warzywnictwa na rzecz upraw mniej kapitałochłonnych.
  3. Monopolizacja rynku przez import: Likwidacja krajowej produkcji w dłuższej perspektywie doprowadzi do wzrostu cen dla konsumentów, którzy staną się całkowicie zależni od dostaw zewnętrznych.

Postulaty branży: Potrzebujemy systemowych rozwiązań

Sytuacja wymaga działań wykraczających poza doraźne zapomogi. Polski sektor warzywniczy oczekuje od decydentów:

  • Wprowadzenia rygorystycznych kontroli jakościowych na granicach dla towarów importowanych.
  • Aktywnej polityki na forum WTO i UE w celu ukrócenia nieuczciwej konkurencji i dumpingu cenowego.
  • Wzmocnienia pozycji negocjacyjnej rolnika wobec wielkich sieci handlowych poprzez ustawowe mechanizmy ochrony ceny minimalnej.

Zamarznięte pola to ostatni dzwonek alarmowy dla polskiej polityki rolnej. Bez ochrony własnego rynku, polskie ogrodnictwo, budowane przez pokolenia, stanie się jedynie wspomnieniem.

Nowe zasady rehabilitacji 2026: Jakie zmiany czekają pacjentów?

0

Praca w gospodarstwie to ogromny wysiłek fizyczny, który często odbija się na zdrowiu kręgosłupa i stawów. Dla wielu gospodarzy kluczowe jest wsparcie, jakie oferuje rehabilitacja lecznicza. Rok 2026 przynosi jednak istotne modyfikacje w przepisach Narodowego Funduszu Zdrowia. Zmiany dotyczą nie tylko miejsc wykonywania zabiegów, ale także zasad rozliczania świadczeń i dostępności fizjoterapii domowej. Co to oznacza w praktyce?

Gdzie rolnik może liczyć na wsparcie? Nowe zasady rehabilitacji 2026

Nowe regulacje jasno precyzują, gdzie może odbywać się fizjoterapia. Zgodnie z przepisami, świadczenia będą realizowane wyłącznie w dwóch formach:

  1. W placówkach medycznych (gabinety, ośrodki rehabilitacyjne, oddziały szpitalne) posiadających kontrakt z NFZ.
  2. W warunkach domowych, co jest kluczowe dla osób z ograniczoną mobilnością, mieszkających w oddalonych od miast wsiach.

Dyrektor Biura Komunikacji Społecznej NFZ, Paweł Florek, wskazuje na dynamiczny wzrost liczby placówek oferujących dojazd do pacjenta. To dobra wiadomość dla mieszkańców obszarów wiejskich, gdzie dostęp do specjalistów bywał dotychczas utrudniony.

Rehabilitacja w powiecie – koniec z wyjazdami do innego województwa?

Kluczową zmianą jest tzw. terytorialność świadczeń. Od 2026 roku placówki medyczne będą mogły rozliczać zabiegi głównie na terenie województwa, w którym wygrały konkurs.

Dla pacjenta oznacza to, że lokalny ośrodek zdrowia skupi się na obsłudze mieszkańców swojego regionu. Choć ma to skrócić kolejki do fizjoterapeuty na poziomie lokalnym, może ograniczyć możliwość wyboru placówki w sąsiednim województwie, chyba że zgodę na taki krok wyda dyrektor oddziału NFZ.

Fizjoterapia domowa z limitami: Co musisz wiedzieć?

Wielu rolników po urazach korzysta z rehabilitacji domowej. Nowe przepisy wprowadzają tu jednak pewne ograniczenia dla przychodni. Czas pracy fizjoterapeutów poświęcony na wizyty w domu pacjenta nie będzie mógł przekroczyć 20% ich całkowitego czasu pracy.

Dodatkowo, wprowadzono współczynnik 0,85, który obniża wycenę punktową za zabiegi domowe oraz rehabilitację osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności w trybie ambulatoryjnym. Może to wpłynąć na ofertę mniejszych placówek medycznych działających w gminach.

Czy rolnik może jechać do sanatorium z NFZ?

To jedno z najczęstszych pytań zadawanych w biurach powiatowych. Przepisy w 2026 roku podtrzymują korzystną dla gospodarzy zasadę: rehabilitacja lecznicza w KRUS nie wyklucza skorzystania z leczenia uzdrowiskowego z NFZ.

Terminarz zmian: Kiedy nowe przepisy wchodzą w życie?

Warto zapisać te daty w kalendarzu, aby nie dać się zaskoczyć w trakcie sezonu prac polowych:

  • 1 stycznia 2026 r. – wchodzi w życie większość nowych zasad dotyczących organizacji rehabilitacji.
  • 1 kwietnia 2026 r. – zaczynają obowiązywać rygorystyczne zasady rozliczania świadczeń poza granicami województw.

źródło: infor

Raport GUS: Produkcja mięsa w Polsce rośnie mimo kryzysu. Mamy dane za 11 miesięcy!

0
ceny mięsa, ceny tuczników
ceny mięsa, ceny tuczników

Produkcja mięsa w Polsce w 2025 roku wykazuje dużą dynamikę, mimo wyzwań strukturalnych w rolnictwie. Jak wynika z najnowszych zestawień GUS obejmujących okres od stycznia do listopada, całkowity ubój zwierząt gospodarskich w ubojniach i rzeźniach utrzymał tendencję wzrostową w kluczowych sektorach, co bezpośrednio wpływa na pozycję naszego kraju jako jednego z największych producentów żywności w Unii Europejskiej.

Przeczytaj również – Prognozy dla rynku mięsa na 2026 rok – czas stabilizacji czy kolejnych wstrząsów?

Drób i wołowina napędzają statystyki ubojowe

Z danych przedstawionych w tabeli ubojów za 2025 rok wynika, że największy udział w rynku posiada sektor drobiarski. Produkcja mięsa w Polsce w tym segmencie opiera się głównie na kurczętach brojlerach, których miesięczny ubój regularnie przekraczał poziom 100 mln sztuk:

  • Rekordowy lipiec: W lipcu 2025 r. liczba ubojów kurcząt brojlerów osiągnęła szczytowy poziom 113 216 718 sztuk.
  • Stabilny sektor bydła: Choć liczebność pogłowia bywa zmienna, intensywność ubojów pozostała wysoka – w marcu 2025 r. ubito 181 820 sztuk bydła pozostałego, a w październiku 180 621 sztuk.
  • Trend wieloletni: Dane z ostatniej dekady potwierdzają potęgę sektora – produkcja żywca rzeźnego drobiowego w wadze żywej wzrosła z 2 839 632 ton w 2015 r. do rekordowych 3 875 999 ton w 2024 r..

