Fot. Nadleśnictwo Świdnica / Powiatowy Oddział Straży Ochrony Przyrody w Świdnicy
Puma pod Wałbrzychem to temat, który od rana elektryzuje mieszkańców Dolnego Śląska. Sensacyjne doniesienia z ostatnich tygodni przestają być jedynie niepotwierdzonymi plotkami – polskie lasy mierzą się z niepokojącą serią odwiedzin egzotycznych drapieżników. Dzisiaj, w środę 19 sierpnia, w Starostwie Powiatowym w Wałbrzychu zwołano sztab kryzysowy. Impulsem były oficjalne doniesienia Nadleśnictwa Świdnica – fotopułapka w Leśnictwie Lutomia (między Lutomią Górną a Michałkową) uchwyciła precyzyjne zdjęcia pumy.
Nadleśniczy świdnickich lasów Jerzy Zemlik potwierdził, że 30 leśniczych nadzorujących 18 tysięcy hektarów lasów stale przeszukuje teren w poszukiwaniu kolejnych tropów. Drapieżnik jest niezwykle sprawny i potrafi pokonywać od 3 do 20 kilometrów na dobę. Wczoraj wieczorem (18 sierpnia) zwierzę miało być widziane na Podgórzu w Wałbrzychu, a myśliwi donoszą, że wcześniej zaobserwowano je w okolicach wałbrzyskich Niedźwiadków oraz góry Borowa, gdzie miało polować na dziki.
Informacja o tym, że krąży puma pod Wałbrzychem, postawiła na nogi lokalne służby. Przypuszcza się, że zwierzę uciekło z prywatnej, nielegalnej hodowli w Czechach. Wcześniej widywano je w Karkonoszach na pograniczu polsko-czeskim oraz w okolicach Kłodzka – wszystko wskazuje na to, że to ten sam osobnik. Nadleśniczy z Wałbrzycha Jarosław Zając podkreśla, że drapieżnik przyzwyczajony do obecności człowieka nie odczuwa przed nim lęku, co czyni go wyjątkowo niebezpiecznym.
Nie tylko Dolny Śląsk. Fala doniesień w całej Polsce
Obecna sytuacja w powiecie wałbrzyskim to kolejny epizod w incydentach z udziałem wielkich kotów na terenie całego kraju:
Pomorze Zachodnie (lipiec): W okolicach Karsinki odłowiono około 7-miesięczną samicę pumy. Zwierzę uśpiono i przewieziono na 30-dniową kwarantannę do ZOO w Poznaniu.
Mazowsze (10 sierpnia): Podobne zgłoszenie postawiło na nogi służby w okolicach Ciechanowa.
Dolny Śląsk (13–19 sierpnia): Seria ostrzeżeń ze strony starostwa kłodzkiego oraz wałbrzyskiego, zakończona oficjalnym potwierdzeniem ze zdjęć fotopułapek pod Świdnicą i zwołaniem sztabu kryzysowego.
Jak zachować się w przypadku spotkania drapieżnika?
Leśnicy i służby przypominają najważniejsze zasady bezpieczeństwa w przypadku natknięcia się na drapieżnika:
Nie uciekaj i zachowaj spokój: Gwałtowna ucieczka może sprowokować drapieżnika do ataku.
Cofaj się powoli: Oddalaj się bez odwracania plecami, utrzymując kontakt wzrokowy ze zwierzęciem.
Wyglądaj na większego: Podnieś ręce, rozepnij kurtkę i powoli staraj się sprawiać wrażenie większego niż w rzeczywistości.
Zadzwoń na 112: Natychmiast powiadom policję lub numer alarmowy. Pod żadnym pozorem nie próbuj zbliżać się do zwierzęcia, robić mu zdjęć z bliska ani szukać go na własną rękę!
Egzotyczni uciekinierzy to nie tylko drapieżniki
Nietypowe spotkania w polskich lasach i na obrzeżach miast nie ograniczają się jedynie do kotowatych. Zaledwie wczoraj pisaliśmy o interwencji w podwarszawskich Łomiankach, gdzie na ulicy Zachodniej strażnicy miejscy odłowili przechodzącego w pobliżu zabudowań jeżozwierza. Drugi osobnik widywany jest w sąsiednich Starych Babicach, co wskazuje na ucieczkę obu zwierząt z jednej prywatnej hodowli.
Wysyp egzotycznych stworzeń w polskich lasach i miejscowościach nie jest podyktowany zmianami klimatu, lecz brakiem należytej staranności w zabezpieczaniu prywatnych hodowli, z których zwierzęta wykorzystują każdą okazję do ucieczki.
W I półroczu 2026 roku import produktów rolnych na Ukrainę osiągnął wartość ponad 4,7 mld USD. Mimo że kraje Unii Europejskiej pozostają głównym dostawcą żywności na tamtejszy rynek, dodatnie saldo w handlu rolnym z UE po stronie Kijowa sięga niemal 3,5 mld USD.
Jak wskazują dane Państwowej Służby Celnej Ukrainy, przeanalizowane przez dr. hab. Bohdana Duchnyckiego z Narodowego Centrum Naukowego „Instytut Gospodarki Rolnej” (IAE) w Kijowie, od stycznia do czerwca 2026 roku wartość ukraińskiego importu produktów rolno-spożywczych wyniosła 4,704 mld USD. Oznacza to 8-procentowy wzrost w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku.
Unia Europejska głównym dostawcą. Polska liderem zestawienia
Kraje Wspólnoty pozostają kluczowym partnerem handlowym Kijowa. W pierwszym półroczu zakupiono w UE towary rolne o wartości 2,542 mld USD, co stanowi równo 54% całej wartości dostaw. Dla porównania, zakupy z Azji osiągnęły wartość 812 mln USD (17,3%), z Ameryki Łacińskiej – 379 mln USD (8,1%), a z Afryki – 256 mln USD (5,4%).
W rankingu poszczególnych państw dostarczających żywność na rynek ukraiński pozycję lidera utrzymuje Polska z wynikiem 568 mln USD. Pierwsza dziesiątka dostawców odpowiada za 52% wartości ukraińskiego importu rolnego:
Polska: 568 mln USD
Niemcy: 341 mln USD
Turcja: 309 mln USD
Włochy: 221 mln USD
Holandia: 207 mln USD
Francja: 199 mln USD
Norwegia: 180 mln USD
Rumunia: 161 mln USD
Ekwador: 146 mln USD
Chiny: 136 mln USD
Struktura towarowa importu żywności na Ukrainę
Struktura towarowa pozostaje stabilna, choć od 2022 roku systematycznie rośnie w niej rola warzyw. Najważniejsze pozycje w ukraińskim koszyku importowym to:
Owoce i orzechy: 532 mln USD (+13% r/r; przeważają cytrusy i banany),
Ryby i owoce morza: 501 mln USD (+13% r/r; w tym ryby mrożone – 233 mln USD, wzrost o 19%),
Napoje alkoholowe i bezalkoholowe: 461 mln USD (+25% r/r),
Różne przetwory żywnościowe: 300 mln USD (+8% r/r),
Nasiona i owoce roślin oleistych: 276 mln USD (+6% r/r; w tym nasiona słonecznika – 148 mln USD, +11%),
Pasze dla zwierząt: 264 mln USD (+17% r/r),
Warzywa: 247 mln USD (spadek o 30% r/r; kupowano głównie pomidory, kapustę, ogórki, ziemniaki i paprykę),
Nabiał, jaja i miód: 214 mln USD (+22% r/r, napędzane głównie importem serów).
Bilans handlu rolnego na linii Ukraina – UE
Choć import produktów rolnych na Ukrainę z terenu Unii Europejskiej generuje znaczne obroty, strumień towarów płynący w przeciwnym kierunku jest większy.
