Strona główna Blog Strona 13

Konopie włókniste – nowy impuls dla opłacalności produkcji rolniczej

0

Konopie włókniste zyskują na znaczeniu w krajowym rolnictwie, otwierając przed gospodarzami zupełnie nowe rynki zbytu. Choć dotychczas uprawa kojarzyła się głównie ze sprzedażą materiału siewnego – co według danych IWNiRZ-PIB pozwala osiągnąć przychód rzędu 5–6 tys. zł z hektara – prawdziwy potencjał kryje się w kompleksowym zagospodarowaniu całej biomasy. Rozwój lokalnego przetwórstwa słomy sprawia, że plon trafia dziś do przemysłu budowlanego, włókienniczego oraz kompozytowego, znacząco podnosząc opłacalność całej uprawy.

Słoma i nasiona: jak konopie włókniste zwiększają przychód z hektara

Wszechstronność botaniczna sprawia, że rolnik może kierować surowiec do wielu gałęzi przemysłu jednocześnie. Odpowiedni dobór materiału siewnego pozwala precyzyjnie dopasować profil produkcji do potrzeb lokalnych odbiorców:

  • Kierunek nasienny: Krajowa odmiana Henola pozwala uzyskać plon nasion na poziomie 1,5–2,1 t/ha, wykorzystywany m.in. w branży spożywczej, olejarskiej i kosmetycznej.
  • Kierunek włóknisty: Odmiany takie jak Białobrzeskie generują nawet do 26,8 t/ha biomasy, z której pozyskuje się włókno i paździerze do produkcji materiałów budowlanych, izolacji czy tkanin.

Czytaj również:

Konopie włókniste w płodozmianie – korzyści stanowiskowe i mniejsze koszty

Oprócz korzyści finansowych ze sprzedaży plonu, rolnicy zyskują darmową poprawę struktury gleby. Konopie włókniste charakteryzują się dynamicznym wzrostem początkowym, dzięki czemu skutecznie zagłuszają chwasty i redukują potrzebę stosowania środków ochrony roślin. Silnie rozbudowany system korzeniowy naturalnie spulchnia glebę, a pozostawiona masa organiczna wzbogaca stanowisko, czyniąc tę roślinę doskonałym przedplonem oraz poplonem.

Przetwórstwo i mniej formalności: co czeka rolników wybierających konopie włókniste?

Główną barierą rozwoju rynku pozostaje dostęp do lokalnych zakładów przetwórczych. Resort rolnictwa wraz z IWNiRZ-PIB prowadzi działania mające na celu odbudowę łańcuchów dostaw – powstaje m.in. mapa infrastruktury przetwórczej ułatwiająca kontakt producentów z kupującymi. Istotnym ułatwieniem są także uproszczone procedury prawne: zniesiono obowiązek corocznych zezwoleń na rzecz prostego wpisu do rejestru KOWR, a od 2025 roku państwo dofinansowuje 65% składki na ubezpieczenie upraw nasiennych.

Źródło: Opracowanie własne na podstawie komunikatu MRiRW

Fundusz Ochrony Rolnictwa: Trwa drugi nabór wniosków. Jak odzyskać pieniądze za sprzedane plony?

0
fundusz ochrony rolnictwa 2026

Fundusz Ochrony Rolnictwa: Niewypłacalny kontrahent to ogromne zagrożenie dla stabilności gospodarstwa. Wydane ziarno, mleko czy warzywa i brak przelewu na koncie potrafią zablokować zakup nawozów czy paliwa na kolejny sezon. Właśnie po to powstał Fundusz Ochrony Rolnictwa (FOR) – państwowy mechanizm finansowy zarządzany przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR), którego celem jest wypłata rekompensat rolnikom oraz grupom producentów, którzy nie otrzymali zapłaty za sprzedane produkty rolne z powodu upadłości podmiotu skupującego. Fundusz tworzony jest ze stałych wpłat dokonywanych przez podmioty skupujące (0,125% wartości netto zakupionych produktów), dzięki czemu poszkodowani gospodarze mogą odzyskać zamrożone środki.

Obecnie trwa drugi tegoroczny nabór wniosków – dokumenty można składać tylko do 31 sierpnia 2026 roku.

Fundusz Ochrony Rolnictwa – kto i za jaki okres otrzyma rekompensatę?

O środki z Funduszu Ochrony Rolnictwa mogą ubiegać się producenci rolni oraz grupy producentów, którzy wydali towar, ale nie doczekali się zapłaty od kontrahenta. Co kluczowe, obecny nabór obejmuje szeroki przedział czasowy.

Rekompensata przysługuje, jeśli podmiot skupujący stał się oficjalnie niewypłacalny:

  • w 2024 roku,
  • w 2025 roku,
  • w pierwszym półroczu 2026 roku.

Wysokość wsparcia ustalana jest na podstawie kwot netto wynikających z nieopłaconych faktur VAT lub VAT RR.

Fundusz Ochrony Rolnictwa – do kiedy i gdzie złożyć wniosek?

Czas na dopełnienie formalności jest krótki. Wnioski o przyznanie rekompensaty z Funduszu Ochrony Rolnictwa należy dostarczyć do właściwego Oddziału Terenowego KOWR nie później niż do 31 sierpnia 2026 r.

Dokumenty można złożyć osobiście w placówce KOWR, wysłać pocztą lub przekazać drogą elektroniczną (np. przez platformę ePUAP). Dostępne na stronach KOWR wzory wniosków pozwalają na sprawne przygotowanie niezbędnej dokumentacji.

Fundusz Ochrony Rolnictwa – wyższe limity i nowe zasady dla grup

Majowa nowelizacja przepisów o Funduszu Ochrony Rolnictwa przyniosła także ważne ułatwienia dla grup producentów rolnych. Podniesiono dla nich łączny limit wsparcia do 300 000 euro w okresie 3 lat (z uwzględnieniem zasad pomocy de minimis).

Ponadto nowa ustawa uregulowała kalendarz naborów na stałe – od teraz wnioski o środki z FOR będzie można składać w dwóch sztywnych terminach:

  1. od 1 lutego do 31 marca (wypłata do 30 czerwca),
  2. od 1 lipca do 31 sierpnia (wypłata do 30 listopada).

Fundusz Ochrony Rolnictwa – podsumowanie dla gospodarza

Fundusz Ochrony Rolnictwa stanowi istotne zabezpieczenie finansowe w niepewnych czasach na rynku rolnym. Jeśli masz w swoim segregatorze nieopłacone faktury sprzedawanych surowców z ostatnich 30 miesięcy, nie zwlekaj z wizytą w KOWR. Dopilnowanie sierpniowego terminu to jedyna szansa na odzyskanie należnych pieniędzy jeszcze w tym roku.

Źródło: Opracowano na podstawie komunikatu MRiRW

Nowe unijne normy pozostałości pestycydów dla państw trzecich: Wpływ na ceny i rynek żywności

0
ke

Nowe unijne normy pozostałości pestycydów dla państw trzecich: Wpływ na ceny i rynek żywności

Zaostrzone normy pozostałości pestycydów stają się głównym narzędziem Unii Europejskiej w walce o bezpieczną żywność i wyrównywanie szans na rynku. Obniżenie dopuszczalnych limitów (MRL) dla 18 najbardziej niebezpiecznych substancji czynnych do poziomu ich laboratoryjnej wykrywalności (LOQ) to wyraźny sygnał ze strony Brukseli. Analiza Wspólnego Centrum Badawczego (JRC) Komisji Europejskiej pokazuje jednak jasno: nowe normy pozostałości pestycydów odbiją się na rynku w różny sposób, a ich ostateczny wpływ zależy od tego, jak szybko dostawcy spoza UE dostosują swoje technologie upraw.

Warto podkreślić, że opublikowane badanie JRC ma charakter analityczny i ocenia potencjalne skutki ekonomiczne różnych scenariuszy, nie ustalając jeszcze jednej wiążącej daty wejścia przepisów w życie. Zmiany limitów dla poszczególnych substancji będą wprowadzane sukcesywnie poprzez odrębne rozporządzenia KE, przy czym importerzy i producenci z państw trzecich zazwyczaj otrzymują od 6 do 12 miesięcy okresu przejściowego na dostosowanie wymogów produkcyjnych.

Czytaj również:


Nowe normy pozostałości pestycydów w liczbach: Kogo dotyczyć będą zmiany?

Przegląd przygotowany przez unijnych ekspertów dotyczy 18 substancji uznanych za najbardziej szkodliwe, w przypadku których dotychczasowe wskaźniki były wyższe niż minimalna granica ich oznaczalności. Zmiany w przepisach dotykają bezpośrednio:

  • 235 produktów roślinnych,
  • 86 krajów eksportujących żywność do Unii Europejskiej.

O tym, jak rygorystyczne normy pozostałości pestycydów przełożą się na globalny handel, zadecyduje elastyczność zagranicznych producentów oraz ich zdolność do przechodzenia na bezpieczniejsze zamienniki.


Trzy scenariusze dla rynku i cen

Badacze przeanalizowali trzy warianty rozwoju wydarzeń w zależności od tego, jak państwa trzecie wdrożą unijne normy pozostałości pestycydów:

Wskaźnik rynkowyPesymistyczny: Brak adaptacji (Wstrzymanie handlu)Średni: Zmiana technologii (Koszt +20%)Optymistyczny: Zmiana technologii (Koszt +5%)
Wolumen importu do UESpadek o 41,0%Spadek o 8,0%Spadek o zaledwie 0,4%
Produkcja wewnątrz UEWzrost o 1,1%Wzrost o 0,23%Niewielki wzrost (< +0,1%)
Skoki cen dla konsumentówKawa (+332%), Śruta sojowa (+105%), Cytrusy (+85%)Winogrona (+6,5%), Kawa (+6,0%), Cytrusy (+5,6%)Niewielkie wahania (poniżej 1%)
Sektor hodowlany w UESpadek produkcji wieprzowiny (-5,8%) i drobiu (-5,4%)Brak odczuwalnego wpływuBrak odczuwalnego wpływu

Przykład z pola: Cyprokonazol i koszty zamienników

Analiza cyprokonazolu (popularnego grzybobójczego triazolu stosowanego w 10 kluczowych uprawach) pokazuje, jak zaostrzone normy pozostałości pestycydów i wycofanie wybranej chemii wpływają na koszty w gospodarstwie:

  • Bezpieczne alternatywy istnieją: W UE dostępne są zatwierdzone substancje (np. tebukonazol, protikonazol, azoksystrobina), które wykazują porównywalną lub wyższą skuteczność w ochronie przed chorobami.
  • Droższe zabiegi: Przejście na dozwolone zamienniki jednoskładnikowe lub gotowe mieszanki podnosi koszty ochrony roślin. Uwzględniając udział chemii w wydatkach gospodarstwa, oznacza to wzrost całkowitych kosztów produkcji o 20% do 40%.
  • Wyższy plon rekompensuje koszty: Nowocześniejsze mieszanki wykazują wyższą skuteczność, co przekłada się na wyższe plony i pozwala częściowo zamortyzować wyższy koszt zakupu środka.