Produkcja mięsa w Polsce a rosnący udział uboju rytualnego

Analizując dane GUS, należy zwrócić uwagę na istotny udział uboju rytualnego, który w 2025 r. był realizowany głównie w kategoriach bydła i drobiu. Procedura ta stanowi kluczowy element strategii eksportowej polskich zakładów na rynki pozaeuropejskie:

  • Skala uboju bydła: W maju 2025 r. metodą rytualną poddano ubojowi 23 782 sztuki bydła, co przełożyło się na ponad 7,5 mln kg wagi poubojowej schłodzonej.
  • Dominacja drobiu: W samym styczniu 2025 r. ubój rytualny drobiu ogółem wyniósł 12 293 652 sztuki.
  • Ograniczenia gatunkowe: Statystyki wskazują na całkowity brak uboju rytualnego (wartość 0) w przypadku cieląt, owiec, kóz i koni przez cały analizowany okres 2025 roku.

Wieprzowina wciąż w cieniu kryzysu pogłowia

Mimo że ogólna produkcja mięsa w Polsce rośnie, sektor wieprzowy mierzy się z wyzwaniami. Choć uboje świń w 2025 r. pozostają na wysokim poziomie ilościowym, branża odczuwa skutki wahań rynkowych z poprzednich lat:

  • Miesięczne wyniki: Średni miesięczny ubój świń w 2025 r. oscylował w granicach 1,6–1,8 mln sztuk, osiągając w październiku poziom 1 915 237 sztuk.
  • Odbicie w 2024 roku: Całkowita produkcja żywca rzeźnego ogółem w tonach wagi żywej w Polsce w 2024 r. wyniosła 7 330 710 ton, co stanowi wyraźny wzrost w porównaniu do 6 752 102 ton w roku 2023.

Porównanie produkcji żywca rzeźnego w Polsce (2015–2024)

*bez cieląt, waga żywa **waga ubojowa ciepła (łącznie z tłuszczami i podrobami)

Opracowanie: Agroprofil na podstawie raportów GUS

Czy jest jeszcze zboże w magazynach?

0

Mamy już luty, a rolnicy wciąż dużą część zbóż i rzepaku przetrzymują w magazynach, bo spadek cen nie zachęcał do sprzedaży. Magazyny firm skupowych są pełne. Do tego dochodzi problem z eksportem, bo ceny na rynkach światowych są niskie.

Kombinat Rolny Kietrz nigdy nie sprzedaje w żniwa, ale już rozpoczął sprzedaż

Mariusz Sikora, prezes Kombinatu Rolnego Kietrz:

W Kombinacie tak mamy ustawiony harmonogram sprzedaży, że nie sprzedajemy wszystkiego bezpośrednio po żniwach, tylko sprzedajemy sukcesywnie do następnych zbiorów w poszczególne miesiące. I tak też jest realizowane w tym roku. Oczywiście tutaj wróżki nie ma i nikt nie jest w stanie powiedzieć, kiedy cena jest najlepsza, dlatego sukcesywnie co miesiąc odpowiednia ilość jest wywożona z magazynów Kombinatu. W tej chwili wywozimy pszenicę konsumpcyjną, część rzepaku pojechała jeszcze w grudniu i zaczynamy też powoli handlować kukurydzą suchą.

Rolnicy część zboża sprzedali, a część magazynują

Hubert Kurowski, firma skupowa ze Zwiastowic:

– Niektórzy rolnicy mają cały magazyny pełne zboża, a niektórzy całość sprzedali po żniwach. Cena zbóż jest bardzo niska, koszty wyprodukowania tego zboża były bardzo duże, dlatego rolnicy trzymają to zboże u siebie, licząc, że to się po prostu zmieni. No a na razie są tylko zapytania jeśli chodzi o cenę i to tylko tyle. Nic nie wskazuje jednak na to, żeby tam coś poszło do góry.

Diana Gach, firma skupowa z Mechnicy:

– Niestety sytuacja na rynku zbóż nie polepszyła się. Cały czas jest taka sama cena, czyli można powiedzieć niezadowalająca, bo jest bardzo kiepska: pszenica paszowa kosztuje około 630 zł, a pszenicy konsumpcyjnej w okolicach 700 zł za tonę. I nie ma też za bardzo zainteresowania rolników. Ci, którzy nie sprzedali, czekają na lepsze ceny, a część po prostu sprzedaje z przymusu, ponieważ potrzebują środków do dalszego prowadzenia gospodarstwa i, wiadomo, na życie.

Widać ożywienie na rynkach, zwłaszcza oleistych

Jęczmień i kukurydza cały czas są na podobnym poziomie cenowym, a jeśli chodzi o rzepak to w ostatnim czasie zaobserwowano delikatne wzrosty i prognozuje się jeszcze troszeczkę większe wzrosty cen, a przynajmniej jest nadzieja na wyższe ceny. Myślę, że teraz jest taki ostatni moment, w którym jeżeli ktoś jest zdecydowany na sprzedaż, to będzie sprzedawał. Ale tylko do maja, bo później już praktycznie trzeba będzie szykować magazyny pod nowe zbiory, chyba że część rolników zdecyduje na zatrzymanie zapasów i będą czekać na ceny po kolejnych żniwach.

Rekordowe zapasy zbóż

Mirosław Marciniak, analityk firmy InfoGrain:

– Mamy nadwyżki wszystkich zbóż. To jest rok nadprodukcji i to widać w cenach, zarówno na giełdach towarowych: w Chicago i na giełdzie Matif, ale widać to też na rynkach fizycznych. Mamy najniższe ceny od pięciu lat i one są w pełni uzasadnieniem czy odzwierciedleniem tego jak te bilansy wyglądają. Mamy wzrost zapasów końcowych globalnie i w Europie. I w Polsce też moim zdaniem zakończymy ten sezon z wyższymi zapasami, więc widać ewidentnie, że to nie jest rok dla producentów zbóż.


Ruch na rynku rzepaku

– Jeżeli chodzi o rzepak, to bilans jest komfortowy, natomiast tutaj też jest dużo zamieszania politycznego, jeśli chodzi o Kanadę czy Chiny. Mieliśmy też duże spadki na koniec poprzedniego roku na giełdzie Matif. W tej chwili te notowania wróciły, bo są one związane głównie z czynnikami geopolitycznymi, więc jeżeli chodzi o stricte same bilansy oleistych, czyli rzepaku i soi, to te bilansy są komfortowe. W rzepaku mamy rekordową produkcję w skali globalnej, wysokie zbiory w Europie i rekordową produkcję w Kanadzie. Tu trzeba zauważyć, że Kanada jest największym producentem i eksporterem rzepaku. Mamy wysoką produkcję rzepaku w Australii, gdzie właśnie skończyły się żniwa, więc ten towar w tych najbliższych miesiącach też się może pojawić na rynku i niestety może się też pojawić w Europie. To w tym dłuższym terminie może wpływać też na ceny, ponieważ cena rzepaku w Polsce jest ustalana w poparciu o trzy składowe: notowania na giełdzie Matif, premię oraz kurs złotego, który z kolei też nam nie pomaga.