W I półroczu 2026 roku łączny eksport rolno-spożywczy Ukrainy na świat sięgnął 12,59 mld USD. Aż 47,7% tej kwoty (6,01 mld USD) stanowiły dostawy do Unii Europejskiej, co oznacza wzrost o blisko 12% r/r. Największymi odbiorcami ukraińskich produktów rolnych w UE pozostają Włochy (1,001 mld USD) oraz Hiszpania (984 mln USD).
W efekcie Ukraina zamknęła pierwsze półrocze z dodatnim saldem w handlu rolnym z UE na poziomie 3,47 mld USD. Wzrost wartości ukraińskiego eksportu do Wspólnoty (+624 mln USD) z nawiązką przewyższył zwiększenie importu z terenu Unii (+221 mln USD).
Eksperci IAE wskazują, że logistyka po stronie importowej – oparta w około 80% na transportach lądowych – przebiega stabilnie. Analitycy szacują, że cały rok 2026 może przynieść kolejny rekord wartości towarów rolnych sprowadzonych na Ukrainę.
Źródła: Państwowa Służba Celna Ukrainy, Narodowe Centrum Naukowe „Instytut Gospodarki Rolnej” (IAE), analizy dr. hab. Bohdana Duchnyckiego, Agencja Informacyjna „Agro Perspektiva”.
Nowoczesne maszyny są wyposażone w precyzyjne naprowadzanie w międzyrzędziach, co pozwala na minimalizację uszkodzeń roślin uprawnych. Fot. M. Piśny
W dobie intensywnej produkcji na pola powracają różnego rodzaju pielniki. W skutecznej mechanicznej walce z chwastami niezbędne są jednak wiedza i doświadczenie oraz odpowiednie narzędzia i technologia.
Długi okres zakrywania szerokich międzyrzędzi w kukurydzy sprzyja rozwojowi zachwaszczenia. Fot. M. Piśny
Mechaniczne zwalczanie chwastów – na czym polega?
Prehistoryczne początki walki z chwastami wiązały się z wykorzystaniem różnych prostych, ręcznych narzędzi, wykonanych najczęściej z drewna. Mechaniczne odchwaszczanie ewoluowało wraz z uprawami przez kolejne tysiąclecia. Znaczny przełom nastąpił niemal sto lat temu wraz z wprowadzeniem pierwszych bron typu chwastownik, a następnie pielników rzędowych i chwastowników obrotowych.
Od pielników do herbicydów – jak zmieniało się zwalczanie chwastów?
Mechaniczna walka z chwastami jest znana w Polsce od dawna. A jednak nie każde pole było wolne od niepożądanych gatunków. Rolnicy w komunistycznym bloku często nie podejmowali żadnych działań. Łany zbóż były poprzetykane chabrami, makami, tworząc malownicze widoki, co obniżało jednak znacząco potencjał plonowania roślin uprawnych.
Do końca lat 70. XX wieku uprawy odchwaszczano mechanicznie różnymi metodami. Stosowano brony typu chwastownik i pielniki rzędowe, a w okopowych obsypniki. Walkę z chwastami stanowił też sam zbiór zbóż, koszonych przy pomocy kosiarek, żniwiarek lub snopowiązałek przed pełnią ich dojrzałości. W zbieranym pokosie znajdowały się również chwasty, które wywożono wraz z wartościowym materiałem poza obręb pól. Oczywiście pewna pula nasion pozostawała na plantacji, ale nie dominowała w uprawach następczych.
W latach 80. XX wieku na pola „wkroczyły” chemiczne rozwiązania. Śmiało można powiedzieć, że skuteczne herbicydy zakończyły erę mechanicznego zwalczania chwastów. W tym okresie na polach zaczął jednocześnie dominować zbiór kombajnowy. Nasiona chwastów „zdobyły” możliwość nieograniczonego wysiewania się na polach uprawnych. Ich kompensacji zaczął sprzyjać również ubożejący płodozmian. Obecnie nie znajdziemy z pewnością pola w kraju nad Wisłą, na którym chwasty nie stanowią zagrożenia.
Mechaniczne zwalczanie chwastów – kiedy jest skuteczne?
Odchwaszczanie mechaniczne przeżywa obecnie swój renesans. Wielu rolników powraca do tej technologii lub wdraża ją od podstaw po raz pierwszy. Do osiągnięcia sukcesu i powodzenia w walce z chwastami potrzebna jest jednak podstawowa wiedza o wykonywaniu tego typu zabiegów.
Najważniejszą sprawą jest zastosowanie odchwaszczania w odpowiednich warunkach glebowych i pogodowych. Jak to sprawdzić? Najlepiej bezpośrednio na polu, wykonując testowy przejazd. Gleba nie może lepić się do elementów roboczych, a one nie mogą wyrywać zbyt dużej liczby roślin. Źródła literaturowe i badania dopuszczają uszkodzenia młodych siewek na poziomie do 10%. W praktyce straty w pierwszym przejeździe nie powinny być większe niż 3–4%.
W sprzyjających warunkach chwasty można zniszczyć niemal w 100%. Opóźnienie zabiegu – chociażby przez niekorzystną pogodę – powoduje jednak ich intensywniejszy wzrost i ukorzenienie, a wtedy mogą pozostać na plantacji aż do zbiorów. Nawet wyrwane chwasty potrafią wznowić swój wzrost, na przykład po intensywnych opadach deszczu. Jest jeszcze jeden ważny element niezbędny w całej strategii. Prawidłowego odchwaszczania nie wykonamy bez odpowiedniego sprzętu. A pielnik pielnikowi nie równy.
Brona chwastownik – mechaniczne zwalczanie chwastów w zbożach
Pierwszym z narzędzi jest brona chwastownik. Składa się ona z tzw. pól, przymocowanych do ramy za pomocą łańcuszków lub na równoległoboku, co zapewnia prawidłowe kopiowanie terenu. Na każdym polu zamontowane są w kilku rzędach sprężyste zęby z zagiętymi końcówkami. Kąt ich natarcia można regulować mechanicznie lub hydraulicznie. Im mocniejszy kąt w stosunku do podłoża, tym bardziej intensywnie będziemy niszczyć chwasty.
Do zwalczenia chwastów przy użyciu chwastownika potrzeba często kilku przejazdów, wykonywanych w poprzek lub pod kątem do kierunku siewu zbóż – umożliwiając wyrywanie chwastów także pomiędzy roślinami w rzędzie. Zboża można bronować od fazy 3–4 liścia do końca fazy krzewienia. Drugie odchwaszczanie powinno być wykonane około 14 dni po pierwszym, a trzecie tuż przed końcem krzewienia, jeśli zachodzi konieczność. Przy siewie zbóż należy jednak pamiętać o zwiększeniu głębokości umieszczenia nasion (ok. 1 cm więcej) niż w przypadku uprawy konwencjonalnej, aby nie wyrwać siewek.
Wykonany zabieg odchwaszczania w zbożach przynosi także kilka dodatkowych korzyści. „Przeczesanie” łanu – szczególnie form ozimych – pobudza rośliny do efektywniejszego krzewienia i tworzenia produktywnych źdźbeł. Zabieg niszczy także wierzchnią warstwę skorupy glebowej oraz napowietrza rolę, co pozytywnie wpływa na regenerację i wigor roślin.
Narzędzie składa się z sekcji wyposażonych w różnego rodzaju redliczki i noże podcinające chwasty. Kopiowanie terenu zapewnia kółko podporowe zamontowane na każdej sekcji. Kluczowe jest utrzymanie równych odstępów między rzędami, gdyż sekcja odchwaszczająca wycina wszystko, co spotka na swej drodze.
Nowością w pielnikach rzędowych są obrotowe gwiazdy montowane na końcu zespołu opielającego, które umożliwiają niszczenie chwastów w rzędach rośliny uprawnej.