Które kraje i towary ucierpią najmocniej?

Dla 180 towarów rolniczych nieobjętych bezpośrednio głównym modelem badawczym, zmienione normy pozostałości pestycydów przyniosą zróżnicowane skutki:

  1. Kraje silnie uzależnione od eksportu do UE (np. Turcja, Maroko, Kolumbia, Brazylia): Zmiany dotkną głównie wyspecjalizowane firmy handlowe, a nie całą ich gospodarkę rolną.
  2. Kraje mocno wrażliwe (Kostaryka, Ekwador, Peru): W ich przypadku sprzedaż do UE stanowi od 7% do 14% całego rolniczego PKB, co czyni je najbardziej podatnymi na zawirowania.
  3. Przekierowanie handlu: Większość eksporterów będzie w stanie przekierować część towarów na rynki pozaunijne lub do przetwórstwa krajowego, jednak sprzedaż poza UE wiąże się zazwyczaj z uzyskiwaniem niższych cen.
  4. Zależność UE: Unia pozostaje zależna od importu wybranych produktów niszowych (np. migdały, orzechy laskowe, figi), gdzie rygorystyczne normy pozostałości pestycydów i brak zamienników mogą wywołać lokalne podwyżki cen importowych o 2% do 9%.

Co to oznacza w praktyce?

Dla polskiego rolnika:

  • Bardziej wyrównana konkurencja: Dostawcy z Ameryki Południowej czy Azji muszą dostosować się do tych samych wymogów co rolnicy w UE. Aby spełnić wyśrubowane normy pozostałości pestycydów, poniosą wyższe koszty ochrony roślin, co ograniczy ich przewagę cenową nad polskim surowcem.
  • Presja na koszty pasz (ryzyko dla hodowców): Gdyby zagraniczni producenci soi zignorowali nowe przepisy, ewentualne ograniczenia w imporcie śruty sojowej mogłyby wywołać podwyżki cen pasz w kraju. Przy szybkim dostosowaniu technologicznym ryzyko to pozostaje minimalne.
  • Szansa dla lokalnej produkcji: Surowsze kontrole owoców i warzyw z państw trzecich stwarzają większą przestrzeń dla sprzedaży rodzimych warzyw i owoców na rynku unijnym.

Dla polskiego konsumenta:

  • Gwarancja bezpieczniejszej żywności: Żywność trafiająca do sklepów w Polsce i całej Unii – bez względu na kraj pochodzenia – musi spełniać te same, rygorystyczne normy pozostałości pestycydów.
  • Umiarkowany wpływ na portfel: W realnym scenariuszu podwyżki cen w sklepach będą niewielkie (od kilku dziesiątych do paru procent na produktach importowanych, takich jak cytrusy, kawa czy winogrona).

Źródło:
Opracowanie własne na podstawie raportu technicznego Wspólnego Centrum Badawczego (JRC) Komisji Europejskiej z dnia 11 sierpnia 2026 r.

Zanim powstał Bizon, był Rekin. Mało kto pamięta ten polski kombajn

0
Rekin KZS-4

Historia polskich kombajnów zbożowych kojarzy się przede wszystkim z Bizonem. Zanim jednak charakterystyczne czerwone maszyny zaczęły opuszczać Fabrykę Maszyn Żniwnych w Płocku, konstruktorzy próbowali stworzyć następcę wysłużonej Vistuli. Tak powstał KZS-4, nazywany przez pracowników fabryki Rekinem. Maszyna miała być znacznie wydajniejsza od poprzednika i odpowiadać na zmieniające się potrzeby rolnictwa. Projekt wyglądał obiecująco, lecz próby eksploatacyjne obnażyły problemy, których nie udało się skutecznie wyeliminować.

Rekin nie trafił do produkcji seryjnej. Mimo tego trudno uznać go za całkowicie nieistotny epizod. Nieudany projekt pojawił się w bardzo ważnym momencie historii płockiej fabryki, a po jego zakończeniu konstruktorzy rozpoczęli prace, z których narodził się późniejszy Bizon.

Dlaczego powstał kombajn Rekin KZS-4?

Na początku lat 60. podstawowym kombajnem wytwarzanym w Płocku była Vistula KZB-3. Konstrukcja odegrała ogromną rolę w mechanizacji polskich żniw, ale wraz ze wzrostem gospodarstw i wymagań dotyczących wydajności zaczęły uwidaczniać się jej ograniczenia. Fabryka już wtedy osiągała zdolność produkcyjną liczonych w tysiącach sztuk kombajnów rocznie i posiadała rozbudowane zaplecze konstrukcyjne oraz prototypownię.

Konstruktorzy zaczęli więc pracować nad następcą Vistuli. Założenie było ambitne. Nowa maszyna miała osiągać przepustowość około 4 do 5 kg masy na sekundę, czyli wyraźnie więcej niż produkowany dotąd kombajn. Projekt otrzymał oznaczenie KZS-4. Przy jego opracowaniu Fabryka Maszyn Żniwnych współpracowała z Przemysłowym Instytutem Maszyn Rolniczych w Poznaniu.

Prace nabrały tempa w 1963 roku, a już na początku lipca 1964 roku z płockiej prototypowni wyjechał egzemplarz modelowy nowego kombajnu. Konstrukcja powstawała pod kierunkiem inżyniera Tadeusza Michalskiego, kierującego Zakładowym Biurem Konstrukcyjnym.

Rekin miał być dwa razy wydajniejszy od Vistuli

Parametry zapowiadały spory skok w porównaniu z wcześniejszą maszyną. Podczas prezentacji prototypu Bolesław Rostowski informował, że KZS-4 dysponował zespołem żniwnym o szerokości cięcia około 4 metrów, natomiast szerokość młocarni wynosiła 1,2 metra. Napęd zapewniał silnik produkowany przez FSC w Starachowicach.

Najważniejszym parametrem była jednak przepustowość. Rekin miał przerabiać około 4 kg masy na sekundę. Dla porównania przepustowość wcześniejszych konstrukcji tego typu była znacznie niższa. W praktyce nowa maszyna miała być mniej więcej dwukrotnie wydajniejsza od Vistuli.

KZS-4 nie był przy tym kolejnym kombajnem zbudowanym na zagranicznej licencji. Konstruktorzy przedstawiali go jako własny projekt FMŻ wykorzystujący współczesne rozwiązania techniki kombajnowej. To ważne, ponieważ pierwsze powojenne kombajny produkowane w Płocku miały znacznie silniejsze związki z rozwiązaniami radzieckimi. Rekin miał pokazać, że polska fabryka potrafi opracować znacznie nowocześniejszą maszynę samodzielnie.

Dlaczego KZS-4 nazwano Rekinem?

Nazwa Rekin nie była oficjalnym oznaczeniem handlowym w takim znaczeniu, w jakim później używano nazwy Bizon. Tak zaczęli nazywać prototyp pracownicy płockiej fabryki. Określenie przyjęło się jednak na tyle dobrze, że właśnie jako Rekin KZS-4 maszyna funkcjonuje obecnie w opracowaniach dotyczących historii FMŻ.

Sam wygląd konstrukcji również wyraźnie odróżniał ją od późniejszych Bizonów. Dzisiaj Rekin jest szczególnie interesujący dla miłośników starej techniki właśnie dlatego, że stanowi brakujące ogniwo między epoką Vistuli a maszynami, które w kolejnej dekadzie stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych produktów polskiego przemysłu maszynowego.

Co poszło nie tak z Rekinem KZS-4?

Na papierze projekt wyglądał bardzo dobrze. Problem pojawił się, gdy kombajn zaczął przechodzić prawdziwe próby. Badania wytrzymałościowe i eksploatacyjne wykazały liczne usterki zarówno wytrzymałościowe, jak i funkcjonalne. Konstrukcja nie była jeszcze gotowa do wprowadzenia do produkcji seryjnej.

Maszyna wróciła więc do fabryki. Konstruktorzy rozpoczęli poprawki i próbowali doprowadzić projekt do stanu umożliwiającego seryjną produkcję. Nie była to jedna nieudana próba zakończona natychmiastowym porzuceniem pomysłu. Nad Rekinem pracowano przez kolejne sezony.

Jeszcze w 1966 roku liczono na to, że konstrukcja zostanie dopracowana i ostatecznie pokaże swoje możliwości podczas żniw. W pracach nad poprawkami uczestniczyli między innymi Tadeusz Michalski, Bolesław Rostowski, Roch Danielewicz, Wiktor Kardasz i Tadeusz Krajewski. Mimo kolejnych zmian kombajn nadal sprawiał jednak problemy.

Kiedy zakończono prace nad Rekinem?

Poprawiany KZS-4 był poddawany dalszym próbom eksploatacyjnym aż do jesieni 1966 roku. Wtedy zapadła decyzja o definitywnym zakończeniu prac nad projektem. Rekin nie doczekał się więc produkcji seryjnej, choć prace nad nim trwały około dwóch lat od prezentacji egzemplarza modelowego.

Dla Fabryki Maszyn Żniwnych była to bardzo poważna sytuacja. Vistula przestawała odpowiadać wymaganiom rynku, a jej przygotowywany następca nie zdał egzaminu. W kolejnych latach zainteresowanie starszym modelem zaczęło spadać, podczas gdy zakład wciąż nie miał nowoczesnego kombajnu gotowego do masowej produkcji.

Problem był na tyle poważny, że rozważano nawet odejście od produkcji kombajnów w Polsce i pokrywanie potrzeb rolnictwa importem. Dla płockiej fabryki oznaczałoby to zmianę profilu działalności i potencjalne zwolnienie około tysiąca pracowników.