Niskie ceny na całym świecie

– Ceny na rynku polskim są skorelowane z rynkami światowymi. My jako Polska mamy nadwyżki i w tym roku mamy dużo nadwyżki, więc nie możemy handlować w oderwaniu od tego, co się dzieje na rynkach światowych. Musimy wyeksportować z Polski te zboża, żeby się tej nadwyżki pozbyć i te ceny muszą być skorelowane, więc jeżeli są ceny niskie na świecie, to tak samo te ceny będą niskie w Polsce. Eksport z Polski do Niemiec, które są naszym głównym odbiorcą zbóż, jest dużo mniejszy. Niemcy w tym roku też miały wysoką produkcję, więc popyt z ich strony jest dużo mniejszy, dlatego będzie ciężko z tą nadwyżką w tej drugiej części sezonu wyjechać.

Karty będzie rozdawać pogoda

– Rolnicy szukają dzisiaj takich czynników, które mogłyby spowodować, że zobaczymy wzrosty cen, to takim czynnikiem fundamentalnym będzie pogoda. Ta pogoda to jednak jest jeszcze kwestią kilku miesięcy. Okres, gdzie rynek jest bardziej wrażliwy na zmiany pogody, w przypadku pszenicy na naszej półkuli to takie miesiące, jak maj czy czerwiec. Do tego czasu jednak gros tego zboża musi wyjechać z magazynów. A czy będą jakieś niespodzianki pogodowe na świecie? Trudno to dzisiaj powiedzieć, bo co roku są jakieś anomalie. W zeszłym roku jednak te anomalie nie miały wpływu na produkcję, bo w innych częściach świata ta produkcja była rekordowa. To na co warto zwrócić uwagę to też to, że my w nowy sezon jako świat, jako Europa i jako Polska wejdziemy z wysokimi zapasami, więc potrzebny będzie jakiś duży problem pogodowy na świecie, żeby móc mówić o tym, że te bilanse w przyszłym sezonie się zmienią. A jak one się zmienią, to faktycznie wtedy jest szansa na to, że zobaczymy jakieś wzrosty cen.

dr Mariusz Drożdż

Protesty rolnicze: Wielka Brytania: „Wojna o handel” – kryzys systemowy w rolnictwie

0
Protesty rolnicze - Wielka Brytania

Fala protestów rolniczych przetacza się przez Europę, a brytyjscy rolnicy, mimo Brexitu, zmagają się z analogicznymi problemami: brak opłacalności produkcji i bezwład decyzyjny.

Kontekst europejski: Bezsilność wobec Komisji?

W Unii Europejskiej cały żal wylewany jest bezpośrednio na Komisję Europejską. Głównym zarzutem jest bezwład we wdrażaniu realnych rozwiązań oraz polityka klimatyczna i handlowa, które wpływają na brak opłacalności produkcji zbóż i żywca.

Przeczytaj również: Protesty rolnicze mają sens! Parlament Europejski mrozi umowę z Mercosur

Sytuacja w Polsce: Podobne wektory niezadowolenia

W Polsce protesty rolnicze również występują przeciwko dyktatowi cenowemu i polityce Unii, ale ich żale często kierują się też do rządu krajowego, w kontekście lokalnych problemów, na przykład zwrotu akcyzy, „dziurawej” granicy.

Brytyjski paradoks: Eskalacja i zagrożenie dla konsumentów

Paradoks Wielkiej Brytanii polega na tym, że mimo opuszczenia UE i teoretycznie krótszej drogi decyzyjnej, brak opłacalności jest tak samo istotny. Tamtejsi rolnicy protestują przeciwko polityce rządu oraz dyktatowi sieci handlowych.

Eskalacja protestów przybiera na sile, prowadząc do blokowania centrów dystrybucyjnych. Ta forma nacisku może w dłuższym terminie zagrozić dostępności towarów żywnościowych w największych sieciach handlowych, przez co konsumenci bezpośrednio odczują skalę problemów rolnictwa.


Redakcja Agroprofil / Źródła: FarmingUK, Farmers Guardian, dane rynkowe.

Uprawa bezorkowa od 2 lat

0
Uprawa bezorkowa od 2 lat
Bogusław Lupa z synem Bartoszem prowadzą rodzinne gospodarstwo rolne o powierzchni ponad 60 ha. Zajmują się produkcją roślinną i zwierzęcą. Fot. K. Grzeszczyk

Każdy rok w rolnictwie jest inny. Nie ma możliwości skrupulatnego zaplanowania i wykonania nawet najlepiej opracowanego scenariusza. Dlatego rolnicy muszą ciągle szukać nowych rozwiązań, by móc zarobić na prowadzonej działalności. Odwiedziliśmy jedno z gospodarstw w woj. kujawsko-pomorskim, w którym zrezygnowano z pługa na rzecz uprawy bezorkowej.

Ten rok jest wyjątkowy pod wieloma względami. Mieliśmy w wielu regionach dość dobry przebieg pogody, który umożliwił rolnikom zebranie wysokich i stabilnych plonów. Niestety „klęska” urodzaju i masowy import różnych towarów rolnych z wielu zakątków świata, nie tylko Europy, spowodował załamanie cen na rynkach rolnych. Rolnicy wobec zaistniałej sytuacji zmuszeni są szukać oszczędności na każdym etapie produkcji.

Jednym z rozwiązań może być zrezygnowanie z pługa na rzecz uprawy bezorkowej. Od kilku lat widać wzrost liczby gospodarstw, które w tej technologii widzą wiele pozytywów. Nieważne w jaki sposób i jakimi maszynami jest ona realizowana, liczy się finalny zysk z produkcji, który pozwoli przeżyć na tym coraz trudniejszym ryku i dalej rozwijać gospodarstwo.

Dwa lata bez orki
Dobre rozdrobnienie resztek pożniwnych po zbiorze kukurydzy ułatwia ich wymieszanie z glebą za pomocą kultywatora do uprawy bezorkowej. Fot. K. Grzeszczyk

Bogusław Lupa prowadzi gospodarstwo rolne w miejscowości Włoszanowo w woj. kujawsko-pomorskim. Z dzierżawami liczy ono 62 ha. Są to gleby od klasy bonitacyjnej III a do V. Przeważają jednak grunty IV klasy. Oprócz tego jest prowadzona hodowla trzody chlewnej w cyklu otwartym. Rocznie sprzedaje się ok. 1750 tuczników.

Jakie rośliny są w płodozmianie?

Dominują zboża – w tym pszenica ozima, pszenżyto ozime, jęczmień ozimy. Kukurydza na ziarno zajmuje ok. 22 ha, a buraki cukrowe są uprawiane na areale 5 ha. Oprócz tego posiadamy 2 ha łąk.