Chwastownik obrotowy – jak działa i kiedy go stosować?
Trzecią maszyną jest chwastownik obrotowy wprowadzony na rynek niespełna dwie dekady temu. Narzędzie jest wyposażone w koła gwiazdowe ze stalowymi sprężystymi zgrzebłami, umieszczonymi na obracającej się tarczy z tworzywa sztucznego. Nacisk na glebę jest najczęściej regulowany hydraulicznie. Tarcze ustawione są pod kątem w stosunku do kierunku jazdy, co powoduje, że pokrywają całą powierzchnię gleby. Dzięki takiemu ustawieniu elementów roboczych maszyną można pracować, jadąc po ścieżkach technologicznych, a obracające się gwiazdy wyrywają chwasty znajdujące się pomiędzy roślinami zasianymi w rzędzie.
Chwastownik obrotowy może pracować w łanach roślin uprawnych do wysokości nawet40 cm. Doskonale radzi sobie na polach z dużą ilością resztek pożniwnych – gwiazdy podczas obracania nie zapychają się nimi, tylko układają je na powierzchni gleby. To samo dzieje się z chwastami, które wysuszają promienie słoneczne. Pielnik obrotowy odchwaszcza również odstępy pomiędzy roślinami w rzędzie. Działa on jednak bardzo agresywnie i nie jest zalecany do wykonywania pierwszego odchwaszczania.
Czy mechaniczne zwalczanie chwastów może zastąpić herbicydy?
W mechanicznej walce z chwastami jedno jest pewne – nie ma gatunków „pancernych”. Podcięcie nożem czy szeroką redliczką zniszczy w sprzyjający warunkach każdą roślinę. Tymczasem w walce chemicznej coraz częściej słyszymy o zjawisku odporności na substancje czynne herbicydów. A nowych rozwiązań jest niestety jak na lekarstwo. W odchwaszczaniu chemicznym ważny jest również aspekt ekologiczny. Część ze stosowanych herbicydów może natomiast mieć negatywny wpływ na rośliny następcze, a nawet ekosystem.
Całkowite zastąpienie ochrony herbicydowej roślin uprawnych poprzez odchwaszczanie mechaniczne nie wydaje się jednak na ten moment realne. Z pewnością natomiast przybędzie tzw. hybrydowych programów odchwaszczania. Część zabiegów herbicydowych może zostać wówczas zastąpiona pielnikami, zwłaszcza w uprawach szerokorzędowych. Rozstrzygająca jednak pozostaje kwestia koniecznych nakładów – zakup z pozoru prostych, ale nowoczesnych maszyn nie jest wcale taki tani.
Ceny paliw: Poniedziałek (17.08.2026 r.) przyniósł kierowcom powiew ulgi na stacjach detalicznych. Wraz z wejściem w życie reaktywowanego programu CPN stawka VAT na paliwa została obniżona z 23% do 8%, a Minister Energii wyznaczył oficjalne maksymalne stawki na pylonach. Zarówno w poniedziałek, jak i we wtorek (18.08) obwieszczone limity wynosiły 7,37 zł/l dla oleju napędowego oraz 6,41 zł/l dla benzyny Pb95.
Euforia na stacjach nie trwała jednak długo. Szybko rosnące notowania surowców na światowych giełdach oraz osłabienie polskiej waluty wymusiły powrót do podwyżek w cennikach rafineryjnych i urzędowych limitach detalicznych na środę i czwartek.
Towar / Giełda / Waluta
Symbol
Wycena (18.08)
Zmiana sesyjna
Zmiana %
Olej napędowy (ARA / ICE)
ICE Diesel
1 306,87 USD/t
+9,00
+0,69%
Ropa WTI
CLU26
85,27 USD/bbl
+0,77
+0,91%
USD/PLN
^USDPLN
3,7361
+0,0104
+0,28%
EUR/PLN
^EURPLN
4,3248
+0,0105
+0,24%
Utrzymujący się wzrost cen diesla w Europie (1 306,87 USD/t), drożejąca ropa oraz osłabienie złotego uderzyły w środowe cenniki rafineryjne w Płocku. W środę (19.08) hurtowa cena oleju napędowego Ekodiesel w PKN Orlen wzrosła o +43 zł do 6 663 PLN/m³, z kolei benzyna Eurosuper 95 podrożała o +27 zł do 5 708 PLN/m³.
Ile zapłacimy na stacjach w środę i czwartek?
Presja rynkowa natychmiast przełożyła się na oficjalne obwieszczenia Ministra Energii w sprawie maksymalnych cen detalicznych. W środę (19.08) limity wzrosły o 5–10 groszy na litrze. Wyższa cena hurtowa z 19 sierpnia przełoży się na kolejną falę podwyżek na czwartek (20.08).
Rodzaj paliwa
Pon./Wt. (17–18.08)
Środa (19.08)
Czwartek (20.08) — PROGNOZA
Zmiana śr -> czw
Benzyna Pb95
6,41 zł/l
6,46 zł/l
6,49 zł/l
+0,03 zł/l
Benzyna Pb98
7,20 zł/l
7,26 zł/l
7,30 zł/l
+0,04 zł/l
Olej napędowy (ON)
7,37 zł/l
7,47 zł/l
7,52 zł/l
+0,05 zł/l
(Źródło: Obwieszczenia ME oraz wyliczenia na podstawie cennika hurtowego PKN Orlen z 19.08).
Podwójne standardy programu CPN: Ryczałtowcy zyskują, VAT-owcy tracą
Wdrożenie programu CPN uwypukliło podział w środowisku rolniczym. Gospodarstwa na ryczałcie korzystają z niższych cen brutto na stacjach detalicznych dzięki cięciu VAT do 8%. Z kolei rolnicy i przedsiębiorcy (transport) będący czynnymi podatnikami VAT ponoszą rosnące koszty cen netto w hurcie, które podbijają zawirowania rynkowe i osłabienie waluty.
Prowadzi to do dyskryminacji gospodarstw towarowych na VAT, które tracą część podatku naliczonego do odliczenia. Sytuację pogłębia fakt braku podniesienia stopy zwrotu akcyzy do zapowiadanych 2,00 zł do litra ON, co przy rosnącym hurcie netto drastycznie ogranicza poziom osłony finansowej producentów rolnych.
Z końcem I półrocza br. do Krajowego Rejestru Długów wpisanych było 3,6 tys. rolników, czyli o niemal 2% mniej niż rok wcześniej. Łączna kwota zaległości wyniosła 238,3 mln zł, co oznaczało spadek o prawie 2% rdr. Natomiast średnie zadłużenie wzrosło o 14 zł, czyli do wartości 66 695 zł. Dane pokazują także, że przeciętny okres trwania zaległości skrócił się z 817 do 749 dni, ale nadal przekracza dwa lata. Zdaniem ekspertów, ta zmiana sama w sobie nie dowodzi temu, że rolnicy zaczęli szybciej spłacać swoje długi. Powyższe dane nie mówią też o trwałej poprawie ich sytuacji finansowej.
Niewielki spadek liczby dłużników
Na koniec I połowy br. do Krajowego Rejestru Długów (KRD) wpisanych było 3,6 tys. rolników (rozumianych jako osoby zajmujące się uprawą roli i hodowlą zwierząt). To o 1,9% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 3,6 tys. Katarzyna Wuczkowska z KRD podkreśla, że spadek o 68 osób jest zbyt mały, aby na tej podstawie mówić o trwałej poprawie sytuacji finansowej rolników. Podkreśla też, że biuro informacji gospodarczej prezentuje tylko zobowiązania wymagalne, czyli takie po terminie płatności (popularnie zwane przeterminowanymi) przekazane przez wierzycieli, a w rolnictwie rozliczenia często są silnie sezonowe. Część długów jest regulowana po sprzedaży zbiorów lub po wpływie dopłat, niektóre obejmują ugody i raty, a wierzyciele nie zawsze od razu decydują się na wpis, chcąc utrzymać dalszą współpracę.