Porażka Rekina otworzyła drogę do Bizona

W tym miejscu historia KZS-4 robi się szczególnie ciekawa. Niepowodzenie Rekina mogło doprowadzić do zakończenia produkcji polskich kombajnów, ale w FMŻ zdecydowano się na jeszcze jedną próbę. Powstał nieformalny zespół konstruktorów kierowany przez Bolesława Rostowskiego. Jego zadaniem było stworzenie od podstaw nowoczesnego kombajnu odpowiadającego światowym wymaganiom.

Czasu było niewiele. Pierwsze prototypy kolejnej konstrukcji pojawiły się już w 1968 roku. Tym razem projekt zakończył się zupełnie inaczej. Powstał KZS-3 Bizon, wyposażony między innymi w hydrauliczne wspomaganie układu kierowniczego oraz hydrauliczne sterowanie mechanizmami maszyny dostępne ze stanowiska operatora.

Przyszłość polskiego kombajnu nadal nie była jednak przesądzona. Pod uwagę brano między innymi import radzieckiej Niwy albo wschodnioniemieckiego Fortschritta E 512. Dopiero porównawcze badania maszyn pomogły wykazać możliwości Bizona. Seryjna produkcja ruszyła w 1971 roku, rozpoczynając zupełnie nowy okres w historii płockiej fabryki.

Czy Rekin KZS-4 naprawdę był największą porażką FMŻ?

Takie określenie jest efektowne i dobrze pokazuje skalę zawodu związanego z projektem, ale historycznie warto spojrzeć na Rekina szerzej. Kombajn rzeczywiście nie spełnił oczekiwań. Miał być następcą Vistuli, otrzymać dwukrotnie większą przepustowość i zapewnić płockiej fabryce nowoczesny produkt na kolejne lata. Zamiast tego przez dwa sezony walczono z problemami konstrukcyjnymi, a w 1966 roku projekt zamknięto.

Nie oznacza to jednak, że doświadczenia zdobyte podczas jego konstruowania były bezwartościowe. W płockim zakładzie pozostali ludzie, zaplecze techniczne i wiedza zdobyta podczas projektowania oraz prób. Zaledwie kilka lat później ta sama fabryka stworzyła Bizona, który zamiast krótkiego epizodu stał się całą rodziną kombajnów produkowaną przez następne dekady.

Rekin pozostał natomiast maszyną, której większość rolników nigdy nie miała okazji zobaczyć podczas normalnych żniw. Był ambitnym prototypem z połowy lat 60., który miał zastąpić Vistulę, lecz nie zdołał pokonać problemów wieku dziecięcego. Paradoksalnie jego porażka przyczyniła się do sytuacji, w której konstruktorzy FMŻ musieli podjąć jeszcze większe ryzyko. Tym razem jego efektem był kombajn, którego nazwa do dziś zna praktycznie każdy polski rolnik.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=PjUO_qHJ1vc

Żywność z Ukrainy: Ruszyła budowa wielkiej fabryki przetwórstwa ziemniaków. Co to oznacza dla polskich rolników?

0
Żywność z Ukrainy
Ilustracja poglądowa (AI)

Żywność z Ukrainy: W obwodzie czerkaskim na Ukrainie oficjalnie ruszyła budowa dużego zakładu przetwórstwa ziemniaków. Inwestycja w Parku Przemysłowym Biosens ma całkowicie zmienić lokalny rynek: najpierw odciąć kraj od importu mąki ziemniaczanej i frytek, a potem rzucić wyzwanie eksporterom w regionie.

Czytaj również:

Co dokładnie powstaje w obwodzie czerkaskim?

Projekt jest podzielony na etapy i mocno wspierany przez państwo, które dopłaca do dróg i przyłączy gazowych:

  • I etap (do końca 2026 / początek 2027 r.): Powstanie hala o powierzchni 6,5 tys. m² z linią do produkcji mąki ziemniaczanej. Zakład ma wypuszczać 25 tysięcy ton mąki rocznie. Koszt tej części to 960 mln UAH (ok. 23 mln USD).
  • II i III etap (od 2027 r.): Uruchomienie gigantycznej produkcji mrożonych frytek – od 60 do 150 tysięcy ton rocznie. Inwestycja pochłonie kolejne miliardy hrywien.
  • Zaplecze: Przechowalnia na 20 tys. ton ziemniaków, własna elektrociepłownia oraz zakład przetwarzający odpady (obierki) na białko i skrobię.

Do tej pory Ukraina sprowadzała mąkę ziemniaczaną i frytki z zewnątrz – obsługując m.in. sieci takie jak McDonald’s czy KFC. Nowa fabryka ma najpierw w 100% pokryć zapotrzebowanie wewnętrzne, a nadwyżki wysłać za granicę.

Co to oznacza dla polskich rolników i przetwórców?

Dla polskiego sektora rolnego to jasny sygnał, że zasady gry na rynku zaczynają się zmieniać.

  1. Koniec łatwego eksportu na Wschód: Do tej pory polskie i zachodnie przetwórnie sprzedawały na Ukrainę gotowe frytki czy skrobię. Ten rynek za chwilę się zamknie.
  2. Nowy rywal na rynku frytek i skrobi: Gdy zakład osiągnie pełną moc (150 tys. ton frytek), ukraińskie firmy będą szukać kupców w państwach ościennych – w tym w UE.
  3. Konkurencja produktem, a nie tylko surowcem: Polscy rolnicy i firmy przetwórcze muszą pamiętać, że Ukraina przestaje być tylko dostawcą taniego surowca. Zaczyna budować własny przemysł i będzie rywalizować gotowym towarem z wyższą marżą.
  4. Presja na koszty: Niższe koszty pracy, energii i własny, tani surowiec na Ukrainie sprawią, że nowo powstałe zakłady będą mogły dyktować bardzo konkurencyjne ceny.

Dla polskich producentów ziemniaka przemysłowego i krajowych przetwórni oznacza to jedno: kluczem do utrzymania się na rynku będzie jeszcze większa wydajność, wysoka jakość i długoterminowe umowy kontraktacyjne.

Rekordowe zyski koncernów paliwowych a koszty rolników. Orlen śrubuje marże, a na 2 zł zwrotu akcyzy wciąż czekamy

0
Rekordowe zyski koncernów paliwowych

Zyski koncernów paliwowych po raz kolejny stają się tematem numer jeden na globalnych i krajowych rynkach energii. Podczas gdy światowe koncerny naftowe osiągają historyczne marże, w Polsce uwaga gospodarstw rolnych i przetwórców skupia się na cenach oleju napędowego (ON) przy dystrybutorach, wysokich marżach detalicznych oraz braku realizacji obietnic rządowych dotyczących wsparcia rolnictwa.

Sprawdź ceny paliw od poniedziałku:

Globalna hossa naftowa: miliardy dolarów w pojedynczy kwartał

Analiza opublikowana przez brytyjski dziennik „The Guardian” pokazuje prawdziwą skalę finansowych żniwa w branży wydobywczej i rafineryjnej. Wyliczenia wskazują, że osiem największych koncernów paliwowych świata (w tym tacy giganci jak Saudi Aramco, ExxonMobil, Chevron, BP, Shell czy TotalEnergies) wygenerowało w zaledwie jeden kwartał prawie 93 miliardy dolarów zysku netto.

To zawrotna kwota przekraczająca 700 tysięcy dolarów czystego zysku na minutę. Eksperci zwracają uwagę na drastyczną asymetrię: rekordowe zyski paliwowych gigantów powstają w warunkach wysokich cen surowców energetycznych, za które wprost płacą odbiorcy końcowi – w tym sektor rolniczy, dla którego olej napędowy jest kluczowym czynnikiem produkcji.

Rządowe próby opodatkowania nadzwyczajnych zysków i brak zgody prezydenta

Wobec gigantycznych marż sektorowych w Polsce rozgorzała dyskusja o sprawiedliwym podziale tych dochodów. Rząd podjął próby wprowadzenia specjalnych regulacji – tzw. windfall tax, czyli podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych i energetycznych. Środki te miały w założeniu trafić bezpośrednio na sfinansowanie programów osłonowych i tarczy antyinflacyjnej, obniżającej ceny paliw na stacjach.

Próby opodatkowania paliwowych marż napotkały jednak na zdecydowany opór legislacyjny i polityczny. Kluczowe rozwiązania uderzające w dochody koncernów zostały zablokowane i skierowane do Trybunału Konstytucyjnego pod zarzutem łamania zasady niedziałania prawa wstecz oraz naruszania stabilności spółek giełdowych. W efekcie mechanizm, który miał ściągnąć miliardy złotych z marż rafineryjnych i przekierować je do kieszeni kierowców oraz rolników, utknął w procedurach prawnych, pozostawiając koncerny z niezagrożonymi zyskami.

Zmiana rządu i drastyczny skok marż detalicznych Orlenu

Na krajowym rynku paliwowym kluczowym czynnikiem staje się wyraźny zwrot w polityce cenowej, jaki nastąpił po ostatniej zmianie rządu. Nasze analizy rynkowe jednoznacznie wskazują na drastyczny skok średnich marż detalicznych na stacjach paliw.

O poziomie cen i narzutach w Polsce w praktyce decyduje PKN Orlen, który jako dominujący gracz podyktował nowe warunki gry. Po okresie sztucznego przytrzymywania cen na dystrybutorach przed wyborami, zmiana układu politycznego przyniosła gwałtowne uszczelnienie i wzrost marż. Płocki koncern buduje swoje wyniki finansowe na wyższych narzutach, co bezpośrednio uderza w portfele rolników tankujących ciągniki i kombajny w szczycie prac sezonowych.

Narodowy charakter Orlenu: zyski akcjonariuszy czy bezpieczeństwo rolnictwa?

W tym miejscu ujawnia się podstawowy dylemat dotyczący funkcjonowania płockiego koncernu. Narodowy charakter PKN Orlen każe zadać fundamentalne pytanie: Czy nadrzędnym celem strategicznej spółki Skarbu Państwa ma być maksymalizacja zysków i wypłata tłustych dywidend dla akcjonariuszy, czy też ochrona krajowej gospodarki przed impulsami inflacyjnymi?