Jakie plony uzyskuje się w gospodarstwie?

Ten rok był wyjątkowy pod względem plonowania. Wielu rolników w naszym regionie biło swoje rekordy. Dobry przebieg pogody pozwolił na osiągnięcie bardzo satysfakcjonujących plonów. Jęczmienia ozimego zebraliśmy ok. 8,5 t/ha, pszenżyta ok. 8 t/ha, a pszenicy ok. 7,5 t/ha. Plony buraka cukrowego są u nas na poziomie 60–70 t/ha, a kukurydzy na ziarno ok. 10–11 t/ha. Dzięki przede wszystkim większej sumarycznej ilości wody oraz mniejszej liczbie upalnych dni latem rośliny dużo lepiej się rozwijały i w efekcie dały rewelacyjne plony. 

Kiedy zaczęła się przygoda z uprawą bezorkową i co było tego powodem?

Jesienią 2023 roku zakupiliśmy agregat bezorkowy z firmy Grano System. Od tego czasu wszystkie pola są uprawiane tym narzędziem. Jeszcze kilka lat temu prowadziłem gospodarstwo wspólnie z teściem. Był on zwolennikiem orki, ale gdy zobaczył, jak wygląda gleba po uprawie kultywatorem do uprawy bezorkowej, to zmienił zdanie. Przygotowywaliśmy wtedy pole pod buraka cukrowego. Najpierw po żniwach został wywieziony obornik, wymieszany z glebą broną talerzową, następnie zastosowaliśmy agregat do uprawy bezorkowej i wysialiśmy poplony. Tak przygotowane stanowisko spodobało się teściowi i od tego momentu wszystkie pola były uprawiane bez udziału pługa.    

Dwa lata bez orki
Trzybelkowy kultywator do uprawy bezorkowej z firmy Grano System to narzędzie pracujące w gospodarstwie od dwóch lat. Fot. K. Grzeszczyk

Jakie są korzyści z pracy agregatem do uprawy bezorkowej?

W dzisiejszych czasach trzeba liczyć koszty na każdym etapie produkcji. Co do agregatu do uprawy bezorkowej powiem, że praca nim generuje niższe koszty uprawy przy zachowaniu bardzo dobrego efektu mieszania gleby i jej spulchnienia. Oprócz tego dochodzi mniejsze zużycie paliwa, a pracę w polu wykonujemy szybciej. Zużycie oleju napędowego na 1 ha zależy od wielu czynników i warunków pracy. Jednak mogę powiedzieć, że zużywamy ok. 13 litrów ON na średniej glebie. Kultywator Grano System pracuje z ciągnikiem New Holland TM 140, którego moc wynosi 170 KM.

Staramy się pracować na głębokości 24–25 cm z prędkością 8–10 km/h. Kultywator jest wyposażony w trzy rzędy zębów sprężystych, które wykorzystują zabezpieczenie Non-Stop sprężynowe. Na szerokości roboczej 3 m pracuje 10 zębów zakończonych wymienną redliczką. Każda słupica ma zamontowaną wyprofilowaną listwę, dzięki której osiąga się bardzo dobry efekt wymieszania gleby z resztkami pożniwnymi. W dalszej części pracuje talerzowa sekcja równająca i daszkowy wał ugniatający o średnicy 600 mm. Warto dodać, że sprzęt jest wyposażony w hydrauliczną regulację głębokości pracy. Dokonuje się tego poprzez zmianę położenia wału ugniatającego.

Dwa lata bez orki
New Holland TM 140 ma silnik o mocy 170 KM. Fot. K. Grzeszczyk

Co do korzyści warto wspomnieć o cięższych glebach i nierównym terenie, gdzie w bardzo suchym roku z trudem można wbić lemiesz, a ogromnych brył nie ma jak rozbijać. Uprawa kultywatorem do uprawy bezorkowej nie stwarza takich problemów i łatwiej jest przygotować glebę pod wysiew. Tym sposobem uzyskujemy nie tylko równe pole, ale przede wszystkim zapewniamy optymalne warunki do wschodów roślin i rozwoju ich systemu korzeniowego. Mając dobrą i wyrównaną obsadę, łatwiej jest prowadzić łan, a ten się zawsze odwdzięczy wysokim i stabilnym plonem. Każdego rolnika cieszy, gdy zboże do zbiornika kombajnu wlatuje „pełną rurą”.

Jakie są mankamenty uprawy bezorkowej?

Każda uprawa ma swoje wady i zalety. Orka przykryje wszystko i mamy czarne pole pod uprawę. Natomiast uprawa bezorkowa nie wybacza błędów. Dlatego trzeba na każdym etapie produkcji mieć na względzie płodozmian. Nie będzie czystych plantacji zbóż bez mechanicznego niszczenia po żniwach samosiewów. Staramy się tak układać płodozmian, by zboża ozime nie następowały po sobie. Dlatego w gospodarstwie są uprawiane m.in buraki cukrowe i kukurydza na ziarno.  

Mamy bardzo dużą ilość resztek pożniwnych, które trzeba dobrze zagospodarować. Mimo że kombajn, który zbiera ziarno, ma rozdrabniacz łodyg, nie jest w stanie dobrze wymieszać ich z glebą. Chcąc uniknąć przestojów przy siewie np. pszenżyta czy pszenicy, trzeba te resztki dodatkowo bardzo dobrze rozdrobnić. W tym celu stosujemy zabieg z wykorzystaniem mulczera. Potnie i rozdrobni on grube łodygi na krótkie odcinki. Tym sposobem będzie można je łatwiej wymieszać z glebą i dobrze ją przygotować kultywatorem pod wysiew.

Dwa lata bez orki
Resztki pożniwne po zbiorze kukurydzy na ziarno są rozdrabniane mulczerem. Fot. K. Grzeszczyk

Warto dodać, że krótkie odcinki resztek pożniwnych lepiej i szybciej się zmineralizują. Na polu nie ma problemów z siewem, wzrostem i rozwojem roślin następczych. Zimowe opady, mróz i aktywność słońca zrobią swoje w szybkim rozłożeniu tak dużej ilości materii organicznej. Trzeba tylko czasu. Na resztki pożniwne stosujemy też preparaty biologiczne mające na celu ułatwić ich rozkład. Przy uprawie bezorkowej nie chodzi o to, żeby na polu było ładnie. Tu ma działać przede wszystkim biologia i pogoda.

Z moich obserwacji wynika, że buraki cukrowe w okresach letnich dłużej wytrzymują okresy z wysoką temperaturą i mają lepszy wigor. Na plantacjach, które są uprawiane bezorkowo, nie widać leżących liści, w odróżnieniu od tych, gdzie stosowano orkę.