Wpływ dopłat z ARiMR na płynność
– Szukając jednak możliwie obiektywnego wyjaśnienia, warto zwrócić uwagę na dopłaty, tj. w pierwszym półroczu 2026 r. płynność części gospodarstw wspierały wypłaty ARiMR. Do 11 czerwca przekazano 18,95 mld zł, w tym 15,62 mld zł płatności bezpośrednich i 3,33 mld zł wsparcia obszarowego. Rok wcześniej, do 30 maja, wypłacono podobne 18,64 mld zł. W pierwszej połowie roku wierzyciele rolników często wstrzymują się z bardziej zdecydowanym dochodzeniem należności, w tym wpisywaniem ich do KRD. Wielu z nich daje rolnikom szansę, by pospłacali zobowiązania z ubiegłorocznych zbiorów. Ewentualny wzrost nowych zobowiązań będzie widoczny w drugiej połowie roku – wyjaśnia Katarzyna Wuczkowska.
Z analizowanych danych wynika również, że na koniec czerwca br. całkowite zadłużenie rolników zgłoszonych do rejestru wyniosło 238,3 mln zł. To o 1,8% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy mowa była o 242,8 mln zł. Radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol zauważa, że łączna kwota zaległości zmniejszyła się o 4,5 mln zł, czyli spadła niemal w takim samym tempie jak liczba dłużników. Jego zdaniem, to wynik spadku liczby dłużników w rejestrze.
Stabilne średnie zadłużenie i zagrożone gospodarstwa
– Taką tezę potwierdza średnie zadłużenie, które praktycznie się nie zmieniło. Nie widać więc wyraźnego zmniejszenia ciężaru długu przypadającego na jednego zadłużonego rolnika. Najbardziej narażone są gospodarstwa wyspecjalizowane w jednym kierunku, z wysokimi kosztami stałymi, kredytami na maszyny, budynki lub ziemię i małą rezerwą gotówki – uważa radca prawny Adrian Parol.
Rekordowe zadłużenie jednostkowe
Na koniec I kw. br. najwyższe zadłużenie rolnika w KRD wyniosło 5,6 mln zł. Rekord ten należy do dłużnika z woj. mazowieckiego. Rok wcześniej rekordzista, również z woj. mazowieckiego, miał do uregulowania 4,4 mln zł. Komentując ten fakt, mec. Parol zastrzega, że wzrost rekordowego jednostkowego zadłużenia w ciągu roku o 1,2 mln zł to pojedynczy przypadek i nie mówi nic o kondycji całej branży. Kwota 5,6 mln zł sugeruje działalność o dużej skali i znacznym zapotrzebowaniu na kapitał. Może obejmować niespłacone zobowiązania wobec banków, leasingodawców, dostawców maszyn, pasz, nawozów, paliw lub usług.
– Sama inwestycja nie jest jeszcze problemem, bo staje się nim dopiero wtedy, gdy harmonogram spłat przestaje odpowiadać przepływom pieniężnym gospodarstwa. Do takiej sytuacji może doprowadzić połączenie dużych nakładów z niższymi cenami sprzedaży, nieudanym sezonem, chorobami zwierząt, stratami pogodowymi albo opóźnioną zapłatą od odbiorcy – wyjaśnia Adrian Parol.
Na koniec I połowy br. statystyczny rolnik wpisany do KRD zalegał ze spłatą zobowiązań 749 dni (najwięcej w woj. opolskim – 990 dni, śląskim – 914 dni i świętokrzyskim – 875 dni). Rok wcześniej było to 817 dni. Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii GKPG, zauważa, że skrócenie średniego okresu zaległości to pozytywny sygnał, ale nie dowodzi jeszcze, że rolnicy zaczęli wyraźnie szybciej regulować należności. Średnia mogła spaść wskutek spłaty lub usunięcia z rejestru części najstarszych długów, ale również przez pojawienie się nowych, krócej przeterminowanych zobowiązań.
Przewlekły problem i ryzyko pętli zadłużenia
– Jakby nie patrzyć na te dane, to nadal mówimy o ponad dwóch latach opóźnienia. To już problem przewlekły, a nie tylko chwilowy zator. Wraz z upływem czasu maleje szansa na pełną spłatę i rosną koszty odsetek oraz windykacji. Słabsze rdr. ceny zbóż, mleka i trzody mogą dodatkowo ograniczać zdolność do wychodzenia z zaległości, zwłaszcza w gospodarstwach bez rezerw finansowych. W codziennym funkcjonowaniu oznacza to ograniczanie zakupów, odkładanie remontów albo zaciąganie kolejnych zobowiązań. Właśnie w ostatnim przypadku pojawia się realne ryzyko pętli zadłużenia – wylicza Łukasz Goszczyński.
Do tego ekspertka z KRD dodaje, że spadek średniego okresu zalegania ze spłatą o 68 dni jest pozytywną zmianą w strukturze zaległości, ale sam w sobie nie dowodzi, że rolnicy zaczęli szybciej spłacać swoje długi. Średnia obniża się zarówno wtedy, gdy najstarsze zobowiązania zostają spłacone lub usunięte z rejestru, jak i wtedy, gdy pojawiają się nowsze zaległości.
– Nadal mówimy o okresie przekraczającym dwa lata, a w trzech województwach – o ok. 2,4-2,7 roku. To pokazuje, że w części gospodarstw występuje problem o charakterze długotrwałym. Im dłużej dług przechodzi przez kolejne sezony produkcyjne, tym mniejsza jest statystyczna szansa odzyskania należności, choć nie oznacza to, że spłata jest niemożliwa – zauważa Katarzyna Wuczkowska.
Długoterminowy charakter opóźnień
Po danych widać też, że na koniec czerwca br. średnie zadłużenie rolnika w KRD wyniosło 66 695 zł. To o 14 zł więcej niż rok wcześniej. Komentując to, Łukasz Goszczyński zastrzega, że z perspektywy oceny kondycji finansowej gospodarstwa ważniejsza od samej kwoty zadłużenia jest relacja długu do bieżących dochodów i nadwyżki finansowej. Dla dużego gospodarstwa taka zaległość może być możliwa do opanowania w jednym lub dwóch cyklach produkcyjnych, a dla mniejszego ta sama kwota może oznaczać faktyczną utratę płynności i wieloletnie kłopoty.
– Znaczenie ma również struktura zobowiązań. Inaczej należy oceniać dług rozłożony między kilku wierzycieli, a inaczej jednoczesne zaległości wobec banku, leasingodawcy, dostawców oraz instytucji publicznych. W tym drugim przypadku każde kolejne opóźnienie może uruchamiać następne problemy, które z czasem zaczynają przypominać spiralę – podsumowuje ekspert z GKPG.
Ostatnie miesiące w polskim agrobiznesie stały pod znakiem ogromnej niepewności. Po wejściu w życie Przejściowej Umowy Handlowej UE-Mercosur na wsi aż wrzało od obaw – wielu rolników zadawało sobie pytanie, czy krajowy rynek nie zostanie z dnia na dzień zalany tanią żywnością z Ameryki Południowej. Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ) opublikował właśnie oficjalne podsumowanie. Wyniki mogą zaskoczyć wielu producentów rolnych, ale prawdziwy problem wcale nie zniknął – po prostu przeniósł się w inne miejsce.
Import z Mercosur w dół. Tyle żywności faktycznie wjechało do Polski
Czerwiec był pierwszym pełnym miesiącem sprawdzianu po majowym uruchomieniu nowych zasad handlowych. Jak wynika z analiz zaprezentowanych przez prof. Łukasza Ambroziaka z IERiGŻ, czarny scenariusz o natychmiastowym paraliżu polskiego rynku nie znalazł odzwierciedlenia w twardych cyfrach.