Sektor rolny jest fundamentem bezpieczeństwa żywnościowego kraju. Gdy państwowy gigant paliwowy śrubuje marże detaliczne, transferuje kapitał z kieszeni polskich producentów żywności do budżetu spółki i portfeli inwestorów. W warunkach kryzysowych lub szczytu prac polowych narodowy czempion powinien pełnić rolę bufora stabilizującego ceny, a nie maszynki do generowania rekordowych wyników finansowych kosztem rodzimych gospodarstw.

Obietnica 2 zł zwrotu akcyzy – rolnicy wciąż czekają

W tle dyskusji o tym, jak powstają rekordowe zyski paliwowych gigantów, o nieudanych próbach ich opodatkowania oraz o roli Orlenu, rośnie rozczarowanie producentów rolnych brakiem wiążących decyzji w sprawie stawek zwrotu podatku akcyzowego za olej napędowy.

Minister rolnictwa publicznie deklarował podniesienie stawki zwrotu do poziomu 2 zł do litra ON, co miało stanowić realną tarczę osłonową przed drożejącym paliwem. Do dziś jednak brak konkretnych rozporządzeń realizujących tę zapowiedź w pełnym wymiarze, a rolnicy przy dystrybutorach płacą rynkowe stawki powiększone o wyśrubowane marże stacji.

Podsumowanie

  1. Płynność finansowa gospodarstw pod presją: Wyższe marże detaliczne Orlenu po zmianie rządu, zablokowanie podatku od nadzwyczajnych zysków oraz brak waloryzacji zwrotu akcyzy do obiecanych 2 zł wymuszają na rolnikach zamrażanie znacznych środków finansowych w szczycie prac polowych.
  2. Konieczność redefiniowania priorytetów: Przykłady opisane przez „The Guardian” jednoznacznie dowodzą, że rekordowe zyski paliwowych gigantów napędzane są wysokimi marżami. W Polsce spółka o statucie narodowym musi jednak w końcu odpowiedzieć na pytanie, po której stronie stoi: komercyjnego zysku akcjonariuszy czy stabilności polskiego rolnictwa.

Dla polskiego gospodarza kluczowe pozostaje pytanie, czy państwo wykorzysta swoje narzędzia i zrealizuje deklarację 2 zł zwrotu akcyzy, zanim koszty paliwa ostatecznie zachwieją rentownością produkcji żywności.

Bydło kuleje i niechętnie wstaje? Przyczyną może być zapalenie stawów

0
Czy napewno skarmiasz bydło odpowiednią paszą?

Zapalenie stawów u bydła może początkowo wyglądać jak zwykła kulawizna albo niewielki uraz nogi. Problem w tym, że zwierzę nie powie, gdzie dokładnie odczuwa ból, a rozwijająca się infekcja może w krótkim czasie doprowadzić do poważnych zmian w obrębie stawu. Szczególną uwagę trzeba zwrócić na cielęta, u których zapalenie stawów może mieć związek z zakażeniem ogólnoustrojowym. Jak rozpoznać pierwsze objawy i czym różnią się one od zwykłego urazu?

Zapalenie stawów u bydła objawy, które można zauważyć jako pierwsze

Najbardziej charakterystycznym sygnałem jest kulawizna. Jej nasilenie zależy od tego, który staw został zajęty i jak zaawansowany jest proces chorobowy. Zwierzę może początkowo jedynie ostrożniej stawiać kończynę, skracać krok albo przenosić ciężar ciała na pozostałe nogi. Przy silnym stanie zapalnym może praktycznie przestać obciążać chorą kończynę.

W przypadku septycznego zapalenia stawu kulawizna może pojawić się nagle i być bardzo wyraźna. Według Merck Veterinary Manual zajęty staw jest często powiększony, ciepły oraz bolesny podczas dotykania.

Rolnik powinien więc zwrócić uwagę nie tylko na sposób chodzenia krowy czy cielęcia, ale również na wygląd kończyny. Alarmujące mogą być:

  • obrzęk w okolicy stawu,
  • wyraźne ocieplenie skóry,
  • bolesność podczas dotyku,
  • niechęć do obciążania nogi,
  • sztywniejszy chód,
  • częstsze leżenie,
  • trudności ze wstawaniem,
  • zmniejszona aktywność.

Przy ciężkim przebiegu zwierzę może mieć poważny problem z poruszaniem się. Jeżeli zapaleniem objętych jest kilka stawów, normalne wstawanie i chodzenie może być jeszcze trudniejsze.

Jak wygląda chory staw u krowy lub cielęcia?

Zmiany nie zawsze są bardzo dobrze widoczne z kilku metrów. Warto porównać podejrzany staw ze stawem znajdującym się na przeciwległej kończynie. Różnica wielkości, obrzęk albo nietypowy kształt mogą być pierwszym sygnałem problemu.

Przy ostrym procesie zapalnym okolica stawu może być wyraźnie cieplejsza. Zwierzę może reagować na ucisk odsuwaniem nogi, napinaniem mięśni, próbą odejścia lub inną reakcją wskazującą na ból.

W septycznym zapaleniu stawu może dochodzić również do gromadzenia się płynu w jamie stawowej. Badanie radiologiczne na początkowym etapie może wykazywać obrzęk tkanek miękkich i zwiększoną ilość płynu w stawie. W bardziej zaawansowanych przypadkach możliwe są już zmiany dotyczące kości oraz struktur znajdujących się wokół stawu.

To jeden z powodów, dla których długotrwałej kulawizny nie powinno się obserwować przez wiele dni z nadzieją, że sama ustąpi. Im dłużej trwa poważny stan zapalny, tym większe może być uszkodzenie struktur stawowych.

Czy przy zapaleniu stawów bydło ma gorączkę?

Gorączka może wystąpić, ale jej brak nie wyklucza choroby stawu. Jest to szczególnie ważne w praktyce, ponieważ prawidłowa temperatura ciała może uśpić czujność hodowcy.

Jeżeli zapalenie stawów jest częścią zakażenia ogólnoustrojowego, oprócz kulawizny mogą pojawiać się osowiałość, pogorszenie apetytu, słabsze pobieranie mleka przez cielę, zahamowanie wzrostu czy inne oznaki choroby. U młodych cieląt zakażenia ogólnoustrojowe mogą prowadzić między innymi do zapalenia stawów. MSD Veterinary Manual opisuje takie miejscowe infekcje między innymi u cieląt w wieku od około 7 do 28 dni.

Z drugiej strony przy niektórych zakażeniach cielę może pozostawać stosunkowo aktywne mimo bolesnych, powiększonych stawów. Dlatego ważniejsza od pojedynczego objawu jest ocena całego zwierzęcia.

Zapalenie stawów u cieląt może mieć związek z inną infekcją

Szczególną uwagę należy poświęcić problemom stawowym u najmłodszych zwierząt. Bakterie mogą przedostawać się do krwiobiegu, a następnie docierać do różnych tkanek, w tym do stawów.

Jednym z możliwych źródeł zakażenia u młodego cielęcia jest okolica pępka. Ryzyko poważnych infekcji zwiększa się również wtedy, gdy noworodek nie otrzyma odpowiedniej ilości dobrej jakości siary i ochrona wynikająca z przeciwciał matczynych jest niewystarczająca.

Nie zawsze zajęty jest tylko jeden staw. W przypadku zapalenia wielu stawów należy brać pod uwagę proces ogólnoustrojowy. Merck Veterinary Manual wskazuje między innymi na zakażenia związane z pępkiem oraz Mycoplasma jako możliwe przyczyny takiego obrazu.

Problemy ze stawami mogą również występować podczas zakażeń określonymi drobnoustrojami. Przykładem jest Mycoplasma bovis, która jest jedną z przyczyn przewlekłych chorób układu oddechowego i zapalenia stawów u młodego bydła.

Czy każda kulawizna oznacza zapalenie stawu?

Nie. To bardzo istotne, ponieważ kulawizna jest objawem wielu chorób bydła. Źródłem bólu może być racica, skóra międzyracicowa, kość, mięsień, ścięgno albo sam staw.

Przy nagłym pojawieniu się kulawizny trzeba więc obejrzeć również racicę. Owrzodzenie podeszwy, uraz, ciało obce, choroba linii białej czy infekcja tkanek stopy mogą dawać objawy przypominające problemy stawowe.

Sama obserwacja sposobu chodzenia zazwyczaj nie wystarczy do pewnego rozpoznania. Trzeba ustalić, skąd dokładnie pochodzi ból. Lekarz weterynarii może przeprowadzić badanie kończyny, ocenić poszczególne stawy i racice oraz zdecydować, czy konieczne są dalsze badania.

Jak lekarz weterynarii rozpoznaje zapalenie stawu?

Podstawą jest badanie kliniczne. Ocenia się stopień kulawizny, wielkość stawu, jego temperaturę, bolesność oraz zakres ruchu. Informacje o wieku zwierzęcia, wcześniejszych urazach, chorobach układu oddechowego, problemach z pępkiem czy zachorowaniach innych sztuk również mogą naprowadzić na przyczynę.

W razie podejrzenia infekcji stawu możliwe jest pobranie płynu maziowego, czyli wykonanie artrocentezy. Analiza płynu pomaga ustalić, czy w stawie trwa proces zapalny lub zakaźny. Przy septycznym zapaleniu płyn może być mętny i zawierać dużą liczbę komórek zapalnych.

W diagnostyce wykorzystuje się również ultrasonografię i badanie RTG. USG pozwala między innymi ocenić ilość płynu, pogrubienie struktur stawu oraz obecność włóknika czy innych nieprawidłowości. RTG może pomóc wykryć bardziej zaawansowane zmiany dotyczące kości.

Kiedy zapalenie stawu u bydła wymaga szybkiej reakcji?

Szczególnie niepokojąca jest nagła, silna kulawizna połączona z gorącym, obrzękniętym i bolesnym stawem. Takiego przypadku nie warto traktować jak zwykłego przeciążenia kończyny.

Pilnego kontaktu z lekarzem weterynarii wymaga również sytuacja, gdy cielę nie chce wstawać, nie obciąża kończyny, ma powiększonych kilka stawów, przestaje pobierać pokarm lub wykazuje dodatkowe objawy zakażenia.

W przypadku infekcji czas rozpoczęcia właściwego leczenia ma duże znaczenie. Nieleczone septyczne zapalenie może prowadzić do postępującego niszczenia struktur stawu. W zaawansowanych przypadkach badania obrazowe mogą wykazywać między innymi uszkodzenia kości podchrzęstnej i zmiany okołostawowe.