Jak jest rozwiązane nawożenie?

Wszyscy wiedzą, że nawozy do tanich nie należą. Staram się pod zboża stosować gnojowicę w ilości ok. 20–24 m3/ha. Pod zboża aplikujemy ją po żniwach, a pod kukurydzę wiosną przed siewem. Z kolei pod uprawę buraków cukrowych i kukurydzy dodatkowo są stosowane nawozy wieloskładnikowe.

Mam kolegę, który stwierdził naocznie, wykopując korzenie kukurydzy, że stosowanie nawożenia zlokalizowanego w tej uprawie w suchych latach powoduje szybsze usychanie roślin ze względu na jednostronny rozwój systemu korzeniowego. Dużo lepszym rozwiązaniem jest głębokie deponowanie nawozu lub wysiew rzutowy. W naszym gospodarstwie staramy się wysiewać nawozy granulowane wieloskładnikowe przed uprawą kultywatorem do uprawy bezorkowej.

Czy w gospodarstwie są uprawiane poplony?

Od dwóch lat do tego tematu podchodzę zupełnie inaczej. Wcześniej wysiewaliśmy poplony rozsiewaczem i potem wykonywaliśmy zabieg bronowania. Niestety nie wyglądało to najlepiej.  Natomiast obecnie poplony są wysiewane zestawem uprawowo-siewnym. Dzięki temu uzyskujemy dużo więcej zielonej masy, a to lepiej wpływa na strukturę gleby. Poplony są wysiewane pod uprawę buraka cukrowego i kukurydzę. Są to rośliny wysiewane wiosną, dlatego warto okres jesieni i zimy wykorzystać na wzbogacenie gleby w cenne składniki pokarmowe. Mieszanki zawierają gorczycę i facelię i z roku na rok są wzbogacane o kolejne rośliny.

Dwa lata bez orki
Poplony są wysiewane pod buraki cukrowe i kukurydzę na ziarno. Fot. K. Grzeszczyk

Jakie są plany na dalszy rozwój gospodarstwa?

Planujemy zakup pługa dłutowego. Tym narzędziem można będzie jeszcze głębiej spulchniać glebę bez jej odwracania. Bardzo dobrze się nim spulchni również ścieżki technologiczne.

Rosną prognozy zbiorów w Brazylii. Czy ceny soi spadną?

0
ceny soi

Ceny soi na światowych giełdach znajdują się obecnie w fazie wyczekiwania, mimo że z Ameryki Południowej napływają raporty o rekordowej podaży. Choć brazylijscy analitycy ze StoneX i Celeres podnieśli swoje prognozy produkcji do oszałamiającego poziomu ponad 181 mln ton, notowania w Chicago (CBOT) wykazują dużą odporność. Głównym hamulcem dla spadków pozostaje sytuacja na rynku walutowym oraz stabilne zapotrzebowanie ze strony Chin i sektora biopaliw.

Walutowa tarcza Chicago i rykoszet na rzepaku

Kluczowym czynnikiem kształtującym ceny soi w ostatnich dniach jest kurs eurodolara. Jeszcze 27 stycznia 2026 r. dolar był wyjątkowo słaby (EUR/USD powyżej 1,20). Od tego czasu amerykańska waluta nieco się umocniła, spychając parę w okolice 1,18. Mimo tego ruchu, dolar wciąż pozostaje relatywnie tani, co wspiera konkurencyjność amerykańskiego ziarna.

Dlaczego jest to ważne dla polskiego rolnika? Ponieważ ceny soi w Chicago są głównym drogowskazem dla rzepaku na paryskiej giełdzie MATIF. Silna korelacja między tymi roślinami sprawia, że każda próba odbicia cen rzepaku jest obecnie tłumiona przez „ciężki” fundament sojowy. Jeśli soja w Chicago w końcu ugnie się pod ciężarem brazylijskich zbiorów, rzepak – mimo własnych problemów podażowych w UE – prawdopodobnie nie uniknie przeceny.

Brazylia przyspiesza, świat czeka na USDA

Zbiory w Brazylii nabierają tempa – firma AgRural szacuje ich zaawansowanie na 10%, co jest wynikiem lepszym niż rok temu. Na ten moment rynek ignoruje te dane, skupiając się na makroekonomii, jednak sytuacja może się zmienić już 10 lutego.

Wtedy to USDA opublikuje swój comiesięczny raport WASDE. Jeśli amerykańscy urzędnicy zdecydują się pójść śladem brazylijskich biur konsultingowych i podniosą prognozę produkcji z obecnych 178 mln ton w stronę 181-182 mln ton, presja na spadki stanie się duża. W takim scenariuszu, przy jednoczesnym dalszym umacnianiu się dolara, ceny soi mogą zaliczyć bolesną korektę, która natychmiast przeniesie się na europejskie notowania rzepaku. Tu jednak droższy dolar (droższy import do UE) może ograniczyć skalę spadku.

Co dalej? Taniejąca soja to zwykle tańszy rzepak

Obecna stabilizacja to może być „cisza przed burzą”. Inwestorzy z uwagą śledzą:

  • Kurs dolara: Czy utrzyma się powyżej 1,15, chroniąc eksport z USA?
  • Relację soja/rzepak: Czy rzepak zdoła wypracować własną premię, czy pozostanie zakładnikiem globalnego rynku nasion oleistych?
  • Ropę naftową: Wysokie, ale stabilne notowania ropy (ok. 65 USD) wspierają sektor biopaliw, co jest obecnie jedynym silnym punktem popytowym dla obu roślin.

Wyrazy współczucia dla dr Agnieszki Kiniec z powodu śmierci mamy

0

W dniu 30 stycznia 2026 r. przedwcześnie, bo w wieku 60 lat, odeszła do Pana Mama Naszej Koleżanki Doktor Agnieszki Kiniec.

Mama Agnieszki Kiniec od najmłodszych lat ukierunkowała córkę na umiłowanie do szeroko rozumianej przyrody. Stąd studia na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika – Wydział Biologii i Nauki o Ziemi. Dzięki inspiracji Mamy, Agnieszka Kiniec podjęła dodatkowe studia z Dziennikarstwa, co wpłynęło na humanistyczne podejście do przyrody.

Po zakończeniu studiów Agnieszka Kiniec podjęła staż, a potem pracę zawodową w Terenowej Stacji Doświadczalnej IOR–PIB w Toruniu. Motywowana przez Mamę Agnieszka Kiniec chciała rozpocząć realizację marzenia, którym był doktorat. Taka możliwość zaistniała dzięki Prof. dr. hab. Jackowi Piszczkowi, który rozwijał badania nad patogenami buraka cukrowego.