Łączna wartość czerwcowego importu z państw Mercosur do Polski wyniosła 124,7 mln euro. W praktyce oznacza to konkretne spadki:
o 11,3% mniej w porównaniu do maja tego roku,
o 12,4% mniej w zestawieniu ze średnią miesięczną z całego 2025 r.
Nasz wywóz w tamtym kierunku również pozostaje skromny – w czerwcu zamknął się kwotą 5,1 mln euro (spadek o 12% m/m, choć w ujęciu rocznym to wzrost o 9,5%). Twarde dane pokazują jednoznacznie: bezpośredniego „potopu” południowoamerykańskich towarów na naszych punktach skupu i w magazynach na razie nie ma.
Gdzie leży haczyk? Ryzyko wypierania z rynku unijnego
Mimo że statystyki dotyczące samego wwozu do Polski dają powody do chwilowego oddechu, eksperci rynkowi przestrzegają przed huraoptymizmem. Dla polskiego gospodarza kluczowa jest bowiem sytuacja na całym rynku Unii Europejskiej.
Trzeba jednak pamiętać o kluczowym mechanizmie rynkowym. Dla polskiego agrobiznesu równie wielkim zagrożeniem, co bezpośredni import do kraju, jest ewentualny gwałtowny napływ południowoamerykańskich towarów na rynek całej Unii Europejskiej. Sektory szczególnie wrażliwe – takie jak produkcja wołowiny, drobiu czy cukru – mogą zderzyć się z silną, tanią konkurencją na Zachodzie. Jeśli tańsze surowce z krajów Mercosur zaczną zajmować miejsce na półkach w Niemczech czy Francji, polscy producenci zostaną stopniowo wyparci ze swoich dotychczasowych, najbardziej opłacalnych rynków zbytu.
Tracimy pozycję u kluczowych odbiorców. Co dzieje się z polskim eksportem?
Spojrzenie na bilans handlowy polskiego sektora rolno-spożywczego za pierwsze półrocze ujawnia niepokojący trend na naszych dotychczasowych, głównych rynkach zbytu.
Choć łączny wywóz żywności z Polski osiągnął 29 mld euro (wzrost o 1,7% r/r), a dodatnie saldo wymiany wyniosło stabilne 9,6 mld euro, to na strategicznych kierunkach w Europie odnotowujemy wyraźne spadki:
Niemcy: spadek sprzedaży z Polski o 168 mln euro r/r (mniejszy wywóz mleka w płynie, zbóż oraz pieczywa).
Wielka Brytania: spadek o 93 mln euro r/r (mniejsza sprzedaż kukurydzy, wołowiny i pieczywa) – Brytyjczycy stracili przez to pozycję wicelidera wśród odbiorców naszej żywności.
Inne rynki UE: mniejszy strumień polskich towarów trafił także do Holandii, Słowacji, Danii oraz Rumunii.
To jasny sygnał, że zachodnioeuropejscy przetwórcy i sieci handlowe mogły zacząć zastępować polski surowiec tańszymi dostawami z Ameryki Południowej.
Turcja i nowe rynki ratują bilans polskiego agrobiznesu
Agro-eksporterzy z Polski nie czekają jednak z założonymi rękami i aktywnie szukają alternatywnych rynków zbytu poza Wspólnotą. Bezapelacyjnym liderem wzrostu w pierwszym półroczu została Turcja – wywóz do tego kraju skoczył aż o 167 mln euro (blisko o dwie trzecie), co jest zasługą potężnego popytu na polską świeżą i schłodzoną wołowinę.
Gdzie jeszcze rośnie sprzedaż naszych produktów rolnych?
Francja (+131 mln euro): dzięki wywozowi drobiu, przetworów mięsnych i lodów,
Szwecja (+82 mln euro) oraz Włochy (+40 mln euro),
Kierunki pozaunijne: Nigeria (+49 mln euro), RPA (+45 mln euro), Białoruś (+34 mln euro), Czechy (+31 mln euro) oraz Filipiny (+27 mln euro).
Brak gwałtownego skoku importu bezpośrednio do Polski to z pewnością dobra wiadomość na start. Jednak stopniowe wypieranie polskich zbóż, mięsa drobiowego czy wołowiny z rynku niemieckiego i brytyjskiego może z czasem przełożyć się na większą podaż surowca w kraju, a w konsekwencji – wywierać presję na cenniki w lokalnych skupach.
PPZ Trzemeszno szykuje się na większe kontraktacje ziemniaków skrobiowych. 18 sierpnia wmurowano kapsułę czasu pod budowany silos, który pomieści ponad 60 tys. ton skrobi. Nowa inwestycja ma poprawić logistykę zakładu, otworzyć drogę do kolejnych rynków i stworzyć przestrzeń do dalszego zwiększania produkcji.
PPZ Trzemeszno wmurowało kapsułę czasu pod nowy silos
18 sierpnia 2026 roku na terenie Przedsiębiorstwa Przemysłu Ziemniaczanego w Trzemesznie odbyło się uroczyste wmurowanie kapsuły czasu pod budowany silos na skrobię ziemniaczaną. PPZ Trzemeszno jest częścią Krajowej Grupy Spożywczej, a powstający obiekt ma być największym tego typu silosem w Polsce.
Inwestycja nie sprowadza się jednak wyłącznie do postawienia kolejnego magazynu. Dla zakładu jest elementem szerszego planu rozwoju, natomiast dla współpracujących z nim plantatorów może oznaczać przede wszystkim możliwość zwiększenia kontraktacji ziemniaków skrobiowych.
Obecnie z PPZ Trzemeszno związanych jest ponad 1200 plantatorów, którzy dostarczają ziemniaki w ramach umów kontraktacyjnych. Zakład w ostatnich latach dwukrotnie zwiększył moce przerobowe – z około 1500 do 3000 ton surowca na dobę.
60 tys. ton skrobi w jednym silosie
Skala nowej inwestycji robi wrażenie. Budowany silos będzie mógł pomieścić ponad 60 tys. ton skrobi ziemniaczanej, czyli około 80 tys. m³ produktu. Dla zobrazowania tej wielkości podczas uroczystości podano, że odpowiada to objętości potrzebnej do zasypania 16 boisk piłkarskich metrową warstwą skrobi.
To sześciokrotnie więcej niż pojemność obecnego silosu w Trzemesznie, który mieści około 10 tys. ton gotowego produktu.
Nowy obiekt będzie wyposażony w zautomatyzowane systemy załadunku, rozładunku i sterowania. Zamiast tradycyjnego magazynowania części produktu w workach zakład będzie mógł w większym zakresie kierować wytwarzaną podczas kampanii skrobię bezpośrednio do systemu silosowego. Ma to usprawnić logistykę oraz cały proces technologiczny.
PPZ przerobiło 352 tys. ton ziemniaków w jednym roku
– W zeszłym roku przetworzyliśmy 352 tys. ton ziemniaków skrobiowych i wyprodukowaliśmy 81 tys. ton skrobi natywnej, która jest gotowym produktem sprzedawanym do wielu gałęzi przemysłu – głównie spożywczego, ale także farmaceutycznego i papierniczego. Tak naprawdę gros naszych produktów trafia do przemysłu spożywczego. Budowany silos będzie jednym z najnowocześniejszych i największych obiektów do przechowywania skrobi ziemniaczanej w Polsce – mówi Jarosław Rogalski, Prezes Przedsiębiorstwa Przemysłu Ziemniaczanego Trzemeszno
Oznacza to, że sam nowy silos będzie mógł jednorazowo pomieścić ilość odpowiadającą blisko trzem czwartym ubiegłorocznej produkcji gotowej skrobi.