Nie powinno się również samodzielnie dobierać antybiotyku wyłącznie na podstawie obecności kulawizny. Najpierw trzeba ustalić jej przyczynę, ponieważ zupełnie inaczej postępuje się przy zakażeniu stawu, urazie, schorzeniu racicy czy przewlekłych zmianach zwyrodnieniowych.

Co obserwować w stadzie, aby szybciej wykryć problem?

Najłatwiej zauważyć pierwsze zmiany podczas regularnego obserwowania bydła w ruchu. Warto patrzeć, czy wszystkie sztuki poruszają się podobnie, swobodnie podchodzą do stołu paszowego i bez wyraźnego wysiłku wstają z legowiska.

Podejrzenie powinno wzbudzić zwierzę, które nagle zaczyna zostawać z tyłu, krócej obciąża jedną nogę, stoi z kończyną ustawioną w nietypowej pozycji albo częściej niż zwykle leży. U cieląt należy dodatkowo oglądać pępek i zwracać uwagę na ogólną kondycję, apetyt oraz ewentualne objawy ze strony układu oddechowego.

Wczesne wykrycie kulawizny daje możliwość szybszego zlokalizowania problemu. Jeżeli jednocześnie pojawia się obrzęk, ciepło i bolesność stawu, podejrzenie zapalenia staje się znacznie większe i zwierzę powinno zostać zbadane przez lekarza weterynarii.

Są głośne, ale potrafią się odwdzięczyć. Perliczki chętnie zjadają kleszcze

0
perliczki

Perliczki coraz częściej pojawiają się nie tylko w gospodarstwach, ale również na większych przydomowych działkach. Ptaki te są ruchliwe, bardzo chętnie poszukują pokarmu na ziemi i zjadają różnego rodzaju bezkręgowce. Z tego powodu od lat można spotkać się z opinią, że perliczki są naturalnym sposobem na kleszcze. Czy rzeczywiście perliczki są dobre na kleszcze i warto hodować je właśnie w tym celu? Odpowiedź nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać.

Czy perliczki jedzą kleszcze?

Tak, perliczki mogą zjadać kleszcze. Są ptakami wszystkożernymi, które podczas swobodnego przemieszczania się po terenie wyszukują między innymi owady, pajęczaki, larwy, robaki oraz nasiona. Kleszcz może więc stać się ich pokarmem, jeśli zostanie zauważony podczas żerowania.

To właśnie z tego zachowania wzięła się popularność perliczek jako naturalnych pogromców kleszczy. Ptaki przez dużą część dnia przemieszczają się po trawie, zaglądają pod rośliny i wyszukują niewielkie organizmy znajdujące się na powierzchni ziemi.

Nie oznacza to jednak, że perliczka chodzi po działce specjalnie w poszukiwaniu kleszczy. Są one tylko jednym z wielu potencjalnych składników jej diety. Badania i opracowania uczelni rolniczych wskazują, że perliczki mogą je zjadać, ale ilość zjadanych kleszczy nie musi być wystarczająca, aby wyraźnie ograniczyć ich populację.

Czy perliczki są dobre na kleszcze?

Jeżeli pytanie dotyczy tego, czy perliczki mogą być jednym z elementów ograniczania liczby kleszczy wokół domu lub gospodarstwa, odpowiedź brzmi: tak. Jeżeli natomiast oczekujemy, że kilka ptaków oczyści działkę z kleszczy, nie należy na to liczyć.

To ważne rozróżnienie. Wokół perliczek powstała bowiem opinia, że są wyjątkowo skutecznym biologicznym środkiem zwalczającym kleszcze. Tymczasem wyniki badań nie są jednoznaczne.

Badanie opublikowane w 2024 roku, dotyczące perliczek hełmiastych i kleszcza Amblyomma americanum, nie wykazało skutecznego ograniczenia liczby kleszczy ani ryzyka związanego z przenoszonymi przez nie patogenami. Badacze zwrócili przy tym uwagę na dodatkową komplikację: same perliczki mogą stać się żywicielami niektórych stadiów kleszczy.

Dlatego perliczki najlepiej traktować jako naturalnych konsumentów różnych bezkręgowców, którzy przy okazji mogą zjadać również kleszcze.

Ile kleszczy dziennie zjada perliczka?

W internecie można znaleźć bardzo konkretne liczby opisujące rzekomą dzienną liczbę kleszczy zjadanych przez jedną perliczkę. Do takich informacji należy podchodzić ostrożnie.

Nie istnieje jedna wiarygodna liczba, którą można zastosować do każdego ptaka. Ilość zjadanych kleszczy zależy od tego, czy w ogóle występują one w miejscu żerowania, jakie inne źródła pokarmu znajdują się na danym terenie oraz jak długo ptaki mogą swobodnie chodzić po działce.

Perliczka nie wybiera wyłącznie kleszczy. Jeżeli znajdzie łatwiejszy do zdobycia pokarm, na przykład chrząszcza, konika polnego, larwę czy inne niewielkie zwierzę, również go zje.

Penn State Extension, analizując dostępne badania dotyczące drobiu jako naturalnego sposobu kontroli kleszczy, wskazuje, że zarówno kury, jak i perliczki rzeczywiście jedzą kleszcze, ale prawdopodobnie nie w ilości wystarczającej do znaczącego zmniejszenia ich populacji.

Dlaczego uważa się, że perliczki odstraszają kleszcze?

Duże znaczenie ma sposób życia tych ptaków. Perliczki bardzo dużo chodzą i aktywnie żerują. Jeżeli mają możliwość swobodnego poruszania się po gospodarstwie, mogą przez cały dzień przeczesywać trawniki, obrzeża zarośli, sady czy przestrzeń wokół budynków.

W przeciwieństwie do części kur zwykle przemieszczają się na większe odległości i sprawnie wyszukują drobne organizmy. W miejscach, gdzie znajduje się dużo owadów, ich aktywność może być łatwo zauważalna.

Starsze źródła oraz niektóre opracowania uniwersyteckie wskazywały perliczki jako ptaki wykorzystywane do ograniczania liczby kleszczy. University of Connecticut podawał między innymi, że były one wykorzystywane do zmniejszania populacji kleszczy związanych z ryzykiem boreliozy. Nowsze badania pokazują jednak, że rzeczywista skuteczność takiej metody jest znacznie trudniejsza do potwierdzenia.

Czy perliczki są lepsze na kleszcze niż kury?

Zarówno kury, jak i perliczki mogą zjadać kleszcze oraz wiele innych bezkręgowców. Różnią się jednak sposobem poruszania się i zachowaniem podczas żerowania.

Perliczki są bardzo aktywne i potrafią oddalać się od miejsca noclegowego, jeżeli mają możliwość swobodnego chodzenia. Z tego powodu mogą przeczesywać większą powierzchnię gospodarstwa.

Kury częściej intensywnie rozgrzebują ziemię. Może to być zaletą przy wyszukiwaniu pokarmu, ale jednocześnie jest problemem w ogrodzie, gdzie mogą uszkadzać grządki, młode rośliny albo ściółkę.

Nie można natomiast powiedzieć, że perliczki zostały naukowo potwierdzone jako znacznie skuteczniejszy sposób walki z kleszczami. University of Maine wskazuje, że zarówno kury, jak i perliczki są często przedstawiane jako biologiczna metoda kontroli kleszczy, choć badania nie potwierdzają wystarczającej skuteczności ich żerowania w ograniczaniu lokalnej populacji tych pajęczaków.

Czy warto trzymać perliczki na działce ze względu na kleszcze?

Jeżeli ktoś i tak planuje hodowlę drobiu, możliwość zjadania kleszczy można uznać za dodatkową zaletę perliczek. Nie powinna być jednak jedynym powodem zakupu tych ptaków.

Perliczki wymagają odpowiednich warunków utrzymania. Potrzebują bezpiecznego miejsca do nocowania, dostępu do paszy i wody, a przy swobodnym wybiegu trzeba liczyć się z tym, że mogą przemieszczać się poza obszar, który właściciel chciałby im wyznaczyć.

Są także bardzo charakterystyczne pod względem zachowania. Potrafią być głośne i alarmują donośnym głosem, kiedy zauważą coś nietypowego. W gospodarstwie położonym z dala od sąsiadów nie musi to być problemem, natomiast na niewielkiej działce otoczonej zabudową może szybko stać się uciążliwe. Na tę cechę zwracają uwagę również źródła doradcze dotyczące hodowli perliczek.

Dlatego decyzję o hodowli warto podejmować z myślą o samych ptakach, a ograniczanie liczby owadów i kleszczy traktować jako potencjalny dodatkowy efekt.

Czy perliczki mogą całkowicie usunąć kleszcze z działki?

Nie. Nawet stado swobodnie chodzących perliczek nie daje gwarancji pozbycia się kleszczy.

Kleszcze występują nie tylko na otwartych trawnikach. Mogą znajdować odpowiednie warunki między innymi w wysokiej roślinności, ściółce, na obrzeżach zarośli i w miejscach, do których ptaki niekoniecznie regularnie docierają.

Ich cykl życiowy dodatkowo związany jest z obecnością różnych żywicieli. W zależności od gatunku kleszcze wykorzystują między innymi niewielkie ssaki, ptaki i większe zwierzęta. Ograniczenie jedynie części osobników znajdujących się na powierzchni działki nie oznacza więc przerwania całego cyklu rozwojowego.

Dlatego hodowla perliczek nie powinna zastępować innych metod ograniczania kontaktu z kleszczami.

Jak ograniczyć kleszcze razem z perliczkami?

Najlepiej działa podejście, w którym ptaki są tylko jednym z elementów dbania o teren. Wokół domu warto regularnie kosić trawę, ograniczać gęste zarośla w miejscach intensywnie użytkowanych oraz usuwać nadmiar zalegającej roślinności tam, gdzie przebywają domownicy.

Znaczenie ma również sposób zagospodarowania granicy pomiędzy trawnikiem a wysoką roślinnością. Kleszcze dobrze radzą sobie w wilgotnych i zacienionych miejscach, dlatego uporządkowanie takich fragmentów działki może ograniczać miejsca sprzyjające ich występowaniu.

Właśnie w takim systemie perliczki mogą być pomocne. Spacerując po gospodarstwie, zjadają różne bezkręgowce i mogą przy okazji usuwać część napotkanych kleszczy. Nie można jednak zakładać, że znajdą wszystkie osobniki.