Pierwsze wyniki badań przeprowadzonych w TSD Toruń IOR–PIB, Agnieszka Kiniec przedstawiła już w 2015 r. podczas 55. Sesji Naukowej IOR–PIB, a w kolejnych latach opublikowała wiele prac naukowych dotyczących integrowanej ochrony buraka cukrowego przed patogenami.

Mobilizacja ze strony Mamy zaowocowała obroną pracy doktorskiej, której Promotorem był Prof. dr hab. Jacek Piszczek. Rozprawa dotyczyła odporności grzyba powodującego chwościka buraka na substancje czynne fungicydów. Recenzenci doktoratu zawnioskowali o wyróżnienie pracy doktorskiej, co przedstawili podczas publicznej obrony doktoratu w dniu 15 grudnia 2021 r. w IOR–PIB w Poznaniu. 

Po uzyskaniu stopnia doktora, Mama dopingowała Doktor Agnieszkę, żeby dalej się rozwijała naukowo, co szeroko i dynamicznie realizuje w badaniach nad niechemicznymi metodami zwalczania patogenów buraka cukrowego, co jest zgodne z najnowszymi światowymi kierunkami i trendami.

Działalność naukowa została uhonorowana podczas wyborów do władz Polskiego Towarzystwa Fitopatologicznego w Oddziale Bydgoszcz, w którym to Agnieszka jest Zastępcą Przewodniczącego.

Dzięki wsparciu Mamy Doktor Agnieszka zaczęła upowszechniać wyniki swoich badań naukowych poprzez Krajowy Związek Plantatorów Buraka Cukrowego, co skutkowało wieloma popularno-naukowymi publikacjami w kwartalniku Poradnik Plantatora Buraka Cukrowego. Talent do przekazywania wiedzy plantatorom buraka cukrowego oraz ukończone dodatkowo studia dziennikarskie, były głównymi argumentami za powołaniem Doktor Agnieszki na funkcję Redaktor Naczelnej PPBC w 2025 r., co było spełnieniem woli Mamy Doktor Agnieszki i powodem do dumy.

Dalsze upowszechnianie wiedzy zaowocowało wydaniem w 2025 r. Kodeksu Dobrych Praktyk w Uprawie Buraka Cukrowego, którego redaktorem naukowym była Doktor Agnieszka Kiniec.

Umiłowanie do przyrody i słowa pisanego, które Doktor Agnieszce zaszczepiła Mama oraz Jej wiara w córkę i dopingowanie kolejnych pomysłów życiowych, owocują wspaniałym rozwojem. 

Wspomina,
Prof. dr hab. Marek Mrówczyński 
Dyrektor IOR-PIB w latach 2018–2021 oraz 2007–2012

Gołoledź- pogoda 5 lutego- od -10 do +10 stopni.

0
Pogoda 5 luty
Pogoda 5 luty

Gołoledź- uwaga-to już 4 sytuacja z podziałem na mroźną północ i bardzo ciepłe południe kraju.

Gołoledź opanuje w nocy cały zachód kraju- miejscami spadnie nawet 5 mm deszczu. O poranku może panować chaos komunikacyjny. Słabiej bo do 1 mm popada miejscami na wschodzie kraju a od okolic Skierniewic po Radom, Kielce, Kraków pokropi albo nie popada wcale.

Na termometrach o świcie od -10 stopni na Suwalszczyźnie i -7 stopni od Kaszub po Kurpie i południowe Podlasie do -4/-2 stopni na zachodzie kraju oraz na Ziemi Łódzkiej i w woj. Lubelskim.

Na południu kraju od 0 do +2 stopni.

Silna gołoledź na północnym zachodzie kraju

Strefa opadów w ciągu dnia będzie powoli opuszczać nasz kraj. W Niemczech spadnie sporo śniegu. Dosypie także na Białorusi. Polska jak zawsze poszkodowana i jeśli coś popada to głównie mżawka a z rana w rejonie Świnoujścia także sam śnieg. Na południu kraju pojawią się lokalne dziury w chmurach i bez opadów.

Wiatr na południu kraju słaby wschodni a nad resztą kraju umiarkowany i dość silny także ze wschodu.

Pogoda 5 luty

Kolejne dni

W następnych dniach lekka odwilż zapanuje na całym zachodzie, wschodzie i w centrum kraju. Mróz utrzyma się raczej na Podlasiu, Mazurach, Warmii, Kurpiach ale i miejscami na Kaszubach, Kujawach. W tym samym czasie w Bieszczadach są szanse na nawet +11 stopni.

W weekend mróz powinien zacząć wracać na południe. W poniedziałek nad ranem może zdążyć się, że na północnym wschodzie/ Kaszubach znów będzie nad ranem -20/-15 stopni. Bliżej tego terminu okaże się czy prognozy były trafne czy zajdą jakieś korekty.

Sklep Agro Profil- zapraszamy do wsparcia nas kupując nasze produkty: https://sklep.agroprofil.pl/

Z map wynika, że statystycznie najchłodniejszy okres w roku już za nami i teraz już tylko z górki do wiosny https://modele.imgw.pl/cmm/?page_id=18414

Ceny nawozów: Zawieszenie podatku importowego CBAM to broń obusieczna

0
Polskie nawozy na Ukrainie

Ceny nawozów na początku lutego 2026 roku stają się zakładnikiem wielkiej polityki, a planowane przez Komisję Europejską zawieszenie mechanizmu CBAM dla amoniaku i mocznika wywołuje skrajne emocje. Z jednej strony Bruksela chce ratować rentowność gospodarstw rolnych, z drugiej – ryzykuje trwałe zniszczenie europejskiego przemysłu chemicznego w obliczu nagłej deeskalacji napięć na Bliskim Wschodzie.

Prawda o „nożycach cenowych”: Ile pszenicy za tonę mocznika?

Aby zrozumieć skalę problemu, należy spojrzeć na realną siłę nabywczą rolnika. Choć nominalne ceny nawozów są znacznie niższe niż w kryzysowym 2022 roku, to przy obecnych cenach skupu ziarna, nawóz jest dla rolnika droższy niż przed laty.

Poniżej zestawienie relacji uśrednionej ceny pszenicy (paszowa i konsumpcyjna) do uśrednionej ceny mocznika:

Dane rynkowe dla lutego 2026: pszenica ok. 770 zł/t, mocznik z inhibitorem ok. 2150–2250 zł/t.

Wnioski są brutalne: rolnik w lutym 2026 roku musi sprzedać o jedną tonę pszenicy więcej na każdą tonę nawozu niż w 2020 roku. To właśnie ta dysproporcja skłoniła Komisję Europejską do zapowiedzi zawieszenia podatku CBAM (z mocą wsteczną od 1 stycznia 2026 r.), co ma ułatwić import tańszego mocznika spoza UE.