Produkt z Trzemeszna znajduje zastosowanie przede wszystkim w przemyśle spożywczym, ale trafia również do przemysłu farmaceutycznego i papierniczego. Aż 70% produkcji przedsiębiorstwa kierowane jest na eksport, m.in. do obu Ameryk i krajów Dalekiej Azji. Pozostałe 30% sprzedawane jest w Polsce.
Więcej kontraktów na ziemniaki skrobiowe
Z punktu widzenia rolników najważniejsze jest jednak to, co nowa inwestycja może oznaczać dla przyszłych kontraktacji.
Nowy silos sam w sobie nie zwiększy dobowej wydajności linii produkcyjnych. Pozwoli jednak zdecydowanie sprawniej magazynować gotową skrobię i w pełni wykorzystać potencjał rozbudowanego już wcześniej zakładu.
Prezes Jarosław Rogalski wskazał, że dzięki inwestycji PPZ będzie w stanie zakontraktować więcej ziemniaków i zwiększać areał plantacji kontraktacyjnych. W efekcie do zakładu może trafiać więcej surowca, a przedsiębiorstwo będzie mogło zwiększać wolumen produkowanego wyrobu gotowego.
To szczególnie istotne w regionie, w którym produkcja ziemniaków skrobiowych pozostaje ważną częścią działalności wielu gospodarstw. PPZ podkreśla przy tym swoją rolę wobec rolników, polegającą na zapewnianiu możliwości sprzedaży płodów rolnych na jasno określonych warunkach. Podczas uroczystości przypomniano również, że przedsiębiorstwo już wcześniej dwukrotnie zwiększyło areał kontraktacyjny.
Nowy silos ma otworzyć PPZ drzwi do kolejnych rynków
Większa przestrzeń magazynowa to także możliwość dalszego rozwoju sprzedaży. Jednym z celów inwestycji jest uzyskanie kolejnych certyfikatów jakościowych wymaganych przez odbiorców na zagranicznych rynkach.
Jak podkreślano podczas wydarzenia, wyższe certyfikaty nie mają być jedynie potwierdzeniem jakości produktu. Dla PPZ są przede wszystkim „biletem wstępu” na kolejne rynki, co może zwiększać możliwości sprzedaży skrobi i pośrednio tworzyć przestrzeń dla dalszego rozwoju kontraktacji surowca.
Dla przedsiębiorstwa, które już dziś większość swoich produktów eksportuje, możliwość wejścia do kolejnych odbiorców może być jednym z najważniejszych efektów całej inwestycji.
Ogromna budowa. 6 tys. m³ betonu i 312 ton stali
Generalnym wykonawcą inwestycji jest firma Strabag, która realizuje ją w formule „Zaprojektuj i Wybuduj”. W zakres prac wchodzi przygotowanie projektu, realizacja budowy, przeprowadzenie prób i testów oraz uruchomienie obiektu.
Skalę przedsięwzięcia dobrze pokazuje ilość potrzebnych materiałów. Do budowy silosu ma zostać wykorzystanych około 6 tys. m³ betonu oraz 312 ton stali. Obiekt ma być wyposażony w nowoczesną technologię transportu, załadunku i rozładunku skrobi.
Próby technologiczne zaplanowano na maj 2027 roku, natomiast zakończenie inwestycji i oddanie silosu do użytkowania przewidywane jest na lipiec 2027 roku.
To nie koniec inwestycji w PPZ Trzemeszno
Nowy silos ma być kolejnym, ale nie ostatnim etapem rozwoju przedsiębiorstwa. Podczas uroczystości przedstawiono również dalsze kierunki inwestycji w Trzemesznie.
W planach PPZ znajdują się m.in. centralna pakownia, magazyn operacyjny, biogazownia, farma fotowoltaiczna oraz dalsze przetwarzanie skrobi. Na razie jednak priorytetem pozostaje ukończenie ogromnego magazynu.
Kapsułę otworzą nie wcześniej niż za 50 lat
Samo wydarzenie miało również symboliczny wymiar. Podpisany akt erekcyjny umieszczono w szczelnej kapsule czasu wraz z przedmiotami mającymi opowiedzieć przyszłym pokoleniom o zakładzie i obecnym etapie jego rozwoju.
Do środka trafił m.in. numer lokalnej gazety ze wzmianką o budowie silosu, historyczny akt założenia zakładu z 1883 roku oraz lista pracowników PPZ Trzemeszno według stanu na 18 sierpnia 2026 roku.
Kapsuła ma zostać ponownie otwarta dokładnie 18 sierpnia 2076 roku – za pół wieku.
Do tego czasu znacznie szybciej widoczne powinny być gospodarcze efekty samej inwestycji. Jeśli większe możliwości magazynowania przełożą się zgodnie z planem na wzrost kontraktacji, nowy silos w Trzemesznie będzie miał znaczenie nie tylko dla PPZ i Krajowej Grupy Spożywczej, ale również dla setek gospodarstw produkujących ziemniaki skrobiowe.
Dopłaty bezpośrednie 2026 to kluczowy element budżetu każdego polskiego gospodarstwa rolnego. W obliczu ostatnich anomalii pogodowych i ogromnych strat w uprawach, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi ogłosiło kluczowe zmiany w harmonogramie przelewów realizowanych przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Dopłaty bezpośrednie 2026 – kiedy będą wypłacone zaliczki, na jakie stawki mogą liczyć rolnicy i jak przebiega szacowanie szkód po nawałnicach? Wyjaśniamy krok po kroku.
Dopłaty bezpośrednie 2026 – kiedy będą wypłacone zaliczki z ARiMR?
Pytanie o to, dopłaty bezpośrednie 2026 – kiedy będą wypłacone, zdeterminało ostatnie dyskusje w branży agro. Standardowy, ustawowy termin, w którym ARiMR rozpoczyna przelewanie zaliczek na konta rolników, przypada na 16 października. Jednak decyzją resortu rolnictwa harmonogram ten został zmieniony, aby ratować płynność finansową gospodarstw rolnych dotkniętych gradobiciami i nawalnymi deszczami.
Kluczowe terminy wypłat dopłat bezpośrednich:
8 września 2026 r. – planowany start wypłaty zaliczek na poczet płatności bezpośrednich (ponad miesiąc wcześniej niż zwykle).
Do 30 listopada 2026 r. – zakończy się realizacja zaliczek w ramach płatności bezpośrednich i ekoschematów.
Od 1 grudnia 2026 r. – ruszy wypłata płatności końcowych za rok 2026.
Wcześniejsza wypłata zaliczek dopłat bezpośrednich to natychmiastowy zastrzyk gotówki, który pozwoli rolnikom na zakup nawozów, kwalifikowanego materiału siewnego oraz paliwa na prace jesienne.
Pomoc dla rolników po nawałnicach a stan klęski żywiołowej
Anomalie pogodowe zniszczyły tysiące hektarów upraw, parki maszynowe oraz infrastrukturę w wielu regionach kraju. Część środowiska rolniczego apelowała o formalne ogłoszenie stanu klęski żywiołowej. Resort rolnictwa podkreśla jednak, że takie rozwiązanie nie wpływa na tempo wsparcia finansowego.
Kwestia prawna i finansowa
Stanowisko Ministerstwa Rolnictwa
Stan klęski żywiołowej
Wprowadzany w celu ochrony życia i mienia; brak wpływu na wypłatę odszkodowań dla rolników.
Finansowanie pomocy
Środki na pomoc suszową i po nawałnicach są zabezpieczone w rezerwie budżetowej państwa.
Podział kompetencji
MRiRW finansuje straty w uprawach rolnych; budynki i maszyny pokrywają odrębne programy.
Komisje gminne i protokoły strat – jak uzyskać odszkodowania rolne?
Mimo nowoczesnych technologii, szacowanie strat w uprawach po nawalnych deszczach i gradobiciach nie może odbywać się wyłącznie za pomocą aplikacji, zdjęć czy map satelitarnych.