Czy perliczki same mogą mieć kleszcze?

Tak i jest to jeden z powodów, dla których rola tych ptaków w ograniczaniu kleszczy okazuje się bardziej skomplikowana, niż sugerują proste porady.

W badaniu dotyczącym perliczki hełmiastej stwierdzono, że ptaki mogą być żywicielami nimf Amblyomma americanum. Oznacza to, że zwierzę będące potencjalnym drapieżnikiem kleszczy może jednocześnie uczestniczyć w ich relacjach z żywicielami.

Nie oznacza to, że hodowanie perliczek zwiększy liczbę kleszczy na każdej działce. Pokazuje jednak, dlaczego nie można sprowadzać całego zagadnienia do prostego stwierdzenia: Perliczki jedzą kleszcze, więc usuwają kleszcze z gospodarstwa.

Czy perliczki są dobrym naturalnym sposobem na kleszcze?

Perliczki niewątpliwie mają cechę przydatną w gospodarstwie: przez znaczną część dnia aktywnie poszukują pokarmu i zjadają wiele niewielkich bezkręgowców. Wśród nich mogą znajdować się również kleszcze. Z tego względu ich obecność może być korzystnym dodatkiem do innych metod ograniczania tych pajęczaków.

Nie warto jednak kupować kilku perliczek z przekonaniem, że po wypuszczeniu na działkę problem kleszczy zniknie. Współczesne badania nie dają podstaw do takiej obietnicy. Znacznie rozsądniej traktować je jako element gospodarstwa, który może ograniczać część owadów i pajęczaków, a jednocześnie stosować odpowiednią pielęgnację terenu i własną ochronę przed ukąszeniami.

Wyczyniec polny w zbożach. Jak go zwalczać, zanim będzie za późno?

0
Systematyczne lustracje pól pozwalają na bieżąco monitorować rozwój chwastów i innych agrofagów. Fot. M. Piśny

Wyczyniec polny staje się jednym z najpoważniejszych zagrożeń w uprawie zbóż ozimych. Dynamiczne rozprzestrzenianie się tego gatunku wymaga od plantatorów nowych narzędzi oraz kompleksowego podejścia do jego zwalczania.

Wyczyniec polny
Wczesny termin siewu zbóż ozimych i długa, ciepła jesień tworzą korzystne warunki do rozwoju wyczyńca polnego. Fot. M. Piśny

Wyczyniec polny coraz częściej pojawia się w Polsce

Jeszcze kilka lat temu wyczyniec polny był kojarzony głównie z północną (Żuławy Wiślane, Warmia i Mazury) oraz południowo- zachodnią częścią Polski (Dolny Śląsk i Opolszczyzna). Coraz częściej można go jednak zaobserwować w innych regionach kraju – na Lubelszczyźnie i w Wielkopolsce. Ekspansja tego gatunku postępuje coraz szybciej, jednak zagrożenie jest często początkowo niezauważalne lub marginalizowane.

Obecność wyczyńca polnego rozpoczyna się od pojedynczych kęp występujących na obrzeżach pola, uwrociach lub w obniżeniach terenu – i to właśnie ten moment jest kluczowy w walce. Dlaczego? Ponieważ jeżeli kilka roślin zostanie przez nas zlekceważonych i wyda nasiona, to po kilku sezonach problem może już nie dotyczyć małego obszaru pola, ale całej plantacji. Tym samym bądźmy czujni i miejmy świadomość, że zagrożenie czyha za rogiem, a w tym przypadku pewnie za miedzą.

Wyczyniec polny – występowanie i warunki rozwoju

Wyczyniec polny (Alopecurus myosuroides) jest jednorocznym gatunkiem z rodziny wiechlinowatych. Bardzo dobrze adaptuje się do intensywnej technologii uprawy zbóż ozimych. Większość roślin wschodzi w okresie jesiennym – często razem z wysiewaną pszenicą, jęczmieniem czy pszenżytem. Chwast szybko się ukorzenia, dobrze zimuje, a wiosną szybko wznawia wegetację, przechodząc w kolejne fazy rozwojowe. Korzysta przy tym z tego samego nawożenia i warunków siedliskowych, które zostały przygotowane starannie dla zbóż.

Wyczyniec polny preferuje gleby zwięzłe, gliniaste, zasobne i okresowo wilgotne. Często pojawia się w pierwszej kolejności we wspomnianych obniżeniach terenu oraz na stanowiskach o nieuregulowanych stosunkach wodnych (niedrożna melioracja i wysoka suma opadów atmosferycznych). Nie oznacza to jednak, że na lżejszej glebie nie znajdziemy żadnego okazu.

Jak rozpoznać wyczyńca polnego?

Wykształcony wyczyniec polny jest stosunkowo łatwy do rozpoznania. Późną wiosną tworzy wąski, zwarty i lekko zwężający się kwiatostan – kłosokształtną wiechę zwaną „lisim ogonem”. Problem polega na tym, że w tej fazie jest już zdecydowanie za późno na skuteczny zabieg herbicydowy na plantacji. Tym samym lustracji nie należy rozpoczynać w maju, ale już jesienią, po wschodach zbóż lub nawet po kilku dniach od siewu.

Młode siewki można pomylić najczęściej z miotłą zbożową czy życicami, które również w ostatnim czasie stają się dużym zagrożeniem na wielu plantacjach. We wczesnych fazach rozwojowych liście wyczyńca polnego są płaskie, wąskie, wyraźnie żeberkowane. Dolne pochwy liściowe mogą być czerwonawo lub purpurowo zabarwione i – co szczególnie ważne – pozbawione uszek liściowych. Posiadają natomiast dość długi i ząbkowany języczek liściowy.

Wyczyniec polny
Młode rośliny wyczyńca polnego bywają często mylone z innymi chwastami jednoliściennymi. Fot. M. Piśny

Lustracja polowa i poszukiwanie potencjalnego zagrożenia powinno objąć cały obszar plantacji. Największej uwagi wymagają przede wszystkim wspomniane już:

  • uwrocia,
  • miedze,
  • drogi przejazdowe,
  • wilgotniejsze fragmenty pola,
  • miejsca, w których w poprzednich latach widzieliśmy pojedyncze kępy.

Wnioski i obserwacje warto udokumentować, wykonując zdjęcia lub notatki w telefonie. W późniejszym okresie – a nawet w kolejnych sezonach – będziemy mogli sprawdzić rozwój i ekspansję wyczyńca polnego i ocenić skuteczność wykonanych zabiegów herbicydowych.

Co sprzyja rozwojowi wyczyńca polnego?

Wyczyniec polny „uwielbia” uproszczenia, zarówno te uprawowe, jak i płodozmianowe. Największe ryzyko jego intensywnego rozwoju występuje w zmianowaniu zdominowanym przez zboża ozime i rzepak. Wniosek? Przy obecnej – nieprawidłowej z punktu dobrej praktyki rolniczej – strukturze zasiewów zagrożone są setki tysięcy, a nawet miliony hektarów pól uprawnych. Wysiewając rokrocznie gatunki ozime, często w podobnym terminie i przy podobnej technologii uprawy, tworzymy wyczyńcowi polnemu niemal idealne warunki do powtarzania cyklu rozwojowego w kolejnych sezonach.

Wspomniane uproszczenia uprawowe są drugim czynnikiem sprzyjającym rozwojowi wyczyńca polnego. Niedbale wykonywane zabiegi na jednakową głębokość potęgują jego wschody, ponieważ nasiona kiełkują głównie z wierzchniej warstwy gleby. Po przygotowaniu stanowiska i wysianiu zbóż ozimych kolejne pokolenia wschodzą i rozwijają się wraz z rośliną uprawną.

Należy jednak zaznaczyć, że nie każdy system bezorkowy prowadzi do kompensacji wyczyńca polnego. Problem zaczyna się bowiem w momencie połączenia kilku niekorzystnych czynników, takich jak płytka uprawa, „krótki” płodozmian i bardzo wczesny siew. Największe zagrożenie niesie jednak brak rotacji substancji czynnych herbicydów, który powoduje ryzyko uodparniania się chwastów. W powyższym układzie wyczyniec polny ma idealne warunki do rozwoju.

Jak zwalczać wyczyńca polnego po żniwach?

Strategię walki z wyczyńcem polnym należy rozpocząć po zbiorze przedplonu, a przed siewem rośliny następczej. Szczególnie ważna jest w tym czasie uprawa pożniwna, a raczej kompleksowy zespół tego typu zabiegów. Co ważne, świeżo osypanych nasion nie należy od razu mieszać głęboko z glebą. Najlepiej przykryć je możliwie płytko, stwarzając odpowiednie warunki do kiełkowania. Delikatna i równomierna uprawka z użyciem agregatu talerzowego czy brony mulczowej pobudzi pierwszą pulę nasion do wschodów. Siewki zniszczymy w kolejnym zabiegu.

Na skuteczną uprawę pożniwną nie ma jednak jednego prostego scenariusza. Największy wpływ na powodzenie mechanicznej walki ma bowiem przebieg pogody i warunki wilgotnościowe. W glebie przesuszonej nie wywołamy oczekiwanych wschodów wyczyńca polnego. Tym samym należy reagować na warunki, monitorując plantację i prognozę pogody. Czasami lepiej poczekać na opad deszczu, niż bez efektu mieszać rolę.

Wyczyniec polny
Brak skutecznej ochrony herbicydowej jesienią sprawia, że wyczyniec polny wiosną jest silnie rozkrzewionym i dobrze ukorzenionym chwastem. Fot. M. Piśny

Czy orka pomaga zwalczać wyczyńca polnego?

Orka może być ważnym elementem uprawy ograniczającym rozwój wyczyńca polnego. Prawidłowe odwrócenie i wymieszanie roli pozwala umieścić nasiona w głębszych warstwach gleby, poza strefą intensywnych wschodów. Ten zabieg może przynieść jednak krótkotrwały rezultat.

W przypadku cyklicznie wykonywanej co roku orki zakopane nasiona mogą częściowo powrócić ponownie na powierzchnię gleby. To swego rodzaju – jak mawiał Wiesław Gryn, jeden z polskich pionierów uprawy bezorkowej – kinder niespodzianka czy bomba z opóźnionym zapłonem. Wobec tego na polach o dużej presji wyczyńca polnego lepsze efekty może przynieść tzw. orka rotacyjna. Wykonujemy ją raz na kilka lat, włączając do całego wieloletniego systemu.