Geopolityczny zwrot: Nadzieja na linii USA-Iran a ceny gazu

Jeszcze tydzień temu rynek obawiał się eskalacji konfliktu i wzrostu cen energii. Jednak luty przyniósł nagłe „tąpnięcie” cen surowców. Głównym powodem są nadzieje na dyplomatyczny przełom w Stambule, gdzie w najbliższy piątek (6 lutego) dojść ma do rzadkiego spotkania przedstawicieli USA (specjalny wysłannik Steve Witkoff) oraz Iranu (szef MSZ Abbas Araqchi).

  • Taniejący gaz: Nadzieja na deeskalację zdjęła z rynku „premię wojenną”. Ceny gazu na giełdzie TTF spadły w okolice 32 EUR/MWh.
  • Korelacja z ropą: Globalne spadki cen ropy (do ok. 65–67 USD/bbl) dodatkowo studzą nastroje na rynkach energetycznych.

Niższe ceny gazu to niższe koszty produkcji w kraju (też u konkurencji), ale w połączeniu z zawieszeniem CBAM mogą one stworzyć zabójczą mieszankę dla polskiego przemysłu.


CBAM pod znakiem zapytania: Ratunek czy zagrożenie?

Zawieszenie CBAM ma być „wentylem bezpieczeństwa”, który obniży ceny nawozów z importu. Jednak eksperci ostrzegają przed nadmiernym optymizmem.

Uwaga: Jeśli CBAM zostanie zawieszony, rynek może zostać zalany tanią produkcją z krajów takich jak Egipt, Algieria czy – w przypadku porozumienia – Iran. Dla rolnika to chwilowa obniżka kosztów, ale dla krajowych gigantów (jak Grupa Azoty) oznacza to walkę o przetrwanie przy skrajnie niskich marżach.

Co to oznacza dla Twojego gospodarstwa?

Obecnie na rynku panuje stan wyczekiwania. Wiosenny szczyt popytu jest tuż za rogiem, a dystrybutorzy są ostrożni w zatowarowaniu, bojąc się gwałtownych ruchów cenowych po oficjalnej publikacji decyzji KE.

  1. Czekasz na tani mocznik? Pamiętaj, że logistyka i wzmożony popyt wiosenny mogą zablokować spadki cen wynikające z dyplomacji czy zawieszenia CBAM.
  2. Uważaj na liczby: Rynek jest niezwykle zmienny. Choć gaz tanieje, sytuacja na Bliskim Wschodzie może zmienić się w jedną noc, przywracając wysokie ceny energii.

Podsumowując: Jesteśmy w momencie, w którym dyplomacja w Stambule i decyzje urzędników w Brukseli mają większy wpływ na Twoje koszty produkcji niż tradycyjne prawa podaży i popytu. Wskaźnik 2,8 tony pszenicy za tonę mocznika pozostaje bolesnym dowodem na to, że rolnictwo w 2026 roku wciąż szuka nowej równowagi.

BIOLOGICZNY MUR NA GRANICY Z MEKSYKIEM: 100 mln sterylnych much kontra rekordowe CENY WOŁOWINY

0
WALKA Z MUCHĄ ŚRUBOWĄ

Obecne rekordowe ceny wołowiny to nie tylko efekt inflacji, ale wynik brutalnej wojny biologicznej, która toczy się na granicy USA z Meksykiem. USDA (Amerykański Departament Rolnictwa) uruchomił nadzwyczajne środki, by powstrzymać inwazję muchy śrubowej (Cochliomyia hominivorax). Jeśli ten niewidzialny wróg przedrze się przez Teksas, globalny rynek mięsa czeka prawdziwy wstrząs.

Wróg, który pożera zyski hodowców

Mucha śrubowa to pasożyt, który w przeciwieństwie do zwykłych much, atakuje wyłącznie żywą tkankę. Jej larwy „wwiercają się” w ciało zwierząt, co prowadzi do bolesnej śmierci żywiciela w ciągu kilku dni. Dla branży mięsnej oznacza to potężne straty w pogłowiu, co bezpośrednio przekłada się na to, jak kształtują się ceny wołowiny na sklepowych półkach.

Lekcja historii: Technologia sterylnego owada

Amerykanie nie pierwszy raz walczą z tym szkodnikiem. W 1966 roku USA ogłoszono wolnymi od muchy śrubowej dzięki pionierskiej metodzie dr. Edwarda F. Kniplinga. Wykorzystał on fakt, że samica tej muchy parzy się tylko raz w życiu:

  1. W laboratoriach hoduje się miliony samców, które są sterylizowane promieniowaniem.
  2. Samoloty zrzucają je nad obszarami zagrożonymi.
  3. Gdy sterylny samiec sparuje się z dziką samicą, cykl rozrodczy zostaje przerwany, a populacja ginie. Dziś ta technologia znów jest w użyciu – 100 milionów much tygodniowo ma chronić amerykańskie rancza i stabilizować rynek.

📈 Globalna szansa: Dlaczego ceny wołowiny rosną?

Sytuacja za oceanem ma drugie dno ekonomiczne. Aby chronić swoje stada, USA wstrzymały import bydła z Meksyku. To gwałtowne odcięcie surowca spowodowało, że ceny wołowiny w Stanach Zjednoczonych osiągnęły historyczne maksima.

Co to oznacza dla polskiego rolnika? Problemy amerykańskich hodowców są paradoksalnie na rękę producentom w innych krajach, w tym w Polsce. Gdy USA – jeden z największych eksporterów mięsa – zmaga się z niedoborem, na rynkach światowych powstaje luka. To idealny moment dla europejskich dostawców, by przejąć kontrakty w Azji czy na Bliskim Wschodzie, korzystając z faktu, że globalne ceny wołowiny idą w górę.

Analiza AgroProfil:

W obliczu tych zmian rynkowych, polscy hodowcy powinni przyjąć konkretną strategię:

  • Śledzenie giełdy w Chicago (CME): To tam zapadają decyzje, które determinują światowe stawki. Każdy sygnał o porażce „muchowego muru” może windować ceny dalej.
  • Inwestycja w jakość: Wysokie ceny wołowiny sprzyjają sprzedaży żywca o wysokich parametrach kulinarnych. To najlepszy czas na poprawę genetyki stada.
  • Bioasekuracja: Choć mucha śrubowa to problem Ameryk, globalne ocieplenie sprawia, że nowe gatunki owadów migrują również do Europy. Monitoring zdrowotny stada to dziś absolutna podstawa.

Autor: Redakcja AgroProfil

Tractor pulling w Polsce?! Agrosaw pokazuje, że to możliwe

0
Tractor pulling w Polsce?! Agrosaw pokazuje, że to możliwe
Robert i jego owoc ponad dwóch lat pracy. Fot. E. Lemański

Tractor pulling nad Wisłą nie należy jeszcze do popularnych motosportów. Jest jednak pewien człowiek, który postanowił to zmienić. Robert Sawicki od dziecka był pasjonatem techniki. Z biegiem lat pasja ta przerodziła się w sposób na życie i obecnie prowadzi on firmę trudniącą się m.in. handlem częściami. A spędzając sporo czasu w Holandii zaraził się nieuleczalną chorobą, jaką jest zamiłowanie do tractor pullingu.