Procedura ubiegania się o pomoc po klęskach żywiołowych:
Zgłoszenie szkody w gminie: Rolnik zobowiązany jest do złożenia wniosku o szacowanie strat do właściwego urzędu gminy.
Wizytacja komisji w polu: Gminna komisja szacująca straty musi fizycznie ocenić poziom zniszczeń w danej uprawie.
Sporządzenie protokołu: Dokument ze weryfikacji terenowej jest jedyną formalną przepustką do wypłaty środków z rezerwy budżetowej.
Do kiedy wniosek o dopłaty bezpośrednie 2026? Harmonogram i zasady naboru
Dla pełnego obrazu tegorocznej kampanii obszarowej warto przypomnieć kluczowe terminy składania wniosków w systemie eWniosekPlus, które obowiązywały w 2026 roku:
Do 1 czerwca 2026 r. – upłynął podstawowy termin składania wniosków o dopłaty bezpośrednie (termin podstawowy przesunięto z 15 maja). Złożenie dokumentów w tym okresie gwarantowało przyznanie płatności w pełnej wysokości bez potrąceń.
Do 16 czerwca 2026 r. – upłynął czas na wprowadzanie zmian oraz bezsankcyjnych korekt do złożonych wcześniej wniosków z inicjatywy rolnika.
Do 26 czerwca 2026 r. – mijał ostateczny, bezwzględny termin na złożenie spóźnionego wniosku. Za każdy dzień roboczy opóźnienia należna kwota dopłat była pomniejszana o 1%. Wnioski oraz korekty składane po 26 czerwca 2026 r. nie były już rozpatrywane przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.
Eksport zbóż z UE zanotował mocne wyhamowanie na początku nowego sezonu handlowego 2026/2027. Z najnowszych danych Komisji Europejskiej (DG Agri) za pierwsze 7 tygodni sezonu (od 1 lipca do 16 sierpnia 2026 r.) wynika, że łączny wywóz ziarna ze Wspólnoty skurczył się aż o 55% r/r, osiągając poziom zaledwie 2,58 mln ton. Równolegle import zbóż do Unii wzrósł o 9% r/r (do 2,81 mln ton), co oznacza, że na progu nowego sezonu UE stała się importerem netto.
Eksport zbóż z UE – załamanie na pszenicy i jęczmieniu
Spadek wysyłek dotknął kluczowe gatunki zbóż wywożone z Unii:
Pszenica miękka: Wywóz spadł o 49% r/r – z 2,90 mln ton przed rokiem do zaledwie 1,48 mln ton.
Jęczmień: Zanotował spadek aż o 71% r/r (z 2,12 mln ton do 603,6 tys. ton).
Kukurydza: Unijny wywóz skurczył się o 36% r/r do zaledwie 72,4 tys. ton, przy masowym imporcie tego ziarna do UE sięgającym 2,12 mln ton (+43% r/r).
Gatunek / Produkt
Eksport UE (t)
Zmiana Y/Y
Import UE (t)
Zmiana Y/Y
Pszenica miękka
1 484 076
-49%
349 772
-47%
Jęczmień
603 612
-71%
74 552
-33%
Kukurydza
72 418
-36%
2 117 205
+43%
Żyto
4 440
+484%
0
-6%
Łącznie Pszenica
1 589 437
-49%
605 797
-30%
RAZEM ZBOŻA
2 581 829
-55%
2 813 855
+9%
Jak wygląda eksport zbóż z UE w podziale na kraje? Polska w czołówce
Szczegółowe zestawienie DG Agri pokazuje duże zróżnicowanie aktywności eksportowej w poszczególnych państwach członkowskich.
Pszenica miękka: Liderem pozostaje Rumunia z wynikiem 470,2 tys. ton (ponad 31% całej unijnej wysyłki). Kolejne miejsca zajmują Litwa (353,5 tys. ton), Bułgaria (242,6 tys. ton) oraz Niemcy (151,5 tys. ton). Polska zajmuje wysokie 5. miejsce w UE z wywozem na poziomie 132,9 tys. ton pszenicy miękkiej.
Kukurydza: Wśród niewielkiej liczby dostawców kukurydzy wyróżnia się Litwa (31,0 tys. ton), Polska (16,2 tys. ton) oraz Francja (11,8 tys. ton).
Kraj (Eksporter)
Pszenica miękka (t)
Jęczmień (t)
Kukurydza (t)
Rumunia (RO)
470 221
392 311
132
Litwa (LT)
353 503
0
31 017
Bułgaria (BG)
242 637
54 643
445
Niemcy (DE)
151 466
66 686
1 677
Polska (PL)
132 852
1
16 233
Łotwa (LV)
58 727
1
0
Francja (FR)
26 940*
82 586
11 758
Suma UE
1 484 076
603 612
72 418
*Uwaga: Warto pamiętać, że zgłaszane przez KE dane dotyczące Francji mogą być niepełne ze względu na powracające opóźnienia w raportowaniu zgłoszeń celnych. Rzeczywisty wywóz z tego kraju mógł być wyższy.
Dlaczego eksport zbóż z UE silnie wyhamował?
Na słaby start unijnej sprzedaży zagranicznej wpłynęło kilka kluczowych czynników:
Świetne zbiory u tradycyjnych importerów: Egipt zebrał w tym roku ponad 10 mln ton pszenicy, a Turcja aż 23–24,5 mln ton, co pozwoliło tym krajom ograniczyć natychmiastowy import.
Paraliż żeglugi na Morzu Czarnym: W sierpniu doszło do drastycznego zahamowania wywozu zbóż z portów czarnomorskich, co wywołało niepewność na rynku transportowym.
Wzrost kosztów frachtu: Wyższe stawki ubezpieczeń morskich oraz ceny paliw wywindowały koszty logistyki na szlakach wschodnich.
Szansa na ożywienie unijnego wywozu – co to oznacza dla Polski?
Zahamowanie dostaw ze szlaków czarnomorskich otwiera szansę dla unijnych dostawców. Ograniczenia logistyczne w tamtym rejonie sprawiają, że eksport zbóż z UE – w tym z polskich portów w Gdańsku i Gdyni – może znacząco przyspieszyć w kolejnych miesiącach.
Gdy tradycyjni importerzy w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie wyczerpią własne zapasy, zapotrzebowanie na unijne ziarno wzrośnie, dając długo oczekiwany impuls do podwyżek w krajowych punktach skupu.
Ochrona rolnictwa:Rząd przyjął długo oczekiwany projekt – nowa ustawa o ochronie rolnictwa ma raz na zawsze zabezpieczyć rolników przed skargami i procesami sądowymi za pracę w nocy czy specyficzne zapachy. Zmiany w prawie jednoznacznie stawiają na produkcyjną funkcję wsi i kończą erę absurdalnych roszczeń ze strony nowych mieszkańców.
Przez lata napływ osób szukających wiejskiej sielanki prowadził do licznych konfliktów. Niejeden gospodarz musiał tłumaczyć się przed policją lub sądem z tego, że wjechał w pole przed świtem, by zdążyć przed ulewą. Zmiany w przepisach mają wreszcie przywrócić gospodarzom pewność i prawo do normalnej pracy.
Ochrona rolnictwa w prawie: koniec kar za hałas i pracę w nocy
Kluczowym elementem reformy jest modyfikacja Kodeksu cywilnego oraz przepisów dotyczących wykroczeń. Typowe uciążliwości związane z produkcją – takie jak zapachy, kurz czy ryk silników – będą formalnie uznawane za mieszczące się w granicach tzw. przeciętnej miary.
Co to oznacza w praktyce? Jeśli prowadzisz gospodarstwo zgodnie z przepisami i sztuką rolniczą, sąsiad nie będzie mógł skutecznie żądać zaprzestania prac ani odszkodowania.