Późniejszy siew zbóż ogranicza wyczyńca polnego

Bardzo ważnym elementem w strategii walki z wyczyńcem polnym jest możliwe opóźnienie terminu siewu zbóż ozimych. Dodatkowe dwa, a nawet trzy tygodnie mogą pozwolić na wschody kolejnej puli chwastów i ich mechaniczne zniszczenie.

Oczywiście nie oznacza to, że w każdym przypadku należy tak postępować. Wpływ na termin siewu mają przecież również czynniki, takie jak:

  • region uprawy,
  • gatunek,
  • rodzaj gleby,
  • przebieg pogody.

Na polu silnie zachwaszczonym termin optymalny dla „czystego” stanowiska nie zawsze będzie odpowiedni z punktu widzenia zwalczania wyczyńca polnego, który może wschodzić etapami przez długi czas.

Gęsty łan ogranicza rozwój wyczyńca polnego

Niebagatelne znaczenie w walce z wyczyńcem polnym ma również konkurencyjność łanu. Wyrównane wschody, odpowiednia obsada, prawidłowo dobrana odmiana i brak pustych przestrzeni nie zlikwidują wyczyńca polnego, ale ograniczą jego krzewienie oraz zdolność do wytwarzania nasion.

Przy pojedynczych i pierwszych ogniskach nie należy bać się także ręcznego usuwania niepożądanych roślin. Jeżeli obszar jest większy, czasem lepiej podjąć bolesną decyzję i wykosić niewielki fragment, tracąc część plonu, niż pozwolić chwastom wydać nasiona, a kombajnowi rozsiać je po całym polu lub – co gorsza – przewieźć je na kolejne działki.

Płodozmian w walce z wyczyńcem polnym

Siewy roślin jarych przerywają jesienny cykl rozwojowy wyczyńca polnego i dają więcej czasu i możliwości na zniszczenie kolejnych wschodów. „Pomocne” są również rośliny dwuliścienne (słonecznik, bobowate, kukurydza), w których można wykorzystać inne kombinacje herbicydów do zwalczania chwastów jednoliściennych. W tym przypadku należy jednak patrzeć nie tylko na nazwę handlową środka ochrony roślin, ale także na mechanizmy działania zawartych w nim substancji czynnych. Jeżeli w zbożu i w roślinach dwuliściennych stosowane są substancje z tej samej grupy chemicznej, presja selekcyjna nadal pozostaje wysoka.

W zbożach ozimych podstawą powinien być skuteczny zabieg herbicydowy wykonany jesienią – i to w każdej strategii odchwaszczania. Kiełkowanie i rozwój wyczyńca polnego najprościej jest ograniczyć w fazie kiełkowania oraz pierwszych liści. Wiosną, po rozkrzewieniu, chwast jest znacznie trudniejszy do zwalczenia, szczególnie gdy warunki pogodowe nie sprzyjają działaniu herbicydów lub na plantacji istnieje prawdopodobieństwo występowania biotypów odpornych.

Przez wiele lat ważnym komponentem jesiennych programów był flufenacet. Komisja Europejska zakwestionowała jednak jego wykorzystanie i nie przedłużyła zezwolenia. Wobec tego herbicydy zawierające flufanacet mogą być stosowane tylko do 10 grudnia 2026 r. Oznacza to konieczność „przebudowy” programów herbicydowych, a nie prostego zastąpienia jednego produktu drugim.

W zależności od uprawianego gatunku, stopnia zagrożenia oraz etykiety rejestracyjnej wykorzystywane są obecnie herbicydy zawierające prosulfokarb, pendimetalinę, chlorotoluron czy diflufenikan. Wśród rozwiązań nalistnych znajdziemy natomiast substancje czynne z grupy inhibitorów ACCazy lub ALS. Przed wykonaniem zabiegu należy każdorazowo sprawdzić aktualną etykietę, ponieważ zakres upraw, terminy i zwalczane gatunki różnią się między poszczególnymi herbicydami.

Zwalczanie wyczyńca polnego jesienią

Wiosenne odchwaszczanie plantacji i walka z wyczyńcem polnym powinny być traktowane przede wszystkim jako korekta herbicydowa, a nie główny, a często jedyny zabieg. O jego efektywności i skuteczności w tym terminie zadecyduje faza rozwojowa i kondycja chwastów, a także ich wrażliwość na substancję czynną. Jeżeli jednak wyczyniec polny mocno się rozkrzewił, przeszedł okres chłodów lub suszy, a zabieg wykonywany jest zbyt późno, margines skuteczności staje się niewielki.

Wyczyniec polny
Dla prawidłowego działania herbicydów doglebowych i doglebowo-nalistnych konieczna jest dobrze przygotowana, wyrównana i odpowiednio wilgotna gleba. Fot. M. Piśny

Wyczyniec polny odporny na herbicydy

Wyczyniec polny należy do gatunków, u których odporność na substancje czynne herbicydów rozwija się stosunkowo szybko. W Polsce potwierdzono już populacje odporne na inhibitory ACCazy i ALS – opierało się na nich wiele wiosennych programów herbicydowych w zbożach. Co ważne, odporność może obejmować jedną substancję czynną, całą ich grupę, a czasami nawet kilka mechanizmów jednocześnie.

Nie wystarczy więc tylko zmiana nazwy handlowej środka ochrony roślin. Dwa różne herbicydy mogą działać w ten sam sposób i w praktyce wywierać podobną presję selekcyjną. Warto więc zwrócić większą uwagę na mechanizm działania, a nie tylko na opakowanie. Podobnie jest z mieszaninami. Dodanie drugiej substancji czynnej ma znaczenie antyodpornościowe tylko wtedy, gdy ona również skutecznie działa na wyczyńca polnego.

Odporność wyczyńca polnego może być związana ze zmianą miejsca działania substancji czynnej, ale również z jej szybszym metabolizmem w roślinie. Tym samym zwiększanie dawki albo powtarzanie podobnego zabiegu nie zawsze przynosi oczekiwany rezultat. Podejrzenie odporności pojawia się zwłaszcza wtedy, gdy w prawidłowo opryskanym miejscu, obok wyraźnie uszkodzonych roślin, pozostają zdrowe okazy tego samego gatunku. Takich przypadków nie powinno się pozostawiać bez wyjaśnienia. Warto więc zebrać nasiona i zlecić test odporności.

Wyczyniec polny
Niewystarczająca obsada roślin oraz słaba konkurencyjność łanu stwarzają korzystne warunki do rozwoju wyczyńca polnego. Fot. M. Piśny

Czy adiuwant poprawia zwalczanie wyczyńca polnego?

Liście wyczyńca polnego są wąskie i ukierunkowane pionowo, dlatego część cieczy roboczej może łatwo spłynąć lub słabiej pokryć powierzchnię rośliny. Odpowiednio dobrany adiuwant poprawi zwilżenie, zatrzymanie kropli i wnikanie herbicydu nalistnego. W niektórych technologiach jego dodatek jest wręcz wymagany przez etykietę i stanowi część kompletnego zabiegu.

Nie oznacza to jednak, że każdy adiuwant pasuje do każdego środka. Znaczenie mają:

  • formulacja herbicydu,
  • typ użytego dodatku,
  • jakość wody,
  • twardość i pH wody,
  • kolejność mieszania,
  • warunki pogodowe.

Zbyt agresywna mieszanina może zwiększyć ryzyko uszkodzenia roślin uprawnych, szczególnie gdy są one osłabione albo występują duże wahania temperatury.

Należy pamiętać, że adiuwant nie przełamie odporności, nie cofnie zbyt późnego terminu aplikacji herbicydu i nie naprawi błędu złego doboru substancji czynnej. Może on „wycisnąć” więcej z prawidłowo zaplanowanego zabiegu, ale nie zastąpi całej kompleksowej strategii.

Wyczyniec polny w Wielkiej Brytanii. Ostrzeżenie dla Polski

W Wielkiej Brytanii wyczyniec polny stał się jednym z najważniejszych i „najdroższych” chwastów na plantacjach zbóż ozimych. W wielu gospodarstwach odporność na substancje czynne herbicydów jest już zjawiskiem powszechnym. Klasyczna „chemia” nie daje już wystarczającej kontroli, dlatego tamtejsze programy opierają się na późniejszym siewie, zwiększonym udziale roślin jarych, rotacyjnej orce, konkurencyjnych typach odmian, herbicydach doglebowych oraz bezwzględnym niszczeniu roślin, które przetrwały.

Najważniejsza lekcja z Wielkiej Brytanii nie dotyczy konkretnego rozwiązania. Pokazuje, że nawet wysoka skuteczność pojedynczego zabiegu może być niewystarczająca, jeżeli ocalałe rośliny wydadzą dużą liczbę nasion. Przy wyczyńcu polnym należy patrzeć więc na skuteczność całego programu i na to, co pozostaje na polu pod koniec sezonu.

Wyczyniec polny
Pole pszenicy ozimej w Wielkiej Brytanii silnie zachwaszczone wyczyńcem polnym. Fot. B. Ryńska

Mucha śrubowa w USA: Nowa hodowla sterylnych samców ruszy wcześniej, ONZ daje 1 mln USD. Co z cenami bydła?

0
Mucha śrubowa - USA

Mucha śrubowa – groźny pasożyt, którego w USA nie widziano od ponad 40 lat – oficjalnie powróciła do Ameryki Północnej. Sprawa jest poważna, bo szkodnik atakuje bydło, a ewentualne straty w amerykańskim sektorze wołowiny mogą iść w miliardy dolarów. Główną orężem w walce z plagą jest tzw. Technika Sterylnych Owadów (SIT), polegająca na wypuszczaniu milionów poddanych promieniowaniu bezpłodnych samców . Żeby powstrzymać kryzys i rozwiązać problem niedoboru sterylnych much, ONZ i Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej przekazują 1 milion dolarów na badania, a Kanada już ogranicza import amerykańskich zwierząt.

Czytaj również:

Czym jest mucha śrubowa?