Roberta pierwszy raz odwiedziliśmy 2 lata temu. Relacja z ówczesnych postępów w pracy AgroSaw, dostępna tutaj, oraz w filmie poniżej. Wówczas projekt jego pullera dopiero się zaczynał, dziś już możemy zobaczyć prawie finalny efekt. Choć wizualnie bazuje na sylwetce klasycznego ciągnika, w rzeczywistości niewiele ma wspólnego z maszyną pracującą w polu.

Bazą projektu był ciągnik John Deere 4640, seryjnie wyposażony w silnik o pojemności 7,6 litra i mocy około 180 KM. W prezentowanej konstrukcji z oryginalnej jednostki napędowej nie pozostało jednak wiele. Zastosowano zupełnie inny, sześciocylindrowy silnik o pojemności 10,1 litra. Docelowa moc projektu to około 2000 KM, co stawia ten ciągnik wśród najmocniejszych amatorskich konstrukcji tego typu w Polsce. Warto podkreślić, że mówimy o maszynie, która pracuje nie godzinami, lecz w kilkudziesięciosekundowych przejazdach.

Układ paliwowy i doładowanie to fundament mocy

Kluczowym elementem całej konstrukcji jest układ paliwowy. Zastosowano specjalną pompę wtryskową przygotowaną do tractor pullingu przez firmę z DPP z Holandii. Jej charakterystyka pozwala na podanie potężnej dawki paliwa przy maksymalnych obrotach silnika, co jest niezbędne do uzyskania ekstremalnych wartości mocy. W najmocniejszych pullerach stosuje się pompy, które przetłaczają 35-krotnie więcej paliwa niż te seryjne! Zmieniono również wtryski oraz całą instalację paliwową, aby zapewnić odpowiedni przepływ.

Silnik doładowany jest dużą turbosprężarką pochodzącą z sieczkarni John Deere. Turbina została zmodyfikowana, średnica wirnika strony zimnej zwiększona została z 85 do 95 mm. Efektem jest około 5 barów doładowania, a docelowo planowane jest osiągnięcie 6–7 barów. To wartości wielokrotnie przekraczające te spotykane w maszynach rolniczych, samochodach osobowych, czy nawet wyścigowych.

Aby uzyskać dużą moc, do cylindra trzeba wtłoczyć możliwie jak najwięcej powietrza, za co odpowiada ta ogromna turbosprężarka. Fot. E. Lemański

Chłodzenie: woda, lód i krótki czas pracy

Z uwagi na ekstremalne obciążenia i ogromną ilość energii pochodzącej ze spalania kluczową rolę odgrywa układ chłodzenia. Ale niekoniecznie mówimy tutaj o chłodzeniu przez płaszcz wodny, a raczej o chłodzeniu powietrza. W tym celu zastosowano wodny intercooler o pojemności około 100 litrów, który chłodzi powietrze doładowujące oraz głowicę silnika.

Co ciekawe, chłodnica cieczy pochodzi z samochodu osobowego i jest maleńka w porównaniu do całej maszyny. Jej zadaniem nie jest długotrwałe chłodzenie, lecz szybkie osiągnięcie temperatury roboczej — ciągnik pracuje bowiem bardzo krótko, ale z maksymalnym obciążeniem. W planach jest dodatkowy zbiornik na lód oraz system natrysku wody do kolektora ssącego i na turbosprężarkę, co ma pomóc w obniżeniu temperatury gazów wylotowych EGT.

Lina opasająca silnik ma na celu uchronić kierowcę, gdy dojdzie do rozerwania bloku. Fot. E. Lemański

Sprzęgło, rama i przeniesienie mocy

Jednym z największych wyzwań było przeniesienie tak ogromnej mocy na napęd. Sprzęgło zostało gruntownie przebudowane. Połączono stopień jazdy i WOM, dodano dwie tarcze cierne i zmniejszono przekładkę. W efekcie powstało dziewięciotarczowe, mokre sprzęgło wyciskane hydraulicznie, które według założeń ma wytrzymać moc rzędu 2000 KM.

Ciągnik posiada także specjalną ramę kratownicową, ukrytą pod osłonami. Jej zadaniem jest zapobieganie „złamaniu” maszyny w miejscu połączenia silnika ze skrzynią biegów, co jest realnym zagrożeniem podczas podnoszenia przodu ciągnika w trakcie uciągu. Opony nie mogą mieć zbyt wysokiego bieżnika, na środku opony to maksymalnie 20 mm. Profesjonalne zespoły używają dedykowanych opon ze specjalną konstrukcją bieżnika.

Jazda po torze i zużycie paliwa

W przeciwieństwie do ciągników rolniczych, puller rusza z najwyższego biegu (czasem nie ma wyboru, bo bieg jest tylko jeden), osiągając prędkości przekraczające 40 km/h, aby rozpędzić sanie i zbudować pęd. W czasie przejazdu używany jest tylko jeden bieg, półbiegi nie wytrzymałyby takiego obciążenia. Sterowanie odbywa się za pomocą rozpiętych hamulców lewego i prawego koła. Ogromne znaczenie ma także wyważenie ciągnika, zarówno przód–tył, jak i lewo–prawo. Zużycie paliwa robi wrażenie: około 6 litrów na jeden uciąg trwający około 30 sekund, a wraz z dojazdem i zjazdem z toru około 8 litrów. Zbiornik paliwa o pojemności 20 litrów wystarcza na dwa przejazdy.

Na start pullera Roberta z zapartym tchem czekały tłumy zgromadzonych widzów! Fot. E. Lemański

Polska druga Holandią?

Holandia bez wątpienia jest europejską stolicą tractor pullingu. Imprezy organizowane są z niezwykłym rozmachem, a zespoły posiadają budżety liczone w milionach euro na sezon. Mimo że tractor pulling tam wygląda trochę jak rolnicze F1, to Robert pokazał, że można zrobić imprezę z ułamkiem tego budżetu, która ściągnie więcej widzów niż największe imprezy w Holandii. 5 lipca 2025 roku odbył się tractor pulling w miejscowości Róg, w gminie Janowo. Wydarzenie to pokazało, że w Polsce są tysiące osób zainteresowane tym sportem, a frekwencja przerosła oczekiwania samych organizatorów.

Dlatego w tym samym miejscu 4 lipca 2026 roku planują kolejną imprezę. Już w tym momencie serdecznie jako redakcja zapraszamy! Miejmy nadzieje, że to dopiero początek historii polskiego pullingu.