Projekt wprost wyłącza odpowiedzialność za zakłócanie spokoju lub spoczynku nocnego, gdy wynika to ze specyfiki pracy na roli. Pogoda oraz cykl biologiczny roślin i zwierząt nie czekają na dogodną porę – nowe przepisy w pełni to uwzględniają. Ochrona obejmie zarówno produkcję roślinną i zwierzęcą, jak i sadownictwo czy rybactwo.
Kupujesz dom na wsi? Podpiszesz oświadczenie u notariusza
Ważnym filarem nowej regulacji jest edukacja i budowanie świadomości wśród osób przeprowadzających się poza miasta. Kupując nieruchomość na terenie rolniczym, nabywca będzie musiał złożyć u notariusza specjalne oświadczenie. Potwierdzi w nim, że ma pełną świadomość, iż w sąsiedztwie jest prowadzona działalność rolnicza i mogą występować jej naturalne konsekwencje.
Rozwiązanie to wyeliminuje tłumaczenia o nieznajomości wiejskich realiów i uniemożliwi późniejsze podważanie praw rolnika.
Warto jednak pamiętać o ważnym zastrzeżeniu: ustawa nie obejmie gospodarstw działających nielegalnie, łamiących normy środowiskowe lub zlokalizowanych na terenach nieprzeznaczonych w planach przestrzennych pod produkcję rolną.
Co oznacza nowa ustawa dla polskiego rolnika?
Prawna ochrona rolnictwa i gospodarstw: Odrzucanie roszczeń sąsiedzkich dotyczących zapachów i hałasu na terenach przeznaczonych pod uprawę i hodowlę.
Spokój podczas prac sezonowych: Żniwa, siewy czy opryski wykonywane wieczorami i w nocy nie będą groziły mandatami za zakłócanie ciszy nocnej.
Koniec wymówek nowych mieszkańców: Oświadczenie notarialne formalnie uświadamia kupujących o produkcyjnym charakterze wsi.
Warunek konieczny: Pełna ochrona przysługuje tylko wtedy, gdy działalność jest prowadzona zgodnie z prawem i zasadami prawidłowego gospodarowania.
Źródło: Opracowanie własne na bazie komunikatu MRiRW
Ceny zbóż i oleistych na giełdach: Ostatnie tygodnie na rynku zbóż i roślin oleistych przypominają prawdziwy rollercoaster. Po mocnych podwyżkach z drugiej połowy lipca, ceny spadły pod wpływem realizowania zysków przez fundusze inwestycyjne. Przełom nastąpił po publikacji sierpniowego raportu USDA (WASDE z 12 sierpnia), który przypomniał o niższych prognozach zbiorów za oceanem.
Początek bieżącego tygodnia przyniósł jednak wyraźny podział nastrojów na giełdach: rzepak i kukurydza mocno zyskują na wartości, natomiast pszenica zaliczyła poniedziałkowy spadek, po czym we wtorek próbowała odrabiać straty.
Co obecnie napędza rynek?
Analitycy rynkowi zwracają uwagę na kilka kluczowych czynników:
Słabsze plony w Europie Zachodniej: Upalne lato we Francji i trudne warunki pogodowe w Niemczech obniżyły zbiory kukurydzy oraz pogorszyły jakość pszenicy.
Wieści z USA: Prognozy zbiorów kukurydzy i soi w Stanach Zjednoczonych zostały skorygowane w dół. Bieżące objazdy pól w Pasiu Kukurydzianym potwierdzają, że ziarna w kolbach i strąków soi jest mniej, niż wcześniej szacowano.
Problemy z eksportem ze Wschodu: Choć w Rosji i Ukrainie ziarna nie brakuje, obniżono prognozy ich eksportu z powodu trwających utrudnień logistycznych i żeglugowych w portach basenu Morza Czarnego.
Droga ropa naftowa: Ropa Brent przebiła poziom 91 USD za baryłkę. W połączeniu z rekordowym przerobem soi w USA mocno ciągnie to w górę ceny rzepaku.
Głód surowca w tłoczniach: Unijne przetwórstwo rzepaku pracuje pełną parą, a zapasy z ubiegłego sezonu są małe, co zmusza zakłady do podnoszenia stawek.
Chwilowa korekta na pszenicy: Poniedziałkowy spadek pszenicy wynikał z zamykania zyskownych pozycji przez fundusze oraz wpływu bieżącej podaży z trwających zbiorów na północy Europy.
Notowania giełdowe z początku tygodnia (17–18 sierpnia)
Rzepak (kontrakt listopadowy): Pewnie przebił granicę 550 EUR/t. We wtorkowe popołudnie osiągnął 551,00 EUR/t (+0,36%), napędzany drożejącą ropą i soją.
Kukurydza (kontrakt listopadowy): Utrzymuje trend wzrostowy, dochodząc we wtorek do 255,00 EUR/t (+0,20%, z dziennym szczytem na poziomie 256,25 EUR/t).
Pszenica (kontrakt wrześniowy): Po poniedziałkowym spadku do 224,75 EUR/t, we wtorek odrabia straty i odbija do 226,75 EUR/t (+0,67%).
Sytuacja w polskich skupach (stan na 17.08.2026 r.)
Giełdowe podwyżki i wysoki parytet eksportowy (w portach pszenica wyceniana jest na 970–980 zł/t) przełożyły się na wzrost stawek w krajowych cennikach:
Pszenica konsumpcyjna: Średnia cena w skupach podskoczyła o blisko 10 zł na tonie (od piątku) i wynosi ok. 850 zł/t (zakres transakcyjny to 740–950 zł/t).
Pszenica paszowa: Podrożała do średnio 785 zł/t (przedział 690–830 zł/t), przy czym na północy Polski płaci się około 830 zł/t, a na południu 750–770 zł/t.
Rzepak: Wyrósł na lidera podwyżek. Średnia stawka w skupach podniosła się o ponad 20 zł, osiągając 2315 zł/t (przedział 2120–2400 zł/t). Zakłady przetwórcze w ofertach bezpośrednich płacą jeszcze więcej – przykładowo ZUBR Osiek podniósł cenę rzepaku bez dopłat do 2420 zł/t.
Kukurydza: Średnio kosztuje 875 zł/t (przedział 810–980 zł/t). Mimo giełdowego przelicznika przekraczającego 1100 zł/t (Matif), rynek lokalny ogranicza odległość od portów – na północy stawki sięgają 950 zł/t, a na południu ok. 850 zł/t.
Źródło cen: Euronext Paryż (MATIF), CBoT, krajowe cenniki skupowe
W dniach 11–14 sierpnia 2026 r. odbyły się Regionalne Konferencje Nasienne DANKO, skierowane do firm reprodukujących materiał siewny oraz dystrybutorów.
DANKO, jako organizator wydarzenia i jeden z czołowych producentów kwalifikowanego materiału siewnego, zaprezentowało uczestnikom swoją najnowszą ofertę odmian zbóż i rzepaku. Konferencje były również okazją do omówienia aktualnych zagadnień związanych z rynkiem oraz sprzedażą kwalifikowanego materiału siewnego.
Szczególnie dużym zainteresowaniem uczestników cieszyła się nowa, wysokojakościowa odmiana pszenicy ozimej LACERTA, będąca jedną z najważniejszych nowości w aktualnej ofercie DANKO.
Spotkania stworzyły przestrzeń do wymiany doświadczeń, rozmów o bieżącej sytuacji w branży nasiennej oraz współpracy pomiędzy DANKO, firmami reprodukcyjnymi i dystrybutorami.
Regionalne Konferencje Nasienne DANKO to ważny element przygotowań do kolejnego sezonu sprzedażowego oraz budowania partnerskich relacji z firmami działającymi na rynku nasiennym.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.