Mucha śrubowa (Cochliomyia hominivorax) to gatunek owada występujący w subtropikalnych rejonach Ameryk. Wyglądem przypomina zwykłą muchę domową, ale jest od niej niemal trzykrotnie większa i ma metalicznie niebieskozielone zabarwienie. Szkodnik ten jest wyjątkowo groźnym pasożytem zwierząt ciepłokrwistych oraz ludzi. Samice składają setki jaj na brzegach otwartych ran, a wyklute larwy przypominają kształtem wkręt – wwiercają się w ciało gospodarza i odżywiają jego żywą tkanką, co bez szybkiego leczenia doprowadza do śmierci zwierzęcia.

Sytuacja w Teksasie i drony wyszukujące chore bydło

Na łamach AgroProfil pisaliśmy niedawno o pierwszych przypadkach wykrycia tego pasożyta w Teksasie. Żeby szybciej wyłapywać chore sztuki, Amerykanie wysłali na granicę z Meksykiem drony z kamerami termowizyjnymi i sztuczną inteligencją. Szukają zwierząt z gorączką, co pozwala wyłapać zakażenie na wczesnym etapie.

Przełom w Teksasie: Fabryka sterylnych much ruszy 7 miesięcy wcześniej

Mimo że sterylizacja owadów to jedyna skuteczna metoda na całkowite wytępienie agrofaga, dziś problemem są ograniczone moce produkcyjne. Jedyny działający zakład w Panamie daje tylko 100 milionów much tygodniowo, podczas gdy zapotrzebowanie szacuje się na ponad 600 milionów.

Departament Rolnictwa USA (USDA) podjął więc decyzję o budowie ogromnego zakładu w Edinburgu w Teksasie za 750 milionów dolarów. Budowa idzie bardzo szybko – fabryka ma ruszyć wiosną 2027 roku, czyli aż 7 miesięcy przed pierwotnym terminem. Docelowo ma produkować 300 milionów sterylnych owadów tygodniowo.

Co dzieje się na wykresie ciągłym w Chicago?

Na rynku najbardziej płynnych serii kontraktów na ceny żywego bydła widać duże rozchwianie. Patrząc na wykres kontynuacyjny (Daily Nearby), jeszcze w maju i czerwcu ceny biły rekordy w okolicach 250–253 USD. Potem przyszedł mocny spadek, bo inwestorzy wystraszyli się blokad handlowych i ewentualnego przestoju w ubojniach.

Po lipcowym dołku w rejonie 215–218 USD kurs żywego bydła próbował odbijać, ale na sesji 12 sierpnia spadł o ponad 1% do poziomu 223,875 USD. Widać wyraźnie, że po majowym skoku wolumenu rynek przestał panikować, ale wciąż czeka na konkretne efekty działań weterynaryjnych w USA.

Walka trwa – będziemy śledzić rozwój sytuacji

Starcie z niebezpiecznym agrofagiem dopiero się rozkręca, a stawka dla globalnego rynku mięsa jest ogromna. Rozwój sytuacji epizootycznej w USA oraz decyzje handlowe kluczowych importerów będą w najbliższych miesiącach bezpośrednio dyktować trendy giełdowe. Walka trwa, a jej kolejne etapy oraz wpływ na światowe ceny wołowiny będziemy na bieżąco śledzić i analizować na łamach AgroProfil.

Pogoda. Ochłodzenie, silniejsze wiatry i dużo chmur

1
16 sierpnia
16 sierpnia

Pogoda. Ciepła noc z deszczem od Kartuz po Szczecin

Najbliższa noc przyniesie temperatury na poziomie 17-20 stopni Celsjusza. Na wschodzie, południu i w centrum niebo pogodne. Front znad Niemiec przyniesie opady w wąskim pasie od okolic Szczecina po Szczecinek aż po Kartuzy. Najmocniej popada na Nizinie Szczecińskiej- do 3-9 mm.

W ciągu dnia najsilniejsze opady na zachodzie- im dalej na wschód tym front suchszy

Front wchodząc do Polski nieść będzie sporo opadów ale idąc przez Polskę wyschnie i na Podlasie jutro nie dotrze.

Podczas opadów spadek temperatury z 20 stopni na 17 stopni.

Na Warmii i Mazurach oraz Żuławach deszcz tylko pokropi. Spadnie tu maksymalnie 1 mm. Na Kaszubach, północy i zachodzie oraz w centrum Kujaw można liczyć na 0 do 2 mm. Od północnej i zachodniej Wielkopolski po Nizinę Szczecińską, Ziemię Lubuską spadnie od 1 do 5 mm deszczu. Lokalnie w rejonie Gorzowa i Słubic 8 mm. Wieczorem delikatnie pokropi w rejonie Wrocławia, Poznania i Suwałk.

Nad resztą kraju sucho i słonecznie.

Wiatr od Ziemi Lubuskiej po północną Wielkopolskę i rejon Bydgoszczy słaby. Nad resztą kraju powieje umiarkowanie a chwilami dość silnie. Na wschodzie powieje z południa ale nad resztą kraju wiatr zacznie zmieniać kierunek na północny i północno zachodni.

16 sierpnia

Ceny żywności na świecie wyraźnie odbiły w lipcu, przełamując wcześniejsze spadki.

0
Ceny żywności

Ceny żywności na świecie wyraźnie odbiły w lipcu, przełamując wcześniejsze spadki. Podczas gdy globalne giełdy rolne znalazły się pod wpływem rosnących kosztów surowców, w polskich sklepach sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Najnowsze dane Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) oraz wstępny odczyt Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wskazują na mocny rozłam między globalną koniunkturą a sytuacją na rodzimym rynku detalicznym.

Świat: Wskaźnik FAO w górę przez drożejące zboża, cukier i oleje

Światowy wskaźnik cen żywności FAO (FFPI) osiągnął w lipcu poziom 131,1 pkt, rosnąc o 0,6% (0,7 pkt) m/m. Choć indeks pozostaje o 18,2% poniżej rekordu z marca 2022 roku, miniony miesiąc przyniósł wzmocnienie presji cenowej w kluczowych grupach produktów:

  • Zboża (+3,4% m/m | 113,8 pkt): Światowe ceny pszenicy podskoczyły aż o 5,8% m/m z powodu obaw o zakłócenia ciągłości dostaw i uszkodzenia infrastruktury eksportowej w basenie Morza Czarnego, do czego dołączyły się fale upałów obniżające plony u kluczowych producentów. Kukurydza podrożała o 3,6% m/m w reakcji na gorącą i suchą pogodę w USA oraz wyższe ceny na rynku energii.
  • Oleje roślinne (+2,0% m/m | 195,7 pkt): Indeks osiągnął najwyższy poziom od połowy 2022 roku. Wzrosty cen oleju palmowego i sojowego napędzał silny popyt ze strony sektora biopaliw (Indonezja, USA) oraz drożejąca ropa naftowa.
  • Cukier (+5,6% m/m | 95,0 pkt): Skok wywoływały obawy o suszę w Europie i zjawisko El Niño w Azji, a także wyższy popyt na etanol w Brazylii po podniesieniu obowiązkowej domieszki w paliwach.

Przeciwwagą dla tych podwyżek były spadki cen w segmencie mięsa (-2,8% m/m) i produktów mlecznych (-0,7% m/m).

Polska: Ceny żywności w sklepach spadają mimo wyższej inflacji CPI

W kraju konsumenci odnotowali ruch w odwrotnym kierunku. Jak wynika ze wstępnych danych GUS za lipiec, podczas gdy główny wskaźnik inflacji CPI odbił do 3,0% r/r (i 0,8% m/m), kategoria obejmująca żywność i napoje bezalkoholowe podążyła w dół:

Wskaźnik cen w Polsce (GUS – lipiec)Ujęcie roczne (r/r)Ujęcie miesięczne (m/m)
Inflacja ogółem (CPI)+3,0%+0,8%
Żywność i napoje bezalkoholowe-0,4%-0,8%
Paliwa do środków transportu+15,8%+13,9%

Był to już trzeci spadek cen żywności z rzędu w ujęciu miesiąc do miesiąca.

Skąd bierze się odporność polskich półek na podwyżki?

Odniesienie spadek cen detalicznych nad Wisłą przy jednoczesnym wzroście światowych giełd rolniczych wynika z kilku kluczowych mechanizmów:

  1. Sezonowy wysyp lokalnych zbiorów: Lipiec to okres tradycyjnie najniższych cen świeżych owoców i warzyw, co wydatnie obniża łączną wartość koszyka zakupowego.
  2. Zażarta wojna cenowa dyskontów: Silna konkurencja między głównymi sieciami handlowymi ogranicza marże i uniemożliwia natychmiastowe przerzucanie wyższych kosztów na konsumentów.
  3. Opóźnienie w relacji giełda-sklep: Zmiany notowań surowców na światowych rynkach przekładają się na końcowy produkt na półce z kilkutygodniowym lub kilkumiesięcznym poślizgiem.

Ceny żywności w skupie a sytuacja rolników: Dane GUS pokazują coraz trudniejsze położenie gospodarstw

Niskie ceny na półkach sklepowych i wyhamowanie dynamiki cen konsumpcyjnych odbywają się jednak kosztowym kosztem pierwszej i kluczowej ogniwa łańcucha dostaw – producentów rolnych. Szersze opracowania GUS dotyczące wskaźników cen skupu podstawowych produktów rolnych oraz nośników energii ujawniają niepokojącą nożyce cenowe:

  • Spadek opłacalności produkcji: Podczas gdy stawki w skupach dla wielu surowców rolnych spadają lub utrzymują się na niezapewniających rentowności poziomach, rolnicy zderzają się z drastycznym wzrostem opłat za paliwo rolnicze (+13,9% m/m) oraz rosnącymi kosztami energii elektrycznej i nawozów.
  • Pogłębiający się spadek dochodów: Różnica między cenami, jakie rolnicy uzyskują za swoje płody roślinne i żywiec, a nakładami ponoszonymi na środki do produkcji staje się coraz szersza. Dane GUS jednoznacznie wskazują, że wskaźnik relacji cen uzyskiwanych do ponoszonych (tzw. wskaźnik nożyc cen) utrzymuje się na niekorzystnym poziomie, co pogarsza płynność finansową wielu gospodarstw.

Podczas gdy główne uderzenie w lipcowy wskaźnik inflacji w Polsce przyspieszyli dostawcy energii oraz rosnące ceny paliw, sektor spożywczy pozostał kluczowym hamulcem dla ogólnego wzrostu kosztów utrzymania – lecz odbywa się to kosztem bezpośrednich producentów żywności.

Źródło: FAO, GUS